Ka (02.03.15)

 

CBOS: 56 proc. Polaków nie ma wątpliwości, że Bóg istnieje. Tylko 3 proc. deklaruje zupełny brak wiary

mf, PAP
02.03.2015 , aktualizacja: 02.03.2015 15:14
A A A Drukuj
Warszawa.  Wierni na niedzielnej mszy świętej w Kościele Pokamedulskim

Warszawa. Wierni na niedzielnej mszy świętej w Kościele Pokamedulskim (BARTOSZ BOBKOWSKI)

Niespełna trzy piąte Polaków (56 proc.) ma niezachwianą wiarę w istnienie Boga. Chwile zwątpienia w tym względzie miewa ponad jedna czwarta badanych (27 proc.), a 5 proc. przyznaje, że tylko czasami wydaje im się, iż wierzy w Boga – wynika z sondażu CBOS.
Niewiarę w osobowego Boga, ale przekonanie o istnieniu pewnego rodzaju siły wyższej deklaruje 5 proc. ankietowanych. Nieco mniej respondentów (4 proc.) nie potrafi ocenić, czy Bóg istnieje, nie wierzy też, że jest sposób, by to sprawdzić. Zupełny brak wiary w Boga wyraża trzech na stu badanych (3 proc.).
Kto wierzący, kto praktykujący?

Według badań CBOS, analiza związku wiary w Boga z uczestnictwem w praktykach religijnych wykazuje dość wyraźną zależność. Okazuje się jednak, że wśród osób wierzących w Boga i niemających wątpliwości co do jego istnienia jedna piąta (20 proc.) albo w ogóle nie praktykuje religijnie, albo robi to co najwyżej okazjonalnie. Regularne uczestnictwo w praktykach religijnych deklaruje dwie trzecie badanych z tej grupy (65 proc.).

Z drugiej strony, zgodnie z deklaracjami, przynajmniej raz w tygodniu praktykuje religijne ponad dwie piąte spośród tych, którzy miewają chwile zwątpienia w istnienie Boga (44 proc.), jedna czwarta tych, którzy czasami wierzą w Boga, a innym razem w niego nie wierzą (26 proc.), oraz co dziesiąty niewierzący w osobowego Boga, ale w siłę wyższą (10 proc.).

Mimo silnego przekonania Polaków o istnieniu Boga i dość powszechnego w Polsce religijnego obchodzenia Wielkanocy, stanowiącej świętowanie tajemnicy zmartwychwstania, tylko nieco ponad jedna trzecia respondentów (36 proc.) jest przekonana, że po śmierci – w zależności od naszego postępowania na ziemi – trafimy do nieba, piekła lub czyśćca.

Czy śmierć jest końcem?

Znaczna część badanych (31 proc. ogółu) wierzy wprawdzie, że śmierć nie jest końcem, ale nie wie, co po niej nastąpi. Co czternasty (7 proc.) wyraża wątpliwość co do samej egzystencji po śmierci, bez względu na jej charakter, a niespełna jedna piąta (18 proc.) sądzi, że śmierć jest końcem i nic po niej nie następuje. Nieliczni badani (4 proc.) są pewni, że wszyscy pójdą do nieba.

Jak podkreśla CBOS, mimo iż spora grupa ankietowanych nie ma jednoznacznych przekonań dotyczących tego, co dzieje się z nami po śmierci, większość nie zaprzecza istnieniu zbawienia. Tylko 15 proc. badanych zupełnie nie wierzy w nowe życie po śmierci, a niewiele mniej (12 proc.) ma w tej kwestii wątpliwości. Wśród ankietowanych niezmiennie dominuje przekonanie, że każdy może oczekiwać zbawienia (61 proc.). W opinii co dwunastego respondenta (8 proc.) zbawienie zarezerwowane jest wyłącznie dla osób religijnych, a czterech na stu (4 proc.) skłonnych jest twierdzić, że dotyczy ono wyłącznie chrześcijan.

Kto będzie zbawiony?

W ocenie CBOS w ciągu ostatnich dziewięciu lat nieco zmniejszyła się liczba respondentów przekonanych o powszechnym dostępie do zbawienia (66 proc. do 61 proc.) oraz o jego dostępności wyłącznie dla osób religijnych (z 11 proc. do 8 proc.). Przybyło natomiast badanych w ogóle niewierzących w zbawienie (z 9 proc. do 15 proc.) oraz tych, którzy nie mają wyrobionej opinii na ten temat (z 9 proc. do 12 proc.).

Czy Bóg słucha modlitw?

Według badań CBOS najsilniejsza okazuje się w wiara w to, że Bóg wysłuchuje modlitw. Uważa tak 82 proc. badanych, w tym większość z nich (43 proc. ogółu) nie ma co do tego wątpliwości. Przynajmniej dwie trzecie respondentów (od 66 proc. do 70 proc., w tym 34 proc. do 40 proc. w sposób zdecydowany) wierzy w sąd ostateczny, w niebo, cuda, których nie można wyjaśnić za pomocą dostępnej wiedzy, w nieśmiertelność ludzkiej duszy oraz w życie pozagrobowe.

A jak z wiarą w zmartwychwstanie?

Nieco rzadziej Polacy deklarują wiarę w zmartwychwstanie zmarłych (62 proc., w tym 34 proc. w sposób zdecydowany) i w grzech pierworodny (odpowiednio 59 proc. i 30 proc.). Stosunkowo najbardziej sceptyczni Polacy okazali się w kwestii wiary w piekło. W jego istnienie wierzy 56 proc. badanych, w tym tylko 25 proc. zdecydowanie.

Sondaż CBOS został zrealizowany w dniach 5-11 lutego tego roku na liczącej 1003 osoby reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Zobacz także

TOK FM

Rosja nie chce wpuścić Borusewicza na pogrzeb Niemcowa. Marszałek Senatu „zaskoczony”

osi, Gazeta.pl / PAP, wideo: TVN24/x-news, 02.03.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,114871,17508049,video.html?embed=0&autoplay=1
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz nie będzie mógł pojechać na pogrzeb Borysa Niemcowa do Moskwy. Rzeczniczka rosyjskiej ambasady w Polsce stwierdziła, że zakaz wjazdu dla Borusewicza to odpowiedź za sankcje wobec Kremla.
Borys Niemcow był rosyjskim opozycjonistą. Został zastrzelony w okolicach Kremla w piątek 27 lutego. Jego pogrzeb odbędzie się we wtorek na Cmentarzu Trojekurowskim w Moskwie. Miała się na niego udać polska delegacja z marszałkiem Senatu na czele.
„Władze rosyjskie nie wpuszczą mnie na pogrzeb do Moskwy”– Śmierć Borysa Niemcowa jest dla nas olbrzymim wstrząsem. Jak wielu polityków, znałem go i nikt nie mógł się spodziewać sytuacji, gdzie w centrum Moskwy dochodzi do jego morderstwa. Wcześniej Niemcow niewątpliwie był śledzony. Śmierć nastąpiła w miejscu, gdzie jest monitoring całodobowy. Ta zbrodnia musi być wyjaśniona – powiedział wyraźnie poruszony Borusewicz.

– Chciałem pojechać na pogrzeb i powiedzieć, że Niemcow był przykładem tej części Rosji, która jest nam bliska (…). Przed chwilą dowiedziałem się, że władze rosyjskie nie wpuszczą mnie na pogrzeb do Moskwy. Uniemożliwiają złożenie hołdu Borysowi Niemcowowi. Jestem tym zaskoczony. Myślę, że opinia publiczna w Polsce i Rosji zinterpretuje ten fakt i wyciągnie z niego wnioski – oświadczył Borusewicz.

„Nie ma dodatkowych wyjaśnień”

– Rosja Putina nie tylko nie chciała słuchać Niemcowa, ale także nie chce słuchać innych, którzy mają inne zdanie niż władze. A do takich ludzi ja także należę – zaznaczył marszałek Senatu.

Dopytywany przez dziennikarzy odparł, że wiadomość o niewpuszczeniu go do Rosji otrzymał przed chwilą i nie ma dodatkowych wyjaśnień. – Władze rosyjskie i ambasador Rosji powinni wyjaśniać, dlaczego jest taka decyzja wobec marszałka Senatu polskiego – podkreślił Borusewicz.

„To retorsja za sankcje UE”

Tymczasem rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski napisał na swoim Twitterze, że decyzja strony rosyjskiej to odpowiedź na objęcie sankcjami UE przewodniczącej Rady Federacji Rosyjskiej:

– Marszałek Senatu nie może przyjechać do Moskwy, ale nie ma to żadnego związku z pogrzebem pana Borysa Niemcowa – stwierdziła zaś rzeczniczka ambasady FR Waleria Perżinskaja.

– W ramach odpowiedzi zastosowanej przez stronę rosyjską wobec szeregu państw, które wprowadziły sankcje przeciwko Federacji Rosyjskiej – w tym Polski – pan Bogdan Borusewicz został włączony do listy osób, których wjazd na teren Rosji został zakazany – dodała.

Pytana, czy decyzja została podjęta wcześniej, ale marszałek Senatu nie został o niej poinformowany, rzeczniczka potwierdziła. Dopytywana, od kiedy zakaz obowiązuje, odpowiedziała: „nie mogę nic powiedzieć na ten temat”.

Delegacji nie będzie w ogóle

„Jest już decyzja marszałków obu izb po konsultacjach z MSZ: Nie będzie żadnej delegacji polskich władz na pogrzeb Borysa Niemcowa” – pisze 300polityka.pl.

Portal, powołując się na swoich rozmówców, informuje, że Borusewicz „już od kilku dni wiedział, że ma zakaz wjazdu do Rosji”. Kiedy pojawiło się oficjalne stanowisko Rosjan w tej sprawie, podjęto decyzję, że polska delegacja w ogóle nie poleci na pogrzeb Niemcowa. Propozycja taka miała wyjść od Borusewicza. Wcześniej rozważano ograniczenie składu delegacji. Na jej czele miała zaś stanąć wicemarszałek Sejmu Elżbieta Radziszewska.

Informację serwisu 300polityka.pl potwierdziła rzeczniczka marszałka Sejmu Małgorzata Ławrowska. Ławrowska poinformowała również, że we wtorek Sejm uczci pamięć Niemcowa minutą ciszy.

Prezydent: Zakaz to niezrozumiała decyzja

– To jest decyzja niezrozumiała. Podwójnie niezrozumiała – pan marszałek Borusewicz miał reprezentować państwo polskie. Po drugie niezrozumiała i trudna do zaakceptowania ze względu na to, że marszałek Borusewicz jest ikoną polskiej demokracji, solidarności, walki o wolność, człowiekiem jednocześnie szanującym cudze poglądy i szanującym inne narody, więc wydawał się osobą najbardziej pasującą do reprezentowania Polski na pogrzebie opozycjonisty rosyjskiego – powiedział prezydent dziennikarzom.

Dodał, że jest ciekaw, czy strona rosyjska zgodzi się na udział w pogrzebie jego przedstawiciela, którym miał być doradca prezydenta Jan Lityński.

– Odmowa wjazdu byłaby niewątpliwie czymś nie tylko trudnym do zrozumienia, ale również chyba musiałaby prowadzić do przekonania, że władze rosyjskie po prostu nie chcą, aby świat demokratyczny mógł uczestniczyć w tej żałobnej uroczystości – powiedział prezydent.

Zakaz także dla Zaborowskiego

Poza Borusewiczem prawa wjazdu odmówiono także dyrektorowi Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Marcinowi Zaborowskiemu. – To bardzo smutna i niezrozumiała dla mnie sytuacja. Chciałem uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych, nie w akcie politycznym. Ta odmowa jest dla mnie bardzo dziwna – powiedział Zaborowski. Ocenił, że takie zachowanie może mieć na celu ograniczenie liczby zagranicznych gości na pogrzebie Niemcowa. Zaborowski zaznaczył, że nie wie, jaka jest skala takich odmów przez rosyjskie służby konsularne; ocenił jednak, że ta sytuacja pokazuje, że Rosja staje się coraz bardziej zamknięta i niepewna siebie na arenie międzynarodowej. – Rosja w ten sposób pokazuje swoją autorytarną twarz – dodał.

gazeta.pl

 

Michnik: Porównywanie Putina do Stalina i Hitlera jest uprawnione, ale trzeba mieć świadomość, jakie cechy ich różnią

Wiktoria Beczek, 02.03.2015
Adam Michnik

Adam Michnik (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

– Rosja to gnijący autorytaryzm, ale nie totalitaryzm – ocenił Adam Michnik na antenie TOK FM. Naczelny „Gazety Wyborczej” nie jest przekonany, że to Kreml zlecił zabójstwo opozycjonisty Borysa Niemcowa. – Nie można wykluczyć, że było to dzieło miejscowych faszystów – stwierdził.
– Znałem Niemcowa – mówił Adam Michnik w audycji „Prawda nas zaboli” w TOK FM. Pytany przez prowadzącego Piotra Najsztuba, czy opozycyjni politycy są w rzeczywistości zagrożeniem dla Kremla, tłumaczył: – Są jednocześnie groźni i niegroźni. Niegroźni, dlatego że Niemcow nigdy nie wzywał do przemocy, sam nie sięgał po przemoc, a w dzisiejszej Rosji ludzie o jego sposobie myślenia, którzy zdecydowanie potępili agresję na Ukrainę, nie cieszą się silnym poparciem. Tak było do wczoraj, kiedy zobaczyliśmy wielką masę ludzi na ulicach Moskwy.Jednocześnie przypomniał, że władzy niegroźni wydawali się też Jacek Kuroń w 1987 roku, Lech Wałęsa w 1979 roku czy Vaclav Havel, którego jeszcze dwa miesiące przed praską wiosną „nikt nie brał na serio”.

Kto zlecił zabójstwo Niemcowa?

Zdaniem Michnika zabójstwo Niemcowa nie przestraszy innych opozycjonistów. – Czy mord księdza Popiełuszki zakneblował opozycję, przestraszył ją? Nie. Czy mord Gongadze w Kijowie przestraszył opozycję w Kijowie? Nie, przeciwnie – zaktywizował ją – stwierdził naczelny „Gazety Wyborczej”.

Michnik nie ma jednak przekonania, że piątkowe zabójstwo to była „robota Putina”. Czy mogli go zatem dokonać „siłownicy”, którym zależy na zaostrzeniu konfliktu w Rosji i wepchnięciu Putina jeszcze głębiej w retorykę i działania represyjne? – Dopuszczam taką możliwość i myślę, że taka też była intencja morderców ks. Popiełuszki – powiedział i dodał, że „nie można wykluczyć, że było to dzieło miejscowych faszystów”, którzy już wcześniej dokonywali zabójstw.

– Podejrzane jest to, że było to tak profesjonalnie zorganizowane – zauważył. Zdaniem publicysty to wydarzenie tylko przypieczętuje wizerunek premiera Rosji. – Na Zachodzie już nikt nie ma złudzeń co do tego, w jaką grę gra Putin – dodał.

Putin jak Stalin

– Putin jest niesłychanie trudny do przewidzenia. Może się okazać, że rzeczywiście Ukraina Putinowi wystarczy, a kraje bałtyckie i Gruzję zostawi swoim następcom. Moim zdaniem nie ma jednej strategii. To wiele scenariuszy, a jego decyzje to suma improwizacji. Nie spodziewał się takiej klęski Janukowycza i dlatego uruchomił scenariusz Krym. Tego z kolei nie spodziewał się Zachód. Wziął Krym, zobaczył, że jest spokój, i dodało mu to skrzydeł. Spodziewał się rewolty w Charkowie, Dniepropietrowsku, Odessie. Nic z tego nie wyszło i znalazł się w pułapce, którą sam na siebie zastawił – mówił Michnik.

Jego zdaniem rozszerzanie agresji to nie ucieczka z tej pułapki, tylko „taniec po cienkiej linie”. – W pewnym momencie może wbić zęby w ścianę i okaże się, że dla Putina Ukraina jest tym, czym dla Breżniewa Afganistan – dodał.

Putinowi, zdaniem Michnika, chodzi o budowę imperium, a jednocześnie też o utrzymaniu się przy władzy. Uważa również, że „Stalinowi też chodziło o jedno i o drugie”. Czy więc porównania Putina ze Stalinem są uprawnione? – Wszelkie porównania są uprawnione – i ze Stalinem, i z Hitlerem. Tylko trzeba mieć świadomość, że to są porównania, i trzeba wiedzieć, jakie są cechy wspólne, a jakie odróżniające. Rosja to gnijący autorytaryzm, ale nie totalitaryzm – wyjaśniał.

Pomoc wojskowa dla Ukrainy

Naczelny „GW” komentował też słowa Zbigniewa Bujaka, który postulował wysłanie sprzętu na Ukrainę i pomoc wojskową. – Niesłychanie cenię Zbyszka, to mój przyjaciel i w dużej mierze dzięki niemu „Solidarność” przetrwała stan wojenny, natomiast w tej sprawie podjął działanie partyzanckie. Poprzez tego typu deklaracje nie zmieni się polityki rządu – podkreślał.

– Jakakolwiek pomoc militarna ma sens tylko wtedy, kiedy będzie międzynarodowa. W tej sprawie decyzje muszą zapaść w NATO i Unii Europejskiej – dodał.

TOK FM

Tylko co trzeci Polak wierzy, że po śmierci idziemy do nieba, piekła lub czyśćca [SONDAŻ]

kospa, 02.03.2015

fot.123RF

36 proc. badanych uważa, że po śmierci trafi do nieba, piekła albo czyśćca – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Społecznej.
Nieco mniej Polaków (31 proc.) wierzy, że po śmierci coś wprawdzie jest, ale nie wie, co. Ale popularna w polskim społeczeństwie jest również opinia, że „śmierć jest końcem”. Takiego zdania jest 18 proc. badanych przez CBOS.7 proc. badanych odpowiada, że nie wie, czy po śmierci coś jest czy nie. Nieliczni (4 proc.) zaś sądzą, że wszyscy pójdziemy do nieba.Są i tacy, którzy wierzą, że po śmierci reinkarnujemy się (a więc „po naszej śmierci fizycznej rodzimy się znowu na tym świecie, tylko w innej postaci”, 3 proc.) albo „roztapiamy się w czymś w rodzaju wiecznego błogostanu” (1 proc.).

CBOS zwraca uwagę, że o istnieniu nieba, czyśćca albo piekła przekonanych jest tylko nieco ponad jedna trzecia respondentów, „mimo silnego przekonania Polaków o istnieniu Boga i dość powszechnego w Polsce religijnego obchodzenia Wielkanocy, stanowiącej świętowanie tajemnicy zmartwychwstania”.

Ale z innego badania CBOS wynika, że aż dwie trzecie (67 proc.) Polaków jest przekonanych o spadku religijności w ostatnim 25-leciu. Jednocześnie systematycznie prowadzone przez pracownię badania pokazują, że od końca lat 90. niezmiennie ponad 90 proc. (92-97 proc.) uważa się za wierzących, w tym mniej więcej co 10. (ostatnio co 11.-12.) ocenia swoją wiarę jako głęboką.

Na jakim zatem etapie laicyzacji znajduje się polskie społeczeństwo? – Zaryzykowałbym tezę, że ten proces nie ma końca. Przynajmniej w teorii. Można sobie przecież wyobrazić społeczeństwo, gdzie religii nie ma w ogóle – ani w sferze publicznej, ani w prywatnej. Proces sekularyzacji jest ciągły i wielopłaszczyznowy. Trudno powiedzieć, gdzie jest jego kres, bo nie toczy się on „w linii prostej” – mówił „Wyborczej” w lutym ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

Zobacz także

wyborcza.pl

Jak zmarnowaliśmy „Idę”

Jacek Żakowski (Tygodnik „Polityka”), 02.03.2015

„Ida”, reż. Paweł Pawlikowski (Fot. Materiały prasowe)

Koledzy pisali, że to jest film o Holocauście. Dlatego nie poszedłem na „Idę”. Bo nie wierzę, żeby współczesne kino miało coś do dodania w tej sprawie. Myślę, że dramatycznie słaby wynik „Idy” w polskich kinach to rezultat głównie tego, że podobnie myśli lub czuje większość widzów.
Po „Liście Schindlera”, „Pianiście”, „Wyborze Zofii” i „Życie jest piękne”, po setkach innych filmów, a zwłaszcza po „Bękartach wojny”, Holocaust w sensie filmowym chwilowo się wyczerpał. Zawsze będzie jednym z najtragiczniejszych i godnych upamiętniania dramatów ludzkości, ale kultura masowa zapaplała go na śmierć.Kiedy na „Idę” zaczęły się sypać zagraniczne nagrody, poświęciłem świąteczne popołudnie i obejrzałem ją w telewizji. Wtedy zrozumiałem, dlaczego ten film zachwyca tylu ludzi w tak różnych miejscach świata.”Ida” to nie jest film, o którym czytałem w gazetach! Nie jest to zwłaszcza kolejny film o Holocauście, peerelowskim terrorze, Polakach, Żydach, katolikach, komunistach, naszych relacjach i winach. Gdyby taki był temat, „Ida” nie dostałaby tylu światowych nagród. Te sprawy mogą wciąż emocjonować lokalnych stróżów narodowych prawd i cnót, lecz poza nimi już ludzi nie elektryzują. To nie jest dobre, słuszne ani sprawiedliwe, ale tak świat się kręci.Posienkiewiczowska tradycja dydaktycznego kina historycznego, która film utożsamia z podręcznikiem do historii, filmowe sceny – z faktami, a fabułę – z treścią, połączona z naszą obsesją historyczną sprawiła, że dla Polaków „Ida” stała się tylko mniej lub bardziej prawdziwą historyjką. Rodzajem epatującego nieszczęściem reportażowego standardu weekendowych dodatków do gazet.Tak zbanalizowana „Ida” nie zasługuje nie tylko na Oscara, ale nawet na telewizyjną emisję w porze dużej oglądalności. Tak jak nie warto by było wystawiać „Makbeta” w Szkocji, „Świętoszka” we Francji czy „Hamleta” w Danii, gdyby Szkoci, Francuzi i Duńczycy widzieli w nich tylko krzywe zwierciadło swojego narodu.

Szczęśliwie nie kostium i wątła fabuła decydowały o sukcesie „Idy”. Jej siłą jest sens, a nie treść. Cisza jako klucz do ludzkiego doświadczenia, w którym najważniejsze, najbardziej traumatyczne, bolesne i znaczące nigdy nie daje się wypowiedzieć ani opowiedzieć. Nawet nie warto próbować.

Bzdurę, trywialność, banał można łatwo wykrzyczeć i przynajmniej częściowo obciążyć nimi innych. Tym, co najbardziej bolesne, nie jesteśmy w stanie podzielić się z nikim. W małym bólu możemy być razem. W wielkim możemy być tylko obok siebie. Ale – jak bohaterki „Idy” – doświadczając horrendalnej traumy, możemy nie mieć na to ochoty. I wybrać Wielką Ciszę w innych światach.

Pawlikowski zachwycił widzów i jurorów w wielu krajach, bo umiał ten fundamentalny dramat egzystencji opowiedzieć w sposób przejmujący dla ludzi należących do rozmaitych kultur. Jednak, niestety, nie dla nas. My zostaliśmy na poziomie tego, co można zobaczyć i czego można dotknąć, a zwłaszcza – czym można walnąć kogoś albo dostać w głowę.

Zobacz także

wyborcza.pl

Arcybiskup twardo o sporze z miastem – nie podpisywać dokumentu o kontroli

JOLANTA KOWALEWSKA, 02.03.2015
Abp Andrzej Dzięga

Abp Andrzej Dzięga (Fot. Łukasz Wšdołowski / Agencja Gazeta)

Arcybiskup Andrzej Dzięga radzi swoim podwładnym, by nie ulegli żądaniom miasta w sprawie DPS, a swoje stanowisko przedstawili pisemnie. Tuż przed rozmowami „ostatniej szansy”
Biuro prasowe wojewody oraz arcybiskup szczecińsko-kamieński, ks. Andrzej Dzięga, zabrali głos w sprawie sporu gminy Szczecin z kościelnym Instytutem Medycznym im. Jana Pawła II, który na terenie dawnego szpitala miejskiego prowadzi Dom Pomocy Społecznej dla osób chorych psychicznie (archidiecezja nieruchomość dostała za symboliczną kwotę 19 tys. zł).Zgodnie z ustawą o opiece społecznej gmina Szczecin ma obowiązek kierować tam swoich podopiecznych. Zanim to nastąpi, chce zagwarantować sobie możliwość kontroli warunków, w jakich przebywają. Na to nie zgadza się Instytut. We wtorek w szczecińskim magistracie ma dojść do rozmów ostatniej szansy na linii zastępca prezydenta Szczecina Krzysztof Soska – ks. Andrzej Dymer, dyrektor Instytutu Medycznego.Wojewoda – miasto nie ma prawa kontrolowaćW piątek po południu głos w tej sprawie zabrało biuro prasowe wojewody zachodniopomorskiego. Biuro informuje, że na podstawie ustawy o opiece społecznej kontrola takiego ośrodka jak ten na terenie dawnego szpitala miejskiego to zadanie wojewody: „Dom pomocy społecznej jest jednostką organizacyjną pomocy społecznej, a zatem podlega przepisom Ustawy o pomocy społecznej. Ustawa o pomocy społecznej nie wskazuje na inne jednostki zewnętrzne, poza wojewodą i podmiotem prowadzącym dom, które byłyby uprawnione do kontroli domu pomocy społecznej”.Podmiotem prowadzącym ten dom jest Instytut Medyczny i to jest, według ustawodawcy, druga jednostka uprawniona do kontroli. Biuro prasowe zaznacza, że zadanie gminy polega na kierowaniu pacjentów do takiego ośrodka i płaceniu za nich.Jak wynika z opinii biura prasowego, gmina Szczecin miałaby ustawowe prawo wchodzić i sprawdzać, co dzieje się w tym ośrodku, gdyby prowadzenie tego DPS-u zleciła Instytutowi w ramach wykonania zadania publicznego gminy. Takiego zlecenia Instytut nie ma.

Arcybiskup – nie podpisywać dokumentu o kontroli

Swoje stanowisko w sprawie sporu Instytut – gmina zajął też arcybiskup Andrzej Dzięga. Udziela on swojemu Instytutowi ostatnich wskazówek przed wtorkową rozmową w magistracie. Podkreśla, że nie należy podpisywać dokumentu o kontroli bo „Instytut Medyczny nie ma żadnego argumentu, by tę propozycję akceptować. Nie ma też takiego ustawowego obowiązku”. Arcybiskup zaznaczył, że podpisanie porozumienia o kontroli byłoby niewłaściwym zachowaniem w stosunku do innych gmin, bo z nimi Instytut takiej umowy nie podpisał. Zalecił też Instytutowi, by swoje stanowisko jeszcze przed rozmowami przygotował w formie pisemnej i przekazał Sosce oraz Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Rodzinie, bo „dotychczasowe doświadczenia Instytutu wskazują na znaczenie posiadania odpowiedniej dokumentacji na każdym etapie dyskusji, celem zabezpieczenia prawdy na przyszłość”.

80 osób czeka na miejsce

Żadna ze stron nie zamierza ustąpić

– Prezydent Szczecina Piotr Krzystek musi się nauczyć, że prawa należy przestrzegać – mówi ks. Andrzej Dymer z Instytutu Medycznego.

– Instytut musi zrozumieć, że musimy mieć prawo sprawdzenia w jakich warunkach przebywają kierowane przez nas osoby. Wydajemy przecież pieniądze publiczne – podkreśla Krzysztof Soska.

Soska dodaje: – Skoro w ramach wykonywania zadania publicznego mielibyśmy ustawowe prawo do kontroli, to nic nie stoi na przeszkodzie byśmy kontrolowali już teraz. Wystarczy tylko zgoda Instytutu.

Na umieszczenie w DPS dla osób chorych psychicznie w kolejce czeka około 80 szczecinian. To mieszkańcy, za których gmina musi w części lub w całości pokrywać koszty pobytu (bo pensjonariusze i ich rodziny nie są w stanie). Miesięczny koszt pobytu w kościelnym DPS to 3,5 tys. zł.

Zobacz także

szczecin.gazeta.pl

Tablica ku czci Lecha Kaczyńskiego. 10 linii tekstu to za mało

Iwona Szpala, Jarosław Osowski, 02.03.2015
Odsłonięcie tablicy poświęconej Lechowi Kaczyńskiemu w Muzeum Powstania Warszawskiego

Odsłonięcie tablicy poświęconej Lechowi Kaczyńskiemu w Muzeum Powstania Warszawskiego (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński osobiście zatwierdził treść tablicy ku czci swojego brata, ale w treści zawarł tyle zasług, że zabrakło na nie miejsca.
Prawo i Sprawiedliwość przejęło po wyborach rządy na Żoliborzu. Pierwszy punkt, którym zajęli się tu radni z komisji kultury, to tablica ku czci Lecha Kaczyńskiego. Na jej pomysł wpadła Olga Johann, wiceprzewodnicząca rady miasta, od lat zaprzyjaźniona z rodziną Kaczyńskich. Od tygodni prowadziła kuluarowe przygotowania, by zdążyć na 10 kwietnia, czyli rocznicę katastrofy samolotu pod Smoleńskiem. To miało być pierwsze oficjalne upamiętnienie byłego prezydenta w Warszawie i na jego rodzinnym Żoliborzu.PiS tworzy tu teraz większość z piątką byłych radnych Platformy Obywatelskiej, którzy poparli dotychczasowego burmistrza (wszyscy zostali za to wyrzuceni z PO). Na ideę tablicy przystał Jarosław Kaczyński. Partia wahała się, czy upamiętniać Lecha Kaczyńskiego tam, gdzie się urodził 18 czerwca 1949 r., czy tam, gdzie spędzał dzieciństwo. Wybrano miejsce urodzenia. To blok przy ul. Suzina należący do WSM „Żoliborz Centralny”. – Zależało mi, żeby treść była neutralna – mówi Olga Johann. – Powstały trzy wersje. Ostateczną osobiście konsultował prezes.Zdecydował, by przedstawić cały dorobek publiczny brata. W projekcie pomysłodawcy wyliczają więc wszystkie funkcje Lecha Kaczyńskiego – kiedy był senatorem, wiceprzewodniczącym NSZZ „S”, ministrem w Kancelarii Prezydenta, prezesem NIK, ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, prezesem PiS, prezydentem Warszawy i Polski, twórcą Muzeum Powstania Warszawskiego. Wspomniano o jego profesurze na Uniwersytecie Gdańskim, współpracy z KOR, doradzaniu strajkującym w stoczni, internowaniu w stanie wojennym i okolicznościach śmierci. Na koniec ordery: Orła Białego, Odrodzenia Polski i Narodowego Bohatera Gruzji.- Do tej pory nie mieliśmy na Żoliborzu tablicy o tak rozbudowanej treści – nie krył zdziwienia dzielnicowy radny Dariusz Kołodziejek (PO) na spotkaniu komisji kultury w zeszłym tygodniu. Upewnił się: – Nie ma innych spraw związanych z kulturą, którymi mogłaby się zająć nasza komisja? Czy to jedyny temat nowej koalicji na Żoliborzu pod egidą PiS?Encyklopedia na tablicyNa posiedzenie komisji licznie zeszli się działacze i radni PiS. Szef żoliborskich struktur partii Krzysztof Skalski przekonywał, że projekt tablicy z pleksi jest zgodny z Miejskim Systemem Informacji. Koszt wyceniono na 1-1,5 tys. zł. Jednak rzecznik Zarządu Dróg Miejskich Adam Sobieraj przekazał nam co innego: są cztery rodzaje tablic biograficznych MSI, największa ma wymiary 60 na 60 cm i mieści maksymalnie 10 linii tekstu po 78 znaków.- Trudno mi sobie wyobrazić na ścianie budynku tak długą treść, niemal jak z encyklopedii – krytykował nawet członek PiS Wiktor Zając.

– Ginie informacja o tym, że Lech Kaczyński był prezydentem – ubolewał Tomasz Michałowski (Miasto Moje Żoliborz). – Nie chciałbym być złośliwy, ale czy takie tablice będą też w innych miejscach na Żoliborzu, gdzie mieszkał Lech Kaczyński?

– Pomysłodawcy ukontentują się tylko tym jednym budynkiem – odparł Adam Buława (PiS), wiceprzewodniczący Rady Żoliborza. Jednak nie ma jeszcze zgody ani spółdzielni, ani konserwatora zabytków. Zarządzono przerwę. Działacze PiS mieli nietęgie miny. – To jest rzeczywiście za długie – komentowali między sobą, ale nie ważyli się niczego zmieniać.

Kiedy weszła spóźniona radna opozycji, PiS zorientowało się, że straciło większość. Wtedy Krzysztof Skalski wycofał więc projekt tablicy z porządku obrad. – To bardzo negatywne zachowanie. Zwołaliście posiedzenie, którego jedynym punktem jest tablica – protestował radny Michałowski.

Olga Johann też nie jest zadowolona: – Zaczęli ingerować w tekst, choć był ostatecznie uzgodniony z Jarosławem i ze spółdzielnią. Chcieli skracać. Dwie osoby były nieobecne: jedna się rozchorowała, druga pojechała na narty. To mógł być unik polityczny, a robi się bardzo późno.

Czy radna poinformowała o kryzysie prezesa? – Jest podziębiony, ma inne ważne sprawy na głowie, ale ta tablica na 10 kwietnia będzie – odpowiada. Ufunduje ją partia i jej zwolennicy. Dzięki temu uda się zachować wszystkie funkcje, które podał prezes – zmniejszona zostanie czcionka i odstępy między wyrazami.

Zobacz także

warszawa.gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s