Ka (04.03.15)

 

Węże 2015. Nominacje do nagród dla najgorszych polskich filmów

redkult 2015-03-04

  • materiały prasowe
  • Agnieszka Grochowska w filmie ‚Obce ciało’ KINO ŚWIAT
  • Zbigniew Zamachowski w ‚Kochanie, chyba cię zabiłem’, reż. Kuba Nieścierow Fot. materiały prasowe
  • ‚Kochanie, chyba cię zabiłem’, reż. Kuba Nieścierow Fot. materiały prasowe
  • Borys Szyc w filmie ‚Dżej Dżej’
  • Weronika Rosati i Agnieszka Grochowska w filmie ‚Obce ciało’ KINO ŚWIAT

Po raz czwarty Akademia Węży nagradza złe polskie filmy. Najwięcej nominacji – 12 – zdobyło „Obce ciało” Krzysztofa Zanussiego, m.in. za najgorszy ekranowy duet – Agnieszka Grochowska i pejcz. Galę w Teatrze IMKA poprowadzą 1 kwietnia Tomasz Karolak i Piotr „Kędzior” Kędzierski.

Akademia Węży ogłosiła nominacje do czwartej edycji swoich nagród przyznawanych złym polskim filmom oraz ich twórcom. Nowością jest kategoria: najgorszy przekład tytułu zagranicznego. W sumie do rozdania jest 13 nagród, z których najważniejszą jest Wielki Wąż dla najgorszego polskiego filmu roku.

Ceremonia wręczenia nagród odbędzie się 1 kwietnia w Teatrze IMKA w Warszawie, uroczystość poprowadzą Tomasz Karolak i Piotr „Kędzior” Kędzierski.


*

Tegoroczne nominacje zdominował film Krzysztofa Zanussiego „Obce ciało”, który otrzymał aż 12 nominacji, czasem po kilka w jednej kategorii. Wśród chybionych aktorskich wyborów Akademia Węży wskazała przede wszystkim występ Agnieszki Grochowskiej we wspomnianym filmie, który to przyniósł byłej odtwórczyni roli Danuty Wałęsy aż sześć nominacji (rekord w historii Węży).

W gronie filmów nominowanych w kategorii Wielki Wąż – najgorszy film roku znalazło się aż siedem tytułów. Są to: „Dzień dobry, kocham cię” (w sumie 4 nominacje), „Dżej Dżej” (7 nominacji), „Facet (nie)potrzebny od zaraz” (2 nominacje), „Karol, który został świętym” (6 nominacji), „Kochanie, chyba cię zabiłem” (7 nominacji), „Obce ciało” (12 nominacji) i „Zbliżenia” (5 nominacji).

W krainie brawurowych tłumaczeń tytułów

– Wśród nominowanych w tym roku przeważają różnego rodzaju hucpy – artystyczne i komercyjne. Próby namówienia widzów na wyprawę do kina „bo to ważne” albo „zabawne”, bo opowiadamy o kimś istotnym, bo zdradzamy jakieś sekrety, albo po prostu bo będzie fajnie. Nie było. To znaczy było, ale na zupełnie innych filmach – mówi Kamil Śmiałkowski, pomysłodawca nagród Węże.

Akademia Węży przyzna nagrody w 13 kategoriach, to o jedną więcej niż przed rokiem. Nową kategorią jest najgorszy przekład tytułu zagranicznego. Akademia Węży uznała, że swobodne tłumaczenie tytułów zagranicznych filmów na polski język jest często nadużywane i nijak ma się do oryginału. Przesadną ingerencję w tę dziedzinę Akademia postanowiła zauważyć i docenić. Uległy też zmianie nazwy kategorii „występ poniżej godności”, która od tej pory nazywa się „występ poniżej talentu”. W miejsce „najgorszego efektu specjalnego” jest teraz „efekt specjalnej troski”. Według Akademii lepiej oddaje to charakter tych kategorii.

Rozmach gali zależy od wielbicieli polskiego kina

Ceremonia wręczenia Nagród Węży odbędzie się 1 kwietnia 2015 roku w warszawskim Teatrze IMKA. Data rozdania nagród jest nieprzypadkowa, wydarzenie ma bowiem mieć charakter także prześmiewczy i w założeniu zabawny oraz lekki. Gospodarzami gali będą: dyrektor teatru IMKA Tomasz Karolak oraz Piotr „Kędzior” Kędzierski.

Organizatorzy gali planują mnóstwo atrakcji, ale do ich zrealizowania potrzebne jest wsparcie osób z poczuciem humoru, które cenią działania Akademii. W tym celu w serwisie polakpotrafi.pl trwa zbiórka funduszy na zorganizowanie gali na najwyższym poziomie. O akcji tak piszą organizatorzy:

Niestety nie udało się nam uzyskać żadnego dofinansowania od sponsorów. Okazuje się, że polskie firmy nie są jeszcze gotowe, aby podejść z dystansem do kwestii marketingowych i promować swoim nazwiskiem mroczną stronę polskiej kinematografii. Węże to nagrody, które zrodziły się z buntu publiczności przeciw robieniu jej w trąbę, co zaciekle uprawiali ostatnio polscy producenci i reżyserzy. I właśnie dlatego zwracamy się do Was. To publiczność kształtuje trendy…


*

Akademia Węży liczy dziś niemal 130 osób, a członkami grupy są i mogą być osoby zajmujące się szeroko pojętą działalnością na rzecz polskiej kultury. Chętnych organizatorzy zapraszają do przesyłania zgłoszeń na adres nagrodyweze@gmail.com. Akademia poprzez swoją działalność zabiega o poprawę polskiej kinematografii, a jej celem jest wskazanie w zabawny sposób na zły kierunek w rozwoju rodzimego kina.

PEŁNA LISTA NOMINACJI

Wielki Wąż – najgorszy film roku

„Dzień dobry, kocham cię” (reż. Ryszard Zatorski; prod. Kazimierz Rozwałka)
„Dżej Dżej” (reż. Maciej Pisarek; prod. Kuba Kosma, Maciej Pisarek)
„Facet (nie)potrzebny od zaraz” (reż. Weronika Migoń; prod. Włodzimierz Niderhaus)
„Karol, który został świętym” (reż. Grzegorz Sadurski, animacja – Orlando Corradi; prod. Tomasz Karczewski, Marcin Piasecki, Magdalena Zimecka, Jacek Kulczycki)
„Kochanie, chyba cię zabiłem” (reż. Kuba Nieścierow; prod. Zbigniew Domagalski)
„Obce ciało” (reż. Krzysztof Zanussi; prod. Janusz Wąchała, Krzysztof Zanussi)
„Zbliżenia” (reż. Magdalena Piekorz; prod. Krzysztof Zanussi)

Najgorsza reżyseria

Jan Jakub Kolski – „Zabić bobra”
Weronika Migoń – „Facet (nie)potrzebny od zaraz”
Magdalena Piekorz – „Zbliżenia”
Maciej Pisarek – „Dżej Dżej”
Grzegorz Sadurski (animacja – Orlando Corradi) – „Karol, który został świętym”
Krzysztof Zanussi – „Obce ciało”

Najgorszy scenariusz

Marcin Baczyński i Mariusz Kuczewski – „Karol, który został świętym”
Wojciech Kuczok i Magdalena Piekorz – „Zbliżenia”
Maciej Pisarek – „Dżej Dżej”
Joanna Wilczewska i Ryszard Zatorski – „Dzień dobry, kocham cię”
Krzysztof Zanussi – „Obce ciało”

Żenujący film na ważny temat

„Karol, który został świętym” (reż. Grzegorz Sadurski, animacja – Orlando Corradi; prod. Tomasz Karczewski, Marcin Piasecki, Magdalena Zimecka, Jacek Kulczycki)
„Obce ciało” (reż. Krzysztof Zanussi; prod. Janusz Wąchała, Krzysztof Zanussi)
„Służby specjalne” (reż. Patryk Vega, prod. Emil Stępień, Patryk Vega)
„Stacja Warszawa” (reż. Maciej Cuske, Kacper Lisowski, Nenad Mikovic, Mateusz Rakowicz, Tymon Wyciszkiewicz; prod. Włodzimierz Niderhaus)
„Zabić bobra” (reż. Jan Jakub Kolski; prod. Wiesław Łysakowski)

Najgorsza rola męska

Piotr Adamczyk – „Wkręceni”
Ireneusz Czop – „Kochanie, chyba cię zabiłem”
Bartosz Opania – „Wkręceni”
Borys Szyc – „Dżej Dżej”
Zbigniew Zamachowski – „Kochanie, chyba cię zabiłem”

Najgorsza rola żeńska

Kamilla Baar – „Służby specjalne”
Agnieszka Grochowska – „Obce ciało”
Barbara Kurdej-Szatan – „Dzień dobry, kocham cię”
Joanna Orleańska – „Zbliżenia”

Występ poniżej talentu

Piotr Fronczewski – „Karol, który został świętym”
Agnieszka Grochowska – „Obce ciało”
Arkadiusz Jakubik – „Kochanie, chyba cię zabiłem”
Borys Szyc – „Dżej Dżej”
Zbigniew Zamachowski – „Kochanie, chyba cię zabiłem”

Najgorszy duet na ekranie

Kamilla Baar i Wojciech Zieliński – „Służby specjalne”
Ireneusz Czop i Arkadiusz Jakubik – „Kochanie, chyba cię zabiłem”
Agnieszka Grochowska i pejcz – „Obce ciało”
Agnieszka Grochowska i Weronika Rosati – „Obce ciało”
Joanna Orleańska i Ewa Wiśniewska – „Zbliżenia”
Borys Szyc i nawigacja GPS – „Dżej Dżej”

Najbardziej żenująca scena

Cela w rosyjskim więzieniu – „Obce ciało”
Korporacyjna rozmowa telefoniczna (Kamilla Baar) – „Służby specjalne”
Zabawy z pejczykiem i męskimi prostytutkami (Agnieszka Grochowska) – „Obce ciało”
Pies, co nie chciał wędlin od złej kobiety (Agnieszka Grochowska) – „Obce ciało”
Łóżkowy dialog o seksie (Agata Kulesza i Adam Woronowicz) – „Pani z przedszkola”

Efekt specjalnej troski

Nachalna promocja regionu – „Gabriel”
Pocałunek wśród kul – „Miasto 44”
Przypisy na ekranie – „Służby specjalne”
Wchodzenie na balkon – „Wkręceni”
Wypadek samochodowy – „Obce ciało”

Najgorszy teledysk okołofilmowy

Krzysztof Buratyński – „Ziemski kres” (do filmu „Karolina”, realizacja: VoiceStudio)
Igor Herbut – „Wkręceni” (do filmu „Wkręceni”, realizacja: w trakcie ustalania)
Liber feat. Barbara Kurdej Szatan – „Dzień dobry, kocham cię” (do filmu „Dzień dobry, kocham cię”, realizacja: Dream Music)
Mister D – „Haj$” (do fIlmu „Hardcor Disco”, realizacja: Krzysztof Skonieczny/głębokiOFF)

Najgorszy przekład tytułu zagranicznego

„Casanova po przejściach” (Fading Gigolo) dystr. Kino Świat
„Co jest grane, Davis?” (Inside Llewyn Davis) dystr. VUE
„Droga do zapomnienia” (Railway Man) dystr. Forum Film
„Uciekinier z Nowego Jorku” (Song from the Forest) dystr. Against Gravity
„What the Fuck?” (N’importe Qui) dystr. Vivarto

Najgorszy plakat

„Dżej Dżej” (producenci Kuba Kosma, Maciej Pisarek; dystr. Monolith Films)
„Karol, który został świętym” (producenci Tomasz Karczewski, Marcin Piasecki, Magdalena Zimecka, Jacek Kulczycki; dystr. Kino Świat)
„Karolina” (producent Andrzej Sobczyk; dystr. Stowarzyszenie Rafael)
„Kochanie, chyba cię zabiłem” (producent Zbigniew Domagalski; dystr. Kino Świat)
„Stacja Warszawa” (producent Włodzimierz Niderhaus; dystr. Phoenix Film)
„Wkręceni” (producent Tadeusz Lampka; dystr. Studio Interfilm)

Najwięcej nominacji dla filmu:
„Obce ciało” – 12, „Kochanie, chyba cię zabiłem” – 7, „Dżej Dżej” – 7, „Karol, który został świętym” – 6, „Wkręceni” – 5, „Zbliżenia” – 5, „Służby specjalne” – 5, „Dzień dobry, kocham cię” – 4, „Facet (nie)potrzebny od zaraz” – 2, „Karolina” – 2, „Stacja Warszawa” – 2, „Zabić bobra” – 2
Najwięcej nominacji dla twórców: Agnieszka Grochowska – 6, Krzysztof Zanussi – 5, Maciej Pisarek – 4.

Więcej na: www.facebook.com/nagrodyweze

Filmy, seriale, płyty, koncerty, książki, spektakle, wystawy, komiksy.
Przez cały dzień i cały tydzień.
Dołącz do nas na Facebooku.

m.gazeta.pl

„Newsweek”: Kaczyński zachwycony kampanią. „Kazał dosypać pieniędzy”. Duda z podwojonym budżetem

mf, 04.03.2015
Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński

Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński (Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński (fot. Sławomir Kamiński))

– Prezes przekonał się, że warto zainwestować w tę kampanię. Kazał dosypać pieniędzy – mówi „Newsweekowi” nieoficjalnie polityk PiS. Wedle tygodnika to głównie efekt niedawnej konwencji Dudy, która zrobiła duże wrażenie na Kaczyńskim.

Poniedziałkowy sondaż Millward Brown
, który po raz pierwszy tak wyraźnie pokazał, że Andrzej Duda ma realne szanse na II turę, z pewnością dał kandydatowi PiS sporo wiatru w żagle.
Jednak jeśli wierzyć nieoficjalnym doniesieniom „Newsweeka„, Duda ma więcej powodów do radości. Tygodnik informuje bowiem, że w ostatnim czasie niemal podwojeniu uległ kampanijny budżet europosła PiS, co z pewnością pozwoli mu skuteczniej walczyć o Pałac Prezydencki z Bronisławem Komorowskim.

Dwa razy więcej pieniędzy na kampanię

„Newsweek” powołuje się na anonimowych polityków PiS, którzy twierdzą, że decyzję ws. funduszy na kampanię podjął sam Jarosław Kaczyński. Dlaczego? Bo bardzo duże wrażenie zrobiła na nim konwencja Dudy sprzed miesiąca.

– Impreza była droga, kosztowała ponad 500 tys. zł, ale wyszła świetnie. Poparcie dla Dudy poszybowało, polepszyło się morale działaczy, a prezes przekonał się, że warto zainwestować w tę kampanię. Kazał dosypać pieniędzy – mówi informator tygodnika. W efekcie sztab kandydata PiS dysponuje dziś nie 5,5 mln zł, jak to było początkowo, ale sumą niemal dwa razy wyższą – 10 mln zł.

Zobacz także

TOK FM

Szczucie na Komorowskiego

Wojciech Czuchnowski, 04.03.2015
Bronisław Komorowski

Bronisław Komorowski (&Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Ci, którzy tyle mówili o „przemyśle pogardy” wobec Lecha Kaczyńskiego, jego następcę nazywają „Komoruskim”. Przodują Wpolityce.pl braci Karnowskich oraz „Gazeta Polska” i jej internetowy klon Niezalezna.pl. Można tam ostatnio przeczytać, że „mamy za prezydenta buraka troglodytę, nieokrzesańca, pozbawionego kultury, taktu i rozumu”.
O brutalnym i przekraczającym kolejne granice chamstwa języku prawicowych mediów pisałem w cyklu „Tydzień w szczujniach” (na Wyborczej.pl). Starałem się wyłapywać przykłady słownej agresji i pogardy wobec przeciwników politycznych. Nie dotyczyło to wpisów internetowych trolli, ale artykułów osób uznawanych przez redakcje za publicystów i komentatorów.Przypomnę tylko ataki na Ewę Kopacz: „Jest już tak naciągnięta za uszami, że z powodu skośnych oczu zaczyna przypominać Japonkę”; „Jest dramatycznie niewydolna intelektualnie, ograniczona umysłowo, płytka, a na szacunek zasługuje w takim samym albo mniejszym stopniu co wiejski głupek aspirujący do roli prezydenta” (Łukasz Warzecha); „Jakaś Kopacz zostaje premierem mojego kraju. Rządziły tu już takie kreatury, jak Bierut czy Gomułka, więc i Kopacz się zmieści”; „Gminna maniera, przaśne, ubogie słownictwo, kurzy móżdżek”; „Jej tępa folwarczność sprawia, że Polak wstydzi się za swój kraj” (Witold Gadowski, Stefczyk.info); „Czy nasza premier jest sexy? Nie wiadomo, ale o zewnętrzne walory stara się, jak może. W końcu jest szczupła, wcięta w talii, a teraz jeszcze ten lifting. I te wybałuszone oczy, a za uszami poorana czacha” (Stefan Truszczyński, Wpolityce.pl).

Po kilku odcinkach „Tygodnia w szczujniach” odniosłem wrażenie, że ton „niepokornych publicystów” trochę się zmienił i ucywilizował. Do tego stopnia, że musiałem zawiesić cykl.

Niestety, zmiana (jeśli była) nie trwała długo. Dzisiaj szczujnia wraca do swojej natury. Głównym obiektem ataku jest prezydent Bronisław Komorowski, a powodem niemoralnego wzmożenia niepokornych są wybory prezydenckie. Prezydent jest liderem sondaży. Promowany przez nich kandydat PiS Andrzej Duda, mimo szansy na wejście do II tury, na wygraną nie ma dużych szans.

No to zaczynają dziki atak na Komorowskiego. Tonu tej publicystyki nie powstydziłaby się goebbelsowska propaganda, wyspecjalizowana w krzewieniu nienawiści i odczłowieczaniu przeciwników politycznych. Ci, którzy tyle mówili o „przemyśle pogardy” wobec Lecha Kaczyńskiego, jego następcę regularnie nazywają „Komoruskim”. Przodują Wpolityce.pl braci Karnowskich oraz „Gazeta Polska” i jej internetowy klon Niezalezna.pl. Można tam ostatnio przeczytać, że „mamy za prezydenta buraka troglodytę, nieokrzesańca, pozbawionego kultury, taktu i rozumu”. Niezależna na swoim portalu eksponuje „odważny” wpis blogera, w którym prezydent to „skaczący na stołek w parlamencie innego kraju debil/troglodyta”, a jego minister to degenerat imponujący tym, że „własnym pierdnięciem podpala choinkę”.

U Karnowskich szaleje Tomasz Domalewski, były redaktor peerelowskiej prasy: „Co publiczna ekspozycja Bronisława Komorowskiego – jawi się obraz ćwierćinteligenta. Nieważne w kraju czy zagranicą”. Dla „strasznego dziadunia”, który na starość przerobił się na „prawdziwego Polaka”, Komorowski to „cham, prostak i agent WSI”.

Na prawicy wobec prezydenta wszystkie chwyty są dozwolone. Będzie jeszcze gorzej, bo kampania dopiero wchodzi w decydującą fazę. Nawet nie chcę sobie wyobrazić skali hejtu, jaki głowie państwa szykują „niepokorni”.

Ich kandydat Andrzej Duda jest prezentowany jako kulturalny, wykształcony, inteligentny młody człowiek.

W tej kampanii nienawiści nie bierze udziału. Ale chamskie ataki obciążają też jego konto. Nie powstrzymuje swojej wściekłej sfory, przypominając, że głowie państwa należy się szacunek. Gdyby wygrał, nie może też tego szacunku wymagać dla siebie.

Zobacz także

wyborcza.pl

Polska polityka obelg, czyli słowa tworzą jakość. Nasza polityka odczuwa deficyt jakości

Agnieszka Kublik, 04.03.2015
Sejm RP

Sejm RP (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Gdyby stworzyć ranking najbardziej twórczych autorów przemysłu pogardy, to ci, którzy dziś obrażają prezydenta Bronisława Komorowskiego, mieliby szanse na podium.
Kampania prezydencka w rozkwicie, o czym najdobitniej świadczy mnogość epitetów kierowanych pod adresem kandydatów. Prezydent Komorowski w sondażach ma najwięcej procent i zbiera najwięcej epitetów. Przywilej lidera.Wyłuskajmy z prawicowej prasy werbalne perełki: „burak”, „troglodyta”, „nieokrzesaniec”, „ćwierćinteligent”, „straszny dziadunio”, „cham”, „prostak”, „debil”, „troglodyta, co własnym pierdnięciem podpala choinkę”.

Słowa tworzą jakość. Nasza polityka odczuwa deficyt jakości. Ale jaka polityka, taki język. Politycy zapracowali na swój los.

Po 1989 r. powstało mnóstwo określeń, z których większość z lekceważeniem i pogardą odnosi się do polityki i polityków. Była „wojna polsko-polska”, „wojna na górze”, „seans nienawiści”, „rzeczpospolita kolesiów”, „kolesiostwo”, „karuzela stołków”, „filozofia TKM: teraz, k… my”, „ciemnogród”, „moherowa koalicja”, „polowanie na czarownice”, „czerwona pajęczyna”, „etosiarz”, „kolega po etosie”, „oszołom”, „oszołomstwo”, „różowy komuch”, „judecja”, „udecja”, „UWole”, „żydokomuna”, „liberały-aferały”, „targowica”, „spisek czerwonych z różowymi”, „polskie piekło”, „komuch” i „solidaruch”, „oszołom” i „katolewica”.

Uff… a to i tak nie wszystkie.

Polacy w potocznej polszczyźnie pokazali, co myślą o klasie politycznej – że jest bez klasy. A o polityce – że to agresywna wojna, więc się w środkach (słowach) nie przebiera. Czy ktoś pamięta jakieś sympatyczne wyrażenie o miłych politykach, którzy potrafią razem zrobić coś wspaniałego? Prawda, że nie?

Agresja stała się naszą polityczną codziennością. Atak jest zauważalny, jego autor staje się rozpoznawalny. W postpolityce to wartość nie do przecenienia. Język więc służy obrażaniu, dezawuowaniu, postponowaniu, poniżaniu, piętnowaniu. Słowo w polityce służy wojnie, nie pokojowi.

Tego języka używają wszystkie strony sporu. Jedna uważa go za niedopuszczalny, ale sama czerpie z niego garściami. Paradoks. I choć przez te 25 lat powstało wiele „twórczych” obraźliwych etykietek, to ci, którzy dziś obrażają prezydenta Komorowskiego, mieliby spore szanse na podium.

Kilka lat temu dr Katarzyna Kłosińska, która zajmuje się językiem polityki, przygotowała zestaw etykiet, jakimi nawzajem obdarzali się politycy:

* zderzaki, hamulcowy, popaprańcy (Lech Wałęsa);

* płatni zdrajcy, pachołki Rosji (Leszek Moczulski o dawnej PZPR);

* różowe hieny (Zygmunt Wrzodak o KOR-ze);

* łże-elity (Jarosław Kaczyński);

* grabarze Rzeczypospolitej (różni);

* ginekolog przeprowadzający bezkrwawe aborcje (Andrzej Lepper o Leszku Balcerowiczu);

* kanibalizm polityczny, wykształciuchy, bure suki (Ludwik Dorn);

* pan jest zerem (Leszek Miller o Zbigniewie Ziobrze);

* cieniasy (Kazimierz Marcinkiewicz o gabinecie cieni PO);

* moherowa koalicja (Donald Tusk o koalicji PiS-LPR-Samoobrona);

* pornogrubas (Stefan Niesiołowski o Ryszardzie Kaliszu);

* czarna sotnia, aferał (o liberałach z KLD);

* bandyta z Pabianic (Lepper o Januszu Tomaszewskim);

* cham (Janusz Palikot o Lechu Kaczyńskim);

* dyplomatołki (Władysław Bartoszewski);

* kaczyzm (Joanna Senyszyn);

* Kaczystan (tygodnik „Nie” );

* partia zboczonych kobiet (Lepper).

Zobacz także

wyborcza.pl

Episkopat znów naciska. Tym razem w sprawie in vitro

Michał Wilgocki, 04.03.2015
Bp Artur Miziński, abp Stanisław Gądecki i rzecznik episkopatu ks. Józef Kloch podczas konferencji Episkopatu Polski

Bp Artur Miziński, abp Stanisław Gądecki i rzecznik episkopatu ks. Józef Kloch podczas konferencji Episkopatu Polski (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

– Ośmielamy się zwracać uwagę, że ze względu na dobro dzieci należy przede wszystkim poszukiwać naturalnego sposobu ich poczęcia, adopcji samotnego dziecka czy aktywności na rzecz dzieci potrzebujących opieki – pisze prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Oświadczenie zbiega się w czasie z pracami rządu nad ustawą o in vitro.
Biskupi piszą, że niepłodność urosła w Polsce do rangi choroby cywilizacyjnej. Postulują stworzenie narodowego programu prawdziwego leczenia niepłodności. Jednocześnie nie popierają rządowego projektu ustawy o in vitro, który według zapowiedzi Ewy Kopacz ma zostać uchwalony do końca czerwca.- Współczesna medycyna wskazuje bowiem jasno, że usunięcie medycznych lub psychologicznych przyczyn niepłodności daje znacznie większe szanse na urodzenie zdrowego dziecka niż procedury sztucznie wspomaganego rozrodu, które nie leczą niepłodności – piszą biskupi. Prezydium KEP to: przewodniczący abp Stanisław Gądecki, abp Marek Jędraszewski oraz bp Artur Miziński.- Embrion ludzki musi być traktowany jak człowiek z wrodzoną godnością, jako podmiot, a nie przedmiot czy zlepek komórek – piszą biskupi. – Niedopuszczalne jest poddawanie go procedurze selekcji, mrożeniu, modyfikacji. Nie wolno uczynić go przedmiotem eksperymentu. Nie można zaakceptować tworzenia embrionów na przyszłość, do ewentualnego wykorzystania w razie potrzeby – dodają.

Według biskupów „wszelkie manipulacje i przechowywanie embrionów zmniejsza ich potencjał do dalszego rozwoju i zwiększa ryzyko ich obumarcia”.

– Warto przestrzec, że współczesne badania naukowe, wbrew temu, co twierdzą specjaliści związani z funkcjonowaniem klinik in vitro, wskazują na nieuniknione negatywne skutki medyczne dla dzieci, których konsekwencje indywidualne oraz populacyjne są poważne i nie do końca przewidywalne – czytamy w oświadczeniu.

Prezydium Episkopatu uważa, że ustawa „o tak zwanym” leczeniu niepłodności powinna „wspomagać przede wszystkim rozwój klinik gwarantujących leczenie niepłodności, a nie koncentrować się na opcji sztucznie wspomaganej prokreacji”.

Kolejna uwaga – in vitro, jeżeli miałoby być dostępne, to tylko dla małżeństw, a nie osób w związkach nieformalnych.

Biskupi nie zgadzają się też, by embriony jednej pary były oddawane innej, a także, by pary korzystały z nasienia innego mężczyzny niż mąż.

– Na koniec chcemy wyraźnie podkreślić, iż mimo krytycznego stosunku do procedury in vitro, między innymi ze względu na traktowanie w niej dzieci jako przedmiotów ludzkiego działania, stanowczo podkreślamy, że dzieci powołane w ten sposób do życia należy przyjąć z miłością i szacunkiem, na który zasługują tak samo jak dzieci poczęte naturalnie – piszą. – Ośmielamy się zwracać uwagę, że ze względu na dobro dzieci należy przede wszystkim poszukiwać naturalnego sposobu ich poczęcia, adopcji samotnego dziecka czy aktywności na rzecz dzieci potrzebujących opieki.

Co jest w rządowym projekcie ustawy o in vitro?

Zobacz także

wyborcza.pl

Miller: Ogórek to jedyna kandydatka lewicy. Reszta jest z Ruchu Palikota

Krzysztof Lepczyński, 04.03.2015
Szef SLD Leszek Miller

Szef SLD Leszek Miller (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Mamy jedną kandydatkę lewicy i troje kandydatów Ruchu Palikota – stwierdził Leszek Miller w Poranku Radia TOK FM, komentując lewicową stawkę w wyborach prezydenckich. Szef SLD odniósł się też do zarzutów o nadmierną sympatię wobec Rosji. – Roman Dmowski powiedział, że są Polacy, którzy bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę. Ja akurat kocham Polskę – zaznaczył.
Jan Wróbel pytał w Poranku Radia TOK FM Leszka Millera, szefa SLD, o rozpowszechniane przez tabloidy pogłoski, jakoby Barbara Nowacka miała nosić się z zamiarem założenia nowej partii. Na jej czele miałby jednak stanąć Grzegorz Napieralski jako bardziej doświadczony i twardszy polityk. – Sypie się SLD – stwierdził Wróbel.Kto zaciera raciczki?– To dobra kandydatura. Napieralski powinien stanąć na czele jakiejś partii, zapowiadał to od jakiegoś czasu – stwierdził Miller. – Dlatego jest w orbicie zainteresowania sądu partyjnego. Bo jak pan wie, nie można być w SLD i zapowiadać tworzenie własnego ugrupowania. Będziemy z zainteresowaniem obserwować te wysiłki – dodał lider SLD. Napieralski został niedawno zawieszony w prawach członka SLD.

Prowadzący audycję zauważył, że nieprzychylni Millerowi politycy z równym zainteresowaniem śledzą kampanię prezydencką Magdaleny Ogórek, „zacierając z radości raciczki”. – Nasza kandydatka ma w sondażach trzecią pozycję z tendencją zwyżkującą. Jestem więc pewny dobrego wyniku. Ale wszystko w rękach wyborców – odparł Miller.

Lewica i Palikot

– Jest kampania wyborcza. Trudno, by pan mówił cokolwiek innego, niż „nasza kandydatka jest najlepsza” – zauważył Wróbel. – Nasza kandydatka jest jedyną kandydatką lewicy – wtrącił Miller. – Mamy jedną kandydatkę lewicy i troje kandydatów Ruchu Palikota – uściślił.

Wróbel pytał też, czy złośliwości pod adresem Ogórek nie robią na Millerze żadnego wrażenia. – Tkwię w polityce od wielu lat i żeby wytrzymać ten czas, trzeba mieć skórę mocną, grubą, wygarbowaną. Ogórek jest z tego punktu widzenia nowicjuszką, ale widzę, że zachowuje się dzielnie. Zresztą zdawała sobie sprawę, że gdy wejdzie do tej konkurencji, będzie musiała wiele znieść – zaznaczył.

– Być może. My nie możemy jej o to zapytać, wskutek ciężkiego kryzysu psychicznego bądź genialnych porad doradców, pani Ogórek unika dziennikarzy – skomentował cierpko Wróbel. – To nie jest ścisłe stwierdzenie. Można było o to zapytać Magdalenę Ogórek w Łodzi, Kaliszu czy Ostrowcu. I na kolejnych spotkaniach w kraju – odparł Miller.

„Trudno posądzać Putina o to, że zabił Niemcowa”

Prowadzący pytał też Millera o pojawiające się w internecie żarty z Magdaleny Ogórek, która miałaby dzwonić do Władimira Putina i pytać, czy ten zabił Borysa Niemcowa. „Odpowiedział, że nie” – głosi internetowy mem. – To właściwa odpowiedź, trudno posądzać Putina o to, że zabił Niemcowa – przyznał Miller. – Hollande czy Merkel nie mają problemów, by rozmawiać z Putinem – zauważył.

Prorosyjski front w polskiej polityce >>>

Wróbel wytknął Millerowi, że SLD i PSL zawiązały cichą koalicję w krytykowaniu polskiej polityki wobec Rosji. – Z punktu widzenia PSL to dziwaczna narracja, przecież jest w koalicyjnym rządzie. Ale PSL jest znane z bycia jednocześnie w koalicji i opozycji – stwierdził polityk. W odniesieniu do własnych poglądów, zaznaczył: – Pamiętam słowa Romana Dmowskiego. Powiedział, że są Polacy, którzy bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę. Ja akurat kocham Polskę – zakończył.

Zobacz także

TOK FM

O. Wiśniewski: Przekonanie, że Kościół wie, jak redagować ustawy, to niebezpieczny mit

Krzysztof Lepczyński, 04.03.2015
Kielce. Ojciec Ludwik Wiśniewski w KCK

Kielce. Ojciec Ludwik Wiśniewski w KCK (Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta)

Opinia biskupów nie jest nauką Kościoła i nie obowiązuje wszystkich katolików, a zwłaszcza prezydenta – pisze w „Tygodniku Powszechnym” o. Ludwik Wiśniewski. Dominikanina zbulwersowały naciski środowisk katolickich na polityków ws. konwencji antyprzemocowej. Na KUL pojawił się już kościelny pozew przeciwko o. Wiśniewskiemu.
Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim prawicowe środowiska rozpowszechniają pozew przeciw o. Ludwikowi Wiśniewskiemu, dominikaninowi, współpracownikowi między innymi „Tygodnika Powszechnego” – pisze Artur Sporniak na stronach tygodnika. Autorka dokumentu ma domagać się od zakonnika zadośćuczynienia „za szkody odniesione przez Kościół katolicki” wyrządzone przez artykuł o. Wiśniewskiego w „TP”. Pismo ma trafić do sądu przy krakowskiej kurii, choć zdaniem prawników zakonnik jej nie podlega. Dlatego wątpliwe, by wadliwy formalnie pozew został uwzględniony.Moralna czkawkaJak pisze Sporniak, w pozwie o. Wiśniewskiemu zarzuca się, że „pochwala antykobiecą oraz antyludzką Konwencję Przemocową wbrew prawu naturalnemu” oraz „występuje przeciwko wolności Kościoła Katolickiego, lżąc Episkopat Polski”. Dokument podpisała Polka mieszkająca w USA, zdaniem Sporniaka znana głównie z oskarżania Władysława Bartoszewskiego o kolaborację z Niemcami.

Autorka pozwu pije najpewniej do tekstu o. Wiśniewskiego z „Tygodnika Powszechnego”, w którym zakonnik krytykował biskupów za naciskanie na prezydenta w sprawie konwencji antyprzemocowej. Duchowny ubolewa, że wciąż nie potrafimy oddzielać w Polsce zadań Kościoła i państwa. „Kiedy przychodzi ustawodawcom rozwiązywać moralnie kontrowersyjne problemy, dostajemy zadyszki i czkawki” – wskazuje.

Gdy Kościół redaguje ustawy

Zdaniem dominikanina Kościół ma prawo wzywać wiernych do poszanowania wyznawanych wartości. Ale już nie piętnować posłów, którzy głosowali inaczej, niż nakazał Episkopat. O. Wiśniewskiego zbulwersował list otwarty bp. Ignacego Deca do Bronisława Komorowskiego, w którym hierarcha w kontekście konwencji antyprzemocowej upomina prezydenta, że jest przede wszystkim katolikiem.

„Nie piszę tego wszystkiego w obronie konwencji – piszę w obronie powagi i honoru naszego Kościoła oraz w trosce o pokój na linii państwo – Kościół” – zaznacza o. Wiśniewski. I podkreśla, że opinie hierarchów to jeszcze nie nauka Kościoła, że nie obowiązują one jako wykładnia decyzji politycznych.

„Przekonanie, że Kościół, a konkretnie biskupi najlepiej wiedzą, jak powinny być zredagowane państwowe ustawy, aby służyły dobru całego kraju i wszystkich obywateli – to niebezpieczny mit” – zaznacza zakonnik.

Cały tekst o. Wiśniewskiego na stronach „Tygodnika Powszechnego” >>>

Zobacz także

TOK FM

Modlitwa? Na matematyce?

Małgorzata Goślińska, 04.03.2015
- Machnąłem ręką na krzyże i religię w szkole. Ale modlitwa na matematyce?<br /><br /><br /><br />
- mówi ojciec czwartoklasisty. Poskarżył się MEN i kuratorium oświaty

– Machnąłem ręką na krzyże i religię w szkole. Ale modlitwa na matematyce? – mówi ojciec czwartoklasisty. Poskarżył się MEN i kuratorium oświaty (MACIEJ SWIERCZYSSKI)

Rodzice ministranta z IV klasy podstawówki we wsi Golasowice poskarżyli się w kuratorium oświaty i Ministerstwie Edukacji, że przed lekcjami odmawiana jest modlitwa. – To konflikt dorosłych, którego ofiarą padło dziecko – ocenia kurator.
Od poniedziałku 23 lutego za dziesięcioletnim Piotrem biegają dzieci z całej szkoły i krzyczą: „Karol Jabłoński musi odejść! Jabłoński, wypier…!” – opowiada ojciec chłopca.Tydzień temu rodzice uczniów IVa, klasy, do której chodzi Piotr, poskarżyli się wójtowi gminy Pawłowice na brak bezpieczeństwa w klasie. Wójt zwołał spotkanie z rodzicami, nauczycielami, psychologami i policjantami. Odbyło się w ostatni poniedziałek. Rodzice nie życzyli sobie obecności dziennikarzy. Psycholog zapewniła nas tylko, że spotkanie nie dotyczy religii. – Modlitwa przed lekcjami to poboczny temat. W tej klasie dzieje się źle, jest agresja – mówi. Śląski kurator oświaty nie przyjechał, bo uznał, że konfrontacja nie jest sposobem na rozwiązanie sytuacji. – To konflikt dorosłych, którego ofiarą padło dziecko – mówi kurator Stanisław Faber.Konflikt trwa ponad rok.Modlitwa na matematyce?Golasowice to mała wieś w bogatej gminie Pawłowice pod Pszczyną. Karol i Marta Jabłońscy sprowadzili się tutaj w 2009 r. Nie są swoi, dopiero zapuszczają korzenie. Wybudowali dom, syn poszedł do jedynej we wsi szkoły i z własnej woli został ministrantem. – Jestem z niego dumny – mówi ojciec, który sam jest niewierzący i podziwia Piotra przy ołtarzu tylko od święta. Matka jest katoliczką. Cieszyli się, że będą żyć w tolerancyjnym środowisku – w Golasowicach mieszka niewiele mniej ewangelików niż katolików.

– Machnąłem ręką na krzyże i religię w szkole. Ale modlitwa na matematyce? – mówi ojciec.

20 lutego napisał w tej sprawie skargę do śląskiego kuratorium oświaty i MEN, w poniedziałek mówiło o tym Radio ZET, we wtorek pisała „Wyborcza”.

Bożena Struzik, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Golasowicach, mówi, że tradycja odmawiania modlitwy przed lekcjami w jej szkole trwa od 25 lat. – Uzgodniliśmy to z proboszczami katolickim i ewangelickim. Wybraliśmy modlitwę do Ducha Świętego, którą mogą odmawiać wyznawcy obu tych religii. Odpowiada również świadkom Jehowy – powiedziała. – Sama modlę się z dziećmi. Dotąd żaden rodzic się nie skarżył. Nauczyciele mają wybór, czy chcą to robić, i muszę przyznać z żalem, że zwyczaj upada. Wspólna modlitwa odgrywa rolę integrującą i wychowawczą. Wycisza dzieci i jest wyrazem ekumenizmu. Dzieci różnych wyznań nawiązują przyjaźnie.

– A co z ateistami? – spytaliśmy.

– U nas nie ma uczniów niewierzących – mówi dyrektorka. – Każdy rodzic zadeklarował, że dziecko będzie chodzić na religię, ewangelicką albo katolicką.

Szkodnik Jabłoński?

Śląskie kuratorium kilka razy zmieniało stanowisko. Raz twierdziło, że modlitwa może być odmawiana, ale po przeprowadzeniu ankiety wśród nauczycieli, rodziców i uczniów. Jeśli choć jeden rodzic nie wyrazi zgody na kultywowanie tradycji, nie wolno się modlić. Potem, że ankiety nie wchodzą w grę, bo nie można nikogo pytać publicznie o światopogląd. Ostatecznie: można się modlić, ale przed dzwonkiem na lekcję.

Dyrektorka Struzik jest oburzona postawą Karola Jabłońskiego. Twierdzi, że rodzic chce zniszczyć jej szkołę. Jabłoński od ponad roku pisze skargi do kuratorium na wychowawczynię syna. Bo nauczycielka powiedziała na forum klasy: „Jak widzę Jabłońskiego, robi mi się niedobrze”. Miała też zachęcać uczniów: „Kiedy Jabłoński pomyli się na matematyce, polskim albo angielskim, to się z niego śmiejcie”.

Nauczycielka zaprzeczyła, ale ojciec nagrał te wypowiedzi na dyktafon, który ukrył w plecaku syna. Za pierwsze słowa wychowawczyni Piotra została ukarana naganą przez własną dyrektorkę, drugą sprawę kurator skierował do rzecznika dyscyplinarnego wojewody. – Gdyby nie te szykany, pewnie nie poskarżyłbym się na modlitwę. Nie sądziłem, że tak to się skończy – przyznaje ojciec.

– Spotkanie dotyczyło przemocy wszelakiego rodzaju wobec dzieci w klasie – powiedział nam tymczasem Franciszek Dziendziel, wójt Pawłowic.

Od kuratora dowiedzieliśmy się, że padało tylko jedno nazwisko – Piotra Jabłońskiego. Nieoficjalnie: Piotr uderzył kolegę w twarz (matka była w tej sprawie na rozmowie w szkole) i było to najbardziej drastyczne zdarzenie. Poza tym kogoś wyzywał i przeszkadzał w lekcji, nie pozwalając innym się skupić. Wójt zalecił rodzicom konsultacje w poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Porażka dyrektorki szkoły?

Z opowieści rodziców wynika, że Piotr to bardzo ruchliwe dziecko, przy czym lubi się uczyć i ma dobre oceny, ciągle o coś pyta, wyrywa się do tablicy, w kościele chce mówić do mikrofonu.

Rodzice mieli też pretensje do ojca Piotra, że nieobiektywnie przedstawia swoje relacje z nauczycielami, niepotrzebnie sprowadza kontrole do szkoły i nagłaśnia sprawę w mediach.

Po pierwszym artykule w „Wyborczej” sprawie przygląda się Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji. Jest w kontakcie ze śląskim kuratorem. Co zrobi? – Dyrektorka jest odpowiedzialna za to, żeby załagodzić nastrój w szkole i zrobić wszystko, żeby to biedne dziecko nie stało się ofiarą nagonki. Oburzenie dyrektorki na skargę rodzica na modlitwę przed lekcjami jest absurdalne. Rodzic ma do tego prawo, a dyrektorka ma uszanować jego światopogląd. Szkoła jest świecka, rejonowa i ma być otwarta na każde dziecko – powiedziała minister.

W niedzielę przed spotkaniem w urzędzie gminy pani Marta usłyszała na mszy słowa księdza: „To opacznie rozumiana świeckość, że jednostka nie może decydować o większości”.

PS Zmieniłam imiona i nazwisko rodziny

Zobacz także

wyborcza.pl

Dziesięciolatek jest prześladowany, bo jego ojciec skrytykował modlitwy przed lekcjami

Małgorzata Goślińska, 04.03.2015
Konflikt zaczął się po skardze jednego z rodziców, któremu nie podobała się modlitwa przed matematyką

Konflikt zaczął się po skardze jednego z rodziców, któremu nie podobała się modlitwa przed matematyką (Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta)

W małej pszczyńskiej wsi trwa polowanie na czarownice. Ojciec dziesięciolatka poskarżył się, że w klasie jego syna przed lekcjami odmawiana jest modlitwa, i nagle chłopiec stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa innych uczniów.
Sala narad w Urzędzie Gminy w Pawłowicach, u szczytu wójt z panią psycholog, naprzeciw dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Golasowicach w otoczeniu nauczycieli, po prawej stronie rodzice uczniów klasy IVa, po drugiej Karol i Marta Jabłońscy, rodzice Piotrka. Obok Jabłońskich siedzą dwaj policjanci w mundurach – może to przypadek, ale po co panowie w ogóle tu są?Spotkanie dotyczy bezpieczeństwa w klasie i zostało zwołane na wniosek rodziców. Co się dzieje w IVa? Dzieci zaczepia pedofil, diler narkotykowy, przedstawiciel religii uznawanej powszechnie za sektę? Jako dziennikarz na życzenie rodziców zostaję wyproszona, wójt powie mi później, że spotkanie nie dotyczyło modlitwy na lekcjach, ale wszelakiej przemocy uczniów wobec uczniów. Reszta jest tajemnicą, chociaż to, co dzieje się w urzędzie, powinno być publiczne. Nieoficjalnie dowiaduję się, że jedynym zagrożeniem dla bezpieczeństwa klasy ma być Piotrek. Znowu: co takiego zrobił, że trzeba było rozmawiać o tym w urzędzie gminy, ściągać psychologów i dwóch policjantów? Biega po szkole z nożem i grozi rzezią? Nie! Chłopiec przeszkadza w lekcjach, raz kogoś uderzył, innych wyzywał. U wójta zabrakło tylko antyterrorystów.Zaproszony był również śląski kurator oświaty, ale nie przybył, bo nie uważa konfrontacji za sposób na rozwiązanie tej sytuacji, i to powinno wystarczyć za komentarz.Daty są tu bardzo ważneSpotkanie odbyło się w poniedziałek 2 marca, daty są tu bardzo istotne. Tydzień wcześniej Radio ZET podało, że jeden z rodziców ucznia podstawówki w Golasowicach poskarżył się w kuratorium oświaty i Ministerstwie Edukacji na odmawianie modlitwy w klasie przed lekcjami, we wtorek o sprawie napisała „Wyborcza”. Wszyscy we wsi wiedzieli od początku, że autorem skargi był ojciec Piotrka, od 23 lutego dzieci krzyczą za chłopcem: „Karol Jabłoński musi odejść!”. Znamy to hasło z niedawnych protestów górniczych w niedalekim Jastrzębiu-Zdroju, tylko z innym nazwiskiem. Dzieci muszą słyszeć je w domu i powtarzają za dorosłymi. Skąd wiedzą? Ja dowiedziałam się od dyrektorki szkoły, chociaż nie rzuciła nazwiskiem. Rodzice skarżą się na niebezpiecznego Piotrka w środę…

Jeżeli to zadziwiający zbieg okoliczności, nikt nie próbuje wyprowadzić nas z błędu. Wiemy tylko, że odmawianie modlitwy przed lekcjami to w szkole 25-letnia tradycja i nikt się dotąd nie skarżył oraz że szkoła jest w konflikcie z Karolem Jabłońskim. Ale to ojciec skarży się na nauczycielkę, że obraża i poniża jej syna, a nie odwrotnie. Po dochodzeniu kuratorium nauczycielka zostaje ukarana przez własną dyrektorkę, drugie postępowanie wobec niej jest w toku.

Kurator: Rozwiązałem sprawę modlitwy

Ofiarą konfliktu dorosłych stało się dziecko – powtarzam te słowa za kuratorem. Ojciec Piotrka mógł nie przewidzieć, co za jego walkę spotka syna. Ale dlaczego do szykan chłopca dopuścili ludzie powołani i przygotowani do wychowywania dzieci?

Kurator uważa, że rozwiązał sprawę modlitwy przed lekcjami. Ma być odmawiana, ale przed dzwonkiem na lekcję. Dla Karola Jabłońskiego to nawet nie jest pyrrusowe zwycięstwo. Poświęcił spokój syna, a modlitwa w szkole pozostanie. Racja jest po jego stronie, szkoła jest świecka, miał prawo manifestować swój sprzeciw i teraz najlepiej, gdyby wyniósł się ze wsi. Wyobraźmy sobie sytuację rodziny: weszli w obce środowisko, sprowadzili się do małych Golasowic sześć lat temu, wybudowali dom, ich syn tutaj zaczął szkołę, dopiero zapuszczali korzenie. Mogą tu mieszkać, jak podobno powiedział ksiądz na niedzielnej mszy w Golasowiach, ale jednostka nie ma prawa decydować o większości. Nieswój ośmielił się donosić na ich szkołę, która w małej miejscowości ma więcej posłuchu niż niejeden minister.

Mam nadzieję, że dyrektorka szkoły wystraszy się jednak minister edukacji. Joanna Kluzik-Rostkowska powiedziała nam wczoraj, że pozbycie się Piotrka – oczywiście nie wprost (nie można wykreślić ucznia), ale zaszczuwając rodziców – będzie porażką dyrektorki. To będzie znaczyć, że nie radzi sobie z dziesięciolatkami. Inni rodzice będą bali się posyłać dzieci do tej szkoły. Cała ta sytuacja, niezależnie od problemów wychowawczych, jakie może sprawiać Piotrek, wysyła komunikat: nauczyciel jest święty, ty, rodzicu, nie śmiej się na niego skarżyć, bo naślemy na ciebie wójta i policję.

Krótko mówiąc, nawet jeśli Jabłońscy wyprowadzą się albo będą wozić syna do innej szkoły, w golasowickiej podstawówce zostanie dużo strachu.

Imię i nazwisko chłopca oraz jego rodziców zostało zmienione

Zobacz także

katowice.gazeta.pl

Szydło: Kaczyński nie słodzi

Agata Kondzińska, 04.03.2015
Beata Szydło została szefową sztabu prezydenckiego Andrzeja Dudy

Beata Szydło została szefową sztabu prezydenckiego Andrzeja Dudy (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Nasi przeciwnicy budują mity, że jesteśmy partią, z którą nikt nie chce współpracować. To nasz problem: jak przekonać ludzi, że to stereotyp
Agata Kondzińska: Dlaczego Andrzej Duda nie osiąga poparcia PiS? Beata Szydło: Naszym pierwszym zadaniem było, żeby Andrzej stał się rozpoznawalny. To się udało. Rozpoznawalność i popularność, szczególnie wśród naszych zwolenników, rosną każdego dnia. Wystarczy zobaczyć tłumy na spotkaniach w powiatach. Proszę się nie martwić, Andrzej Duda zyska pełne poparcie sympatyków PiS i zapewne poszerzy je także o innych wyborców.O kogo poszerzy? O młodych?– Ostatnie wybory pokazały, że młodzi ludzie chętnie głosują na PiS. To wielka wartość. Zabiegamy o poparcie wielu grup społecznych – młodych ludzi, ale także seniorów.Tak jak rolników, górników, stoczniowców i wykluczonych, którym można obiecać wszystko, tak?

– Nie docenia pani roztropności wyborców. Nie wystarczy obiecać, trzeba przede wszystkim przekonać, że to są dobre pomysły, które będą realizowane. Andrzej Duda spotyka się z tymi grupami i mówi o konkretnych propozycjach programowych, wśród nich jest wiele pomysłów PiS. Nasz program jest oparty na wrażliwości społecznej.

Na rozdawnictwie jest oparty.

– Nieprawda. To jest rozmowa o tym, że dziś w Polsce można rządzić inaczej, że grupy odrzucone przez główny nurt polityczny mogą mieć swojego reprezentanta. W programie są konkretne propozycje. 500 złotych na każde dziecko w rodzinach o niskich dochodach i 500 złotych na dziecko począwszy od drugiego w lepiej zarabiających rodzinach. Podniesienie kwoty wolnej od podatku, obniżenie CIT dla mikroprzedsiębiorców. Podwójny odpis inwestycyjny dla przedsiębiorców reinwestujących zyski w rozwój firmy na podstawie polskich nowoczesnych technologii. To są konkrety.

Tylko nie wiemy, ile miałby nas kosztować. Aleksander Smolar w „Gazecie Wyborczej” postawił tezę, że PiS nie jest już formacją ideologiczną. U Dudy nie ma języka układu, spisku, wywracania stolika.

– To wyłącznie kwestia doboru słów do opisu rzeczywistości czy wskazania narzędzi, którymi można tę rzeczywistość zmienić. Od 2001 r. konsekwentnie powtarzamy ten sam program i recepty. Bronimy naszych wartości bez względu na to, jaka jest polityczna kalkulacja. Tak było w 2007 r., gdy Jarosław Kaczyński powiedział dość: Nie możemy dłużej rządzić w szkodliwym dla Polski układzie, i były wybory.

No nie. Kaczyński nie miał już z kim rządzić.

– To była sytuacja dla Polski zła, a przecież można było trwać. Leszek Miller długo trwał w mniejszościowym rządzie, tylko jakie były z tego korzyści dla Polaków? Żadne.

PiS zmienił język, bo radykalizm IV RP odstrasza?

– Hasło wymyślił chyba Paweł Śpiewak. To była dobra konstrukcja, ale najważniejsze, że wtedy realizowaliśmy nasz program, np. słynną budowę mieszkań.

To chyba miały być trzy miliony mieszkań.

– To był nasz cel, ale proszę pamiętać, że rządziliśmy tylko dwa lata. Powstało ponad 1,3 mln nowych miejsc pracy, a PiS był jedyną partią, która w historii III RP obniżyła podatki.

Sprzyjała wam koniunktura, a na obniżce podatków skorzystali najbogatsi.

– Zyskali Polacy, polscy przedsiębiorcy. A teraz usłyszy pani od nich, że nie mają zrozumienia u partii, która sama nazywa się prorynkową. Jeśli ludzie z wysokimi dochodami mają warunki, żeby te dochody reinwestować w Polsce, tu rozwijać swoje firmy, to dobrze. Dzięki temu rośnie zatrudnienie.

Dwa lata waszych rządów to upolitycznione CBA, śmierć Barbary Blidy, konferencje Mariusza Kamińskiego i zatrzymania przed kamerami.

– Upolitycznienie? Proszę nie żartować. Wokół CBA i działalności Mariusza Kamińskiego pojawiła się lawina kłamstw i manipulacji. To propaganda PO wmawia Polakom te rzekome nadużycia. Siedem lat rządów PO-PSL i gdzie są twarde dowody na te mityczne „nadużycia PiS”. Obecnie rządzący próbują znieczulać społeczeństwo na problem korupcji, bagatelizują go.

Nieprawda. Polacy brzydzą się korupcją. I nie jest ona zamiatana, Infoafera sięga szczebli rządowych, jest śledztwo.– I jakie jest rozstrzygnięcie? Żadnego.Były zatrzymania, a postępowanie trwa. – A sprawa hazardowa, a Amber Gold, a afera taśmowa?Przecież to sam Kamiński spalił sprawę hazardową, a szef Amber Gold siedzi od dwóch lat.

– Pani raczy żartować? Hazardowa i Amber Gold powinny się skończyć dymisją gabinetu. Afera taśmowa to nagrania najważniejszych osób w PO i rządzie, które nadal są obecne w życiu publicznym. Tych afer i aferek jest coraz więcej i my się na to nie zgadzamy. Jeśli nie zlikwidujemy patologii, które są w naszym państwie, to nie ruszymy do przodu.

Obie się zgadzamy, że korupcję trzeba tępić. Ale chodzi o to, żeby służby zajmowały się ściganiem korupcji, a nie tylko tępieniem przeciwników politycznych.

– Ale dokładnie tym się zajmowały.

I dlatego agent Tomek uwiódł Beatę Sawicką?

– Sawicka chciała „kręcić lody” na służbie zdrowia.

Sawicka wyleciała z PO, a kręcenia jej nie udowodniono. Skoro pani mówi, że tak świetnie było, gdy rządził PiS, dlaczego Polacy od ośmiu lat mówią wam nie?

– Zobaczymy, jaki będzie wynik jesienią. W ciągu ośmiu lat PO udało się doprowadzić do tego, że Polacy przestali dostrzegać możliwość zmiany. Godzą się, że jest, jak jest, że jest ciepła woda w kranie, i że to wystarczy.

Jednak kraj się zmienia.

– Jesteśmy w Unii Europejskiej, skorzystaliśmy z unijnych środków, ale trzeba pytać, dlaczego tak wielu młodych ludzi nie widzi perspektyw w Polsce. 80 proc. studentów deklaruje, że wyjedzie z kraju, że nie widzi tu szansy dla siebie. Czemu młodzi mówią, że trzeba mieć znajomości, żeby zdobyć pracę?

Nawet jeśli PiS wygra, to nie będzie miało z kim stworzyć rządu, bo ze wszystkimi jesteście skłóceni, na wszystkich obrażeni.

– To slogany PO głoszone od lat, by nam szkodzić. Nasi przeciwnicy budują mity, żeby móc mówić, że jesteśmy partią, z którą nikt nie chce współpracować. To jest nasz problem: jak przekonać ludzi, że to są stereotypy. Dlatego kampania Andrzeja Dudy i PiS są oparte na bezpośrednich spotkaniach z mieszkańcami. By opowiadać, że nie jesteśmy takimi, jak nas malują. Byliśmy pierwszą partią, która zorganizowała poważne debaty w ramach cyklu „Alternatywa”. Tę o gospodarce transmitowały wszystkie telewizje, trwała cztery czy pięć godzin, byli ekonomiści z najwyższej półki. To była ciekawa dyskusja, dziwiłam się, że telewizje ją transmitują. Ale potem zdałam sobie sprawę, że ta transmisja była nie po to, by Polacy dowiedzieli się o programie PiS. Chodziło o to, by znaleźć jakiś słaby punkt i że się PiS wyłoży.

Czemu ustawia pani tak media?

– Nie wszystkie. Ale działa taki stereotyp PiS stworzony w dużym stopniu przez PO i media z nią sympatyzujące. Trzeba przyznać, że to im się udało.

To nie tylko stereotyp. PiS proponuje często rozwiązanie wbrew opinii. Ludzie chcą in vitro, związków partnerskich, konwencji antyprzemocowej – a PiS nie.

– Trzeba być konsekwentnym w programie, bo tylko wtedy można powiedzieć, że jest się wiernym swemu wyborcy. Jesteśmy partią, która się wywodzi z określonego pnia ideowego, tego się trzymamy. PO jest partią, która opiera się na sondażach.

Może stąd bierze się szklany sufit nad PiS?– Nie ma szklanego sufitu. Jest pytanie, co zrobić, żeby wygrać wybory. Nie uważam, że w kampanii wyborczej należy się całkowicie zmienić. Nie można być kameleonem.Prezes już próbował tej gry w 2010 r.– To nie prezes, to jego próbowano wówczas tak spozycjonować i opisać. Jarosław Kaczyński jest konsekwentny i nie gra w takie gry.A teraz PiS znów schował prezesa?

– Nie, nigdy go nie chowamy. Ale teraz mamy kampanię Andrzeja Dudy, on ma swój sztab. Prezes przede wszystkim objeżdża teraz struktury. Był już na Dolnym Śląsku we Wrocławiu. Spotkał się z działaczami, poprosił, żeby zaktywizowali swoją działalność w kampanii.

Prof. Andrzej Nowak wysłał prezesa na emeryturę.

– Ten tekst był nietrafiony i był błędem.

Mógł popsuć wam show, gdyby wygłosił go na konwencji.

– Opatrzność nad nami czuwa.

A gdzie jest Antoni Macierewicz?

– Ostatnio był w Rabce na zawodach narciarskich z Andrzejem Dudą.

PiS zawiódł się na Orbánie?

– Jego polityka umizgów do Putina jest zła. Ale jeśli chodzi o utrzymanie gospodarki, odbudowę węgierskiego przemysłu i jego pro-węgierskie nastawienie w gospodarce, to są działania, które dla wielu krajów mogą być wzorem. Natomiast dziś Rosja jest agresorem i nie możemy pochwalać działań Orbána.

Premier Wielkiej Brytanii też był waszym idolem, dopóki nie wprowadził małżeństw homoseksualnych.

– Nie był żadnym idolem, współpraca nie oznacza bezrefleksyjnego akceptowania działań drugiej strony.

Jak pani ocenia działania sztabu przeciwnika?

– A jest jakiś sztab? Nie dostrzegam kampanii z tamtej strony poza rytualnymi działaniami, które prezydent zawsze wykonuje. Poparcie 29 prezydentów było dla mnie co najmniej kuriozalne, bo to jest to zlepienie się establishmentu władzy. To nie prezydenci miast mają mieć swojego prezydenta, tylko Polacy. Zastanawiam się, o co tam chodzi w sztabie Komorowskiego. Są plotki, że komuś w PO zależy na słabym wyniku prezydenta, żeby nie wygrał w pierwszej turze, bo to go umocni i stanie się głównym rozgrywającym w partii. PO miałaby wewnętrzny kłopot.

Są też plotki, że dobry wynik umocni Andrzeja Dudę. I może wtedy prezes powinien wskazać go na premiera?

– W PiS co jakiś czas pojawiają się opowieści o delfinie ojcobójcy, co jest dość zabawne. Andrzej będzie prezydentem Rzeczypospolitej. A premierem – Jarosław Kaczyński Czytałam bzdury, że podupadł na zdrowiu. A już to, że słodzi ogromną ilością cukru herbatę, jest wyssane z palca. Wiele herbat wypiłam z Jarosławem Kaczyńskim, on nie słodzi w ogóle.

Czy dojrzała partia nie powinna mieć planu B na wypadek zmiany lidera?– My nie mamy takiego problemu, jak miała PO, że zniknął Tusk i okazało się, że jest plaża.Okazało się, że jest Ewa Kopacz.– Którą w tej chwili ratuje w sposób dramatyczny i histeryczny Michał Kamiński. Projekt Kopacz nie wypalił. Nie było przygotowanych kadr. My jesteśmy drużyną, jest w niej pierwszy zespół, który gra, jest jeden kapitan i jest też ławka rezerwowa. Mamy zaplecze eksperckie, ruchy społeczne.Ale jak są wybory, to ławka jest krótka, bo Bolesław Piecha, który jest posłem, ma być senatorem, a za chwilę europosłem.

– W wyborach wystawiamy najlepszych. Piecha był na Śląsku najlepszy.

A jak PiS wygra wybory, to Piecha wróci z Brukseli na ministra, tak?

– Jarosław Kaczyński będzie wskazywał kandydatów na ministrów.

Duda próbuje nas przekonać, że jest niezależny od prezesa.

– Na pewno nie oszukuje. Jest uczciwy i lojalny. Ma polityczny kręgosłup. Nie odszedł z PiS ze Zbigniewem Ziobrą, z którym był wtedy związany, był wiceministrem sprawiedliwości. Niestety, wielu zdolnych, młodych polityków jest dziś poza PiS na własne życzenie.

10 maja Duda zamelduje wykonanie zadania?

– Tego dnia będziemy się cieszyć ze zwycięstwa Andrzeja Dudy.

Z sondaży wynika, że Polacy ciągle są zadowoleni z obecnego prezydenta.

– Najważniejszy sondaż to ten przy urnach wyborczych. Przypomnę, że Komorowski miał mieć 80 proc. poparcia, a dziś te same sondaże pokazują druga turę Duda – Komorowski. Sympatia do urzędującego prezydenta bardzo szybko topnieje.

Chcecie debaty z Komorowskim, a z Palikotem już nie.

– Dziś jest tylko dwóch poważnych kandydatów i Polacy powinni poznać ich poglądy na różne sprawy. A jak patrzę na pozostałych kandydatów, to nie wiem, czy chcą zaistnieć tylko dlatego, że za chwilę będą wybory parlamentarne. Lewica nie ma jednego kandydata. Ludzie lewicy wiedzą dziś, że ich głosy w tych wyborach będą stracone. Jest też pytanie, co z tym elektoratem będzie chciał zrobić Komorowski. Z jednej strony chciałby kokietować prawicowy elektorat, a z drugiej odłogiem leży lewa strona. Nie da się połączyć wody z ogniem. Myślę, że testem będzie konwencja antyprzemocowa.

Czemu Duda opowiada o swoim programie, jakby miał być premierem, a nie prezydentem? Obiecuje np. niemożliwe obniżenie wieku emerytalnego.

– Prezydent Komorowski rządzi już pięć lat i jego poglądy są znane. Andrzej prezentuje swoją wizję Polski. Powinien to robić, bo prezydent ma inicjatywę ustawodawczą, podpisuje lub odrzuca projekty ustaw i ważne, żeby powiedział Polakom, jakie ma poglądy.

I dlatego o polityce zagranicznej mówi programem Komorowskiego?

– Jakim programem? Minęło pięć lat, a Komorowski w kwestii naszego bezpieczeństwa, polityki zagranicznej czy obronności nie zrobił nic. Politycy PO i Komorowski byli zaskoczeni konfliktem na Ukrainie, bo wcześniej zachowywali się jak dzieci, myśleli, że Putin to kolega. Duda różni się od Komorowskiego, bo mówi, że ta polityka musi być aktywna i skuteczna.

Czy PiS chce przywrócić w Polsce powszechny pobór wojskowy?

– Chcemy zwiększyć zdolności mobilizacyjne, które na tle innych państw europejskich są wyjątkowo płytkie. Nie chcemy wprowadzać obowiązkowego poboru. Proponujemy zwiększyć ofertę szkolenia wojskowego dla chętnych. To byłaby też oferta zaangażowania polskich weteranów.

Przerabialiśmy już prezydenta z PiS i premiera z PO. Pamiętamy, jak to było.

– W 2015 r. nie będzie tego kłopotu. Będziemy mieli i prezydenta Andrzeja Dudę, i premiera Jarosława Kaczyńskiego.

wyborcza.pl

 

Komorowski jedzie w Polskę

Renata Grochal, Agata Kondzińska, 04.03.2015
- Chcemy wykorzystać atuty prezydenta, czyli to, że jest naturalny i ma świetny kontakt z ludźmi - mówi<br /><br /><br /><br />
o kampanii wyborczej sztabowiec Bronisława Komorowskiego.<br /><br /><br /><br />
Na zdjęciu<br /><br /><br /><br />
prezydent na spotkaniu<br /><br /><br /><br />
z mieszkańcami Białegostoku, 28 lutego

– Chcemy wykorzystać atuty prezydenta, czyli to, że jest naturalny i ma świetny kontakt z ludźmi – mówi o kampanii wyborczej sztabowiec Bronisława Komorowskiego. Na zdjęciu prezydent na spotkaniu z mieszkańcami Białegostoku, 28 lutego (MARCIN ONUFRYJUK)

Start maratonu poparcia – to będzie hasło sobotniej konwencji Bronisława Komorowskiego. Zaraz po niej prezydent wsiądzie w bronkobus i przez dwa tygodnie będzie jeździł po kraju. Kandydat PiS Andrzej Duda odpowie mu z Londynu.
Sobotnia konwencja Bronisława Komorowskiego zacznie się w południe w warszawskiej hali Expo. Ma na nią przyjechać 3 tys. działaczy PO, samorządowców i członków komitetów poparcia Komorowskiego z całego kraju. To ma być punkt zwrotny w kampanii prezydenta, która przebiegała dotąd bez pomysłu i dość chaotycznie.Komorowski przedstawi w swoim wystąpieniu kierunki programowe, ale to nie będzie szczegółowy plan prezydentury, jaki przez dwie godziny wygłaszał w ubiegłą sobotę kandydat PiS Andrzej Duda.- Komorowski ma powiedzieć, o czym jest ta kampania, zdefiniować polityczny spór – mówi jeden ze sztabowców. Przesłaniem ma być łączenie Polaków ponad podziałami dla rozwoju Polski. Szczegóły programu na drugą kadencję Komorowski będzie prezentował przez kolejny miesiąc na konwencjach programowych. Osobno opowie o planie dla rodziny, o bezpieczeństwie i polityce zagranicznej.W sobotę prezydent będzie tylko jednym z mówców. Wystąpią także m.in. były premier Jerzy Buzek, prof. Władysław Bartoszewski, celebryci, ale także zwykli ludzie, którzy zetknęli się z nim przez pięć lat prezydentury. W ten sposób sztabowcy chcą pokazać szeroką gamę społecznego poparcia dla Komorowskiego. Zaraz po konwencji wsiądzie on do bronkobusu i wyruszy na spotkania z wyborcami. – To będzie dwutygodniowa trasa, podczas której prezydent będzie łączył kampanię z wypełnianiem obowiązków głowy państwa. Czasem będzie musiał wrócić do Warszawy – mówi szef sztabu Robert Tyszkiewicz.Inny sztabowiec: – Chcemy wykorzystać atuty prezydenta, czyli to, że jest naturalny i ma świetny kontakt z ludźmi. To przeciwieństwo Andrzeja Dudy, który jest plastikowy, wypachniony i prezentuje się wśród partyjnych działaczy na odkurzonej niebieskiej podłodze. Komorowski ma wpadki, nie poddaje się PR-owskiej reżyserii, ale Polakom to się podoba – podkreśla nasz rozmówca.

Również w sobotę w Polskę wyjedzie 16 wojewódzkich bronkobusów z posłami i samorządowcami, którzy będą namawiać do głosowania na Bronisława Komorowskiego i zbierać podpisy pod jego kandydaturą.

Sztabowcy liczą, że sobotnia konwencja pomoże Komorowskiemu przejąć polityczną inicjatywę i zatrzyma sondażowe spadki. Celem sztabu jest wygrana w pierwszej turze, ale to może być trudne. Intensywna kampania objeżdżania kraju, którą Duda prowadzi od początku roku, przynosi pierwsze sondażowe efekty, a w sztabie PiS wywołuje radość. W sondażu Millward Brown z 2 marca dla TVN 24 poparcie dla urzędującego prezydenta zadeklarowało 46 proc. ankietowanych (to spadek o 1 proc. w stosunku do sondażu z lutego), a dla kandydata PiS – 27 proc. (to o 3 pkt proc. więcej). Drugą turę przewidywał też sondaż prezydencki Ipsos. W nim na Bronisława Komorowskiego chciało głosować 49,7 proc. badanych, na Dudę – 28 proc.

Duda, który startował z kilkunastoprocentowym poparciem, ciągle rośnie. W PiS jednak wiedzą, że to oni muszą gonić prezydenta, i dlatego nie odpuszczają żadnego weekendu. W sobotę chcą odpowiedzieć z Londynu. W podróż zabierają dziennikarzy. – Lecimy tanimi liniami, nie będzie żadnej konwencji, tylko spotkania z Polakami. To ma być przekaz zbudowany na zasadzie kontrastu. Prezydent w kraju, z politykami PO. My na obczyźnie, z Polakami, którzy wyjechali za pracą – opowiada jeden ze sztabowców.

Szczegółów nie zdradzają. – Teraz nam się to nie opłaca, o wszystkim będziemy informować w piątek, żeby utrzymać atmosferę przed konwencją prezydenta – słyszymy w sztabie.

Utrzymaniu atmosfery i utrwalaniu wizerunku, że kampania jest energiczna, służą nie tylko codzienne wyjazdy Dudy, ale też aktywność w internecie. Wczoraj ekipa Dudy odpowiedzialna za jego stronę internetową uruchomiła specjalną zakładkę „drużyna Andrzeja Dudy”, w której każdy może zadeklarować chęć współpracy: od rozdawania materiałów wyborczych przez zbieranie podpisów po zostanie mężem zaufania w komisji wyborczej.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s