Kk (13.02.15)

 

„Z poważnej polityki zrobiła się małpiarnia. Kandydat PiS wyłonił się z chmury konfetti jak różowy jednorożec”

Anna Siek, 13.02.2015
Andrzej Duda z żoną podczas konwencji wyborczej

Andrzej Duda z żoną podczas konwencji wyborczej (Agencja Gazeta)

– Mam wrażenie, że w tych wyborach mamy deficyt powagi – stwierdził Jacek Żakowski, oceniając początek kampanii Andrzeja Dudy. Wg publicysty, gdyby rozpatrywać konwencję w kategoriach „widowiska cyrkowego”, to „było to bardzo udane”. Do grupy komentatorów, którzy nie ulegli czarowi kandydata PiS, należy też prof. Wiesław Władyka. – Jego wystąpienie było wyuczone, sztuczne, jakieś przesadne. Żadnego świeżego pomysłu.
Jacek Żakowski z dużo większą przyjemnością patrzył na zdjęcia Andrzeja Dudy zamieszczone przez dzisiejsze tabloidy niż na sobotnią konwencję kandydata PiS. – Kandydat Duda wydaje mi się bardziej użyteczny. Jak widać w gazetach, błyskawicznie pomógł koledze, który miał wywrotkę na nartach. To bardzo fajne – komentował w TOK FM.

Zupełnie niefajna była za to – zdaniem publicysty „Polityki” – konwencja, podczas której „kandydat PiS wyłonił się z chmury konfetti jak różowy jednorożec i odegrał swoją rolę perfekcyjnie”. – Z wielkim uznaniem patrzyłem na talent aktorski pana Dudy i jego małżonki. Te wyciągnięte dłonie, reflektory, konfetti. Gdyby rozpatrywać to w kategorii widowiska cyrkowego, było to bardzo udatne.

Według Żakowskiego konwencja kandydata Prawa i Sprawiedliwości pokazała, że „jest deficyt powagi w tych wyborach”. – Z poważnej polityki zrobiła się tam małpiarnia.

Lepiej z głową niż z głowy

Prof. Wiesław Władyka przyznał, że narasta jego irytacja „z powodu zachwytu konwencją pana Dudy”. – Jego wystąpienie zrobiło na mnie fatalne wrażenie. Było nieszczere, wyuczone, sztuczne. Jakieś to było przesadzone. Do tego oparcie się na legendzie Lecha Kaczyńskiego i bezwzględny atak na Bronisława Komorowskiego… Żadnego świeżego pomysłu – ocenił publicysta tygodnika „Polityka”.

Tomaszowi Lisowi zabrakło w programowym wystąpieniu Andrzeja Dudy przede wszystkim odniesień do najważniejszych problemów, które leżą w kompetencji prezydenta – bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. – Kandydat PiS pokazał, że się nie nadaje. Nie wspomniał o tym, co jest główną domeną prezydenta, wrócił do wyjątkowo wulgarnego populizmu i języka charakterystycznego dla Andrzeja Leppera.

Redaktor naczelny „Newsweeka” przypomniał „zachwyt PiS-owskich publicystów” nad tym, że Andrzej Duda wystąpienie podczas konwencji wygłosił z głowy. Przy okazji zestawiono to z Bronisławem Komorowskim, który czytał z kartki podczas ubiegłotygodniowej Rady Krajowej PO. – Nie miałbym żadnych pretensji, gdyby Duda następne wystąpienie przeczytał z kartki, pod warunkiem że będzie mówił z głową, a nie z głowy.

Prezydent musi być aktywny

Nie tylko politykowi PiS dostało się od Tomasza Lisa. Dziennikarz nie jest zachwycony kampanią urzędującego prezydenta.

– Zdecydowanie więcej wymagałbym od Bronisława Komorowskiego. Chciałbym, żeby odpowiedział na pytanie, dlaczego zasługuje na reelekcję i co chce zrobić w czasie drugiej kadencji – mówił Lis.

Według sondażu TNS Polska dla TVP Info, 53 proc. pytanych chce w wyborach prezydenckich głosować na Bronisława Komorowskiego. Andrzej Duda może liczyć na 19 proc. głosów. Na trzecim miejscu w zestawieniu znalazła się kandydatka SLD Magdalena Ogórek, z 5 proc. poparciem.

„Tusk biegający po Łazienkach to kicz i medialna wrzutka. Co innego Duda na nartach! BLOG>>>

Zobacz także

 

TOK FM

Leszek Jażdżewski: Desant Ogórek

13.02.2015

Najważniejszym pytaniem związanym ze startem Magdaleny Ogórek jest: czy jej start w wyborach będzie z punktu widzenia zaangażowania w politykę pokolenia 30-latków niedoskonałym, ale interesującym otwarciem, czy też kompromitacją?

Nie można nigdy zrobić drugi raz pierwszego wrażenia. Jednak to, co Magdalenie Ogórek się udało, to zostanie pierwszoplanową gwiazdą polskich mediów po 12 minutowej recytacji do kamery. Wystawia to dwuznaczne świadectwo, zarówno polskim mediom, jak i polskiej polityce. Przy okazji ujawniło się jak silnie nasza kultura, a nawet polski feminizm, podszyte są seksizmem i uprzedzeniami wobec atrakcyjnych kobiet.

Trudno wyobrazić mi sobie, żeby ktokolwiek wypadł dobrze w takiej roli – człowieka znikąd, ogłaszającego swój start w dniu śmierci historycznego lidera lewicy. Tak się po prostu nie robi, uwłacza to wyborcom i urzędowi prezydenta. Elementarny szacunek wymaga, żeby choć udawać, że stanowisko to traktuje się poważnie. Polityczny debiut Ogórek w roli kandydatki na prezydenta wyglądał skrajnie niepoważnie. Sojusz udowodnił wszystkim wątpiącym, że nie ma dziś polityka formatu prezydenckiego.

Nie mam pretensji do Ogórek, że brak jej politycznego doświadczenia. Gdyby od 10 lat udzielała się w partyjnej młodzieżówce byłoby to wyłącznie gwarancją jej oportunizmu. To co razi w wystawieniu jej na prezydenta to nawet nie fakt, że jest młoda i brak jej doświadczenia, ale to, że w żaden sposób nie zadbała o to, żeby stać się rzeczniczką programu, do którego próbuje przekonywać. Gdyby dała się poznać jako liderka pokoleniowej zmiany, stałby za nią jakiś ruch, intelektualny ferment, wówczas jej poparcie przez SLD byłoby wyciągnięciem ręki do pokolenia, które płaci wprawdzie polityczne rachunki, ale w polityce nie uczestniczy. Kiedy kandydatka niczego – nie w sensie swojego dorobku, ale w oczach publiczności – sobą nie reprezentuje wówczas wygląda na to, że schodząca ze sceny partia starców wykorzystuje młodą kobietę po to, żeby poprawić sobie nieco wizerunek przed nieuchronnym końcem. Jednak w ostatecznym rozrachunku to Ogórek może być górą.

Przy całym „hejcie” na nią wylanym, nie jest powiedziane, że wynik Ogórek musi być gorszy niż jej mentora i poprzedniego kandydata SLD na prezydenta, Grzegorza Napieralskiego, którego jedyną kompetencją była kariera w partyjnym aparacie. Sukces kandydatki SLD zależeć będzie od tego czy będzie potrafiła wyemancypować się spod toksycznego wpływu partii i znajdzie własny – świeży i autentyczny język, który trafi do pokolenia swoich rówieśników i tych wszystkich, którzy dziś w polityce nie widzą dla siebie miejsca.

Byłoby niedobrze, gdyby utrwaliło się przekonanie, że uczestnictwo młodych w polityce musi przypominać desant Magdy Ogórek. Tym bardziej, że potrzebujemy setek takich jak ona. Nie będzie to specjalnie trudne, jest wiele osób w jej wieku o podobnych albo większych kompetencjach. Tacy ludzie są potrzebni w polityce, ale nie jako kandydaci na prezydenta – jeszcze – ale też nie jako „teczkowi”. Powinni być liderami projektów, spraw, które są dla nich ważne, na których się znają i w ten sposób trafiać do polityki. Problem w tym, że polityka taka jaka jest dzisiaj – antyintelektualna, dworska i niepoważna jest na nich całkowicie zamknięta.

Najważniejszym pytaniem związanym ze startem Magdaleny Ogórek jest: czy jej start w wyborach będzie z punktu widzenia zaangażowania pokolenia 30 latków niedoskonałym, ale interesującym otwarciem, czy też kompromitacją?

Polska potrzebuje zmiany pokoleniowej. Ci, którzy dziś są w polityce gwarantują, co w zasadzie nie mieści się w głowie, że będzie to radykalna zmiana na gorsze.

tokfm.pl/blogi/liberte

Magdalena Ogórek przedstawi swój plan. „To będzie »nowe otwarcie« dla Polski”

Przemysław Henzel
Dziennikarz Onetu
13.02.2015

– Dr Mag­da­le­na Ogó­rek pra­cu­je obec­nie nad tre­ścią swo­je­go wy­stą­pie­nia, to bę­dzie jej au­tor­ska pro­po­zy­cja dla wy­bor­ców. Po 25 la­tach trans­for­ma­cji nad­szedł czas na zmia­ny, za­pro­po­nu­je­my Pol­sce nowe otwar­cie – po­wie­dział To­masz Ka­li­ta. Rzecz­nik szta­bu kan­dy­dat­ki SLD skry­ty­ko­wał także in­for­ma­cje, że w za­leż­no­ści od re­zul­ta­tów wy­bo­rów pre­zy­denc­kich w kie­row­nic­twie So­ju­szu mo­gło­by dojść do zmian per­so­nal­nych. – Muszę zde­cy­do­wa­nie zde­men­to­wać takie do­nie­sie­nia – pod­kre­ślił w roz­mo­wie z One­tem.

Magdalena Ogórek

Foto: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaMagdalena Ogórek

Z To­ma­szem Ka­li­tą (SLD), rzecz­ni­kiem szta­bu wy­bor­cze­go dr Mag­da­le­ny  Ogó­rek, roz­ma­wia Prze­my­sław Hen­zel.

Prze­my­sław Hen­zel: Dla­cze­go dr Mag­da­le­na Ogó­rek znik­nę­ła z tzw. prze­strze­ni pu­blicz­nej? Kan­dy­dat­ka SLD na pre­zy­den­ta, w prze­ci­wień­stwie do kan­dy­da­tów in­nych par­tii, unika me­diów i dzien­ni­ka­rzy. Jej kan­dy­da­tu­rę zgło­si­li­ście już 9 stycz­nia, ale od tego czasu pu­blicz­nie wy­stą­pi­ła tylko dwa razy i za­mie­ści­ła kilka wpi­sów w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych.

To­masz Ka­li­ta: Dr Ogó­rek nie znik­nę­ła, cały czas ko­mu­ni­ku­je się z wy­bor­ca­mi w in­ter­ne­cie. W ostat­ni po­nie­dzia­łek po­pro­si­ła in­ter­nau­tów, aby pi­sa­li o każ­dym pro­ble­mie, który chcą, żeby pod­ję­ła jako pre­zy­dent. To są prze­my­śla­ne dzia­ła­nia i ele­ment szer­szej ofer­ty. Opi­nie wy­bor­ców cały czas są zbie­ra­ne za po­śred­nic­twem me­diów spo­łecz­no­ścio­wych i zo­sta­ną uwzględ­nio­ne w trak­cie kam­pa­nii na­szej kan­dy­dat­ki. Od sa­me­go po­cząt­ku pod­kre­śla­li­śmy, że to bę­dzie wy­jąt­ko­wa kam­pa­nia wy­bor­cza, bo nasza kan­dy­dat­ka jest wy­jąt­ko­wa. Pro­wa­dzi­my kam­pa­nię, która, bio­rąc pod uwagę hi­sto­rię po­li­tycz­ną Pol­ski po 1989 roku, jest mocno nie­stan­dar­do­wa. W zde­cy­do­wa­ny spo­sób sta­wia­my na obec­ność w in­ter­ne­cie i dia­log z oby­wa­te­la­mi – także w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych – oraz na spo­tka­niach z wy­bor­ca­mi.

Magdalena Ogórek oficjalną kandydatką SLD na prezydenta

Piękna Magdalena Ogórek została oficjalną kandydatką SLD na prezydenta. Ogórek jest doktorem nauk humanistycznych, specjalizuje się w historii Kościoła. Często udziela się jako komentatorka telewizyjna

Kto w So­ju­szu pod­jął osta­tecz­ną de­cy­zję o wy­sta­wie­niu dr Ogó­rek jako kan­dy­dat­ki SLD na pre­zy­den­ta? Ten wybór przy­ję­to z dużym za­sko­cze­niem, po­nie­waż jest to osoba spoza par­tii, bez do­świad­cze­nia po­li­tycz­ne­go, a z wy­kształ­ce­nia – hi­sto­ryk Ko­ścio­ła.

Dr Ogó­rek, jako osoba spoza świa­ta po­li­tycz­ne­go es­ta­bli­sh­men­tu jest Pol­sce bar­dzo po­trzeb­na, bo nasz kraj za­słu­żył na zmia­nę warty w Pa­ła­cu Pre­zy­denc­kim. Po 25 la­tach pol­skiej trans­for­ma­cji nad­szedł czas na zmia­nę po­ko­le­nio­wą w po­li­ty­ce, a jej sym­bo­lem jest wła­śnie dr Ogó­rek. De­cy­zję o zgło­sze­niu jej kan­dy­da­tu­ry pod­jął Za­rząd Kra­jo­wy SLD. Nasza kan­dy­dat­ka otrzy­ma­ła po­par­cie ze stro­ny struk­tur lo­kal­nych czy plat­for­my ko­bie­cej dzia­ła­ją­cej w ra­mach SLD. Pro­po­nu­je­my Po­la­kom nowe otwar­cie; jeśli do­ko­na­my zmia­ny, za­czy­na­jąc od tej na sta­no­wi­sku pre­zy­den­ta, to bę­dzie to także po­czą­tek re­al­nej zmia­ny ja­ko­ścio­wej w pol­skiej po­li­ty­ce.

Co w takim razie robi teraz dr M. Ogó­rek? Pytam dla­te­go, że w me­diach można prze­czy­tać wię­cej o jej życiu oso­bi­stym niż o pro­gra­mie po­li­tycz­nym, który za­mie­rza za­pre­zen­to­wać. Czy mil­cze­nie nie jest zatem błę­dem, tym bar­dziej że inni kan­dy­da­ci pro­wa­dzą już swoje kam­pa­nie wy­bor­cze?

Nasza kan­dy­dat­ka obec­nie zbie­ra opi­nie wy­bor­ców za po­śred­nic­twem me­diów spo­łecz­no­ścio­wych, przy­go­to­wu­jąc się do so­bot­niej in­au­gu­ra­cji kam­pa­nii wy­bor­czej. Chcę za­zna­czyć, że dr Ogó­rek nie prze­cho­dzi żad­nych szko­leń, po­nie­waż ma już do­świad­cze­nie, jako dzien­ni­kar­ka, a także im­po­nu­ją­cą wie­dzę w za­kre­sie te­ma­ty­ki kra­jo­wej, jak i mię­dzy­na­ro­do­wej. Jest bar­dzo do­brze przy­go­to­wa­na do peł­nie­nia funk­cji pre­zy­den­ta, ta­kie­go pre­zy­den­ta, który w tej chwi­li Pol­sce jest po­trzeb­ny naj­bar­dziej. Choć nasza kan­dy­dat­ka, jako pierw­sza, przed­sta­wi­ła swój pro­gram wy­bor­czy i swoje po­li­tycz­ne credo, a jej pro­po­zy­cje wzbu­dzi­ły me­ry­to­rycz­ną dys­ku­sję, to od kilku ty­go­dni, nie­ste­ty, jest obiek­tem na­gon­ki.

Jaki jest po­mysł na so­bot­nią kon­wen­cję? Dla­cze­go na jej miej­sce wy­bra­no wła­śnie Oża­rów?

Fakt, że in­au­gu­ra­cja kam­pa­nii wy­bor­czej od­bę­dzie się w Oża­ro­wie to sym­bol, po­nie­waż obec­ne elity po­li­tycz­ne pa­trzą na Pol­skę tylko przez pry­zmat du­żych miast, ta­kich jak War­sza­wa, a prze­cież to tylko część na­sze­go kraju. Dr Ogó­rek jest także kan­dy­dat­ką Pol­ski lo­kal­nej, a nie es­ta­bli­sh­men­tu roz­gry­wa­ją­ce­go po­li­ty­kę w sto­li­cy. Nie bę­dzie­my kon­ku­ro­wać z in­ny­mi par­tia­mi w wy­so­ko­ści bu­dże­tu kon­wen­cji, tylko w ja­ko­ści kan­dy­da­tów. Dr Ogó­rek jest kan­dy­dat­ką na rzecz po­stę­po­wych zmian. Za­in­te­re­so­wa­nie jej kan­dy­da­tu­rą już teraz jest ogrom­ne, także ze stro­ny za­gra­nicz­nych me­diów. Pre­zy­dent Ko­mo­row­ski oraz inni kan­dy­da­ci, mogą co naj­wy­żej o tym po­ma­rzyć.

Monika Olejnik o Magdalenie Ogórek: wygląda jak Wenus z Milo

0:47 min
Monika Olejnik o Magdalenie Ogórek: wygląda jak Wenus z Milo– Dlaczego Pani Ogórek zrobiono taką krzywdę. Wygląda jak Wenus z Milo – pytała Monika Olejnik Leszka Millera w programie, odnosząc się do plakatu, na którym nie widać prawej ręki kandydatki na prezydenta. – Pani wybaczy, ale to jest tak trywialne, że aż litość bierze – odparł przewodniczący SLD.x-news

Ale czy dr Ogó­rek jest w sta­nie rzu­cić wy­zwa­nie Bro­ni­sła­wo­wi Ko­mo­row­skie­mu oraz innym kan­dy­da­tom? To obec­ny pre­zy­dent pro­wa­dzi prze­cież zde­cy­do­wa­nie w son­da­żach. Czy w ta­kiej sy­tu­acji SLD może wie­rzyć w wy­bor­czy triumf? Wy­da­je się, że szczy­tem ma­rzeń by­ło­by do­pro­wa­dze­nie do dru­giej tury z udzia­łem kan­dy­dat­ki So­ju­szu.

Jest au­ten­tycz­na wiara w wy­gra­ną, z uwagi na po­ten­cjał, jaki re­pre­zen­tu­je sobą dr Ogó­rek. An­drzej Duda wal­czy o wy­bor­ców PiS, Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski – o re­elek­cję, od­wo­łu­jąc się do elek­to­ra­tu PO, ale to dla na­szej kan­dy­dat­ki po­par­cie bę­dzie stale ro­snąć. W cza­sie ostat­nich wy­bo­rów sa­mo­rzą­do­wych rzą­dzą­ca PO nie za­ofe­ro­wa­ła prze­cież ni­cze­go no­we­go, wy­sta­wia­jąc w nich przede wszyst­kim do­tych­cza­so­wych pre­zy­den­tów miast, wy­le­nia­łe koty, które nie wno­szą już nowej ja­ko­ści do pol­skiej po­li­ty­ki. Kan­dy­da­ci no­we­go po­ko­le­nia w trak­cie kam­pa­nii wy­bor­czej uzy­ski­wa­li za to coraz wyż­sze po­par­cie i wła­śnie tacy lu­dzie będą go­ść­mi na­szej kon­wen­cji.

Żeby dr Ogó­rek mogła my­śleć o dru­giej turze, ko­niecz­ne by­ło­by po­zy­ska­nie także wy­bor­ców gło­su­ją­cych na inne par­tie. Samo SLD cie­szy się obec­nie po­par­ciem mniej niż 10 proc. wy­bor­ców. Czyje głosy może zatem po­zy­skać Wasza kan­dy­dat­ka?

Choć Mag­da­le­na Ogó­rek nie roz­po­czę­ła jesz­cze kam­pa­nii wy­bor­czej, to we­dług nie­któ­rych son­da­ży cie­szy się po­par­ciem rzędu 5-8 pro­cent. Star­tu­jąc z ta­kie­go pu­ła­pu, może wejść do dru­giej tury, a nie­wy­klu­czo­ne, że osta­tecz­ny wynik wy­bo­rów bę­dzie spo­rym za­sko­cze­niem. W trak­cie kam­pa­nii mu­si­my obu­dzić tę część Po­la­ków, któ­rzy nie cho­dzą na wy­bo­ry, bo są roz­cza­ro­wa­ni świa­tem pol­skiej po­li­ty­ki. Pierw­szym kro­kiem w tym kie­run­ku musi być stwo­rze­nie nowej ofer­ty dla Pol­ski oraz za­pre­zen­to­wa­nie jej wy­bor­com. I to robi Mag­da­le­na Ogó­rek.

W stycz­niu dr Ogó­rek ogło­si­ła ogól­ne za­ło­że­nia pro­gra­mu wy­bor­cze­go. Po­ja­wi­ły się głosy, że nie jest to pro­gram kan­dy­da­ta na pre­zy­den­ta, po­nie­waż głowa pań­stwa nie bę­dzie w sta­nie zre­ali­zo­wać ta­kie­go pro­gra­mu.

Trze­ba przede wszyst­kim jasno po­wie­dzieć, że w Pol­sce mo­że­my mieć albo pre­zy­den­tu­rę ak­tyw­ną, albo bier­ną, z jaką, nie­ste­ty, mamy obec­nie do czy­nie­nia. Nasza kan­dy­dat­ka opo­wia­da się za pre­zy­den­tu­rą ak­tyw­ną i no­wo­cze­sną, która ma cha­rak­te­ry­zo­wać się kon­kret­ny­mi dzia­ła­nia­mi. Chciał­bym przy­po­mnieć, że pre­zy­dent w Pol­sce dys­po­nu­je prze­cież ini­cja­ty­wą usta­wo­daw­czą i wetem, które są po­tęż­nym orę­żem dla re­ali­za­cji po­li­tycz­ne­go pro­gra­mu głowy pań­stwa. A co robi od pię­ciu lat Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski? Pre­zy­dent, poza uczest­nic­twem w kon­fe­ren­cjach hi­sto­rycz­nych i nada­wa­niem od­zna­czeń, nie przed­sta­wia żad­nych ini­cja­tyw, które mo­gły­by zde­cy­do­wa­nie po­pchnąć Pol­skę do przo­du.

Pre­zy­dent po­trze­bu­je jed­nak także za­ple­cza po­li­tycz­ne­go w par­la­men­cie, by prze­for­so­wać swoje pro­po­zy­cje. Czy, Pań­skim zda­niem, dr Ogó­rek mo­gła­by, teo­re­tycz­nie, prze­ko­nać do współ­pra­cy po­li­ty­ków PO, PiS lub PSL? Samo SLD, nawet w ewen­tu­al­nym tak­tycz­nym so­ju­szu z Twoim Ru­chem, dys­po­nu­je obec­nie zbyt małą licz­bą gło­sów.

Myślę, że Mag­da­le­na Ogó­rek by­ła­by bar­dzo do­brym pre­zy­den­tem także w cza­sie ko­ha­bi­ta­cji, a przy­po­mnę, że taką sy­tu­ację już zresz­tą w Pol­sce mie­li­śmy. W takim sce­na­riu­szu pre­zy­dent, wy­wo­dzą­cy się z in­ne­go obozu po­li­tycz­ne­go niż pre­mier, swoją ak­tyw­no­ścią wy­mu­sza­ła­by na więk­szo­ści par­la­men­tar­nej po­trzeb­ne zmia­ny. Jeśli kan­dy­dat­ka SLD wygra wy­bo­ry, to po­sta­ra­my się, by zor­ga­ni­zo­wać wokół niej obóz pre­zy­denc­ki, tak by od­niósł on suk­ces w wy­bo­rach par­la­men­tar­nych, które od­bę­dą się je­sie­nią.

Co bę­dzie osią pro­gra­mu Mag­da­le­ny Ogó­rek w po­li­ty­ce we­wnętrz­nej i za­gra­nicz­nej? Z jed­nej stro­ny mamy bo­wiem pro­ble­my po­li­tycz­ne, go­spo­dar­cze i spo­łecz­ne, a z dru­giej przy­bie­ra­ją­cą na sile de­ba­tę na temat kwe­stii świa­to­po­glą­do­wych.

Dr Ogó­rek pra­cu­je obec­nie nad tre­ścią swo­je­go wy­stą­pie­nia i tylko ona zna jego treść. Bę­dzie to jej zu­peł­nie au­tor­ska pro­po­zy­cja. Nasza kan­dy­dat­ka przed­sta­wi­ła swój pro­gram już w stycz­niu, teraz po­sze­rza go o ko­lej­ne dzie­dzi­ny, a głów­ne za­ło­że­nia, także z dzie­dzi­ny po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej, zo­sta­ną za­pre­zen­to­wa­ne pod­czas so­bot­niej kon­wen­cji. Mamy kon­se­kwent­ny plan, po­mysł i har­mo­no­gram kam­pa­nii, a po­szcze­gól­ne ele­men­ty pro­gra­mo­we bę­dzie­my pre­zen­to­wać w od­po­wied­nim cza­sie. Bez wąt­pie­nia, naj­waż­niej­sze dzia­ła­nia muszą zo­stać pod­ję­te na płasz­czyź­nie spo­łecz­no-go­spo­dar­czej, tak by pań­stwo stało się przy­ja­zne oby­wa­te­lom, by było dla nich uży­tecz­ne. To pań­stwo musi być dla oby­wa­te­la, a nie na od­wrót. Pań­stwo obec­nie, nie­ste­ty, utrud­nia życie prze­cięt­ne­go Po­la­ka, gasi jego en­tu­zjazm i ini­cja­ty­wę, wy­ga­nia ludzi w po­szu­ki­wa­niu pracy za gra­ni­cą. Taka sy­tu­acja ozna­cza, że jego struk­tu­ry na­le­ży stwo­rzyć od nowa, tak by nie było „sys­te­mo­wej” wro­go­ści mię­dzy pań­stwem a oby­wa­te­lem.

Czy nie oba­wia się Pan, że szan­som Mag­da­le­ny Ogó­rek za­gro­żą po­dzia­ły na le­wi­cy, któ­rej nie udało się wy­ło­nić wspól­ne­go kan­dy­da­ta w wy­bo­rach pre­zy­denc­kich? Taka sy­tu­acja może, po­ten­cjal­nie, znie­chę­cić część wy­bor­ców.

Dr Ogó­rek jest ponad tymi po­dzia­ła­mi, przede wszyst­kim musi wal­czyć o po­par­cie wy­bor­ców, a nie o par­tyj­ne ety­kiet­ki. Ja­nusz Pa­li­kot sam się wy­klu­czył z moż­li­wej współ­pra­cy, bo jak sam po­wie­dział, już nie jest le­wi­cą. Nie wie­rzę także, że Ry­szard Ka­lisz czy Anna Grodz­ka uzbie­ra­ją wy­ma­ga­ne 100 ty­się­cy pod­pi­sów pod swo­imi kan­dy­da­tu­ra­mi. Na placu boju, tra­dy­cyj­nie, bę­dzie kilku moc­nych kan­dy­da­tów do Pa­ła­cu Pre­zy­denc­kie­go. Warto rów­nież za­uwa­żyć, że z po­dzia­łem mamy do czy­nie­nia na pra­wi­cy, bo tam jest kilku kan­dy­da­tów; w pre­zy­denc­kim wy­ści­gu uczest­ni­czy prze­cież Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski, An­drzej Duda z Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści, a nawet ko­ali­cyj­ny PSL, który wy­sta­wił swo­je­go kan­dy­da­ta w oso­bie Adama Ja­ru­ba­sa.

Nie bra­ku­je do­nie­sień, że od wy­bor­cze­go wy­ni­ku Mag­da­le­ny Ogó­rek w maju za­le­żą także losy kie­row­nic­twa SLD, a przede wszyst­kim Lesz­ka Mil­le­ra.

Muszę zde­cy­do­wa­nie zde­men­to­wać takie do­nie­sie­nia – prze­wod­ni­czą­cy Le­szek Mil­ler, tak jak po­zo­sta­ła część kie­row­nic­twa, bę­dzie oce­nia­ny po wy­ni­ku wy­bor­czym SLD w wy­bo­rach par­la­men­tar­nych, które od­bę­dą się je­sie­nią. Po wy­bo­rach pre­zy­denc­kich nie bę­dzie żad­nych zmian per­so­nal­nych we wła­dzach So­ju­szu, tym bar­dziej, że wie­rzy­my w zwy­cię­stwo na­szej kan­dy­dat­ki.

Ale jeśli dr Ogó­rek nie uzy­ska sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce­go wy­ni­ku w maju to wy­bor­cza walka SLD w wy­bo­rach do Sejmu i Se­na­tu bę­dzie znacz­nie utrud­nio­na.

Nie wie­rzę w taki sce­na­riusz. Uwa­żam za to, że wy­bo­ry pre­zy­denc­kie wygra Mag­da­le­na Ogó­rek, dzię­ki czemu w na­stęp­nych wy­bo­rach, czyli w wy­bo­rach par­la­men­tar­nych, wygra sze­ro­ko ro­zu­mia­ny obóz pani pre­zy­dent, z głów­nym udzia­łem SLD.

A co z in­for­ma­cja­mi na temat udzia­łu Mag­da­le­ny Ogó­rek w spo­tka­niu li­de­rów eu­ro­pej­skiej le­wi­cy w Ma­dry­cie?

Osta­tecz­na de­cy­zja w tej spra­wie jesz­cze nie za­pa­dła, choć, oczy­wi­ście, roz­wa­ża­my tę pro­po­zy­cję. To bar­dzo pre­sti­żo­we spo­tka­nie, bo jest to swo­iste „kon­kla­we li­de­rów le­wi­cy” – będą tam pre­mie­rzy, moż­li­we, że po­ja­wi się także pre­zy­dent Fran­cji. Uczest­nic­two w takim spo­tka­niu to zna­czą­cy fakt; jest przy­ję­te, że w ta­kich kon­fe­ren­cjach udział biorą kan­dy­da­ci na pre­zy­den­tów i pre­mie­rów, któ­rzy otrzy­mu­ją wspar­cie ze stro­ny eu­ro­pej­skiej le­wi­cy.

Tymochowicz: Ogórek jest polityczną gwiazdą

6:00 min

Tymochowicz: Ogórek jest polityczną gwiazdąPiotr Tymochowicz słynie z tego, że o politykach wypowiada się niezbyt pochlebnie. W przypadku pięknej kandydatki na fotel prezydenta jest nieco inaczej. Jak znawca polskiego marketingu politycznego ocenia kampanięMagdaleny Ogórek? Co jego zdaniem czyni ją idealnym reprezentantem naszego kraju? Gdzie widzi przyszłość dla budzącej wiele kontrowersji córki górnika? Posłuchajcie koniecznie!Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o.

(bs)

Onet.pl

Jarosław Kaczyński: Polska policja łamie prawa obywatelskie

mw, pap, 13.02.2015
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński pisze do rzecznika praw obywatelskich w sprawie „łamania w Polsce podstawowych praw obywatelskich przez policję”. W swym liście przytacza m.in. interwencję policji przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
W liście skierowanym do Ireny Lipowicz szef PiS napisał m.in., że „wydarzenia ostatnich tygodni, a także fakty, które miały miejsce wcześniej”, zmuszają go do zwrócenia się do rzecznika praw obywatelskich o „podjęcie zdecydowanych działań” i publiczne przedstawienie stanowiska.

„Słowa premiera budzą niepokój”

„Nie chodzi bowiem o obronę poszczególnych obywateli, ale o zabranie głosu w kwestii zasadniczej, tj. kwestii coraz częstszego łamania w Polsce podstawowych praw obywatelskich przez policję” – stwierdził prezes PiS.

Kaczyński cytuje wypowiedź Tuska z ubiegłego roku, który podczas Święta Policji mówił: – Niezależnie od sytuacji, w jakiej się czasami musicie znaleźć, niezależnie od środków i narzędzi, jakich musicie czasami użyć, władza publiczna, państwo polskie będzie po waszej stronie.

„Były to słowa budzące niepokój, wskazujące na to, że obecna władza gotowa jest akceptować każde działania zmierzające do stłumienia społecznych protestów. Już przedtem dochodziło do interwencji politycznej wobec osób i grup, które korzystały z konstytucyjnego prawa do wolności słowa, uniemożliwiano rozwijanie transparentów z napisami krytykującymi lub wyśmiewającymi władze, dochodziło do karania ich przez sądy. Działania takie godziły w konstytucję, która nie przewiduje, by prawo do wolności słowa było ograniczone w jakichś miejscach, np. na stadionach” – podkreśla prezes PiS.

Przykłady: Śląsk i Wipler

„Dziś chodzi jednak o sprawy dalece poważniejsze. Na Śląsku ma miejsce wielokrotne użycie broni gładkolufowej wobec demonstrantów, wiele osób jest w szpitalach. Wielu poszkodowanych i świadków wydarzeń stwierdza, iż strzelano do ludzi z bardzo bliskiej odległości (kilka metrów). Że stosowano broń wobec osób uciekających, a więc niestwarzających żadnego zagrożenia. Najwyraźniej broń palna używana jest w celu zastraszenia demonstrantów, a nie dla ochrony życia, zdrowia lub mienia znacznej wartości. Mamy więc do czynienia z bardzo poważnym nadużyciem, przy braku reakcji zarówno ze strony MSW, jak i Komendy Głównej Policji, a przede wszystkim prokuratury” – pisze.

Szef PiS jako przykład „bezprawnych i godzących w elementarne prawa obywateli” działań wymienia też „scenę bicia pałką leżącego na ziemi bezbronnego mężczyzny”. Chodzi mu o Przemysława Wiplera i wydarzenia spod klubu Enklawa.

„Nie ma tu znaczenia jego status społeczny, tj. fakt, że jest on posłem na Sejm. Chodzi o sytuację, która bez najmniejszej wątpliwości jest przestępstwem, nadużyciem władzy. Reakcja prokuratury była zdumiewająca: oświadczono mianowicie, że z innej kamery scena wygląda inaczej. Była to więc w istocie akceptacja nadużycia, które powinno być przedmiotem postępowania karnego, i jednocześnie wyjątkowo bezczelna drwina z obywateli. Biorąc pod uwagę sposób, w jaki potraktowano liczne afery obecnej władzy, i oceniając to w świetle przytoczonego fragmentu przemówienia Donalda Tuska, opisana reakcja wyraża istotę stosunku obecnych władz do obywateli, jaki ukształtował się w ostatnich latach” – ocenił prezes PiS.

Zobacz także

wyborcza.pl

Będą nowe „Resortowe dzieci”. A w nich: Dukaczewski, Petelicki, Czempiński…

mw, 13.02.2015
Marek Dukaczewski

Marek Dukaczewski (Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta)

„Resortowe dzieci. Służby” to tytuł drugiej „śledczej” publikacji trójki prawicowych dziennikarzy: Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza. Autorzy chcą w niej lustrować ludzi służb specjalnych – podaje „Press”.
Nakładem wydawnictwa Fronda PL książka ma ukazać się pod koniec kwietnia.

– Pojawią się w niej też ludzie związani z mediami – zapowiada w „Pressie” Dorota Kania. Jej zdaniem „wiele osób związanych ze służbami zakładało w Polsce media”. Według portalu wPolityce.pl bohaterami książki mają być: Marek Dukaczewski, Henryk Jasik, Sławomir Petelicki, Gromosław Czempiński i Marian Zacharski.

Poprzednia edycja książki – poświęcona dziennikarzom – rozeszła się w 150 tys. egzemplarzy. Ale trudno mówić o sukcesie. Kolejni dziennikarze opisani w sprawie wnoszą do sądu sprawy o naruszenie dóbr osobistych i wygrywają. Fronda przeprosiła już Monikę Olejnik, w pierwszej instancji wygrał też Jacek Żakowski, któremu sąd przyznał 50 tys. zł odszkodowania. Ostatnio wydawnictwo zgodziło się też na ugodę w sprawie Piotra Pytlakowskiego.

Michał Jeżewski, prezes wydawnictwa, uważa jednak ten fakt za mało znaczący.

– Tylko w jednym przypadku sprawa dotyczyła treści, w pozostałych to była kwestia interpretacji. Ale oczywiście bardzo uważnie pochylamy się my i nasi prawnicy nad drugą częścią, żeby nie popełnić tych drobnych błędów, które wtedy popełniliśmy – mówi „Pressowi”.

„Muszą przepraszać za paszkwil” – komentarz Wojciecha Czuchnowskiego.

Zobacz także

wyborcza.pl

W pobliżu absurdalnej trasy z barierkami stanie rowerowa droga krzyżowa

MAGDA NOGAJ, 13.02.2015
Ścieżka rowerowa

Ścieżka rowerowa (Studio Gazeta)

Obok słynnej ścieżki rowerowej, ogrodzonej kilometrami barier między Wrocławiem a Trzebnicą, zostanie wybudowana rowerowa droga krzyżowa. – 14 stacji rozmieścimy na długości 65 km. Coś dla ciała i dla ducha – tłumaczą autorzy pomysłu
Droga krzyżowa ma przyciągnąć wiernych, ale też zainteresować mieszkańców regionu historią i pokazać piękno okolicy. Połączy Trzebnicę z wsią Kuźniczysko. To jej mieszkańcy zaproponowali budowę trasy. Jest wśród nich Marian Krzysztof Lewczak, artysta rzeźbiarz. Jego prace z piaskowca zdobią m.in. wrocławską katedrę. Artysta wykonał już część figur do pierwszej stacji drogi krzyżowej dla rowerzystów: pietę z Chrystusem oraz postaci świętych Jakuba i Jana.Burmistrz, Tarczyński i…

Stację pierwszą i ostatnią obiecał sfinansować burmistrz Trzebnicy. Następne – koło łowieckie i właściciel firmy wędliniarskiej z okolicy – Tarczyński. Pomysłodawcy czekają na kolejnych chętnych. Założyli specjalnie Fundację Wspierania Dziedzictwa Kulturowego „Żarna”. Po jednej stacji otrzymają też okoliczne wsie Nowy Dwór, Brzyków, Ujeździec Mały i Wielki, Koniowo.

– Stacje razem z cokołem będą miały wysokość od 3 do 3,5 metra. Rzeźby będą trójwymiarowe, wykonane w dębinie, w starym stylu, ze smakiem – mówi Mariusz Gryniuk, wolontariusz fundacji. – Przy każdej stacji będą ławeczka i płotek, by zwierzęta nie załatwiały tam swoich potrzeb. Do tego stojak na rowery, miejsce na znicze i rabatka.

Na razie trwa projektowanie, ale jak zrobi się cieplej, zacznie się wylewanie fundamentów. – Przed Świętami Wielkanocnymi chcielibyśmy ją otworzyć – mówi Gryniuk. Całość ma być ukończona w dwa lata. – Prace budowlane trwałyby krótko, ale trzeba trochę porzeźbić – żartuje wolontariusz fundacji.

Na wsi można rozwinąć skrzydła

Mariusz Gryniuk ma 38 lat. Ukończył Politechnikę Wrocławską. Pracuje jako informatyk. Po przeprowadzce do Kuźniczyska zyskał jednak nową pasję. – Miasta przytłaczają, a na wsi można rozwinąć skrzydła – mówi. – W Kuźniczysku kupiłem przedwojenne gospodarstwo z młynem. Tak zaczęło się moje zainteresowanie lokalną historią.

Gryniuk chciałby zarazić tym bakcylem więcej osób. Rowerowa droga krzyżowa ma być dla nich magnesem. – Przy stacjach będą tablice z tekstami religijnymi, które opracują siostry zakonne lub księża z bazyliki w Trzebnicy. Jednak pojawi się też rys historyczny wsi, w której się aktualnie znajdujemy – zapowiada prezes. – Trasę wybraliśmy tak, by były to ciekawe miejsca, gdzie można się czegoś interesującego dowiedzieć, a przy okazji nasycić pięknem okolicy. Coś dla ciała i dla ducha.

Cokoły z S5

W inicjatywę zaangażowała się firma, która buduje w okolicy drogę ekspresową S5 z Wrocławia w stronę Poznania. Wykonawca przekazał fundacji cegły na cokoły. Pozyskał je podczas wyburzania budynków, które znajdowały się w miejscu przyszłej drogi. – Dobrze, że w dzisiejszych czasach są ludzie, którym nadal zależy na ochronie naszego dziedzictwa kulturowego i tak aktywnie działają na rzecz swojego regionu – mówi Tomasz Mołdysz, dyrektor kontraktu z firmy Astaldi. – Materiały z rozbiórek budynków nie są nam potrzebne. Dlatego cieszymy się, że będą mogły zostać wykorzystane do tak szczytnego celu.

Jeśli ktoś chciałby zostać fundatorem którejś ze stacji rowerowej drogi krzyżowej, może się skontaktować z pomysłodawcami, pisząc na adres fundacja@kuzniczysko.pl.

Zobacz także

wroclaw.gazeta.pl

 

Duda do prezesa JSW: To pan doprowadził do tego, że strzelano do górników

osi, Gazeta.pl / PAP, 13.02.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. MAREK PODMOKŁY / AG)

– To pan doprowadził do tego, że tu były starcia, że strzelano do górników. To przypomina najgorsze czasy, które pamiętam z mojego dzieciństwa – zwrócił się kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda do prezesa JSW Jarosława Zagórowskiego podczas konferencji prasowej w Jastrzębiu-Zdroju.
– Nie chciałbym, żeby Polska dalej tak wyglądała i ten stan się pogłębiał – dodał Duda, stojąc przed kopalnią Zofiówka. Mocne słowa o „strzelaniu do górników” nawiązywały do wydarzeń z 9 lutego, gdy w starciach z policją pod siedzibą JSW rannych zostało 12 osób, w tym 6 funkcjonariuszy. Policja użyła wtedy m.in. broni gładkolufowej >>>„Pan jest, być może, sługą rządu”

– Proszę podjąć refleksję, że to pana działalność doprowadziła do eskalacji tego sporu. Jest pan, być może, sługą rządu i pani premier, ale nie kto inny tylko ona ponosi odpowiedzialność za sytuację z górnikami – zwrócił się Duda do Zagórowskiego, najpewniej licząc, że ten usłyszy te słowa za pośrednictwem mediów, bowiem pod kopalnią był nieobecny.

Kandydat PiS na prezydenta podkreślił, że w radiu słyszał „buńczuczną wypowiedź prezesa JSW, który pomstował na szefów związków zawodowych jego zdaniem podburzających górników i manipulujących załogą”. Dymisja Zagórkowskiego to jeden z głównych postulatów górników >>>

„Komorowski zareagował na moje apele”

Duda wyraził nadzieję, że cały „wywołany przez premier Kopacz” konflikt z górnikami zakończy się po myśli protestujących. – Jaka jest Polska w ostatnich latach, gdzie nie prowadzi się dialogu społecznego, a prezydent nie reaguje? – pytał Duda.

Odniósł się do informacji, że Komorowski dziś wybierze się do Katowic, by rozmawiać z przedstawicielami strajkujących górników. Duda uważa, że prezydent jedzie na Śląsk dzięki temu, że to właśnie on „wielokrotnie apelował do niego o podjęcie dialogu”.

„PO – totalne zło”

– Mam nadzieję, że Komorowski spojrzy wreszcie na sprawy społeczne tak, jak powinien to czynić prezydent, który jest wybrany przez naród. Do tej pory było wrażenie, że stoi jako prezydent PO, która prowadzi wojnę z górnikami i pracownikami – ocenił Duda. Dodał, że jego zdaniem Komorowski do tej pory nie miał odwagi spotykać się z różnymi protestującymi grupami społecznymi.

Kandydat PiS uważa, że w Polsce wciąż dzieje się źle mimo optymistycznych danych GUS dot. rozwoju naszego kraju. Zgromadzeni na konferencji Dudy górnicy nagrodzili słowa posła brawami. Wznosili też okrzyki: „PO – totalne zło!”.

Zobacz także

TOK FM

Jarosław Kaczyński: Polska policja łamie prawa obywatelskie

mw, pap, 13.02.2015
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński pisze do rzecznika praw obywatelskich w sprawie „łamania w Polsce podstawowych praw obywatelskich przez policję”. W swym liście przytacza m.in. interwencję policji przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
W liście skierowanym do Ireny Lipowicz szef PiS napisał m.in., że „wydarzenia ostatnich tygodni, a także fakty, które miały miejsce wcześniej”, zmuszają go do zwrócenia się do rzecznika praw obywatelskich o „podjęcie zdecydowanych działań” i publiczne przedstawienie stanowiska.„Słowa premiera budzą niepokój”

„Nie chodzi bowiem o obronę poszczególnych obywateli, ale o zabranie głosu w kwestii zasadniczej, tj. kwestii coraz częstszego łamania w Polsce podstawowych praw obywatelskich przez policję” – stwierdził prezes PiS.

Kaczyński cytuje wypowiedź Tuska z ubiegłego roku, który podczas Święta Policji mówił: – Niezależnie od sytuacji, w jakiej się czasami musicie znaleźć, niezależnie od środków i narzędzi, jakich musicie czasami użyć, władza publiczna, państwo polskie będzie po waszej stronie.

„Były to słowa budzące niepokój, wskazujące na to, że obecna władza gotowa jest akceptować każde działania zmierzające do stłumienia społecznych protestów. Już przedtem dochodziło do interwencji politycznej wobec osób i grup, które korzystały z konstytucyjnego prawa do wolności słowa, uniemożliwiano rozwijanie transparentów z napisami krytykującymi lub wyśmiewającymi władze, dochodziło do karania ich przez sądy. Działania takie godziły w konstytucję, która nie przewiduje, by prawo do wolności słowa było ograniczone w jakichś miejscach, np. na stadionach” – podkreśla prezes PiS.

Przykłady: Śląsk i Wipler

„Dziś chodzi jednak o sprawy dalece poważniejsze. Na Śląsku ma miejsce wielokrotne użycie broni gładkolufowej wobec demonstrantów, wiele osób jest w szpitalach. Wielu poszkodowanych i świadków wydarzeń stwierdza, iż strzelano do ludzi z bardzo bliskiej odległości (kilka metrów). Że stosowano broń wobec osób uciekających, a więc niestwarzających żadnego zagrożenia. Najwyraźniej broń palna używana jest w celu zastraszenia demonstrantów, a nie dla ochrony życia, zdrowia lub mienia znacznej wartości. Mamy więc do czynienia z bardzo poważnym nadużyciem, przy braku reakcji zarówno ze strony MSW, jak i Komendy Głównej Policji, a przede wszystkim prokuratury” – pisze.

Szef PiS jako przykład „bezprawnych i godzących w elementarne prawa obywateli” działań wymienia też „scenę bicia pałką leżącego na ziemi bezbronnego mężczyzny”. Chodzi mu o Przemysława Wiplera i wydarzenia spod klubu Enklawa.

„Nie ma tu znaczenia jego status społeczny, tj. fakt, że jest on posłem na Sejm. Chodzi o sytuację, która bez najmniejszej wątpliwości jest przestępstwem, nadużyciem władzy. Reakcja prokuratury była zdumiewająca: oświadczono mianowicie, że z innej kamery scena wygląda inaczej. Była to więc w istocie akceptacja nadużycia, które powinno być przedmiotem postępowania karnego, i jednocześnie wyjątkowo bezczelna drwina z obywateli. Biorąc pod uwagę sposób, w jaki potraktowano liczne afery obecnej władzy, i oceniając to w świetle przytoczonego fragmentu przemówienia Donalda Tuska, opisana reakcja wyraża istotę stosunku obecnych władz do obywateli, jaki ukształtował się w ostatnich latach” – ocenił prezes PiS.

Zobacz także

wyborcza.pl

Poseł PiS chce całkowitego zakazu in vitro. „Z powodu tendencji eugenicznych”

Jan Dziedziczak (PiS) uważa, że metoda in vitro powinna być w Polsce zabroniona
Jan Dziedziczak (PiS) uważa, że metoda in vitro powinna być w Polsce zabroniona Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Możliwość uchwalenia przez Sejm ustawy o in vitro bardzo niepokoi posła Jana Dziedziczaka (PiS). Według niego Polska powinna wprowadzić całkowity zakaz stosowania tej metody zapłodnienia. – Dajmy sobie spokój z drogim, nieskutecznym in vitro – zaapelował poseł.

Podczas rozmowy z portalem Fronda.pl Dziedziczak podkreślił, że metoda in vitro wiąże się z wieloma niebezpieczeństwami i jest nieefektywna.

– Z powodu licznych błędów, tendencji eugenicznych, dramatów, jakie mogą się wydarzyć, metoda in vitro w ogóle powinna być w Polsce zabroniona – oświadczył poseł, który zasiada w sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu.

Jego zdaniem o wiele lepszym rozwiązaniem jest akceptowana przez Kościół katolicki naprotechnologia, która monitoruje fizjologiczną płodność i diagnozuje zaburzenia cyklu miesiączkowego. Naprotechnologia, jak zaznaczył parlamentarzysta, nie wywołuje żadnych zastrzeżeń moralnych.

– Postawmy na naprotechnologię, bo to skuteczniejsza pomoc: rodzi się tu procentowo więcej dzieci niż w przypadku in vitro – dodał Dziedziczak.

Ewa Kopacz chce ustawy o in vitro

O konieczności uregulowania kwestii in vitro w tej kadencji Sejmu premier Ewa Kopacz powiedziała w tym tygodniu dziennikarzom „Gazety Wyborczej”. Szefowa rządu przypomniała, ze obecnie konsultowany jest projekt ustawy, który przygotowało Ministerstwo Zdrowia.

– Jeśli dziś z pieniędzy publicznych refundujemy program in vitro, to muszą być ramy prawne. Wolność ponad wszystko: nikt nikomu nie powinien urządzać życia, nikt nie powinien decydować za niego. Ale powinniśmy tworzyć prawo, które wybór wolnego człowieka chroni – podkreśliła Kopacz.

źródło: Fronda.pl

naTemat.pl

Profesor KUL – „damski bokser” prawomocnie skazany. Wyleci z pracy

Karol Adamaszek, 13.02.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,75248,17403100,video.html?embed=0&autoplay=1
Profesor Jan K. prawomocnie skazany za obrażanie i poturbowanie swojej koleżanki z uczelni, dr Sabiny Bober. KUL, który wcześniej dał naukowcowi tylko upomnienie, teraz zapowiada, że jak najszybciej wyrzuci go z pracy.
– Sądy są sprawiedliwe. Jak policzyłam, to już mój piąty proces. Dwa sądy pracy, dwa karne i jeszcze sąd administracyjny. Wszystkie wygrałam. Po prostu jestem szczęśliwa – mówi dr Bober.Dyscyplinarka zawieszonaPrzez kilka lat pracowała w Katedrze Historii Ruchów Społeczno-Politycznych XIX i XX Wieku KUL. Jednostką kierował prof. Jan K. W styczniu 2010 r. rzucił się na swoją koleżankę z uczelni: – Wypchnął za drzwi, uderzył w plecy. Wyrzucił za mną moją reklamówkę z książkami, płaszcz i torebkę, z której wysypały mi się moje rzeczy. Studenci wszystko widzieli. Byłam w szoku, nikt mnie tak nigdy nie upokorzył – opowiadała Sabina Bober.

Katolicka uczelnia ukarała go jedynie upomnieniem, ale postępowanie dyscyplinarne się nie zakończyło. Przedstawiciele uniwersytetu postanowili czekać na wyrok sądu powszechnego, bo Sabina Bober wytoczyła profesorowi K. proces karny za naruszenie nietykalności cielesnej, pomówienie i znieważenie w obecności studentów na seminarium.

Równolegle doktor Bober toczyła sądowe boje z KUL, który ją zwolnił. Sąd pracy nakazał ją przywrócić, bo decyzja nie miała podstaw, a katolicki uniwersytet naruszył „zasady postępowania etycznego”. Uniwersytet odrzucił też jej habilitację, ale przyjął ją Uniwersytet Adama Mickiewicza. W tle były spekulacje, że KUL odgrywa się na pani doktor za to, że nie chciała ona wycofać prywatnego aktu oskarżenia przeciwko profesorowi K.

Nazwał ją „kawałem małpiszona”

Proces Jana K. zakończył się latem skazaniem go zarówno za naruszenie nietykalności cielesnej dr Bober (wypchnął ją z pokoju w styczniu 2010 r.), a także za pomówienie (w grudniu 2009 r. krzyczał, że została zwolniona z poprzedniej pracy) i zniesławienie (nazwał ją „kawałem małpiszona”) w obecności studentów. K. zgodnie z orzeczeniem dostał 4 tys. zł grzywny oraz nakaz zapłaty tysiąca złotych nawiązki dla pokrzywdzonej.

Tydzień temu adwokaci naukowca i on sam przekonywali, że należy profesorowi darować (uniewinnić, warunkowo umorzyć postępowanie lub nakazać powtórzyć proces).

– To osoba dojrzała, w podeszłym wieku, ojciec rodziny o nieskazitelnej opinii w swoim środowisku. Skazanie oznacza przekreślenie jego dorobku naukowego i dydaktycznego. Skutki, że się tak brzydko wyrażę, będą większe niż dla przeciętnego Kowalskiego – przekonywała pełnomocniczka prof. KUL.

– Ta sprawa mnie bardzo bulwersuje, bo wiele trudu sobie zadałem, żeby przyjąć do katedry moją oskarżycielkę – mówił z kolei Jan K.

Grzywna to nie surowa kara

W piątek Sąd Okręgowy w Lublinie w całości utrzymał orzeczenie z pierwszej instancji. – Apelacje [obrońców] są niezasadne w stopniu oczywistym – tłumaczył sędzia Wiesław Pastuszak.

Przypomniał, że sam Jan K. de facto przyznał się do jednego z czynów, choć oczywiście przedstawił przebieg wydarzeń inaczej, niż zapamiętała to Sabina Bober. Jednak to jej relacje potwierdzili świadkowie.

Sędzia Pastuszak zaznaczył też, że profesor dostał „karę najłagodniejszego rodzaju”. – Nie sposób ją uznać za niewspółmiernie surową.

W rozmowie z „Wyborczą” rzeczniczka KUL Lidia Jaskuła zapowiedziała, że prawnicy uniwersytetu bezzwłocznie wystąpią o odpis wyroku skazującego. – Ksiądz rektor skorzysta ze swoich uprawnień i rozwiąże z profesorem umowę o pracę bez wypowiedzenia – zapowiada Jaskuła.

Tego jeszcze nie widzieliście. S17 z lotu ptaka
Kliknij, by obejrzeć galerię

Zobacz także

lublin.gazeta.pl

Rok wyborczy, rock polityczny: Maleńczuk, Kukiz, Staszczyk, Kazik

Robert Sankowski, 13.02.2015
Maleńczuk: Trzeba uważać na normalsów. Są zdolni do wszystkiego.<br /><br /><br />
Dlatego boję się sytuacji, w której<br /><br /><br />
demokracja zostanie zastąpiona ulicznymi marszami

Maleńczuk: Trzeba uważać na normalsów. Są zdolni do wszystkiego. Dlatego boję się sytuacji, w której demokracja zostanie zastąpiona ulicznymi marszami (Fot. Patryk Ogorzałek)

Jeśli przez ostatni rok ktoś śpiewał na poważnie i ostro o Polsce, to artyści z roczników 60. Trwa zaoczne zapisywanie ich do kolejnych partii. A jeden już wystartował w wyborach.
Paweł Kukiz na prezydenta. To hasło jeszcze chwilę temu brzmiało jak dowcip, ale od poniedziałku jest już sloganem wyborczym. Były lider zespołu Piersi na razie jest radnym dolnośląskiego sejmiku z ramienia Bezpartyjnych Samorządowców, jednak ogłosił, że chce się ubiegać o najważniejszy urząd RP. – To zwieńczenie mojej dziesięcioletniej walki o przywrócenie państwa obywatelom, o system, którego boją się partyjne klany żyjące z łupienia obywateli i tworzące układ zamknięty – mówi Kukiz.Polityczne ambicje muzyków czy szerzej – postaci znanych z estrad – kończą się różnie. W Polsce o Belweder ubiegał się równo 20 lat temu kabareciarz Jan Pietrzak – i uzyskał 1 proc. głosów. A na świecie? Legenda punka, wokalista Dead Kennedys Jello Biafra walkę o fotel burmistrza San Francisco zamienił w anarchistyczny happening, ale próba uzyskania nominacji na prezydenckiego kandydata z ramienia Partii Zielonych zakończyła się fiaskiem. W 2010 r. Wyclef Jean z The Fugees chciał startować na prezydenta Haiti, ale nie odzyskał obywatelstwa kraju.Z drugiej strony – wiele gwiazd muzyki poradziło sobie w polityce. Senegalski wokalista Youssou N’Dour został ministrem kultury, podobnie legendarny brazylijski muzyk Gilberto Gil, a ministrem środowiska – frontman australijskiej kapeli Midnight Oil Peter Garrett.Kukiz zaznacza jednak, że nie chodzi mu o zwycięstwo, lecz o promocję swoich postulatów – wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych i odpartyjnienia polityki.

Kraj stoczył się w błoto? Kukiz, czyli gniew ludu

Doraźność pożądana

„Dzisiaj pod klasztorem padał deszcz/ Nie idę na lewo i na prawo też/ Chciałbym ci pokazać wiele dróg” – śpiewa Muniek Staszczyk w numerze „Italia”. Ta piosenka, tytułem nawiązująca do dzielnicy Włochy, w której Muniek mieszka, to jeden z trzech nowych utworów dołączonych do rocznicowej wersji albumu T.Love „Prymityw”. Łatwo ją wziąć za wyraz zmęczenia polityczną wojną, która podmywa naszą parlamentarną demokrację. W „Polu garncarza” Zygmunt komentuje sytuację międzynarodową. „Zawsze się musi znaleźć jakiś kutas na świecie/ Który boga wojny ma za swego kolegę/ Płyną wielkie pieniądze, by nakarmić demona/ Europa Zachodnia pyta, gdzie leży Łotwa”. A trzecia nowa rzecz T.Love to… własna wersja „Jałty” Jacka Kaczmarskiego.

Polityczna doraźność nowych tekstów T.Love zaskakuje. Polska popkultura chętnie mówiła o polityce, ale to było dawno temu. W schyłkowym PRL-u scena rockowa była wręcz wolnościową trybuną, na której toczyła się podjazdowa wojna z cenzurą. To po tamtych czasach odziedziczyliśmy przekonanie, że rockowa piosenka może trzymać poziom literacki i mówić na ważne tematy. Po 1989 r. moc słów towarzyszących muzyce zaczęła słabnąć. Rolę komentatorów przejęli hiphopowcy, jednak ostatnio można ich znaleźć raczej wśród organizatorów Marszu Niepodległości i w innych środowiskach ogólnie antysystemowych. A ci, którym nie po drodze z tzw. prawdziwymi patriotami lub kibolstwem, na ogół wolą rapować nie o polityce.

Na tym tle weterani naszego gitarowego undergroundu, generacji roczników 60., to wzór zaangażowania. A mówimy o artystach, którzy wciąż trzymają rząd dusz. Ich słowa mają znaczenie nie tylko ze względu na dawne zasługi, to nie są styropianowi weterani – zachowali pozycję na scenie. Kukiz poświęca teraz muzyce mniej czasu, rozstał się z zespołem Piersi, ale jeszcze przed chwilą nagrywał przeboje w projekcie „Yugoton/Yugopolis”. Muniek i T.Love przyciągają tłumy na koncerty, a wszystkie ich albumy wydane w XXI w. osiągnęły status Złotej Płyty. Kazik i jego zespoły zapełniają dowolne sale w każdym polskim mieście. A Maleńczuk – który wylansował się na króla estrady, podsuwając nam własną wersję biesiadnej rozrywki – ma też niebywałe wyczucie koniunktury. Gdy konflikt na Ukrainie przybierał na sile, nagrał klip „Vladimir”. Kilka szyderstw z Putina podbitych ostrym, technowym rytmem na YouTubie szybko miało 2,5 mln odsłon.

Kukiz kontra Piersi, czyli żal lidera

Tata Kazika i lata 50.

Muniek nie jest osamotniony w dystansowaniu się od pęknięcia społeczeństwa na dwa obozy. Kazik Staszewski rok temu wyciął z ostatniej jak dotąd płyty Kultu singel „Prosto”. „Nienawidzę was z obu stron, psie syny/ za wasze występki, za wasze winy/ Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych/ idę prosto, mam w dupie obie wasze Polski/ idę prosto, nie zbaczam ni w lewo, ni w prawo” – krzyczy, tworząc swoisty dwugłos ze Staszczykiem.

Publicystycznego zamysłu można by się doszukiwać również w najnowszym przedsięwzięciu, płycie „Zakażone piosenki”. To zbiór nowych wersji agitacyjnych piosenek komunistycznych, i absurdalnych tworów PRL–owskiej propagandy. Ale Kazik się nad tym projektem szerzej nie rozwodzi, o politycznym pęknięciu w Polsce natomiast mówił mi kiedyś: – Jeślibym mógł, chciałbym mieć coś wspólnego z ludźmi i z jednej, i z drugiej strony. Tymczasem zadeklarowanie, na którą partię się głosuje, kończy rozmowę.

Kazik Staszewski: Ja bym chciał, żeby po prostu przychodzili i słuchali, bo jeśli przestaną, to stracę największą pasję w życiu

Kazik tylko w ostatnich miesiącach krytycznie wypowiadał się o posyłaniu sześciolatków do szkoły czy o pomyśle podatku od mobilnych urządzeń elektronicznych. Rozstrzygający o zaocznym przypisaniu do prawej strony był chyba jednak moment, gdy w tygodniku „Do Rzeczy” opowiedział, jak zlustrował własnego ojca, który w latach 50. miał kontakty z bezpieką.

Wbrew entuzjazmowi prawicy publicystyczne zacięcie Kazika to jednak raczej wynik anarchizującej antysystemowości muzyka, który celebruje swój indywidualizm i krytykuje całą klasę polityczną. W numerze „Cztery pokoje” wytykał, że w Polsce 70 proc. ceny benzyny to podatki, zaś Warszawą rządzi kilkuset radnych, podczas gdy na Los Angeles wystarcza 20. – W wolnej Polsce głosowałem cztery razy. W wyborach prezydenckich na Korwin-Mikkego, a do parlamentu na UPR – mówił trzy lata temu.

Jak wylądować na okładce

O pochopnej politycznej „adopcji” każdego, kto wyraża publicznie jakiś pogląd, sporo do powiedzenia ma Muniek. – To manipulacja, wobec której stajesz się bezradny. Za komuny wystarczyło unikać „Trybuny Ludu”, a dziś w pułapkę możesz wpaść wszędzie. Przed ostatnimi wyborami do parlamentu zgłosił się do mnie jeden z tygodników. Powiedziałem, że bez entuzjazmu, ale głosuję na PO, jednocześnie uważam, że demonizowanie Kaczyńskiego, robienie z niego faszysty, to przesada. W leadzie wyciągnięto tylko to o Kaczyńskim – i natychmiast awansowałem na chłopca PiS-u. W „Newsweeku” szybko poszedł rysunek: Kazik, Kukiz i ja podpisani jako „Galaktyka PiS”. A gdy parę tygodni później jakiś PiS-owiec wziął sobie bez pytania utwór „Warszawa” do spotu, a ja zrobiłem wokół tego awanturę, w sieci w jednej chwili zamieniłem się w chłopca Tuska. I tak to jest.

Staszczyka można dziś zobaczyć w mediach prawicowych. Opowiada o wierze i Bogu. – Ale czy to powód, aby od razu dorabiać mi polityczną gębę? Życia nie można zamknąć w jednej idei, kosmos jest skomplikowany. Dlatego warto rozmawiać z każdym.

Kto układa playlisty

Kukiz już od lat nie przepuszcza żadnej okazji, by skrytykować rząd. Jest przeciwnikiem aborcji, można go spotkać na spotkaniach sympatyków Nowej Prawicy, ma na koncie felietony w tygodniku „Do Rzeczy”, był członkiem komitetu organizacyjnego Marszu Niepodległości. Najnowsza płyta, wydany w listopadzie album „Zakazane piosenki”, to porcja numerów, w których krytykuje III RP po całości – od Okrągłego Stołu („Dnia 4 czerwca”) po aferę restauracyjno-podsłuchową („Rozmowy u Sowy”). Singiel nosił zaś tytuł „Samokrytyka dla Michnika”, w którym ironizuje: „Jestem moherem, oszołomem/ nazistą, świnią, homofobem (…)/ Nacjonalistą zaślepionym i roszczeniowcem pomylonym/ durniem, co szuka dziury w całym/ w naszym systemie doskonałym”. Ma żal do liberalnych mediów, że bezrefleksyjnie przyklejają mu łatki. Gdy stacje radiowe odmówiły mu patronatu nad płytą „Siła i honor”, rozgoryczony mówił, że „playlisty układają Blumsztajn z Michnikiem, a TVN-y i >> Wyborcze” go sekują”. Ale z Marszu Niepodległości się wycofał, gdy w jego organizację zaangażował się znany z antysemickich poglądów polonijny działacz Jan Kobylański. Z facebookowego profilu regularnie wyrzuca ludzi o antysemickich poglądach, krytykuje Kaczyńskiego, staje w obronie atakowanej przez prawicę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Varga o „Zakazanych piosenkach”: Varga: Ołowiana głowa, czyli Kukiza poezja socrealistyczna

– Piosenkę „ZChN zbliża się” napisałem ponad 20 lat temu, ale do dziś prawicowi ortodoksi odbierają mi prawo głosu w sprawach Polski – bo kiedyś śpiewałem o księdzu, który po pijaku walnął autem w słup – mówi Kukiz. – W tym samym czasie inni ortodoksi, z lewicy, atakują mnie za to, że nie śpiewam tej piosenki i na dodatek się nawróciłem. A ja się nigdy nie odwracałem, po prostu zawsze atakowałem patologie. Media jednak potrzebują prostego przekazu, walą w lud tłustym drukiem: „Kukiz wspiera heilujących z Góry Św. Anny”. Żyjemy w państwie strasznie wyostrzonych komunikatów.

Zelig, syn Edwarda, jego głowa to bomba, a pięść to petarda

Gwiazdą prawicowych mediów przez moment był Maciej Maleńczuk. „W homoseksualizmie jest coś obrzydliwego. Jest jakiś taki wstrętny” – gdy powiedział to w rozmowie z „Do Rzeczy”, redakcja wybiła ten cytat wielkimi literami, a podchwyciła to Fronda.pl. Ale naczelny ironista polskiej sceny szybko skonfundował świeżych i dawnych wielbicieli, nagrywając prowokacyjną „Tęczową swastę”: „W kraju moim kraj, tam w jego stolicy/ Podpalili tęczę swasty zwolennicy/ Nie żal mi tej tęczy/ Inna rzecz mnie dręczy/ Czy by się nie dało wzajemnie zaręczyć/ W ten sposób z pedała zrobić radykała/ A znów z radykała wydmuchać pedała”. Po czym rozbrajająco przyznał, że w mediach jest jak Zelig: – Zmieniam poglądy w zależności od rozmówcy.

Jak używać Maleńczuka uczy nas „Do Rzeczy”. Michalski znów się zawiódł. Który to już raz?

Finałem tego slalomu po mediach była listopadowa premiera albumu. Maleńczuk, alternatywny bard, potem rockman, a od kilku lat szansonista z wyboru, wrócił do dawnej formy. Dał przewrotny i ponury portret Polski – nietolerancyjnej, zaściankowej, pogrążonej w kompleksach.

– Te teksty to są wszystko historie przeczytane w tabloidach – mówi. – Kobieta z Hipolitowa, która w zamrażarce trzymała swoje dzieci. Casus mamy Madzi. Pułkownik, który niecelnie strzelił sobie w głowę na konferencji prasowej. Pan, który od lat prowadził rodzinny dom dziecka, a okazał się koneserem pornografii dziecięcej. „Kosa tango” – o chłopaku, który śmiertelnie dziabnął nożem swojego ojca. To jest właśnie Polska. Są za to odpowiedzialni tak zwani porządni ludzie. Ich właśnie boję się najbardziej. Tego, co dzieje się w zwykłym człowieku. Trzeba uważać na normalsów. Są zdolni do wszystkiego. Dlatego boję się sytuacji, w której demokracja zostanie zastąpiona ulicznymi marszami. Widziałem taki obrazek po Marszu Niepodległości: biało-czerwona leżąca na ulicy, a na niej odcisk ciężkiego faszystowskiego buciora. Jeśli nie będziemy z tym walczyć, przyjdzie jakiś führer, który weźmie nas wszystkich za gębę. Ja się z tym nie zgadzam. Lubię kolor, im go więcej, tym lepiej. Jeśli idę do Telewizji Republika, to po to, żeby podnieść poziom tej stacji. Poza tym pamiętam związanych z nią ludzi, dziś kaczystów, jako tych, którzy obalali komunę w tym kraju. I takimi chcę ich zapamiętać.

Orzeł z czekolady

Czy to na serio, czy nie – i tak może zaskakiwać kurs, jaki przyjęli dawni rebelianci. Staszczyk i Kukiz byli punkowcami. Maleńczuk grał na ulicy i siedział w więzieniu za odmowę służby wojskowej. Wszyscy kojarzą się z subkulturowym buntem lat 80. A ten był wolnościowy, rock’n’rollowy, liberalny.

Kukiz tłumaczy: – Kiedyś jako birbant i punk, w imię hasła „no future”, uważałem, że wolno prawie wszystko. Ale też zawsze byłem społecznikiem – członkiem-założycielem Kręgów Instruktorskich im. Małkowskiego na Opolszczyźnie, od kilku lat dokumentuję polskie i żydowskie cmentarze na Kresach na stronie Nieobecni.com.pl, jestem Kawalerem Orderu Uśmiechu, laureatem Medalu Św. Brata Alberta. W pewnych kwestiach zawsze byłem konserwatystą, po prostu tak zostałem wychowany. Jestem państwowcem, w związku z tym proszę się nie dziwić, że irytuje mnie orzeł z czekolady na różowym tle. Choć zauważyłem, że siła konserwatyzmu rośnie z wiekiem, to fakt.

Maleńczuk mówi podobnie: – Media nikomu nie pozwalają stać pośrodku. A ja chcę stać w środku. Nie zabraniam ludziom np. rozwodów, ale sam się nie rozwiodę, czuję odpowiedzialność za dom. Więc w tym momencie pewnie mam prawicowe poglądy?

Maleńczuk: Ugłaskali mnie

Głos z emigracji wewnętrznej

Z kolei dla Staszczyka zwrot ku tradycyjnym wartościom ma wymiar indywidualny. – Wiara to intymna sprawa, raczej kwestia uczuć niż intelektu. Zakładam, że mogę się mylić. Ale skoro ktoś mnie o to pyta, dlaczego mam nie mówić? Jednocześnie to nie zmienia moich lektur, nie leżę cały czas krzyżem w kościele. Moje chrześcijaństwo polega raczej na tym, żeby drugiego człowieka rozumieć, być otwartym. W dzisiejszym, niby nowoczesnym, ale rozmemłanym świecie, gdzie rzekomo prawie wszystko wolno, katolicyzm wydaje mi się dużo ciekawszy, bo jest poszukiwaniem trudnej prawdy w oparciu o wyraziste podłoże. W porównaniu z nim nowoczesny mainstream jest bezbarwną papką, w której w imię pseudowolności promuje się neodulszczyznę.

W listopadzie Muniek nie głosował. Po raz pierwszy od lat. – Wiem, że to nieobywatelskie, że należy chodzić na wybory . Może to pewien minus mojego zwrotu ku duchowości? Człowiekowi w takiej sytuacji łatwiej uciec w emigrację wewnętrzną… Ale kiedyś emocjonowałem się wieczorami wyborczymi, a teraz w telewizorze wszyscy mówili to samo, według sztancy, mieszanka gierkowskiej nowomowy z wykutym przekazem dnia. Kompletne pustosłowie.

Muniek Staszczyk: Rock and roll dzisiaj jest dziadkiem, stateczną rzeką

Kukiz też jest rozczarowany, ale dla niego to raczej powód do działania. „Trzeba chamom zabrać Złoty Róg” – śpiewa na nowej płycie w numerze „JOW!”. – W uproszczeniu: moje poglądy symbolizują jednomandatowe okręgi wyborcze. Jestem wierny jednej ideologii: Ojczyzna, dobroć, przyzwoitość i fachowość. To są proste zasady, które pozwalają się trzymać daleko od populizmu i propagandy. I lewica, i prawica są potrzebne, ale nie w tym garniturze, który istnieje. Dziś mamy do czynienia z partiami, które nie różnią się od PZPR-u – zhierarchizowane, z naczelną rolą wodza, który rozdaje „jedynki” na listach. Partyjne „elity” żyją w matriksie; posłanka Mucha na Twitterze potrafi się zdziwić, że po Polsce wciąż jeżdżą zdezelowane pociągi. Partie są oligarchiczne, odcięły się już nie tylko od obywateli, ale też od swoich partyjnych dołów. Wszyscy daliśmy się wmanewrować i podobni jesteśmy do tego typu kiboli, dla których nieistotny jest mecz, tylko to, żeby dać łupnia kibolom przeciwników. Stąd moja walka o JOW-y. W tej walce trzeba iść drogą Gandhiego: „Najpierw cię lekceważą, potem się z ciebie śmieją, potem z tobą walczą, a na koniec zwyciężasz”. Ja jestem już na tym trzecim etapie.

– Nie zgadzam się z poglądami Kukiza, ale mu kibicuję. Paweł jest trochę szalony, i to jest fajne. Przydałby się taki w parlamencie – mówi Maleńczuk. – Ludzie myślą dziś merkantylnie; żony i menedżerowie powtarzają im, żeby pisali takie numery, które puści radio. Mój merkantylny „Psychodancing” po latach klezmerowania wyszedł mi trochę bokiem. Muzyk to muzyk, ma służyć uciesze gawiedzi, ale ja bywam też poetą. A poeci powinni czasami zabierać głos.

W ”Piątku Ekstra” czytaj też:

Wielki brat podgląda coraz lepiej
Płacąc kartą kredytową czy przez internet, pisząc posty w internecie, zostawiamy za sobą okruszki informacji. Wystarczą cztery detale z twojego życia, byś poczuł się nagi w sieci

Jak zakończyć związek?
Krótki poradnik – zakochanym ku przestrodze, zdesperowanym – ku pomocy.

Widzieliśmy „50 twarzy Greya”. Gdzie ten skandaliczny seks? [RECENZJA]
W „50 twarzach Greya” seksu jest zdumiewająco niewiele. Film zapowiadany jako erotyczny skandal to w rzeczywistości kiczowata historia Kopciuszka, który zepsutego księcia uczy kochać. A raczej ma szansę nauczyć – w następnej części. Dziś polska premiera

World Press Photo 2015. Wśród laureatów Kacper Kowalski
Polski fotograf Kacper Kowalski za wykonane z lotu ptaka zdjęcie jeziora pod Gdynią zdobył drugie miejsce w kategorii projekty długoterminowe. Już po raz trzeci znalazł się wśród laureatów tego prestiżowego konkursu

Kurkiewicz w księgarni
Reportaż o postokolonialnym piekle Dominikany w „All inclusive” Mirosława Wlekłego, dowcipny zbiór opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”, opowiadania Tove Jansson w tomie „Wiadomość”, a dla dzieci piękna książeczka „Coś z niczego” Kanadyjki Phoebe Gilman

Jak pies z kotem. Kocia miłość do kartonu
Pudełko po butach, zabawce syna, karton po zgrzewce soku. Nie ma lepszego miejsca, by zapaść w kocią drzemkę.

Wielkie pytania małych ludzi. Po co są ludzie?
Pytanie: „Po co są ludzie?”, ośmioletni Julek, syn pani Marty, zadaje podobno od lat. Muszę uczciwie przyznać, że ja również zastanawiam się nad nim od dawna. Podobnie jak i wielu innych mieszkańców naszej planety.

Sankowski i Świąder w stereo
Prezentujemy płytowe nowości tygodnia: The Unthanks, Peace, Popsysze i Sławek Jaskułke

gazeta.pl

tvnKomisja

W TVN powstaje komisja, która zajmie się doniesieniami o molestowaniu. A pracownicy dostali „zbiór zasad”

Krzysztof Lepczyński, 13.02.2015
Pracownicy TVN otrzymali dziś mail dotyczący dyskryminacji, mobbingu i molestowania seksualnego. W TVN ma też powstać komisja, która zbada „publicznie rozpowszechniane twierdzenia” na temat przypadków molestowania w firmie.
Dotarliśmy do maila, który według naszych informacji otrzymali dziś wszyscy pracownicy stacji TVN. To zbiór zasad antydyskryminacyjnych, które mają obowiązywać w firmie wprowadzony uchwałą zarządu firmy.„Bezpieczne, stabilne, atrakcyjne miejsce pracy”„Ustawodawca uznał, że należy wprost zabronić tak napastowania (mobbingu), jak i molestowania seksualnego” – czytamy. W dokumencie podkreślone jest, że pracownicy zobowiązani są przeciwstawiać się praktykom „niehumanitarnym lub dyskryminującym”. „Przejawem dyskryminacji jest również molestowanie: zachowanie, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności lub upokorzenie pracownika” – zaznaczono.Zaznaczono, że zakaz dyskryminacji „nie koliduje z normalnymi stosunkami towarzyskimi pomiędzy pracownikami”. „Jej celem jest zapobieganie jakimkolwiek przejawom dyskryminacji, molestowania, molestowania seksualnego, nękania, mobbingu itp.”. W dokumencie znalazło się też zalecenie, aby pracownicy zwracali „baczną uwagę” na zachowanie kolegów oraz nie dopuszczali i nie tolerowali „aktów dyskryminacji lub molestowania współpracowników”.Podkreślono także, że TVN stara się stworzyć „bezpieczne, stabilne, atrakcyjne miejsce pracy, w którym relacje oparte są na szacunku dla godności osobistej”.

W TVN komisja antydyskryminacyjna

O sprawę zapytaliśmy Emilię Ordon, rzeczniczkę TVN. Poinformowała nas, że zarząd firmy powołał „niezależną komisję składającą się z wewnętrznych i zewnętrznych ekspertów w celu zweryfikowania rozpowszechnianych publicznie twierdzeń, że osoby zatrudnione w TVN mogły być przedmiotem mobbingu lub molestowania w miejscu pracy”.

Komisja ma rozpocząć prace w poniedziałek, w ciągu dwóch tygodni wnioski mają zostać przekazane zarządowi. „Do tego czasu nie będziemy komentować ani działań komisji, ani spekulacji medialnych” – ucina Ordon w przesłanym komunikacie. Nie utrzymaliśmy też odpowiedzi, dlaczego akurat teraz TVN wprowadza nowe wewnętrzne zasady.

W środowisku huczy od plotek

Od kilku tygodni w środowisku medialnym huczy od plotek po tekście „Wprost” na temat dyskryminacji w pracy. „Znana dziennikarka” anonimowo powiedziała tygodnikowi o tym, jak molestował ją przełożony – „bardzo popularna twarz telewizyjna, szef zespołu jednej ze stacji”.

W środowisku dziennikarzy zawrzało. Na forach internetowych zaczęły się pojawiać kolejne historie o molestowanych kobietach, internauci wskazywali też rzekomego sprawcę. Jacek Żakowski tak komentował sprawę w „Gazecie Wyborczej”: „Nie mam powodu wierzyć ‚Wprost’ i postom. Ale tysiące ludzi mówią i piszą o tym w sieci. Pod nazwiskiem robią to ostrożnie ze względu na konsekwencje prawne. Anonimowo – z nazwiskami, nazwami programu i stacji, pikantnymi szczegółami oraz uzupełnieniami. Bo podobno ofiar było wiele.”

Do dziennikarzy publicznie mówiących o molestującej pracownicę „twarzy telewizyjnej” dołączyła także Omenaa Mensah. – Jak większość osób wiem, o kogo chodzi – stwierdziła w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Fragment dokumentu

Oto fragment wewnętrznego dokumentu TVN, do którego dotarliśmy:

1. Postanowienia ogólne. TVN opiera relacje z widzami, pracownikami, klientami i akcjonariuszami na przestrzeganiu zasad wynikających z przepisów prawa, poszanowania przekonań światopoglądowych i politycznych, przy jednoczesnym zachowaniu prawa do prywatności. Wobec swoich pracowników TVN stara się stworzyć bezpieczne, stabilne, atrakcyjne miejsce pracy, w którym relacje oparte są na szacunku dla godności osobistej. TVN zapewnia każdemu prawo do pracy w środowisku profesjonalnym, gwarantującym równość szans i niedopuszczającym praktyk dyskryminacyjnych.

Obowiązkiem wszystkich pracowników TVN jest równe traktowanie innych pracowników, współpracowników oraz klientów bez względu na wiek, płeć, stan cywilny, orientację seksualną, narodowość, wyznanie, przekonania polityczne, stan zdrowia, kolor skóry. Pracownik zobowiązany jest przeciwstawiać się praktykom niehumanitarnym lub dyskryminującym osobę czy grupę osób. Pracownik powinien rozwiązywać konflikty z innymi pracownikami oraz współpracownikami bez uszczerbku dla ich godności osobistej, kultury organizacyjnej firmy, a także bez szkody dla toku pracy. Zasada ta nie koliduje z normalnymi stosunkami towarzyskimi pomiędzy pracownikami. Jej celem jest zapobieganie jakimkolwiek przejawom dyskryminacji, molestowania, molestowania seksualnego, nękania, mobbingu itp. Pracownicy powinni zwracać baczną uwagę na wpływ, jaki wywierają na osoby z ich otoczenia, i nie dopuścić do aktów dyskryminacji lub molestowania współpracowników, a także nie tolerować tych zjawisk u innych.

2. Definicje. TVN nie toleruje żadnego z niżej opisanych zachowań. Pracodawca ma obowiązek przeciwdziałania niżej wymienionym zachowaniom. Zgodnie z przepisami obecnie obowiązującego Kodeksu pracy wszelka dyskryminacja w miejscu pracy jest zabroniona. Ponadto ustawodawca uznał, że należy wprost zabronić tak napastowania (mobbingu), jak i molestowania seksualnego.

Dyskryminacja

Zjawisko dyskryminacji występuje, gdy traktuje się kogoś gorzej z racji płci, stanu cywilnego, orientacji seksualnej, narodowości, koloru skóry, obywatelstwa, religii, niepełnosprawności itp. Dyskryminacja pracownika może przejawiać się w ogłoszeniu o pracę, rekrutacji, wyborze, ustaleniu warunków zatrudnienia, doradztwie, ocenie, szkoleniu, warunkach pracy, wynagrodzeniu lub jakimkolwiek innym aspekcie zatrudnienia.

Zabronione jest:

– działanie polegające na zachęcaniu innej osoby do dyskryminacji pracowników,

– dyskryminacja pośrednia, to znaczy sytuacja, gdy na skutek pozornie neutralnego postanowienia, zastosowanego kryterium lub podjętego działania występują dysproporcje w zakresie warunków zatrudnienia na niekorzyść wszystkich lub znacznej liczby pracowników należącej do grupy, która może być dyskryminowana z jakiegokolwiek względu wymienionego w pierwszym akapicie tego punktu, jeżeli dysproporcje te nie mogą być uzasadnione innymi obiektywnymi powodami. Przejawem dyskryminacji jest również molestowanie: zachowanie, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności lub upokorzenie pracownika.

gazeta.pl

Putin łamie atomowe tabu

Janusz Rolicki, 13.02.2015
Putin, ustalając nową doktrynę wojenną, wprowadził zasadę dowolnego, użycia broni atomowej. Wbrew porozumieniom międzynarodowym wprowadził też nowy typ rakiet o dużych zdolnościach manewrowych i zasięgu od 500 do 3000 km. Rozmieszczone w obwodzie kaliningradzkim mogą razić cele w całej Europie</p><br /><br /><br /><br />
<p>

Putin, ustalając nową doktrynę wojenną, wprowadził zasadę dowolnego, użycia broni atomowej. Wbrew porozumieniom międzynarodowym wprowadził też nowy typ rakiet o dużych zdolnościach manewrowych i zasięgu od 500 do 3000 km. Rozmieszczone w obwodzie kaliningradzkim mogą… (ALEXANDER ZEMLIANICHENKO/AP)

To, co się dzieje obecnie, jest odrażającą kapitulacją Zachodu i demokracji. O ile NATO i Unia ustąpią ostatecznie Putinowi, czeka nas prawdziwa tragedia, która zagrozi bezpieczeństwu świata.
Sytuacja światowa jest groźna nie tylko z racji agresji rosyjskiej na Ukrainę, lecz także z powodu złamania przez ten kraj atomowego tabu. Rosja – kraj posiadający drugi na świecie arsenał atomowy – nie odżegnała się od zasady nieużywania, jako pierwsza, rakiet i bomb atomowych. Tym samym po raz pierwszy, od czasu Hiroszimy i Nagasaki, atomowe mocarstwo wprowadziło do swej doktryny wojennej zasadę swobodnego w gruncie rzeczy użycia najstraszliwszej broni.Przypomnę, że przez 45 powojennych lat oba główne mocarstwa – w tym Związek Radziecki – oświadczały, że pierwsze nie użyją atomu. To było militarno-polityczne ABC ówczesnego świata. Potwierdzały to następnie liczne porozumienia rozbrojeniowe zawierane pomiędzy ZSRR a USA. Mało tego – powstała presja obywatelska na świecie przeciwko bombie atomowej, a kraj, który by zapowiedział dowolne złamanie tej zasady, byłby zbiorowo potępiony.Swego czasu z przymrużeniem oka traktowaliśmy takie piosenki jak na przykład sławne: „Pust wsiegda budiet sonce, pust wsiegda budiet nieba, pust wsiegda budiet mama, pust wsiegda budu ja”. Ta propagandowa piosenka radziecka tak samo jak światowe ruchy w obronie pokoju nie tylko ograniczały swobodę użycia przez Zachód atomu, lecz także wiązały ręce władzom radzieckim. Ta aura ostrzegawcza, a nawet pełna potępienia dla użycia atomu i wodoru, spełniła też nieraz swe zadanie.Przypomnę, że na początku lat osiemdziesiątych radary radzieckie przez pomyłkę, myląc rakiety z ptakami, zanotowały wystrzelenie wielu rakiet amerykańskich w kierunku ZSRR. Był to czas dużego napięcia pomiędzy oboma blokami. Tymczasem pułkownik radziecki pełniący tego dnia dyżur nie przekazał tej alarmującej informacji swoim dowódcom, lecz czekał na ich kolejne potwierdzenie, łamiąc tym sposobem wszelkie regulaminy. Dzięki temu uratował świat od wojny atomowej.Dzisiaj takiej aury już, niestety, nie ma. Przeciwnie – dziś nawet kulturę masową, zarówno filmy SF, jak i książki tego gatunku, zdominowały obrazy świata po zagładzie. Nie przeceniałbym tego zjawiska, ale też trudno go nie dostrzegać.Tym bardziej jest to trudne, że Rosja Putina, ustalając nową doktrynę wojenną, publicznie wprowadziła zasadę dowolnego, w miarę potrzeb militarnych, użycia broni atomowej. Opracowała też wbrew porozumieniom międzynarodowym nowy typ rakiet. Charakteryzują się one dużymi zdolnościami manewrowymi i mają zasięg od 500 do 3000 kilometrów. Rozmieszczono je w obwodzie kaliningradzkim, dzięki czemu swym zasięgiem obejmują całą Europę. Równocześnie dla podkreślenia determinacji Rosji do jej użycia ostatnio coraz to przeprowadzane są ćwiczenia zakładające używanie na polu walki mobilnych rakiet z pociskami atomowymi. Natomiast samoloty bojowe z bombami i rakietami na pokładzie patrolują granice NATO.

Ćwiczenia te, jak i sama doktryna, zrodziły się z kompleksów mających źródła w latach dziewięćdziesiątych. Prężenie muskułów przez Rosję służy zastraszeniu międzynarodowej opinii publicznej. Chodzi o to, aby świat wierzył w determinację Rosji, która dla osiągnięcia celów politycznych ma nie cofnąć się przed użyciem atomu. Ta metoda przynosi efekty i Rosja jest bliska zdominowania Ukrainy. Kraje unijne niemające sprzecznych interesów z Rosją za wszelką cenę chcą spokoju. W rezultacie – jak zauważyła to „Gazeta Wyborcza” – jesteśmy blisko repliki Monachium wobec Ukrainy. Tam w 1938 roku także nie zadekretowano likwidacji Czechosłowacji, lecz jedynie odłączono od niej obszary z niemiecką większością.

Powraca więc pytanie, kiedy ostatecznie Ukraina ulegnie Rosji i zgodzi się na status, jaki dziś mają państwa Łukaszenki i Nazarbajewa. Jeśli zwycięży opcja pani Merkel, to aktualnego prezydenta Ukrainy czeka klęska. Przyjęcie zasady, że Ukrainy Zachód nie uzbroi, oznacza, że państwo to skazane jest na wchłonięcie przez Rosję.

W tej sytuacji ostatnią nadzieją Ukrainy jest Ameryka. Prezydent Obama nie jest Reaganem i jeśli zgodzi się na opcję pani Merkel i nie uzbroi Kijowa, to, niestety, wykonana zostanie część zadania postawionego samemu sobie przez Putina. Później będą zapewne zabiegi o podporządkowanie Moskwie tak zwanej Pribałtiki. Pamiętajmy, że po każdej smucie, a za taką uważa się obecny okres, Rosja powracała do swych starych granic i potęgi.

Dzisiejszy Zachód, pomimo że Ameryka dysponuje miażdżącą przewagą militarną nad resztą świata, nie jest zdolny do zdecydowanego działania. Brakuje mu ducha nieustępliwości i determinacji powojennych przywódców Zachodu. Zwracam uwagę, że ani NATO, ani Unia do dziś nie uznały Rosji za agresora i wciąż poprzestają na nowomowie uznającej za agresorów tzw. separatystów. Dalej Zachód nie spróbował wyłączyć za karę Rosji z międzynarodowego życia sportowego, naukowego i kulturalnego.

Stąd dla Rosjan ich agresja jest bezbolesna, a oni sami oddają się ułudzie, że silnemu wszystko wolno, a to, co plecie ich propaganda, jest prawdziwe. Nie skorzystano nawet z eliminacji Rosji z rozgrywek sportowych, na które Putin i Rosjanie są szczególnie wrażliwi. Zgodzono się na przeprowadzenie za dwa lata w Rosji piłkarskich mistrzostw świata. Jeśli do nich dojdzie, będzie to wydarzenie haniebne! W pucharach europejskich nikt dotąd, tak jak było po agresji na Czechosłowację w 1968 roku, nie relegował drużyn agresora z tych rozgrywek.

Podobnie jest z wymianą kulturalną i naukową. Wszędzie w niej uczestniczą obywatele kraju, który bezkarnie anektuje prowincje swego sąsiada i morduje jego obywateli. Dopóty, dopóki Rosja i jej obywatele nie odczują potępienia międzynarodowego, nie sposób jest wpłynąć miękkimi sankcjami na jej postępowanie. Dziś prezydent Putin i jego szef dyplomacji Ławrow, zamiast siedzieć w oślej ławce, są traktowani jak mężowie stanu. A ich partnerom nie przeszkadzają głoszone przez nich kłamstwa w stylu stalinowskiego prokuratora Wyszyńskiego czy wieloletniego szefa dyplomacji ZSRR Gromyki.

Zachód do dziś nie pokazał, że nie boi się agresora. To, co robi kanclerz Merkel, zapowiadając z góry, że jest przeciwna dozbrojeniu Ukrainy, jest politycznym samobójstwem Unii Europejskiej jako podmiotu politycznego. Ostatnie negocjacje w Mińsku pokazały, że ta droga wiedzie donikąd. Obietnice zawieszenia broni od 15 lutego zapowiedziane tam wczoraj nikogo już nie biorą. Rosja bowiem po wrześniowych negocjacjach pokazała, jak potrafi je łamać.

W tej sytuacji pozostaje jedynie czekać, kiedy USA postawią tamę agresywności Putina. Pytanie, czy usłyszy on, że po przekroczeniu linii demarkacyjnej NATO wyśle swe wojska na Ukrainę, a po przekroczeniu przez Rosjan Dniepru napotka oddziały zachodnie, jest kluczowe dla zachowania przez ten kraj niepodległości.

Kwestią otwartą jest, czy na groźby użycia atomu Zachód odpowie tym samym. Jest pewne, że gdyby politycy zachodni po II wojnie zachowywali się jak pani Merkel i pan Holland, dzisiejszy świat byłby jednym wielkim Związkiem Radzieckim. To, co się dzieje obecnie, jest odrażającą kapitulacją Zachodu i demokracji. O ile NATO i Unia ustąpią ostatecznie Putinowi, czeka nas prawdziwa tragedia, która wobec nieuchronnego rozzuchwalenia gospodarza Kremla i tak zagrozi bezpieczeństwu świata. Żal, że Moskwa ceni tylko nagą siłę i wobec niej ma jedynie respekt. Przeraża, że kraj ten mógł bezkarnie złamać zasadę atomowego tabu. Oswajanie atomu, a z nim mamy do czynienia, zagraża praktycznie istnieniu cywilizacji.

Janusz Rolicki – reporter, publicysta, komentator polityczny prasy i mediów elektronicznych, autor kilkunastu książek reportażowych i trzech powieści

O Władimirze Putinie i współczesnej Rosji przeczytaj w książkach >>

Zobacz także

wyborcza.pl

„Resortowe dzieci” – kolejna część już w kwietniu. Tym razem prawica lustruje dzieci pracowników służb specjalnych

Wiktoria Beczek, 13.02.2015
Dorota Kania, współautorka książki

Dorota Kania, współautorka książki (Fot. AG)

„Resortowe dzieci. Służby” – książka o takim tytule ma się ukazać w ostatnim tygodniu kwietnia. Jak podaje „Press”, tym razem opisani mają być ludzie związani ze służbami specjalnymi PRL i ich dzieci.
– Pojawią się też ludzie związani z mediami – powiedziała „Pressowi” Dorota Kania, współautorka książki. Jej zdaniem „wiele osób związanych ze służbami zakładało media w Polsce”.Publikacja Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza ma dotyczyć ludzi związanych ze służbami specjalnymi PRL, ich losów po 1989 roku i ich dzieci.Pozwy i ugody wydawnictwa FrondaPierwsza część książki, „Resortowe dzieci. Media”, miała przedstawiać znanych dziennikarzy i publicystów, którzy – według autorów – odnieśli sukces w III RP dzięki powiązaniom ich rodziców z władzami PRL. Na okładce książki znalazły się wizerunki m.in. Janiny Paradowskiej, Tomasza Lisa, Jerzego Baczyńskiego, Adama Michnika.Jacek Żakowski, którego podobizna również pojawiła się na okładce, wytoczył proces wydawnictwu Fronda. Wydawca zasłonił jego wizerunek znakiem zapytania, a wcześniejsze wydania książki zostały wycofane z księgarń. Sąd zdecydował również, że wydawnictwo ma przeprosić Żakowskiego i wypłacić mu 50 tys. zł zadośćuczynienia.Zdaniem sądu naruszanie dóbr powoda nadal trwa, dlatego przeprosiny muszą się ukazać w mediach o różnym profilu politycznym. Sędzia mówiła, że wprawdzie nie stracił on pracy, ale jego dorobek został „poważnie nadszarpnięty”, a w internecie funkcjonuje on wciąż jako „resortowe dziecko”. Według sądu nie jest do ustalenia, na ile spowodowało to utratę jego czytelników.Fronda przeprosiła też Monikę Olejnik za sugerowanie na tylnej stronie okładki książki, że jest „osobą szydzącą z patriotyzmu, polskich tradycji i w ogóle z polskości”.

Nieprawdziwe informacje na temat Olejnik mają dodatkowo zostać usunięte z internetu i ewentualnych przyszłych wydań książki.

Pozywać czy ignorować?

Nie wszyscy przedstawieni na okładce zdecydowali się na wytoczenie pozwu przeciwko wydawcy „Resortowych dzieci”. Redaktor naczelny „Polityki” Jerzy Baczyński, krótko po premierze książki, zastanawiał się czy lepiej jest „ignorować, bo wytknięcie wszystkich popełnionych w książce nadużyć wymagałoby setek stron sprostować i komentarzy, co technicznie jest niewykonalne i moralnie absurdalne, czy jednak spotykać się przez lata w sądach z autorskim tercetem”.

Z kolei Janina Paradowska pisała w „Polityce”, że choć „ani jej rodzice, ani dziadkowie nie byli w KPP, PZPR czy w SB”, to czuje się wyróżniona.

„Chociaż książka ma charakter listy proskrypcyjnej, gdyby mnie w niej nie było, poczułabym się pokrzywdzona. Znalezienie się w elicie polskiego dziennikarstwa (tak, to jest elita, czy się autorom prawym i niepokornym podoba czy nie) jest swego rodzaju uhonorowaniem. Wszystkie osoby, których fotografie zdobią okładkę, znam, lubię, cenię i rozumiem” – stwierdziła.

„Szkoda 40 zł”

Robert Kwiatkowski ograniczył się tylko do wydania opinii na temat książki na Twitterze, a pozostałe osoby, które wydawnictwo umieściło na okładce, nie zdecydowały się na wchodzenie w dialog z autorami „Resortowych dzieci”.

sequel

Dodruk pierwszej części?

– Mamy jeszcze trochę egzemplarzy w magazynie, więc jeśli pojawienie się na rynku drugiej części spowoduje, że będzie popyt na pierwszą, to ją dodrukujemy, uwzględniając wymogi tych ugód, które zawarliśmy – powiedział w rozmowie z „Pressem” Michał Jeżewski, prezes wydawnictwa Fronda.

Jednocześnie Jeżewski zapewnił, że prawnicy uważnie pochylają się nad drugą częścią, żeby „nie popełnić tych drobnych błędów, które wtedy popełniliśmy”.

Książka „Resortowe dzieci. Media” znalazła się na liście bestsellerów 2014 roku w kategorii „Literatura faktu”

Zobacz także

TOK FM

Profesorowie i prezes Kaczyński. Nadają PiS upragniony sznyt partii inteligenckiej, ale na jej politykę wpływu i tak nie mają

Agata Kondzińska, 13.02.2015
Przedwyborcze problemy prezesa Kaczyńskiego. Tym razem to kadra profesorska PiS wypowiada niepopularne opinie. Na zdjeciu: wiec prezydencki Andrzeja Dudy

Przedwyborcze problemy prezesa Kaczyńskiego. Tym razem to kadra profesorska PiS wypowiada niepopularne opinie. Na zdjeciu: wiec prezydencki Andrzeja Dudy (Fot Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta)

Gdy przed tygodniem historyk prof. Andrzej Nowak zaproponował Jarosławowi Kaczyńskiemu przesiadkę na tylne siedzenie, atmosfera w PiS zgęstniała. A przecież Nowak powtórzył to, co przed pięcioma laty do lidera PiS pisał Marek Migalski: „Bez pana nie przetrwamy, z panem nie wygramy”.
Nie raz i nie dwa Jarosław Kaczyński podkreślał wielki wpływ, jaki miało na niego żoliborskie wychowanie: inteligenckie i patriotyczne. Estymą darzy skupionych wokół PiS profesorów, dopieszcza ich, dając im miejsca na listach wyborczych, spotyka się z nimi, by wysłuchać rad i podyskutować, zaprasza do pisania programów, docenia, gdy zrzeszają się w klubach pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego.Jednak już w 2011 r. politolog i były europoseł PiS Marek Migalski zauważył, że Kaczyński „swoich intelektualistów lubi, ale niespecjalnie szanuje. Zdarza mu się wypowiadać o nich lekceważąco, jako o tych, którzy niczego z polityki nie rozumieją”.To przekonanie w PiS jest powszechne. Politycy tej partii bez chwili zastanowienia podają przykłady braku politycznego obycia profesorów. Tak też przyjmują słowa prof. Nowaka z niewygłoszonego na konwencji prezydenckiej przemówienia, że Kaczyński, który w przyszłym roku będzie miał 67 lat („Tyle, ile Marszałek Piłsudski w chwili śmierci. Roman Dmowski był w tym wieku emerytem politycznym.”), powinien się skupić na prowadzeniu partii do zwycięstwa, ale fotel premiera w przyszłym rządzie oddać „młodej twarzy wykształconego Polaka, który rozumie doskonale potrzeby swojej ojczyzny i czuje się jednocześnie swobodnie w Europie, gotów ją także zmieniać na lepsze”.W wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” wskazał posłów PiS: Krzysztofa Szczerskiego i Bartosza Kownackiego. To jak polityczne pocałunki śmierci.W niewygłoszonym przemówieniu prof. Nowaka jest też drwina ze wskazywanych przez Kaczyńskiego polityków, którzy „kariery polityczne kończyli w dojrzałym wieku”, takich jak prezydent Charles de Gaulle, premierzy Winston Churchill i Harold Macmillan, którzy kariery polityczne wieńczyli sprawowaniem najwyższych urzędów w dojrzałym bardzo wieku”.Zgadza się profesor, że Kaczyński siły ma, ale by formację poprowadzić do zwycięstwa. „To powinien być cel najambitniejszy wielkiego polityka. W imię tego celu warto zastanowić się, co do niego prowadzi, a co może przeszkodzić” – pisze Nowak, co brzmi jak słowa Marka Migalskiego sprzed pięciu laty, gdy w liście do prezesa PiS napisał on: „Bez pana nie przetrwamy, z panem nie wygramy”.Prezes PiS wyrzucił Migalskiego, Nowaka nie może. W partii nie jest, za to reprezentuje krakowski salon skupiony wokół dwumiesięcznika „Arcana”, którego pierwszym naczelnym był prof. Nowak – teraz jest nim prof. Szczerski – a w którym publikuje prof. Ryszard Legutko. Przymyka więc oko Jarosław Kaczyński na wyborcze porażki profesorów. Np. prof. Waldemar Paruch, który z pierwszego miejsca listy PiS w Lublinie nie dostał mandatu europosła. Prof. Andrzej Waśko, b. wiceminister edukacji, to kolejny przykład porażki politycznej. W 2011 r. partia dostała jedynkę w Kaliszu i mimo że PiS wziął tam trzy mandaty, Waśko nie zdobył żadnego. Chociaż wsparcia udzielił mu Kaczyński.Ten profesorski ból głowy lider PiS funduje sobie od katastrofy smoleńskiej, gdy po raz pierwszy tak szeroko otworzył partyjne listy na profesorskie środowisko. Toleruje to, co głoszą i robią, mimo że czasem dostrzega u nich, jak u prof. Krystyny Pawłowicz, „brak politycznego doświadczenia. Może również niemądrą fascynację rozgłosem”.

I tak będzie nadal. Miejsca na listach będą dostawać, bo załatwiają Kaczyńskiemu upragniony wizerunek partii inteligenckiej, a wielkiego wpływu na jego politykę i tak nie mają.

Zobacz także

wyborcza.pl

Zagraniczne media o Mińsku: Putin wygrał, ale równocześnie się zdemaskował

pap, kb, 13.02.2015
Władimir Putin w Mińsku

Władimir Putin w Mińsku (RIA NOVOSTI / REUTERS)

– Niemieckie media oceniają sceptycznie szanse na trwały pokój na Ukrainie. Komentatorzy uznają prezydenta Władimira Putina za zwycięzcę negocjacji, zaznaczając, że zdemaskował się, przyznając, że ma wpływ na separatystów.
„Putinowi nie udało się dotychczas rozbić jedności Europy i Zachodu, lecz to on jest zwycięzcą” – ocenił pierwszy program niemieckiej telewizji publicznej ARD. Wschodnia Ukraina pozostanie prawdopodobnie na długo w jego strefie wpływów – mówił komentator ARD Ulrich Deppendorf.Jak wyjaśnił, porozumienie z Mińska jest pod tym względem zbyt nieprecyzyjne, brak jest również międzynarodowej kontroli. „Od tej chwili nie da się pominąć Putina, jeśli UE będzie chciała negocjować porozumienie o wolnym handlu z Ukrainą” – zauważył komentator. Jego zdaniem Putin „zdemaskował się”, przyznając, że ma największy wpływ na separatystów. „Maska spadła mu z twarzy” – powiedział Deppendorf. Tylko od Putina zależy teraz, czy siła słów wygra z morderczą przemocą broni – komentuje telewizja publiczna ARD.„Czy można wierzyć komuś, kto raz skłamał?”„Sueddeutsche Zeitung” zauważa z kolei, że porozumienie z Mińska wygląda na pierwszy rzut oka na „perfekcyjną drogę wyjścia z zamętu wojny: rozejm, strefa buforowa, wycofanie ciężkiej broni, kontrola, pomoc humanitarna, nowa konstytucja, wybory, kontrola granicy”.Czterej uczestnicy negocjacji „potwierdzają nieograniczone przestrzeganie suwerenności i terytorialnej integracji Ukrainy” – czytamy w dokumencie podpisanym także przez Putina. Zdaniem komentatora tutaj już zaczyna się kłamstwo, gdyż to właśnie Putin nie uszanował na Krymie terytorialnej integralności Ukrainy. „Czy można wierzyć komuś, kto raz skłamał?” – zastanawia się „SZ”.”Rosyjski prezydent pozostaje panem sytuacji. To on decyduje o tym, czy dopływ tlenu do ognia zostanie wstrzymany czy nie” – opisuje aktualną sytuację komentator. Minimalnym celem strategicznym Putina jest kontrola Ukrainy i jej rządu. By zrealizować ten cel, ustalił plan do końca roku. „Będzie domagał się zniesienia sankcji, a wesoły chór z Zachodu będzie mu wtórował” – czytamy w „SZ”.Putin nie musiał „zakłócać snu Merkel, Hollande’owi i Poroszence”Ile warte jest wynegocjowane podczas 17-godzinnych rozmów porozumienie o rozejmie, będzie wiadomo dopiero wtedy, gdy umilkną działa na wschodzie Ukrainy. Ale i wtedy nie będzie wiadomo, czy za jakiś czas wszystko nie zacznie się od nowa na obszarze, który stał się „polem manewrów rosyjskich interesów” – czytamy w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Putin mógłby bardzo szybko zakończyć wojnę w sąsiednim kraju – podkreśla komentator. Nie musiał „zakłócać snu Merkel, Hollande’owi i Poroszence”. Musiałby jedynie zaprzestać „pompowania ludzi i sprzętu” w tę wojnę.

Merkel zrobiła – zdaniem „FAZ” – w minionych dniach „wszystko, co było możliwe”, by doprowadzić do rozejmu na Ukrainie i zapobiec dalszej eskalacji między Zachodem a Rosją. „Oś niemiecko-francuska okazała się być wytrzymała, a Merkel stała w centrum wydarzeń” – zaznacza komentator, ostrzegając, że takiego wysiłku „nie można powtarzać w nieskończoność”.

Putin jest zbyt doświadczonym graczem, by nie wiedzieć, że podczas konfliktu liczba okazji do zakończenia go nie jest nieograniczona. „Pytanie brzmi, czy w ogóle szuka wyjścia” – czytamy w „FAZ”

„Europa mówi ustami Merkel”

„Bild” zwraca uwagę na centralną rolę Merkel w kryzysie na Ukrainie. „Świat patrzy na Angelę Merkel” – podkreśla komentator, pisząc z podziwem o jej 17-godzinnych negocjacjach. „Merkel nadaje ton w Europie, decyduje o sankcjach, prowadzi rozmowy telefoniczne. To ona włączyła prezydenta Francji Francois Hollande’a i naciskała na Obamę, by zaczekał z dostawami broni. Europa mówi ustami Merkel” – pisze „Bild”.

Zdaniem „Mitteldeutsche Zeitung” w przypadku utrzymania się zawieszenia broni Ukraina zyska najbardziej – niezależnie od tego, że warunki porozumienia są „twarde, niesprawiedliwe i upokarzające dla Kijowa”. Kontynuacja wojny na wschodzie Ukrainy miałaby jeszcze bardziej dramatyczne skutki. „Ukraina traci faktycznie po Krymie kolejną część swego terytorium. To rejon, którego Kijów i tak już wcześniej nie kontrolował” – pisze wydawana w Halle gazeta.

Financial Times: To promyk nadziei

Czwartkowe porozumienie z Mińska to „taktyczna przerwa” w ataku prezydenta Rosji Władimira Putina na Ukrainę. Zachód nie powinien zakładać, że ta umowa przetrwa – pisze z kolei dziennik „Financial Times”.

W artykule redakcyjnym gazeta nazywa mińskie porozumienie „promykiem nadziei” na rozwiązanie konfliktu na wschodzie Ukrainy, ale zastrzega, że postrzeganie go w bardziej optymistyczny sposób byłoby nierozsądne.

„Nawet jeśli obie strony zakończą walki, nadal pozostaje problem znalezienia bardziej trwałego porozumienia” – podkreśla „FT”. Czwartkowa umowa to zarys kompleksowego politycznego porozumienia, w ramach którego Kijów przekazałby uprawnienia prorosyjskim obwodom donieckim i ługańskim. „Tutaj też, jeśli Putin zechce, może wiele wykorzystać na swoją korzyść” – uważa brytyjski dziennik.

Rosyjskie media o kulisach spotkania

Najcenniejsze w nowych porozumieniach mińskich jest to, że zawierają harmonogram działań, a nie pakiet niezwiązanych ze sobą posunięć, jak miało to miejsce w wypadku tych z września 2014 roku – ocenia rosyjski dziennik „Wiedomosti”.

Z kolei inny rosyjski dziennik, „Kommiersant”, powołując się na własne źródła, informuje, że „prawie połowę czasu spędzonego przy stole negocjacji, a trwały one 16 godzin, przywódcy czterech krajów poświęcili dyskusji o tzw. kotle debalcewskim, przede wszystkim o tym, czy kocioł ten istnieje czy nie”.

„Władimir Putin uparcie twierdził, że kocioł istnieje i że w razie zawarcia porozumienia będzie dziwne, jeśli nie zostanie ono złamane: ci, którzy są w kotle, będą próbowali się z niego wydostać, a ci, którzy w kotle gotują, będą chcieli zebrać pianę” – relacjonuje gazeta.

„Petro Poroszenko utrzymywał, że żadnego kotła nie ma. Jego informacje kłóciły się z danymi wywiadu francuskiego, który – jak się okazało – nie jest bezczynny w obwodach ługańskim i donieckim. Dlatego Francois Hollande, choć aktywnie nie popierał żadnej ze stron, to jednak sugerował, że kocioł w Debalcewe jest” – pisze „Kommiersant”. Dziennik odnotowuje również, że w czwartek rano, po 14 godzinach negocjacji, były one bliskie fiaska – okazało się, że przywódcy Donbasu odmówili podpisania uzgodnionych dokumentów.

Zobacz także

wyborcza.pl

Prezydencki kartofel

Monika Olejnik („Kropka Nad I”, TVN 24, „Gość Radia Zet”), 13.02.2015
Prezydent Bronisław Komorowski kontra konwencja antyprzemocowa. Co z tego wyniknie?

Prezydent Bronisław Komorowski kontra konwencja antyprzemocowa. Co z tego wyniknie? (Fot Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta)

Prezydent Bronisław Komorowski ma gorący kartofel w postaci konwencji antyprzemocowej – jeśli ją podpisze, będzie uchodził za malowanego katolika. Zresztą prezes Kaczyński od dawna nazywa Komorowskiego wrogiem Kościoła.
Do prezydenta napisał list otwarty bp Ignacy Dec, członek Episkopatu. Apeluje: „Prosimy o niepodpisywanie aktu ratyfikacji”.Według biskupa dokument zapowiada groźną „rewolucję kulturową związaną z ideologią gender, jest zły, szkodliwy dla małżeństwa i rodziny” („Nasz Dziennik”).Wedle bp. Deca sejmowe głosowanie to swoiste „nie” rządzących wykrzyczane katolickiej Polsce.Biskup znany ze znajomości Szatana niedawno powiedział, że „Szatan wcielił się dziś w nowych ludzi i to Szatan buduje nowy, europejski porządek”. Według Deca „diabeł nie wyjechał na urlop”.To niesamowite, ile siły i troski biskupi wkładają w mówienie o zagrożeniu gender, a jakoś nie słychać, żeby mówili, iż przemoc jest grzechem. Nie apelują do katolików, żeby nie tłukli swoich żon, ani do księży, żeby nie dawali rozgrzeszenia w takim przypadku. Może słuchają ks. Oko, który powiada: „Mordercy mogą być zbawieni, jeśli czynią to w zgodzie z sumieniem”. A może ci, którzy biją, też mogą być zbawieni, bo robią to zgodnie ze swoim sumieniem?Słyszymy tylko nienawiść i pseudotroskę o rodzinę.10 lutego, na „miesięcznicy” katastrofy smoleńskiej, Kaczyński mówił: „Wmawiają nam, że Polska to nienormalność, nie może być obojętne, jaki tu będzie rząd, jakie będą sądy, nie może być obojętne niszczenie polskiej kultury, polskiej szkoły, polskiej obronności, a przede wszystkim polskiej rodziny”.Gdy się na to wszystko patrzy, można odnieść wrażenie, że kraj jest w ruinie, choć protest rolników w wypasionych ciągnikach trochę temu wrażeniu zaprzecza.Wiemy, że kandydat PiS Andrzej Duda – choć czyni cuda – nie podpisałby konwencji antyprzemocowej. Wiemy, że jest przeciw metodzie in vitro. To pewnie będzie jego dużym atutem w wyborach, Kościół zapewne mu pomoże.

Protestujący krzyczą, że rządzą nami złodzieje i bandyci, zupełnie w duchu ks. Stanisława Małkowskiego, który na „miesięcznicy” powiedział: „Rządzą nami złodzieje, kłamcy, złoczyńcy, częstokroć zresztą udający katolików. Oby przestali świętokradcy przyjmować komunię świętą, oby nie znajdowali duchownych, którzy grzesząc ciężko, takiej świętokradzkiej komunii świętej im udzielają”.

To naprawdę wstrząsające w ustach księdza. Kościół potrafił sobie poradzić z ks. Lemańskim, ale jak widać tym, którzy mają w sobie nienawiść, daje spokój. Być może czynią to zgodnie z sumieniem.

Oj, kampania nam się rozkręca.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: