Kulczycki (10.02.15)

 

Nałęcz o Dudzie: Widzę za nim cień Barbary Blidy. Skoro chce być przyjacielem każdego, to dlaczego nie był jej?

WB, 10.02.2015
Andrzej Duda | Tomasz Nałęcz

Andrzej Duda | Tomasz Nałęcz (AG)

– Byłoby znacznie lepiej, żeby pan Duda, zanim zacznie się przedstawiać jako lekarstwo na wszystkie polskie bolączki, powiedział o swoich dotychczasowych osiągnięciach w tej dziedzinie. Znałem się i przyjaźniłem z Barbarą Blidą. Jak widzę pana Dudę, to widzę za nim cień Barbary Blidy, bo to jest wiceminister sprawiedliwości u pana Ziobry. Murem stał za swoim szefem – mówił prof. Tomasz Nałęcz w TVP Info.
– Niech stanie i powie, skoro chce rozwiązywać ludzkie, normalne sprawy, jeżeli chce być przyjacielem każdego człowieka, to dlaczego nie był przyjacielem Barbary Blidy? – pytał prof. Tomasz Nałęcz w TVP Info.

Doradca prezydenta jest zdania, że nie należy porównywać konwencji PO i PiS. – Czy państwo pamiętają posiedzenie rady politycznej PiS-u, które udzieliło wsparcia panu Dudzie? – pytał prowadzących. Gdy ci nie byli pewni, odparł: Prawdę mówiąc, nie pamiętacie, więc nie będę was brutalnie przepytywał. To jest bardzo nieuczciwe, kiedy zestawia się posiedzenie rady krajowej PO z wielkim widowiskiem, które zorganizował PiS następnego dnia, bo będą też widowiskowe konwencje Bronisława Komorowskiego, jak kampania ruszy.

„Musimy się bronić przed nieuczciwym atakiem”

Pytany o konkretną datę startu kampanii odparł: – Na razie musimy się bronić przed nieuczciwym atakiem pana Dudy, bo pan Duda rozpoczął konfrontację z prezydentem Komorowskim atakami poniżej pasa i zafałszowaniem wizerunku aktywności prezydenckiej przez ostatnie pięć lat i zafałszowaniu w ogóle możliwości prezydenckich.

Przypomniał jednocześnie, że Duda jest doktorem prawa i „powinien wiedzieć, że takich kompetencji prezydent nie ma”. Zaznaczył też, że prezydent „na głowie stanie, żeby brutalności w kampanii prezydenckiej było jak najmniej”.

Nałęcz przypomniał również, że w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego, Duda odpowiadał za piony „zajmujące się sprawami prostych ludzi. – Te piony nie funkcjonowały, potrzeba było parę miesięcy, żeby te zaległości nadrobić.

TOK FM

Komorowski: Można rozważyć zmianę systemu emerytalnego i uwzględnić staż pracy

MT, PAP, 10.02.2015
Bronisław Komorowski

Bronisław Komorowski (fot. Przemek Wierzchowski / AG)

Prezydent Bronisław Komorowski uważa, że możliwa jest korekta systemu emerytalnego, tak by liczył się staż pracy. Pomysły Andrzeja Dudy nazywa „naigrawaniem się z prostego człowieka”.
– Są osoby, które bardzo wcześnie rozpoczynają aktywność zawodową, idą do pracy. Wyznaczanie tylko wieku emerytalnego, który jest granicą emerytury, powoduje, że ta kategoria ludzi pracuje de facto o wiele dłużej. No powiedzmy robotnik niewykwalifikowany itd. (…) Można się zastanawiać w związku z tym nad wprowadzeniem także dodatkowych elementów, które by wskazywały na wagę zjawiska, jakim jest długotrwałość pracy – mówił prezydent w wywiadzie dla Polsat News.

Prezydent odniósł się do zapowiedzi kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy, który mówił, że jeśli wygra wybory, to jednym z pierwszych jego projektów ustaw będzie cofnięcie reformy emerytalnej.

„Naigrawanie się z prostego człowieka”

– Zapowiedź, że się obniży wiek emerytalny, wróci się do poprzedniego rozwiązania, gdzie kobiety pracowały do 60. roku, a mężczyźni do 65. roku życia, jest w moim przekonaniu naigrawaniem się z prostego człowieka – mówił Komorowski. – Jak można powiedzieć, iż można zagwarantować, że emerytury nie będą emeryturami głodowymi za parę lat, jednocześnie mówiąc, że będziemy mniej pracować? – pytał. Zaznaczył, że celem tzw. reformy 67 było, aby w przyszłości wartość emerytur nie obniżyła się.

Jeśli ustawa trafi do Sejmu, prezydent podejdzie do niej „z życzliwością”

Prezydent zaproponował również, aby PiS własny pomysł dotyczący systemu emerytalnego zgłosiło i przeprowadziło w Sejmie. Jak mówił Komorowski, on pochyli się nad taką ustawą z największą życzliwością. – Bo trzeba szukać rozwiązań optymalnych, które by łączyły racjonalność ekonomiczną, równość wobec prawa i jednocześnie jakieś elementy sprawiedliwości właśnie ze względu na długość pracy, wysokość emerytury – podkreślił.

– Ale obiecywanie, że się wróci do poprzedniego rozwiązania, jest w moim przekonaniu nieodpowiedzialne – zastrzegł. – Prezydentowi nie przystoi po prostu uczestniczyć w takiej licytacji na demagogię, populizm, na obiecywanie bez pokrycia – powiedział Komorowski.

Zobacz także

TOK FM

„Trudno mi sobie wyobrazić, że Komorowski przegra wybory. Ale zwycięstwo w I turze ucieka”

Anna Siek, 10.02.2015
Prezydent Bronisław Komorowski

Prezydent Bronisław Komorowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Głównym problemem Bronisława Komorowskiego będzie to, że przeciwnicy potraktują majowe głosowanie jak wstęp do wyborów parlamentarnych. Nikt nie będzie mówił o koncepcji prezydentury. Kampania będzie poświęcona krytyce rządu – uważa socjolog, dr Robert Sobiech. Wg Elizy Olczyk z „Rz” urzędujący prezydent powinien wziąć przykład z Aleksandra Kwaśniewskiego. – Prowadził bardzo aktywną kampanię, dzięki temu wygrał w I turze – mówiła w TOK FM.
Według socjologa, dr. Roberta Sobiecha, „trudno sobie wyobrazić, że Bronisław Komorowski przegra wybory” prezydenckie. Ale jak mówił w „Poranku Radia TOK FM”, obecnemu prezydentowi nie będzie łatwo wywalczyć reelekcję. – Głównym problemem będzie to, że pozostali kandydaci będą traktowali majowe głosowanie jak wstęp przed wyborami parlamentarnymi. W związku z tym kampania będzie poświęcona krytyce, analizie posunięć rządu. Nikt nie będzie mówił o koncepcji prezydentury, jak Komorowski w swoim pierwszym wystąpieniu.

Gość TOK FM wyjaśnił, że podstawą do typowania wygranej obecnego prezydenta jest wysokie poparcie, utrzymujące się od początku jego kadencji. Grudniowe badanie zaufania do polityków, pokazało, że prezydentowi ufa mu 76 proc. ankietowanych.

Sondaże poparcia dla kandydatów na prezydenta pokazują poparcie utrzymujące się na poziomie ponad 50 proc.

Aktywność najważniejsza

Zdaniem Elizy Olczyk z „Rzeczpospolitej” urzędujący prezydent będzie się musiał „mocno postarać” o reelekcję. Tym bardziej, że początek kampanii wypadł nie najlepiej. Wystąpienie prezydenta podczas posiedzenia Rady Krajowej PO zestawiane jest z konwencją Andrzeja Dudy. Porównanie niekoniecznie wypada na korzyść Bronisława Komorowskiego.

– Aleksander Kwaśniewski, walcząc o reelekcję, rozpoczął kampanię bardzo aktywnie. Całą kampanię tak prowadził. Dzięki temu wygrał w I turze – przypomniała dziennikarka.

W 2000 roku Kwaśniewski zapewnił sobie drugą kadencję w Pałacu Prezydenckim, zdobywając 53,90 proc. głosów. Dla przypomnienia, drugi był Andrzej Olechowski z 17,30 proc. poparciem.

Szybka wygrana ucieka

Renata Kim z „Newsweeka” przyznała, że jeszcze niedawno wygrana Bronisława Komorowskiego w I turze wydawała się przesądzona. Przede wszystkim dlatego, że największe partie opozycyjne zrezygnowały z wystawienia liderów do walki o fotel prezydenta.

Teraz według dziennikarki „ucieka” szansa na rozstrzygnięcie wyborów w I turze. – Wystarczy, że każdy z pozostałych kandydatów zbierze kilka punktów procentowych i w II turze pan prezydent będzie musiał zmierzyć się z Andrzejem Dudą. Polityk PiS z przezroczystego i pozbawionego energii kandydata stał się młodym, wręcz lekko nawiedzonym, który potrafi porwać słuchaczy.Zaskoczył energią, której nikt się po nim nie spodziewał – oceniła w TOK FM.

Awantura o prompter: Komorowski czytał z kartki, a Duda mówił z pamięci.>>>

Zobacz także

TOK FM

Norman Davies tłumaczył w Moskwie Rosjanom, kto wygrał II wojnę światową

MT, PAP, 10.02.2015
Prof. Norman Davies, historyk

Prof. Norman Davies, historyk (Fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta)

ZSRR brał udział w II wojnie światowej od samego początku, tj. od 1939 roku, a nie, jak wciąż twierdzi historiografia rosyjska, od 1941 roku – przypomniał w Moskwie profesor Norman Davies.
Davies mówił o tym podczas wykładu „Kto wygrał II wojnę światową?”, który wygłosił w Ambasadzie RP w Moskwie. Światowej sławy brytyjskiego historyka przyszli posłuchać rosyjscy historycy, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego i dziennikarze. Davies przyjechał do Moskwy, aby zebrać materiały do kolejnej książki nad którą pracuje – na temat armii Andersa.

Historyk ocenił, że odpowiedź na postawione w tytule wykładu pytanie jest prosta: II wojnę światową wygrała Wielka Koalicja; problemem są tylko proporcje określające wkład poszczególnych państw w to zwycięstwo. Davies przypomniał, co na ten temat powiedział kiedyś Stalin: „Brytyjczycy dali czas, Amerykanie – pieniądze, a my – krew”.

Rosyjski mit o wojnie

Profesor podkreślił, że wszystkie narody mają swoje, pełne mitów wersje roli, jaką ich kraje odegrały w II wojnie światowej. Jednym z takich mitów – jak wskazał – jest ten, iż dla Rosji wojna zaczęła się od napaści Niemiec hitlerowskich w czerwcu 1941 roku.

Zdaniem Daviesa trudno jednoznacznie powiedzieć, kto był zwycięzcą w II wojnie światowej. Jako przykład wymienił Polskę, której żołnierze – jak zauważył – walczyli na wszystkich frontach, która procentowo poniosła największe straty w ludziach i która – choć była członkiem wielkiej koalicji – nie uczestniczyła w paradzie zwycięstwa w Londynie w czerwcu 1946 roku. Historyk zaznaczył przy tym, że Polska straciła w wyniku wojny więcej ziem niż Niemcy.

Mówiąc o roli Armii Czerwonej w wyzwoleniu Europy, profesor oświadczył, że „owoce wolności do Europy Wschodniej przynieśli żołnierze, którzy sami nie byli wolni”.

Ukraińcy nie byli największym kolaborantem

Davies nie zgodził się z często powtarzaną opinią, że największymi kolaborantami w czasie II wojny światowej byli Ukraińcy. Przypomniał, że choć Ukraińcy są dużym narodem, Niemcy zdołali utworzyć z nich tylko jedną dywizję Waffen SS, podczas gdy z innych narodów niekiedy po kilka. Podkreślił przy tym, że nie było jedynie polskiej i żydowskiej dywizji Waffen SS.

– Nie można mówić tylko o Waffen SS Galizien. A co z banderowcami i UPA? – próbował mu oponować profesor Michaił Miagkow z Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego. – Spośród obywateli ZSRR walczących po stronie Hitlera Ukraińcy wcale nie stanowili największej grupy. Wystarczy przypomnieć jedno nazwisko: Własow – odpowiedział Davies.

Z kolei Irina Wielikanowa z Muzeum Współczesnej Historii Rosji nie zgodziła się z opinią profesora, że żołnierze Armii Czerwonej nie przynieśli Europie wolności, gdyż sami nie byli wolni. – My broniliśmy swojej ojczyzny. Dla nas to była Wielka Wojna Ojczyźniana – podkreśliła. – Proszę wybaczyć, ale ludzie radzieccy nie byli tak wolni, jak pani raczyła zasugerować – odpowiedział jej prowadzący dyskusję inny rosyjski historyk Andriej Zacharow.

„Bez rozmowy nie posuniemy się naprzód”

Po spotkaniu Davies powiedział polskim dziennikarzom, że jest bardzo zadowolony z jego przebiegu. Temperaturę dyskusji tłumaczył tym, że „zwycięstwo w 1945 roku jest jedynym zwycięstwem w historii, które Rosjanom zostało”. – Wszystkie inne poszły w siną dal – powiedział.

Profesor ocenił, że w pytaniach rosyjskich historyków słychać było echa dawnej polityki. – Historiografia sowiecka tłumaczy początek wojny nie paktem Ribbentrop-Mołotow, lecz Monachium i polityką appeasementu – zauważył. Davies podkreślił także, iż „trzeba oddzielić historię od polityki”. – Historyk musi mieć odwagę. Bez rozmowy nie posuniemy się naprzód – wskazał.

Zobacz także

TOK FM

Strauss-Kahn twierdzi, że brał udział tylko w 12 sex party w ciągu trzech lat. „Miałem inne rzeczy do roboty”

kospa, 10.02.2015
Były szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn

Były szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn (Christophe Ena/AP/PAR109 (AP Photo/Christophe Ena))

Były szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn zaprzecza, jakoby miał „niekontrolowaną” obsesję na punkcie imprez o charakterze seksualnym. I przekonuje, że w ciągu trzech lat uczestniczył jedynie w 12 takich orgiach. We francuskim Lille trwa proces, w którym DSK jest oskarżony o stręczycielstwo.
Dominique Strauss-Kahn był w przeszłości nie tylko szefem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale i jedną z najważniejszych osób we francuskiej Partii Socjalistycznej. Karierę przerwało oskarżenie o gwałt na pokojówce w hotelu Sofitel w Nowym Jorku. Ostatecznie sprawę umorzono, a kobieta dogadała się nawet z prawnikami Straussa-Kahna i wycofała pozew cywilny.

W wydanej w 2011 r. biografii przyznał wprawdzie, że prowadził swobodne życie seksualne, ale bronił się, że „nie jest to rzadkością wśród polityków”. Przekonywał, że z takim życiem już skończył.

Ale to nie koniec kłopotów byłego szefa MFW. Na początku lutego rozpoczął się nowy proces w sądzie w Lille na północy Francji. Tym razem DSK – wraz z 13 innymi osobami – jest oskarżony o stręczycielstwo. To on miał być głównym inicjatorem tzw. libertyńskich wieczorów organizowanych m.in. we Francji i w Waszyngtonie, podczas których dochodziło do orgii z prostytutkami. Może za to trafić do więzienia nawet na 10 lat i zapłacić 1,5 mln euro kary.

Zeznając po raz pierwszy, DSK stwierdził w sądzie, że to media stworzyły wrażenie, jak gdyby imprezy, w których brał udział, były „czymś szalonym i wymykającym się spod kontroli”. Opowiadał, że odbyło się zaledwie 12 takich spotkań w ciągu trzech lat. Zatem jak przekonywał, nie więcej niż cztery w ciągu roku. – Miałem inne rzeczy do roboty – tłumaczył. Oprócz pracy w MFW głowę zaprzątały mu również plany polityczne oraz trudne relacje z żoną.

Dlaczego nie zgodził się na ocenę psychiatryczną? – Nadal jestem przekonany, że nie popełniłem przestępstwa ani wykroczenia w tej sprawie – przekonuje w liście odczytanym w sądzie. I dzieli się obawami, że taka ocena psychiatryczna od razu przeciekłaby do prasy.

Sędzia zapytał go, czy zmienia zdanie na temat swojej winy. – Jak rozumiem, chodzi o fakt, że nie byłem świadom, że te kobiety były prostytutkami. Nie, nie zmieniłem zdania – odparł.

Strauss-Kahn od początku bowiem przekonywał, że myślał, iż zaproszone kobiety przychodziły z własnej woli, po prostu dla zabawy, a nie dla pieniędzy. Ale już wcześniej, podczas przesłuchania, jedna z nich zeznała, że DSK musiał wiedzieć, w jakim charakterze tam przybywała.

Zobacz także

wyborcza.pl

Rolnicy zablokują w środę Śródmieście? Autokary zatrzymają na Książęcej

mpw, iwo, piot, jsm, 10.02.2015
Gmach Ministerstwa Rolnictwa

Gmach Ministerstwa Rolnictwa (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

– Mysz się nie przeciśnie. Powiedziałem, że Warszawa będzie sparaliżowana, i będzie sparaliżowana – mówił rano na konferencji Sławomir Izdebski, szef rolniczego OPZZ, zapowiadając tzw. marsz gwiaździsty na Ministerstwo Rolnictwa przy Wspólnej. Wieczorem, na spotkaniu z przedstawicielami policji, organizatorzy zapewniali, że niezarejestrowany protest będzie pokojowy
Na konferencji Izdebski, szef OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych, zapowiedział, że w środę przed Ministerstwem Rolnictwa rolnicy będą się domagać m.in. odwołania szefa resortu Marka Sawickiego.

Forma protestu, którą zapowiadał jeszcze rano związkowy lider, to wjazd do miasta na traktorach. Ciągniki mają sparaliżować Warszawę, tak „że mysz się nie przeciśnie”

– Już dzisiaj możemy przeprosić mieszkańców. To nie jest nasza wina, organizatorem tej akcji jest minister rolnictwa i polski rząd – mówił dziennikarzom Izdebski. Zapowiadał, że na Warszawę wyruszy sznur traktorów.

Ponieważ ciągniki nie należą do najszybszych środków komunikacji, uczestnicy protestu musieli wyruszyć ze sporym zapasem, by dotrzeć na czas. – Z informacji od policji wiemy, że w tej chwili w drodze jest ok. 300 traktorów, nadciągają od strony Lublina – mówi Jarosław Jóźwiak, wiceprezydent Warszawy.

Nie ma zgody ratusza na manifestację

Ratusz na manifestację nie wydał zgody. Jak mówi Ewa Gawor, szefowa miejskiego biura bezpieczeństwa, OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych znacząco się spóźnił z rejestracją. – O swoim planie opowiadali wcześniej w mediach, uważam, że mieli czas, by dopełnić procedur. Tymczasem ich mail dotarł do ratusza dziś w południe, a manifestację zaplanowali na środę – mówi szefowa biura bezpieczeństwa. – Według prawa wniosek i zgromadzenie muszą dzielić minimum trzy dni robocze. Dostali więc odmowę. Jeśli przyjadą pod ministerstwo, protest będzie nielegalny.

– Organizatorzy tzw. strajku traktorowego zostali też poinformowani, że do manifestowania poglądów służą słowa, a nie ciągniki, którymi chcieli jeździć po mieście – dodaje wiceprezydent Jóźwiak. – Na wjazd takich maszyn do centrum Warszawy trzeba mieć pozwolenie, jak na każdy pojazd ciężarowy.

Policja: Zrobimy wszystko, by zagrożenia były jak najmniejsze

Ponieważ manifestacja ma status nielegalnej, sprawa z poziomu ratusza przeniosła się do policji. – To tam będą zapadały decyzje, nasza rola się zakończyła – informowała wczesnym popołudniem Ewa Gawor.

Rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Mrozek powiedział, że policjanci będą chcieli zapobiegać sytuacjom uciążliwym lub mogącym nieść ryzyko dla mieszkańców Warszawy lub minimalizować je.

Przypomniał, że centrum miasta jest strefą, w której ruch ciągników rolniczych jest zabroniony. -Żyjemy w państwie prawa, to prawo obowiązuje wszystkich, nie ma od tego wyjątków i rolnicy muszą się stosować do przepisów ruchu drogowego. Na pewno będziemy egzekwować obowiązujące w tym zakresie przepisy. Zrobimy wszystko, by utrudnienia i zagrożenia były jak najmniejsze – mówił.

Wieczorne spotkanie policji ze związkowcami

Późnym popołudniem przedstawiciele policji spotkali się ze związkowcami, by omówić charakter niezarejestrowanej manifestacji. Przedstawiciele ratusza, choć wiedzieli o spotkaniu, nie przyszli na nie. Przekazali jedynie organizatorom demonstracji informację, że nie są stroną sprawy, ponieważ zgromadzenie jest nielegalne.

Jak relacjonuje w rozmowie ze „Stołeczną” rzecznik Mrozek, organizatorzy zadeklarowali, że pikieta będzie pokojowa, a ciągniki nie będą wjeżdżały do centrum Warszawy. Mają być pozostawione na drogach dojazdowych do stolicy – przede wszystkim prowadzących w kierunku Siedlc i Lublina. Do Centrum protestujący chcą dojechać autokarami i prywatnymi samochodami. Jak usłyszeliśmy od policji, organizator zapowiedział też na spotkaniu, że w pikiecie pod ministerstwem ma wziąć udział około tysiąca osób, a uliczna presja na dymisję ministra Sawickiego ma potrwać od godz. 13 do godz. 16.

Policja zobowiązała się wydzielić dla autokarów związkowców jeden pas ruchu przy ul. Książęcej. Nie oznacza to, że demonstracja zostaje uznana za legalną, a organizatorzy po jej zakończeniu nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

ZTM: Będziemy reagować doraźnie

Co planowany protest rolników będzie jeszcze oznaczać dla warszawiaków? Bardzo prawdopodobne sa ogromne problemy komunikacyjne. Jak usłyszeliśmy w ZTM – jak dotąd nie przygotowano żadnych awaryjnych planów objazdów dla komunikacji miejskiej, choć wiadomo, że celem protestujących jest kompleks Ministerstwa Rolnictwa pomiędzy Wspólną, Żurawią i Kruczą.

-Nie wiemy jak sytuacja będzie przebiegać. Będziemy reagować doraźnie. W przypadku gdy blokowane będą ulice będziemy kierować autobusy objazdami na najbliższy wolny ciąg komunikacyjny – zapowiada Igor Krajnow z ZTM

Zobacz także

gazeta.pl

Premier Kopacz rozmawiała telefonicznie z kanclerz Merkel ws. Ukrainy

prot, PAP, 10.02.2015
– Premier Ewa Kopacz rozmawiała telefonicznie z niemiecką kanclerz Angelą Merkel. Tematem rozmowy były próby rozwiązania kryzysu na Ukrainie poprzez wcielenie w życie porozumień mińskich.
Kanclerz Niemiec oraz prezydenci Francji, Ukrainy i Rosji, Francois Hollande, Petro Poroszenko i Władimir Putin mają rozmawiać jutro w Mińsku o rozwiązaniu kryzysu na Ukrainie. Merkel podkreśliła jednak, że nie ma gwarancji powodzenia. Rozmowy mają się odbyć dzień przed nieformalnym szczytem UE w Brukseli, którego tematem będzie także eskalacja konfliktu na Ukrainie. UE zagroziła Rosji zaostrzeniem sankcji gospodarczych, jeśli sytuacja się nie poprawi.Według rosyjskich źródeł dyplomatycznych rozmowy będą się koncentrować na kwestii wycofania ciężkiego uzbrojenia, stworzeniu strefy zdemilitaryzowanej i rozpoczęciu dialogu między Kijowem i prorosyjskimi separatystami. Takie informacje podała wczoraj agencja RIA-Nowosti. Według agencji właśnie kwestia strefy zdemilitaryzowanej może być kością niezgody w negocjacjach. Francja, OBWE i Niemcy chcą, by Rosja ją nadzorowała, zaś Moskwa chce, by kontrolę nad strefą przejęła OBWE.

Putin: Porozumienie pod kilkoma warunkami

Putin potwierdził, że porozumiał się z przywódcami Francji, Niemiec i Ukrainy, iż spotkają się jutro w Mińsku, by przedyskutować plan uregulowania konfliktu. Uzależnił to jednak od uzgodnienia kilku aspektów, które – jak to ujął – ostatnio były intensywnie omawiane. Merkel oświadczyła na wspólnej konferencji prasowej z prezydentem USA Barackiem Obamą, że dotychczasowe niepowodzenia na drodze do osiągnięcia z Rosją dyplomatycznego rozwiązania konfliktu na Ukrainie wynikają stąd, że Moskwa nie wdrożyła wrześniowego porozumienia z Mińska.

We wrześniu trójstronna grupa kontaktowa ds. kryzysu na Ukrainie (OBWE, Rosja i Ukraina) oraz przedstawiciele separatystów z Donbasu podpisali w Mińsku dwa dokumenty. Memorandum z 19 września przewiduje m.in. zawieszenie broni, utworzenie zdemilitaryzowanej strefy buforowej na wschodzie Ukrainy, z której ma zostać wycofana broń ciężka, oraz rozmieszczenie w strefie buforowej misji monitoringowej OBWE. W protokole z 6 września sygnatariusze zobowiązali się natomiast m.in. do uwolnienia jeńców oraz umożliwienia dostarczania pomocy humanitarnej.

Poroszenko: Nie zaakceptujemy zmian

Poroszenko oświadczył w minioną sobotę, że nie może zaakceptować żadnych zmian tzw. linii demarkacyjnych uzgodnionych z separatystami we wrześniu. Zaznaczył, że punktem wyjścia dla nowego porozumienia muszą być właśnie ustalenia z Mińska. Nieco później zadeklarował gotowość do ogłoszenia „pełnego i bezwarunkowego rozejmu” na wschodzie kraju, „aby zatrzymać rosnącą liczbę ofiar wśród ludności cywilnej”.

gazeta.pl

W środę „marsz gwiaździsty” rolników na Warszawę. Ratusz: Będzie nielegalny

PAP, kb, 10.02.2015
Sławomir Izdebski, szef rolniczego OPZZ

Sławomir Izdebski, szef rolniczego OPZZ (Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

– Rolnicy, którzy w środę przyjadą do stolicy traktorami, o godz. 14 zamierzają sparaliżować miasto – powiedział na konferencji prasowej Sławomir Izdebski, szef rolniczego OPZZ. Stołeczny Ratusz podaje, że protest będzie nielegalny, bo zawiadomienie od organizatora pikiety dotarło za późno
Kolumna ciągników ma wyruszyć z miejscowości Zdany koło Siedlec ok. godz. 10. Zdaniem Izdebskiego w „marszu gwiaździstym” może wziąć udział ok. 1 tys. ciągników.- Przepraszam wszystkich uczestników ruchu drogowego. To nie jest nasza wina: organizatorem „marszu gwiaździstego” są pani premier Ewa Kopacz i Marek Sawicki – powiedział Izdebski.

Manifestacja rolników w Warszawie będzie nielegalna

Zdaniem stołecznego Ratusza „zawiadomienie rolników o przeprowadzeniu zgromadzenia publicznego w środę w Warszawie jest niezgodne z prawem”. – Organizatorzy nie zachowali ustawowego terminu zgłoszenia – poinformowała Ewa Gawor, dyrektor stołecznego Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego.

Dodała również, że zgłoszenie o zgromadzeniu publicznym organizowanym przez OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych wpłynęło do Urzędu m. st. Warszawy we wtorek ok. godz. 12. Zgodnie ze zgłoszeniem zgromadzenie ma się odbyć w środę w godz. 13-16. Jak zaznaczyła Gawor, zgromadzenie musi być zgłoszone najpóźniej trzy dni wcześniej.

– Czy organizator przeprowadzi jutrzejszą demonstrację, czy nie, to już jest jakby jego decyzja, ale nie będzie w prawie – podkreśliła. Dodała również, że w zgłoszeniu nie ma żadnych informacji nt. liczby ciągników, które mogą przyjechać do stolicy.

Ruch ciągników rolniczych jest zabroniony

Rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Mrozek powiedział PAP, że policjanci będą chcieli zapobiegać lub minimalizować sytuacje uciążliwe lub mogące nieść ryzyko dla mieszkańców Warszawy.

– Należy podkreślić, że po pierwsze to zgromadzenie nie jest zarejestrowane. Ze swojej strony będziemy mieć na uwadze przede wszystkim bezpieczeństwo mieszkańców Warszawy. Wskazujemy na to, że duża ilość maszyn rolniczych, które mogą blokować drogi, stwarza realne zagrożenie dla innych uczestników ruchu- powiedział Mrozek.

Przypomniał, że centrum miasta jest strefą, w której ruch ciągników rolniczych jest zabroniony. – Żyjemy w państwie prawa, to prawo obowiązuje wszystkich, nie ma od tego wyjątków i rolnicy muszą się stosować do przepisów ruchu drogowego – mówił.

Od kilku dni w wielu regionach kraju trwają protesty rolników, pojawiły się blokady. Pierwsza powstała z inicjatywy OPZZ RiOR u ubiegły poniedziałek.

wyborcza.pl

W środę eskalacja górniczych strajków. Związkowcy zapowiadają, że zaboli to mieszkańców Śląska

bed, PAP, 10.02.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,35063,17368863,series.html?embed=0&autoplay=1
W środę na Śląsku rozpoczną się akcje solidarnościowe z górnikami z Jastrzębskiej Spółki Węglowej – zapowiedzieli przedstawiciele Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego. Związkowcy nie chcą zdradzić, na czym mają polegać ich akcje. Przyznali, że mogą być one dotkliwe dla mieszkańców.
– Będą to akcje – i za to z góry przepraszamy – które mogą, niestety, trochę boleć społeczeństwo Śląska i wokół Śląska, ale nie mamy innego wyjścia. Nie możemy górników z Jastrzębia zostawić samych – mówi Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”. Obyśmy nie musieli na Śląsku robić czegoś więcej – dodał.Podczas konferencji Kolorz ponowił apel do premier Ewy Kopacz o odwołanie prezesa JSW Jarosława Zagórowskiego, któremu związkowcy zarzucają nieudolność i niegospodarność. – Czy warto w imieniu jednego człowieka, który fatalnie zarządza 26 tys. ludzi, doprowadzić do sytuacji, że Śląsk z powrotem zapłonie – pytał Kolorz, dodając, że „kosztem jednego człowieka” nie powinno dochodzić do tak dramatycznych sytuacji jak poniedziałkowe starcia przed siedzibą JSW.

„Żarty się naprawdę na Śląsku skończyły”

W apelu do Kopacz przypomniał styczniowe porozumienie w sprawie innej górniczej spółki – Kompanii Węglowej. – Dogadaliśmy się tak, jak powinno się rozmawiać, jak Polak z Polakiem – powiedział Kolorz i ocenił, że obrona Zagórowskiego jest co najmniej niezrozumiała.

Zaapelował także do premier, by w sprawie JSW nie była jak Margaret Thatcher, lecz wróciła do wizerunku „dobrej pani doktor”. – Jeżeli to oblicze nie zostanie szybko przyjęte, to niestety, ale ten dobry – tak kreowany przez państwa – konstruktywny Dominik Kolorz przerodzi się w równie demagogicznego i podpalającego Polskę Dominika Kolorza – tak samo jak ocenialiście państwo Piotra Dudę. Żarty się naprawdę na Śląsku skończyły – oświadczył.

Wezwał do podjęcia natychmiastowych decyzji w sprawie rozwiązania trudnej sytuacji w JSW i odwołania Zagórowskiego.

Strajk w JSW trwa od 28 stycznia.

Zobacz także

katowice.gazeta.pl

Ojciec Rydzyk: Znacznie spadła liczba ofiar na nasze media

Michał Wilgocki, 10.02.2015
Ojciec Tadeusz Rydzyk po posiedzeniu sejmowej komisji kultury

Ojciec Tadeusz Rydzyk po posiedzeniu sejmowej komisji kultury (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Ojciec Dyrektor alarmuje na stronie internetowej swojej rozgłośni: spada liczba ofiar na Radio Maryja i Telewizję Trwam. – Prosimy każdego o systematyczną pomoc. Choćby nawet odmawiając sobie miesięcznie paczki papierosów czy czegoś innego – mówi redemptorysta.
– Zwracam się do wszystkich z bardzo delikatną prośbą. W ostatnich miesiącach znacznie spadła ilość ofiar na nasze media, które tylko wy utrzymujecie, nasi słuchacze, telewidzowie. Jesteście świadomi, jak ważne dla ewangelizacji i wolnego słowa są katolickie i polskie media – mówi o. Rydzyk.Jak przyznaje, znaczną część tych kosztów generuje Telewizja Trwam, która od roku nadaje w cyfrowym multipleksie.

– Koszt utrzymania miesięcznego tylko pobytu w eterze Radia Maryja i Telewizji Trwam to ponad 2,5 mln zł. To jest bardzo dużo. Jednak czy to jest dużo dla milionów? – pyta redemptorysta.

Powołuje się na badanie, które dla telewizji przygotował Europejski Instytut Studiów i Analiz. Jego prezesem jest prof. Mirosław Piotrowski, zaprzyjaźniony z Radiem Maryja europoseł, który miejsce w Parlamencie Europejskim wywalczył z listy PiS.

Według tego badania TV Trwam ogląda prawie 11 mln widzów („z różną częstotliwością”), a codziennie – ponad 6,5 mln. To jedyne źródło dotyczące oglądalności tej stacji, gdyż jakiś czas temu zrezygnowała z udziału w uznanych badaniach Nielsena.

– Prosimy każdego o systematyczną pomoc. Choćby nawet odmawiając sobie miesięcznie paczki papierosów czy czegoś innego. Wtedy damy radę, jeśli chociaż tylko taką ofiarę złożycie na te dzieła. Sprawa jest bardzo poważna. Liczymy na zrozumienie. Prosimy też o modlitwę i tę przyrzekamy. Od każdego zależy, czy te dzieła będą istnieć – mówi redemptorysta.

Prosi słuchaczy, żeby zadali sobie pytanie, „czy czują odpowiedzialność za te dzieła” i czy „nie spychają odpowiedzialności na kogoś innego”.

– To jest wielka wartość dla Polski, dla Kościoła w Polsce, dla Polaków w Polsce i poza Polską. A więc, Rodacy, Polacy – prosimy. Resztę dopowiedzcie sobie sami – kończy swój apel.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

News 300: Powrót Bartłomieja Sienkiewicza

10.02.2015

bda3a9_acf9225969b3414b912d4b74302d76d6.png_srz_p_926_618_75_22_0.50_1.20_0

Bartłomiej Sienkiewicz przyjął propozycję premier Ewy Kopacz i obejmie funkcję szefa Instytutu Obywatelskiego – think tanku Platformy Obywatelskiej – dowiedziała się 300POLITYKA. Do pracy w charakterze szefa Instytutu przyjdzie prawdopodobnie od jutra.

Tym samym Ewa Kopacz do zespołu, który ma przygotować program PO na zbliżające się wybory parlamentarne dołączyła kolejną, kluczową osobę administracji Tuska. Wcześniej funkcję szefa zespołu doradców powierzyła Jackowi Rostowskiemu.

Nawet zdaniem krytyków, Bartłomiej Sienkiewicz pozostaje jednym z najciekawszych ideologów rządów PO i epoki Tuska.

W niedawnym tekście dla Przeglądu Politycznego, który przedrukowywaliśmy na 300 pisał m.in.: “Takiej polityki w Polsce do tej pory nie było. Pragmatyzm stał się nie narzędziem, ale celem. Bo istotą było przekonanie, że zapewnienie spokoju i trwałości wystarczy żeby potencjał jaki tkwi w Polakach zmienił kraj. Bez starczego opóźniania nowoczesności i bez dziecięcej niecierpliwości, że tak mało. Witajcie w dojrzałej Polsce”.

W rozmowie z 300POLITYKĄ mówił natomiast: “Uważam, że to zasadniczy sukces tej formacji politycznej. Polskie piekło polityczne jest wybrukowane wielkimi ideałami, tylko ich finał zawsze był co najmniej wątpliwy. Wreszcie mamy sytuację, w której nie potrzebujemy wielkiej idei, ani wielkiego sporu tożsamościowego, tylko potrzebujemy elementarnej pracy, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, który sprowadza się do tego, co panowie mówią – do drobnych remontów. Suma tych drobnych remontów tworzy proces, który będzie w Polsce wspominany jako absolutnie złoty czas”.

Jako szef MSW, Sienkiewicz stał się jedną z ofiar tzw. afery podsłuchowej, której finałem były publikacje WPROST. We wczorajszej Gazecie Wyborczej, Wojciech Czuchnowski pisał o postępach śledztwa: “Nie było spisku generałów tajnych służb, nie ma wątku rosyjskiego, zostaje były minister Sienkiewicz jako główny cel autorów afery podsłuchowej. Powód do odwetu mieliby oficerowie tajnych służb na etatach w spółkach państwowych, których interesom Sienkiewicz zagroził”.

Instytut Obywatelski, na czele którego, według informacji 300POLITYKI ma stanąć Sienkiewicz, to think tank polityczny. W swoim założeniu ma stanowić eksperckie zaplecze Platformy Obywatelskiej. Instytut jest ośrodkiem badawczo-analitycznym. Prowadzi działalność ekspercką, wydawniczą i edukacyjną. Działa od marca 2010 roku.

300polityka.pl

Nałęcz o Dudzie: Widzę za nim cień Barbary Blidy. Skoro chce być przyjacielem każdego, to dlaczego nie był jej?

WB, 10.02.2015
Andrzej Duda | Tomasz Nałęcz

Andrzej Duda | Tomasz Nałęcz (AG)

– Byłoby znacznie lepiej, żeby pan Duda, zanim zacznie się przedstawiać jako lekarstwo na wszystkie polskie bolączki, powiedział o swoich dotychczasowych osiągnięciach w tej dziedzinie. Znałem się i przyjaźniłem z Barbarą Blidą. Jak widzę pana Dudę, to widzę za nim cień Barbary Blidy, bo to jest wiceminister sprawiedliwości u pana Ziobry. Murem stał za swoim szefem – mówił prof. Tomasz Nałęcz w TVP Info.
– Niech stanie i powie, skoro chce rozwiązywać ludzkie, normalne sprawy, jeżeli chce być przyjacielem każdego człowieka, to dlaczego nie był przyjacielem Barbary Blidy? – pytał prof. Tomasz Nałęcz w TVP Info.Doradca prezydenta jest zdania, że nie należy porównywać konwencji PO i PiS. – Czy państwo pamiętają posiedzenie rady politycznej PiS-u, które udzieliło wsparcia panu Dudzie? – pytał prowadzących. Gdy ci nie byli pewni, odparł: Prawdę mówiąc, nie pamiętacie, więc nie będę was brutalnie przepytywał. To jest bardzo nieuczciwe, kiedy zestawia się posiedzenie rady krajowej PO z wielkim widowiskiem, które zorganizował PiS następnego dnia, bo będą też widowiskowe konwencje Bronisława Komorowskiego, jak kampania ruszy.

„Musimy się bronić przed nieuczciwym atakiem”

Pytany o konkretną datę startu kampanii odparł: – Na razie musimy się bronić przed nieuczciwym atakiem pana Dudy, bo pan Duda rozpoczął konfrontację z prezydentem Komorowskim atakami poniżej pasa i zafałszowaniem wizerunku aktywności prezydenckiej przez ostatnie pięć lat i zafałszowaniu w ogóle możliwości prezydenckich.

Przypomniał jednocześnie, że Duda jest doktorem prawa i „powinien wiedzieć, że takich kompetencji prezydent nie ma”. Zaznaczył też, że prezydent „na głowie stanie, żeby brutalności w kampanii prezydenckiej było jak najmniej”.

Nałęcz przypomniał również, że w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego, Duda odpowiadał za piony „zajmujące się sprawami prostych ludzi. – Te piony nie funkcjonowały, potrzeba było parę miesięcy, żeby te zaległości nadrobić.

gazeta.pl

Zakonnice blokują budowę wiaduktu. A kierowcy stoją w korku

Jarosław Osowski, 10.02.2015
Instytut Prymasa Tysiąclecia

Instytut Prymasa Tysiąclecia (Fot. Jacek Marczewski)

Przeszło sześciokrotnie więcej od wyceny żąda Instytut Prymasa Wyszyńskiego za kawałek gruntu pod wiadukt na ul. Marsa.
Kierowcy stoją w korku, a negocjacje z kościelnym zgromadzeniem ciągną się w nieskończoność. – Trzeba wreszcie wyjść z tej kwadratury koła – mówi „Stołecznej” wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz po wczorajszej naradzie w ratuszu. Wcześniej uczestniczył w rozmowach z Instytutem. Przełomu brak.Wiadukt w niewoli miłościO sprawie pisaliśmy przed rokiem. Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych nie może zbudować dwóch estakad, by usprawnić ruch między Gocławkiem a Rembertowem i dalej do Zielonki, Wołomina czy Zalewu Zegrzyńskiego. Kierowcy skręcający z ul. Żołnierskiej w Marsa stoją w ogromnym korku. Obok widzą mur obwieszony reklamami. Za nim znajduje się jednopiętrowy dom i spory ogród z rozłożystym dębem, który pamięta czasy, gdy miejsce odwiedzał kardynał Stefan Wyszyński. To jedna z placówek instytutu jego imienia. „Członkinie oddają się Maryi w niewolę miłości za Kościół” – czytamy na stronie zgromadzenia świeckich kobiet, które kultywują pamięć o Prymasie Tysiąclecia i propagują jego nauczanie.Dom stoi na niewielkiej skarpie, w środku dużo zdjęć i podobizn kardynała Wyszyńskiego. Ciszę mąci zza okna szum aut w korku na Żołnierskiej. Zastałem otwartą na oścież bramę i niedomknięte drzwi na werandę. Z kuchni wyszła kobieta w średnim wieku. – „Wyborcza” wrednie nas opisuje – rzekła. Stwierdziła, że nikogo nie interesuje, jaki los po zbudowaniu wiaduktów czeka mieszkanki posesji. Ile ich jest? Tego nie chciała powiedzieć. Tak jak przed rokiem zostałem odesłany do Częstochowy, gdzie znajduje się główna siedziba Instytutu.Proszę się nie spodziewać, że udzielę panu informacji – usłyszałem tam na powitanie od odpowiedzialnej generalnej Stanisławy Grochowskiej. – Przekazano mi, że wszedł pan do domu nieproszony. Czy pan jest powołany, żeby pisać artykuł na nasz temat? To nie jest państwa sprawa. Jeszcze nie ma decyzji.

Oczekują 4 mln zł

Po ośmiu latach podchodów do spornej działki jest za to kwota za 580 m kw. gruntu. Tylko tyle drogowcy potrzebują, żeby wbić jeden filar wiaduktu. Ten kawałek z sosnowym zagajnikiem rzeczoznawcy wycenili na 600 tys. zł. Jednak, jak się dowiedzieliśmy w ratuszu, Instytut Prymasa Wyszyńskiego oczekuje blisko 4 mln zł. Prawnik zgromadzenia przypomniał wycenę całej posesji z zabudowaniami (w 2008 r. to było 11 mln 683 tys. zł) i przedstawił dodatkowe warunki. Miasto miałoby np. płacić za naprawy domu podczas całej eksploatacji wiaduktu.

Dlaczego drogowcy nie zajmą terenu tak, jak to zrobili przed budową tunelu w nieodległym Międzylesiu? Tam kilka rodzin zostało pozbawionych prawa własności i musiały się wynosić do mieszkań zastępczych jeszcze przed wypłatą odszkodowania. Instytut ma jednak przewagę: jego teren figuruje w rejestrze zabytków, bo przyjeżdżał tu Prymas Tysiąclecia. Zgromadzenie przekonuje ratusz, że utrzymanie obecnego stanu ma „wymiar patriotyczny”.

„To przekracza zdrowy rozsądek”

Według rzeczniczki ZMID Małgorzaty Gajewskiej kontakty ze zgromadzeniem są trudne. Urzędnicy długo odbijali się od jego drzwi. – Teraz od grudnia nie mamy żadnej odpowiedzi, nie odbierają telefonu – mówi pani rzecznik. Podkreśla, że ZMID zobowiązał się wymienić okna w domu na tłumiące hałas. Ma też sprawdzać, czy budynek nie osiada podczas budowy wiaduktu i w okresie gwarancji. Poza tym naprawi ewentualne uszkodzenia, wykona przezroczyste ekrany akustyczne i bezpośredni wjazd na posesję od strony ul. Marsa.

– Uspokajaliśmy panie, że drgania nie powinny być większe niż teraz, bo pale pod wiadukt zostaną głęboko zakotwione w gruncie – mówi prezydent Wojciechowicz. Według niego przełożona generalna miała świadomość, że kwota odszkodowania nie będzie ogromna: 800-1000 zł za m kw. – Dlatego jestem zaskoczony propozycją 4 mln zł. To przekracza zdrowy rozsądek. Nie możemy płacić za straty sentymentalne, tylko za realne. Znaleźliśmy się w klinczu. Przystępujemy do rozmów ostatniej szansy.

W grę wchodzi jeszcze rozpoczęcie budowy tylko jednego wiaduktu dla wyjeżdżających z miasta i poszerzenie ul. Żołnierskiej w stronę granicy Warszawy. Dalej jest już nowa, wygodna droga oddana w zeszłym roku. W drugą stronę korek byłby jednak nadal.

Na wczorajszej naradzie u wiceprezydenta urzędnicy zastanawiali się, czy można by odsunąć projektowane wiadukty od Instytutu na drugą stronę ul. Żołnierskiej. Tam jednak znajdują się linia wysokiego napięcia i leśny rezerwat przyrody. Małgorzata Gajewska: – Ustalanie jego granic na potrzeby naszej inwestycji trwało dziesięć lat, ile zajęłaby teraz zmiana?

Zobacz także

warszawa.gazeta.pl

Prawicowy portal „ujawnia”, że ojciec Jarosława Kulczyckiego działał w ORMO

WB, 10.02.2015
Jarosław Kulczycki prowadzi

Jarosław Kulczycki prowadzi „Wiadomości” (Fot. za TVP)

„W PRL-u Bogumił Kulczycki działał w Ochotniczych Rezerwach Milicji Obywatelskiej. Jego synem jest Jarosław Kulczycki z TVP Info, który w ostatnich dniach zasłynął z bezpardonowego ataku na Łukasza Warzechę” – czytamy na portalu Niezależna.pl. Zainteresowanie prawicowych mediów Kulczyckim rozpoczęło się po kłótni dziennikarza z Łukaszem Warzechą.
„Bogumił Kulczycki poza działalnością w ORMO pracował też w przedsiębiorstwach handlu zagranicznego oraz wyjeżdżał w latach 80. na intratne kontrakty do Libii czy Pakistanu” – czytamy na Niezależnej. Portal przytacza też rozmowę Jarosława Kulczyckiego z „Super Expressem”, w której dziennikarz opowiada o swoim domu rodzinnym. „Pochodzę z tzw. dobrego, inteligenckiego domu, w którym byli kochający się rodzice – mama Barbara i tata Bogumił (…) Chodziłem do szkoły nr 70 przy ulicy Bruna, chociaż wszyscy z mojego osiedla poszli do <<205>>” – czytamy. Kulczycki miał również należeć do „reżimowego harcerstwa, ZHP”.Jak podaje Niezależna, o działalności ojca Kulczyckiego poinformował Maciej Marosz, jeden ze współautorów książki „Resortowe dzieci. Media”.

Starcie Kulczycki-Warzecha

Do spotkania dziennikarza TVP Info i publicysty „wSieci” doszło w dniu inauguracji kampanii kandydata na prezydenta z ramienia PiS Andrzeja Dudy. Warzecha powiedział w studio TVP, że porównywanie konwencji Dudy i prezydenta Komorowskiego „to tak, jakby zestawić najnowsze porsche 911 ze starym polonezem”. Prowadzący program „Z dnia na dzień” Jarosław Kulczycki zapytał dziennikarza, czy bierze pieniądze za udział w kampanii Andrzeja Dudy.

– Ale dlaczego nie mogę używać takiego porównania jako publicysta? – bronił się Warzecha. – Dlaczego mnie pan obraża? – pytał. – Jest pan dziennikarzem, powinien pan mieć do tego dystans – odparł Kulczycki. – Jeżeli pan będzie mi sugerował dalej, że biorę pieniądze za propagowanie Andrzeja Dudy, to wyjdę ze studia – zagroził publicysta „W Sieci”. – Bo tak to zabrzmiało. Poprosimy o analizę – odparł Kulczycki. – Moja analiza jest taka, jak powiedziałem – odbił piłeczkę Warzecha. – Dziękuję bardzo – skwitował prowadzący i zwrócił się z pytaniem do drugiego gościa, politologa Norberta Maliszewskiego.

http://www.liveleak.com/ll_embed?f=f20951c4d34a

Gdy po długim wywodzie Maliszewskiego prowadzący wrócił do Warzechy, sprzeczka wybuchła na nowo. – Boję się cokolwiek powiedzieć, bo za chwilę pan znowu zasugeruje, że jestem opłacany przez sztab Andrzeja Dudy. Prawdę mówiąc, nie wiem, jak mam dalej w tym programie zabierać głos – mówił wyraźnie skonfundowany Warzecha. – Mam z tym pewien problem.

– Profesjonalnie, proszę – odpowiedział Kulczycki. To zdenerwowało publicystę „W Sieci”. Spytał, czy to Kulczycki będzie wyznaczał mu standardy profesjonalizmu. – Kim pan jest, żeby tego typu rzeczy dyktować gościowi w swoim programie? – zapytał. – To są ogólnie przyjęte przez wszystkich standardy – tłumaczył się Kulczycki. – A pan reprezentuje kogo? – drążył Warzecha. – Siebie – odparł Kulczycki. – No właśnie, więc to są standardy pańskie. A moje są może inne i uważam, że mam prawo używać takich porównań, jakich używam. I mam prawo nie być obrażanym przez pana w tym programie – podkreślił.

„Są jakieś granice chamstwa”

Gdy dziennikarz po raz kolejny zapytał o analizę konwencji, Warzecha odparł, że już swoje w tym temacie powiedział. „Aha, traktor i porsche” – skwitował Kulczycki i zmienił temat. Po przerwie okazało się, że Warzecha opuścił studio. A na Twitterze napisał, że „rozważy dalsze kroki” wobec gospodarza programu:

Oświadczenie rzecznika PiS

W sprawie sugestii dziennikarza TVP Info wypowiedział się rzecznik PiS Marcin Mastalerek. W oświadczeniu napisał: „Łukasz Warzecha ani żaden inny dziennikarz nie „bierze pieniędzy” od sztabu wyborczego Andrzeja Dudy ani Prawa i Sprawiedliwości. Takie insynuacje są poniżej standardów dziennikarskich, dlatego powinny spotkać się ze stanowczą reakcją prezesa TVP pana Juliusza Brauna, oraz osób nadzorujących pracę redakcji TVP Info i redaktora Kulczyckiego. W związku z tą kłamliwą sugestią zwrócimy się do prezesa TVP, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Komisji Etyki TVP o zajęcie stanowiska w tej sprawie, i wyciągniecie konsekwencji wobec redaktora Kulczyckiego”.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s