M. Boska (02.03.15)

 

U Lisa spór o pomnik smoleński. Na koniec Nałęcz wykrzykuje: Panie prezesie, niech pan przyjmie Kurskiego do PiS!

dżek, 02.03.2015
Rozbawiony Jacek Kurski

Rozbawiony Jacek Kurski (Fot. za vod.tvp.pl/)

Sprawa pomnika smoleńskiego, który ma stanąć w Warszawie, poróżniła gości Tomasza Lisa – Jacka Kurskiego i prof. Tomasza Nałęcza. Skończyło się odpowiedzią „w stylu Jagiełły” i nietypowym apelem Tomasza Nałęcza.
Róg ulic Trębackiej i Focha między pl. Piłsudskiego a Krakowskim Przedmieściem w Warszawie jako miejsce pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej – taką lokalizację zaproponuje radzie Warszawy prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Ustalenie w tej sprawie zapadało na spotkaniu u prezydenta Bronisława Komorowskiego. Rada Warszawy podejmie uchwałę w sprawie lokalizacji pomnika w najbliższym czasie.

Lokalizacja nie podoba się części rodzin smoleńskich oraz polityków prawicy. Ich zdaniem pomnik ku pamięci ofiar katastrofy pod Smoleńskiem powinien stanąć na Krakowskim Przedmieściu (Marta Kaczyńska, córka pary prezydenckiej popiera tzw. pomnik świateł na chodniku przed Pałacem Prezydenckim).

Również zdaniem Jacka Kurskiego miejsce pomnika jest na Trakcie Królewskim, bo „w tym miejscu gromadził się naród” 10 kwietnia 2010 roku. – Mam poczucie, że macie w Pałacu Prezydenckim intuicję, że wyjdzie jakaś straszna prawda o Smoleńsku, po tym co Putin nawyprawiał z zestrzeleniem malezyjskiego samolotu, co się stało w Mariupolu – mówił Jacek Kurski w programie Tomasza Lisa.

– Panie pośle, panie, na litość – próbował mu przerwać prof. Tomasz Nałęcz.

– Ale co? Komorowski zestrzelił? – wbił się z pytaniem Tomasz Lis.

– Wy się boicie tej strasznej prawdy i dlatego chcecie na gwałt zaklajstrować to i szybko postawić pomnik i mieć go z głowy – rzucił Kurski.

Prof. Tomasz Nałęcz próbował stonować emocje: Ja widzę, że pan strasznie liczy na to, że program ogląda dziś prezes Kaczyński – mówił doradca prezydenta. – I że pan strasznie chce wrócić do PiS.

– Odpowiem panu jak Jagiełło krzyżakom – poparć dla mojego powrotu do PiS u mnie dostatek – żartował. – Ale tego najważniejszego nie ma! – rzucił prowadzący „Tomasz Lis na żywo”.

– Panie prezesie, proszę przyjąć Jacka Kurskiego do PiS! – wykrzykiwał na koniec programu Nałęcz.

Zobacz także

TOK FM

Tomasz Lis: Jeśli „Wprost” napisze, że Żakowski lub ja jesteśmy pedofilami, jesteśmy załatwieni [U LISA]

osi, 02.03.2015
Tomasz Lis

Tomasz Lis (fot. TVP)

– Jeśli w następnym numerze napiszecie, że Żakowski lub ja jesteśmy pedofilami, jesteśmy załatwieni – powiedział Tomasz Lis w swoim programie w TVP 2 do Marcina Dzierżanowskiego z „Wprost”. – Nie napiszemy, bo nie jesteście – odparł na to dziennikarz.
Ta wymiana zdań wyniknęła w kontekście ostatnich publikacji tygodnika „Wprost” dotyczących problemu mobbingu i molestowania seksualnego, a także oskarżeń gazety pod adresem szefa „Faktów” TVN Kamila Durczoka.

– Kiedy w Kościele irlandzkim czy amerykańskim były afery pedofilskie, to przetoczyła się tam lawina. A w Polsce nie ma takiej dynamiki. Od czasu do czasu pojawia się afera pedofilska czy seksafera, a potem wszystko wraca do tzw. normy – powiedziała prof. Magdalena Środa. Prócz niej gośćmi programu „Tomasz Lis na żywo” byli szefowa radia RDC Ewa Wanat, zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Wprost” Marcin Dzierżanowski oraz Jacek Żakowski, publicysta „Polityki”.

„W Polsce kobiety naturalizują przemoc”

Wg Środy wspomnianą „normą” jest „przyzwolenie na istnienie problemu czy też przemilczanie go”. – W Polsce kobiety naturalizują przemoc, uważają, że to może być normalne – mówiła Środa.

– Kobiety boją się o mówić o molestowaniu, nie zgłaszają takich spraw. W Polsce w wielu miejscach panują feudalne warunki pracy. Jest taka mentalność, że szef ma zawsze rację. Ja zarządzam trochę inaczej – oświadczyła Wanat.

„Fatalne orzecznictwo sądów”

– Po naszych publikacjach dostajemy kilkanaście sygnałów dziennie ze spółek skarbu państwa czy podobnych miejsc o molestowaniu. To ogromny problem, ale orzeczenia sądów są w tej materii fatalne. Sprawca molestowania, który wygrywa sprawę w sądzie, natychmiast pozywa ofiarę o zniesławienie i to ofiara jest traktowana jak sprawca – powiedział Dzierżanowski.

– W naszym kraju pokutuje przekonanie, ze każda słabość jest przyczyną do odczuwania wstydu. Choroba, niepowodzenie w pracy, to, że się jest ofiarą. To jest bardzo głęboko zakodowane. Ta niewiara, że jeśli poproszę o pomoc, to ją otrzymam – dodał Żakowski.

„Nie byłoby publikacji, gdyby nie była ugruntowana”

– To, że w aferach seksualnych występują głośne nazwiska, pomaga nagłośnić problem. Bo kogo interesuje, ze pan Y molestował panią X. Interesujące jest to, ze to może dotyczyć ludzi, których wszyscy znamy – uważa szefowa RDC.

– Dobrze, ale czy państwo we „Wprost” nie mają obawy, że znana osoba została użyta jako nawóz do podsypania słusznej sprawy? – zwrócił się do Dzierżanowskiego prowadzący program Tomasz Lis, odnosząc się bezpośrednio do publikacji o Durczoku. – Nie mamy takiej obawy. Nie byłoby publikacji, gdyby nie była solidnie ugruntowana – odparł wicenaczelny „Wprost”.

„Plotki nie biorą się znikąd”

– Jest w Polsce takie milczenie owiec. Ludzie się nie bronią. I dopóki nie zaczną się bronić, to nic nie będzie można z tym zrobić. Owce przestaną milczeć, kiedy sprawca zostanie ukarany. Jeśli gazeta pisze o sprawie molestowania, karę musi ponieść albo sprawca molestowania, jeśli jest winny, albo autor artykułu, jeśli informacje się nie potwierdzą – uważa Żakowski.

– Po publikacjach „Wprost” zrobiłam mały test wśród znajomych dziennikarzy. Plotki nie biorą się znikąd, środowisko wiedziało o całej sprawie – odparła Środa. Dodała, że Durczok był znany w środowisku ze swojego nastawienia do kobiet. Zwróciła uwagę, że do swoich programów bardzo rzadko je zapraszał.

„Mam nadzieję, że sprawa trafi do prokuratury”

Lis zapytał Dzierżanowskiego o kulisy współpracy z Magdaleną, b. pracownicą TVN, która w jednym z artykułów gazety opowiedziała o dwuznacznych SMS-ach, które miał jej wysyłać Kamil Durczok. Wicenaczelny „Wprost” opowiedział o tym, jak zmieniała się postawa kobiety w miarę rozwoju sprawy – jak stawała się odważniejsza. – Mam nadzieję, że zgłosi sprawę do prokuratury – powiedział Dzierżanowski.

W tym miejscu rozmówcy Lisa zaczęli się zastanawiać, czy dopóki nie ma dowodów przeciwko Durczokowi, powinny się ukazywać publikacje, w których jest oskarżany z nazwiska. – Jeśli w następnym numerze napiszecie, że Żakowski lub ja jesteśmy pedofilami, jesteśmy załatwieni – zwrócił uwagę Lis. – Nie napiszemy, bo nie jesteście – odparł na to Dzierżanowski.

„Durczok sam jest swoją ofiarą”

– Ofiarą całej sytuacji jest sam Durczok, jego rodzina, stacja, „Fakty”… Tylko czyje to są ofiary? To nie są ofiary „Wprost” tylko Kamila Durczoka. To on naraził swoją reputację na szwank swoimi działaniami. Oczywiście, jest na pewno parę osób, które to widziały i na to pozwalały – uważa wicenaczleny „Wprost”.

Dyskusję podsumowała Wanat, która powiedziała, że „nawet jeśli po drodze „Wprost” opublikował bezsensowny artykuł z gumowymi lalkami [w artykule opisano rzekomą ucieczkę Durczoka z mieszkania jego znajomej – red.], to i tak opisanie sprawy było ważne”.

Zobacz także

TOK FM

Rosjanie zapraszają marszałka Borusewicza na manifestację

jsm, 02.03.2015
Bogdan Borusewicz

Bogdan Borusewicz (RAFAŁ MALKO)

Mieszkający w Warszawie Rosjanie spotykają się we wtorek o godz. 19 pod ambasadą Rosji, by wspominać Borysa Niemcowa, zamordowanego w Moskwie byłego wicepremiera kraju. Na akcję zapraszają marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, któremu rosyjskie władze odmówiły wizy
„Spotkajmy się przed ambasadą Rosji w dniu pogrzebu Borysa Niemcowa aby wspólnie oddać hołd temu odważnemu człowiekowi, Europejczykowi i patriocie rosyjskiemu, który zginął za prawdę i pokój. Przynieśmy kwiaty i znicze i pomilczmy, by uczcić jego pamięć” – zaapelowała na Facebooku grupa mieszkających w Polsce Rosjan prowadząca stronę „Za wolną Rosję”.Na spotkanie, mające upamiętnić rosyjskiego opozycjonistę, Rosjanie zaprosili marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. W poniedziałek władze Federacji Rosyjskiej nie zezwoliły mu na przyjazd na pogrzeb Niemcowa w Moskwie. Jak oświadczyła rzeczniczka ambasady rosyjskiej w Polsce – zakaz wjazdu dla marszałka senatu to odpowiedź na unijne sankcje wobec Rosji.

Manifestacja pod ambasadą rosyjska odbędzie się we wtorek 3 marca 2015 r. o godz. 19. Uczestniczyć w niej mają przedstawiciele rosyjskiego, ukraińskiego i polskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Przypomnijmy, że ta sama grupa Rosjan organizowała w ostatnią niedziele demonstrację na placu Zamkowym. Choć głównym jej tematem miało być okazanie solidarności więzionej w Moskwie ukraińskiej pilotce Nadii Sawczenko, jednak spontanicznie stała się też wyrazem protestu po zabójstwie Borysa Niemcowa. Miało ono miejsce w piątek późnym wieczorem w Moskwie. Wśród przemawiających na placu Zamkowym był wówczas m.in. redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik.

 

Wyborcza.pl

„Najbardziej polska senator” w Kongresie USA przechodzi na emeryturę

Mariusz Zawadzki, 02.03.2015
Senator Barbara Mikulski

Senator Barbara Mikulski (Steve Ruark / AP (AP Photo/Steve Ruark))

Senator Barbara Mikulski, z racji rodzinnych korzeni przyjaciółka i rzeczniczka Polski w Kongresie USA, zapowiedziała w poniedziałek przejście na emeryturę.
Największa stażem i najbardziej polska pani senator – jej rodzice byli Polakami, którzy przyjechali do Ameryki za chlebem – ogłosiła wczoraj, że w najbliższych wyborach w 2016 roku już nie wystartuje. Mikulski ma 78 lat i w Kongresie USA spędziła pół życia – w latach 1977-87 zasiadała w Izbie Reprezentantów, a od 1987 roku w Senacie. Reprezentuje stan Maryland i należy do Partii Demokratycznej. W ostatnich latach walczyła – bezskutecznie – o zniesienie wiz dla Polaków. Pod koniec lat 90. wspierała polską kandydaturę w NATO. W kraju przodków była kilka razy. Ostatnio w 2013 roku, kiedy prezydent Bronisław Komorowski odznaczył ją Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.W 2000 roku Al Gore, kandydat demokratów na prezydenta, rozważał ją jako kandydatkę na wiceprezydenta, ale ostatecznie zrezygnował i być może dlatego przegrał z George’em W. Bushem. W 2003 roku była przeciwna najazdowi na Irak, choć wielu kolegów z partii go poparło.

– To była ciężka decyzja – mówiła wczoraj pani senator dziennikarzom. – Nie chcę ostatnich dwóch lat w Senacie spędzić, walcząc o moją pracę (tzn. posadę w Senacie), tylko walczyć o pracę dla mieszkańców Maryland!

Kadencja senatora trwa w USA sześć lat. Mikulski ma za sobą już cztery i dwie trzecie kadencji – żadna kobieta nie zasiadała w wyższej izbie Kongresu dłużej. Uchodzi za wulkan energii – pomimo niewielkiego wzrostu (150 cm) jest jedną z najbardziej zauważalnych postaci w amerykańskim Senacie. Spekulowano, że nie wystartuje już w 2010 roku, kiedy miała złamaną nogę i kilka miesięcy jeździła na wózku inwalidzkim. Ale wystartowała i zdobyła 62 proc. głosów. Wybory przegrała tylko raz w życiu, w 1974 roku. Pierwsze, w których startowała. Od 1976 roku już tylko wygrywała, zawsze zdecydowanie. Wyborcy z Maryland cenili ją m.in. za to, że potrafiła bardzo skutecznie zdobywać dla stanu pieniądze z budżetu federalnego. Docenili ją również astronomowie, którzy trzy lata temu nazwali jej imieniem nowo odkrytą supernową.

Przejście Mikulski na emeryturę jest szansą dla Republikanów, którzy liczą na przejęcie mandatu senatora z Maryland – tym bardziej, że w zeszłym roku gubernatorem tego stanu został republikanin. Zaś tzw. kółko polskie w Senacie – które de facto było trójkątem – zdegeneruje się do dwójki senatorów: demokraty Chrisa Murphy’ego i republikanina Johna Risha.

Zobacz także

wyborcza.pl

O mobbingu w „Tomasz Lis na żywo”. Prof. Środa: „Durczok przez lata nie zaprosił do swojego programu ani jednej kobiety”

Prof. Magdalena Środa mówiła w programie „Tomasz Lis na żywo”, że milczenie ofiar mobbingu wynika z braku świadomości praw FOT. TVP

– Kobiety przez setki lat były obiektami seksualnymi w sferze prywatnej. Kiedy wchodzą do sfery publicznej, ten stosunek prywatności zostaje zachowany. Mężczyźni myślą, że to jest normalne – mówiła w programie „Tomasz Lis na żywo” prof. Magdalena Środa. Wraz z dziennikarzami dyskutowała o mobbingu i oskarżeniach pod adresem Kamila Durczoka.

Goście programu Tomasza Lisa zastanawiali się m.in., dlaczego tak mało spraw dotyczących mobbingu czy molestowania w pracy trafia przed sądy i kończy się rozstrzygnięciami na korzyść ofiar.

Prof. Środa zwracała uwagę, że cały czas jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym, a to, że liczba sądowych spraw jest niewielka, nie znaczy, że problemu nie ma. – To jest ta sama reguła, jaka pojawia się wśród przeciwników konwencji antyprzemocowej, którzy mówią, że w Polsce nie ma przemocy. W Polsce przemoc ma znacznie większy zasięg, tylko kobiety ją naturalizują. Uważają, że to jest normalne, bo zawsze tak było – stwierdziła.

Dziennikarz „Polityki” Jacek Żakowski mówił o dwóch głównych przyczynach takiego stanu rzeczy. Pierwsza to wstyd. Druga – samotność. – To jest społeczeństwo samotnych jednostek. Jest niewiara, że jeśli kogoś poproszę, to otrzymam pomoc. Ludzie, jeśli są ofiarami, to na ogół próbują to przetrzymać – komentował. O milczeniu ofiar mobbingu mówił jako o „milczeniu owieczek”.

JACEK ŻAKOWSKI

Jesteśmy wszyscy odpowiedzialni za to, by coś z tym zrobić. Towarzystwo Dziennikarskie zaproponowało, by we wszystkich redakcjach wywiesić tablice: “uwaga, mobbing i molestowanie to przestępstwo”.

Ewa Wanat z Polskiego Radia RDC zwróciła też uwagę na doświadczenie świadków mobbingu. – Rozmawiałam z wieloma ludźmi, którzy byli mobbingowani i byli świadkami mobbingu. Bycie świadkiem mobbingu i brak reakcji jest równie traumatycznym przeżyciem. Jest także przeżyciem demoralizującym – stwierdziła.

Poruszono także temat konkretnego przypadku, czyli oskarżeń pod adresem Kamila Durczoka. Prof. Środa dziwiła się, że wszyscy w środowisku wiedzieli, o kogo chodzi, a mimo wszystko milczeli. – Milczenie owieczek wynika z braku świadomości praw. Owieczkom potrzeba odwagi. To jest kwestia wstydu, zależności – podkreślała.

Jak dodała, Durczok przez wiele lat nie zapraszał do swoich programów kobiet, co jej zdaniem świadczy o jego stosunku do nich.

Jacek Żakowski podsumował ten wątek stwierdzeniem, że ktoś na pewno musi być ukarany. Albo „sprawca”, albo dziennikarz, który temat poruszył. – To musi być radykalne i czytelne – powiedział.

naTemat.pl

Rosja nie chce wpuścić Borusewicza na pogrzeb Niemcowa. „Bali się mojej obecności”

osi, Gazeta.pl / PAP, wideo: TVN24/x-news, 02.03.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103085,17508049,video.html?embed=0&autoplay=1
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz nie będzie mógł pojechać na pogrzeb Borysa Niemcowa do Moskwy. Rzeczniczka rosyjskiej ambasady w Polsce stwierdziła, że zakaz wjazdu dla Borusewicza to odpowiedź za sankcje wobec Kremla. Borusewicz nie wierzy jednak tym deklaracjom.
Borys Niemcow był rosyjskim opozycjonistą. Został zastrzelony w okolicach Kremla w piątek 27 lutego. Jego pogrzeb odbędzie się 3 marca na cmentarzu Trojekurowskim w Moskwie. Miała się na niego udać polska delegacja z marszałkiem Senatu na czele.
– Chciałem pojechać na pogrzeb i powiedzieć, że Niemcow był przykładem tej części Rosji, która jest nam bliska (…). Przed chwilą dowiedziałem się, że władze rosyjskie nie wpuszczą mnie na pogrzeb do Moskwy. Uniemożliwiają złożenie hołdu Borysowi Niemcowowi. Jestem tym zaskoczony. Myślę, że opinia publiczna w Polsce i Rosji zinterpretuje ten fakt i wyciągnie z niego wnioski – oświadczył Borusewicz podczas konferencji prasowej w polskim parlamencie.„To retorsja za sankcje UE”

Rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski napisał na Twitterze, że decyzja strony rosyjskiej to odpowiedź na objęcie sankcjami UE przewodniczącej Rady Federacji Rosyjskiej. Według Radia ZET polski MSZ wystosował notę protestacyjną do ambasadora Rosji w Polsce w związku z całą sprawą.

Wyjaśnienie ambasady Rosji

– Marszałek Senatu nie może przyjechać do Moskwy, ale nie ma to żadnego związku z pogrzebem pana Borysa Niemcowa – stwierdziła wcześniej rzeczniczka ambasady FR Waleria Perżinskaja.

– W ramach odpowiedzi zastosowanej przez stronę rosyjską wobec szeregu państw, które wprowadziły sankcje przeciwko Federacji Rosyjskiej – w tym Polski – pan Bogdan Borusewicz został włączony do listy osób, których wjazd na teren Rosji został zakazany – dodała.

Pytana, czy decyzja została podjęta wcześniej, ale marszałek Senatu nie został o niej poinformowany, rzeczniczka potwierdziła. Dopytywana, od kiedy zakaz obowiązuje, odpowiedziała: – Nie mogę nic powiedzieć na ten temat.

Borusewicz wątpi w tłumaczenia

– To, że jest lista osób objętych sankcjami, to wygodne wyjaśnienie. Wcześniej nie było żadnych informacji, że jakaś lista istnieje. Myślę, że w ostatniej chwili Rosjanie stwierdzili, że nie należy mnie wpuścić – tak odniósł się do słów rzeczniczki Borusewicz w programie „Fakty po Faktach” w TVN 24.

– Rosjanie bali się, że moja obecność zniszczy im przekaz, który mówi: „Polacy są wrogo nastawieni do Rosjan”. Ten przekaz cały czas sączy się z rosyjskiej telewizji i prasy – uważa marszałek Senatu.

Delegacji nie będzie w ogóle

Słowa Borusewicza stoją więc w sprzeczności z wcześniejszymi doniesieniami portalu 300polityka.pl, który napisał, powołując się na swoich rozmówców, że Borusewicz „już od kilku dni wiedział, że ma zakaz wjazdu do Rosji”.

Kiedy pojawiło się oficjalne stanowisko Rosjan w tej sprawie, podjęto decyzję, że polska delegacja w ogóle nie poleci na pogrzeb Niemcowa. Propozycja taka miała wyjść od Borusewicza. Wcześniej rozważano ograniczenie składu delegacji. Na jej czele miała zaś stanąć wicemarszałek Sejmu Elżbieta Radziszewska.

Informację serwisu 300polityka.pl potwierdziła rzeczniczka marszałka Sejmu Małgorzata Ławrowska. Ławrowska poinformowała również, że we wtorek Sejm uczci pamięć Niemcowa minutą ciszy. Radio ZET podaje z kolei, że Polskę na pogrzebie będzie reprezentował wiceminister spraw zagranicznych Konrad Pawlik. Odczyta on list od marszałka Borusewicza. Borusewicz zadeklarował w TVN 24, że także Senat uczci minutą ciszy pamięć Niemcowa.

Prezydent: Zakaz to niezrozumiała decyzja

– Decyzja strony rosyjskiej jest niezrozumiała. I to podwójnie – pan marszałek Borusewicz miał reprezentować państwo polskie. Po drugie, niezrozumiała i trudna do zaakceptowania ze względu na to, że marszałek Borusewicz jest ikoną polskiej demokracji, solidarności, walki o wolność, człowiekiem jednocześnie szanującym cudze poglądy i szanującym inne narody, więc wydawał się osobą najbardziej pasującą do reprezentowania Polski na pogrzebie rosyjskiego opozycjonisty – powiedział prezydent Bronisław Komorowski dziennikarzom.

Dodał, że jest ciekaw, czy strona rosyjska zgodzi się na udział w pogrzebie jego przedstawiciela, którym miał być Jan Lityński. – Odmowa wjazdu byłaby niewątpliwie czymś nie tylko trudnym do zrozumienia, ale również chyba musiałaby prowadzić do przekonania, że władze rosyjskie po prostu nie chcą, aby świat demokratyczny mógł uczestniczyć w tej żałobnej uroczystości – powiedział prezydent.

Zakaz także dla Zaborowskiego

Poza Borusewiczem prawa wjazdu odmówiono także dyrektorowi Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Marcinowi Zaborowskiemu. – To bardzo smutna i niezrozumiała dla mnie sytuacja. Chciałem uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych nie w akcie politycznym. Ta odmowa jest dla mnie bardzo dziwna – powiedział Zaborowski.

Ocenił, że takie zachowanie może mieć na celu ograniczenie liczby zagranicznych gości na pogrzebie Niemcowa. Zaborowski zaznaczył, że nie wie, jaka jest skala takich odmów przez rosyjskie służby konsularne; ocenił jednak, że ta sytuacja pokazuje, że Rosja staje się coraz bardziej zamknięta i niepewna siebie na arenie międzynarodowej. – Rosja w ten sposób pokazuje swoją autorytarną twarz – dodał.

Zobacz także

TOK FM

Sondaż Millward Brown: Będzie druga tura? Komorowski 46 proc. Duda na fali wznoszącej

mf, 02.03.2015
Andrzej Duda | Bronisław Komorowski

Andrzej Duda | Bronisław Komorowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja)

„Topnieje przewaga Komorowskiego nad Dudą” – czytamy na stronie TVN 24 w komentarzu do najnowszego sondażu prezydenckiego Millward Brown dla tej stacji. Wedle badania urzędujący prezydent może liczyć na 46 proc. głosów, jego konkurent z PiS – na 27 proc.
Wynik Komorowskiego (46 proc.) jest o jeden punkt procentowy niższy niż w lutowym badaniu przeprowadzonym na zlecenie TVN24. Z kolei w porównaniu z ubiegłym miesiącem liczba osób chętnych do głosowania na Andrzeja Dudę (27 proc.) jest wyższa o trzy punkty procentowe. Gdyby 10 maja Polacy zagłosowali w ten właśnie sposób, doszłoby do drugiej tury.
Fot. Gazeta.pl

Ogórek, Kukiz, Korwin-Mikke

Na kolejnym miejscu uplasowała się Magdalena Ogórek z ośmioprocentowym poparciem, za nią zaś znajdują się Paweł Kukiz i Janusz Korwin-Mikke, którzy wedle sondażu mogą liczyć na poparcie 4 proc. wyborców. Kolejni w wyborczym wyścigu są Adam Jarubas – z poparciem 3 proc., Janusz Palikot – 2 proc., Anna Grodzka – 1 proc., Marian Kowalski – 1 proc., Wanda Nowicka – 0 proc.

Chęć udziału w wyborach zadeklarowało 67 proc. respondentów, a 22 proc. stwierdziło, że nie zamierza iść do urn. „Sondaż dla TVN 24 został zrealizowany przez Millward Brown 2 marca br. na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie tysiąca pełnoletnich osób” – czytamy na stronie stacji.

Zobacz także

TOK FM

Bal na Titanicu. Gra o polskie emerytury

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński, 02.03.2015
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński (Fot. Łukasz Falkowski/ Michał Mutor)

Udzielanie kredytów we frankach osobom bez zdolności kredytowej, wciskanie polisolokat, złote pożyczki na superprocent w Amber Gold. Wszystko przez wiele lat było legalne i jakoś się kręciło. Aż wyszło na jaw, że ludzie byli oszukiwani.
Wtedy politycy, eksperci, prawnicy nagle się obudzili i zaczęli szukać cudownych rozwiązań. Że można to było zrobić wcześniej? Ależ wcześniej wszyscy wyżej wymienieni zajmowali się innymi „nagłymi przypadkami”.To specjalny rodzaj logiki politycznej. Wszyscy się w niej poruszają od kryzysu do kryzysu. Za kilka-kilkanaście lat będzie kolejny kryzys, przy którym kłopoty ze spłatą kredytów we frankach to drobnostka.

Chodzi o emerytury polskich pracowników. Dziś to ok. 16 mln osób. Ale też osób już pobierających świadczenia z ZUS, KRUS, Zakładów MON i MSW. To kolejne 9 mln osób.

Trwa bal na „Titanicu”. Politycy kolejnych rządów od lat rozdają pieniądze, nie zastanawiając się, do czego taka sytuacja doprowadzi.

Żebrząc o głosy wyborcze, rozdają obecnym emerytom o wiele więcej, niż mają. Jak? Rząd co roku w marcu daje im podwyżkę. Ma ona z założenia sprawić, żeby świadczenia nie traciły na wartości. Czyli podwyższa się emerytury o wskaźnik inflacji i 20 proc. realnego wzrostu płac.

Ostatnio posłowie, senatorowie i ministrowie postanowili zmienić reguły gry. Jeżeli ze wskaźników ekonomicznych wynika, że podwyżka ma być mniejsza, niż pozwala prawo, politycy to prawo zmieniają i wskaźniki dowolnie podwyższają. Zwłaszcza jeżeli mamy rok wyborczy, tak jak teraz.

Kto da więcej?

W tym roku rząd dodał do podwyżek emerytur ponad 1,5 mld zł ekstra. PiS i SLD proponowały jeszcze więcej.

A przyszli emeryci? Obecnie co miesiąc odkładają część swojej pensji na emerytalnym koncie w ZUS. Politycy obiecują, że kiedyś im te pieniądze w postaci emerytur oddadzą.

Państwo ma już im do oddania ponad 2,2 biliona złotych. Oczywiście kasa ZUS jest pusta. To, co zostaje ze składek pracujących Polaków (ok. 120 mld zł rocznie), zaraz wypłaca na emerytury i renty. I rok w rok jest na minusie. Dlatego musi brać dotację z budżetu – 20-30, a czasem nawet ponad 40 mld zł rocznie.

Tymczasem suma zobowiązań cały czas rośnie. Politycy lubią się bawić w dobrych wujków. Realnych pieniędzy nie ma, ale są cyfrowe zapisy księgowe na naszych kontach w ZUS.

I te zapisy politycy też postanowili waloryzować. Z prawdziwie wielkopańskim gestem. W 2004 r. za rządów SLD do ustawy dopisali, że waloryzacja (wbrew reformie emerytalnej) nie może być niższa niż inflacja. Miało to chronić nasze konta przed spadkiem wartości, ale jednocześnie zwiększało zobowiązania ZUS o kolejne miliardy.

Łatwo jest rozdawać pieniądze czy obietnice ich wypłaty na przyszłość. Trudniej zabrać się do oszczędzania.

Dlatego rządzący wycofali się z reformy rent i nie traktują poważnie Funduszu Rezerwy Demograficznej, w którym mieliśmy odkładać zaskórniaki na trudne czasy, a mamy grosze.

Tymczasem za dziesięć lat zwiększy się liczba emerytów, bo dwa wyże demograficzne zaczną przechodzić na emeryturę. Ubędzie pracujących, bo Polacy nie kwapią się do posiadania dzieci. A państwo będzie musiało znaleźć dodatkowe nawet 70 mld zł rocznie, aby ZUS był w ogóle wypłacalny. Do tego dochodzi dotacja do KRUS, służby mundurowe i już mamy ponad 100 mld zł deficytu.

Co nam grozi?

Trzeba będzie podwyższać podatki, wycofać się z podwyżek emerytur, a być może obniżać je o 20 czy 30 proc. Zaczną się protesty, demonstracje, trzeba będzie do kości ciąć wydatki na inwestycje, bo większość budżetu będzie szła na sztywne wydatki socjalne. Nieliczni młodzi uciekną z tego kraju na zmywak.

Czy musimy dryfować ku tej emerytalnej katastrofie? Czy może warto zacząć ten system leczyć? Rządzący uspokajają, że przecież wydłużyli wiek emerytalny. Ale to nie wystarczy. Reforma ma wiele dziur, które w jeszcze większym stopniu zwiększają niesprawiedliwości. Hutnik przed reformą mógł odejść na emeryturę, mając 65 lat, policjant – 35 lat. Po reformie? Hutnik będzie odchodził z pracy, mając 67 lat, a mundurowy – nadal 35. Tak samo przywileje zachowa górnik z prawem do emerytury 20 lat wcześniej niż inni ubezpieczeni w ZUS.

Z reformy zostali wyłączeni też rolnicy. Nie będą czekali na emeryturę do 67 lat, bo dużo wcześniej odejdą na wywalczoną dla nich przez Waldemara Pawlaka emeryturę częściową.

Mamy więc sytuację kuriozalną. Kiedy Otto von Bismarck wprowadzał w 1889 r. w Niemczech pierwszy w świecie powszechny system emerytalny, ludzie żyli średnio niewiele ponad 40-50 lat (średnia dla ówczesnych noworodków), a emerytura przysługiwała 65-70-latkom jako forma ochrony przed nędzą. Dziś proporcje się odwróciły. Żyjemy średnio 70-80 lat, a emerytura w przypadku mundurowych przysługuje w wieku 35 lat, u górników w wieku np. 45 lat.

W 2013 r. mieliśmy 161 tys. emerytów poniżej 55 lat, z tego 4 tys. poniżej 40 lat. Jak wyliczył Łukasz Wacławik z Wydziału Zarządzania krakowskiej AGH, koszt tych młodych emerytur to ok. 6 mld zł rocznie.

Co robić? Odpowiednim miejscem na emerytalną debatę jest Pałac Prezydencki. Tutaj powinniśmy szukać sposobów, aby jak najwięcej osób wciągnąć do jednolitego, powszechnego systemu. Tak jak założyliśmy zresztą w reformie z 1999 r. Warto, aby prezydent dał impuls do zmian.

Niestety, musimy poczekać na koniec prezydenckiej kampanii wyborczej. Bo na razie codziennie padają kolejne populistyczne obietnice. Od brzmiącej chwytliwie likwidacji ZUS i KRUS (Janusz Palikot) po cofnięcie podwyższenia wieku emerytalnego (Andrzej Duda) czy zniesienie obowiązku płacenia składek (Janusz Korwin-Mikke).

Co robi Bronisław Komorowski? Daje się wciągnąć w tę przedwyborczą grę, proponując, aby przy przejściu na emeryturę brać pod uwagę nie tylko wiek, ale też staż pracy.

Panie i panowie politycy, zacznijcie skręcać tym „Titanikiem”.

Zobacz także

wyborcza.biz

Palikot do Olejnik: Wpisuje się pani w szereg ludzi, którzy pchnęli Polskę do zbombardowania. Trupy ważniejsze… Nie, nie, nie!

osi, 02.03.2015
Janusz Palikot

Janusz Palikot (JAKUB ORZECHOWSKI)

– Pani się wpisuje w szereg ludzi, którzy pchnęli Polskę do zbombardowania, wybuchu Powstania Warszawskiego – zarzucił lider TR Janusz Palikot prowadzącej „Kropkę nad i” Monice Olejnik. – Trupy ważniejsze, krew przelana… Nie, nie, nie! – mówił, odnosząc się do niewpuszczenia marszałka Senatu do Rosji.
– Było naiwnością myślenie, że Rosja wpuści Borusewicza. Putin boi się scenariusza, że w Rosji będzie Majdan, że Rosjanie wystąpią przeciwko totalitarnej władzy, którą reprezentuje – powiedział Janusz Palikot, kandydat TR na prezydenta, w „Kropce nad i” w TVN 24.
Odniósł się tym samym do informacji, że Rosjanie nie zgodzili się na przylot do ich krajumarszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Miał on uczestniczyć w pogrzebie zastrzelonego 27 lutego opozycjonisty Borysa Niemcowa.

„To morderstwo to był cel Putina”

– To morderstwo to był cel Putina – miało ono pokazać opozycji, że nie ma świętych krów – uważa Palikot. Według lidera TR z inicjatywą delegacji na pogrzeb Niemcowa powinien wystąpić szef RE Donald Tusk. – Gdzie jest w tej sytuacji prezydent Europy? – pytał retorycznie Palikot.

Według niego „Polska jest chłopcem do bicia, niczego się nie uczy”. – Inicjatywa Borusewicza była błędem. Powinna wyjść od Donalda Tuska – powtórzył Palikot. – Pan jest naiwny. Przecież Rosjanie też by go nie wpuścili i powiedzieli, że to reperkusje za sankcje – odparła na to prowadząca program Monika Olejnik.

– Tak, ale wtedy byłby przekaz, że to UE została tak potraktowana, a nie sama Polska. Nie widzi pani różnicy? Tego, jaką dziecinadą jest zagrywka Borusewicza? – odparł Palikot.

„Dość ośmieszania Polski!”

– Pan obraża marszałka Senatu – zarzuciła mu Olejnik. – Nie, ja po prostu nazywam rzeczy po imieniu – odciął się szybko lider TR. – Państwo dla tej kampanii zrobią wszystko – odparła na to dziennikarka. – Naprawdę pani nie widzi, że się znów ośmieszyliśmy? Dość tego, dość ośmieszania polskiego państwa przez nieodpowiedzialnych polityków typu Borusewicz czy Lech Kaczyński! – mówił wzburzony Palikot.

Olejnik powiedziała mu, że jest oburzona jego słowami pod adresem marszałka Senatu. – Pani się wpisuje w szereg tych ludzi, którzy pchnęli Polskę do zbombardowania, wybuchu Powstania Warszawskiego. W całą tę linię polityki historycznej: trupy ważniejsze, krew przelana. Nie, nie, nie! – wykrzyczał Palikot.

– Lepiej się poddać, niż zmarnować szansę na to, by Polska się odbudowała – uważa lider TR. – Czyli mamy leżeć plackiem przed Putinem? – zastanawiała się Olejnik. – Nie, trzeba załatwiać te sprawy racjonalnie – odparł Palikot. – Mówi pan jak Jarubas! – zarzuciła mu Olejnik. – Nie mam z nim nic wspólnego – odparł Palikot.

„Będziemy mieli w Polsce małpi cyrk”

Kandydat na prezydenta wypowiedział się też na temat kampanii wyborczej: – Jarubas miał ze mną debatować w „Kropce nad i”, a jestem tu sam. Duda powiedział, że obniży wiek emerytalny, a nikt go nie pyta, jak i za ile. Pani Ogórek wystąpiła z kolei na jakimś bazarze, mówiąc że Polska jest jak łąka – mówił o swoich konkurentach w wyścigu prezydenckim.

– Możemy do absurdu sprowadzić tę kampanię. Jeśli media nie doprowadzą do sytuacji, w której będą debaty między kandydatami, to będziemy mieli małpi cyrk w Polsce – uważa Palikot.

Zobacz także

TOK FM

Splamił obraz Matki Boskiej. Biegli: Teraz może być niebezpieczny dla ludzi

mam, 02.03.2015
Jerzy D. przed częstochowską prokuraturą

Jerzy D. przed częstochowską prokuraturą (Fot. Grzegorz Skowronek / AG)

Biegli ze szpitala psychiatrycznego w Lublińcu dowodzą, że mężczyzna, który w 2012 r. chciał oblać czarną farbą obraz Matki Boskiej na Jasnej Górze, nadal musi być izolowany. Na tej podstawie sąd w Częstochowie zdecydował, że mężczyzna spędzi w szpitalu jeszcze co najmniej pół roku.
Przypomnijmy. Do ataku na Jasnej Górze doszło 9 grudnia 2012 r. Podczas porannej mszy mieszkaniec Świdnicy rzucił w kierunku obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej dwa zrobione z żarówek pojemniki wypełnione czarną farbą. Chwilę później zatrzymała go straż jasnogórska. Jerzy D. nie był agresywny, nikogo nie atakował. Przyznał się do wszystkiego. Dzięki pancernej szybie słynna ikona nie została zniszczona, ale ochlapany został zabytkowy ołtarz.Psychiatrzy uznali, że popełniając profanację, dziś 60-letni mężczyzna miał zniesioną poczytalność i nie może odpowiadać przed sądem. Przymusowo został skierowany na leczenie do szpitala dla psychicznie i nerwowo chorych w Lublińcu. Przepisy nakazują – w przypadkach przymusowego leczenia w szpitalu psychiatrycznym – by biegli zdawali sprawozdanie do sądu z postępów leczenia co sześć miesięcy. Chyba że wcześniej z własnej inicjatywy wystąpią do sądu z wnioskiem o zwolnienie pacjenta ze szpitala. W przypadku Jerzego D. na to się nie zanosi. Pół roku temu biegli utrzymali poprzednie wnioski, że u D. stwierdzono „urojenia o charakterze religijnym”. Na jego niekorzyść miało przemawiać m.in. to, że „biernie uczestniczy w terapiach grupowych”. Dla sądu oznaczało to, że mężczyzna może ponownie w bliżej nieokreślonej przyszłości dokonać profanacji miejsca kultu religijnego czy wręcz dokonać ataku na przedstawiciela duchowieństwa.

Teraz biegli – w tym szef oddziału, na którym przebywa Jerzy D., uznali, że stan pacjenta się ustabilizował, ale popadł z kolei w depresję i nie może kontynuować leczenia na wolności. Kilka dni temu Sąd Rejonowy w Częstochowie na niejawnym posiedzeniu po raz kolejny przedłużył przymusowy pobyt mężczyzny w Lublińcu. W odosobnieniu przebywa od 3 lutego 2012 r.

Zobacz także

czestochowa.gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: