Mińsk (13.02.15)

 

Tak to widzą w USA: Putin dostał wszystko, czego chciał

Mariusz Zawadzki, Waszyngton, 12.02.2015
Amerykanie oceniają porozumienie w Mińsku bardzo różnie. Większość uważa, że Putin dostał to, co chciał

Amerykanie oceniają porozumienie w Mińsku bardzo różnie. Większość uważa, że Putin dostał to, co chciał(KEVIN LAMARQUE / REUTERS / REUTERS)

Rozrzut amerykańskich komentarzy po zawarciu porozumienia w Mińsku jest bardzo duży. Jedni eksperci prorokują, że rozejm się utrzyma, bo zadowala Putina, inni ostrzegają, że jest ze strony rosyjskiego prezydenta tylko taktyczną zagrywką.
Dla prezydenta Putina to dobre porozumienie, bo w zasadzie dostał wszystko, czego chciał – mówi „Wyborczej” Matthew Rojansky, dyrektor wydziału ds. Rosji w waszyngtońskim Wilson Center. – Nie chce on przecież przyłączać Donbasu do Rosji, tym bardziej że region ten jest po tylu miesiącach wojny tak zniszczony, że byłby ogromnym obciążeniem dla kulejącej rosyjskiej gospodarki. Jego celem jest najprawdopodobniej utrzymanie Donbasu w Ukrainie, żeby stał się rodzajem konia trojańskiego, dzięki któremu Moskwa będzie mogła nieustannie trzymać Kijów w szachu. Żeby był kulą u nogi, która nie pozwoli Ukrainie odejść w stronę Europy. Żeby to przypieczętować, potrzebna jest jeszcze zmiana konstytucji Ukrainy, tzn. wprowadzenie modelu mniej scentralizowanego, z dużą autonomią regionów. I coś takiego porozumienie w Mińsku również przewiduje.

W dodatku próżność Putina łechce to, że występuje jako gwarant porozumienia razem z Niemcami i Francją. Tym sposobem potwierdza, że jest w pierwszej lidze światowej dyplomacji, jest partnerem dla Zachodu, a nie pariasem skazanym na izolację – czym w ostatnim roku często groził Rosji prezydent USA Barack Obama.

Rojansky obawia się, że porozumienie będą próbowali storpedować separatyści – niektórzy z nich marzą o przyłączeniu się do Rosji. – Ale jeśli podejmą jakieś akcje zbrojne, to moim zdaniem Putin, całkowicie ukontentowany, już ich nie poprze. Zapewne będą przypadki łamania rozejmu, ale generalnie zostanie on utrzymany. Oczywiście kalkulacje Putina zmienią się, jeśli Ukraińcy nie przyjmą nowej konstytucji po jego myśli. Wtedy znowu może rozgorzeć wojna – uważa ekspert Wilson Center.

Inni eksperci są bardziej sceptyczni. Komentator „New York Timesa” Andrew Higgins zauważa, że „europejska wiara w ‚rozwiązanie polityczne’ – taką mantrę powtarzają od roku na każdym spotkaniu w Brukseli – jest skonfrontowana z twardymi realiami stworzonymi przez Putina, który wspiera rebeliantów w ich dążeniu do militarnego zwycięstwa i przez dochodzące do Waszyngtonu głosy, żeby dozbroić Ukrainę”.

„Dla Putina porozumienie w Mińsku jest tylko rozdaniem w długiej grze” – mówiła nowojorskiemu dziennikowi Fiona Hill, szefowa centrum ds. Europy w waszyngtońskim Brookings Institution. Jej zdaniem rozejm będzie tylko tymczasowy, podobnie jak poprzedni, uzgodniony we wrześniu. Putin na przemian sięga po dyplomację i rozwiązania siłowe, zależnie od tego, co – jak mu się wydaje – jest dla Rosji najkorzystniejsze. Zachód ułatwia mu takie taktyczne manewry, ponieważ jasno określa, czego chce. Tymczasem Putin jest enigmą, wszyscy mogą tylko próbować odgadnąć jego intencje. „Można wygrać, nawet mając słabe karty, pod warunkiem że cały czas widzi się karty przeciwnika” – mówi Hill.

„Washington Post” również podkreślał nieprzewidywalność Putina oraz dziwił się, że po roku konfliktu na Ukrainie Zachód wciąż może tylko zgadywać, jakie są ostateczne cele rosyjskiego prezydenta.

Na portalu magazynu „Foreign Affairs” prof. Aleksander Motyl, jeden z bardziej cenionych w USA znawców Ukrainy, apeluje, żeby po osiągnięciu rozejmu Zachód nie spoczął na laurach, tylko wspierał Ukrainę, w szczególności dostarczył jej broń. Motyl przekonuje, że w sytuacji, w której Putin opiera swoje rządy na antyzachodniej propagandzie, Ukraina stała się dla Zachodu jednym z priorytetów. „Ani Zachód nie potrzebuje wysyłać żołnierzy na Ukrainę, ani Ukraina nie potrzebuje członkostwa w NATO. Wystarczy, że będzie wystarczająco silna, żeby zatrzymać dalszą rosyjską ekspansję” – twierdzi Motyl.

Dlatego Kijów potrzebuje jego zdaniem nowoczesnych narzędzi komunikacji, wiadomości wywiadowczych i rakiet przeciwczołgowych. A także, jak niedawno sugerował znany miliarder i filantrop George Soros, około 50 mld dolarów pomocy, żeby postawić na nogi gospodarkę.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Nowe sankcje dla Rosji. Mimo porozumienia w Mińsku

ro, pap, 12.02.2015
Unia Europejka nie rezygnuje z nacisków na Putina nawet po ustaleniach w Mińsku

Unia Europejka nie rezygnuje z nacisków na Putina nawet po ustaleniach w Mińsku (HANDOUT / REUTERS / REUTERS)

Nowe unijne sankcje wizowe i finansowe w związku z konfliktem na wschodniej Ukrainie wejdą w życie w poniedziałek, tak jak planowano, mimo wynegocjowania w Mińsku porozumienia o zawieszeniu broni – podały w czwartek unijne źródła dyplomatyczne.
Według dyplomatów w czwartek w trakcie dyskusji na szczycie UE w Brukseli zastanawiano się m.in. nad tym, czy w świetle wyników negocjacji w Mińsku nie należy odłożyć wprowadzenia w życie uzgodnionych 9 lutego nowych sankcji wizowych i finansowych, które mają objąć 19 osób, w tym pięciu rosyjskich polityków, oraz dziewięć firm i organizacji.

Potrzebny „pozytywny sygnał”

Na rozszerzenie „czarnej listy” podmiotów objętych sankcjami UE zdecydowała się w obliczu eskalacji walk na wschodniej Ukrainie i ostrzelania przez wspieranych przez Rosję rebeliantów miasta Mariupol. W wyniku ostrzału zginęło co najmniej 30 osób. – Na szczycie wiele państw UE wskazywało, że po rozmowach w Mińsku potrzebny jest pozytywny sygnał, iż wierzymy w to porozumienie – powiedział wysoki rangą dyplomata jednego z krajów unijnych. Takim pozytywnym sygnałem miałoby być właśnie odłożenie rozszerzenia „czarnej listy” albo też wstrzymanie prac Komisji Europejskiej nad propozycjami zaostrzenia sankcji gospodarczych wobec Rosji. Według źródeł dyplomatycznych przed takimi krokami mieli przestrzegać szczególnie premierzy Polski i Wielkiej Brytanii, argumentując, że UE musi być gotowa na zły scenariusz wydarzeń na Ukrainie.

W miniony poniedziałek na prośbę władz Ukrainy ministrowie spraw zagranicznych państw UE podjęli decyzję o rozszerzeniu listy objętych sankcjami, ale jednocześnie przesunęli jej wdrożenie do 16 lutego – aby dać jak największe szanse na powodzenie mediacji podjętych przez niemiecką kanclerz Angelę Merkel i prezydenta Francji François Hollande’a.

Sankcje wejdą w życie, tak jak planowano

Inicjatywa ta doprowadziła do spotkania tzw. czwórki normandzkiej w Mińsku i porozumienia w sprawie zawieszenia broni, które ogłoszono w czwartek.

Zawieszenie broni na wschodniej Ukrainie ma wejść w życie w nocy z soboty na niedzielę. Dlatego też – według dyplomatów – pojawiły się rozważania, czy należałoby wstrzymać się jeszcze z wdrożeniem nowych sankcji, aby przekonać się, czy rozejm będzie przestrzegany. – Uznano jednak, że sankcje wejdą w życie, jak planowano – powiedział dyplomata.

Po wybuchu konfliktu na wschodniej Ukrainie i aneksji Krymu przez Rosję UE wprowadziła sankcje wizowe i finansowe wobec ponad 130 osób, w tym rosyjskich polityków, oraz 28 firm i organizacji. Nałożyła też na Rosję sankcje gospodarcze w formie ograniczeń w dostępie do kapitału, ograniczenia sprzedaży zaawansowanych technologii dla przemysłu naftowego i sprzętu podwójnego zastosowania oraz embargo na broń.

Zobacz także

wyborcza.pl

Jak znaleźć człowieka w sieci. Wielki brat podgląda coraz lepiej

Łukasz Lipiński, 13.02.2015
Płacąc kartą kredytową czy przez internet, pisząc posty w internecie, zostawiamy za sobą okruszki informacji. Wystarczą cztery detale z twojego życia, byś poczuł się nagi w sieci
Anonimowość we współczesnym świecie internetu, smartfonów i terminali płatniczych? Potrzeba kilku drobnych informacji – gdzie kupiłeś drożdżówkę w poniedziałek czy zjadłeś kolację w czwartek – by znaleźć cię w teoretycznie anonimowej bazie danych o transakcjach kartami kredytowymi.

Z opublikowanych właśnie w tygodniku „Science” badań zespołu kierowanego przez Yves’a-Alexandre’a de Montjoye’a z Massachusetts Institute of Technology (MIT) wynika, że wystarczą cztery takie informacje o tym, gdzie i kiedy robiliśmy zakupy, by zidentyfikować 90 proc. osób w takiej anonimowej bazie danych. Jakikolwiek dodatkowy okruszek, np. cena, jeszcze zwiększa szanse na znalezienie konkretnego klienta.

Naukowcy z MIT sprawdzili, jak bazy chronią prywatność użytkowników kart kredytowych. W tym celu przebadali dane dotyczące transakcji przeprowadzonych w ciągu trzech miesięcy przez 1,1 mln osób w jednym z krajów należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Skupia ona 34 najbardziej rozwiniętych i demokratycznych państw świata. Jest wśród nich też Polska, więc teoretycznie dane mogły pochodzić także z naszego kraju.

Baza danych była „zanonimizowana w prosty sposób”, co oznacza, że wymazano z niej imiona, nazwiska, numery kont i inne dane, które w łatwy sposób mogłyby doprowadzić do identyfikacji. Mimo to okazało się, że tylko kilka dodatkowych informacji, nawet mało szczegółowych – np. o zakupach w pewnym rejonie albo w ciągu 15 dni – może doprowadzić do wskazania konkretnych osób.

Zespół De Montjoye wykazał także, że łatwiej zidentyfikować kobiety oraz osoby o wyższych dochodach, ponieważ zazwyczaj przy zakupach bardziej trzymają się swoich przyzwyczajeń.

Big data jest użyteczne…

We współczesnej nauce coraz większą rolę odgrywa tzw. big data. Analizowanie wielkich baz danych zawierających miliony informacji może być bardzo użyteczne w walce z epidemiami, projektowaniu miast czy badaniach naukowych. Dzięki nowoczesnym technologiom takich danych przybywa w gigantycznym tempie. Nasze smartfony, wyszukiwarki internetowe czy karty kredytowe tworzą informacje o tym, gdzie w danej chwili jesteśmy, do kogo dzwonimy czy ile wydajemy pieniędzy.

Naukowcy porównują dostępność tych danych do wynalazku mikroskopu. Tworzące się nowe gałęzie nauki, takie jak obliczeniowe nauki społeczne, wykorzystują te dane do walki z malarią, badań nad rozchodzeniem się informacji czy walki z ubóstwem. Np. operator komórkowy Orange udostępnia w tym celu badaczom dane o swoich klientach w Senegalu i Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Z takich danych korzystają też rządy, samorządy czy firmy. Boston udostępnia bazy danych dotyczące publicznego transportu – można w czasie rzeczywistym sprawdzić pozycje pojazdów komunikacji miejskiej. San Francisco – dużą liczbę danych dotyczących korzystania z usług publicznych: od bezpieczeństwa, przez ochronę zdrowia, po roboty drogowe.

Telewizja internetowa Netflix używa schematów zachowań swoich klientów, by oferować im nowe pozycje, z kolei Google wykorzystuje uzyskane dane o położeniu swoich użytkowników, by dostarczać im w czasie realnym wiadomości o ruchu ulicznym, dzięki czemu kierowcy mogą skrócić czas podróży czy zmniejszyć zużycie paliwa.

Żeby skorzystać z tych informacji, dane muszą być szeroko dostępne. Dzięki temu np. naukowcy mogą opierać swoje badania na dokonaniach poprzedników, sprawdzać wyniki ich badań czy proponować alternatywne hipotezy.

…ale konieczne są gwarancje anonimowości

Powstające dzięki nowoczesnym urządzeniom informacje mogą ujawnić dużo szczegółów na temat ich użytkowników. Jeśli zbudowane na ich podstawie bazy danych mają być szeroko dostępne, to wymaga to solidnych gwarancji, że konkretni użytkownicy tych urządzeń nie zostaną zidentyfikowani.

Proste wyczyszczenie tych danych z oczywistych informacji osobowych wcale nie oznacza, że bank, operator telefoniczny czy firma internetowa mogą je bezpiecznie ujawnić innym firmom czy instytucjom. Inne badania pokazały, że zanonimizowane dane umożliwiają dość łatwe odnalezienie poszczególnych osób. W wypadku bazy danych o użytkownikach telefonów komórkowych wystarczą cztery informacje zewnętrzne, takie jak tweet z podaną lokalizacją użytkownika czy recenzja filmu na Netfliksie. Im większa szczegółowość tych informacji, tym łatwiej jest zidentyfikować konkretną osobę.

A gdy już na podstawie odnalezienia osoby w bazie danych uzyskamy wykaz jej rozmów, bardzo łatwo jest z dużym prawdopodobieństwem określić np. jej wyznanie czy problemy zdrowotne – wynika z badania MetaPhone przeprowadzonego przez Jonathana Meyera z Uniwersytetu Stanford.

Wielki Brat pójdzie z nami do łóżka

Wrażliwe dane finansowe

Coraz więcej danych o zachowaniu konsumentów powstaje dzięki dokonywanym przez nich bezgotówkowym i internetowym płatnościom. W USA już 60 proc. płatności jest dokonywane za pośrednictwem kart kredytowych, a transakcje za pośrednictwem komórek wkrótce przekroczą 1 mld dol. W Polsce w 2013 r. przeprowadzono 1,4 mld transakcji bezgotówkowych za pomocą kart płatniczych o wartości 123 mld zł (ostatnie dane NBP).

Z sondaży wynika, że dane finansowe i o transakcjach kartą kredytową są traktowane przez konsumentów jako bardzo wrażliwe. Według niedawnego raportu Boston Consulting Group uważa tak 87 proc. Amerykanów (dla porównania tylko 69 proc. sądzi tak o danych zdrowotnych i genetycznych, a 62 proc. o informacjach dotyczących miejsca zamieszkania). W Polsce jest podobnie: w sondażu Homo Homini dla „Dziennika Gazety Prawnej” z 2013 r. numer konta został określony jako wrażliwa informacja przez 80 proc. Polaków, podczas gdy stan zdrowia już tylko przez 47 proc., a adres – 45 proc.

Z drugiej strony bazy danych finansowych są użyteczne do oceny zdolności kredytowej, wykrywania oszustw czy tworzenia strategii marketingowych w handlu. Wykorzystanie tych danych wymaga jednak dbałości o prywatność osób, których te informacje dotyczą. A z pracy zespołu de Montjoye’a wynika, że obecne zabezpieczenia nie wystarczą.

Zmiany w prawie i technologiach

Wyniki badań naukowców z MIT podają w wątpliwość obecne przepisy, które mają chronić naszą prywatność w dobie udostępniania przez firmy czy władze coraz większej liczby baz danych. Teraz zarówno w krajach Unii Europejskiej, jak i w Stanach Zjednoczonych wystarczy wykasować podstawowe dane osobowe – imiona, nazwiska, adresy czy numery telefonów – by baza przestała być chroniona jako dane osobowe.

W Unii Europejskiej powstają nowe przepisy, które mają rozszerzyć ochronę prywatności na „jakiekolwiek informacje dotyczące zidentyfikowanej czy możliwej do identyfikacji osoby”. Ale takie rozwiązania niosą z sobą inne niebezpieczeństwo: mogą całkowicie zablokować udostępnienie jakichkolwiek danych, a przez to zahamować rozwój nauki czy handlu.

Jakiekolwiek zmiany w prawie muszą więc znaleźć kompromis między tymi dwoma wartościami. Jednym z rozwiązań mogłyby być bardziej zaawansowane technologie ochrony prywatności, które zmniejszyłyby szanse na reidentyfikację poszczególnych osób.

Jak znaleźć człowieka w sieci

1. Znaleźć Andrzeja Kowalskiego? To nie takie trudne

Jak zidentyfikować konkretną osobę w tak wielkiej i teoretycznie anonimowej bazie danych? To dużo łatwiejsze niż znalezienie igły w stogu siana. Powiedzmy, że wiemy dwie rzeczy o Andrzeju Kowalskim: robił zakupy w piekarni 5 lutego, a 6 lutego zjadł kolację w restauracji (np. pochwalił się na Facebooku świeżymi bułeczkami oraz krwistym stekiem).

Po przeszukaniu całej bazy danych okazuje się, że jest w niej tylko jedna osoba, która poszła w oba miejsca w te dni. Wystarczyły tylko cztery informacje (dwie dotyczące miejsca i dwie czasu), byśmy mogli już dalej śledzić, do jakich sklepów chodzi i ile w nich wydaje. Według naukowców z MIT takie cztery proste dane wystarczą do identyfikacji 90 proc. osób, których transakcje były zapisane w bazie danych.

2. Cena pomaga w szukaniu

Co więcej, dane finansowe zawierają jeszcze jedną informację, która może pomóc w identyfikacji konkretnej osoby: ile pan Kowalski zapłacił za bułeczki czy stek w restauracji. W ten sposób jeden zakup może nam dostarczyć trzech danych: miejsca, czasu i wartości zakupu. I jak dowodzą naukowcy z MIT, nie jest potrzebna nawet dokładna cena, wystarczy pewien przedział.

Po przebadaniu wielkiej bazy danych badacze wyliczyli, że poznanie ceny zwiększa prawdopodobieństwo identyfikacji Andrzeja Kowalskiego o 22 proc.

3. Nawet gdy dane są niedokładne, można zidentyfikować Kowalskiego

Gdy dane dotyczące konkretnej osoby nie są dokładne, identyfikacja jest trudniejsza, ale nie niemożliwa. Zespół de Montjoye’a sztucznie rozmył posiadane informacje. Zamiast konkretnego sklepu do bazy wpisany został tylko rejon, w którym dokonane zostały zakupy, obejmujący np. 350 sklepów. Dane dotyczące chwili transakcji też można podać mniej dokładnie: zamiast konkretnego dnia naukowcy wpisali 15-dniowe okresy. Zamazać można też podaną cenę: np. zakup za 15,13 dol. został zapisany jako transakcja w granicach 5-16 dol.

Nawet takie zmniejszenie dokładności danych nie strzeże naszej prywatności w 100 proc. Wprawdzie szanse na zidentyfikowanie Andrzeja Kowalskiego na podstawie czterech dodatkowych informacji spadły poniżej 15 proc., ale jeśli liczba danych wzrośnie do dziesięciu, prawdopodobieństwo znalezienia go wynosi już ponad 80 proc.! Nawet nieuporządkowana czy zniekształcona baza danych nie zabezpiecza więc naszej prywatności.

4. Łatwiej znaleźć kobiety i bogatszych

Naukowcy MIT sprawdzili też wpływ płci i wysokości dochodów na prawdopodobieństwo identyfikacji klientów zapisanych w bazach danych. Okazało się, że kobiety jest łatwiej odnaleźć od mężczyzn (szanse są wyższe o 24 proc. niż w wypadku mężczyzn). Ale to nie jest pocieszenie dla pana Kowalskiego, jeśli jest człowiekiem majętnym. Jeszcze łatwiej jest bowiem zidentyfikować osoby o wysokim lub średnim dochodzie (prawdopodobieństwo rośnie o ponad 70 proc. w porównaniu z ludźmi o niskich dochodach).

Do końca nie wiadomo, co na to wpływa, ale wygląda na to, że kobiety i bogatsi mają bardziej ustalone zwyczaje dotyczące tego, kiedy i gdzie robią konkretne zakupy.

5. Dane o podróżach i korzystaniu z internetu

Zdaniem zespołu Yves’a-Alexandre’a de Montjoye’a inne zbiory teoretycznie anonimowych danych także mogą doprowadzić do łatwej identyfikacji konkretnych osób. Gdy Andrzej Kowalski używa np. internetu w komórce, jadąc metrem, i kasujemy kartę miejską, to zostawia pojedyncze i teoretycznie anonimowe informacje. Skrzyżowanie powstałych w ten sposób – znów teoretycznie anonimowych – baz danych może też, podobnie jak w wypadku kart kredytowych, doprowadzić do łatwego odnalezienia pana Kowalskiego.

wyborcza.pl/piatekekstra

 

Jak zakończyć związek?

Olga Woźniak, 13.02.2015
Średnia długość małżeństwa, które
kończy się rozwodem, wynosi 11 lat. 36. miesiąc związku okazuje się krytyczny dla 67 proc. par. Osoby, które zawarły małżeństwo w wieku 20-24 lata, najczęściej rozstają się, mając 30 lat.

Średnia długość małżeństwa, które kończy się rozwodem, wynosi 11 lat. 36. miesiąc związku okazuje się krytyczny dla 67 proc. par. Osoby, które zawarły małżeństwo w wieku 20-24 lata, najczęściej rozstają się, mając 30 lat.(123RF)

Krótki poradnik – zakochanym ku przestrodze, zdesperowanym – ku pomocy.
Jak żyć długo i szczęśliwie, jak na nowo ożywić relacje z partnerem – takich porad znajdziecie setki.

Leszek Talko: Ja tu tylko sprawdzam. Jak się zakochać romantycznie

Co jednak zrobić, by zakończyć relację, w którą nie chcemy się już angażować? Jak się odkochać i nie brnąć w beznadziejny związek? Uprzedzamy: nie jest to łatwe. Miłość bowiem to dla naszego mózgu chemicznie generowany stan uzależnienia. Skoro jednak nauka radzi sobie z uzależnieniami od alkoholu czy narkotyków, może da radę i z miłością? Oto kilka praktycznych porad.

Nie przytulaj się, unikaj seksu

Dzięki temu nie będziesz pobudzać w swoim organizmie wydzielania się oksytocyny. Bo oksytocyna to hormon przywiązania. Jego zasługą jest tęsknota i niepokój, jakie przeżywają rozłączeni kochankowie. Oksytocyna na krótko także stępia pamięć. Dlatego miłość zwykle nie pamięta złego.

Niektórzy naukowcy określają też oksytocynę hormonem przytulania. Poziom oksytocyny rośnie, kiedy para trzyma się za ręce, obejmuje się lub ogląda romantyczny film. Poziom tej substancji wzrasta także po przeżyciu orgazmu. Jeśli nie chcesz więc podtrzymywać relacji z daną osobą, unikaj zbliżeń. Dobrą radą dla par jest zacząć sypiać w osobnych łóżkach, angażować się w pracę w godzinach, które uniemożliwiają wspólne jedzenie śniadań czy kolacji, spędzanie razem czasu. Poziom oksytocyny z pewnością spadnie.

Okazuj lekceważenie i pogardę

Z badań prowadzonych przez psychologa Johna Gottmana wynika, że do rozpadu związku najszybciej przyczyniają się obelżywy względem partnera język, sarkazm oraz kamienna twarz podczas dyskusji i sporów. Nieokazywanie emocji – nawet tych negatywnych – zamykanie się w sobie i wycofanie niszczą relacje. Podobnie – jak pokazują z kolei badania psychologa Paula Ekmana – zabójcze dla związku jest okazywanie partnerowi lekceważenia i pogardy oraz podkreślanie własnej wartości, a obniżanie poczucia wartości partnera. Zacznij tak robić. Szybki efekt – murowany.

Pompuj testosteron

Według naukowców podwyższony poziom testosteronu jest związany z wyższym poziomem agresji – zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. – To także większa asertywność, dominacja i chęć rywalizacji – wyjaśnia dr Cetherine Cohan z Pennsylvania State University, która podjęła się przeprowadzenia testów na ochotnikach.

Badania dr Cohan objęły 92 pary małżeńskie z co najwyżej rocznym stażem małżeńskim. Ochotnikom przeprowadzono testy psychologiczne i badania hormonalne. Co się okazało? Jeśli mężczyznom, którzy mają testosteron w niższych granicach normy, zależy na silniejszym wsparciu psychicznym i emocjonalnym ze strony żony, powinni wybrać sobie taką kobietę, która będzie mieć więcej tego hormonu od przeciętnej. Jeśli jednak mężczyzna z niskim poziomem testosteronu chce być dominujący w związku – powinien związać się z kobietą, której organizm wytwarza mniej tej substancji.

W tak dobranych parach małżonkowie nie tylko chętniej udzielają sobie wsparcia, ale też wykazują więcej dobrej woli i cierpliwości w razie rodzinnego konfliktu. Chcesz, by związek się rozpadł? Postępuj odwrotnie.

Czy jednak poziomem testosteronu można jakoś sterować? Poziom tego hormonu podnosi się podczas rywalizacji, zwiększa go trening sportowy i wysiłek fizyczny. Zmniejsza: przebywanie długo w jednym związku, małżeństwo i posiadanie dzieci.

Chemik radzi: poczekaj

Z punktu widzenia chemika stan zakochania to wynik reakcji łańcuchowej wzajemnie powiązanych ze sobą substancji, które działają na nasz mózg.

To one zalewają mózgi zakochanych błogością, odpowiadają za ich oderwanie od rzeczywistości i obsesyjną potrzebę ciągłej bliskości. Nasz mózgowy układ nagrody pobudzony przez te substancje domaga się ciągłego dostarczania bodźca i nie ulega wyciszeniu. Sporo zamieszania w nasze uczucia wprowadza związek chemiczny o nazwie fenyloetyloamina (PEA). On powoduje gwałtowną ślepotę na wady wybranka i budzi przesadny optymizm co do planów na przyszłość.

Gdy substancję tę podano myszom, zaczęły piszczeć i podskakiwać. Pewien napojony PEA pawian natomiast potrafił przez trzy godziny 160 razy nacisnąć pedał urządzenia do ćwiczeń, by dostać nagrodę w postaci jedzenia zwierającego substancję.

Na szczęście nasz mózg „uodparnia się” na PEA i euforia znika. Uodpornienie na działanie PEA pojawia się między 18. miesiącem a 4. rokiem trwania związku. Statystycznie więc zakochanie mija po niecałych trzech latach. Możemy w spokoju poczekać. Nasze uczucie z pewnością się wypali (zwłaszcza, jeśli nie będziemy budować przywiązania – patrz punkt o oksytocynie).

Miłość to czysta chemia

Sięgnij po farmakologię

Medycyna daje nadzieję. Obsesyjne myśli na temat innej osoby pomaga zwalczyć psychoterapia. W skrajnych przypadkach można też sięgnąć do farmakologii. W sukurs zakochanym przyjść mogą, stosowane w leczeniu depresji, leki zwane inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI). Zadziałają przeciwlękowo i antyobsesyjnie. Pomogą pozbyć się natręctw: wymażą obraz ukochanej osoby, jej oczu i uśmiechu, od którego motyle wariują w żołądku. Drastyczne? Może. Ale skuteczne.

Odstaw antykoncepcję

Ewolucja zadbała, byśmy czuli pociąg do osób różniących od nas genetycznie. Kiedy w słynnym „teście brudnego podkoszulka” poproszono kobiety o wybranie najatrakcyjniejszego ich zdaniem zapachu mężczyzny, który nosił ten strój, panie bezbłędnie wskazały panów mających odmienne geny zgodności tkankowej. Oznacza to, że różnice genetyczne między tymi dwiema osobami są znaczne. Naturze zależy, by ludzie odczuwali pociąg do tych osób, z którymi mają szansę spłodzić dzieci o jak najbardziej zróżnicowanych genach. W efekcie potomstwo będzie miało sprawniejszy układ odpornościowy, którego działanie jest również sterowane przez geny zgodności tkankowej. Ot i cała tajemnica.

Uwaga jednak na pułapkę, jaką zastawiają na nas tabletki antykoncepcyjne. Ten sam eksperyment pokazał bowiem, że panie zażywające pigułki hormonalne wybierają mężczyzn o podobnym zestawie genów zgodności tkankowej. Kiedy więc odstawią tabletki, może je czekać niespodzianka: partner przestanie być dla nich atrakcyjny!

Depresja pomaga

Dobrze, udało nam się skutecznie zakończyć związek, jednak – ku własnemu zaskoczeniu – wcale nie czujemy ulgi. Pojawiają się nawet niepokojące myśli: A może by tak zacząć to wszystko od nowa?

Cóż, wskutek naszych starań partner nie chce nas jednak widzieć, zmienia numer telefonu, ignoruje wszelkie próby kontaktu.

Nadchodzi melancholia, gapienie się w telewizor, obżeranie czekoladą, płacz, depresja. I dobrze. Przetrwajmy to.

Niektórzy naukowcy – jak na przykład antropolog Edward H. Hagen z Humboldt University z Berlina czy biolodzy Paul Watson czy Paul Andrews z University of New Mexico w Albuquerque uważają, że depresja ma znaczenie społeczne – pomaga nam zerwać z beznadziejnym przedsięwzięciem będącym przyczyną poniesionych strat i kieruje naszą uwagę w innym kierunku. Złość lub przygnębienie na trwałe wypalają w naszym mózgu pamięć przykrego zdarzenia i pozwalają nam go w przyszłości unikać. Złość się i płacz. To cię uleczy.

W ”Piątku Ekstra” czytaj też:

Wielki brat podgląda coraz lepiej
Płacąc kartą kredytową czy przez internet, pisząc posty w internecie, zostawiamy za sobą okruszki informacji. Wystarczą cztery detale z twojego życia, byś poczuł się nagi w sieci

Rockmani belwederscy: Maleńczuk, Kukiz, Staszczyk, Kazik
Jeśli przez ostatni rok ktoś śpiewał na poważnie i ostro o Polsce, to artyści z roczników 60. Trwa zaoczne zapisywanie ich do kolejnych partii. A jeden już wystartował w wyborach.

Widzieliśmy „50 twarzy Greya”. Gdzie ten skandaliczny seks? [RECENZJA]
W „50 twarzach Greya” seksu jest zdumiewająco niewiele. Film zapowiadany jako erotyczny skandal to w rzeczywistości kiczowata historia Kopciuszka, który zepsutego księcia uczy kochać. A raczej ma szansę nauczyć – w następnej części. Dziś polska premiera

World Press Photo 2015. Wśród laureatów Kacper Kowalski
Polski fotograf Kacper Kowalski za wykonane z lotu ptaka zdjęcie jeziora pod Gdynią zdobył drugie miejsce w kategorii projekty długoterminowe. Już po raz trzeci znalazł się wśród laureatów tego prestiżowego konkursu

Kurkiewicz w księgarni
Reportaż o postokolonialnym piekle Dominikany w „All inclusive” Mirosława Wlekłego, dowcipny zbiór opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”, opowiadania Tove Jansson w tomie „Wiadomość”, a dla dzieci piękna książeczka „Coś z niczego” Kanadyjki Phoebe Gilman

Jak pies z kotem. Kocia miłość do kartonu
Pudełko po butach, zabawce syna, karton po zgrzewce soku. Nie ma lepszego miejsca, by zapaść w kocią drzemkę.

Wielkie pytania małych ludzi. Po co są ludzie?
Pytanie: „Po co są ludzie?”, ośmioletni Julek, syn pani Marty, zadaje podobno od lat. Muszę uczciwie przyznać, że ja również zastanawiam się nad nim od dawna. Podobnie jak i wielu innych mieszkańców naszej planety.

Sankowski i Świąder w stereo
Prezentujemy płytowe nowości tygodnia: The Unthanks, Peace, Popsysze i Sławek Jaskułke

wyborcza.pl/piatekekstra

 

Wielkie pytania małych ludzi: Po co są ludzie?

Wojciech Mikołuszko, 13.02.2015
To mamuciątko zginęło 42 tys. lat temu w na Półwyspie Jamalskim

To mamuciątko zginęło 42 tys. lat temu w na Półwyspie Jamalskim (MATT DUNHAM/ASSOCIATED PRESS)

Pytanie: „Po co są ludzie?”, ośmioletni Julek, syn pani Marty, zadaje podobno od lat. Muszę uczciwie przyznać, że ja również zastanawiam się nad nim od dawna. Podobnie jak i wielu innych mieszkańców naszej planety.
Musiał się z nim zmagać również Eric Lewis, rysownik z Nowego Jorku. Jednak w komiksie, który opublikował w magazynie „The New Yorker”, udzielił na nie dość przykrej dla nas odpowiedzi. Przedstawił bowiem zasmuconą Ziemię, która wybrała się z wizytą lekarską do Słońca. Ono pochyliło się z troską nad naszą planetą, obejrzało ją uważnie i postawiło trudną do przyjęcia diagnozę: „Obawiam się, że masz ludzi”.

Bo i rzeczywiście, my, ludzie, nieźle zepsuliśmy tę biedną planetę. Jako gatunek istniejemy od blisko 200 tys. lat. Początkowo nie sprawialiśmy większych kłopotów. Zaczęły się one pojawiać dopiero, gdy jakieś 70 tys. lat temu nasi praprzodkowie opuścili rodzinną Afrykę i rozprzestrzenili się po świecie. W Europie i Azji żyły wtedy inne gatunki ludzi. Przez długi czas sądzono, że nasi przodkowie ich po prostu wybili. Ostatnio naukowcy znaleźli jednak dowody na to, że dochodziło do krzyżowania się. Inaczej mówiąc, nasi praprzodkowie i inne gatunki ludzi mieli ze sobą dzieci, które dziedziczyły geny i jednych, i drugich. Do dziś więc nosimy w sobie pamiątkę po tych spotkaniach. Niektórzy naukowcy przypuszczają, że są nią na przykład jasna skóra i błękitne oczy Europejczyków.

To miałyby być geny wymarłego gatunku człowieka, neandertalczyka, który zamieszkiwał Europę przed przybyciem naszych praprzodków. Jeszcze nie ma co do tego pewności. Jeśli jednak ta hipoteza się potwierdzi, to przynajmniej neandertalczyka nie można będzie uznać za gatunek całkowicie przez nas wytępiony.

Naukowcy z Oksfordu prezentują najbardziej dokładne z dotychczasowych badań nad neandertalczykami. Człowiek współczesny nie „wykończył” neandertalczyków

Takiej nadziei nie mają liczne zwierzęta i rośliny, które stanęły na drodze naszych praprzodków. Gdziekolwiek bowiem człowiek nie dotarł, jego panowanie rozpoczynało się od okrutnej rzezi. W Ameryce Północnej padły mamuty, tygrysy szablastozębne i kilka gatunków antylop. W Europie – tury. W Ameryce Południowej – wielkie naziemne leniwce. Na Nowej Zelandii – nielotne ptaki moa. Na Madagaskarze – ptaki słoniowe i wielkie lemury. W Australii – lwy workowate i kangury olbrzymie. A to tylko nieliczne przykłady. Oczywiście, zwierzęta i rośliny wymierały jeszcze miliony lat wcześniej zanim człowiek pojawił się na Ziemi. Nie odbywało się to jednak w aż tak błyskawicznym tempie. W dodatku wymieranie równoważyło powstawanie nowych gatunków. Teraz nie ma na to szans. Naukowcy szacują, że gatunki giną od stu do nawet tysiąca razy szybciej niż dawniej. Oznacza to, że średnio co 20 minut znika z naszej planety kolejna roślina lub zwierzę.

Wielkie pytania Małych Ludzi: Ilu ludzi było na początku i jakim językiem się porozumiewali?

W tej masie złych informacji o ludziach jest jedna dobra – a wręcz bardzo dobra. Otóż pocieszający jest sam fakt, że o tych wymieraniach wiemy i że się nimi przejmujemy. Nie ma innego gatunku na Ziemi, którego by obchodził los zupełnie mu obcych i do niczego nie potrzebnych stworzeń. Tylko ludzie opisują i katalogują wszelkie zwierzęta, rośliny i mikroby. Ba, odkąd odkryli, jak bardzo sami trują planetę, starają się ją uleczyć. Tworzą parki narodowe i rezerwaty. Chronią gatunki wymierające. Wprowadzają kary za niszczenie środowiska. Planują nawet odtwarzanie już wymarłych zwierząt i roślin.

To zaś oznacza, że potrafimy być zarówno szkodnikami, jak i lekarzami Ziemi. I to my sami – ja, Ty, drogi Julku, Twoja mama, każdy z nas – musimy zdecydować, kim będziemy. Nauki przyrodnicze nie odpowiedzą na pytanie, po co są ludzie. Mogą jednak pomóc w realizacji tego konkretnego celu, jaki przed sobą postawimy. Jeśli wybierzemy pomaganie naszej planecie, to być może, w jakiejś odległej przyszłości, Ziemia zamiast pełnych troski słów: „Obawiam się, że masz ludzi”, usłyszy radosne: „Hura, masz ludzi!”.

W ”Piątku Ekstra” czytaj też:

Wielki brat podgląda coraz lepiej
Płacąc kartą kredytową czy przez internet, pisząc posty w internecie, zostawiamy za sobą okruszki informacji. Wystarczą cztery detale z twojego życia, byś poczuł się nagi w sieci

Rockmani belwederscy: Maleńczuk, Kukiz, Staszczyk, Kazik
Jeśli przez ostatni rok ktoś śpiewał na poważnie i ostro o Polsce, to artyści z roczników 60. Trwa zaoczne zapisywanie ich do kolejnych partii. A jeden już wystartował w wyborach.

Jak zakończyć związek?
Krótki poradnik – zakochanym ku przestrodze, zdesperowanym – ku pomocy.

Widzieliśmy „50 twarzy Greya”. Gdzie ten skandaliczny seks? [RECENZJA]
W „50 twarzach Greya” seksu jest zdumiewająco niewiele. Film zapowiadany jako erotyczny skandal to w rzeczywistości kiczowata historia Kopciuszka, który zepsutego księcia uczy kochać. A raczej ma szansę nauczyć – w następnej części. Dziś polska premiera

World Press Photo 2015. Wśród laureatów Kacper Kowalski
Polski fotograf Kacper Kowalski za wykonane z lotu ptaka zdjęcie jeziora pod Gdynią zdobył drugie miejsce w kategorii projekty długoterminowe. Już po raz trzeci znalazł się wśród laureatów tego prestiżowego konkursu

Kurkiewicz w księgarni
Reportaż o postokolonialnym piekle Dominikany w „All inclusive” Mirosława Wlekłego, dowcipny zbiór opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”, opowiadania Tove Jansson w tomie „Wiadomość”, a dla dzieci piękna książeczka „Coś z niczego” Kanadyjki Phoebe Gilman

Jak pies z kotem. Kocia miłość do kartonu
Pudełko po butach, zabawce syna, karton po zgrzewce soku. Nie ma lepszego miejsca, by zapaść w kocią drzemkę.

Sankowski i Świąder w stereo
Prezentujemy płytowe nowości tygodnia: The Unthanks, Peace, Popsysze i Sławek Jaskułke

wyborcza.pl

 

Jak pies z kotem. Kocia miłość do kartonu

Margit Kossobudzka, 13.02.2015
Domowe koty czują się komfortowo w temperaturze 30-36 st. Celsjusza

Domowe koty czują się komfortowo w temperaturze 30-36 st. Celsjusza (123RF)

Pudełko po butach, zabawce syna, karton po zgrzewce soku. Nie ma lepszego miejsca, by zapaść w kocią drzemkę.
Jeśli gdzieś w domu zawieruszyło się kartonowe pudełko, mogę strzelać w ciemno, że właśnie siedzi w nim któryś z moich czterech kotów. Czasami śpią na sobie dwa, byle tylko choć kawałkiem kociego ogona leżeć w kartonie. Najpierw walczyłam z tą kocią modą, ale machnęłam ręką. Co mi w zasadzie przeszkadza naddarte pudełko na parapecie?

Jak się okazuje – słusznie, bo pociąg do pudełek jest u kotów silniejszy, niż nam się zdawało. Szczególnie u zwierząt wziętych ze schroniska.

Jednym z wytłumaczeń kociej słabości do pudełek jest redukcja poziomu stresu. Tak twierdzą specjaliści od zachowań zwierząt w najnowszym wydaniu „Applied Animal Behaviour Science”.

Weterynarze z Uniwersytetu w Utrechcie badali poziom stresu u schroniskowych kotów i odkryli, że chowanie się do pudełek jest dla kotów doskonałym sposobem na zmniejszenie lęku. Nawet jeśli działa to na krótką metę. Badacze wybrali koty ze schronisk nie bez powodu. Miejsca te, choćbyśmy nie wiem jak się starali, są ogromnym źródłem stresu dla zwierząt.

Holendrzy podglądali koty, które dopiero co przybyły do schroniska. 10 z nich dostało swoje pudełka, w których mogły się chować. Dziewięć nie.

Po trzech-czterech dniach obserwacji uczeni dostrzegli znaczące różnice w zachowaniu się zwierząt. Koty, które mogły się chować, znacznie szybciej przystosowywały się do nowego otoczenia, nie wykazywały oznak stresu.

Koty nie tylko lubią chować się w najróżniejszych dziurach, ale ważny jest też dla nich sam moment przeciskania się do środka czy ocierania o krawędzie otworu. Claudia Vinke, jedna z autorek badania: „Skrywanie się jest strategią zachowania się tego gatunku, która pozwala kotom na radzenie sobie ze zmianami środowiska i czynnikami stresowymi. Jest to dla tych zwierząt na tyle ważne, że pozbawianie ich możliwości chowania się źle wpływa na ich dobrostan”.

Uczeni dowodzą, że pudełka nie są jedyną rzeczą, która przyciąga koty. To także różne miski, zlew, wanna i inne ograniczone (mające krawędzie) przedmioty. Koty szukają takich miejsc nie tylko po to, by poczuć się w nich bezpiecznie, ale też z powodu ciepła.

„Według badań przeprowadzonych w 2006 roku przez National Research Council temperatura, w jakiej domowe koty czują się komfortowo, wynosi od 30 do 36 st. C. Łatwiej ją osiągnąć na ograniczonej powierzchni. Niewielkie kartonowe pudełko idealnie izoluje od otoczenia i nadaje się do zwinięcia się w kulkę, co z kolei pozwala zwierzętom na zachowanie pożądanej ciepłoty”. No dobrze. Pudełka zostają w domu.

W ”Piątku Ekstra” czytaj też:

Wielki brat podgląda coraz lepiej
Płacąc kartą kredytową czy przez internet, pisząc posty w internecie, zostawiamy za sobą okruszki informacji. Wystarczą cztery detale z twojego życia, byś poczuł się nagi w sieci

Rockmani belwederscy: Maleńczuk, Kukiz, Staszczyk, Kazik
Jeśli przez ostatni rok ktoś śpiewał na poważnie i ostro o Polsce, to artyści z roczników 60. Trwa zaoczne zapisywanie ich do kolejnych partii. A jeden już wystartował w wyborach.

Jak zakończyć związek?
Krótki poradnik – zakochanym ku przestrodze, zdesperowanym – ku pomocy.

Widzieliśmy „50 twarzy Greya”. Gdzie ten skandaliczny seks? [RECENZJA]
W „50 twarzach Greya” seksu jest zdumiewająco niewiele. Film zapowiadany jako erotyczny skandal to w rzeczywistości kiczowata historia Kopciuszka, który zepsutego księcia uczy kochać. A raczej ma szansę nauczyć – w następnej części. Dziś polska premiera

World Press Photo 2015. Wśród laureatów Kacper Kowalski
Polski fotograf Kacper Kowalski za wykonane z lotu ptaka zdjęcie jeziora pod Gdynią zdobył drugie miejsce w kategorii projekty długoterminowe. Już po raz trzeci znalazł się wśród laureatów tego prestiżowego konkursu

Kurkiewicz w księgarni
Reportaż o postokolonialnym piekle Dominikany w „All inclusive” Mirosława Wlekłego, dowcipny zbiór opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”, opowiadania Tove Jansson w tomie „Wiadomość”, a dla dzieci piękna książeczka „Coś z niczego” Kanadyjki Phoebe Gilman

Wielkie pytania małych ludzi. Po co są ludzie?
Pytanie: „Po co są ludzie?”, ośmioletni Julek, syn pani Marty, zadaje podobno od lat. Muszę uczciwie przyznać, że ja również zastanawiam się nad nim od dawna. Podobnie jak i wielu innych mieszkańców naszej planety.

Sankowski i Świąder w stereo
Prezentujemy płytowe nowości tygodnia: The Unthanks, Peace, Popsysze i Sławek Jaskułke

wyborcza.pl/piatekekstra

 

Putin nie oddał granicy

Tomasz Bielecki Bruksela, 13.02.2015
Władimir Putin w pałacu Łukaszenki po rozmowach w Mińsku

Władimir Putin w pałacu Łukaszenki po rozmowach w Mińsku (Reuters / Vasylyi Fedosenko)

Rokowania Petra Poroszenki, Władimira Putina, Angeli Merkel i François Hollande’a trwały ponad 16 godzin. Po kilku fałszywych alarmach, że szczyt w Mińsku kończy się klęską, wczoraj przed południem ogłoszono porozumienie.
Na żądanie czworga przywódców podpisała je „grupa kontaktowa” pod patronatem OBWE. To delegaci Kijowa, Moskwy i donbaskich rebeliantów. – Najbliższe godziny i dni przesądzą o pokoju. Zobaczymy, czy ugoda będzie przestrzegana – powiedział prezydent Hollande.

Podobne porozumienie zawarte w Mińsku we wrześniu 2014 r. rozlewu krwi nie zatrzymało. W styczniu „dziwny rozejm” przerodził się w wielką ofensywę rebeliantów. Teraz zawieszenie ognia ma się zacząć o północy z soboty na niedzielę.

Karty przetargowe

Poroszenko ogłosił szybką wymianę jeńców, w tym uwolnienie pilotki Nadieżdy Sawczenko (choć tego w porozumieniu nie zapisano). Moskwa trzyma ją za kratami pod zarzutem udziału w „zamordowaniu rosyjskich dziennikarzy” w Donbasie. Stała się narodową bohaterką Ukrainy. Prowadzi głodówkę.

Poroszenko jechał do Mińska z twardym żądaniem, by odebrać rebeliantom kontrolę nad granicą z Rosją na odcinku donbaskim i oddać ją pod silny nadzór OBWE. Ale nadział się na „niet” Putina, który przerzuca tędy broń i najemników. Kijów ustąpił. Przejmowanie tej granicy Ukraina mogłaby zacząć dopiero po wyborach na terenach opanowanych przez rebelię (może latem). A skończyć po zmianie konstytucji, która ma kraj zdecentralizować, uwzględniając „specyfikę” Donbasu. Czyli może przed końcem roku.

Co gorsza, kontrola nad granicą wymaga uzgodnień z władzami Donbasu w ramach „grupy kontaktowej”: OBWE, Kijów, Moskwa, separatyści. A więc może – na święty nigdy.

W ugodzie jest wprawdzie mowa (podobnie jak we wrześniu) o wycofaniu obcych wojsk z Ukrainy, ale nieszczelna granica nie pozwoli go wyegzekwować. – Dlatego rozejm może się okazać niewykonalny. Brak kontroli pogranicza będzie podsycać wojnę – uważa Jörg Forbrig, ekspert German Marshall Fund.

– Nie ma mowy ani o federalizacji Ukrainy, ani o autonomii dla Donbasu – powiedział wczoraj z ulgą Poroszenko. Tego Putin nie wymusił. Ale rebelianckie rejony mają dostać „specjalny status” potwierdzony przez ukraińską ustawę, wybory i zmiany konstytucji Ukrainy. Dałby władzom Donbasu prawo do własnych „milicji ludowych” oraz wpływ na obsadzanie szefów sądów i prokuratur w regionie.

Obietnice i podejrzenia

Kijów obiecał reaktywowanie sieci bankowej w Donbasie. Merkel i Hollande w mińskiej deklaracji czworga przywódców obiecali w tej sprawie pomoc. Ukraina ma wznowić świadczenia socjalne (np. emerytur i rent) w rebelianckiej części Donbasu. Spełnia to żądanie Moskwy, by Kijów wziął te tereny na swój garnuszek.

Mińskie porozumienie nakazuje wycofać ciężką broń ze „strefy bezpieczeństwa” szerokiej na 50-70 km (na niektórych odcinkach do 140 km) oddzielającej wojska Ukrainy od separatystów. We wrześniu 2014 r. była mowa tylko o 30 km. Strefa buforowa – pod nadzorem OBWE – ma objąć tereny między linią rozejmową z września a obecnym frontem. Pomoże to rebeliantom umocnić najnowsze zdobycze z okresu „dziwnego rozejmu”.

– W Mińsku wszyscy byli świadomi, że ugoda jest bardzo chwiejna. Być może wolność dla Sawczenko i nowy pakiet pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego były zachętami, by Poroszenko uległ – mówi Jörg Forbrig. Wczoraj szefowa MFW Christine Lagarde ogłosiła nowy pakiet pożyczek (17,5 mld dol.). Zwiększy to łączną pomoc dla Ukrainy do 40 mld dol. w najbliższych czterech latach.

Polska sceptycznie odnosi się do porozumienia z Mińska. – Najważniejsze, że został przerwany rozlew krwi, ale do prawdziwego pokoju daleko – powiedział prezydent Bronisław Komorowski. – Klucz do rozwiązania konfliktu w sensie politycznym i militarnym nie leży w Kijowie, lecz w Moskwie.

Poroszenko zaś, zaproszony przez Donalda Tuska na szczyt UE, opowiadał wczoraj w Brukseli o wojnie na Ukrainie. Bardzo się boi, że europejskie „gołębie” zaczną teraz naciskać, by złagodzić sankcje wobec Rosji. A to tylko rozzuchwaliłoby Putina.

Zobacz także

wyborcza.pl

W czasie szczytu Łukaszenka osobiście przynosił kawę uczestnikom negocjacji

Andrzej Poczobut (Grodno), 13.02.2015
Łukaszenka sprawdził się jako gospodarz najważniejszego wydarzenia politycznego tego roku

Łukaszenka sprawdził się jako gospodarz najważniejszego wydarzenia politycznego tego roku (Sergei Grits / AP (AP Photo/ Sergei Grits))

Największym wygranym mińskich pertraktacji czuje się przywódca Białorusi Aleksander Łukaszenka, który ma nadzieję, że teraz Zachód przestanie go bojkotować.
Po zakończeniu całonocnych pertraktacji w Mińsku tylko jeden polityk naprawdę tryskał optymizmem – gospodarz spotkania, czyli prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka.

– Już kilkakrotnie mówiłem, iż jestem zadowolony, że Białotuś wykonała swoje zadanie – tłumaczył dziennikarzom.

Opowiadając o swojej roli w trakcie pertraktacji, prezydent przyznał, że jego głównym zadaniem było dostarczanie politykom posiłków.

– Nakarmiliśmy ich i wszystko im zagwarantowaliśmy. Jedli jajecznicę, ser, produkty mleczne, wypili kilka wiader kawy – chwalił się Łukaszenka, podkreślając, że kawę przynosił osobiście.

Jednak nawet świadomość, że wystąpił w roli kelnera, nie psuła mu humoru. Zwracając się do zagranicznych dziennikarzy, którzy przyjechali relacjonować pertraktacje, powiedział: – Przyjeżdżajcie do nas jeszcze, oczywiście nie daj Boże w takich sprawach. Lepiej w sprawie budowy naszego wspólnego domu – Europy.

Rządzący Białorusią od 1994 roku Łukaszenka był przez lata bojkotowany przez zachodnich przywódców. Zarzucali mu oni fałszowanie wyborów i prześladowanie opozycji oraz unikali pokazywania się w jego towarzystwie. Od 2006 roku Łukaszenka i czołowi dygnitarze białoruskiego reżimu zostali objęci sankcjami. UE i USA zakazały im wjazdu oraz zajęły ich aktywa. Dwa lata później, po zwolnieniu przez reżim więźniów politycznych, sankcje te zostały częściowo zawieszone. Jednak w 2010 roku, po brutalnym spacyfikowaniu protestów opozycji przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich, przywrócono je, a nawet poszerzono czarną listę o ponad 200 nazwisk urzędników zaangażowanych w represje.

– Konflikt Zachodu z Putinem spowodował, że białoruska dyktatura już nie jest najważniejszym problemem. Zresztą na tle wydarzeń na Ukrainie jej brutalność również nie robi wielkiego wrażenia. Właśnie to pozwoliło Merkel i Hollande’owi przyjechać do Mińska na pertraktacje – powiedział „Wyborczej” białoruski politolog Uładzimir Mackiewicz, szef Agencji Technologii Humanistycznych.

Mińsk nie kryje nadziei, że osobiste spotkanie Łukaszenki z przywódcami Niemiec i Francji zaowocuje ociepleniem relacji Białorusi z Zachodem.

– Nasze stanowisko w sprawie Ukrainy pozwoliło Europie lepiej zrozumieć Białoruś. Doprowadzi to do tego, że atmosfera w naszych relacjach będzie lepsza – powiedział szef MSZ Białorusi Uładzimir Makiej.

Zachód uzależnia normalizację stosunków z Białorusią od zwolnienia więźniów politycznych, w tym konkurenta Łukaszenki z ostatnich wyborów prezydenckich Mykoły Statkiewicza, który odsiaduje wyrok sześciu lat pozbawienia wolności za rzekome zorganizowanie zamieszek. Łukaszenka nie godzi się na wypuszczenie go na wolność, więc białorusko-unijne relacje od kilku lat znajdują się w impasie. Jednak po mińskim szczycie niezależni eksperci demonstrują ostrożny optymizm.

– Zachód oczywiście nie zrezygnuje z żądania uwolnienia więźniów politycznych czy większej demokratyzacji Białorusi, jednak nie będzie już stawiać sprawy na ostrzu noża – powiedział „Wyborczej” białoruski politolog Aleksander Kłaskouski.

Jego zdaniem jeżeli Łukaszenka nie wykaże się szczególną brutalnością przy okazji jesiennych wyborów prezydenckich, ocieplenie stosunków z Zachodem może być trwałe.

Zobacz także

wyborcza.pl

Nasze morze śmierci. Jak opisać tragedię uchodźców

Jarosław Mikołajewski, mc, 13.02.2015
Słynna włoska poetka Antonella Anedda dała nam do opublikowania wiersz, który napisała wstrząśnięta tragedią na Morzu Śródziemnym

Słynna włoska poetka Antonella Anedda dała nam do opublikowania wiersz, który napisała wstrząśnięta tragedią na Morzu Śródziemnym

Słynna włoska poetka Antonella Anedda dała nam do opublikowania wiersz, który napisała wstrząśnięta tragedią na Morzu Śródziemnym
W ostatnich dniach w Morzu Śródziemnym utonęło najprawdopodobniej ponad 300 imigrantów, którzy próbowali dostać się do Europy. Włoska straż przybrzeżna przejęła łódź ze 105 osobami, ale jej pasażerowie opowiadali o trzech innych. Wszystkie wyruszyły w sobotę z Libii. O pozostałych słuch zaginął. Zapewne poszły na dno.

W ub. roku Morze Śródziemne pochłonęło ok. 3,5 tys. ofiar. W tym może być ich jeszcze więcej, bo Włosi zakończyli akcję ratowniczą „Mare Nostrum” (Nasze Morze). Zamiast niej rozpoczęła się unijna operacja „Triton”, której celem jest jednak tylko patrolowanie granic. Trzykrotnie mniejszy budżet nie pozwala na nic innego.

Widać już efekty tej decyzji. Imigrantów z wyratowanej łodzi zabrały na wyspę Lampedusa małe łodzie patrolowe, a nie okręt przygotowany do ratowania ludzi. Podróży przez morze nie przetrwało 29 osób, które na oczach strażników zmarły z wychłodzenia.

Antonella Anedda, uważana dziś za najwybitniejszą włoską poetkę, napisała wiersz, bez tytułu, który „Gazeta Wyborcza” drukuje jako pierwsza – nie ukazał się jeszcze nawet we Włoszech. Wiersz nawiązuje najwyraźniej do zdjęcia ciał młodej afrykańskiej pary, która zmarła wraz z ponad 300 imigrantami w podróży do Europy w październiku 2013 r.

***

Myślę dzisiaj o dwojgu z wielu którzy utonęli

o kilka metrów od tych słonecznych brzegów

o znalezionych pod łodzią, przytulonych, objętych.

Zastanawiam się czy na kościach wyrosną korale

i co się stanie z krwią w środku soli,

więc sprawdzam – szukam wśród starych podręczników

medycyny sądowej mojego ojca

książki w której ofiary

są na fotografiach razem z przestępcami

na chybił trafił: samobójcy, mordercy, genitalia.

Żadnego pejzażu tylko stalowe niebo fotografii, czasem krzesło,

tułów owinięty w prześcieradło, stopy na noszach, nagość.

Czytam. Dowiaduję się że właściwą nazwą jest livor mortis .

Krew gromadzi się nisko i krzepnie

najpierw czerwona potem sina wreszcie staje się pyłem

który owszem, może rozpuścić się w soli.

Tłum. Jarosław Mikołajewski

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s