Niemcow (02.03.15)

 

Kim jest Anna Duricka, Ukrainka i świadek zabójstwa Borysa Niemcowa?

ro, pap, 01.03.2015
Anna Duricka, ukrywająca się teraz partnerka Niemcowa

Anna Duricka, ukrywająca się teraz partnerka Niemcowa (materiały marketingowe)

Ukraińska modelka Anna Duricka stała się kluczowym świadkiem zabójstwa Borysa Niemcowa, czołowego rosyjskiego opozycjonisty i krytyka Putina, którego zastrzelono w piątkową noc niedaleko Kremla.
Jak podaje „Observer”, Duricka była przesłuchiwana przez całą noc. Powołując się na źródło zbliżone do policji, gazeta dodaje, że 23-letnią modelkę łączył z opozycjonistą romans, który zaczął się, gdy miała ona 19 lat.

Z zeznań modelki wynika, że od godz. 22 czekała na Niemcowa w Bosco-Café w galerii handlowej na placu Czerwonym. Para zjadła obiad i wyszła na spacer. Zmierzali do mieszkania, które Niemcow kupił w jednym z apartamentowców nieopodal Kremla.

duricka

„Mamo, zastrzelili Borysa”

Moskiewski kanał telewizyjny TWC opublikował film z kamery monitoringu miejskiego, na którym widać moment zabójstwa Niemcowa. Jeszcze w sobotę policja twierdziła, że do Niemcowa strzelano z przejeżdżającego białego forda. Film pokazuje jednak, że było inaczej.

Choć nagranie jest słabej jakości, to widać na nim sylwetki polityka i towarzyszącej mu Anny Durickiej. Oboje szli Wielkim Mostem Moskworieckim od strony placu Czerwonego. Za nimi powoli jechała ciężarówka odśnieżająca ulicę. Gdy pojazd zrównał się z parą i tym samym zasłonił widok, wyskoczył zza niego mężczyzna, który prawdopodobnie zastrzelił Niemcowa. Na filmie widać, że wsiadł do białej łady, która odjechała w kierunku dzielnicy Zamoskworieczje. Kiedy ciężarówka odjeżdża, na filmie widać już tylko sylwetkę kobiety.

Niezależna telewizja Dożd poinformowała w niedzielę, że Duricka przebywa pod ochroną policji w prywatnym mieszkaniu. W śledztwie ma status świadka. W sobotę dopuszczono do niej ukraińskiego konsula w Moskwie Hennadija Breskalenkę.

Portal Inforesist.org cytuje matkę Durickiej, Innę Michajłownę, do której modelka zadzwoniła tuż po zabójstwie Niemcowa. – Mówiła, że chciała, aby jechali taksówką. Ale on miał ochotę na spacer. Anna trzymała go za rękę – opowiada Michajłowna. – Zadzwoniła do mnie i powiedziała: Mamo, zabili Borysa. Postrzelili go w plecy. On tu leży, nieżywy. Była przerażona.

Duricka o pomoc poprosiła kierowcę przejeżdżającego samochodu. To on próbował reanimować Niemcowa, ale opozycjonista umarł mu na rękach. Duricka, powołując się na szok, zeznała, że niewiele pamięta.

„Mogli się pokłócić”

23-letnia Duricka jest obywatelką Ukrainy, co według rosyjskiego prokuratora generalnego ma dowodzić, że w zabójstwie opozycjonisty kluczowy jest „ukraiński trop”. Niemcow mówił bowiem, że może udowodnić, że to Rosja rozpętała wojnę na Ukrainie. Duricka niedawno przyjechała do Moskwy z Kijowa. Śledczy nie podejrzewają jej o udział w zabójstwie. Ale dodają, że mogła stać się narzędziem morderców nieświadomie. Jak zauważa „Observer”, mimo że ona sama nazywa się „modelką i aktorką”, nie zagrała do tej pory w żadnym filmie. Studiowała za to księgowość na kijowskim uniwersytecie i pracowała w mało znanych agencjach modelek, które porzuciła po tym, jak nawiązała znajomość z Niemcowem. „Life News”, internetowa tuba propagandowa Kremla, opublikował informację, że Duricka niedawno przeszła aborcję, choć nie zaprezentował żadnych dowodów na poparcie tej teorii. Podał też, że para „mogła się pokłócić”.

„Anna chce wrócić do ojczyzny”

TV Dożd przytoczyła wypowiedź deputowanego do Rady Najwyższej Ukrainy Ostapa Semeraka, według którego policjanci nie pozwalają kobiecie wychodzić z mieszkania, uniemożliwiając jej w ten sposób powrót do Kijowa, skąd pochodzi.

Adwokat rodziny Niemcowa Wadim Prochorow, który także reprezentuje interesy Durickiej, przekazał, że złoży skargę do prokuratury generalnej FR i rzecznika praw człowieka Rosji (ombudsmana) z powodu – jego zdaniem – bezprawnego ograniczania kobiecie wolności na terytorium Rosji. – Anna jednoznacznie zadeklarowała, że chce wrócić do ojczyzny. W Kijowie ma chorą matkę, która i tak jest już w trudnej sytuacji psychicznej. Nie pozwala jej się na to. Faktycznie znajduje się w areszcie domowym – oznajmił Prochorow cytowany przez telewizję Dożd.

Agencja RIA-Nowosti podała, że Duricka nie zgodziła się, by objęto ją programem ochrony świadka. Z kolei agencja Interfax poinformowała, że komitet śledczy chce przeprowadzić z Ukrainką dodatkowe czynności.

Zobacz także

wyborcza.pl

Dominikana: Raj, w którym seks jest bogiem

Mirosław Wlekły, 04.02.2015
Kadr z filmu

Kadr z filmu „Sanky Panky” (Materiały prasowe)

Sanky panky nie lubi, gdy nazywa się go męską prostytutką. On stara się, by turystka uwierzyła w jego miłość. I żeby ta wiara przetrwała koniec turnusu
– Pan sam? – recepcjoniści hotelu Dominican Bay (Zatoka Dominikańska) uśmiechają się porozumiewawczo.

Recepcja ma wymiar kortu tenisowego. Długie kremowe zasłony zamiast ścian, wiklinowe fotele z białymi poduchami, pośrodku fontanna. Dostaję klucz. Numer 17307.

Na rękę zakładają mi różową bransoletkę z plastiku. Od tej chwili mogę w pełni korzystać z dobrodziejstw all inclusive. Piwa, rumy, drinki i fast food od dziesiątej rano niemal do świtu. Wszystko w cenie wczasów.

Do morza, choć podobno jest przejrzystoturkusowe jak nigdzie na świecie, dotrą nie wszyscy goście Zatoki Dominikańskiej. Nie dlatego, że się nie da. Pytanie brzmi raczej: po co? Po co komu morze, gdy pod nosem basen, przy nim leżaki, obok bar i tylko krok do hotelowego pokoju. A do morza trzeba przejść 200 metrów i pokonać trzy przecznice. Nawet jeśli nie trzeba iść ulicami: zatłoczonymi, hałaśliwymi, brudnymi, z popękaną nawierzchnią. Hotelowe alejki, deptaki, wiadukty i mostki tak prowadzą zagranicznego turystę, by nie narazić go na kontakt z tubylcami. Ogrodzenia, mury i murki mają zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. I oddzielić od przykrych widoków i zapachów.

Izolacja jest luksusem. Im droższa wycieczka, tym mniej kontaktu z realnym światem.

Sto metrów od hotelu nie ma już idealnie przystrzyżonych trawników i spadających na nie z drzew czerwonych kwiatów hibiskusa; jest beton, na betonie śmieci. Zatrzymują się autobusiki, które wożą ludzi do stolicy (normalny – 50, expresso – 70 peso, 20 razy taniej niż taksówka).

Calle Juan Bautista Vicini to dla wielu turystów początek i koniec kontaktów z tubylcami (nie licząc obsługi hotelu). To jedyne miejsce w drodze nad morze, gdzie dwa równoległe światy, turysty i tubylca, przecinają się. Na styku obu – przy płotach, wyjściach z hoteli, na brzegu morza stoją – sanky panky, kolorowo ubrani młodzi Dominikańczycy: alfonsi, sprzedawcy narkotyków, przewodnicy, a przede wszystkim chłopcy do towarzystwa dla białych turystek.

Seksturystki w obiektywie Ulricha Seidla

– Hola, amigo! Marihuana? Mujeres?

Są namolni. Zagadasz – nie odpuszczą, dopóki nie kupisz trawy albo dziewczyny. Milczysz, czyli jesteś rasistą. Krzyczą za mną, kiedy wchodzę na teren zamkniętego dla osób spoza hotelu, pilnie strzeżonego parku. Po równo przystrzyżonej trawie pośród palm oprócz mnie spacerują tylko kury, które przeskoczyły z sąsiedniej posesji. Wspinam się na przerzucony nad zaniedbanymi ulicami wiadukt dla hotelowych gości. Z dołu nawołują mnie czarnoskóre dziewczyny, jakiś gość znów proponuje trawkę. Udaję, że nie słyszę. Na samym wiadukcie nikt mnie nie dotknie, nikt nie zaczepi. Jeszcze tylko przejście przez klimatyzowany korytarz budynku konferencyjnego i jestem.

Plaża. Biały piasek, turkusowe ciepłe morze, bary pomiędzy palmami. Ochrona pilnuje, żeby nikt z zewnątrz nie przekroczył granicy. Wyznacza ją kamienny murek sięgający łydek.

Tu: niemłode Niemki opalają się toples, Francuz na niebieskim leżaku czule przytula młodą Dominikankę, Włoch fotografuje się w uścisku z nastoletnimi Mulatami, darmowe drinki i zmrożone piwo.

Tam: tani rum, placki z kukurydzy i smażone ryby. Miejska plaża jest zagracona i zaśmiecona.

– Chcesz piedra china? – To sanky panky. Ma na imię Rafi. Najpierw coś wykrzykuje zza murka, potem zaczyna wymachiwać rękami.

– Chcesz dziewczyny?

Przeczę ruchem głowy.

– My też mamy żony. Żona nie musi o niczym wiedzieć – uspokaja. – A może jesteś gejem? To przywiozę ci chłopaka.

Uciekam wzrokiem.

Na plaży bardzo, bardzo dojrzałe Amerykanki tulą się do dwóch miejscowych dwudziestolatków. Słit focia za słit focią. Usta w dzióbek. Pstryk! Ręka na pupie. Pstryk! Całus w policzek. Pstryk! Mokry pocałunek. Pstryk! Amerykanki ryczą ze śmiechu.

Rafi przeskakuje murek. Ostrożnie – tylko kilka kroków w głąb obcego terytorium. Wyciąga otwarte dłonie. Na nich płócienne woreczki. W każdym niewielkie, okrągłe coś. Haszysz? Rafi rechocze.

– To piedra china, chińskie kamienie. Smarujesz nimi fiuta. Po 15 minutach wycierasz. Będzie sterczał całą noc. Możesz nim zabić kobietę.

Na plażę przyniósł pięć kamieni miłości. Zapewnia, że to dzieła natury zrobione na bazie kakao. 500 peso sztuka. 40 złotych.

W 2008 roku po zażyciu piedra china w Nowym Jorku zmarł mężczyzna. Tamtejszy Departament Zdrowia natychmiast wydał ostrzegawczy komunikat. Stosowany doustnie zaburza pracę serca, może je nawet zatrzymać. Używany na skórę – co jest najczęściej praktykowane – powoduje czasem jej podrażnienie lub uszkodzenie.

– Nie chcesz piedry? Pewnie, nie musisz. Zaraz ci przyprowadzę una chica buena. Buenissima! Jaką wolisz? 22, 26 lat? W cenie cztery godziny w hotelu, todo incluido.

Rafi podsuwa mi wizytówkę. Cztery wypięte pupy w różowych stringach. Pracuje tylko z mujeres clasicas, zapewnia, że lepszych i prawdziwszych lasek w mieście nie znajdę.

Ceny? 2,5 tysiąca peso (190 złotych) za godzinę. 12 tysięcy (900 złotych) za noc.

– Jeśli potrzebujesz dziewczyny na cały tydzień, dogadamy się. Będziesz zadowolony. A może lubisz do dupki? Jak chcesz, przyprowadzę ci Haitankę, one są najciaśniejsze. Mówię ci, rewelacja.

Nie skorzystam, ale postawię butelkę presidente. Rozlewamy do plastikowych kubków. Pogadamy o kinie. „Sanky Panky”. Billboardy reklamujące tę komedię stoją przy głównych arteriach Santo Domingo. Pierwsza część miała premierę w 2006 roku. Młody Genaro rzuca pracę w spożywczaku w stolicy. Uczy się angielskiego i jedzie pracować w kurorcie, a przy okazji zapolować na bogatą amerykańską turystkę. Wybucha jednoturnusowy romans.

Wieśniaki jadą w świat. Spadajcie z raju

Lindsay de Féliz, Brytyjka mieszkająca w Dominikanie, spisała w dziesięciu punktach charakterystykę czyhającego na turystki niebezpieczeństwa zwanego sanky panky.

Ten dekalog mógłby również posłużyć za streszczenie filmu.

1. Pojawiają się wszędzie tam, gdzie jest popyt – czytaj: turyści.

– Większość z nich jest z Europy – Rafi pociąga łyk piwa. – To głównie Włosi, Francuzi i Niemcy. Trochę Kanadyjczyków i Amerykanów. Kiedy akurat nie zajmujemy się bogatymi turystkami, zarabiamy na facetach, którym naganiamy dziewczyny. Czarni biorą Mulatki. Biali wolą ciemne. Wiadomo, im ciemniejsza, tym lepsza, nie? Pracują tu dziewczyny z całej Dominikany. Jak znajdziemy im klienta, odpalają nam 20 procent. W sezonie da się tak wyciągnąć nawet 30 tysięcy peso na tydzień (ponad 2200 złotych).

2. Zadbani: mięśnie, ciuchy z metkami, przeciwsłoneczne okulary znanych firm (zwykle podróbki) i biżuteria. Ubrani kolorowo, w modnych T-shirtach albo kwiecistych koszulach. Zawsze młodzi, zazwyczaj też piękni. Na dominikańskich plażach, w pobliżu drogich hoteli. Zaczepiają turystki i turystów. Załatwią wszystko.

– My jesteśmy branża usługowa – zapewnia Rafi. – Zawozimy do dobrych dyskotek, przywozimy cygara, alkohol. Narkotykami się nie zajmuję, ale naganiam klientów wypożyczalniom pływających bananów. Na tym też można zarobić. Od każdego frajera dostaję 50 peso.

3. Nie tracą czasu: zazwyczaj po kilku godzinach znajomości wyznają miłość, zapewniają, że nigdy nie czuli się w towarzystwie kobiety tak wspaniale, i deklarują, że chcą mieć z nią dziecko (bez względu na to, ile ma lat).

– Najfajniejsze są Amerykanki, ciemnawe takie, ale ostatnio jakby ich mniej przyjeżdżało. Ale niemieckie blondynki też są niczego. No wiesz, tu mają, tam mają – Rafi kreśli dłońmi w powietrzu wielkie łuki. – I te anielskie włosy! Farbowane? Mniejsza, nie jestem wybredny. Gdybym był, nie zarobiłbym na chleb. Nawet jak się trafi stara i gruba, nie odmówię. To w końcu tylko praca. Jak trzeba, łykam pastylki. Biorę je potem ostro, całą noc. Żeby nigdy nie zapomniały tygodnia w Boca Chica.

4. Zapraszają do rodzinnych domów (by przedstawić matce, dzięki czemu kobieta ma poczuć się wybranką), zazwyczaj nędznych, bez kuchni, kanalizacji. Jeśli domy ich rodziców nie spełniają warunków, wynajmują sobie na parę godzin klitkę z matką do wynajęcia.

Rafi to chojrak i prawdziwy profesjonalista: bródka, diamencik w lewym uchu, różowy kolczyk na środku języka, okulary, fioletowe koraliki, tatuaże na ramionach. Pochodzi z pobliskiej La Calety, ma 29 lat i siedmioletniego syna, którego widuje tylko od święta. Kiedyś chciał być barmanem, ale przerwał kurs. Przeprowadził się do Boca Chica i został sanky panky. Raz miał nawet dziewczynę z Polski. Z Olą chodził przez trzy tygodnie. Tyle trwał turnus.

5. Na początku nie proszą o pieniądze, najwyżej o telefon komórkowy, by po wyjeździe turystki móc utrzymywać z nią kontakt (profesjonalni sanky panky mają kilka telefonów, każdy do rozmów z inną zagraniczną „narzeczoną”).

– One najczęściej mają czterdzieści parę, 50 lat. Ale bywają starsze. Młodsze rzadziej. Skoro już tu przyjechały, chcą się zabawić. Albo pocieszyć. Po rozstaniu, rozwodzie, ślubie z nudnym frajerem. Dominikańczyk, Haitańczyk, wszystko im jedno, byle był czarny. Nie wiesz, dlaczego czarny? – rechocze Rafi. – Ale to bzdury. Po prostu babki szukają odmiany. Miłość? Niektóre tak. Dajemy ją im przez tydzień, dwa. Nie, wcale nie za kasę. Czasem któraś rzuci 100 euro za numerek. Ale z reguły nie bierzemy pieniędzy. Naprawdę. Posuwamy je za darmo.

6. O pierwsze pieniądze, na przykład o tysiąc dolarów, zakochane w nich kobiety sanky panky proszą zaraz po ich wyjeździe (listownie lub telefonicznie): zazwyczaj na leczenie matki (tej miłej staruszki, u której niedawno gościła).

Sanky panky nie lubi, gdy nazywa się go męską prostytutką. Tu chodzi o coś więcej niż seks. Sanky panky stara się, by turystka uwierzyła w jego miłość. I żeby ta wiara przetrwała koniec turnusu.

– Policja was nie tępi? – podpytuję Rafiego.

– Chłopie – mówi – dlaczego policja miałaby się nas czepiać? Łapsy są od łapania złodziei, a my uczciwie zarabiamy na chleb. Turyści chcą rozrywki, to ją zapewniamy. Dopóki nasze panie są w Dominikanie, nie dopominamy się o pieniądze. Niektórych zresztą pieniądze mało interesują. Najważniejszy jest ślub.

– Ślub?

– Niektórym chłopakom się poszczęści. Dostaną zaproszenie do Europy. Pojadą do Niemiec albo Norwegii i się ożenią. Ale to rzadziej. One częściej wysyłają pieniądze. Albo wracają.

7. Po wyleczeniu matki sanky panky zwykle trafiają do więzienia, więc albo kobieta wpłaci kaucję (2 do 5 tysięcy dolarów), albo jej ukochany utkwi tam na wiele lat i już nigdy się nie zobaczą.

Sanky panky pochodzą z biednych rodzin. Edukację kończą na podstawówce. Na więcej ich nie stać. Pracę zaczynają w wieku kilkunastu lat. Gdy zarabiają, pomagają swoim rodzinom.

Rafi z pięcioma kamieniami w kieszeni chodzi w tę i z powrotem po plaży. Zamówił je pewien Wenezuelczyk, ale się nie pojawił.

– Przecież nie skorzystam z wszystkich sam – denerwuje się Rafi. – Poza tym jeśli nie sprzedam kamieni, to z czego zapłacę za pokój (za dobę z łazienką 300 peso, ponad 20 złotych). A żarcie? Mówię ci, lekko nie jest. W porze deszczowej interes siada. Bywają dni, gdy nic nie zarobię.

8. W końcu „tracą pracę”, wmawiają kobietom, że to przez związek z nimi. W rezultacie turystki wysyłają swoim dominikańskim narzeczonym kilkaset dolarów miesięcznie.

– Popatrz na mnie: to dzień moich urodzin, a ja byle jak ubrany, nie stać mnie nawet na fryzjera. Haruję w dzień, żeby w nocy moja rodzina mogła coś zjeść. Boca Chica podupada. 15 lat temu było tu mnóstwo turystów. Amerykanie, pełno Włochów. Kobiety były tańsze, wszystko miałeś już za 1000 peso. Teraz turyści wolą jechać do Punta Cana, na Kubę albo do Brazylii. Upadek, mówię ci.

9. Sanky panky rzadko mają żony. Ale jeśli są związani z Dominikankami, te często wspierają ich w grze z zagranicznymi turystkami. – Nie możemy mieć rodziny. Musimy być independientes. W tej okolicy jest nas kilkunastu. Jesteśmy jak bracia, współpracujemy. Niektórzy mówią o nas źle, a przecież odwalamy kawał dobrej roboty.

10. Proszą o rękę. I wizę.

Pierwsza część „Sanky panky” była do bólu maczystowska. Genaro, młody Dominikańczyk bez wykształcenia i przyszłości, wkuwa angielski, by zapolować na bogatą gringę. Udaje mu się, publiczność jest po jego stronie.

Nakręcony po sześciu latach sequel ma zupełnie inny ton. To właściwie sfabularyzowana umoralniająca pogadanka – przyprawiona oczywiście śmiechem z puszki. Amerykanka Martha wraca do Dominikany. I do Genara. Jest z nim w ciąży. Ale chłopak ma już miejscową narzeczoną La Morenę (gra ją dominikańska piosenkarka i seksbomba Alina Vargas). Pracuje w eleganckim kurorcie. Zabawia turystów w przebraniu kurczaka. Martha czule przykłada jego dłoń do swojego brzucha. – Este es tu hijo, to twoje dziecko – szepce, kalecząc hiszpański. Ale Genaro nie zamierza się ustatkować. Woli swoją La Morenę i zabawy z kolejnymi turystkami, tym razem Włoszkami. Martha z nowo narodzonymi bliźniętami odlatuje więc do Stanów. Ale Genaro pod wpływem spotkania z nią (i afery, która wybucha, gdy spotykają się obie jego narzeczone) zmienia się. Bierze z La Moreną romantyczny ślub na białej plaży. Będzie teraz odpowiedzialnym mężem. Może nawet ojcem.

„Świetna komedia dla całej rodziny” – pisze dziennik „Hoy”, a „El Nacional” dodaje, że bardzo inteligentna: niby śmiech i groteska, ale też zachęta do odpowiedzialności i monogamii. A także szacunku wobec kobiet. „Nowy ton w dominikańskim kinie” – podkreślają recenzenci.

Na Karaibach słońce przez okrągły rok zachodzi około osiemnastej. Od trzech godzin panuje mrok. Plaże i główna Avenida Duarte w ciągu dnia pełne są turystów. Po zmroku schodzą się tu prostytutki. Plaża przed hotelem Zatoka Dominikańska w ogóle nie jest oświetlona. W odróżnieniu od plaży miejskiej i eleganckiej restauracji tuż obok. Trudno byłoby oczyszczać langusty po ciemku.

Nasi politycy są skorumpowani i używają władzy do wzbogacania się. Społeczeństwo ich nie interesuje. Smutek tropików

Rafi nie daje za wygraną. Przyprowadza niską Mulatkę. – Marisol wyssie z ciebie wszystkie soki. Marisol znaczy Morze i Słońce. Tanie znoszone dżinsy, wrzosowy chiński T-shirt opięty na niewielkich piersiach. Niska, włosy związane w kitkę. Tłumaczę, że nie dam jej zarobić, ale chętnie pogadam. – Ciężko gadać, gdy burczy w brzuchu – odpowiada. Biegnę do hotelowej kantyny, która o tej godzinie karmi już tylko fast foodem (dziesięć minut w jedną, dziesięć w drugą stronę; po drodze ani żywej duszy, większość turystów dogorywa przed telewizorami, inni zbierają siły przed nocnym wypadem do dyskoteki). Morze i Słońce polewa hot doga keczupem z saszetki, majonez zostawia na boku, zajada łapczywie. Cedzi cuba libre, które przyniosłem z pustej jeszcze dyskoteki na plaży, nie dopije do końca, w pracy woli nie przesadzać z alkoholem. Ma 24 lata, mieszka w La Romanie, sto kilometrów stąd. – Przekwalifikowałam się. Znajoma opowiedziała mi, że w Boca Chica można dobrze się zaczepić. Trudno było się zdecydować. Ale miałam wyjście? To już jakieś półtora roku trwa. Można się przyzwyczaić. Szczegóły? Nic nadzwyczajnego. Praca jak inne. Wcześniej byłam kelnerką w La Romanie. Zarabiałam 15 tysięcy peso. Niewiele, choć cieszyłam się i z tego. Ale tak to już jest w Dominikanie: wy, turyści, lubicie słońce, chmur i deszczu nie lubicie, więc kiedy kończy się sezon, turystów ubywa, a ludzi z roboty zwalniają. Szukałam długo, nic innego nie znalazłam. A muszę utrzymać dzieci: synek ma siedem lat, córeczka cztery. Sama byłam dzieckiem, gdy pierwszy raz zaszłam w ciążę. Ojciec? Nawet przez kilka lat był moim mężem. Ale mąż to tylko kłopot. Wymagania i niewiele w zamian. Kupuje ciuchy, jakie chce, za ile chce i wcale go nie obchodzi, że ja nie mam z czego zapłacić rachunków. Rozwiedliśmy się. Zniknął. Na dzieci nic nie daje.

Siedzimy na murku odgradzającym plażę Zatoki Dominikańskiej od reszty świata. Plaża jest niemal pusta. Od czasu do czasu przejdą jakieś dziewczyny, które, jak Marisol, nie znalazły jeszcze klienta. W okolicach Bożego Narodzenia klientów przybędzie. Ale jest dopiero listopad, dla przemysłu turystycznego najgorszy miesiąc w roku. Morze i Słońce dojada hot doga. Drugiego zostawia sobie na potem. – Spaliłabym się ze wstydu, gdyby ktoś się dowiedział, co robię. Na szczęście La Romana jest dość daleko, nikt ze znajomych i krewnych nie przyjeżdża do Boca Chica. Mama zajmuje się domem, tata jest taksówkarzem. Pomagają mi. Mama opiekuje się dziećmi. Co im powiedziałam? Że jestem kelnerką.

Jak trafi się dobry klient, taki, co rzuci 500 peso, to zaraz zwijam interes i wracam do dzieci. Ale czasami tkwię tu całą noc i nic. Wtedy dzwonię do matki, żeby została do rana.

Polacy? Nie, nigdy się nie zdarzył. Najkulturalniejsi? Znaczy fajni? Amerykanie i Włosi. Jeden przyniósł mi z hotelu hamburgera. Inny zapłacił 500 peso, a potem dał jeszcze 8 dolarów. Ukradli mi je potem. W Boca Chica to normalne. Mówię ci, to najgorsza dziura. Kurwy i złodzieje. A turyści? Spoko, nie są groźni. Za to bardzo wdzięczni, bo robię im rzeczy, o które nie odważą się poprosić własnych żon.

Policja? Nielegalny jest tylko seks z nieletnimi, więc co mi mogą zrobić? Czasami aresztują którąś z dziewczyn bez powodu. Albo straszą, żeby ściągnąć haracz. Jak coś im odwali, to nie ma innej rady, trzeba zapłacić.

Premiera


„All inclusive. Raj, w którym seks jest bogiem”
Mirosław Wlekły
Agora

Dominikana to kraj we wschodniej części wyspy Haiti. Słońce, biały piasek, przezroczysta woda. I hotele, których obsługa z uśmiechem spełni każde marzenie turysty. W 2013 r. zarzucono tam dwóm polskim księżom, że wykorzystywali seksualnie dzieci. Jeden był proboszczem w górskiej wiosce. Drugi nuncjuszem apostolskim. Autor „All Inclusive” przeprowadza reporterskie śledztwo, zabierając czytelników w podróż po kraju. Poznajemy ciężarną nastolatkę, chłopców sprzedających się za kilka pesos, napuszonych macho, perwersyjnego dyktatora, kapłana wudu, polskiego misjonarza.

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Rafał Sonik: Na wielbłąda mnie nie stać
Liderzy nikomu nie pomogą. Jeśli ja się zatrzymam, to inny na pewno nie stanie, a walczymy o sekundy. Rozmowa z Rafałem Sonikiem

Kluza uświadamia Kwaśniewskiego. Brakuje nam 200 tysięcy Polaków rocznie!
Najgorzej będzie miało pokolenie osób urodzonych w końcówce lat 60., w latach 70. i na początku 80. Bo dziś to pokolenie dużo łoży na system, który został stworzony kiedyś, a jednocześnie jest duże prawdopodobieństwo, że samo zostanie pozbawione pewnych praw.

Siergiej Zacharow. Doniecki Banksy
Najpierw rysujesz jajo – to będzie głowa Putina. Potem koniecznie musisz skupić się na nosie

Ustawa o bestiach a życie
Dziecko trochę płakało, trochę się ruszało. Orgazmu nie przeżyłem, ale wewnętrznie odprężyłem się – podkreślił podczas przesłuchania Henryk Z.

Henryk Szost. Kuszenie maratończyka
Analizuję przeciwnika. Liczy się wszystko: jego oddech, krok (czy się skraca, czy się wydłuża), praca rąk. Obserwuję i obliczam: czy już zaatakować? Z Henrykiem Szostem, rekordzistą Polski w maratonie, rozmawia Anna Śmigulec

Globisz odbiera telefon
– Powiedziałam, żeby już odpuścił tę chorobę. Bo my tu ciągle pijemy i pijemy za jego zdrowie. „Chcesz, żebyśmy zapili się na śmierć?” – zapytałam

Polish shit
…czyli jaki kraj, taki musical [VARGA]

wyborcza.pl

Dlaczego zginął Borys Niemcow

Wacław Radziwinowicz (Moskwa), 02.03.2015
Moskwa, noc z piątku na sobotę.
Policja nad ciałem Borysa Niemcowa

Moskwa, noc z piątku na sobotę. Policja nad ciałem Borysa Niemcowa (Pavel Golovkin / AP (AP Photo/Pavel Golovkin))

Ledwie trzy godziny przed śmiercią Niemcow udzielił wywiadu, w którym ostro krytykował Władimira Putina. Zapis z ulicznej kamery wskazuje, że zamach przeprowadzili profesjonaliści.
Borys Niemcow zginął w piątek przed północą na Wielkim Moście Moskworieckim w Moskwie.

Polityk z towarzyszącą mu 23-letnią Ukrainką Anną Duricką po godzinie 23 wyszli z GUM-u, wielkiego domu towarowego przy placu Czerwonym. W centrum było sporo ludzi, bo to właśnie wtedy zamyka się restauracje, sklepy przestają sprzedawać alkohol. Niemcow i Duricka weszli na plac Czerwony, z prawej strony, idąc po Zjeździe Wasiljewskim, ominęli cerkiew Wasyla Błogosławionego. Jeszcze minuta – i byli na moście. Weszli do starannie wybranej pułapki. Bo na moście nie ma się gdzie ukryć. Można tylko z wysokości mniej więcej czterech pięter skoczyć do rzeki, a zimą to pewna śmierć.

Moment zabójstwa widać na zapisie ulicznej kamery opublikowanym przez moskiewski kanał telewizyjny TWC.

Nagranie jest marnej jakości, ale widać na nim sylwetki polityka i towarzyszącej mu Durickiej. Za nimi powoli jedzie maszyna uprzątająca śnieg. Gdy zrównuje się z parą, wyskakuje zza niej mężczyzna, najpewniej zabójca. Po chwili wybiega na jezdnię i wskakuje do białej łady priory, która podjechała od strony placu Czerwonego. Auto szybko odjeżdża w kierunku dzielnicy Zamoskworeczje.

Kiedy maszyna sprzątająca jezdnię odjeżdża, na filmie widać już tylko sylwetkę kobiety. Na nagraniu jest w tym momencie godz. 23.21 (w Warszawie 21.31). Kobieta podbiega do pługa, który zatrzymał się na moście, najwidoczniej prosi kierowcę o pomoc. Na nagraniu widać jeszcze dwie postacie uciekające pod most.

Morderca czyhał na schodach prowadzących na most Moskworiecki ze Zjazdu Wasiljewskiego.

W sobotę przedstawiciele policji twierdzili, że strzelał z samochodu – najpewniej białego forda. Mówili też, że sprawdzają właścicieli trzech białych fordów, które w momencie morderstwa jechały przez most.

Film opublikowany przez TWC potwierdza, że zamach był profesjonalnie zaplanowaną operacją. Polityka śledzono, ktoś koordynował precyzyjnie działania zabójcy czy zabójców, dawał sygnały kierowcy, który bardzo sprawnie zabrał go z miejsca zbrodni.

Ostatni wywiad opozycjonisty

Trzy godziny przed śmiercią Niemcow udzielił Radiu Echo Moskwy obszernego wywiadu, w którym ostro krytykował Władimira Putina. Scharakteryzował go jako „specjalistę od łgania, patologicznego kłamcę”. – Czemu pan kłamie, że nasi żołnierze nie giną na Ukrainie? – zwrócił się do prezydenta, dodając: – A my widzimy ich mogiły w Kostromie, w Pskowie, w Niżnym Nowogrodzie. Czemu pan, głównodowodzący, wyrzeka się swoich żołnierzy? Czemu pan łże, że na Ukrainie nie ma naszej broni? A w tekście porozumień mińskich sam pan awizował, że zostaną zabrane z frontu wyrzutnie Tornado-S. Te baterie rakiet ma tylko rosyjska armia, i to dopiero od 2014 roku.

Aneksję Krymu i interwencję Rosji na Ukrainie Niemcow nazwał przestępstwem popełnionym przez Putina.

Przypomniał, że Moskwa jeszcze w 1994 roku w zamian za wyrzeczenie się przez Kijów broni atomowej zagwarantowała sąsiedniemu krajowi suwerenność i integralność terytorialną. – Zajmując Krym, Putin w istocie rzeczy przekreślił nasze zobowiązania, podważył międzynarodowy system nierozprzestrzeniania broni jądrowej. To przestępstwo – podkreślił polityk.

Niemcow wypomniał też Putinowi, że kryzys dręczący dziś Rosję negatywnie wyróżnia ten kraj na tle innych państw. W Stanach Zjednoczonych PKB rośnie o 4 proc., w Chinach – o 7 proc., w Europie, choć nękanej kłopotami z Grecją – o 1,5 proc.

W Rosji, argumentował Niemcow, władze umieją tylko narzekać i wszystko zwalać na spadek ceny baryłki ropy do 60 dolarów. – Tyle kosztowała całkiem niedawno, bo w 2007 r., i nikt wtedy nie krzyczał: „Ratunku!”. Kiedy byłem ministrem paliw i energetyki, za baryłkę dawali tylko 10 dolarów. A mnie się śniło, w snach erotycznych mi się śniło, że ona kosztuje 20 dolarów – przypomniał opozycyjny polityk.

Krytyk Kremla od lat

Niemcow regularnie publikował rzetelnie przygotowane raporty o skali korupcji i złodziejstwa na szczytach władzy rosyjskiej. Gdy zdemaskował działania mera Moskwy Jurija Łużkowa, oficjalne media powtarzały, że wszystko wyssał z palca. Mer sądził się z nim i wygrywał procesy przed stołecznymi sądami. Ale kiedy został zdymisjonowany, okazało się, że Kreml postawił mu dokładnie te same zarzuty, co wcześniej przywódca opozycji. Teraz Niemcow szykował kolejny raport pod tytułem „Putin i wojna”, w którym, jak zapowiadał, miał przedstawić dowody na to, jak bardzo armia Rosji zaangażowała się w wojnę na Ukrainie.

Propagandziści Kremla uważają jednak, że opozycjonista zginął z zupełnie innych przyczyn. Jeszcze gdy jego ciało leżało na chodniku, telewizja Lifenews donosiła, że polityk dostawał wielkie pieniądze, za które miał wywołać rozruchy w Rosji, a z których rzekomo nie potrafił się rozliczyć, więc być może „sponsorzy” rozliczyli się z nim. Inna wersja mówi o zazdrości o Duricką, ukraińską modelkę. Była ona rzekomo jego kochanką i nawet całkiem niedawno za jego pieniądze, jak twierdzi Lifenews, usuwała ciążę w klinice w Szwajcarii.

Kim był Niemcow

Nieugięty krytyk Kremla, były wicepremier.

Urodził się w 1959 r. w Soczi. Studiował fizykę w Gorkim (tak w czasach ZSRR nazywał się Niżny Nowogród), gdzie w wieku 25 lat obronił doktorat. W 1990 r. został deputowanym rosyjskiej Rady Najwyższej. Po rozpadzie ZSRR był stronnikiem Jelcyna. Dzięki temu został gubernatorem obwodu niżnonowogrodzkiego, a w 1997 r. pierwszym wicepremierem Rosji.

Odkąd na rosyjskiej scenie politycznej pojawił się Władimir Putin, Niemcow był jego przeciwnikiem.

W 2004 r. popierał ukraińską pomarańczową rewolucję, w 2008 r. bez powodzenia startował w wyborach prezydenckich. Dwukrotnie aresztowano go za udział w nielegalnych protestach przeciwko polityce Kremla. Rok temu Niemcow krytykował gigantyczne przygotowania do igrzysk zimowych w Soczi. Gdy wybuchła wojna na Ukrainie, zbierał dowody na to, że rosyjskie wojsko walczy po stronie rebeliantów.

BART

Zobacz także

wyborcza.pl

Polityczny mord pod murami Kremla

Wacław Radziwinowicz (Moskwa), 02.03.2015
Głównym hasłem wczorajszej demonstracji w Moskwie było

Głównym hasłem wczorajszej demonstracji w Moskwie było „Bohaterowie nie umierają” zapożyczone z kijowskiego Majdanu (TATYANA MAKEYEVA/REUTERS)

Ponad 50 tys. ludzi przyszło wczoraj uczcić pamięć Borysa Niemcowa, zastrzelonego w centrum Moskwy byłego wicepremiera i jednego z liderów demokratycznej opozycji. To była największa od lat antyrządowa demonstracja w stolicy Rosji.
Tłum szedł za transparentami: „Bohaterowie nie umierają” i „Te kule – dla nas wszystkich”. Były flagi Ukrainy i żądania uwolnienia trzymanej w moskiewskim areszcie Nadieżdy Sawczenko pojmanej w Donbasie. Ukraińska pilotka po 76-dniowej głodówce protestacyjnej jest bliska śmierci.

Ludzie nieśli też plakaty: „Propaganda zabija”, „Walcz”, „Putin to wojna”, „Nie boję się”. Skandować zaczęli dopiero wtedy, gdy przechodzili przez Wielki Most Moskworiecki, na którym w piątek w nocy zginął Niemcow. Tam prosili: „Borys, wybacz nam!”.

Były premier Rosji Michaił Kasjanow, dziś też w opozycji, w krótkim przemówieniu oświadczył, że „Niemcow oddał życie za demokratyczną Rosję” i że odpowiedzialność za jego śmierć „ponoszą ci, którzy o opozycji mówią jako o zdrajcach”. Na koniec zawołał: „Pamiętamy, nie wybaczymy!” i „Borys z nami!”.

Groźna politycznie żałoba

Policja zatrzymała ponad 50 uczestników marszu. Jednym z nich był poseł do ukraińskiej Rady Najwyższej Ołeksij Honczarenko (wypuszczono go wieczorem). Rosjanie zarzucają mu udział w tragicznych wydarzeniach w maju 2014 r. w Odessie, gdzie w wyniku starć Ukraińców z prorosyjskimi prowokatorami zginęło ok. 50 osób.

Żałobne marsze odbyły się także w wielu innych rosyjskich miastach. W Sankt Petersburgu przez centrum przeszło ok. 10 tys. osób.

Mord tuż pod murami Kremla, w samym centrum Moskwy, wstrząsnął Rosją i światem. Niemcow powtarzał przyjaciołom, że się nie boi, bo „byłego wicepremiera nie ruszą”.

Trzy godziny przed śmiercią 55-letni opozycjonista w wywiadzie dla radia Echo Moskwy mówił, że Władimir Putin jako „patologiczny kłamca” łże na temat sytuacji na Ukrainie. Dowodził, że armia Rosji wbrew temu, o czym zapewnia jej prezydent, aktywnie wspiera rebeliantów na Ukrainie. Zapowiadał, że wkrótce przedstawi na to dowody w raporcie „Putin i wojna”.

Opozycjonistka Irina Jasina przypomniała wywiad Niemcowa dla tygodnika „Sobiesiednik”, w którym niedawno wyznał, że jego 87-letnia matka się boi, że Putin zabije jej syna.

Niemcow, który u schyłku rządów prezydenta Borysa Jelcyna był kandydatem na jego następcę, padł ofiarą starannie przygotowanego zamachu. Zabójcy śledzili go, kiedy w piątek późnym wieczorem ze swą dziewczyną, Ukrainką Anną Duricką, wyszedł z restauracji w domu handlowym GUM przy placu Czerwonym. Szli w kierunku domu po drugiej stronie rzeki Moskwa.

Morderca jak widmo

Morderca, jak wynika z nagrań ulicznych kamer, zaczaił się na schodach dochodzących z boku do Wielkiego Mostu Moskworieckiego. Kiedy Duricka i Niemcow przeszli obok, wyskoczył na most i sześć razy strzelił do polityka z pistoletu Makarowa. Cztery kule trafiły m.in. w serce i szyję.

Niemcow zginął na miejscu. Morderca wskoczył zaś do łady, która podjechała od strony placu Czerwonego, i zniknął. Policja nie odnalazła auta.

Zamach był wyjątkowo zuchwały – tuż obok Kremla, gdzie są dziesiątki, jeśli nie setki ulicznych kamer, gdzie dyżuruje mnóstwo policjantów i tajniaków. Morderca strzelał na oczach agentów FSB, którzy stale chodzili za Niemcowem. Teraz pilnowali go szczególnie, bo współorganizował zapowiedzianą na niedzielę manifestację opozycji pod hasłem „Wiosna”. Zamiast niej odbył się marsz ku jego pamięci. To wszystko wskazuje, że mordercy byli pewni swojej bezkarności.

Koledzy Niemcowa z opozycji, którzy szybko zjawili się na miejscu zbrodni, mówili, że teraz żaden z nich nie może się czuć bezpieczny.

Kreml, jak zwykle w takich sytuacjach, zapowiedział, że zabójcy zostaną szybko złapani i osądzeni. Zobowiązał szefów struktur siłowych, by wzięli śledztwo pod „osobistą kontrolę”.

Władze rozpoczęły też propagandową kampanię, twierdząc, że zabójcy chcieli tylko jednego – zaszkodzić Rosji i jej przywódcom. Federalne kanały telewizyjne powtarzają, że morderstwo to dzieło wrogich sił, Amerykanów, Ukraińców, może samej opozycji. Cel – wywołać niepokoje w kraju.

Sam Putin, jak informuje jego rzecznik, jest przekonany, że morderstwo ma „wyłącznie prowokacyjny charakter”. W przesłanych matce Niemcowa kondolencjach zapewnił, że zabójstwo syna to niepowetowana strata. Władze wyznaczyły też nagrodę za informacje o zamachowcach – 3 mln rubli, czyli ok. 49 tys. dol.

Zobacz także

wyborcza.pl

Krwawa Rosja. Głośne morderstwa z ostatnich lat

red, 02.03.2015
Aleksander Liwtiniwneko i Anna Politkowska

Aleksander Liwtiniwneko i Anna Politkowska (ALISTAIR FULLER (AP) / Sergey Uzakov (East News))

1. Galina Starowojtowa – demokratyczna polityk zdecydowanie krytykująca szowinistów, zwolenniczka przeprowadzenia w Rosji lustracji – została zastrzelona przez dwóch zawodowych zabójców 20 listopada 1998 r. na klatce swojego domu w centrum Sankt Petersburga.

Sprawców z trudem udało się po latach znaleźć i skazać na długoletnie więzienie. Dopiero 15 lat po tragedii, po wielokrotnym umarzaniu i wznawianiu śledztwa, ustalono, że mocodawcą był Michaił Głuszczenko, mafioso i były poseł nacjonalistycznej partii Władimira Żyrinowskiego. Jego też skazano. Siostra zamordowanej Olga uważa, że zabójstwo Starowojtowej zamówił i opłacił ktoś stojący wyżej.

2. Anna Politkowska – odważna reporterka niezależnej „Nowej Gaziety” opisująca przestępstwa popełniane przez żołnierzy i agentów Rosji w Czeczenii, ostro krytykująca Władimira Putina – została zastrzelona na klatce schodowej swojego domu w pobliżu centrum Moskwy 7 października 2006 r., w dniu urodzin prezydenta.

Policja zatrzymała grupę morderców złożoną z czeczeńskich bandytów, ale podczas pierwszej rozprawy sędziowie przysięgli uznali, że prowadzący śledztwo nie potrafili przedstawić dowodów ich winy. Dopiero drugi proces doprowadził do skazania oskarżonych.

Kto zlecił zabójstwo, do dziś nie wiadomo. Władimir Putin, broniąc się przed podejrzeniami, że władza rosyjska mogła mieć coś wspólnego ze zbrodnią, zapewnił, iż „śmierć Politkowskiej przyniosła Rosji więcej szkody niż jej publikacje”.

3. Aleksandr Litwinienko – były oficer FSB, który został współpracownikiem Borysa Bierezowskiego, dawnego oligarchy, przeciwnika Putina – zmarł w Londynie 23 listopada 2006 r. otruty radioaktywnym polonem.

Brytyjczycy za trucicieli uważają dwóch byłych funkcjonariuszy rosyjskich służb specjalnych Andrieja Ługowoja oraz Dmitrija Kowtuna i domagają się od Moskwy ich ekstradycji. Niedawno zapowiedzieli, że jeśli zjawią się na terytorium Wielkiej Brytanii, to natychmiast zostaną aresztowani. Ługowoj zaprzecza, że brał udział w morderstwie, ale chodzi w glorii tego, który rozprawił się z wrogiem ojczyzny. W uznaniu zasług został posłem do Dumy. Należy do frakcji Władimira Żyrinowskiego.

4. Jurij Szczekoczichin – zastępca redaktora naczelnego „Nowej Gaziety”, poseł do Dumy demokratycznej partii Jabłoko, demaskował skorumpowanych wysokich funkcjonariuszy FSB, którzy przy Putinie doszli do władzy i zajęli się wielkim biznesem. Oskarżał ich o malwersacje na wielką skalę. Zmarł nagle 3 lipca 2003 r. Koledzy w redakcji uważają, że tak samo jak Litwinienko został otruty polonem.

5. Natalia Estemirowa – obrończyni praw człowieka, publicystka, współpracowniczka stowarzyszenia Memoriał w Groznym – została uprowadzona w stolicy Czeczenii 15 lipca 2009 r. Jej zmasakrowane ciało odnaleziono potem w sąsiedniej Inguszetii. Nie ustalono, kto był sprawcą tej zbrodni. Według władz dokonali jej bojownicy kaukaskiego podziemia. Koledzy zabitej z Memoriału podejrzewają, że za zabójstwem stał Ramzan Kadyrow, z nadania Moskwy wielkorządca Czeczenii.

Zobacz także

wyborcza.pl

Świat potępia zabójstwo opozycjonisty

Bartosz T. Wieliński, 02.03.2015
Barack Obama oficjalnie potępia zabójstwo Niemcowa

Barack Obama oficjalnie potępia zabójstwo Niemcowa (YURI GRIPAS / REUTERS / REUTERS)

– Domagam się od władz Rosji bezstronnego i przejrzystego śledztwa oraz doprowadzenia do tego, by sprawcy tego podłego morderstwa zostali pociągnięci do odpowiedzialności – oświadczył prezydent USA Barack Obama.
Obama Niemcowa poznał osobiście. W 2009 r. podczas wizyty w Moskwie w czasach amerykańsko-rosyjskiego „resetu” spotkał się z nim po rozmowach z ówczesnym prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem. Po spotkaniu obaj uczestniczyli w forum rosyjskich organizacji pozarządowych.

Prasa komentowała wówczas, że sam fakt spotkania Niemcowa z Obamą był wielkim wsparciem dla osłabionej rosyjskiej opozycji.

– Podziwiałem jego odwagę i oddanie w walce z korupcją. Rosjanie stracili jednego z najbardziej oddanych i elokwentnych obrońców ich praw – oświadczył Barack Obama w piątek po zamachu na Niemcowa.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk napisał na Twitterze, że mord nim wstrząsnął. „Potrzeba pełnego, szybkiego i przejrzystego śledztwa i wymierzenia sprawiedliwości” – oświadczył.

Tego samego domaga się brytyjski premier David Cameron, który stwierdził, że wiadomość o zamachu na rosyjskiego opozycjonistę „wstrząsnęła nim i napawa go obrzydzeniem”.

– Niemcow poświęcił życie, nieustannie wspierając rosyjskie społeczeństwo, domagając się dla niego demokracji, wolności, rządów prawa i zerwania z korupcją. Robił to bez strachu, nie ulegając groźbom – oświadczył brytyjski polityk.

Prezydent Francji François Hollande, potępiając morderstwo, oddał cześć „odważnemu i niestrudzonemu obrońcy demokracji, który zajadle walczył z korupcją”.

Rzecznik kanclerz Angeli Merkel również podkreślał odwagę Niemcowa. Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier powiedział, że „wobec zamachu na Niemcowa nikt nie może być obojętny”. – Brutalna śmierć to ciężki cios dla wszystkich, którzy upominają się o otwartą Rosję – mówił Steinmeier.

Berlin domaga się od prezydenta Władimira Putina wyjaśnienia sprawy i ukarania sprawców. Żądanie podobnej treści wystosował sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych Ban Ki-moon.

– Borys zapowiedział, że dostarczy niezbite dowody, że rosyjskie siły zbrojne biorą udział w wojnie na Ukrainie. Najwyraźniej ktoś się tego obawiał – powiedział po morderstwie ukraiński prezydent Petro Poroszenko, który Niemcowa nazwał „przyjacielem Ukrainy”.

Były gruziński prezydent Micheil Saakaszwili, który doradza obecnie Poroszence, potwierdził w telewizji CNN, że Niemcow zamierzał ujawnić prawdę o rosyjskim udziale w wojnie na Ukrainie. – Dziwię się, że nie zabili go wcześniej – mówił.

– Rosja obudziła się w sobotę w szoku. Prasa, media społecznościowe, politycy, wszyscy opisują zamordowanie Niemcowa jako coś, co do piątkowej nocy wydawało się całkowicie nie do pomyślenia – ocenia ekspert telewizji BBC od spraw rosyjskich.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s