Seriale, Varga (13.02.15)

 

Szał oglądania, czyli jak tyć, to przy serialach [VARGA]

Krzysztof Varga, 11.02.2015
Krzysztof Varga

Krzysztof Varga (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Niezawodni amerykańscy naukowcy, tym razem z uniwersytetu Austin w Teksasie, dokonali przełomowego odkrycia, dowodząc, iż kompulsywne oglądanie seriali prowadzi nieuchronnie do otyłości, depresji oraz problemów z samokontrolą, zaś nieszczęśnicy oglądający ciurkiem owe seriale czynią to nade wszystko po to, by zagłuszyć poczucie osamotnienia oraz egzystencjalnego smutku. Rytuał oglądania seriali ciągiem, a więc obskakiwanie jednego sezonu w dwa, trzy dni, zwany jest „binge watching”, co na nasze tłumaczy się jako „szał oglądania”; ja w takim szale jestem niemal nieustannie i wyjść z tego szału nie umiem.

Naturalnie uznać można, że wszelka nadgorliwość w obcowaniu z kulturą prowadzi do otyłości, depresji, problemów z samokontrolą i permanentnego zmęczenia. Udowodnić naukowo z pewnością da się, że w zasadzie wszyscy nadmiernie czytający, oglądający filmy, chodzący do teatru, wszyscy będący w „szale oglądania”, „szale czytania” czy też w każdym innym zgubnym szale kulturalnym to zmęczeni samotnicy cierpiący na depresję i mający problemy z samokontrolą. Opublikowanie takich badań to znakomita informacja dla polskiego społeczeństwa, które stara się za bardzo z kulturą nie obcować (a wybitny serial to kultura wysoka), a jeśli już jakoś do takiego obcowania jest zmuszone – nie przedawkować żadną miarą, może z wyjątkiem rodzimych telenowel. Szczególnie jeśli idzie o czytanie, tutaj przecież do otyłości, a co za tym idzie do chorób układu krążenia, a także depresji i samotności, dojść jeszcze może ślepota; nasze społeczeństwo – jak wynika z badań czytelnictwa – coraz bardziej dba o zdrowie.

Korelacja między wybitnymi serialami a wielkimi powieściami jest ścisła, to wiadomo dobrze, mówienie, że seriale są dzisiejszymi odpowiednikami potężnych dziewiętnastowiecznych powieści, to wypowiadanie skrajnych banałów, że serial jest współczesną „Komedią ludzką” Balzaka, zakrawa na oczywistą oczywistość. Jasne jest, że gdyby Dickens dzisiaj żył, toby pisał scenariusze seriali obyczajowych, podobnie Balzak, fabuły seriali fantastycznych pisałby Verne, a te psychologiczne o zabarwieniu kryminalnym Dostojewski. Śledząc nie tylko światowe przeboje serialowe, ale obcując też czasami z polską produkcją, ośmielam się przy okazji postawić tezę, że o ile oni tam robią Dostojewskiego w wersji serialowej, to my Elizę Orzeszkową, jeśli oni Balzaka, to my Kraszewskiego.

Akurat tak się złożyło, że opublikowanie przełomowych wyników badań naukowców z Teksasu zbiegło się z informacją opublikowaną przez niewątpliwie wiarygodne Amerykańskie Kolegium Kardiologów, że przesadny jogging – powyżej 150 minut tygodniowo – może być szkodliwy dla zdrowia: maniakalny biegacz, zyskując szczupłą sylwetkę, nie mniej ryzykuje zdrowie, a nawet życie, niż oszalały oglądacz seriali. Z dwojga złego oczywiście wybieram otyłość, depresję, samotność i bezbrzeżny smutek będące wynikiem kompulsywnego oglądania seriali. Pomijając drażliwą kwestię nadwagi, z pełnym przekonaniem ogłaszam jednak, iż szał oglądania seriali nie wpędził mnie jeszcze w ową depresję, nie otulił welonem czarnego smutku, nie spowodował permanentnego zmęczenia, co więcej – ów szał oglądania powoduje u mnie raczej napady entuzjazmu, pobudzenia i radości. Jeśli już mam mówić o skutkach ubocznych, to raczej zdiagnozowałbym u siebie coś na kształt syndromu odstawienia, gdy serial, któremu poświęcałem ekstatyczne wieczory, kończy się nieodwołalnie, tak jak było to w przypadku „Breaking Bad”, którego ostatni odcinek ostatniego sezonu obejrzałem raptem kilka dni temu. Ja po ostatnim ujęciu ostatniego odcinka ostatniego sezonu „Breaking Bad” wpadłem w nagłą panikę, uświadamiając sobie, że nie mam chwilowo czego oglądać, a do premiery trzeciego sezonu „House of Cards” zostało jeszcze trzy tygodnie, nie mówiąc o zatrważająco odległym dwumiesięcznym terminie premiery kolejnego sezonu „Gry o tron”. Aby się ratować, sięgnąłem po kilka seriali polskich i tutaj rzeczywiście mocno otarłem się o depresję, o czym będzie za chwilę, jeno skończę wątek „Breaking Bad”.

„Breaking Bad” niewątpliwie jest kulturą wysoką, nie ulega wątpliwości, iż wybitny serial donioślejszy jest niż większość współczesnych produkcji powieściowych, co więcej – w tym przypadku posiada też poważny potencjał edukacyjny. Będąc w młodości fenomenalnym wręcz matołem z przedmiotów ścisłych, serial o nauczycielu chemii zostającym producentem metamfetaminy oglądałem z prawdziwą pasją poznawczą i nie wątpię, że gdybym oglądał go jako nastolatek, natychmiast bym się chemią zainteresował i swoją wiedzę zachłannie pogłębiał. Dzięki obcowaniu z „Breaking Bad” ten trudny przedmiot wydał mi się arcyciekawy, ja się chemią zafascynowałem, i nie po to, by pichcić metamfetaminę. Ja nawet zastanawiam się, czy jakiegoś przystępnego podręcznika chemii sobie nie sprawić i nie nadrobić zaległości szkolnych.

Wielkość „Breaking Bad” także przecież na tym polega, że mamy tu iście szekspirowską historię człowieka, który z dobrego łajzy zamienia się w geniusza zła. Wybitnego scenarzysty trzeba było, by spowodować, że oglądacz „Breaking Bad”, z początku szczerze kibicujący Walterowi White’owi, w ostatnich sezonach serialu pragnie najbardziej jego klęski, a najlepiej śmierci. Poznając Waltera White’a, poznawałem – nieraz z przerażeniem – siebie samego, oglądając polskie produkcje, niczego nie poznawałem i niczego się nie uczyłem. Zakończenie każdego odcinka „Breaking Bad” budziło we mnie nieodpartą żądzę natychmiastowego obejrzenia kolejnego odcinka i ja tę żądzę zaspokajałem. Natomiast zupełny brak żądzy oglądania kolejnych odcinków odczuwałem przy okazji obcowania z polskimi serialami kryminalnymi. Mam tu na myśli produkcje ostatnich lat, które teraz sobie odświeżyłem, jak „Krew z krwi” czy „Paradoks”; sumiennie je obejrzałem, ale przecież obejrzałem z bolesnym mozołem, albowiem mozół jest nadrzędną metodą tworzenia polskiej narracji serialowej. Oglądając„Krew z krwi”, „Paradoks”, a częściowo też „Watahę”, widziałem przecież, z jakim mozołem twórcy te rzeczy kręcili, z jakim mozołem aktorzy byli zmuszeni grać, nade wszystko z jakim mozołem scenarzysta scenariusz pisał i z jakim mozołem układał dialogi, czego finalnym efektem było, że mój szał oglądania niebywale mozolny był i męczący. Zastanawiałem się nieustannie, czemu pomysł na ambitny polski serial kryminalny polega na tym, że wszyscy są smutni i zmęczeni, czemu na ich twarzach maluje się nieustanne cierpienie, czemu najchętniej grają wymownym milczeniem, dlaczego nastrój budować mają ciemnoniebieskie pejzaże oraz wkurwiająco nastrojowa muzyka, czemu twórcy kierują się nieodmiennie maksymą: „Zróbmy coś oryginalnego, takiego w stylu skandynawskim, żeby było mrocznie”. Dlaczego wreszcie fabuła tak watowana i rozciągnięta do niemożliwości, dlaczego dialogi tak drętwe i jałowe?

A kiedy zdaje nam się, że poznamy wreszcie ponurą tajemnicę, jedna z bohaterek na pytanie, co się stało, odpowiada zmęczonym głosem: „Długo by opowiadać”.

Świat kupuje coraz więcej naszych seriali: Recept na život polskiego serialu

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Pomyłka. Urodziła nie swoje dziecko
Nie potrafiłam jej dać imienia, które sobie wymarzyłam

Godność striptizerki. Co się dzieje w polskich klubach go-go
Facetowi, który się kontroluje, nie narąbie się jak świnia, krzywda się nie stanie

Otwieram się na wysokie zarobki. Moda na afirmacje dotarła do elit
Dlaczego menedżerowie, przedsiębiorcy, artyści i dziennikarze wierzą, że powtarzanie w duchu mantry „Mam prawo być bogaty” ściągnie na nich fortunę?

Piotr Andrusieczko: Na wojnie śnię o wojnie
Gdy zaczynają strzelać, czuję ulgę. Nie musisz już trwać w oczekiwaniu, bo wiesz, co masz robić: padać, biec, schronić się. Rozmowa z Piotrem Andrusieczko

Czy Ewa Demarczyk to przeczyta?
Jeśli kochała, to kochała bardzo. Zatracała się w miłości. Kiedy milicja wyprowadzała R. w kajdankach, uwiesiła mu się na szyi, milicjanci ciągnęli ich razem. Rozmowa z Angeliką Kuźniak i Eweliną Karpacz-Oboładze, autorkami książki „Czarny Anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk”

Marcin Zamoyski o odzyskiwaniu własności
Jak się nie dogadam z miastem, wynajmę Ogród Saski Wietnamczykom, żeby na ścieżkach handlowali z łóżek polowych

Świat według Orlińskiego
Brońmy prywatności… czyli apel do społeczeństwa

Zobacz także

Wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s