Eliza (15.04.15)

 

Katastrofa smoleńska. TVN 24: Piloci Tu-154M nie mieli uprawnień ani odpowiednich szkoleń, aby pilotować prezydenckiego tupolewa

past, 15.04.2015
Konferencja prokuratury wojskowej ws. katastrofy smoleńskiej

Konferencja prokuratury wojskowej ws. katastrofy smoleńskiej (Fot. Agata Grzybowska/ Agencja Gazeta)

Katastrofa smoleńska. Dokumentację szkolenia kpt. Arkadiusza Protasiuka sfałszowano, jego doświadczenie było niedostateczne – do takiej opinii biegłych dotarli reporterzy tvn24.pl. Także nawigator, por. Artur Ziętek, nie miał uprawnień, aby znaleźć się na pokładzie tupolewa.

 

Reporterzy portalu tvn24.pl dotarli do raportu biegłych przygotowanego dla prokuratury wojskowej, badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej. Z raportu wynika, że ani piloci, ani nawigator, którzy lecieli tu-154M, nie mieli uprawnień, aby znajdować się tego dnia na pokładzie i pilotować samolot.

Dokument opisuje także szereg nieprawidłowości i fałszerstw, do których dochodziło podczas szkoleń pilotów z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Odpowiedzialni za serię nieprawidłowości w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego są – zdaniem biegłych – m.in. generał Andrzej Błasik i kolejni ministrowie obrony.

Kapitan tupolewa miał „minimalne doświadczenie”

Jak wynika z raportu biegłych, drugi pilot – maj. Robert Grzywna – wykonał w tej roli tylko trzy loty tupolewem. Z kolei liczba godzin, które por. Artur Ziętek spędził w kokpicie jako nawigator z uprawnieniami, wynosiła zero, ponieważ ten nigdy nie ukończył drugiego etapu ćwiczeń na nawigatora.

Według raportu fakt, że Ziętek był w kabinie prezydenckiego tu-154M, „był absolutnie niedopuszczalny ze względu na wymogi bezpieczeństwa lotów”. Wyłącznie technik pokładowy Andrzej Michalak miał ważne uprawnienia i odpowiednie szkolenie, aby móc przebywać w kokpicie tupolewa.

Protasiuk uczył się według programu okrojonego o 70 proc.

W swoim raporcie biegli piszą o wielu nieprawidłowościach związanych ze szkoleniem pilotów. Obaj piloci przeszli przyspieszony kurs, który – jak podaje raport – „zawiera tylko 30 proc. ćwiczeń przewidywanych w pełnym szkoleniu”. Co więcej, Protasiuk nie miał nawet prawa do rozpoczęcia tego szkolenia, ponieważ nigdy nie posiadał wymaganej drugiej klasy pilota wojskowego.

Kpt. Protasiuk nie odbył też m.in. ćwiczeń z lądowania przy wykorzystaniu nieprecyzyjnych urządzeń – a właśnie taka sytuacja miała miejsce pod Smoleńskiem. Z kolei część dokumentacji lotu egzaminacyjnego Protasiuka została sfałszowana. Choć w rzeczywistości odbył się on przy bardzo dobrej pogodzie, to w osobistym dzienniku lotów znalazły się informacje o dużym zachmurzeniu i widzialności do 800 m.

Generał Błasik i kolejni ministrowie odpowiedzialni za sytuację w specpułku

Śledczy jako jednego z winnych złej sytuacji w 36. pułku wymieniają gen. Błasika. Jak podaje raport, ani dowódca sił powietrznych, ani nikt inny z kierownictwa „nie wykrył – groźnych dla bezpieczeństwa lotów – poważnych nieprawidłowości”. Kolejnym zarzutem jest niewprowadzenie w życie planu naprawczego po katastrofie samolotu CASA w 2008 roku.

Wśród odpowiedzialnych za zły stan specpułku wymieniani sa też ministrowie obrony, w tym pełniący tę funkcję w 2004 roku Jerzy Szmajdziński. Minister doprowadził do obniżenia wynagrodzeń i zmniejszenia możliwości rozwoju pilotów. Jak podają biegli, również późniejsi ministrowie obrony „wymuszali przyspieszenie szkoleń pilotów na samolocie tu-154M”.

W raporcie biegłych: naruszenie reguł, załoga bez uprawnień

O takich wnioskach prokuratura mówiła już na konferencji przed tygodniem. Jako pierwszą bezpośrednią przyczynę katastrofy biegli wskazali niewłaściwe działanie załogi, polegające na zniżaniu samolotu przez dowódcę poniżej własnych warunków minimalnych do lądowania, i niewydanie komendy odejścia „na drugie zajście”.

Było to „działanie nieadekwatne do panującej na lotnisku sytuacji meteorologicznej” – podano. Ponadto jako przyczynę katastrofy biegli wskazali „naruszenie reguł określonych w instrukcji użytkowania tu-154 w locie” oraz „instrukcji współdziałania i technologii pracy członków załogi samolotu”.

Inną z przyczyn wskazanych przez biegłych były także nieprawidłowości w związku z wyznaczeniem do lotu „osób bez ważnych uprawnień, lub wręcz bez uprawnień, do wykonywania lotów na tym typie samolotu”.

 

gazeta.pl

Będzie strajk na zamku w Windsorze. Pracownicy rezydencji Elżbiety II mają dość

ar, pap, 15.04.2015
Zamek w Windsorze

Zamek w Windsorze (Fot. Wikipedia/Creative Commons)

– Pracownicy zamku w Windsorze zagłosowali w środę za zorganizowaniem strajku włoskiego w proteście przeciwko zbyt niskim zarobkom i dokładaniu im obowiązków – poinformował związek zawodowy PCS. To pierwszy taki strajk w rezydencji królowej Elżbiety II.
W referendum strajkowym „za” było 84 proc. głosujących pracowników Windsoru zrzeszonych w ogólnokrajowym związku PCS. Sprzeciwiają się oni obarczaniu ich nadprogramowymi obowiązkami, za które nie dostają dodatkowego wynagrodzenia.Należą do nich m.in. organizowanie wycieczek po 900-letniej rezydencji bądź praca w charakterze tłumaczy dla odwiedzających zamek turystów. Tymczasem standardowo do ich obowiązków należy nadzorowanie zamku, w tym znajdujących się w nim dzieł sztuki, i asystowanie odwiedzającym.

Akcja, która zostanie zorganizowana pod koniec kwietnia, będzie miała formę strajku włoskiego. Pracownicy będą też odmawiać wykonywania dodatkowych zadań, za które nie dostają pieniędzy.

– Ci lojalni pracownicy są twarzą zamku w Windsorze – oświadczył sekretarz generalny PCS Mark Serwotka. – Powinni być odpowiednio wynagradzani za ich pełne zaangażowania dbanie, by goście z całego świata mogli cieszyć się wizytą w zamku.

Pensje pracowników Windsoru zaczynają się od 14,4 tys. funtów rocznie.

Elżbieta II zwykle spędza w Windsorze weekendy, a także wydaje tam przyjęcia. Tradycyjnie rodzina królewska świętuje tam również Wielkanoc.

Zobacz także

wyborcza.pl

Ginekolog to nie dentysta, czyli z podręcznika MEN

„Dziewczynki plotkują, chłopcy grają w koszykówkę”, „dziewczynki myślą wolniej niż chłopcy” „strój [dziewczyny] zachęca do ataku”, „ginekolog to nie dentysta i dziewczynki nie powinny do niego chodzić zbyt często”, „Organizm kobiety służy rodzicielstwu”, „Naturalny poród to krok w szczęśliwe dzieciństwo”, „efekty palenia dla kobiet są żałosne: brzydka cerę i siatka zmarszczek (o zdrowiu ani słowa!), prezerwatywy „są z gumy i pękają”, „nie zapobiegają większości chorób przenoszonych drogą płciową”, „Pedofilia, kazirodztwo, ekshibicjonizm – formy zaspokojenia popędu seksualnego w sposób nietypowy dla danej kultury” – taki obraz świata sprzeczny nie tylko z rzeczywistością, ale i – w niektórych wypadkach – z prawem – lansują podręczniki do wychowania do życia w rodzinie, zaakceptowane przez ministerstwo edukacji narodowej. Pytana przez dziennikarzy jak to możliwe, ministra Kluzik – Rostkowska milczy lub odpowiada, ustami rzeczników, że… podręczniki to przecież nie jedyne źródło wiedzy.

Te treści to także efekt pracy zatrudnionych przez ministerstwo recenzentów. Zadałam publicznie to pytanie ministrze Kluzik – Rostkowskiej i powtarzam je tutaj, bo bardzo chciałabym wiedzieć:

jakie kwalifikacje ma ksiądz dr Józef Augustyn do recenzowania podręczników do wychowania do życia w rodzinie dla MEN? Jakie kwalifikacje mają prof. Bogdan Chazan, naczelny katolicki ginekolog RP i prof. Aleksander Nalaskowski, którego zdaniem „edukacja seksualna to zbiorowe molestowanie młodzieży”? Dlaczego ministerstwo płaci za to naszymi pieniędzmi, dlaczego na to pozwala?

W podręcznikach autorstwa Teresy Król (seria „Wędrując ku dorosłości”) i Felicji Kalinowskiej („Wychowanie do życia w rodzinie”) nie ma wiedzy, jest za to zestaw zabobonów i zwykłych kłamstw, zachęcanie do przestępstw na tle seksualnym oraz prymitywne i zakazane przez prawo szczucie na ofiary napaści na tle seksualnym. Te podręczniki nie są obojętnym dla życia społecznego głupstewkiem. Są szkodliwe – bo jeśli ktoś przekona do treści w nich zawartych młode Polski i Polaków, zgotuje im i nam – w sensie osobistym i społecznym – olbrzymi problem.

Recenzująca podręczniki MEN dr Maria Pawłowska, absolwentka uniwersytetów w Cambridge i Genewie, twierdzi, że książki z których młode Polki i Polacy uczą się wychowania do życia w rodzinie (na marginesie: co to w ogóle znaczy „wychowanie do życia w rodzinie”? Od kiedy seks odbywa się w rodzinie?) nie spełniają żadnych, wymaganych od podręczników standardów wiedzy, nie podają faktów, tylko zabobony i osobiste przekonania autorek i recenzentów, są szkodliwe i stanowią oczywisty dowód braku szacunku do obywateli i – samych uczniów i uczennic. Tylko – mógłby jej odpowiedzieć dr Chazan lub ksiądz dr Augustyn: co z tego, skoro nasze na wierzchu?

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: