Hofman (19.04.2015)

 

Applebaum ostro o słowach szefa FBI: Chciał edukować, pokazał, że sam potrzebuje edukacji

mw, pap, 19.04.2015
Anne Applebaum

Anne Applebaum (Fot. Bartosz Bobkowski / AG)

„Podczas wojny wielu ludzi było tak przerażonych, że niektórzy sami mordowali, by uniknąć śmierci. Ale to nie znaczy, jak sugeruje szef FBI, że mieli czyste myśli i uważali, iż nie robią niczego złego” – pisze w „Washington Post” Anne Applebaum.
„James Comey, dyrektor FBI w przemówieniu, które przedrukowaliśmy w „Washington Post”, apelując o to, by edukować się w sprawie Holocaustu, pokazał, jak bardzo on sam takiej edukacji potrzebuje.

Dwa fatalnie sformułowane zdania polscy czytelnicy odebrali jako powtarzanie mitu o II wojnie światowej, który od lat doprowadza ich do szaleństwa. Comey stwierdził, że skoro mieszkali pod niemiecką okupacją, byli odpowiedzialni za niemiecką politykę z tamtego okresu” – pisze Applebaum.

Co powiedział dyrektor FBI?

Chodzi o przemówienie Comeya wygłoszone 15 kwietnia w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, a następnie przedrukowane w dzienniku „Washington Post” z okazji Dnia Pamięci o Holocauście. Comey mówił w nim, że Holocaust był „najbardziej znaczącym wydarzeniem w historii ludzkości”; zapowiedział, że każdy nowy funkcjonariusz FBI będzie miał obowiązek odwiedzić Muzeum, by zobaczyć, że „dobrzy ludzie pomagali mordować miliony”, podporządkowując się ideologii nazistów.

Tłumaczył, że najbardziej przerażającą lekcją Holocaustu jest to, iż pokazał on, że ludzie są w stanie zrezygnować z indywidualnej moralności i przekonać się do prawie wszystkiego, poddając się władzy grupy. – W ich mniemaniu mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu, wielu innych miejsc nie zrobili czegoś złego. Przekonali siebie do tego, że uczynili to, co było słuszne, to, co musieli zrobić – dodał Comey.

Polskiego Vichy nie było

Publicystka przypomina, że podczas wojny w Europie istniały rządy, które kolaborowały z Niemcami, tak jak rząd w Vichy. I że niektóre z tych rządów pomagały w wysyłaniu Żydów do obozów śmierci.

„Polskiego Vichy nie było. Podczas wojny w ogóle nie było polskiego państwa. To właśnie brak tego państwa sprawił, że Niemcy mogli bez żadnych przeszkód stworzyć bezprawny, krwawy świat. Każdy Polak, który pomagał Żydom, mógł zostać zgładzony razem z całą rodziną. Wielu zostało zabitych” – czytamy w „Washington Post”.

„Podczas wojny polski przemysł i architektura zostały zniszczone. W tej atmosferze wielu ludzi było tak przerażonych, że niektórzy sami mordowali, by uniknąć śmierci. Ale to nie znaczy, jak sugeruje szef FBI, że mieli czyste myśli i że nie uważali, iż nie robią niczego złego” – dodaje publicystka.

Applebaum przypomina, że także na Węgrzech, o których mówił Comey, był rząd, który wprowadził antysemickie prawo.

„Ale eksterminacja węgierskich Żydów rozpoczęła się już po rozwiązaniu tego rządu, kiedy Niemcy przejęli władzę” – przypomina dziennikarka.

„Holocaust nie jest więc historią wielu »dobrych ludzi «, którzy pomagali mordercom w przekonaniu, że robią dobrze. Wręcz przeciwnie. To historia o potędze strachu i niebezpieczeństwie bezprawia. To historia państwa terroru, który sprawił, że wielu ludzi robiło rzeczy, o których wiedziało, że są okropne” – kończy Applebaum.

Zobacz także

wyborcza.pl

Jak zebrał publiczne pieniądze na Świątynię Opatrzności i rozgrywa w Kościele. „Newsweek” o kard. Nyczu

Kard. Kazimierz Nycz dzięki swoim zdolnościom skutecznie przyspieszył gigantyczną inwestycję w Świątynię Opatrzności Bożej w Warszawie.
Kard. Kazimierz Nycz dzięki swoim zdolnościom skutecznie przyspieszył gigantyczną inwestycję w Świątynię Opatrzności Bożej w Warszawie. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Najbardziej znany polski strateg, organizator i biznesmen w sutannie? Większość Polaków wskazałaby zapewne na o. Tadeusza Rydzyka i jego małe medialne imperium. Jak jednak wskazuje najnowszy „Newsweek”, być może o wiele lepiej prowadzenie wielkiej polityki i gra o równie wielkie pieniądze idzie metropolicie warszawskiemu kard. Kazimierzowi Nyczowi. Szczególnie przy budowie stołecznej Świątyni Opatrzności Bożej.

Według „Newsweeka”, ostatnimi czasy kard. Kazimierz Nycz swoje umiejętności wykorzystuje coraz silniej. Wynika to przede wszystkim z potrzeby z walki o to, by przybywający w 2016 roku z pielgrzymką do Polski papież Franciszek mógł poświęcić już w pełni ukończoną Świątynię Opatrzności Bożej. Do zakończenie tej inwestycji wciąż brakuje jednak ok. 30 mln zł. I warszawski metropolita walczy o nie w ten sam sposób, w jaki dotąd uzyskał największe pieniądze na budowę. Odpowiednio grając z obecną władzą, która pomogła znaleźć odpowiednią furtkę do finansowania budowy warszawskiego megakościoła ze środków publicznych.

Tygodnik zwraca jednak uwagę, iż kard. Kazimierz Nycz wiele wysiłku wkłada dziś w zapewnienie warszawskiemu Kościołowi odpowiedniej pozycji. Przede wszystkim poprzez rywalizację z tradycyjnie związanym z pamięcią o Janie Pawle II Krakowem i tym tworem, który nazywany jest „kościołem toruńskim”. „Newsweek” zwraca uwagę, że w dużej mierze przez działania kard. Nycza doszło do zatarcia różnic między Krakowem a Toruniem. W to wszystko wpleciona została warszawska kuria, której szef dziś równie chętnie pokazuje się z Andrzejem Dudą, co Bronisławem Komorowskim.

Z kard. Stanisławem Dziwiszem metropolita warszawski ma skutecznie wygrywać rywalizację o względy Watykanu i walkę o miano narodowego sanktuarium, które z krakowskimi Łagiewnikami musi prowadzić Świątynia Opatrzności Bożej. Z o. Tadeuszem Rydzykiem być może wygra natomiast w kwestii posiadania największych wpływów politycznych. Jak tłumaczą rozmówcy „Newsweeka”, wszystko za sprawą tego, iż kard. Kazimierz Nycz najlepiej wśród wpływowego duchowieństwa rozumie dzisiejszy świat i politykę. Szczególnie to, iż minęły już czasy, gdy to politycy pielgrzymowali do biskupów. Dziś to duchowni muszą się wykazać.

naTemat.pl

 

Kontrowersyjna okładka historycznego dodatku do tygodnika? „To grupa rekonstrukcyjna”

MT, 19.04.2015
Okładka dodatku historycznego do

Okładka dodatku historycznego do „wSieci” (twitter.com/pawelprus)

Tygodnik „wSieci” opublikował okładkę specjalnego dodatku historycznego do najnowszego numeru. Czytelnicy dopatrzyli się na niej dość kontrowersyjnego podobieństwa bohaterów.

 

Tematem najnowszego wydania dodatku historycznego do tygodnika „wSieci” jest kłamstwo w sprawie zbrodni katyńskiej i to, jak się ono rozprzestrzeniało. Na okładce widzimy dwóch żołnierzy NKWD, którzy pojmali i mierzą z broni do polskiego oficera. Postacie na okładce przypominają jednak nieco współczesnych polskich polityków – a dokładniej Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego. To podobieństwo zwróciło uwagę niektórych internautów. Wiele osób stwierdziło, że to skandal.

Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej”, stwierdził nawet, że już nigdy więcej nie kupi tygodnika.

Część komentatorów stwierdziła jednak, że podobieństwa zupełnie nie widzi i że stwierdzenia, jakoby osoby na zdjęciu miały przypominać Tuska i Kaczyńskiego, są przesadzone.

Szybko zauważono jednak, że mężczyźni na zdjęciu to członkowie warszawskiej grupy rekonstrukcyjnej, którzy na okładkach i ilustracjach w historycznym dodatku do „wSieci” pojawiają się regularnie.

„Donald Tusk mordował polskich patriotów już w 1920 roku, lecz na szczęście został pogoniony” – zażartował felietonista „Do Rzeczy” Marek Magierowski, pokazując jedną z wcześniejszych okładek, na której pojawił się ten sam mężczyzna.

„Potem feldfebel Tusk strzelał do polskich wyzwolicieli Ankony” – dodał, pokazując kolejną okładkę.

Sam fakt, że mężczyzna przypominający Donalda Tuska pojawiał się na okładkach wcześniej, nie stanowi dla niektórych usprawiedliwienia dla opublikowania zdjęcia w takiej, a nie innej konfiguracji. Bloger Kamil Gorzelańczyk stwierdził: „To oczywiście zupełny przypadek, że na okładce dodatku wSieci to właśnie on trzyma polskiego oficera…”

Pojawiło się też jednak wiele głosów osób, które w mężczyźnie w mundurze żołnierza NKWD widzą raczej podobieństwo do aktora Cezarego Pazury.

Zobacz także

TOK FM

Ambasador USA odebrał notę protestacyjną ws. wypowiedzi o Holocauście. „W USA nie uważamy, że Polska była odpowiedzialna za Holocaust. To było obraźliwe. Sam powiedziałbym to inaczej”

klep, 19.04.2015
Ambasador USA Stephen Mull

Ambasador USA Stephen Mull (Fot. TVPInfo)

– W USA nie uważamy, że Polska była odpowiedzialna za Holocaust – zapewniał Stephen Mull, ambasador USA w Polsce, odpowiadając na stwierdzenie szefa FBI, jakoby Polska była „współwinna” nazistowskich zbrodni. Ambasador zaznaczył, że podobne sugestie są „błędne, szkodliwe i obraźliwe”.

Polub i bądź na bieżąco!

– Jakiekolwiek sugestie, że Polska czy jakikolwiek inny kraj poza nazistowskimi Niemcami był odpowiedzialny za Holocaust, są błędne, szkodliwe i obraźliwe – mówił Stephen Mull, ambasador USA w Polsce na konferencji prasowej.

„Zrobiłbym to inaczej”

Mull odnosił się do słów Jamesa Comeya, szefa FBI, który stwierdził, że Polacy i Węgrzy są „współodpowiedzialni” za Holocaust. – W USA nie uważamy, że Polska była odpowiedzialna za te zbrodnie – zapewnił Mull. Gdy dziennikarze dopytywali ambasadora o jego reakcję na słowa Comeya, stwierdził: – Gdybym ja miał powiedzieć coś takiego, zrobiłbym to inaczej.

Ambasador został w tej sprawie wezwany do polskiego MSZ. Otrzymał od wiceministra Soczewicy notę protestacyjną i wezwanie do przeprosin.

– Oczywiście zapewniłem wiceministra, nie jest stanowiskiem Stanów Zjednoczonych, że Polska była w jakikolwiek sposób odpowiedzialna za Holocaust – to była tylko i wyłącznie praca nazistowskich Niemców – zapewnił po spotkaniu. – Oczywiście rozumiemy, jak te wypowiedzi zostały odebrane w Polsce, i żałuję, że są takie sugestie. Mam teraz zadanie, a także polecenie tutejszego ministerstwa, aby naprawić tę sytuację. Jeszcze dzisiaj skontaktuję się z Waszyngtonem i z biurem FBI i myślę, że będzie w tej sprawie odpowiedź – stwierdził. Podkreślił też, że jak tylko pojawi się oficjalne stanowisko, zostanie ono opublikowane.

– Rozmowa odbyła się w atmosferze żalu, ale muszę podkreślić, że wszystko to jest w kontekście naszych bardzo ciepłych i dobrych stosunków. Nawet w najlepszej przyjaźni są czasem nieporozumienia i właśnie po to mamy ambasadorów, żeby naprawiać takie sytuacje.

„Szersze przesłanie Comeya było takie…”

– Dyrektor Comey na pewno nie zamierzał sugerować, że Polska w jakiś sposób była odpowiedzialna za te zbrodnie. On nie chciał umniejszyć wkładu Polaków, jak w Żegocie, jak prof. Karski, który tak odważnie walczył, by ochronić Żydów przed Holocaustem – zapewniał Mull.

– Szersze przesłanie Comeya było takie, że na świecie było wielu ludzi, którzy pomogli zbrodniarzom nazistowskim albo byli ludzie, którzy niedostatecznie reagowali, także w USA. On chciał powiedzieć, że w przyszłości wszyscy na świecie musimy postanowić, że jeśli będzie znak nowego Holocaustu, musimy odważnie przeciwdziałać – podkreślał.

Mull zaznaczył, że wczoraj kontaktował się z FBI. Wyraził też nadzieję, że jutro pojawi się oświadczenie bezpośrednio z biura Comeya.

 gazeta.pl

„Dyrektor FBI to głąb”. Goście Olejnik ostro po słowach o winie Polaków: Trzeba wezwać ambasadora

klep, 19.04.2015
Dyrektor FBI James B. Comey

Dyrektor FBI James B. Comey (JOSHUA ROBERTS / REUTERS / REUTERS)

– W każdym państwie znajdzie się głąb z historii. W USA jest ich stosunkowo dużo – tak Stanisław Żelichowski z PSL skomentował w Radiu Zet nazwanie Polaków przez szefa FBI „współwinnymi” Holocaustu. Goście Moniki Olejnik zgodnie przyznali, że ambasador USA w Polsce powinien być wezwany przez Grzegorza Schetynę, by złożyć wyjaśnienia.

– Mordercy i ich współwinowajcy z Niemiec, Polski, Węgier przekonali samych siebie, że uczynili to, co było słuszne i od czego nie było ucieczki. To jest to, co robią ludzie. I to powinno nas naprawdę przerażać – powiedział James B. Comey, dyrektor FBI, w Muzeum Holocaustu. Dodał, że wizyty w muzeum będzie wymagał od każdego nowego funkcjonariusza biura.

„W każdym państwie znajdzie się głąb”

O słowach szefa FBI w programie „7 dzień tygodnia” w Radiu Zet rozmawiali goście Moniki Olejnik. – W każdym państwie znajdzie się głąb z historii. W USA jest ich stosunkowo dużo, taki jest tam system kształcenia – stwierdził Stanisław Żelichowski z PSL.

Poseł zaznaczył, że trudno mieć do szefa FBI pretensje, że nie zna historii Polski. – Ale on nie zna też historii USA. Bohater Stanów Zjednoczonych Jan Karski przewoził wiedzę o tym, co działo się w Polsce, poruszał niebo i ziemię i pies z kulawą nogą się nie zainteresował – zauważył.

Praktycznie wszyscy goście, reprezentujący opcje od PO przez SLD po PiS, zgodzili się, że wyjaśnienia powinien złożyć Stephen Mull, ambasador USA w Polsce. Jak na razie reakcją na słowa szefa FBI był list Ryszarda Schnepfa, polskiego ambasadora w Waszyngtonie. – To niedopuszczalne słowa świadczące o niewiedzy, oczekujemy sprostowania – powiedział dyplomata dziennikarzom.

MSZ po programie Olejnik: Ambasador USA otrzyma notę dyplomatyczną >>>

– Zbyt delikatnie – stwierdził Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta ds. historycznych. – Powinien kategorycznie zaprotestować przeciwko kłamstwu i zażądać przeprosin. Nie rozumiem, na czym miałaby polegać pogawędka z ambasadorem. Że ambasador spojrzy mu w oczy i powie, że jest głupcem, nie zna historii Europy i świata i obraził naród, który w walce z nazizmem poniósł największe ofiary? Niezbędna jest kategoryczna reakcja państwa – zaznaczył.

Nałęcz podkreślił też, że mamy do czynienia nie z „głupcem”, ale dyrektorem FBI. – A jeśli on chce taką wiedzę przekazywać funkcjonariuszom, chyba się niebiosa otworzą i grom w niego strzeli – stwierdził Nałęcz.

Także Jarosław Gowin z Polski Razem podkreślił, że nie można bagatelizować sprawy nazywając Comeya głupcem. – Szefowie FBI czy CIA to ludzie świetnie wykształceni, przedstawiciele amerykańskich elit politycznych i jeśli ktoś taki ma taką świadomość historyczną, to ostatni dzwonek alarmowy – mówił polityk.

– Comey powiedział kilka dni temu, że mordowali Polacy, Węgrzy i Niemcy. Za jakiś czas jego następca powie, że mordowali Polacy, Węgrzy i naziści. A w końcu zostaną Polacy i Węgrzy – zaznaczył.

„Nie będziemy zapraszać szefa FBI na stypendium”

Bartosz Kownacki z PiS dodał, że polityka historyczna nie zdaje egzaminu. Podobnego zdania był Gowin. Nałęcz bronił się, wskazując, że jest ona bardzo konsekwentna i w tym samym duchu prowadzili ją Donald Tusk, Jarosław Kaczyński czy Hanna Suchocka.

– Nie będziemy zapraszać szefa FBI na stypendium – stwierdziła wreszcie Monika Olejnik. – Nawet gdybyśmy prowadzili świetną politykę historyczną, pan Comey powiedziałby, co powiedział. Może tak został wychowany. Ważne, że MSZ od lat walczy z dziennikarzami, którzy piszą o „polskich obozach”. Nie jest tak, że jesteśmy bezradni – skwitowała.

gazeta.pl

Jak poseł Macierewicz wciągnął mnie w smoleńską mgłę

Jacek Krywko, 19.04.2015
Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Koronnym dowodem na sfałszowanie opublikowanych ostatnio stenogramów z kokpitu tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem, jest dla Antoniego Macierewicza mój wywiad z prof. Peterem Frenchem. Problem w tym, że poseł tego wywiadu nie zrozumiał.
Antoni Macierewicz zwołał we wtorek w Sejmie konferencję prasową, by przedstawić dowód na „matactwa” prokuratury w sprawie nowego odczytu stenogramów z prezydenckiego Tu-154M. Dwa dni później w siedzibie PiS pojawił się w towarzystwie Jarosława Kaczyńskiego. I zapowiedział, że złoży zawiadomienie o przestępstwie – sfałszowaniu zapisów z nagrań czarnych skrzynek w kokpicie. Koronnym dowodem na to jest – zdaniem posła Macierewicza – wywiad z prof. Peterem Frenchem, który przeprowadziłem i opublikowałem w „Wyborczej”.Jak „wsparłem” zamachowe teorieRóżni komentatorzy dopatrzyli się w tych konferencjach PiS różnych rzeczy. Ja zobaczyłem przede wszystkim człowieka bezradnego, który nie rozumie, co się stało. I to na co najmniej dwóch poziomach.

Świat Antoniego Macierewicza dzielą linie między PiS a PO, między mediami prawicowymi a TVN-em z „Wyborczą” etc. Dlatego był tak zaskoczony naszą publikacją. „Wyborcza”, w jego opinii „wroga”, puściła materiał, który – jego zdaniem – „wspiera” zamachowe teorie. W świecie z tak wyznaczonymi podziałami to nie ma sensu. Żeby zrozumieć, o co chodzi, trzeba narysować je inaczej.

Mam 31 lat, poseł Macierewicz 66. I przeoczył linię między swoim pokoleniem a moim. Nie donosiliśmy na nikogo do Urzędu Bezpieczeństwa, nie współpracowaliśmy z żadnymi służbami PRL ani ZSRR. Siedzieliśmy wtedy w przedszkolu. Jedyną reżimową represją, jaką pamiętam, było zmuszanie do zjedzenia pasty rybnej. Dorastaliśmy w wolnym kraju, nie walczyliśmy z komunizmem. Zamiast tego obżeraliśmy się chipsami na kanapach z Ikei. Nie zsikaliśmy się w majtki z wrażenia, gdy powstała TVN 24, bo wcześniej już mieliśmy CNN. Ideowo bliżej nam do „Fight Club” Chucka Palahniuka niż do KOR-u. Kiedy mówimy „dziennikarstwo”, mamy na myśli „New York Times” albo „Washington Post”, a nie „Trybunę ludu” czy „Dziennik Telewizyjny”.

Dlatego wybierając rozmówcę do swojego wywiadu, kierowałem się wyłącznie jego jakością. Peter French zajmuje się akustyką sądową od niemal 25 lat. Orzekał w roli eksperta w najgłośniejszych procesach prowadzonych na terenie USA i Wielkiej Brytanii. Układał programy szkoleń dla specjalistów amerykańskiego FBI.

Nie wyobrażam sobie pracy w gazecie, która odrzuciłaby wywiad, bo okazał się komuś „politycznie nie po linii”. Utrzymywania standardów rzetelności oczekiwałbym od każdego poważnego dziennika na świecie. Oczekiwałem tego od „Wyborczej” i nie zawiodłem się. Gdybym się zawiódł, Antoni Macierewicz nie miałby z czego robić swoich konferencji. Ta publikacja nie była aktem bohaterstwa w wojnie o prawdę. To był profesjonalizm.

Mysz będzie można odnaleźć

Moje pokolenie nie prowadzi żadnych wojen. Od ludzi generacji posła Macierewicza różni nas jednak coś jeszcze – przez całe życie „oddychaliśmy” technologią. Na pierwszą komunię nie dostałem zegarka ani roweru, dostałem komputer.

Obie konferencje PiS obfitowały tymczasem we wzmianki o „znanej akustykom teorii”, z której wynika, jaka powinna być słynna już częstotliwość próbkowania materiału do odsłuchu. Chodzi o twierdzenie Harry’ego Nyquista sformułowane w 1928 r., a rzecz dotyczyła przesyłania informacji liniami telegraficznymi. Nyquist dowiódł, że ilość niezależnych impulsów, które można przesłać linią telegraficzną w jednostce czasu, jest ograniczona do dwukrotnej szerokości pasma. Wiele lat później profesor MIT Claude Shannon odkrył, że ma to też zastosowanie w przetwarzaniu sygnału ciągłego (np. taśma) na dyskretny (np. plik audio). Stąd zasada, że częstotliwość próbkowania powinna być dwukrotnie wyższa od maksymalnej częstotliwości dźwięku.

Na tę teorię, prócz prof. Frencha, powoływał się też Andrzej Artymowicz w swojej ekspertyzie sporządzonej dla prokuratury wojskowej. Problem w tym, że ten ostatni policzył próbkowanie od maksymalnej częstotliwości odtwarzanej przez magnetofon zamiast od maksymalnej częstotliwości dźwięku zarejestrowanego na taśmie z czarnej skrzynki. Dlatego w uzyskanych tą metodą plikach, prócz nagrania, prawdopodobnie znalazł się też ogromny zakres pustego pasma. To właśnie prof. French miał na myśli, gdy mówił o „myszy w kontenerze dla słonia”. W tym zakresie jego metafora jest trafna.

Poseł Macierewicz dołożył do niej komentarz, że ową mysz będzie „trudniej znaleźć”, co już jest kompletnie chybione. Myszy nie będzie trudniej znaleźć, będzie tak samo. Rozumiałby to, gdyby potrafił sobie wyobrazić, jak wyglądają ilustrujące dźwięk wykresy i jak one się przekładają na odsłuch.

Macierewicz traci grunt pod nogami

Nie mam zastrzeżeń do idei powołania parlamentarnego zespołu posła Macierewicza ds. badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Zorganizowana przez opozycję grupa recenzująca postępy prokuratury w ważnym dla kraju śledztwie nie jest niczym szalonym. Tyle że ludzi takich jak prof. Peter French powinienem poznawać na organizowanych przez nią konferencjach. To właśnie od takiej grupy powinniśmy słyszeć rzeczową krytykę tam, gdzie ona jest uzasadniona. To właśnie ten zespół powinien wskazywać dziennikarzom, co jest z danymi ekspertyzami nie tak.

Tylko że zespół posła Macierewicza nie działa tak, jak powinien. Merytoryczna dyskusja o katastrofie samolotu siłą rzeczy będzie coraz bardziej techniczna. Gdy w ekspertyzach pojawia się kilka wykresów, szef zespołu mającego je recenzować traci grunt pod nogami.

Zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi widzi w Antonim Macierewiczu gwaranta rzetelnego śledztwa. Ich wybór, należy to uszanować. Poseł Macierewicz powinien jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest w stanie tej roli podołać. Moim zdaniem najlepiej zrobiłby, wybierając swojego następcę. Kogoś, kto ma więcej wiedzy i wyobraźni technicznej. Inaczej nadal będzie szukał „dowodów” w wywiadach „Wyborczej”.

Zobacz także

wyborcza.pl

Jan Radomski: Przestańmy wierzyć w kłamstwa!

19.04.2015

Żyjemy w państwie, w którym słowom wierzy się bardziej niż liczbom, a prawo pisane jest nie pod dyktando encyklopedii, tylko biblii. Jeżeli nie zaczniemy wiedzieć zamiast wierzyć, nasza ignorancja może zebrać obfite żniwo.

Polska jest krajem w pełni demokratycznym. Homoseksualizm nie jest chorobą. Od dwudziestu lat jesteśmy jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. W Smoleńsku nie doszło do zamachu. To nie są opinie, tylko fakty. Fakty, które ustaliły, opisały i wymierzyły kompetentne gremia: politologowie, psychiatrzy, ekonomiści oraz inżynierowie. Tutaj nie ma miejsca na polemikę – każdy, kto twierdzi inaczej po prostu nie mówi prawdy.

Po dwudziestu kilku latach demokracji okazało się, że wolność słowa uwiodła nas tak bardzo, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy obok opinii znalazły się brednie, a obok bredni – kłamstwa. Z rozpędu przyznaliśmy oszustom pełnoprawne miejsce w publicznej debacie. Dzisiaj jest już za późno: każdy blef, każdy nonsens i każdą bzdurę firmują setki publicystów i polityków, którzy legitymizują je powagą swoich garniturów i garsonek.

Granica pomiędzy prawdą a kłamstwem nie jest cienka. Wyznacza ją to, co o danej sprawie mówią karty encyklopedii. Może się nam wydawać, że nic się takiego nie stanie, jeżeli w zażartej dyskusji powiemy z rozpędu, że polskie nierówności rosną, a na Zachodzie nie można już używać słów „mama” i „tata”. To przecież nic wielkiego, ot drobne nadużycie. Problem polega na tym, że kłamstwa mają swoją wewnętrzną strefę Schengen – gdy się w niej znajdziemy, trudno nam będzie zauważyć, że mijamy kolejne granice. Dzięki temu rosnące nierówności nagle zamieniają się w katastrofalną sytuację ekonomiczną, a ta błyskawicznie stanie się podstawą do zakwestionowania fundamentów naszego ustroju.

Na efekty nie trzeba długo czekać. Blisko połowa polskich wyborców dała się uwieść politycznemu łgarstwo. Część z nich (wbrew wszystkim statystykom!) twierdzi że III Rzeczpospolita jest porażką. Prawica głosi płomienne tyrady o „ojczyźnie wolnej, którą racz nam wrócić Panie”, a lewica opowiada własne bajki o napisaniu prawa od nowa. A to przecież ta lepsza część naszej sceny politycznej. Pozostali wierzą w absurdalno-wolnościową wizję, którą lansuje Janusz Korwin-Mikke i Paweł Kukiz.

Ostatnio modne stało się rozważanie, co łączy Putina z Hitlerem i Stalinem. Prawdę mówiąc, bardzo niewiele. Inny jest czas, miejsce i okoliczności, inna jest skala i idea. Ale jest podobieństwo, które widać na pierwszy rzut oka: niechęć do prawdy. Bogaci Żydzi, chciwi kapitaliści czy ukraińscy faszyści są tak naprawdę bohaterami tej samej historii. Dlaczego prawicowemu Victorowi Orbanowi tak blisko do Władimira Putina, który nawiązuje do najmroczniejszych kart komunistycznej Rosji? Ponieważ obaj okłamują własne narody. To tam powinniśmy szukać źródeł zagrożeń, nasz niepokój powinna wzbudzać Syriza, Front Narodowy, Prawo i Sprawiedliwość oraz wszystkie inne partie, które tworzą własne legendy.

Grecy uwierzyli, że Unia Europejska chce im zaszkodzić, rodzina Le Pen od lat karmi swój elektorat historiami o muzułmanach, a polska prawica przekonała spora część społeczeństwa, że nasz kraj jest ruiną. Przykład Węgier pokazuje, jak poważne mogą być tego konsekwencje. Orbán także zaczynał od błahostek, a rozpędził się tak bardzo, że skłonił sporą część własnego narodu do odwrócenia się plecami od demokracji i Brukseli, ku autorytaryzmowi i Moskwie.

Im bardziej wierzymy w rozmaite łgarstwa, tym bardziej zwiększamy prawdopodobieństwo, że następnym razem „zielone ludzki” nie będą potrzebne. Po prostu ktoś na własne potrzeby zmodyfikuje istniejące kłamstwo. Dlatego granica pomiędzy fikcją a prawdą powinna być znacznie ważniejsza od innych podziałów.

Kłamstwo zawsze jest atrakcyjniejsze od prawdy. Jeżeli nie zostanie potępione, nieuchronnie zdobędzie serca tłumów. Niezależnie od tego, czy będzie nim polityczna utopia, wizja wiecznego życia, czy szczęśliwa miłość, którą oferują telewizyjni wróżbici. To zawsze ten sam mechanizm. Nikt nie zabrania nam wierzyć, ale przede wszystkim zacznijmy wiedzieć. Inaczej czeka nas smutna przyszłość. Nawet błahe kłamstewko w mgnieniu oka może przerodzić się w katastrofę.

 

Twitter: @jwmrad

Blog: radomski.liberte.pl

TOK FM

Owsiak wycofał pozew cywilny przeciwko MatceKurce

k, żbik, 19.04.2015
Jerzy Owsiak zeznaje przed sądem w Złotoryi

Jerzy Owsiak zeznaje przed sądem w Złotoryi (Fot. Maciej ?wierczyński / Agencja Gazeta)

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy cofnęła powództwo wytoczone przeciwko znanemu dolnośląskiemu blogerowi Piotrowi Wielguckiemu, znanemu jako MatkaKurka.
Fundacja WOŚP pozwała Wielguckiego m.in. za oskarżenia dotyczące finansów fundacji. Według blogera między WOŚP a spółkami „Złoty Melon” i „Mrówka Cała” należącymi do Owsiaka i jego żony miały miejsce niejasne przepływy finansowe.7 kwietnia jednak fundacja wycofała pozew, dlatego 14 kwietnia sąd musiał umorzyć postępowanie. – Wygraliśmy sprawę w procesie karnym, sąd skazał blogera za przestępstwo popełnione w publikowanych tekstach na dotkliwą karę grzywny, a w uzasadnieniu wyroku obnażył, jakie były prawdziwe intencje powstania tych wpisów. Nic innego nie chcieliśmy osiągnąć. Nie chcemy kopać leżącego i brnąć z takim człowiekiem w kolejne procesy – mówi nam Krzysztof Dobies, rzecznik WOŚP.Wielgucki zapowiada… odwołanie od decyzji. Uważa bowiem, że WOŚP chce uciec od „pewnej przegranej”. Kodeks postępowania cywilnego umożliwia sądowi nieuznanie cofnięcia pozwu tylko, gdy prowadzi to do obejścia prawa albo jest sprzeczne z „zasadami współżycia społecznego”.Bloger przegrał już jeden proces karny z Owsiakiem. Szef WOŚP wytoczył mu go, gdyż napisał na blogu m.in., że jest „królem żebraków i łgarzy”, że pretenduje do tytułu „hieny cmentarnej”, określił go również słowami: „seksistowski romski macho z Rumunii, który wstaje rano i ma podane do stołu, zjada, beka i w krótkich słowach wysyła swoją żonę w ciąży wraz z dzieckiem na ręku przed centra handlowe, by tam żebrały na obiad”.

Owsiakowi nie spodobały się też treści na temat WOŚP, które uznał za kłamliwe. MatkaKurka pisał bowiem m.in., że koszty organizacji Orkiestry w telewizji publicznej to kilkanaście milionów złotych, a 17 mln zł uzbieranych przez WOŚP zostało na jej koncie.

We wrześniu 2014 r. sędzia Michał Misiak uznał blogera za winnego jedynie zniesławienia Owsiaka słowami „hiena cmentarna”, uznając resztę zarzuconych wypowiedzi za dopuszczalne w demokratycznym społeczeństwie opinie. Odstąpił jednak od wymierzenia kary, gdyż jego zdaniem Owsiak odpowiedział „zniewagą wzajemną”. Sąd Okręgowy w Legnicy, który rozpoznawał apelację, zdecydował się jednak wymierzyć mu grzywnę w wysokości 5 tys. zł.

Przyjeżdżał tu Car Rosji, teraz to wymarłe miasteczkoCzytaj więcej

wroclaw.gazeta.pl

Czarownice, kapłanki, szamani. Kim są Polacy wyznający kulty pogańskie

Karolina Kijek, Tygodnik Wrocław, 14.04.2015
Wrocławscy poganie

Wrocławscy poganie (Agencja Gazeta)

Kiedyś chodzili do kościoła, nawet działali w oazie. Wybrali jednak wiarę w magię i kulty pogańskie. Agnieszka jest już wyświęcona na kapłankę. – Poszłam do wskazanego mieszkania, ktoś zawiązał mi oczy, a potem mnie rozebrał. Więcej nie mogę powiedzieć, bo rytuały są objęte tajemnicą – mówi.
Według szacunków w Polsce jest około dwóch tysięcy pogan. Na Ostarze, czyli radosnym święcie wiosny, które ma miejsce w dniu równonocy wiosennej, spotkali się u stóp góry Ślęży na Dolnym Śląsku, pradawnym miejscu kultów pogańskich. Byli: wiccanie, asatryjczycy, animiści i rekonstrukcjoniści celtyccy (ci jednak twierdzili, że przybyli towarzysko).W trakcie półgodzinnego rytuału (niewierzącym wstęp wzbroniony) spalili marzannę, wzywając duchy przodków i boginię wiosny – Ostarę. Nie licząc kukły, podpalili na środku leśnej polany worek z naturalnej wełny, do którego wcześniej włożyli ofiary dla bogów: lniane sakiewki o zawartości znanej tylko ich właścicielom, suche kwiaty i drewniane rękodzieła. Potem przyszedł czas na blot – złożenie ofiary płynnej. Wznosili do góry róg z miodem pitnym, wygłaszali toast i ulewali alkohol na ziemię.Uważaj, co chcesz wyczarowaćPoganie Wrocławscy to nieformalna grupa, którą w 2008 roku założyli Paweł Gajewski i Agnieszka Antonik.Tworzy ją kilkadziesiąt osób, które dowiedziały się o sobie w internecie. Agnieszka jest wiccanką, czyli czarownicą. Ma 32 lata. Pięć lat temu przeprowadziła się do Oslo. Jej pogańskie imię Mojmira oznacza „moja droga” albo „mój skarb”.

Wierzy w magię. W „magicznym pamiętniku” codziennie notuje przebieg półgodzinnej wieczornej medytacji (jeśli to możliwe, to nago i w świetle księżyca), streszczenia postawionych tarotów i zapisy odprawionych rytuałów. Do archiwalnych wpisów dodaje informacje o rezultatach rzuconych zaklęć, prób uzdrowień i karcianych wróżb.

Zaklinanie nie wydaje się skomplikowane. Trzeba zapisać życzenie na kartce, po czym spalić ją w ogniu świecy, wypowiadając: „niech się stanie”.

– Ale trzeba uważać na treść życzeń – przestrzega Mojmira. – Zaczarowałam kiedyś, bym nie musiała iść do pracy. I dostałam zapalenia kręgów szyjnych. Tydzień zwolnienia lekarskiego, choć prawdę mówiąc, wyzdrowiałam po trzech dniach. Jestem uzdrowicielką praniczną i potrafiłam się wyleczyć. Od tej pory kieruję się zasadą: uważaj, o co prosisz, bo może się spełnić. Zawsze otrzymuję od życia to, czego pragnę. Pieniądze, dobrą pracę, szczęście i powodzenie w życiu – dodaje.

Czarowanie to nie tylko uważność na słowo, ale i odpowiedzialność. Podobnie jak inne czarownice Mojmira wierzy, że każda wysłana energia powróci do niej, i to po trzykroć.

Kiedy była dzieckiem, chodziła na msze do kościoła. – Taki był przykaz rodziców. Przeczekiwałam godzinę i wychodziłam. Jednak na rekolekcjach na Górze św. Anny poczułam swoisty zew. Wydawało mi się wręcz, że Jezus mówi do mnie z krzyża. Utonęłam we wspólnocie na kolejnych kilka lat – wspomina.

Z czasem zrozumiała, że chrześcijańskie zakazy i nakazy nie pomagają jej w życiu. – Podcinały mi skrzydła. Pojechałam na pielgrzymkę do Izraela, bo chciałam ratować swoją duszę dla Kościoła, ale na nic się to zdało. Dusił mnie kult cierpienia – precyzuje.

Postawiła sobie wtedy pytanie, w co wierzy. Na pierwszym miejscu była reinkarnacja. Dalej przekonanie, że boskość to oś każdego bytu. Kolejny punkt: wiara w magię. Poczytała w internecie o współczesnych czarownicach. Wydrukowała podstawowe reguły wicca i porównała je ze swoimi zasadami życiowymi. Pasowały.

Seksualność jako droga do komunii z boskością

Wyznawcy wicca postrzegają swojego Boga i Boginię w indywidualny sposób. Dla jednych ich boskość jest energią, dla innych przyrodą, a dla jeszcze innych manifestuje się pod postaciami o określonej formie i osobowości.

Nie istnieje dla nich pojęcie grzechu ani wymóg przestrzegania przykazań. Obowiązuje ich naczelna zasada: póki nie czynisz krzywdy, możesz działać podług swej woli.

To religia inicjacyjna. Agnieszka została wyświęcona na wiccańską kapłankę w Anglii w 2008 roku. Jej linia czarownictwa wywodzi się bezpośrednio od założyciela wicca Geralda Gardnera, który w latach 50. zainicjował powstanie religii czarownic.

– Bardzo się bałam tej inicjacji – wspomina.

– Po to, żeby się oczyścić, musiałam przez tydzień być na diecie, zrezygnować z alkoholu i kontaktów seksualnych. Mój opiekun podwiózł mnie w okolice ustalonego miejsca samochodem. Zapukałam do wskazanego mieszkania. Ktoś zawiązał mi oczy, a potem mnie rozebrał. Więcej nie mogę powiedzieć, bo rytuały są objęte tajemnicą.

Po obrzędzie napisała na blogu: „Już nic nie jest takie, jak wcześniej. Świat wywala się do góry nogami i bez względu na to czy jesteśmy gotowi na zmiany czy nie”.

„Wywrócenie do góry nogami” oznaczało dla Mojmiry rozpad związku, rezygnację z pracy i wyjazd z kraju. – Trzeba zamknąć wszystkie niedokończone sprawy. Inaczej bogowie zamkną je za ciebie.

W dniu minionej równonocy wiosennej została wyświęcona na arcykapłankę. Dzięki temu może prowadzić swój kowen (grupę czarownic). W mieszkaniu we Wrocławiu urządza już świątynię. W tej chwili pod jej okiem przygotowuje się do inicjacji siedem osób.Prowadzi blog, napisała książkę o wicca i pracuje nad kolejną, biograficzną.Swojemu szefowi stawia tarota. I osiem razy do roku dostaje wolne na sabaty. Są zamknięte dla postronnych, a ich przebieg objęty tajemnicą. Zazwyczaj ich uczestnicy są nadzy. Podczas ceremonii używają m.in. różdżki, noża z białą rączką i bicza.Seksualność jest w wicca niezwykle istotna – „ceniona jako naturalny środek prowadzący zarówno do przyjemności jak i do prokreacji, jako droga do komunii z boskością i dostrajanie się do energii kosmosu”.Za kilka lat Mojmira ma szansę zostać wyświęconą na Mistrzynię.

Wierzymy w duchy

Raz w miesiącu zainteresowani pogaństwem spotykają się na tzw. Poganku w pubie Skrzypek na dachu przy ul. Bogusławskiego we Wrocławiu. Wielu z nich było w przeszłości oazowiczami. Są tacy, którzy planowali wstąpić do zakonu. – Też należałam do oazy. Ale irytowała mnie hipokryzja Kościoła. Co innego słyszałam z ust księdza na ambonie, a co innego widziałam, gdy już z niej schodził – mówi Krystyna Szczepaniak, 44-letnia malarka.

Poszukując religii, która będzie dla niej spełnieniem, trafiła na spotkania zielonoświątkowców, czytała książki o Buddzie, dotarła do wyznawców ruchu Hare Kryszna.

Od pięciu lat jest animistką. W środowisku pogan funkcjonuje jako Gabro Art. Wierzy, że wszystko ma swojego ducha: ludzie, przedmioty, zjawiska, rośliny, zwierzęta. Kieruje się jedynie uniwersalnymi zasadami moralnymi – stara się nie krzywdzić innych ludzi.

– Grupa wyznaniowa pod szyldem „kościół katolicki” nie ma wyłączności na wiarę. Moralność i zasady, m.in. „nie czyń tego, co tobie niemiłe” czy „kochaj bliźniego swego” są ogólnoludzkie – wtrąca.

Czuje, że wraz z animizmem wróciła do korzeni religijności. Pojęcie to stworzył brytyjski antropolog Edward Burnett Tylor w latach 70. XIX wieku. W swojej książce „Primitive Culture” napisał, że wiara w duchy jest niezbędnym minimum do powstania religii i była najwcześniejszym stadium jej rozwoju. Dzisiaj animizm jest praktyką religijną dla ponad 600 milionów osób na świecie. – Katolicy nawet nie wiedzą, ile wspólnego mają z tym wyznaniem. Kiedy ktoś umiera, wierzą, że jest w niebie. A jednocześnie myślą, że jest gdzieś blisko, tuż obok. Na ziemi. A to przecież animizm.

Gabro Art zajmuje się tkaniem szamańskich bębnów i wypala pogańskie kielichy z ceramiki. Uczestniczy w grupowych ceremoniach związanych z cyklem życia i natury.

Szaman miejski

Przed Wielkanocą- w porze równonocy wiosennej – była na Ostarze pod Ślężą. Podobnie jak Paweł Gajewski, który przyjął pogańskie imię Asus. To skrót od imienia Asuszunamir, jednej z postaci mitologii babilońskiej, która miała zdolność przemieszczania się pomiędzy światem żywych i umarłych.

– Wybrałem to imię dlatego, że poruszanie się pomiędzy światami to moje podstawowe zadanie – twierdzi. Ma 31 lat i oprócz zajmowania się obsługą klientów w jednym z wrocławskich czasopism jest szamanem.

– To osoba wybrana przez duchy do komunikacji pomiędzy nimi a ludźmi. Ja nazywam siebie szamanem miejskim, bo pomagam rozwiązywać problemy zachodniej cywilizacji. Dotyczą one więc pracy, zdrowia, mieszkania.

Poganie przychodzą do niego z prośbami o przywołanie ducha opiekuńczego albo rozwiązanie problemów. Za odprawienie rytuału nie bierze pieniędzy – ewentualnie papierosy dla siebie albo miód pitny potrzebny do ceremonii.

– Kiedyś prosiłem o zapłatę, ale nie układało mi się później w życiu. Miałem pecha.

Duchy wybrały go dziesięć lat temu. Miał powracające sny i wizje, o których jednak nie chce opowiadać.

Odprawia rytuały w swoim mieszkaniu, składając duchom ofiary z alkoholu, owoców i pieczywa. – Ofiara to podarunek zgodny z zasadą wzajemności: daję, abyś dawał.

Szczegółów rytuału nie może jednak zdradzić. Mówi, że przez to straciłby swoją moc.Liczy się tu i terazIsa naprawdę nazywa się Agnieszka Sito i ma 26 lat. Pracuje w agencji reklamowej. Sześć lat temu, żeby móc funkcjonować w internetowym świecie pogan, wybrała sobie nowe imię i uwierzyła w dwie dynastie bogów: Asów i Vanów. Jest asatryjką, a to oznacza, że czci m.in. Odyna – wszechojca bogów i ludzi, jego żonę Frigg, znającą przyszłość patronkę małżeństw, Tyra – boga sprawiedliwości i Thora – władającego burzami, którego młot jest symbolem asatru. Isa nosi go na srebrnym łańcuszku na szyi.Tak jak pozostali asatryjczycy kieruje się w życiu dziewięcioma zasadami etycznymi. Najważniejszy jest honor. Po nim prawdomówność, wierność, dyscyplina, gościnność, pracowitość, odwaga, samodzielność i wytrwałość.Hierarchia w życiu? Rodzina. Pogańska i biologiczna. To o nie asatryjczycy troszczą się w pierwszej kolejności.

Cztery razy w roku, w dniu przesilenia i równonocy, odprawiają obrzędy na łonie natury. Składają wtedy swoim bogom ofiarę z miodu pitnego. Piją go również ze wspólnego rogu, co ma wzmocnić relacje między nimi.

Podobnie jak pozostali Poganie Wrocławscy asatryjczycy nie mają statusu związku wyznaniowego, dlatego nie mogą stawiać świątyń ani cmentarzy.

Zbiorem ich wierzeń są dwie średniowieczne księgi – Eddy. – W przeciwieństwie do chrześcijan wyczekujących nagrody po śmierci dla nas liczy się tu i teraz. Nie bardzo zajmuje nas to, co stanie się później. Wiemy, że dołączymy do naszych bogów i przodków. Póki co jednak mamy wieść godne, ale też szczęśliwe i przyjemne życie – twierdzi Isa. Zanim została asatryjką, była katoliczką.

Tak samo jak Leśna, czyli Magdalena Kacprzak, 34-letnia antropolożka. W szafie zamiast ubrań trzyma kilkadziesiąt pogańskich książek. To lokalna biblioteka czynna dwa razy w tygodniu.

– Dla moich rodziców religia katolicka była realizacją standardów społecznych. Jednak mama tkała ochronne pentagramy i wieszała je w oknach, a ojciec do dziś pasjonuje się wszystkim, co jest związane z wikingami. Nauczyli mnie samodzielnego myślenia – twierdzi.

– Na jednej z grafik przedstawiających stereotypowy sposób postrzegania pogan widziałam ludzi biegających po lasach albo ubranych w stroje sprzed wieków. Był wśród nich też zwyczajny uliczny tłum. I tak jest naprawdę. Nie będziemy jak przed wiekami żyć o samym miodzie i roślinach, strzelać z łuku i mieszkać w szałasie. Mamy XXI wiek. Wyglądamy jak wszyscy inni – kończy Gabro Art.

Kałuże krwi na ulicach, hordy szczurów ucztujące przy niepogrzebanych trupach, zwęglone drewno unoszące się na wodach OdryCzytaj więcej

wroclaw.gazeta.pl

Hofman: Kampania była w tym tygodniu niemrawa. Zmuszę kandydatów, żeby opowiedzieli się za karą śmierci lub nie

Adam Hofman chce zmusić kandydatów na prezydenta, by wypowiedzieli się w sprawie przywrócenia kary śmierci.
Adam Hofman chce zmusić kandydatów na prezydenta, by wypowiedzieli się w sprawie przywrócenia kary śmierci. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Adam Hofman, były rzecznik PiS, próbuje narzucić nowy temat w kampanii prezydenckiej. Zapowiedział, że będzie forsował projekt ustawy przywracający karę śmierci dla „bestii” – jak określił to Hofman. Tym samym chce zmusić, by kandydaci opowiedzieli się, czy są za czy przeciw takiemu zaostrzeniu prawa.

Były rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Adam Hofman ocenił w „Faktach po Faktach” TVN24, że kampania prezydencka w mijającym tygodniu była „niemrawa”. Znalazł więc swój sposób, by ją ożywić i dodać jej rumieńców. Postanowił zmusić kandydatów do przedstawienia jasnego stanowiska w sprawie kary śmierci. To rezultat dwóch głośnych morderstw: 5-latki z Gdańska i 9-letniej dziewczynki, która została zgwałcona i zamordowana we Francji przez Polaka.

ADAM HOFMAN

Żaden z kandydatów nie odniósł się do tego, co bulwersowało ludzi [morderstw dzieci – przyp. naTemat], a zapewnienie bezpieczeństwa to jest hasło prezydenta Komorowskiego. Ja tych kandydatów zmuszę do tego. W przyszłym tygodniu będę prosił kolegów, by poparli projekt przywrócenia kary śmierci w kodeksie karnym dla takich bestii właśnie, które odbierają 5-letnią dziewczynkę, idą i ją mordują. Niech się kandydaci w końcu odezwą, czy surowo karać morderców, czy nie. Czytaj więcej

Źródło: TVN24

Aby złożyć projekt Hofman będzie musiał zebrać podpisy 15 posłów, co wydaje się niemożliwe. Prawo i Sprawiedliwość w listopadzie 2011 r. złożyło projekt nowelizacji kodeksu karnego, który przywracał karę śmierci za najcięższe zabójstwa. Teraz jednak wracanie do tego tematu może być niekorzystne dla Andrzeja Dudy, jeszcze bardziej umacniając jego wizerunek jako skrajnego prawicowca, a nie człowieka walczącego w wyborach o centrum.

Źródło: TVN24

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: