Braun (20.04.2015)

 

Andrzej Duda – bierny, ale wierny

20.04.2015, Magda Wrzos-Lubaś

Nazywali go „Duduś”, był kulturalnym i zdolnym studentem. Ambitny, ale pokorny. To w Krakowie stawiał pierwsze polityczne kroki, choć w oficjalnej biografii nie ma o nich słowa. – Ma twardy kręgosłup moralny i szybko się uczy – chwali go poseł Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk. – Trudny we współpracy, to antydialogowy typ człowieka – mówi Grzegorz Stawowy, były szef PO w Radzie Miasta Krakowa. – Z czasem obrósł w piórka i niejednemu wbił w plecy polityczny nóż – mówią dawni koledzy. Andrzej Duda, kandydat PiS na prezydenta Polski, spalił za sobą wiele mostów. Jak daleko więc zajdzie?

 

Andrzej Duda

Foto: East News Andrzej Duda

Z in­ter­ne­to­wej ga­zet­ki o kan­dy­da­cie An­drze­ju Du­dzie:

Jarosław Gowin: "Andrzej Duda to nie tylko znakomity wykładowca prawa"
Beata Szydło: "Budzi zaufanie (…) nie poucza, nie buduje barier"
Maciej Łopiński:  "W sytuacjach trudnych Andrzej ujawnia ważną cechę – charakter. Twardy i uczciwy"

„Kariera” doktora nauk

We­dług re­la­cji prof. Zim­mer­man­na – kie­row­ni­ka Ka­te­dry Prawa Ad­mi­ni­stra­cyj­ne­go Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­loń­skie­go, An­drzej Duda był wy­róż­nia­ją­cym się stu­den­tem, póź­niej do­brze przy­go­to­wa­nym do pracy, na wy­so­kim po­zio­mie pro­wa­dził za­ję­cia ze stu­den­ta­mi.

Długo ukry­wał swoje in­kli­na­cje po­li­tycz­ne. – To było duże za­sko­cze­nie, gdy za­dzwo­nił do mnie pod­czas wa­ka­cji let­nich, in­for­mu­jąc, że bie­rze urlop i wy­jeż­dża do War­sza­wy – mówi Zim­mer­mann. Wia­do­mość była tym bar­dziej za­dzi­wia­ją­ca, że – jak re­la­cjo­nu­je pro­fe­sor – dok­to­rat Dudy był obie­cu­ją­cy. – Pa­mię­tam pewne pro­ble­my, ale ra­czej re­dak­cyj­ne zwią­za­ne z przy­go­to­wa­niem tej pracy – wspo­mi­na pro­fe­sor Zim­mer­mann w roz­mo­wie z One­tem. – Może An­drzej Duda nie na­le­żał­by do czo­łów­ki na­ukow­ców pol­skich, ale wy­da­wa­ło się wtedy, że ka­rie­ra na­uko­wa stoi przed nim otwo­rem. Stać go było na suk­ces – mówi. Dok­to­rat (do­ty­czą­cy in­te­re­su praw­ne­go w pra­wie ad­mi­ni­stra­cyj­nym) zo­stał wy­da­ny w for­mie książ­ko­wej. Jed­nak na do­ro­bek na­uko­wy Dudy skła­da się jesz­cze tylko jeden ar­ty­kuł.

Zim­mer­mann przy­po­mi­na, że Duda nie był nigdy for­mal­nie wy­kła­dow­cą UJ. Mówi się tak tylko po­tocz­nie. – Pod­czas swo­jej pracy na uczel­ni pro­wa­dził ćwi­cze­nia, ale nie wy­kła­dał, gdyż wy­kła­dy pro­wa­dzą w za­sa­dzie tylko pra­cow­ni­cy po ha­bi­li­ta­cji – tłu­ma­czy pro­fe­sor.

– An­drzej Duda nie pra­cu­je czyn­nie na uni­wer­sy­te­cie. Tylko for­mal­nie jest pra­cow­ni­kiem uczel­ni, prze­by­wa­ją­cym obec­nie na urlo­pie bez­płat­nym – in­for­mu­je prof. Jan Zim­mer­mann. – To utrud­nia nam pracę, po­nie­waż Duda blo­ku­je etat.  Nie mogę ni­ko­go za­trud­nić na stałe, a dzie­kan zgo­dził się, abym przyj­mo­wał asy­sten­tów je­dy­nie na za­stęp­stwo, na umo­wę-zle­ce­nie – za­zna­cza pro­fe­sor. To trwa już 10 lat.

Po­dob­ne wspo­mnie­nie o mło­dym Du­dzie ma pro­wa­dzą­ca jedną z kan­ce­la­rii no­ta­rial­nych w Kra­ko­wie. – An­drzej Duda był pra­co­wi­tym, uśmiech­nię­tym czło­wie­kiem. Robił u nas prak­ty­ki, do­ra­bia­jąc sobie na po­cząt­ku pracy za­wo­do­wej – wspo­mi­na pro­szą­ca o za­cho­wa­nie ano­ni­mo­wo­ści no­ta­riusz. Jed­nak dobre wra­że­nie sku­tecz­nie znisz­czył, od­wie­dza­jąc nieco póź­niej kan­ce­la­rię jako wi­ce­mi­ni­ster rządu PiS. – Przy­jeż­dżał, żeby tu agi­to­wać. Snuł wizje sieci opla­ta­ją­cej pol­skie prawo, stra­szył ta­jem­ni­czym ukła­dem sił, w któ­rym rze­ko­mo mie­li­śmy tkwić. Stał się innym czło­wie­kiem, ste­ro­wa­nym przez bar­dziej de­cy­zyj­ne osoby – opi­su­je roz­mów­czy­ni.

Przygoda z Unią Wolności

Tę kartę swo­jej hi­sto­rii An­drzej Duda skrzęt­nie sta­rał się ukryć w swo­jej bio­gra­fii, ale „New­swe­ek” nie minął się z praw­dą, gdy w po­ło­wie marca ujaw­nił in­for­ma­cję o przy­na­leż­no­ści Dudy do Unii Wol­no­ści. Jak podał ty­go­dnik, jego pod­pis wid­nie­je m.​in. w do­ku­men­cie z 2001 r. Fakt jest o tyle za­ska­ku­ją­cy, że Unia Wol­no­ści była pierw­sza do ostrej kry­ty­ki usta­wy lu­stra­cyj­nej, w któ­rej przy­go­to­wa­niu brał póź­niej udział Duda. Nie­wie­lu by­łych dzia­ła­czy UW pa­mię­ta Dudę z tego okre­su. – Był har­ce­rzy­kiem, nie­wie­le zna­czą­cym dzia­ła­czem – wspo­mi­na­ją kra­kow­scy ko­le­dzy, któ­rzy prze­szli przez Unię De­mo­kra­tycz­ną i tra­fi­li do PO.

„Grymasy Marty Kaczyńskiej mogą być ciężarem dla Andrzeja Dudy”

Podczas wizyty Marty Kaczyńskiej i Andrzeja Dudy na Wawelu – 10 kwietnia – dostrzegalny był chłód, z jakim córka zmarłego prezydenta zachowywała się wobec kandydata PiS na prezydenta. – Jej grymasy i dystans wobec Dudy mogą być dla kandydata PiS ciężarem – ocenia prof. Wawrzyniec Konarski.

– Duda był człon­kiem Koła Pod­gó­rze Za­chód, zo­stał nawet de­le­ga­tem na zjazd re­gio­nal­ny – wspo­mi­na Jerzy Meysz­to­wicz, były wi­ce­wo­je­wo­da kra­kow­ski i ma­ło­pol­ski. Jako czło­nek Unii De­mo­kra­tycz­nej od po­cząt­ku jej po­wsta­nia i przez wiele ka­den­cji czło­nek władz re­gio­nal­nych i kra­jo­wych par­tii, pa­mię­ta Dudę jako kul­tu­ral­ne­go i ele­ganc­kie­go, mło­de­go czło­wie­ka. – Nie udzie­lał się jed­nak spe­cjal­nie i nigdy nie aspi­ro­wał do wy­so­kie­go szcze­bla par­tii – za­zna­cza w roz­mo­wie z One­tem. – Myślę, że od­szedł, gdy UW z par­tii cen­tro­wej za­czę­ła skrę­cać w lewą stro­nę – tłu­ma­czy Meysz­to­wicz.

Trzej polityczni kumple

Na każ­dym istot­nym eta­pie ka­rie­ry po­li­tycz­nej Dudy swoją obec­ność bar­dzo wy­raź­nie od­zna­czy­li po­sło­wie Zbi­gniew Zio­bro i Ar­ka­diusz Mu­lar­czyk.  Bez nich dwóch Duda wła­ści­wie mógł­by wcale nie za­ist­nieć. – W 2005 roku szu­ka­łem spe­cja­li­sty, zna­ją­ce­go się na pra­wie ad­mi­ni­stra­cyj­nym, który po­mógł­by przy­go­to­wać usta­wę lu­stra­cyj­ną. Ko­le­ga ad­wo­kat czę­sto wspo­mi­nał o sym­pa­tycz­nym ko­le­dze z roku – „Du­du­siu” – przy­wo­łu­je poseł So­li­dar­nej Pol­ski i ad­wo­kat Ar­ka­diusz Mu­lar­czyk, wów­czas jeden z czo­ło­wych przed­sta­wi­cie­li PiS. – An­drzej za­im­po­no­wał mi tym, że w cza­sie tak dużej na­gon­ki na lu­stra­cję, z peł­nym za­an­ga­żo­wa­niem, spo­ko­jem i od­wa­gą, jako pra­cow­nik na­uko­wy UJ pod­szedł do kon­tro­wer­syj­ne­go te­ma­tu – pod­kre­śla w roz­mo­wie z One­tem.

To Mu­lar­czyk po­znał Dudę z mi­ni­strem Zbi­gnie­wem Zio­brą, który po­le­cił mło­de­go praw­ni­ka na sta­no­wi­sko pod­se­kre­ta­rza stanu w Mi­ni­ster­stwie Spra­wie­dli­wo­ści. – To była od­po­wie­dzial­na i trud­na praca. Tam na­bie­rał do­świad­cze­nia po­li­tycz­ne­go oraz le­gi­sla­cyj­ne­go – pod­kre­śla Mu­lar­czyk. Pre­zy­dent Ka­czyń­ski w dużym stop­niu kie­ro­wał się za­ufa­niem do Zio­bry, dla­te­go nie opo­no­wał, gdy ten znów za­pro­po­no­wał na­zwi­sko Dudy na listę w wy­bo­rach do Sejmu w 2007 r. Duda star­to­wał wtedy z okrę­gu tar­now­skie­go, z ostat­nie­go, 18. miej­sca. „Na­uczy­ciel aka­de­mic­ki, Kra­ków, nie na­le­ży do par­tii po­li­tycz­nej” – in­for­mo­wa­ła PKW. Mimo kło­po­tów ze zła­ma­ną ręką Zio­bro po­je­chał wtedy do Tar­no­wa, żeby wspie­rać Dudę w kam­pa­nii. Ale PiS prze­gra­ło wy­bo­ry, Duda też.

Zbigniew Ziobro konsekwentnie promował Dudę, ale przyjaźń skończyła się w 2011 r.

Foto: Jerzy Gumowski / Agencja Gazeta Zbigniew Ziobro konsekwentnie promował Dudę, ale przyjaźń skończyła się w 2011 r.

– Po po­raż­ce PiS, Lech Ka­czyń­ski za­pro­po­no­wał jedno sta­no­wi­sko dla któ­re­goś z moich współ­pra­cow­ni­ków – mia­łem dwie kan­dy­da­tu­ry, wy­bra­łem An­drze­ja – wspo­mi­na były mi­ni­ster spra­wie­dli­wo­ści, dziś poseł So­li­dar­nej Pol­ski. W stycz­niu 2008 r. Duda objął sta­no­wi­sko pod­se­kre­ta­rza stanu w Kan­ce­la­rii Pre­zy­den­ta Ka­czyń­skie­go. Ini­cja­ty­wą Zio­bry była też re­ko­men­da­cja Dudy do Try­bu­na­łu Stanu pod ko­niec 2007 r.

Prze­ło­mo­wy na dro­dze po­li­tycz­nej Dudy był 10 kwiet­nia 2010 r. – Gdy by­li­śmy w Ka­ty­niu i do­tar­ła do nas in­for­ma­cja o ka­ta­stro­fie, byłem prze­ko­na­ny, że An­drzej był w tym sa­mo­lo­cie. Ogrom­na tra­ge­dia dla Pol­ski, ale też po­czu­cie winy. My­śla­łam prze­ra­żo­ny: „Wcią­gną­łem An­drze­ja w po­li­ty­kę i przez to zna­lazł się w tym sa­mo­lo­cie” – wspo­mi­na Mu­lar­czyk. – To był dla wszyst­kich nas trau­ma­tycz­ny czas, An­drzej prze­żył to bar­dzo oso­bi­ście, zgi­nął pre­zy­dent z mał­żon­ką, ale też pra­wie wszy­scy jego współ­pra­cow­ni­cy – do­da­je. To wtedy w An­drze­ju Du­dzie miały za­kieł­ko­wać myśli o god­nym za­stą­pie­niu Lecha Ka­czyń­skie­go. Sam miał się ochrzcić „po­ma­zań­cem” pre­zy­den­ta.

Przystanek: Kraków

Naj­pierw jed­nak „Duduś” wró­cił do Kra­ko­wa, gdzie zde­cy­do­wał się po­wal­czyć o pre­zy­den­tu­rę mia­sta. Ale po­par­cie Zio­bry tym razem nie po­mo­gło. Duda objął „je­dy­nie” sta­no­wi­sko rad­ne­go Kra­ko­wa.  – Nie było żad­nej dzie­dzi­ny, w któ­rej spe­cja­li­zo­wał­by się w Ra­dzie Mia­sta. Był tu wy­raź­nie na chwi­lę, nie an­ga­żo­wał się w ważne dla Kra­ko­wa ini­cja­ty­wy – mówi w roz­mo­wie z One­tem Grze­gorz Sta­wo­wy, były prze­wod­ni­czą­cy PO w Ra­dzie Mia­sta. Oce­nia Dudę jako po­li­tycz­ne­go sin­gla, an­ty­dia­lo­go­wy typ czło­wie­ka, który ata­ko­wał kon­ku­ren­tów per­so­nal­nie, co – jak twier­dzi Sta­wo­wy – „naj­bar­dziej psuje po­li­tycz­ną krew”. – Bar­dzo draż­ni­ły nas jego an­ty­rzą­do­we wy­stą­pie­nia, po­ru­sza­ją­ce nie me­ry­to­rycz­ne pro­ble­my lo­kal­ne, a kwe­stie po­li­tycz­ne – wspo­mi­na po­li­tyk PO i za­zna­cza, że Duda ma wy­raź­ną skłon­ność do trak­to­wa­nia in­nych jak wro­gów.

Cał­ko­wi­cie od­mien­ną opi­nią o daw­nym ko­le­dze z Rady Mia­sta ma Agata Ta­ta­ra, kra­kow­ska radna PiS. – An­drzej po­tra­fił pra­co­wać w ze­spo­le. Wy­ma­gał skon­cen­tro­wa­nia i uwagi, ale za­wsze sta­rał się też słu­chać – przy­wo­łu­je. To ona wraz z rad­nym Mi­ro­sła­wem Gi­lar­skim or­ga­ni­zo­wa­ła kam­pa­nię pre­zy­denc­ką Dudy i to oni wspar­li wspól­nie Zio­brę, gdy ten od­szedł z PiS. Zo­sta­li za to wy­rzu­ce­ni z klubu PiS. Ten topór wo­jen­ny zo­stał za­ko­pa­ny, ale Gi­lar­ski (radny PiS) nie ukry­wa in­ne­go żalu. – W ostat­nich wy­bo­rach sa­mo­rzą­do­wych star­to­wa­łem z list PiS i mia­łem obie­ca­ne trze­cie miej­sce, tym­cza­sem w ostat­niej chwi­li oka­za­ło się, że je­stem za­re­je­stro­wa­ny na miej­scu szó­stym… – re­la­cjo­nu­je. Szóst­ka oka­za­ła się szczę­śli­wa i radny znów za­siadł w sali obrad kra­kow­skie­go ma­gi­stra­tu. Nie miał jed­nak tyle szczę­ścia w 2011 roku, gdy chciał zna­leźć się wśród po­słów na Sejm. Star­to­wał z ostat­nie­go, 12. miej­sca.

Naj­więk­szy zgrzyt do­ty­czył jed­nak gło­so­wa­nia do­ty­czą­ce­go ab­so­lu­to­rium ws. bu­dże­tu mia­sta 2010 r. – Zgod­nie z umową, za­gło­so­wa­łem wtedy prze­ciw­ko, a Du­dzie za­le­ża­ło na wspar­ciu pre­zy­den­ta Jacka Maj­chrow­skie­go. Długo mi to wy­po­mi­nał – wspo­mi­na Gi­lar­ski i su­ge­ru­je, że za­cho­wa­nie Dudy było ste­ro­wa­ne z cen­tra­li PiS, która nie chcia­ła uła­twić pracy dys­po­nu­ją­cej więk­szo­ścią w Ra­dzie Mia­sta PO. – Mia­łem żal i pre­ten­sje, tym bar­dziej że An­drzej nie miał do­świad­cze­nia w sa­mo­rzą­dzie i to ja mu po­mo­głem – pod­kre­śla Gi­lar­ski.

Wierny pomazaniec prezydenta

– Duda zdra­dził Zio­brę – mówią wprost kra­kow­scy sa­mo­rzą­dow­cy o roz­ła­mie w PiS, do któ­re­go do­szło je­sie­nią 2011 r. Zio­bro wraz z wy­rzu­co­ny­mi stwo­rzył klub par­la­men­tar­ny, a na­stęp­nie par­tię po­li­tycz­ną So­li­dar­na Pol­ska. – Do końca wie­rzy­li, że An­drzej pój­dzie z nimi. Ale to nie ten typ, on pre­ze­sa nie opu­ści – mówi jeden z czo­ło­wych dzia­ła­czy PO w Kra­ko­wie. – By­li­śmy przy­ja­ciół­mi, bar­dzo się wspie­ra­li­śmy – wspo­mi­na dawne czasy Mu­lar­czyk. Zio­bro nie ulega żad­nym emo­cjom. – Nasze kon­tak­ty urwa­ły się – mówi krót­ko.

– Gdy po­wsta­wa­ła So­li­dar­na Pol­ska, An­drzej zo­stał w PiS. Z per­spek­ty­wy czasu wi­dzi­my, że do­ko­nał słusz­ne­go wy­bo­ru – oce­nia Mu­lar­czyk. – Nasze drogi się ro­ze­szły, ale je­ste­śmy w jed­nej ro­dzi­nie po­li­tycz­nej – za­zna­cza Zio­bro. – An­drzej ma mocny krę­go­słup mo­ral­ny – chwa­li ko­le­gę Mu­lar­czyk, do­da­jąc, że Duda jest od­waż­ny, szyb­ko się uczy i jest do­brym ana­li­ty­kiem.

W roz­mo­wie z Zio­brą takie kom­ple­men­ty o daw­nym ko­le­dze par­tyj­nym nie pa­da­ją. – Od lipca łączy nas (So­li­dar­na Pol­ska, Pol­ska Razem i PiS – przyp. red.) umowa ko­ali­cyj­na, więc lo­jal­nie po­pie­ram An­drze­ja w wy­bo­rach – za­zna­cza poseł. W sze­re­gach PiS nie­ofi­cjal­nie mówi się, że gdyby Zio­bro – któ­re­go roz­po­zna­wal­ność jest wy­so­ka – zde­cy­do­wał się na start w wy­ści­gu o fotel pre­zy­den­ta Pol­ski, sy­tu­acja Dudy by­ła­by o wiele trud­niej­sza.

Premier Andrzej Duda?

– Duda jest ku­kieł­ką w rę­kach pre­ze­sa, wpi­su­je się w re­to­ry­kę za­ma­chu smo­leń­skie­go i bę­dzie utrwa­lał po­dział Pol­ski – ata­ku­ją Dudę jego po­li­tycz­ni prze­ciw­ni­cy. Dla Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści jest jed­nak na­dzie­ją, bo re­pre­zen­tu­je młode po­ko­le­nie i kra­kow­ską in­te­li­gen­cję. – An­drzej nie jest żadną ma­rio­net­ką, dzia­ła ponad po­dzia­ła­mi po­li­tycz­ny­mi i na pewno doj­rzał po­li­tycz­nie – broni ko­le­gę Agata Ta­ta­ra. Czy stać go bę­dzie na nie­za­leż­ność i od­waż­ne de­cy­zje? – Całą ka­rie­rę za­wdzię­cza PiS-owi. Po­zo­sta­nie lo­jal­ny wobec pre­ze­sa – mówi jeden z po­słów PiS.

W opi­nii dr. Ja­ro­sła­wa Flisa, po­li­to­lo­ga z In­sty­tu­tu Dzien­ni­kar­stwa, Me­diów i Ko­mu­ni­ka­cji Spo­łecz­nej Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­loń­skie­go, ar­gu­ment o za­leż­no­ści Dudy od pre­ze­sa Ka­czyń­skie­go jest uży­wa­ny in­stru­men­tal­nie przez nie­życz­li­wych kan­dy­da­to­wi PiS. – Czy pre­zy­dent Ko­mo­row­ski choć raz wy­raź­nie i kon­se­kwent­nie sprze­ci­wił się ja­kiej­kol­wiek de­cy­zji pre­mie­ra Tuska lub pre­mier Ko­pacz? – pyta re­to­rycz­nie.

– Ści­sną­łem pra­wi­cę An­drze­ja i wy­sła­łem pro­po­zy­cje do­ty­czą­ce kam­pa­nii pre­zy­denc­kiej – mówi w roz­mo­wie z One­tem Mi­ro­sław Gi­lar­ski, który wraz z radną Ta­ta­rą wró­ci­li do łask PiS. Po­my­słów nie zdra­dza. – Mogę tylko po­wie­dzieć, że do­ty­czą dru­giej tury wy­bo­rów i po­sze­rze­nia kręgu po­ten­cjal­nych wy­bor­ców, bo twar­dy elek­to­rat PiS to za mało – stwier­dza.

Co jeśli po­my­sły szta­bu i za­le­ty nie wy­star­czą, by „Duduś” rzą­dził kra­jem? – Spa­lił za sobą wiele mo­stów, nie umiał ele­ganc­ko za­koń­czyć spo­rów – mówią zgod­nie dawni ko­le­dzy z kra­kow­skich struk­tur PO, a także PiS. Po­wrót na uczel­nię? Prof. Zim­mer­mann nie wróży Du­dzie ka­rie­ry na­uko­wej. – Nie ro­zu­miem, dla­cze­go chce na siłę trwać na uczel­ni, nie ma dla niego per­spek­tyw na­uko­wych. Nie ma to sensu, bo mu­siał­by wró­cić na etat asy­sten­ta. Na­to­miast, żeby zo­stać ad­iunk­tem, trze­ba naj­pierw wy­ka­zać się ja­ką­kol­wiek ak­tyw­no­ścią na­uko­wą – koń­czy Zim­mer­mann.

Dr Flis zwra­ca jed­nak uwagę na sze­ro­ką roz­po­zna­wal­ność, jaką Duda uzy­skał, naj­pierw jako kan­dy­dat na pre­zy­den­ta Kra­ko­wa, potem radny mia­sta, prawa ręka Lecha Ka­czyń­skie­go i wresz­cie jako kan­dy­dat na pre­zy­den­ta kraju. – Wszyst­ko za­le­ży od wy­ni­ku, jaki uzy­ska w naj­bliż­szych wy­bo­rach – w pierw­szej turze może osią­gnąć 30 proc., w dru­giej nawet 40 proc. – spe­ku­lu­je Flis. Jeśli prze­gra, de­cy­du­ją­cy wpływ na los ka­rie­ry po­li­tycz­nej Dudy będą miały wy­bo­ry par­la­men­tar­ne, które od­bę­dą się je­sie­nią 2015 r. – Jeśli PiS wygra i Ja­ro­sław Ka­czyń­ski bę­dzie miał znów oka­zję do ob­ję­cia sta­no­wi­ska pre­mie­ra, pew­nie nie od­mó­wi sobie tej przy­jem­no­ści – ana­li­zu­je Flis. Wa­run­kiem ko­ali­cjan­ta może być jed­nak wska­za­nie na pre­mie­ra in­ne­go niż pre­zes PiS kan­dy­da­ta. – Wtedy na­tu­ral­nym li­de­rem sta­nie się Duda – kwi­tu­je Flis.

Onet.pl

Andrzej Duda rozmawiał w kościele przez telefon. Ks. Sowa opublikował zdjęcie

Andrzej Duda został przyłapany na rozmawianiu przez telefon w kościele
Andrzej Duda został przyłapany na rozmawianiu przez telefon w kościele Fot. Kazimierz Sowa / Facebook.com

Andrzej Duda został przyłapany na rozmawianiu w kościele przez telefon komórkowy. Wpadkę kandydata PiS zauważył ks. Kazimierz Sowa, który opublikował zdjęcie rozmawiającego Dudy na Facebooku.

Udostępniona przez duchownego fotografia to screen wykonany podczas transmisji uroczystości związanych z piątą rocznicą pogrzebu Lecha i Marii Kaczyńskich.

– Co można robić w kościele? Jak widać, różni ludzie robią rożne rzeczy. Zwykle się modlą, ale czasem niektórzy lubią sobie pogadać z sąsiadką lub przez telefon. Dla dobra Kościoła i Ojczyzny rzecz jasna. Ok, wiem przecież dobrze, że ludzie na ogół są lepsi niż głupie i złośliwe zdjęcia, jakie się im robi – w taki sposób ks. Sowa skomentował opublikowane zdjęcia.

W krakowskich uroczystościach uczestniczyli także Jarosław Kaczyński i Marta Kaczyńska. W związku z rocznicą pogrzebu w katedrze na Wawelu, pod którą spoczywa prezydencka para, odprawiono mszę świętą.

Po mszy odśpiewano „Boże, coś Polskę”, nie pomijając fragmentu: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Wśród śpiewających był Andrzej Duda. Później w kościele Mariackim odbył się specjalny koncert, w ramach którego wykonano między innymi „Requiem” Wolfganga Amadeusza Mozarta.

„Śpiewał tak, jak mu prezes grał”
Do odśpiewania w katedrze „Boże, coś Polskę” szybko odniósł się prezydent Bronisław Komorowski.

– Jeżeli kandydat PiS śpiewał tak, jak mu prezes grał, to znaczy, że jest nawet w takim wymiarze symbolicznych zachowań niesamodzielnym człowiekiem, że gdzieś jakoś kluczy. (…) Także Lech Kaczyński był prezydentem wolnego kraju. Więc mi jest przykro z powodu tego rodzaju zachowań. One świadczą o niesamodzielności, nawet jeśli chodzi o śpiewanie pieśni patriotycznych – powiedział Komorowski.

naTemat.pl

Braun o “rządach masonerii”, “kondominium pod żydowskim zarządem”. Media nie muszą dawać trybuny oszołomom

Grzegorz Braun wykorzystuję kandydowanie na prezydenta do głoszenia spiskowych teorii dziejów.
Grzegorz Braun wykorzystuję kandydowanie na prezydenta do głoszenia spiskowych teorii dziejów. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Tegoroczna stawka kandydatów na prezydenta jest nie tylko najbardziej prawicowa od lat, lecz także najbardziej egzotyczna. Grzegorz Braun oskarża urzędującego prezydenta o bycie rosyjskim agentem, a Polskę nazywa kondominium pod żydowskim zarządem. Tymczasem media chcą dać wszystkim, którzy zebrali 100 tys. podpisów możliwość przedstawienia poglądów. Nie muszą.

Poza kandydatami walczącymi w tych wyborach o realną stawkę są też tacy, którzy próbują wykorzystać przedwyborczą wrzawę, jako promocję swoich pomysłów z księżyca. Dzięki wielkiej determinacji wąskiego grona zwolenników i coraz powszechniejszej wiedzy, że podpis nie równa się poparcie, udało im się zebrać 100 tys. parafek.

Kandydaci w mediach
Teraz korzystają z oficjalnego miana kandydata, odwiedzają najróżniejsze media i dzielą się swoimi poglądami. Jedni robią to w mało widowiskowej i stonowanej formie, jak Jacek Wilk z Kongresu Nowej Prawicy. Inni, jak Grzegorz Braun, rzucają pod adresem polityków najmocniejsze oskarżenia. Tak jak podczas rozmowy w TOK FM, które rozpoczęło cykl „Usłysz swojego prezydenta”.

Brauna pytano o słowa szefa FBI. Zdaniem kandydata to efekt wizyty w nowojorskim muzeum żydów. – To ośrodek silnie nakierowany na zniesławienie Polaków, na szerzenie propagandy, podobnie jak od zeszłego roku Muzeum Żydów Polskich w Warszawie, proponuje taką narrację historyczną, która ma współobwinić Polaków – przekonywał w TOK FM.

Żydzi, masoni i geje
Braun włączył też do tego masonerię. – Działa też i w waszym radiu, bo często gościcie takich ludzi. (…) Śmieszy mnie oczekiwanie, że w obronie Polaków miałby stanąć ktoś taki jak ambasador Schnepf, członek-założyciel tej odrodzonej loży masońskiej – przekonywał. Kandydat przez niemal trzy minuty praktycznie bez przerwy.

Kiedy Karolina Lewicka i Jan Wróbel próbowali go pytać o program uchylał się od wypowiedzi. – Wolałbym się skupić na tym jak wy tutaj w TOK FM walczycie z moim narodem, z tradycją polską, z tradycją katolicką – mówił Braun. – Za fasadą demokracji rządzą mafie, gangi i loże. (…) Prezydent-rezydent Komorowski jest jak wiadomo rzecznikiem obcego interesu. (…) Zasadna jest hipoteza, że to Komorowski chodzi na krótkiej smyczy – mówił Braun przekonując, że prezydent kontaktuje się z wysoko postawionym agentem FBI.

Alternatywna rzeczywistość Grzegorza Brauna
– Tradycyjni nasi rozbiorcy działają na naszym terenie. Kancelaria Prezydenta jako partia ruska, tam troszkę sierot po Unii Wolności też koło niego się skupiło, Jan Lityński, też loża Binai Berit – perorował Braun, pomawiając jednego z doradców Bronisława Komorowskiego. Równie dobrze mógłby mówić, że Komorowski i Kopacz są marsjańskimi agentami, którzy mają przygotować grunt pod inwazję z Czerwonej Planety

Braun zdaje się żyć w innym kraju, niż większość z nas. Tłumaczy, że rząd nazywa „warszawskim”, bo nie można go określić jako „polski”. – Kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym, którego zręby stawiane są w Europie Środkowej – mówił o Polsce i naszych sąsiadach.

Bez szans na debatę
Nie stronił też od atakowania prowadzących. – Pana do jakiej loży zapraszali? Występował pan w mediach pełniących funkcję prawicowych, a teraz przysiadł się pan do tego mikrofonu [TOK FM – przyp. naTemat] – pytał Jana Wróbla. Podobnie wyglądała zresztą zeszłotygodniowa rozmowa Brauna z Michałem Rachoniem w Telewizji Republika.

Tacy kandydaci i takie wywiady wzmacniają tylko argumentację Bronisława Komorowskiego, który uchyla się od debaty przed pierwszą turą. Bo podczas rozmowy w studiu TVP pewnie też usłyszałby, że jest ruskim agentem, a do tego masonem i pewnie jeszcze żydem. To samo usłyszą też widzowie telewizji publicznej.

Źle pojęta misja
Nie tylko zresztą w czasie debaty, ale i podczas wywiadów, które w telewizji publicznej będą przeprowadzane ze wszystkimi kandydatami. Kilka dni temu rozlosowano daty występów w programach „Dziś wieczorem” (główna rozmowa dnia w TVP) i „Polityka przy kawie”. Publiczny nadawca zapewne uważa to za spełnienie misji.

Ale misją dziennikarza jest też pokazywanie, że gość kłamie i chronienie opinii publicznej przed konfabulacjami i insynuacjami. Dlatego tacy ludzie jak Braun nie powinni być w mediach eksponowani. Jeśli chcą obrzucać błotem wszystkich dookoła, niech robią to na własną rękę. Czy gdyby kandydatem był znany antysemita Leszek Bubel albo prorosyjski Mateusz Piskorski także miałby nieskrępowany dostęp do mediów?

Oczywiście w komentarzach poniżej zaraz pojawią się zarzuty, że to cenzura. Nie, bo dziennikarz to nie stojak na mikrofon, który musi przyjmować wszystko, co jego rozmówca mówi. A jeśli nie ma szansy na poradzenie sobie z pomówieniami interlokutora (a w tym przypadku nie ma), nie powinno się im dawać dostępu do swoich słuchaczy. Nawiązując do słynnej kampanii: stop wariatom politycznym!

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: