IV RP (23.04.2015)

 

Za co Zbigniew Ziobro stanie przed Trybunałem Stanu? „Naruszenie prawa w czterech punktach”

Wojciech Czuchnowski, 23.04.2015
Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości w rządzie PiS, wczoraj
w Sejmie. Komisja odpowiedzialności konstytucyjnej będzie chciała
uznać, że Ziobro naruszył prawo co najmniej w czterech punktach

Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości w rządzie PiS, wczoraj w Sejmie. Komisja odpowiedzialności konstytucyjnej będzie chciała uznać, że Ziobro naruszył prawo co najmniej w czterech punktach (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Znamy szczegóły opinii komisji odpowiedzialności konstytucyjnej w sprawie postawienia przed Trybunałem Stanu Zbigniewa Ziobry.
Wczoraj komisja wysłuchiwała końcowych wystąpień stron. W piątek ma głosować nad treścią opinii. Zwolennicy ukarania Ziobry – PO, SLD, Janusz Palikot – mają w komisji większość, więc pewne jest, że zarekomenduje pozytywnie wniosek o postawienie przed Trybunałem Ziobry, ministra sprawiedliwości w rządzie PiS.

Przez dwa lata świadkowie zeznawali na zamkniętych przesłuchaniach komisji. Na tej podstawie komisja będzie chciała uznać, że Ziobro naruszył prawo co najmniej w czterech punktach. Dwa pierwsze zarzucają mu, że od 11 września 2006 r. do 16 listopada 2007 r. „podejmował działania inspirowane bieżącym interesem politycznym przeciwko rzekomym członkom układu” oraz że na podstawie „wydanego niezgodnie z prawem” zarządzenia premiera Jarosława Kaczyńskiego nadzorował MSWiA, policję, ABW i CBA.

„Musiałem się tłumaczyć z działań policji”

Mają tego dowodzić zeznania b. współpracowników Ziobry, którzy od lata 2007 r. są w ostrym konflikcie z PiS. – Pan Ziobro wymógł na premierze zarządzenie, które pozwalało mu na bezpośrednie oddziaływanie na pracę instytucji wymienionych w tym zarządzeniu (MSWiA, Komendy Głównej Policji, CBA, ABW), w tym również na sprawowanie nadzoru nad szefem MSWiA – tak zeznał 6 lutego 2014 r. Janusz Kaczmarek, b. szef MSWiA.

Konrad Kornatowski (w 2007 r. komendant główny policji) 9 stycznia 2014 r. mówił: „pan Ziobro stał się z dnia na dzień superministrem. Zarządzenie wyposażyło [go] w prawo do wydawania mi poleceń. Podczas wizyt w resorcie sprawiedliwości byłem przepytywany przez ministra Ziobrę. Sytuacja była dla mnie bardzo niekomfortowa. Czułem się dziwnie, kiedy musiałem się tłumaczyć z działań policji przed osobą, która nie miała żadnych uprawnień, żeby mnie przepytywać”.

Według zeznania Romana Giertycha (wicepremiera do lipca 2007 r.) „zarządzanie [MSWiA, policją oraz służbami] odbywało się z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Te rzeczy były w pełni kontrolowane przez Jarosława Kaczyńskiego. Zarządzenia miały na celu rozstrzygnięcie konfliktów pomiędzy Kaczmarkiem a Ziobrą oraz pomiędzy Wassermannem [koordynatorem służb specjalnych] a Ziobrą”.

Komisja ustaliła, że dzięki specjalnym uprawnieniom nadanym przez Kaczyńskiego Ziobro mógł bezpośrednio ingerować w takie sprawy jak zatrzymanie b. posłanki SLD Barbary Blidy (zakończone jej samobójczą śmiercią) czy operacja przeciwko Andrzejowi Lepperowi, wicepremierowi i ministrowi rolnictwa w rządzie PiS.

„Niespotykany przypadek wyłączenia”

Trzeci zarzut to odsunięcie przez Ziobrę szefowej warszawskiej prokuratury apelacyjnej Marzeny Kowalskiej od śledztwa w sprawie korupcji w resorcie sportu. Chodziło o to, by wyciszyć przed wyborami w 2007 r. informacje, że zarzuty postawiono szefowi resortu Tomaszowi Lipcowi (za co został skazany na 3,5 roku więzienia).

Kowalska dzisiaj jest zastępcą prokuratora generalnego. Zeznała 29 maja 2014 r., że decyzję o odsunięciu jej od nadzoru mógł podjąć tylko Ziobro. Ale nie dostała w tej sprawie formalnego pisma. Pytana, na czym więc polegało „odsunięcie”, wyjaśniała: „polegało to na nieprzekazywaniu mi informacji o przebiegu postępowania, niewłączaniu mnie w podejmowane czynności ani w przedmiot tego postępowania. Nie brałam także udziału w naradach dotyczących tego postępowania i w żaden sposób nie sprawowałam nad nim nadzoru”. Ziobro w tej sprawie kontaktował się „bezpośrednio z jej podwładnymi”, a ją pomijał. „Nie spotkałam się w mojej zawodowej praktyce z podobnym przypadkiem wyłączenia, które funkcjonowałoby tak długo bez wydania decyzji w stosownej formie” – podkreśliła Kowalska.

Ostatni zarzut dotyczy nacisków, które miał wywierać Ziobro na ówczesnego prezesa PZU Jaromira Netzla. Gdy latem 2007 r. doszło do słynnego przecieku o akcji CBA w sprawie tzw. afery gruntowej, Netzel razem z Kaczmarkiem znaleźli się w kręgu podejrzanych i potem zatrzymanych. Według zeznań Netzla Ziobro chciał go przeciągnąć na swoją stronę i skłonić, by obciążył Kaczmarka winą za przeciek.

Ziobro zaprzeczał przed komisją, że rozmawiał o tym z Netzlem. Ale ze stenogramów podsłuchów na telefonie prezesa PZU, założonych za zgodą Ziobry, wynika, że takie rozmowy były. Komisja chce więc, by Ziobro odpowiadał za złożenie fałszywych zeznań.

Cztery nieudowodnione

Czterech pozostałych zarzutów (wśród nich inwigilacji dziennikarzy), które były we wstępnym wniosku PO o postawienie Ziobry przed Trybunałem, komisja nie zdołała udowodnić, m.in. z braku dostępu do dokumentów. Posłowie nie skończyli też procedury postawienia przed Trybunałem Stanu Kaczyńskiego.

Wczoraj posłowie wysłuchiwali argumentów zwolenników i przeciwników złożenia Sejmowi rekomendacji, by postawić Ziobrę przed TS. Ziobro nie przyszedł, bo – jak oświadczył – nie został właściwie wezwany.

Posiedzenie było zamknięte. Według naszych źródeł pełnomocnik Ziobry poseł Andrzej Romanek zarzucił komisji „rażące złamanie prawa”, a Arkadiusz Mularczyk (Zjednoczona Prawica) chciał odwołać jej szefa Roberta Kropiwnickiego (PO). Posłowie to odrzucili. Potem z sali demonstracyjnie wyszli przedstawiciele PiS.

Dalsza procedura ma wyglądać tak, że jutro komisja będzie głosowała za przyjęciem opinii o odpowiedzialności Ziobry, potem zaś opinia będzie wprowadzona pod obrady Sejmu. Do jej przyjęcia trzeba trzech piątych głosów. Termin głosowania w Sejmie zależy od marszałka Radosława Sikorskiego. Przedtem komisja musi na piśmie uzasadnić opinię. Dopiero wtedy Trybunał zaczyna prace nad wnioskiem. Może orzec utratę praw wyborczych i zakaz zajmowania kierowniczych stanowisk w państwie plus zwykłe sądowe kary.

Zobacz także

wyborcza.pl

Kościół i Bóg Andrzeja Dudy. Jak kandydat PiS podpiera się wiarą i przywiązaniem do Kościoła

Agata Kondzińska, 23.04.2015
Andrzej Duda podczas mszy świętej w Katedrze na Wawelu w piątą rocznicę pogrzebu Marii i Lecha Kaczyńskich.
Kraków, 18 kwietnia 2015 r.

Andrzej Duda podczas mszy świętej w Katedrze na Wawelu w piątą rocznicę pogrzebu Marii i Lecha Kaczyńskich. Kraków, 18 kwietnia 2015 r. (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

Nie ratyfikowałby konwencji antyprzemocowej, bo „przewiduje niszczenie wiary”. Zabroniłby in vitro, bo „jest człowiekiem wierzącym”.
Kościół dla kandydata PiS na prezydenta jest wyjątkowo ważny. Duda ma już za sobą wywiady w katolickich gazetach, trzygodzinny występ w mediach o. Rydzyka i wizyty w sanktuariach: jasnogórskim, łagiewnickim i wadowickim.

Jego religijność podkreślił sam prezes PiS. – Andrzej jest człowiekiem głębokich zasad, wywodzi się z porządnej rodziny, jest katolikiem intensywnym. Wie, że wszystkich reguł trzeba przestrzegać, a wiarę praktykować – zachwalał w Radiu Maryja.

Boga wprowadziła goszcząca na konwencji PiS Natalia Niemen: – Jesteśmy tu, bo wspieramy osoby, które swoimi zamierzeniami pragną, aby w naszej Polsce cały czas trwały wartości tradycyjne. Wartości takie jak Bóg, ale Bóg żywy, nie taki jak na obrazach.

Z przywiązania do Kościoła i wiary Duda uczynił jeden z tematów kampanii. Np. przy okazji debaty nad in vitro podpierał się stanowiskiem Kościoła: – Moje stanowisko jest zgodne ze stanowiskiem Episkopatu, najważniejsza jest ochrona życia. Duda, który przedstawia się jako kandydat na prezydenta dialogu, w tej sprawie dialog wyklucza. W imię religijnych przekonań odrzuca podpisanie ustawy, której chce 80 proc. społeczeństwa, bo „to jest zapłodnienie pozaustrojowe, które wzbudza ogromne kontrowersje etyczne, także u mnie jako człowieka wierzącego”. Podpisał się też pod projektem ustawy skazującym lekarzy na karę nawet dwóch lat więzienia za wykonanie zabiegu in vitro.

Komorowski, który również deklaruje przywiązanie do katolickiej wspólnoty, a większość uroczystości rozpoczyna mszą, potrafi jednak dostrzec, że „prezydent jest prezydentem kraju, nie prezydentem sumień Polaków”.

A Duda? W rozmowie z ks. Ireneuszem Skubisiem w tygodniku „Niedziela” pytany, jak mógłby pomagać rodzinie, kandydat – poza obietnicą finansowego świadczenia dla dzieci – obiecał „blokowanie wszelkich działań, które oznaczają podcinanie korzeni, na których zbudowane jest polskie społeczeństwo – korzeni naszej wiary. Chodzi o wprowadzanie obcych prądów ideologicznych i obcych pojęć, które w rozumieniu ideologii lewackiej mają zbudować nowego człowieka, z czym jako katolik i jako człowiek, ojciec rodziny, absolutnie się nie zgadzam”.

„Lewactwo” stało się jednym z chętniej odmienianych słów. Duda – inaczej niż Komorowski – nie ratyfikowałby konwencji antyprzemocowej, bo ta „przewiduje niszczenie wiary i tradycji, walkę z tradycją i wiarą”. A on „jako katolik i chrześcijanin” się z tym nie godzi. I dalej za tygodnikiem „Niedziela”: „Polska jest krajem katolickim i nie ma żadnego powodu, żeby do polskiego systemu prawnego wpuszczane były tego typu rozwiązania”.

W tym samym wywiadzie deklarował: „W Polsce musi być wprowadzona absolutna ochrona życia, przede wszystkim tego poczętego”. Bo „tego wymagają czasy i nie ma co mówić o kompromisie, bo druga strona, strona lewacka, nie uznaje kompromisów, forsuje rozwiązania szkodliwe dla społeczeństwa”.

A jeszcze w grudniu 2014 r. w „Gościu Niedzielnym” mówił zachowawczo: „Roztropny i przewidujący polityk musi jednak brać pod uwagę również niebezpieczeństwo, że zmiana obowiązującej ustawy zaostrzy walkę o całkowitą liberalizację, a w przyszłości, w przypadku wyborczego zwycięstwa liberalnej lewicy, czego przecież wykluczyć nie można, doprowadzi do przyjęcia nowych regulacji przez zwolenników tzw. aborcji z przyczyn społecznych”.

Po katolicku odczytuje też Duda misję kultury w Polsce. Będzie negatywnie odnosił się do tych wydarzeń kulturalnych, które „obrażają Polaków, ludzi wierzących”, a „niestety mamy często do czynienia z tego typu wydarzeniami pseudokulturalnymi”.

Duda publicznie deklaruje, że modli się „do Pana Boga za pośrednictwem naszego Ojca Świętego o wsparcie Ducha Świętego, żebym był mądrym człowiekiem, żebym umiał sobie poradzić z wszystkimi zadaniami, które przede mną stają, bo jestem przekonany, że bez modlitwy nie da się zrealizować tak wielkich zadań”.

Kiedy w piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej Jarosław Kaczyński dziękował tylko niektórym biskupom i dzielił polski Kościół na prosmoleński i obcy, Duda tylko słuchał. Nie musiał się publicznie opowiadać, który Kościół jest mu bliższy. Zrobił to w marcu na spotkaniu z włocławskim biskupem Wiesławem Meringiem. Tym samym, który o ks. Adamie Bonieckim mówił, że to „wilk w owczarni, a nie pasterz”, od prezydenta Komorowskiego domagał się inicjatywy, gdy TV Trwam nie została wpuszczona na cyfrowy multipleks, a odmowę uznał za kpinę (choć prezydent nie ma uprawnień, by tu ingerować).

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s