Leyen (24.04.2015)

 

Bartoszewski: Żebyśmy znowu nie schrzanili

Aleksandra Klich, Jarosław Kurski, 28.02.2015
Prof. Władysław Bartoszewski

Prof. Władysław Bartoszewski (Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta)

Powtórzę za Janem Nowakiem-Jeziorańskim: największym zagrożeniem dla Polski są sami Polacy. Rozmowa na 93. rocznicę urodzin prof. Władysława Bartoszewskiego.
Władysław Bartoszewski – pisarz, historyk. Żołnierz AK, były więzień polityczny, w PRL-u działacz opozycji. 19 lutego skończył 93 lata.

ALEKSANDRA KLICH, JAROSŁAW KURSKI: Panie profesorze, nie wypada życzyć panu stu lat.

WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI: Dajcie spokój. Skoro zgadzam się na to, żeby przy okazji wydania mojej książki organizowano moje kolejne urodziny, to nie dlatego, że jestem jakiś bardzo ważny, ale dlatego, że być może są to urodziny ostatnie.

???

– Nie, nie żegnam się ze światem. Mam jeszcze jedną książkę do napisania, ale mój wiek ma swoje prawa.

„Kryptonim >>Bonza<<” to opowieść o ludziach, którzy odeszli. O pana przyjaciołach, współpracownikach, polemistach.

– Wiecie, co teraz jest dla mnie najważniejsze? Nawet nie to, że doradzam pani premier w sprawach niemieckich i żydowskich, choć to prestiżowa praca, ale to, że sam, bez cenzury i nie pytając nikogo, piszę książki o ludziach. O różnych ludziach, którzy byli dla Polski i dla mnie ważni. Z wieloma się nie zgadzałem, ale ich akceptowałem. I odwrotnie: oni się ze mną nie zgadzali, ale mnie szanowali. Pisanie tych książek to moja prywatna formuła szukania polskiej wspólnoty. Mimo różnic, które nas dzielą.

Syzyfowa praca. Polska zawsze była krajem ogromnych podziałów.

– I paradoksów. Kończyłem liceum katolickie. Maturę zrobiłem w 1939 r.: jestem ostatnim produktem sanacyjnego wychowania. Znam polskie figle historii. Moim kolegą z tajnego kompletu polonistyki był Tadeusz Gajcy, który w 1939 r. robił małą maturę u ojców marianów w jednej klasie z… Wojciechem Jaruzelskim.

Wrogość Polaków do siebie, mimo wspólnoty losów, to taka nasza cecha narodowa.

– Zgoda, ale choć mam własne zdanie, np. na temat rozpadu „Solidarności” po Okrągłym Stole, to nie szukam w nikim win. Dlaczego się tak pokłóciliśmy, będzie można obiektywnie ocenić za 30 lat, gdy nas nie będzie. Nigdy nie jest tak, że ludzie myślą tak samo.

Dzieliłem więzienne cele z ludźmi najróżniejszych poglądów, od Brygady Świętokrzyskiej po PPS. Przez kilkadziesiąt lat przyjaźniłem się z Wiesławem Chrzanowskim, z którym się na ogół nie zgadzałem. On wychował całe pokolenie polskiej prawicy, ludzi przyzwoitych. Podobnie przyjaźniłem się z Janem Józefem Lipskim czy Janem Strzeleckim. Bo mimo różnych poglądów można traktować się z szacunkiem, a nawet współpracować. Byłem doradcą w sprawach historycznych prezydenta Warszawy, mam na to kontrakt z własnoręcznym podpisem Lecha Kaczyńskiego. Ale to nie oznacza, że mając podobny punkt widzenia na niektóre wydarzenia historyczne, miałem podzielać ideologię jego brata!

Pan ze swoim życiorysem – więźnia Auschwitz, konspiratora, powstańca warszawskiego, więźnia stalinowskiego, współpracownika RWE, sprawiedliwego wśród narodów – powinien być bohaterem prawicy, noszonym na rękach „żołnierzem wyklętym”. Tymczasem pan jest wyklęty, ale przez nich. Dlaczego?

– Bo się nie podlizuję. Bo mówię, co myślę. W każdej epoce byli ludzie wspaniali i nikczemni. I była pasywna większość, która po prostu chciała żyć. Zauważyłem, że wobec innych narodowości my, Polacy, jesteśmy bardziej wymagający niż wobec samych siebie. Wytykamy innym kolaborację, ale o nas samych nie godzi się nam mówić inaczej niż jak o bohaterach. Otóż mnie się godzi! I kiedy pytacie, dlaczego mnie tak nie lubią, to może dlatego, że nie idealizuję Polaków. Bo osobiście znałem bohaterów, jak Jan Karski, ale i kolaborantów i zdrajców, których się bałem i przed którymi uciekałem.

Ale żeby wygwizdywać pana nad grobami przy okazji rocznic powstania warszawskiego?

– To szczególnie obrzydliwe. To jest postępowanie – powtórzę to, choć byłem za to ganiony – motłochu! To nie są ludzie, którzy szanują inne poglądy. Ja na tym cmentarzu nie spotkałem żadnej koleżanki ani kolegi z AK. Jako stary pracownik białego wywiadu zrobiłem kiedyś eksperyment. Starą harcerkę, łączniczkę, poprosiłem, by wmieszała się w ten tłum. Ona zaczęła rozpytywać: „Przepraszam, gdzie tu jest kościół Karola Boromeusza?”. I żadna z osób z kategorii „wyjców” nie wiedziała, gdzie na Powązkach jest kościół! To nie są akowcy ani ich rodziny, to przywieziona zorganizowana klaka.

Skoro potrafi się pan dogadać z każdym, to dlaczego nie z polską prawicą?

– To nie jest żadna prawica. To ja jestem konserwatysta. Mnie jest bliskie angielskie myślenie o państwie. W Anglii konserwatysta może być jednocześnie lordem i rabinem. Nie wyobrażam sobie, by w Polsce rabin mógł być senatorem z list kiedyś np. endecji, a dzisiaj PiS-u. Były oczywiście takie – wstydliwe i kamuflowane przypadki – jak ten, że matka pewnego prawicowego redaktora okazała się Żydówką. Co za skandal! A ja pytam: i co z tego? Matka Boska też była Żydówką.

Bez przesady, panie profesorze…

– Interes państwowy powinien górować nad interesem małej grupy czy partii. W Polsce takie myślenie nie jest jeszcze powszechne. Staram się to zrozumieć, bo kiedy w Europie pod koniec XIX wieku kształtowała się nowoczesna państwowość, my walczyliśmy o przetrwanie. Przez to ciągle jesteśmy spóźnieni w rozumieniu, czym jest nowoczesna wspólnota państwowa.

A jak pan, katolik, patrzy dziś na polski katolicyzm?

– To, że wierzę w Pana Boga katolickiego, nie znaczy, że nie wierzyłbym w Pana Boga protestantów, gdybym był tak wychowany. Wiara w Boga to dla mnie wiara w pewien porządek rzeczy wywodzący się z dziesięciu przykazań. I nigdy nie zrozumiem, dlaczego my uznajemy Stary Testament, słuchając w kościołach czytań żydowskich proroków jako prawd naszej wiary, i możemy być antysemitami? Przecież Jezus i wszyscy apostołowie byli obrzezani, wierzący i praktykujący wiarę w jednego Boga – Jahwe. Nie pamiętam w Ewangelii nauki o Trójcy Świętej. To potem narosło. Ja tego nie neguję, ale jako stary człowiek się nad tym zastanawiam i staram zgłębić.

Czy papież Franciszek nie jest dla pana, konserwatysty, zbyt liberalny?

– Konserwatysta brytyjski, niezależnie od tego, co myśli o królowej, uważa instytucję monarchii za podstawową i najważniejszą w interesie narodu czy państwa. Ja tak myślę o papiestwie. Iluż ja papieży przeżyłem… Naukę religii pobierałem za czasów Piusa XI, zwolennika nauki społecznej Kościoła i pierwszego krytyka ideologii hitleryzmu. Kto dziś pamięta, jaki to był reformator?

Franciszek ma po prostu latynoską pomysłowość. To jest inny świat i wyzwanie dla człowieka wychowanego w katolicyzmie środkowoeuropejskim. Mieliśmy Włochów, Polaka, Niemca, teraz Argentyńczyka. Gdy patrzę na Franciszka i jego zachowanie, zaczynam rozumieć uciechę Wojtyły, gdy słuchał tam-tamów w Afryce czy patrzył na skąpo odzianych tancerzy w Ameryce Południowej. Widział, jak powszechne jest przesłanie Ewangelii.

Jak polski katolik zniesie decyzję Franciszka, gdy pewnego dnia ogłosi on, że rozwodnicy będą mogli przystępować do komunii?

– Doskonale to sobie wyobrażam, skoro jest to możliwe w innych odłamach chrześcijaństwa. Żyłem w Niemczech, 12 semestrów wykładałem na tamtejszych uczelniach. Obserwowałem ludzi i muszę stanowczo powiedzieć: przynależność wyznaniowa nie ma żadnego przełożenia na postawy i decyzje ludzi. Mój syn jest katolikiem, wnuczki – katoliczkami. Ale synowa, wybitna historyczka – anglikanką jak jej matka, jej ojciec zaś luteraninem. Czy oni są z powodu swojej wiary od nas gorsi?

Mój Kościół to jest ten, jaki wpojono mi w czasach młodości – otwarty, ekumeniczny. To Kościół ks. Ziei, którego poznałem na 30 lat przed jego wstąpieniem do KOR-u. Spowiadałem się u niego załamany po wyjściu z Oświęcimia w 1942 r., a on mi powiedział: „Przestań się nad sobą użalać. Widziałeś, co się dzieje w getcie? Zrób coś, by pomóc Żydom”. Mój Kościół to Kościół abp. Życińskiego, Józefa Tischnera, Adama Bonieckiego, Ludwika Wiśniewskiego. Jak się spotkało takich ludzi, trudno stracić wiarę w mój Kościół.

Jako były więzień śledził pan obchody 70. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz. Cytowano tam Primo Leviego, który uważał, że jeśli coś tak strasznego mogło się wydarzyć raz, może wydarzyć się zawsze. Czy jesteśmy dość wrażliwi i czujni, by to się nie powtórzyło?

– Jeśli nie będziemy czujni i wrażliwi, to się powtórzy, bo natura ludzka jest mroczna i nieprzewidywalna. Obchodząc 70. rocznicę zakończenia wojny, obchodzimy przecież rocznicę pewnego zjawiska – straszliwego w skutkach jednoczesnego triumfu dwóch totalitaryzmów. Dlatego pomysł Bronisława Komorowskiego, by zorganizować konferencję i obchody końca tej strasznej wojny na Westerplatte, nie jest przypadkowy i bardzo mi odpowiada.

Putin w Moskwie chciałby z całym światem świętować radzieckie zwycięstwo nad faszyzmem.

– A to mi nie odpowiada. Ludobójstwo jako system II wojny światowej zaczęło się w 1940 r. Ujawniają się dzisiaj elementy pewnej wspólnoty mentalnej. Nie mamy dostępu do archiwów w Moskwie, ale z tych berlińskich wiemy o regularnych rozmowach władz bezpieczeństwa ZSRR i III Rzeszy w Krakowie i Zakopanem w zimie 1939/40 r. Spotykali się dla omówienia wspólnego przeciwdziałania zjawiskom wrogiej agitacji i irredenty. I tu pojawiają się zbieżności kalendarzowe. Koniec marca 1940 r. – Himmler wydaje rozkaz utworzenia KL Auschwitz, a w kwietniu 1940 mamy Katyń. Przypadek? Może. Potem Miednoje, Charków… i równolegle akcja w Palmirach. Od czerwca do jesieni 1940 r. wywózki inteligencji warszawskiej i krakowskiej do Oświęcimia. Wszystko to jeszcze przed decyzją o „ostatecznym rozwiązaniu” kwestii żydowskiej.

Do czego pan zmierza?

– Że na tę wojnę każdy naród patrzy inaczej. Inaczej Litwa, Łotwa czy Estonia, które straciły niepodległość. Inaczej Francuzi, a jeszcze inaczej my, pierwsze ofiary paktu Ribbentrop-Mołotow. Zresztą gdy Putin przyjechał w 2009 r. do Gdańska, to powiedział Donaldowi Tuskowi, że to był niemoralny pakt. Dziś by tak nie powiedział.

Nie odpowiada mi bizantyjski sposób myślenia, zamiast ofiar czci się polityków. Nie zaproszono Amerykanów na żadną z rocznic oswobodzenia Dachau, Mauthausen-Gusen, choć to oni oswobadzali. Nie zaproszono też Anglików, choć oni wyzwalali Bergen-Belsen. Czczono tam ofiary, a nie polityków. Rosjanie mają pełne prawo świętować koniec wojny ojczyźnianej, trwającej dla nich od 22 czerwca 1941 do 9 maja 1945 r., tak jak Amerykanie czczą swój koniec wojny z Japonią. Każdy miał swoją wojnę i swoje losy. Dlaczego mamy czcić tylko rosyjską wojnę ojczyźnianą? Refleksja na Westerplatte da tym obchodom bardziej uniwersalną formułę.

W „Kryptonimie >>Bonza<<” wiele miejsca poświęca pan przyjacielowi, Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu.

– Janek powtarzał, że największym zagrożeniem dla Polski są sami Polacy. Bał się polskiej anarchii, która prowadzi do upadku państwa. Ale też nie posiadał się ze szczęścia, że dożył czasów tak dobrych, jakich Polska nie miała, jego zdaniem, od Jana III Sobieskiego.

Ale ta koniunktura właśnie się kończy. Wracają pytania o elementarne bezpieczeństwo, o utrzymanie suwerenności etc.

– Wiecie, czego ja się naprawdę boję? Że my, Polacy, znów to wszystko schrzanimy.


Władysław Bartoszewski, Michał Komar, „Kryptonim >>Bonza<<. Życie jednoznacznie podwójne„, PWN, Warszawa 2015. Na okładce książki Jan Nowak-Jeziorański (z lewej) i Władysław Bartoszewski

Wyborcza.pl

Najważniejsze cytaty Władysława Bartoszewskiego

D, 24.04.2015
Władysław Bartoszewski

Władysław Bartoszewski (Fot. Adam Stpie / Agencja Gazeta)

Zmarły w piątek wieczorem Władysław Bartoszewski jest autorem ponad 40 książek i blisko 1,5 tys. artykułów. Znany był także z barwnych wypowiedzi i celnych obserwacji. Przedstawiamy wybór jego cytatów.
***

O lekarzu świadczy opinia chorych, o nauczycielu – uczniów. A o człowieku posługującym się zawodowo piórem – czytelników.

Debiutowałem jako dwudziestoletni dziennikarz w katolickiej prasie w podziemiu niepodległościowym w latach II wojny światowej, a mając lat dwadzieścia dwa – także w prasie Armii Krajowej. Pracuję więc piórem już prawie sześćdziesiąt pięć lat.

Napisałem sporo rzeczy lepszych i gorszych, ale źródłem prawdziwej satysfakcji jest dla mnie to, że nie muszę się niczego, co napisałem, wstydzić albo marzyć, aby zapadło się pod ziemię.

***

Jak się ktoś urodził człowiekiem, to łatwiej mu jest być człowiekiem, niż stać się świnią.

***

Warunkiem wiarygodnego dialogu jest bycie sobą, dlatego że nasi rozmówcy wyczuwają, czy reprezentujemy samego siebie, czy stosujemy elementy retoryki i gry, czyli taktykę. Oczywiście taktyka jest ogólnie przyjętą praktyką, nie może jednak dominować nad sprawą i dobrą wolą.

***

Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto.

***

Jeśli wszystko nas dzieli, to dialog nie ma sensu.

***

Należymy do kręgu kulturowego, którego najważniejsze pojęcia etyczne są ukształtowane przez chrześcijaństwo. Czyli nie zrzucamy starców ze Skały Tarpejskiej, szanujemy dzieci.

***

Ktoś to przecież powinien zrobić, znak zapytania. Ktoś powinien reagować, znak zapytania. Ktoś powinien się przeciwstawić, znak zapytania. Ktoś powinien protestować, znak zapytania. Ja sobie też zadawałem takie pytania, sam. I znajdowałem taką odpowiedź – jeżeli ktoś, to dlaczego nie ja?

***

Kocham moich rodaków, choć doprowadzają mnie do cholery.

***

Jeśli polityka ma polegać na wielkim kłamstwie, to ja będę mówił, że do Oświęcimia wpakowali mnie Francuzi.

***

Jeśli panna nie jest piękna i posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona.

***

Największym problemem Polski jest zły stosunek do samego siebie: podejrzliwość, kłótliwość, swarliwość, nienawiść, kompleksy, brak pewności siebie i negatywny stosunek do własnej historii, i aby jeden drugiemu mógł dojechać dobrze, gotów jest przy okazji popełnić samobójstwo.

***

Inteligent tym się różni od nieinteligenta, że nie obraża się o żarty, rozumie żarty i lubi żarty.

***

Po co twarz ludziom, którym patrzą tylko na ręce.

***

Kiedy coś uparcie gaśnie – zaufaj iskierce nadziei.

***

Nie wierzcie zegarom – czas wymyślił je dla zabawy.

***

Warto być przyzwoitym.

***

Warunkiem wiarygodnego dialogu jest bycie sobą, dlatego że nasi rozmówcy wyczuwają, czy reprezentujemy samego siebie, czy stosujemy elementy retoryki i gry, czyli taktykę. Oczywiście taktyka jest ogólnie przyjętą praktyką, nie może jednak dominować nad sprawą i dobrą wolą.

***

Kto gardzi ludźmi, obojętnie, z powodów wyznaniowych, z powodów rasowych, z powodu ksenofobii wobec kogokolwiek, wobec ludzi pochodzenia ukraińskiego, białoruskiego, rosyjskiego, niemieckiego, żydowskiego – ten przede wszystkim gardzi sobą.

***

Ludzie wychowywani w latach 40. nie wiedzieli, że żyją w Polsce numer dwa. Ci, którzy umierali w Katyniu, też nie ginęli za numerki, tylko za swoją ojczyznę.

***

Jeżeli będziemy tylko krzyczeć o Polsce, to może wychylić się Pan Bóg z płonącego krzaka i zapytać, jaka ma być ta Polska.

Zapal znicz, napisz wspomnienie

Zobacz także

wyborcza.pl

Michał Komar: Był rzecznikiem tego, co najlepsze w nas. Ludziach

Michał Komar*, 24.04.2015
Władysław Bartoszewski

Władysław Bartoszewski (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Mówię to do dziewiętnastolatków i do ich rodziców.
Jest rok 1941. Umierający na sepsę dziewiętnastolatek, Polak, katolik, został wypuszczony z obozu koncentracyjnego Auschwitz. Takich były setki, wystarczy sprawdzić w archiwach muzeum obozu.

Dziewiętnastolatek spowiada się księdzu Ziei. Spowiednik mówi: „Przestań się użalać nad sobą. Nieopodal ciebie są ludzie, którzy bardziej cierpią, bo są skazani na śmierć”. Miał ks. Jan Zieja na myśli Żydów skazanych na zagładę.

Dziewiętnastolatek, Polak i katolik, podjął decyzję. Po latach Jerzy Lerski, sławny emisariusz Jur, nazwał Władysława Bartoszewskiego filantropem, miłośnikiem ludzkości. Ale Władysław zawsze powtarzał, że to pomyłka, nie był filantropem, chciał po prostu ratować ludzkie istnienia.

Podporucznik Armii Krajowej, odznaczony Krzyżem Walecznych, pracownik Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, działacz Żegoty – Rady Pomocy Żydom, powstaniec warszawski.

Dziennikarz „Gazety Ludowej”, organu Polskiego Stronnictwa Ludowego, więziony w latach 1946-1954. W roku 1963 podjął decyzję o samodzielnej, tajnej i niezależnej współpracy z Radiem Wolna Europa, ponieważ uznał, że musi sam prowadzić walkę – tak jak to czynił dawniej.

Był Człowiekiem Dobrym, który niekiedy wpadał w furię, ale była to furia zawsze ku dobremu.

A reszta – mówią o tym Jego książki. Mówi o tym Jego przemówienie w Bundestagu. W 1995 roku – kiedy 20 mln telewidzów niemieckich słuchało po raz pierwszy w historii słów ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej, więźnia Auschwitz, Władysława Bartoszewskiego, który przez długie lata walczył o to, co obiecał księdzu Ziei – pomyślałem, że dobrze zaczynać dziewiętnaście lat z takim postanowieniem.

To samo przesłanie powtarzał przez dziesięciolecia młodym Polakom w szkołach podstawowych, średnich i na uniwersytetach. Słuchali Go z niedowierzaniem i z podziwem. Czuli, że ich rodak, człowiek nieposzlakowanego męstwa, przywraca im oraz pielęgnuje pamięć o Innym i cześć Innego w ich własnym kraju i narodzie. Przeniósł przez pokolenia światło człowieczeństwa, przez lata pogardy i zapomnienia. I w ten sposób służył Polsce. Najlepiej, jak można.

Mówię to do dziewiętnastolatków i do ich rodziców. Proszę: Powtarzajcie to innym.

*Michał Komar – pisarz, Jego przyjaciel

Zobacz także

wyborcza.pl

Adam Michnik: Bez niego trudno nam będzie bronić polskiej normalności

Adam Michnik, 24.04.2015
14 maja 2010 r.. Adam Michnik i Władysław Bartoszewski podczas uroczystości nadania profesorowi tytułu Człowieka Roku

14 maja 2010 r.. Adam Michnik i Władysław Bartoszewski podczas uroczystości nadania profesorowi tytułu Człowieka Roku „Gazety Wyborczej” (Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta)

Ta śmierć okryła żałobą całą Polskę demokratyczną. Polskę ludzi myślących i uczciwych.
Władysław Bartoszewski należał do najważniejszych jej obywateli. W wolnej Polsce był szefem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ambasadorem, senatorem, doradcą premierów i prezydentów.

Biografię miał bogatą, dramatyczną i tragiczną. Więzień Auschwitz w epoce okupacji hitlerowskiej, a potem więzień stalinowskiego reżimu. Żołnierz AK, uczestnik powstania warszawskiego, działacz PSL w okresie Stanisława Mikołajczyka, uczestnik opozycji antystalinowskiej. W latach okupacji jeden z organizatorów Rady Pomocy Żydom Żegoty.

Był budowniczym mostów: między Polakami i Żydami, Polakami i Niemcami, światem inteligencji katolickiej i laickiej. Aktywny w Klubie Krzywego Koła, blisko zaprzyjaźniony z Pawłem Jasienicą i Janem Józefem Lipskim, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, nieoficjalny współpracownik Radia Wolna Europa. Był autorem ważnych książek: „Ten jest z ojczyzny mojej…” (wspólnie z Zofią Lewinówną) – świadectwo ratowania Żydów i „Warszawski pierścień śmierci” – o represjach hitlerowskich.

Do ostatniej chwili był aktywny, uparcie bronił dobrego imienia Polski w świecie; robił to z wielką kulturą i kompetencją. Władek Bartoszewski był człowiekiem pełnym odwagi, humoru i patriotyzmu. Ten jego patriotyzm wolny był od śladu nacjonalizmu. Nie znosił megalomanii narodowej i resentymentów szowinistycznych typowych dla polskiej radykalnej prawicy. Z pogardą wyrażał się o filozofii politycznej „dyplomatołków”. Przestrzegał przed naszymi polskimi specjalistami od organizowania głupich awantur w Polsce i za granicą.

Władysław Bartoszewski był gwarancją istnienia polskiej normalności. Bez Niego trudniej nam będzie tej normalności bronić.

Zapal znicz, napisz wspomnienie

Zobacz także

wyborcza.pl

Władysław Bartoszewski nie żyje

wach, u, 24.04.2015
Władysław Bartoszewski

Władysław Bartoszewski (Fot. Adam Stpie / Agencja Gazeta)

Władysław Bartoszewski zmarł dziś wieczorem w wieku 93 lat. Dwukrotnie pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych, był senatorem, od ośmiu lat odpowiadał za dialog polsko-niemiecki. Jest autorem 1500 publikacji prasowych i 50 książek.
Profesor Władysław Bartoszewski trafił dziś (w piątek) popołudniu do szpitala MSW przy ulicy Wołoskiej w Warszawie. Z informacji „Wyborczej” wynika, że źle się poczuł we własnym domu. Stamtąd zabrało go pogotowie. Był w ciężkim stanie. Zmarł wieczorem.

Dwa miesiące temu – 19 lutego – obchodził 93 urodziny. Niecały tydzień temu – 19 kwietnia – przemawiał przed pomnikiem Bohaterów Getta na Muranowie. Było to podczas uroczystości 72. rocznicy powstania warszawskim getcie.

– Pamiętam dokładnie te straszne dni niepewności, te próby udzielenia pomocy, które głównie mogły polegać na dopomożeniu im w ucieczce z getta. A to byli młodzi ludzie, którzy chcieli się bić, a nie uciekać. Chcieli, żeby im dawać broń, dawać ludzi, a myśmy mogli najwyżej zrobić dziurę w murze i rzeczywiście przez takie dziury i kanały wyszło sporo ludzi. Ale to nie o to przecież chodziło – mówił donośnym głosem prof. Władysław Bartoszewski, wspominając swój udział w Radzie Pomocy Żydom „Żegota”.

Był rodowitym warszawiakiem. W 1937 r. ukończył tu Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki. W roku wybuchu II wojny światowej zdał maturę w Liceum Himanistycznym Towarzystwa Wychowawczo-Oświatowego „Przyszłość”.

„Z jego biografii można by wykroić kilka pracowitych życiorysów”

Władysław Bartoszewski urodził się 19 lutego 1922 roku w Warszawie. W czasie kampanii wrześniowej Bartoszewski uczestniczył w cywilnej obronie Warszawy, po czym pracował w Czerwonym Krzyżu.

19 września 1940 został zatrzymany na Żoliborzu w masowej obławie zorganizowanej przez okupantów niemieckich. Od 22 września 1940 był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz (numer obozowy 4427). Z obozu został zwolniony 8 kwietnia 1941, prawdopodobnie dzięki działaniom Polskiego Czerwonego Krzyża i jeszcze w tym samym miesiącu wrócił do Warszawy. Tam rozpoczął tajne studia i nawiązał jednocześnie kontakt z podziemiem niepodległościowym.

Podczas okupacji podejmował się różnych zadań, głównie związanych z działalnością propagandową, uczestniczył też w pracach nad gazetami podziemnymi. Uczestniczył w powstaniu warszawskim, udało mu się jednak uniknąć niewoli. Po zakończeniu działań wojennych przez krótki czas działał jeszcze w resztkach polskiego podziemia, jednakże jeszcze w 1945 roku postanowił związać się z PSL, lansowanym wtedy jeszcze jako „alternatywa” dla władzy PPR. Współpracował z redakcjami wielu gazet opozycyjnych.

Już wkrótce jednak PSL zostało zniszczone przez działania komunistów, a jego działacze prześladowani. Bartoszewski był kilkakrotnie aresztowany i zwalniany, by ostatecznie zostać skazanym na 8 lat więzienia. W 1955 został jednak ostatecznie zwolniony i zrehabilitowany.

W latach 50 i 60. był jednym z najaktywniejszych polskich pisarzy, publikując wiele prac (w tym historycznych) na temat II wojny światowej, działalności AK i powstania warszawskiego.

W latach 1973-1982 i 1984-1985 prowadził wykłady historii najnowszej (ze szczególnym uwzględnieniem wojny i okupacji) w Katedrze Historii Nowożytnej Polski na Wydziale Nauk Humanistycznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Po narodzinach „Solidarności” stał się jednym z jej pierwszych i najaktywniejszych członków spoza środowiska „Stoczniowców”. Po wprowadzeniu w grudniu 1981 roku stanu wojennego był przejściowo internowany. Od początku lat 90. ponownie wrócił do polityki. Był ministrem spraw zagranicznych w latach 1995 i 2000-2001, oprócz tego pełnił funkcję posła i ambasadora RP w Austrii.

Od 2007 sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie odpowiadał za dialog polsko-niemiecki.

Bartoszewski kierował się „niesłychanie silną busolą, który pokazuje, gdzie jest słuszna sprawa”

Według słów prezydent Bronisława Komorowskiego Bartoszewski zawsze w życiu kierował się „niesłychanie silną busolą, kompasem, który pokazuje, gdzie jest słuszna sprawa, słuszna strona”. – Nie wszystkim się to udawało. Tobie Władku udało się przez tyle, tyle lat stawać po stronie słusznej sprawy – podkreślał prezydent w czasie 90. urodzin Bartoszewskiego.

Z kolei przemawiający wtedy premier Donald Tusk zaznaczył, że na tle biografii Bartoszewskiego, wszystkie słowa wypadają blado. – Jest pan bezcennym dobrem nie tylko narodowym, ale też bezcennym dobrem w życiu wielu z nas – powiedział ówczesny premier.

Zobacz także

wyborcza.pl

Władysław Bartoszewski nie żyje. „Życie nie musi być łatwe. Gorzej, jeśli jest nudne”

agor, 24.04.2015
Władysław Bartoszewski nie żyje

Władysław Bartoszewski nie żyje (Fot. DAMIAN KRAMSKI/ AGENCJA GAZETA)

Władysław Bartoszewski nie żyje. Żołnierz Armii Krajowej, więzień KL Auschwitz zmarł w wieku 93 lat. Po odzyskaniu niepodległości był ministrem spraw zagranicznych, publicystą, pisarzem i działaczem społecznym wyróżnionym m.in. medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.
Władysław Bartoszewski nie żyje. Więzień Auschwitz, świadek upadku Powstania Warszawskiego, który sześć lat spędził w komunistycznych więzieniach, mówił o sobie, że jest optymistą. „Czy było łatwo? Nie. Ale w jakim moralnym, historycznym lub społecznym kodeksie jest powiedziane, że życie człowieka, narodu, a nawet ludzkiego gatunku ma być łatwe? Otóż życie nie musi być łatwe. Gorzej jeśli jest nudne” – powiedział w jednym z wywiadów.

Władysław Bartoszewski i II wojna światowa – polityczne i etyczne trzęsienie ziemi

Władysław Bartoszewski urodził się w 1922 roku w Warszawie. „Należę do generacji ludzi wychowanych w Warszawie w latach międzywojennych, szczególnie ważnych dla Polski. Było to pierwsze pokolenie wychowane nie w niewoli, a potem skonfrontowane z potwornością II wojny światowej. Była ona dla wielu osób, nie tylko w Polsce, trzęsieniem ziemi w kategoriach politycznych, ale również etycznych” – podkreślał Bartoszewski w rozmowie z „Rzeczpospolitą” (10 listopada 2004 r.).

Numer obozowy 4427 – Władysława Bartoszewskiego

We wrześniu 1940 r. Bartoszewski został aresztowany podczas łapanki i wywieziony do obozu koncentracyjnego Auchwitz – Birkenau (nr obozowy 4427). Dzięki staraniom Polskiego Czerwonego Krzyża zwolniony w kwietniu 1941 r.

Po latach w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział: „Gdyby mi ktoś 60 lat temu, gdy stałem skulony na placu apelowym KL Auschwitz, powiedział, że będę miał przyjaciół Niemców, obywateli demokratycznego i zaprzyjaźnionego kraju, tobym powiedział, że to wariat”.

W 1942 roku wstąpił do AK pod pseudonimem „Teofil” i rozpoczął współpracę z Radą Pomocy Żydom „Żegota” przy Delegacie Rządu na Kraj. W wywiadzie dla „Die Welt” wspominając ten okres okupacji, Bartoszewski powiedział: „Jeżeli niemiecki oficer zobaczył mnie na ulicy i nie otrzymał rozkazu aresztowania mnie, nie miałem się czego bać. Ale gdy polski sąsiad, który zauważył, że kupiłem więcej chleba, niż zwykle – musiałem się bać”.

Podczas Powstania Warszawskiego był adiutantem dowódcy placówki informacyjno-radiowej „Asma” i redaktorem naczelnym czasopisma „Wiadomości z Miasta i Wiadomości Radiowe”.

Bartoszewski w komunistycznej Polsce skazany za szpiegostwo

W 1946 r. zatrudnił się w związanej z Polskim Stronnictwem Ludowym Stanisława Mikołajczyka „Gazecie Ludowej”. Za działalność w wówczas jedynej realnej opozycji wobec komunistów – PSL, Bartoszewski został w 1946 r. aresztowany pod zarzutem szpiegostwa i skazany na dwa lata więzienia. Po odzyskaniu wolności Bartoszewskiego przyjęto na trzeci rok polonistyki na UW. Studia przerwało kolejne aresztowanie w grudniu 1949 r. W maju 1952 r. Bartoszewski został skazany na 8 lat więzienia za szpiegostwo, zwolniony w 1954 r. w związku ze złym stanem zdrowia.

Po uwolnieniu Bartoszewski współpracował m.in. z tygodnikiem „Stolica” oraz „Tygodnikiem Powszechnym”, wykładał historię najnowszą na Wydziale Nauk Humanistycznych KUL, prowadził także wykłady w Monachium i Eichstaett.

W 1976 r. Bartoszewski poparł list intelektualistów przeciwko zmianom w Konstytucji PRL, tzw. List 64.

W sierpniu 1980 r. Władysław Bartoszewski został członkiem NSZZ „Solidarność” i współtworzył Komitet Obrony Więzionych za Przekonania przy Komisji Krajowej „S”. Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany; wypuszczono go na wolność w kwietniu 1982 r.

Od ambasadora do ministra sprawa zagranicznych

W latach 1990-95 był ambasadorem Polski w Austrii, później przez kilka miesięcy – ministrem spraw zagranicznych w rządzie Józefa Oleksego. W latach 1997-2001 Bartoszewski był senatorem IV kadencji z ramienia Unii Wolności. Szefem polskiej dyplomacji ponownie został w rządzie Jerzego Buzka; funkcję tę sprawował w latach 2000-2001. Od 2001 r. przewodniczy Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej przy Premierze RP.

Władysław Bartoszewski o Polsce: „Jeśli panna nie jest piękna i posażna…”

W lipcu 2006 r. Bartoszewski podpisał list otwarty byłych ministrów spraw zagranicznych, krytykujący odwołanie przez stronę polską spotkania przywódców państw Trójkąta Weimarskiego, w którym miał uczestniczyć ówczesny prezydent Lech Kaczyński (szczyt z udziałem prezydentów: Polski, Francji i Niemiec, odwołano tuż przed terminem. Powód: choroba Lecha Kaczyńskiego – red.).

Bartoszewski oceniając ówczesną politykę Polski porównał ją do brzydkiej panny na wydaniu: „Jeśli panna nie jest piękna i posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona”.

O prezesie PiS: „Zdolny do wielu złych rzeczy”

W październiku 2007 r. Bartoszewski stanął na czele komitetu honorowego Platformy Obywatelskiej przed przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. O liderze PiS mówił: „Jarosław Kaczyński jest zakompleksiony, arogancki, inteligentny i zdolny. Zdolny do wielu złych rzeczy”.

Z kolei podczas wyborów prezydenckich w 2010 r. wszedł w skład honorowego komitetu poparcia kandydatury Bronisława Komorowskiego na prezydenta. Wtedy słowami – „Lepszym prezydentem będzie ktoś, kto wychował pięcioro dzieci, niż człowiek z doświadczeniem hodowli zwierząt futerkowych” – wywołał oburzenie wśród przeciwników politycznych.

O swoim ciętym języku przypomniał też podczas kampanii wyborczej PO we wrześniu 2007 roku, kiedy to o przeciwnikach z PiS powiedział: „Nie chcę umierać w Polsce dyplomatołków”.

Po wygranych wyborach został sekretarzem stanu w Kancelarii premiera Donalda Tuska i pełnomocnikiem Prezesa Rady Ministrów do spraw dialogu międzynarodowego.

W 2009 r. spotkał się w Berlinie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Jak mówił potem, spotkanie z szefową niemieckiego rządu było „rozmową w zaprzyjaźnionym gronie”.

O Steinbach: „Ona jest antypolką”

Gdy niemiecki Związek Wypędzonych (BdV) po raz pierwszy zgłosił kandydaturę Eriki Steinbach do rady fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” Bartoszewski ostro komentował tę decyzję, ostrzegając Niemcy przed pogorszeniem stosunków z Polską. „Steinbach tak się nadaje do pertraktacji z Polską jak zdecydowany antysemita do pertraktacji z Jerozolimą. Ona jest antypolką” – mówił.

We wrześniu 2010 r. Steinbach stwierdziła, że Bartoszewski ma zły charakter. Później powiedziała, że żałuje tej wypowiedzi.

Pisarz, publicysta, Kawaler Orderu Orła Białego

Władysław Bartoszewski jest autorem ok. 1,5 tys. artykułów i ok. 40 książek. Od marca 1995 r. Władysław Bartoszewski był wiceprezesem polskiego PEN Clubu, w latach 2001-2010 prezesem, a później jego prezesem honorowym.

Bartoszewski jest laureatem wielu nagród, odznaczeń i wyróżnień, m.in. Orderu Orła Białego, Krzyża Wielkiego Orderu Zasługi RFN, papieskiego Orderu św. Grzegorza Wielkiego. W 2011 powołany został przez prezydenta Bronisława Komorowskiego w skład Kapituły Orderu Orła Białego. Kapituła tego orderu wybrała go na funkcję Kanclerza.

Sam Bartoszewski tak mówił o sobie: „W wieku 68 lat zostałem dyplomatą, ambasadorem; ministrem mając 73, senatorem – 75, ministrem po raz drugi – 78. Można powiedzieć, że przywykłem”.

Zobacz także

TOK FM

Ekonomista Ryszard Petru założył Stowarzyszenie Nowoczesna.PL

24.04.2015

Ryszard Petru, jeden z najbardziej znanych polskich ekonomistów, założył Stowarzyszenie Nowoczesna.PL. – Stowarzyszenie ma zabierać głos w sprawach politycznych, ale nie jest partią polityczną – zapewnia w rozmowie z Onetem. Pierwszą inicjatywą ma być uzbieranie 100 tys. podpisów pod projektem ustawy, która znosi przywileje emerytalne.

 

Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, założył to stowarzyszenie razem z grupą ponad 20 osób – w tym m.in. z Leszkiem Jażdżewskim, redaktorem naczelnym „Liberte”.

W informacji, którą rozesłał Petru, napisał, że stowarzyszenie będzie pełniło funkcję think tanku. – Jest pierwszym etapem naszej drogi ku Polsce nowoczesnej, przedsiębiorczej i praworządnej. Dającej nadzieje i szanse na pomyślny rozwój. Kolejnym etapem powinno być aktywne zaangażowanie się w bieżące sprawy Polski.

Podkreślił również, że „zamiast ciepłej wody w kranie stowarzyszenie proponuje perspektywę lepszego jutra, którą osiągniemy poprzez wolny rynek, nieskrępowaną przedsiębiorczość, ograniczone, ale skuteczne państwo”.

Władysław Frasyniuk kibicuje inicjatywie, ale do stowarzyszenia nie należy. Były działacz „Solidarności” oczekiwałby, aby w Polsce powstała nowoczesna partia liberalna – wolnorynkowa. – Wolałbym, aby Ryszard Petru budował partię o liberalnych korzeniach, bo takiej partii w Polsce brakuje. Stowarzyszenie to zacna rzecz, bo zawsze warto angażować obywateli w debatę i aktywność publiczną – mówi Onetowi Frasyniuk.

Ale Ryszard Pertu podkreśla: – Gdybym chciał założyć partię, to od razu założyłbym partię. Stworzyłem jednak stowarzyszenie, które ma być wolnorynkowe, bo uważam, że w polskim dyskursie politycznym takie myślenie jest nieobecne. Nasze argumenty nie są słyszalne.

A w perspektywie miesięcy może powstać także partia? – Nie wolno niczego wykluczać, bo nie wiadomo, co będzie. Na dziś nie ma takiego planu – odpowiada. I zapewnia, że planów założenia Stowarzyszenia Nowoczesna.PL nie konsultował z prof. Leszkiem Balcerowiczem.

– Jeśli ktoś, kto działa w stowarzyszeniu, będzie chciał się zaangażować w działalność partyjną, to oczywiście może. Ale stowarzyszenie co do zasady partyjne nie jest. Stowarzyszenie może być polityczne, bo zajmować się będzie kwestiami politycznymi, ale partią polityczną nie jest – podkreśla kilka razy Ryszard Petru.

Pierwszym dużym projektem stowarzyszenia ma być zbieranie podpisów pod projektem ustawy, która znosi przywileje emerytalne obecnie przysługujące wielu grupom zawodowym. Ale, jak mówi Onetowi Petru, projekt dotyczyć ma osób, które są nowo zatrudniane – to z uwagi na wątpliwości ws. praw nabytych. – Każdy, kto jest skłonny przyłączyć się do takiej akcji, jest mile widziany – mówi Onetowi szef Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Władysław Frasyniuk, który ma poglądy wolnorynkowe, pozytywnie przyjmuje fakt powołania do życia stowarzyszenia. – Chciałbym jednak odejść z tego świata ze świadomością, że na polskiej scenie politycznej jest nowoczesna partia liberalna. – To bardzo dużo czasu zostało jeszcze na stworzenie takiej partii. Frasyniuk: – Partie liberalne w Polsce mają poważne kłopoty z silnym zakotwiczeniem się. W Polsce nie ma takich tradycji. Partia liberalna jest trudna, wymaga odwagi w głoszeniu poglądów, ale i wiedzy, doświadczenia. Bez niej nie będzie jednak prawdziwie wolnej gospodarki.

Były opozycjonista i działacz „Solidarności” nie chce dociekać, czy Ryszard Petru powinien wprost zaangażować się w politykę i czy mógłby się sprawdzić w roli politycznego lidera. – Tego nigdy się nie wie, póki się nie spróbuje. To jest tak jak z mówieniem, czy będziemy bronić Polski w razie wojny – to się sprawdza w działaniu, a nie w teoretycznym gadaniu.

Sam Frasyniuk do polityki się jednak nie pali. – Kompletnie mnie nie interesuje powrót do polityki w sensie działalności w partii czy startu w wyborach do Sejmu – ucina.

Onet.pl

 

Pyrkon 2015. Roboty i smoki zawładnęły Poznaniem

Piotr Fijałkowski, 24.04.2015
Pyrkon 2015. Festiwal Miłośników Fantastyki

Pyrkon 2015. Festiwal Miłośników Fantastyki (ŁUKASZ CYNALEWSKI)

Tysiące miłośników fantastyki przyjechało na weekend do Poznania na największy konwent w Polsce. Pyrkon to miejsce, gdzie wszyscy wariaci tego świata mają wrażenie, że wreszcie trafili na jakichś normalnych ludzi.
Tłum w budynku MTP przy ul. Grunwaldzkiej jak w hali odlotów na londyńskim Heathrow. Nawet widok podobny – wielka kolejka osób z podróżnymi plecakami zawinięta w wężyk. Części z nich ma karimaty, koce, jakieś poduszki. Do codziennego lotniskowego krajobrazu nie pasują co prawda wielkie miecze, karabiny i różdżki, jakie noszą niektórzy przyjezdni i fakt, że część ze stojących ewidentnie nie jest z tego świata, ale przecież to Pyrkon. Tu wszystko, co jest nienormalne, staje się normalne.

Cosplayerzy w akcji

Pyrkon to największy w Polsce i prawdopodobnie w Europie zjazd miłośników fantastyki. Imprezę w ubiegłym roku odwiedziło ok. 25 tys. osób. Głównie młodych – to gimnazjaliści, licealiści, studenci. Nie brakuje jednak też rodziców z dzieciakami w wózkach. Pyrkon stał się na tyle istotnym punktem na fantastycznej mapie Europy, że od kilku lat ściąga też gości z zagranicy. Zaledwie godzinę po oficjalnym otwarciu imprezy bramki przekroczyło ponad 10 tys. osób.

Impreza z roku na rok jest coraz barwniejsza. To przede wszystkim zasługa cosplayerów – miłośników fantastyki przebierających się za swoje ulubione postaci z filmów, gier czy książek. Łatwo więc w tym roku na Pyrkonie spotkać Ahri, magiczną bohaterkę gry League of Legends z futrzanymi uszami, asasyna w białym kapturze z serii gier i książek Assassin’s Creed czy kilku postapokaliptycznych wyrzutków. W cosplay bawią się na Pyrkonie nawet całe rodziny!

Większość ze strojów przygotowana jest własnoręcznie przez uczestników konwentu. Bywa, że przebranie jest po prostu odpowiednio posklejanym i pomalowanym kartonem, ale czasem to prawdziwe dzieła sztuki, których stworzenie zajęło kilka tygodni, jeżeli nie miesięcy.

Selfie na tronie

Za fanami idą firmy i artyści. W tym roku HBO – producent serialu „Gra o tron” – przywiózł na imprezę pełnowymiarowy tron wzorowany na tym z opowieści. Minęło dosłownie kilka sekund od otwarcia imprezy, a ustawiła się przed nim długa kolejka fanów pragnących choć na chwilę tam zasiąść. I oczywiście zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

Ogromnym uznaniem cieszą się ręcznie wykonane modele pojazdów z serii Star Wars. Odtworzenie z najdrobniejszymi detalami kosmicznych maszyny kroczących w skali 1:30 zajęło twórcom pół roku. Ale efekt jest piorunujący.

Niesamowity jest też widok ok. 3,5-metrowego Bumblebee – robota z serii Transformers – przy którym osoby robiące sobie zdjęcie wyglądają na naprawdę malutkie.

Ale Pyrkon to przede wszystkim miejsce spotkań. Za każdym razem, gdy rozmawia się z uczestnikami konwentu, wszyscy powtarzają, że są tu dla ludzi i niepowtarzalnego klimatu. To miejsce, gdzie wszyscy wariaci tego świata mają wrażenie, że wreszcie trafili na jakiś normalnych ludzi. Nikogo więc nie dziwi, że ubrana na czarno wiedźma ma przyklejoną na piersi kartkę „Free hugs” (darmowe przytulanie). Wielu z uczestników spotyka się ze znajomymi z innych miast na żywo właśnie na Pyrkonie.

Konwent to też możliwość spotkania z najlepszymi twórcami fantastyki. W tym roku do Poznania przyjechał m.in. Dmitrij Głuchowski, autor znanej na całym świecie książki „Metro 2033”. A to tylko jeden z dziesiątków prelegentów.

poznan.gazeta.pl

„Nocne Wilki” nie wjadą do Polski. MSZ przekazało notę z odmową do ambasady Rosji

jagor, PAP, 24.04.2015
Nocne Wilki

Nocne Wilki (www.volganet.ru / CC BY-SA 3.0 / Wikimedia Commons)

„Nocne Wilki” jednak nie wjadą do Polski. MSZ przekazało ambasadzie Rosji notę dyplomatyczną z informacją o odmowie wjazdu do naszego kraju grupy motocyklistów, w której znajdują się przedstawiciele „Nocnych Wilków”.

MSZ przekazało Ambasadzie Federacji Rosyjskiej w Warszawie notę dyplomatyczną z informacją o odmowie wjazdu na terytorium Polski zorganizowanej grupy motocyklistów, w której znajdowali się przedstawiciele klubu Nocne Wilki.

MSZ: Brak trasy, brak harmonogramu i miejsc pobytu „Nocnych Wilków”

Resort wyjaśnia, że podstawą do podjęcia takiej decyzji był brak niezbędnych, precyzyjnych informacji dotyczących harmonogramu pobytu grupy w Polsce, dokładnych tras przejazdów oraz wskazania miejsc noclegów członków klubu. Dane te były niezbędne do zapewnienia należytego bezpieczeństwa uczestnikom rajdu i odpowiedniej organizacji przedsięwzięcia.

Ponadto MSZ otrzymało od strony rosyjskiej noty w sprawie rajdu zbyt późno – mniej niż tydzień przed planowanym początkiem wydarzenia. Prośby o zgodę na wszystkie pozostałe przedsięwzięcia organizowane przez stronę rosyjską z okazji obchodów 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej – rajd Grupy Rekonstrukcyjnej, Rajd Weteranów oraz rajd motocyklistów w ramach delegacji obwodu kaliningradzkiego do Braniewa zostały przez Polskę rozpatrzone pozytywnie.

MSZ: Odmowa wjazdu dla „Nocnych Wilków” nie ma charakteru politycznego

Marcin Wojciechowski, rzecznik MSZ, na krótkim briefingu powiedział, że decyzja o odmowie wjazdu do Polski nie była podyktowana polityką: – Odmowa wjazdu dla rosyjskiej grupy motocyklistów, w której znajdowali się przedstawiciele klubu „Nocne Wilki”, nie ma charakteru politycznego; jest to decyzja oparta na przesłankach formalnych.

– Chciałbym zapewnić, że decyzja ta nie ma charakteru politycznego, jest to decyzja oparta na przesłankach formalnych. MSZ nie reguluje ruchu na granicy. To nie my decydujemy o tym, kto do nas wjeżdża. Taką decyzję podejmują konkretne służby – wyjaśnił Wojciechowski.

Rzecznik odpowiadając na pytania dziennikarzy o wizy indywidualne, powiedział, że MSZ nie ma informacji, aby ktoś z grupy o nie aplikował. Zwróci też uwagę, że przyznanie indywidualnej wizy nie gwarantuje uzyskania pozwolenia na wjazd do Polski.

Podał też, że w sprawie przejazdu „Nocnych Wilków” strona polska konsultowała się z partnerami czeskimi i niemieckimi.

„Nocne Wilki” – klub motocyklowy Putina

„Nocne Wilki” to nacjonalistyczny klub motocyklowy, który jest zaprzyjaźniony z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Poparł m.in. aneksję Krymu przez Rosję. Lider klubu Aleksandr „Chirurg” Załdostanow znajduje się na amerykańskiej liście osób objętych zakazem wjazdu do USA.

Szum wokół „Nocnych Wilków” nie odstrasza „Chirurga”. – Nasza akcja pewnie nie podoba się potomkom tych Polaków, którzy byli policjantami i nadzorcami w gettach żydowskich – powiedział na łamach „Rossijskiej Gaziety”. – Oczywiście, byli także tacy Polacy, którzy walczyli z faszyzmem i wraz z Armią Czerwoną doszli do Berlina. Podoba się to komuś czy nie, swoje plany zrealizujemy – zapewnił „Chirurg”.

Przez cztery lata Załdostanow rzeczywiście pracował jako chirurg. W ’89 roku rzucił medycynę i założył (pierwszy z Związku Radzieckim) wszechrosyjski klub motocyklowy. Rok temu do klubu wstąpił sam Ramzan Kadyrow – przywódca Republiki Czeczeńskiej.

Co prawda, Putin do klubu się nie przyłączył, ale mówią, że przyjaźni się z Załdastanowem. W 2013 roku odznaczył go Orderem Honoru – za „aktywną pracę w patriotycznym wychowywaniu młodzieży i upamiętnianiu poległych obrońców Ojczyzny”. Więcej liderze Nocnych Wilków przeczytasz na Gazeta.pl.

Trasa Moskwa – Berlin w 70. rocznicę zakończenia II wojny

Członkowie organizacji w końcu kwietnia chcą przejechać trasą Moskwa – Berlin, by uczcić 70. rocznicę zakończenia II wojny światowej. Motocykliści zapowiadają, że przejadą z Moskwy przez Mińsk, Brześć, Wrocław, Brno, Bratysławę, Wiedeń, Monachium, Pragę, Torgau do Berlina.

Wcześniej premier Ewa Kopacz i sam Schetyna ocenili pomysł rajdu jako prowokację.

Zgodnie z zapowiedziami medialnymi, członkowie klubu starają się o wizy w kraju docelowym, czyli w Niemczech. Polska miała być jedynie krajem „tranzytowym”.

Niedawno na Gazeta.pl pisaliśmy, co trzeba o wiedzieć o „Nocnych Wilkach”.

Premier Kopacz o „Nocnych Wilkach” w TOK FM

Premier, zapytana czy polskie władze powinny zablokować przejazd „Nocnych Wilków”, mówiła w rozmowie z TOK FM: – Obowiązuje nas prawo strefy Schengen. Ostatnią decyzję podejmie celnik, który będzie musiał ich wpuścić na teren na naszego kraju. Tylko nazwiska liderów są dziś dostępne w przestrzeni publicznej. MSZ posiada informację, że te osoby nie ubiegały się o wizę niemiecką – powiedziała premier Kopacz.

Zobacz także

TOK FM

„Duda zmalał w swoich ambicjach. Sondaże pokazują, że nie jest w stanie przekroczyć pułapu poparcia dla PiS”

Anna Siek, 24.04.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103087,17799644,video.html?embed=0&autoplay=1
Prof. Wiesław Władyka z „Polityki”, liczy, że wybory prezydenckie rozstrzygną się w I turze. Jak przekonywał w TOK FM, kampania nie przyniosła niczego nowego – „rekonstruuje” tylko obecny od lat „spór między PO i PiS”. – Mamy bardzo marną debatę, tanie grepsy – oceniał w TOK FM Tomasz Lis.
Najnowszy sondaż TNS dla „Gazety Wyborczej”, daje Bronisławowi Komorowskiemu 48 proc. poparcia, a Andrzejowi Dudzie – 30 proc.– Z przykrością i ze strachem myślę o tym, że może być II tura. Nie chciałbym przedłużenia kampanii – komentował prof. Wiesław Władyka. Jak stwierdził w „Poranku Radia TOK FM”, dwutygodniowa kampania przed drugą odsłoną wyborów, byłaby „ciekawa głównie dla komentatorów”.

„Odchudzone” ambicje Dudy

Publicysta „Polityki” zwrócił uwagę na to, że sondaże pokazują, iż „Andrzej Duda nie jest w stanie przekroczyć pułapu poparcia dla PiS, cały czas jest poniżej tych notowań”. Zapewne dlatego, jak ocenił Władyka, kandydat Prawa i Sprawiedliwości „trochę zmalał, wyszczuplał w swoich ambicjach”.

Przypomnijmy, w ubiegłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego PiS zdobył 31,78 proc. głosów. W poprzednich wyborach parlamentarnych – 34,13 proc. A Jarosław Kaczyński w wyborach prezydenckich w 2010 roku zdobył w I turze – 36,21 proc., a w II 41,25.

Nic nowego

Według prof. Władyki podstawowym zarzutem pod adresem kampanii wyborczej jest to, że rekonstruuje ona „spór, który trwa od 10 lat – między PO i PiS”. – Kandydaci nie muszą nawet specjalnie mówić, o co im chodzi, bo my to wiemy. Jak by Andrzej Duda nie chciał wychylać się w stronę centrum sceny politycznej, to zza jego pleców wyglądają wszyscy ideolodzy PiS. Duda jest Piotrem Glińskim bis.

– Przed nami de facto III tura wyborów prezydenckich z 2010 roku – dodał Tomasz Lis.

Redaktor naczelny „Newsweeka” nigdy nie krył, że kandydat PiS na prezydenta nie robi na nim dobrego wrażenia. Zdaniem Lisa Duda nie wypada dobrze także w zestawieniu z politykami, którzy trafiali do II tury wyborów prezydenckich. – To byli giganci polskiej polityki – podkreślał.

Jedynym, którego nie można zaliczyć do tej kategorii, jest „czarny koń”, pierwszych wyborów prezydenckich. W 1990 roku w II turze Lecha Wałęsa musiał walczyć ze Stanem Tymińskim, który pojawił się w Polsce z Peru.

– Lech Kaczyński nie był liderem PiS. Mówiło się, że to polityk, który jest „podczepiony” do brata, który gra pierwsze skrzypce. Ale jak się porównuje Andrzeja Dudę z Lechem Kaczyńskim, to nieżyjący prezydent wyrasta na gigantyczną osobowość polityczną – stwierdził szef „Newsweeka”.

Przepaść między poparciem dla liderów prezydenckiego wyścigu a resztą stawki jest gigantyczna. Według sondażu TNS dla „GW” Magdalenę Ogórek i Pawła Kukiza popiera 6 proc. wyborców, Janusza Korwin-Mikkego – 4 proc. Kandydat PSL Adam Jarubas może liczyć na 3 proc., a Janusz Palikot – 1 proc.

„Czy demokracja powinna traktować demokratycznie kandydatów podważających ten system?” pyta Piotr Kraśko>>>

Zobacz także

TOK FM

Chińczycy po raz pierwszy poprawiają DNA ludzkich zarodków. Mimo etycznych zastrzeżeń

Piotr Cieśliński, 24.04.2015
Ludzki zarodek

Ludzki zarodek (Fot. AG)

Tym samym potwierdziły się pogłoski, które już od pewnego czasu krążyły w świecie naukowym. Chińscy badacze po raz pierwszy próbowali zmodyfikować geny w kilkudziesięciu zarodkach otrzymanych od lokalnych klinik leczenia niepłodności.
Rezultaty eksperymentu pod kierunkiem Junjiu Huanga, genetyka z Sun Yat-sen University w Kantonie, , opublikował internetowy periodyk „Protein & Cell”. Spodziewając się zarzutów o naruszenie zasad etycznych, chińscy badacze przeprowadzili eksperyment na komórkach jajowych nieprawidłowo zapłodnionych, do których wniknęły dwa plemniki. Z takich zarodków nigdy nie narodziłyby się dzieci. Chińczycy próbowali podmienić gen odpowiedzialny za niedokrwistość tarczowatokrwinkową – wrodzoną chorobę, która jest skutkiem obniżonej syntezy beta-globiny, jednego ze składników przenoszącej tlen hemoglobiny. Posłużyli się przy tym pionierską techniką molekularną, zwaną CRISPR/Cas9, która została okrzyknięta przez „MIT Technology Review” najbardziej przełomową technologią 2014 roku. Jej działanie przypomina edycję tekstu, dlatego bywa też często określana mianem „edytowania genów”.Z jej pomocą można odszukać w zapisie genetycznym określone „zdanie”, czyli fragment DNA, a następnie go wyciąć, aby potem wstawić w jego miejsce coś innego. Można więc na przykład w ten sposób naprawić wadliwe mutacje w embrionie, zanim się z niego rozwinie i narodzi dziecko. – Zakres stosowania tej techniki ogranicza tylko nasza wyobraźnia – mówił przed rokiem Feng Zhang, młody neurobiolog z Massachusetts Institute of Technology w Cambridge, jeden ze współautorów tej metody.

Ale im nie wyszło

Podobne techniki były już wcześniej znane, ale są dużo droższe, trudniejsze i mniej dokładne. Natomiast CRISPR/Cas9 jest w zasięgu każdego laboratorium inżynierii genetycznej. Przed naukowcami otworzyła się możliwość dowolnego „cięcia” i manipulowania zapisem DNA. I oczywiście z tego skorzystali, próbując i doskonaląc tę metodę na zwierzętach oraz ludzkich komórkach macierzystych.

Nie ulegało jednak wątpliwości, że prędzej czy później znajdą się chętni do eksperymentowania na ludzkich zarodkach.

– Myślę, że praca pod kierunkiem Junjiu Huanga to pierwszy raport o zastosowaniu techniki CRISPR do ludzkich zarodków, i jako taki jest punktem zwrotnym, a także przestrogą – mówi George Daley, biolog z Harvard Medical School w Bostonie.

Dlaczego przestrogą? Bo Chińscy badacze przyznają w swej pracy, że ponieśli sromotną porażkę. Metoda okazała się bardzo nieefektywna. W eksperymencie użyto 86 embrionów, ale tylko w niewielu z nich udało się wadliwy gen „wyciąć” i zastąpić prawidłowym. – To jeszcze zbyt niedojrzała technika. Żeby stosować ją do normalnych embrionów, jej wydajność musi być zbliżona do 100 proc. Dlatego przerwaliśmy doświadczenia – mówi Huang tygodnikowi „Nature”.

Co gorsza, naukowcy odkryli, że próbując naprawić DNA w jednym miejscu, niechcący psuli go w innych fragmentach. Liczba ubocznych mutacji, spowodowanych techniką CRISPR, była niepokojąco duża.

Uwaga, to się może źle skończyć!

Wygląda na to, że rację mieli naukowcy, którzy w zeszłym miesiącu apelowali w „Nature” o moratorium na takie badania. „Nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak podobne manipulacje na ludzkich zarodkach mogłyby przynieść obecnie jakiekolwiek korzyści dla zdrowia ludzi” – pisali. Ostrzegali, że nie jesteśmy teraz w stanie wystarczająco kontrolować enzymów tnących DNA i dać gwarancji, że nie zmodyfikują one – już bez naszej wiedzy i woli – innych rejonów ludzkiego genomu. „Mogą powstać kolejne – już absolutnie przez nas niechciane – mutacje”. A ponieważ te zmiany będą dziedziczone, mogą się wiązać z nieprzewidywalnymi konsekwencjami dla przyszłych pokoleń.

Huang przyznał, że tygodniki „Nature” and „Science” nie zgodziły się na publikację pracy jego zespołu, podobno właśnie z powodów etycznych.

Naukowiec planuje teraz w swoim laboratorium powrócić do eksperymentów na kulturach komórek macierzystych oraz zwierzęcych embrionach, żeby próbować przede wszystkim ograniczyć liczbę niechcianych mutacji w trakcie edytowania genomu.

Ale debata na ten temat zapewne rozgorzeje na nowo. Tym bardziej że – jak donosi „Nature” – nieoficjalnie wiadomo, że podobne manipulacje na ludzkich zarodkach obecnie przeprowadzają co najmniej cztery chińskie grupy badawcze.

Źródło: Nature

Zobacz także

wyborcza.pl

Komisja sejmowa: postawienie Ziobry przed Trybunałem Stanu jest zasadne

past, PAP, 24.04.2015
Zbigniew Ziobro

Zbigniew Ziobro (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Komisja odpowiedzialności konstytucyjnej przyjęła wniosek o zasadności postawienia byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu – poinformował Leszek Miller, który jest członkiem komisji.

Chwilę przed tym, kiedy komisja podjęła decyzję, jej posiedzenie opuścili posłowie PiS i Zjednoczonej Prawicy. Jak mówili, to protest przeciwko odrzuceniu wniosków dowodowych złożonych przez obronę.

Arkadiusz Mularczyk (ZP) powiedział dziennikarzom, że odrzucenie wniosków to „hucpa, sąd kapturowy”. „Nie mogliśmy w tym dłużej uczestniczyć” – dodał. Również poseł PiS Jarosław Zieliński określił odrzucenie wniosków mianem „hańby i hucpy politycznej”.

Platforma chce, żeby Ziobro i Kaczyński stanęli przed Trybunałem

Byłemu ministrowi sprawiedliwości zarzuca się naruszenie konstytucji, ustawy o Radzie Ministrów oraz ustawy o działach administracji rządowej. W uzasadnieniach wniosków jest też mowa o działaniach nakierowanych na „walkę z układem”; PO powołuje się m.in. na materiały dowodowe dwóch komisji śledczych: ds. śmierci Barbary Blidy oraz ds. nacisków.

Takie same zarzuty stawiane są Jarosławowi Kaczyńskiemu. Platforma złożyła wnioski o postawienie Ziobry oraz Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu w 2012 roku. Zarówno Ziobro, jak i Kaczyński stwierdzali wielokrotnie, że nie widzą żadnych podstaw do postawienia ich przed TS.

Do postawienia przed Trybunałem Stanu potrzeba 3/5 głosów w Sejmie

Wniosek o postawienie premiera lub ministra przed TS może złożyć co najmniej 1/4 (115) posłów. Pod wnioskami PO ws. Kaczyńskiego i Ziobry podpisało się ok. 150 posłów nie tylko z Platformy, ale też z Ruchu Palikota i SLD. Decyzja o postawieniu członka Rady Ministrów przed Trybunałem Stanu zapada, jeśli zagłosuje za nią co najmniej 3/5 (276) posłów.

Rozpatrująca wniosek Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej przesłuchała już m.in. szefa CBA Paweł Wojtunika, b. szefa Centralnego Biura Śledczego Jarosława Marca oraz b. ministra spraw wewnętrznych i administracji Janusz Kaczmarka.

Zobacz także

TOK FM

Powitanie biskupa w przedszkolu jak podczas wizyty pierwszego sekretarza? „Och, radość to ogromna! Aż trzęsą ci się nogi!”

Wiktoria Beczek, 24.04.2015
Lekcja religii w gimnazjum

Lekcja religii w gimnazjum (Fot. Krzysztof Karolczyk/AG)

Najpopularniejszy materiał w serwisie dla nauczycieli? Scenariusz powitania księdza biskupa w przedszkolu i szkole podstawowej. A w nim m.in.: „Biskup nasz kochany zawita w nasze progi! Och, radość to ogromna! Aż trzęsą ci się nogi!” oraz „Ja się nie boję i idę chętnie, aby uściskać Cię mocno i pięknie. Bo jesteś zawsze taki kochany, dobry, troskliwy i wciąż roześmiany”.
Na łamach serwisu Edux.pl zamieszczane są „publikacje edukacyjne nauczycieli rozmaitych szczebli kształcenia”. Najpopularniejszym materiałem w tym tygodniu okazuje się „Scenariusz powitania księdza biskupa w przedszkolu i szkole podstawowej”. Jak dowiadujemy się z opisu, scenariusz powitania biskupa został sporządzony na potrzebę wizyty hierarchy w Szkole Podstawowej nr 11 im. Kołłątaja w Gliwicach i przylegającego do niego przedszkola. Autorem jest nauczyciel muzyki i religii.„Aż trzęsą ci się nogi”Bezpośrednio po wejściu biskupa przedszkolaki i szkolny zespół muzyczny śpiewają m.in.:

Przedszkolak 2: Bo biskup nasz kochany

Zawita w nasze progi!

Och, radość to ogromna!

Przedszkolak 1:

– Aż trzęsą ci się nogi!

Przedszkolak 2:

Oj, troszkę to się boję,

Bo nasza przedszkolna grupa,

Jeszcze nie miała zaszczytu

Gościć księdza biskupa.

W scenariuszu pojawia się także dosyć osobliwa piosenka religijna, w której dzieci „klaszczą w tłuste łapki” i dziękują Bogu za „obie krzywe nogi”. Dalej część formalna przywitania.

Uczeń 3: Czcigodny Księże Biskupie!

Witamy Cię serdecznie w Szkole Podstawowej nr 11 z oddziałami przedszkolnymi. Bardzo cieszymy się, że jesteś wśród nas. Prosząc Cię o błogosławieństwo dla nas, naszych rodziców i nauczycieli, zapewniamy o naszej dziecięcej modlitwie za Ciebie, za biskupa Gerarda, naszą diecezję oraz za cały Chrystusowy Kościół. Szczęść Boże!

Po występach następuje „wręczenie kwiatów i upominków przygotowanych przez przedszkolaków” i „rozmowa księdza biskupa z dziećmi”.

„Jesteś zawsze taki kochany”

Podobny scenariusz znajduje się też w przeznaczonym dla nauczycieli portalu wychowanieprzedszkolne.pl. W tym przypadku nie podano jednak konkretnej szkoły, w której powitanie biskupa miało miejsce.

Na początku dzieci śpiewają piosenkę „Bądź pozdrowiony gościu nasz” o zapalaniu „szczęśliwych ogni swoich serc”. Po piosence biskupa ma przywitać dyrektor, a po nim 5- i 6-letnie dzieci recytują:

Recytator 1: Co to za hałas słychać na sali?

Wszyscy: To serduszka przedszkolaków, każde jak młot wali!

Recytator II: Oj, nie dziw, że tak głośno, mocno uderzają,

Wszak to Jego Ekscelencję dzisiaj witać mają.

Recytator I: I choć jeszcze niezbyt duże, do łokcia ledwie sięgają,

Wznoszą noski swe ku górze i głośno wołają to, co każde serce bije:

Wszyscy: Niech dobry i kochany nasz Ksiądz Biskup – sto lat żyje!

Po wstępnym powitaniu, a przed wręczeniem kwiatów biskupowi przez dzieci z zespołu ludowego jedno z młodszych dzieci recytuje:

Jestem najmłodsza, więc mnie wysłali,

bo inne dzieci nie mają odwagi,

aby powitać Cię, Ekscelencjo

i prosić o Twoje błogosławieństwo.

A ja się nie boję i idę chętnie,

aby uściskać Cię mocno i pięknie.

Bo jesteś zawsze taki kochany,

dobry, troskliwy i wciąż roześmiany.

Niosę więc laurkę, za przyjazd dziękuję

oraz modlitwę mą obiecuję

 

TOK FM

 

Wirtualne Media: Telewizja Republika bez pieniędzy i wizji? Pracownicy piszą list do kierownictwa po cięciu pensji

Wiktoria Beczek, 24.04.2015
Telewizja Republika

Telewizja Republika (Fot. telewizja republika)

Portal Wirtualne Media publikuje list pracowników Telewizji Republika, który wysłali do kierownictwa stacji po obniżce wynagrodzeń o 20 proc. Są zdania, że wprowadzenie kanału na cyfrowy multipleks odbywa się ich kosztem, a stacji brakuje wizji na najbliższe tygodnie i miesiące. Kierownictwo twierdzi natomiast, że otrzymało list o innej treści.
W liście, do którego dotarł portal Wirtualne Media, pracownicy zarzucają obecnemu zarządowi, że doprowadził do „obniżenia jakości programu i, co za tym idzie, obniżenia oglądalności” oraz „utraty marki poprzez stopniowe przekształcanie kanału informacyjno-publicystycznego na telezakupowy”.”Stacja dryfuje. Ludzie, którzy codziennie ofiarnie pracują, poświęcając swój czas i zdolności, dla pewnego CELU, wierząc w projekt Telewizji Republika poczuli, jakby napluto im w twarz. Po prostu” – napisano.

Obecny zarząd, jak wynika z pisma, w grudniu ubiegłego roku obiecał załodze znalezienie strategicznego inwestora.

Republika na multipleksie? „Mydlenie oczu”

Pracownicy sprzeciwiają się planom starania się o miejsce na multipleksie. „To obraża naszą inteligencję i w naszej ocenie służy jedynie mydleniu oczu widzom oraz inwestorom. Zapowiedź złożona została tuż po tym, jak stacja nie zapłaciła za serwis PAP, w związku z czym został on odcięty, a wcześniej zdarzały się problemy z terminową wypłatą pensji. Jest to widomy znak, że kondycja finansowa spółki jest zła lub bardzo zła. Koszty wejścia na multipleks to co najmniej 12 mln na ‚dzień dobry’. Skąd zarząd zamierza pozyskać środki na tę operację? Bo obniżenie naszych wynagrodzeń o 20 proc. z pewnością nie wystarczy” – ocenili.

„Domagamy się postawienia sprawy jasno. W imię czego mamy się poświęcać i zaciskać pasa? Dokąd zmierza Telewizja Republika? Odpowiedzcie, przedstawcie wizję – ale nie wyssaną z palca i nierealną – ale konkretną, na najbliższe tygodnie i miesiące. Albo zróbcie to, co zrobiliby odpowiedzialni menadżerowie – uznajcie, że nie podołaliście zadaniu i po prostu odejdźcie” – miała napisać rozżalona załoga.

Z Wirtualnymi Mediami, już po publikacji tekstu, skontaktował się zarząd spółki. Dyrektor generalny stacji stwierdził, że zarząd otrzymał list, ale o zupełnie innej treści. Zarząd nie ujawni go jednak, bo to „wewnętrzny dokument spółki”.

TOK FM

Nastoletni zabójcy z Rakowisk. Zuzanna M. zdrowa, ale z „cechami narcystycznymi”

Karol Adamaszek, 24.04.2015
Zuzanna M. i Kamil N.

Zuzanna M. i Kamil N. (KWP Lublin)

18-letnia Zuzanna M., podejrzana o udział w brutalnym morderstwie rodziców swojego przyjaciela Kamila N. nie jest obecnie chora psychicznie, podczas zabójstwa wiedziała co robi. Może więc odpowiadać przez sądem. Grozi jej dożywotnie więzienie. Biegli uznali, że ma skłonność do przemocy i agresji, cechuje ją emocjonalny chłód.
18-letni Kamil N. był na obserwacji psychiatrycznej od 11 lutego do 7 kwietnia. Jego partnerka w zbrodni i rówieśniczka Zuzanna M. – od 16 lutego od 16 marca. Przebywali w różnych zakładach zamkniętych. Obecnie wrócili do cel aresztu śledczego przy ul. Południowej w Lublinie.Ona: skłonność do przemocy, emocjonalny chłódPoczątkowo planowano, że badania psychiatrów i psychologów potrwają cztery tygodnie. Specjaliści mieli orzec, czy nastolatkowie byli poczytalni w chwili morderstwa. Tylko zdrowi psychicznie mogą bowiem odpowiadać przed sądem za swoje czyny. Grozi im dożywocie.

Zespół biegłych psychiatrów i psychologów „ze względu na trudności natury diagnostycznej” poprosił o wydłużenie czasu obserwacji Kamila N. i sąd się na to zgodził. Równolegle też przedłużył obojgu podejrzanym areszty do 13 czerwca.

W piątek rano prokuratura poinformowała, że ekspertyza wobec 18-latka nie jest jeszcze gotowa. Będzie w pierwszej połowie maja. Lekarze i psychologowie (z Oddziału Psychiatrii Sądowej Zakładu Karnego nr w Łodzi) przygotowali za to opinię dotyczącą jego rówieśniczki.

– Według nich u Zuzanny M. nie stwierdzono objawów choroby psychicznej ani cech upośledzenia umysłowego. Natomiast ma nieprawidłowo kształtującą się osobowość z wyraźnymi cechami narcystycznymi oraz dyssocjalnymi [agresywność, skłonność do przemocy, chłód emocjonalny] – relacjonuje Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka lubelskiej prokuratury okręgowej. Gotowe są już też wyniki ekspertyz traseologicznych (odcisków butów i stóp) i daktyloskopijnych (odcisków palców) z miejsca zbrodni.

Poetka na wieczorze autorskim

W nocy z 12 na 13 grudnia Zuzanna M. i Kamil N. w Rakowiskach pod Białą Podlaską zadali kilkanaście ciosów nożem rodzicom nastolatka: 48-letniemu Jerzemu N., pułkownikowi Komendy Głównej Straży Granicznej, i jego żonie Agnieszce, nauczycielce języka rosyjskiego w bialskim liceum. Do wszystkiego się przyznali. Sucho opisali to, co zrobili. Nie byli pijani. Twierdzą, że inspirowały ich pełne przemocy filmy. Po morderstwie pojechali do Krakowa na wieczór autorski Zuzanny M., dobrze zapowiadającej się poetki.

Czy pozbawią go spadku?

Śledczy zamierzają pozbawić Kamila N. prawa do spadku po rodzicach. – Zebraliśmy już dowody, przede wszystkim odnośnie stanu majątku państwa N. jak i zeznania ich rodziny. Ze względów procesowych, wniosek o pozbawienia prawa do dziedziczenia Kamila N. wniesiemy do sądu, dopiero po skierowaniu aktu oskarżenia – zaznacza prokurator Syk-Jankowska.

Niedawno prokurator prowadzący śledztwo ponownie przesłuchiwał nastolatków. Są konsekwentni. Dalej do wszystkiego się przyznają, ale nie powiedzieli nic więcej czego nie ujawniali zaraz po zatrzymaniu.

gazeta.pl

„Rzeczpospolita” straszy: Piekło homorodzin. W tle walka o przepisy dotyczące in vitro?

Anna Siek, 24.04.2015
Tomasz Terlikowski

Tomasz Terlikowski (Reporter / East News)

„Czy osoby homoseksualne zdążą zająć się wychowywaniem dzieci? Wszak przeciętny homoseksualista żyje znacznie krócej niż heteroseksualista” – pyta Tomasz Terlikowski w tekście otwierającym „Plus Minus”. Na okładce dodatku „Rz” mamy zdjęcie Eltona Johna z rodziną i dramatyczny tytuł: „Piekło homorodzin. Dorosłe dzieci gejów mają żal”.
Tomasz Terlikowski ma niemal trzy strony. Zaczyna się od stwierdzenia, że „dzieci wychowane przez pary homoseksualne są narażone na molestowanie seksualne ze strony najbliższych znacznie bardziej niż dzieci z normalnych związków”. Dalej nie jest lepiej. Poznajemy np. historię dziecka gwałconego przez swoich homoseksualnych opiekunów.”Nie, nie każde z dziecko jest gwałcone i udostępniane pedofilom, ale każde z nich jest ofiarą eksperymentu pedagogicznego, jakim jest wychowanie dzieci w układzie patologicznym, w którym dziecko nie ma szans na normalne wzorce osobowe kobiety i mężczyzny, a także nie może nauczyć się pełnych relacji międzyludzkich” – ocenia Tomasz Terlikowski, wyliczając liczne zagrożenia. To m.in. „brak wzorców, problemy psychiczne, cierpienie, wstyd”.

Publicysta nie mógł powstrzymać się przed przywołaniem jednego z „dyżurnych” argumentów dotyczących homoseksualistów. „Czy osoby homoseksualne zdążą zająć się wychowywaniem dzieci? Wszak przeciętny homoseksualista żyje znacznie krócej niż heteroseksualista” – napisał.

Czy to realny problem?

Dlaczego jeden z najważniejszych dzienników w Polsce zajmuje się problemem wychowywania dzieci przez pary homoseksualne? Przecież Sejm nie debatuje nad ustawą o związkach partnerskich?

Odpowiedzią może być małe wtrącenie w połowie artykułu. Terlikowski przekonuje, że amerykańskie dane dotyczące molestowania seksualnego w rodzinach hetero- i homoseksualnych – więcej przypadków w rodzinach gejów i lesbijek – „mówią same za siebie i nie pozwalają przejść obojętnie obok coraz częściej formułowanych propozycji (ostatnio przez Stowarzyszenie Nasz Bocian) adoptowania czy stwarzania przez in vitro dzieci dla par gejowskich czy lesbijskich)”.

Że to in vitro może być jednym z powodów straszenia „Piekłem homorodzin” pokazuje też następny tekst w dodatku „Rzeczpospolitej”. To rozmowa z amerykańskim prawnikiem Nikolasem Nikasem pod tytułem „In vitro z ogłoszenia”, która zaczyna się od zdania: „W Polsce trwa dyskusja o regulacji zabiegów in vitro”.

Warto też podkreślić, że w żadnym z dotyczących „tematu numeru” „Plusa Minusa” nie wypowiadają się eksperci z Polski.

Dla porządku przypomnijmy, że sejmowe komisje pracują nad dwoma projektami dotyczącymi in vitro – rządowym i przygotowanym przez SLD. W pierwszym czytaniu przepadł projekt firmowany przez PiS, zakazujący stosowania procedury zapłodnienia in vitro. Prace w komisjach sejmowych mają zakończyć się do 9 czerwca.

Warto na koniec wspomnieć o zapowiedzi premier Kopacz, która zapewniła, że jeszcze w tej kadencji Sejm zajmie się projektem PO dotyczącym związków partnerskich. Wrócą więc zapewne argumenty przeciwników takich regulacji, że ustawa o związkach partnerskich to m.in. furtka dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne i zrównanie związków osób homoseksualnych z małżeństwem kobiety i mężczyzny.

Zobacz także

TOK FM

Minister obrony Niemiec: Stoimy po waszej stronie

Rozmawiał Bartosz T. Wieliński, 24.04.2015
Minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen

Minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen (Jens Meyer (AP Photo/Jens Meyer))

– Będziemy bronić Polski – mówi niemiecka minister obrony, która odwiedzi dziś w Szczecinie korpus NATO.
BARTOSZ T. WIELIŃSKI: Pani poprzednicy wysyłali czołgi na złom, a pani chce, by w Bundeswehrze było więcej czołgów. Czy to znak, że Niemcy też się boją Rosji?URSULA VON DER LEYEN, niemiecka minister obrony: NATO na szczycie w Walii postanowiło, że w związku kryzysem rosyjsko-ukraińskim musi być szybsze i bardziej elastyczne. Najważniejszą decyzją jest powstanie „szpicy”, czyli sił bardzo szybkiego reagowania, w razie potrzeby nawet w ciągu 48-72 godzin. W tym roku Niemcy kierują „szpicą”. By tak szybko reagować, potrzeba więcej ludzi i sprzętu. Dlatego postanowiliśmy skończyć z redukcjami w wojskach pancernych i doposażyć te bataliony do pełnego stanu.To paradoks, że Niemcy, kraj, który w zasadzie wymyślił wojnę pancerną, ma teraz do dyspozycji tylko ponad 200 czołgów.– W ostatnich latach przygotowaliśmy nasze siły zbrojne na najbardziej prawdopodobne scenariusze. Koncentrowaliśmy się na misjach zagranicznych, takich jak ta w Afganistanie. Budżet obronny jest ograniczony, dlatego musimy ustalić priorytety. Teraz dostrzegliśmy jednak, że obrona terytorialna, od zawsze drugi filar naszej polityki obronnej, stała się ważniejsza. I zgodnie z tym zwiększamy liczbę czołgów do 320.

Nie odpowiedziała pani na pytanie, czy Niemcy boją się Rosji…

– W tym, co się dzieje między Rosją a Ukrainą, dostrzegamy zagrożenie. Nie zapomnieliśmy, jak to było, gdy kilkadziesiąt lat temu Niemcy były podzielone żelazną kurtyną. Dlatego z głębokim przekonaniem realizujemy postanowienia szczytu NATO.

A rozumiecie, że Polacy i Bałtowie naprawdę boją się wybuchu wojny z Rosją?

– Tak. I dlatego mogę podkreślić, że wasze obawy są też naszymi. I że bez wątpliwości stoimy po waszej stronie. Pamiętamy bowiem dobrze, jak to jest być państwem leżącym na granicy. Nasze doświadczenia życia przy żelaznej kurtynie są ciągle żywe. Liczy się silna więź. Rządy Polski i Niemiec w tej trudnej sytuacji współpracują ze sobą w pełni zaufania.

Gdyby więc doszło do agresji…

– NATO będzie bronić Polski. Niemcy również, razem z Sojuszem.

Jak na takie deklaracje patrzą Niemcy? Widzieliśmy wiele demonstracji pacyfistów z transparentami: „Żadnej wojny z Rosją”.

– Ale z sondaży jasno wynika, że w zeszłym roku stosunek Niemców do Rosji bardzo się ochłodził. Większość społeczeństwa zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. I rozumie, dlaczego UE i NATO muszą zewrzeć szeregi. Mimo to drzwi do Europy pozostają otwarte. Rosja ma możliwość powrotu do stołu rozmów. Musi co do joty wypełnić wynegocjowane w Mińsku warunki zawieszenia broni.

Najbardziej boimy się, że pewnego dnia Niemcy zapomną grzechy Putina i będzie jak dawniej…

– Zapewniam, że nie zapomnimy Rosji aneksji Krymu, tak jak nie zapomnieliśmy o podziale Niemiec. W takich sprawach mamy dobrą pamięć.

Dodatkowy batalion czołgów Bundeswehry nie odstraszy jednak Rosji, tak jak nie zrobi tego kilka dodatkowych natowskich samolotów nad krajami bałtyckimi.

– NATO z 28 członkami jest najsilniejszym sojuszem wojskowym na świecie. O tym nie wolno zapomnieć.

Jak wojna na Ukrainie wpłynęła na współpracę Wojska Polskiego i Bundeswehry?

– Najlepszym przykładem jest to, że w przyszłym roku pod polskie dowództwo przejdzie jeden z niemieckich batalionów, a pod niemieckie jeden z polskich batalionów – niemieccy żołnierze będą wykonywać rozkazy polskich oficerów i na odwrót. Trudno o lepszy dowód zaufania, skoro sąsiedzi przekazują sobie pod dowództwo jednostki wojskowe. A wszystko to 70 lat po zakończeniu II wojny światowej. Dobrze współpracują ze sobą nasze marynarki wojenne. W poniedziałek podpiszemy porozumienie o współpracy sił powietrznych.

Polsko-niemiecko-duński Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni, którego dowództwo mieści się w Szczecinie, zostanie rozbudowany. 400 żołnierzy z ponad 20 krajów, w tym ok. 100 Niemców, będzie tu w przyszłości pełnić służbę. Będzie kluczowy, jeśli chodzi o zdolności obronne NATO w całym regionie. Pokieruje „szpicą” i bazami logistycznymi w Polsce oraz w krajach nadbałtyckich. W tym roku 2 tys. żołnierzy Bundeswehry weźmie udział w pięciu manewrach w Polsce. To pokazuje, jak bardzo jesteśmy razem.

Wyobraża sobie pani w sztabie niemieckiej jednostki Polaka, który ukończył niemiecką akademię wojskową?

– A dlaczego nie? Mogę sobie bez trudu wyobrazić niemieckich oficerów w polskich sztabach. Przed Bundeswehrą i Wojskiem Polskim długa wspólna droga. Razem z moim przyjacielem, ministrem obrony narodowej Tomaszem Siemoniakiem, przygotowujemy się do szczytu NATO, który w 2016 r. odbędzie się w Warszawie. Będziemy współpracować, by był on sukcesem.

Czy kiedyś powstanie polsko-niemiecka brygada?

– To także jest możliwe. W ramach Trójkąta Weimarskiego rozmawialiśmy o tym, jak polskie jednostki mogłyby uczestniczyć w ćwiczeniach i misjach brygady niemiecko-francuskiej. To byłby pierwszy krok. Jesteśmy gotowi rozszerzyć współpracę wojskową z Polską.

Na szczycie w Walii Niemcy jednak nie chcieli się zgodzić, by NATO rozmieściło w Polsce czy Rumunii swoje stałe bazy…

– Wspólnie znaleźliśmy lepsze rozwiązanie niż stałe bazy wojskowe. Wielu członków NATO jest obecnych w Polsce i krajach nadbałtyckich ze zmieniającymi się jednostkami. To są silne, wielonarodowe oddziały, elastyczne, gotowe do szybkiej reakcji. Wśród nich jest też wielu niemieckich żołnierzy.

Jak Polska i Niemcy mogą razem wesprzeć Ukrainę?

– Dla Ukrainy najważniejsze jest to, by jej mieszkańcy przestali cierpieć. By zapanował pokój i stabilność. Musimy zapewnić Kijowowi pomoc gospodarczą i ekspercką. Pomóc krajowi stanąć na nogi. Ważne, by Ukraińcy wiedzieli, że Unia Europejska jest po ich stronie.

Jednak Berlin nie widzi Ukrainy w NATO.

– Wejście do Sojuszu nie stoi na porządku dnia. Ukraina musi najpierw odzyskać stabilność. Jednak Ukraina i NATO już ściśle współpracują.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s