Duda (25.04.2015)

 

Tusk udzielił wywiadu TVP Info. „Unia nie podejmie militarnej interwencji na Ukrainie. Nie róbmy sobie złudzeń”

olg, 25.04.2015
Donald Tusk

Donald Tusk (Fot. TVP Info)

– Ocieplenie stosunków Rosja-Unia Europejska? Typowa kremlowska propaganda – mówił Donald Tusk w wywiadzie dla TVP Info. Podkreślał jednak, że Unia nie podejmie militarnej interwencji na Ukrainie.

 

– Wysiłek Europy na rzecz dyplomatycznego rozwiązania konfliktu na Ukrainie jest bez alternatywy. Unia nie podejmie decyzji o militarnej interwencji. Po pierwsze dlatego, że UE nie ma takich kompetencji. Ale w Europie nie ma tez wielu entuzjastów takiego rozwiązania. Nie budujmy sobie złudzeń. To samo dotyczy USA, Kanady i innych państw sympatyzujących z Ukrainą – mówił szef Rady Europy

– Wszystkie te kraje stawiają na próby pokojowego rozwiązani konfliktu. Czy to skuteczne? Na pewno nie wystarczająco, szczególnie z punktu widzenia Ukrainy. Działania dyplomatyczne nie przyniosły natychmiastowego efektu: Krym jest wciąż w rękach Rosji, separatyści kontrolują część kraju. Z drugiej strony, zatrzymanie najgorętszej fazy konfliktu to z całą pewnością skutek jednolitego stanowiska Europy. Moim zdaniem to niemało, bo gdy widzę reakcje polityków rosyjskich, to widzę, że są przejęci, ze Europa jest tak solidarna we wsparciu dla Ukrainy – dodał Tusk.

„Kraje UE mają różne relacje z Rosją”

Tusk zwrócił uwagę, że państwa europejskie różnią się między sobą jeśli chodzi o stosunek do Rosji. – Świadomość, że rosyjska agresja na Ukrainie jest problemem dla całej Europy jest już powszechna w UE. Właściwie nikt tego nie kwestionuje. Ale nie zmienia to faktu, że relacje między państwami bywają trwalsze niż taka refleksja geopolityczna. Czy wszystkie państwa są gotowe do jeszcze większych poświęceń? Tego bym nie powiedział – ocenił.

Zapewnił jednak, że będzie przekonywał UE do utrzymania sankcji wobec Rosji. – Jest oczywiste, że nie mamy pełnej implementacji porozumienia z Mińska – podkreślił

Tusk skomentował słowa komisji ds. międzynarodowych w rosyjskiej Dumie, który powiedział, że „Kryzys w relacjach Rosja-Unia Europejska został zażegnany „. – To typowa kremlowska propaganda. Nie zdarzyło się nic, co mogłoby ocieplić relacje, Rosja nie robi nic w tym kierunku – skwitował jego wypowiedź Tusk.

Szef Rady Europy był pytany również o ocenę reform na Ukrainie. – Te reformy to nie jest coś, czego Europa wymaga tylko po to, żeby wypełnić jakieś swoje oczekiwania. One mają służyć Ukrainie i Ukraińcom. Z perspektywy polskiego doświadczenia mogę powiedzieć: efekty reform są dobre, ale wymagają czasu i wytrwałości. To maraton, a nie sprint – powiedział.

TOK FM

Władysław Bartoszewski nie żyje. „Powiedział mi: Umrę tak, jak żyję – w biegu. Zazdrości mi pan? Ja powiedziałem: zazdroszczę”

MT, 25.04.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103085,17812824,video.html?embed=0&autoplay=1
Władysław Bartoszewski nie żyje. – Powiedział mi kiedyś: Panie Michale, umrę tak, jak żyję – w biegu. Zazdrości mi pan? Ja powiedziałem: zazdroszczę – wspomina jego przyjaciel, scenarzysta filmowy Michał Komar.
Władysław Bartoszewski zmarł w wieku 93 lat. Na antenie Radia TOK FM wspominał go Michał Komar, scenarzysta i krytyk filmowy, przyjaciel Władysława Bartoszewskiego.

– Władysław Bartoszewski nie był ani lewicowcem, ani prawicowcem. Sam siebie nazywał umiarkowanym, chrześcijańskim konserwatystą. Miał ogromnie dużo wspólnego z chrześcijańskimi demokratami niemieckimi, uważał, że to jest ten umiar, który prowadzi do pojednania – powiedział w rozmowie z TOK FM Michał Komar.

Jak podkreślił, to niesamowite, że osoba o tak ciężkim doświadczeniu okupacyjnym tak szybko – bo już w latach 60. – zaczęła działać na rzecz pojednania z Niemcami. – Wykonywał na tym polu gigantyczną pracę, zgodnie z listem biskupów polskich. Zawsze podkreślał, że jest głęboko wierzącym chrześcijaninem, traktował to bardzo szeroko – podkreślał Komar.

– Powiedział mi kiedyś: Panie Michale, toż ja własnymi rękami grzebałem swoich najbliższych, własnymi rękami ich nakrywałem gruzem. I popatrzył na swoje ręce – wspominał. – Ja nie chcę go żegnać, bo on jest ze mną – mówił.

„To dzieło powinno być wydawane w wielkich nakładach…”

Komar, autor dwuczęściowego wywiadu-rzeki z Władysławem Bartoszewskim, rozmawiał też o dziedzictwie profesora. – Stworzył, dzięki wsparciu „Tygodnika Powszechnego” i dzięki pomocy Zofii Lebinówny, gigantyczne dzieło pt. „Ten jest z ojczyzny mojej”. To relacje Żydów i Polaków, którzy opowiadają o ratowaniu Żydów na terenach okupowanych przez Niemcy. To dzieło powinno być wydawane w wielkich nakładach w języku francuskim, angielskim, niemieckim, rosyjskim – żeby pokazywać, jak to działało naprawdę – podkreślił Komar.

Władysław Bartoszewski: niezapomniane cytaty >>>

Bartosz Wieliński z „Gazety Wyborczej” stwierdził wcześniej w TOK FM, że będzie miał do Niemców pretensje, jeśli nie powstanie niedługo ulica imienia Bartoszewskiego w Berlinie. – Może nie ulica, ale może taka ławeczka, jaką oferowano Janowi Karskiemu, bo Władysławowi to się należy – stwierdził Komar.

Przyjaciele Bartoszewskiego mieli do niego żal

Wspomniał też, że Bartoszewski miał w głowie wiecznie otwarte archiwum – pamiętał wszystkie szczegóły zdarzeń, w których brał udział. – Powiem pani w tajemnicy. Parę osób, jego przyjaciół z czasów okupacji, miało do niego żal, że po 60 latach od tamtych czasów on pisał recenzje ich wspomnień i poprawiał: nie odbywało się to w kuchni, ale w pokoju na lewo od… Mieli żal – przyznał. – Jerzy Lerski, bardzo wybitna postać, obraził się na Władysława Bartoszewskiego, że po 1986 roku, czyli 43 lata po wydarzeniach, napisał, że jednak Lerski się myli, ponieważ spotkanie odbyło się nie na Hożej 17, tylko na Hożej 52…

Władysław Bartoszewski – życiorys >>>

Prowadząca audycję Hanna Zielińska poruszyła też temat słynnego określenia „dyplomatołki”, którego Bartoszewski użył kiedyś w odniesieniu do polskiej dyplomacji. – Nie wszyscy wiedzą, że chodzi o Koziołka Matołka, który był ukochanym bohaterem lektur młodzieńczych Władysława Bartoszewskiego i Leszka Kołakowskiego – powiedział.

„Umrę tak, jak żyję – w biegu. Zazdrości mi pan?”

Dziennikarka podkreśliła, że w rzeczywistości niewiele wiadomo o życiu prywatnym Władysława Bartoszewskiego. Podobno rodzina prosiła go już ostatnio, żeby trochę przystopował. – On mi powiedział kiedyś: Panie Michale, umrę tak, jak żyję – w biegu. Zazdrości mi pan? Ja powiedziałem: zazdroszczę – przyznał Komar.

Bartoszewski lubił żartować, miał też ogromny dystans zarówno do siebie, jak i do Polaków. Komar wspomniał w tym kontekście zdarzenie z obozu internowania z 1981 roku, do którego zawieziono ich razem z innymi osobami.

– Na parterze, kiedy zgromadzono grupę kilkudziesięciu osób obstawionych nieprawdopodobną ilością uzbrojonych panów, dowodzący jednostką powiedział: Wybierzcie sobie przewodniczącego. Wtedy Jurek Markuszewski, reżyser radiowy, powiedział: ”Wybierzmy Bartoszewskiego, ponieważ on ma największe doświadczenie więzienne” – wspomniał.

Sikorski: „Flagi będą opuszczone do połowy masztu” >>>

– Rozpoczęła się dyskusja. Ja stałem przy akwarium, przy którym umierały dwie rybki – akwarium było zarośnięte jakimiś straszliwymi glonami, one prawie że już brzuchami do góry pływały. W pewnym momencie, kiedy wskazano na Władysława Bartoszewskiego, on powiedział: ”Tak, zgadzam się!” I w tym momencie te rybki się odwróciły i zaczęły żywo płynąć – powiedział z rozbawieniem Komar.

„Trzeba ciągle wracać, żeby to żyło”

– Trzeba ciągle wracać do takich ludzi – podkreślił. – Trzeba ciągle wracać, żeby to żyło. Jeżeli nie będziemy tego robili, to to umrze – mówił, dodając, że najlepiej robić to nie poprzez stawianie pomników, ale mówiąc, opowiadając, robiąc filmy i wspominając.

– To był człowiek, który wiedział, że Rzeczpospolita może istnieć tylko dzięki działaniu aktywnemu, a nie przez ciągłe narzekanie, łzawienie i gile u nosa – dodał na koniec.

Władysław Bartoszewski zmarł w Warszawie w wieku 93 lat.

Zobacz także

TOK FM

Wspomnienie

To było wiele lat temu. Prowadziłem spotkanie australijskich Żydów z Władysławem Bartoszewskim, w klubie Hakoah w Sydney, tuż obok wspanialej plaży Bondi. Profesor był na zaproszenie Australijskiego Instytutu Spraw Polskich i na mnie, jako jednego ze współ-organizatorów, wypadło prowadzenie tego spotkania, może zresztą sam o to zabiegałem.

Wystąpienie Profesora było, jak zawsze, energiczne i fascynujące, w dyskusji, co też normalne, zeszło na sprawę polskiego antysemityzmu… (Byli chyba trochę zbulwersowani, bo niedługo wcześniej spotkał się z nimi Adam Michnik i, jak to Adam, właściwie zaprzeczał, że coś takiego istnieje. Może przesadzam, ale tylko trochę). Miałem obok siebie, przy stole na podium, Profesora, a przed sobą – kilkuset sydnejskich Żydów, w większości chyba polskiego pochodzenia, ale nie tylko. Wielka sala konferencyjno-teatralna była pełna.

I w pewnym momencie wstał starszy pan, i powiedział, po angielsku rzecz jasna, ale z ciężkim akcentem: Skoro mówimy tu o antysemityzmie, to proponuję, by ci wszyscy, którzy żyją dzięki pomocy Polaków w czasie wojny – albo oni zostali przechowani, albo ich rodzice – wstali. I zamilkł, ale nie usiadł.

Zapadła cisza. Trwała kilkadziesiąt sekund, po czym usłyszałem szuranie krzesła, wstała pierwsza osoba, potem w innym kącie sali – druga, potem jeszcze kolejna, aż stało jakieś kilkadziesiąt osób. Gdyby to był scenariusz filmowy, powiedziałbym, że wszyscy, ale ponieważ to szczera relacja – powiem, że jakaś jedna trzecia.

I tak stali. Cisza była absolutna, w złej prozie pisze się w takim przypadku, że słychać było lot muchy, ale tam chyba nie było much. Nie zastanawialem się nad tym, wiedziałem tylko, że nie wolno mi przerwać tej „chwili dziwnie osobliwej” ani jednym słowem. Profesor patrzył przed siebie, z mądrym zasępieniem, a ja czułem, że mi w grdyce robi się dziwnie.

I potem, tak trochę niezdarnie, przy szuraniu krzeseł, zaczęli siadać. Niedługo potem spotkanie się skończyło.

naTemat.pl

Panie Profesorze, z całego serca dziękuję

Władysław Bartoszewski powinien być, i chyba był, obiektem niemal powszechnego podziwu. Mógł być jednak także, i pewnie dla wielu był, obiektem zazdrości. Ponad 90 lat życia i tak niezwykły życiorys, czysty jak łza, nieskalany.

Francuzi mawiają, że człowiek, to styl. Ale może w większym stopniu człowiek, to jego wybory. Władysławowi Bartoszewskiemu życie nie szczędziło wyborów najtrudniejszych. W jego wypadku wybierać dobrze, oznaczało ryzykować życiem, cierpieć, prowadzić życie godne bez żadnej pewności, że kiedykolwiek nadejdzie chwila satysfakcji i nagrody. A w jego wypadku nagroda, prawdziwa, jedyna i największa, mogła być zawsze tylko jedna, wolna Polska.

Wojenna konspiracja i pomoc Żydom, Powstanie Warszawskie i stalinowskie więzienie, praca w „Tygodniku Powszechnym”, a potem praca dla znowu niepodległej Rzeczpospolitej. Zawsze był tam, gdzie nakazywał honor, zawsze służył tam, gdzie służyć mu kazał patriotyzm.

Życiorys miał profesor Bartoszewski spiżowy, ale za żadne skarby świata nie chciał być postacią ze spiżu. Był rozgadany, roześmiany, popadający niezmiennie w dygresję i anegdoty. Nie obnosił się z tym swoim nieskazitelnym życiorysem. Bo choć, niech mi Pan profesor wybaczy, miłość własna obca mu nie była, to organicznie nie cierpiał patosu. Tak samo, co przyznał w wywiadzie sprzed kilku tygodni dla „Newsweeka”, jak nie znosił nabzdyczonych polityków.

Władysław Bartoszewski marzył o wolnej Polsce i wolnej Polski w wieku 68-miu lat doczekał. Ale nie byłaby Polska sobą, Polacy sobą by nie byli, gdyby w tej wolnej Polsce wielkiemu Polakowi nie zafundowali małego, a czasem większego piekła.

Ileż razy za nogawki szarpały go prawicowe kundelki, ile razy tresowany przez prawicowych polityków i propagandzistów tłum, buczał na niego 1 sierpnia na Powązkach w rocznicę wybuchu Powstania. Na niego! Na Powązkach! W rocznicę Powstania! Nie było granic nikczemności i niegodziwości.

Piszę prawica, a powinienem napisać obecna prawica. Bo przecież był prawicą także, a może przede wszystkim, profesor Wiesław Chrzanowski, wspaniała postać polskiej historii. W sprawie powstania Bartoszewski i Chrzanowski mieli zdania doskonale różne, ale też ile było w nich wzajemnego szacunku.

Zastanawiałem się jak najkrócej opisać profesora Bartoszewskiego.
Jakiej formuły użyć, by nakreślić to, co było rysem głównym tego wspaniałego patrioty i pięknego człowieka. I myślę sobie, że mogłoby to brzmieć tak – Władysław Bartoszewski, człowiek, który zawsze stał prosto, w Auschwitz, w więzieniu, po wojnie, wtedy kiedy go opluwano, zawsze.

Ale to jeszcze za mało. Bo jest jeszcze jedno słowo, bez którego
profesora Bartoszewskiego opisać nie sposób. To mądrość. Mądrość
życiowa. I mądrość historyczna. Życie miało prawo nauczyć go nienawiści.
Nie nauczyło. Nauczyło go szukać w każdym tego co dobre, mądre, tolerancyjne, otwarte na dialog. Właśnie dlatego Bartoszewskiemu nie tylko oddawano w Niemczech hołdy, ale uważnie go tam słuchano. Słuchano Polaka. Słuchano mądrego człowieka, słuchano głosu sumienia. Słuchano go też pilnie także w Izraelu, bo zaświadczył, że przyzwoity Polak jest Żydowi bratem, a nie szmalcownikiem czy choćby „tylko” kimś obojętnym.

Władysław Bartoszewski zawsze stał prosto. I zawsze nazywał rzeczy po imieniu. Nie lubił bardzo tych, którzy w ostatnich latach zbijali kapitał polityczny na opluwaniu może niedoskonałej, ale wolnej, niepodległej Polski. Nie lubił i mówił to głośno. Wiedział, że będzie obiektem kampanii nienawiści. Wiedział przecież o kim mówi. Ale mówił po prostu prawdę. Zgodnie z dewizą, którą powtarzał sobie i innym – warto być przyzwoitym.

W tej godzinie, gdy właśnie dowiedzieliśmy się o śmierci Władysława Bartoszewskiego, czujemy smutek. Ale i wdzięczność. Że ktoś taki był. Że do nas mówił. I że naprawdę całkiem wiele szalenie ważnych rzeczy nam powiedział. Wystarczy, że będziemy chcieli posłuchać. I pamiętać. Wystarczy, że – także już za chwilę – zadamy sobie pytanie – jakiej Polski chciał, kogo popierał, a przed kim przestrzegał i dlaczego.

O śmierci Profesora Bartoszewskiego powiedziała mi moja 18-toletnia córka. Jak pewnie setki tysięcy nastolatków w Polsce doskonale wie nie tylko kim był, ale przede wszystkim jak ważny dla nas był. Był i powinien być dalej.

Jan Nowak-Jeziorański i Jan Karski, Tadeusz Mazowiecki i Władysław Bartoszewski. Uważam za wielkie szczęście i olbrzymi zaszczyt, że tych wielkich Polaków miałem szczęście poznać i wiele razy z każdym z nich rozmawiać. Za wielką stratę nas wszystkich uważam to, że zdecydowana większość z tych największych jest już „po tamtej stronie”. Ale ich życie, to co po sobie zostawili, to wielkie zobowiązanie dla nasz wszystkich. Co by nam w swych ostatnich słowach powiedział Władysław Bartoszewski, gdyby mógł je wypowiedzieć? Może po prostu to, co mówił nam tyle razy. Najważniejsza jest Polska. Warto być przyzwoitym.

naTemat.pl

Pożegnanie

BARTŁOMIEJ SIENKIEWICZ, 25.04.2015

Polska będzie żegnała w osobie Władysława Bartoszewskiego epokę swoich najgłębszych tragedii i najświetniejszych chwil

To nie będzie zwykłe pożegnanie. To nie będzie zwykły pogrzeb, ministra, senatora, ważnej postaci życia publicznego. Polska będzie żegnała w osobie Władysława Bartoszewskiego epokę swoich najgłębszych tragedii i najświetniejszych chwil. Żegnamy profesora Bartoszewskiego – a z nim, i dzięki niemu, żegnamy wszystko co najlepsze w nas, wszystko to, co nam pozwoliło przetrwać dwa totalitaryzmy mielące wspólnie Polaków. Bo On był uosobieniem tej siły moralnej, która pozwoliła nam znieść najczarniejsze chwile XX wieku i cieszyć się z wielkiej łaski wolności w finale. Był uosobieniem człowieka postawionego wobec wyborów tragicznych, człowieka wybierającego zawsze przyzwoitość przeciw podłości, wolność ducha przeciw skundleniu. Ale też był Władysław Bartoszewski ostatni, który rzucałby kamieniem w tych, którzy tego egzaminu nie zdali. Bo wiedział jakie to trudne, mimo, że zawsze mówił o łatwości decyzji, kiedy trzeba było przeciwstawić się złu. Ale zawsze swojej decyzji, nie innych. W nim spełniała się ta podstawowa chrześcijańska prawda o człowieku nie sądzącym bliźnich według własnej miary.

Ale też potrafił być gniewny i gniewowi temu dawał niejednokrotnie widowiskowy upust. Zawsze wtedy gdy chodziło o Polskę, o jej przyszłość, o jej jakość w moralnych, ale i politycznych wyborach. Nieprzyjaciel głupoty i bylejakości, a nade wszystko cynizmu pozwalającego mieć patriotyczne frazesy na ustach, a szkodzącego dobru wspólnemu. Ten Jego gniew to było świadectwo Polaka wiecznie zaangażowanego, pełnego namiętności do własnego narodu i państwa, nie pozwalającego na obojętność. Bartoszewski swoim życiem dawał nam jedną podstawową lekcję: „nie zniechęcajcie się Polską, proszę, Was, nie zniechęcajcie się”. Tak mówił Jan Paweł II żegnając, się, jak się okazało na zawsze, z Ojczyzną. Całe życie Władysława Bartoszewskiego było niczym innym jak realizacją tego wezwania.

I jeśli mamy być cokolwiek winni pokoleniu Bartoszewskich i Wojtyłów, którzy przenieśli Polskę w jej największym blasku przez ciemności XX wieku, to właśnie to: nie zniechęcajmy się Polską. Nigdy.

*Bartłomiej Sienkiewicz – dyrektor Instytutu Obywatelskiego

instytutobywatelski.pl

Andrzej Duda: Platforma Obywatelska kuchennymi drzwiami wprowadza obce treści ideologiczne

Andrzej Duda na pikniku patriotycznym w Pułtusku skrytykował obecne władze za stan gospodarki i niszczenie polskiej tradycji.
Andrzej Duda na pikniku patriotycznym w Pułtusku skrytykował obecne władze za stan gospodarki i niszczenie polskiej tradycji. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

– Platforma Obywatelska konsekwentnie uderza w bardzo istotne dla człowieka wartości i tworzy programy, które kuchennymi drzwiami wprowadzają obce treści ideologiczne – tak o działaniach rządzących wypowiadał się w sobotę Andrzej Duda. Kandydat PiS przekonywał, że Polska potrzebuje natychmiastowej zmiany i mocno skrytykował prezydenckie starania na rzecz innowacyjności.

Przemysł zamiast innowacji
Rozwój gospodarki, startupów i stawianie na innowacyjność to jeden z najważniejszych punktów w kampanii Komorowskiego w ostatnich dniach. Andrzej Duda w kontrze do prezydenta przekonywał, że to tylko słowa. – Jak można mówić, że rządzący wprowadzają innowacje, jeżeli rządzą od ośmiu lat, a Polska jest na 25. miejscu w UE – pytał.

Kandydat PiS przekonywał, że programy gospodarcze i innowacyjność nie są jedynym kluczem do sukcesu. Sam zamierza stawiać na odbudowę przemysłu i wrócić do silnej interwencji ze strony państwa. To z kolei mija się nieco z kolejnym postulatem, tj. zmniejszenia opresyjności państwa w relacjach z przedsiębiorcami.

ANDRZEJ DUDA

Gospodarka potrzebuje (..) odważnej polityki, która będzie sprzyjała przedsiębiorcom, którzy nie będą mówili, że państwo jest dla nich opresyjne, że są na każdym kroku prześladowani.

Zdaniem kandydata, zaproponowane przez niego działania są jedyną szansą na to, aby młodzi ludzie przestali wyjeżdżać z kraju, a w konsekwencji – jedyną szansą na przetrwanie polskiego narodu. – Jak nie będzie tutaj polskiego narodu, to nie będzie polskiego państwa – przestrzegał w swoim ponurym scenariuszu.

Plany odpowiadające pozycji premiera
Bronisława Komorowskiego krytykował za brak wizji i jakiejkolwiek strategii rozwoju Polski. Sam przekonywał, że taką strategię ma i jako prezydent będzie próbował wprowadzić. Wymieniał m.in. unowocześnienie energetyki, wykorzystanie zasobów naturalnych i ochrony – W tych sprawach nie wolno prezydentowi milczeć. A tak było na przestrzeni ostatnich lat – zarzucał Komorowskiemu.

aNaZakończenie

Zadania, które przed sobą postawił odbiegają od możliwości, które gwarantuje polskiemu prezydentowi konstytucja. Trudno, aby w takim systemie, jaki obecnie mamy, Duda mógł wprowadzić i rozwijać swoją „strategię na dziesięciolecia”. Sam zresztą zapewne zdaje sobie z tego sprawę i zapowiada, że Konstytucja RP wymaga zmiany. Do tego jednak potrzeba odpowiedniej większości sejmowej, z którą jest (i najprawdopodobniej po październikowych wyborach również będzie) problem.

PO przeciw rodzinie?
Andrzej Duda nie szczędził również krytyki wobec działań władzy na rzecz rodziny. Przekonywał, że tworzy ona – wbrew woli rodziców – programy które niszczą polską tradycję. Mówił, że to rodzice powinni decydować o wychowaniu własnych dzieci.

ANDRZEJ DUDA

To tworzenie wbrew rodzicom i ich woli takich programów, które wprowadzają kuchennymi drzwiami obce treści ideologiczne. To wprowadzanie do polskiego systemu prawnego rozwiązań fałszywych, które mówią o zwalczaniu tradycji i jej wykorzenianiu.

Mocno skrytykował też polski system szkolnictwa, zwłaszcza w kontekście fatalnego – jego zdaniem – nauczania historii. Zapowiedział budowę nowoczesnych muzeów o polskiej historii z Mauzoleum Żołnierzy Wyklętych na czele.

Ostatnia prosta kampanii
Patriotyczny piknik w Pułtusku to kolejne duże wyborcze wydarzenie Andrzeja Dudy. W przeciwieństwie do poprzednich – kandydatowi towarzyszyli politycy PiS i zjednoczonej prawicy. Kampania ich kandydata wchodzi w kluczową fazę, a z każdym kolejnym dniem zaostrza się retoryka względem Bronisława Komorowskiego.

Takie działania długofalowo nie wydają się opłacalne. Ostry i jednoznaczny przekaz z pewnością umocni elektorat Prawa i Sprawiedliwości, lecz nie zachęci (a wręcz zniechęci) wyborców centrowych, których poparcia – zwłaszcza w kontekście ewentualnej II tury – będzie potrzebował.

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: