Kościół (30.04.2015)

 

Joanna Jodełka, pisarka: Zróbcie sobie dzień sąsiada!

30.04.2015
1/8

JĘDRZEJ NOWICKI

Kiedyś zdarzało się, że na długi weekend wyjeżdżałam za granicę. Tyle że raz utknęłam w śniegu na szwajcarskiej autostradzie, innym razem trzęsłam się z zimna w Portugalii, gdzie było chłodniej niż w Polsce. Teraz już nie mam ciśnienia, żeby gdzieś wyjeżdżać. Dlatego w tym roku polecam jak najbardziej lokalną imprezę, czyli dzień sąsiada w święto flagi w winiarni Czarny Kot na Marcelinie.

29.04.2015 Poznan . ul. Marcelinska , Winiarnia JĘDRZEJ NOWICKI

Drugiego maja przed lokalem wystawione są stoliki, każdy przynosi coś do jedzenia i się tym dzieli. Panuje luźna atmosfera, trochę jak we Włoszech, z każdym można porozmawiać i nikt się nie spieszy. Wiem, że winiarnia to dobre miejsce na takie spotkania, bo od niedawna pracuję tam za barem. Zapytałam właściciela, czy nie mogłabym czasem przychodzić i pracując, a równocześnie słuchając ludzi, szukać inspiracji do kolejnej książki. Tak żeby trochę wymknąć się z getta własnych myśli. W dzień flagi od rana będę pracowała w winiarni. Ale potem upiekę ciasto marchewkowe i przyniosę, by wspólnie świętować.

29.04.2015 Poznan . ul. Marcelinska , Winiarnia JĘDRZEJ NOWICKI

Takie spotkania można organizować wszędzie! Mieszkańcy Rataj, Piątkowa czy innych dzielnic mogą się umówić i wspólnie coś razem zorganizować na swoim osiedlu. Dla wielu sąsiadów będzie to zapewne pierwsza okazja, by wspólnie pogadać, bo często jest tak, że gdzieś razem żyjemy, ale tylko się mijamy. A jak już się gdzieś spotykamy, to najczęściej na Starym Rynku i okolicach. Pokażmy, że na osiedlach z dala od centrum też może być ciekawie, że są fajne miejsca.

gazeta.pl

Grzechy biskupów Argentyny

Maciej Stasiński, 30.04.2015
Prezydent Argentyny Jorge Videla z żoną na pogrzebie papieża Jana Pawła I w Watykanie, 3 października 1978 r.

Prezydent Argentyny Jorge Videla z żoną na pogrzebie papieża Jana Pawła I w Watykanie, 3 października 1978 r.(ANGELO PALMA)

Papież Franciszek ujawni dokumenty watykańskie dotyczące junty, która w latach 1976-83 mordowała w Argentynie ludzi tysiącami.
Wieść ogłosił w Radio America szef protokołu papieża Guillermo Karcher: – Papież pragnie tego i zlecił sekretarzowi stanu przygotowanie odtajnienia dokumentów dotyczących dyktatury argentyńskiej.

Papieska obietnica spełnia prośby kierowane do papieża Franciszka od początku jego urzędowania w Rzymie. Dzisiejszy papież Jorge Bergoglio wcześniej był argentyńskim kardynałem i arcybiskupem Buenos Aires.

Stowarzyszenie Babcie z Placu Majowego zajmujące się dokumentowaniem zbrodni dyktatury, a zwłaszcza poszukiwaniem niemowląt zrabowanych mordowanym matkom, już w kwietniu 2013 r. napisało do Franciszka list, prosząc go o ujawnienie archiwów. Szefowa stowarzyszenia Estela Carlotto liczyła, że to pomoże w odnalezieniu 400 dzieci. Z ponad 500 ukradzionych dzieci, które pod zmienionymi nazwiskami oddano do adopcji stronnikom dyktatury, Babcie odnalazły do dziś 110.

Carlotto prosiła też papieża, by skarcił swoich kolegów argentyńskich za grzech, jakim było „ukrywanie i tuszowanie informacji o porwaniach, zabójstwach i rabunku niemowląt przez juntę uprawiającą terroryzm państwowy”.

Papież przyjął wówczas w Watykanie Estelę Carlotto oraz jednego z odnalezionych wnuków i oświadczył im, że potomkowie ofiar zbrodni „mogą na niego liczyć”.

Po puczu wojskowym w 1976 r. szefowie armii obnosili się ze swoim katolicyzmem, a ich plany i rządy były otwarcie wspierane przez biskupów jako krucjata w obronie cywilizacji chrześcijańskiej. Szef episkopatu Adolfo Tortolo zapowiadał przed zamachem wojskowym, że Argentynę czeka „czas oczyszczenia”. Biskup polowy Victorio Bonam~n mówił: – Czyż Chrystus nie chce, by pewnego dnia armia wykroczyła poza swoją bieżącą funkcję? To wojskowi zostali oczyszczeni w Jordanie krwi, by móc stanąć na czele narodu.

Blisko miesiąc po puczu, 15 maja 1976 r., kiedy szwadrony armii szalały po całym kraju, wyłapując bojówkarzy, działaczy lub zwyczajnych sympatyków lewicy, biskupi oświadczyli wiernym: „Łatwo zbłądzić, oczekując, by organy bezpieczeństwa państwa postępowały z chemiczną czystością, jakby to był czas pokoju, podczas gdy przecież krew leje się codziennie (…). Trzeba zaakceptować drastyczne cięcia, jakich wymaga sytuacja, wyrzec się pewnej porcji wolności dla dobra wspólnego. Byłoby zbłądzeniem wprowadzać marksistowskie rozwiązania pod przykrywką rzekomych zasad ewangelicznych”.

Szef junty i gorliwy katolik gen. Jorge Videla zaprosił na obiad w kwietniu 1978 r. kardynałów Ra la Primatestę i Juana Aramburu. Wyjaśnił im sprawę tzw. zaginionych bez wieści, których szukały rodziny: – Zaginieni są już właściwie martwi i oczywiście, że należałoby to tak nazwać, ale to niestety zrodziłoby pytania, gdzie mianowicie są pogrzebani. Rząd na takie pytanie nie może odpowiedzieć szczerze ze względu na osoby odpowiedzialne.

Spotkanie zrelacjonował papieżowi w telegramie kardynał Aramburu. Watykan zachował milczenie.

W 1979 r. episkopat argentyński odmówił przyjęcia delegacji kobiet, których mężowie i synowie ginęli bez wieści w kazamatach armii. – Dyskutowaliśmy cały dzień: przyjąć te kobiety czy nie – wyznał po latach bp Miguel Hesayne. – Zastanawiałem się, co powie Jezus Chrystus na to, że nie chcieliśmy słuchać wołania matek – wspominał po latach inny biskup Justo Laguna.

Ze zmowy milczenia i wspólnictwa z wojskowymi wyłamało się zaledwie kilku biskupów. Dwóch z nich – Enrique Angelelli i Ponce de León – zapłaciło za to życiem.

W 1979 r. biskupi odmówili matkom zaginionych przekazania listy ofiar papieżowi Janowi Pawłowi II na konferencji biskupów w Meksyku. Zrobił to za plecami hierarchów Adolfo Pérez Esquivel, który rok później dostał Pokojowego Nobla. – Gdy powiedziałem papieżowi, że już wcześniej przesłałem mu ją przez nuncjaturę w Buenos Aires, Ojciec Święty odrzekł zaskoczony, że nigdy nie dotarła do jego rąk – opowiadał potem Pérez Esquivel.

W 1979 r. biskup La Platy mówił: – Argentyna jest jednym z krajów, gdzie panuje największy spokój i gdzie najściślej przestrzega się praw człowieka. Nie widzę, by ktoś tu kogoś więził, zabijał czy deptał czyjeś prawa.

Trzy lata później kardynał Aramburu mówił: – W Argentynie nie ma zbiorowych mogił, każde zwłoki mają swoją trumnę. Zaginieni? Wielu zaginionych spokojnie sobie żyje w Europie.

Po upadku dyktatury w 1983 r. wielu biskupów protestowało przeciw procesowi najwyższych generałów skazanych na wiele lat więzienia w 1985 r. Dopiero w 2000 r. Kościół zdobył się na przeprosiny, które jednak wielu Argentyńczyków uznało za spóźnione i zdawkowe. „Prosimy o wybaczenie za współwinne milczenie i aktywny udział wielu synów w sianiu niezgody, pogwałceniach wolności, torturach i donosicielstwie, prześladowaniach politycznych i ideologicznej zapiekłości, walkach i bezsensownej śmierci, które skrwawiły nasz kraj” – pisali wówczas biskupi.

Także biskupa Bergoglio oskarżano o wydanie juncie dwóch niepokornych jezuitów, którzy pracowali wśród biedoty i uchodzili za rzeczników teologii wyzwolenia, wyklętej przez Jana Pawła II i jego „pancernego kardynała” Josepha Ratzingera, późniejszego Benedykta XVI. Te zarzuty się jednak nie potwierdziły. Świadectwo przyzwoitości wystawił Bergoglio już po wyborze na papieża Adolfo Pérez Esquivel.

Zobacz także

wyborcza.pl

Kazik i Muniek nie ciągną Jarocina? Kukiz ma pretensje, choć sam wpisuje się w upadek dawnych ideałów

Kazik i Muniek nie ciągną Jarocina? Kukiz ma pretensje, choć sam wpisuje się w upadek ideałów Jarocina
Kazik i Muniek nie ciągną Jarocina? Kukiz ma pretensje, choć sam wpisuje się w upadek ideałów Jarocina YouTube.com

– Masz pretensje do Kazika i Muńka, że ci nie pomagają? – zapytał Kukiza Kuba Wojewódzki. – Nie, że mnie nie pomagają, ale że zarabiając potężne pieniądze na swojej antysystemowości w tej chwili nie ciągną tego Jarocina dalej. Bo system trwa – powiedział kandydat na prezydenta. Pytanie tylko, czy sam Kukiz pamięta o ideałach, które stworzyły jego legendę.

Filozof, dziennikarz i poeta Kamil Sipowicz jest zdziwiony słowami Kukiza. – Jak można mieć pretensje do Kazika i Muńka? Przecież nie żyjemy w systemie opresyjnym w komunie, tylko w kraju demokratycznym, dzięki czemu ludzie mogą na przykład wybierać pana Kukiza na prezydenta – mówi naTemat. Niektórzy wciąż jednak walczą z systemem, mimo że sami stali się jego integralną częścią.

Zdaniem Sipowicza, Jarocina nie trzeba „ciągnąć”, do czego namawia Kukiz, bo nie żyjemy już w systemie totalitarnym, tylko demokratycznym. – Przecież nie zorganizuje się Jarocina, by ten popierał pana Kukiza. On może by tak chciał, ale to nie o to chodzi – mówi bloger naTemat.

– Jeśli mówimy o upadku tych ideałów, to Lipiński i Kukiz mogą w sposób bezpośredni zostać zakwalifikowani do tej kategorii, a Muniek i Kazik pośrednio – mówi dr Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaniem Chwedoruka, środowisko skupione dawniej wokół Ogólnopolskiego Przeglądu Muzyki Młodej Generacji, a później Festiwalu Muzyków Rockowych, kompletnie się pogubiło po roku 1989. Można mieć wątpliwości, czy ci ludzie w ogóle przetrwali jako środowisko.

Festiwal w Jarocinie

Za czasów PRL był rodzajem odskoczni od szarej rzeczywistości i oazą wolności, choć pojawiały się głosy, że jest to celowo zorganizowany przez władze rodzaj wentylu bezpieczeństwa dla sfrustrowanej młodzieży z subkultur. Zdaniem niektórych przedstawicieli trzecioobiegowych twórców niektóre zespoły (np. od pewnego momentu Dezerter) nie były zapraszane do Jarocina ze względu na zbyt radykalny przekaz. Czytaj więcej

– Można powiedzieć, że wygasł tam kompletnie płomień buntu. Olbrzymia część tych muzyków, czy byłych muzyków, w niektórych przypadkach uznała, że walczyli w istocie o wejście Polskie do NATO, integrację europejską, kapitalizm itd – mówi Chwedoruk. Zauważa, że środowiska punkrockowe, w ślad za brytyjskimi, bardzo ostro skręciły w lewo. W Polsce najaktywniejsze środowiska punkrockowe stały się na przełomie lat 80-tych i 90-tych zarzewiem radykalnej, pozaparlamentarnej lewicy.

DR RAFAŁ CHWEDORUK
Uniwersytet Warszawski

Większość najbardziej topowych muzyków zaczęła się roztapiać w establishmencie, w mainstreamie, już po pierwszych kilku trudnych latach pod względem ekonomicznym. Paweł Kukiz jest politykiem, o ile można już tak o nim mówić, który zdążył przez minione ćwierć wieku poprzeć dokładnie wszystkie, może za wyjątkiem PSL-u główne orientacje polityczne w Polsce.

Chwedoruk przypomina, że Paweł Kukiz zaczynał transformację ustrojową protest songiem „ZCHN zbliża się”, czym bardzo naraził się prawicy, po czym poparł Mariana Krzaklewskiego w wyborach, następnie Aleksandra Kwaśniewskiego, parę lat później flirtował z Platformą, Markiem Jurkiem, NSZZ „Solidarność”.

– To również buntownik, który pozostawał w nie najgorszych relacjach z jednym z czołowych polityków partii rządzącej od lat (Grzegorzem Schetyną). To dość daleka droga jak dla człowieka, który wyśpiewywał w latach 80-tych na koncertach punkowych hit rezerwistów pt. „Rezerwa”, a dziś wykorzystuje w wyborczym spocie przemówienie Józefa Piłsudskiego”.

Zachowanie Kukiza to zdaniem Chwedoruka najlepszy przykład, ale nie na trzymanie się ideałów, co na przewrotność dziejów. – Paweł Kukiz jest ostatnim z tego grona, który powinien być sumieniem tegoż środowiska. On chyba najbardziej wsiąkł w estabilishment i mainstream III Rzeczpospolitej, chyba nawet jeszcze bardziej niż Tomasz Lipiński, który śpiewał „nie wierzę politykom”, a później w kampanii wyborczej, że „że jeszcze będzie przepięknie” – mówi politolog. Utwór ten został hymnem wyborów w 2007 roku.

Dzieci Jarocina nie milkną
Tomasz Lipiński, lider i współzałożyciel zespołów Brygada Kryzys, Tilt jest jedną z ikon Jarocina. On również był oskarżany o zdradę jarocińskich ideałów, po tym jak został członkiem honorowym komitetu poparcia PO. Jednak rozczarowany rządami Tuska, poparcie wycofał i znów stał się antysystemowcem. W rozmowie z magazynem „Plus Minus” ocenił, że w Polsce wciąż obowiązuje cywilizacja azjatycko-rosyjsko-mandżursko-mongolska, a Polska potrzebuje drugiego rozdania.

TOMASZ LIPIŃSKI

O wszystkim zaświadcza urzędnik i jego pieczątka. Bez tego nic nie może się zdarzyć. To jest system koncesyjny, oparty na przeświadczeniu, że każdy obywatel jest złodziejem, którego trzeba pilnować. Czytaj więcej

Wywołany przez Kukiza do tablicy Kazik Staszewski także nie unika tematów politycznych. Jak mówi, jako płacący podatki obywatel ma prawo mówić o swoich poglądach i jednocześnie nie brać udziału w głosowaniu, jeśli nie widzi kandydata, którego chciałby poprzeć.

Dla Kazika, kandydatem nie jest również Paweł Kukiz. Nie wróży mu wielkich sukcesów politycznych. Według Staszewskiego, przykład Kukiza pokazuje, że charyzma sceniczna nie zawsze przenosi się na temperament polityczny.

Oferty politycznej dla siebie nie widzi Zygmunt Staszczyk. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi mówił, że czuje niechęć do przedstawicieli sceny politycznej. – Ignorancja polityków jest dosyć duża. Oni nie wiedzą tak naprawdę, jak żyje społeczeństwo, jak żyją zwykli ludzie. A państwo samo w sobie jest słabe – mówił w TVP lider zespołu T.Love. Muniek zaznacza, że Polska jest fajnym krajem i dostrzega ogromne zmiany, a sam nie należy od „narzekaczy”.

MUNIEK STASZCZYK

Należę do tych, którym się udało. Pochodzę z robotniczej rodziny, z Częstochowy, a żyję z muzyki. Ale jest mnóstwo ludzi, którym się nie udało. Bardzo dużo zmienia się w Polsce na plus, ale wielu ludzi nie ma tego pewnego minimum. Taki przeciętny człowiek nie ma najlepiej. Czytaj więcej

Większym bojownikiem był Komorowski?
Kamil Sipowicz porównuje Pawła Kukiza do Jarosława Kaczyńskiego, który neguje wszystkie zdobycze demokracji. – Ja wiem, że „system trwa”. Ale jaki system chce stworzyć Paweł Kukiz? Islam chce w Polsce wprowadzić? Zawsze będzie jakiś system, a Kukizowi brakuje refleksji historyczno-filozoficznej, głębszego zastanowienia się nad losami świata. Ja wiem, że on jest idealistą, ale bez przesady – mówi Sipowicz.

KAMIL SIPOWICZ

doktor historii filozofii, poeta, artysta

Żyjemy w kraju demokratycznym, który jest w bardzo dobrej formie gospodarczej. Są błędy, są braki, są problemy, z którymi trzeba walczyć, ale nie można negować całości. Na pewno większym buntownikiem i odważniejszym człowiekiem był Komorowski w komunie, niż był pan Kukiz. Mam za to większy szacunek do pana Komorowskiego. To Komorowski narażał siebie i rodzinę, a dziś ma więcej rozsądku od Kukiza.

Zdaniem Rafała Chwedoruka, najlepiej dla zwariowanych, szalonych ale i bardzo trudnych twórczych latach 80-tych, między innymi dzięki twórczości takich osób jak Kukiz czy Lipiński, byłoby, gdyby nie wypowiadali się w imieniu środowiska. – Być może więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia spośród bohaterów tamtych lat mają ci, którzy rzadziej goszczą w mainstreamowych mediach, jak na przykład zespół „Dezerter”, czy dawni działacze środowiska alternatywnego, którzy dzisiaj bronią praw lokatorów czy pracowników najemnych.

Kamil Sipowicz radzi, by nie przesadzać w ocenie wkładu muzyków rockowych w historię, którym się wydaje, że są niesamowitymi buntownikami. – Bo nie są wcale! – mówi filozof, zdaniem którego Kukiz jest na to doskonałym przykładem. – Ale łatwiej zanegować cały system i powiedzieć, że jak zostanie prezydentem to stworzy coś nowego. Ja naprawdę nie wiem, o co mu chodzi i na czym miałyby polegać zmiany, poza sprawą jednomandatowych okręgów wyborczych – mówi.

– Jakby na to nie patrzeć, program Pawła Kukiza w zasadzie jest programem Platformy Obywatelskiej z roku 2005, a i chyba nie odległym od dzisiejszego myślenia tej partii o sprawach publicznych . To chyba nie mieści się w pojęciu buntu i antysystemowości – kwituje dr Chwedoruk politolog.

naTemat.pl

 

 

 

Kościół w Ignatkach powstanie, czy wierni tego chcą czy nie

Agnieszka Domanowska, 30.04.2015
Ignatki

Ignatki (MARCIN ONUFRYJUK)

Choć wciąż nie wszystkim podoba się pomysł budowania kościoła w Ignatkach, a konkretnie na wzgórzu gdzie był cmentarz, to jednak wszystko wskazuje na to, że świątynia w tym miejscu powstanie. W niedzielę arcybiskup Edward Ozorowski poświęcił krzyż oraz plac pod budowę kościoła, a następnie odprawił tam mszę.
Mieszkańcy Ignatek kościoła, który ma powstać na wzgórzu z cmentarzem dworskim, nie chcą. To miejsce od lat nazywane jest Ostrą Górką. To wzniesienie, na którym jest wiele starych drzew, a pośród nich – groby właścicieli majątku ziemskiego, którzy prawdopodobnie byli wyznania ewangelickiego.- Górka to charakterystyczne miejsce, dodaje miejscowości uroku. Do nowej parafii oprócz Ignatek mają należeć jeszcze Hryniewicze i Śródlesie, które są położone parę dobrych kilometrów dalej i po drodze do nowego kościoła mijają dwa inne w Białymstoku i Kleosinie – twierdzą mieszkańcy Ignatek i dodają, że mieszkańcy tych miejscowości już zadeklarowali, że nie interesuje ich ta budowa i nie będą się do niej dokładać.

Bitwa wygrana. Kościół powstanie

Jak czytamy na stronie internetowej archidiecezji białostockiej podczas pierwszej odprawionej w tym miejscu mszy kazanie wygłosił ksiądz ks. Krzysztof Kralka.

– Zadaniem tej parafii jest nie tylko wybudowanie nowej świątyni dla kultu Bożego, ale głoszenie Ewangelii, tutaj, w tym miejscu, dla tego ludu. Miłość Boża burzy granice, skraca dystanse. Będziecie mogli doświadczać w szczególny sposób tej bliskości Boga, gdy zamieszka obok was, gdy stanie się waszym sąsiadem, gdy będzie obecny wśród was w Najświętszym Sakramencie – mówił ks. Kralka.

Apelował o troskę o miejsce, gdzie ma powstać nowa świątynia, o zaangażowanie się w tworzenie parafii, i o to, co zostanie przekazane przyszłym pokoleniom, gdyż, jak mówił, „ta świątynia będzie służyła na wieki”.

– W tej świątyni wasze dzieci i wasi wnukowie będą mogli doświadczać miłosierdzia Bożego. Czy jest coś ważniejszego niż to? – pytał.

Do negatywnych wypowiedzi na temat powstania w tym miejscu kolejnego kościoła odnosił się też arcybiskup Ozorowski:

– W tym miejscu wygrana została bitwa o Polskę i o Kościół. Dwukrotnie wcześniej starano się o erygowanie parafii w tym miejscu i dyskusje, wobec tych starań się toczyły. Właśnie dlatego potrzebna jest tu świątynia, gdyż Kościół zawsze bronił polskości i konkretnego człowieka – mówił.

Niestety nie wspomniano podczas uroczystości o właścicielach majątku i o tym, że ich szczątki zostały ekshumowane i zakopane u podnóży wzniesienia. Przynajmniej takich informacji nie ma na stronie archidiecezji.

Proboszcz rozkopał stare groby, bo chce stawiać kościół. „To barbarzyństwo, a nie ekshumacja”

Wszystko zgodnie z prawem

Ignatki są położone w gminie Juchnowiec Kościelny. Proboszcz nowej parafii w ubiegłym roku uzyskał pozwolenie na wycinkę drzew na Ostrej Górce. Kilka z nich zostało wyciętych.

– Pozwolenie zostało wydane zgodnie z wnioskiem. Sama działka została przekazana w 2005 r. archidiecezji za 1 proc. wartości tego terenu. Kościół zapłacił za nią 320 zł, bo wówczas wartość tego miejsca szacowano na 32 tys. zł. W umowie przekazania ziemi była adnotacja, że jeżeli kupujący w ciągu dziesięciu lat będzie chciał działkę sprzedać, albo wykorzystać w innym niż sakralny celu, będzie musiał zapłacić pełną kwotę – mówiła Teresa Muszyńska z Urzędu Gminy w Juchnowcu Kościelnym.

Po kilku tygodniach okazało się też, że ksiądz proboszcz nowej parafii Bogusław Zieziula na własną rękę wykopał szczątki pochowane na wzgórzu i zakopał kilka metrów dalej.

Niestety, urząd gminy nie mógł formalnie wstrzymać prac ekshumacyjnych.

– Do właściwych organów wysłaliśmy odpowiednie pisma, w których informujemy o zapisach w planach zagospodarowania przestrzennego, które mówią, że cmentarz dworski musi zostać – powiedziała Muszyńska.

Andrzej Nowakowski, wojewódzki konserwator zabytków, twierdzi, że nie było żadnych przeciwwskazań do tego, aby przeprowadzić ekshumacje.

– To nie jest zabytek i o tym, czy ekshumować, czy nie, decyduje aktualny właściciel, czyli ksiądz – mówił Nowakowski.

– Każdy cmentarz, który powstał przed 1945 rokiem, jest zabytkiem, więc nie ma wątpliwości, że te niewielka nekropolia w Ignatkach z końca XIX wieku jest zabytkiem. A ekshumować trzeba metodycznie. Najpierw należy odpowiedzieć na pytanie, czy to była ekshumacja społecznie uzasadniona. Po pierwsze mieszkańcy Ignatek sprzeciwiają się budowie kościoła. Po drugie kościoły stawia się na tak zwanej czystej ziemi. Cmentarze powstawały wokół kościołów, a nie kościoły na cmentarzach. To oczywiście jest tradycyjne ujęcie tematu i pewnie księża będą to tłumaczyć inaczej. Obawiam się, że ta ekshumacja w tak krótkim czasie nie była przeprowadzona z zastosowaniem metod archeologicznych. Bo za przeproszeniem ze szpadlem i w tak krótkim czasie nie można wydostać wszystkich szczątków. Aby oczyścić teren, określić jamę grobową archeolog potrzebuje co najmniej kilku godzin. Nie ma szans na dokładne wydobycie kilku szkieletów w tak krótkim czasie. Podejrzewam, że wyjęto większe kości. Każdy wie, jak wygląda czaszka, miednica, kości długie, ale już paliczki niekoniecznie. Wygląda to tak, że robiono to za wszelką cenę, bardzo szybko. To było barbarzyństwo, a nie ekshumacja – komentowała na gorąco archeolog Małgorzata Karczewska.

Ksiądz Bogusław Zieziula, proboszcz nowej parafii, twierdzi, że ekshumacje zostały przeprowadzone zgodnie z prawem.

– Szczątki zostały złożone na tej samej posesji, tylko w innym miejscu – powiedział ksiądz Zieziula. – Nie widzę żadnych powodów, aby wstrzymać budowę kościoła.

Budowa ma się rozpocząć lada dzień.

bialystok.gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: