Krzyż (30.04.2015)

 

Macierewicz o „Resortowych dzieciach. Służby”: Polacy powinni znać te fakty – WIDEO

30.04.2015
Macierewicz o "Resortowych dzieciach. Służby": Polacy powinni znać te fakty - WIDEO - niezalezna.pl

foto: vod.gazetapolska.pl

Przez 25 lat zostały wychowane dwa pokolenia ludzi, którym odebrano wiedzę o podstawowych faktach historycznych i podstawowych faktach związanych z ich dzisiejszym życiem. To są ludzie, którym uniemożliwiono wiedzę co do tego, kto naprawdę nimi rządzi. Książka „Resortowe Dzieci. Służby” stara się tę lukę wypełnić – mówi Antoni Macierewicz i dodaje, że ” niestety nie zrobił tego IPN”.

– Próbował robić to pan prof. Janusz Kurtyka, ale jego poprzednik, jak i następca, robią wszystko, żeby była to instytucja zajmująca się np. filozofią gender, ale nie tym, kto naprawdę Polską rządzi i jakie są życiorysy ludzi, którzy rządzą i dlaczego tak się stało, że establishment władzy, pieniądza, mediów to są ludzie sowieckich służb specjalnych. Dlaczego tak się stało i jakie to ma konsekwencje dla naszego dnia codziennego i naszej przyszłości? – pytał Macierewicz.

Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego dociekał: – Dlaczego trójka publicystów bierze się za temat, który powinien być codziennością w naszym życiu, w naszej publicystyce i wiedzy, którą uzyskują nasze dzieci na „dzień dobry”? A tymczasem uzyskujemy sytuację dokładnie odwrotną. Cały aparat wymiaru sprawiedliwości, wychowawczy i informacyjny jest nastawiony na to, by tej wiedzy nie było. By była ona wyeliminowana podkreśla Macierewicz.

ZOBACZ FILM:

niezalezna.pl

Polski tygodnik „ABC” kopiuje wygląd „Bild am Sonntag”? Tak twierdzi projektant z niemieckiej gazety [PORÓWNAJ]

Patryk Strzałkowski, 30.04.2015
Porównanie tygodnika

Porównanie tygodnika „ABC” oraz niemieckiej gazety „Bild am Sonntag” (Saulo Santana)

Niektóre elementy nowego polskiego tygodnika „ABC” łudząco przypominają grafiki z niemieckiej gazety „Bild am Sonntag”. Ich autor, projektant Saulo Santana, jest przekonany, że to nie przypadek. „Nigdy nie widziałem takiego kopiowania mojej pracy”, napisał.

Tygodnik „ABC” po raz pierwszy ukazał się w połowie zeszłego tygodnia. Jest wydawany przez „Fratrię”, wydawcę m.in. „W Sieci” i „Frondy”. Gazeta ma tabloidowy format i – jak zauważył Santana – wiele jej elementów jest niemal identycznych z niemieckim „Bild am Sonntag”.

„W ostatnich latach, podczas pracy w ponad 30 tytułach, wielokrotnie widziałem, jak stworzone przeze mnie okładki, strony i grafiki były kopiowane. Wtedy uważałem to za pochwałę. Jednak tym razem przekroczono granicę”, napisał na swoim blogu Santana.

Porównaj grafiki tygodnika „ABC” i „Bild am Sonntag”>>>

HTML tutorial

Jak pisze na blogu dyrektor kreatywny z firmy Axel Springer, wydawcy „Bild am Sonntag”, na stworzenie grafiki i układu niemieckiej gazety poświęcił rok pracy. – Prowadziliśmy testy, pracowaliśmy nocami, aby znaleźć najlepsze rozwiązania, a oni po prostu je skopiowali – pisał na Santana.

Projektant stwierdził, że czuje się okradziony. „To, co zrobili, jest niewiarygodne”, czytamy na blogu. Jak podkreśla, opublikowane przez niego porównania to tylko niektóre z wielu elementów, które wyglądają niemal identycznie.

Naczelny „ABC”: Podobieństw nie komentuję

Jak powiedział branżowemu portalowi prasa.info redaktor naczelny „ABC”, Maciej Wośko, „projekt powstał w studiu graficznym ‚ABC”.

– Podobieństw nie komentuję. Każdy projekt powstaje w oparciu o wiedzę, umiejętności, inwencję, doświadczenie i pomysły projektujących – dodał.

sauloSantana

Tymczasem w reklamie „ABC”: „uważaj na podróbki”

Jak zwraca uwagę inny portal branżowy, wirtualnemedia.pl, nowy polski tygodnik reklamuje się hasłem „Uważaj na podróbki”. Tomasz Przybek, prezes Fratrii, wydawcy „ABC” mówił, że takie hasło podkreśla, że tygodnik był „ich pomysłem i że ‚ABC’ jest jedno”.

Sprawę na wirtualnychmedia.pl skomentowała Anna Marucha, rzecznik prasowa Ringier Axel Spinger Polska. – Hasło „Uważaj na podróbki” w kontekście tygodnika „ABC” kojarzy się z jednym – „ABC” jest podróbką „Bild am Sonntang” – powiedziała.

Fratria wydaje kilka innych prawicowych czasopism i portali, w tym „W Sieci”, „Fronda” i wPolityce.pl. O nowym tabloidowym tygodniku i jego finansowaniu pieniędzmi ze SKOK-ów pisała przed tygodniem „Gazeta Wyborcza”.

Zobacz także

TOK FM

Wicepremier Kukiz. To on i Korwin-Mikke mają dać jesienią władzę Kaczyńskiemu – wybory prezydenckie to przygrywka

Po wyborach parlamentarnych to Paweł Kukiz może dać władzę Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Po wyborach parlamentarnych to Paweł Kukiz może dać władzę Jarosławowi Kaczyńskiemu. Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta

Paweł Kukiz to największe zaskoczenie kampanii prezydenckiej. Silne trzecie miejsce to ogromny kapitał na kampanię parlamentarną. Jeśli jesienią pospolitemu ruszeniu muzyka uda się choć zbliżyć do 9 proc., które teraz dają mu sondaże, będzie brakującym ogniwem w drodze PiS do władzy. Kaczyński już zaczął obsypywać Kukiza komplementami.

Na razie uwaga wyborców i mediów koncentruje się na wyborach prezydenckich, choć to te mniej istotne dla układu sił politycznych. Jesienią czekają nas wybory parlamentarne, które zdecydują o tym, kto będzie rzeczywiście rządził i to im podporządkowane jest wszystko w polityce. Także kampania prezydencka.

Czarny koń
Jej objawieniem jest Paweł Kukiz, który według ostatniego sondażu Millward Brown dla TVN24 może liczyć na 9 proc. poparcia. – Jest autentyczny. Idzie do polityki nie po coś, ale idzie zmieniać Polskę – komplementował go w TOK FM Grzegorz Schetyna, który zna się z Kukizem od czasów PRL, kiedy razem organizowali strajki studenckie.

Minister spraw zagranicznych uważa, że to zasługa „efektu świeżości”, mówił, że emocje są prawdziwe. – To będzie spory problem dla PiS-u – ocenił polityk PO. – Komitet Pawła Kukiza może uzyskać dobry wynik wyborczy kosztem PiS-u, co zupełnie może zreorganizować Sejm po wyborach – dodał.

Do władzy
I to właśnie krajobraz po wyborach parlamentarnych jest tym, co zaprząta umysły polityków. Każdej opcji. Bo Prawo i Sprawiedliwość ma wyraźny cel: rządzić. Jarosław Kaczyński przegrał już tyle wyborów, że kolejna klęska oznaczałaby koniec jego kariery politycznej. Dlatego jest w stanie poświęcić wiele, by mieć większość. Jeszcze latem 2014 r. przyjął pod swoje skrzydła buntowników z Solidarnej Polski i PJN (którzy dzisiaj są członkami Polski Razem).

To jednak może nie wystarczyć, by zdobyć ponad 40 proc. głosów, a co za tym idzie szansę na samodzielne rządy. Potrzebna będzie koalicja. Jej skład będzie zależał od tego, jakie wyniki uzyskają w wyborach parlamentarnych partie Korwin-Mikkego i Kukiza (bo szans na przekroczenie progu nie ma Ruch Narodowy, co przyznają nawet jego liderzy).

Pakt o nieagresji
Dlatego politycy PiS starają się nie atakować Kukiza. Po występie u Wojewódzkiego i zachęcie ze strony showmana, by głosować na Kukiza, prawica rzuciła się w wir tego, co uwielbia robić: zaczęła tworzyć teorie spiskowe. Kukiza okrzyknięto koniem trojańskim PO, udawanego prawicowca, który ma odebrać głosy Andrzejowi Dudzie, a później w wyborach parlamentarnych także PiS-owi.

W zupełnie innym tonie wypowiada się Jarosław Kaczyński. – Gratuluję sondażowych sukcesów. Jeśli chodzi o II rundę, to będziemy rozmawiali o tym po I rundzie – mówił kilka dni temu prezes PiS. To spora zmiana, bo jeszcze dwa lata temu ostrzegał przed budowaną przez Kukiza Platformą Oburzonych. Wtedy ten sposób narracji podchwycili inni politycy partii, a Kukiz stał się jednym z ich naczelnych wrogów.

Pertraktacje po wyborach
Kaczyński zmienił zdanie, ale prawicowe media nadal skaczą po Kukizie. Do uświadamiania medialnej armii Kaczyńskiego ruszył Jarosław Gowin. – Kukiz jest szczerym antysystemowcem i wierzy, że wprowadzi do Sejmu wystarczająco dużą grupę posłów, by wraz z obozem zjednoczonej prawicy odsunąć od władzy koalicję rządzącą – przekonuje. I dodaje, że już 11 maja zaczną się na prawicy rozmowy o współpracy w przyszłym parlamencie.

Paweł Kukiz też łagodzi stanowisko. Jeszcze we wtorek mówił twarde „nie”. Już w środę powiedział „Faktom”, że jeśli Andrzej Duda poprze zmiany zwiększające rolę referendów w naszym systemie, to mogą rozmawiać o przekazaniu poparcia przed II turą. Wydaje się więc, że muzykowi przestało przeszkadzać twarde „nie” dla JOW-ów ze strony PiS i stopniowo obniża wymagania.

Czwarty do brydża
Nie wiadomo jeszcze, jak jego program zmieni się pod naciskiem ludzi, z którymi może budować listy do Sejmu. Jeszcze kilka dni temu wymieniał wśród nich m.in. szefa śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” Dominika Kolorza czy lidera rolniczego OPZZ Sławomira Izdebskiego. Teraz Kukiz zapewnia, że nie będzie tworzył partii z byłym działaczem Samoobrony ani z nikim innym. Ale to jeszcze nie oznacza, że nie będzie wspólnej listy.

Poza PiS-em, jego przystawkami i Kukizem czwartym filarem prawicowego rządu może być partia KORWiN. Używając terminologii z ulubionej gry Krula można go określić czwartym do brydża. Choć panowie mówią o przyszłej współpracy ostatecznie mogą się nie dogadać. Dlaczego? Bo obaj czują się wystarczająco silni. Kukiz jest trzeci w sondażach prezydenckich, partia Korwina może liczyć już na 7 proc. – to tyle, ile zdobyła w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na wiecu Korwina w Krakowie były tłumy.

naRynku
Pragmatyzm prezesa
Sam Korwin-Mikke może być jednak niestrawny dla Jarosława Kaczyńskiego. Kilka dni temu prezes PiS znowu ostro go zaatakował, nazywając go „elementem patologii, która podtrzymuje system” i porównując do Władimira Żyrinowskiego w Rosji. Po liderze partii KORWiN takie ataki spływają, a i Kaczyński pokazywał, że jest pragmatykiem. Prawie dekadę temu nazywał Andrzeja Leppera „warchołem”, a jego współpracowników „ludźmi o marnej reputacji”, by później zaprosić ich do rozmów koalicyjnych.Poza tym rozważyć można scenariusz, że Korwin-Mikke zostanie na emeryturze w Parlamencie Europejskim, a krajowego podwórka będzie doglądał Przemysław Wipler. Krul mógłby nawet pojawić się na liście wyborczej, a później zrezygnować z mandatu. Łącznikami między korwinistami a PiS mogliby być byli posłowie tej partii: wspomniany już Wipler i Adam Hofman, który według „Newsweeka” doradza sztabowi Korwin-Mikkego.

ADAM HOFMAN

Można nawet dolary przeciwko orzechom postawić, że PiS wygra wybory, ale to nie znaczy, że będzie mieć władzę. Nawet jeśli wygra, to reszta partii, gdyby nie było Korwina i Kukiza, będzie tworzyć koalicję antypisowską. Interesem PiS jest dziś, żeby był ktoś, kto poszerzy zdolność koalicyjną. Czytaj więcej

KORWiN ma dobrze rozbudowane struktury, a jego zwolennicy pokazali, że z finansowaniem kampanii też nie będzie źle. Dzisiaj na koncie komitetu kandydata jest ponad 630 tys. zł. Oczywiście to kilkanaście razy mniej niż w PO czy PiS, ale już porównywalnie do PSL czy SLD. Pieniądze zbiera też Kukiz, który ma na koncie ponad 380 tys. zł. Jego słabą stroną jest brak struktur, które trzeba będzie zbudować do jesieni. Jeśli się uda, droga do Sejmu stoi przed nim otworem. A stamtąd prosto do rządu.

naTemat.pl

wyniki

Wycięli drzewa pod nowe bloki. W miejscu siekierezady ktoś ustawił krzyże

pko, sko, 30.04.2015
Lublin. Krzyże na skwerze u zbiegu ul. Droga Męczenników Majdanka i Krańcowej

Lublin. Krzyże na skwerze u zbiegu ul. Droga Męczenników Majdanka i Krańcowej (JAKUB ORZECHOWSKI)

Kilka tygodni temu deweloper wyciął 77 drzew rosnących na skwerze u zbiegu Drogi Męczenników Majdanka i ul. Krańcowej w Lublinie. Teraz ktoś na skwerze ustawił drewniane krzyże
Wycinkę drzew przeprowadzono w połowie lutego. Pod topór poszło 77 drzew oraz sporo krzewów. Deweloper, firma Wlaszczyk Więckowski Nieruchomości chce w tym miejscu stawiać nowe bloki. Na wycinkę otrzymała zgodę wydziału ochrony środowiska.Teraz na pustym skwerze ktoś z mieszkańców ustawił drewniane krzyże. Nie wiadomo kto wpadł na taki pomysł. Na krzyżach nie ma też żadnych napisów sugerujących kto i dlaczego mógłby to zrobić.Mieszkańcy w szokuPrzypomnijmy, że działka, na której rosły drzewa wcześniej należała do miasta, ale ratusz zamienił się z firmą deweloperską. Miasto w zamian za skwer otrzymało działkę przy ul. Berylowej na Czubach. Ma na niej stanąć nowa szkoła.

Zdarzenie z lutego zbulwersowało mieszkańców Bronowic. Ludzie przekonywali, że nikt nie uzgadniał z nimi wycinki i byli nią kompletnie zaskoczeni. Ludzie byli w szoku, gdy z rana usłyszeli ryk pił oraz odgłos upadających na ziemię drzew. Mówili także, że skwer był zielonymi płucami dzielnicy i miejscem chętnie odwiedzanym przez mieszkańców dzielnicy. Jednak do „Wyborczej” docierały też sygnały, że działkę wieczorami opanowują amatorzy mocnych i tanich trunków. W nocy urządzane były tam regularne popijawy, a po zmroku nikt na zadrzewioną działkę się nie zapuszczał.

Prezydent: To hipokryzja

Na oburzenie mieszkańców szybko zareagował też prezydent Krzysztof Żuk. Przypomniał, że jeden z najmocniej protestujących, lokalny działacz PiS Andrzej Szyszko w 2012 roku zbierał podpisy, aby w tym samym miejscu wybudować VI komisariat policji. Wtedy zebrano 1708 podpisów mieszkańców. Żuk piętnując hipokryzję dodawał, że wtedy nikt nie przejmował się, że drzewa trzeba będzie wyciąć.

Komisariatu w tym miejscy nie ma i nie będzie, bo nie chciała go w tym miejscu policja. Ale – jak mówił prezydent – gdyby powstał, to efekt byłby taki sam jak dziś. Drzewa musiałyby zostać wycięte.

Będą nowe drzewa

Przy zamianie gruntów deweloper dopłacił miastu jeszcze 97,5 tys. zł. Zobowiązał się też, że w ciągu trzech lat posadzi 169 drzew i 4 tysiące krzewów na terenie miasta. Poza tym firma ma urządzić także trzy skwery. Ten przy ul. Jesiennej będzie z placem zabaw. Przy ul. Łabędziej będą m.in. szachy ogrodowe i stanowisko do grilla. A przy Drodze Męczenników Majdanka będzie tradycyjny skwer – z ławkami i koszami na śmieci.

lublin.gazeta.pl

W piątek zjesz kiełbaskę z grilla i nie zgrzeszysz. Biskupi udzielili dyspensy na 1 maja

Martyna Trykozko, 30.04.2015
Kiełbaska z grilla

Kiełbaska z grilla (Fot. Franciszek Mazur / AG)

Dyspensa na 1 maja. Konferencja Episkopatu Polski udzieliła dyspensy od piątkowego postu i ogłosiła, że tego dnia katolicy mogą zjeść mięso, nie łamiąc w ten sposób obowiązku unikania pokarmów mięsnych. Powinni jednak pomodlić się w intencjach ważnych dla Kościoła.

Biskupi polscy udzielili w tym roku ogólnokrajowej dyspensy od piątkowego postu na 1 maja. Katolicy mogą więc zjeść kiełbaskę czy karkówkę z grilla, nie łamiąc zasady powstrzymywania się od jedzenia pokarmów mięsnych w każdy piątek. Na ten dzień tygodnia przypada bowiem w tym roku początek długiego weekendu majowego.

Skąd taka decyzja? – Bierze się to ze względów praktycznych – sugeruje rzecznik archidiecezji warszawskiej, ks. Przemysław Śliwiński. – Już wcześniej zdarzało się, że piątek przypadał w trakcie długiego weekendu i wiadomo było, że warto w tym dniu udzielić dyspensy. Jest to czas wspólnego świętowania rodzinnego, które bardzo często przyjmuje formę grillowania. Dla wielu osób tworzyło to kłopotliwy dylemat – tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl.

Dyspensa od piątkowego postu była udzielana już wcześniej przez poszczególne archidiecezje. Z takich samych powodów odchodzono na przykład od postu, jeśli w piątek wypadał 31 grudnia.

„Po jednej stronie Wisły można było zjeść kiełbasę…”

– Nasza diecezja już w zeszłym roku zrobiła taką dyspensę – mówi Śliwiński. – Była to akurat głośna sprawa, bo diecezja warszawsko-praska dyspensy nie udzieliła. Wychodziło na to, że po jednej stronie Wisły można było zjeść kiełbasę, a po drugiej już nie. W tym roku episkopat kierował się takim samym względem praktycznym, również po to, żeby nie było tego typu sytuacji – stwierdza.

O udzieleniu ogólnopolskiej dyspensy biskupi zdecydowali podczas 368. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, mając na względzie „wyjątkową sytuację i kierując się dobrem duszpasterskim wiernych”.

Piątkowa pokuta, która dla katolików bierze się ze wspomnienia dnia śmierci Chrystusa, zostanie jednak zachowana. Zamiast wstrzymywania się od mięsa sugerowana jest modlitwa.

– Proszę pamiętać o tym, że dyspensa polega na tym, że praktyka pokutna jest zachowana, tylko jest zamieniona – tłumaczy Śliwiński. – Zamiast postu sugerowane jest inne dzieło miłosierdzia. Może to być modlitwa w intencjach Ojca Świętego, czyli intencjach ważnych dla Kościoła.

gazeta.pl

AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]

1/15

>

MK
2015.04.27 12:01:14
Zdjęcie numer 0 w galerii - AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]

facebook.com/maggiulli.rosy

Tonący brzytwy się chwyta, więc ostra jak brzytwa Rosy Maggiulli może być ostatnią deską ratunku dla włoskiego klubu AC Parma, który jest u progu bankructwa. Włoszka obiecała, że wykona striptiz na Stadio Ennio Tardini, jeśli znajdą się sponsorzy, chętni ratować klub!
  • Zdjęcie numer 1 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 2 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 3 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 4 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 5 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 6 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 7 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 8 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 9 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 10 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 11 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 12 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 13 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 14 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 15 w galerii AC Parma nie zbankrutuje, bo Rosy Maggiulli wykona striptiz na stadionie? [ZDJĘCIA]

 

Kim jest Borys Budka, który ma zostać ministrem sprawiedliwości?

pj, 30.04.2015
Borys Budka

Borys Budka (Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG)

37-letni Borys Budka, prawnik z Zabrza i poseł PO, ma zastąpić Cezarego Grabarczyka. – Jeszcze dziś wystąpię do prezydenta o jego powołanie – oświadczyła premier Ewa Kopacz. Dodała, że atutem nowego ministra jest doświadczenie i młodość.
– Jeszcze dzisiaj wystąpię do prezydenta o powołanie nowego ministra sprawiedliwości – zapowiedziała premier Ewa Kopacz. Dodała, że atutem Borysa Budki jest doświadczenie zawodowe i młodość. Nowy minister ma 37 lat.- O tym, że mam być ministrem, dowiedziałem się dzisiaj. Wcześniej padały propozycje pracy w resorcie, ale zajmowałem się w Sejmie m.in. reformą procedury cywilnej, którą chciałem dokończyć. To właśnie się stało. Dlatego zdecydowałem się wziąć odpowiedzialność za pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości i tu czuwać nad dalszymi reformami – mówi „Wyborczej” Borys Budka.Nowy minister sprawiedliwości z wykształcenia jest prawnikiem, przez wiele lat był związany z Zabrzem. Tu mieszkał i był wiceprzewodniczącym, a później przewodniczącym rady miasta.Miał wtedy zaledwie 28 lat. Chciał jednak dopuścić do głosu w mieście jeszcze młodszych od siebie, powołując radę młodzieżową. Pozostali radni odrzucili projekt bez dyskusji. Nie ukrywał, że było mu wstyd, że nie potrafił kolegów przekonać do swojego pomysłu. – Raz się zaczerwieniłem, kiedy zamiast „w imieniu grupy radnych” powiedziałem „w imieniu grupy trzymającej”. Przejęzyczyłem się, na szczęście zdążyłem ugryźć się w język – wspominał. Udało mu się za to doprowadzić do tego, że mieszkańcy sami mogli zgłaszać propozycje uchwał rady.Zasłynął jednak przede wszystkim z zaangażowania się w obronę lokatorów Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej m.in. w sporze o rozliczenia kosztów ciepłej wody oraz ogrzewanie czy regulaminy.Borys Budka z Platformą Obywatelską związał się parę lat temu. Od 2011 roku jest posłem ugrupowania z okręgu gliwickiego. Wiele razy reprezentował Sejm przed Trybunałem Konstytucyjnym. W Sejmie zajmował się też m.in. sprawami spółdzielni mieszkaniowych czy ogrodów działkowych.

W ostatnich wyborach kandydował na prezydenta Gliwic. Przegrał z urzędującym od wielu lat prezydentem Zygmuntem Frankiewiczem.

Na co dzień pracuje jako wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Razem z żoną wychowuje dwójkę dzieci. W wolnym czasie biega. Na koncie ma udział w wielu maratonach.

Marek Wójcik, poseł PO z Katowic, mówi, że Borys Budka na pewno sobie poradzi. – Był bardzo dobrze ocenianym posłem przez premier Ewą Kopacz oraz cały klub PO. Od początku był na krótkiej liście kandydatów na nowego ministra sprawiedliwości – mówi Marek Wójcik.

Dodaje, że Borys Budka nie jest osobą, która do tej pory była w pierwszym szeregu PO, ale wszystko, co osiągnął, zawdzięcza przede wszystkim własnej pracy. – Ta nominacja nie jest efektem partyjnej kariery. To wybór merytoryczny. Myślę, że to nowe otwarcie w polityce rządu i PO – mówi Marek Wójcik.

katowice.gazeta.pl

Twój Głos. Magdalena Ogórek odpowiada na Wasze pytania

Redakcja, 30.04.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103087,17843222,video.html?embed=0&autoplay=1
Już wkrótce wybory prezydenckie. Warto wziąć w nich udział. I warto głosować świadomie. Dlatego w ramach akcji Gazeta.pl i MamPrawoWiedziec.pl zachęcaliśmy Was do zadawania pytań kandydatom. Na kilka z nich odpowiada dziś Magdalena Ogórek.

10 maja Polacy będą wybierać prezydenta. Być może masz już swojego kandydata, być może wciąż się wahasz albo w ogóle nie zamierzasz iść na wybory. Tak czy inaczej, chcemy pomóc Ci w podjęciu wyborczej decyzji. Jakakolwiek by ona była, niech będzie świadoma.

Dlatego wraz z MamPrawoWiedziec.pl zorganizowaliśmy akcję Twój Głos . Biorąc w niej udział, każdy miał szansę, by kandydaci usłyszeli jego pytanie.

W ramach akcji Twój Głos znani Polacy nagrali krótkie filmy ze swoimi pytaniami do kandydatów, poruszając ważne dla nich zagadnienia. Taką samą szansę daliśmy wszystkim internautom, którzy mogli nagrać krótki film z pytaniem do kandydatów. Wybraliśmy spośród nich te najciekawsze, najważniejsze i najbardziej kreatywne, po czym przekazaliśmy je kandydatom – oto pierwsza część odpowiedzi Magdaleny Ogórek na wybrane przez nią pytania. Już wkrótce będziemy publikować odpowiedzi kolejnych kandydatów.

TOK FM

Miller przegrupowuje siły. Końcówka kampanii Magdaleny Ogórek ma być mocna

Leszek Miller na finiszu kampanii prezydenckiej chce, żeby SLD było dla Magdaleny Ogórek mocnym wsparciem
Leszek Miller na finiszu kampanii prezydenckiej chce, żeby SLD było dla Magdaleny Ogórek mocnym wsparciem Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta

Po tym jak kolejni politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej dystansowali się od kandydatury Magdaleny Ogórek na prezydenta, przyszła pora na zwarcie szeregów. Na ostatniej prostej w kampanii, partia Millera stanie murem za kandydatką „niezależną”, chociaż wielu polityków SLD zrobi to z zaciśniętymi ustami.

Ogórek osamotniona
Projekt wystawienia szerzej nieznanej kandydatki miał być strzałem w dziesiątkę i sposobem na odświeżenie wizerunku SLD. Zamiast celnego strzału, Leszek Miller pewnie już czuje, że uderzył raczej kulą w płot. W międzyczasie okazało się, że kandydatka zerwała się z lewicowej smyczy i ani myśli tańczyć, jak jej zagrają. Magdalena Ogórek na każdym kroku podkreśla swoją niezależność, a im więcej na lewicy pojawia się głosów krytyki, tym uparciej to robi.

Najbardziej specjalistce od kościoła oficjalnie oberwało się od Joanny Senyszyn, Ryszarda Kalisza i Krzysztofa Gawkowskiego, którzy bez ogródek zarzucali kandydatce SLD koniunkturalizm, chęć zrobienia z kampanii trampoliny do kariery i furtki otwierającej drogę na salony. I chociaż Kalisz nie jest już członkiem SLD, to jego głos na lewicy jest nadal mocno słyszalny. Lista niezadowolonych jest jednak znacznie dłuższa, a w kuluarach głośno mówi się o tym, że Miller forsując taką kandydaturę, wbił gwóźdź do politycznej trumny Sojuszu.

Mobilizacja na finiszu
Już raz Leszek Miller dyscyplinował swoją „trzódkę” w sprawie podejścia do kandydatury Magdaleny Ogórek. Na jednej z konferencji zasugerował, że jeśli partia nie okaże jej wsparcia, on odwdzięczy się przy układaniu list w nadchodzących wyborach parlamentarnych, a ci, którzy otwarcie będą krytykować jego decyzję, wylądują poza burtą.

Wtedy widmo nie załapania się na listy wyborcze na chwilę przemówiło do wyobraźni polityków Sojuszu, ale szybko zapomnieli o entuzjazmie dla kandydatury Ogórek, spisując kampanię na straty.

Leszek Miller się jednak nie poddaje, może robi dobrą minę do złej gry, a może po raz kolejny odzywa się w nim polityczny fighter. W przededniu wyborów chce przystąpić do ofensywy na wszystkich frontach.

W nadchodzących dniach zobaczymy nowy spot wyborczy Magdaleny Ogórek z prominentnymi politykami u boku, co świadczy o tym, że Miler ma jeszcze w Sojuszu trochę do powiedzenia. Posłowie z kolei zorganizują konferencję prasową, a sam Leszek Miller pojedzie walczyć o głosy w teren. Kandydatka na prezydenta też nie ma zamiaru zwalniać – będzie kontynuować spotkania z wyborcami i przypuści wyczekiwany od początku kampanii, szturm na stacje telewizyjne.

Szkoda, że wcześniej w szeregach SLD nie było tyle zapału, a ostatecznie kandydatura Magdaleny Ogórek nie jest niczym więcej, tylko szalonym eksperymentem lidera, którego zbytnia pewność siebie, tym razem wywiodła go prosto na manowce, daleko od Pałacu Prezydenckiego.

naTemat.pl

Grzechy biskupów Argentyny

Maciej Stasiński, 30.04.2015
Prezydent Argentyny Jorge Videla z żoną na pogrzebie papieża Jana Pawła I w Watykanie, 3 października 1978 r.

Prezydent Argentyny Jorge Videla z żoną na pogrzebie papieża Jana Pawła I w Watykanie, 3 października 1978 r.(ANGELO PALMA)

Papież Franciszek ujawni dokumenty watykańskie dotyczące junty, która w latach 1976-83 mordowała w Argentynie ludzi tysiącami.
Wieść ogłosił w Radio America szef protokołu papieża Guillermo Karcher: – Papież pragnie tego i zlecił sekretarzowi stanu przygotowanie odtajnienia dokumentów dotyczących dyktatury argentyńskiej.Papieska obietnica spełnia prośby kierowane do papieża Franciszka od początku jego urzędowania w Rzymie. Dzisiejszy papież Jorge Bergoglio wcześniej był argentyńskim kardynałem i arcybiskupem Buenos Aires.Stowarzyszenie Babcie z Placu Majowego zajmujące się dokumentowaniem zbrodni dyktatury, a zwłaszcza poszukiwaniem niemowląt zrabowanych mordowanym matkom, już w kwietniu 2013 r. napisało do Franciszka list, prosząc go o ujawnienie archiwów. Szefowa stowarzyszenia Estela Carlotto liczyła, że to pomoże w odnalezieniu 400 dzieci. Z ponad 500 ukradzionych dzieci, które pod zmienionymi nazwiskami oddano do adopcji stronnikom dyktatury, Babcie odnalazły do dziś 110.Carlotto prosiła też papieża, by skarcił swoich kolegów argentyńskich za grzech, jakim było „ukrywanie i tuszowanie informacji o porwaniach, zabójstwach i rabunku niemowląt przez juntę uprawiającą terroryzm państwowy”.Papież przyjął wówczas w Watykanie Estelę Carlotto oraz jednego z odnalezionych wnuków i oświadczył im, że potomkowie ofiar zbrodni „mogą na niego liczyć”.Po puczu wojskowym w 1976 r. szefowie armii obnosili się ze swoim katolicyzmem, a ich plany i rządy były otwarcie wspierane przez biskupów jako krucjata w obronie cywilizacji chrześcijańskiej. Szef episkopatu Adolfo Tortolo zapowiadał przed zamachem wojskowym, że Argentynę czeka „czas oczyszczenia”. Biskup polowy Victorio Bonam~n mówił: – Czyż Chrystus nie chce, by pewnego dnia armia wykroczyła poza swoją bieżącą funkcję? To wojskowi zostali oczyszczeni w Jordanie krwi, by móc stanąć na czele narodu.Blisko miesiąc po puczu, 15 maja 1976 r., kiedy szwadrony armii szalały po całym kraju, wyłapując bojówkarzy, działaczy lub zwyczajnych sympatyków lewicy, biskupi oświadczyli wiernym: „Łatwo zbłądzić, oczekując, by organy bezpieczeństwa państwa postępowały z chemiczną czystością, jakby to był czas pokoju, podczas gdy przecież krew leje się codziennie (…). Trzeba zaakceptować drastyczne cięcia, jakich wymaga sytuacja, wyrzec się pewnej porcji wolności dla dobra wspólnego. Byłoby zbłądzeniem wprowadzać marksistowskie rozwiązania pod przykrywką rzekomych zasad ewangelicznych”.

Szef junty i gorliwy katolik gen. Jorge Videla zaprosił na obiad w kwietniu 1978 r. kardynałów Ra la Primatestę i Juana Aramburu. Wyjaśnił im sprawę tzw. zaginionych bez wieści, których szukały rodziny: – Zaginieni są już właściwie martwi i oczywiście, że należałoby to tak nazwać, ale to niestety zrodziłoby pytania, gdzie mianowicie są pogrzebani. Rząd na takie pytanie nie może odpowiedzieć szczerze ze względu na osoby odpowiedzialne.

Spotkanie zrelacjonował papieżowi w telegramie kardynał Aramburu. Watykan zachował milczenie.

W 1979 r. episkopat argentyński odmówił przyjęcia delegacji kobiet, których mężowie i synowie ginęli bez wieści w kazamatach armii. – Dyskutowaliśmy cały dzień: przyjąć te kobiety czy nie – wyznał po latach bp Miguel Hesayne. – Zastanawiałem się, co powie Jezus Chrystus na to, że nie chcieliśmy słuchać wołania matek – wspominał po latach inny biskup Justo Laguna.

Ze zmowy milczenia i wspólnictwa z wojskowymi wyłamało się zaledwie kilku biskupów. Dwóch z nich – Enrique Angelelli i Ponce de León – zapłaciło za to życiem.

W 1979 r. biskupi odmówili matkom zaginionych przekazania listy ofiar papieżowi Janowi Pawłowi II na konferencji biskupów w Meksyku. Zrobił to za plecami hierarchów Adolfo Pérez Esquivel, który rok później dostał Pokojowego Nobla. – Gdy powiedziałem papieżowi, że już wcześniej przesłałem mu ją przez nuncjaturę w Buenos Aires, Ojciec Święty odrzekł zaskoczony, że nigdy nie dotarła do jego rąk – opowiadał potem Pérez Esquivel.

W 1979 r. biskup La Platy mówił: – Argentyna jest jednym z krajów, gdzie panuje największy spokój i gdzie najściślej przestrzega się praw człowieka. Nie widzę, by ktoś tu kogoś więził, zabijał czy deptał czyjeś prawa.

Trzy lata później kardynał Aramburu mówił: – W Argentynie nie ma zbiorowych mogił, każde zwłoki mają swoją trumnę. Zaginieni? Wielu zaginionych spokojnie sobie żyje w Europie.

Po upadku dyktatury w 1983 r. wielu biskupów protestowało przeciw procesowi najwyższych generałów skazanych na wiele lat więzienia w 1985 r. Dopiero w 2000 r. Kościół zdobył się na przeprosiny, które jednak wielu Argentyńczyków uznało za spóźnione i zdawkowe. „Prosimy o wybaczenie za współwinne milczenie i aktywny udział wielu synów w sianiu niezgody, pogwałceniach wolności, torturach i donosicielstwie, prześladowaniach politycznych i ideologicznej zapiekłości, walkach i bezsensownej śmierci, które skrwawiły nasz kraj” – pisali wówczas biskupi.

Także biskupa Bergoglio oskarżano o wydanie juncie dwóch niepokornych jezuitów, którzy pracowali wśród biedoty i uchodzili za rzeczników teologii wyzwolenia, wyklętej przez Jana Pawła II i jego „pancernego kardynała” Josepha Ratzingera, późniejszego Benedykta XVI. Te zarzuty się jednak nie potwierdziły. Świadectwo przyzwoitości wystawił Bergoglio już po wyborze na papieża Adolfo Pérez Esquivel.

Zobacz także

wyborcza.pl

Złodziejka krzyża

Marcin Kącki, rys. Piotr Chatkowski, 29.04.2015

Rys. Piotr Chatkowski

Szkolna pedagog uznała, że skoro matematyczka zdjęła krzyż, to wszystko mogła ukraść
Grażyna Juszczyk całe życie toczyła wojnę z matką. Dla niej wzięła kościelny ślub, posłała syna do komunii. Matka już z demencją, przestała wojować o Kościół, ale na wszelki wypadek córka wyłącza telewizję, by matka nie słuchała o awanturze o krzyż.RadaW lutym 2013 roku do Zespołu Szkół Sportowych w Krapkowicach przyjechać ma biskup z Opola. Katecheta szkolny ksiądz Krzysztof Wojnarowski zauważa, że w pokoju nauczycielskim nie ma krzyża. Zbiera podpisy nauczycieli, a gdy ma większość, wiesza krzyż. Nieduży, 20 cm, z masy perłowej. Biskup przyjeżdża, święci krucyfiks.Grażyna Juszczyk, matematyczka, jest wtedy na urlopie zdrowotnym. Wraca we wrześniu. Widzi krzyż, staje na krześle, zdejmuje, kładzie na szafce. W pokoju jest kilka nauczycielek, ale jakby tego nie zauważają. Po kilku tygodniach Juszczyk słyszy szepty: kto zdjął krzyż? Ktoś mówi, że to Juszczyk, ktoś inny jej broni, że nie ma na to dowodów. Ale matematyczka się przyznaje.- Dlaczego? – pyta jedna z nauczycielek.- Bo krzyż mnie wyklucza. Jego obecność oznacza, że to miejsce dla wierzących katolików.- Ale większość tak chciała!Spór gaśnie, bo to piątek. W weekend nauczyciele jadą z księdzem na wycieczkę do sanktuarium. Po niedzieli Juszczyk wchodzi do pokoju, krzyż wisi. Znów bierze krzesło, ściąga, kładzie na stole tam, gdzie przesiaduje ks. Wojnarowski.Katechetka: – Nie zdejmuj, bo większość powiesiła! A zresztą pogadamy o tym na radzie pedagogicznej.

Rada została zwołana nadzwyczajnie. Atmosfera gęsta, nikt się nie odzywa. Dyrektorka Teresa Wichary ogłasza: – Wiemy już, kto ośmielił się ściągnąć krzyż!

Mówi, że w Europie toczy się wojna o krzyż, a Sejm przyjął uchwałę go broniącą. Mówi o symbolu miłości Boga do człowieka, o gotowości do poświęceń, szacunku. – Ogólnie panujący trend każe nam niejako siedzieć cicho i nie mówić o Chrystusie.

Co ma Juszczyk na swoje usprawiedliwienie? Mówi, że krzyż kojarzy się jej z cierpieniem, że nikt nie zauważył jego zniknięcia przez kilka tygodni.

Szkolna pedagog mówi, że Juszczyk zawsze może zmienić pracę.

Polonistka, że to kraj katolicki, większość to katolicy, obowiązuje prawo większości.

Ksiądz Wojnarowski mówi o historii krzyża, że to symbol polski.

Druga polonistka sugeruje, by Juszczyk wszystkich przeprosiła.

Pedagog grozi policją: – Ukradła krzyż! Może za jej sprawą giną też inne rzeczy?

Juszczyk wychodzi ze szkoły na miękkich nogach.

„Czuję lęk”

Kilka tygodni po radzie sprawa przecieka do lokalnych mediów. Nauczyciele piszą anonimowy list do „Nowin Krapkowickich” i skargę do dyrektorki szkoły. Oskarżają Juszczyk o „zakłócanie atmosfery pracy i niewykonywanie obowiązków służbowych”, „niszczenie wizerunku szkoły na zewnątrz”. List zostaje powieszony w szkolnej gablocie. Matematyczkę popiera małżeństwo emerytowanych nauczycieli. Piszą do młodszych kolegów, że są oburzeni brakiem dialogu i poszanowania dla jej poglądów. Juszczyk wiesza ich list w gablocie, ale ściąga go nauczycielka historii.

– Dlaczego? – pyta ją Juszczyk.- Bo zbliżają się święta.- A wasz list może wisieć?- Zbliżają się święta.Juszczyk się rozpłakuje. Dowiaduje się, że pod listem nauczycieli podpisały się nawet bliskie jej koleżanki. Pyta o to jedną z nich.- Bo ty możesz niedługo iść na emeryturę, a ja muszę z nimi pracować – słyszy.Nauczycielki piszą też donosy dla dyrektorki (które znajdę później w aktach sprawy w sądzie pracy).”Kol. Juszczyk zaczepiła mnie na korytarzu, powiedziała, że czuje się urażona, że nieszanowana jest jej godność”.”Otrzymałam SMS, że nie jestem już koleżanką Grażyny Juszczyk”.

„Juszczyk w sposób natarczywy domagała się wyjaśnień”.

„Unikam spotkania z p. Juszczyk, czuję lęk”.

Pisze też ksiądz: „Byłem wypytywany przez Juszczyk, czułem, że chciała mnie sprowokować”.

„Nowiny Krapkowickie” publikują list 80-letniej czytelniczki. Przeżyła wojnę, matka zawsze wychowywała ją w znaku krzyża. Gdy była w szpitalu, zmarły dwie osoby i w ostatnich chwilach wzywały Pana Jezusa Ukrzyżowanego. Czytelniczka życzy, by Juszczyk w swoich ostatnich chwilach „mogła chociaż malutki krzyżyk trzymać w swoich dłoniach”. A pani dyrektor życzy, by „nie dała się zastraszyć”.

Dyrektorka w połowie grudnia udziela matematyczce upomnienia za „nieprzestrzeganie procedur i naruszenie norm etycznych”, co przyczynia się do „osłabienia konkurencyjności szkoły”.

Juszczyk bierze leki uspokajające, idzie na zwolnienie lekarskie.

Dziecko, nie cudzołóż

Otmęt, dzielnica Krapkowic. Dawniej małe miasteczko słynące z fabryki obuwia. Trzy kościoły, fabryka papieru i atmosfera grozy. Gdy wysiadam z PKS-u pod koniec marca, media informują, że znaleziono tu okaleczone zwłoki 15-latki. Kobiety nie chodzą same po zmroku, policja krąży po mieście, sprawdza dokumenty. Burmistrz apeluje w mediach o czujność i chodzenie w grupach.

Juszczyk mieszka na PRL-owskim osiedlu w centrum. Do zespołu szkół sportowych w linii prostej ma jakieś 300 metrów. Niewysoka, uśmiechnięta, siedzi na krawędzi kanapy. Mówi szybko, pewnie. Jest w bojowym nastroju, bo złożyła sprawę do sądu za dyskryminację w szkole. A krzyż, jak mówi, to nie był kaprys. Gdy do kościoła w Krapkowicach prowadziła ją mama, nie lubiła fresków, na których Abraham zamachuje się na syna. Nie chciała patrzeć. Nie cierpiała obrazów drogi krzyżowej, a Chrystus na krzyżu był dla niej symbolem przemocy. Ale nie mogła Boga odrzucić. Gdy mówi mamie, że nie chce do kościoła, słyszy: jesteś wyzuta z człowieczeństwa. Ale w ich domu krzyż nie wisiał. Kościelny ślub z mężem wzięła ze względu na mamę, która pilnuje, by dorosła już córka chodziła do kościoła.

Wojtek, starszy syn Grażyny, idzie do szkoły sportowej w Krapkowicach na początku lat 90. Na religię też, bo wszyscy idą. Do pierwszej komunii dla babci i prezentów, ale kościoła unika. Podobnie jak mama „nie lubi patrzeć na sceny przemocy”. W trzeciej klasie katechetka wymaga, by dzieci pisały relacje z mszy. Nie rozumie, co ksiądz mówi w kazaniu, więc prosi mamę, by pisała za niego. Grażyna sugeruje, że wypisze go z religii. Wojtek boi się, że koledzy będą źle patrzeć, bo byłby jedyny, nie licząc świadków Jehowy. Przed religią boli go brzuch, bo nie chodzi do kościoła, gdzie boli go brzuch od patrzenia. Przychodzi ze szkoły smutny: – Głupi jestem, nie potrafię nic wymyślić, a jeden kolega wymyślił, że nie był w kościele, bo mu się kurtka suszyła.

Katechetka grozi, że postawi mu pałę, bo mylą mu się strony w znaku krzyża. Mama mówi, by ćwiczył, jak odruch. Ćwiczą też 10 przykazań, ale mały nie rozumie „Nie cudzołóż”. Mama mówi: „Nie skupiaj się na treści”.

Pod koniec trzeciej klasy Wojtek odważa się nie iść na religię. Nikt nie reaguje. Odważa się znowu. Uznaje, że klasa chyba to zaakceptowała. W czwartej klasie wychowawcą jego klasy zostaje mama.- Dlaczego Wojtek nie chodzi na religię? – pyta ktoś na pierwszej lekcji.Klasa chichocze, szepce.- Bo nie wierzymy w to, co słyszycie na religii – mówi Juszczyk.Dzieci zamurowało. Za chwilę się przekrzykują.- Moi rodzice też nie chodzą do kościoła, a mnie każą.- A moi mówią, że tylko jehowici nie chodzą.- A moja mówi, że jak będę dorosła, to se mogę nie chodzić.Juszczyk: – Dzieci uznały wtedy, że do kościoła muszą chodzić tylko mali ludzie. Pytały mnie o choinkę, powiedziałam, że też mamy, bo to tradycja nie tylko katolicka.

Dzwoni do niej jedna z matek, że jej syn chce się wypisać z religii. Powiedział, że można nie chodzić na religię i mieć choinkę, i on się teraz czuje jak frajer.

Osiem lat później do tej samej szkoły idzie jej młodszy syn Jacek. Nie chce religii, ma wsparcie w bracie. Grażyna mówi mamie, że Jacek nie pójdzie do komunii. Słyszy: jesteś wyzuta z człowieczeństwa. Ale stopniowo matka zaczyna obojętnieć. Juszczyk myśli: tyle lat wojny, chociaż na starość zrozumiała. Ale to objawy demencji. Grażyna czuję ulgę, że mama nie widzi tego sporu, choć namiętnie czyta paski telewizji informacyjnych, więc gdy leciało „Nauczycielka z Krapkowic zdjęła szkolny krzyż”, wyłączali.

– Dopiero teraz, przy zaawansowanej starości mamy, gdy jest bezbronna, zdana na moją opiekę, relacje między nami są ciepłe i pełne miłości. Tyle życia zmarnowałyśmy na niepotrzebne spory o religię.

Juszczyk reaguje nie tylko na symboliczną przemoc krzyża. Na tym samym piętrze mieszka młoda rodzina. Mężczyzna, dwudziestokilkulatek, to jej były uczeń. Agresywny, od kilku lat znęca się nad żoną. Sąsiedzi nie reagują, tylko Juszczyk regularnie śle pisma do policji i prokuratury, cytuje krzyki zza ściany: „No uderz mnie jeszcze raz!”. – Byłam wzywana na przesłuchania, potwierdzałam znęcanie, w końcu go zamknęli.

Krzywdzące pytania

Grażyna Juszczyk do szkoły przychodzi w kratkę. Po jednym z urlopów zdrowotnych słyszy skandowanie chłopców i dziewczyn jednej z trzecich klas gimnazjum: – Gdzie jest krzyż?! Gdzie jest krzyż?!

Nie reaguje, uczniowie siadają. Połowa z nich wyciąga karteczki, jak wizytówki, i kładzie przed sobą, na stolikach. Na każdej narysowany jest czarny krzyż. Juszczyk udaje, że tego nie widzi. Za chwilę znów pójdzie na chorobowe. – Z trudem dokulałam się do wakacji – mówi. Nie wyjeżdża nigdzie, opiekuje się matką.

Jesień ub. roku, blisko 300 dzieci w szkole dostaje na lekcjach ankietę przygotowaną przez radę rodziców. W piśmie, które mają zanieść rodzicom, rada pisze, że konstytucja nie jest neutralna światopoglądowo, że jest w niej system wartości zakorzeniony w „chrześcijańskim dziedzictwie narodu”, a „bez znajomości kulturowej symboliki krzyża nie można wychować ucznia na człowieka i obywatela zakorzenionego w tradycji, zdolnego to nasze dziedzictwo przekazać tym Polakom, którzy przyjdą po nas”. Na końcu pytanie: czy przeszkadza ci krzyż w wychowawczej przestrzeni naszej szkoły? Krzyż nie przeszkadza 257 rodzicom, 20 nie ma zdania, 15 oddało nieważne ankiety, a 6 rodziców było przeciwnych krzyżowi w „przestrzeni szkoły”.

Ankiety rozdała nauczycielom Joanna Jochymek, przewodnicząca rady rodziców. – Jeśli ma pan jakieś pytania krzywdzące panią dyrektor, to nie będę rozmawiać – ostrzega przez telefon i odmawia spotkania. Ma około 40 lat, śpiewa w zespole biesiadnym. Cieszy się, że nie mieszka w samych Krapkowicach, bo „zgroza teraz puścić dziecko, by nie zgwałcili i nie zabili”. Matematyczki nigdy nie poznała, więc niewiele może o niej powiedzieć. – Ale same złe rzeczy o niej słyszałam. Nie wiem, o co jej chodzi, a pani dyrektor to porządna kobieta – mówi mi przez telefon.

Jochymek jest wierząca, jej dziecko chodzi na religię, a krzyż jest dla niej bardzo ważny, choć to zbyt intymne, by o tym mówiła.

– Kto wymyślił treść ankiety? – pytam.

– Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Mamy opinię prawnika, pana doktora, który napisał, że mogliśmy rozdać ją dzieciom.”Pan doktor” to ksiądz Artur Mezglewski, specjalista od prawa administracyjnego, ale i wyznaniowego.- Czy to pani wymyśliła treść?Jochymek: – Jeden z rodziców, ale nie powiem który.„Pedofilia? Nie pytałam”Dowiaduję się od nauczycieli, że pomysłodawcą listu do rodziców był Roman G., który w szkole ma dzieci i jest współpracownikiem szkoły. Dyrektor Wichary zatrudniła go, by nadzorował obieg dokumentów i informacji zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych.Nauczyciele mówią mi, że szepcze się w szkole, że G. miał problemy z prawem, ale głośno nie mówią, bo dyrektorka go lubi. Na jednym z forum nauczycieli znajduję informację, że G. został zatrzymany w 2006 r. w hotelu w Nadarzynie za posiadanie pornografii dziecięcej. Trafił do aresztu na trzy miesiące. Prokuratura w Pruszkowie potwierdza mi, że G. przyznał się wtedy do posiadania pedofilskiej pornografii, poprosił dobrowolnie o wyrok więzienia w zawieszeniu.Roman G. najpierw rzuca słuchawką, potem przekonuje, że nie ma zaburzeń na tle pedofilskim, że został wrobiony, a sąd nie zabronił mu żadnej pracy. A w sprawie ankiety „rodzice opowiedzieli się za wartościami, które symbolizuje krzyż”.Zespół Szkół Sportowych nosi imię Janusza Korczaka. Rozłożysty szary budynek z lat 80. Nieco zaniedbane boisko do koszykówki, banery reklamowe na płotach. Nad drzwiami motto: „Jesteśmy dla wszystkich dzieci”. Dyrektor Teresa Wichary, niewysoka, korpulentna, modnie ubrana brunetka z krótkimi włosami. Mówi energicznie i stanowczo. Od 10 lat ma uprawnienia emerytalne, ale w szkole jest „na wyraźne żądanie rodziców”. – O konflikcie z panią Juszczyk mówić nie chcę, bo sprawa jest w sądzie – ucina, ale zaraz dodaje. – Nikogo nie skrzywdziłam. To ja – podnosi palec – czuję się dyskryminowana, ale nie będę o tym mówić.

Wiara dla Wichary jest ważna, wszystkie dzieci wychowała w wierze, a także ośmioro wnuków. Ale – zapewnia – nie łączy wiary z działalnością w szkole. Patrzę na duży krzyż za jej plecami, obrazki świętego, tekst pt. „Pytania, jakich nie zada ci Bóg”, gratulacje od instytucji kościelnej. Wichary podąża za moim wzrokiem. – Ale mnie to nie przeszkadza! I powiem jeszcze, że w szkole są ateiści z prawdziwego zdarzenia, którym krzyż nie przeszkadza.

Dyrektorka chwali sobie współpracę z radą rodziców, a z panią Jochymek i Romanem G. w szczególności. – Ankietę mieli prawo zrobić, bo mieli wykładnię prawną księdza… – wyrywa jej się, gryzie się w wargę i poprawia -…pana dr. Mezglewskiego.

– A co z Romanem G.?

– Udziela się jako rodzic, bardzo wspiera szkołę. Zatrudniłam go jako administratora bezpieczeństwa informacji.

– Był zatrzymany za posiadanie pedofilskiej pornografii.

– Coś tam się mówiło.

– A pytała go pani, nim zatrudniła?

– Po co?

– Filmy pedofilskie to chyba wystarczający powód.

– Nie wnikałam.

Pytam o sprawę G. kuratorium w Opolu. Odpowiadają, że nic im do tego, bo zatrudnianie pracowników należy do kompetencji dyrektora szkoły.

Dyrektorce Wichary nie podoba się rozmowa o jej pracowniku. Pyta, czy napiszę, że ich nauczyciel wuefu został wybrany na najlepszego w powiecie.- A co uczniowie sądzą o sprawie krzyża? – pytam.- Nie rozmawiamy o tym. Po co?- By zrozumieli, dlaczego dorośli się kłócą.- Dzieci to nie obchodzi. Krzyż to sprawa dorosłych!Pała za JPIIKuba ma 14 lat, chodzi do drugiej klasy gimnazjum w szkole sportowej w Krapkowicach. W jego klasie wszyscy uczestniczą w religii dwa razy w tygodniu. Mama Kuby nie chodzi do kościoła, nie przepada za klerem. W mieszkaniu powiesiła obrazki aniołków i świętych – pamiątki z Jasnej Góry. – Wiszą, bo wiszą, bo tradycja, dobry znak, a mąż chciał ślubu kościelnego, bo to dobra wróżba. Dlaczego Kuba chodzi na religię? Bo Joanna chodziła, a jak Kuba dorośnie, to sobie wybierze, w co chce wierzyć.- Jak nie będzie chodził na religię, to będzie się włóczył.Kuba: – Ale nie jest źle, bo katecheta zadaje temat i puszcza film. Ostatnio „Miasto ’44”, bo jakiś tam jego kuzyn grał w filmie. Lekcje trwają 45 minut, więc katecheta dzieli film na dwie religie. Pamiętam jeszcze „U Pana Boga za miedzą”.

– Skoro taka religia, to dlaczego masz z niej jedynki? – pyta mama.

– No właśnie nie rozumiem – Kuba się wzburza. – Było zadanie domowe, by opisać JPII, kolega dostał piątkę, a ja pałę, choć tylko dwa słowa zmieniłem.

W jego zeszycie notatki: „Testament z krzyża, Ojcze w twoje ręce oddaję ducha mego, wykonało się i skłoniwszy głowę, wyzionął ducha”.

Jak to rozumiesz? – pytam.

– Ksiądz dyktował. Nie interesuję się tym jakoś.

Matematyczki Kuba żałuje. Bo tłumaczyła każdemu zadania, aż zrozumieli. Od czasu gdy zdjęła krzyż, jest na zwolnieniu, ale nikt o tym nie rozmawia.

M. z drugiej klasy gimnazjum siedzi z mamą w restauracji. Wygadana. Religii nie lubi. – Nie chodzę do kościoła, choć jestem wierząca, a na religię tylko dla podbicia średniej, bo i tak oglądamy na niej filmy albo gramy w „wisielca religijnego”: kto zgadnie, dostaje dobrą ocenę. Nie ma jakichś dyskusji, częściej na WOS, bo nauczycielka jest za PiS i nie lubi, gdy ktoś dobrze mówi o PO.

Sprawa Juszczyk wydawała się uczniom zabawna. M.: – Ale gdy nauczyciele zaczęli na nią mówić „złodziejka”, przestało nas to bawić. Lubimy ją, świetnie uczy, miała nasz szacunek.

– A ksiądz Wojnarowski?

– On uczy tylko maluchy, niewiele o nim wiemy. Tyle tylko, że te maluchy bije.

M. nie ma nic przeciwko temu, by podać jej nazwisko. Jej mama prosi, by lepiej nie podawać.

„Taniec łabędzi”Ciężką rękę księdza Wojnarowskiego roztrząsał już sąd. W 2007 roku poszła tam Agnieszka, mama 7-letniego wtedy Adriana. Pracuje w Tesco na stanowisku kierowniczym. Jedziemy jej samochodem, bo zapracowana. Syna, dzisiaj licealistę, musi odwieźć na trening. Uśmiecha się z politowaniem, gdy pytam o księdza. Pamięta ten dzień, gdy wracała z wywiadówki.- Co zrobisz ze sprawą księdza? – spytała ją sąsiadka.- Jaką?- Nie wiesz?! Ksiądz Wojnarowski pobił ci syna.Adrian chodził wtedy do II klasy szkoły podstawowej, szykował się do komunii. Ksiądz wyciągnął go z ławki, przełożył przez kolano, zdjął spodnie, zbił paskiem. Szymon miał obite pośladki, ale bał się powiedzieć rodzicom. Pamięta, że dostał od księdza, bo wstawił się za kolegą.- Poszłam wtedy do dyrektorki Wichary. Zaproponowała ugodę: ksiądz przeprosi Adriana, a ja zapomnę o sprawie. Zgodziłam się, ale zażądałam, by Adrian nie chodził na religię, bo na myśl o niej bolał go brzuch. Adrian wraca jednak ze szkoły blady, bo dyrektorka kazała mu jednak na tę religię iść. Jak pani mogła, spytałam, a ona mówi, że przecież nie miała skargi na piśmie, więc sprawy pobicia nie ma.Agnieszka zażądała widzenia z księdzem, obiecanych przeprosin. W gabinecie dyrektorki ksiądz mówi Adrianowi: „Byłbyś grzeczny, tobyś nie dostał”. Agnieszka idzie na policję. Prokuratura kieruje sprawę do sądu, zarzuca księdzu naruszenie nietykalności dziecka.W Tesco między regałami krążą wtedy starsze panie. Szepczą, pokazując Agnieszkę palcem: to ta, co oskarża naszego księdza. Adrian mówi jej, że jakieś panie go obserwują na podwórku. – Wtedy się bałam. Nawet teściowa dzwoniła, że „święte panie” naciskają, bym odpuściła. Powiedziałam: „Po moim trupie!”.

Na procesie w sądzie w Strzelcach Opolskich Agnieszka czeka z synem na korytarzu. Podchodzi matka księdza, która mieszka z nim w domu parafialnym. Krzyczy do małego: „Przez ciebie mój syn ma problemy!”. Z sądu wyprowadza ją ochroniarz. Podjeżdżają busy z parafianami. Krzyczą w sądzie obelgi. Sędzia każe wzmocnić ochronę, a ksiądz mówi, że nie ma wpływu na parafian. Agnieszka wraca do domu z policyjną eskortą.

Przychodzą do niej rodzice innych dzieci. – Mówią mi, że ksiądz bił ich dzieci. Pytam: dlaczego nic nie robicie? Mówią, że byli u dyrektorki Wichary i obiecywała poprawę. Jedna z matek mówi, że ksiądz zderzył dwóch chłopców głowami albo robił „taniec łabędzi” – chwytał za włosy przy uszach i ciągnął do góry, by z bólu stawali na palcach.

Ks. Wojnarowski uczy tylko małe dzieci, które przygotowuje do komunii w swoim kościele. Agnieszka idzie do sąsiedniego kościoła: proboszcz kiwa głową ze zrozumieniem, ale nie da komunii, bo nie chce wojny z Wojnarowskim. Adrian idzie do komunii kilkadziesiąt kilometrów dalej. – Synowi zależało, bo prezenty, bo inne dzieci. Dostał komputer, rolki, cieszył się.

Ostatnia rozprawa w 2007 roku – sędzia opowiada na sali sądowej Agnieszce historię pewnej rodziny, która walczyła z innym księdzem i musiała się wyprowadzić – kamieniami wytłuczono im szyby. Mąż pyta Agnieszkę zrezygnowany: „Gdzie my się wyprowadzimy?”.

Agnieszka: – Widzę determinację parafian, sędzia pyta jeszcze, czy nam drzwi czarną farbą już pomalowali. Decyduję się na ugodę, odstępuję od oskarżenia, a ksiądz dostaje zakaz nauczania mojego syna.

– Sądzi pani, że to wygrana? – pytam.

– Dla mnie tak. Bo syn jest mi wdzięczny, że w niego wierzyłam. Zbieram tego plon, bo mnie kocha i ufa.

Rok temu przyszła do Agnieszki znajoma, opowiedziała, że ksiądz Wojnarowski nadal bije dzieci. – Powiedziałam, żeby przyszli, doradzę, co zrobić. Nie przyszli. Znów chodziło o klasy komunijne.

Ksiądz tylko musnął

Rok temu do komunii szedł M. Jego mama patrzy w podłogę, gdy pytam, dlaczego nie zgłosiła policji, że ksiądz Wojnarowski uderzył jej syna. Jej mąż wyrywa się, że on by inaczej to załatwił, ale żona go powstrzymała. Obydwoje wierzący, mąż mniej. Dlaczego syn chodzi na religię?

On: – Nie dawałbym, ale wie pan, ludzie patrzą.

Ona: – Ja? Bo wierzę.On: – Też wierzę, ale nie chcę, by ksiądz bił mi syna!Ona: – Mówiło się, że ksiądz Wojnarowski w 2007 roku był zawieszony za pobicie, ale tak po cichu się mówiło, bo dyrektorka tego nie lubi. Gdy ksiądz szykował dzieci do religii, chodziłam z synem na msze, ale wyłączałam się, bo mówił o aborcji i polityce. Pewnego dnia syn mówi, że superdzień był, bo religii nie było – ksiądz był na pogrzebie. Dziwne, bo lubił religię, miał szóstkę.To był kwiecień ub. roku. M. szła na zebranie, gdy sąsiadka spytała, co zrobi z pobiciem. Wróciła do domu, spytała o to syna. Nie chciała siać paniki, poprosiła jeszcze wychowawczynię Aleksandrę Kamerską, by sprawdziła to, co powiedział syn. Kamerska sprawdza dyskretnie, bo też nie chce wojny z dyrektorką. Dzieci relacjonują: ksiądz uderzył młodego w tył głowy, katechizmem, tak że mu się głowa odbiła od blatu. Na dwóch religiach. Kamerska nie chce ze mną rozmawiać, „chce pracować”. Podczas zebrania pedagogicznego o krzyżu wstawiła się za Juszczyk i koleżanki omijają ją teraz szerokim łukiem.M., ojciec, domaga się od dyrektorki wyjaśnień. Składa u niej skargę na pobicie. Na spotkaniu jest ksiądz Wojnarowski i dyrektorka, która przywołuje z lekcji chłopca.M.: – Syn zaczął płakać, gdy dyrektorka pytała: „A czy cię bolało?”. Ksiądz powiedział, że raz tylko musnął syna.Dyrektorka obiecuje, że to się więcej nie powtórzy, i prosi, by zamknąć sprawę. – Jest pan zadowolony? – pyta. M. kiwa głową, zaciska zęby, bo w głowie ma słowa żony: „Pamiętaj, idzie komunia”.On unosi się w fotelu: – Należało zabrać syna do innego kościoła, inaczej to załatwić!Ona: – To nie takie proste. Chodzę tam na msze, syn w szkole z księdzem, bałabym się, że mały będzie napiętnowany.Komunia już za kilka tygodni. Małżeństwo M. właśnie zrzuciło się na księdza Wojnarowskiego, jak wszyscy komunijni rodzice, bo jest zwyczaj, że kupują duchownemu prezent. Był witraż, kielich złocony, co będzie w tym roku? Jeszcze nie wiedzą. Joanna Jochymek, szefowa rady rodziców, gdy pytam o sprawę zbicia M. katechizmem, mówi, że nic nie wie. – To jakieś pierdoły, pomówienia. Skoro ksiądz taki zły, to dlaczego cały czas uczy w szkole?

Dyrektorka Wichary: – Była jedna sprawa, w sądzie, dawno temu zakończona.

– A później?

– Żadnej skargi.

– A ta sprzed roku?

– (Wichary mruży oczy) Panowie sobie pogadali i wyjaśnili. Dzieci bardzo lubią księdza, biegają za nim po korytarzach, przytulają się.

Na stronach internetowych parafii ks. Wojnarowskiego znajduję informację, że dyr. Wichary należy do członków jego rady parafialnej.

– I co z tego? – pyta dyrektorka.

– Ksiądz jest pani duszpasterzem w kościele, a w szkole podwładnym.

– Nie widzę tu niczego złego. Każdego nauczyciela traktuję tak samo.

Na drzwiach sekretariatu dyr. Wichary widzę nalepkę programu „Szkoła bez przemocy”.

Pytam kuratorium w Opolu. Odpowiedź: w 2007 roku komisja dyscyplinarna dla nauczycieli za zbicie Adriana wymierzyła mu karę nagany z ostrzeżeniem. Od tamtego czasu „do kuratorium nie wpłynęła żadna skarga dotycząca niewłaściwego zachowania księdza”.

„Kto jest bez winy…”Kościół pw. Świętego Ducha w Krapkowicach stoi między Tesco a Biedronką. Parafianie wybudowali go 15 lat temu. 10 lat temu parafię objął ks. Krzysztof Wojnarowski. Architektura modernistyczna, podobnie jak dom parafialny z trzema podziemnymi wjazdami do garażu. Przy kościele uwijają się członkowie rady parafialnej. Jedna kobieta nie będzie rozmawiać, bo córka pracuje w „tej szkole”. Starszy parafianin złorzeczy, że nawet w Sejmie nie mieli odwagi krzyża ściągnąć, a tu jedna się odważyła. Idę na mszę. Kościół w środku jasny, z rysunkami stacji krzyżowych. Ministrant czyta przypowieść o cudzołożnicy. Ksiądz Wojnarowski, niewysoki szatyn w okularach, ok. 50-letni, podchodzi do ołtarza. Tłumaczy kilkunastu parafianom słowa Ewangelii. – Gdy Jezus powiedział: kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci na nią kamień, zaczęli odchodzić. Pozostał tylko Jezus i niewiasta. Nikt cię nie potępił, powiedział Jezus. Nikt, panie, odpowiedziała. I ja ciebie nie potępiam, idź i od tej chwili już nie grzesz.Chodzi o to, mówi ksiądz, że Jezus wzywa nas, byśmy podjęli drogę nowej świętości, dlatego potrzeba nam bożej łaski, byśmy potrafili żyć pięknie, unikać grzechu i także innych zachęcać, dawać piękne świadectwo. Amen.Po mszy idę do zakrystii, księdza już nie ma. W domu parafialnym nikt nie otwiera. Następnego dnia przed domem parafialnym stoi starsza kobieta, ok. 70 lat, ze sznurem w ręku. Na ziemi młody wilczur wyciągnął się w pokorze. Pytam o księdza. Kobieta opuszcza sznur, krzyczy na mnie.- Słyszałam, że pan tu chodzi, pyta, czy ksiądz bije dzieci. Nie róbcie plotek i bałaganu, zastanówcie się, co wy robicie! A jeszcze o krzyż pyta! A tak, zawiesza krzyż, bo od wieków ceniony, a ta pani od matematyki to nie jest człowiek! Zdjęła, bo jej przeszkadza. Mój syn to przeżywa, bo który ksiądz i katolik by nie przeżywał, jak Panem Jezusem poniewierają. Mnie matka i ojciec nauczyli, i ja tak syna nauczyłam, bo mąż umarł, jak syn miał dziewięć lat. Krzyż jest dla nas wszystkim, to Zbawiciel. I jestem dumna z syna i każdego kapłana, bo się poświęca dla dzieci, ludzi. A teraz ta do swojej matki, staruszki, woła księdza. No po co, jak jej krzyż przeszkadza?! Na cierpienie nie może patrzeć? Ja nikomu nie życzę, ale oby ona nie cierpiała!Ksiądz Wojnarowski nie chciał ze mną rozmawiać.„Krzyż malutki taki”Do sądu pracy Juszczyk oddała sprawę w lutym ubiegłego roku. Ale proces ruszył dopiero po roku, w lutym 2015. Oskarżyła dyrektorkę Wichary o dyskryminację i mobbing. Dyrektorka odpowiedziała, że „nie ingerowała w konflikt między nauczycielami, starała się mediować, sprawę wyciszyć, ale nie było kontaktu z nauczycielką [Juszczyk], bo poszła na zwolnienie lekarskie”. To nauczyciele, pisze dyrektorka w odpowiedzi na pozew, zmęczeni nagabywaniem przez Juszczyk oczekiwali interwencji. Juszczyk napisała jeszcze list do kuratorium oświaty, zaczęła słowami „Błagam o pomoc”. Kuratorium odpowiedziało, że nie czuje się kompetentne, by rozstrzygać takie spory. Poskarżyła się burmistrzowi Krapkowic. Radni zwlekali dwa miesiące z odpowiedzią, zażądali „uzupełnienia braków formalnych”. Uznali w końcu, że skarga na dyrektorkę szkoły jest bezzasadna. Juszczyk wciąż jest na zwolnieniu.Andrzej Małkiewicz, młody radny, w poprzedniej kadencji był szefem komisji edukacji, kultury i sportu. – Sądzę, że gdyby pani Juszczyk wiedziała, jak to się skończy, to inaczej by się zachowała. Teraz pewnie uznała, że za daleko zabrnęła i nie potrafi się wycofać. Nie szkoda jej zdrowia?

Radny Andrzej Malinowski był szefem komisji rewizyjnej. Twierdzi, że skarga Juszczyk była chaotyczna. – A poza tym czy my jesteśmy władni, by rozstrzygać sprawy, z którymi Sejm sobie nie radzi?

Burmistrz Andrzej Kasiura, pod pięćdziesiątkę, zaangażowany jest w życie kościoła. Pomaga we mszy, jako szafarz, rozdaje komunię świętą, choć w innej niż księdza Wojnarowskiego parafii. Przejęty jest mordercą, który grasuje po Krapkowicach, bo policja bezradna. Pewny, że zwyrodnialec czai się wśród mieszkańców. W sprawie krzyża przyznaje, że w szkole zawiodła komunikacja. – Ale pokój nauczycielski to sfera zamknięta, więc skoro taka była wola nauczycieli… Sam jestem przeciwny wieszaniu krzyży w urzędach, u mnie nie ma – robi wymach ręką, by ogarnąć gabinet.

Patrzę na ścianę koło drzwi. Na kalendarzu wisi krzyż z różańcem.

– No, pan jest chyba pierwszy, który to zauważył. Ale taki malutki jest.

O bitych przez księdza dzieciach burmistrz mówi, że to historia. – Mam dobry kontakt z dyrektorką Wichary, wiem, że sytuacja się zmieniła, szkoła teraz dobrze działa.

Mówię o pobiciu przed rokiem. Burmistrz czujny, bierze kartkę, notuje.

– Skarga wpłynęła na piśmie? – unosi brew.

Mówię o Romanie G., zarzutach pornografii pedofilskiej. Burmistrz tężeje.

– Mam do pana prośbę… – mówi usztywniony. – Jeśli pan się czegoś jeszcze dowie… proszę mi dać znać. Chciałbym wiedzieć, co się tam naprawdę dzieje.

Do domu wrócił z więzienia sąsiad Juszczyk, jej były uczeń. Zza ściany znów słychać krzyki.

– No, uderz mnie jeszcze raz!

– A co? Poskarżysz się tej antychrystce?!

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Przygotowani na każdą apokalipsę
Mam w dwóch punktach ukryte zapasy, w zakopanych 30-litrowych beczkach. W razie „W” – przeżyję

American Dream nie działa
Inteligentni biali mężczyźni z zamożnych domów, którzy odnieśli sukces, wciąż wierzą, że zawdzięczają go wyłącznie własnej pracy. Rozmowa z Lindą Tirado

Rap, honor, ojczyzna
Siedzą we mnie dwa Leszki: jeden jest introwertykiem i egocentrykiem, drugi chce naprawiać świat. Rozmowa z raperem Eldo

Jagiellonowie zajęli Oksford
Poznajcie Natalię, która właśnie zdobyła 1,5 miliona euro, by międzynarodowy zespół historyków z Oksfordu zbadał fenomen rodu Jagiellonów

Adres do raju
Pamiętam te paczki. Buty tęgie przychodziły. Takie dupne, fest! Nikt takich nie miał. Reportaż Izy Michalewicz

Spójrz w oczy małpie
Miałam wrażenie, że w tej jednej sekundzie rozumiem, co czuł człowiek wiele tysięcy lat temu, gdy jeszcze szanowaliśmy się nawzajem

Wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: