Posen (29.04.2015)

 

Inwestor zburzył zabytkowy pub. Teraz musi go odbudować cegła po cegle

wah, 29.04.2015
Oryginalna londyńska Carlton Tavern przed wyburzeniem

Oryginalna londyńska Carlton Tavern przed wyburzeniem (Oxyman/WikimediaCommons/C.C.2.0)

Londyńska rada miasta nakazała deweloperowi odbudowę zburzonego pubu Carlton Tavern. Inwestorzy zburzyli budynek buldożerami zaledwie kilka dni przed wpisaniem go na listę zabytków.
Sprawę opisał brytyjski „The Telegraph”. Jednopiętrowy ceglany budynek, w którym mieścił się pub Carlton zbudowano w 1919 roku. Był też jedynym budynkiem stojącym przy swojej ulicy, który przetrwał nazistowskie bombardowania w czasie II wojny światowej. Zarówno przed, jak i po wojnie służył jako jedno z tradycyjnych miejsc spotkań ludzi w dzielnicy.

Jednak w wielkanocny poniedziałek właściciele powiedzieli kobiecie, która prowadziła pub, że zamykają miejsce na dwa dni ze względu na „inwentaryzację”. Gdy kobieta wróciła dwa dni później, budynku już nie było. W tym czasie pod pub podjechały buldożery i zburzyły budynek.

„Wiedzieli, co robią”

Sąsiedzi i klienci zareagowali prawie natychmiast. – Pub wyglądał tak, że mógłby służyć przez kolejne 100 lat. To kolejny gwóźdź do trumny, jeśli chodzi o budowanie lokalnej wspólnoty. Jasne, świetnie być na Twitterze, ale to nie to samo, co napić się piwa w knajpie – krytykował dewelopera, izraelską spółkę CLTX Ltd. z Tel Awiwu, Danny John-Jules, gwiazda brytyjskiej telewizji i stały bywalec pubu.

– Zanim moje dzieci będą wystarczająco dorosłe, by pić, nie będzie już żadnych pubów. W ciągu następnego tygodnia budynek miał zostać wpisany do rejestru zabytków. Wiedzieli, co robią – mówił 54-letni aktor.

Londyńska rada miasta podzieliła zdanie mieszkańców. Już w dwa tygodnie po zburzeniu wydała nakaz odbudowy budynku „w taki sposób, by wyglądał jak przed zburzeniem”. Robert Davis, zastępca przewodniczącego rady, dodał również, że „był zdruzgotany tą skandaliczną demolką”.

W ciągu tego tygodnia urzędnicy dostarczą deweloperowi nakaz. Zgodnie z zapisem właściciele działki nie mogą jej sprzedać do czasu skończenia odbudowy, a później budynek zostanie włączony do listy dziedzictwa historycznego miasta. Dzięki temu jego zburzenie w przyszłości będzie niemożliwe.

Firma zapowiedziała odwołanie, ale prawdopodobnie zostanie ono odrzucone, gdyż trzy miesiące temu rada nie wydała deweloperowi zezwolenia na budowę osiedla mieszkań na tym miejscu.

W Polsce deweloperzy postępują w podobny sposób

W Polsce scenariusz wyburzania zabytków jest bardzo podobny jak ten w Anglii. Deweloperzy sprowadzają ciężki sprzęt w długi weekend, gdy urzędnicy mają wolne i trudno im zareagować na samowolę. W taki sposób tylko w ciągu ostatnich trzech lat zburzyli w Warszawie m.in. willę na Saskiej Kępie czy gmach stuletnich koszar niedaleko Łazienek Królewskich.

Za każdym razem, gdy na miejsce docierali pracownicy Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków i PINB-u, oglądali już tylko górę gruzu. Za taką samowolę artykuł 90. przewiduje „grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.

Zobacz także

wyborcza.pl

Były oficer KGB: Putin nie pracował w wywiadzie. Zadania? Nakarmić towarzyszy, obwieźć po sklepach

Anna Pawłowska, 29.04.2015
Władimir Putin podkolorował swoją biografię? Nie byłoby w tym nic zaskakującego

Władimir Putin podkolorował swoją biografię? Nie byłoby w tym nic zaskakującego (Alexei Nikolsky / AP / AP)

Jurij Szwiec to były oficer radzieckiego wywiadu działający m.in. w rezydenturze na terenie USA. W 1993 roku wyemigrował na stałe do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracuje jako analityk finansowy specjalizujący się w rynkach wschodnich. W najnowszym wywiadzie zdradza kilka faktów z życia Władimira Putina, które odbiegają od tego, co można przeczytać w oficjalnej biografii prezydenta Rosji.
– Władimir Putin nigdy nie pracował w wywiadzie. Jego zdolności były poniżej średniej, dlatego trafił do Leningradu – mówi w wywiadzie dla ukraińskiego serwisu Gordon.ua Jurij Szwiec, były oficer KGB, który razem z prezydentem Rosji uczył się w Instytucie im. Andropowa kształcącym kadry radzieckich służb specjalnych.

Jak twierdzi Szwiec, selekcja do szkoły była wyjątkowo ostra. Dlatego znakomita większość kursantów trafiała po rocznym szkoleniu do pracy w wywiadzie. – To mit, że do wywiadu brali samych Jamesów Bondów. Wybitnych można było policzyć na palcach. Większość pracowników Pierwszego Zarządu Głównego KGB [wywiad zagraniczny] to ludzie z wystarczającymi, czyli średnimi umiejętnościami analitycznymi i odpowiednim profilem osobowościowym. Kluczowe słowo – średnimi. To, że Putina nie skierowano do wywiadu, tylko do leningradzkiego wydziału KGB, świadczy o tym, że jego umiejętności były poniżej średniej – tłumaczy Szwiec.

Jak twierdzi, wówczas leningradzkie KGB było typową prowincjonalną placówką, która „niczym nie różniła się od tej np. w Berdyczowie”.

Nie było rezydentury w NRD

Szwiec nie zgadza się też z tą częścią oficjalnego życiorysu Władimira Putina, która opisuje jego pracę na terytorium NRD. Miał się tam zajmować werbunkiem.

– Na terytorium NRD nie było rezydentury KGB, ZSRR nie prowadził działań wywiadowczych we wschodnich Niemczech – twierdzi Szwiec. Jego zdaniem funkcjonowały natomiast oficjalne przedstawicielstwa KGB w Berlinie, Dreźnie i jeszcze jednym mieście.

– W czasach radzieckich podróże zagraniczne były dla wszystkich wielkim wydarzeniem. KGB organizowało dla swoich pracowników takie „święto”. Oficera KGB wysyłano na kilka lat obijania się do Niemiec. Potem wracał z niemieckim aparatem fotograficznym i serwisem stołowym Madonna. I to był jedyny rezultat jego „pracy wywiadowczej” w NRD – opisuje Szwiec.

Twierdzi, że podobnie wyglądała zagraniczna praca Władimira Putina, który w Dreźnie był dyrektorem domu przyjaźni radziecko-niemieckiej. – Ugościć wysoko postawionych towarzyszy, nakarmić, napoić, oprowadzić po sklepach, potem znowu jedzenie i picie, a na koniec wpakowanie ledwo przytomnych do samolotu i odesłanie do Moskwy. To była cała praca wywiadowcza Putina – uważa Szwiec.

Miał na twarzy wypisane: zwerbuj mnie

– Rozmawiałem z ludźmi, którzy znali Putina na długo przed tym, jak został prezydentem. Wszyscy zauważyli, że oprócz posiadania przeciętnych zdolności intelektualnych był wyjątkowo zakompleksiony. Cierpiał z powodu niskiego wzrostu, kompleks niższości emanował z całej jego postawy. Takiego człowieka nie można było wysłać za granicę jako pracownika wywiadu, bo miał wypisane na twarzy: zwerbuj mnie – mówi Szwiec. – Zresztą najlepiej o człowieku mówią przezwiska, które mu nadają. Na Putina teraz mówią „Botoks”, ale wcześniej był „Niedopałkiem” i „Bladym Molem” – dodaje.

Jurij Szwiec wyśmiewa też odmładzające zabiegi, którym poddaje się Putin, pisząc, że prezydent Rosji „ocieka botoksem”, i staranne dobieranie krzesła, na którym „prezydent nie wydaje się zbyt niski, a przy tym nie macha nogami w powietrzu”.

Kiedyś szpieg, dziś analityk finansowy

Jurij Szwiec pracował dla rosyjskich służb w latach 1980-90. Działał między innymi w Waszyngtonie.

W1993 roku wyemigrował do USA, gdzie pracuje jako analityk finansowy specjalizujący się w doradztwie inwestycyjnym na rynkach byłego ZSRR. Jego nazwisko pojawiło się przy sprawie otrucia Aleksandra Litwinienki. Szwiec był autorem sprawozdania przygotowywanego dla współpracownika Litwinienki. Raport prezentował dane o kilku wpływowych Rosjanach, w tym o blisko powiązanym z Władimirem Putinem Wiktorem Iwanowem. Wynikało z nich m.in., że Iwanow, pracując w KGB, miał nielegalny biznes oraz powiązania z szefem tombowskiej grupy przestępczej, która handlowała narkotykami i prała brudne pieniądze.

Szwiec jest przekonany, że właśnie informacje o powiązaniu Iwanowa z przestępcami mogły być przyczyną zabójstwa Litwinienki. Jak zeznał, z powodu tych informacji przepadł kontrakt, na którym Iwanow mógł zarobić nawet 15 mln dolarów. Dodał też, że informacje te mogły również zdenerwować Putina.

Zobacz także

wyborcza.pl

„Niech Zachód obgryza paznokcie”. 200 czołgów, wyrzutni i wozów bojowych już w Moskwie

Łukasz Woźnicki, 29.04.2015
Podmoskiewski poligon Alabino. Przygotowania do parady zwycięstwa

Podmoskiewski poligon Alabino. Przygotowania do parady zwycięstwa (Fot. Vitaly V. Kuzmin)

Rosyjska armia przerzuciła do stolicy kraju sprzęt wojskowy, który 9 maja weźmie udział w paradzie organizowanej pod murami Kremla. – Wśród nich jest osiem pojazdów nigdy wcześniej niewidzianych na placu Czerwonym. To nasza narodowa duma, która sprawia, że ludzie za granicą nerwowo obgryzają paznokcie – opisują rosyjskie media
Jako pierwsze do stolicy przetransportowano samobieżne działa Koalicja, mobilne wyrzutnie międzykontynentalnych pocisków Jars, a także systemy rakietowe ziemia-powietrze S-400. Za nimi ruszyło ponad 150 pojazdów bojowych. Długa na 8 km kolumna w sobotę dotarła do Moskwy. Dziś ustawione w rzędy wozy stacjonują na betonowej płycie Chodyńskiego Pola – dawnego lotniska na północ od centrum. Nieopodal utworzono park maszynowy do obsługi sprzętu.

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Czołgi, wyrzutnie i transportery przyjechały z podmoskiewskiego poligonu Alabino, gdzie w ostatnich miesiącach brały udział w treningach przed największą paradą wojskową w postsowieckiej historii Rosji. W 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami pod murami Kremla przemaszeruje ponad 15 tys. żołnierzy. W niebo wzbije się ponad 140 myśliwców, bombowców i śmigłowców. Po placu Czerwonym przejedzie blisko 200 czołgów, pojazdów opancerzonych, systemów rakietowych i mobilnych wyrzutni rakiet z głowicami jądrowymi.

„Ze wszystkich wydarzeń organizowanych ostatnio w Rosji to zapowiada się najwspanialej” – komentuje kremlowski serwis Sputnik.

Wielkie wydarzenie propagandowe

Parada będzie wielkim wydarzeniem propagandowym. To na pewno. Wskazują na to liczne materiały przynajmniej od miesiąca publikowane przez kremlowskie media. Angielskojęzyczne RT i Sputnik skrupulatnie odnotowują najdrobniejsze przygotowania do pokazu. Np. informację, że „licząca 110 żołnierzy reprezentacja armii Chińskiej Republiki Ludowej wylądowała na lotnisku pod Moskwą i udała się na odpoczynek przed próbami”.

Jak poinformowało MON, w paradzie ma wziąć udział ponad 700 zagranicznych żołnierzy z zaprzyjaźnionych państw. Tego typu przekaz jest dla Kremla bardzo ważny, bo obchody zbojkotowali przywódcy państw Zachodu. „Ale nieobecność Baracka Obamy w Moskwie nie niepokoi rosyjskiej opinii publicznej” – komentuje RT.

Według badań ośrodka VTSIOM, przytaczanych przez kremlowskie media, 40 proc. ankietowanych Rosjan nie miało pojęcia o „afroncie” ze strony Davida Camerona czy Angeli Merkel. A większość tych, którzy mają o nim pojęcie, nie przywiązuje do tego szczególnej wagi.

„Według respondentów władze organizują paradę po pierwsze i przede wszystkim dla weteranów, dalej dla młodszych pokoleń i całego narodu rosyjskiego, a tylko w niewielkim stopniu dla zagranicznych gości wysokiego szczebla” – opisuje RT. O przygotowywanej wizycie przywódcy Korei Północnej Kim Dżong Una rosyjska telewizja informuje jednak chętnie.

Niech Zachód obgryza paznokcie

Media w Rosji podrzucają moskwianom nieoficjalne informacje, gdzie i kiedy można będzie obejrzeć pojazdy jeszcze przed paradą, gdy z Chołymki będą jechały na plac Czerwony. A te nastawione na Zachód starają się przykuć uwagę czytelników, publikując „wielkie spoilery” na temat najnowszego rosyjskiego sprzętu.

– 9 maja zobaczymy najbardziej zaawansowane pojazdy wojskowe na wyposażeniu naszej armii. W tym najnowsze czołgi, bojowe transportery opancerzone i działa samobieżne. Wiele z nich nie było pokazywanych publicznie nigdy wcześniej – mówi szef rosyjskiego MON gen. Siergiej Szojgu.

„To najważniejsze punkty parady. W Rosji wzbudzają dumę i ekscytację. A za granicą sprawiają, że ludzie obgryzają paznokcie” – wtóruje ministrowi serwis Sputnik.

Na stronie majowych obchodów Rosjanie opublikowali pierwsze oficjalne filmy i zdjęcia nowych pojazdów. Pochodzą z przygotowań na poligonie Alabino. Wiele wozów nadal jeździ z wieżyczkami przykrytymi brezentem i nie można zobaczyć ich w całości.

*

*

„Urzędnicy MON nie chcą o nich wiele mówić, ale nam udało się poznać szczegóły. W paradzie pojedzie osiem pojazdów nigdy wcześniej niewidzianych na placu Czerwonym. Do tego pół tuzina kolejnych, które przekazano armii w ciągu ostatnich dziesięciu lat”- opisuje Sputnik, przedstawiając najnowsze dzieci rosyjskiej zbrojeniówki. Oto one:

Czołg T-14 Armata

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

„Gwiazda parady” i budzący największe zainteresowanie czołg zbudowany na bazie zunifikowanej ciężkiej platformy gąsienicowej rozwijanej w ramach programu „Armata”. Na początku roku przekazano armii pierwsze przedseryjne egzemplarze. Według wicepremiera Rosji Dimitrija Rogozina to „najlepszy czołg na świecie”. Sputnik opisuje pojazd skromniej: „Porównywalny z najnowszymi czołgami budowanymi na Zachodzie, ale przewyższający je pod pewnymi względami”.

T-14 ma bezzałogową wieżę i wielowarstwowy, stalowo-ceramiczny pancerz. Jest wyposażony w zautomatyzowaną armatę kal. 125 mm i karabin maszynowy, a także silnik o mocy 1500 KM. Żołnierze, którzy sterują czołgiem, siedzą w specjalnie chronionej kapsule. Na wyposażeniu T-14 ma być także system aktywnej obrony, który wykrywa nadlatujące pociski i niszczy je w trakcie lotu. Czy jest, nie wiadomo, bo nikt nie widział Armaty z bliska poza nielicznymi Rosjanami.

Ciężki wóz bojowy T-15

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Także powstał na bazie Armaty. Podobnie jak T-14 ma wielowarstwowy, stalowo-ceramiczny pancerz. Według telewizji Russia Today będzie wyposażony w zautomatyzowane działo. Wymaga dwóch żołnierzy do obsługi. Nie wiadomo, ilu żołnierzy piechoty ma przewozić. „Wóz bojowy zaprojektowano tak, aby na polu bitwy mógł dotrzeć tam, gdzie czołgi, a nie musiał się trzymać za nimi. Dzięki temu będzie w stanie dostarczyć żołnierzy w sam środek walki” – opisuje RT.

Haubica samobieżna 2S35 Koalicja

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Najnowsza haubica polowa rosyjskiej armii, także zbudowana na bazie Armaty. Pierwsze egzemplarze miały trafić do rosyjskich żołnierzy w marcu. Eksperci, którzy oglądali ich zdjęcia, nie kryli zaskoczenia. Rosjanie do tej pory przedstawiali Koalicję jako konstrukcję z dwulufową haubicą, a na zdjęciach ma pojedyncze działo.

„Haubica kalibru 152 mm będzie w stanie razić cele na odległość do 70 km. Nasze źródła mówią, że pojazd będzie wyposażony w systemy automatycznego namierzania i zmechanizowanego ładowania amunicji” – opisuje Sputnik.

Bumerang

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Kołowy transporter opancerzony Bumerang ma być nowoczesnym następcą starszych typów rosyjskich wozów bojowych. Ma mieć wszechstronne możliwości i służyć do transportu piechoty jako wóz rozpoznawczy, przeciwpancerny i dowodzenia. Według rosyjskich mediów został wyposażony w stalowo-ceramiczny pancerz, nowy silnik i zaawansowane systemy komunikacji. Można na nim zamontować działo 30 mm i karabin maszynowy. – Będzie chronił żołnierzy znacznie lepiej niż jego poprzednicy – przekonuje rosyjski ekspert wojskowy Ilya Kramnik.

Kurganiec-25

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Gąsienicowy wóz bojowy, który w 2016 roku ma trafić do seryjnej produkcji na pełną skalę i zastąpić poprzedników. „Opracowana od podstaw konstrukcja pomieści trzyosobową załogę i kolejne siedem osób. Kurganiec-25 będzie wyposażony w system aktywnej ochrony przed pociskami przeciwpancernymi, a także zautomatyzowany system kontroli ognia, i uzbrojony w działko 30 mm oraz karabin maszynowy” – opisuje rosyjski serwis.

BTR-MD Rakuszka

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Wielozadaniowych transporter opancerzony zbudowany dla wojsk powietrznodesantowych i testowany od ubiegłego roku. Od poprzedników odróżnia się brakiem wieżyczki i większym kadłubem, który mieści 13 żołnierzy desantu. Rakuszka, czyli po polsku „muszla”, ma pełne zdolności amfibijne, aluminiowy pancerz i jest uzbrojona w zdalnie sterowany karabin maszynowy kalibru 7,62 mm oraz wyrzutnik granatów dymnych.

K-300P Bastion-P

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Czyli mobilny przeciwokrętowy system rakietowy służący do obrony wybrzeża. Jest wyposażony w naddźwiękowe pociski manewrujące P-800 Onyks o zasięgu 300 km. Poruszające się 10-15 m nad powierzchnią wody pociski osiągają prędkość 2,5 macha. W ubiegłym roku Rosjanie rozmieścili Bastiony na Krymie w odpowiedzi na przeprowadzane przez NATO manewry na Morzu Czarnym.

Ural Tajfun

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Rosjanie pokazali już Tajfuna na targach zbrojeniowych w Paryżu w 2012 roku. Został wtedy okrzyknięty hitem ekspozycji. To sześciokołowa ciężarówka zbudowana z myślą o wojsku. W ubiegłym roku trafiła do seryjnej produkcji. Posiada wielowarstwowy pancerz ceramiczno-stalowy, który chroni przed amunicją przeciwpancerną i minami. Może przewozić 16 pasażerów i w zależności od wyposażenia pełnić funkcję pojazdu dowodzenia, inżynieryjnego, wojsk chemicznych czy transportera.

RS-24 Jars

Rosyjskie wozy bojowe przed paradą zwycięstwa

Mobilna wyrzutnia międzykontynentalnych pocisków balistycznych RS-24 Jars. Rakiety mają 12 tys. km zasięgu i są napędzane na paliwo stałe. Mogą przenosić jedną głowicę jądrową o dużej mocy lub sześć samodzielnie naprowadzających się na cele mniejszych głowic. Po trzech udanych próbach pocisku w latach 2007-08 Rosjanie rozpoczęli ich seryjną produkcję.

Do 2020 roku jarsy mają stanowić 100 proc. uzbrojenia rosyjskich wojsk strategicznych. Prezydent Władimir Putin nazywa je „ogromnym wkładem w umocnienie potencjału strategicznego Rosji”. W 2013 roku odznaczył konstruktorów rakiet nagrodą państwową, najwyższym wyróżnieniem w Rosji. Według rosyjskich ekspertów wojskowych rozmieszczenie pocisków jest jednym z elementów odpowiedzi Moskwy na budowę tarczy antyrakietowej w Europie.

Militaryzacja? Jaka militaryzacja?

„Są narracje, które opisują domniemany, gwałtowny wzrost nastrojów militarnych w Rosji. Twierdzą one, że paradą chcemy zademonstrować światu naszą potęgę. Ale te słowa są pobożnymi życzeniami. W naszych badaniach opinii publicznej nie odnotowaliśmy żadnego wzrostu militaryzmu w rosyjskim społeczeństwie” – mówi cytowany przez RT Walerij Fiodorow, szef ośrodka badania opinii VTSIOM.

Zobacz także

wyborcza.pl

Prof. Czapiński: Paweł Kukiz proponuje cichą rewolucję

29.04.2015

– Paweł Kukiz proponuje rodzaj cichej rewolucji – mówi Onetowi psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński. Jak dodaje, atutem Kukiza jest to, że jest on „jedynym autentycznym kandydatem na prezydenta”. – On „mówi bebechami”, a nie umysłem.

Paweł Kukiz

Foto: Sebastian Adamus / Agencja Gazeta Paweł Kukiz

Jacek Gądek: Jak to jest, że – patrząc na sondaże – Polacy w stosunkowo dużym i coraz większym stopniu chcą w kwestiach polityki zaufać muzykowi, Pawłowi Kukizowi?

Prof. Janusz Czapiński: Mnie to nie dziwi. W 2011 r. młodzi ludzie zaufali Januszowi Palikotowi, który zdobył 10 proc. w wyborach parlamentarnych. Ale potem się na nim zawiedli, więc teraz przerzucają swoje głosy na kandydata, który dziś jest skrajnie antysystemowy.

Dlaczego?

Paweł Kukiz proponuje młodemu pokoleniu Polaków – pokoleniu Y i najmłodszemu pokoleniu Z – ich własną rewolucję, budowanie ich własnej tożsamości: takiej, która jest w zupełnej opozycji do ich rodziców.

A dodatkowy wątek to usztywnienie struktury społecznej, co sprawia, że ci młodzi ludzie mają małe szanse na szybki awans i wspinanie się po drabinie społecznej. Najwyższe miejsca na niej zostały już pozajmowane przez 50-, 60- latków i ci starsi ludzie zwykle skutecznie bronią swoich pozycji.

Ludzie młodzi widzą w Kukizie deskę ratunku?

Tak – szansę na odblokowanie ich ścieżek awansu społecznego. Szukają  oferty budowania nowego – ich własnego – ładu społecznego. A to, co proponuje Paweł Kukiz, to rodzaj cichej rewolucji. Tak samo jak i to, co proponuje Janusz Korwin-Mikke. Ci dwaj kandydaci, choć różnią się, jeśli chodzi o porządek ekonomiczny, to co do oferty dla młodych ludzi są zgodni: wyrzućmy ojców za burtę i róbmy swoje.

Wyniku od 4 do nawet ponad 8 proc. dla Pawła Kukiza nie zaskakuje?

Nie. Dodatkowym atutem Pawła Kukiza jest to, że jest on chyba jedynym autentycznym kandydatem na prezydenta – on „mówi bebechami”, a nie umysłem.

Dwucyfrowy rezultat to dopiero byłaby sensacja?

Taki wynik jest możliwy. Możliwy jest wynik, jaki osiągnął Palikot, czyli właśnie ok. 10 proc.

Sprawdzamy, kim są kandydaci na prezydenta

Typowy kandydat na prezydenta to wykształcony mężczyzna przed pięćdziesiątką, członek partii z doświadczeniem w tworzeniu prawa i prowadzeniu kampanii. MamPrawoWiedziec.pl analizuje, kogo Polacy znajdą na kartach do głosowania 10 maja.

Pana zdaniem na podstawie kampanii, która się do tej pory toczy, wyborca może podjąć racjonalną decyzję, na kogo głosować w wyborach prezydenckich?

W większości przypadków decyzja wyborców będzie stricte emocjonalna, a nie poparta ważeniem racji, rachunkami korzyści i kosztów. To dlatego, że w istocie Polacy nie traktują prezydenta jako polityka wykonawczego.

Tylko jak monarchę?

Trochę tak. Jako godnego reprezentanta narodu. Racje ekonomiczne czy światopoglądowe mają mniejsze znaczenie. Ważne jest, czy budzi on sympatię i zaufanie – czy nie.

A prezydent Bronisław Komorowski budzi wystarczająco duże zaufanie, aby zakończyć elekcję już w I turze?

Ciągle nie jest to wykluczone, chociaż to właśnie Komorowski do tej pory tracił poparcie – na rzecz czarnych koni, a więc Pawła Kukiza i Janusza Korwin-Mikkego. To nie Andrzej Duda zyskiwał na stratach Komorowskiego – kandydat PiS się zatrzymał.

Jeśli odpływ poparcia od Komorowskiego do tych dwóch antysystemowych kandydatów będzie trwał, to II tura będzie niezbędna. Jeśli jednak ten proces zostanie zatrzymany, a jednocześnie Komorowski przyciągnie tych lewicowych wyborców, którzy nie popierają Magdaleny Ogórek, to I tura może być ostatnią.

W PiS jest obecny projekt: wypromowany w wyborach prezydenckich Andrzej Duda na premiera. Bo Duda może przebić szklany sufit nad PiS, czego Jarosław Kaczyński do tej pory nie był w stanie zrobić. Realne?

Gdybyśmy sobie wyobrazili sytuację, w której PiS byłoby w stanie przejąć władze po jesiennych wyborach parlamentarnych, to powtórka z Kazimierza Marcinkiewicza jest jak najbardziej realna. Ale Andrzej Duda nie byłby samodzielnym premierem – tak samo jak i Marcinkiewicz takim nie był. Duda byłby premierem tymczasowym, bo J. Kaczyński zapewne zachce mieć pełnię władzy.

Wszystko będzie zależało od tego, jaki będzie układ w Sejmie. J. Kaczyński z pewnością nie bierze pod uwagę rządów mniejszościowych. Jeśli prezes PiS mógłby być premierem, ale jedynie rządu mniejszościowego, to być może zdecyduje się na wcześniejsze wybory.

W sondażach partyjnych PO wychodzi na prowadzenie…

…byłby to fenomen już nie tylko w skali Polski, ale także w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Czym tłumaczyć te zwyżkujące sondaże PO?

Platforma miała w ostatnim czasie dwa niezwykle celne strzały: konwencję antyprzemocową i zapowiedź przyjęcia ustawy o in vitro. Te dwie kwestie stały się niezwykle atrakcyjne dla osieroconego elektoratu lewicowego i ruchów feministycznych. Ci wyborcy nie uznają SLD za partię, z którą można by się identyfikować, więc doszli do wniosku, że na dłuższą metę to PO może skutecznie realizować ich wizję porządku społecznego.

PO staje się silniejsza na lewej flance, a czy można w tym upatrywać zaczątków systemu dwupartyjnego, w którym to skręcająca na lewo PO przejęłaby rolę lewicy?

Za odpowiednik chrześcijańskiej socjaldemokracji – tak, bo ewolucja PO następuje właśnie w tym kierunku. Jednak perspektywy dla systemu dwupartyjnego w Polsce nie są rozstrzygnięte. W PO cały czas pozostaje silna i sfrustrowana frakcja konserwatystów – im bardziej Platforma wychyla się na lewo, tym mocniej ci konserwatyści zgrzytają zębami.

onet.pl

Tomasz Lis: Wytoczę proces profesorowi Pawłowi Śpiewakowi

29-04-2015
ZOBACZ ZDJĘCIA »Tomasz Lis, Paweł Śpiewak

 fot. fot. Marcin Kaliński/Marcin Obara/PAP  /  źródło: PAP

Uprzejmie informuję, że podjąłem decyzję o wytoczeniu procesu profesorowi Pawłowi Śpiewakowi.

Oświadczenie

Paweł Śpiewak stwierdził w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej”, że jestem antysemitą, bo tekst w “Newsweeku” na temat kandydata PiS w wyborach prezydenckich, w którym wspomniano, że jego teść jest Żydem, był „świadomym i politycznie wykalkulowanym użyciem antysemickich klisz”. Oświadczam, że pan Śpiewak kłamie (a czyni to w wywiadzie dwukrotnie). Powstawaniu tego tekstu i jego publikacji nie towarzyszyły żadne polityczne motywacje, i żadne kalkulacje czy sugestie.

Przypisując mi antysemityzm w oparciu o własne oczywiste insynuacje, pan Śpiewak postępuje niegodnie, dokonuje wielkiego nadużycia, a przede wszystkim narusza moje dobra osobiste, co jest szczególnie bolesne, biorąc pod uwagę, że od prawie ćwierć wieku w niezliczonych tekstach i telewizyjnych programach z antysemityzmem we wszelkich jego formach z determinacją walczę. Za naruszenie moich dóbr osobistych będę się domagał od pana Śpiewaka przeprosin. Chcę, by ukazały się one na jego koszt, we wszystkich mediach, które jego stwierdzenia przytaczają lub o nich informują.

Tomasz Lis

Newsweek.pl

Sztab Dudy pisze do PKW w sprawie hasła Komorowskiego: takiej praktyki jeszcze nie było w III RP

29.04.2015

Sztab wyborczy Andrzeja Dudy skierował do przewodniczącego PKW sędziego Wojciecha Hermelińskiego list, w którym wzywa go do zajęcia stanowiska w sprawie hasła wyborczego Bronisława Komorowskiego: „Rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze”. Zdaniem sztabu, „nie ma w treściach agitacyjnych miejsca na nakłanianie do ingerowania w procedurę wyborczą”, a rozpowszechnianie tego typu haseł „nie miało dotychczas miejsca w III RP”.

Sztab KW Andrzeja Dudy, w liście do sędziego Wojciecha Hermelińskiego, datowanym na 29 kwietnia, wyraża zaniepokojenie „propagowaniem haseł ingerujących w procedurę wyboru” prezydenta RP. W jego opinii, ustawa przewiduje, że do II tury głosowania ma dojść za wolą obywateli i nie pozostawia tej kwestii „życzeniom kandydatów”. Sztab stwierdza, że podobne praktyki nie miały dotąd miejsca w III Rzeczpospolitej, a hasło Komorowskiego „wkracza bez pardonu w prerogatywy ustrojodawcy i ustawodawcy”.

Sztab zwraca uwagę, że wobec skali naruszeń procedury w zeszłorocznych wyborach samorządowych, posługiwanie się hasłem wyborczym o tej treści budzi wątpliwości. „Nie trudno sobie wyobrazić, że hasło »Rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze«, zostanie poczytane przez część członków obwodowych komisji wyborczych jako swoisty imperatyw, na równi z pozostałymi normami wyborczymi” – czytamy w liście. Zdaniem sztabu, propagowanie hasła to „wydawanie swoistych instrukcji proceduralnych, modyfikujących de facto wolę ustawodawcy”.

Apel Jarosława Kaczyńskiego

Sztab wyborczy KW Andrzeja Dudy wystosował oficjalne pismo do PKW po wygłoszonym wczoraj apelu Jarosława Kaczyńskiego i odpowiedzi sekretarz PKW Beaty Tokaj.

Przewodniczący PiS powiedział podczas konferencji prasowej, że hasło prezydenta Bronisława Komorowskiego „Rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze”, może być skierowane do komisji wyborczych, a nie do wyborców. O przyjrzenie się hasłu prezes PiS zaapelował do szefa PKW. – To paranoja – oceniało PO.

– Każdy ma prawo do marzeń, ale tu chciałbym wykorzystać okazję, aby zwrócić się publicznie do przewodniczącego PKW Wojciecha Hermelińskiego, żeby to hasło wziął pod uwagę. Może być traktowane – nie twierdzę, że jest taka intencja – może być traktowane jako coś, co jest skierowane do komisji wyborczych – powiedział. Zaznaczył, że chodzi o obwodowe komisje wyborcze.

– To powinno być wzięte pod uwagę, bo po doświadczeniach z wyborami samorządowymi wymagana jest najdalej idąca ostrożność – zaznaczył. – Korzystam z okazji, by o to zaapelować do wszystkich, którzy będą brali w procedurze wyborczej, będą uczestniczyli w przeprowadzaniu, obliczaniu, kontrolowaniu wyborów. A w szczególności do tej osoby, która najbardziej bezpośrednio i personalnie za to odpowiada, czyli do sędziego Hermelińskiego – dodał.

Kaczyński zwrócił się także z apelem o akredytowanie na wybory prezydenckie zagranicznych obserwatorów. Podkreślił, że biorąc pod uwagę ubiegłoroczne wybory samorządowe, są wszelkie przesłanki, by wybory prezydenckie były obserwowane.

Sekretarz PKW Beata Tokaj powiedziała, że PKW zajmie się apelem prezesa PiS, jeśli wpłynie w tej sprawie oficjalne pismo. Odnosząc się do drugiej kwestii, powiedziała, że nie było do tej pory przypadku, by PKW nie wydała akredytacji zagranicznym obserwatorom. Poinformowała, że w tej sprawie zgłosiło się ok. 50 osób.

Szef sztabu prezydenta Robert Tyszkiewicz (PO), odnosząc się do apelu Kaczyńskiego do PKW nazwał go „paranoiczną wizją”. – Tego typu paranoiczne wizje i obsesje w dobitny sposób świadczą o dzisiejszym poziomie intelektualnym partii Prawo i Sprawiedliwość i jej lidera – powiedział polityk.

Sekretarz PKW powiedziała dziennikarzom, że Komisja zajmie się sprawą hasła wyborczego, jeśli wpłynie w tej sprawie do Komisji pismo. Pytana, czy PKW odpowie na publiczny apel prezesa PiS, zaznaczyła, że PKW, komisje okręgowe i obwodowe działają zgodnie z przepisami i wybory zostaną przeprowadzone zgodnie z przepisami prawa. Dopytywana, czy szef PKW odpowiada na publiczne apele kandydatów, odparła: „nie było do tej pory zasady, by szef Komisji wypowiadał się w kampanii wyborczej i odnosił się do poszczególnych apeli kandydatów”.

– Obserwatorzy zagraniczni, którzy chcą obserwować wybory prezydenckie, nie mają z tym żadnych problemów w PKW – powiedziała Tokaj. Powiedziała, że chcący obserwować wybory w Polsce zgłaszają się do PKW, Komisja występuje do MSZ o wydanie opinii ws. wskazanych obserwatorów a następnie wydaje obserwatorom zaświadczenie. – Nie było przypadku, by PKW nie wydała akredytacji obserwatorom międzynarodowym – dodała.

Onet.pl

Jaśkowiak: Pismo od Jędrzejewskiego przekazałem prokuraturze

Tomasz Cylka, 29.04.2015
– Nie podoba mi się to, że Jakub Jędrzejewski jako prezes spółki dawał zlecenia swojemu koledze. Uważam też, że nie wytłumaczył się z ujawnionych faktur. Ale nie będę podejmował tak ważnej decyzji pod wpływem emocji – mówi „Wyborczej” prezydent Jacek Jaśkowiak.
Wiceprezydent Jakub Jędrzejewski był gościem porannej audycji Agnieszki Gulczyńskiej w Radiu Merkury. Mówił m.in. o naciskach liderów Platformy Obywatelskiej – Rafała Grupińskiego, Filipa Kaczmarka i Tomasza Nowaka – by zatrudnił w miejskiej spółce radną sejmiku Małgorzatę Waszak. Według naszych informacji chodzi o stanowisko prezesa MPGM. Dziennikarce pokazywał SMS-y od działaczy.

– Z tego, co wiem, prezydent skierował wniosek do prokuratury przeciwko tym osobom – powiedział na antenie Jędrzejewski.

Jak ustaliła „Wyborcza”, wiceprezydent skłamał po raz kolejny. Poniżej rozmowa z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem.

Tomasz Cylka: Skierował do pan doniesienie do prokuratury na Rafała Grupińskiego, Filipa Kaczmarka i Tomasza Nowaka?

– Nie złożyłem żadnego doniesienia ani wniosku do prokuratury.

Tak powiedział na antenie radiowej wiceprezydent Jakub Jędrzejewski.

– W poniedziałek otrzymałem od niego pismo, w którym informuje mnie o tych naciskach. Przekazałem je do analizy naszym prawnikom, którzy jednoznacznie powiedzieli mi, co mam z tym pismem zrobić – przekazać do prokuratury. I tyle.

Wypowiada pan wojnę Rafałowi Grupińskiemu, któremu zawdzięcza fakt, że w ogóle wystartował w wyborach na prezydenta Poznania?

– Nie wypowiadam. Rafała Grupińskiego bardzo cenię i szanuję jako polityka. Ale niezależnie od tego, czy kogoś lubię czy nie, muszę dochowywać procedur, jakie obowiązują w urzędzie. To pismo Jakuba Jędrzejewskiego trafiło do prokuratury, a nie żaden mój wniosek. Ja na nikogo nie donoszę.

Podejmie pan dziś decyzję w sprawie przyszłości Jędrzejewskiego?

– Rozumiem, że jest to temat w Poznaniu bardzo gorący. Ale oprócz tego mam swoje codzienne obowiązki. Nie będę podejmował decyzji pod naciskiem mediów czy liderów partyjnych. Daliśmy sobie czas do środowego wieczoru. Zapoznam się dziś z pisemnymi wyjaśnieniami swojego zastępcy i dopiero potem podejmę decyzję.

Zdaje pan sobie sprawę, że zwlekanie z decyzją – jakakolwiek by ona nie była – nie służy Poznaniowi?

– Wiem o tym. Ale ja do polityki wszedłem niedawno, dopiero się jej uczę, więc nie mogę sobie pozwolić na nerwowe ruchy. Wszyscy wiemy, że afera fakturowa ma swoje drugie dno. Że to efekt pewnych, wewnątrzpartyjnych rozgrywek. Dlatego muszę wszystko przeanalizować. Na dziś mam doniesienia medialne, dokumentację, jaką otrzymałem w sobotę ze spółki Szpitale Wielkopolski. Teraz czekam na pisemne wyjaśnienia wiceprezydenta.

Niezależnie od partyjnych rozgrywek – pan akceptuje taki standard prowadzenia samorządowej spółki, w której prezes Jakub Jędrzejewski daje zlecenia na ponad 80 tys. zł swojemu partyjnego koledze, który kieruje klubem fitness? Mało tego, Jędrzejewski w nim ćwiczy i wykupuje karnet. Nie bulwersuje pana fakt, że kolejne dziesiątki tysięcy złotych prezes wydaje na promocję i marketing spółki, która miała budować szpital dziecięcy, a nie dbać o własny wizerunek?

– Oczywiście, że nie akceptuję takiego standardu. Zresztą mówiłem o tym w kampanii wyborczej, że będę walczył z takimi patologiami. Nie podoba mi się to, że Jakub Jędrzejewski jako prezes spółki dawał zlecenia swojemu koledze. Uważam też, że nie wytłumaczył się do tej pory dokładnie z ujawnionych faktur. Ale nie będę podejmował tak ważnej decyzji pod wpływem emocji.

Rozmawiał Tomasz Cylka

poznan.gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s