Sondaż (30.04.15)

 

Dlaczego prezes PiS mówi o fałszowaniu wyborów? Gra na obniżenie frekwencji

Agnieszka Kublik, 30.04.2015
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich insynuuje, że wybory mogą być nieuczciwe. Gra na obniżenie frekwencji. Mniej Polaków przy urnach 10 maja jest korzystniejsze dla kandydata PiS Andrzeja Dudy.
Prezes PiS domniemanie, że wyniki wyborów mogą zostać sfałszowane, wywodzi z hasła Bronisława Komorowskiego: „Rozstrzygnijmy wybory w I turze”. Komorowski, jak każdy polityk na całym świecie, chciałby wygrać już w pierwszej turze, takie zwycięstwo daje silny mandat. Zapewne i Lech Kaczyński chciał w 2005 r. już w pierwszej turze pokonać Donalda Tuska. I nie wątpię, że tego samego pragnął dla swojego brata również Jarosław.

Jednak myśl Kaczyńskiego nie biegnie prostą drogą. Skręca. Zwykle ku spiskowej teorii dziejów. Hasło wyborcze Komorowskiego interpretuje jako instrukcję dla członków obwodowych komisji wyborczych, by sfałszowali wybory. A przewodniczącemu PKW Kaczyński daje dobrą radę, by „wziął wydźwięk apelu pana Komorowskiego pod uwagę” i „zadbał o uczciwość wyborów”.

Rozumowanie Kaczyńskiego jest równie absurdalne jak np. takie, że Andrzej Duda powinien odpowiadać za wykreślenie Polski z mapy. Prawda, że niedorzeczne? Nie w logice spiskowej Kaczyńskiego. Hasło wyborcze Dudy: „Przyszłość ma na imię Polska”. Skoro to imię przyszłości – to nie teraźniejszości, czyli dziś Polska nie istnieje.

Polacy – jak trafnie ujął prof. Janusz Czapiński – tracą serce do demokracji, co widać przy urnach. Do demokracji zniechęcają sami politycy, ich miałkie debaty i kłótnie w mediach. No i – rzecz jasna – takie insynuacje jak ta Kaczyńskiego, że wybory mogą zostać sfałszowane.

W sondażu dla „Wyborczej” przeprowadzonym przez TNS w połowie kwietnia ledwie 28 proc. badanych mówi, że na pewno pójdzie głosować. I aż 41 proc. – że „raczej tak”. Kaczyński gra na zniechęcenie części z nich. Dla niego i dla jego kandydata lepiej, by się przy urnach wyborczych nie stawili. Niższa frekwencja może sprzyjać Dudzie, a Komorowskiemu zaszkodzić. PiS ma elektorat bardzo zmobilizowany – im mniej Polaków idzie głosować, tym większy procent głosów mogą zyskać. Z sondażu wynika, że wśród zwolenników Komorowskiego jest więcej niż u Dudy wyborców niepewnych, kogo poprą.

Kaczyński teraz wszystkimi sposobami, nawet brzydkimi, walczy, by te parę procent wyborców zostało w domu.

W demokracji frekwencja jest jak dobro narodowe. Wszystkim partiom powinno zależeć, by na nie chuchać.

Ale nie Kaczyńskiemu. On woli, by Polacy w święto demokracji jak najliczniej zostali w domu, by PiS mógł sobie potem nimi porządzić. Dla niego przyszłość ma tylko jedno imię: PiS-olska.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]

poznan.gazeta.pl

  • Zdjęcie numer 1 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 2 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 3 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 4 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 5 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 6 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 7 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 8 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 9 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 10 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 11 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 12 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 13 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 14 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 15 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 16 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 17 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 18 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 19 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 20 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 21 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 22 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 23 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 24 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]
  • Zdjęcie numer 25 w galerii Kino Wilda: wielkie premiery, upadek, Biedronka i powrót neonu [ZDJĘCIA]

SKOK-i jak wydmuszki. Czym zajmowały się firmy zewnętrzne?

Maciej Bednarek, 29.04.2015
Bankomat SKOK

Bankomat SKOK (Wyborcza.biz)

Od 2009 r. 15 dużych spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych wyprowadziło do zewnętrznych firm prawie całą podstawową działalność – twierdzi KNF. Posłowie prawicy twierdzą, że to przecież legalne.
Wczoraj w Sejmie odbyło się kolejne posiedzenie nadzwyczajnej podkomisji, która bada, jak w praktyce realizowane były ustawy dotyczące sektora SKOK. Poświęcone było głównie umowom, jakie SKOK-podpisywały z zewnętrznymi firmami.

– Przed 2009 r. korzystanie z usług zewnętrznych podmiotów było ograniczone. SKOK-i zlecały na zewnątrz usługi w zakresie ochrony czy sprzątania – mówił Wojciech Kwaśniak, zastępca przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego.

Z informacji KNF wynika, że od tego momentu 15 kas zaczęło korzystać z outsourcingu na szeroką skalę. – Niektóre z nich wyprowadziły na zewnątrz prawie całą podstawową działalność, wraz z pracownikami, wyposażeniem, regulaminami, a nawet produktami. Osoby obsługujące klienta, przyjmujące wnioski, nie były pracownikami kas. Również analiza kredytowa i windykacja dokonywana były zlecane na zewnątrz – mówił Kwaśniak.

Jego zdaniem wskutek tego kasy nie były w stanie samodzielnie realizować swojej podstawowej funkcji i były uzależnione od firm zewnętrznych.

W opinii Kwaśniaka te procesy miały przede wszystkim na celu poprawić obraz sytuacji finansowej kas, a nie obniżyć koszty działalności. Wyjaśnił, że kasy w zamian za przekazanie części działalności otrzymywały udziały w spółkach zewnętrznych, które są w praktyce niezbywalne (z szacunków KNF wynika, że wartość tych udziałów na koniec lutego 2015 r. wynosiła 1,5 mld zł, czyli stanowiła blisko 10 proc. aktywów całego sektora SKOK). Na chwilę poprawiało to bilans kas, bo akcje wliczano do aktywów SKOK. – W praktyce proces wydzielania zorganizowanej części przedsiębiorstwa oznaczał przepływ środków w jedną stronę – od kas do spółek zewnętrznych, bo kasy płaciły za świadczone usługi – wyjaśniał Kwaśniak.

Kosztowny outsourcing

Z informacji KNF wynika, że w 2013 r. outsourcing kosztował SKOK-i 429 mln zł i 468 mln zł rok później.

Kasy nie organizowały jednak przetargów na świadczenie usług, zwłaszcza że większość z 15 kas nie zlecała usług już istniejącym firmom, ale tworzyła spółki, które zajmowały się tylko obsługą danej kasy.

– Tylko w dwóch kasach kadra kierownicza nie zasiadała jednocześnie we władzach spółek outsourcingowych – stwierdził Kwaśniak.

Wiceszef KNF nie powiązał bezpośrednio problemów finansowych kas z wyprowadzeniem działalności na zewnątrz. Przyznał jednak, że we wszystkich 15 SKOK-ach prowadzone są programy naprawcze, a łączna strata finansowa tej grupy kas na koniec ubiegłego roku sięgnęła 24 mln zł.

Zdaniem Kwaśniaka bulwersujące jest to, że większość kas wniosła aportem do zewnętrznych spółek swój znak towarowy, a później musiała ponosić z tego tytułu opłaty licencyjne. Z danych KNF wynika, że w sumie SKOK-i kosztowało to 51 mln zł.

PiS: To legalne

Jerzy Szmit, poseł PiS, bagatelizował problem outsourcingu. – Przewodniczący Kwaśniak przyznał, że to legalna działalność. Poza tym mówimy tylko o 15 kasach. Proszę, żebyśmy mitygowali się przy wystawianiu twardych ocen, które mogą zdyskredytować cały ruch spółdzielczych kas – apelował.

Ostro zaprotestował Wiktor Kamiński, przedstawiciel Kasy Krajowej. Twierdził, że nie można nazywać legalnej działalności, jaką jest outsourcing, kreatywną księgowością.

I odbił piłeczkę. – Z szacunków Związku Banków Polskich wynika, że 75 proc. banków korzystało z różnego rodzaju outsourcingu. Tylko w latach 2008-09 wpłynęło od banków 10 tys. wniosków o zamiarze podpisania umów outsourcingowych – stwierdził.

Podał przykład Alior Banku, który – jak wynika z jego informacji – korzysta z usług 3,9 tys. zewnętrznych firm, w tym m.in. z obsługi autoryzacji kart, wsparcia procesów windykacji, a nawet outsourcingu pracowników obsługi kasowej.

– To, że kasy ponoszą koszty, nie oznacza wyprowadzania pieniędzy, bo przecież otrzymują usługi, za które w innym przypadku same musiałyby płacić – powiedział Kamiński.

Dodał też, że kasy mogą wypowiedzieć umowy.

– No pewnie, że mogą, tylko na jakich warunkach? – wtrącił Kwaśniak.

Na jedno z pierwszych posiedzeń podkomisji zaproszono Małgorzatę Żymierską, zarządczynię komisaryczną SKOK-u Wspólnota (kasa zbankrutowała, a jej członkom Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił ponad 800 mln zł). Poraziła ją liczba umów, jakie z firmami zewnętrznymi podpisał ten SKOK, i to, że były niesymetryczne. Najbardziej rażące umowy dotyczyły najmu lokali, w których znajdowały się placówki Wspólnoty. SKOK podpisywał umowy zwykle na pięć-dziesięć lat z sześciomiesięcznym okresem wypowiedzenia. Jeśli jednak np. po trzech latach kasa chciałaby wypowiedzieć umowę, to i tak musiałaby płacić czynsz do końca jej trwania.

Zobacz także

 

wyborcza.biz

 

Dymisja Grabarczyka. Janina Paradowska: Nie wierzę w teorie spiskowe, ale moment odejścia bardzo ciekawy

Krzysztof Lepczyński, 30.04.2015
Janina Paradowska

Janina Paradowska (Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)

– Rozumiem tę dymisję. Jeśli zażądała jej premier, to dlatego że nie chce mieć przed wyborami rozważań, czy Grabarczykowi zostaną postawione zarzuty – mówiła w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska, komentując odejście ministra sprawiedliwości. – Ale moment odejścia jest bardzo ciekawy i komplikujący wiele spraw merytorycznych – zaznaczyła.
Premier przyjęła dymisję Cezarego Grabarczyka, którą niespodziewanie złożył wczoraj wieczorem. W opublikowanym oświadczeniu były już minister napisał, że jego odejście „leży w interesie Państwa i wymiaru sprawiedliwości”.„Sprawa była coraz bardziej dziwna”

– Rozumiem tę dymisję. Jeśli zażądała jej premier, to dlatego że nie chce mieć przed wyborami rozważań, czy Grabarczykowi zostaną postawione zarzuty – przyznała w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska. Jednocześnie podkreśliła, że odejście Grabarczyka budzi jej wątpliwości. Nie wiadomo bowiem, na ile sprawa nieprawidłowości wokół pozwolenia na broń była jej faktyczną przyczyną. Publicystka zaznaczyła, że prokuratura odżegnywała się od postawienia zarzutów ministrowi.

Według portalu 300polityka.pl to właśnie premier Ewa Kopacz zdecydowała o odejściu Grabarczyka. Z żądaniem dymisji miała zadzwonić do ministra wczoraj wieczorem z samolotu. O tym, że Grabarczyk nie podjął samodzielnie decyzji o dymisji, na Twitterze napisał też m.in. Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”.- Ta sprawa wydawała się coraz bardziej dziwna – stwierdziła Paradowska. – Już w poniedziałek wydawało się, że jest wyjaśniona. Po zeznaniach w prokuraturze było wiadomo, że egzamin praktyczny jednak się odbył, choć kolejność była podobno inna. Ale jak przeczytałam zasady, nie mogłam się doczytać, że najpierw ma być egzamin teoretyczny, później praktyczny – mówiła prowadząca Poranek Radia TOK FM.

Wróbel w październiku: Kopacz to straszna baba. Ustawiła Tuska i Sikorskiego, został Grabarczyk >>>

– Nie wierzę w teorie spiskowe – podkreśliła Paradowska. – Ale moment odejścia jest bardzo ciekawy i komplikujący wiele spraw merytorycznych – dodała. Paradowska przypomniała, że od lipca wchodzi w życie nowa procedura karna, o którą ministrowie sprawiedliwości toczyli (i toczą) ciężkie boje z prokuraturą. Reforma wprowadzająca tzw. kontradyktoryjność zdejmie sporą część odpowiedzialności za proces z sędziów, nakładając ją na prokuratorów. A ci do nowej procedury w ogóle nie są przygotowani. – Gdyby się okazało, że wiele spraw będzie się kończyć uniewinnieniami, byłoby głupio – przyznała Paradowska.

Paradowska odniosła się też do informacji, jakoby prokurator, który chciał postawić Grabarczykowi zarzuty, został odsunięty od śledztwa. – Dziwaczne – stwierdziła. – Nie wyobrażam sobie, by minister mógł odsunąć prokuratora. Nawet prokurator generalny ma z tym kłopoty. Taka ingerencja dawałaby prokuraturze potężne argumenty przeciwko ministrowi i nie wydaje mi się, żeby ministrowie w ostatnim czasie to robili – zaznaczyła.

– Resort sprawiedliwości ma pecha do szefów. A biorąc pod uwagę wyzwania stojące przed tym resortem, ten pech jest jeszcze większy – skwitowała Paradowska.

Zobacz także

TOK FM

Cezary Grabarczyk odchodzi z rządu – premier Kopacz przyjęła jego dymisję

past, PAP, 29.04.2015
Cezary Grabarczyk

Cezary Grabarczyk (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Cezary Grabarczyk złożył dymisję z funkcji ministra sprawiedliwości, którą premier Ewa Kopacz przyjęła – poinformowało nagle późnym wieczorem, po 23.00 Centrum Informacyjne Rządu. Wcześniej prokuratura przesłuchiwała Grabarczyka ws. nieprawidłowości związanych z wydaniem mu pozwolenia na broń.

„Dzisiaj wieczorem minister Cezary Grabarczyk złożył dymisję na ręce premier Ewy Kopacz. Dymisja została przyjęta” – poinformowało Centrum Informacyjne Rządu. Grabarczyk był ministrem sprawiedliwości od września 2014 roku.

Jak powiedziała rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska w TVP Info, były już minister sprawiedliwości złożył swoją dymisją dziś po południu. – Pan minister podjął decyzję sam – stwierdziła krótko po podaniu informacji o dymisji Grabarczyka.

– Grabarczyk wyjaśniał, że nie czuje się winny naruszenia prawa i czeka ustalenia śledztwa. Bardzo mu zależy, żeby ta sprawa była zamknięta – powiedziała Kidawa-Błońska. Jak stwierdziła rzeczniczka rządu, Grabarczyk zdaje sobie sprawę, że „ta funkcja musi działać bez cienia wątpliwości, że minister mógł naruszyć prawo”.

Cezary Grabarczyk wydał oświadczenie w sprawie swojej dymisji. Pisze w nim, że jego dymisja „leży w interesie Państwa i wymiaru sprawiedliwości” oraz zapewnia, że nigdy nie wpływał na decyzje procesowe Prokuratury. Przeczytaj całe oświadczenie Cezarego Grabarczyka.

Kopacz wcześniej zapowiadała decyzję ws. Grabarczyka

Kopacz informowała wcześniej, że ewentualną decyzję dotyczącą ministra sprawiedliwości Cezarego Grabarczyka podejmie, gdy prokuratura rozstrzygnie, kto zawinił w sprawie wydania dla niego pozwolenia na broń.

– Prokuratura prowadzi śledztwo. Mogę zaręczyć, że kiedy prokuratura je zakończy i podejmie decyzję, kto w tej sprawie zawinił i czy była wina, czy nie było winy pana ministra Grabarczyka, podejmę, proszę mi wierzyć, tak jak zwykle bardzo szybkie decyzje – powiedziała Ewa Kopacz na briefingu w małopolskiej Alwerni.

Jak mówiła, ma nadzieję na szybkie wyjaśnienie sprawy. – Cała historia i spekulacje wokół tej sprawy, dość głośne jej komentowanie, są nie tylko sprawą polityczną, ale osobistą dla ministra Grabarczyka, dość przykre. Pewnie on sam chciałby, żeby ta sprawa szybko została wyjaśniona” – powiedziała Ewa Kopacz.

Miało dojść do nieprawidłowości ws. pozwolenia na broń Grabarczyka

W ubiegły czwartek media podały, że Grabarczyk został przesłuchany przez prokuraturę w Ostrowie Wielkopolskim w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi przy egzaminach i wydawaniu zezwoleń na broń palną. Policjanci z Łodzi mieli załatwiać VIP-om broń bez konieczności zdawania egzaminów.

Tego dnia sam Grabarczyk potwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że został „zaproszony przez prokuratora na przesłuchanie” i był przesłuchiwany w charakterze świadka. Nie chciał jednak mówić o szczegółach tej sprawy.

– Nie jestem gospodarzem tego postępowania i nigdy do tej pory nie komentowałem postępowań, które są w toku. Tak samo uczynię i tym razem – zaznaczył wówczas. Minister potwierdził, że ma pozwolenie na broń, dodając przy tym, że otrzymał je „poprzez procedurę uzyskania pozwolenia”. Pytany, czy procedura ta przebiegła w sposób prawidłowy, odpowiedział: „to jest w tej chwili weryfikowane”.

W środę portal TVN24.pl podał, że Grabarczyk został nagrany w sprawie egzaminu na broń, jednak łódzki prokurator nie wystąpił do sądu o to, aby podsłuchana rozmowa mogła być uznana za dowód w śledztwie. Wg RMF FM, gdy kolejny prokurator zdecydował o przeszukaniu biura poselskiego Grabarczyka, szefowie odebrali mu śledztwo.

Grabarczyk jest wiceszefem PO i członkiem zarządu krajowego partii.

Prokurator chciał postawić zarzuty Grabarczykowi i został odsunięty od śledztwa >>>

Zobacz także

TOK FM

Co Jaśkowiak zrobi z Jędrzejewskim?

Tomasz Cylka, Tomasz Nyczka, 29.04.2015
Jakub Jędrzejewski

Jakub Jędrzejewski (ŁUKASZ CYNALEWSKI)

Wiceprezydent Jakub Jędrzejewski wyrzucony z PO. Prezydent Jacek Jaśkowiak jeszcze swojej decyzji nie ogłosił. Ale krytykuje podwładnego. – Nie podoba mi się to, że jako prezes spółki dawał zlecenia swojemu koledze
Nie widać końca afery z wiceprezydentem Jakubem Jędrzejewskim w roli głównej. W środę wbrew zapowiedziom prezydent Jacek Jaśkowiak nie podjął jeszcze decyzji, czy zwolni swojego pierwszego zastępcę za tzw. aferę fakturową. Chodzi o podejrzane zlecenia samorządowej spółki Szpitale Wielkopolskie z czasów, gdy Jędrzejewski był jej prezesem.Ale jeden rozdział w życiu publicznym Jędrzejewskiego już się zakończył. Został wyrzucony z PO. Taką decyzję podjął zarząd krajowy Platformy, zaledwie dwa dni po złożeniu wniosku przez posła Rafała Grupińskiego. – Z mediów dowiedziałem się, że jestem już poza PO. Chciałbym podziękować za 14 lat współpracy – jest jeszcze wielu superludzi w PO! Działajcie – pożegnał się na Facebooku Jędrzejewski.Na zarzut riposta

Wiceprezydent nie rezygnuje ze swojej metody obrony przez atak. Jednak na każdy zarzut otrzymuje szybką ripostę. Dlaczego zatem wybrał taką strategię? – Partia nie zostawiła mi wyboru. Radny Grzegorz Jura [asystent posła Grupińskiego – red.] przysłał mi SMS-a, w którym napisał, że jeśli sam nie zawieszę swojego członkostwa w partii, to i tak zostanę zawieszony w prawach jej członka – tłumaczy Jędrzejewski. Jura odpowiada bez namysłu: – To kłamstwo. Rozmawialiśmy osobiście po radzie regionu.

Jędrzejewski żali się też, że na tej właśnie radzie regionu PO nikt nie chciał z nim rozmawiać. – Gdyby o to poprosił, na pewno mógłby przedstawić swoją wersję wydarzeń – kontruje Leszek Wojtasiak, wiceszef wielkopolskiej Platformy.

W porannej audycji w Radiu Merkury Jędrzejewski mówił m.in. o naciskach liderów Platformy Obywatelskiej – Rafała Grupińskiego, Filipa Kaczmarka i Tomasza Nowaka – by zatrudnił w miejskiej spółce radną sejmiku Małgorzatę Waszak. Dziennikarce pokazywał SMS-y od działaczy. – Z tego, co wiem, prezydent skierował wniosek do prokuratury przeciwko tym osobom – powiedział na antenie Jędrzejewski.

Trzy godziny później „Wyborcza” rozmawiała z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem. – Nie złożyłem żadnego doniesienia ani wniosku do prokuratury. Otrzymałem od wiceprezydenta pismo, w którym informuje mnie o tych naciskach. Przekazałem je do analizy naszym prawnikom, którzy jednoznacznie powiedzieli mi, że mam je przekazać do prokuratury – mówił nam Jaśkowiak.

Kiedy po konferencji prasowej na temat maratonu dziennikarze prosili Jędrzejewskiego, by pokazał im słynne SMS-y od Filipa Kaczmarka i Rafała Grupińskiego, stwierdził, że… ma rozładowany telefon.

– Obaj panowie przysyłali mi SMS-y na prywatny numer telefonu i żądali ode mnie, żebym wpływał na decyzje personalne w miejskich spółkach. Chcieli m.in., żeby pani Małgorzata Waszak dostała jakieś wysokie stanowisko – mówił Jędrzejewski. Dlaczego zwlekał z ujawnieniem tych faktów i powiedział o nich dopiero, gdy pali mu się grunt pod nogami?

– Bo myślałem, że to rozejdzie się po kościach. Ale w końcu uznałem, że nie dam już rady opierać się tym naciskom i poszedłem do prezydenta. Osiem połączeń telefonicznych i kilkanaście SMS-ów od tej samej osoby to już naciski. Konsultowałem się z prawnikiem i sam zastanawiam się nad złożeniem w tej sprawie zawiadomienia do prokuratury – stwierdził Jędrzejewski.

Bez nerwowych ruchów

Od ujawnienia przez „Wyborczą” afery fakturowej minął już tydzień. Dlaczego prezydent Jaśkowiak nie podjął szybkiej decyzji o zwolnieniu swojego zastępcy? – Do polityki wszedłem niedawno, dopiero się jej uczę, więc nie mogę sobie pozwolić na nerwowe ruchy. Wszyscy dobrze wiemy, że afera fakturowa ma swoje drugie dno. Że to efekt pewnych, wewnątrzpartyjnych rozgrywek. Dlatego muszę wszystko przeanalizować – tłumaczy nam Jaśkowiak.

Ale prezydent w rozmowie z „Wyborczą” jednoznacznie krytycznie ocenił fakt, że Jędrzejewski dał zlecenia na ponad 80 tys. zł swojemu partyjnemu koledze. Jest też zbulwersowany, że kolejne dziesiątki tysięcy złotych wydał na promocję i marketing spółki, która miała budować szpital dziecięcy, a nie dbać o własny wizerunek.

– Nie akceptuję takiego standardu. Zresztą mówiłem o tym w kampanii wyborczej, że będę walczył z takimi patologiami. Nie podoba mi się to, że Jakub Jędrzejewski jako prezes spółki dawał zlecenia swojemu koledze. Uważam też, że nie wytłumaczył się do tej pory dokładnie z ujawnionych faktur. Ale żadnej decyzji nie będę podejmował pod wpływem emocji – tłumaczył Jaśkowiak.

Prezydent swoją decyzję ogłosi najprawdopodobniej w czwartek. Przypomnijmy, że w aferze chodzi o 10 faktur zakwestionowanych przez radę nadzorczą spółki Szpitale Wielkopolski na łączną kwotę 150 tys. zł.

poznan.gazeta.pl

Jaśkowiak: Pismo od Jędrzejewskiego przekazałem prokuraturze

Tomasz Cylka, 29.04.2015
– Nie podoba mi się to, że Jakub Jędrzejewski jako prezes spółki dawał zlecenia swojemu koledze. Uważam też, że nie wytłumaczył się z ujawnionych faktur. Ale nie będę podejmował tak ważnej decyzji pod wpływem emocji – mówi „Wyborczej” prezydent Jacek Jaśkowiak.
Wiceprezydent Jakub Jędrzejewski był gościem porannej audycji Agnieszki Gulczyńskiej w Radiu Merkury. Mówił m.in. o naciskach liderów Platformy Obywatelskiej – Rafała Grupińskiego, Filipa Kaczmarka i Tomasza Nowaka – by zatrudnił w miejskiej spółce radną sejmiku Małgorzatę Waszak. Według naszych informacji chodzi o stanowisko prezesa MPGM. Dziennikarce pokazywał SMS-y od działaczy.- Z tego, co wiem, prezydent skierował wniosek do prokuratury przeciwko tym osobom – powiedział na antenie Jędrzejewski.Jak ustaliła „Wyborcza”, wiceprezydent skłamał po raz kolejny. Poniżej rozmowa z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem.

Tomasz Cylka: Skierował do pan doniesienie do prokuratury na Rafała Grupińskiego, Filipa Kaczmarka i Tomasza Nowaka?

– Nie złożyłem żadnego doniesienia ani wniosku do prokuratury.

Tak powiedział na antenie radiowej wiceprezydent Jakub Jędrzejewski.

– W poniedziałek otrzymałem od niego pismo, w którym informuje mnie o tych naciskach. Przekazałem je do analizy naszym prawnikom, którzy jednoznacznie powiedzieli mi, co mam z tym pismem zrobić – przekazać do prokuratury. I tyle.

Wypowiada pan wojnę Rafałowi Grupińskiemu, któremu zawdzięcza fakt, że w ogóle wystartował w wyborach na prezydenta Poznania?

– Nie wypowiadam. Rafała Grupińskiego bardzo cenię i szanuję jako polityka. Ale niezależnie od tego, czy kogoś lubię czy nie, muszę dochowywać procedur, jakie obowiązują w urzędzie. To pismo Jakuba Jędrzejewskiego trafiło do prokuratury, a nie żaden mój wniosek. Ja na nikogo nie donoszę.

Podejmie pan dziś decyzję w sprawie przyszłości Jędrzejewskiego?

– Rozumiem, że jest to temat w Poznaniu bardzo gorący. Ale oprócz tego mam swoje codzienne obowiązki. Nie będę podejmował decyzji pod naciskiem mediów czy liderów partyjnych. Daliśmy sobie czas do środowego wieczoru. Zapoznam się dziś z pisemnymi wyjaśnieniami swojego zastępcy i dopiero potem podejmę decyzję.

Zdaje pan sobie sprawę, że zwlekanie z decyzją – jakakolwiek by ona nie była – nie służy Poznaniowi?

– Wiem o tym. Ale ja do polityki wszedłem niedawno, dopiero się jej uczę, więc nie mogę sobie pozwolić na nerwowe ruchy. Wszyscy wiemy, że afera fakturowa ma swoje drugie dno. Że to efekt pewnych, wewnątrzpartyjnych rozgrywek. Dlatego muszę wszystko przeanalizować. Na dziś mam doniesienia medialne, dokumentację, jaką otrzymałem w sobotę ze spółki Szpitale Wielkopolski. Teraz czekam na pisemne wyjaśnienia wiceprezydenta.

Niezależnie od partyjnych rozgrywek – pan akceptuje taki standard prowadzenia samorządowej spółki, w której prezes Jakub Jędrzejewski daje zlecenia na ponad 80 tys. zł swojemu partyjnego koledze, który kieruje klubem fitness? Mało tego, Jędrzejewski w nim ćwiczy i wykupuje karnet. Nie bulwersuje pana fakt, że kolejne dziesiątki tysięcy złotych prezes wydaje na promocję i marketing spółki, która miała budować szpital dziecięcy, a nie dbać o własny wizerunek?

– Oczywiście, że nie akceptuję takiego standardu. Zresztą mówiłem o tym w kampanii wyborczej, że będę walczył z takimi patologiami. Nie podoba mi się to, że Jakub Jędrzejewski jako prezes spółki dawał zlecenia swojemu koledze. Uważam też, że nie wytłumaczył się do tej pory dokładnie z ujawnionych faktur. Ale nie będę podejmował tak ważnej decyzji pod wpływem emocji.

Rozmawiał Tomasz Cylka

poznan.gazeta.pl

Nowy sondaż prezydencki dla TVN. Komorowski traci, rośnie poparcie dla Kukiza

ks, 29.04.2015
Sondaż Millward Brown

Sondaż Millward Brown (Gazeta.pl)

Nowy sondaż prezydencki Millward Brown dla TVN pokazuje, że prezydent Bronisław Komorowski traci trzy punkty procentowe, a Andrzej Duda – jeden punkt. Z kolei Paweł Kukiz wysuwa się na trzecie miejsce.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Według najnowszego sondażu Millward Brown dla dla „Faktów” TVN i TVN 24(wykonanego na próbie 1001 pełnoletnich respondentów) Bronisław Komorowski ma 42 punkty poparcia, czyli o trzy punkty procentowe mniej niż poprzednio. Jeden punkt procentowy stracił też kandydat PiS – Andrzej Duda – i uzyskał wynik 27 proc. W drugiej turze wyborów na Komorowskiego zagłosowałoby 55 proc. ankietowanych, na Dudę – 39 proc.

Paweł Kukiz na trzecim miejscu, za nim Korwin-Mikke

Z kolei Paweł Kukiz wysunął się na trzecie miejsce i cieszy się poparciem 9 proc. respondentów. Co oznacza wzrost poparcia o trzy punkty procentowe. Tym samym przegonił Janusza Korwin-Mikkego, na którego oddałoby głos 5 proc. ankietowanych.

Kandydatka SLD Magdalena Ogórek również straciła 1 proc. poparcia. Dziś zagłosowałoby na nią 3 proc. ankietowanych. Za nią są Janusz Palikot – 2 proc. i kandydat PSL Adam Jarubas – 1 proc. poparcia.

gazeta.pl

Janina Paradowska: Końcówka kampanii miała być gorąca. A jest śmieszna. I ta Ogórek z „panem Bronisławem”…

Krzysztof Lepczyński, 29.04.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103087,17833337,video.html?embed=0&autoplay=1
Wybory prezydenckie? – Kresu kompromitacji nie widać – oceniła Janina Paradowska w Poranku Radia TOK FM występ Magdaleny Ogórek w TVN24. Kandydatka SLD mówiła tam o „panu Bronisławie”. Publicystka stwierdziła, że końcówka kampanii jest nie gorąca, jak zapowiadano, ale śmieszna.
– Ostatnie dwa tygodnie kampanii miały być gorące. Nie są. Bywają natomiast śmieszne – stwierdziła w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska.„Kresu kompromitacji nie widać”Publicystka skrytykowała wczorajszy występ Magdaleny Ogórek w TVN24. – Pan Bronisław skompromitował nas za granicą, obywatelki Danii nazwał kaszalotami. Moja wyobraźnia nie ogarnia skakania po krzesłach w Japonii i rozłożenia na łopatki stosunków z Federacją Rosyjską. Nie wyobrażam sobie, jak pan Bronisław mógłby nas godnie reprezentować za granicą – mówiła kandydatka SLD.

– Urzekł mnie „pan Bronisław” w wykonaniu Magdaleny Ogórek – powiedziała Paradowska. – Kresu kompromitacji nie widać – dodała.

Prowadząca Poranek Radia TOK FM odniosła się też do tekstu „Gazety Wyborczej”, która zarzuca kandydatom na prezydenta niski poziom kampanii w internecie. Gazeta nazywa ją wręcz „parodią”. – Ta kampania wzbudza zachwyt wielu komentatorów i mam wrażenie, że większość z nich siedzi przed ekranem i nie widzi niczego więcej oprócz dość marnych spotów – przyznała Paradowska.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s