Ka (05.05.2015)

 

Wybory sfałszowane zawczasu. Prawica teoriami spiskowymi szykuje się na porażkę Dudy

Facebookowa akcja zachęca, by wziąć na wybory własny długopis. Wszystko po to, by zapobiec fałszerstwom.
Facebookowa akcja zachęca, by wziąć na wybory własny długopis. Wszystko po to, by zapobiec fałszerstwom. Fot. Facebook

Politycy PiS otwarcie mówią o tym, że wybory prezydenckie mogą zostać sfałszowane w pierwszej turze. W sieci trwa akcja weź swój długopis na wybory, której twórca, prawicowy bloger, sugeruje, że – szykuje się fałsz znikającym atramentem. Bez złudzeń – jeśli Andrzej Duda wypadnie „zbyt słabo” albo Bronisław Komorowski wypadnie „zbyt dobrze” prawica znów ogłosi, że wybory to jedno wielkie oszustwo. Sądząc po przedwyborczych nastrojach, taki scenariusz jest bardziej niż prawdopodobny.

Zaklęcia dla kandydata
Na finiszu prezydenckiej kampanii wydaje się, że sytuacja na polu bitwy dwóch najpoważniejszych kandydatów jest ustabilizowana. Z jednej strony prezydent Komorowski, któremu dość słaba kampania raczej nie pozwoli na zwycięstwo w pierwszej turze. Z drugiej – Andrzej Duda, który – wnioskując po sondażowych słupkach – przegra wyraźnie, a do drugiej tury wejdzie dzięki względnej słabości rywala (sam ma poparcie niższe niż jego partia).

Rzecz jasna tak może być, ale nie musi. Trudno polegać wyłącznie na publikowanych co 2-3 dni wynikach badań, które złożone w jeden obraz wskazują pewien trend, ale stuprocentowej pewności nie dają. Rozumieć to powinien każdy, kto bierze się za wyciąganie wniosków.

Wystarczy przypomnieć choćby wybory prezydenckie z 2005 roku. Wtedy przed pierwszą turą większość sondażowni dawała Donaldowi Tuskowi sporą przewagę nad Lechem Kaczyńskim, a w rzeczywistości lider PO wygrał z minimalną liczbą głosów. Z kolei przed drugą turą sondaże zrobiły Tuska prezydentem, po czym ostatecznie wygrał Kaczyński i to z przewagą 8 punktów procentowych.

Problem w tym, że na prawicy, szczególnie wśród sympatyków kandydata PiS, na żadne znaki zapytania i niepewności nie ma miejsca. Scenariusz jest ustalony, role obsadzone. Kandydat Duda depcze po piętach Komorowskiemu, a jeśli przedwyborcze fakty na to nie wskazują, tym gorzej dla nich. Zaś gdyby okazało się, że siły Dudy nie potwierdzają także oficjalne wyniki, trzeba wywrócić stolik krzycząc o fałszerstwie.

Zwycięstwo albo fałsz
Tak przedstawia się teoria prawicowej manipulacji. A praktyka? Intensywne działania trwają od tygodni na różnych frontach. Pierwszym jest ten sondażowy. Media sympatyzujące z Dudą robią wszystko, by przekonać Polaków, że poparcie dla polityka PiS jest większe niż mogłoby się wydawać. Doskonałym tego przykładem jest artykuł z lutego tego roku na Niezalezna.pl, który wieszczył wygraną Dudy nad Komorowskim w pierwszej turze. Podstawą był sondaż przeprowadzony przez autora strony Antykomor.pl.

Takim analizom towarzyszą najczęściej wypowiedzi ekspertów, jak np. były polityk PiS Adam Bielan czy satyryk Jan Pietrzak, którzy na portalu braci Karnowskich przekonywali o pewnym zwycięstwie Dudy.

Zaklinanie rzeczywistości trwa więc w najlepsze. Oczywiste jest jednak, że może potrwać tylko do dnia ogłoszenia wyników. Bo co, gdy wyniki nie pokryją się, ani nawet nie zbliżą chociażby do sondażu „Antykomora”? Co, gdy Duda wypadnie zaskakująco słabo albo Komorowski dobije do 50 proc. poparcia? W tym momencie na słabsze sondaże kandydata PiS odpowiedzią jest np. zarzut, że mainstream „pompuje” Pawła Kukiza. Spiskowa teoria mówi, że cały TVN na czele z Kubą Wojewódzkim stawia na muzyka, by pogrążyć Dudę. Ale to za mało.

– Patrząc na to, jak wyglądały wybory samorządowe, można liczyć się z tym, że wybory prezydenckie mogą być nieuczciwe – mówił w poniedziałek na antenie Radia Zet poseł PiS Bartosz Kownacki. Jak stwierdził, Komorowski boi się bezpośredniego starcia z Dudą, więc władza w niedzielę skręci wynik. To samo mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Przestrzegał przed fałszerstwem, bo prezydent rzucił hasło „rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze”. Taka retoryka to tylko przedsmak tego, co może się dziać po wyborach z niepomyślnym rezultatem.

Wskazuje na to też to, co dzieje się w internecie. Prawicowi komentatorzy uderzają w podobne tony i szukają pierwszych sygnałów nadchodzących fałszerstw. Np. dziennikarz Telewizji Republika Michał Rachoń opublikował zdjęcie wypełnionej karty wyborczej (z głosem na Komorowskiego) pochodzącej z głosowania korespondencyjnego. Zdjęcie mógł zrobić wyborca, ale to nieistotne. Ważne, że jest wątpliwość.

Z kolei na Facebooku trwa akcja „weź swój długopis na wybory”. Uruchomił ją prawicowy bloger Paweł Rybicki, a dołączyło do niej już 33 tys. osób. Mimo że uzasadnienie brzmi jak słaby żart…

PAWEŁ RYBICKI

„0,5 zł – tylko tyle potrzeba, aby sfałszować wybory w jednej komisji obwodowej. Bo właśnie za 10,5 zł można w sklepach internetowych kupić długopis wypełniony tuszem, który znika z kartki w kilka godzin po jej zapisaniu. Co ciekawe, w ostatnich dniach nastąpił wysyp ofert sprzedaży takich długopisów w popularnym polskim serwisie aukcyjnym. Czyżby sprzedawcy poczuli, że popyt rośnie? Czytaj więcej

Prawica wygrała
Sondażowe zaklęcia, polityczne ostrzeżenia przed fałszerstwami, sugestie typu „długopisy ze znikającym tuszem” – wszystko to prowadzi do wniosku, że dla prawicy wynik wyborów jest już znany. Będzie zwycięstwo – jeśli nie wyborcze, to moralne. Broń w postaci oskarżeń o fałszowanie wyników skutecznie odciąga przecież uwagę od porażki. I to dopiero jest fałszerstwo doskonałe.

naTemat.pl

hofmanKrytykujeMastalerka

Hofman krytykuje wyjście Mastalerka. „Prof. Staniszkis nazwała już Dudę maminsynkiem”

Adam Hofman zauważył, że "pani prof. Staniszkis nazwała już Andrzeja Dudę maminsynkiem"
Adam Hofman zauważył, że „pani prof. Staniszkis nazwała już Andrzeja Dudę maminsynkiem” Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich Adam Hofman znalazł chwilę, by skrytykować publicznie zachowanie Marcina Mastalerka, swojego następcy na stanowisku rzecznika prasowego PiS. Według niego demonstracyjne wyjście Mastalerka ze studia stacji TVP Info było błędem.

Hofman przyznał przed kamerami stacji TVP Info, że głośny protest Mastalerka, który opuścił telewizyjne studio, by zwrócić uwagę na nierówne jego zdaniem traktowanie kandydatów przez TVP, był merytorycznie zasadny.

Były rzecznik PiS uważa jednak, że tego typu gestów nie należy wykonywać na tydzień przed wyborami, bo mogą popsuć wizerunek kandydata. – W poniedziałek pani prof. Staniszkis nazwała już Andrzeja Dudę maminsynkiem – zauważył Hofman.

Niezrzeszony poseł zaznaczył jednocześnie, że wysoką częstotliwość pojawiania się Komorowskiego w telewizji można było przewidzieć. Majówka obfituje bowiem w święta państwowe, podczas których przemawia prezydent.

– Ja trochę się dziwię, bo sztab PiS dość dobrze wydał spore pieniądze na to, żeby Andrzeja Dudę zrobić właśnie nie maminsynkiem, facetem w krótkich spodniach, tylko takim prezydentem dynamicznym. No i w ostatnim tygodniu całą tę kampanię rujnuje, żaląc się – powiedział Hofman.

„To jest farsa”
Mastalerek opuścił studio programu „Dziś wieczorem”, by zaprotestować przeciwko „farsie”, czyli zbyt częstemu pokazywaniu wystąpień prezydenta Komorowskiego, przy jednoczesnym pomijaniu przemówień Andrzeja Dudy. – To jest farsa, nazwijcie TVP Info Komorowski Info, bo tak po prostu nie można. My się na to nie godzimy – oznajmił rzecznik PiS, opuszczając studio.

źródło: TVP Info

naTemat.pl

Kuria zaleca księdzu Lemańskiemu, by nie odprawiał publicznie mszy

Michał Wilgocki, Paweł Kośmiński, 05.05.2015
Ks. Wojciech Lemański odprawia mszę świętą w Jasienicy. 16.07.2013

Ks. Wojciech Lemański odprawia mszę świętą w Jasienicy. 16.07.2013 (&Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Po wczorajszym udziale księdza Wojciecha Lemańskiego w pogrzebie prof. Władysława Bartoszewskiego, kuria wydała kolejne oświadczenie. Zaleca, by ksiądz nie wprowadzał dezinformacji, nie gorszył wspólnoty Kościoła i powstrzymał się od uczestnictwa w publicznych koncelebrach. Jednocześnie pozwala księżom z diecezji na to, by odmawiali wpuszczania go za ołtarz.
„Wobec pojawiających się wątpliwości wokół osoby księdza Wojciecha Lemańskiego, kuria warszawsko-praska informuje, że dla uniknięcia sytuacji powodujących we wspólnocie Kościoła dezorientację, niejasność, a nawet zgorszenie, biskup warszawsko-praski zaleca, aby na terenie diecezji ksiądz Wojciech Lemański powstrzymał się od celebracji i koncelebr publicznych.Księża proboszczowie, korzystając z przysługujących im uprawnień, mogą nie wyrazić zgody na odprawianie przez księdza Lemańskiego mszy świętej. Poza diecezją, decyzje w tej sprawie pozostawione są trosce i roztropności ordynariuszy miejsca” – czytamy w komunikacie kurii opublikowanym przed chwilą na jej stronie internetowej.

W poniedziałek ks. Wojciech Lemański wziął udział w koncelebrze pogrzebu prof. Władysława Bartoszewskiego. Wywiązało się z tego niemałe zamieszania. Jako jeden z pierwszych zareagował Cezary Gmyz, który księdza dostrzegł w kamerach telewizyjnych.

„Przecież Lemański ma suspensę i zakaz noszenia stroju duchownego. Facet prosi się o ekskomunikę?” – napisał Gmyz na Twitterze. Zapomniał o tym, że choć ksiądz faktycznie został suspendowany, to dopóki się odwołuje, może nosić sutannę i uczestniczyć we mszach.

Zamieszanie podczas pogrzebu

Jeszcze w trakcie mszy, rzecznik kurii, Mateusz Dzieduszycki tłumaczył, że ksiądz Lemański swojego udziału we mszy „nie uzgodnił z osobami, z którymi powinien to uzgodnić”.

Tymczasem w wydanym późnym popołudniem komunikacie – a podpisanym przez tego samego Dzieduszyckiego oraz rzecznika archidiecezji warszawskiej ks. Przemysława Śliwińskiego – czytamy, że „władze kościelne zostały poinformowane o tym, że ks. Wojciech Lemański zamierza włączyć się do koncelebry mszy św. pogrzebowej prof. Władysława Bartoszewskiego” „bezpośrednio przed uroczystością”.

W komunikacie potwierdzono jednak, że duchowny miał prawo uczestniczyć w eucharystii: „Ze względu na efekt zawieszający rekursu w sprawie suspensy ksiądz Wojciech Lemański nie jest pozbawiony możliwości odprawiania mszy świętej. Należy jednak podkreślić, że od decyzji jego sumienia zależało, czy stosowną rzeczą będzie włączenie się do liturgii pogrzebowej prof. Władysława Bartoszewskiego. Ze względu na charakter uroczystości nie podejmowano dalszych kroków wobec obecności księdza Wojciecha Lemańskiego w trakcie uroczystości pogrzebowych”.

Dlaczego ksiądz został zawieszony?

Karę suspensy – a więc zakaz lub ograniczenie wykonywania przez duchownych przynależnych ich stanowi kapłańskiemu czynności (m.in. odprawiania mszy) – nałożył na ks. Lemańskiego abp Hoser. Zarzucił byłemu proboszczowi z podwarszawskiej Jasienicy naruszenie nauki Episkopatu w kwestiach bioetyki. Ks. Lemański krytykował m.in. ostre wypowiedzi Kościoła na temat in vitro. Ale nie podobała mu się również zbytnia powolność w walce z pedofilią w szeregach duchownych.

Zobacz także

wyborcza.pl

PiS szykuje się do walki z fałszerstwami. Wytyczne dał prezes

Iwona Szpala, 05.05.2015
Jarosław Kaczyński wyłania się zza zasłony podczas wyborów samorządowych

Jarosław Kaczyński wyłania się zza zasłony podczas wyborów samorządowych (ADAM STĘPIEŃ)

Korpus Ochrony Wyborów – struktura PiS do walki z fałszerstwami przy urnach – ma silną reprezentację w Warszawie. I poradnik, jak zachować czujność.
Do niedzielnych wyborów prezydenckich PiS przygotowywał się od miesięcy. I nie chodzi tylko o kampanię Andrzeja Dudy. Ponieważ w kierownictwie partii panuje opinia, że wybory mogą być fałszowane, PiS postanowił wysłać sympatyków w teren. W tym celu powstał Korpus Ochrony Wyborów, który ma pomagać ochotnikom czuwającym w komisjach wyborczych. Wystąpią oni w dwóch rolach: członków komisji oraz mężów zaufania.Kaczyński pisze, jak hartowała się partiaWytyczne już zimą dał prezes Jarosław Kaczyński. W liście otwartym przekonywał działaczy, że „morale i siła” partii „hartowały się w trudnych czasach, wśród nieustannych ataków”. I choć te zostały odparte, a PiS jest świetnie przygotowany do rządzenia, to warunki wciąż są trudne. Prezes przestrzegał, że „uczciwość liczenia głosów w trakcie wyborów jest dalece niepewna”. Temu właśnie ma zaradzić KOW, struktura zorganizowana, z biurem centralnym, biurami okręgowymi i rzeszą pełnomocników. Wyznaczeni do niej działacze PiS od tygodni prowadzili nabór na pilnujących przebiegu głosowania. W Warszawie to spore wyzwanie. Komisji jest 888, więc potrzebnych jest blisko 1,8 tys. chętnych. – Mamy komplet członków komisji. Cały czas rekrutujemy jeszcze mężów zaufania, w tej chwili mamy 80 proc. obsady – informuje Krzysztof Skalski, szef Korpusu w Warszawie. Członkowie pracują w komisjach za pieniądze, siedzą za stołem. Mężowie to wolontariusze, przyglądają się temu, co się dzieje wokół urny.

Nabór to nie koniec. Prezes Kaczyński napisał w liście, że PiS „czeka ogromna praca przeszkolenia ochotników, nikt nie powinien iść do komisji, jeśli nie został wyposażony w wiedzę, co w jakich okolicznościach robić, z kim się kontaktować, jakie metody stosują ci, którzy dopuszczają się nadużyć”.

Jak patrzeć na ręce

Trwają więc szkolenia, prowadzi je m.in. Skalski. Pytamy, na co zwraca uwagę uczestnikom wykładów. – Na sposób liczenia głosów – odpowiada. – To zadanie całej komisji, bo wtedy jej członkowie kontrolują się wzajemnie. Niestety, w praktyce bywa tak, że członkowie dzielą się kartami i liczą głosy samodzielnie, przy osobnych stołach. „Najmocniejsi” zawodnicy wychodzą do oddzielnych pokoi. To jest niezgodne z ordynacją wyborczą.

Co ma w takiej sytuacji zrobić przeszkolony? – Domagać się, by w protokole z głosowania znalazła się wzmianka o sposobie liczenia – instruuje Skalski. Zapowiada, że partia surowo potraktuje swoich ludzi w komisjach, którzy dostrzegą nieprawidłowości i przymkną na nie oko, a potem sprawa wyjdzie na jaw dzięki czujnym mężom zaufania.

Wszyscy wyszkoleni członkowie KOW dostają od partii wyciąg z przepisów prawa wyborczego oraz specjalną listę. To wykaz czynności, które musi wykonać komisja wyborcza. Rolą przedstawiciela KOW jest obserwacja oraz wypełnianie rubryk „tak” lub „nie”.

W edukację członków komisji oraz mężów zaufania zaangażowali się też Solidarni 2010 Ewy Stankiewicz. To jedna z organizacji, które współpracują z PiS. Solidarni 2010 są na miesięcznicach na Krakowskim Przedmieściu, uczestniczą w demonstracjach organizowanych przez partię Kaczyńskiego. Teraz przypilnują wyborów. Właśnie wydali poradnik praktyczny o tym, jak zabezpieczyć się przed fałszerstwami przy urnie. Krzysztof Skalski: – Poradnik Solidarnych 2010 znam, oceniam go dobrze. Z tym że jest to materiał Ruchu Kontroli Wyborów (RKW), z którym jako Komitet Obrony Wyborów (KOW) współpracujemy nieformalnie. PiS też przygotował podobny materiał, ale go nie upublicznia.

Podejrzana jest nawet… miła atmosfera

Solidarnych 2010 zajmuje praktyka. Co ich zdaniem może być podejrzane? Okazuje się, że nawet „bardzo miła atmosfera w komisji”. Autorzy poradnika przypominają członkom komisji, że urzędnicy i reszta komisji nie są ich kolegami. W dodatku członków komisji „często wystawia PO lub SLD, pomyślcie o tym, zanim im zaufacie i zostawicie dokumenty w ich rękach!” – apelują Solidarni 2010.

Potem w poradniku opisują możliwe dialogi wśród członków komisji. Wersja pierwsza: „Pan jest tak bardzo zmęczony/głodny/zapracowany. Proszę iść do domu/na obiad i niczym więcej się nie przejmować. My to zrobimy za pana”. Wersja druga: „Wiem, że pani musi się zająć dziećmi. Może już pani iść. My sobie poradzimy”. Co powinien zrobić członek KOW lub RKW, który usłyszy takie słowa? Musi mieć w tyle głowy, że „natarczywe zachęcanie do tego [opuszczenia komisji – przyp. red.] jest sygnałem, iż coś jest planowane pod waszą nieobecność”. Członek KOW lub RKW musi więc odpowiedzieć: „Bardzo dziękuję za troskę, ale muszę tu być. To moja praca/za to mi płacą”. I zostać do końca liczenia głosów.

Inna sytuacja z poradnika. Urzędnik pracujący przy wyborach może spróbować przejąć protokoły z głosowania. Powie wtedy: „My mamy doświadczenie, zrobimy to szybciej/lepiej” albo: „Kolega napisze ten protokół w drugim pokoju. On musi mieć spokój i ciszę, aby się skupić”. Co robić? Nigdy nie przekazywać takich obowiązków, zaś urzędnikowi rzucić: „Mam prawo tutaj być. Dlaczego chce pan pisać ten protokół pod moją nieobecność? Czyżby miał pan coś do ukrycia?”.

Solidarni 2010 radzą też, by niczego nie podpisywać in blanco i nie poddawać się presji czasu, kiedy ktoś powie: „PKW i dziennikarze już czekają na wyniki”.

„Chaos nigdy nie jest przypadkowy”

Kolejny punkt poradnika – „Gdzie się podziały protokoły”. To przypomnienie, że trzeba być czujnym, bo może się zdarzyć tak, że protokołów z liczenia głosów, które chwilę wcześniej leżały na stole, nigdzie nie ma. Instrukcje: „Dokumenty trzeba mieć pod stałą kontrolą (…). Natychmiast zażądajcie odpowiedzi na pytanie, kto i co robi z dokumentami (…)”. Członkowie KOW i RKW muszą pamiętać, że „chaos nie jest tworzony przypadkowo” i że łatwo jest w nim „zgubić” kilkaset głosów”.

Opracowanie zawiera też garść uwag o organizacji pracy członka komisji. Na przykład o tym, co zrobić, kiedy trzeba wyjść do toalety albo zjeść obiad. Tu pomocą mają służyć mężowie zaufania. „Kiedy jest was dwóch, w czasie gdy pani/pan idzie na obiad”, to kontrola trwa nieprzerwanie. Solidarni 2010 zachęcają, by „trochę wcześniej się poznać i nabrać do siebie zaufania”. Ale te znajomości należy ograniczyć do grona osób reprezentujących kandydatów prawicowych: Andrzeja Dudę, Mariana Kowalskiego i Pawła Kukiza. Ta strategia została nazwana „Zasadą trzech”. Dzięki niej w każdej komisji „możemy liczyć na trzech mężów zaufania”, co zdecydowanie wzmocni nadzór.

Długopis kusi nieuczciwych

Poradnik Solidarnych 2010 podnosi też kwestię liczenia głosów. „Stanowczo proście o zsunięcie stołów na środek pomieszczenia i wysypanie na nie wszystkich głosów z urny (…). Pamiętajcie też, że długopis w ręce kusi osoby nieuczciwe do unieważniania głosów. W trakcie liczenia wolno mieć tylko ołówki”. Standardem powinno być też pilnowanie urny i listy wyborców, bo wtedy nikt nie dosypie głosów. Tu sygnałem alarmowym mogą być np. próby „wyręczania was w waszej pracy, wmawiania wam, że nie znacie się na tym, co robicie”. By kontrola przebiegała bez zakłóceń, należy wziąć jedzenie i picie na cały dzień. Na kartce zanotować strategiczne numery telefonów („w stresie możecie zapomnieć tych numerów”). Ważna jest też komórka z dobrym aparatem fotograficznym: to dzięki niej każdy kontrolujący będzie mógł zebrać niezbite dowody na wyborcze fałszerstwa.

warszawa.gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: