07.05.2015 (2)

 

Bronisław Komorowski: Modernizować krok po kroku. Od dawna jestem za JOW-ami! [WYWIAD]

Anna Ścisłowska i Jakub Halcewicz-Pleskaczewski, MamPrawoWiedziec.pl, 07.05.2015
Bronisław Komorowski

Bronisław Komorowski (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

– Cała społeczność Zachodu musi przewartościować swoją dotychczasową politykę – mówi ubiegający się o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski w rozmowie z MamPrawoWiedziec.pl.

 

MamPrawoWiedziec.pl prowadzi wywiady ze wszystkimi, którzy ubiegają się o funkcję prezydenta. Ci, którzy zdecydują się na rozmowę, są pytani o poglądy i pomysły na prezydenturę w oparciu o wspólną dla wszystkich kandydatów grupę zagadnień. Autoryzowane wywiady publikowane są w indywidualnych profilach na MamPrawoWiedziec.pl.

MamPrawoWiedziec.pl: Jakie są najważniejsze wyzwania, które stoją przed prezydentem Polski w latach 2015-2020?

Bronisław Komorowski: Zewnętrzne i wewnętrzne bezpieczeństwo państwa, wspieranie trwałego rozwoju gospodarczego poprzez innowacyjność i konkurencyjność i przede wszystkim poprzez zapewnienie stabilności politycznej i społecznej – to kluczowe wyzwania.

Jakie najważniejsze cele zamierza pan zrealizować?

– Jeśli Polacy powierzą mi dalsze sprawowanie urzędu prezydenta, będę dalej realizował pięć swoich priorytetów: bezpieczeństwo, polityka prorodzinna, konkurencyjna gospodarka, dobre prawo i nowoczesny patriotyzm. Do tego dodam nowy priorytet: tak jak w pierwszej kadencji udało mi się razem z rządem, samorządem i pracodawcami wprowadzić w życie program „Dobry klimat dla rodziny”, tak teraz jest czas na realizację programu „Dobry start dla młodych”.

Prezydent ma prawo inicjatywy ustawodawczej. Czy widzi pan nieuregulowany obszar prawa, w którym zamierza zgłosić projekt ustawy?

– Państwo powinno bardziej wspierać przedsiębiorców, którzy chcą inwestować w badania i nowe technologie, częstokroć obarczone ryzykiem. I dlatego już zgłosiłem projekt ustawy o wspieraniu innowacyjności. To jednak tylko pierwszy krok, powinny nastąpić dalsze. Wyzwaniem będą też ustawowe uregulowania dotyczące ładu przestrzennego i ochrony krajobrazu.

O ustawie krajobrazowej, która powstała w Kancelarii Prezydenta, Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że posłowie wybili jej zęby. Co w związku z tym pan zamierza zrobić?

– Pani prezydent Warszawy wypowiadała się o wersji ustawy, która trafiła do Senatu. Najważniejszym zarzutem było to, że podkomisja nadzwyczajna wykreśliła z projektu prezydenckiego karne opłaty administracyjne sięgające ponad 20 tys. zł i pozostawiła jedynie karę grzywny. Senat „przywrócił zęby” ustawie. Wśród poprawek zaproponowanych przez izbę wyższą była ta dotycząca egzekwowania kar za ustawianie i utrzymywanie reklam nielegalnych bądź niezgodnych z gminnym kodem reklamowym, który będzie ustalany przez samorządy. Kara za takie reklamy będzie wynosić czterdziestokrotność opłaty reklamowej, której wysokość będą ustalać gminy.

Krajobraz to własność wspólna, należy dbać o to, by architektura tworzyła razem z nim harmonię. Musimy ograniczyć przykłady nadwerężania ładu w przestrzeni i zachęcać samorządy do dbania o krajobraz. Ustawa krajobrazowa jest dobrym krokiem w tym kierunku. Czy pana zdaniem należy wprowadzić zmiany w obecnym systemie politycznym lub w konstytucji?

– Stabilność polityczna jest dużą wartością. Polska nie potrzebuje dziś ani politycznej, ani instytucjonalnej rewolucji. Obowiązująca konstytucja dobrze się sprawdza. Ostatnie pięć lat dowodzi, że prezydent i rząd mogą ze sobą dobrze współpracować w najlepiej pojętym interesie Polski, szanując swoje konstytucyjne kompetencje. Zamiast wzniecać kolejną polityczną kłótnię o ustrój, wolę krok po kroku modernizować państwo. Jeżeli pytanie dotyczy jednomandatowych okręgów wyborczych, to od dawna jestem za! Wyraźny postęp w tym obszarze udało się uzyskać bez zmiany ustroju.

Obecna konstytucja skończyła właśnie symboliczne 18 lat. Czy jako prezydent widzi pan potrzebę zainicjowania rozmowy o niej – choćby dlatego, by podkreślić jej państwotwórcze znaczenie?

– 18 lat obowiązywania konstytucji to nie jest długi okres w porównaniu z konstytucjami w ugruntowanych demokracjach europejskich. Złe oceny funkcjonowania parlamentu i innych instytucji państwowych nie wynikają z niewłaściwego umocowania ich w konstytucji, ale z obecnego systemu partyjnego, praktyki tworzenia i stosowania prawa.

Rzucanie haseł rewolucyjnych, np. zmiany ustroju, jest bardzo nośne medialnie, ale mało odpowiedzialne i mało realne. Łatwiej mówić o zmianie konstytucji, niż realnie pracować nad możliwymi do przeprowadzenia poprawkami. Rozmowa o ulepszaniu prawa, w tym o ulepszaniu konstytucji, jest zawsze dobra. Dyskutujmy o konkretnych problemach konstytucyjnych, szukajmy najlepszych rozwiązań. Z chęcią stanę się patronem takiej rozmowy.

Jesienią czekają nas wybory, po których może się zmienić skład parlamentu. W jaki sposób będzie pan szukać poparcia dla swoich projektów, jeśli większość zdobędzie inna opcja polityczna niż PO?

– To Polacy zadecydują o tym, jaki będzie układ polityczny w kolejnej kadencji Sejmu i Senatu. Mam nadzieję, że ster rządów przekażą w ręce polityków odpowiedzialnych. Mam też nadzieję, że Polacy wybiorą kolejne lata racjonalnej pracy dla kraju, a nie polityczną kłótnię. Trzeba jednak mieć świadomość, że prawdziwym sprawdzianem politycznych umiejętności jest kohabitacja z przeciwnym obozem.

Z naszych analiz wynika, że polscy prezydenci najczęściej wetowali ustawy wtedy, kiedy większość w Sejmie mieli ich polityczni przeciwnicy. Jak pan wyobraża sobie stosowanie weta w kolejnej kadencji?

– Przede wszystkim odpowiedzialnie, tzn. z głębokim przekonaniem, że jest to konieczne, a nie podyktowane chęcią zrobienia na złość czy utrudniania życia rządowi. Moi poprzednicy nie wetowali ustaw zaprzyjaźnionych rządów. Wetowali ustawy rządów konkurencji. Wszystkie moje weta dotyczyły rządu, z którym dobrze mi się współpracowało. Żadne moje weto nie zostało odrzucone, bo nie było wątpliwości co do moich intencji – że chodziło o stronę merytoryczną ustaw, a nie grę polityczną.

Wyobrażam sobie współpracę z każdym demokratycznie wybranym rządem. Moją prezydenturę oparłem na dialogu i szukaniu kompromisów i tej zasady będę się trzymał w przyszłości.

Zobacz także

TOK FM

Konstytucja daje prezydentowi prawo zarządzenia referendum za zgodą Senatu. Czy istnieją sprawy, w których zarządzi pan referendum?

– Referendum jest bardzo ważnym narzędziem stanowienia prawa, jest jednak narzędziem specjalnym – nie powinno być nadużywane. Są sytuacje, kiedy wszyscy uprawnieni do głosowania powinni podjąć decyzję. Może to np. dotyczyć wejścia Polski do strefy euro.

Jakie widzi pan najpoważniejsze zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski?

– Oczywiście to wydarzenia za wschodnią granicą wzbudzają nasz najwyższy niepokój. Ukraina, nasz sąsiad, padła ofiarą zbrojnej agresji. Po raz pierwszy od dziesięcioleci jedno z państw siłą zmieniło granice w Europie, gwałcąc przy okazji liczne umowy międzynarodowe. Agresywna, imperialna polityka Rosji spowodowała, że upiory zimnej wojny powróciły, a cała społeczność Zachodu musi przewartościować swoją dotychczasową politykę. Kryzys ukraiński sprawił, że lepiej rozumiemy, jak ważna jest własna zdolność do obrony granic i jakie znaczenie mają sojusze.

Są też inne zagrożenia globalne, które nas dotyczą, choć jeszcze nie bezpośrednio. Terroryzm, wciąż widoczne skutki kryzysu gospodarczego, niekontrolowany napływ imigrantów z państw Afryki i Azji – to zagrożenia ważne dla całej Europy.

Na tle Europy i świata Polska jest stabilnym, dobrze rozwijającym się krajem. Musimy jednak razem odpowiedzieć na kilka wyzwań wewnętrznych: kryzys demograficzny, niedoskonałą sytuację rynku pracy, niezaspokojone aspiracje młodego pokolenia i zbyt mały poziom społecznego zaufania.

– Prezydent musi działać tak, by zwiększać bezpieczeństwo zewnętrzne Polski i jednocześnie wzmacniać państwo wewnątrz. To zadanie można zrealizować tylko wtedy, gdy prezydent będzie umiał współpracować z rządem, ale jednocześnie będzie jasno wyznaczać cele dla całego państwa.

Jednym z celów na 2015 r. wskazanych przez BBN jest wsparcie Ukrainy. Czy i w jakiej formie należy pana zdaniem kontynuować to wsparcie? Czy sprzedawać broń? Wysyłać żołnierzy? Wspierać finansowo?

– Najważniejszym zadaniem dla polskiego prezydenta i polskiego rządu jest utrzymanie dotychczasowej europejskiej solidarności w kwestiach Ukrainy. Tylko działając razem, w gronie 28 państw Unii, będziemy w stanie skutecznie zatrzymać agresywne działania Rosji. Zadaniem na najbliższe miesiące jest zagwarantowanie, że wszystkie zapisy porozumienia pokojowego zawartego w Mińsku (tzw. Mińsk II) będą przestrzegane przez strony konfliktu.

Ukraina najbardziej potrzebuje dziś pomocy w szybkim reformowaniu państwa, tak by mogło ono stanąć gospodarczo na własnych nogach. Właśnie w tym kierunku chcą iść Unia i Polska. Z unijnego budżetu przekazujemy Ukrainie kolejne miliardy euro, Polska dodaje do tego setki milionów złotych preferencyjnych pożyczek. Oferujemy także to, co mamy najcenniejsze: nasze własne doświadczenie w reformowaniu gospodarki, prawa i instytucji państwowych. Polska na całym świecie jest uważana za symbol transformacji zakończonej sukcesem. Dziś chcemy, by Ukraińcy skorzystali z naszych doświadczeń i przeprowadzili równie udaną transformację. Rolą Polski jest dopilnować, żeby europejska perspektywa była dla Ukrainy cały czas otwarta. W ramach NATO wspieraliśmy reformę ukraińskiego systemu obronnego.

Jak prowadzić politykę Polski i Unii wobec Rosji w sytuacji, w której stosunki między Rosją a Ukrainą nie poprawią się?

– Dzisiaj zadanie Polski i Unii jest jednoznaczne: zachować solidarną i stanowczą postawę wobec Rosji. Nie ma zgody na agresję i naruszanie integralności terytorialnej. Sankcje wobec Rosji muszą być utrzymane tak długo, jak długo Rosja nie wdroży zapisów porozumienia z Mińska, a integralność terytorialna Ukrainy nie zostanie przywrócona. Powinniśmy jednak chcieć i potrafić uczestniczyć w procesie odbudowy współpracy Zachód-Rosja, gdy ta zrewiduje w sposób istotny swoją agresywną politykę zewnętrzną. Taka perspektywa leży w naszym interesie.

Polska jest coraz bogatszym krajem, według premier Ewy Kopacz niebawem dołączymy do 20 najbogatszych państw świata. Jakie wynikają z tego moralne i polityczne zobowiązania Polski na arenie międzynarodowej?

– Polska już jest poważnie zaangażowana w pomoc rozwojową dla najbiedniejszych państw świata. Uczestniczymy w służących temu celowi programach Unii Europejskiej. Będziemy ten udział zwiększać w miarę bogacenia się naszego kraju. Wsparcie dla krajów rozwijających się to także obowiązek wynikający z naszego członkostwa w ONZ.

Polska ma też swój udział w działaniach Unii jako całości i poprzez instytucje europejskie. Gdy Polska zrówna się w rozwoju z państwami zachodnioeuropejskimi, nasze zobowiązania pomocowe także adekwatnie się zwiększą. Dziś oferujemy taką pomoc, na jaką nas stać.

Czym jest dla pana Europa i jak pan rozumie wartości europejskie?

– Unia Europejska to fundament naszego bezpieczeństwa, naszego rozwoju gospodarczego i społecznego. Unia to największa na świecie strefa wolności, poszanowania praw człowieka i podstawowych wartości wynikających z tradycji chrześcijańskich, jak to ukształtowali ojcowie założyciele.

Te wartości bardzo trafnie definiuje Traktat z Lizbony: prócz wolności i poszanowania godności i praw człowieka są to równość, praworządność i demokracja. Jednocześnie wspólnota europejska jest obszarem, w którym rozwija się społeczna gospodarka rynkowa, bogatsi pomagają biedniejszym na każdym możliwym poziomie, gwarantowana jest wolność słowa, swoboda przekonań i ekspresji kultury. Wszystkie państwa są gwarantami bezpieczeństwa każdego kraju z osobna. Tak właśnie chcę rozumieć Unię Europejską.

Jakie miejsce wśród wartości europejskich zajmują – albo powinny zajmować – chrześcijaństwo i nauka Kościoła katolickiego?

– Integracja europejska była budowana na fundamentach wartości chrześcijańskich. Wiele z nich było przekuwanych w konkretne idee i projekty. Nie sposób nie zauważyć, że koncepcje subsydiarności i solidaryzmu, na których opiera się Unia, wywodzą się ze społecznej nauki Kościoła. Chrześcijaństwo dodaje do modelu obywatelskiej wspólnoty demokratycznej wolność jednostki ludzkiej. Te wartości są wciąż ważne. Kościół i chrześcijaństwo nadal mogą inspirować do integracji. A ponieważ Unia jest tworem dynamicznym, wciąż wypełnia się nową treścią.

Niewątpliwie sam proces integracji europejskiej od początku był uważnie obserwowany i wspierany przez Kościół katolicki. Jan Paweł II był zwolennikiem integracji Polski z Unią. Papież miał wielki wkład w myślenie o jedności Europy poprzez podkreślanie tego, że Europa to są dwa płuca oddychające równomiernie: płuco wschodnie i zachodnie. To przecież jest swoiste ukoronowanie myślenia o jedności europejskiej poprzez przekroczenie barier historycznych.

 

Podpisał pan konwencję antyprzemocową wbrew stanowisku hierarchii kościelnej. Jak by pan przekonał tradycyjnego katolika do konwencji?

– Konwencja ma na celu pomoc w zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Mamy jako państwo obowiązek bronić wszystkich przed przemocą, w tym przed tą domową. Wstydem byłoby nieskorzystanie z przysługujących nam instrumentów. Wiem, że niektórzy tradycyjni katolicy nie akceptują języka konwencji. Ja także mam z nim problem, ale to nie o język chodzi, a o realną pomoc kobietom doświadczającym przemocy.

Gdzie pan pojedzie z pierwszą wizytą, jeśli powtórnie wygra pan wybory? Czy zamierza pan zabierać w podróże np. ludzi biznesu?

– W moim przypadku trudno mówić o pierwszej wizycie, bo będzie to kolejna na długiej liście już zrealizowanych i planowanych, bez względu na kalendarz wyborczy. Być może będzie to jedno z państw sąsiadujących z Polską.

Jestem przekonany, że polityka zagraniczna powinna wspierać rozwój gospodarczy naszego kraju. Swoje dotychczasowe wizyty i spotkania dyplomatyczne wykorzystywałem do promowania polskich firm, w podróże zagraniczne zabierałem ze sobą polskich przedsiębiorców. Będę robił to nadal, jeszcze intensywniej. Zatem pierwszym celem podróży może być także jedno z nowych centrów rozwoju ekonomicznego w Azji lub Afryce.

Podczas swojej kadencji nie odwiedził pan Australii, Nowej Zelandii, żadnego państwa w Ameryce Południowej ani w Skandynawii. Nie mamy tam interesów?

– Oczywiście, że mamy, ale pięcioletnia kadencja jest za krótka, aby odwiedzić wszystkich ważnych partnerów Polski. Odbyłem ponad 100 wizyt zagranicznych. Starałem się, żeby każda miała jak największy wymiar gospodarczy, dlatego odbywały się wtedy fora gospodarcze. Wizyty, które złożyłem jako prezydent m.in. w Chinach, Turcji i Korei, były okazją do sfinalizowania kontraktów o wartości wielu miliardów złotych, ale i do nawiązania nowych kontaktów handlowych.

Nie wolno także zapomnieć, że prezydent nie realizuje swojej polityki wobec obcych państw jedynie przez wizyty zagraniczne. Przyjąłem ponad 160 głów państw i szefów rządów. Ponadto warto trzymać się strategii polskiej polityki zagranicznej. Inaczej łatwo można być oskarżonym o turystykę dyplomatyczną.

Przez ostatnie pięć lat odwiedzał pan Polonię, ale pomijał środowiska emigrantów, którzy wyjechali z Polski po wstąpieniu do Unii. Wielką Brytanię, jeden z najpopularniejszych obecnie kierunków emigracyjnych, odwiedził pan tylko raz w 2014 r. z okazji szczytu NATO w Walii. Z informacji na stronie Kancelarii wynika, że podczas tego pobytu nie odbyło się spotkanie się z mieszkającymi na Wyspach Polakami ani nie wygłosił pan skierowanego do nich przemówienia. Dlaczego tak się nie stało? 

– Los Polonii był dla mnie zawsze niezwykle ważny. W 1990 r. powoływałem z prof. Stelmachowskim Stowarzyszenie Wspólnota Polska, jedną z najważniejszych organizacji umacniających więzi między Polską a Polakami mieszkającymi za granicą. Również jako prezydent spotykałem się z polonusami, zarówno w Pałacu Prezydenckim i Belwederze, jak i podczas licznych wizyt zagranicznych. Święto Polonii to był i będzie ważny punkt w prezydenckim kalendarzu. 2 maja 2014 r. wręczyłem odznaczenia wielu młodym Polakom promującym polską kulturę za granicą.

Dotyczy to także młodej emigracji. Spotykałem się z nią i w czasie wizyt w USA, i w Europie, np. ostatnio w Brukseli. W czasie moich oficjalnych wizyt zagranicznych zawsze spotykam się z Polakami w polskich ambasadach, podczas wizyt roboczych nie zawsze jest to możliwe. Wizyta w Walii nie była wizytą oficjalną prezydenta RP, a udziałem w szczycie NATO.

Reprezentowanie kraju łączy się z pewnym systemem wyobrażeń związanych z tym krajem – jego historią, cechami i wizjami przyszłości. Jak pan rozumie polskość?

– Polskość to przede wszystkim wspólnota emocjonalna oparta na kulturze. To także wspólnota historii, a więc i tradycji. To również wspólnota dnia dzisiejszego i wspólnota celów, do których dążymy. Polskość to to, co nas łączy, jednak niejedno ma imię. Dlatego dla mnie polskość wyraża się otwartością na innych – na inne kultury, tradycje, języki, religie. Polskość sprawdza się w przyciąganiu, a nie odpychaniu innych. Sprawdza się nie w obronie przed innymi, ale w atrakcyjności także dla innych.

Dlatego przez całą kadencję staram się budować nowoczesny, otwarty patriotyzm polski. Pozostaje to ważnym zadaniem na przyszłość.

Jak pan zamierza budować poczucie wspólnoty Polaków? Jakie własne inicjatywy – propozycje nowych działań – wprowadziłby pan jako prezydent? Do jakich wydarzeń z ostatnich 25 lat będzie się pan odwoływać w budowaniu tożsamości narodowej?

– Chcę łączyć szacunek dla tradycji z nowoczesnym patriotyzmem. Powinniśmy być dumni z sukcesów Polek i Polaków, całego naszego kraju, zwłaszcza z osiągnięć ostatnich 25 lat. Żyjemy w okresie dla Polski wyjątkowym. Ale naszym zadaniem jest to, aby ten dobry okres trwał dłużej i przyniósł nam rozwój na miarę naszych ambicji, naszej potrzeby odnalezienia się wśród najzamożniejszych i najbezpieczniejszych krajów Europy.

Nowoczesny patriotyzm powinien się dzisiaj wyrażać w nauce, w pracy oraz w szacunku dla państwa, demokracji i prawa. Rolą prezydenta jest wspieranie tych wszystkich, którzy pracują na rzecz pozycji Polski w świecie, tych, którzy budują dobre imię ojczyzny.

Ważna jest więc pamięć o 4 czerwca 1989 r., bo to symboliczna data odzyskania przez Polskę wolności i demokracji. Dzięki wyborom 4 czerwca powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego, który rozpoczął wielki projekt demokratyzacji Polski we współpracy z wcześniejszymi politycznymi adwersarzami. Dzięki sukcesowi tego rządu, sukcesowi wielkich reform – m.in. reformy samorządowej czy reformy gospodarczej – Polska stała się pozytywnym symbolem przemian i liderem w regionie. Kolejne dwa wydarzenia, na które chciałbym wskazać, to wstąpienie Polski do NATO i Unii Europejskiej, co ostatecznie potwierdziło naszą przynależność do świata zachodniego i zapewniło Polsce bezpieczeństwo.

Już za kilka lat będziemy mieli kolejną okazję do radosnego świętowania. Myślę o setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Mam nadzieję, że ta rocznica stanie się okazją do utrwalania naszego nowoczesnego patriotyzmu i dumnej refleksji o współczesnej Polsce, jej sukcesach i wyzwaniach.

 

Czy są według pana ważne tematy przemilczane lub zbyt mało obecne we współczesnej debacie publicznej? Czy zamierza pan inicjować dyskusję?

– Inicjowałem taką dyskusję w przeszłości, chcę robić to jako prezydent także w przyszłości. W forach debaty publicznej w Kancelarii Prezydenta wzięło bezpośredni udział kilkanaście tysięcy osób. Za pośrednictwem internetu – ćwierć miliona. Priorytetem debaty publicznej w najbliższych latach powinna być sytuacja młodych i to, co powinniśmy zrobić, żeby młodym pokoleniom zapewnić jak najlepszy start w dorosłe życie.

W odpowiedzi na to samo pytanie Anna Grodzka powiedziała nam: „Prezydent Komorowski organizuje debaty o sprawach, które, powiedzmy, konserwują system, a nie reformują”.

– Trudno to komentować. Jeśli ktoś uważa, że debaty o polityce demograficznej, prorodzinnej, bezpieczeństwie czy innowacyjności nie są nastawione na przyszłość i reformowanie Polski, to nie wiem, co jest.

Inni kandydaci podkreślają, że prezydentura powinna być aktywna, a prezydent zaangażowany w dialog społeczny i rozwiązywanie konfliktów.

– Od pierwszego dnia mojej prezydentury dbałem o dialog. Właśnie tak starałem się wykonywać swoje obowiązki: poszukując tego, co łączy wszystkich Polaków. Organizowałem w Pałacu Prezydenckim dyskusje z udziałem ekspertów, działaczy społecznych, przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, wybitnych samorządowców, artystów, sportowców i innych liderów opinii, także młodego pokolenia.

Dążyłem do wznowienia dialogu społecznego i to się udało. W wyniku spotkań w Kancelarii Prezydenta z udziałem przedstawicieli pracodawców i związkowców powstał wspólny projekt ustawy, unowocześniający formułę dialogu społecznego w Polsce.

Warto podkreślić, że nowy kształt zyskała za mojej prezydentury Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Po raz pierwszy w jej pracach uczestniczą nie tylko przedstawiciele rządu, lecz także szefowie partii opozycyjnych. RBN stwarza dzięki temu możliwość wspólnej, ponadpartyjnej dyskusji o najbardziej fundamentalnych zagadnieniach związanych z bezpieczeństwem państwa. Niestety, nie wszyscy liderzy partyjni chcą uczestniczyć w dialogu o bezpieczeństwie. Aktywność na rzecz dialogu to także sposób szerokiego konsultowania każdej mojej inicjatywy ustawodawczej, a było ich dużo, bo 28. Aktywna prezydentura to także bezpośredni kontakt z obywatelami. W tej kadencji odbyłem prawie 400 wizyt krajowych. Ważne z punktu widzenia aktywności są kontakty zagraniczne. Ich też było kilkaset.

Prezydent może nadać każdemu cudzoziemcowi, na jego wniosek, obywatelstwo polskie. Jakimi kryteriami będzie się pan kierował w nadawaniu obywatelstwa?

– Będę się kierował kryteriami opisanymi w obowiązującym polskim prawie i poczuciem interesu Rzeczypospolitej. Dla Polski i dla całej Europy bardzo ważna jest mądra polityka migracyjna. Ruchy migracyjne, przyjazdy do Polski powinno się ujmować w określone ramy, tak aby to zjawisko przynosiło Polsce jak największe korzyści i jak najmniej zagrożeń. Polityka migracyjna będzie miała coraz większe znaczenie dla polskiej gospodarki, szczególnie w kontekście rozwoju innowacyjności w Polsce.

Prezydent nadaje ordery i odznaczenia. Jakie grupy zasługują na odznaczenie w Polsce? Czy nadawanie odznaczeń powinno być elementem polityki zagranicznej?

– Będę kontynuował swoją dotychczasową politykę w tym obszarze. Rzeczpospolita powinna doceniać tych, którzy na różnych polach pracowali na jej pomyślność, dostatek i bezpieczeństwo obywateli. Powinna też uhonorowywać przedstawicieli innych państw, z którymi wiążą nas te same wartości i sojusze.

Kogo widzi pan wśród swoich doradców? Kto zostanie szefem pana kancelarii?

– Jestem dumny, że przez pięć lat mojej prezydentury Kancelaria Prezydenta była stabilna jak nigdy przedtem. Za czasów mojego poprzednika było bodajże sześciu szefów kancelarii. Z pewnością więc będę kontynuował współpracę z wieloma dotychczasowymi doradcami, ale na pewno poszerzę zespół o świeże osoby, które wesprą wiedzą i doświadczeniem nowe priorytety mojej prezydentury.

Czy może już pan podać konkretne nazwiska ekspertów, których planuje zaprosić do współpracy jako prezydent?

– Już w tej kadencji otaczałem się świetnymi specjalistami oraz byłem otwarty na dialog z ekspertami innych środowisk. Na konkretne nazwiska przyjdzie czas po wyborach.

Bronisław Komorowski – finał kampanii wyborczej. „Nie dajcie się zwieść politycznym frustratom i spóźnionym na rewolucję. Ja rewolucję robiłem”

tw, PAP, 07.05.2015

ŁUKASZ GŁOWALA

W Sopocie odbyła się konwencja kończąca „Maraton poparcia Bronisława Komorowskiego”. W Hali Stulecia zebrali się członkowie PO, zwolennicy ubiegającego się o reelekcję prezydenta, członkowie komitetu honorowego, premier Ewa Kopacz i członkowie rządu. – Nie dajcie się zwieść politycznym frustratom i spóźnionym na rewolucję. Ja rewolucję robiłem – zaapelował do młodych ubiegający się o reelekcję prezydent.

 

– W niedzielę, zgodnie z demokratycznymi regułami, zadecydujemy o tym, kto będzie prezydentem Polski przez następne pięć lat. Warto pamiętać o tym, że rozstrzygniemy o tym, czy nadal jako kraj, jako społeczeństwo, będziemy iść tak jak przez minione 25 lat drogą wolności, modernizacji, drogą uczestnictwa w integracji europejskiej, czy nadal będziemy dążyli prosto w imię zgody i bezpieczeństwa, czy też gdzieś skręcimy w którąś stronę, gdzieś trafimy na manowce, gdzieś trafimy na margines Europy – powiedział Komorowski.

Dlatego – jak mówił – cieszy się, że w finale kampanii wyborczej jego konwencja odbywa się właśnie w Trójmieście, „kolebce polskiej wolności”. Komorowski dziękował za słowa poparcia, jakie słyszał podczas kampanii, oraz – jak mówił – za „ważne słowa i wyrazy poparcia”, które zostały wypowiedziane na konwencji.

Polska to nie zgliszcza

– Trzeba chronić kraj przed tymi, którzy negują 25 lat polskiej wolności – przekonywał prezydent Bronisław Komorowski na konwencji wyborczej w Sopocie. Jak ocenił, jako naród Polacy osiągnęli „naprawdę bardzo wiele”, ale nie mogą „spocząć na laurach”.

Komorowski mówił, że Trójmiasto „to dobre miejsce, by obronić nasz wspólny dorobek przed tymi, którzy twierdzą – wbrew logice, faktom i temu, co sami widzą w codziennym życiu – że po 25 latach polskiej wolności nasz kraj trzeba będzie odbudowywać ze zgliszczy jak po wojnie”.

Zdaniem Komorowskiego „jest to rzecz nieprawdopodobna, obrażająca wspomnienie i działanie wszystkich ludzi pokolenia »Solidarności «”. – Jak można o wolnej Polsce, jak można o dorobku wszystkich ludzi w ten sposób mówić, jak można śpiewać, prosić o przywrócenie przez Pana Boga naszej wolności – pytał Komorowski.

– Tak to już bywa i tak widocznie być musi, że czasami szaleństwo polityczne, szaleństwo wyborcze bywa źródłem politycznej, groźnej ślepoty – stwierdził. Według niego jako naród Polacy osiągnęli „naprawdę bardzo wiele”, co – jak podkreślił – „nie oznacza, że możemy dzisiaj »spocząć na laurach «”. – To wcale nie oznacza, że Polska jest krajem „mlekiem i miodem płynącym”, ale to oznacza, że udało się nam wiele osiągnąć dzięki pracy, wytrwałości, konsekwencji, wysiłkowi każdej polskiej rodziny, każdego obywatela – dodał Komorowski.

– Chociaż wiemy, a wiemy i czujemy to codziennie, że nie wszyscy są beneficjentami w równym stopniu dobrodziejstw wolności, to jednocześnie wiemy, że z tego należy wyciągać proste wnioski, że jak nam się udało tyle, to dzięki naszej pracy uda się nam jeszcze więcej, oraz to, że musimy konsekwentnie dążyć do tego, by sukces kraju utrwalić tak, by przekładał się na korzyści wszystkich obywateli – przekonywał Komorowski.

Prezydent: Nie dajcie się zwieść politycznym frustratom

Komorowski zauważył, że pokolenie urodzone w wolnej Polsce ma wielkie aspiracje, uzasadnione ambicje i wielki potencjał. – Słusznie się mówi o tym pokoleniu, że jest to pokolenie wiedzy, bo to jest najlepiej wykształcone pokolenie w naszych dziejach – podkreślił.

– To pokolenie chce więcej, szybciej osiągać swoje cele, lepiej realizować swoje marzenia. Zniecierpliwienie młodego pokolenia może być albo siłą destrukcyjną, albo wielkim rezerwuarem energii, siły pozytywnej, zdolnej do działania na rzecz nowego etapu polskiej modernizacji – powiedział.

– Chciałbym zaprosić wszystkich młodych, zniecierpliwionych, a czasami rozczarowanych, na przykład tempem przemian, do współpracy, do wspólnego budowania Polski, kolejnych 25 lat wolności – dodał Komorowski. Jak zaznaczył, „młodą siłę” należy wykorzystać do budowania, a nie burzenia tego, co udało się osiągnąć ludziom „Solidarności”.

– Potrzebne są racjonalne zmiany, praca, a nie radykalizm negujący wszystko, co się da – podkreślił prezydent. Według niego Polska ma wreszcie szansę na „nawarstwianie” się pracy pokoleń.

– Stoimy – po raz pierwszy – w obliczu szansy na to, że nie będziemy musieli zawsze zaczynać od zera, od początku, że możemy kontynuować wysiłki i budować Polskę poprzez nawarstwianie się sukcesów, polskich osiągnięć.

– Dlatego zwracam się do młodych ludzi w Polsce: nie dajcie się zwieść politycznym frustratom i spóźnionym na rewolucję. Ja rewolucję robiłem – podkreślił Komorowski.

Brak zgody na głupotę i psucie państwa

Komorowski przypomniał, że motywem przewodnim swej kampanii uczynił hasło: „Wybierz zgodę i bezpieczeństwo”, bo w jego ocenie hasło to dobrze opisuje pięć lat jego prezydentury oraz oddaje potrzeby Polaków.

– Zgoda, o której mówię, to nie jest zgoda na wszystko – mówił Komorowski. Podkreślał, że nie będzie to zgoda na „głupotę, fundamentalizm, nieodpowiedzialne rzucanie obietnic, psucie państwa polskiego, na odbieranie satysfakcji z osiągnięć Polski na 25-letniej drodze naszej wolności”.

Zdaniem Komorowskiego „zgoda musi oznaczać wolę szukania współpracy w sprawach najważniejszych, gotowość do budowania choćby enklaw tej współpracy”. Prezydent podkreślił, że stara się realizować i proponuje w dalszym ciągu „zgodę przy rozwiązywaniu najważniejszych zadań z zakresu polityki zagranicznej, bezpieczeństwa energetycznego czy bezpieczeństwa w obronie naszego kraju”.

– Polska naprawdę potrzebuje prezydenta zgody, który szuka porozumienia, szuka kompromisów politycznych, nie szuka, unika i nie wywołuje – co najważniejsze – niepotrzebnych kłótni – mówił. – Pamiętajmy, że kłótnia, która jest alternatywą zgody, w naszej polskiej historii zawsze oznaczała to, że ktoś na polskich kłótniach korzystał. Zawsze to byli nie nasi przyjaciele, ale nasi wrogowie – zaznaczył Komorowski.

Komorowski: Nie pozwólmy, aby radykalizm dzielił Polaków

– Zwracam się do tych z państwa, którzy szczególnie cenią sobie umiarkowanie, dialog i kompromis w życiu publicznym – jako metodę działania politycznego; którzy nie stoją i nie chcą stać na barykadach radykalizmu, którzy odrzucają dążenie do ideologicznych wojen, którzy szanują różne, często odmienne od własnej, wrażliwości innych współobywateli. Nie pozwólmy, aby radykalizm wyznaczał ton debaty publicznej w Polsce, by dzielił Polaków na lepszych i gorszych, by niszczył szansę na polityczne kompromisy – powiedział Komorowski.

Jak ocenił, nie można pozwolić, aby kompromis był zastępowany „fundamentalistyczną zasadą stawiania tylko na swoim”.

Zdaniem Komorowskiego trzeba położyć mocniejszy akcent na to, aby „państwo było dla obywateli, a nie obywatele dla państwa”. – W wielu sprawach muszą się zmienić relacje na linii obywatel – państwo w taki sposób, aby w tej relacji to obywatel był najważniejszy, a państwo pełniło rolę służebną. Krokiem do tej zmiany ma być zaproponowana przeze mnie nowelizacja ordynacji podatkowej, dzięki której wątpliwości podatkowe będą rozstrzygane na korzyść obywatela, a nie urzędnika – zaznaczył prezydent.

– Jeżeli myślimy podobnie, jeśli akceptujecie państwo moją dotychczasową prezydenturę, po prostu proszę o państwa głos 10 maja. To będzie głos niesłychanie ważny. 10 maja wybierzmy zgodę i bezpieczeństwo, bądźmy tego dnia razem, bo razem wygramy te wybory – apelował prezydent.

Zobacz także

TOK FM

Wybory prezydenckie 2015. Kontrowersyjny spot Komorowskiego na ostatniej prostej: Duda zamienia się w Kaczyńskiego

WB, 07.05.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103087,17879545,video.html?embed=0&autoplay=1
„Prawo i Sprawiedliwość stanie na czele walki” – słyszymy okrzyk Jarosława Kaczyńskiego w koszmarnym śnie wyborcy. Kaczyński chwilę wcześniej przeobraził się w Andrzeja Dudę. Ta przedziwna wizja to najnowszy klip sztabu Bronisława Komorowskiego.

 

– Czy pan się czuje radykałem? – pytają dziennikarze Andrzeja Dudę, a ten odpowiada: – A czy państwo uważają mnie za radykała? W tym momencie uśmiechnięty Duda zamienia się w krzyczącego Jarosława Kaczyńskiego.

http://i.giflike.com/embed/3NRPQKP

Duda na zmianę z Kaczyńskim pojawiają się na przemian w koszmarnym śnie mężczyzny, którego próbuje obudzić jego partnerka.

http://i.giflike.com/embed/GsKBn1F

Zaraz po obudzeniu przestraszony mężczyzna rzuca: – Mariola, idziemy na wybory!

„Za Dudą stoi Kaczyński. To nie sen, to rzeczywistość. 10 maja idź na wybory” – czytamy na końcowej planszy.

TOK FM

Przegląd szczujni. Nieślubne dziecko prezydenta, czyli jak oni opluwają

Wojciech Czuchnowski, 07.05.2015
Bronisław Komorowski

Bronisław Komorowski (Fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta)

Gdyby któraś z telewizji wprowadziła do ramówki konkurs – np. na wzór „Jak oni śpiewają” – na najbardziej nienawistną publicystykę polityczną, autorzy prawicowych portali – wpolityce.pl, niezalezna.pl, fronda.pl czy stefczyk.info – musieliby startować w osobnej grupie. Jak zawodowi biegacze w masowym biegu maratońskim, tak oni w kategorii hejtu i politagitki, reprezentują poziom, przy którym inni są amatorami.
Pokaz zawodowstwa dają w ostatnich dniach przed wyborami, rzucając wszystkie siły by zohydzić prezydenta Bronisława Komorowskiego, konkurenta popieranego przez nich Andrzeja Dudy, kandydata PiS.

Zadanie mają niełatwe, bo minione miesiące to praktycznie nieprzerwany strumień pomyj wylewający się z ich łamów na Komorowskiego i jego zwolenników. Prezydent winny jest „zamachu w Smoleńsku”, „zabija polską naukę”, ośmiesza Polskę, nie zna ortografii i jest po prostu „brzydki”. Na dodatek zjada też bobry i chce sprzedać obcym polskie lasy.

„Jak można chcieć oddać głos na kogoś takiego?” – dziwi się Dawid Wildstein.

Jego niepokorni koledzy nazwali już Komorowskiego „burakiem, troglodytą, nieokrzesańcem, ćwierćinteligentem, chamem, prostakiem i agentem WSI”. Na portalu braci Karnowskich prezydent był „prostakiem”, „maestro świniowatości” i „świniowatym marszałkiem”.

Za to, że nie wziął udziału w ostatniej debacie telewizyjnej kandydatów prezydenta nazwano „cykorem” i „tchórzem”. „Nawet dostojny żyrandol woła o inteligentniejszego gospodarza!” – napisał o prezydencie w wpolityce. pl Tomasz Domalewski, weteran peerelowskiej prasy z Krakowa. Według niego Komorowski to „prostaczek”, „nieuk” i „marna osobowość”. Inny „publicysta niezależny” bez obciachu stwierdza: „Małpa jest małpą, nawet jeśli złote nosi insygnia”,

Teraz na finiszu szczujnie uchwyciły się „newsa” o najnowszym grzechu Komorowskiego. Oto ma on mieć „nieślubne dziecko” które „ukrywa” zapewne przy pomocy WSI. Taką informację miał zamiar ujawnić – na łamach arcyszczujni o nazwie Gazeta Warszawska – bloger Paweł Miter. Ale nie wiadomo czy ujawni, bo prokuratura (z inspiracji Komorowskiego) szykuje oczywiście na niego zamach. Tak jak już zamachnęła się na innego dziennikarza, Wojciecha Sumlińskiego, który przez Komorowskiego przedwcześnie się postarzał.

A to wszystko zaledwie przed pierwszą turą. Co niepokorni wymyślą po 10 maja? Dalsze losy nieślubnego potomka więzionego w kazamatach WSI? Romans z generałem Dukaczewskim? Mordowanie cietrzewi w rezerwacie przyrody?

Muszą dać radę. Ja w nich wierzę. W końcu zawodowstwo zobowiązuje.

Zobacz także

wyborcza.pl

„Komorowski był antysystemowcem, w czasach, kiedy oznaczało to prawdziwe represje. Anie tatara w Lotosie”

Anna Siek, 07.05.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103087,17874548,video.html?embed=0&autoplay=1
– Bronisław Komorowski nie urodził się w Belwederze. Był prawdziwym buntownikiem. Jak miał 19 lat został po raz pierwszy zatrzymany przez milicję – przypomniał min. Tomasz Siemoniak w TOK FM. Wicepremier i szef resortu obrony, opozycyjne doświadczenia prezydenta ceni wyżej niż antysystemowość kandydatów, którzy zawarli sojusz wyborczy w warszawskiej restauracji Lotos.
Jak przypomniał Tomasz Siemoniak, w PRL – kiedy Bronisław Komorowski buntował się przeciwko systemowi – za bycie przeciw, groziły poważne represje. – Komorowski nie zawsze był prezydentem, po raz pierwszy zatrzymany został w wieku 19 lat. Wtedy antysystemowość oznaczała coś zupełnie innego niż tatara w restauracji Lotos.Przypomnijmy, w kultowej warszawskiej restauracji sojusz wyborczy zawarli liderzy anysystemowych wyborców – Paweł Kukiz i Janusz Korwin-Mikke. Obiecali sobie, że w ostatnim tygodniu kampanii ten, który będzie miał niższe poparcie zrezygnuje i poprze drugiego z nich. Dziś z sojuszu nic nie zostało.

Tomasz Siemoniak jest przekonany, że Bronisław Komorowski zostanie prezydentem na drugą kadencję. Wg wicepremiera, jednym z największych atutów obecnego prezydenta jest „świetna” pierwsza kadencja.

Zobacz także

TOK FM

Po szesnastym dziecku powiedziałam „dość”

Paweł Piotr Reszka, ilustracja Joanna Rusinek, 06.05.2015

Ilustracja Joanna Rusinek

Nie powiem, żeby to były gwałty, raczej takie zmuszanie do seksu. Mówił, że to małżeńskie przywileje.
Gdy patrzę na jego zdjęcie, czuję ukłucie w sercu, bo podobny jest strasznie do moich chłopaków. Wykapany nasz. Napisałam do niego list, dostanie go, gdy będzie miał 18 lat. Napisałam, że jest nas dużo, że miałby tu trudne dzieciństwo. Nie ma łazienki, dom ruina, grzyb i brud. Napisałam jeszcze, że go kochałam, że nie chciałam go oddać, ale musiałam.W internecie wchodziłam na takie różne strony o adopcji ze wskazaniem. I tak trafiłam na Monikę i Marka. Nauczycielka i urzędnik. Ludzie usytuowani. Napisałam do nich na pocztę. Mieliśmy wtedy laptop Lenovo za stypendium socjalne z gminy, ale chłopaki nadepnęli na niego, jak leżał na podłodze, i przestał działać. Ale zdążyłam wysłać im numer, Monika zadzwoniła. Pieniążków nie dawali, tylko jak szłam do lekarza. Zabrali mi go zaraz po porodzie, bym nie mogła się przyzwyczaić.

Dzieci z sieci. Adopcja na skróty

Widzę, jak dorasta. Monika wysyła mi zdjęcia, jesteśmy znajomymi na Facebooku, oglądam synka (teraz mamy komputer z „innowacyjnej gospodarki”, dostaliśmy z gminy).

Widać po zdjęciach, że Tomeczkowi nic nie brakuje. Moje dzieci nie mają tyle zabawek co on. Na przykład nie dostają wielkiego traktorka na akumulator, co on dostał na trzecie urodziny. Wiem, że zrobiłam dobrze, oddając go.

Do czwartego miesiąca brzucha nie było widać i miałam okres przez cały czas. Także ta ciąża to był szok. A mąż: – Znowu?!

Ja mu na to, że sama sobie nie zrobiłam.

Niby w żartach mówi, że mam kochanka w mieście. Stąd tyle dzieci. Ale czasami mam wrażenie, że naprawdę tak uważa. Uważa też, że żona jest od tego, żeby sprzątać, prać i dawać można sobie wyobrazić czego.

Nie powiem, żeby to były gwałty, raczej takie zmuszanie do seksu. Mówił, że to małżeńskie przywileje.

Po pierwszym dziecku skończyły się truskawki.

Jak on się o mnie starał. Miałam 19 lat, uczyłam się w Lublinie, w zawodówce na kierunku kasjer sprzedawca. Koleżanka mnie zaprosiła do siebie, pojechałam i akurat przyszedł on, zagadać, czy na dyskotekę będzie szła. I tak się zaczęło. Głupota młodzieńcza, jak to się mówi. Wieś mi nie przeszkadzała, jeździłam do babci pomagać w żniwa.Przy nim czułam, że mogę mieć wszystko. Robił w polu, a potem przyjeżdżał do mnie pod szkołę. Jak miałam zachciankę, proszę bardzo. Truskawki w okresie zimowym potrafił mi znaleźć. Kupował na targu, te zagraniczne. W smaku paskudne. Ale dla mnie wtedy to nie miało znaczenia. Czułam się ważna. I zaczęło się życie.

Gdzieś po piątym dziecku oziębiło się zupełnie. Zdążyłam się przyzwyczaić. Córka jest w szpitalu, ma chory kręgosłup. Założyli jej gorset, na zabiegi jeździ. Miałam ją odwiedzić wczoraj. Chciałam, żeby mąż dał choć parę złotych, a to na picie dla niej, a to na coś słodkiego. U niego nie ma słowa „daj”. Trzeba mówić: „pożycz”. Ale nie pożyczył, nie pojechałam. Syn na szczęście wziął zaliczkę z pracy, pojadę jutro.

Bo u nas jest taki tryb, że skoro mąż zarabia, to są jego pieniądze. Mąż trzyma świnie. Obecnie ma ich 32, z czego trzy maciory. W zimie jeździ do lasu na miotły. Tnie gałązki z brzózek, a potem robi z tego miotłę. Jedna sztuka złoty siedemdziesiąt, dziennie nawet stówę można zarobić. Po wsiach taki facet je skupuje.

Mąż zawsze ma przy sobie dwa tysiące. Trzyma je w portfelu, w kieszeni na piersi. Dwa lata temu zgubił ten portfel w lesie. Siedział w kuchni i pił nalewkę z gwinta. Przeraziłam się – co się stało?! – Daj mi spokój, nie rusz mnie – odpowiedział. – Portfel zgubiłem.

Bardzo rzadko się upija, wtedy mu się zdarzyło. Na drugi dzień chłopaki zamiast do szkoły pojechali do lasu szukać portfela. Nigdy wcześniej nie widziałam, by coś go tak ruszyło.

Teraz był ślub syna, można powiedzieć, że sama go sfinansowałam, wzięłam kredyt w Bocianie. Będę go spłacała. Mąż pożyczył synowi na wódkę.

On uważa, że utrzymanie domu to moja sprawa. Dokłada na święta na przykład, kiedy chce, żeby mu „bałagan”, czyli taką sałatkę warzywną, zrobić. Ale poza tym to prawie nic.

Chodzę do opieki. Lepiej zaświecić oczami, niż żyć w nędzy i liczyć na męża. Biorę rodzinne, czasem zasiłek celowy, zapomogę. Jest tego jakieś trzy tysiące.

Są tacy sąsiedzi, co myślą, że jak dzieci dużo, to i zasiłek duży, więc powodzi nam się nie wiadomo jak. A tu codziennie trzeba kupić osiem bochenków chleba, kilogram mortadeli czy innej wędliny, parówek, żeby każdy się najadł, dwa kilo, tylko na obiad cztery kilo kartofli trzeba obrać. Ubrania kupuję w ciuchlandzie. Żyje się z dnia na dzień. Z mężem już się nawet nie kłócimy, wystarczy złe słowo i kilka dni milczenia. Starsze dzieci mnie wspierają, on w tej rodzinie jest sam.

Duże rodziny

Gdzieś przy dziesiątym dziecku zaczęłam się czuć jak jedna z jego macior.Rozmnaża je, rozmnaża i mnie. Chlew stoi na podwórku, dom też jak chlew. Wodę dopiero w tamtym roku doprowadziliśmy. Wcześniej trzeba było z zewnątrz przynosić.

Po co woda, dziwił się.

Łazienka jest wylana, ale na razie nic tam nie ma.(Starszy syn: – Teraz po wypłacie mam zamiar kupić płytki. Bo ulubione wyrażenie ojca to „z czasem”. Więc sam pan rozumie).

Do tej pory prałam na dworze, tam pralka była ustawiona. A zimą wnosiło się ją do sieni. Płukałam w zimnej wodzie. Teraz kupiłam używaną, stoi w kuchni. Dla niego problemem jest, gdy dwa razy dziennie się pierze. – No gdzież tyle wody pójdzie.

Powiedział panu, że telewizor nowy jest? To też z wypłaty syna. Jego zajmuje, żeby kupić nową klatkę dla świni albo coś do traktora. Taki charakter ma po prostu.

Troje dzieci jest nieochrzczonych. Sto złotych to kosztuje, to ja już wolę na jedzenie dać. Był taki ksiądz w sąsiedniej parafii, wszystkich chrzcił, i to za darmo, ale poszła złośliwa plotka, że on to by nawet psa i kota ochrzcił, i już tego nie robi. W tamtym roku już miałam ich ochrzcić, ale że poszłam do szpitala z sobą na nerki, więc nie miałam jak.

Gdzieś po dwunastym dziecku zaczęły się problemy z pomocą społeczną. Że Jarek nie chodzi do szkoły, dostał kuratora. Panie z opieki miały pretensje też, że nie sprzątam.

Ale pan zobaczy, jak wygląda dzień męża. Teraz w domu została dziesiątka dzieci. Wstajemy o piątej. On ma tak: dać świniom, przyjść na śniadanie i pójść do roboty. A ja mam tak: rozpalić, nagrzać wody w tym dużym garnku, do mycia. Umyć młodsze dzieci, ubrać, dać śniadanie, naszykować do szkoły, autobus jest o 6.50. Wtedy mogę myśleć, żeby coś sprzątnąć i zacząć robić obiad. A jak się miało jeszcze kiedyś brzuch cały czas, to, jak to się mówi, szkoda gadać nawet. Jak mnie bolą nerki, bo mam kamienie, potrafię nie spać całą noc. Ostatnio na przykład przyniosłam kartofli z piwnicy i zaczęłam na zaś obierać.

Oto nasza rodzina:

Agnieszka, 24 lata, ma swoją rodzinę już, po technikum hotelarskim, miała wyjechać do Anglii do pracy w hotelu, ale zaszła w ciążę i została, mąż docieplenia robi, mają dwoje dzieci.

Piotrek, 23 lata, pracuje w ciesielce, wykształcenie podstawowe, mieszka u żony.

Jarek, 21 lat, pracuje dorywczo przy ciesielce, wykształcenie podstawowe.

Ania, 20 lat, uczy się w technikum hotelarskim, zdaje maturę w tym roku, z jej planami nie wiadomo, jak jest, mieszka z chłopakiem, który chce stawiać kurnik, być może osiądzie na gospodarce.

Kacper, 19 lat, skończył zawodówkę, mechanik, ale pracuje w wykończeniówkach – tynki. Lubi też dłubać w samochodach.

Michał, 18 lat, uczy się w gimnazjum i wylewa posadzki, wiąże z tym swoją przyszłość.

Ola, 17 lat, gimnazjum, powtarza klasę przez ten szpital i chory kręgosłup. Jeszcze nie wie, co by chciała robić, ale chętnie poszłaby na kucharkę.

Kewin, 15 lat, gimnazjum, zawzięty gospodarz, lubi robić wszystko związane z traktorem, zna się na nim jak mało kto (na pomysł imienia wpadł mąż, bo wtedy akurat leciał w telewizji „Tańczący z Wilkami” z Kevinem Costnerem w roli głównej. Chodziło o imię takie nieoklepane właśnie).

Mateusz, 11 lat, podstawówka, jak dorośnie, chciałby jeździć traktorami. Zdolny mechanik, rower sam rozbierze i naprawi.

Krzyś, 9 lat, podstawówka, lubi traktory, szybko liczy, mówi, że chce być rolnikiem.

Jakub, 8 lat, podstawówka, uczy się nieźle, uwielbia klocki.

Karol, 7 lat, podstawówka, ładnie maluje kolorowanki.

Natalia, 6 lat, podstawówka, ma dobrą pamięć, puzzle z 50 elementów w pięć minut ułoży.Tomek, 3 lata, na ostatnie urodziny dostał wielki traktorek, w nowej rodzinie jest mu dobrze.

Zabić dziecko można, ale oddać komuś to grzech? Oddam dziecko

Ludzie surowiej oceniają kobiety, mężczyzn lżej. Może dlatego, że kobieta nad wszystkim powinna panować. A mężczyzna to taka bardziej podpora, ale w naszej rodzinie tego nie ma. Jak coś nie tak z dzieckiem, to zawsze najpierw wina matki. Boli mnie bardzo, że nasze uczyć się nie chcą.

Urzędniczki z opieki społecznej: – Dajemy dużo rzeczy w naturze, bo ona tylko gazety kolorowe by kupowała. Mąż mówi, że tylko komórka i internet ją interesuje.

– A on taki zaradny, przy dachach dodatkowo oprócz świń robi.

– Miesięcznie około trzech tysięcy potrafi wyciągnąć. Nie daje na rodzinę? Może ją ogranicza, bo gospodarzyć nie potrafi.

– Do gadania to pierwsza.

– To prawda, mąż nie angażuje się w sprawy wychowawcze, mało rozmawia z dziećmi, ale może po prostu ma takie starodawne podejście.

– Katechetka miała przez nią kupę nieprzyjemności, że te dzieci były nieochrzczone. A potem to już nawet ksiądz mówił, że bez pieniędzy ochrzci.

– Dzieci się nie myją i brudne idą spać.

– Dla niej pomoc społeczna to sposób na życie.

– Asystent rodzinny kazał jej zacząć malować ściany w izbie chociaż po kawałku, to pomalowała, kawałek. Dlaczego mężowi nie? To by trzeba już asystenta pytać.

– Wodę im założyliśmy. Gospodarka komunalna wzięła i zrobiła. Bo jeżeli tylko by liczyć na nią, to ona nigdy by tego nie zrobiła.

– Ona najchętniej to by rodziła i sprzedawała, ale nie może. Za to ostatnie na pewno wzięła duże pieniądze.

– Jedno dziecko przehandlowała, a dwoje oddała.

Po jedenastym dziecku straciłam pamięć.

Znowu zaszłam w ciążę. Jak zwykle. Męża nic nie obchodziło.

W szpitalu doktor powiedział, że mogę oddać. Oddałam, wiedziałam, że jak ono zostanie w domu, będzie ciężko. Chłopczyk. A potem nagle znowu zaszłam w ciążę. Znowu oddałam. Dziewczynka. Nawet ich nie widziałam, nie wiem, jak mają na imię. Wstydzę się tego. Wymazałam ich z pamięci (płacz) .

On. Czy z dużą rodziną ciężko? E tam ciężko. Wychowałem się w dużej rodzinie i tak mi już zostało. Pomoc społeczna? Żonka coś tam działa, coś tam jej dadzą. Ja tam nie chcę od nikogo nic. Prosił nie będę. No ludzie, ja? Tu, w wiosce, każdy liczy na siebie. Do sąsiadów się nie chodzi. Kiedyś jeden ciągnik był we wsi, pożyczało się, kontakt był większy. Teraz ciągnik ma każdy. Ja nikogo o nic nie proszę. Jeszcze ludziom kasę pożyczam. Jeden to mi wisi trzysta, drugi pięćset. Kasy to u mnie jest. Mam tyle, co mi trza. A nie tak, że jak mówią, dzieci masz dużo, nie masz nic. Plazmę mamy 32 cale. Na święta bije się świnię, mamy swoją wędzarkę, kiełbas się narobi. Aby tylko roboty było.

– Co by pan powiedział ludziom, którzy uważają, że ich nie stać na dziecko?

– E tam, nie mamy o czym gadać.Po szesnastym dziecku powiedziałam „dość”. Szesnaste to właśnie Tomek. Mam go tylko na zdjęciach w internecie. Od czasu gdy się urodził, już nie uprawiamy seksu z mężem. Trzy lata.

On zawsze był tego zdania, że to ja powinnam się zabezpieczać. Brałam kiedyś tabletki, zaczęłam po którymś tam dziecku, ale nie działały, organizm rozregulowany. Prezerwatyw nie chciał używać, bo mówił, że to jak w rękawiczce. Brałam zastrzyki, żeby nie zajść w ciążę. Ale przestałam. Nie dopuszczam go do siebie. Ma o to pretensje. Wstaje czasem w nocy, że niby wody się napić, przychodzi do pokoju, gdzie śpię z najmniejszymi dziećmi, i pyta, czy przyjdę do niego. Ja twardo, że nie. Tam zresztą w jego izbie też dzieci śpią. Zawsze było to takie upokarzające dla mnie, że przy nich musimy to robić. Nic nie usłyszą, mówił. Ale już do niego nie chodzę. Nie zmusi mnie.

Marzenie? Mam takie jedno. W sierpniu będzie 25. rocznica ślubu. Srebrne gody. Marzę o tym, by mój mąż gdzieś mnie zaprosił. Ale boję się, że on nie pamięta dokładnie daty naszego ślubu. Wie, że urodziłam się w czerwcu. Ale którego dnia to już nie. A on na każde imieniny czy urodziny dostaje jakiś drobny upominek. Ostatnio miał kupione do golenia z Avonu. Zamówiłam mu. A w czerwcu na urodziny dostał perfumy Blue. Pewnie nawet nie zwrócił uwagi, on może się psiknąć najwyżej przed weselem.

Ostatni raz był dla mnie czuły, jak leżałam w szpitalu na nerki. Przyjechał i zapytał, jak się czuję. Dał mi buziaka. Pierwszy raz od trzech lat. Bo wcześniej pocałował mnie na weselu córki. Choć to było trochę wymuszone, bo orkiestra grała takie przygrywki, że państwo młodzi się całują, potem drużbowie i potem rodzice. Zrobiło mi się wtedy przyjemnie. Poczułam się jak kiedyś, jak byłam młoda i kupował mi truskawki.

Kocham go cały czas, mimo wszystko, ale to już jest kwestia przyzwyczajenia. Te uczucia, które były wcześniej, dalej są. Niestety, nie udało się ich zabić. Gdyby człowiek je zabił, inaczej by patrzył na życie. Lepiej może, zresztą nieważne.

Zmieniłem personalia bohaterów tekstu

Inne reportaże Pawła Piotra Reszki w zbiorze:


„Diabeł i tabliczka czekolady”
Paweł Piotr Reszka
Agora

Wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s