07.05.2015

 

Wybory prezydenckie 2015. Kaczyński w TV Trwam: Debata, na którą my się zgodzimy, będzie, jak z jednej strony będzie nasz kandydat i jego dziennikarz…

MT, 07.05.2015
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński przedstawił w Telewizji Trwam swoją wizję debaty prezydenckiej w drugiej turze wyborów. Obaj kandydaci mieliby w niej uczestniczyć z sympatyzującymi z nimi dziennikarzami, którzy zadawaliby pytania przeciwnej stronie. – Na zasadzie krzyżowej – stwierdził.

 

Prezes PiS Jarosław Kaczyński w rozmowie w Telewizji Trwam nakreślił obraz debaty, na jaką zgodziłoby się Prawo i Sprawiedliwość w ewentualnej drugiej turze wyborów. Prezydent Bronisław Komorowski nie wziął udziału w zorganizowanej przez TVP debacie wszystkich kandydatów na prezydenta, twierdząc, że przy tak dużej liczbie uczestników nie ma ona sensu. Krytycznie wyraził się o niej również Kaczyński. – Tego rodzaju audycje nie mają za bardzo sensu – powiedział.

– Sens miałaby w istniejącej sytuacji, która jest pewnym faktem, debata między dwoma kandydatami, tzn. między Andrzejem Dudą a Bronisławem Komorowskim – stwierdził, odnosząc się do pozycji obu kandydatów w sondażach przedwyborczych. Dodał, że sama forma debaty miała osłabić Dudę.

Debata prezydencka. Oto 6 najciekawszych momentów

Debata prezydencka „na zasadzie krzyżowej”

Nieco później okazało się, że prezes PiS ma nietypowy pomysł na formę ewentualnej debaty prezydenckiej w drugiej turze wyborów. – To, co mnie zaniepokoiło, to takie przewidywanie, że ta debata w drugiej rundzie według planów Komorowskiego i jego sztabu ma wyglądać mniej więcej tak, jak ta rozmowa w Polsacie – stwierdził, odnosząc się do programu, w którym wziął on udział na kilka godzin przed debatą. – To znaczy, że on będzie sobie swobodnie rozmawiał z sympatyzującymi z nim dziennikarzami, natomiast nasz kandydat będzie rozmawiał z dziennikarzami, łagodnie to określając, niesympatyzującymi. Krótko mówiąc, będziemy mieli sytuację całkowitej nierówności – wyjaśnił Kaczyński.

– Prawdziwa debata, na którą my się zgodzimy, będzie wtedy, jeżeli z jednej strony będzie nasz kandydat i jego dziennikarz, zadający pytanie prezydentowi Komorowskiemu, a z drugiej strony będzie prezydent Komorowski i jego dziennikarz, zadający pytanie naszemu kandydatowi, czyli Andrzejowi Dudzie. Wtedy byłaby to uczciwa debata, gdzie każda strona miałaby równe szanse – powiedział.

Debata odbyłaby się więc „na zasadzie krzyżowej” – dodał później.

Komorowski o kandydatach na prezydenta: Nie mogę wyjść ze zdumienia. Niektórzy są kompletnie pozbawieni wiedzy

Zmiana otoczenia medialnego „jest do zrobienia”

Zapytany o otoczenie medialne w Polsce stwierdził wprost, że po zmianie władzy szczególnie łatwo będzie je zmienić w telewizji publicznej. – Tutaj biegną kadencje, wyczerpują się kadencje, trzeba powoływać nową radę, małe władze telewizji. To jest do zrobienia – stwierdził Kaczyński. – Jest pytanie o zachowanie tych wielkich telewizji prywatnych. Ja sądzę, że one będą uwzględniały realia – spekulował.

Wybory prezydenckie 2015 odbędą się 10 maja. Jeśli nie zostaną rozstrzygnięte w pierwszej turze, druga tura odbędzie się 24 maja. Zobacz, kim są kandydaci na prezydenta, i sprawdź wyniki ostatnich sondaży.

Zobacz także

TOK FM

Wybory prezydenckie 2015. Wodospad populizmu

Paweł Wroński, 07.05.2015
Debata prezydencka w TVP 1

Debata prezydencka w TVP 1 (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Czy debata prezydencka w TVP 1 była potrzebna? Zdecydowanie tak. Dowiedzieliśmy się, co nam grozi, gdy zagłosujemy nierozsądnie. Kto ją faktycznie wygrał? Pewnie żaden z uczestników, ale ten, którego w tym dziwnym towarzystwie nie było – prezydent Bronisław Komorowski.
Wymuskany, ale i sztywny Andrzej Duda wtorkowego wieczoru recytował swój program, machając rękami zgodnie z radami specjalistów od mowy ciała. Nie zwracał szczególnej uwagi na pytania. Powtarzał, że chce odwrócić reformę emerytalną i podnieść kwotę wolną od podatku do 8 tys. zł. Od razu przelicytowała go Magdalena Ogórek, proponując 20 tys. A co?Paweł Kukiz, który miał być czarnym koniem wyborów, w debacie okazał się szkapą. Mówił nieskładnie, niejasno. Poza programem jednomandatowych okręgów wyborczych i uzbrojenia armii w rewolwery z Radomia faktycznie nie miał nic do zaproponowania. Jego happening z wędkarskim krzesełkiem dla Komorowskiego był mało zrozumiały. Już po debacie ogłosił zresztą, że Janusz Korwin-Mikke zdradził go jak „Ruscy w 1939 roku”, zmieniając ustalenia o przekazaniu głosów, co świadczy o jego miernych umiejętnościach politycznych.

Paweł Tanajno twierdził, że jego kandydatura jest ukrywana przed mediami. Jeśli to prawda, to jego pojawienie się w studiu świadczyło o tym, że słusznie, bo jedyne, z czego dał się zapamiętać, to domaganie się dodatkowego czasu.

Kandydat narodowców Marian Kowalski reprezentował „chłopaków mordowanych na stadionach”. A Grzegorz Braun lewitował, zapowiadając wprowadzenie orła w koronie z krzyżem (bo obecny jest masoński), nazywał Polskę kondominium niemiecko-rosyjskim pod zarządem żydowskim.

W wyborach prezydenckich tego rodzaju debaty służą temu, byśmy się dowiedzieli czegoś o Polsce i receptach kandydatów na jej przyszłość. No i spłynął na nas wodospad populizmu. Dowiedzieliśmy się, że Polska to ruina, kraj bezprawia, eksterminacji, w którym rządzą zdemoralizowane partie i politycy, że trzeba opuścić Unię Europejską, która się wali. Każdy kandydat obiecywał, że to wszystko naprawi, jak tylko go wybierzemy. Pod tym względem najbardziej koherentny wydawał się program Grzegorza Brauna: rodzina – kościół – strzelnica.

Nawet wywodzący się z koalicyjnego PSL Adam Jarubas okazał się buntownikiem i kandydatem antysystemowym, obiecującym, że jak on będzie prezydentem, to wówczas będziemy wybierać śmigłowce produkowane w Polsce (wszystkie, które nam zaproponowano, są w Polsce składane).

Były w tej debacie jednak momenty naprawdę groźne. Większość obecnych w studiu głosiła, że Polska powinna przestać wspierać Ukrainę, bo Ukraina jest nam tak naprawdę wroga. Pojawiały się teorie, że jesteśmy wpychani w wojnę przez „amerykańskich generałów”, że trzeba się dogadać z Rosją, jak przypominała Ogórek, „bo to mocarstwo atomowe”. Niestety, ani z ust kandydata PiS, ani Pawła Kukiza, który przynajmniej do niedawna popierał niezależną Ukrainę, nie padło słowo protestu. Nikt nie wygłosił czegoś, co zabrzmiałoby jak obrona polskiej racji stanu. Dlaczego? Czy się bali, że przeciwstawienie się antyukraińskim fobiom spowoduje utratę paru głosów? Nikt też nie protestował wobec zalatujących antysemityzmem insynuacji Brauna.

Jako najsprawniejszy polityk zaprezentował się w studiu Janusz Palikot. Nieźle radził sobie Jacek Wilk z Kongresu Nowej Prawicy przedstawiający się jako rzecznik młodych przedsiębiorców. Oni jednak, jak wskazują sondaże, nie liczą się zupełnie w wyścigu do prezydenckiego pałacu.

Telewizja Polska, zdając sobie sprawę z ryzykownej formuły debaty tego typu, argumentowała, że zmusza ją do tego ustawa o Radiofonii i Telewizji. Okazało się, że oglądało ją 2,9 mln widzów – zapewne, niestety, utrwalając w sobie niebezpieczne przekonanie, że polityka to cyrk.

Wszystko o wyborach prezydenckich w 2015.Poznaj sylwetki kandydatów: obecnego prezydenta RP , Andrzeja Dudy, Magdaleny Ogórek i innych.Sprawdź najnowsze sondaże prezydenckie.

Zobacz także

wyborcza.pl

Jarosław Kaczyński w TV Trwam: Jeśli Kukiz chce walczyć z systemem, powinien zwrócić się ku PiS

Jarosław Kaczyński na antenie TV Trwam po raz kolejny wykonał gest w kierunku Pawła Kukiza
Jarosław Kaczyński na antenie TV Trwam po raz kolejny wykonał gest w kierunku Pawła Kukiza Fot. TV Trwam

Andrzej Duda to kandydat antysystemowy, a jeśli Paweł Kukiz chce walczyć z systemem, to powinien zgłosić się do PiS – przekonywał na antenie Radia Maryja i w TV Trwam prezes tej partii Jarosław Kaczyński. – Jesteśmy najgroźniejszym przeciwnikiem tego systemu i dlatego jesteśmy tak atakowani – stwierdził.

Kaczyński był gościem „Rozmów niedokończonych”, sztandarowego programu mediów ojca Rydzyka. Wykorzystał okazję, by po raz kolejny puścić oko do Kukiza, który w prezydenckich sondażach notuje coraz lepsze wyniki. Zrobił to przy okazji pytania o to, czy kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda jest kandydatem antysystemowym.

– Jeżeli przez system uznać demokrację, bo Janusz Korwin-Mikke ją kwestionuje, to Andrzej Duda jest systemowy. Jeżeli tą całą patologię, która przesłania demokrację, to jest antysystemowy. Jeżeli pan Kukiz z tym chce walczyć, to powinien zwrócić się ku naszej formacji. (…) Nas trochę niepokoi, że niektórzy antysystemowi są po prostu forsowani, pokazywani nieustanie – odpowiedział.

Prezes PiS komentował także inne sprawy. M.in. wtorkową debatę kandydatów na prezydenta, w której nie wziął udziału Bronisław Komorowski. Jego zdaniem Komorowski pokazał „brak szacunku”, a sama debata była „w pewnej mierze żenująca”.

JAROSŁAW KACZYŃSKI

Tego rodzaju audycje nie mają sensu. Nie bardzo wiem, po co są organizowane. Sens miałaby debata między dwoma kandydatami, Andrzejem Dudą i Bronisławem Komorowskim. Mielibyśmy do czynienia z sytuacją, która odnosi się do faktów. To co uczyniono, spowodowało, że audycja była niezbyt porywająca, niektórzy mówią, że nudna. Była to mieszanina zupełnie niekoherentnych wypowiedzi na różne tematy.

Odnosząc się do występu Dudy podczas debaty, Kaczyński zaznaczył, że polityk PiS „mógł pokazać więcej, gdyby mu na to pozwolono, gdyby miał obecnego prezydenta za przeciwnika”. – Niedługo przed tą audycją była inna debata, w Polsacie, to było coś zawstydzającego. Ale to powinna być rozmowa z dziennikarzami, a nie ustawka – nieukrywająca, że jest ustawką – dodał.

Część dyskusji z prowadzącym „Rozmów niedokończonych” poświęcono również tematowi mediów i tego, jak będą wyglądały, gdy PiS dojdzie do władzy. Kaczyński powiedział, że „najłatwiej jest w TVP, bo biegną kadencje, trzeba powołać nową radę”. – To jest do zrobienia. Pytanie o zachowanie wielkich telewizji prywatnych. Ja sądzę, że one będą uwzględniały realia. W TVN nastąpiła zmiana właściciela. To są ludzie, którzy chcą tutaj robić interesy i mam nadzieję, że będą to uwzględniali w swojej polityce programowej. I że sytuacja będzie lepsza niż za czasów mojego rządu, kiedy ten atak był zupełnie niesłychany – skwitował.

Media są ważne dla PiS, bo zdaniem prezesa właśnie w ich przekazie trzeba upatrywać powodów, dla których PO wciąż cieszy się sporym poparciem.Kaczyński tak podsumował wyborców Platformy:

JAROSŁAW KACZYŃSKI

Są ludzie, którzy rozejrzą się wokół siebie i widza jak jest. Ale potem spojrzą w telewizję – nie mówię tu o TV Trwam – i widzą, że jest inaczej. Powstaje taki dysonans. Oni nie są w stanie tego wytrzymać i podejmują decyzję w oparciu o to, co widza w telewizji. To kwestia poziomu pewnej psychicznej odporności.

naTemat.pl

Kaczyński buduje laicką Polskę

Wojciech Maziarski, 07.05.2015
Andrzej Duda, który w sobotę przemawiał na mszy w Strachocinie, wykorzystał kościół jako<br /><br />
miejsce przedwyborczej agitacji. To właśnie takie występy napędzają

Andrzej Duda, który w sobotę przemawiał na mszy w Strachocinie, wykorzystał kościół jako miejsce przedwyborczej agitacji. To właśnie takie występy napędzają „zapateryzację” w Polsce i podsycają antyklerykalne nastroje. (Fot. Jerzy Chaba / Agencja Gazeta)

Dziś coraz częściej sprzeciw duchownych jest zbywany wzruszeniem ramion – Episkopat protestuje, karawana jedzie dalej.
– W Polsce trwa proces zapateryzacji społeczeństwa, a jego skuteczność wynika z ogromnego zaplecza medialnego, jakim dysponują ci, którzy za tym stoją – oświadczył niedawno abp Henryk Hoser, ordynariusz warszawsko-praski. Gdyby ktoś nie wiedział, co to zapateryzacja, wyjaśniam: pod rządami lewicowego premiera José Zapatero w latach 2004-11 skasowano w Hiszpanii naukę religii w szkołach i zalegalizowano małżeństwa jednopłciowe.Do osiągnięcia tych celów jeszcze w Polsce daleko, niemniej diagnoza arcybiskupa jest częściowo słuszna: rzeczywiście postępuje w Polsce proces laicyzacji oraz wyzwalania się państwa i społeczeństwa spod nieformalnego, lecz dominującego wpływu Kościoła.Jeszcze kilka lat temu wystarczyłyby gniewne pomruki hierarchów, by przedstawiciele władzy państwowej w te pędy wycofali się z przygotowywania takich aktów prawnych jak konwencja antyprzemocowa czy regulacje procedury in vitro. Dziś coraz częściej sprzeciw duchownych jest zbywany wzruszeniem ramion – Episkopat protestuje, karawana jedzie dalej.

Ta zmiana relacji między politykami a kapłanami daje się zaobserwować nie tylko w wielkomiejskiej i otwartej na światowe nowinki Warszawie. Czytam w gazecie, że „wojewoda świętokrzyski Bożentyna Pałka-Koruba zrezygnowała z udziału w mszy świętej w bazylice katedralnej w Kielcach z okazji uchwalenia Konstytucji 3 maja, gdy dowiedziała się, że poprowadzi ją biskup senior Kazimierz Ryczan”. Oto znak czasu i prawdziwy przejaw „zapateryzacji” Polski: wysoki urzędnik państwowy na Kielecczyźnie miast zabiegać o przychylność konserwatywnego i wpływowego hierarchy, odwraca się do niego plecami i idzie na spacer, najwyraźniej uznając, że poparcie biskupa nie jest mu do niczego potrzebne.

Ta zmiana obyczaju politycznego cieszy i napawa nadzieją na przyszłość. Trzymajmy kciuki, by proces rozdzielania państwa od Kościoła postępował. Chuchajmy i dmuchajmy na tych, którzy wspomagają tę „zapateryzację”, bo leży ona w interesie i państwa, i Kościoła.

A kto wspomaga ten proces? Abp Hoser twierdzi, że media, ale to oczywisty nonsens. Największe zasługi mają ci hierarchowie i politycy, którzy podsycają społeczny strach przed symbiozą tronu i ołtarza. Ostatni popis w tej dziedzinie był dziełem Andrzeja Dudy, który w sobotę przemawiał na mszy w Strachocinie, wykorzystując kościół jako miejsce przedwyborczej agitacji. To właśnie takie występy napędzają „zapateryzację” w Polsce i podsycają antyklerykalne nastroje. Dziś już 80 proc. obywateli deklaruje w sondażach sprzeciw wobec wtrącania się Kościoła w politykę. Ponad połowie Polaków nie podoba się ocenianie przez księży ustaw uchwalanych w parlamencie.

Dawno, dawno temu, w czasach Porozumienia Centrum (pamięta jeszcze ktoś taką partię?), gdy Jarosław Kaczyński usiłował udawać prorynkowego i religijnie neutralnego liberała, rolę katolickiej ekstremy grało Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe (pamięta jeszcze ktoś taką partię?). Kaczyński powiedział wówczas: „ZChN to najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski”. Słusznie.

Dziś już ZChN nie ma. Jego miejsce zajął PiS.

Wszystko o wyborach prezydenckich w 2015.Poznaj sylwetki kandydatów:obecnego prezydenta RP , Andrzeja Dudy, Magdaleny Ogórek i innych.Sprawdź najnowsze sondaże prezydenckie.

Zobacz także

wyborcza.pl

Skłodowska-Curie poleca młodego Einsteina: „Będzie czołowym teoretykiem przyszłości”

Piotr Cieśliński, 07.05.2015
Albert Einstein. Zdjęcie z roku 1921, kiedy dostał Nagrodę Nobla

Albert Einstein. Zdjęcie z roku 1921, kiedy dostał Nagrodę Nobla (WIKIPEDIA)

Nasza noblistka napisała list, w którym rekomendowała Alberta Einsteina na jedną z jego pierwszych posad akademickich na politechnice w Zurychu: „Zważywszy że Einstein jest jeszcze bardzo młody, zasadne jest pokładanie w nim ogromnych nadziei i postrzeganie go jako jednego z czołowych teoretyków przyszłości”.
Ten list i inne fragmenty korespondencji pomiędzy Marią Skłodowską-Curie i Albertem Einsteinem będą jedną z atrakcji 19. Pikniku Naukowego na warszawskim Stadionie Narodowym, największej w Europie plenerowej imprezie popularyzującej naukę (w zeszłym roku na Pikniku bawiło się blisko 150 tys. ludzi).Listy przyjechały z Uniwersytetu Hebrajskiego, który przechowuje spuściznę po twórcy teorii względności. Część z nich zostanie po raz pierwszy zaprezentowana publicznie.Skłodowska-Curie i Einstein pierwszy raz spotkali się we wrześniu 1909 r. na obchodach 350-lecia Uniwersytetu Genewskiego. Ona – odkrywczyni radu – była już znaną noblistką, on wciąż jeszcze pracował jako starszy specjalista w urzędzie patentowym w Bernie, a jego prace sprzed czterech lat – na temat m.in. szczególnej teorii względności i kwantów – dopiero zyskiwały uznanie (światowym celebrytą zostanie dopiero po I wojnie światowej w 1919 r., gdy potwierdzone zostanie zjawisko ugięcia promieni światła, przechodzących w pobliżu Słońca).

Dwa lata później – w październiku 1911 r. – oboje zostali zaproszeni na pierwszą ze słynnych konferencji organizowanych przez belgijskiego przemysłowca Ernesta Solvaya, która odbyła się w Brukseli. Tam bardzo się zaprzyjaźnili. Krótko potem Skłodowska-Curie napisała Einsteinowi pełen komplementów list rekomendacyjny na stanowisko profesora politechniki w Zurychu:

Bardzo podobały mi się artykuły opublikowane przez Einsteina na tematy dotyczące współczesnej fizyki teoretycznej. Wierzę zresztą, że fizycy teoretyczni są zgodni co do tego, że są to prace o absolutnie pierwszorzędnym znaczeniu. W Brukseli, gdzie uczestniczyłam w kongresie naukowym, na którym był również Einstein, mogłam docenić błyskotliwość jego umysłu, zakres dokumentacji i rozległość wiedzy. Zważywszy, że Einstein jest jeszcze bardzo młody, zasadne jest pokładanie w nim ogromnych nadziei i postrzeganie go jako jednego z czołowych teoretyków przyszłości. Myślę, że instytucja naukowa, która dałaby Einsteinowi niezbędne dlań środki do pracy, powołując go na istniejące stanowisko czy też stwarzając nowe, na warunkach, na jakie zasługuje, będzie poważana za taką decyzję i z pewnością wyświadczy wielką przysługę nauce.

Skłodowska-Curie o 12 lat starsza od Einsteina była odtąd łącznikiem między nim a starszym pokoleniem fizyków. Einstein zaś wymieniał ją jako jedną z dwojga naukowców, których ceni najbardziej (drugim był Hendrik Lorentz, jeden z pierwszych, którzy zrozumieli i doceniali jego teorię względności). Wsparł ją także, gdy we francuskiej prasie brukowej rozpętała się wielka nagonka na uczoną.

43-letnia Skłodowska-Curie była już od wielu lat wdową i miała romans z wybitnym fizykiem Paulem Langevinem, żonatym mężczyzną, ojcem czwórki dzieci. W gazetach można było przeczytać o: „przeklętej cudzoziemce”, „przedstawicielce mieszańców, którzy wtargnęli na Sorbonę”, „wyzwolonej z przesądów intelektualistce, która kpi z francuskich tradycji i spiskuje przeciwko francuskiej matce i ognisku domowemu”.

Einstein pisał:

Szanowna pani Curie, rozwścieczył mnie sposób, w jaki publika waży się panią atakować. (…) Muszę pani powiedzieć, że bardzo podziwiam pani intelekt, energię i uczciwość. Uważam, że miałem szczęście, że poznałem panią osobiście w Brukseli. Jeśli ta hołota nadal się będzie panią zajmować, niech pani po prostu nie czyta tych bzdur.

Spotykali się nie tylko na konferencjach. Albert z żoną Milewą wiele razy gościli u Marii w Paryżu, razem wybrali się także w 1913 r. na wycieczkę po szwajcarskich Alpach, gdzie – jak wspominała córka uczonej Ewa Curie – szli zatopieni w rozmowie, nieświadomi otaczających ich przepaści i skał, a uczony w pewnej chwili zatrzymał się, chwycił Marię za ramię i natchnionym głosem powiedział: „Chciałbym wiedzieć, co się dzieje z pasażerami spadającej windy”. W biografii Marii Ewa pisała, że Einstein cieszył się, że w końcu „może rozmawiać o swoich teoriach z kimś, kto je naprawdę rozumie”. Wprawdzie historycy często cytują także słowa Einsteina (z tego samego okresu) z listu do kuzynki Elisy: „Madame Curie jest bardzo inteligentna, lecz zimna niczym ryba”, ale podkreślają, że uczony mógł w ten sposób tłumaczyć się ze swoich relacji z Marią przed kobietą, która wkrótce miała zostać jego drugą żoną.

W latach 20. zeszłego wieku Skłodowska-Curie i Einstein działali w Komisji Międzynarodowej Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów, która miała na nowo zbudować rozbitą przez wojnę międzynarodową wspólnotę naukową. Einstein nie lubił nudnych i w gruncie rzeczy dość jałowych posiedzeń tej komisji, dał się namówić na swój udział wyłącznie dlatego, że bardzo nalegała na to Maria.

Kilka lat po śmierci Marii Einstein napisał do jej córki Ewy:

Koleżeńska relacja, która łączyła mnie przez tyle lat z tą wspaniałą kobietą, należy do najlepszych i najpiękniejszych chwil w moim życiu. We wszystkim rozumieliśmy się tak dobrze, i często czułem, że jej stosunek do życia ludzkiego był głębszy i prawdziwszy niż mój.

Piknik Naukowy organizują Polskie Radio i Centrum Nauki „Kopernik”. Bierze w nim udział kilkaset uczelni i instytutów badawczych, muzea i instytucje kultury, fundacje związane z edukacją i koła naukowe. Prezentują one swoje osiągnięcia, pokazy i doświadczenia. W tym roku tematem jest światło. Wstęp wolny. Szczegóły:www.pikniknaukowy.pl

Zobacz także

 

wyborcza.pl

Naukowcy znaleźli Lokiego – naszego mikroprzodka! Zagubione ogniwo ewolucji

Wojciech Mikołuszko, 07.05.2015
Komin hydrotermalny na dnie Atlantyku, w pobliżu którego znaleziono Lokiego

Komin hydrotermalny na dnie Atlantyku, w pobliżu którego znaleziono Lokiego (.B. PEDERSEN)

Udało się odkryć ogniwo łączące proste mikroby ze światem złożonych organizmów, takich jak człowiek. Dokonał tego zespół badaczy, w którego skład wchodzi młoda polska uczona.
– Można by rzec, że odkrywamy, jak powstał człowiek, tyle że nie na etapie ewolucji małp człekokształtnych, lecz miliardy lat wcześniej, gdy kształtowały się komórki – mówi „Wyborczej” dr Katarzyna Zaremba-Niedźwiedzka z Uniwersytetu w Uppsali w Szwecji.Jest współautorem publikacji, która ukazała się w dzisiejszym „Nature”. – Kasia była pierwszą osobą, która dotknęła danych i namierzyła, że jest w nich coś interesującego – mówi szef zespołu badawczego dr Thijs Ettema. To „coś interesującego” to marzenie pokoleń badaczy, długo poszukiwane ogniwo, które łączy proste mikroby ze światem złożonych komórek ludzi, zwierząt, roślin i grzybów. Tkwiło ono na dnie Oceanu Atlantyckiego, ok. 10-15 km od dymiących siarką i wrzącą wodą kominów hydrotermalnych (na zdjęciu). Najnowsze technologie pozwoliły je stamtąd wydobyć, przenieść do laboratorium i zbadać geny.Autorami publikacji jest 10 osób, w tym dr Thijs Ettema, pierwsza autorka dr Anja Spang oraz właśnie dr Zaremba-Niedźwiedzka.

Szaleństwo genetycznych informacji

A jeszcze kilkadziesiąt lat temu w ogóle nie znano grupy organizmów, do których należą nowo opisane stworzenia. Dopiero w latach 70. XX wieku Carl Woese, wybitny amerykański mikrobiolog z Uniwersytetu Illinois w Urbana-Champaign, odkrył, że część bakterii wydaje się tak odmienna genetycznie od pozostałych, iż trzeba je zaliczyć do zupełnie osobnej grupy. Z czasem nazwano je archeonami.

Są podobne do bakterii i mają postać małych, pozbawionych jądra komórek. Dlatego łącznie z bakteriami zwie się je organizmami bezjądrowymi, czyli prokariontami. Jednak jest to dość sztuczne określenie. Archeony bowiem bliżej niż z bakteriami spokrewnione są z organizmami jądrowymi, czyli eukariontami, do których zalicza się m.in. ludzi, zwierzęta, rośliny i grzyby.

Tak wychodzi z badań DNA, bo jeśli spojrzeć na budowę komórki, to archeony i eukarionty dzieli przepaść. U tych ostatnich komórka wykazuje wielką złożoność. Ma jądro komórkowe, w którym DNA jest upakowane gęsto i podzielone na odcinki zwane chromosomami. Wnętrze komórki zaś rozdzielają na małe przedziały sieci rozmaitych błon. Pomiędzy nimi pływa coś w rodzaju „mikroorganów”, czyli organelle . Komórki eukariotyczne mają też zdolność otaczania cząstek pokarmu znajdujących się w środowisku i wchłaniania ich w siebie w procesie zwanym fagocytozą.

Problem polegał na tym, że eukarionty – jak komentują w „Nature” T. Martin Embley i Tom A. Williams – „pojawiają się w pełni uformowane, z niemal całą złożonością komórkową ( ) od razu na miejscu”.

– Wyjaśnienie, skąd się wzięły eukarionty, to jak ułożenie ogromnej układanki. Można spekulować w nieskończoność, gdzie przynależą jej fragmenty, ale kluczowe jest znajdowanie kolejnych elementów – komentuje dr Zaremba-Niedźwiedzka. – Thijs Ettema chciał przejść do twardych faktów. Doszedł do wniosku, że rozwiązania zagadki pochodzenia eukariontów trzeba poszukiwać wśród jednej ściśle określonej grupy archeonów. Udało mu się na te badaniazdobyć duży grant europejski. Wtedy to zaprosił mnie do współpracy.

Dwuznaczna figura praprzodka

Katarzyna Zaremba-Niedźwiedzka zajmowała się wcześniej badaniem mikroorganizmów, których nie da się hodować w laboratorium. A to oznacza blisko 99 proc. całej różnorodności mikrobiologicznej świata. – Nasze metody polegają na analizie DNA wydobytego ze środowiska. Otrzymujemy mnóstwo danych, które trzeba uporządkować. W jakimś sensie to obłęd i szaleństwo, choć nie wiem, czy moi koledzy i współpracownicy dr Jimmy Saw i dr Lionel Guy się ze mną zgodzą – śmieje się badaczka. – Z tego worka informacji musimy wydobyć coś, co jest spójne i pochodzi z jednego organizmu. Nasza rola polega więc głównie na komputerowej obróbce ogromnej ilości danych.

Grupa archeonów, którą wybrał do badań dr Ettema, sprawiała jeszcze jeden kłopot: żyje głównie w trudno dostępnych, ekstremalnych środowiskach. – Nasz współpracownik Steffen Jorgensen należy do zespołu, który pobierał próbki za pomocą długich, metalowych rur wciskanych na kilka metrów w dno oceanu – opowiada uczony. – Potem wyciągano je na statek, wydobywaliśmy z nich osad i poddawaliśmy go analizie.

W jednej z takich próbek uczeni natrafili na DNA archeona wyjątkowo podobne do genów eukariotycznych. Analizę przeprowadzała dr Anja Spang. Gdy uzyskała wyniki, dr Ettema bardzo się ucieszył. – Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. To były spektakularne dane!

W DNA archeona z głębin Atlantyku badacze odkryli wiele genów typowych dla eukariontów. Niektóre kodują białka odpowiedzialne za nadanie kształtu komórce. Inne pozwalają na wchłanianie elementów otoczenia w procesie fagocytozy. A właśnie w ten sposób praprzodkowie eukariontów mogli kiedyś zdobyć swoje pierwsze organelle!

Nowo odkryte archeony uczeni nazwali lokiarcheota, w skrócie Loki. W ten sposób uczcili Zamek Lokiego, czyli miejsce na dnie Atlantyku, skąd były brane próbki. W „Nature” przyznają jednak, że nazwa ma też drugie dno. Loki to bóstwo skandynawskie, „nadzwyczaj złożona, pogmatwana i dwuznaczna figura, która stała się katalizatorem niezliczonych, nierozwiązanych kontrowersji naukowych”. Zdaniem badaczy taki opis świetnie oddaje charakter debat nad pochodzeniem eukariontów.

Choć DNA Lokiego zostało gruntownie przebadane, to nadal nie wiadomo, jak on sam wygląda. Nikomu nie udało się go zobaczyć, nie mówiąc o sfotografowaniu. – Jesteśmy na bardzo wczesnym etapie eksplorowania tego mikroświata. Nie wiadomo, jakie mikrobiologiczne niespodzianki kryją nowe próbki – mówi dr Zaremba-Niedźwiedzka. A dr Ettema dodaje: – Jestem przekonany, że w najbliższej przyszłości będziemy zmuszeni zrewidować podręczniki biologii.

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: