09.05.2015 (3)

 

Prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie publicznego nawoływania do zabicia Dyrektora Radia Maryja

07.05.2015
Radio Maryja

fot. M. Marek/Nasz Dziennik

Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów wszczęła dochodzenie w sprawie publicznego nawoływania do zabicia Dyrektora Radia Maryja, o. Tadeusza Rydzyka CSsR. Sprawa dotyczy gróźb, które internauci wpisali do komentarzy na portalach Wirtualnej Polski oraz Faktu.

Doniesienie do Prokuratora Okręgowego w Warszawie złożył Ogólnopolski Komitet Obrony Przed Sektami i Przemocą. Mówi jego przewodniczący Ryszard Nowak.

Ponad miesiąc temu złożyliśmy do Prokuratora Okręgowego w Warszawie dwa doniesienia o popełnieniu przestępstwa. Chodziło o to, że internauci, na niektórych forach internetowych, wprost nawoływali do zamordowania o. Tadeusza Rydzyka. Złożyliśmy to do Warszawy, jako dwie odrębne sprawy, a wczoraj dostaliśmy informację od prokuratury, że te dwie sprawy zostały połączone, a więc jest to już duży sukces, i że wszczęto śledztwo. Ta bardzo szybka decyzja Prokuratury Rejonowej MokotówWarszawa jest sukcesem dla wielu milionów Polaków, dla których o. Tadeusz Rydzyk CSsR jest dużym autorytetem – powiedział Ryszard Nowak.

Ogólnopolski Komitet podnosi, że autorzy gróźb pod adresem dyrektora Radia Maryja, popełnili  przestępstwo z artykułu 255 paragraf 2 Kodeksu Karnego. Głosi on, że „Kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

RadioMaryja.pl

Wino, głodówka i seks. Rozmowa z Jerzym Vetulanim

Martyna Harland, 08.05.2015
Norweski dokument

Norweski dokument „Optymistki” opowiada o niezwykłej drużynie siatkarskiej – w jej skład wchodzą panie w wieku od 66 do 98 lat. Film już w kinach w całej Polsce

Starzejesz się tak, jak żyjesz – mówi słynny neurobiolog i jeden z założycieli Piwnicy pod Baranami Jerzy Vetulani. Rozmowa Martyny Harland.

Jerzy Vetulani – ur. w 1936 r., neurobiolog, profesor Instytutu Farmakologii PAN, autor kilkuset prac badawczych, jeden ze współzałożycieli Piwnicy pod Baranami, zwolennik legalizacji marihuany i depenalizacji narkotyków dla osób pełnoletnich. W marcu wydał książkę „Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg”, w maju ukaże się wywiad rzeka z nim pt. „Mózg i błazen”.Martyna Harland, psycholog z SWPS: Czy kobiety w filmie „Optymistki”* są szczęśliwe?

Jerzy Vetulani: Wbrew pozorom to jest film pesymistyczny. Oglądamy bogate, zadbane starsze kobiety w pustym domu. Dbają wyłącznie o swoją sprawność fizyczną, która jest oczywiście rekomendowana, bo codzienne ćwiczenia o poranku czy gra w siatkówkę są rzeczą znakomitą. Jednak nie widać tam ich dzieci ani rodzin. Dbają wyłącznie o siebie. To nie są optymistki, raczej egoistki. Z własnego punktu widzenia są szczęśliwe, spełnione. Społecznie to nie jest wzorzec do końca pozytywny.

Są pesymistkami, bo dbają głównie o siebie?

– Tak. Idą w jednym kierunku – utrzymania sprawności fizycznej. Tam nie ma żadnych debat intelektualnych, klubów książki itp., nie przekazują innym doświadczenia czy wiedzy. Bardzo dobrze bawią się w swoim gronie, ale nie dzielą się tym szczęściem z innymi. A jeśli już, to tylko z osobami, które przecież specjalnie długo nie pożyją. To zamknięty krąg. Ja natomiast rozmawiam w tej chwili z panią, czyli osobą, która będzie żyła dwie generacje dłużej niż ja.


* Norweski dokument „Optymistki” opowiada o niezwykłej drużynie siatkarskiej – w jej skład wchodzą panie w wieku od 66 do 98 lat. Film już w kinach w całej Polsce

Czy Polska zmierza w kierunku tego skandynawskiego modelu życia?

– Mam nadzieję, że nie. Z kontaktów międzyludzkich, szczególnie tam, gdzie jest różnica pokoleń, można czerpać dużo satysfakcji. Ja jestem na przykład bardzo zżyty z moim starszym synem i wnukiem, często się spotykamy, wymieniamy się spostrzeżeniami. W Polsce nadal wiele starszych osób jest zainteresowanych swoimi dziećmi i wnukami. Nawet jeśli mieszkają w innych miastach, to kontaktują się ze sobą. Istnieje ta kooperatywa pokoleniowa.

Tzw. hipoteza babć mówi, że kobiety dłużej zachowują sprawność, bo oprócz rodzenia i wychowywania dzieci ewolucja powierzyła im kolejną funkcję – opiekę nad wnukami.

– Dobrze uformowany umysł rozsiewa swoje łaski na całą rodzinę. Taka jest rola babć. Po dziś dzień kobieta, która urodzi dziecko, radzi się swojej matki, co robić. Nad wejściem do krakowskiego kościoła św. Marcina widnieje napis: „Frustra vivit, qui nemini prodest” (Próżno żyje ten, kto nikomu nie pomaga). Jest w tym racja.

Dlaczego kontakt z seniorami rówieśnikami ma być gorszy niż ten międzypokoleniowy?

– Bo linia genetyczna się kończy. Ogólnym prawem przyrody jest walka o unieśmiertelnianie swoich genów. Stare kobiety…

Co to znaczy „stare kobiety”? Od czasu wyznaczenia nowego wieku emerytalnego mamy nową „granicę starości” – 67 lat?

– Stare, czyli takie, które są już po okresie reprodukcji. We wczesnym neolicie stare kobiety stały się potrzebne, bo ktoś musiał się zająć wnukami – i tak już zostało do dzisiaj.

Czemu wnukami nie mógł się zająć dziadek?

– Kobiety miały większe predyspozycje do opieki nad potomstwem i więcej czasu spędzały w domu niż na łowach. Obowiązkiem mężczyzny była obrona rodziny przed wszelkimi zagrożeniami, a dopiero w dalszej kolejności wychowanie dziecka. Każdy żywy organizm chce przekazać swoje geny. Samica może mieć określoną liczbę dzieci. Płazy mają nieograniczone możliwości produkcji gamet, czyli skrzeku, ale już na przykład gady nie mogą składać nieskończonej liczby jaj. Pani się urodziła z pewną liczbą zawiązków jaj i nie da się tego przeskoczyć. U mężczyzny przez całe jego dorosłe życie spermatogonia się dzielą, zasilając produkcję plemników nowymi komórkami. Taki cykl trwa około 64 dni, a zdarzenia powodujące mutacje genetyczne w plemnikach lub hamujące ten proces, np. przegrzanie jąder, rzutują na jakość nasienia przez następne dwa miesiące. Liczba pierwotnych komórek jajowych kobiety ustala się już w chwili jej narodzin. Komórki te pozostają uśpione w jajnikach. Zatrzymują się w pierwszym etapie przygotowania do podziałów dających dojrzałą komórkę jajową. Po osiągnięciu dojrzałości płciowej kobiety spośród 15-20 komórek jajowych pobudzonych w czasie każdego cyklu owulacyjnego ostatecznie jest uwalniana jedna. Po 35. roku życia kobiety szybko narasta ryzyko, że przez tak wiele lat oczekiwania na dokończenie podziałów pojawi się w uwolnionym jajeczku dodatkowy chromosom powodujący po zapłodnieniu jego wystąpienie w trzech egzemplarzach, czyli trisomię. Taką chorobą jest na przykład zespół Downa.

Samce są znacznie mniej wartościowe w zachowaniu potencjału reprodukcyjnego grupy. Powiedzmy, że mamy stadko, które liczy 20 samic i 20 samców. Załóżmy, że potencjał reprodukcyjny to 20 młodych na rok. Jeżeli zginie połowa samców, potencjał reprodukcyjny stada się nie zmieni. Nawet jeden samiec wystarczy, jak w systemie haremowym. Natomiast śmierć jednej samicy powoduje spadek reprodukcyjny stada o 5 proc. Przyroda zatem chroni samice.

Wiemy, że orgazm pobudza samicę, a wyczerpuje samca. Wyobraźmy sobie kopulującą parę, którą nagle atakuje drapieżnik. Co robi samiec? Wymęczony biegnie powoli, za to samica ucieka pełna energii. Jego geny zostały już przekazane dalej; ta samica z punktu widzenia biologii jest znacznie cenniejsza.

Są gatunki „wiecznie młode”, jak żółwie, krokodyle, kumaki górskie. Nie wykazują oznak starzenia się, nie spada im metabolizm, ale potem nagle umierają. Czy ssaki starzeją się, bo zaczęły żyć intensywniej niż gady?

– Tak, oczywiście. My, stałocieplni, mamy więcej energii.

I to nas zgubiło?– Nie wiem, czy „zgubiło” to trafne określenie. Jeśli samiec traci zdolności reprodukcyjne, jego dalsze istnienie jest zbyteczne. Starzenie się to proces, który jest przydatny i wykształcił się w procesie ewolucji nie bez powodu.

Bielas pyta: Co byś powiedział sobie młodemu? Vetulani: Bądź przekorny, nie obrażaj

W dobie tzw. srebrnego tsunami zbliżamy się do relacji: jeden senior na jedno dziecko. Może system haremowy okazałby się korzystny?

– Cywilizacje na Ziemi przez pewien czas wahały się, który system przyjąć. Historycznie rzecz biorąc, aż 80 proc. społeczeństw ludzkich żyło w systemie haremowym albo promiskuitycznym, czyli charakteryzującym się wieloma, często zmienianymi i przypadkowymi partnerami seksualnymi – a nie monogamicznym.

We współczesnym społeczeństwie przełomu XIX i XX w. struktura monogamiczna okazała się po prostu korzystniejsza. Brytyjski zoolog Desmond Morris tłumaczył, że monogamia jest najlepszym systemem dla drapieżników. Jeżeli samce muszą rywalizować jako bojownicy czy drapieżcy, to dodatkowa rywalizacja o samice byłaby fatalna. Najlepsza jest zatem automatyczna monogamia: narzeczona kolegi to narzeczona kolegi. Monogamia miała ułatwić współpracę między samcami.

Może i dobrze się stało? Proszę zobaczyć, ile Nagród Nobla zdobywają takie małżeństwa.

A ile mamy znakomitych par artystów, jak Anka i Wilhelm Sasnalowie.

– Wie pani, to tak naprawdę jedyny moment, gdy następuje czysta współpraca między ludźmi. Jeżeli związek jest dobry, to ten związek współpracuje. Gdy piszę pracę naukową z kolegą, choćby i najlepszym, to zawsze jest cień rywalizacji.

Zaleca pan dużo seksu i wina, mniej jedzenia. Podoba mi się ta recepta na dobre życie.

– Tak, głodówki i czerwone wino aktywują gen sir – zwany genem długowieczności – który produkuje sirtuinę. Dzięki temu nasze chromosomy zaczynają się mniej zużywać, a my wolniej się starzejemy.

Do tego jeszcze kobiety, śpiew i taniec, czyli wysiłek fizyczny, a także – co ważne – wysiłek intelektualny.

73 proc. Polaków boi się starości. Co zrobić teraz, by za jakiś czas mieć dobrą starość? Ciastka szkodzą głównie za młodu…

– Byłem uczony, że kiełbasa jest do smaku, a nie do jedzenia. Dzisiejsze pokolenie 80-latków żyje lepiej niż pokolenie 60-latków, bo mieliśmy zdrowsze żywnościowo dzieciństwo. I to nawet nie ze względu na skład żywności, ale właśnie jej ograniczoną dostępność. Jeżeli nie będzie pani aktywna w wieku 30 lat, to bardzo trudno będzie pani podjąć aktywność w wieku seniora. Starzejemy się dokładnie tak, jak żyjemy.

Chodzi o to, żeby być osobą żywą i ciekawą świata. Tak jak teraz rozmawiamy: pani zadaje ciekawe pytania, poruszamy pewne nurtujące kwestie… Trzeba wypracować sobie życzliwość dla innych ludzi. Kochanie świata ewokuje życzliwość innych i pozytywną energię.

Czy z wiekiem psuje się nam charakter? Psychologia unieważnia stereotypy na ten temat. Podstawowe cechy osobowości, jak neurotyczność, ekstrawersja, otwartość na doświadczenia, ugodowość i sumienność, utrzymują się na podobnym poziomie. Zmienia się tylko siła fizyczna i szybkość reakcji…

– Tradycyjnie zawsze było tak, że doświadczenie stanowiło o dużej przewadze w umiejętności np. podejmowania decyzji – to tzw. mądrość życiowa. Wszystko było w porządku, dopóki postęp technologiczny nie zaczął iść tak szybko, że osoby starsze nie były w stanie za nim nadążyć. Wpływy środowiskowe mogą zmieniać charakter człowieka, ale jego temperament pozostaje niezmienny.

Z badań wynika, że związek szczęścia i seksu jest silniejszy niż związek szczęścia i wieku, finansów czy nawet zdrowia…

– Tak jest. Dla mnie seks to jest kwestia łączności i bliskości z drugim człowiekiem. Polega przede wszystkim na chęci jeszcze większego zbliżenia się z osobą, do której żywimy uczucie. Nie chodzi mi o seks mechaniczny. Kontakty międzyludzkie są w życiu najważniejsze.

Stary dobry seks i dla starych jest dobry

Seks seniorów jest wstydliwy. To temat tabu.– W naszej kulturze podświadomie uważa się, że seks wiąże się z możliwościami reprodukcyjnymi. Dlatego seks seniorów wydaje się nienaturalny, a już szczególnie wyśmiewany jest seks starszych kobiet. Mężczyzna w podeszłym wieku ma jeszcze zdolności reprodukcyjne, w przeciwieństwie do kobiety, która jest już po menopauzie. Kobieta jednak jest tak skonstruowana, że odczuwa przyjemność z seksu nie tylko w okresach płodności, jak jest np. u zwierząt. Większość zwierząt kopuluje wyłącznie w czasie rui. Kiedy indziej nie ma to sensu, bo po co się męczyć? Energia pochłaniana przez stosunek jest przecież niewspółmiernie większa od realnych korzyści z niego wynikających.

U części starszych kobiet obserwuje się nawet wzrost zainteresowania seksem. Znika wtedy jedna istotna rzecz – możliwość zajścia w ciążę. Z kolei mężczyzna, nawet ten starszy, skupia się głównie na częstotliwości stosunków i długości swojego członka, co – jak wiadomo – ma się nijak do dobrego seksu. Pomysłowość i uczucie są najważniejsze, nie tylko w podeszłym wieku.

Co to znaczy „aktywny seksualnie senior”?

– Są amerykańskie dane na ten temat. Aktywność seksualna mierzona liczbą stosunków w ciągu miesiąca spada, mimo to u osób 80 plus jeszcze 24 proc. mężczyzn i 18-20 proc. kobiet utrzymuje swoją aktywność seksualną na poziomie dwóch stosunków w miesiącu. Jednak prowadzenie tego rodzaju badań utrudnia to, że większość osób uważa je za wstydliwe…

Czy możemy powiedzieć za Freudem, że ludźmi rządzi energia seksualna?

– Tak, jeżeli libido będziemy rozumieć jako potrzebę kontaktu ogólnego z drugim człowiekiem. Seks jest tego fragmentem. Z punktu widzenia biologii ciekawe jest to, jak wielkość członków różni się wśród ssaków. Skąd się na przykład bierze to, że Afroamerykanie mają większe penisy od Europejczyków? Ano stąd, że w Afryce mężczyźni większość czasu chodzili nago – tak żeby kobiety łatwiej dobierały sobie partnerów, kierując się długością ich członków.

Czyli jeżeli mężczyźni od dzisiaj przez tysiąc lat będą chodzić nago po ulicach, to w skali ewolucyjnej długość ich członków wzrośnie?

– To bardzo prawdopodobne. Tam, gdzie mężczyźni chodzą okutani, nie ma tej presji. Niech pani spojrzy na Eskimosów…

Skoro już rozmawiamy o innych kulturach, trzeba podkreślić, że „Optymistki” to właśnie film o kobietach z innej kultury. Równie dobrze można by zrobić film o dziewczynach z haremu.

Film o seniorkach w haremie to fantastyczny pomysł.

– No właśnie, a przecież seniorki świetnie funkcjonują w haremach. Ich się nie wyrzuca, one zostają, tylko przychodzą te młodsze. W przypadku poligamii żydowsko-mahometańskiej, gdzie są cztery żony, nie bierze się ich przecież wszystkich naraz. Gdy pierwsza się zestarzeje, dobiera się kolejną. Z nich wszystkich to właśnie ta najstarsza ma największe prawa.

Może powinniśmy brać przykład ze słoni? Tam stado podąża za najstarszą…

– Na pewno stary grzybiarz przynosi więcej grzybów niż młody.

Rozmowa z Jerzym Vetulanim: Stań się dobrym. To się opłaca

A poza tym w Magazynie Świątecznym:

Obywatel Kaliban się nudzi
Filozofii zwyczajnie nie rozumie. Jeśli sztuka, to tylko ta, którą lubi. Nauka to dlań pusta zabawa. Chyba że daje szybki efekt, najlepiej produkt. Barbara Skarga o człowieku epoki bezwstydu

Ruskie, rusoczki kochane
Krążył dowcip: „Dzisiaj kluski, jutro kluski, Polska nasza, a rząd ruski”, ale było oczywiste, że żyjemy nie pod nową okupacją, lecz w Polsce. Waldemar Kuczyński wspomina swoje wyzwolenie w 1945 r.

Andrzej Stasiuk: iPhone’em świata nie zbawisz
Jaka demokracja?! Tu o najzwyklejszy egoizm idzie. O święty spokój, a nie o demokrację. O „daj mi zarabiać i kupować i odpierdol się ode mnie”. Z Andrzejem Stasiukiem rozmawia Dorota Wodecka

Niezastąpiona panna U.
Podróże bez wizy? Zapomnij. Studia za granicą? Nie dla ciebie. Rosną ceny, Pendolino nie przyspieszy. Niemożliwe? Możliwe. Wystarczy, że zabraknie Unii Europejskiej – pisze Róża Thun

Avengers. Superbohaterowie jak bogowie
„Avengers: Czas Ultrona” już w kinach. W pierwszy weekend wyświetlania w Ameryce zarobiło 187,7 miliona dolarów. Lepsza była tylko pierwsza część. Skąd ten sukces?

Wino, głodówka i seks. Rozmowa z Jerzym Vetulanim
Starzejesz się tak, jak żyjesz – mówi słynny neurobiolog i jeden z założycieli Piwnicy pod Baranami Jerzy Vetulani. Rozmowa Martyny Harland

Siemianówka pod Słowiańskiem wstaje z ruin
Człowiek idzie przez Siemianówkę, patrzy na ściany jak rzeszoto, na drogę, z której sterczą jak muchomory niewybuchy moździerzy, i myśli: „Jak ja to, k…, przeżyłem?”. Reportaż Igora T. Miecika

Artyści i mordercy [UGREŠIĆ]
Po co pisarze i malarze, skoro szumowiny odkryły artystów w samych sobie?

Hipokrates zagląda do Excela
Żeby ocalić 500 mln ludzi, wystarczą proste antybiotyki i szczepionki. Cztery leki, których roczny koszt na osobę wynosi 0,4 dolara

Wyborcza.pl

Kradną nam Marszałka!

Adam Leszczyński, 08.05.2015
Józef Piłsudski

Józef Piłsudski (Fot. Wikipedia)

„Socjalista w Polsce dążyć musi do niepodległości kraju, a niepodległość jest znamiennym warunkiem zwycięstwa socjalizmu w Polsce”. Niepodległość, to rozumiem, ale jak radzicie sobie z socjalizmem, chłopaki z PiS, Ruchu Narodowego i „żylety”, kiedy zakładacie koszulkę z Piłsudskim?
Nie wiadomo, jak to się stało, ale w okrągłą 80. rocznicę śmierci Piłsudski został bohaterem prawicy i PiS. I nikogo nie obchodzi, że Dziadek przez większość życia uważał się za socjalistę, a naszych „narodowców” nie znosił.Dziś na legendzie Piłsudskiego marszałka żerują polityczni spadkobiercy endeków i konserwatystów, którzy nienawidzili go i zwalczali, kiedy żył, i pluli na niego, kiedy umarł. W rocznicę śmierci marszałka senator z PiS Czesław Ryszka proponuje, aby zbudować łuk triumfalny poświęcony bitwie warszawskiej – tej, którą jego ideowi poprzednicy nazwali „cudem nad Wisłą” po to, aby umniejszyć w niej rolę Piłsudskiego. Grzegorz Górny, redaktor naczelny „Frondy”, robi numer o marszałku – i sam przeprowadza z nim wywiad. W prawicowych pismach coraz częściej pisze się o Dmowskim i Piłsudskim jednym tchem.

Podejrzewam, że po każdej takiej wzmiance ci dwaj śmiertelni wrogowie przewracają się w grobach.

To wszystko jest oczywiście na rękę PiS i – szerzej – prawicy, która próbuje prawem kaduka przyznać sobie monopol na tradycję patriotyczno-niepodległościową.

Takiej uzurpacji nie wolno tolerować w przestrzeni publicznej. Warto więc krótko przypomnieć, jak było.

W 1903 roku Piłsudski pisał, że pierwszy raz nazwał się „socjalistą”, kiedy miał 17 lat, w roku 1884. Ostatecznie jego światopogląd ukształtował się na zesłaniu – w 1887 roku został aresztowany pod zarzutem uczestnictwa w zamachu na cara Aleksandra III, w który, jak pisał, „przypadkowo” był wraz ze starszym bratem Bronisławem zamieszany: „Rozmyślania i książki ugruntowały mnie w socjalizmie. Zrozumiałem wówczas, że nie jest on tylko ideą szlachetnych ludzi, marzących o uszczęśliwieniu ludzkości, lecz staje się realną potrzebą ogromnej masy ludu pracującego z chwilą, gdy kulturalny i społeczny rozwój umożliwia mu zrozumienie zasad tej idei”.

Piłsudski, przywódca PPS w czasie rewolucji 1905 roku, stawiał znak równości pomiędzy wolnością narodową i sprawiedliwością społeczną. „Socjalista w Polsce dążyć musi do niepodległości kraju, a niepodległość jest znamiennym warunkiem zwycięstwa socjalizmu w Polsce” – pisał. Sam brał udział w rewolucyjnych akcjach wymierzonych we władze carskie, które dla jego przeciwników z prawicy były „bandytyzmem”.

Za te poglądy dożywotnio zwalczała go Narodowa Demokracja. Nie tylko słowem. W 1905 roku ziemie polskie stały na progu wojny domowej, a w starciach bojówek PPS i endecji padały ofiary śmiertelne. W czasie Wielkiej Wojny, kiedy Piłsudski był komendantem Legionów, Dmowski i jego partia wytrwale działali przeciwko niemu.

Niebezpieczny awanturnik

„Dziś byłam u pani Walewskiej, na herbatce” – notowała w swoim dzienniku pisarka Zofia Nałkowska pod datą 29 sierpnia 1915. „Były osoby szanowne (…). O Legionach mówiono z całkowitą pogardą. W jednym piśmie porównano pono Piłsudskiego z Kościuszką – co za skandal! Jego, przywódcę bandytów, którzy rozbijali kasy kolejowe!”.

Rok później, kiedy niemiecko-austriackie władze okupacyjne pozbawiły Piłsudskiego komendy, księżna Maria Lubomirska komentowała w dzienniku, że brygadier to „niebezpieczny awanturnik, który porywa za sobą młodzież, który nie przebiera w środkach i pełen ambicji marzy o objęciu dyktatorstwa w Polsce na tle wojenno-socjalistycznym”.

Jest miarą politycznej wielkości Piłsudskiego i Dmowskiego, że obaj politycy – którzy nie znosili się serdecznie i mieli o sobie jak najgorsze zdanie – zdołali się jednak dogadać i współpracowali w latach 1918-19, kiedy Polska wracała na mapę Europy. Dmowski był wtedy w Paryżu, gdzie reprezentował Polskę na konferencji w Wersalu. Piłsudski został Naczelnikiem Państwa, czyli faktycznym dyktatorem, w Warszawie.

Piłsudski jednak wysłał do Paryża starego socjalistę Kazimierza Dłuskiego, który miał patrzeć liderowi ruchu narodowego na ręce. Poinstruował go, aby unikał konfliktów z Dmowskim („dbać o interes jako interes. Nawet gdy obrzydzenie – kazać milczeć” – napisał marszałek). Rozkazywał: „Zadaniem Waszym w Komitecie Paryskim jest przede wszystkim pilnować tego, aby Komitet Paryski do spraw wewnętrznych w kraju się nie mieszał i ograniczył się do obrony interesów polskich wobec Ententy”.

W połowie marca 1919 roku, prawie dwa miesiące po wyborach sejmowych, w których Narodowa Demokracja Dmowskiego odniosła wielkie zwycięstwo, przywódca endeków pisał w liście do współpracownika o Piłsudskim: „1. nie rozumie Polski, nie zdaje sobie sprawy z tego, co w niej jest potrzebne i co możliwe; 2. nie jest człowiekiem dzisiejszym, należąc swoją konstrukcją psychiczna? do pierwszej połowy XIX w.; 3. nie jest jednolity: to kombinacja starego romantyka polskiego z bolszewikiem moskiewskim, dająca się genetycznie wyjaśnić; 4. nie jest sobą, ale przedrzeźnia wielkie wzory historyczne, co zawsze prowadzi do czynów poronionych; 5. otrzymawszy posadę boga od jołopów, którzy go otaczają, usiłuje być większym, niż go Pan Bóg stworzył, robi pozory siły wielkiej, poza którymi ukrywa się słabość itd. Robi czasem na mnie wrażenie wołu, któremu wydaje się, że jest bykiem i wdrapuje się na krowę”.

Obu polityków dzieliły nie tylko animozje osobiste: Dmowski wyobrażał sobie Polskę jako państwo narodu polskiego, w którym mniejszości miały być asymilowane albo usunięte. Piłsudski – Polaków jako przywódców koalicji narodów środkowej Europy w sojuszu obronnym przeciw Rosji i Niemcom.

Dyktator z sercem po lewej stronie

Jest oczywiście prawdą, że w praktyce Piłsudski – zwłaszcza jako dyktator po zamachu majowym w 1926 r. – nie okazał się społecznym radykałem i rozczarował swoich towarzyszy z PPS. Ba, zawarł nawet sojusz z konserwatywną arystokracją, przypieczętowany parę miesięcy po zamachu podczas październikowego zjazdu u Radziwiłłów w Nieświeżu. W Warszawie plotkowano wówczas, że to wstęp do ustanowienia monarchii…

Ta koalicja, wymuszona okolicznościami politycznymi, nie oznacza jednak, że dziś pamięć Marszałka może przywłaszczać sobie prawica. Dla Piłsudskiego wolna Polska była przede wszystkim Polską społecznie sprawiedliwą – i jedno nie mogło istnieć bez drugiego.

A poza tym w Magazynie Świątecznym:

Obywatel Kaliban się nudzi
Filozofii zwyczajnie nie rozumie. Jeśli sztuka, to tylko ta, którą lubi. Nauka to dlań pusta zabawa. Chyba że daje szybki efekt, najlepiej produkt. Barbara Skarga o człowieku epoki bezwstydu

Ruskie, rusoczki kochane
Krążył dowcip: „Dzisiaj kluski, jutro kluski, Polska nasza, a rząd ruski”, ale było oczywiste, że żyjemy nie pod nową okupacją, lecz w Polsce. Waldemar Kuczyński wspomina swoje wyzwolenie w 1945 r.

Andrzej Stasiuk: iPhone’em świata nie zbawisz
Jaka demokracja?! Tu o najzwyklejszy egoizm idzie. O święty spokój, a nie o demokrację. O „daj mi zarabiać i kupować i odpierdol się ode mnie”. Z Andrzejem Stasiukiem rozmawia Dorota Wodecka

Niezastąpiona panna U.
Podróże bez wizy? Zapomnij. Studia za granicą? Nie dla ciebie. Rosną ceny, Pendolino nie przyspieszy. Niemożliwe? Możliwe. Wystarczy, że zabraknie Unii Europejskiej – pisze Róża Thun

Avengers. Superbohaterowie jak bogowie
„Avengers: Czas Ultrona” już w kinach. W pierwszy weekend wyświetlania w Ameryce zarobiło 187,7 miliona dolarów. Lepsza była tylko pierwsza część. Skąd ten sukces?

Wino, głodówka i seks. Rozmowa z Jerzym Vetulanim
Starzejesz się tak, jak żyjesz – mówi słynny neurobiolog i jeden z założycieli Piwnicy pod Baranami Jerzy Vetulani. Rozmowa Martyny Harland

Siemianówka pod Słowiańskiem wstaje z ruin
Człowiek idzie przez Siemianówkę, patrzy na ściany jak rzeszoto, na drogę, z której sterczą jak muchomory niewybuchy moździerzy, i myśli: „Jak ja to, k…, przeżyłem?”. Reportaż Igora T. Miecika

Artyści i mordercy [UGREŠIĆ]
Po co pisarze i malarze, skoro szumowiny odkryły artystów w samych sobie?

Hipokrates zagląda do Excela
Żeby ocalić 500 mln ludzi, wystarczą proste antybiotyki i szczepionki. Cztery leki, których roczny koszt na osobę wynosi 0,4 dolara

Wyborcza.pl

Uroczystości pogrzebowe gen. Błasika

Radio Maryja
09.05.2015

Na Jasnej Górze trwają uroczystości pogrzebowe gen. Andrzeja Błasika, pilota, dowódcy sił powietrznych, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. W kaplicy Cudownego Obrazu o godz. 16 rozpoczęła się Msza św.

Analiza gen. Andrzeja Błasika skierowana do Bogdana Klicha, ówczesnego szefa MON, obecnego senatora PO, precyzyjnie wyliczała, co, kiedy i dlaczego należy kupić (fot. arch.)

Szczątki gen. Andrzeja Błasika zostały znalezione 5 miesięcy po katastrofie smoleńskiej przez motocyklistów z Międzynarodowego Rajdu Katyńskiego. Przybyli oni na miejsce tragedii, aby oddać hołd jej ofiarom. Motocykliści na nieogrodzonym terenie, w błocie, pod stopami znaleźli szczątki człowieka. Z największą starannością złożyli je w pudełku i owinęli biało-czerwoną flagą. Następnie przywieźli do Polski i przekazali Prokuraturze Garnizonowej w Gdyni.Prochy Dowódcy Sił Powietrznych zostaną złożone w Kaplicy Pamięci Narodu na Jasnej Górze

Ojciec Marek Kiedrowicz, kapelan Rajdów Katyńskich, powiedział, że trzeba domagać się identyfikacji i pogrzebów szczątek pozostałych ofiar katastrofy.

– Potrzeba ogromnej modlitwy i ogromnego wsparcia dla tych, którzy ciągle w tej żałobie trwają, którzy ciągle na nowo muszą mierzyć się z prawdą o tym, że ich najbliżsi niekoniecznie spoczywają w tych grobach, które są podpisane ich imionami i nazwiskami. Myślę, że na to powinniśmy zwrócić szczególną uwagę i dołożyć wszelkich starań, aby wesprzeć najbliższych, aby domagać się tego, żeby pogrzeby się odbyły. Udało się zidentyfikować szczątki pana generała Błasika, natomiast nie wiemy, co dzieje się z innymi szczątkami, które również zostały odnalezione – powiedział ksiądz kapelan.

Po Eucharystii urna z prochami gen. Błasika w asyście wojskowej zostanie przeniesiona do kaplicy Pamięci Narodu im. o. Kordeckiego.

RIRM

 

Kanalia pod papieską ochroną

Maciej Stasiński, 08.05.2015
Ostatnie lata pontyfikatu<br /><br />
Jana Pawła II, papież przyjmuje<br /><br />
Marciala Maciela w Watykanie</p><br />
<p>

Ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II, papież przyjmuje Marciala Maciela w Watykanie (Fot. TVN / Lagardere Entertainment)

Przez pół wieku w Kościele katolickim kwitła sekta kierowana przez pedofila, maniaka seksualnego i oszusta. Był bezkarny, bo tolerowali go kolejni papieże. Także Jan Paweł II, niestety
Ileż brudu w Kościele! – zawołał kard. Joseph Ratzinger w kwietniu 2005 r. w Rzymie przed zebraniem kolegium kardynalskiego, które szykowało się do wyboru następcy Jana Pawła II. Wszyscy purpuraci wiedzieli, do czego pije kardynał, bo to on od lat miał w ręku wszystkie nitki potrzebne do wprawienia w ruch machiny watykańskiej sprawiedliwości przeciw przestępcy i grzesznikowi Marcialowi Macielowi, o którym skądinąd niemal wszystko wiedziano. Większość uznała więc, że tylko Ratzinger jest w stanie oczyścić Kościół, i wybrała go na tron, żeby zakończył watykańską zmowę milczenia.Jako papież Benedykt XVI Ratzinger uporał się z aferą Marciala Maciela, założyciela i przywódcy katolickiego zgromadzenia Legion Chrystusa, bohatera zapewne największego pojedynczego skandalu pedofilskiego w dziejach Kościoła w XX wieku.Jednak papież Franciszek, który od początku swego pontyfikatu ze zwalczania pedofilii uczynił ozdrowieńczą krucjatę moralną w Kościele, po raz pierwszy wspomniał publicznie o skandalu dopiero dwa miesiące temu w rozmowie z meksykańską telewizją: – Jak taki człowiek mógł tak daleko zajść? Oprócz wszystkich jego przestępstw były jeszcze dwie, trzy kobiety, kilkoro dzieci i mnóstwo pieniędzy. Chory, ciężko chory człowiek. Musiał mieć ojczulków protektorów, którzy nie wiedzieli, podejrzewali, nie chcieli wiedzieć. Tego jednak nie badałem.

Bo też ta sprawa wciąż nie jest dobrze zbadana. W wywiadzie Franciszek dwukrotnie powtórzył, że kiedy Watykan dowiedział się o skandalu, „zadziałał stanowczo”: – Kard. Ratzinger sprawę śledztwa popychał, a Jan Paweł II dał zielone światło.

Jednak Franciszek boryka się tu z prawdą i nie wychodzi z tych zapasów obronną ręką. Bo papież, który rok temu kanonizował Jana Pawła II, ma z rolą świętego w sprawie Maciela duży kłopot. Zdradzają go słowa „popychał” i „zielone światło”.

Prawda o ojcu Degollado

Sprawa delikatna

Żelazny Kardynał istotnie przez kilka lat forsował śledztwo przeciw Macielowi, ale robił to wyraźnie wbrew papieżowi i jego najbliższemu otoczeniu. Pierwsze udokumentowane i podpisane nazwiskami zarzuty przeciw potężnemu zwierzchnikowi legionistów, którego w 1994 r. Jan Paweł II stawiał za wzór duchowego przewodnika katolickiej młodzieży, wpłynęły do Watykanu w 1997 r. Powtórzyły je potem szacowne media i szanowane pióra watykanistów, ale za Spiżową Bramą nic się w tej sprawie nie stało.

Ratzinger na rozprawę kanoniczną z notorycznym pedofilem zdecydował się dopiero w 2004 r., tuż przed śmiercią Jana Pawła II. Maciel został wówczas zmuszony do ustąpienia z kierowania Legionem, ale dopiero jako papież Ratzinger odesłał go na pokutę do ojczystego Meksyku; w 2006 r. wyrzucił go ze stanu kapłańskiego. Maciel zmarł w hańbie w 2008 r., a Legion Chrystusa wyparł się go dwa lata później.

Pomiędzy listem ośmiu ofiar pedofilskiej i homoseksualnej pasji Maciela z 1997 r. a wszczęciem przeciw niemu kanonicznej rozprawy przez siedem lat trwała w Watykanie głucha walka o prawdę w bliskim otoczeniu papieża.

Skargę na Maciela podpisało w 1997 r. ośmiu byłych alumnów, m.in. Juan José Vaca. Większość była jego ofiarami za młodu, a potem w seminarium. 17 października 1998 r. wnieśli sprawę do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, której przewodził Ratzinger, za pośrednictwem austriackiej adwokatki Marthy Wegan.

Półtora roku później Wegan napisała klientom: „Upłynęło już 17 miesięcy i jedyna oficjalna wiadomość, jaką otrzymałam, to to, że sprawa jest bardzo delikatna i są też inne donosy”. W lipcu 2000 r. poinformowała: „Chwilowo sprawa jest zamknięta”.

Uwolniłeś bliźniego od bólu

Podwójne życie Marciala Maciela i trwający kilkadziesiąt lat skandal, jakim była jego oszałamiająca kariera pod parasolem kolejnych papieży, już wtedy zostały aż nadto dobrze opisane przez dziennikarzy i znawców Kościoła, jak John Allen, Marco Politi czy Sandro Magister.

Ten ostatni m.in. w tygodniku „L’Espresso” pisał, jak w 2002 r. ks. Antonio Roqueni Ornelas, były legionista, skierował do sekretarza papieskiego Stanisława Dziwisza w imieniu ofiar list z prośbą o interwencję. Żadnej odpowiedzi nie dostał, ale list dowodzi, że oskarżenia Maciela dotarły do najbliższego otoczenia papieża.

– Aż 213 dokumentów. Watykan wiedział o wszystkim – mówi w filmie „Legion Chrystusa” Xavier Léger, jedna z ostatnich ofiar kapłana pedofila. – Kiedy myślę o latach spędzonych w Legionie, widzę tylko kłamstwa.

– Chciał, żebym leżał nagi obok niego. Przekonał mnie, że zostałem wyróżniony. Uważałem, że składam z siebie ofiarę dla człowieka przeznaczonego do wielkości – mówi jedna z ofiar Maciela, dziś starszy człowiek.

– Twierdził, że cierpi na zaburzenia układu moczowego i że terapia polega m.in. na masturbacji – opowiada inna. – Mówił, że dostał specjalną dyspensę od papieża Piusa XII i że zakonnice miały mu masować genitalia, żeby uwolnić go od konfliktu spermowo-urynalnego.

Adeptom tłumaczył, że musi pobrać nasienie do zbadania i że młodzi chłopcy mogą mu w tym pomóc. Nastoletni wychowankowie pojęcia nie mieli o cielesności, nie umieli się przeciwstawić księdzu, który był ich nauczycielem i spowiednikiem.

Wprowadził w Legionie żelazną dyscyplinę i posłuszeństwo oraz nakaz milczenia na temat tego, co się w nim dzieje. Alumni nie mogli się ze sobą przyjaźnić i zwierzać z rozterek, wolno im było zwracać się z nimi tylko do przełożonych. Wymóg milczenia i posłuszeństwa łamał sumienia i wpędzał wychowanków w poczucie winy.

– Nie mieliśmy z kim porozmawiać – mówi jeden z byłych wychowanków, który dopiero po latach spisał swoje wspomnienia. – Byliśmy jak roboty. Przystojni, dobrze wychowani i atrakcyjni, ale pozbawieni osobowości. Mieliśmy kraść dusze kolejnych rekrutów.Po nocy spędzonej w łóżku pryncypała nastoletni Juan José Vaca rano zbuntował się, przekonany, że zgrzeszył. – Postąpiłeś szlachetnie, to nie był grzech. Uwolniłeś bliźniego od bólu – odparł kapłan. Kiedy chłopak się upierał, Maciel rzekł: – Udzielam ci zatem rozgrzeszenia w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen.Kiedy 40 lat później wszczęto w Watykanie śledztwo przeciw Macielowi, jego głównym przestępstwem, obok pedofilii, współżycia z kobietami czy zażywania narkotyków, było właśnie „absolutio complicis” – udzielanie rozgrzeszenia wspólnikowi w grzechu.

– Sądzę, że Maciel założył Legion Chrystusa, żeby zapokajać swoje skłonności do seksu z chłopcami – mówi dzisiaj Vaca.

ONZ krytykuje Watykan za tuszowanie pedofilii i krycie biskupów

Milionerzy Chrystusa

Sam Maciel przez całe życie i wbrew miażdżącym świadectwom przeciw niemu upierał się, że było inaczej: – Wszystko zaczęło się z natchnienia Ducha Świętego, z woli Bożej, dzięki której wykonałem zadanie – mówił w 50. rocznicę założenia Legionu.

A Legion założył w 1941 r. jako dopiero co wyświęcony 20-letni ksiądz pochodzący z ultrakatolickiej rodziny; jego ojciec i wujowie walczyli w latach 20. w „wojnie Chrystusowej” z agresywnie świeckim rządem Meksyku. Protegowali go bliscy krewni – księża i biskupi. Misją Legionu miało być wychowywanie i kształcenie księży.

Kilka lat później jedną z pierwszych grup założył w Hiszpanii pod skrzydłami militarno-narodowo-katolickiej dyktatury gen. Franco.

Potem Legion się rozprzestrzenił na kilka kontynentów i u szczytu powodzenia liczył ponad 70 tys. członków. Zgromadził fortunę w nieruchomościach dzięki uwodzicielskim zdolnościom Maciela, który czarował majętne kręgi arystokracji i elit finansowych. Od Meksyku przez USA po Francję przysparzał Watykanowi gigantycznych dochodów, które obok ostentacyjnej pobożności stały się argumentem w rękach protektorów Maciela w Rzymie.

Maciel potrafił omotać bogate i konserwatywne klany meksykańskich wielkich posiadaczy i przedsiębiorców, którzy słali do Watykanu sążniste dotacje. Nie bez kozery ludzie, którzy zrozumieli, kim jest Maciel i jego zakon karnych wielbicieli, zwali ich „milionerami Chrystusa”.

Opiekunowie w purpurze odwzajemniali się nie tylko cichą protekcją czy oficjalnym patronatem, ale też brali udział w tuszowaniu wychodzących na jaw przestępstw pupila.

Politi utrzymuje, że kard. Ratzinger chciał zdemaskować Maciela o wiele wcześniej, niż to w końcu uczynił, uwolniony od autorytetu Jana Pawła II, ale udaremnił to lub mu to wyperswadował potężny hierarcha kard. Angelo Sodano, watykański sekretarz stanu w latach 1991-2006.

Maciel miał sześcioro dzieci z co najmniej dwiema kobietami. Po latach już dorośli synowie zeznali publicznie, że ojciec molestował ich seksualnie w dzieciństwie.

W 2009 r., rok po śmierci Maciela, kard. Tarcisio Bertone pomógł zawrzeć ugodę między Legionem a córką Maciela Normą. Kobieta w zamian za dożywotnie uposażenie zgodziła się milczeć na temat jego tajemnego życia prywatnego w czasie jego wizyt w Madrycie, gdzie pomieszkiwał z „rodziną” w luksusowych apartamentach. Inne sprawy się toczą, m.in. trzech domniemanych synów Maciela dochodzących legalnego uznania i finansowego zadośćuczynienia.

Całe życie kłamał

Pierwsze oskarżenia wpłynęły do Watykanu pod koniec lat 40. Potem powtarzały się regularnie. W latach 1956-59 Maciel popadł w niełaskę i został odsunięty od młodzieży. Śledztwo kościelne zlecone przez kard. Alfredo Ottavianiego nic nie dało. Dowódca legionistów przeczekał sztorm i wrócił bez skazy na reputacji.

Maciel zgwałcił ok. 50 dzieci i młodzieńców. Miał liczne kochanki i potomstwo, które wykorzystywał. Całe życie kłamał i deprawował. Nieukarany, dożył w Kościele późnej starości. W kościelnym śledztwie nie przesłuchano jego ofiar. Benedykt XVI nie przyjął ich w czasie wizyty w Meksyku już po śmierci i potępieniu założyciela Legionu Chrystusa.

Film dokumentalny „Legion Chrystusa. Skandal w Watykanie”, reżyseria Bernard Nicolas i Linda Salas Vega, Francja 2013. Emisja: TVN 7, środa 13 maja o 22.20 i noc z soboty na niedzielę 16/17 maja o 1.45.

A poza tym w Magazynie Świątecznym:

Obywatel Kaliban się nudzi
Filozofii zwyczajnie nie rozumie. Jeśli sztuka, to tylko ta, którą lubi. Nauka to dlań pusta zabawa. Chyba że daje szybki efekt, najlepiej produkt. Barbara Skarga o człowieku epoki bezwstydu

Ruskie, rusoczki kochane
Krążył dowcip: „Dzisiaj kluski, jutro kluski, Polska nasza, a rząd ruski”, ale było oczywiste, że żyjemy nie pod nową okupacją, lecz w Polsce. Waldemar Kuczyński wspomina swoje wyzwolenie w 1945 r.

Andrzej Stasiuk: iPhone’em świata nie zbawisz
Jaka demokracja?! Tu o najzwyklejszy egoizm idzie. O święty spokój, a nie o demokrację. O „daj mi zarabiać i kupować i odpierdol się ode mnie”. Z Andrzejem Stasiukiem rozmawia Dorota Wodecka

Niezastąpiona panna U.
Podróże bez wizy? Zapomnij. Studia za granicą? Nie dla ciebie. Rosną ceny, Pendolino nie przyspieszy. Niemożliwe? Możliwe. Wystarczy, że zabraknie Unii Europejskiej – pisze Róża Thun

Avengers. Superbohaterowie jak bogowie
„Avengers: Czas Ultrona” już w kinach. W pierwszy weekend wyświetlania w Ameryce zarobiło 187,7 miliona dolarów. Lepsza była tylko pierwsza część. Skąd ten sukces?

Wino, głodówka i seks. Rozmowa z Jerzym Vetulanim
Starzejesz się tak, jak żyjesz – mówi słynny neurobiolog i jeden z założycieli Piwnicy pod Baranami Jerzy Vetulani. Rozmowa Martyny Harland

Siemianówka pod Słowiańskiem wstaje z ruin
Człowiek idzie przez Siemianówkę, patrzy na ściany jak rzeszoto, na drogę, z której sterczą jak muchomory niewybuchy moździerzy, i myśli: „Jak ja to, k…, przeżyłem?”. Reportaż Igora T. Miecika

Artyści i mordercy [UGREŠIĆ]
Po co pisarze i malarze, skoro szumowiny odkryły artystów w samych sobie?

Hipokrates zagląda do Excela
Żeby ocalić 500 mln ludzi, wystarczą proste antybiotyki i szczepionki. Cztery leki, których roczny koszt na osobę wynosi 0,4 dolara

Wyborcza.pl

Albo wojna, albo my. Młodzi mają dość

Dawid Włodkowski*, 08.05.2015
Marsz Niepodległości, Warszawa, 11 listopada 2014

Marsz Niepodległości, Warszawa, 11 listopada 2014 ((Fot. Magorzata Gendek / Agencja Gazeta)

Czy chcemy, by warszawskie ulice spłynęły krwią jak kiedyś ulice Belfastu, z tą różnicą, że zamiast protestantów i katolików bomby będą podkładać pisowcy i platformersi, „lewacy” i „naziole”?
* Dawid Włodkowski – ur. w 1990 r., pracuje jako młodszy prawnik. Specjalizuje się w prawie międzynarodowym. Publikował w „Przeglądzie”, „Wprost”, portalu Politykaglobalna.plŻyjemy w demokracji, a jednak debata publiczna została zawłaszczona przez wąskie elity: partyjne i biznesowe grupy interesów. Z dialogu społecznego wykluczeni są zwłaszcza młodzi ludzie. Jesteśmy największą dyskryminowaną grupą – nie tylko na rynku pracy, ale też w polityce.Możemy być dynamiczną siłą rozwojową. Ale możemy być też zagrożeniem, przeszkodą dla spokojnej przyszłości Polski. Dlatego żądamy: dajcie nam głos. Uwolnijcie naszą energię.***„Piszący o współczesności ma do czynienia z domem wariatów, w którym jest bunt pacjentów, wybuchł pożar, zalało wodą piwnicę, a sytuacja zmienia się co 5 minut”. Te słowa Ryszarda Kapuścińskiego są aktualne jak nigdy.

Świat jest na zakręcie, zza którego wyłania się nowa rzeczywistość. Na wschodzie Europy ludzie giną w okopach, w zamachach ulicznych, pod gruzami własnych domów. Zestrzeliwuje się samoloty. Rosjanie testują cierpliwość Zachodu jak za czasów zimnej wojny. Równocześnie w świecie arabskim ekstremiści mamią ludzi wizją kalifatu i budzą iście średniowieczne okrucieństwo.

Kto by pomyślał jeszcze pięć lat temu?

Europa nie jest już pępkiem świata. Wychodzi powoli z kryzysu ekonomicznego, ale wciąż jest pogrążona w stagnacji. Dryfuje politycznie i społecznie, wstrząsana zamachami, eksplozją poparcia dla ugrupowań nacjonalistycznych, nierównościami. Niesamodzielna obronnie musi żyć pod parasolem ochronnym Ameryki.

A jakby tego było mało, naszej gospodarce wyrośli potężni konkurenci. Chiny, Indie, Indonezja zwiększają innowacyjność, przyciągając inwestorów już nie tylko tanią siłą roboczą.

Nasi nowi rywale idą za ciosem i chcą zmienić porządek światowy na swoją korzyść. Pekin rzuca rękawicę Bankowi Światowemu i Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, tworząc Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych.

Chiny – jeszcze dekadę temu ubogi krewny z Trzeciego Świata, który ścigał gospodarczo Włochy – dziś przemeblowują system finansowy. Do nowego banku przyłączyły się Australia, Korea Południowa, Indonezja, a także Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Holandia. Oraz Polska. W sumie – 57 państw.

Chińczycy, których nie dopuszczano do władzy w Banku Światowym i Międzynarodowym Funduszu Walutowym, w końcu kopnęli w stolik. Wypychają „nasze” instytucje z Afryki i Ameryki Łacińskiej, udzielając tamtejszym państwom kredytów bez żadnych warunków typu: „ale musicie chronić prawa człowieka”. Wykładają setki miliardów na budowę nowego Jedwabnego Szlaku, żeby towary dziś płynące morzami, na których nadal króluje amerykańska flota, jechały lądem przez Indie, Iran, Turcję, Rosję. Pekin nazywa te działania „chińskim planem Marshalla dla świata”.

Chiny w ofensywie. Szykują swój plan Marshalla

***

Następuje globalny zwrot. Szok cywilizacyjny. Ale my w Polsce nie jesteśmy przygotowani na twórczą adaptację do szoków. Nie debatujemy, jak przygotować się do zmiany porządku na świecie.

Potrzebujemy instytucji i ludzi planujących rozwój i rysujących scenariusze na całe dekady. Ale nie budujemy ich, bo jesteśmy sezonowym państewkiem z horyzontem zamkniętym następnymi wyborami.

III Rzeczpospolita, podobnie jak szlachecka Najjaśniejsza, przypomina – że przywołam historyka Jana Sowę – państwo fantomowe. Nie jest republiką, dobrem wspólnym, tylko korporacją zrzeszającą nową szlachtę – polityków, dziennikarzy i biznesmenów. A rolę marginalizowanego mieszczaństwa i upodlanych chłopów grają obywatele. Zwłaszcza młodzi.

Spójrzmy na kampanię prezydencką. 20-, 30-latków, którzy właśnie wchodzą albo już weszli w dorosłość, interesuje to, co będzie decydowało o pomyślności ich i ich najbliższych: wprowadzenie euro, in vitro, dostępność i jakość służby zdrowia, reforma systemu egzaminacyjnego, naprawa uniwersytetów, kodeks pracy, problem umów śmieciowych.

To wszystko powinno być tematem kampanii. Ale tę wypełniają memy, baloniki, wrzutki, łapanie rywali za słówka, wytarte slogany i opracowane przez piarowców „przekazy dnia”. Służba zdrowia w debacie wyborczej? Po co to komu, przecież kandydaci i ich sztaby nie chodzą do publicznych szpitali, tylko do prywatnych klinik. A poza tym, jak stwierdził politolog Marek Migalski, „wezwania do merytorycznej kampanii są hipokryzją, bo tak naprawdę to wyborcy jej nie chcą”.

Elitarna kasta wie lepiej.

***Nudne, populistyczne kampanie są grzechem, ale jeszcze nie śmiertelnym. Na całym świecie górę bierze tendencja do rezygnacji z konstruktywnej argumentacji na rzecz piaru. Ale w Polsce mamy do tego zjawisko groźniejsze: dziesięcioletnią wojnę domową.Zaczęło się w 2005 roku podziałem Polski na solidarną i liberalną. Dwa lata później mieliśmy plebiscyt o ocenę IV RP. Początkowo była to ciekawa gra polityczna, ale szybko udało się wam – politykom, komentatorom, dziennikarzom – zmienić ją w konflikt plemienny. Normalny spór polityczny przekształciliście w otwartą wojnę propagandową.Po jednej stronie: wszystkie ręce na pokład, trzeba bronić kraju przed Kaczafim, naziolami i katolami. Po drugiej: musimy wyrwać kraj spod niemiecko-rosyjskiego kondominium. To wszystko zaczyna przypominać wojnę propagandową między Ukrainą a Rosją.Ryszard Kapuściński pisał: „Twierdzę, że wojna nie zaczęła się 1 września 1939 r. Wojna w świecie zaczyna się od zmiany języka w propagandzie. Kiedy śledzimy język, widzimy, jak się on zmienia. Raptem, nie wiadomo skąd, pojawiają się takie słowa, jak: wróg, zniszczyć, zabić… A zatem zaczyna się język agresji. Jeszcze nie ma wojny, natomiast zaczyna się zmieniać język komunikacji. Widzimy, że zaczyna się zbliżać zawierucha wojenna”.

Teraz niektórzy politycy proponują odstrzał dziennikarzy odmiennej opcji politycznej. Pewien pisarz wprost pisze o wieszaniu zdrajców. To tylko kontrowersyjna retoryka czy już wypowiedzenie wojny domowej?

Język po ’89 – agresja stała się wartością
Polska polityka obelg, czyli słowa tworzą jakość. Nasza polityka odczuwa deficyt jakości

***

W lasach tysiące młodych ćwiczą posługiwanie się bronią. Kilkanaście organizacji obronnych zrzesza co najmniej 10 tysięcy ludzi. Przygotowują się do ewentualnej obrony kraju. Ale też nawiązują przyjaźnie, rozmawiają o polityce, przyglądają się waszej wojnie domowej. Co zrobią, jeśli – daj Boże – nie będzie żadnej agresji zewnętrznej, natomiast – nie daj Boże – jeszcze bardziej zwiększy się agresja wewnętrzna?

Za Bugiem mamy „zielone ludziki”, separatystów, ochotnicze bataliony. Przypomnieć wam, politykom, historię z tej strony rzeki Bug? Piłsudczycy, którzy obalili demokrację II RP, zanim zostali legionistami, byli cywilnymi zuchami ze Związku Strzeleckiego.

Za chwilę znów będziemy mieć w Polsce przeszkolone grupy paramilitarne. Ci młodzi ludzie są patriotami. Ale sami najlepiej wiecie, jak łatwo można zniekształcić definicję patriotyzmu i rozbudzić dzikie namiętności. Co zrobią, jeśli na brutalną wojnę między PO a PiS „przypadkiem” nałoży się rosyjska prowokacja albo autentyczna akcja nawiedzonych ukraińskich nacjonalistów?

Kto by pięć lat temu pomyślał, że Krym stanie się częścią Rosji, a nowoczesne lotnisko i stadion w Charkowie legną w gruzach w ciężkich walkach? Nie próbujmy się przekonać, co za kolejne pięć lat będzie u nas.

Chyba nikt z nas nie chce, by warszawskie ulice spłynęły krwią jak kiedyś ulice Belfastu, z tą różnicą, że zamiast protestantów i katolików bomby będą podkładać pisowcy i platformersi, „lewacy” i „naziole”.

***

Odlot wyobraźni młodego człowieka? Oby. Ale sytuacja w kraju i za granicą pozwala snuć również takie scenariusze. Ktoś musi je napisać i wszcząć alarm. Obecna elita albo zwyczajnie nie dostrzega zagrożeń, albo zbywa je cynicznym wzruszeniem ramion. Ale znaleźć wyjście z sytuacji bez wyjścia jest całkiem łatwo. Wystarczy wprowadzić do nierozwiązywalnego równania nowy element. Nas. Młodych.

Goethe wołał przed śmiercią: „Więcej światła!”. My możemy je wpuścić, ale ktoś musi nam w tym pomóc.

Niezadowolenie młodych jest jak tykająca bomba. Wy, konstruktywni starsi, pomóżcie nam ją rozbroić. Rozbroić nas samych.

Oczywiście możemy wyrąbać sobie drogę do polityki sami. To pół biedy. Gorzej, jeśli komuś uda się podzielić już podzielonych młodych jeszcze bardziej – a potem wprowadzić ich do polityki na własnych warunkach. Wtedy może nastąpić wybuch.

Lepiej, żebyśmy weszli do niej spokojnie, naturalnie. To odnowi polską demokrację. Nie chodzi tylko o zmianę pokoleniową. Również o cywilizacyjną. Przecież jesteśmy rezerwuarem talentów i XXI-wiecznych punktów widzenia. – Dziś mamy najbardziej konkurencyjne pokolenie w polskiej historii. Najlepiej wyedukowane, najbardziej otwarte na świat, zeuropeizowane, zurbanizowane, technologicznie wyrafinowane i otwarte na nowinki – uważa Marcin Piątkowski, ekspert Banku Światowego.

Młodzi brzydzą się polityką, ale chcą działać [DEBATA GAZETY]

***My, młodzi, też mamy coś do zrobienia. To zrozumiałe, że mierzi nas żenada kampanii wyborczej i plemienne konflikty. Ale nie uciekajmy od polityki tylko dlatego, że ktoś chce nam ją zohydzić. Bo polityka już puka do naszych drzwi. Udajemy, że nie do naszych. Ale za dwa lata zacznie szarpać za klamkę, a za pięć wywali nam drzwi i wedrze się do domu.Jednoczmy się wokół nowej polskiej tożsamości. Nie tej opartej na antykomunizmie czy antyklerykalizmie. Razem budujmy nową, pozytywną. Polish dream. Dookreślmy to marzenie. Kłóćmy się w debatach, co ma oznaczać. Zmieńmy zasady gry. Piszmy każdego dnia nowe, lepsze losy Polski.I razem twórzmy nowy ruch. Na Facebooku, Twitterze, wszystkich portalach umieśćmy hasło: J’accuse! Oskarżam!Głośno oskarżmy polityków – rządzących i opozycję – o prowadzenie Polski w złym kierunku. O kierowanie nas w mgłę upiornej historii. Młodzi ante portas!

Głos młody młodość ubezpieczający

Łatwo zbyć ten manifest wzruszeniem ramion. Eee, naiwny młodzieńczy idealizm. Młodzi zawsze byli i będą zdegustowani polityką. A przed każdymi wyborami czyta się i słyszy – kiedyś w studenckich gazetkach, dziś w internecie – gniewne wołania, że starzy toczą jałowe spory, młodych zaś do współdecydowania o Polsce dopuścić nie zamierzają.

Łatwo też zarzucać, że szczytne, ogólnikowe hasła dobrze znamy, głoszą je tęższe i bardziej zasłużone głowy… Prosimy o konkretne recepty.

Ale co poradzić na to, że młodzi naprawdę tak widzą świat? Że rzeczywiście czują się pozbawieni głosu? Co z tego, że diagnozy Dawida Włodkowskiego, wyborców Kukiza, Korwin-Mikkego albo ukrytych pod czarnymi kapturami anarchistów są tyleż oczywiste, co skrajnie uproszczone, a postulaty równie słuszne, co utopijne?

Możemy bagatelizować młodzieńczy gniew i idealizm albo twierdzić, że to tani lans. Ale milionowa rzesza ludzi myślących podobnie jak Włodkowski może w najbliższą niedzielę wybierać prezydenta RP. A już za kilka miesięcy decydować o tym, kto wprowadzi się na Wiejską oraz do rządowych gabinetów w Alejach Ujazdowskich. I wszyscy będziemy żyć w Polsce, którą również oni urządzą. Jeśli zaś wybory zbojkotują, będziemy żyć w Polsce, w której nie mają oni żadnej demokratycznej reprezentacji.

Publikując ten głos, chcemy pokazać, co czują i jak myślą ludzie młodzi – zwłaszcza tacy, którym zależy na naszej demokracji, na jakości życia publicznego w Polsce; tacy, dla których polityka nie jest po prostu odrażająca, wroga czy w najlepszym razie obojętna. Bo to łatwizna.

Manifest Dawida Włodkowskiego uświadamia, że ci młodzi chcą być rzeczywiście obywatelami, i że oprócz iPhone’ów, selfies z Open’era czy „beki” ze wszystkiego na YouTubie interesuje ich coś więcej; że przyglądają się światu, chcą go rozumieć i nań wpływać.

Zależy nam na dyskusji z takimi młodymi ludźmi. Chcemy słuchać, odpowiadać, przekonywać, spierać się.

Redakcja „Magazynu Świątecznego”

 

 

 

 

A poza tym w Magazynie Świątecznym:

Obywatel Kaliban się nudzi
Filozofii zwyczajnie nie rozumie. Jeśli sztuka, to tylko ta, którą lubi. Nauka to dlań pusta zabawa. Chyba że daje szybki efekt, najlepiej produkt. Barbara Skarga o człowieku epoki bezwstydu

Ruskie, rusoczki kochane
Krążył dowcip: „Dzisiaj kluski, jutro kluski, Polska nasza, a rząd ruski”, ale było oczywiste, że żyjemy nie pod nową okupacją, lecz w Polsce. Waldemar Kuczyński wspomina swoje wyzwolenie w 1945 r.

Andrzej Stasiuk: iPhone’em świata nie zbawisz
Jaka demokracja?! Tu o najzwyklejszy egoizm idzie. O święty spokój, a nie o demokrację. O „daj mi zarabiać i kupować i odpierdol się ode mnie”. Z Andrzejem Stasiukiem rozmawia Dorota Wodecka

Niezastąpiona panna U.
Podróże bez wizy? Zapomnij. Studia za granicą? Nie dla ciebie. Rosną ceny, Pendolino nie przyspieszy. Niemożliwe? Możliwe. Wystarczy, że zabraknie Unii Europejskiej – pisze Róża Thun

Avengers. Superbohaterowie jak bogowie
„Avengers: Czas Ultrona” już w kinach. W pierwszy weekend wyświetlania w Ameryce zarobiło 187,7 miliona dolarów. Lepsza była tylko pierwsza część. Skąd ten sukces?

Wino, głodówka i seks. Rozmowa z Jerzym Vetulanim
Starzejesz się tak, jak żyjesz – mówi słynny neurobiolog i jeden z założycieli Piwnicy pod Baranami Jerzy Vetulani. Rozmowa Martyny Harland

Siemianówka pod Słowiańskiem wstaje z ruin
Człowiek idzie przez Siemianówkę, patrzy na ściany jak rzeszoto, na drogę, z której sterczą jak muchomory niewybuchy moździerzy, i myśli: „Jak ja to, k…, przeżyłem?”. Reportaż Igora T. Miecika

Artyści i mordercy [UGREŠIĆ]
Po co pisarze i malarze, skoro szumowiny odkryły artystów w samych sobie?

Hipokrates zagląda do Excela
Żeby ocalić 500 mln ludzi, wystarczą proste antybiotyki i szczepionki. Cztery leki, których roczny koszt na osobę wynosi 0,4 dolara

 

Wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s