10.05.2015

 

Wyjechać do hotelu „nie byle jakiego” [Subiektywny przewodnik]

10.05.2015
Zaplanujcie z nami wypad: do spa, na luksusowy camping lub do szkoły, która stała się pensjonatem
Maja Święcicka

Na weekend warto wybrać się do hotelu „niebylejakiego” – np. ukrytego w lesie, w starej fabryce lub na zamku (fot. materiały promocyjne / hotelkrasicki.pl / glendoria.pl / wdrzewach.pl / hotelgalery69.pl)

Pierwsze ciepłe weekendy przyjemnie jest celebrować. W mieście świetnie nadają się do tego kawiarniane ogródki i zazielenione parki. W wolne dni najlepiej jednak dotlenić się powietrzem nieco lepszej jakości. Wyjechać za miasto – nad jezioro, w góry albo zaszyć się gdzieś w lesie. Można spędzić noc w prawdziwym zamku, schować się rodzinnie w domku na drzewie albo odetchnąć we wnętrzu stylowego hotelu. Przedstawiamy nasze typy i kilka wskazówek, dzięki którym bezpiecznie dojedziecie na miejsce.

Bezstresowy wyjazd na weekend to nie lada sztuka, warto więc zawczasu zminimalizować wszystkie łatwe do przewidzenia czynniki, które mogą nam podnieść ciśnienie. W wyborze najlepszego i sprawdzonego miejsca na relaks pomogą zestawienia co ciekawszych hoteli, jak to, które dla Was przygotowaliśmy. Zaplanowanie najszybszej i najbezpieczniejszej trasy zapewni technologia – wystarczy zabrać ze sobą nawigację lub smartphone’a z dostępem do internetu i ładowarkę. Znając zmienną pogodę w Polsce, trudno przygotować się na wszelkie warianty, więc pakowanie bagaży może być nieco większym wyzwaniem. Jeśli jednak czegoś zapomnimy, zawsze możemy zrobić szybkie zakupy w sklepach czy na stacji benzynowej w trasie.

Jedną z najważniejszych, a często bagatelizowaną w ferworze przygotowań do wyjazdu, spraw jest sprawdzenie pojazdu, którym wybieramy się na wycieczkę. Jeżeli auto jest w dobrym stanie technicznym, nic nie stuka ani nie szwankuje, to teoretycznie nie ma się czym przejmować,  wystarczy zalać bak i jechać – myślimy zazwyczaj. Przed dalszą podróżą rozsądnie i odpowiedzialnie jest jednak zawsze sprawdzić ciśnienie w oponach, bo większość ich uszkodzeń spowodowana jest właśnie przez niewłaściwe ciśnienie. – Jazda po bezdrożach i wszelkich nierównych nawierzchniach może wystawić opony na próbę, dlatego ważne jest, żeby były w dobrym stanie. O ich uszkodzeniu mogą świadczyć nie tylko widoczne pęknięcia, ale także na przykład nagłe wibracje odczuwane na kierownicy – przestrzegają specjaliści z Continental. Przez takie zaniedbanie, a w efekcie zupełnie niepotrzebne usterki, nie tylko tracimy czas w podróży na naprawę, ale narażamy też bezpieczeństwo swoje i innych pasażerów. Warto więc o to zadbać, zanim wybierzecie się w podróż. I to niekoniecznie na drugi koniec Polski.

 

Glamping, czyli camping na bogato

Camping z karimatami, kuchenką polową i śpiworami ma swój urok, szczególnie kiedy ma się szesnaście lat. Spacery boso, zapach porannej rosy i świeże powietrze to kombinacja fantastycznie terapeutyczna. Gdyby dało się do tego jeszcze dorzucić dostęp do bieżącej wody i wygodne łóżko, byłoby idealnie, szczególnie dla tych, którzy już czują się zbyt dojrzali na śpiwory i karimaty. Na to wpadli twórcy koncepcji glampingu, tworząc pięknie udekorowane i umeblowane przestronne namioty.

To w Polsce koncepcja jeszcze stosunkowo nowa i zdaje się, że od kilku lat monopol na ten rodzaj wypoczynku ma Glendoria, położona na Mazurach, w miejscowości Ględy. Ośrodek został założony przez parę warszawiaków, którzy po latach zdecydowali się porzucić prace w korporacjach i zamieszkać na wsi. Ich 40-hektarowa działka miała początkowo być przeznaczona na różne uprawy, jednak okazało się, że byłym reklamiarzom lepiej wychodzi hotelarstwo niż rolnictwo. Oprócz eleganckich namiotów dla gości jest dostępne półpolowe spa, odkryty basen, sauna, drewniane banie pomiędzy drzewami, niezliczone hamaki, ławeczki i kompletny spokój. Z jednej strony las, z drugiej małe jeziorko – idealne na relaks na łódce albo kajakach.

Glendoria, Ględy 45, 14-105 Łukta, (najbliższe duże miasto – Olsztyn)

Glamping (fot. materiały promocyjne / glendoria.pl)Glamping (fot. materiały promocyjne / glendoria.pl)

Domki na drzewie

Nałęczowski hotel W Drzewach, mimo że powstał tylko kilka lat temu (i ciągle się rozwija), to już jest swego rodzaju klasykiem. Pisali o nim wszyscy i wszędzie. Bo w końcu kto nie marzył kiedyś o tym, żeby taki domek na drzewie (lub dokładniej w drzewach) mieć na własność, jako kryjówkę przed rzeczywistością (lub dokładniej rodzicami i pracą domową)?

Te dziecięce marzenia postanowili zrealizować założyciele hotelu i chociaż budowanie w lesie do łatwych nie należy, zarówno od strony prawnej, jak i technologicznej, udało się. Rezerwacje trzeba robić na kilka tygodni do przodu, bo hotel cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Okolice idealne na długie spacery i rowerowe wycieczki.

W Drzewach, Klonowa 2, Nałęczów, (najbliższe duże miasto: Lublin)

Hotel w Drzewach (fot. Piotr Tuora / Małgorzata Fraszka / w Drzewch)Hotel w Drzewach (fot. Piotr Tuora / Małgorzata Fraszka / w Drzewach)

Wegeagroturystyka

Pokrzywnik 11 znajduje się pod Jelenią Górą i zasłynął niedawno jako miejsce ze świetną wegańską i wegetariańską kuchnią, w którym można odciąć się od rzeczywistości. Piękne krajobrazy, nieco łagodniejszy niż na Mazurach klimat, przystępne ceny i gościnni właściciele sprawiają, że do tego uroczego miejsca ciągną ludzie z całej Polski.

Twórczyni słynnego bloga Jadłonomia i autorka pierwszej polskiej wegańskiej książki kucharskiej Marta Dymek poleciła nam to miejsce. – Wracam tutaj przede wszystkim z powodu kuchni Anety, czyli gospodyni tego miejsca. Gołąbki w modrej kapuście, kremowe warzywne pasztety oraz najlepsza na świecie zupa soczewicowa to powody, dla których warto jechać do niej z drugiego końca Polski! – rekomenduje.

Dom Gościnny Pokrzywnik 11, Pokrzywnik 11, Pokrzywnik, (najbliższe duże miasta: Jelenia Góra, Legnica, Wałbrzych, Wrocław)

Dom Gościnny Pokrzywnik 11 (fot. materiały promocyjne / pokrzywnik.pl)Dom Gościnny Pokrzywnik 11 (fot. materiały promocyjne / pokrzywnik.pl)

Podmiejska stodoła dla zmęczonych zgiełkiem

Niecałe 40 km od Warszawy znajduje się mazurska stodoła. Przetransportowana do posiadłości na Mazowszu i zmodernizowana, służy teraz za hotel, salę weselną, przestrzeń warsztatów i szkoleń.

Stodoła jest cała wypełniona światłem i otoczona hektarami łąk i szumiących brzóz. Wnętrza są urządzone dość skromnie, ale właśnie o to chodzi. Stodoła Wszystkich Świętych powinna być trochę ascetyczna, żeby móc w niej oczyścić sobie przebodźcowaną miejskim zgiełkiem głowę i nasycić ducha. W ofercie świeże powietrze w nielimitowanych ilościach, bezkres prywatnej przestrzeni na spacery i kuchnia dopasowana do diet, potrzeb i preferencji.

Stodoła Wszystkich Świętych Zwana Oczyszczalnią, Regów 73, gmina Baranów, (najbliższe duże miasto – Warszawa)

Stodoła Wszystkich Świętych Zwana Oczyszczalnią (fot. materiały promocyjne / oczyszczalniamiejsce.pl)Stodoła Wszystkich Świętych Zwana Oczyszczalnią (fot. materiały promocyjne / oczyszczalniamiejsce.pl)

Przytulny pensjonat

W budynku zajmowanym niegdyś przez szkołę powstał oryginalny pensjonat. Niewielki budynek został nadszarpnięty przez czas i zaniedbanie, ale obecni właściciele – dostrzegając w nim potencjał – zdecydowali się zainwestować w remont i przywrócić temu miejscu blask. Malownicze Wzgórza Dylewskie to dobre miejsce na relaks i długie spacery, po których można zasiąść na jednym z leżaków lub przed ogniskiem. Właściciele proponują kuchnię inspirowaną szkołą francuską, a więc bez przaśnej kiełbasy i golonki z piwem. W razie potrzeb wyczarują lekkie dania i dopasują się do diety gości.

Ci mogą zdecydować się skorzystać z oferty pobliskiego (500 m) SPA należącego do Hotelu Dr Ireny Eris. Oferują tam profesjonalne zabiegi kosmetyczne, dzięki którym z urlopu możemy wrócić nie tylko dotlenieni, ale też i upiększeni. Nocleg w Starej Szkole będzie bardziej kameralny i przystępny cenowo niż w dużym, luksusowym hotelu Eris. Najbliższe jezioro znajduje się 11 km od Starej Szkoły. Dobry dystans na relaksującą przejażdżkę rowerową.

Stara Szkoła, Wysoka Wieś 27, Ostróda, (najbliższe duże miasto Olsztyn)

Stara Szkoła (fot. materiały promocyjne / dylewskie.pl)Stara Szkoła (fot. materiały promocyjne / dylewskie.pl)

LaLaLa ArtHotel, czyli nocleg w instalacji artystycznej

To jeden z najbardziej intrygujących hoteli w Polsce. Ma tylko siedem pokoi, z których każdy został urządzony przez innego artystę. Niektóre są magiczne, cukierkowo słodkie, inne surrealistyczne, może nawet niepokojące? Kogo kręcą arabeski, baletnice i wieloryby w Sopocie – niech rezerwuje jeden z pokoi. LaLaLa nie znajduje się przy morzu, jest jednak bardzo blisko natury i kultury – hotel często gości muzyków, organizuje koncerty i wystawy artystów.

Właściciele dbają, żeby nigdy nie było nudno, i zapraszają także smakoszy. W najbliższym czasie będzie można spróbować na przykład selekcji pitnych miodów polskich i posłuchać trochę o historii tego trunku.

Lalala ArtHotel, ul. Rzemieślnicza 42, Sopot

Lalala ArtHotel (fot. materiały promocyjne / www.lalala.lu)Lalala ArtHotel (fot. materiały promocyjne / http://www.lalala.lu)

Hotel Gallery 69 – butikowy nad jeziorem

Faworyt autorki. Jeden z najpiękniej zaprojektowanych i najbardziej dopieszczonych butikowych hoteli w Polsce. Zrealizowane marzenie Małgosi i Wojtka Żółtowskich, połączenie hotelu i galerii sztuki nad brzegiem jeziora Wulpińskiego. Zlokalizowany niedaleko Olsztyna, skąd pochodzą właściciele, urządzony elegancko i gościnnie. Wnętrza są utrzymane w neutralnej kolorystyce, którą dodatkowo ociepla naturalne drewno. Jest to jeden z dwóch polskich hoteli na prestiżowej stronie Design Hotels.

W okolicy dostępne są typowe mazurskie przyjemności, a więc przede wszystkim sporty wodne, ale także jazda konna, sam hotel oferuje pakiety SPA, basen i wszystko to, czego można by od takiego miejsca wymagać. Z daleka od zgiełku, zadęcia. Idealne miejsce dla przyzwyczajonych do wygód estetów.

Hotel Galery69, Dorotowo 38, Stawiguda, (najbliższe duże miasto – Olsztyn)

Hotel Galery69 (fot. materiały promocyjne / hotelgalery69.pl)Hotel Galery69 (fot. materiały promocyjne / hotelgalery69.pl)

Poziom 511 – świetny design w skałkach

Jeden z najbardziej znanych, ze względu właśnie na design, hoteli w Polsce. Luksusowy i na najwyższym poziomie, ale przy tym bezpretensjonalny. To połączenie raczej unikalne. Poziom 511 znajduje się w Ogrodzieńcu, na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Kamienne ostańce zostały wykorzystane przez architektów, którzy otworzyli na nie hotel. Dzięki dużym oknom i przeszkleniom zaglądają do pokojów.

Czasem nowoczesnym hotelom brakuje trochę charakteru i zdaje się, że mogłyby stanąć w dowolnym mieście. W tym przypadku otoczenie hotelu i jego wnętrze dopełniają się znakomicie. W ofercie oczywiście przeróżne zabiegi SPA, łaźnia parowa i basen. Poziom 511 jest też znany ze swojej wyrafinowanej kuchni, której warto spróbować, nawet jeżeli nie zdecydujemy się zostać na noc.

Poziom 511 Design Hotel & Spa, Bonerów 33, Podzamcze, (najbliższe duże miasta – Katowice, Częstochowa)

Poziom 511 Design Hotel & Spa (fot. materiały promocyjne / poziom511.com)Poziom 511 Design Hotel & Spa (fot. materiały promocyjne / poziom511.com)

Nocleg w odrestaurowanej fabryce

Warto wspierać miejsca, które powstają tam, gdzie wcześniej była ruina. Hotel Fabryka Wełny znajduje się pod Łodzią i w pełni wykorzystuje możliwości, jakie daje umiejscowienie w starej fabryce rodziny Baruchów. Panuje tutaj fantastyczny, industrialny klimat jak z nowojorskich sesji zdjęciowych, nieco tylko wygładzony przeszkleniami i eleganckim wykończeniem.

Pabianice to niewielka miejscowość, której głównym atutem jest spokojny klimat i niewielka odległość od Łodzi. Jeżeli więc chcecie sobie dogodzić, a nie macie czasu na długi wyjazd – kilka relaksujących nocy w fabryce może być dobrym rozwiązaniem. Basen, klub fitness, korty do squasha oraz 10 gabinetów SPA na wyciągnięcie ręki.

Fabryka Wełny Hotel & Spa, ul. Zamkowa 2, 95-200 Pabianice, (najbliższe duże miasto – Łódź)

Fabryka Wełny Hotel & Spa (fot. materiały promocyjne / fabrykawelny.pl)Fabryka Wełny Hotel & Spa (fot. materiały promocyjne / fabrykawelny.pl)

Zabytkowy dworzec kolejowy

Podróż w czasie? Wystarczy wybrać się do Białowieży. Mieści się tam znana restauracja Carska, oferująca tradycyjne dania szlachetnej kuchni polskiej i rosyjskiej. To niezwykłe miejsce zostało urządzone w odrestaurowanym budynku dworca kolejowego „Białowieża Towarowa”, zbudowanego w 1903 roku dla cara Mikołaja II.

Wystrój nawiązuje oczywiście do czasów carskich, a więc jest na bogato. Wszystkie meble to odrestaurowane antyki, którym przywrócono dawny blask. Obok restauracji znajduje się kilka pokojów w tym samym stylu. Jeżeli więc chcecie zaszyć się na kilka dni w tamtych czasach, warto poprosić o rezerwacje. Do wyboru apartamenty w odrestaurowanej wieży ciśnień oraz luksusowe wagony stylizowane na carskie salonki – każdy z nich to dwuosobowy apartament. Ostatnio odnowiono tam także Domek Dróżnika, a więc będzie w czym wybierać. Dobry finisz po romantycznym spacerze w Puszczy Białowieskiej?

Carska, ul. Stacja Towarowa 4, Białowieża

Carska (fot. carska.pl)Carska (fot. carska.pl)

Z księżniczką do zamku

Jeżeli w dzieciństwie zamiast marzyć o domku na drzewie wzdychaliście do królewskich luksusów – bardzo dobrze się składa. W Polsce mamy kilka naprawdę dobrze zachowanych zamków, w których można zrealizować te fantazje. Jeżeli więc chcecie zrobić sobie królewski wyjazd, to hotel Krasicki w Lidzbarku Warmińskim będzie idealnym miejscem.

Jego pokoje urządzone są w nowoczesnym stylu, który nawiązuje jednak do klasycznego i barokowego. To połączenie w XIV-wiecznych murach sprawdza się zaskakująco dobrze. Jakość usług i obsługa hotelu zapracowały na bardzo dobre opinie w międzynarodowych rankingach, a wystrój i klimat sprawiły, że hotel Krasicki został uznany za najlepszy hotel w międzynarodowym konkursie International Hotel Awards – zdobył pierwsze miejsce w kategorii ogólnej oraz dwie nagrody w kategorii „Best New Hotel Construction and Design” w Europie i na świecie.

Hotel Krasicki, plac Zamkowy 1, Lidzbark Warmiński, (najbliższe duże miasto – Olsztyn)

Hotel Krasicki (fot. dzusgkarchitekci.pl / hotelkrasicki.pl)Hotel Krasicki (fot. dzusgkarchitekci.pl / hotelkrasicki.pl)

Maja Święcicka. Zaczęła pisać zaraz po maturze i z rozpędu została dziennikarką. W swojej pracy stara się przede wszystkim inspirować. Specjalizuje się w sztuce, designie i architekturze, ale lubi pisać o środowisku, współczesnych zjawiskach socjologicznych, duchowości, jedzeniu, seksie i interesujących ludziach. W wolnym czasie przerabia pekińską na kimchi, medytuje i włazi na ścianki wspinaczkowe. Regularnie publikuje w „Monitor Magazine” oraz w miesięczniku „Dom & Wnętrze”.

 

weekend.gazeta.pl

Dwie polskie sławy i książka. Kto i dlaczego ukrył się pod pseudonimem Vera Falski?

Vera Falski to pseudonim dwóch pisarek. Ich debiutancka powieść "Za żadne skarby" ukazała się 6 maja.
Vera Falski to pseudonim dwóch pisarek. Ich debiutancka powieść „Za żadne skarby” ukazała się 6 maja. Fot. materiały prasowe

Krytycy na razie się o niej nie wypowiadają. Premiera debiutanckiej powieści odbyła się zaledwie kilka dni temu, choć wybrańcom udało się do niej dotrzeć już wcześniej. Czytali i recenzowali ją także popularni polscy blogerzy. I – niestety dla środowiska, które (co wiem nieoficjalnie) ochoczo przypięło wydawnictwu łatkę kolejnej babskiej historyjki – internauci są nią zachwyceni. Nią albo raczej nimi – książką i autorką, Verą Falski.

Kiedy proponowano mi z tobą wywiad, w tytule maila wpisano „Kim jest Vera Falski?”. Gdyby Tobie zadano to pytanie jak brzmiałaby odpowiedź?

Jest pseudonimem dwóch zaprzyjaźnionych autorek, które wpadły na pomysł napisania wspólnie książki dla kobiet. Jest więc dwoma osobami jednocześnie – ma dwa życiorysy, dwie wrażliwości, podwójne doświadczenie.

„Vera” znaczy w języku islandzkim rzeczywistość. „Falska” to po szwedzku fałszywy. To odpowiednia interpretacja twojego pseudonimu?

Początkowo to był żart, podobnie zresztą jak cały plan napisania pierwszej powieści Very. Ale tak się z tym pseudonimem wszyscy – od autorek po wydawcę – zżyli, że ciężko było wymyślić coś innego. I tak zostałyśmy Verą. W gruncie rzeczy to i imię i nazwisko całkiem dobrze określa naszą tożsamość – Vera – bo jednak jesteśmy prawdziwymi osobami z krwi i kości, Falski – bo to jednak trochę zmyślona osoba.

A zmyślona została, bo…?

Na co dzień zajmujemy się pisaniem zupełnie innych gatunków. Tymczasem w Polsce wszyscy chcą bardzo szybko szufladkować – autor istnieje zazwyczaj poprzez analogię z innymi. Pisze się „ Nowa Grochola”, „Polska odpowiedź na Dana Browna” etc. My zaś chciałyśmy stworzyć kogoś zupełnie innego.

Poza tym zależało nam na wyraźnym odcięciu naszych zawodowych ścieżek od tego, co robi Vera – bez ukrycia się pod pseudonimem, to byłoby pewnie niemożliwe. Nie wstydzimy się swojej książki – wręcz przeciwnie, jesteśmy bardzo dumne z tego, że ma taki dobry odbiór. Pisałyśmy ją dla takich właśnie czytelników, którzy teraz mówią: „to jest fajna książka”. Cieszy nas to, że udało się nam stworzyć powieść gatunkową, literaturę środka, która się broni. Bo wbrew pozorom to bardzo trudne zadanie.

Dlaczego?

Stworzenie inteligentnej rozrywkowej fabuły to wielka sztuka – z jednej strony jest się ograniczonym konwencją, w ramach której się tworzy – kryminału, romansu czy powieści sensacyjnej, z drugiej zaś– trzeba być w tym wszystkim oryginalnym i zaproponować coś, co dla czytelnika będzie na tyle pasjonujące, że zechce czytać dalej. Wielu autorów podejmuje tę próbę, niewielu jednak wychodzi z niej obronną ręką. Tym bardziej cieszymy się, że „Za żadne skarby” zbiera przychylne oceny czytelników.

Nie boisz się tego, że anonimowość zaszkodzi twojej karierze?

Kiedyś być może Vera pokaże swoją twarz. Na razie jednak nie myślimy o tym. Rynek książki jest przyzwyczajony do tego, by promować książkę za pomocą autora – zdajemy sobie sprawę z tego, że „projekt Vera” to spory eksperyment. Ale może paradoksalnie autorka pozostająca w ukryciu zadziała jak magnes?

Piszemy od dawna, mamy w tym doświadczenie, ale jako Vera tworzymy we dwie – a to zupełnie inny rodzaj pracy. I bardzo ciekawe doświadczenie dla nas samych – warsztatowe i przyjacielskie. Przy okazji świetna zabawa. Historia narodzin Very sięga pewnego wieczora ze sporą ilością wina. Postanowiłyśmy pokusić się o eksperyment – chciałyśmy sprawdzić, czy uda nam się napisać coś popularnego, a jednocześnie na porządnym poziomie. Po napisaniu pierwszych pięciu rozdziałów w ekspresowym tempie znalazłyśmy wydawcę. A dziś z dumą trzymamy nasze pierwsze wspólne „dziecko” w ręku. To też niesamowita historia!

Wracając do pytania, czy anonimowość nie działa na naszą niekorzyść – wierzymy że „Za żadne skarby” to książka na tyle ciekawa, że obroni się sama.

W informacji prasowej napisano, że ta książka to „odczarowanie mitu rycerza na białym koniu i kryminalny wątek, społeczne problemy i motyw powrotu w rodzinne strony okraszony odrobiną erotyki” w jednym. Sama też tak byś ją opisała?

Stara prawda z filmu „Rejs” głosi, że nie da się być jednocześnie twórca i tworzywem. Kiedy książka wędruje do rąk czytelnika – przestaje być naszą własnością. I pewnie dla jednych „Za żadne skarby” będzie bardziej romansem, dla innych powieścią obyczajową, a jeszcze inni zobaczą w niej przede wszystkim wątek sensacyjny. I wszyscy oni będą mieli rację.

Zdarza Ci się czerpać inspirację z bajek? Pytam, bo ponoć jednym z Twoich ulubionych bohaterów literackich jest Mama Muminka. Dość oryginalnie jak na autorkę powieści klasyfikowanej jako „literatura kobieca”. 

Dlaczego autorka powieści kobiecej nie ma sięgać po gatunki z najróżniejszych półek? Aby dobrze pisać – także książki z gatunku pop – trzeba dużo czytać. Muminki zaś to znakomite dzieło literatury dziecięcej – warto sięgać po to co najlepsze. Poza tym lubimy też markizę de Merteuil z „Niebezpiecznych związków” i sporo innych pań. W powieści „Za żadne skarby” znajdziemy na pewno ważny wątek baśniowy – czyli odwieczną walkę dobra za złem.

Ty sama nie boisz się właśnie klasyfikacji?

Krytycy i recenzenci nie potrafią się obejść bez klasyfikacji – trzeba się z tym liczyć, że otrzyma się stosowną etykietkę. Na szczęście – i właśnie to podkreślają czytelnicy – w naszej książce gramy schematami dość przewrotnie – i to jest jej wielka siła.

Apropos schematów… Czytałam kilka recenzji „Za żadne skarby” pisanych przez blogerów. Wielu z nich chwali plastyczny język twojej książki, ale jednocześnie zauważa w konstrukcji fabuły właśnie te utarte schematy…

Literatura czy kino gatunkowe opierają się swego rodzaju schematach, ich konstrukcja rządzi się precyzyjnymi zasadami. Ważne, by używać ich w taki sposób, aby te schematy przełamywać i zaskoczyć odbiorcę. A więc – tak jak już mówiłyśmy – gramy schematami typowymi dla kilku gatunków, ale jednocześnie unikamy łatwych rozwiązań.

Fabuła naszej książki ma zaskakiwać czytelnika – i widzimy czytając recenzje, że nam się to udaje. Chyba udało nam się stworzyć dość nietypowy miks – niby romans, ale też powieść obyczajowa, która w pewnym momencie skręca wręcz w stronę thrillera. Warto czasem wyjść poza bezpieczne ścieżki i zaryzykować pisząc. Nawet w tzw. literaturze środka.

Ponoć pracujesz już nad drugą książką. Będzie tak samo „życiowa” jak „Za żadne skarby”?

Zgadza się. Mamy też pomysł na trzecią. Nie chcemy jednak za dużo zdradzać. Może tyle, że druga powieść będzie zupełnie inną historią, z nową bohaterką i środowiskiem. Przenosimy się w niej z Mazur nad morze. Mamy też wymyśloną kontynuację losów Ewy z „Za żadne skarby”.

Jedno jest pewne, choć brzmi banalnie – tak, pisząc czerpiemy z życia, które naprawdę pisze scenariusze ciekawsze niż Hollywood. Wystarczy być dobrym obserwatorem. Wielką inspiracją przy pisaniu pierwszej powieści były nasze częste pobyty na Mazurach, ale także lektury, prasa codzienna, historie znajomych. Dobre opowieści są wszędzie, trzeba tylko uważnie patrzeć i słuchać. I oczywiście, umieć je jeszcze przełożyć na literaturę.

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: