11.05.2015 (2)

 

Kukiz? Będą następne niespodzianki. Bo nic tak nie spłyca wszystkiego jak niedostatek i strach

Tomasz Piątek, 11.05.2015
Andrzej Duda, Paweł Kukiz

Andrzej Duda, Paweł Kukiz (fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI, KORNELIA GŁOWACKA-WOLF)

Komentatorzy są zaskoczeni sukcesem Dudy i Kukiza w pierwszej turze wyborów. Ja nie. Parę lat temu razem z moimi łódzkimi sąsiadami oglądałem rozmowę Kukiza z ówczesnym premierem Tuskiem w TVN. Kukiz, wtedy jeszcze bardzo grzeczny, zabiegał o ulgi dla swojej branży (winnice). „O czym ty pieprzysz!” – krzyczeli sąsiedzi – „Tu ludzie robią za 900 złotych!”
Być może ci sami sąsiedzi teraz na niego zagłosowali. W czasach elektronicznej gonitwy newsów wyborca ma krótką pamięć. I nie zawsze rozumuje. Nic dziwnego: gdy zamiast obywatela jest podatnik, a wolny rynek zawsze ma rację, wtedy publiczna edukacja upada (bo tanie państwo, konieczne reformy, niezbędne cięcia, klasy wieloosobowe i zaganiani, źle opłacani nauczyciele). Komercjalizują się też media, również te publiczne: sprzedają łatwe głupstwa zamiast wyjaśniać trudne sprawy. Zwycięża prosta wyrazistość bez pokrycia.

I tym razem zwyciężyła wyrazistość. Zwyciężył uśmiech Andrzeja Dudy, który obiecuje, że będzie lepiej, sprawiedliwiej i uczciwiej, bo patriotyczniej. Uśmiechnięty kandydat-android ma znak fabryczny PiS: wyszedł z fabryki prawdy, sprawiedliwości i polskości, więc ludziska mu wierzą.

Kukiz z kolei wygląda jak sąsiad z bloku. Rozchełstany, zagoniony, z lekkim obłędem w oczach. Ale wszyscy mamy ten obłęd w oczach, bo wszyscy jesteśmy zagonieni. W pogoni za dodatkowym groszem, fuchą, drugą pensją. Albo w obronie tej pierwszej. W pracy trzeba się sprężać, bo szef wyrzuci. Zawsze znajdzie kogoś, kto będzie zapieprzał za jeszcze mniej. Lub mówi, że znajdzie, ale lepiej nie sprawdzać, czy kłamie. Szczególnie, gdy mamy kredyt mieszkaniowy na głowie, i jeszcze we frankach. Trzeba spłacać, choć może nigdy nie się spłaci. A spłacane przez nas mieszkanie jest w budynku, który zaczyna się rozpadać. Ten sąsiad podobny do Kukiza mówi, że deweloper spieprzył za granicę. Albo jest nie do ruszenia, bo ma kumpli polityków.

Być może Kukiz usłyszał ten łódzki krzyk sprzed paru lat. I zaczął sam krzyczeć podobnie. Politycy! Wasze napieprzanie się między PiS-em a PO jest dla ludzi tak obojętne jak moje winnice!

Kukiz i Duda, bo bida

Wyrafinowani komentatorzy okazują niesmak, gdy mówi im się, że w polityce demokratycznej chodzi głównie o to, ile zarabiają ludzie. I gdy dodaje się, że wojny kulturowe są efektem kiepskich zarobków i braku bezpieczeństwa socjalnego. To takie spłycanie sprawy…

Ale nic tak nie spłyca wszystkiego, jak niedostatek i strach. Gdy trzeba przeżyć za 40 złotych dziennie, wliczając w to koszty mieszkania, ubrania, jedzenia, a może jeszcze i osoby na utrzymaniu. Bogactwo doznań redukuje się do strachu i wściekłości. Inny człowiek jest potencjalnym zagrożeniem, obciążeniem, zawadą. Obcość wścieka podwójnie. Nie dość, że muszę walczyć o bochenek chleba z milionami rodaków, to jeszcze cudzoziemcy się zwalają. Obcy jeszcze tańsi niż ja: przez nich będę musiał żyć za mniej niż 40 zł. Czy jest ktoś słabszy, na kim mógłbym się wyżyć? Tak: imigrant właśnie. Albo gej, kobieta, innowierca, transseksualista. Policja takich nie broni lub słabo broni. Tak samo społeczeństwo, opinia publiczna, ludzie.

Sprawa jest bardzo prosta: Polak jak głodny i przestraszony, to zły. I nie tylko Polak. Nie jest przypadkiem, że akceptacja praw kobiet i mniejszości seksualnych w krajach zachodnich wzrosła w społeczeństwie dobrobytu. I nie jest przypadkiem, że w Polsce wygrywa katolicki fundamentalista Duda, który chce wsadzać do więzienia za in vitro. A sukcesy odnosi Kukiz, który też deklaruje swój fundamentalizm, a zgwałconym kobietom radzi rodzić i kochać.

Ale zaraz, kto tu żyje za 40 złotych dziennie?

Według danych GUS – 10 procent Polaków. 10 procent z nas zarabia płacę minimalną (albo i mniej…). Płaca minimalna to 1286 złotych netto, co po podziale na 30 dni daje 42 zł dziennie. Większość Polaków żyje za niewiele więcej. Najczęściej wypłacane wynagrodzenie wynosi niecałe 1600 złotych na rękę.

Podkreślam: NAJCZĘŚCIEJ WYPŁACANE WYNAGRODZENIE!

Te rozpaczliwie zarobki są nieproporcjonalne do naszego średniego tygodniowego czasu pracy – pod tym względem jesteśmy drudzy w UE – i jej wydajności. Według danych Eurostatu, nasza wydajność pracy jest o mniej niż jedną piątą niższa niż czeska. Ale średnio zarabiamy o niemal jedną trzecią mniej niż Czesi. Nasza wydajność pracy jest o ok. jedną czternastą niższa niż estońska. Ale zarabiamy o ponad jedną piątą mniej niż Estończycy.

Nic dziwnego, że ludzie czują się oszukiwani przez (dobrze zarabiających) polityków.

I nic dziwnego, że czują się bezsilni, skoro boją się walczyć o swoje zarobki w swoim miejscu pracy.

Liberalni komentatorzy odpowiadają na to (jeśli w ogóle odpowiadają), że za komuny, mimo całego jej socjalu, bywało biedniej. Na mieszkanie czekało się 30 lat, a wiele dóbr było bardzo drogich (bo można je było kupić tylko za kosmicznie drogie dolary). Może. Ale nic tak nie wścieka, jak ciotka, która mówi, że za jej czasów było ciężej, a ona nie płakała (a płakała, płakała, dlatego właśnie komunę obaliła). Szczególnie, gdy ciotce dobrze się teraz wiedzie i patrzy na ubogich krewnych z góry.

Kukiski i dudzki, języki zastępcze

Ale zaraz, powiedzą znowu Państwo, przecież Duda mówi o Polsce i uczciwości, a Kukiz o JOW-ach i referendach. Jak się to ma do niskich zarobków? Ano ma.

Gdy Polacy mówią o uczciwości, myślą nie tylko o tajemniczych złodziejskich spiskach, które rozkradły Polskę. Oczywiście, o tym też. Ale mimo wszechobecnej rzeczywistości wirtualno-medialnej, ludzi ciągle najbardziej uwiera rzeczywistość rzeczywista.

Gdy wyborcy PiS mówią o uczciwości, to chcą, żeby im uczciwie płacić. Tak samo, gdy mówią o Polsce. Po latach zaborów, okupacji i wasalizacji Polski, Polacy przyzwyczaili się, że jak ktoś gnębi, to obcy. O swoich gnębicielach wręcz nie wypadało mówić, żeby nie być jak Jakub Szela, albo „ci chłopi, co łapali powstańców”. Więc jeśli w wolnej Polsce też źle zarabiam, to znaczy, że wciąż niewolna – i winien musi być obcy ciemięzca, Niemiec albo Żyd. Jak się poskromi zagraniczny kapitał i zamaskowanych pseudo-Polaków, to będzie mnie stać na mieszkanie!

Zresztą Kukiz flirtuje ze związkowcami i o niskich zarobkach mówi wprost. Choć też pokrętnie – bo mówi o nich w sposób akceptowalny dla człowieka aspirującego do klasy średniej.

Taki człowiek nie tylko boi się walczyć z szefem o zarobki, nie mówiąc już o założeniu związku zawodowego w miejscu pracy. Taki człowiek się tego wstydzi. Bo i szef, i media wbili mu do głowy, że WSTYD BYĆ ROSZCZENIOWYM. I że szef oraz inni „bogaci” zasługują na szacunek, bo ODNIEŚLI SUKCES CIĘŻKĄ PRACĄ. Nie wypada już pytać, czy własną.

Kukiz opowiada, że trzeba obniżyć „wysokie” podatki i inne koszty pracy, a wtedy płace wzrosną. Bredzi, bo w Polsce pozapłacowe koszty pracy (podatki, ZUS, etc., wszystko, co pracodawca płaci, a co nie trafia do kieszeni pracownika) są znacznie niższe niż średnia unijna (16,7 do 23,7 według Eurostatu). Głównym kosztem polskiej pracy jest płaca, już i tak bardzo niska. Jeżeli ktoś mówi, że trzeba w Polsce obniżyć koszty pracy, to mówi, że trzeba ludziom płacić jeszcze mniej.

Gdyby Kukiz spełnił swoje obietnice, moi sąsiedzi z Łodzi pewnie krzyczeliby jeszcze głośniej: „O czym ty pieprzyłeś?! Co ty narobiłeś?!”. Poniewczasie.

Kneble, które eksplodują w twarz

Warto to podkreślić: Kukiz narzeka na niskie zarobki w sposób, który najbardziej podoba się pracodawcom. I robi to ich językiem (gdy szef rozmawia z pracownikiem przyjaźnie, to zwykle tak: dałbym ci więcej, ale sam „upadam pod brzemieniem ZUS”, „jestem okradany przez państwo” etc.). Taki „pracowniczy protest” to bardzo grzeczny protest. Szef nie wyrzuci, tylko pogłaszcze po główce. I powie: sam rozumiesz, że muszę ci płacić jeszcze mniej.

Kukiz i Duda mówią o tych sprawach językiem zastępczym, nie proponują rozwiązań albo proponują rozwiązania przeciwskuteczne. Ale wciąż mówią. Prezydent Komorowski, politycy Platformy i mainstreamowe media o tych sprawach mówią znacznie rzadziej i niechętnie. Czasem tylko liberalny publicysta napisze, że nie jest tak źle, skoro pensja minimalna jakoś rośnie. A przedstawiciele pracodawców zaraz się zatroskają, czy nie rośnie zbyt szybko. Największą wściekłość budzą jednak kłócący się o inne, mniej zrozumiałe rzeczy politycy. Bo ich najbardziej widać, są telewizyjnymi celebrytami. Dlatego populistyczne baśnie o nowych sposobach kontrolowania i karania polityków są chętnie słuchane. Choćby były to sposoby przeciwskuteczne (JOW-y) albo nie do końca bezpieczne (demokracja bezpośrednia, referendalna, wiecowo-koncertowa).

Takie baśnie będą się powtarzać. I tacy kandydaci, którzy wyrażają protest za pomocą baśni, bajek i bajdurzeń. W wyborach parlamentarnych był to Palikot, w eurowyborach Korwin, w tych – Kukiz, ale także i Duda.

Ten protest – zrozumiały, ale niebezpieczny, bo nieprzemyślany – będzie narastać, dopóki w naszym systemie ludzie nie będą mogli normalnie walczyć o swój byt. Dopóki media mainstreamowe nie przestaną opowiadać swoich własnych baśni o „złej roszczeniowości” i „wspaniałych ludziach sukcesu, pracodawcach”. Bo te baśnie to kneble. Kneble, które coraz mocniej eksplodują nam w twarz.

Na przykład Kukizem.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

 

Paweł Kukiz może wkrótce nie zapanować nad gniewem, który podsyca w swoich fanach.
Paweł Kukiz może wkrótce nie zapanować nad gniewem, który podsyca w swoich fanach. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Boję się Pawła Kukiza. Trzyma w swoich rękach ogromny gniew tysięcy zwolenników i nie wie jaka to odpowiedzialność

Paweł Kukiz to nadal bardziej trybun ludowy niż polityk. Tak też przemawia. Wzbudza przy tym skrajne emocje. I sam nim ulega. Ta energia, którą gromadzi Kukiz może w końcu wybuchnąć. I tego się boję. Boję się Pawła Kukiza.

Wieczór wyborczy 10 maja 2015 r., Lubin. Największy sukces w politycznym życiu Pawła Kukiza, który według sondaży zdobył ponad 20 proc. głosów. Jego pierwsza reakcja? Kilkuminutowa tyrada wygłoszona pod adresem dziennikarzy TVN24 i programu „Czarno na białym”.

Wieczór nienawiści
– Ostatnie dni przed końcem kampanii to był popis TVN24 i tym podobnych reżimowych mediów. To były popisy. Osiągnęliście mistrzostwo propagandy. Mistrzostwo – krzyczał Kukiz. Tłum reagował głośnymi gwizdami. – Przebiliście swoje wcześniejsze wzory. Przebiliście komunistów. Jesteście mistrzami manipulacji, w 80 proc. kupieni przez zagranicę. Jesteście straszni! – podkręcał emocje.

Dopiero później zaczął dziękować swoim współpracownikom. W głosie Pawła Kukiza słychać było nie radość z wygranej, ale właśnie złość, czy wręcz nienawiść. Podobnie reagował tłum zebrany w lubińskiej hali. Kukiz zamiast wzniecać radość i nadzieję, wzniecał tylko gniew i negatywne emocje.

Pod dyktando emocji
Przede wszystkim sam im uległ. Kukiz co chwilę przerywał, pewnie próbując nieco ochłonąć, ale to nic nie dawało i dalej kontynuował swoją połajankę. Politycy, czy mówcy wiecowi wielokrotnie wplatają w swoje przemówienia skrajne emocje. Ale robią to z wyrachowania, z rozmysłem, by osiągnąć określony efekt.

Muzyk wielokrotnie dawał dowody tego, że każdą krytykę bierze personalnie. Jeszcze zanim na poważnie zajął się polityką potrafił dzwonić do dziennikarzy, którzy napisali tekst krytykujący jednomandatowe okręgi wyborcze. Kiedy określiłem go spadkobiercą wyborców Janusza Palikota i Janusza Korwin-Mikkego, zostałem nazwany obrońcą systemu i porównany do żołnierza obcej armii. Tak ostro nie reagują nawet najbardziej krewcy przedstawiciele PiS, a mają do tego nieporównanie więcej powodów.

„Dopadnę was”
Kiedy Paweł Kukiz został radnym i musiał opublikować oświadczenie majątkowe, bardzo ostro zareagował też na to, że media opisują jego majątek. Groził nawet, że sam zajmie się tymi, którzy w jakikolwiek sposób narażą na nieprzyjemności jego rodzinę.

Gdy wystartował w wyborach prezydenckich i zainteresowanie mediów nim i jego poglądami się zwielokrotniło, Kukiz nadal intensywnie śledził publikacje o sobie, często odnosząc się do nich w komentarzach, czy na Facebooku. Dla polityka będącego na świeczniku przywiązywanie tak dużej wagi do publikacji o sobie jest zabójcze. – Jeżeli któryś z Was tknie moją Rodzinę, osobiście was dopadnę – groził dziennikarzom.

Publiczna połajanka
Polityk musi mieć twardą skórę i nie załamywać się pod wpływem medialnej krytyki. Bo opinia publiczna ma prawo także do poznania negatywnych opinii o nim. Paweł Kukiz długo gromadził w sobie złość. Dał jej ujście podczas wieczoru wyborczego. I to nie tylko w czasie pierwszego przemówienia, ale i później, kiedy na scenie zorganizowano briefing. Dziennikarze musieli zadawać pytania przed setkami widzów.

Reporter Polskiej Agencji Prasowej zadał pytanie, a Kukiz kiedy tylko usłyszał jego afiliację zaczął sztorcować PAP za kolejność podawania nazwisk kandydatów w porannej depeszy. To przerodziło się w kolejną połajankę pod adresem dziennikarzy. Szybko przekonał się jakie mogą być tego efekty. Ktoś z widowni fuknął na dziennikarkę, która się uśmiechała. W tym przypadku Kukiz jednak ją wybronił.

Moc=odpowiedzialność
Ale aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ktoś w tłumie zaczął skandować „ukarać ich”, „niech zapłacą za swoje”. Ten tłum nie jest racjonalny. Ulega emocjom. Jest gwałtowny i brutalny. Aby nad nim zapanować trzeba samemu być niezwykle opanowanym i racjonalnym. Kukiz nie jest. Podczas któregoś z kolejnych wieców może na tyle rozbudzić emocje zwolenników, że nie będzie w stanie ich okiełznać.

W takich przypadkach wystarczy iskra. Tym bardziej, że wielu wyborców Pawła Kukiza nie traktuje go jak polityka, którego wybrali ze względu na program, na podstawie racjonalnego osądu, ale jak Mesjasza, który ma wreszcie pomóc im zrzucić kajdany. Widzę to chociażby po tonie komentarzy pod nieprzychylnymi wobec Kukiza artykułami czy mailach, które przysyłają jego zwolennicy.

Bo dla nich jakakolwiek krytyka polityka, to wręcz atak personalnie na nich samych. Próba obrony systemu, który przecież Kukiz chce zniszczyć. Dlatego stoją murem za swoim kandydatem, za swoją nadzieją. Taka moc to ogromna odpowiedzialność. Paweł Kukiz nie wygląda na osobę, która jest w stanie ją udźwignąć. Dlatego boję się Pawła Kukiza.

naTemat.pl

 

 

Tomasz Lis: Duda jest kostiumem Kaczyńskiego

11-05-2015

W drugiej turze będziemy mieć w praktyce trzecią turę wyborów sprzed pięciu lat

Czeka nas dogrywka, której wyniku, biorąc pod uwagę wynik pierwszej tury, przewidzieć nie sposób – pisze redaktor naczelny „Newsweeka”. Jednak jego zdaniem w drugiej turze będziemy mieć w praktyce trzecią turę wyborów sprzed pięciu lat – pisze Tomasz Lis, nie mając wątpliwości, że Duda jest kostiumem Kaczyńskiego. Dowód? „Kandydat Duda okazał się niezdolny do wypowiedzenia przez pół roku jednego zdania, które mogłoby się nie podobać jego pryncypałowi” – pisze Tomasz Lis.

Jego zdaniem prezydentura Dudy oznaczałaby regres. Wystarczy bowiem posłuchać, co ten lobbysta SKOK-ów ma do powiedzenia w sprawie in vitro, euro czy wieku emerytalnego. „Gdyby jakiś nowy premier oszalał i zrealizował program Dudy, państwo by zbankrutowało, i tak już marne emerytury byłyby głodowe, a młodzi ludzie jeszcze bardziej byliby obciążeni płaceniem za starszych” – pisze Tomasz Lis.

Andrzej Duda nawet bez prezydentury może jednak w tych wyborach mówić o wyniku fenomenalnym. Jeszcze nigdy w najnowszej historii Polski kilkudziesięciu procent głosów nie zdobył człowiek pozbawiony osiągnięć, charyzmy i samodzielności. A przecież to nie koniec. Jeśli Duda wygra, to jasne się stanie, że większość Polaków chce zmiany. Poważnej. I szybkiej.

Cały felieton Tomasza Lisa „Finał ligi bez mistrzów” przeczytacie w „Najnowszym wydaniu „Newsweeka”.

Zobacz co zdaniem Tomasz Lisa musi zrobić Bronisław Komorowski przed II turą

Newsweek.pl

 

Kukiz atakuje TVN24, ale przeprasza Monikę Olejnik

mcia, 11-05-2015
ZOBACZ ZDJĘCIA »Monika Olejnik Resortowe dzieci PRL

 fot. Piotr Porębski/MetaLuna

Jeśli pani czuje się urażona to przepraszam, ale to co zrobił pan Sianecki, to była po prostu bandytka – mówił Paweł Kukiz w TVN24.

„Powiem panu, że zrobiło mi się przykro” – powiedziała Monika Olejnik w rozmowie z Pawłem Kukizem na antenie TVN24. „Bardzo cenię pani pracę i pani o tym wie, ale to co wyprawiało TVN24 w programie „Czarno na białym” tego nawet komuniści nie zrobili. Mam chorego ojca, wytrzymam wszystko, ale to co zrobił pan Sianecki, to była po prostu bandytka” – mówił Paweł Kukiz. „Andrzej Sianecki przeprosił pana” – podkreśla dziennikarka. „To niech ojca jeszcze przeprosi. Ja nie powiedziałem „wy jesteście tacy”. Jeśli pani osobiście czuje się urażona to przepraszam, ale nie przeproszę autorów „Czarno na białym”, to był reżimowy program” – tłumaczył swoje emocjonalne wystąpienie Paweł Kukiz.

Tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników Paweł Kukiz wygłosił ze sceny płomienne przemówienie skierowane przeciwko TVN24: „Osiągnęliście mistrzostwo propagandy. Mistrzostwo! Przebiliście swoje wcześniejsze wzory. Przebiliście komunistów, jesteście mistrzami manipulacji. W 80 procentach kupieni przez zagranicę. Jesteście straszni!”

„Gdy słucham Kukiza to słyszę trochę Jarocina, dużo patosu, to trochę Wałęsa, a trochę Owsiak. Tu jest charyzma i siła. Kukiz emocjonalny i zapalczywy. Im bliżej wyborów parlamentarnych to napięcie będzie w nim rosło” – mówili goście „Wieczoru w Radiu Tok FM”.

Politolog prof. Skarżyńska: – Kukiz pokazał dziś absolutny brak profesjonalizmu, jego agresywny ton mógł wielu przestraszyć. Widać różnicę między nim a Bronisławem Komorowskim i Andrzejem Dudą. Jako jedyny napadł na innych kandydatów. Ale fakt, że Duda już zabiega o jego głosy i to jemu pogratulował jako pierwszemu Kukizowi, a nie Komorowskiemu, jest znaczący.

Newsweek.pl 

Kukiz jak Tymiński

Andrzej Celiński, 110.5.2015

Korwin-Mikke. Już się zastanawia jak z Kukizem zbudować na nowo tę nasza Polskę. DOŚĆ. WYSTARCZY. Cokolwiek nie powiecie w swoim komentarzu. To tak, jak z Tymińskim. Wczoraj większość Polaków, większość wyborców, specjalnie młodszych wiekiem odsłoniła te karty polskiej historii, które przegrywały w Europie.

Nie mam pensji posła. Ani majątku. Specjalnych aspiracji też. Chcę żyć w normalnym kraju, w którym politycy, przynajmniej ci pierwszego planu wiedzą jakie są skutki ich aktywności, maja też elementarz historii za sobą. Kukiz na prezydenta! A może ktokolwiek? Byle nie kradł. Myślę, że jakieś dziewięćdziesiąt kilka procent pośród nas nie kradnie.

Ogórek. Prawie jak Hilary Clinton, tyle, że Amerykanie bardziej szanują kobiety. Skąd jej to do jej ślicznej główki (pustej niestety nieco) przyszło? Polska nie dojrzała do kobiety-prezydenta. Czyli do Magdaleny Ogórek. Doktor, przepraszam, Ogórek. Z Kalitą, wiecznie zadowolonym z siebie, w tle. I coraz bardziej pogrążonym Leszkiem Millerem.

Korwin-Mikke. Już się zastanawia jak z Kukizem zbudować na nowo tę nasza Polskę. DOŚĆ. WYSTARCZY. Cokolwiek nie powiecie w swoim komentarzu. To tak, jak z Tymińskim. Wczoraj większość Polaków, większość wyborców, specjalnie młodszych wiekiem odsłoniła te karty polskiej historii, które przegrywały w Europie.

Przecież to nie przypadek, ani wola Boga katolików, że kulturowo, mentalnie, społecznie, gospodarczo i politycznie jesteśmy na peryferiach Europy. To konsekwencje naszych zbiorowych decyzji. Dzisiaj rządzi naszymi decyzjami, specjalnie młodych, kształconych pod rządami liberałów i socjalistów, z wielkim udziałem ludowców, i przez Kościół Katolicki polska odwieczna głupota. Która zepchnęła nas w kąt Europy. I świata. Czym lepsi jesteśmy od Koreańczyków? Urugwajczyków? Malezyjczyków? Chińczyków? Jak idzie o politykę. Jej efekty. Jej wartość? Czym lepszy Kukiz? Duda?

Platforma to nie moja bajka. Zawsze dawałem temu świadectwo. Kiedy mnóstwo cenionych przeze mnie ludzi, nawet przyjaciół, nawet najbliższych dawali inne świadectwo. Publicznie. Ale wybór Dudy, pamiętajcie za dwadzieścia lat, jest dużo gorszy niż wybór Komorowskiego. Ten jest jaki jest. Z pewnością uczciwy. Trochę odmienny od jego Platformy. Ma dużo z Mazowieckiego i Bartoszewskiego. Mniej, mam nadzieję, z platformianych karierowiczów. Zresztą po co te detale? Chcecie się Polski wstydzić, mimo jej niewyobrażalnego sukcesu – będziecie. Po wyborze PiS’u. Kukiz temu służy.

Do Prezydenta: nie umizguj się. To nie jest Twój partner. Chociaż jego wyborcy mogą popełnić samobójstwo. Demokracja na to zezwala. To jej ciemna strona. Ale bez niej i demokracji nie ma.

Onet.pl

SLD: jaka piękna katastrofa. Czy lewica się obudzi przed wyborami parlamentarnymi?

SLD z Leszkiem Millerem na czele nie ma na siebie pomysłu.
SLD z Leszkiem Millerem na czele nie ma na siebie pomysłu. Fot . Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta

Razem z lecącymi na łeb na szyję wynikami SLD w sondażach, partia wypalonego Leszka Millera żegna się ze snami o potędze. Pora na bolesne rozliczenia. Pierwszy rachunek wystawili sami wyborcy, dając kandydatce SLD na prezydenta marne 2,4 proc. głosów. Po przegranej kampanii, ugrupowanie drży w posadach, ale Magdalena Ogórek to akurat najmniejsze zmartwienie SLD. Idzie nowe, a po sztandar lewicy ustawia się już kolejka chętnych.

Kryzys przywództwa: Miller musi odejść
O SLD nigdy nie mówiło się jak o partii prowadzonej w stylu wodzowskim. Prawda jest jednak taka, że Leszek Miller zmonopolizował ugrupowanie i trzymał krótko nie tylko zwykłych szeregowców, lecz także potężnych lewicowych baronów. Za liderem partia stała murem, a przykłady niesubordynacji należały raczej do rzadkości. Jeśli już się zdarzały, to sprawę ucinano krótko – jak w przypadku Grzegorza Napieralskiego. Wystawienie do wyborów mało lewicowej kandydatki, otworzyło puszkę Pandory. Po zjawiskowej porażce, politycy lewicy coraz śmielej wytykają Millerowi błędy i mówią o kryzysie po tej stronie sceny politycznej.

Posłowie SLD przyjęli dwie postawy: przepraszają, jak Włodzimierz Czarzasty albo odcinają się od pomysłu swojego szefa. Ba, sam Miller też przestał chować głowę w piasek i mówi otwartym tekstem o tym, że „Pani Magdalena Ogórek uznała, iż podstawą jej strategii jest podkreślanie niezależności, także od Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zresztą nasza kandydatka nie ukrywała, że wszystkie zasadnicze decyzje podejmuje samodzielnie i że jest to jej kampania” – przyznał w „Sygnałach dnia”.

Przyznanie się do błędu, nie jest dla Millera jednoznaczne z próbą rozliczania samego siebie. Od wyborczego fiaska umywa ręce. Szef SLD zna smak porażki, nie raz już był na cenzurowanym, również u własnych kolegów partyjnych, np. kiedy odszedł z formacji i podjął desperacki krok, bratając się z polityczną łobuzerką Andrzeja Leppera i kandydując z list „Samoobrony”. Niepowodzenia za każdym razem wzmacniały lidera Sojuszu, ale teraz gra idzie o wyższą stawkę – nie chodzi przecież o przewidywaną przez wszystkich przegraną Ogórek, ale o kondycję lewicy, której przecież od wielu lat przewodzi nie kto inny, tylko Miller.

Lewica na równi pochyłej
Lewica długo wolała mydlić sobie oczy – zimnym prysznicem nie była nawet dotkliwa plajta w wyborach samorządowych. Wówczas, 9-procentowy wynik Miller i spółka potraktowali z przymrużeniem oka, nie dostrzegając w tym zjawisku niczego niepokojącego. Błąd. To było pierwsze poważne ostrzeżenie od lewicowego elektoratu.

Lekceważenie oczekiwań wyborców i grzech zaniechania doprowadziły do sytuacji, w której wizja Sejmu bez reprezentacji SLD po jesiennych wyborach parlamentarnych, nie jest rodzajem political fiction, ale scenariuszem coraz bardziej prawdopodobnym. W najnowszym sondażu pracowni TNS Sojusz znajduje się już pod kreską i może liczyć jedynie na 4 proc. poparcia.

Po drodze było sporo błędów: lewicowemu wyborcy, choć zazwyczaj jest lojalny i wiele wybacza, na pewno nie przypadły do gustu umizgi Leszka Millera do Platformy Obywatelskiej ani konszachty i słynne podanie sobie ręki z Jarosławem Kaczyńskim, po tym jak pojawiły się podejrzenia odnośnie sfałszowania wyborów samorządowych.

Nie tylko SLD jest w odwrocie. Kampania prezydencka pokazała, że Janusz Palikot, triumfator sprzed czterech lat i rewelacja poprzednich wyborów parlamentarnych, dzisiaj zdołał przekonać zaledwie 1, 6 proc. wyborców do tego, że to właśnie on może stanąć na czele odnowy lewicy i ustanowić Belweder głównym ośrodkiem lewicowej myśli.

Dzisiejsza lewica jest gnuśna i leniwa i nie próbuje się na nowo zdefiniować, a to potrzeba szczególnie nagląca. Partie centrowe i prawicowe od dawna żerują na „lewicowych” hasłach, nęcąc wyborcę obietnicą ochrony i rozpostarcia nad nim opiekuńczych skrzydeł w postaci rozbudowanego pakietu świadczeń. „Rozdawnictwo” pieniędzy nie jest już znakiem firmowym lewicy, ale populistycznym sloganem, po które równie chętnie sięga zarówno lewica jak i prawica.

Lewica nie budzi się już nawet do życia, kiedy na tapecie są tematy typowe dla lewicy, tj. związki partnerskie, religia w szkole, in vitro. Najdłużej „lewicowy” charakter zachował Palikot, ale przegiął w drugą stronę, koncentrując się na zwalczaniu krzyża w Sejmie i legalizacji gandzi, tak że kiedy porzucił polityczny teatrzyk i chciał wyjść do ludzi z poważnym planem gospodarczym, nikt nie brał go już na serio.

Ludzie odwracają się od SLD, ponieważ partia kojarzy się bardziej ze znienawidzonym „salonem”, a nie z bliską zwykłemu człowiekowi partią, z którą dawniej się utożsamiali. Żona prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego uczy w lifestylowej telewizji, jak jeść bezę i elegancko się ubierać, a sam Kwaśniewski robi interesy z zagranicznymi oligarchami. To tylko namiastka problemu, ale prawdą jest, że lewicowy elektorat nie może się już dłużej utożsamiać z ludźmi, którzy z egalitarnością nie mają od dawna nic wspólnego.

Polska lewica popiera dzisiaj podniesienie wieku emerytalnego – partia Janusza Palikota pomogła PO przepchnąć ustawę wprowadzającą taki zapis. Polska lewica popiera zniesienie emerytur pomostowych. Polska lewica nie ma już po prostu wyłączności na program socjalny, walkę ideologiczną z dyskryminacją, czy forsowanie nowoczesnej wizji państwa. Polska lewica, to bankrut, który do zaoferowania ma jedynie mało udane atrapy, kiepsko imitujące realne lekarstwa na współczesne problemy państwa i społeczeństwa.

Quo vadis lewico?
Lewica już nie raz próbowała konsolidować szeregi. Do tej pory większych sukcesów na tym polu nikt jednak nie odnotował. A próbowali nawet najlepsi, nie żaden tam polityczny plankton. Sztandarowym przykładem niepowodzenia tego typu inicjatywy jest projekt Europa Plus, czyli koalicja Janusza Palikota, Marka Siwca, Ryszarda Kalisza i wyroczni polskiej lewicy – Aleksandra Kwaśniewskiego, który miał być patronem przedsięwzięcia, ale i gwarantem sukcesu. Wspólna lista lewicowych tuzów do Parlamentu Europejskiego okazała się kolejnym politycznym bublem, na który pies z kulawą nogą nie chciał oddać głosu.

Dzisiaj jednak, kiedy sytuacja na lewicy zaczyna przypominać popłoch na tonącym okręcie, nie wszyscy rzucają się do ucieczki i odpływają na szalupie ratunkowej. Niektórzy chcą zostać i ratować dziurawą łajbę. O nowy, odświeżony wizerunek lewicy zabiegają już działacze Partii Razem. Na razie o niewielkiej formacji zrzeszająca lewicowych aktywistów z różnych środowisk, słyszało niewielu. Ale to na pewno ciekawa propozycja dla tych, którzy mają lewicowe poglądy, a partia Millera czy Palikota są już dla nich skompromitowane.

– Dzisiejszy Sejm jest jest pełen reprezentantów elit, dbających o interesy wielkiego biznesu – my chcemy być partią pracowników, lokatorów, ludzi wypchniętych na fikcyjne samozatrudnienie i umowy śmieciowe – reklamują się na swojej stronie autorzy inicjatywy.

Ławka rezerwowych na lewicy jest krótka, a scena wyjątkowo zabetonowana, ale w ostatnich latach, na lewicy wyrosło kilka charakterystycznych postaci, które mogłyby w przyszłości wyrosnąć na poważnych graczy. Do takich z pewnością należy Barbara Nowacka, która jako jedna z nielicznych na razie trwa u boku Janusza Palikota. To właśnie jej nazwisko, a nie Magdaleny Ogórek było typowane, kiedy gruchnęła wiadomość o tym, że na lewicy poszukiwana jest kandydatka do prezydenckiego fotela. Propozycji nie przyjęła, bo, jak później tłumaczyła, nie czuła się gotowa.

Rzeczywiście, zdaje się, że Nowackiej brakuje jeszcze politycznej ogłady, a jej wystąpienia publiczne często pozostawiają niedosyt, ale jeśli rozejrzeć się po lewicy, to okazuje się, że córka zmarłej w katastrofie działaczki lewicowej, ma wszelkie predyspozycje ku temu, żeby w przyszłości nieźle namieszać.

O tym, że lewica może jeszcze podobać się wyborcom przekonuje historia Roberta Biedronia. Przeszedł długą drogę: od posła-geja, z którego można sobie bezkarnie dworować, przez pracowitego i cenionego polityka, po prezydenta Słupska i „lepszą” twarz lewicy.

W samym Sojuszu z kolei, zęby ostrzy sobie młodsze pokolenie. Możliwe jest, że wkrótce po schedę po Millerze zgłoszą się młode wilki, takie jak Krzysztof Gawkowski, który nie bał się krytykować Ogórek w trakcie kampanii, czy Dariusz Joński, obecny rzecznik – na razie wierny wodzowi, ale kto wiem, jak się zachowa, kiedy nadarzy się okazja..

Podobno jedna trzecia Polaków ma lewicowe poglądy. Sporo. Jeśli lewica chce zagospodarować ten elektorat, zamiast ze łzami w oczach patrzeć jak kolejni wyborcy odpływają do PO i PiS-u, musi przestać unikać konfrontacji z rzeczywistością i udawać, że nic złego się nie dzieje. Dzieje się dużo złego, a wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami. Nieważne, czy lewica będzie się jednoczyć, czy nagle pojawi się polityczna drobnica. Pora coś zrobić. Pora na pobudkę.

naTemat.pl

Wybory prezydenckie 2015. Maleńczuk, Kazik, Muniek o sukcesie Pawła Kukiza: niech rozbije układ zamknięty!

san, 11.05.2015
Kazik Staszewski, Maciej Maleńczuk, Muniek Staszczyk

Kazik Staszewski, Maciej Maleńczuk, Muniek Staszczyk (fot. DOMINIK SADOWSKI, MICHAŁ ŁEPECKI, GRZEGORZ SKOWRONEK)

Piosenkarz Paweł Kukiz, były frontman Ayi RL, Emigrantów i Piersi, zdobył ok. 20 proc. głosów w I turze wyborów prezydenckich. Co na to jego koledzy po fachu? Muniek Staszczyk zagłosował na Kukiza „eksperymentalnie”, Kazik Staszewski – „spontanicznie”. A Maciej Maleńczuk wspomina, jak urzekła go „nieracjonalność” myślenia Kukiza, gdy ten marzył o autonomii Śląska

Maciej Maleńczuk: Paweł to chodzący JOWPoznałem Pawła jeszcze w Jarocinie, w latach 90., a może nawet 80., gdy pierwszy raz przyjechałem na ten festiwal. Byłem wtedy jeszcze nikim. On był już popularną postacią, mimo że jest ode mnie młodszy. Wdaliśmy się w rozmowę polityczną, bo już wtedy nieustannie politykował. Mówił o swoim pomyśle, że Śląskowi należałoby dać pełną autonomię. Że mieszkają tam inni ludzie, dużo bardziej pracowici niż w reszcie kraju, że podatki są zbierane na zasadzie janosikowego, więc gdyby zostawały na Śląsku, region świetnie by sobie poradził.Akurat wtedy też mieszkałem na Śląsku, znam Śląsk i szanuję, ale zapytałem: „No dobrze, ale co zrobisz z tymi wszystkimi gorolami, którzy przyjechali do pracy spoza tego terenu”. Na co odpowiedział: „A, daj pomarzyć”. Uwiódł mnie tym.

Nigdy nie byłem zwolennikiem żadnych autonomii. Polska to Polska, ustalmy te granice raz na zawsze i niech już tak będzie. Natomiast ta odpowiedź była tak nieracjonalna, że zapałałem do tego człowieka sympatią.

Potem spotykaliśmy się wielokrotnie. Tematem rozmów zawsze była polityka. Paweł politykiem nie jest, nie jest fachowcem, nie ma zaplecza. Sam jest chodzącym jednomandatowym okręgiem wyborczym. Wspierałem go w wywiadach, gdy miał 2 proc. poparcia, bo uważałem, że tacy ludzie powinni znaleźć się w polskim parlamencie. Jego ostateczny wynik jest dla mnie zaskoczeniem. Dał wszystkim prztyczka w nos, jest świeżym powiewem. Gratuluję mu tego sukcesu.

Sam nie głosowałem na niego, ale życzę mu tego, aby jesienią dostał się do parlamentu. Choć nie wyobrażam sobie, jak w trzy miesiące stworzy struktury. Mam nadzieję, że trochę ochłonie, odeśpi i zacznie je budować. Będzie się musiał przy tym pilnować, bo teraz za jego plecami zacznie się kręcić pewnie dużo dziwnych ludzi.

Facet, który od 30 lat występuje na scenie jako wokalista, w gruncie rzeczy wciąż nie umie mówić. Co nie zmienia to faktu, że jest w tym wszystkim szczery.


Muniek Staszczyk: koniec układu od grilla

Paweł Kukiz przyciągnął masę ludzi, którzy mają dosyć tej dziwnej sytuacji, w której w przewidywalny sposób władzę dzielą między siebie dwie toksycznie uzależnione od siebie partie. Cieszy mnie jego sukces, bo pokazuje, że coś drgnęło.

Nie wiemy do końca, kim są głosujący na Kukiza, mają różne poglądy i światopoglądy. Paweł zagospodarował przede wszystkim młodych. Wiem, że na niego głosował mój syn i jego kumple. Ale sam też eksperymentalnie oddałem na niego głos. Nie miałem ochoty głosować na żadnego z głównych kandydatów. Wiem, że to człowiek szczerze zaangażowany, już 5-6 lat temu rozmawiałem z nim o jednomandatowych okręgach wyborczych, które same w sobie są ciekawą sprawą.

Sprawdzają się w Stanach, sprawdzają w Wielkiej Brytanii. Mają też minusy, bo mogą przyciągać ludzi z dużą forsą. Ale z całą pewnością odświeżają partyjny układ. Tym bardziej że Paweł nie jest postacią znikąd. Można się z nim nie zgadzać, ale ma swoją historię. Wiadomo, że polityka to brudna rzecz, więc i Paweł może się jeszcze niejeden raz ubrudzić.

W jaką stronę pójdzie, okaże się dopiero na jesieni. Wynik Kukiza zmienia sytuację, w której rządzi towarzystwo wzajemnej adoracji, które kłóci się w telewizji, a potem idzie razem na grilla.


Kazik Staszewski: z Bogiem!

Paweł Kukiz jest spoza tego dychotomicznego układu, który męczy nas od wielu lat. O tym, że ma poważnie szanse na kilkanaście, a może i 20 proc., zorientowałem się w sobotę, gdy okazało się, że zaskakująco dużo ludzi, których znam, zadeklarowało, że będzie na niego głosować.

Mimo że deklarowałem, że nie idę na wybory, bo nie widzę kandydata, który by mi odpowiadał, to jednak w niedzielę tuż przed godz. 21 spontanicznie poszedłem do komisji i też oddałem głos na Kukiza. Nie jestem znawcą wpływu okręgów jednomandatowych na życie polityczne w naszym kraju. Przykład Senatu pokazuje, że taki system niekoniecznie rozbija ten platformersko-pisowski układ, a wręcz go konserwuje. Natomiast wykreowała się jakaś struktura społeczna zawierająca gniew i chęć dania ostrzeżenia zarówno ekipie rządzącej, jak i opozycyjnej. To było dla mnie impulsem, aby pójść na wybory i zagłosować na Pawła, choć oczywiście nie widzę go w roli prezydenta.

Jego wynik wygeneruje jakąś, mówiąc brzydko, ruchawkę na scenie politycznej. Mam nadzieję, że będzie to przyczyna dla trwającego oby jak najdłużej otrzeźwienia w tej całej sytuacji, w jakiej od dawna się taplamy. Dlatego byłoby dobrze, gdyby Paweł powtórzył ten wynik na jesieni. Nie wiadomo, jak trwała byłaby ta nowa siła w parlamencie, ale dałaby szansę ożywić, a może nawet rozbić ten dławiący nas układ zamknięty.

A Kukiz być może stanie się kimś w rodzaju Hansa-Dietricha Genschera na czele FDP, który doprowadził w Niemczech zachodnich do zmiany dychotomicznego układu pomiędzy socjalistów i CDU/CSU. Życzę mu w tej kwestii jak najlepiej.

Natomiast gdy widziałem go wczoraj późnym wieczorem u Moniki Olejnik, miałem wrażenie, że wszystko to odbywa się kosztem jego zdrowia. No ale skoro ma chłopak taką ideę, to z Bogiem.


Tomasz Lipiński: Nienawiść zalewa nam mózgi

Były lider Tiltu i współlider Brygady Kryzys, który właśnie wydał nową płytę i wywiad rzekę, zapytany o komentarz do wyborów i wyniku Pawła Kukiza, odsyła do oficjalnego profilu na Facebooku.

Napisał tam:

„Żaden wynik wyborów w Polsce nie jest i nie będzie dobry. Dlaczego? Ponieważ nie jesteśmy narodem, nie jesteśmy społeczeństwem, jesteśmy zbieraniną wrogich, nienawidzących się wzajemnie plemion. Każde z plemion kieruje się wyłącznie dobrem swojego plemienia; innym na pohybel! Ci, których taka sytuacja boli, są zbyt nieliczni. Znakomicie mobilizujemy się, gdy trzeba komuś zrobić na złość, dlatego do wyborów też idziemy na złość innym plemionom. Nie ma dialogu, nie ma poszukiwania wspólnego dobra, nie ma świadomości wspólnego interesu – dobre dla Polski jest tylko to, co dobre dla mnie i moich współplemieńców. Nienawiść zalewa nam mózgi, zaślepia, pozbawia rozsądku nawet tych, co zdawali się nie być tego rozsądku pozbawieni. Jesteśmy jak flotylla »Titaniców « na morzu nienawiści”.

Zobacz także

wyborcza.pl

Zimny prysznic…

…należał się Bronisławowi Komorowskiemu, jego sztabowi, Platformie i przy okazji, co jest najmniej ważne, ale muszę to powiedzieć – mnie (czy, jak się teraz pisze pretensjonalnie, mojej skromnej osobie). Absolutnie nie przewidziałem takiej skali porażki i cieszę się, że nie zapowiadałem, co zjem (np kapelusz) albo co sobie zrobię (np. seppuku) w przypadku braku zwycięstwa Komorowskiego w pierwszej turze.

Wynik pierwszej tury – fatalny, upokarzający, niebezpieczny, źle świadczący o klasie politycznej i o wyborcach, bo nie jest prawdą, że demokracja ma zawsze rację, choć demokracja musi przeważyć – ma jednak dwa dobre skutki uboczne, poza już wspomnianym zimnym prysznicem, który raz na jakiś czas każdemu się przyda.

Po pierwsze – nareszcie nie usłyszymy bredni o fałszerstwach wyborczych, z wiadomych względów.

Po drugie – bo będzie czas i okazja w ciągu najbliższych 11 dni, by przepytać Andrzeja Dudę na okoliczność największej afery polityczno-finansowo-medialnej w dziejach demokratycznej Polski, więc może czegoś się o tym dowiemy o skandalu SKOK-ów od „insidera”. Jak już pisałem tu parę razy: naczelną kwestia w wyborach Prezydenta jest kryterium charakteru. Prezydent nie ma wielkich kompetencji, ale ma wielką legitymację wyborczą. Przestrzeń między kompetencjami a legitymacją musi być wypełniona charakterem piastuna tego stanowiska – by potrafił być godnym reprezentantem Rzeczypospolitej. I na tym stanowisku działać inteligentnie, uczciwie i odważnie.

Co o charakterze Andrzeja Dudy mówi nam jego uwikłanie w aferę SKOK? Dużo mógłby sam kandydat wyjaśnić, ale skoro się nie pali się do tego, przypomnijmy w skrócie podstawowe fakty. To właśnie Andrzej Duda „pilotował” wniosek prezydencki do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie w całości za niekonstytucyjną nowej ustawy, mającej rozciągnąć elementarną kontrolę finansową na SKOK-i. To Andrzej Duda przygotował w imieniu Prezydenta formalny dokument do Trybunału, będący prawie dosłownym spisaniem bryku, przygotowanego przez władców SKOK-ów. Ten ruch dał czas szefowi SKOK i jego współpracownikom na wypompowanie gigantycznych pieniędzy do swych prywatnych kieszeni.

Jeśli to jest prawda – a z tego co wiem, żadne zdanie w poprzednim akapicie nie jest nieprawdą – to są tylko trzy tłumaczenia zdumiewającego uwikłania Andrzeja Dudy w te sprawę. Albo nie rozumiał o co chodzi – więc jest miernej inteligencji. Albo cos z tego miał – więc jest nieuczciwy. Albo zrobił to z poczucia lojalności wobec Szefa, nie umiejąc mu się przeciwstawić, choćby za cenę rezygnacji ze stanowiska – więc jest słaby i potulny, szczególnie gdy przełożony nosi nazwisko Kaczyński. Obstawiam tę trzecią hipotezę.

Nie wiem zresztą, która jest najgorsza dla kandydata, ale w przypadku każdej z nich, nie nadaje się on na Prezydenta RP.

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: