Komorowski (12.05.2015)

 

Dlaczego geje głosowali na Dudę? „Związków partnerskich i tak nie będzie, a każdy oczekuje zmiany”

Łukasz Woźnicki, 12.05.2015
Plakat wyborczy Andrzeja Dudy

Plakat wyborczy Andrzeja Dudy (fot. Gazeta.pl)

– Nikt nie spodziewał się, że wśród środowisk LGTB znajdą się sojusznicy PiS, nawet sam kandydat na prezydenta. A jednak podobnych głosów nie brakuje – napisało gejowskie pismo PRIDE. – I co nam zrobi PiS, jak wygra? Będą nas wieszać na centralnych placach miast? Nie będą. Głosowanie na Dudę to przemyślana decyzja.
– Wczoraj dostałem taki oto MMS. Zdjęcie karty do głosowania mojego przyjaciela Michała z dopiskiem „Nie wierzyłeś. Zrobiłem to.” Zagłosował na Andrzeja Dudę. Natychmiast do niego zadzwoniłem z pytaniem: Oszalałeś? A później jeszcze do innych moich kumpli, gejów. Okazało się, że kilku też zagłosowało na kandydata PiS – napisał na swoim blogu Mikołaj Milcke. Jest autorem pisanych pod pseudonimem książek o życiu warszawskich homoseksualistów „Gej w wielkim mieście” i „Chyba strzelę focha”.

Tym razem opisywał niedzielne wybory i swoją rozmowę z przyjacielem.

Duda nic złego o nas nie powiedział

– Pamiętasz, jak pracowaliśmy w jednej z dużych telewizji? – zapytał go znajomy, który zdecydował się poprzeć kandydata PiS.

– Skończyliśmy te nasze studia, byliśmy już całkiem doświadczonymi dziennikarzami. W międzyczasie w Polsce zmieniła się władza. I gdzieś w okolicy 2011 roku zaczęły się problemy. O umowie o pracę nie było mowy, było za to mobbowanie i szykany. Był kryzys, o zmianie pracy nie było mowy. Chcieliśmy iść do budżetówki. A tam jeszcze przed testami było wiadomo, kto ma wygrać. Kto jest z PO, albo kto ma ciotkę w PSL-u. Pamiętasz to? I się dziwisz, że zagłosowałem na Dudę? Masz pojęcie, ilu jest takich jak my? – wyjaśniał motywy kolega.

– Odparłem, że mimo to się dziwię. Bo przecież Duda to PiS, a PiS nas gejów zwalcza. Za jego kadencji ustawy o związkach partnerskich nie będzie nigdy – relacjonował autor wpisu.

– A teraz jest? Słyszę to od 4 lat. Jeszcze Tusk mówił, że będzie. Mówić można wszystko. A Duda o nas nic złego nie powiedział. Wiem, bo słuchałem. I co nam zrobią jak wygrają? Będą nas wieszać na centralnych placach miast? Wcześniej zobaczymy, jak wywalają na zbity pysk tych, którzy nas potraktowali jak gówno. I będziemy mieć tanią, szczeniacką satysfakcję – mówił znajomy.

Mikołaj Milcke, choć sam w niedzielę oddał nieważny głos, przyznał znajomemu rację.

Gej głosujący na PiS jest skończonym kretynem

Post o gejach głosujących na Andrzeja Dudę opisał magazyn LGTB PRIDE. – Nikt nie spodziewał się, że wśród środowisk LGTB znajdą się sojusznicy PiS, nawet sam kandydat na prezydenta. A jednak podobnych głosów nie brakuje – komentuje dziennikarka Aleksandra Pajewska.

Na facebookowym profilu magazynu geje spierają się, czy powinni głosować na PiS. „Zacznie się polowanie na czarownice i w pierwszym rzędzie będzie LGBT, bo to najłatwiejszy cel” – ostrzega Janusz.

„Jeśli ktoś jest gejem i głosuje na PiS, który odmawia wszelkich praw związkom gejowskim, który z pogardą i lekceważeniem wyraża się o LGBT, a każdy nasz sygnał uważa za propagandę niszczącą normalne rodziny, to jest nie tylko skończonym debilem, idiotą i kretynem, ale przede wszystkim osobą pozbawioną krzty szacunku do samego siebie!” – złości się Tadeusz. Ale inni podchodzą do wyborów pragmatycznie.

„Sam zaczynam się wahać. Emocje emocjami ale zaczyna przemawiać głos rozsądku – pisze Mateusz.

„Jesteście bardzo ograniczeni w widzeniu tej sprawy. Geje to też mieszkańcy wsi i miasteczek. To też ludzie, którym żyje się źle w wyniku złej polityki gospodarczej SLD i PO. Oczekują zmiany, dlatego wolą nie mieć związków przez najbliższe kilka lat, ale mieć szanse na poprawienie sytuacji życiowej. Gdy społeczeństwu się powodzi, staje się tolerancyjne. Miejcie to na uwadze” – dodaje Grzegorz.

„Obydwaj kandydaci nie zapewnią żadnych związków partnerskich, to jasne. Dlatego ocenianie ich przez pryzmat postulatów LGBT mija się z celem. Nie ma między nimi różnicy pod tym względem. Dlatego trzeba przyjąć inne kryterium. A pod każdym innym względem Andrzej Duda prezentuje się jako o wiele lepszy kandydat na urząd głowy państwa” – pisze Tomasz.

Co o związkach partnerskich sądzi Duda z Komorowskim

Poglądy Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy na kwestię związków partnerskich rzeczywiście wydają się podobne, choć są nieco inaczej artykułowane. Pierwszy „nie widzi możliwości” przegłosowania stosowanej ustawy. Drugi jest jej wyraźnie przeciwny. Obaj nie sprzeciwiają się „innym rozwiązaniom”, które mogą ułatwić codziennie życie gejów i lesbijek. Tak przynajmniej mówili podczas kampanii.

– Przeżyłem dwa zawały, szykuję się do resekcji żołądka, a mój partner nie może uzyskać informacji od lekarza o moim stanie zdrowia. Czy mogę liczyć na pana w sprawie legalizacji związków partnerskich? – pytał w ubiegły piątek Komorowskiego widz TVN 24. – Nie należy robić ludziom nadmiernych nadziei, które są nie do zrealizowania. W konstytucji zapisano, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. Wydaje mi się, że większości do zmiany konstytucji w tym względzie nie będzie – odparł prezydent.

Dodawał, że możliwe jest wprowadzenie rozwiązań prawnych, które ułatwią sytuację osób pozostających w związkach nieformalnych. – Nie podejmuję się jednak działać wbrew konstytucji – podkreślił.

Duda jest w swoich wypowiedziach ostrzejszy. – Nie załatwia się ważnych spraw społecznych, a pcha rozwiązania związane z ideologią lewacką, niszczącą tradycyjny model rodziny, będący gwarancją tego, że ludzkość w ogóle jest. Ale ja rozumiem, że są takie sytuacje, kiedy ludzie chcą sobie nawzajem pomagać i np. dowiedzieć się w szpitalu, jaki jest stan zdrowia osoby, z którymi są związani. Tu może zostać przygotowane rozwiązanie – mówił Gazecie.pl kandydat PiS.

– Ale nie może to być pierwszy krok do legalizacji małżeństw homoseksualnych, na co się nigdy nie zgodzę. Bo to jest pierwszy krok. Środowiska skrajne, będą żądały prawa do adopcji dzieci, jak to się już działo na Zachodzie – dodawał.

My się już PiS-u nie boimy. Dla nas PiS i PO znaczy tyle samo

Niektórzy geje stawiają sprawę jasno. Bez poparcia dla związków partnerskich Bronisław Komorowski ich głosu nie dostanie. „Panie prezydencie proszę zejść z piedestału. Ma pan dosłownie kilka dni na jasną deklarację w tej sprawie” – napisali na Facebooku Marek i Jędrzej Idziak-Sępkowski. Od ośmiu lat są parą. W ubiegłym roku przyjęli wspólne podwójne nazwisko i podpisali pełnomocnictwa, które dają im uprawnienia podobne do uprawnień małżonków. A potem wyprawili ślub. Nadal jednak czekają na zarejestrowanie swojego wniosku. Na razie prawo na to nie zezwala.

„Od kilku lat partia rządząca budowała w nas strach przed skrajną prawicą. My posłusznie głosowaliśmy na „mniejsze zło”, po czym w podzięce ostentacyjnie nas olewano. Dziś odpłaciliśmy się tym samym. Skoro według Pana Prezydenta związki partnerskie mogą sobie radzić same, to i niech on radzi sobie bez nas. Dlatego w niedzielę my (i chyba nie tylko my) pierwszy raz w dniu wyborów zostaliśmy w domu” – napisali.

„My się już PiS-u nie boimy, bo dla nas PiS i PO znaczy tyle samo. Teraz to nie my, tylko obecni rządzący niech się boją. Mieli dużo czasu żeby zjednać sobie sympatię dwóch milionów tęczowych wyborców. Teraz niech sobie radzą bez nas!” – dodają.

Zobacz także

wyborcza.pl

Cannes 2015 tuż przed startem. Nowy Allen, Moretti, Gus Van Sant. Coenowie na czele jury [SOBOLEWSKI]

Tadeusz Sobolewski, 12.05.2015
Festiwal filmowy w Cannes

Festiwal filmowy w Cannes (REGIS DUVIGNAU / REUTERS / REUTERS)

Tu triumfowali: Fellini, Bunuel, Antonioni, Visconti, Coppola, Scorsese. Tu w 1957 roku ex aequo nagrodzono „Kanał” Wajdy i „Siódmą pieczęć” mało znanego szwedzkiego reżysera Bergmana. Rozpoczyna się festiwal filmowy w Cannes.
Drugi pod względem starszeństwa po Wenecji, a z pewnością najważniejszy festiwal filmowy świata, odbywający się od 1946 roku, jest przede wszystkim konkursem kina autorskiego wyznaczającego nowe szlaki.

Złota Palma była początkiem lub szczytem kariery Davida Lyncha („Dzikość serca”), braci Coen („Barton Fink”), Quentina Tarantino („Pulp Fiction”), Emira Kusturicy („Tata w podróży służbowej”, „Underground”), Mike’a Leigh („Sekrety i kłamstwa”), Larsa von Triera („Tańcząc w ciemnościach”), braci Dardenne („Rosetta”, „Dziecko”).

Konkurs główny bez Polaków

Nagroda dla „Krótkiego filmu o zabijaniu” była odkryciem i pasowaniem na światowego reżysera Krzysztofa Kieślowskiego. Od tamtego czasu żaden film mówiony po polsku nie pojawił się w głównym konkursie (częściowo polskimi filmami były „Trzy kolory: Czerwony” Kieślowskiego i „Pianista” Polańskiego, Złota Palma 2002). W tym roku duże szanse, aby się znaleźć w konkursie głównym, miał Jerzy Skolimowski z filmem „11 minut”. Niestety, bankructwo Studia Alvernia, w którym realizowane były efekty specjalne, na których opierają się ostatnie minuty tego katastroficznego filmu, opóźniło prace.

Catherine Deneuve na otwarcie

Zdarza się, że Cannes rezerwuje miejsce dla filmu kończonego w ostatniej chwili. Takim faworytem jest w tym roku francuski „Dheepan” Jacques’a Audiarda – tytuł to imię tamilskiego uchodźcy politycznego, który pracuje jako stróż w podparyskim osiedlu. Mówi się jednak, że inspiracją filmu były „Listy perskie” Monteskiusza, oświeceniowa powieść o Europie widzianej z zewnątrz, okiem przybyszy. Rok pełen niepokojów społecznych, ataku na „Charlie Hebdo” sprawił, że na otwarcie festiwalu, 13 maja, wybrano nie, jak zwykle bywa, lekki film pełen glamouru, tylko kino społeczne, film młodej reżyserki i aktorki Emmanuelle Bercot „Głowa do góry” z Catherine Deneuve w roli sędzi dla nieletnich.

Moretti, Gus Van Sant, Sorrentino

Cannes jest wierne swoim autorom. Głośni reżyserzy, których filmy znajdą się w konkursie głównym, to Nanni Moretti (Złota Palma za „Pokój syna”) z filmem „Mia madre”, Gus Van Sant (Złota Palma za „Słonia”) z filmem „The see of trees” i najwybitniejszy dziś reżyser chiński Jia Zhangke, autor „Dotyku grzechu” z filmem „Mountains May Depart”.

W silnej reprezentacji włoskiej jest nowy film twórcy „Wielkiego piękna”, Paolo Sorrentino „Młodość” z Michaelem Cainem w roli słynnego kompozytora, który postanowił zerwać z komponowaniem. Trzeci włoski film w konkursie to „Il racconto dei racconti” Metteo Garrone, autora mafijnej „Gomorry”.

Cannes 2015: Przewodnik Pawła T. Felisa po najważniejszym festiwalu filmowym

Japoński reżyser filmów o rodzinie Hirokazu Koreeda („Jak ojciec i syn”) pokaże „Moją małą siostrzyczkę”. Yorgos Lanthimos, greckie odkrycie ostatnich lat („Kieł”), przedstawi w konkursie „Homara”. Jedną z gwiazd 68. Cannes będzie francuska aktorka Maiwenn, pamiętna z filmów Luca Bessona, a od kilku lat popularna reżyserka – pokaże w konkursie film „Mon roi”.

Niezależny amerykański autor Todd Haynes („Daleko od nieba”, „Gdzie indziej jestem”) w filmie „Carol” z Cate Blanchett, opartym na powieści Patricii Highsmith „Cena soli” prawdopodobnie powróci do klimatu czarnego kina lat 50.

W klimat współczesnych zbrodni wpisze się Szekspirowski „Makbet” – adaptację, nakręconą w Szkocji, wyreżyserował młody Australijczyk Justin Kurzel z Michaelem Fassbenderem w roli Makbeta i Marion Cotillard jako Lady Makbet.

Komedia o Bogu, 48 godzin z życia więźnia Auschwitz

W sekcji „Piętnastka realizatorów” intrygująco zapowiada się „The Brand New Testament”, komedia o Bogu, który mieszka we współczesnej Brukseli. Jej autor Jaco van Dormaela był niegdyś laureatem canneńskiej Złotej Kamery dla najlepszego debiutanta za film „Toto bohater” . Do tej nagrody kandyduje w tym roku absolwent łódzkiej Filmówki Magnus von Horn za szwedzko-polski film „Intruz” („The Here After”).

Cannes – to z jednej strony festiwal autorów-mistrzów, z drugiej – festiwal odkryć wprowadzający nowych reżyserów do światowej „rodziny”.

Ewenementem jest włączenie do konkursu debiutanckiego filmu młodego Węgra Laszlo Nemesa, wychowanka Beli Tarra, „Syn Szawła”. Rok 1944, Auschwitz-Birkenau. 48 godzin z życia młodego Żyda, członka Sonderkommando, zmuszonego do uczestniczenia w hitlerowskiej machinie zagłady tuż przed wybuchem buntu. – Chciałem maksymalnie zbliżyć się do jego percepcji – mówi dwudziestoparoletni reżyser – pokazać wybrane fragmenty jego świata, tylko to, co widzi i słyszy, aby jak najwięcej pozostawić wrażliwości widza.

Oczekiwany debiut Natalie Portman, nowy Woody Allen

Zwracają uwagę pokazy specjalne, pozakonkursowe – wśród nich debiut reżyserski Natalie Portman – zrealizowana m.in. w Jerozolimie adaptacja autobiograficznej „Opowieści o miłości i mroku” Amosa Oza, w której Portman zagrała matkę pisarza i obowiązkowy, doroczny film Woody Allena „Irrational Man”, w którym profesor filozofii (Joaquin Phoenix) znajduje sposób, żeby odzyskać wolę życia.

Na festiwal w Cannes będzie się w tym roku mówiło „Coennes” – bracia Joel i Ethan Coenowie będą we dwóch, dysponując jednak dwoma osobnymi głosami, przewodniczyć głównemu jury. Złota Palma – w niedzielę 24 maja.

Zobacz także

wyborcza.pl

Wybory prezydenckie 2015. Andrzej Duda w Polsacie: Nie powinno być referendów w sprawach światopoglądowych

mw, 12.05.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Czarek Sokolowski / AP (AP Photo/Czarek Sokolowski))

– Nie powinno być referendów w sprawach światopoglądowych czy podatkowych. Ale jest wiele spraw, które w referendach można rozstrzygnąć – mówił Andrzej Duda w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News.
Dorota Gawryluk pytała Dudę o inicjatywę Komorowskiego w sprawie JOW i ustawy z projektem zmiany konstytucji.

– Słyszałem dziś opinie zdumionych konstytucjonalistów, którzy mówili, że prezydent wysyłał to do Sejmu bez debaty, analizy. Trzeba przeprowadzić rzetelną analizę społeczną – powiedział Duda.

– Będę proponował, że jeżeli milion obywateli podpisze się pod wnioskiem o referendum, to takie referendum będą musiały się odbyć – dodaje Duda. Twierdzi, że w Polsce na temat JOW powinna odbyć się rzetelna dyskusja. – Żebyśmy porozmawiali o plusach, o minusach, o tym, jak wygląda to w innych krajach – powiedział Duda, dodając, że JOW-y obowiązują w wyborach do Senatu, a rządzą w nim dwie partie.

Zaatakował Komorowskiego za to, że do tej pory był przeciwnikiem referendów.

– Od samego początku moich spotkań w kampanii mówię jedno. Prezydent ma mandat dany przez naród. Ma obowiązek słuchania reprezentatywnych grup społecznych, niezależnie od tego, czy się z nimi zgadza czy nie. Pan prezydent Komorowski nie miał czasu dla sześciolatków, milczał, kiedy była sprawa referendum w sprawie Lasów Państwowych. To jest pięć lat prezydentury – mówi Duda.

– A gdyby milion obywateli zgłosiło wniosek w sprawie legalizacji aborcji? – pytała Gawryluk.

– Nie powinno być referendów w sprawach światopoglądowych czy podatkowych. Ale jest wiele spraw, które w referendach można rozstrzygnąć – tłumaczył Duda.

Dziennikarka zapytała też, skąd weźmie miliardy na realizację swoich obietnic.

– Słyszę non stop te pytania. To może wybierzmy prezydenturę, podczas której prezydent przez następne pięć lat nie będzie rządowi wtykał kija w szprychy. Uważam, że obowiązkiem prezydenta jest działać, bo ma do tego mandat. Nie będę akceptował przespanej prezydentury – powiedział Duda.

Zobacz także

wyborcza.pl

Paweł Kukiz proponuje poprowadzenie debaty Komorowski-Duda

12.05.2015

Niecodzienny pomysł Pawła Kukiza. Zdobywca 20 procent głosów w niedzielnych wyborach proponuje Bronisławowi Komorowskiemu i Andrzejowi Dudzie debatę. Miałby ją poprowadzić sam Paweł Kukiz.

Paweł Kukiz

Foto: Maciej Kulczyński / PAP Paweł Kukiz

Muzyk pisze na swoim profilu na Facebooku, że dyskusja mogłaby się odbyć w Hali Widowiskowo-Sportowej w Lubinie. Właśnie tam odbywał się jego wieczór wyborczy. „Szanowni Kandydaci, skoro zabiegacie o głosy mojego elektoratu, to spotkajcie się z nim!” – pisze artysta i dodaje, że termin takiej dyskusji jest do ustalenia.

„Spotkajcie się z ludźmi, którzy zapytają Was o naszą przyszłość. O Polskę. Zróbcie debatę, którą z przyjemnością poprowadzę” – proponuje Paweł Kukiz. Jak przekonuje, po odpowiedzi kandydatów na pytania wyborców, każdy będzie wiedział „czy iść na wybory, a jeśli tak to na kogo oddać swój głos”.

Paweł Kukiz konsekwentnie podkreśla, że nie przekaże swojego poparcia ani Bronisławowi Komorowskiemu, ani Andrzejowi Dudzie. „Nie ja jestem dysponentem Waszych głosów!” – zaznacza zdobywca trzeciego miejsca w niedzielnym głosowaniu. Przyznał również, że jest dość zaskoczony sytuacją, w której jego wyborcy są najbardziej pożądaną grupą elektoratu przed II turą. „Do tej pory byliśmy bowiem wszyscy tak przez jedną, jak i drugą opcję lekceważeni” – zaznacza Paweł Kukiz.

PKW podała oficjalne wyniki: Duda 34,76 proc., Komorowski 33,77 proc.

Kandydat PiS Andrzej Duda uzyskał w niedzielnym głosowaniu 34,76 proc. głosów, ubiegający się o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski – 33,77 proc. i obaj zmierzą się w II turze – ogłosiła PKW podając w nocy z poniedziałku na wtorek oficjalne wyniki wyborów.

Trzeci wynik uzyskał Paweł Kukiz zdobywając 20,80 proc. głosów.

Pozostali kandydaci uzyskali: Janusz Korwin-Mikke – 3,26 proc., Magdalena Ogórek – 2,38 proc., Adam Jarubas – 1,60 proc., Janusz Palikot – 1,42 proc., Grzegorz Braun – 0,83 proc., Marian Kowalski – 0,52 proc., Jacek Wilk – 0,46 proc., Paweł Tanajno – 0,20 proc.

Frekwencja w niedzielnych wyborach wyniosła 48,96 proc.

Na Dudę zagłosowało 5 mln 179 tys. 92 wyborców. Na Komorowskiego – 5 mln 31 tys. 60 wyborców. Kukiz otrzymał 3 mln 99 tys. 79 głosów;

Na Korwin-Mikkego zagłosowało 486 tys. 84 wyborców, na Ogórek oddano – 353 tys. 883 głosy, Jarubas otrzymał – 238 tys. 761 głosów, Palikot – 211 tys. 242 głosy; Braun – 124 tys. 132 głosy; Kowalski – 77 tys. 630 głosy; Wilk – 68 tys. 186 głosów; Tanajno – 29 tys. 785 głosów.

W sumie oddano 15 mln 23 tys. 886 głosów. Głosów ważnych oddanych na wszystkich kandydatów było 14 mln 898 tys. 934 (99,17 proc.), a nieważnych – 124 tys. 952 (0,83 proc.)

Onet.pl

Trwam w najbardziej upokarzającym położeniu: sprzymierzeńca władzy, która ma mnie w d…

Czekam na to, co powie prezydent Bronisław Komorowski najbardziej lekceważonej od lat warstwie społeczeństwa, czyli inteligencji. Co ma jej do zaproponowania? Czy w ogóle coś ma?

Bez klarownej propozycji dla polskiej inteligencji, bez powiedzenia, jak wyglądać ma pomoc rządzących dla polskiej kultury, edukacji, nauki, bez wyraźnych gwarancji, że już nigdy więcej inteligentów nie będzie się traktować jak frajerów, nad którymi nie warto się pochylać, bo i tak ma się ich po swojej stronie, bez tego wszystkiego – mówię to tak prosto, że prościej się już nie da – NIE PÓJDĘ GŁOSOWAĆ NA PREZYDENTA KOMOROWSKIEGO NAWET W DRUGIEJ TURZE! Po prostu – podobnie jak w turze pierwszej – zostanę w domu z rodziną.

Wiem, że sytuacja jest dramatyczna, bo bliski jest moment, kiedy do władzy mogą dojść w Polsce ludzie, którym ufać nie można. Którzy są żądni władzy i odwetu. Których kompetencje intelektualne i moralne do sprawowania władzy zdają się być wątpliwe. Ale kiedy już tak się stanie, będę mógł przynajmniej jawnie i z podniesionym czołem im się przeciwstawiać. Teraz trwam w najbardziej upokarzającym położeniu: sprzymierzeńca władzy, która ma mnie w dupie.

Więc mówię dość!

Panie prezydencie, ma Pan jeszcze kilka dni, by mnie do siebie przekonać.

naTemat.pl

Śmierć internetu? Początek nowej ery został zapowiedziany

Olaf Szewczyk, 12.05.2015
Oculus Rift

Oculus Rift (Fot. Global Panorama)

Nie znamy jeszcze godziny zero, ale początek nowej ery został właśnie zapowiedziany z dokładnością do kwartału – pierwszego w przyszłym roku. Wtedy to, jeśli wierzyć proroctwom, rozpoczniemy masowy exodus w światy po drugiej stronie ekranu. Przestrzenne, pozbawione ram i uzależniające jak diabli.
Śmierć internetu, ogłaszana już parokrotnie, to tylko efektowna retoryczna hiperbola, ale jest w niej ziarno prawdy. Sieć ewoluuje, puchnie w nowe, coraz bardziej atrakcyjne funkcje, coraz skuteczniej przykuwa nas do ekranu, granicy między swoim a naszym światem. Jednak ta linia demarkacyjna, choć zacierana, wciąż jest namacalna. I właśnie ona, pozwalając na dystans, broni nas przed całkowitym zatraceniem. Ale już za jakieś pół roku ta granica dla pierwszych z nas przestanie istnieć. Twórcy Oculusa Rift, gogli do podróży po wirtualnej, trójwymiarowej rzeczywistości, zapowiadają na początek 2016 roku wprowadzenie do sprzedaży ich komercyjnej wersji. Do tej pory można było kupić kolejne wersje prototypów, na co decydowali się przede wszystkim twórcy oprogramowania i najzagorzalsi pasjonaci, bo było oczywiste, że to dopiero faza larwalna. Czy z poczwarki wykluje się motyl, dowiemy się za mniej więcej pół roku.

Niemal każdy, kto tylko się liczy na rynku elektroniki osobistej, obstawia, że gogle VR (od virtual reality) to naturalny kolejny etap naszego flirtu z wirtualną rzeczywistością. Facebook na kupno manufaktury dopieszczającej Oculusa wydał ponad dwa miliardy dolarów. Nad własnymi goglami VR, o nazwie kodowej Project Morpheus, pracuje Sony, debiut rynkowy planując na pierwszą połowę 2016 roku. Już w listopadzie mają być gotowe gogle VR firmy Valve słynącej z prowadzenia sieciowego sklepu z grami wideo Steam, konstruowane wraz z HTC (o nazwie Vive). Inny producent telefonów komórkowych, Samsung, już oferuje własną konstrukcję wykorzystującą jako ekran smartfon Galaxy S6. To jednak Oculus Rift ma największą szansę ustanowić nowy standard komunikowania się ze światem cyfrowym. Konstruktorzy Oculusa mają największe doświadczenie, największy budżet, a przede wszystkim na ich czele stoi największy wizjoner i pasjonat wycieczek w trzeci wymiar cyberprzestrzeni Palmer Luckey.

Miałem okazję wypróbować prototyp Oculusa sprzed półtora roku i wciąż pamiętam magię tego doświadczenia. Naprawdę można się poczuć częścią innego świata, doświadczyć iluzji jego realności. A przecież model rynkowy będzie dalece doskonalszy, chociażby pod względem detaliczności obrazu. Jeśli zastanawiają się państwo, dlaczego producenci telefonów ścigają się na liczbę pikseli w ich maleńkich przecież ekranach, to głównym obok marketingu powodem jest perspektywa wykorzystania tych ultraprecyzyjnych wyświetlaczy w goglach VR. Uważa się, że w tych konstrukcjach rozdzielczość 4K – dziś spotykana głównie w telewizorach nowej generacji, wyświetlających cztery razy więcej pikseli niż odbiorniki Full HD – to zaledwie rozsądne minimum, jeśli obraz w goglach ma być wiarygodny. A celem jest standard 8K.

Najbardziej oczywiste aplikacje dla gogli VR to gry wideo, a także – a może przede wszystkim – no cóż, pornografia. Możliwość cyfrowej rekonstrukcji rzeczywistości ma jednak także praktyczne zastosowania: chirurg będzie mógł operować precyzyjnie pacjenta odległego o setki kilometrów, turyści zyskają szansę przechadzki po antycznym Akropolu, klienci obejrzą dokładnie ze wszystkich stron przedmiot, którego kupno rozważają.

W każdym przypadku idealnym uzupełnieniem przenoszących w trójwymiarowy świat gogli będą technologie haptyczne symulujące doznania fizyczne: oddające fakturę „dotykanych” wirtualnych, udających prawdziwe obiektów, wibracje itp. Oczywiście pożądane jest także śledzenie ruchów innych części ciała niż tylko głowa. Nadzieję budzi kupno przez producentów Oculusa firmy Nimble VR specjalizującej się w technologii śledzenia ruchów ręki. Pytanie, czym okaże się tak naprawdę Oculus w swojej pierwszej komercyjnej wersji, staje się coraz bardziej intrygujące.

Zobacz także

wyborcza.pl

Polska się przebudziła, Mordor się chwieje, a Duch Święty czuwa nad Dudą

Wojciech Czuchnowski, 12.05.2015
Wieczór wyborczy w sztabie Andrzeja Dudy

Wieczór wyborczy w sztabie Andrzeja Dudy (Fot. Jacek Marczewski / Agencja)

Dlaczego 24 maja wybory na pewno wygra Andrzej Duda? Bo wtedy przypada uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Jak napisał na portalu Frondy Tomasz Teluk, w takim dniu „trudno sobie wyobrazić, aby na prezydenta został wybrany ktoś, kto publicznie występuje przeciwko nauczaniu Kościoła”.
Generalnie jednak – pisze Teluk – 10 maja „Polska się przebudziła”.

„Przebudzenie” i rychły „koniec układu” to główny motyw, który od dwóch dni przewija się w powyborczych komentarzach prawicowych portali. Tomasz Terlikowski (też na portalu Frondy) głosi prawdę o „konserwatywnym pobudzeniu”: „Lewica przegrała, milcząca większość przemówiła. Wyniki wyborów prezydenckich to nie tylko dowód na to, że Polacy powiedzieli dość układowi”.

Nie wszyscy jeszcze „szczujni publicyści” są pewni, że w drugiej turze nastąpi Endsieg (ostateczne zwycięstwo), ale już teraz szaleją ze szczęścia. Jak Marcin Fijołek, który na łamach wPolityce.pl głosi: „Mordor III RP zatrząsł się w posadach. Jeszcze nie wiemy, czy upadnie, ale wiemy, że upaść może. To bardzo dużo”.

Niektórzy z niepokornych mieli inspirujące sny: „Jaka była moja pierwsza myśl po przebudzeniu dzisiejszego poranka?” – pyta Łukasz Adamski (też portal braci Karnowskich). I odpowiada: „Do głowy przyszła mi scena z arcydzieła Coppoli „Czas Apokalipsy”, w której pułkownik-kowboj mówi, że kocha zapach napalmu o poranku. Dlaczego? Bo pachnie jak zwycięstwo”. I kwituje: „Duda i Kukiz zrzucili napalm na ten system”.

To i tak łagodne skojarzenie. Przecież Adamski, zamiast inspirować się ambitnym kinem, mógłby zaczerpnąć natchnienie z kibolskich haseł i napisać np., że panowie D. i K. posłali III RP „do gazu”. Albo „do pieca”.

Napalm w sumie nie jest taki zły, ale samo porównanie dosyć ryzykowne, bo ci, którzy go zrzucali, niezbyt dobrze na tym wyszli.

Oprócz takich diagnoz szczujnie nie ustają w opluwaniu prezydenta Komorowskiego.

Rysownik Andrzej Krauze w „dowcipnej” karykaturze pokazuje ponurego faceta z pagonami, który pocieszając Komorowskiego, mówi: „Nie martw się, dla WSI zawsze będziesz prezydentem”. Inny artysta, Marcin Wolski, w „Gazecie Polskiej Codziennie” sięga po poezję rymowaną: „Leży na dechach Bronek – Gajowy, jeszcze nie wierzy, że ma już z głowy/ publika woła: niech się nie męczy/ niech ktoś przytomny rzuci mu ręcznik/ niechaj wyjeżdża do Ruskiej Budy/ koniec obciachu, my chcemy Dudy!”.

Na szczyty poststalinowskiej retoryki wspina się Tomasz Domalewski (znów wPolityce). Dla niego wyborcy Komorowskiego to „dewianci”, którzy „trzymają się dawno przegniłego powrozu, co lada chwila się urwie i spowoduje swobodny lot w przepaść”.

Dłuższy wywód opublikował (też u Karnowskich) Janusz Szewczak. Jak pisze: „Polska się budzi, a Platforma i jej prezydent przestają wierzyć w zwycięstwo. Wiatr historii wieje coraz mocniej. To nie tylko początek buntu polskiego społeczeństwa, ale zapowiedź prawdziwego tsunami, które nadejdzie jesienią”. Zdaniem Szewczaka „idzie nowe, bardziej profesjonalne, uczciwe i propolskie. Tu nadal będzie warto robić interesy, ale strzyc owieczki nad Wisłą, tak skutecznie i bezkarnie, jak do tej pory, gdy prezydentem będzie Andrzej Duda, już się nie uda. Nowy pasterz nad Wisłą najwyraźniej chce pilnować dobytku i tego, co czuje i myśli jeszcze po Polsku”.

Do czego pije publicysta, wyjaśnia dopisek przy jego nazwisku. Szewczak to „główny ekonomista SKOK-ów”, sponsora prawicowych mediów z braćmi Karnowskimi na czele.

Entuzjazm Szewczaka jest zrozumiały. „Nowy pasterz” na pewno da spokój SKOK-om i pozwoli, by spokojnie strzygły swoje owieczki.

Zobacz także

wyborcza.pl

Wybory prezydenckie 2015. Prof. Ryszard Cichocki: Komorowski jak Grobelny. PO dostała w Poznaniu prztyczek w nos

Seweryn Lipoński, 12.05.2015

ŁUKASZ CYNALEWSKI

– Prezydent Grobelny przeżył drastyczny spadek poparcia w I turze. Teraz to samo przytrafiło się Komorowskiemu – mówi socjolog, prof. Ryszard Cichocki. Jego zdaniem SLD po klęsce „weźmie cokolwiek”, co w Poznaniu może ułatwić rozmowy o koalicji w radzie miasta.
Seweryn Lipoński: To nie Bronisław Komorowski, tylko Andrzej Duda uzyskał najlepszy wynik w I turze wyborów prezydenckich. Duży szok czy tylko mała niespodzianka?

Prof. Ryszard Cichocki, socjolog z UAM: To bez wątpienia zaskoczenie. Żaden sondaż przed wyborami nie wskazywał na taką możliwość.

Mimo wszystko w sztabie PiS dało się zauważyć, że politycy tej partii po cichu liczyli na taki obrót spraw.

– Każdy członek partii marzy o dobrym wyniku. W tym rozumieniu politycy PiS mogli się spodziewać wygranej Dudy. Zresztą od paru tygodni Duda mozolnie wspinał się w sondażach, odrabiając po 1-2 proc. Jednak głównie to Komorowski stracił sporo poparcia.

W Poznaniu na Komorowskiego pięć lat temu głosowało blisko 60 proc. mieszkańców. Teraz – tylko 47 proc. Nasze miasto przestało być „bastionem” PO?

– Już teraz takim nie jest i nie będzie także w następnych wyborach. Słyszymy, że słaby wynik Komorowskiego to efekt złej kampanii, tymczasem są dwie istotniejsze przyczyny. Po pierwsze: prezydent zapłacił za słabość rządów PO-PSL. Nasz region, choć był bardzo za Platformą, był omijany, jeśli chodzi np. o plany budowy dróg i o ważne stanowiska w rządzie. Po drugie: wśród wyborców nastąpiła zmiana pokoleniowa.

Co konkretnie ma pan na myśli?

– Pojawiły się dwie ciekawe grupy. To wyborcy w wieku 18-24 oraz 26-33 lata. Ci drudzy głosowali już kilka lat temu i to oni wynieśli Platformę do władzy. Teraz są wobec niej dużo bardziej krytyczni. Te dwie grupy jeszcze nie mają w pełni ukształtowanych postaw w sferze publicznej, ci wyborcy są „płynni”, nieprzewidywalni.

Czy na wynik Komorowskiego wpłynęła tzw. afera fakturowa i wewnętrzne kłótnie w poznańskiej PO tuż przed wyborami?

– Jestem przekonany, że tak, choć nie obniżyło to drastycznie notowań prezydenta. Ale 2-3 pkt proc. mogło mu to odebrać. Takie wydarzenia powodują też dystansowanie się ludzi od polityki. To z kolei przekłada się na słabszą frekwencję.

Paweł Kukiz, który reklamował się jako kandydat „antysystemowy”, zebrał w Poznaniu blisko 19 proc. głosów. Niemal identycznie jak w całym kraju. Jak to możliwe w mieście słynącym ze stabilności, uporządkowania i pewnego szacunku wobec władzy?

– To prawda, u nas zawsze „nowości” takie jak Włodzimierz Cimoszewicz czy Andrzej Lepper przyjmowały się wolniej. A teraz co piąty poznaniak zagłosował na kogoś, kto w ogóle nie ma przeszłości politycznej i na dobrą sprawę nie wiadomo, co oferuje. To rzeczywiście niespodzianka. Myślę, że część to wyborcy PO, którzy postanowili dać jej prztyczka w nos i w II turze jednak zagłosują na Komorowskiego.

A co z lewicą? W Poznaniu zwykle była mocna. Teraz Magdalena Ogórek dostała u nas 2,4 proc., Janusz Palikot niecałe 2 proc.

– To niewyobrażalna klęska lewicy. Wręcz katastrofa. To będzie miało konsekwencje. Pamiętajmy, że część wyborców o socjalnych poglądach zagarnął PiS, bo ciągle jesteśmy społeczeństwem w dużej mierze konserwatywnym. Ci wyborcy nie są zainteresowani takimi postulatami jak małżeństwa homoseksualne czy in vitro. Nie mają też konfliktu z Kościołem.

Te konsekwencje, o których pan mówi, już następują. Szef SLD w Poznaniu Tomasz Lewandowski mówi, że kandydatura Ogórek była „szaleństwem”, nie chciał na nią głosować, planował oddać nieważny głos.

– Gdyby to działo się osiem lat temu, to lewica mogłaby liczyć na zmiany. Teraz taki twór jak SLD nie może już dłużej trwać. Jedyne wyjście to zbudowanie szerszego nurtu, koalicji środowisk lewicowych, ale to na razie też się nie udaje. Brakuje liderów.

Może to przyspieszy plany Lewandowskiego, który chce założyć stowarzyszenie niebędące partią, z myślą o kolejnych wyborach samorządowych?

– To będzie się działo oddolnie we wszystkich strukturach SLD w kraju. Inaczej lewicę czeka tylko równia pochyła i śmierć. Młodzi działacze to widzą. Jednak te oddolne próby na razie nie będą przynosić dobrych wyników wyborczych. Odbudowanie lewicy to perspektywa 8-10 lat. A nie do najbliższych wyborów.

Klęska SLD i porażka Platformy mogą wpłynąć w Poznaniu na rozmowy o koalicji w radzie miasta? Bo tu, paradoksalnie, lewica zaraz może być u władzy. W grę wchodzi stanowisko wiceprezydenta…

– Mamy rozbitą radę. Brakuje wyraźnej większości. Prezydent, choć z PO, nadal jest w partii nową postacią i już na tym poziomie rodzą się różne konflikty. Ale cała sytuacja może ułatwić rozmowy. Rozbita lewica weźmie cokolwiek, co się jej zaoferuje.

Niektórzy widzą analogię do wyborów w Poznaniu. Tu także Ryszard Grobelny wydawał się niezagrożony, wyraźnie prowadził w sondażach, tak jak Komorowski.

– Nie przesadzajmy, to dwa różne światy, ale jakaś analogia rzeczywiście jest. Prezydent Grobelny przeżył drastyczny spadek poparcia w I turze. Teraz to samo przytrafiło się Komorowskiemu. Uśpiły ich sondaże. Tymczasem, co ważne, w obu przypadkach spora część wyborców zmieniła preferencje zaledwie 2-3 dni przed wyborami.

Nawet Grobelny, mimo wszystko, wygrał I turę. A w II turze i tak przegrał. Teraz Komorowski już jest za Dudą. To znaczy, że wybory są rozstrzygnięte?

– Niekoniecznie. Ludzie już nauczyli się, że są dwie tury, i dopiero ta druga będzie rozstrzygająca. Szacuję, że ok. 7 proc. wyborców Kukiza zagłosowało na złość Platformie, a teraz poprą Komorowskiego. To oczywiście wciąż za mało, żeby prezydent się obronił, ale tu nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte.

Rozmawiał Seweryn Lipoński

poznan.gazeta.pl

Wyborcza klęska SLD. Miller odgryza się Żakowskiemu za „bolesny ząb lewicy” i każe odejść z dziennikarstwa. Jest bezlitosna riposta

Krzysztof Lepczyński, 12.05.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103087,17901663,series.html?embed=0&autoplay=1
Wybory prezydenckie okazały się tak dotkliwą klęską dla Magdaleny Ogórek i SLD, że Jacek Żakowski wezwał Leszka Millera do ustąpienia. – To raczej Żakowski powinien ustąpić z dziennikarstwa – odparował szef SLD w Poranku Radia TOK FM. – To jest różnica między liderem lewicy, jakim jest Ed Miliband, a postkomunistą, jakim jest Miller – odpowiada Żakowski w rozmowie z Tokfm.pl.
– W tym tygodniu trzeba wyrwać dwa bolesne zęby polskiej lewicy: Millera i Palikota – tak Jacek Żakowski skomentował w Poranku Radia TOK FM fatalny wynik Magdaleny Ogórek w wyborach prezydenckich. Zdanie to musiało mocno dotknąć Leszka Millera, który gościł dziś w Radiu TOK FM u Jana Wróbla.„Miller szuka konserwatywno-liberalnego koryta”

– Pan redaktor Żakowski nawet wysłał mnie do więzienia, teraz chce mnie usunąć z polityki. Mogę się odwzajemnić i powiedzieć, żeby w takim razie pan Żakowski, który tak jednostronnie się angażuje po stronie PO, usunął się z dziennikarstwa – stwierdził szef SLD.

– Ewa Kopacz i Bronisław Komorowski by się zdziwili, słysząc, że angażuję się po ich stronie. Mamy raczej przeciwne wrażenie, ja też takie mam – odpowiedział Żakowski w rozmowie z Tokfm.pl. – Angażuję się raczej po stronie lewicy, a Miller szuka konserwatywno-liberalnego koryta, z którego może się wypaść – dodaje publicysta „Polityki”, wskazując na kampanię Magdaleny Ogórek i dokonania Millera z okresu jego rządów, od sprawy więzień CIA po zamykanie barów mlecznych.

„Gdyby Miller miał odrobinę honoru…”

Żakowski podkreślił, że Miller nie powinien już więcej kompromitować lewicy swoją obecnością. – Każdy człowiek, który miałby odrobinę honoru, po doprowadzeniu poparcia do takiej katastrofy bez słowa by się usunął. To jest różnica między liderem lewicy, jakim jest Ed Miliband, a postkomunistą, jakim jest Miller – podkreślił publicysta, nawiązując do odejścia przywódców partii, które poniosły klęskę w wyborach w Wielkiej Brytanii.

Jego zdaniem szef SLD będzie „trwał za wszelką cenę”, nie licząc się ze skutkami swojego postępowania – zarówno dla swojej partii, lewicy, jak i całego kraju. – Gdybym był redaktorem naczelnym pisma i doprowadził je do takiej ruiny, tobym odszedł – deklaruje Żakowski.

Miller to Schettino polskiej lewicy?

Miller w Poranku Radia TOK FM przyznał, że jak na razie nie ma mowy o jego dymisji. Zapewnił też, że SLD znajdzie się w przyszłym Sejmie. – Pytanie, w jakiej formule – zastrzegł, wskazując na konieczność stworzenia szerokiej lewicowej koalicji.

– Gdyby lider formacji politycznej na kilka miesięcy przed wyborami mówił, że nie wejdzie do Sejmu, byłoby to dziwne – komentuje Żakowski. – Nie wchodziłbym na prom, którego kapitanem jest Schettino. A gdybym już się na nim znalazł, tobym wysiadł. I to jest moja dobra rada dla polityków SLD – kwituje Żakowski.

Zobacz także

TOK FM

Wybory prezydenckie 2015. O. Rydzyk zaprosił Komorowskiego i Dudę na debatę wyborczą

będzieDebatawRM
kospa, 12.05.2015
Ojciec Tadeusz Rydzyk

Ojciec Tadeusz Rydzyk (Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta)

Kandydatów, którzy zmierzą się w drugiej turze wyborów, o. Tadeusz Rydzyk zaprosił dziś na debatę prezydencką, która miałaby się odbyć w należącej do jego imperium medialnego TV Trwam.
W drugiej turze wyborów zmierzą się Andrzej Duda i Bronisław Komorowski. W pierwszej kandydat PiS zdobył 34,76 proc. głosów, zaś urzędujący prezydent nieznacznie mniej – 33,77 proc.Wiadomo już, że przed drugą turą kandydaci wezmą udział w dwóch debatach prezydenckich – jednej zorganizowanej przez TVP, drugiej – która odbędzie się wTVN 24. Jednak dzisiaj Radio Maryja poinformowało, że do debaty w TV Trwam zaprosił kandydatów również o. Tadeusz Rydzyk. Gdyby sztaby na taką propozycję przystały, przed 24 maja panowie dyskutowaliby aż trzy razy.rMRydzykZaprosił

Komorowskiego wezwanie do debaty

Okazji do dyskusji na żywo nie mieli przed pierwszą turą, ponieważ urzędujący prezydent odmówił udziału w debacie zorganizowanej przez TVP, w której uczestniczyli wszyscy pozostali kandydaci. – Ręka boska mnie chroniła, żeby nie dać się przekonać i nie iść na tego typu debatę. Bo dla mnie to był żenujący poziom – stwierdził dzień później. Nie spodobał mu się przyjęty sposób prezentacji kandydatów, a więc dwuminutowe odpowiedzi na pytania.

Ale nie tylko to zniesmaczyło prezydenta: – Jeden kandydat przyszedł z krzesełkiem, drugi przyniósł podobno prawidłowego orła, trzeci w krótkich rękawach… Najmniej było tam wiedzy i doświadczenia z zakresu tego, jak funkcjonuje państwo – mówił.

Komorowski od początku zresztą zapowiadał, że dyskutować będzie dopiero przed drugą turą ze swoim głównym kontrkandydatem. I do takiej debaty wezwał Dudę już podczas pierwszego przemówienia po zamknięciu lokali wyborczych w ostatnią niedzielę.

O. Rydzyka dwa zdania na temat Dudy

Pomysł o. Rydzyka na zorganizowanie trzeciej debaty jest zaskakujący. Podczas swojego wystąpienia na antenie Radia Maryja w niedzielny wieczór, gdy cała Polska śledziła sondażowe jeszcze wówczas wyniki wyborów, o. Rydzyk zwycięstwu Dudy poświęcił bowiem zaledwie dwa zdania.

– Tu już się ludzie podniecają, że Andrzej Duda wygrywa pierwszą turę wyborów prezydenckich. Zobaczymy, zobaczymy – stwierdził.

Przez pozostałą część audycji utyskiwał na fatalną sytuację finansową swojej rozgłośni, za co oberwało się też PiS-owi. – Raz czy dwa razy nam dali, a przecież ta partia ma bardzo duże pieniądze. Każda partia ma ileś milionów rocznie dotacji. Nie będę mówił ile, to nawet nie dziesięć, nawet nie dwadzieścia. I tutaj na Radio Maryja nie ma – żalił się.

Zobacz także

wyborcza.pl

Wybory prezydenckie 2015. Lewandowski: Kaczyński zebrał pełne żniwo

Rozmawiała Renata Grochal, 12.05.2015
Jarosław Kaczyński wieczór wyborczy spędził przed Pałacem<br /><br />
Prezydenckim  w Warszawie, gdzie obchodził kolejną miesięcznicę<br /><br />
katastrofy smoleńskiej

Jarosław Kaczyński wieczór wyborczy spędził przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, gdzie obchodził kolejną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej (fot. PRZEMEK WIERZCHOWSKI)

Ta kampania była chórem złorzeczącym, który wykreował nierzeczywistość związaną z obrzydzeniem własnym krajem – mówi Janusz Lewandowski, europosłem PO, szefem Rady Gospodarczej przy premierze
RENATA GROCHAL: Jak pan odebrał porażkę Bronisława Komorowskiego w pierwszej turze?JANUSZ LEWANDOWSKI: To przykra niespodzianka. To był głos na zmianę, która tym bardziej kusi, że jest mglistym hasłem, a nie programem. To było także rozliczenie ośmiu lat rządów PO, które nie zawsze polegały na spełnianiu obietnic. Chociaż przypomnę, że wiele obietnic zostało dotrzymanych, choćby rekordowe ponad 400 miliardów złotych w nowym budżecie UE.Takie odreagowanie jest zrozumiałe w prawie bankrutującej, poddanej ostrej operacji chirurgicznej Grecji czy w stagnacyjnej Francji, ale może dziwić w kraju, który rozwija się szybciej niż inne, w którym bezrobocie spada, a płace rosną i który ma potężne fundusze europejskie na swoją modernizację. Tak jakby Polacy, którzy doceniają nasz zbiorowy sukces, nie poszli tej niedzieli do urn.

Dlaczego Komorowskiemu nie udało się ich zmobilizować?

– Mobilizacja na „tak” jest zawsze trudniejsza. Łatwiej się mobilizuje złymi emocjami, którymi była wypełniona ta kampania. Dla mnie ten werdykt jest bardziej owocem kampanii niż pięciolecia Komorowskiego.

To była dobra prezydentura, budująca zaufanie Polaków. Natomiast kampania to wszystko przesłoniła; była takim chórem złorzeczącym, który wykreował nierzeczywistość związaną z obrzydzeniem własnym krajem. Kiedyś bardzo skutecznie zaszczepiał ją Kaczyński. W tej chwili to obrzydzenie wypowiedziało dziesięciu z jedenastu kandydatów, ubranych czasem w szaty patriotyzmu. Oni zniesławiali własny kraj jako ten, który idzie ku ruinie. W tym sensie można powiedzieć, że Jarosław Kaczyński zebrał pełne żniwo w pierwszej turze.

Może to PO ma złą diagnozę nastrojów społecznych?

– Nie można obrażać się na demokrację. Natomiast wszystkie sondaże pokazują, że Polacy są w większości zadowoleni z życia. Ale złe emocje, których było w tej kampanii bardzo dużo, bo to był w gruncie rzeczy mecz dziesięć na jednego na złe emocje, wzięły górę być może przez absencję tych obywateli, którzy uważają nasz kraj za sukces zbiorowy Polaków.

Prezydent chce przeprowadzić referendum w sprawie JOW-ów, zmiany zasad finansowania partii i zmian w podatkach. Po co ten populizm?

– Prezydent próbuje w ten sposób mobilizować wyborców. To dobrze, że kłania się nastrojom panującym w kraju.

Zmiana proponowana przez Pawła Kukiza, czyli jednomandatowe okręgi wyborcze, jest skrajnie naiwna, bo utrwala dominację największych partii.

Zmiana, którą proponuje Duda, to jest cofnięcie Polski – anulowanie reformy emerytur, więzienie za in vitro, sześciolatki wypędzone ze szkół, nierentowne kopalnie mają dalej funkcjonować. Im bardziej się przyglądamy tej zmianie, tym bardziej ona może być psuciem Polski, a nie jej naprawą. Ale samo hasło uwiodło Polaków.

Jak wynik pierwszej tury został odebrany w Brukseli?

– To bardzo przykra niespodzianka, bo przy znakach zapytania i zagrożeniach, jakie są wokół Europy, a także w samej Europie, jest oczekiwanie, że przynajmniej jeden kraj średniej czy dużej wielkości będzie stabilny i przewidywalny, że będzie krzepił resztę Europy. Takie oczekiwania były i są wobec Polski.

Jak pan odbiera fatalny wynik lewicy – Ogórek i Palikot mają w sumie 4 proc. głosów.

– To schyłek lewicy, która uczestniczyła w sztafecie, również rządowej, po roku 1989 r. Lewicowi wyborcy odnaleźli się w lewicowym populizmie PiS i innych kandydatów. Dziś lewica to jest wielki znak zapytania, ale na pewno nie pozostanie pod przywództwem Leszka Millera.

Widzi pan na lewicy osobę, która mogłaby go zastąpić?

– Na razie młodzieżowa część wyborców jest uwiedziona. Młodzież ma prawo do wkurzenia i do tego, by być uwiedzionym. Znalazła sobie nowego idola, młodszego od Korwin-Mikkego. Kukiz głosi hasła, że będzie nam wszystkim lepiej i pochylimy się nad losem prostego człowieka tłamszonego przez rzekomy reżim.

Na razie trudno zwrócić się po tych wyborców komuś, kto jest traktowany jako ugrupowanie systemowe, a nie antysystemowe.

Jeśli Komorowski przegra wybory prezydenckie, to PO przegra parlamentarne?

– Nie ma takiej prostej przekładni. Przegrana Komorowskiego może oznaczać też wielką mobilizację Polaków wokół tych, którzy poszukują więcej tego samego, czyli dalszego rozwoju, mądrego zagospodarowania szansy europejskiej. Ale nie życzę tego Polsce.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Leszek Jażdżewski : Czas zmian

12.05.2015

Polacy w wyborach powiedzieli politykom: czas przewietrzyć Polskę. I żadne zaklęcia, że wybrali głupio i że powinni się poprawić, tego nie zmienią.Porażka Bronisława Komorowskiego i 20 proc. Pawła Kukiza w I turze wyborów prezydenckich – zmieniły wszystko. Pokazały słabość klasy rządzącej. Jej buta i arogancja została ukarana. Polacy powiedzieli dość jałowemu konfliktowi politycznemu, który zamyka nas wszystkich w emocjonalnym szantażu uniemożliwiającym normalną debatę.

PO okazała się partią pozbawionego ambicji rządzącego establishmentu, młodemu pokoleniu Polaków nie ma nic do zaoferowania. Jej najpopularniejszy (w dziejach) polityk w toku kampanii wyborczej zmniejszył poparcie o 1/3. I tura wyborów prezydenckich to także koniec efektywności narracji „straszenia PiS-em”, która gwarantowała władzę PO przez ostatnich 8 lat. A kiedy spojrzeliśmy na to, co kryje się za nią, okazało się, że bardzo niewiele. Król jest nagi.

Sprowadzenie wyniku Kukiza do poparcia społeczeństwa dla idei JOW-ów świadczy o kompletnym niezrozumieniu powodów jego sukcesu. Masę ludzi po prostu wkurza obecny system, w którym kandydaci klepią wyuczone formułki, dominuje partyjny przekaz dnia, gdzie słowo dane wyborcom nic nie znaczy, w którym klasa rządząca rozlicza sobie kilometrówki i zaprasza na ośmiorniczki do drogich restauracji.

Spór PO–PiS przypomina coraz bardziej rodzinną vendettę, w której coraz bardziej nie wiadomo, o co poszło, liczy się sama intensywność konfliktu, walka. Jej sens i cel zeszły dawno na drugi plan. Idee służą wyłącznie utrwaleniu władzy lub przebiciu się w opozycji.

JOW-y to najłatwiejszy sposób na pokazanie przez społeczeństwo środkowego palca partiom politycznym. Dlatego niezmiennie zachowują popularność. Przestraszony Komorowski ogłaszając, że zarządzi referendum w sprawie JOW-ów, nie zyska głosów antysystemowców, ale straci głosy tych, którzy uważali, że nie traktuje państwa tylko jako pola politycznej rozgrywki.

Klasa polityczna odkleiła się od społeczeństwa i rzeczywistości. Nie dorasta do wyzwań, jakim Polska i Europa muszą stawiać czoła. Polacy to instynktownie rozumieją. Dlatego zostali w domach. Dlatego oddali głos nieważny. Dlatego poparli Kukiza. Wielu mimo wszystko wciąż zagłosowało na Komorowskiego, a nawet na Dudę.

Brak sensownej alternatywy dla PO powoduje wzlot alternatyw bezsensownych. Potrzebą chwili jest stworzenie takiej alternatywy.

Tekst ukazał się na moim blogu na portalu „Polityki”

TOK FM

P. Beniuszys: Co będzie lepsze?

12.05.2015

Co dalej? Oczywiście II tura. Dla wyborcy liberalnego decyzja wydaje się prosta. Wydaje się.

Trudno zaprzeczyć, że wynik I tury wyborów prezydenckich 2015 nie jest zaskoczeniem. Jest zaskoczeniem kolosalnym z punktu widzenia prognoz, jakie formułowaliśmy jeszcze miesiąc przed 10 maja, a co dopiero w kontekście prognoz starszych. Osobiście twierdziłem w listopadzie 2014, że nominacja dla Andrzeja Dudy jest formą oddania tej kampanii przez PiS walkowerem. Myliłem się, nawet jeśli – tego się będę trzymać –ówcześni pisowscy decydenci niedzielnego wyniku sami się spodziewali.

 

Jednak już z perspektywy ostatnich 10-14 dni kampanii wynik jest mniej zaskakujący. Tendencja krzywej poparcia dla prezydenta Bronisława Komorowskiego była mocno spadkowa w ostatnich 2 tygodniach kampanii. Była spadkowa już wcześniej, ale to wiązało się po prostu z korektą nienaturalnie wysokiego poparcia powyżej początkowo 60%, która następowała wraz ze startem kolejnych kandydatów, aktywizowaniem przez nich różnych grup elektoratu oraz z włączeniem prezydenta w normalne procesy kampanijne, gdzie musiał zejść z wysokiego piedestału i stać się jednym z wielu równych kandydatów. Ale spadek poparcia przyspieszył ponownie w ostatnich 2 tygodniach i to już należy tłumaczyć negatywną oceną jego działań w kampanii wyborczej: odmowy udziału w debacie telewizyjnej (jako jedyny z kandydatów), postawy postrzeganej przez wielu jako arogancja, zbyt natarczywe przeświadczenie o bycia skazanym na reelekcję, co dodatkowo było potęgowane przez czyniących Komorowskiemu niedźwiedzią przysługę komentatorów, zbywających jego konkurentów niechętną i arogancką pobłażliwością.

 

Tak oto poparcie dla prezydenta spadało z około 42-45% (w jednym sondażu nawet 48%) na niecałe 2 tygodnie przed dniem wyborów, przez 38-39% około tygodnia przed, po ok. 34-35% w ostatnich sondażach w piątek. Ten trend trwał dalej przez ostatnie dni, w tym w ciszy wyborczej, co czyni wynik na poziomie 32-33% logicznym. Dokładnie odwrotna tendencja, o nawet większym tempie nastąpiła w przypadku Pawła Kukiza, który w niecałe 2 tygodnie rósł z poziomu 11-12%, przez 15%, aż po 18% w ostatnich badaniach opinii przed ciszą. Wynik 20-21% to też logiczna konsekwencja tej tendencji.

 

Duda nie rósł, ani nie spadał w sondażach. Flatline’ował za to przez większość ostatnich tygodni kampanii na poziomie 28-32%. Tutaj ponownie ujawniła się niechęć części elektoratu PiS (nieufnego w dobie „reżimowych mediów” i „fałszerstw wyborczych” jak jeszcze nigdy dotąd) do ujawniania ankieterom swoich sympatii politycznych. Tak 28-32% okazało się w rzeczywistości być ok. 36%.

 

Co dalej? Oczywiście II tura. Dla wyborcy liberalnego decyzja wydaje się prosta. Komorowski na pewno jest bliższy oczekiwaniom takiego wyborcy niż nominat PiS. Nie zmienia tego zasadniczo jego kuriozalne rzucenie się na elektorat Kukiza objawiające się w postaci nagłego nawrócenia na postulat jednomandatowych okręgów wyborczych, który jest postulatem niemądrym i szkodliwym. Ale w kontekście „Dylematu 24 maja” pojawia się nowa okoliczność. Owszem, z punktu widzenia krótkookresowego interesu Polski oraz oczekiwań liberalnego wyborcy reelekcja Komorowskiego byłaby lepszą wiadomością niż triumf Dudy. Ale wtedy PO potraktuje wpadkę z 10 maja jako incydent i wszystko zostanie w formule business as usual. Nic nie zmieni w swojej filozofii sprawowania władzy po ewentualnym zwycięstwie jesienią. A wtedy ten system władzy w końcu i tak ulegnie spektakularnemu krachowi wobec różnych sił antysystemowych pod przewodnictwem PiS. Stanie się tak, ponieważ nie zaistniała przez te 8 lat żadna nie-antysystemowa opozycja wobec PO-PSL, która mogłaby przejąć odpowiedzialność rządową po nieuchronnym zużyciu się obecnej koalicji. Stanie się tak, bo w system władzy PO-PSL wpisany jest – dziś widać to już wyraźnie – gen autodestrukcji, zaraz obok genu prawie bezczynnego trwania.

 

Może więc lepiej – z punktu widzenia długofalowego interesu kraju, a zwłaszcza z punktu widzenia reform, które w Polsce potrzebne są jak najszybciej, nie później jednak niż ok. 2020 r. – oddać władzę teraz na 4 lata? Porażka Komorowskiego 24 maja byłaby szokiem dla PO tak potężnym, że jej głęboka erozja byłaby nieunikniona, a elektorat centrowy, centrolewicowy i centroprawicowy zostałby po raz pierwszy od 2004 r. wprawiony w poważniejszy ruch. Powstałyby warunki dla powołania nowej partii politycznej o podobnym umiejscowieniu na scenie politycznej jak PO, ale złożonej z ludzi o zupełnie innym podejściu do uprawiania polityki, zorientowanym na strategicznie myślenia o przyszłości państwa, zamiast na trikach służących przedłużeniu trwania u władzy z 8 do 12, czy potem może z 12 do 16 lat… Ta partia mogłaby odebrać PiS i Kukizowi z Korwinem władzę w 2019 r., a dzięki takim koalicjantom możliwe, że 1-2 lata wcześniej.

 

Z tymi kilkoma luźnymi myślami Państwa dzisiaj zostawiam.

TOK FM

 

Wybory 2015 – oficjalne wyniki. Stolica za Komorowskim. Co planuje sztab Platformy?

Iwona Szpala, Michał Wojtczuk, 12.05.2015
Andrzej Duda | Bronisław Komorowski

Andrzej Duda | Bronisław Komorowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja)

Bronisław Komorowski – 37,93 proc., Andrzej Duda – 29,68 proc. – to oficjalne wyniki I tury wyborów prezydenckich w okręgu z Warszawą (wliczane są do niego także okoliczne gminy i obwody zagraniczne). Paweł Kukiz zdobył 21,10 proc. W warszawskim sztabie wyborczym PO zapanował rozgardiasz, nikt nie wie, jak odzyskać głosy „kukizowców”.
Wczoraj od rana spływały wiadomości o wynikach wyborów w dużych miastach. Te największe zawsze były ostoją Platformy Obywatelskiej. Tak było i w tych wyborach. W Krakowie, Łodzi, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu wygrał Bronisław Komorowski. Z większych miast Andrzej Duda z PiS wygrał tylko m.in. w Lublinie i Rzeszowie.Warszawa zawsze była bastionem PO. I wszystko wskazywało na to, że będzie na Mazowszu samotną wyspą poparcia dla Komorowskiego. Bo w pozostałych pięciu okręgach wyborczych w naszym województwie bardzo zdecydowanie wygrał kandydat PiS. W okręgu ostrołęckim na północy województwa Duda zdobył 49,83 proc. i wyprzedził Komorowskiego aż o 17 pkt proc.Jednak warszawskich wyników wyborów długo nie było. Około godz. 20 spośród 51 okręgów wyborczych, na jakie podzielona jest Polska, nieznane były wyniki już tylko z okręgu obejmującego Warszawę z przylegającymi powiatami. – Mamy wyniki z wszystkich komisji wyborczych w mieście. Ale do okręgu warszawskiego przypisane są jeszcze wyniki z zagranicy. Bez nich nie możemy wygenerować protokołów – rozkładał ręce Marcin Wojdat, sekretarz miasta pełniący funkcję miejskiego urzędnika wyborczego. Powodem opóźnienia miały być kłopoty z policzeniem kilkudziesięciu tysięcy głosów oddanych przez Polaków w Londynie.Kukiz w Warszawie jak w kraju

W nocy PKW poinformowała, że urzędujący prezydent w okręgu warszawskim zebrał 37,93 proc. głosów i pokonał Andrzeja Dudę, którego poparcie zatrzymało się na 29,68 proc. Na kolejnych miejscach znaleźli się: Paweł Kukiz (21,10 proc.), Janusz Korwin-Mikke (3,69 proc.), Janusz Palikot (2,03 proc.), Magdalena Ogórek (1,98 proc.) i Grzegorz Braun (1,31 proc.). Pozostali kandydaci nie przekroczyli 1 proc. poparcia.

Wynik Komorowskiego wydaje się znacznie słabszy niż pięć lat temu, kiedy w stolicy zdobył w I turze 51,7 proc. głosów. Ale słabiej niż pięć lat temu wypadł także kandydat PiS – w 2010 r. w Warszawie Jarosław Kaczyński w I turze dostał nieco ponad 30 proc. głosów. W Warszawie na Dudę zagłosował żelazny elektorat PiS. Kandydat PiS nie przyciągnął do siebie wyborców zniechęconych do PO. Zamiast na niego głosowali na Pawła Kukiza, który w Warszawie zebrał 20,97 proc. głosów.

Najwyższym poparciem urzędujący prezydent cieszył się na Wilanowie: dostał ponad 52 proc. głosów (w 2010 r. – prawie 59 proc.), podczas gdy Duda zaledwie 21 proc. (Jarosław Kaczyński w 2010 r. – ponad 25 proc.). Rekord poparcia dla Komorowskiego prawdopodobnie padł w komisji 558, w szkole przy ul. Wiertniczej, w której głosowała część mieszkańców Miasteczka Wilanów: urzędujący prezydent dostał w tej komisji 61,27 proc. głosów, a Duda – 13,67 proc. Kukiz dostał tu 16,07 proc. Elektorat Miasteczka Wilanów, w którym dominują wyborcy młodzi i stosunkowo nieźle sytuowani, w sporej części dał się uwieść Kukizowi. W komisji 567, urządzonej w przedszkolu przy ul. Ledóchowskiej, ten kandydat zdobył aż 24,11 proc. głosów, a w dwóch komisjach w Instytucie Jana Pawła II w kompleksie Świątyni Opatrzności przy ul. Hlonda – ponad 19 proc. głosów. Także w niektórych komisjach na Białołęce poparcie dla Kukiza przekraczało 20 proc.

Duda częstuje kawą

Duda nie czekał na to, aż urzędnicy policzą głosy. O godz. 7 przy stacji metra Centrum częstował kawą. W przerwach między pozowaniem do zdjęć i rozdawaniem autografów ogłosił, że jest gotowy rozmawiać o jednomandatowych okręgach wyborczych z Kukizem. Mówił też, dlaczego wygrał I turę: „Bo ludzie oczekują naprawy Rzeczpospolitej”. Po południu pojechał na spotkanie wyborcze do Sochaczewa.

Na tym nie koniec. Szefowa sztabu wyborczego Beata Szydło pojawiła się pod Pałacem Prezydenckim z kartonami podpisów pod inicjatywami referendalnymi, które przepadły w Sejmie (reforma sześciolatków, lasy państwowe, reforma emerytalna). Hasło spotkania: „Wola obywateli zmielona w niszczarce”. Szydło mówiła, że po przegranej Komorowski zaczął się przedstawiać jako prezydent otwarty na referenda.

Bo wczoraj o godz. 9 prezydent zapowiedział, że chce ogólnopolskich referendów o jednomandatowych okręgach wyborczych, likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu oraz zmianach systemu podatkowego, które wzmocniłyby pozycję podatnika. Po czym zniknął. Wyborczej aktywności nie prowadzili w stolicy także politycy PO.

W sztabie PO zamieszanie

Związany przez lata z PO polityk opowiada, że w partii panuje chaos, część lokalnych polityków z Warszawy rozjechała się na urlopy. – Nic nie robimy, bo nie dostaliśmy instrukcji – informuje warszawski działacz PO. – Nie będę biegać solo po ulicach, zaczepiać ludzi i mówić im: „Niech pan głosuje na Bronka”, choć tak uważam. To tak nie działa, nie ma planu kampanii, gadżetów, ulotek.

– Owszem, materiałów wyborczych jest zero – przyznaje jedna z osób pracujących przy kampanii w Warszawie. – To, co zostało, ma wydrukowaną datę 10 maja. Więc naprawdę byliśmy wszyscy zaskoczeni. Poza tym jest problem z wyborczym hasłem Bronisława Komorowskiego. „Zgoda i bezpieczeństwo” to nie są problemy ludzi, którzy mają 20 lat. A o takich w tej dogrywce zabiegamy.

Nasz rozmówca mówi, że wczoraj od rana próbował skontaktować się ze sztabem krajowym PO, by zapytać o kampanijną strategię: – Nic nie ustaliłem.

Przyznaje, że ludzie z warszawskiej PO, która w 2013 r. obroniła prezydenturę Hanny Gronkiewicz-Waltz w referendum, chcieli „podzielić się ze sztabem krajowym doświadczeniami”, ale usłyszeli, że to kampania centralna. Więc odpuścili.

– To chyba pierwszy raz, gdy Platforma tak zignorowała swój elektorat w stolicy – mówi polityk tej partii.

– Wiadomo było, że tu z PiS wygramy, ale co szkodziło zrobić kampanię profrekwencyjną? Pokazać ludziom, że jesteśmy obecni. Nagle sztab centralny wymyślił kampanię „door to door”, trudną, bo ludzie potrafią pogonić. Był bronkobus, ale po Warszawie jeździł w połowie pusty, bo były trudności z ustaleniem godziny i tras przejazdu.

Zaczęło się szukanie winnych. – W warszawskim sztabie, który opanowali ludzie od Marcina Kierwińskiego, częściej można było usłyszeć, jak się wzajemnie nominują do posad w Pałacu Prezydenckim, niż doprosić o informację – mówi jeden z rozmówców z PO.

Ale frustracja jest także wśród warszawskich działaczy PiS. Bo choć ich kandydat w skali kraju wygrał I turę, w Warszawie wypadł blado.

Zobacz także

warszawa.gazeta.pl

Wybory prezydenckie 2015. Schetyna: Za Dudą stoi Kaczyński i Macierewicz. Ważne, żeby Polacy wiedzieli kogo wybierają w rzeczywistości

Wah, 12.05.2015
Grzegorz Schetyna

Grzegorz Schetyna ()Fot. Mieczysaw Michalak / Agencja Gazeta)

– Nie udało się powtórzyć frekwencji sprzed pięciu lat – tłumaczył wynik Bronisława Komorowskiego w „Radiu Zet” Grzegorz Schetyna – według „Rzeczpospolitej” od wczoraj to on jest nieoficjalnym szefem sztabu wyborczego prezydenta. – PiS jednak nie poprawił wyniku. Głosy na PiS i Andrzeja Dudę są takie same jak przed pięcioma laty
– Nie można zadowolić się sondażami przed wyborami i uważać, że wybory są zakończone. Właśnie prezydent musi szczególnie przekonywać wyborców – komentował Schetyna spadek zaufania dla Komorowskiego z około 70 proc. do 30 dzisiaj. – Potrzebna jest teraz postawienie diagnozy i 10 dni intensywnej pracy, by przekonać wyborców, żeby byli 24 maja przy urnach. To da zwycięstwo. Potrzebna jest intensywna i emocjonalna kampania – mówił Szef MSZ. Według doniesień „Rzeczpospolitej” to on przejmuje przed drugą turą odpowiedzialność za kampanię prezydenta Komorowskiego.Nikt nie wpada w panikęNa pytanie czy prezydent wpadł w popłoch i panikę ws. JOW-ów [Komorowski wczoraj zapowiedział referendum w tej sprawie, Schetyna odpowiedział, że to „PO jest twórcą wprowadzenia JOW-ów do polskiego systemy politycznego”. – Nikt nie wpada w panikę. Ale jeśli jest problem, który jest w przestrzeni kampanii wyborczej, to prezydent mówi „sprawdzam”. Aby Polacy się wypowiedzieli, a my nie byli zakładnikami tej sprawy.- Jeśli to jest sygnał, że prezydent chce poddać trzy sprawy kwestii referendalnej, to jest to nowa jakoś w polskiej polityce. Może uda się wprowadzić referendum do świadomości społecznej – twierdzi Schetyna. – Jeśli mówimy o JOW-ach w Sejmie, to można zastosować np. system mieszany. To jest temat do rozmowy. Ale nie tylko na kampanię, ale okres po niej. Stąd pomysł o referendum. Pomysł referendum to mądrość prezydenta, a nie gonienie króliczka – mówił.

Ważne, żeby Polacy wiedzieli kogo wybierają w rzeczywistości

Na pytanie Moniki Olejnik „kto zawalił kampanię Komorowskiego”, Schetyna stwierdził, że nie potrzeba rozliczeń w trakcie wyborów, a trzeba skupić się na kolejnych 12 dniach kampanii. – To wielki sprawdzian dla PO i koalicji oraz wyborców, którzy nie chcą powrotu Jarosława Kaczyńskiego – mówił.

– Trochę dziwne jest prowadzenie kampanii przez Dudę, bo nie ma wokół niego Kaczyńskiego, ani Macierewicza. W normalnej sytuacji sztab kontrkandydata pokazuje, że związek między nimi istnieje. Ważne, żeby Polacy wiedzieli kogo wybierają w rzeczywistości.

– Uśmiecha się ten kto uśmiecha się ostatni – skomentował Schetyna uśmiech Jarosława Kaczyńskiego pod Pałacem Prezydenckim, tuż po otrzymaniu wyników I tury.

Zobacz także

wyborcza.pl

„Książki. Magazyn do czytania” – nowy numer już w kioskach

redkult, 12.05.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,75248,17869709,video.html?embed=0&autoplay=1
Najważniejsze i najciekawsze książki wiosny i lata 2015 r.: Grzebałkowska, Tokarczuk, Springer i Rudnicki, Sarah Waters, John Cleese i Julian Barnes. Nowy, 17., numer kwartalnika „Książki. Magazyn do czytania” w sprzedaży od wtorku, 12 maja
Magdalena Grzebałkowska, Olga Tokarczuk, Marek Bieńczyk, Mariusz Szczygieł, Maria Poprzęcka, Janusz Rudnicki, Julian Barnes i John Cleese opowiedzą Wam, co i o czym warto czytać w najbliższych miesiącach (a będzie m.in. o wojnie widzianej oczami ludzi i zwierząt, miłości i poczuciu humoru).Na pierwszych stronach – ciężki kaliber: opowieść Magdaleny Grzebałkowskiej o tym, jak powstawała jej nowa książka „1945. Wojna i pokój” oraz wywiad Wojciecha Orlińskiego z Marcinem Zarembą. Historyk stawia tezę, że na przełomie 1944 i 1945 r. polskie społeczeństwo przestało istnieć.Również o historii, tyle że z perspektywy zwierząt, pisze Olga Tokarczuk, przywołując książkę francuskiego historyka Érica Barataya. Maria Poprzęcka wyjaśnia, dlaczego Leonardo nie mógł być kobietą, a Marek Bieńczyk, dlaczego wydane właśnie „Święto nieistotności” to już ostatni powieściowy żart Milana Kundery. Z kolei Mariusz Szczygieł opowie o swoich receptach na zanik weny, a Filip Springer o złym designie.„Książki. Magazyn do czytania” w sprzedaży już od 12 maja, a w nim m.in.:

* „Jak Bóg odebrał mi rozum”, czyli Magdalena Grzebałkowska opowiada o tym, jak pisała książkę „1945. Wojna i pokój”

* TEN moment z czechofilem, czyli Mariusz Szczygieł o sensie życia

* Drogi design to zły design – Filip Springer w walce o piękno w standardzie

* Jak w BBC za sprawą bestsellerowej pisarki Sarah Waters po raz pierwszy pojawiło się dildo. Z bestsellerową lesbijską pisarką rozmawiają Ignacy Karpowicz i Juliusz Kurkiewicz

* Co nowa gwiazda europejskiej literatury Karl Ove Knausgaard robi w Ameryce – opisuje Łukasz Grzymisławski

* „Szczygieł” Donny Tartt i inne najważniejsze premiery lata recenzuje Juliusz Kurkiewicz

* Piotr Cieśliński o czasie, który nie jest tym, czym się wam zdaje

* Janusz Rudnicki o kobiecie w cieniu Korczaka

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: