Duda (18.05.2015)

 

Partia Razem nową lewicą? „Zero złogów postkomunistycznych i pseudolewicowych, mnóstwo gotowych do pracy i pełnych entuzjazmu”

Krzysztof Lepczyński, 18.05.2015
Partia Razem - Kongres założycielski

Partia Razem – Kongres założycielski (Facebook/partiarazem)

Ponad 200 głównie młodych lewicowych aktywistów zebrało się w weekend w Warszawie na kongresie założycielskim partii Razem. Szykują się do wyborów, bo „nie chcą zostawiać lewej strony”. Powstaje kolejna kanapowa partia, czy ruch, który odrodzi lewicę?
Widmo krąży po lewicy – widmo upadku. Dlatego niemal wszystkie siły lewicy obradowały w weekend, jedne nad swoim końcem, inne nad początkiem. W piątek w Sejmie zebrała się po raz pierwszy Wolność i Równość z inicjatywy profesorów Jana Hartmana, Kazimierza Kika i Genowefy Grabowskiej. W sobotę przed oskarżeniami po wyborczym blamażu bronił się Leszek Miller. Tego samego dnia w centrum Warszawy zebrali się ludzie, którzy WiR nazywają „neoliberalną”, a Millera chcą wtrącić za kratki za sprawę więzień CIA w Polsce.„Zero złogów postkomunistycznych i pseudolewicowych”

W sali biurowca Universalu w centrum Warszawy 200, głównie młodych, osób zebrało się na kongresie założycielskim nowego ugrupowania. Studenci, doktoranci, byli działacze niewielkich lewicowych formacji, jak Zieloni czy Unia Pracy, związkowcy. Sporo osób to naturszczycy, bez żadnego doświadczenia w polityce. Wszyscy będą robić nową, lewicową partię Razem.

„Mnóstwo ludzi gotowych do pracy i pełnych entuzjazmu. Oraz zero złogów postkomunistycznych i pseudolewicowych. Nie wiem, czy ten projekt się powiedzie, nikt tego nie może wiedzieć, ale właśnie narodziło się coś, co ma szanse stać się zarodkiem sensownej politycznej zmiany” – cieszył się później jeden z blogerów. – Na tej sali są ci, którzy jeszcze nie wiedzą, że się nie da – mówi Marcelina Zawisza, wcześniej działaczka Zielonych, w niedzielę wybrana do zarządu partii.

Wśród zebranych czuć ekscytację. – Sami jesteśmy zaskoczeni, że tak zażarło – mówią. W ciągu dwóch miesięcy w całej Polsce zebrano już, według zapewnień inicjatorów partii, 1700 zgłoszeń. Słyszymy, że jeśli choć połowa okaże się prawdziwymi, aktywnymi członkami, będzie dobrze.Dlaczego „Razem”? – To oddaje istotę lewicy, wspólnotowość – tłumaczy Katarzyna Paprota, feministka, członkini zarządu Razem. Program? Lewicowy. Jak na polskie warunki, nawet skrajnie lewicowy. Kilka postulatów: niższe podatki dla biednych i wyższe dla bogatych, progresywne opodatkowanie firm, 15 zł minimalnej płacy godzinowej i minimalna płaca dla stażystów, zwiększenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Finansowanie służby zdrowia bezpośrednio z budżetu, zakaz eksmisji na bruk, postawienie na lokalną kolej zamiast Pendolino. Limit dwóch kadencji dla parlamentarzystów i samorządowców. I wiele innych. „Oldskulowa socjaldemokracja” – ocenił na swoim blogu Wojciech Orliński z „Gazety Wyborczej”.

„Ruszcie cztery litery! Trzeba zacząć działać!”

Kongres rozpoczął panel dyskusyjny. Rafał Woś z „Dziennika Gazety Prawnej”, wspomniany Orliński i Maria Świetlik, aktywistka Internet Society Poland, mówili o prekariacie i nie tylko. – Grupy dyskusyjne są fajne, czytanie książek jest fajne, ale ruszcie cztery litery! Trzeba zacząć działać! – apelowała Świetlik. Orliński zastrzegał, że z natury jest pesymistą. – Obawiam się, że z partii Razem wyjdzie to samo, co z innych sympatycznych inicjatyw – stwierdził, na co sala zareagowała buczeniem.

Orliński nie jest w swych obawach odosobniony. Nawet założyciele Razem przyznają, że na razie chcą utworzyć struktury w całej Polsce, by wystartować w jesiennych wyborach parlamentarnych. Jeśli się uda, liczą na 3-5 proc. – Są realistami – przyznaje Michał Protaziuk, nasz redakcyjny kolega, który śledzi życie politycznego planktonu. Razem przywodzi mu na myśl Zielonych, co raczej nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Protaziuk przyznaje jednak, że jeśli zarejestrują listy w wyborach do Sejmu, mogą zagrozić innym partiom.

Na razie jednak partia jest w powijakach. – Chodzi panu o WiR? – dopytuje jeden z socjologów, których zapytaliśmy o Razem. Także kilku innych dopiero od nas dowiedziało się o nowej inicjatywie. Anna Materska-Sosnowska, politolożka z UW, o Razem słyszała, choć bez szczegółów. I przyznaje, że ideowo pomysł jest trafiony. Gorzej, że partii brakuje wyrazistego lidera. – Bez charyzmatycznego przywódcy nawet przy najlepszym programie to się nie uda – ostrzega.

„Ludzie się boją, że nam wyskoczy jakiś Miller albo Kalisz zza filaru”

Inicjatorzy Razem są innego zdania. Stawiają na kolektyw, partia nie ma jednego prezesa, tylko kilkuosobowy zarząd. – Twarze? – dziwi się Marcelina Zawisza. – To się nie przekłada na głosy. Ludzie nie patrzą na twarz, ale na to, co za nimi stoi – wskazuje. Wszyscy zgodnie podkreślają, że w nowej partii zabraknie miejsca dla skompromitowanych liderów SLD czy Twojego Ruchu. – Im nie chodzi o równość i sprawiedliwość, ale o stołki – mówi Zawisza, odnosząc się do profesorskiej inicjatywy WiR. – Ludzie się boją, że nam wyskoczy jakiś Miller albo Kalisz zza filaru. Ale gdybyśmy mieli rozmawiać z lewicowymi oligarchami, utracilibyśmy wiarygodność – kwituje Paprota.

Zobacz także

 TOK FM

Kamiński kpi z Kurskiego: „Kilka lat temu Duda was zdradził”. A Kurski wyznaje: „Myliliśmy się”

WB, 18.05.2015
Michał Kamiński | Jacek Kurski

Michał Kamiński | Jacek Kurski (Agencja Gazeta)

Michał Kamiński w „Kropce nad i” przypomniał, że Andrzej Duda „zdradził” Jacka Kurskiego i Zbigniewa Ziobrę, kiedy mieli wspólnie odejść z PiS. – Historia przyznała mu rację, myśmy się pomylili – wyznał Kurski. Doradca Ewy Kopacz ujawnił również, co Jacek Kurski mówił na spotkaniu ze sztabem PO w sprawie debaty w TVN.

– Couch Andrzeja Dudy Jacek Kurski i coach Bronisława Komorowskiego Michał Kamiński – przywitała gości Monika Olejnik, a ci natychmiast zaprzeczyli.

– Pan prezydent przygotowywał się sam do debaty. Parę razy rozmawialiśmy o podziale polskiej sceny politycznej, ale prezydent sam tę debatę wygrał, nie miałem w tym najmniejszego udziału – deklarował Kamiński i natychmiast dodał: – Jacek Kurski na pewno nie brał udziału w tej klęsce. Gdyby przygotowywał Andrzeja Dudę do debaty, to nie byłaby tak dramatyczna klęska.

– Andrzej Duda jest politykiem samodzielnym i sam przygotowywał się do debaty – odparł Kurski, a Kamiński wybuchnął śmiechem.

Polityk Solidarnej Polski mówił dalej o wczorajszej debacie. – Decyduje wrażenie, a we wrażeniu Bronisław Komorowski był niezwykle agresywny, złamał reguły. Andrzej Duda był spokojny, nawet zbyt kulturalny, zbyt uładzony – chwalił kandydata PiS.

Kurski zauważył również, że Duda został wskazany jako zwycięzca w sondach RMF i Super Expressu – A w Radio Maryja? – kpił Kamiński.

„Duda zdradził Kurskiego”

– We wczorajszej debacie zobaczyłem Andrzeja Dudę, o którym mówił mi Jacek Kurski kilka lat temu, kiedy zdradził Jacka Kurskiego i Zbigniewa Ziobrę, kiedy myśleli, że razem z nimi wyjdzie z PiS-u. Pamiętam jak Zbigniew Ziobro walczył, żeby Andrzej Duda był ministrem w Kancelarii Prezydenta, a Lech Kaczyński nie chciał się na to zgodzić. A kiedy Kaczyński wyrzucał ich z PiS-u, liczyli, że z nimi wyjdzie. Wtedy Andrzej Duda po raz kolejny pokazał swoją cechę labilności, zmiany poglądów – perorował doradca Ewy Kopacz.

– Ile tu jest żółci i judzenia. To samo widać u Bronisława Komorowskiego. Ta kampania jest jednym wielkim hejtem – stwierdził Kurski i zaczął przedrzeźniać prezydenta Komorowskiego. Powiedział również, że Andrzej Duda był przywiązany do Lecha Kaczyńskiego. – Historia przyznała mu rację, myśmy się pomylili – wyznał.

„Sędzia Kryże, najbliższy kolega Dudy”

Zdaniem Kurskiego Duda „miał absolutną rację, wypominając sprawę Jedwabnego Bronisławowi Komorowskiemu”. – Polski prezydent, który mówi, że naród ofiar był również narodem sprawców, oskarża swój naród o udział w największej zbrodni, jakiej dokonały hitlerowskie Niemcy – mówił i dodał: – Zdradza swój naród.

Kamiński odrzucał atak, mówiąc o tym, że „Komorowski został wsadzony do więzienia przez wiceministra PiS, sędziego Kryże, czyli najbliższego kolegę pana Dudy”. – Za to, że walczył o polską wolność. Jacek Kurski powinien za to przeprosić, a nie teraz krzyczeć plugawe rzeczy o Bronisławie Komorowskim, który całe życie walczył o to, żeby Polska była wolna, bezpieczna. Andrzej Duda był zastępcą Ziobry, kiedy zastępcą Ziobry był Andrzej Kryże. Sędzia komunistyczny, który wsadzał do więzienia największych polskich patriotów, takich jak Bronisław Komorowski. To jest właśnie obłuda PiS – jesteś naszym komuchem? Co byś nie zrobił, my ci wybaczymy. Jesteś przeciwko nam? Choćbyś był najporządniejszym człowiekiem, my cię wsadzimy do więzienia – oburzał się.

Kurski o MamPrawoWiedziec.plKamiński nie przestawał atakować i zauważył, że Andrzej Duda „w europarlamencie mówił to, co ma się podobać ludziom w europarlamencie”, a aktualnie „chce mówić to, co się podoba polskim rolnikom”.

– Andrzej Duda nie może brać odpowiedzialności za portal prowadzony dawniej przez córkę Bronisława Komorowskiego – mówił o portalu MamPrawoWiedziec.pl Jacek Kurski.

– To jest portal, na który powoływał się Zbigniew Ziobro, żeby pokazać jakim dobrym jest europosłem – punktował Kamiński. Kurski oburzył się i powiedział, że należy rozliczać Dudę „z jego wystąpień i oświadczeń własnoręcznie podpisanych, a nie jakichś elektronicznych ankiet”.

„Będę tym, który cię wyciągnie z transportu…”

Mówiono też o dzisiejszym spotkaniu sztabów PiS i PO w sprawie debaty w TVN. – Dzisiaj Jacek Kurski groził jednemu z członków sztabu PO – być może żartobliwie, ale to bardzo znamienne – „uważaj, bo będę tym, który cię wyciągnie z transportu do Berezy Kartuskiej” – zarzucał Kamiński. – Kompletne brednie – odpowiadał Kurski.

W rozmowie pojawił się również wątek podpalenia budki strażniczej pod Ambasadą Rosyjską. – Prezydent przepraszał Putina i Federację Rosyjską za działanie polskich obywateli, którzy podpalili budkę. Okazuje się, że podpalenie budki zleciły służby specjalne – grzmiał Kurski. Kamiński stwierdził natomiast, że ten „wpisuje się w putinowską propagandę”.

– Chłopaki i dziewczyny, jak będziecie głosować na Andrzeja Dudę, to będziecie głosować na Jacka Kurskiego. Nie chcecie Kurskiego, głosujcie na Komorowskiego – apelował na koniec Kamiński.

Zobacz także

TOK FM

Mają 300 tys. zł rocznie i 8 laptopów od Norwegów. Kulisy powstania portalu, który dostarczył „haków” na Dudę

Róża Rzeplińska, rozczarowana słowotokiem polityków założyła portal dokumentujący ich obietnice i poglądy.
Róża Rzeplińska, rozczarowana słowotokiem polityków założyła portal dokumentujący ich obietnice i poglądy. YouTube.com / Gazeta.pl

Ten moment kiedy Komorowski wyciąga Dudzie niewygodne poglądy… Jak mówi Róża Rzeplińska, założycielka serwisu MamPrawoWiedziec.pl, wkrótce potem serwery miały problem z obsłużeniem ruchu internetowego. A kilka godzin później portal padł już ofiarą hakerów. Ktoś włamał się na strony podmienił zdjęcia kandydatów. W poniedziałek rano strona ponownie działała, ale w okrojonej wersji.

Paradoksalnie Komorowski zrobił to, co mógłby zrobić przeciętny Kowalski-wyborca. Wszedł na MamPrawoWiedzieć.pl, sprawdził poglądy Andrzeja Dudy i udowodnił, że kandydat na urząd prezydencki plącze się w obietnicach. Dziś mizdrzy się do górników. Jeszcze kilka miesięcy temu opowiadał się za wprowadzeniem przez Parlament Europejski bardziej restrykcyjnych limitów emisji CO2 i szkodliwych pyłów. A to przecież czarny sen dla zarządzających kopalniami. Jeśli nie będzie elektrowni opalanych węglem nie będzie też pracy dla górników.

Kto dostarczył zabójczej broni Komorowskiemu? Jesienią ubiegłego roku Andrzej Duda, osobiści wypełnił i wysłał mailem ankietę o swoich poglądach dla portalu MamPrawoWiedzieć.pl. Czy wtedy był szczery, a teraz zmienił poglądy, a może obieca każdemu wszystko, byleby tylko wprowadzić się na 5 lat do Pałacu Prezydenckiego? Nieważne, tak czy inaczej, wychwycą to organizacje typu watchdog. Obserwują obietnice i poczynania polityków, a następnie prezentują wyborcom. W ten sposób Mam prawo wiedzieć stał się prawdziwym zwycięzcą debaty prezydenckiej.

Etnolog z zacięciem politycznym
Róża Rzeplińska ma 38 lat, trójkę dzieci i skończyła etnologię. – Pamiętam wybory w 2005 roku. Pracowałam przy forum organizacji obywatelskich. Ze znajomymi doszliśmy do wniosku, że głupio byłoby, gdyby o decyzjach wyborców miały przesadzić tylko niebieskie koszule i żółte krawaty. Tak mówiliśmy o wyborczych bilbordach. W mediach dyskutowano tylko o tym, kto lepiej na nich wygląda. Nie mieliśmy pojęcia, kim są kandydaci. Jak wyborca miałby podjąć decyzję zgodną z własnymi przekonaniami decyzji nad urną będzie trudne – wspomina.

Wkrótce potem założyła Stowarzysznie 61 od Art. 61 w Konstytucji RP mówiącego, że „obywatel ma prawo do uzyskania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne”. Do tworzenia bady danych o poglądach polityków zainspirował ja Kuba Wygnański, znany socjolog i twórca organizacji pozarządowych. Nie mieliśmy narzędzi – programów, strony internetowej, nic. Zaczęliśmy powoli te dane zbierać, założyliśmy stowarzyszenie. Rok później powstał serwis MamPrawoWiedziec.pl.

Studenci i darowane laptopy
Sztab PiS byłby zdruzgotany, widząc kto dostarczył haka na Dudę. MamPrawoWiedzieć.pl zatrudnia 8 osób, ale w tym jest kilku studentów na zleceniach. Warszawskie biuro ma wprawdzie 200 m2, ale dzielone jest z kilkoma organizacjami. W tym samym miejscu mają też próby aktorzy amatorzy. Ostatnio jednak portal miał spory zastrzyk „kapitału” – 8 laptopów firmy Dell przekazano w ramach dofinansowania projektów związanych z społeczeństwem obywatelskim. Żaden full wypas, zwykłe korporacyjne „lapki”.

Kto daje pieniądze? Ten zakup sfinansowali Norwedzy z tak zwanego Norweskiego Mechanizmu Finansowego. To fundusz, który Norwegia stworzyła w zamian za profity korzystania ze wspólnego rynku EU. Choć sama nie jest w Unii, należy do krajów stowarzyszonych gospodarczo. Kiedy 11 lat temu do Unii weszły nowe państwa członkowskie, w tym Polska. Uprzejmi Norwegowie poczuli się w obowiązku sprezentowania nam 281 mln euro. Podobnie zresztą zrobiły Szwajcaria, Islandia i Liechtenstein. Wcześniej MamPrawoWiedzieć.pl był finansowany przez amerykański Fund Seed Trust, również wspiera działalność organizacji proobywatelskich. Roczny budżet portalu 300 tys. zł.

Może to zawiłe, ale dzięki tym pieniądzom wiemy teraz, że Andrzej Duda złożył w tej kampanii dokładnie 55 obietnic, najwięcej z dziedzin „gospodarka” i „energetyka” oraz „przedsiębiorczość”. Bronisław Komorowski, bardziej powściągliwy w rzucaniu kiełbasą wyborczą – 33 (odpowiednio: „polityka rodzinna” i „obronność”). Rzeplińska wyjaśnia, że informacje o obietnicach pochodzą z monitoringu wypowiedzi kandydatów w mediach, Twittera, Facebooka. Czasem cytat podeśle wprost ze spotkania wyborczego aktywista terenowy albo zwykły widz. Wystarczyło, że Duda ogłosił obniżkę podatków dla mikrofirm i już ktoś skrzętnie notuje. Kto, komu, ile. Z Komorowskim tak samo: „Zgłoszę ustawę ułatwiającą współpracę nauki i biznesu” powiedział i już ma jedną obietnicę więcej.

– Wybory to jakby rozmowa kwalifikacyjna polityka z wyborcą. Przecież wybierając kogoś na cztery czy pięć lat, zatrudniamy osoby, które będą zarabiały pieniądze płynące z naszych podatków. Wypadałoby jakoś podsumować polityka, co obiecywał, a z czego się faktycznie wywiązał. Jeśli pozostaniemy wyborczymi leniami, posłowie i senatorowie nie nauczą się traktować nas poważnie – mówi Rzeplińska.

Bez kompetencji, bez angielskiego
A polscy politycy plotą co popadnie. W wyborach do Parlamentu Europejskiego wyszło na jaw, że wielu przyszłych europosłów z ankiet dowiadywało się nad czym właściwie będą w przyszłości głosować. A nie nad 6-latkami w polskich szkołach, ani finansowaniu in vitro o czym sporo się mówiło w poprzedniej kampanii. Rzeplińska: – Aby porównać poglądy kandydatów wraz z ekspertami (od Fundacji helsińskiej po Instytut Sobieskiego) opracowaliśmy ankietę związaną z tematami, którymi Unia Europejska będzie żyła w ciągu najbliższych lat.

Większość ankiet kandydaci na eurodeputowanych wypełniali, na raty, przez wiele dni. – Zajęło mi to 100 minut pracy! – skomentował jeden z nich trudne pytania. Okazało się też, że jedna trzecia kandydatów nie zna angielskiego. „Do polityki idzie się po wypłatę, a nie po to by służyć społeczeństwu” podsumowuje portal.

Mimo rekordu oglądalności Róża Rzeplińska nie jest zadowolona z przypadkowej promocji portalu. – Nie chcemy być politycznym Pudelkiem, wyciągającym na jaw afery i brudy. Żałuję, że naszą ankietą posłużono się w walce politycznej. Mam nadzieję, że mimo to kandydaci pozostaną szczerzy w swoich wypowiedziach – kończy.

naTemat.pl

Sprawdzamy kwestionariusz Dudy dla MamPrawoWiedziec.pl. Jak kandydat PiS odpowiadał na pytania o rolnictwo i górnictwo?

mf, 18.05.2015
Debata prezydencka Duda - Komorowski

Debata prezydencka Duda – Komorowski (Fot. TVP)

Bronisław Komorowski podczas debaty zaskoczył kandydata PiS – przywołał jego własne odpowiedzi na pytania zadane mu w 2014 r. przez serwis MamPrawoWiedziec.pl. Andrzej Duda błyskawicznie wyparł się przypisywanych mu opinii. Sprawdziliśmy, kto miał rację. I nie ma wątpliwości: prezydent pokazał autentyczne odpowiedzi Dudy.

Moment, w którym Bronisław Komorowski wręczył Andrzejowi Dudzie kartkę z wydrukiem jego odpowiedzi na kwestionariusz wyborczy MamPrawoWiedziec.pl z 2014 r., to jeden z częściej omawianych fragmentów niedzielnej debaty. Zdaniem wielu komentatorów Komorowski bardzo celnie uderzył w ten sposób w swojego kontrkandydata, pokazując, że ten jeszcze rok temu prezentował poglądy sprzeczne z interesami polskiego rolnictwa i polskiego górnictwa.

Z drugiej strony sam Duda wypierał się słów, które przypisywał mu prezydent. Postanowiliśmy sprawdzić, jak było naprawdę. Sięgnęliśmy więc do źródła, czyli kwestionariuszy MamPrawoWiedziec.pl. Co z nich wynika?

Ankieta Dudy wśród 420 kwestionariuszy kandydatów do europarlamentu

fot. MamPrawoWiedziec.pl

– To, co przeczytał Komorowski podczas debaty, to są dwa cytaty z naszych pytań zamkniętych. I rzeczywiście – dokładnie takich odpowiedzi udzielił Andrzej Duda. Po pierwsze, wybrał odpowiedź mówiącą, że rolnictwo jest jak inne gałęzie gospodarki i trzeba odchodzić stopniowo od wspólnej polityki rolnej. Po drugie, rzeczywiście powiedział, że Unia Europejska powinna ustalić bardziej restrykcyjne limity emisji gazów cieplarnianych i pyłów – tłumaczy Anna Ścisłowska z MamPrawoWiedziec.pl.

fot. MamPrawoWiedziec.pl

Jej słowa znajdują potwierdzenie w ankietach, które są dostępne w serwisie – każdy może na własne oczy zobaczyć, jakich odpowiedzi udzielił Duda w kwietniu 2014 r., gdy MamPrawoWiedziec.pl realizowało swoją ankietę wśród kandydatów na europarlamentarzystów.

– Zaproszenia do wypełnienia kwestionariusza wysłaliśmy do wszystkich kandydatów, których adresy mailowe udało się nam ustalić. Uzyskaliśmy 420 odpowiedzi. 24 osoby spośród tych, które nam odpisały, dostały się do Parlamentu Europejskiego – mówi Ścisłowska.

Niespójne odpowiedzi Dudy

Nie wszystkich zadowala jednak samo potwierdzenie faktu, że Duda naprawdę powiedział to, co cytował w czasie debaty Komorowski. W sieci pojawiły się głosy, że wypowiedzi te były „wyrwane z kontekstu”, bo w przypadku tych samych zagadnień (górnictwa i rolnictwa) w innych miejscach ankiety MamPrawoWiedziec.pl Duda wypowiadał się zupełnie inaczej.

Ścisłowska po części zgadza się z takimi głosami. – Jeśli przeczytamy cały kwestionariusz, zauważymy, że mimo iż w cytowanym przez prezydenta pytaniu Duda wskazał, że trzeba odchodzić od wspólnej polityki rolnej, to w innym pytaniu nie zgodził się np. ze stwierdzeniem, że należy stopniowo zmniejszać czy likwidować dopłaty dla rolników – zauważa ekspertka. – Jeśli ktoś chce wejść w te szczegóły i przeanalizować całość, zauważy z pewnością pewną niespójność odpowiedzi Dudy – dodaje.

Jej zdaniem podobne wątpliwości można mieć, jeśli przejrzy się dokładnie wszystkie odpowiedzi Dudy na pytania z działu energetyki. – Z jednej strony mamy zgodę na bardziej restrykcyjne limity emisji gazów cieplarnianych, z drugiej Duda odpowiada np., że w ramach zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Unia Europejska powinna lepiej wykorzystywać zasoby energetyczne, które posiada, czyli głównie węgiel – mówi Ścisłowska.

Każdy kandydat sam wypełniał swoją ankietę

Skąd mogą pochodzić niespójności w odpowiedziach Andrzeja Dudy? Ekspertka MamPrawoWiedziec.pl odrzuca oskarżenia o to, że mogą być one wynikiem błędu ankietera. Dlaczego? Bo żadnego ankietera nie było. – To była ankieta elektroniczna. System działa tak, że kandydaci dostają od nas e-mail z indywidualnym linkiem i kodem, który trafia tylko do kandydata, i wypełniają ankietę przez internet. Sami zaznaczają odpowiedzi. My w nie w żaden sposób nie ingerujemy – zaznacza Ścisłowska.

A może Duda mógł się po prostu pomylić? – Nie wiemy tego. Nie mamy wpływu na to, czy kandydat wypełnia kwestionariusz osobiście, czy zleca to np. swojemu asystentowi. Bardzo trudno spekulować nam na temat tego, skąd mogły się wziąć takie, a nie inne odpowiedzi – mówi Ścisłowska, dodając jednak, że już po publikacji kwestionariuszy każdy z kandydatów miał 24 godziny na poprawienie swoich odpowiedzi.

„Co poeta miał na myśli”?

Jak więc oceniać niedzielną zagrywkę Komorowskiego? Nie ma wątpliwości, że odpowiedzi Dudy nie zostały przez prezydenta wymyślone – naprawdę widnieją w zamieszczonej na stronie ankiecie. Niemniej można się zastanawiać, czy te pojedyncze opinie w pełni oddają poglądy Dudy na górnictwo i rolnictwo – i tu już trudno o pewność. Pytanie tylko, czy walczący z Dudą Komorowski ma obowiązek zajmować się tak drobiazgową analizą poglądów kandydata PiS. Zacytował te słowa, które było my wygodnie zacytować – dla jednych będzie to pewnie nieczysty chwyt, dla innych to coś, co mieści się w kampanijnych regułach gry.

– My, jako wyborcy i prowadzący serwis, nie możemy się domyślać, co poeta miał na myśli. Możemy opierać się tylko na tych odpowiedziach, które uzyskaliśmy. I te odpowiedzi, które wczoraj zostały zacytowane przez Komorowskiego, rzeczywiście zostały przez Dudę udzielone – ocenia Ścisłowska.

Pod tym adresem można zobaczyć wszystkie odpowiedzi Andrzeja Dudy na pytanie zadane mu w kwietniu 2014 r. przez MamPrawoWiedziec.pl.

 

 

gazeta.pl

Debata prezydencka. Dlaczego Komorowski zmiażdżył Dudę

Tomasz Ulanowski, 18.05.2015
Debata Prezydencka w TVP

Debata Prezydencka w TVP (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Komentatorzy patrzą na debatę przed wyborami prezydenckimi zbyt racjonalnie. Powinni oderwać się od tego, co mówili kandydaci, i skupić na tym, jak mówili.
Zapytałem ostatnio słynnego holendersko-amerykańskiego prymatologa prof. Fransa de Waala o to, jak wyczytać prawdę o kandydatach na prezydenta z szumu, który dookoła siebie robią.- Proszę wyciszyć głos, kiedy pokazują ich w telewizji, i zwrócić uwagę na język ich ciał. To świetny sposób, by zobaczyć, jakimi są ludźmi. Czy są przyjacielscy, dominujący, silni czy słabi – odpowiedział światowej sławy badacz szympansów, bonobo oraz małp nieczłekokształtnych.

takZrobiłem

Moim zdaniem prezydent Komorowski zmiażdżył kandydata PiS-u. Mówił pewnie i mocno. Całym ciałem dawał do zrozumienia, że jest człowiekiem statecznym, doświadczonym, dominującym i godnym zaufania.

Z kolei europoseł Duda, choć ma ładny, niski głos, niespecjalnie potrafił go wykorzystać. To zadziwiające u prawnika! Kiedy zmagał się z szarżami prezydenta, wręcz drżał. W pewnym momencie zaczęły latać mu dłonie. Ale najgorszy był jego upiorny uśmiech przyklejony do twarzy przez całą debatę. Wielu wyborców może prześladować w sennych koszmarach.

Prezydent Komorowski pokazał się w niedzielny wieczór jako lepszy kandydat na poziomie fundamentów. Jako dojrzały, ciągle mocny lider, który, kiedy trzeba, potrafi ryknąć jak lew na podskakującego nerwowo pretendenta do tronu. Dlatego jeśli nie przegra z kretesem kolejnej debaty, to moim zdaniem wygra wybory. Taki wybór podyktuje Polakom biologia. To na tym poziomie kandydaci muszą przekonać do siebie wyborców, zanim jeszcze zaczną mówić im o swoich pomysłach na Rzeczpospolitą.

Emerytury, miejsca pracy, polityka zagraniczna, obronność, Jedwabne – to są oczywiście ważne i bardzo ważne sprawy, ale wyborcy jeszcze niezdecydowani (a o nich, nie o fanów PO czy PiS-u, toczy się przecież gra) przede wszystkim poprą przywódcę. A Bronisław Komorowski wyglądem i zachowaniem bardziej przypominał lidera niż Andrzej Duda.

Nie ma się o co obrażać. Ludzie zazwyczaj kierują się emocjami, a dopiero potem swój wybór sobie racjonalizują. Pouczająco pisał o tym w książce „Prawy umysł” amerykański psycholog moralności Jonathan Haidt. Porównał on nasze emocje do słonia, a rozum do jeźdźca. Jeźdźcowi się wydaje, że kieruje słoniem, ale tak naprawdę zatwierdza tylko jego wybory. Haidt tłumaczy, że moralność to świat intuicji i emocji, który błyskawicznie i podświadomie pozwala nam ocenić innych ludzi, relacje między nimi i to, co robią. Dopiero kiedy dokonamy oceny, włącza się rozum, który nam ją ładnie racjonalizuje. Bo tak jest szybciej i bezpieczniej.

Dlatego jeśli kandydaci na prezydenta idą łeb w łeb, to debaty telewizyjne często rozstrzygają o wyniku wyborów. Tak jak słynne starcie Johna Kennedy’ego z Richardem Nixonem w 1960 r. Spięty Nixon fatalnie wypadał w telewizji, m.in. dlatego, że pocił się pod nosem i nie potrafił powstrzymać się przed ocieraniem chusteczką górnej wargi. W rezultacie przegrał ze słabo znanym senatorem, choć był wiceprezydentem u popularnego Dwighta Eisenhowera.

wyborcza.pl

 

Wybory prezydenckie. Awantura o debatę w TVN24. Kurski wywraca ustalenia

Renata Grochal, Agata Kondzińska, 18.05.2015
Beata Szydło (szefowa sztabu Andrzeja Dudy) i Andrzej Duda

Beata Szydło (szefowa sztabu Andrzeja Dudy) i Andrzej Duda (fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta)

PiS dyktuje warunki debaty prezydenckiej w TVN24. Szefowa sztabu Andrzeja Dudy ściąga na pomoc Jacka Kurskiego, który wywraca dotychczasowe ustalenia. Kolejne medialne starcie Duda-Komorowski stanęło pod znakiem zapytania.
W poniedziałek od rana trwały ustalenia między sztabami Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy w sprawie czwartkowej debaty w TVN24.Do siedziby TVN24 przy ul. Wiertniczej o godzinie 9.30 przyjechali szefowa sztabu Dudy Beata Szydło, a ze strony Komorowskiego jego doradca Jerzy Smoliński i sztabowiec Szymon Milczanowski.

ustalono

PiS domagał się wydłużenia czasu na odpowiedzi z minuty do 1,5 minuty, bo w debacie TVP i Polsatu Duda nie mieścił się w czasie. Zażądał także, by dyskusja odbyła się bez publiczności, bo – jak argumentowała Szydło – tak jak w TVP przyjdzie pan Andrzej spod krzyża, który będzie się awanturował. PO przystała na te warunki i podpisała protokół z ustaleniami.Jak relacjonują nasi rozmówcy, Szydło oświadczyła nieoczekiwanie, że warunki debaty musi uzgodnić ze sztabem i kandydatem, dlatego protokołu teraz nie podpisze. Pojechała do siedziby PiS, a o godzinie 13 wróciła z Jackiem Kurskim. Ten kompletnie wywrócił wcześniejsze ustalenia proponując, by dziennikarz tylko przywitał kandydatów, a później Komorowski i Duda będą przez 70 minut zadać sobie pytania.- To byłaby kompletna nawalanka. Nie mogliśmy się na to zgodzić. Widać, że PiS szuka pretekstu, żeby zerwać debatę, bo boją się kolejnej przegranej – mówi sztabowiec Komorowskiego.Jeszcze dziś ma zapaść ostateczna decyzja, czy dojdzie do debaty w TVN24.

JużpoPublikacji

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Wybory prezydenckie 2015. Komorowski: Im ciągle kołaczą się myśli: „a może jeszcze raz wzorem doświadczeń IV RP…”

kospa, pap, 18.05.2015
Wybory prezydenckie 2015. Bronisław Komorowski na kampanii wyborczej w Krakowie

Wybory prezydenckie 2015. Bronisław Komorowski na kampanii wyborczej w Krakowie (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

– W II turze wyborów prezydenckich mamy wybór między Polską, która ufa swoim obywatelom, i tą, która na nich czyha – przekonywał w Krakowie prezydent Bronisław Komorowski. Ocenił, że on i jego kontrkandydat Andrzej Duda to dwie kompletnie różne wizje kraju.
– Wczorajsza debata pokazała w sposób jednoznaczny, że są dwie kompletnie od siebie oddalone wizje Polski i pomiędzy tymi wizjami będziemy dokonywali wyboru w niedzielę – mówił Bronisław Komorowski podczas spotkania z wyborcami w Krakowie.Jak podkreślił, „jest aktualna, jest możliwa Polska, którą już raz mieliśmy, nie tak wiele lat temu”. – Polska, która stawia na opresyjność wobec własnych obywateli, która jest pełna podejrzliwości, nieufności wobec każdego obywatela, podejrzewając go, że to tylko kwestia udowodnienia, a na pewno coś ma na sumieniu, tylko trzeba to wydobyć, np. w śledztwie – podkreślił Komorowski.

– Myśmy – mówił prezydent – nie tak dawno to przerabiali – Polskę, która była nastawiona na prowokowanie obywateli do popełniania złych rzeczy, po to, by ich przyłapać i przykładnie postawić przed sądem. To nie jest tak odległa perspektywa.

„A może jeszcze raz wzorem doświadczeń z czasów IV RP?”

– Można traktować jako niesmaczne żarty to, co zapowiada eurodeputowany PiS, najbliższy współpracownik Andrzeja Dudy – Janusz Wojciechowski. Już szykuje klatkę dla prezydenta. (…) Ale dla mnie to jest sygnał o tym, że oni tak naprawdę myślą, że im to jest naprawdę w głowie, że oni nie tylko tak są skłonni traktować urząd prezydenta, osobę prezydenta, głowę polskiego państwa, ale im w głowach i w sercach ciągle kołaczą się myśli, a może jeszcze raz wzorem Zbigniewa Ziobry, Mariusza Kamińskiego, Antoniego Macierewicza, doświadczeń z czasów IV RP – powiedział prezydent.

– To jest w nich głęboko, to jest od czasu do czasu łatwo zobaczyć w różnych sytuacjach – uważa Komorowski.

W piątek wieczorem europoseł PiS Janusz Wojciechowski napisał na Twitterze: „według standardów UE dla kur zalecany jest wolny spacer (ang. free-walking hen), a nie klatka. Odwrotnie dla prezydenta Komorowskiego”. Dwie godziny później przeprosił. „Przepraszam, miałem na myśli Pałac Prezydencki, jako ‚złotą klatkę’, w której Pan Prezydent czuje się lepiej niż na ulicy. Mea culpa!” – napisał w kolejnym wpisie.

Polska, w której kodeks karny będzie regulował kwestie sumienia

Prezydent przekonywał, że 24 maja „to naprawdę jest wybór między Polską, która ufa swoim obywatelom, a Polską, która na swoich obywateli czyha i chce wydobyć z nich to, co jest złe, licząc, że w każdym coś się znajdzie”. – To naprawdę będzie wybór między Polską, która stawia na wolność obywateli, na ich swobodne sumienie i Polskę, która chce, aby to kodeks karny regulował kwestie sumienia, zastępował wolne sumienie wolnego człowieka – stwierdził prezydent.

Dziękował mieszkańcom Krakowa za poparcie go w I turze wyborów prezydenckich. – Wygrać w Krakowie, mieszkając w Warszawie – to duże osiągnięcie i dobra zapowiedź na przyszłość. Przegrać w Krakowie, mieszkając w Krakowie – kiepska prognoza na przyszłość – powiedział Komorowski, nawiązując do swojej wygranej w stolicy Małopolski w I turze i do faktu, że jego kontrkandydat Andrzej Duda pochodzi z Krakowa.

– Czym sobie zasłużyłem? Być może tym, że naprawdę czuję, że jestem z całej Polski, a więc także z Krakowa – dodał prezydent.

Zobacz także

wyborcza.pl

To Michał Kamiński reanimował kampanię Komorowskiego

Renata Grochal, 18.05.2015
Bronisław Komorowski, Michał Kamiński

Bronisław Komorowski, Michał Kamiński (fot. KUBA ATYS, TOMASZ RYTYCH)

Do końca kampanii Bronisław Komorowski będzie jeździł po zachodniej Polsce i mobilizował wyborców. Do czwartkowej debaty w TVN 24 – tak jak do niedzielnej TVP i Polsatu – przygotuje go m.in. były spin doktor PiS Michał Kamiński, obecnie doradca premier Ewy Kopacz.
Po niedzielnej debacie TVP i Polsatu, którą większość komentatorów oceniła jako wygraną Komorowskiego, nastroje w sztabie prezydenta się poprawiły. Od wtorku jest w nim były spin doktor PiS Michał Kamiński, współautor wygranych kampanii PiS w 2005 r. Oddelegowała go tam premier Ewa Kopacz, by ratował kampanię prezydenta. Kamiński przygotował Komorowskiego do niedzielnej debaty.- Czasu było bardzo mało. „Misiek” wszedł do zespołu we wtorek. Spotkał się z Komorowskim i wyszedł z Belwederu w depresji, bo prezydent był kompletnie rozwalony po porażce. Ale szybko zdał sobie sprawę z tego, jaka jest naprawdę waga tego wyboru; że wygrana Dudy to będzie wygrana PiS w jesiennych wyborach parlamentarnych. I zaczął walczyć – opowiada jeden ze sztabowców Komorowskiego.

Oprócz Kamińskiego w zespole, z którym konsultował się prezydent przed debatą, byli także sztabowcy Szymon Milczanowski (były doradca b. ministra finansów Jacka Rostowskiego), Grzegorz Szmański (były szef Centrum Informacyjnego Rządu) i Maciej Grabowski (były rzecznik PO i doradca Donalda Tuska). Wszyscy prowadzą dziś własną działalność gospodarczą. Jednak według naszych rozmówców największy wpływ na taktykę Komorowskiego podczas starcia z Dudą miał Kamiński. To on doradził prezydentowi, by atakował Dudę za to, że podpisał się pod projektem przewidującym więzienie za in vitro, a także za asystentkę Magdalenę Żuraw, która poparła kamienowanie kobiet w Iranie.

Przed czwartkową debatą w TVN 24 Komorowskiego przygotuje ten sam zespół.

Ale rola Kamińskiego jest znacznie ważniejsza. To on wymyślił nową koncepcję na finisz kampanii.

Według naszych rozmówców, gdy tylko dołączył do sztabu, oświadczył, że fatalnym błędem było to, że kampania Komorowskiego przed pierwszą turą nie była konfrontacyjna. Zaproponował, by dotychczasowe hasło kampanii: „Zgoda i bezpieczeństwo”, zastąpić hasłem: „Komorowski – prezydent naszej wolności”.

Komorowski ma być przedstawiany jako strażnik wolności w kontrze do Andrzeja Dudy, który – m.in. zakazując in vitro – chce tę wolność Polakom odebrać.

– PO zyskuje na polaryzacji, a w tej kampanii nie było wyraźnego sporu z PiS, co uśpiło wyborców Platformy. Trzeba było nakreślić nową oś podziału – mówi jeden ze strategów kampanii Komorowskiego.

Kamiński wymyślił także promujący hasło spot, w którym młoda dziewczyna mówi, że „wiele w Polsce trzeba zmienić, ale zmiany nie mogą polegać na burzeniu i destrukcji”. W krótkim filmiku bohaterka przypomina, że Komorowski – jako młody człowiek – walczył o wolność Polaków i siedział za to w więzieniu. „Zawsze był po stronie ludzi, robotników i tych, którzy chcieli żyć w wolnym kraju. To była jego droga, droga ku wolności. Dla mnie moja wolność jest najważniejsza, nie chcę, by ktokolwiek w nią ingerował. Plastikowi politycy, karierowicze – to nie dla mnie. Ja potrzebuję człowieka, który stanie po mojej stronie, kiedy ci, którzy wolności nie lubią, będą chcieli mi ją odebrać. Moim kandydatem jest Bronisław Komorowski”.

Plan na ostatni tydzień kampanii jest taki, że Komorowski ma sporo jeździć po zachodniej Polsce i mobilizować wyborców, którzy pięć lat temu na niego głosowali, a w pierwszej turze nie poszli do urn.

Zobacz także

wyborcza.pl

Kuria filią sztabu PiS

Katarzyna Wiśniewska, Gazeta Wyborcza, 18.05.2015
Andrzej Duda podczas mszy świętej w Katedrze na Wawelu w piątą rocznicę pogrzebu Marii i Lecha Kaczyńskich.<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Kraków, 18 kwietnia 2015 r.

Andrzej Duda podczas mszy świętej w Katedrze na Wawelu w piątą rocznicę pogrzebu Marii i Lecha Kaczyńskich. Kraków, 18 kwietnia 2015 r. (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

Tygodnik „Niedziela” o wygaszaniu prezydentury Bronisława Komorowskiego
Andrzej Duda dostał świetny prezent: największy katolicki tygodnik „Niedziela”, o nakładzie 200 tys. egzemplarzy, tydzień przed 2. turą zrobił mu przedwyborczą reklamę. Z gwarancją kolportażu do kościołów w całej Polsce.Na okładce mamy uśmiechniętą rodzinę Dudy – cała trójka z palcami w charakterystycznym geście victorii. I wielki czerwony napis: „Polska potrzebuje zmian”. Dla mniej pojętnych redaktor naczelna Lidia Dudkiewicz we wstępniaku uściśla: „24 maja, gdy będzie druga tura wyborów prezydenckich, mamy obowiązek zabrać głos, by » wygasić «tę opcję polityczną, która » wygasza «krzyż, wartości chrześcijańskie i polskość. Prawdziwi Polacy już wiedzą, na kogo oddać głos!”. Ta trącąca dziwacznym nacjonalizmem odezwa jest jasna: coś trzeba „wygasić”, czyli zakończyć prezydenturę Bronisława Komorowskiego.

Obszerny wywiad z kandydatem PiS wewnątrz numeru zawiera tak „podchwytliwe” pytania jak: „Czy w Pałacu Prezydenckim są jakieś ważniejsze meble od żyrandola?” lub „Czuje się pan prześladowany za swoje przekonania?”. Dziennikarz razem z kandydatem Dudą toczą sobie przyjazne pogaduszki, utyskując wspólnie nad fatalną kondycją ojczyzny pod wodzą Komorowskiego.

Powie ktoś: każda gazeta ma prawo do manifestowania swoich sympatii wyborczych, a nawet do propagandy. Do czytelników należy decyzja, czy im to pasuje czy nie.

Sęk w tym, że „Niedziela” nie jest jakimś tygodnikiem należącym do jakiejś prywatnej spółki. Wydawcą jest kuria metropolitalna w Częstochowie. Udzielenie tak jawnego poparcia Dudzie spada w tej sytuacji na sumienie biskupów. Jest też tajemnicą poliszynela, że „Niedziela” to pismo najbliższe Episkopatowi in gremio: tylko za aprobatą całej Konferencji Episkopatu jest możliwe jego wydawanie przez kurię. Sam metropolita częstochowski abp Wacław Depo to w Episkopacie wpływowa postać – stoi na czele Rady ds. Środków Społecznego Przekazu.

W redakcji „Niedzieli” jest aż trzech duchownych, którzy swoimi nazwiskami firmują tę agitkę. Lecz tak naprawdę księży, którzy – mniej lub bardziej świadomie – zrobili Dudzie propagandę, jest znacznie więcej: w tysiącach kościołów w całej Polsce sprzedawano „Niedzielę” po niedzielnej mszy (dzieje się tak co tydzień, to jeden z tradycyjnych sposobów kolportażu tygodnika). Wielu księży zachęca do kupowania pisma w czasie ogłoszeń duszpasterskich. Wierni zostali więc skierowani do kruchty, gdzie z okładki „Niedzieli” patrzył na nich uśmiechnięty kandydat Duda.

Gdzie w tym wszystkim rozdział Kościoła od polityki, postulowany m.in. w konkordacie?

PiS może zacierać ręce. A Kościół? Po tym jak duchowny w Strachocinie udostępnił ambonę Dudzie, myślałam, że nic gorszego nie może się wydarzyć. A jednak. Teraz sztab Dudy zyskał filię w kurii.

Zobacz także

wyborcza.pl

Nowicka popiera Komorowskiego. „Za plecami Duda ma twarz Kaczyńskiego”

 18.05.2015, 12:41
now

Wanda Nowicka poparła Bronisława Komorowskiego.

Zdecydowanie opowiadam się za kandydaturą Bronisława Komorowskiego, będę na niego głosować. Apeluję do wszystkich ludzi na lewicy, aby wzięli pod uwagę dylemat: czy wolimy prezydenta konserwatywnego, ale otwartego, czy prezydenta, który za plecami ma twarz Kaczyńskiego i może doprowadzić do wprowadzenia jeszcze bardziej restrykyjnych ustaw? – mówiła na konferencji prasowej w Sejmie Wanda Nowicka.

Wicemarszałkini Sejmu stwierdziła, iż lewica nie ma w tych wyborach swojego kandydata, a SLD składnia się ku Andrzejowi Dudzie.

Nowicka przyznała, iż Bronisław Komorowski podjął działania ważne dla kobiet, przede wszystkim podpisał konwencję antyprzemocową.

Już przeszło miesiąc temu Wanda Nowicka w rozmowie z 300POLITYKA sugerowała, że poprze w wyborach urzędującego prezydenta.

 

12:40
slack_for_ios_upload_1024-1

Na krakowskim wiecu PBK, przemawiająca jako pierwsza studentka wydziału prawa UJ zaapelowała do Andrzeja Dudy: Niech pan zwolni dla nas etat!

300.polityka.pl

Duda „blokuje etat” – co to znaczy? „Od dziesięciu lat jest na urlopie. Mógłbym zatrudnić kogoś innego”

Karolina Słowik, 18.05.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda „blokuje etat”? (Gazeta.pl)

Podczas wczorajszej debaty prezydenckiej Bronisław Komorowski zarzucił rywalowi „blokowanie etatu” na Uniwersytecie Jagiellońskim. – Duda od prawie dziesięciu lat jest na urlopie bezpłatnym. Mógłbym zatrudnić inną osobę, która poświęciłaby się pracy naukowej – przyznaje szef katedry UJ, na której Andrzej Duda jest zatrudniony. Ale to niejedyny przypadek polityka, który „blokuje etat”.

Po wczorajszej debacie prezydenckiej komentatorzy są zgodni: jedno pytanie Bronisława Komorowskiego z pewnością rozłożyło kandydata PiS Andrzeja Dudę na łopatki.

– Mówi pan, że nie należy blokować możliwości zatrudniania młodych ludzi. Niech pan powie, czy pan przypadkiem nie blokuje etatu na uczelni wyższej w Krakowie od dziewięciu lat? – pytał Komorowski posła PiS.

 

– Panie prezydencie… – próbował oponować Duda.

– Blokuje pan czy nie blokuje? – głośno powtarzał Komorowski. – I to jest właśnie różnica między teorią a praktyką! – triumfował prezydent.

Jaka historia za tym stoi?

„Od prawie dziesięciu lat jest na urlopie bezpłatnym”

Andrzej Duda ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1996 roku. Rok później rozpoczął pracę w Katedrze Postępowania Administracyjnego UJ. W 2001 roku został asystentem w Katedrze Prawa Administracyjnego. Ale prowadził ćwiczenia, nie wykłady. W 2005 roku obronił pracę doktorską pod kierunkiem szefa katedry prof. Jana Zimmermanna. I od tego czasu „blokuje etat”.

– Od prawie dziesięciu lat jest na urlopie bezpłatnym. W dodatku cały czas zajmuje miejsce w kierowanej przeze mnie katedrze – mówił w lutym prof. Zimmermann w wywiadzie dla „Dziennika Polskiego” . – Mógłbym zatrudnić inną osobę, która poświęciłaby się pracy naukowej, ale najpierw Andrzej Duda musiałby zrezygnować z pracy w UJ – dodał.

– Nakłaniał pan go do tego? – zapytał dziennikarz.

– Tak, rozmawiałem z nim na ten temat w ubiegłym roku. Ale odpowiada, że nie zamierza zmieniać swojego statusu. Po ludzku go rozumiem. To honor i zaszczyt pracować na Wydziale Prawa UJ. Dobrze jest się tym pochwalić – dodał profesor.

Zauważył też, że Duda był jednym z najlepszych studentów. – To był dla mnie szok, gdy w wakacje w 2006 roku zadzwonił do mnie i poinformował, że został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, na czele którego stał wówczas Zbigniew Ziobro – mówił profesor. Wspomniał, że odradzał mu pójście w politykę. – Szybko jednak zrozumiałem, że moje przekonywania zakończą się fiaskiem – dodał Zimmermann.

Etat blokował Kaczyński. Ale też i Nałęcz

Duda, to niejedyny przypadek polityka, który blokuje uniwersytecki etat. Również Lech Kaczyński podczas swojej prezydentury uzyskał urlop na stanowisku profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, gdzie pracował od 1999 roku.

W środowisku Platformy Obywatelskiej też nie brakuje podobnych przykładów. Profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego, który obecnie przebywa na urlopie, jest Tomasz Nałęcz – doradca w Kancelarii Prezydenta. „Blokuje etat” w Instytucie Historycznym UW.

gazeta.pl

 

24 maja, z zaciśniętymi zębami

Jeden z komentatorów pod moim ostatnim wpisem – a cudownie jakoś ostatnio rozmnożylo się zwłaszcza miłośników PiS-u, wszystkich serdecznie witam, mam nadzieję, że zostaną także po wyborach – poinformował mnie, że 24 maja zaciśnie zęby i będzie głosował na Andrzeja Dudę.

Bardzo proszę, ale obawiam się, Panie Marcinie Antczak, że zaciśnięcie zębów nie wystarczy: trzeba będzie także mocno zatkać nos. Jak długo, zdaniem Pana, Antoni Macierewicz I Krystyna Pawłowicz trzymani będą pod kluczem przez partię? Głosując na lojalnego, wiernego ucznia Jarosława Kaczyńskiego, glosuje Pan na wszystkie fobie, obsesje i paranoje partii, której lider mówił o “zdradzonych o świcie’, a wice-lider – o wypowiedzeniu wojny Polsce przez Rosję.

Sam kandydat nie jest lepszy. We wczorajszej debacie zadał takie pytanie prezydentowi Komorowskiemu:

W 2011 roku na uroczystości upamiętniające ofiary w Jedwabnem wysłał pan list. (…) W nim zawarł pan stwierdzenie: „naród ofiar był także sprawcą”. Panie prezydencie, jak wygląda pana polityka obrony dobrego imienia Polski, jeżeli pan w swoich wystąpieniach używa określenia, które niszczy rzeczywistą pamięć historyczną?”

Pytanie do dr Dudy: Jaką pamięć historyczną niszczy przypomnienie przez prezydenta, w rocznicę zbrodni jedwabieńskiej, że Polacy, którzy byli przede wszystkim bohaterami i ofiarami w II wojnie światowej, bywali także sprawcami zbrodni? Pamięć, która wyciera te fakty gumką poprawności pseudo-patriotycznej, może być „polityczna”, ale na pewno nie „historyczna”

Przypomnijmy zreszta prawdziwy tekst z listu Prezydenta Komorowskiego z 2011 roku:

Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą. Długo trwało zanim zrozumieliśmy, że przyznanie się do tej winy nie przekreśla polskiej martyrologii i polskiego bohaterstwa w walce z niemieckim i sowieckim okupantem, że nie oznacza relatywizacji win i wywrócenia proporcji w ocenie historycznych zasług i grzechów”.

Oba zdania są równie ważne. Co w tym passusie jest nieprawdą, panie Doktorze Duda, lub czego w tych dwóch zdaniach można nie rozumieć? I czy naprawdę uważa Pan, że polityce obrony dobrego imienia Polski dobrze służy zaprzeczanie faktom i kreowanie się na naród wiecznych niewiniatek i ofiar? Czy raczej przyznanie się do przewin przodków, ale przy takim wyważeniu proporcji jak uczynił to Komorowski w swym liście, wiecej szacunku przysparza Polsce, wśrod narodów byc może mniej nieskazitelnych?

Pytanie Dudy pokazuje, że w PiS jest stala pokusa odwołania sie do wątków ksenofobicznych i nacjonalistycznych, do haseł typu “Oddać Polskę Polakom”, jak to usłużnie suflował kampanii Dudy portal prawicowy. Dlatego właśnie uważam, że samo zaciśnięcie zebów Panu nie wystarczy, Panie Marcinie Antczak. i może nawet zatkanie nosa też do końca nie pomoże. Że trzeba będzie też włożyć zatyczki do uszu.

naTemat.pl

Debata prezydencka. Grafen: krótki poradnik dla kandydata PiS, żeby nie mówił bzdur

Piotr Cieśliński, 18.05.2015
Cieniutkie elektrody z grafenu naniesione na kawałek przezroczystego i giętkiego plastiku

Cieniutkie elektrody z grafenu naniesione na kawałek przezroczystego i giętkiego plastiku

Ten poradnik jest po to, aby Andrzej Duda nie powtarzał więcej bzdur o tym, że grafen jest polskim wynalazkiem i że Brytyjczycy nam go ukradli. Jest wprost przeciwnie.
Nauki nie było wśród tematów wczorajszej debaty prezydenckiej. Pojawiła się w zasadzie tylko raz, gdy Andrzej Duda zarzucił rządowi brak wsparcia dla innowacji: „przecież ostatnio słynny grafen został sprzedany, okazuje się, że będzie produkowany w Wielkiej Brytanii. Jak mogliśmy stracić tak wspaniały polski wynalazek, jak można było do tego dopuścić?”.Z tą wypowiedzią o grafenie jest jak z samochodami, które miały być rozdawane na placu Czerwonym. Po czym się okazało, że tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na placu Czerwonym, tylko w okolicach dworca warszawskiego, i nie rozdają, tylko kradną.

Jak to jest z grafenem? Kto go sprzedał, ukradł czy stracił?

Odkryli go mniej więcej dekadę temu dwaj fizycy – Andriej Geim oraz Konstantin Nowosiołow, którzy urodzili się w Związku Radzieckim, ale od dawna pracują w zachodnich ośrodkach naukowych. Odkrycia dokonali na Uniwersytecie w Manchesterze w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkają i żyją do dziś, mając już także brytyjskie obywatelstwo. Brytyjski Manchester to kolebka grafenu i jeden z kluczowych ośrodków, które zajmują się jego badaniami.

Polacy więc nie stracili tego wynalazku ani też nigdzie go nie sprzedali (a zwłaszcza do Wielkiej Brytanii), bo nigdy go nie mieli.

Nasi naukowcy opracowali za to jedną z obiecujących metod przemysłowego wytwarzania grafenu. Uzyskali na nią patent w Unii Europejskiej, a niedawno także w USA, a więc na dwóch kluczowych światowych rynkach. Jesteśmy na najlepszej drodze, aby wykorzystać szansę i czerpać korzyści z nowej technologii, jeśli tylko spełni pokładane w niej nadzieje. Bo trzeba tu dodać, że grafen jest wciąż tylko szansą i nadzieją.

Bardzo szybko został okrzyknięty „cudownym materiałem XXI wieku”, a w jego badania bez wahania inwestują największe koncerny świata. Ale praktycznych zastosowań wciąż jest jak na lekarstwo. Nie ma żadnych gwarancji, że grafen spełni pokładane w nim nadzieje i zmieni obraz cywilizacji, jak niegdyś stal czy tworzywa sztuczne, choć zapowiada się wspaniale.

Trzeba też dodać, że polska metoda jest jedną z wielu na świecie, w tej chwili nikt nie wie, która okaże się najlepsza. Nie ma też jednego grafenu – inna postać tego materiału, a więc inna metoda produkcji, jest potrzebna w elektronice, medycynie, chemii czy lotnictwie.

Jedno jest pewne, Duda nie waha się mówić o rzeczach, o których nie ma bladego pojęcia. Z każdej debaty wyławia się zdania perełki, bon moty, które potem w postaci memów mogą krążyć w internecie. Jedne z tego powodu, że były celnym ciosem w rywala, a inne dlatego, że raczej skompromitowały mówcę. Wypowiedź Dudy o grafenie zalicza się do tych ostatnich.

Zobacz także

wyborcza.pl

Nowakowska w TOK FM: Duda, poruszając wątek Jedwabnego, puścił oko do elektoratu Brauna i Kowalskiego

red, 18.05.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,17936973,video.html?embed=0&autoplay=1
W wyborach walka będzie toczyć się o każdy głos.
Debata prezydencka. Andrzej Duda zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że bierze udział w „kłamliwych oskarżeniach”, jakoby Polacy uczestniczyli w Holocauście, i przypomniał sprawę mordu w Jedwabnem. Komentatorzy są w szoku. „Od 25 lat żaden poważny polityk nie grał kartą żydowską” – napisał Piotr Paziński, krytyk literacki i eseista.- To najbardziej oburzający moment debaty prezydenckiej – komentowała w Poranku Radia TOK FM Agata Nowakowska, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, słowa Andrzeja Dudy. – Walka między kandydatami będzie się toczyć o każdy głos. Duda puścił oko do elektoratu Grzegorza Brauna i Mariana Kowalskiego, może niewielkiego, ale w tej sytuacji być może istotnego – komentowała publicystka.

TOK FM

Debata prezydencka. Duda pyta o Jedwabne. „Narodowy zakapior. Od 25 lat nikt w Polsce nie grał kartą żydowską”

Krzysztof Lepczyński, 18.05.2015
Debata prezydencka Duda - Komorowski

Debata prezydencka Duda – Komorowski (Źródło: TVP)

Debata prezydencka. Andrzej Duda zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że bierze udział w „kłamliwych oskarżeniach”, jakoby Polacy uczestniczyli w Holocauście, i przypomniał sprawę mordu w Jedwabnem. Komentatorzy są w szoku. „Od 25 lat żaden poważny polityk nie grał kartą żydowską” – napisał Piotr Paziński, krytyk literacki i eseista.

Andrzej Duda podczas debaty prezydenckiej wypomniał Bronisławowi Komorowskiemu, że w 2011 roku na uroczystości upamiętniającej wydarzenia w Jedwabnem Komorowski wystosował list, w którym – jak stwierdził – prezydent zawarł określenie: „naród ofiar był także sprawcą”.

Komorowski odpowiada: A list biskupów?

– Proszę mi powiedzieć, jak wygląda, w takim razie, pana polityka obrony dobrego imienia Polski, jeżeli pan w swoich wystąpieniach używa określenia, które niszczy rzeczywistą pamięć historyczną, zadaje kłam temu, co jest tak niezwykle ważne, żebyśmy nie byli kłamliwie oskarżani przez innych, że to my uczestniczyliśmy w Holokauście? – pytał Duda.

 

– Gdyby pan chciał robić zarzuty z pytań o przepraszanie za trudne sprawy, to musiałby pan zacząć od polskich biskupów, którzy mówili przebaczmy i prosimy o przebaczenie. To jest postawa chrześcijańska, która powinna nam wszystkim dać wiele do myślenia – odparł prezydent.

„Narodowy zakapior”

Pytanie Dudy wzburzyło komentatorów. W emocjonalnym wpisie na Facebooku Piotr Paziński, krytyk literacki i eseista, zauważył, że od ćwierćwiecza „żaden poważny polityk nie grał kartą żydowską”. „Duda uznał, że temat żydowski grzeje w Polsce na tyle, że nie tylko warto się nim posłużyć w debacie prezydenckiej, ale należy potraktować go priorytetowo, na otwarcie, w pierwszym pytaniu do politycznego rywala” – stwierdził Paziński, nazywając kandydata PiS „narodowym zakapiorem”.

„Mam nadzieję, że polskie społeczeństwo nie jest tak straszne, jak to sobie musi wyobrażać Duda, skoro uznał, że tym wygra wybory?” – pytał natomiast Wojciech Orliński.

Sprawę Jedwabnego dostrzeżono także na Twitterze.Dziwili i oburzali się nie tylko komentatorzy wiązani z lewą stroną sceny politycznej. „Duda pytał o Jedwabne? Matko, co za taktyka!” – dziwiła się blogerka Kataryna. Jakub Szymczuk, fotoreporter, stwierdził natomiast, że Duda się swoim pytaniem pogrążył.

Co się stało w Jedwabnem

W lipcu 1941 roku grupa kilkudziesięciu polskich mieszkańców Jedwabnego na Podlasiu zamordowała ponad 300 miejscowych Żydów. Spędzono ich do drewnianej stodoły i żywcem spalono. Potem wielu Polaków zajęło się rabowaniem majątku zamordowanych. Według IPN do zbrodni doszło z inspiracji Niemców, ale bez ich udziału.

 

gazeta.pl

Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: