Palikot (13.04.15)

 

Economist: Polska oszalała

Korespondent THE ECONOMIST, najważniejszego europejskiego tygodnika politycznego, ujawnił ostatniej nocy na swym blogu bardzo ciekawy detal obrazujący tragiczny stan polskiej dyplomacji.

Dziennikarz (gazeta tradycyjnie nie podpisuje swoich tekstów) opisuje niedawne spotkanie ministrów sprawiedliwości państw UE w Brukseli, na którym Polska jako jedyny kraj Unii ostatecznie zawetowała pomysł obchodzenia Europejskiego Dnia przeciwko Karze Śmierci.

Polskę reprezentował wiceminister Andrzej Duda – wiadomo, minister Ziobro jest zbyt zajęty kampanią wyborczą, żeby jeździć do UE. No i Duda zgodnie z wytycznymi przełożonych zawetował pomysł Dnia, ale jednocześnie posunął się o wiele dalej.

Pan Duda podczas zamkniętego dla miedów obiadu ministrów mówiąc o tym, że UE lekceważy obronę życia, odczytał dane o liczbie wykonywanych zabiegów usunięcia ciąży w Danii i – prawdopodobnie, bo ministrowie nie dosłyszeli – także w Szwecji i Finlandii.

Dziennikarz ECONOMISTA, gazety bynajmniej nie lewicowej, pisze wprost – Duda obraził swych rozmówców.

A to dlatego, że takie oskarżanie krajów nordyckich, znanych z liberalnej polityki aborcyjnej, nie było w ogóle potrzebne. Był to prostacki pokaz prymitywnej polityki zagranicznej, prowadzonej przez ludzi, którzy się kompletnie na dyplomacji nie znaną.

Oddajmy głos brytyjskiemu dziennikarzowi:

Co [minister Duda] chciał przez to osiągnąć? Pozostawcie na boku swe poglądy na temat kary mierci i aborcji, a pomyślcie o strategicznym pomyśle, który stał za tą wypowiedzią na spotkaniu ministrów UE. Tak, Polska ma prawo wierzyć w to, w co wierzy w tych sprawach. Ale UE nigdy nie zgodzi się na przywrócenie kary śmierci i nigdy nie narzuci swym członkom odgórnej polityki w sprawie aborcji. Nie ma też szans na to, by kraje skandynawskie zmieniły swą politykę w tej sprawie na wzór Polski, więc lobbowanie w tej sprawie, zwłaszcza na spotkaniach unijnych, nie ma sensu.

Jeśli jest się cynikiem, można podejrzewać, że polski rząd rozpoczął bitwę w sprawie Europejskiego Dnia przeciwko Karze Śmierci, by zyskać punkty u swych konserwatywnych wyborców w kraju. Mówienie o aborcji na spotkaniu ministrów UE mogłoby służyć temu samemu celowi, gdyby informacje o wystąpieniu Dudy przeciekły do polskich mediów.

Ale odczytywanie danych o aborcji w Danii duńskiemu ministrowi sprawiedliwości podczas roboczego lunchu w Brukseli? Ten detal nie wyciekł do polskich mediów i nie dał satysfakcji wyborcom PiS-u, którzy mogliby się cieszyć z faktu, że ich minister broni prawa do życia.

Co [ministrowi Dudzie i polskiemu rządowi] udało się natomiast osiągnąć, to udało mu się obrazić duński rząd. Być może takie obrażanie leży w interesie Polski, ale to dla autora tego tekstu pozostaje tajemnicą.

Po drugie, 26 delegacji z państw UE kiwało w zdumieniu głowami i wymieniało uwagi o kolejnym spotkaniu UE, na którym Polska taktyka jest bezdennie głupia.

Być może ci krytycy nie mają racji. Ale tak myślą, a wizerunek jest w polityce i dyplomacji bardzo ważny. Polska szybko traci przyjaciół.

Dziennikarz zaczyna swój tekst od pytania: Czy w sprawie stosunków z UE polski rząd stracił rozum?

I odpowiada: To bardzo kusząca swą prostotą konkluzja i jak wszystkie proste odpowiedzi powinna być postrzegana bardzo ostrożnie. A jednak…

Opowieść ECONOMISTA potwierdza fińska agencja TT, według której duńska minister sprawiedliwości była głęboko oburzona. Zupełnie przypadkowo, w tym samym czasie, gdy ECONOMIST opublikował ten tekst, w programie Tomka Lisa w Polsacie wicemarszałek Senatu Putra (PiS), który nie jest w stanie nigdy wygłosić żadnej własnej myśli, a jedynie powtarza zapisy z komunikatów prasowych swej partii, mówił o tym, jak to PiS wzmocnił pozycję Polski w Europie.

Oczywiście to, że zdecydowana większość polskich komentatorów bije na alarm, że Polska się sama izoluje w Europie, to dla PiS-u jest dowód na brutalne ataki mediów. Ale takie jest już również przekonanie wśród europejskich mediów i polityków.

Polska polityka zagraniczna jest tępa, zaściankowa i prymitywna. Polska nic w Europie nie wzmacnia i nie zyskuje. Im dłużej w polityce zagranicznej rządzą ideolodzy, a nie profesjonaliści, tym głębiej się zakopujemy.

piątek, 21 września 2007, bartosz.weglarczyk

bartoszweglarczyk.blox.pl 

 

„Polska” i „normalność” to sprzeczność w przydawce – rozmowa Tomasza Chabinki z Janem Sową

13.04.2015

Lewica powinna też przyjrzeć się dzisiaj wysypowi ruchów politycznych po prawej stronie. Tam są politycy, którzy nie boją się politycznej niepoprawności i mówią to, co uważają za słuszne. Lewica powinna się od nich uczyć. Nie szukać w środku, nie mówić tylko tego, co spodoba się przeciętnemu czytelnikowi „Gazety Wyborczej”, bo to droga donikąd – przedstawiamy fragment rozmowy Tomasza Chabinki z Janem Sową, której pełna wersja opublikowana zostanie w XX numerze kwartalnika „Liberté!”.

 

Panie doktorze, kiedy w Polsce będzie wreszcie normalnie?

To ciekawe pytanie, bo tłumaczy, dlaczego w Polsce non-stop się coś reformuje. Mocniejszą wersją tego określenia „normalnie” jest „jak w cywilizowanym kraju”. Kiedy coś w Polsce nie działa, to często można usłyszeć, zwłaszcza w mediach, że „w cywilizowanym kraju to nie do pomyślenia”. Historycznie rzecz biorąc Polska to była nazwa pewnej formacji, która definiowała się poprzez odrębność wobec Zachodu. Kiedyś zamiast kapitalizmu kupieckiego i rewolucji przemysłowej – system folwarczny, zamiast monarchii absolutystycznej – demokracja szlachecka; dziś, na przykład, zamiast świeckiego państwa – specyficzne połączenie Kościoła i państwa.

Odpowiedziałbym więc prowokacyjnie, że w Polsce nigdy nie będzie normalnie. Jeżeli miałoby być normalnie to Polska musiałaby przestać być Polską. Ewentualnie zachowalibyśmy samą nazwę, która oznaczałaby coś kompletnie innego, bo „Polska” i „normalnie” to jest sprzeczność w przydawce.

 

Czy wobec tego istnieje możliwość stworzenia takiego autonomicznego pojęcia normalności dla Polski. Bez odwoływania się do tych wzorców zachodnich, z uwzględnieniem „chrześcijańskiego dziedzictwa”. Na przykład: „sprawne państwo – tak, zgnilizna moralna (jak na przykład prawa dla osób LGBTQ) – nie”.

Bardzo dobrą koncepcję nowoczesności, która świetnie się w tym kontekście sprawdza, ma Fredric Jameson. Według niego nowoczesność składa się z dwóch komponentów: modernizacji – czyli wszystkich kwestii infrastrukturalnych i organizacyjnych – oraz modernizmu – czyli pewnego zestawu wartości emancypacyjnych, które dotyczą sposobu funkcjonowania jednostek.

Projekt konserwatywnej modernizacji, bo tak naprawdę o nim mówisz, to pomysł żeby mieć samą modernizację bez modernizmu. Musimy się zmodernizować i być silni po to, żeby Zachód nic nam nie narzucił. Musimy być potęgą gospodarczą, żeby nie musieć podpisywać Karty Praw Podstawowych. Jak będziemy słabi to nas zdominują i nam narzucą swoje zgniłe wzorce.

Można próbować coś takiego osiągnąć, ale jestem sceptyczny czy jest to możliwe. Weźmy na przykład kwestię praw kobiet. Bez wątpienia kapitalistyczny rynek pracy jest czynnikiem emancypacyjnym kobiety. Po prostu rozbija tradycyjny sposób istnienia rodziny, który jest podstawą dla patriarchatu – kobieta siedzi w domu i opiekuje się dziećmi, gotuje, a facet idzie do pracy. Ponieważ kapitalizm stwarza ekonomiczną konieczność pracy jednej i drugiej osoby to podstawowy argument „ja pracuję i przynoszę pieniądze, więc ty mnie słuchaj i siedź cicho” znika. A nie da się stworzyć nowoczesnej, wydajnej gospodarki, w której pracują wyłącznie mężczyźni.

 

Może w takim razie powinniśmy przemyśleć nowoczesność w taki prawicowy sposób: „prawa człowieka są ok, prawa kobiet też są akceptowalne, ale nie ulegajmy temu zachodniemu feminizmowi trzeciej fali, bo przyjdą islamiści i nas zjedzą”.

Korwin-Mikke usiłował niedawno w Parlamencie Europejskim wejść do frakcji z holenderskimi eurosceptykami, którzy powiedzieli mu: „w wielu kwestiach się z tobą zgadzamy, ale mamy jeden problem: jesteś homofobem. Tolerancja wobec homoseksualizmu to jest wartość kultury europejskiej przeciwko islamowi, w związku z czym nie chcemy być z tobą w koalicji”.

Widzialność osób ze środowiska LGBTQ jest coraz więcej. Teza, że to są degeneraci, którzy psują społeczeństwo, się nie utrzyma. Demonizacja była możliwa w czasach, kiedy te osoby musiały się ukrywać. A teraz mamy takiego Biedronia, który jest po prostu grzecznym, dobrze wychowanym i chodzącym w garniturze młodym człowiekiem

Kościół w Polsce, w przeciwieństwie do kościoła na przykład niemieckiego, postawił na absolutną konfrontację z nowoczesnością. Ani kroku nie ustąpimy, bronimy Okopów św. Trójcy. Wszędzie dookoła zło. Z jednej strony Polska jest krajem półwyznaniowym, z drugiej Kościołowi wydaje się, że żyją w czasach Apokalipsy i rządów Szatana. Mają syndrom oblężonej twierdzy i wydaje mi się, że się na tym przejadą.

 

Teoretycznie istnieje środowisko skupione wokół „Znaku”, „Tygodnika Powszechnego’ czy „Gazety Wyborczej”, ale nie jestem pewien czy ono rzeczywiście ma siłę, by zmodernizować polski Kościół.

Czas opiniotwórczości tego środowiska się skończył, to już jest przeszłość. W latach 90. „Gazeta Wyborcza” rzeczywiście dyktowała, co ludzie myśleli. Szkoda, że nie zastanowiła się wówczas, czy rzeczywiście „bezrobotni są nierobotni” i tak dalej, bo wtedy mielibyśmy dzisiaj zupełnie inną sytuację.

 

Rzeczywiście tradycyjne media tracą swoją siłę, partie jej chyba też nie mają. Kto więc będzie kreował i wpływał na kształt dyskursu w najbliższych latach?

Będziemy mieli znacznie bardziej amorficzną sytuację, bez wyraźnego centrum.

 

Jaka przyszłość czeka lewicę? Czy jest szansa, że pojawi się jakaś znacząca siła, która będzie promować agendę lewicową gospodarczo, skupioną na prawa pracowniczych, czy związkowych?

Wydaje mi się, że lewicowy sposób myślenia przebija się do głównego nurtu myślenia ekonomicznego. Na przykład raport i prognoza OECD ogłoszona pod koniec listopada 2014. Mówi się tam o zagrożeniu stagnacją w Europie. Recepty szuka się – co wydaje mi się bardzo obiecujące – po stronie pobudzenia popytu.

To fundamentalne przekształcenie tego, co znaliśmy do tej pory, czyli skupienia się na podaży. Neoliberalizm należy do grupy ekonomii podażowych, które zakładają, że problemy w gospodarce zawsze rozwiązywać należy przez skupienie się na stronie podażowej. Trzeba ułatwiać życie przedsiębiorcom i producentom, bo to oni tworzą miejsca pracy. Teraz zaczyna się przebijać świadomość, że ludzie mają za mało pieniędzy. Skoro nie mają pieniędzy, to nie kupują, a jak nie kupują to nie można produkować i mamy deflację. Jeżeli natomiast kupują to…

 

…produkty ze Wschodu, z Chin

Dokładnie. I to też nie tworzy miejsc pracy w Europie. Mainstreamowe organizacje zaczynają zauważać, że problemem jest niedostateczny popyt, to jest „lewicowy” sposób patrzenia na gospodarkę. Używam tego określenia – „lewica” – z rezerwą, bo podobnie do Alaiana Badiou uważam, że jest to dzisiaj nazwa problemu, a nie rozwiązania.

Ta cała formacja koniunkturalistów z post/neo-socjaldemokratycznych partii, która nazywa się lewicą, to nie jest żadna lewica – Tony Blair i Gerhard Schroeder dobrze symbolizują ten upadek. Sam paradygmat polityki gospodarczej odwołujący się do klasycznego socjalizmu czy keynesizmu również wydaje mi się wątpliwy. Tak samo myślą radykalni krytycy marksistowscy jak Hardt czy Negri.

Ten ostatni napisał zresztą książkę „Goodbye Mr Socialism ”, w której mówi między innymi, że trzeba wyjść poza opozycję państwo – rynek i szukać gdzieś indziej. Jego zdaniem – i ma moim zdaniem rację – rozwiązanie kryje się w innym paradygmacie gospodarczym, w dobrach wspólnych.

Kto przejmie dotychczasowych wyborców lewicy: jakieś nowe środowisko polityczne? Partia chadecka?

Myślę, że ostatnie wybory samorządowe dobitnie pokazały, że lewicowe hasła będą przenikać do mainstreamu. Pamiętam z protestów Occupy taki slogan: „Politicians don’t lead, they follow”. Politycy głównego nurtu po prostu przechwytują hasła, które stają się chodliwe i wykorzystują je do tego, żeby podbić sobie popularność. Joanna Erbel przegrała wybory z kretesem, ale nie można tego powiedzieć o jej ideach. Sporą część podchwycił zespół Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Warto patrzeć w kierunku ruchów miejskich, które często uciekają od tradycyjnych podziałów politycznych. Z jednej strony na kwestie dotyczące własności, przestrzeni publicznej czy reprywatyzacji potrafią patrzeć oczami Lefebvre’a, czy Harveya. Z drugiej strony dystansują się wobec polityki, mówią, że obchodzą ich pewne konkretne sprawy – miasto – a to co ktoś uważa o aborcji to jego sprawa.

Lewica powinna też przyjrzeć się dzisiaj wysypowi ruchów politycznych po prawej stronie. Tam są politycy, którzy nie boją się politycznej niepoprawności i mówią to, co uważają za słuszne. Lewica powinna się od nich uczyć. Nie szukać w środku, nie mówić tylko tego, co spodoba się przeciętnemu czytelnikowi „Gazety Wyborczej”, bo to droga donikąd. Centrum jest niesamowicie zagęszczone. Zamiast tego należy – jak zrobił to na przykład Bush –  pójść do ekstremów.

Dlaczego najbardziej prorynkowe reformy wprowadzały rządy, które miały oparcie w związkach zawodowych? Najpierw Solidarność, która przecież mówiła o „socjalizmie z ludzką twarzą”, a wprowadziła plan Balcerowicza. Później „Wielkie Reformy” rządu AWS-UW i wspomniany już PiS.

A w międzyczasie rząd SLD, który po wygranych w 2001 roku wyborach chciał likwidować bary mleczne i sklepy z używaną odzieżą.

Wydaje mi się, że to wszystko jest konsekwencją bardzo głębokiej transformacji, która dokonała się w równolegle Solidarności i w PZPR w drugiej połowie lat 80. Gdyby nie było dekady lat 80., gdyby Okrągły Stół nastąpił zaraz po strajkach sierpniowych, żylibyśmy w zupełnie innej rzeczywistości.

Niestety stan wojenny zdał egzamin, spełnił swoją funkcję. Zniszczył „Solidarność” jako gigantyczny, oddolny, horyzontalny ruch społeczny.  „Solidarność”, która się powoli odradza po stanie wojennym i wraca formalnie w 1986 roku jest zupełnie inną formacją.

W 1989 roku po jednej stronie jest Solidarność – występująca nie jako związek zawodowy, a ruch normalizacyjny żądający skopiowania zachodnich rozwiązań,  po drugiej Partia, gdzie też nie ma żadnych ideowców, którzy wierzyliby w socjalizm, tylko są pragmatycy, którzy chcieliby modele chiński, czyli liberalizację gospodarczą, ale przy utrzymaniu władzy. To się nie udaje, więc chcą pozostawić władzę, ale zachować jak najwięcej wpływów. Kiedy takie dwie strony spotkały się, żeby ze sobą negocjować, to rezultatem nie mogła być żadna „trzecia droga”.

 

Czy gdyby się to nie stało, żylibyśmy dziś w drugiej Szwecji?

Być może żylibyśmy w świecie globalnie innym. To radykalnie rynkowe przekształcenie bloku postsowieckiego miało gigantyczny wpływ na legitymizację pewnego typu polityki gospodarczej. W „Końcu historii” ten ówczesny triumfalizm świetnie ujął Fukuyama. Okazało się, że wolny rynek, własność prywatna i nieskrępowana przedsiębiorczość wygrały. Droga obrana wówczas przez Polskę i resztę obozu post-radzieckiego była najlepszym empirycznym dowodem. Nie było już co o tym gadać, tylko trzeba było brać się do roboty i wcielić tą politykę wszędzie w życie.

TOK FM

Czy SKOKi finansują kampanię Dudy? PiS zapewnia, że nie

jk/pap, 13-04-2015
ZOBACZ ZDJĘCIA »FRANCJA STRASBURG ANDRZEJ DUDA KONFERENCJA

Europoseł PiS i kandydat na prezydenta RP Andrzej Duda podczas konferencji prasowej o utworzeniu wspólnej armii europejskiej w Siedzibie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu  /  fot. Marcin Obara  /  źródło: PAP

Politycy PO Adam Szejnfeld i Łukasz Abgarowicz pytali w poniedziałek, czy SKOK Stefczyka finansuje kampanię wyborczą kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy. PiS zapewnia, że SKOK Stefczyka nie finansuje kampanii. Pytaniami PO zdumiona jest Kasa Stefczyka.

Zdjęcie Dudy z Kaczyńskim w dodatku sponsorowanym przez Kasy Stefczyka

Pytania polityków Platformy to pokłosie sobotniej publikacji „Gazety Wyborczej”. „GW” zwróciła uwagę, że w 5. rocznicę katastrofy smoleńskiej „Super Express” ukazał się z czterostronicowym dodatkiem, którego „partnerem”, czyli sponsorem, była Kasa Stefczyka. Obok tekstu o testamencie polityczno-historycznym Lecha Kaczyńskiego i wspomnienia o Przemysławie Gosiewskim zamieszczono komentarz Andrzeja Sosnowskiego, prezesa SKOK-u Stefczyka. „Dziś, pięć lat po tamtych wydarzeniach, Polacy wciąż czekają na ludzi, którzy poprowadzą nas w kierunku odbudowy silniejszej Polski” – napisał Sosnowski. W tym samym dodatku opublikowano też obszerny fragment wystąpienia Andrzeja Dudy, wygłoszonego podczas konwencji w lutym br. Tekst opatrzono zdjęciem Dudy z Lechem Kaczyńskim.

Jak mówił na poniedziałkowej konferencji prasowej europoseł PO Adam Szejnfeld, „nasuwają się skojarzenia i pytania”, czy Kasa Stefczyka finansuje kampanię Dudy. – Chcielibyśmy się dowiedzieć, czy Andrzej Duda, albo jego sztab, potwierdziłby bądź zaprzeczył, iż kasy, czy ta kasa, która jest sponsorem i jest tutaj podpisana pod tym tekstem (w „SE” – PAP) sponsoruje kampanię wyborczą prezydencką Andrzeja Dudy? Czy koszty tej kampanii są wliczone w kampanię kandydata zgodnie z przepisami PKW i ustawy sejmowej (Kodeksu wyborczego – PAP)? – pytał europoseł PO.

Według niego, jeśli te koszty nie zostały wliczone do finansowania kampanii Dudy, sprawę powinna zbadać Państwowa Komisja Wyborcza.

Szejnfeld zastanawiał się ponadto dlaczego – jeśli okazałoby się to prawdą – prywatne przedsiębiorstwo, jakim jest SKOK Stefczyka, „sponsoruje jednego z kandydatów i to w sposób zakamuflowany, nie bezpośredni”. – Jeśli tą firmą jest jeden ze SKOK-ów, należący do tej grupy SKOK-ów, wobec której mamy tyle niejasności a propos ich działalności pod względem zgodności z prawem, to mnożą się znaki zapytania, które podają pod wątpliwość jasność, transparentność, czytelność kontaktów między Andrzejem Dudą a władzami Krajowej Kasy SKOK – mówił europoseł PO.

Zastępca rzecznika PiS Krzysztof Łapiński zapewnił w poniedziałek PAP, że ani SKOK Stefczyka, ani nikt związany z tą instytucją nie finansuje kampanii Andrzeja Dudy. „Nie mamy wpływu na to, co się ukazuje w gazecie, ani jakiego partnera gazeta sobie do tego dobiera. Nie mieliśmy pojęcia, że coś takiego ukaże się w Super Expressie” – powiedział Łapiński.

SKOKi „zdumione”

W poniedziałkowym komunikacie Kasa Stefczyka podkreśliła, że ze zdumieniem przyjmuje wypowiedzi posłów PO. Kasa wyjaśniła, że jako partner dodatku do „Super Expressu” nie miała żadnego wpływu na treści w nim zawarte. Według Kasy dodatek został przygotowany przez dziennikarzy pisma i stanowił integralną część wydania gazety. Jak czytamy w komunikacie, wszelkie pytania o treści zawarte w dodatku należy kierować do redakcji.

Senator Platformy Łukasz Abgarowicz przypomniał na konferencji zaangażowanie Dudy w prace nad wnioskiem z 2009 r. ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego do TK ws. ustawy o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych. Ustawa objęła SKOK-i kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego. W tym kontekście pytał m.in. o powiązania kandydata PiS na prezydenta z b. szefem Kasy Krajowej, senatorem Grzegorzem Biereckim, którego nazwał „oligarchą PiS-owskim”. „Na ile w sposób skoordynowany ze SKOK-ami i z panem Biereckim pan Duda i z jakim zamysłem bronił SKOK-i przed nadzorem państwowym?” – pytał Abgarowicz.

„GW” pisała w marcu, że Duda, jako ówczesny minister w kancelarii prezydenta, nadzorował prace nad wnioskiem L. Kaczyńskiego do TK. W czasie prac nad skargą prezydencki minister – jak informuje „Gazeta” – przyjął w Pałacu prezesa Kasy Krajowej Grzegorza Biereckiego i szefa rady nadzorczej SKOK Adama Jedlińskiego. Według „GW”, Duda nie zamówił niezależnych ekspertyz w sprawie SKOK-ów, wystarczyły mu te sporządzone w interesie Krajowej Kasy SKOK, które uznawały kontrolę KNF nad SKOK-ami za niekonstytucyjną.

Będzie śledztwo

Gdańska prokuratura apelacyjna wszczęła w poniedziałek śledztwo, w którym zbada, czy nie doszło do nieprawidłowości w związku z likwidacją Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, będącej głównym udziałowcem Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej. Decyzja o rozpoczęciu śledztwa zapadła po przeprowadzeniu czynności sprawdzających, w tym analizie treści pisma, jakie przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak wystosował do szefa CBA.

Według doniesień mediów, z materiałów zgromadzonych przez KNF wynika, że majątek zlikwidowanej Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, która kontrolowała system SKOK-ów i której prezesem był Grzegorz Bierecki, przekazany został do spółki będącej własnością kilku osób, w tym Biereckiego, mającego w niej najwięcej udziałów, nie zaś do instytucji w systemie SKOK, np. do Kasy Krajowej.

SKOK-i działają w Polsce od 1992 r. System kas oszczędnościowo-kredytowych jest częścią światowego ruchu związków kredytowych; ideą takich związków jest to, że grupa ludzi wspólnie gromadzi oszczędności i udziela sobie wzajemnie pożyczek. W rozumieniu prawa SKOK nie jest bankiem. Działa w oparciu o ustawę o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Od października 2012 r. SKOK-i objęte zostały nadzorem KNF. Jak podaje SKOK na swojej stronie internetowej, w listopadzie 2014 r. Kasy obsługiwały blisko 2,5 mln członków, którzy powierzyli im ponad 15 mld zł depozytów

Newsweek.pl

Katastrofa smoleńska. Wielowieyska: „Zaryzykujmy międzynarodową komisję”. Siemoniak: „Ją też zakwestionują”

Krzysztof Lepczyński, 13.04.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103085,17743867,video.html?embed=0&autoplay=1
– Może wykazać wobec drugiej strony minimum dobrej woli i zaryzykować międzynarodową komisję? – pytała o katastrofę smoleńską Dominika Wielowieyska Tomasza Siemoniaka w Poranku Radia TOK FM. – Za dużo słów padło i doszliśmy do punktu, w którym później kwestionowane będą także ustalenia komisji międzynarodowej – nie pozostawił złudzeń wicepremier.
– Czy powinna powstać komisja złożona z międzynarodowych ekspertów, aby skonfrontować swoje ustalenia z tym, co przygotowali polscy eksperci? – pytała w Poranku Radia TOK FM Dominika Wielowieyska Tomasza Siemoniaka, wicepremiera i szefa MON. – Nie widzę potrzeby, żeby dublować prace polskich organów państwowych. Ufajmy im – podkreślił gość.Wielowieyska do dziennikarzy: Nie wiesz, co się stało? Posłuchaj ekspertów, a nie kolesiów od zgniecionych parówek >>>

Wielowieyska nie ustępowała. Wskazywała, że problemem jest nie tylko sama katastrofa, ale i głęboki podział polityczny, który po niej nastąpił. – Może wykazać wobec drugiej strony minimum dobrej woli i, aby w jakiś sposób próbować szukać pojednania, może warto zaryzykować międzynarodową komisję? – zastanawiała się.

– Ma pani rację, sprawa katastrofy jest w centrum polskiego sporu politycznego i nie sadzę, by cokolwiek w najbliższym czasie mogło to zmienić – przyznał Siemoniak. – Za dużo słów padło i doszliśmy do punktu, w którym później kwestionowane będą także ustalenia komisji międzynarodowej – zaznaczył wicepremier.

„Emocje powinny być uspokajane”

– Ci, którzy chcą wierzyć w zamach, będą wierzyć. Ale może warto zawalczyć o tych na granicy? Wykonać gest pojednawczy? Grzegorz Schetyna w jednej z wypowiedzi powiedział: „to jest możliwe, gdy prokuratura zamknie śledztwo” – mówiła dalej Wielowieyska.

– Wszystko pewnie jest możliwe – odparł wymijająco Siemoniak. – Najważniejsza jest pamięć o ofiarach. A poszukiwanie nowych wątków i emocji nie jest w tej sprawie właściwe. Po pięciu latach te emocje powinny być uspokajane. Niestety, mamy kampanię wyborczą. Ale nic nie zapowiada, żeby w najbliższych latach ktokolwiek mógł przekonać tych wierzących w fantastyczne teorie – stwierdził minister.

„Rosjanie nie wyjdą nam naprzeciw”

– Rosja ma złą wolę w sprawie wraku i czarnych skrzynek? Robi nam na złość? – dopytywała prowadząca Poranek Radia TOK FM. – Na pewno nie ma dobrej woli. Dostrzega, że ta sprawa jest elementem budowania emocji w Polsce. I wykorzystuje to. Powinniśmy to przyjąć jako pewien stały, niedobry element i umieć sobie z tym radzić. Nie można się spodziewać, że Rosjanie wyjdą nam naprzeciw – przyznał Siemoniak.

– Ta decyzja nie jest w płaszczyźnie procesowej, ale moralnej – mówił o zwrocie wraku Siemoniak. – Ten wrak należy do Polski i powinien do Polski wrócić. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Rosjanie nie dostrzegają w tym wszystkim kategorii moralnej – zakończył.

Zobacz także

TOK FM

„Tupet iście goebbelsowski”. Palikot zapowiedział pozew przeciwko Błaszczakowi

jagor, PAP, 13.04.2015
Mariusz Błaszczak

Mariusz Błaszczak (&Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Lider Twojego Ruchu Janusz Palikot zapowiedział pozew cywilny przeciwko Mariuszowi Błaszczakowi (PiS). Chodzi o wypowiedź Błaszczaka, że Palikot organizował grupy ludzi, które atakowały modlących się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu.

Chcesz zadać swoje pytanie kandydatom na prezydenta? Jeśli tak, dołącz do akcji Gazeta.pl i MamPrawoWiedziec.pl. To Twój Głos. Pytaj.

– To happening i próba zwrócenia na siebie uwagi – odpowiada PiS.

Błaszczak był jednym z gości sobotniego „Śniadania w Trójce”. Uczestnicy audycji zostali zapytani, czy pomnik smoleński, który decyzją Rady Warszawy ma stanąć w Warszawie u zbiegu ul. Trębackiej i Focha, pomoże pogodzić zwaśnione strony.

„Palikot organizował grupy ludzi, które atakowały tych, którzy się modlili”

Według Błaszczaka prezydent Bronisław Komorowski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” w 2010 r. powiedział, że „trzeba usunąć krzyż” z Krakowskiego Przedmieścia. – A przy tym krzyżu modlili się ludzie. Co potem się działo? Przyjaciel prezydenta Komorowskiego Janusz Palikot organizował grupy ludzi, które atakowały tych, którzy się modlili – mówił szef klubu parlamentarnego PiS.

– To jest nie tylko kłamliwa i skandaliczna wypowiedź, ale ona pokazuje, co w głowie ma ten facet, z kim my mamy do czynienia – mówił na konferencji prasowej Palikot.

Zdaniem lidera Twojego Ruchu wypowiedź szefa klubu parlamentarnego PiS doskonale pokazuje, z jakim „nieprawdopodobnym cynizmem mamy do czynienia ze strony PiS-u”. Według Palikota „to jest ta sama szkoła, co Kaczyńskiego i Macierewicza ws. Smoleńska, sposób odwracania uwagi”.

Na na swoim blogu napisał: „Tupet Błaszczaka polegający na wciskaniu kitu, że ludzi trzeba było opłacać zęby bili zwolenników religii smoleńskiej jest iście goebbelsowski.”

BłaszczakDoS ądu

Palikot, który kandyduje w wyborach na prezydenta, powiedział, że nie zdecydował się na proces wyborczy, gdyż zdaniem jego prawników proces w takim trybie trudniej byłoby wygrać.

Rzecznik PiS Marcin Mastalerek ocenił, że ze strony Palikota „jest to kolejny happening i próba zwrócenia na siebie uwagi”.

„PiS przez lata bezkarnie, bezczelnie kłamał ws. katastrofy smoleńskiej”

Palikot mówił, że członkowie PiS „są dzisiaj oburzeni okładką „Newsweeka”, a przez lata bezkarnie, bezczelnie kłamali ws. katastrofy smoleńskiej”. Zaznaczył, że Kaczyński cynicznie wykorzystywał katastrofę smoleńską dla celów partyjnych i swoimi wypowiedziami niszczył instytucje państwa: prezydenta i premiera.

Na okładce „Newsweeka” jest postać lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego; nad nią cień samolotu, a niżej napis: „Zamachowiec”.

15 kwietnia 2010 r. drewniany krzyż przed Pałacem Prezydenckim, gdzie po katastrofie smoleńskiej tłumnie składano znicze i kwiaty, postawili harcerze. Towarzyszył temu apel o zbudowanie przed Pałacem Prezydenckim pomnika; później dochodziło tam też do przepychanek i starć słownych między gromadzącymi się wokół krzyża osobami a ich oponentami. Jesienią 2010 r. krzyż przeniesiono najpierw do kaplicy w Pałacu Prezydenckim, a następnie do Kaplicy Loretańskiej w kościele św. Anny, gdzie stał się centralną częścią stworzonego tam pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s