6.

 

Opublikowano ”Archiwa transformacji ’89”. A w nich: brody, plerezy, papierosy, swetry i… kobiety, o których zapomniano

”Trzeba pewnej wiedzy z zakresu historii, żeby nie potraktować tych nagrań powierzchownie. Bez niej dla jednych sympatyczną twarzą będzie Frasyniuk, dla innych – Kiszczak”
Michał Gostkiewicz

Obrady Okrągłego Stołu ( fot. Krzysztof Miller)

Z okazji obchodów 25-lecia pierwszych wolnych wyborów Narodowy Instytut Audiowizualny (NInA) udostępnił specjalną kolekcję online poświęconą obradom Okrągłego Stołu. Niepublikowanym dotąd nagraniom z archiwów Video Studio Gdańsk i radia RFI towarzyszą opisy ukazujące tamte wydarzenia w szerokim kontekście historycznym. Rozmawiamy z kuratorkami kolekcji „Archiwa transformacji ’89”, Pauliną Codogni i Anną Siwek, które dokonały wyboru nagrań i opatrzyły je autorskimi tekstami.

Jestem sobie ja, lat 31, co to pamięta puste półki w sklepach i nieosiągalne Lego w Peweksie. Włączam pierwszy z brzegu film z kronik „Archiwa transformacji ’89” i cofam się w czasie do Okrągłego Stołu, do 1989 r. Co najpierw zauważam?

Anna Siwek: – Jeżeli jest pan człowiekiem, który interesuje się bieżącą polityką, to rozpozna pan twarze ludzi, którzy nadal w tej polityce działają. Jeżeli polityka mniej pana obchodzi, to na pewno pan zauważy, że tam wszyscy palą papierosy. To się teraz w głowie nie mieści, żeby tak w tych kłębach dymu siedzieć i tak zachłannie kopcić. To było coś.

25 lat temu pewnie wszyscy we troje siedzielibyśmy tu i ćmili papieroski.

A.S.: – Być może (śmiech). Widać więc tę przemianę, która jest związana z pewnym stylem bycia, z kulturą. Przecież obecnie mówimy, że jak ktoś pali publicznie, to nie zachowuje się elegancko. Myślimy: będzie dmuchał w nos babci albo dziecku.

Powiedziała pani, że zobaczę twarze tych samych ludzi, a ja widzę ludzi z innego świata. Owszem, twarze rozpoznaję. Ale te brodziska, te plerezy na głowie, te wąsiska, te papierosy właśnie. To wygląda jak wycieczka nie 25, ale 75 lat wcześniej.

A.S.: – Aż tak to jest szokujące?

Ogromnie.

Paulina Codogni: – I tak się trochę starali, bo przynajmniej na obradach plenarnych chyba wszyscy mieli garnitury. A w trakcie samych obrad – swetrzyska. Ale to typowy wygląd opozycjonisty lat 80.: ma być ciepło, wygodnie i tyle. Może to też przyzwyczajenia wręcz konspiracyjne. I taki „luźny” styl niezwracania uwagi na takie szczegóły jak ubiór.

Dzisiaj w polityce nie do pomyślenia, prawda? Już parę lat później sweter Pałubickiego stał się legendą, a teraz polityk w swetrze to rzadki widok.

P.C.: – Ale to był też rzeczywiście maraton negocjacyjny – i siedzenie od rana do nocy w Pałacu Namiestnikowskim. Miało być wygodnie.

Po panach z ówczesnej władzy tego nie widać.

P.C.: – A ci z kolei byli przyzwyczajeni do pewnej sztywności. Zresztą byli przecież mniej zaangażowani w te obrady.

Z oczywistych powodów – wcale nie chcieli ich prowadzić.

Archiwa transformacji 89, Ninateka.plArchiwa transformacji 89, Ninateka.pl

P.C.: – I nie spędzali tam kilkunastu godzin dziennie: wpadali, mówili to, co mieli do powiedzenia i wracali. Nie prowadzili wielogodzinnych narad strategicznych jak opozycja.

A to dlatego, że strategia negocjacyjna opozycji rodziła się nie przed obradami, ale w ich trakcie – gdy okazało się, ile faktycznie można z komunistami ugrać.

P.C.: – To było niesamowite. Wszyscy myśleli, że głównym tematem tych obrad będzie ponowna legalizacja „Solidarności”. Nagle opozycja zorientowała się, że być może to, co jest najważniejsze, to wybory. I zaczęła walczyć o szczegóły ordynacji wyborczej. Nagle zajęto się sprawą, którą wcale nie planowano się tak bardzo szczegółowo zajmować.

I to tak ładnie teraz wygląda na tych filmach! Jak w zaciszach gabinetów, w kłębach dymu i przy herbacie, kawie wykuwa się legenda polskiej polityki – pokojowa rewolucja.

A.S.: – Przy Okrągłym Stole mieli termosy. I to nie był jakiś komplet termosów, dali to, co było pod ręką, na stanie.

Wydawało mi się, że jestem otrzaskany z kronikami filmowymi. A tu ponownie mocno dostałem po oczach siermięgą schyłkowego PRL-u. Diabeł tkwi w gadżetach – te termosy, te prehistoryczne telefony, biurka – wszystko jest poszarzałe, zużyte, niedofinansowane. A jesteśmy w Pałacu Namiestnikowskim, w jednej z siedzib władzy.

A.S.: – To prawda.

Idziemy dalej: polonezy…

A.S.: – Wielkie maszyny do pisania…

I ten ich łomot, dziś tego nie ma…

P.C.: – I kopiarki…

Archiwa transformacji 89, Ninateka.plArchiwa transformacji 89, Ninateka.pl

Archiwa transformacji 89, Ninateka.plArchiwa transformacji 89, Ninateka.pl

Starsi nie przestają się dzielić wedle tego, kto wtedy po której stronie stał.

P.C.: – Dla mnie obrady Okrągłego Stołu to moment, gdy ludzie, którzy jeszcze niedawno siedzieli po dwóch stronach ławy oskarżonych, wreszcie zaczynają ze sobą rozmawiać, bo wiedzą, że nie mają innego wyjścia. Jest to moment, kiedy w sposób rzeczowy i kulturalny załatwia się pewne podstawowe sprawy dotyczące przyszłości Polski. Oczywiście jest tam dużo wojenki podjazdowej. Obóz władzy ewidentnie chciał to przedstawiać we własny sposób, omijając pewne niewygodne wątki. Było dużo sporów, prób wywierania nacisku czy wręcz oszukania drugiej strony przez obóz władzy, momentów, kiedy o włos nie dochodziło do zerwania rozmów.

Ale jest też takie nagranie, niesamowity obraz – rozmowa Władysława Frasyniuka z dziennikarzem telewizyjnym Tadeuszem Zakrzewskim. Frasyniuk mówi, że gdy siedział w więzieniu i oglądał z kolegami z celi Dziennik Telewizyjny, to mieli jedno marzenie: że jakby spotkali tego Zakrzewskiego, toby napluli mu w twarz. Ale sytuacja polityczna się zmieniła i on nie może tego zrobić.

Dla młodszego pokolenia to wycieczka w prehistorię.

A.S.: – Odbiór tych materiałów i to, czy i co człowieka w nich zaskakuje, zależy od poziomu wiedzy i tego, kim jest ten odbiorca. Bo można, oglądając te kroniki, odbierać je na poziomie czysto estetycznym i obyczajowym, i wtedy koncentrujemy się na tym, co jest dookoła, na tym, co ludzie robią, jak wyglądają, czy jest kolorowo.

I co widzą? Jak ta Polska wygląda? Bo takiej, jak tam, to chyba już dawno nie ma.

A.S.: – Te materiały pokazują nam to, co się działo. Polonezy to jedno. Ale widać też ulicę: jak się ludzie ubierali, jak wyglądali, i rzeczywiście widać szarzyznę. To może zabrzmi banalnie, ale tak – z tych materiałów to aż bije. Są zdjęcia z sondy ulicznej, są ujęcia ze strajku na Poczcie Głównej, wypowiadają się ludzie, którzy podchodzą pod drzwi poczty. I widać ten beret, zmęczoną twarz i złość Polaka, który z jakiegoś powodu znowu nie może czegoś załatwić.

Widać Polaka, który znowu ma dość.

A.S.: – I ta codzienność jest problemem. Widać to też w materiale przed Stocznią Gdańską, kiedy wychodzą z niej zmęczeni robotnicy. Ta klasa robotnicza, której miało się dostatnio żyć…

A wyszła na tym najgorzej…

A.S.: – …i widać to jej zmęczenie i zobojętnienie.

A nie mają panie wrażenia, że oglądamy – i my, i oni tam w Pałacu 25 lat temu – świat z perspektywy zamkniętej puszki? Siedzieli w tym gmachu jak sardynki, a jak kamera przebije się przez okno na zewnątrz i widać demonstrujący tłum, to ja mam wrażenie, że oto oglądam pierwszy, jedyny i ostatni w dziejach Polski przykład tego negocjacyjnego, gabinetowego sposobu uprawiania polityki. Bo tam za oknem jest już jaskółka zwiastująca to, co się będzie później działo – że wszyscy się wezmą za łby i będziemy mieli uprawianie polityki na ulicy, jak teraz. Naokoło wszystko przyspiesza, a ta ekipa ma jeszcze inny styl.

P.C.: – To było nieuchronne, to naturalna kolej rzeczy. Dwa przeciwstawne ugrupowania o coś walczyły. A zjednoczone w tej walce ugrupowania solidarnościowe musiały się potem rozdzielić, potworzyć partie.

Te dwie siły walczą tu przecież na śmierć i życie! O najwyższą stawkę, wyższej nie było i wcześniej, i później. Okazuje się, że o tę najwyższą stawkę można się dogadać, a o mniejsze stawki się już bijemy.

A.S.: – Nie do końca – pamiętajmy, że mówiąc o Okrągłym Stole, mówimy o części opozycji. Może wygodnie nam myśleć, że te podziały zrodziły się dopiero teraz. A może po 1989 roku ten proces się tylko zintensyfikował.

To na co my tu właściwie patrzymy? Czy tylko na ładny płaszczyk, jakąś zewnętrzną powłokę negocjacji i walki o władzę? Czy to, co oglądamy, to nie jest tylko najładniejsza strona ówczesnej polityki, a pod tym płaszczykiem jedni siedzieli w więzieniu, a inni ginęli?

A.S.: – Ja nie powiedziałabym, że płaszczyk. Trzeba pewnej wiedzy z zakresu historii i pewnej świadomości, żeby nie potraktować tych nagrań powierzchownie. Bez tej wiedzy dla jednych sympatyczną twarzą będzie Władysław Frasyniuk, dla innych – Czesław Kiszczak. W wypowiedziach słychać zresztą trudne wątki, historię np. dwóch księży zamordowanych podczas przygotowań do Okrągłego Stołu – do dziś nie wiadomo do końca, przez kogo. To nie jest tylko ładna fasada. To jest coś, co Polacy powinni już dawno zobaczyć – coś, co tworzy naszą współczesność.

No właśnie, kto to tak naprawdę zobaczy? Na pewno pasjonaci historii z naszego pokolenia, być może starsi, którzy chcą sobie przypomnieć, jak było. Ale czy ludzie młodsi od III RP o 10 lat będą tym zainteresowani?

A.S.: – Z góry przyjmujemy taką postawę, że to jest przegrana sprawa – i polityka, i twarze. Trzeba tu dystansu. To kwestia dobrej praktyki społecznej: podsuwa się książki, nazwiska, rozmawia się, organizuje spotkania. Przed nauczycielami i dziennikarzami wielkie zadanie: spopularyzować te treści.

P.C.: – Tu jest takie prawdziwe „mięso”, kuchnia obrad Okrągłego Stołu: mamy tych negocjatorów, którzy zdenerwowani wybiegają z sali obrad, gorączkowo się naradzają w przerwach. Dzięki tym nagraniom udało się właśnie sięgnąć pod ten płaszczyk. I na przykład wyszła spod tego płaszczyka bardzo ważna rola kobiet.

Archiwa transformacji 89, Ninateka.plArchiwa transformacji 89, Ninateka.pl

A dotąd w mediach transformacja w Polsce była mężczyzną.

P.C.: – Nawet komuś, kto ma rozeznanie w tamtych zdarzeniach, kobiece twarze niespecjalnie się wyświetlają. A tu widzimy matki chrzestne przełomu w Polsce. Grażyna Staniszewska, Helena Łuczywo, Ludwika Wujec czy Janina Zakrzewska – przy każdej naradzie strategicznej dotyczącej ordynacji wyborczej widać, że to ona najwięcej wiedziała i jej się wszyscy radzili. Tak naprawdę ona tym kierowała, a ci mężczyźni wokół coś tam dorzucali, ale to ona miała tę twardą, prawdziwą wiedzę.

Gdy oglądałem fragmenty kroniki, byłem zdziwiony, jak mało jest na tych nagraniach kobiet. Czyżbyśmy już nareszcie przyzwyczaili się do tego, że rola pań w polityce jest większa, i mniejsza ich liczba szokuje?

A.S.: – Ta sprawa nie jest taka prosta. W niektórych środowiskach wciąż toczy się dyskusja na temat roli kobiet w opozycji solidarnościowej, w ogóle w „Solidarności”…

A przecież było ich dużo.

A.S.: – Pojawiają się zarzuty ze strony młodszych generacji: Dlaczego nie mówicie, dlaczego nie opowiadacie, co robiłyście? A to jest też związane z ówczesnym postrzeganiem roli kobiety i tym, że te główne bohaterki filmów nie przebiły się do świadomości publicznej.

No właśnie, dlaczego ja widzę je po raz pierwszy mówiące o tym wszystkim tam, na żywo, a nigdy potem? Dlaczego później przez lata widzieliśmy panów kombatantów opozycji, a pań kombatantek nie?

A.S.: – Przypuszczam, że część z nich nie chce po prostu mówić, bo nie postrzega swojej roli jako roli bohatera, kogoś, kto zmienia historię. Troszeczkę inaczej było wtedy, teraz dziewczyny pewnie wysunęłyby pierś do przodu i powiedziały: To my to zrobiłyśmy, my chcemy o tym opowiedzieć.

Można było sobie wyobrazić, że za parę lat kobieta – Hanna Suchocka – zostanie premierem?

A.S.: – Zupełnie nie.

No to trochę nam się jednak zmieniło od tego roku ’89. Na nagraniach niektóre panie niemal mówią do kamerzystów: Weź to zabierz.

A.S.: Były trochę wycofane. I trochę może zdziwione tym, że właśnie znalazły się w oku kamery.

Jak one były w oku kamery, to panie były małymi dziewczynkami. Co te panie tam sprzed 25 lat do pań tutaj mówią, co mówi ich zachowanie, wygląd, sposób rozmowy, to, jak pozycjonują swoją rolę w tym procesie?

A.S.: – Są bardzo zaangażowane. Widać powagę. I to, że pełnią tę tradycyjną rolę osób ogarniających całość rzeczywistości. Niektóre były asystentkami liderów, tworzyły zaplecze, wsparcie organizacyjne. Te wszystkie spisane na kartkach uzgodnienia ktoś musiał przepisać, ktoś musiał przypomnieć, zadzwonić, załatwić. Te obrady to była machina, ciągle trzeba było coś pisać, przedyskutować, ustalić…

Wklepać na maszynie, przefaksować dalej…

P.C.: – Ja widzę poświęcenie. Gdyby ktoś im tam powiedział, że mają siedzieć do rana – zresztą tak bywało – to przesiadywałyby do rana: zarówno przy technicznych sprawach, jak przepisywanie, jak i przy negocjowaniu kolejnych kwestii. Po drugie – to panie przykładały uwagę do szczegółów. Wszyscy wiedzieli, że trzeba w rozmowach z ludźmi władzy bardzo uważać, bo jak się nie dopnie pewnych rzeczy, to interpretacji może być wiele – tak działały wspomniana Janina Zakrzewska czy Helena Łuczywo. Jest taki fragment, kiedy Łuczywo wścieka się, że nie było dyskusji na temat prasy bodajże związkowej.

A.S.: – Dowiaduje się, że nie było tej rozmowy, i mówi: To jeżeli tej rozmowy nie będzie, to ja to wszystko pierdolę i się zapisuję do KPN-u.

P.C.: – Ale to było chyba jedyne przekleństwo z ust kobiety tak naprawdę.

A.S.: – To jest zresztą jedyny wulgaryzm, który wychwyciłyśmy.

Archiwa transformacji 89, Ninateka.plArchiwa transformacji 89, Ninateka.pl

To też trochę mówi o zmianie obyczajowości przez 25 lat…

P.C.: – O kulturze języka? Zdecydowanie. Ja byłam zaskoczona, nieraz kamera rejestrowała rozmowę ludzi, którzy nie byli świadomi, że są nagrywani. I język tych rozmów absolutnie odbiegał od tego, co dzisiaj słyszymy.

Czyli nie dość, że wszystko wyglądało inaczej, to jeszcze wszyscy zachowywali się inaczej. Inni ludzie byli?

A.S.: – Pamiętajmy, że wielu doradców Okrągłego Stołu rekrutowało się spośród profesury. A moi profesorowie w porównaniu z młodszą generacją kadry naukowej to są lata świetlne. Mamy obecnie inną kulturę języka, bycia, inaczej nawiązujemy kontakty, inaczej się ubieramy do pracy.

Archiwa transformacji 89, Ninateka.plArchiwa transformacji 89, Ninateka.pl

Wyłania nam się obraz epoki, w której z jednej strony wszyscy palili tony papierosów, często wyglądali w opłakany sposób, było siermiężnie, smutno, tak sobie, a z drugiej strony ludzie jacyś lepsi? Brzmią lepiej i zachowują się lepiej niż my dzisiaj.

A.S.: – Tylko nie uogólniajmy – nie wszyscy palili i nie wszyscy byli brodaczami.

Ale mamy cały przegląd ludzkich typów i postaw. Jaki obraz się z tego wyłania, gdzie byliśmy te 25 lat temu? Politycznie wiemy. A gdzie byliśmy jako społeczeństwo, jako kultura, jako zbiorowość?

P.C.: – Gdzieś tam czuć, że tym ludziom o coś chodzi, że będą jakoś z tym życiem próbowali się kopać, nie ma tego marazmu. Warto sobie uświadomić, że równie dobrze wszystko w Polsce mogło potoczyć się inaczej, mógł nastąpić wybuch społeczny bardziej gwałtowny.

To jest niesamowita lekcja, że pewne sprawy nabierają przyśpieszenia, mimo że tak naprawdę żadna ze stron tego nie przewidywała. Musimy pamiętać, że opozycja czuła się słaba i też wcale nie czuła się gotowa do przejmowania władzy natychmiast. Liderzy opozycji też chcieli okresu przejściowego. Zupełnie inaczej możemy to oceniać z dzisiejszej perspektywy, a zupełnie inaczej, jak cofniemy się w przeszłość. A musimy tam wracać, żeby zobaczyć pełny obraz tego, co się wydarzyło. Na jednym z nagrań widać opozycję idącą w stronę Pałacu Namiestnikowskiego. Pierwszy dzień obrad. I ten moment, kiedy widać wsparcie społeczeństwa dla opozycji, dodawanie im otuchy, te okrzyki, żeby walczyli: Solidarność!, Wolność! Musieli się przedzierać przez ten tłum.

Archiwa transformacji 89, Ninateka.plArchiwa transformacji 89, Ninateka.pl

Może to i lepiej, że to nie skończyło się wparowaniem ludzi do Pałacu Namiestnikowskiego i rozniesieniem tej drugiej ekipy.

P.C.: – A tam stały milicja i suki.

A.S.: – Odwykliśmy.

Od wielu rzeczy odwykliśmy.

A.S: – Jest na tych materiałach takie symboliczne ujęcie: kamera pokazuje budynek, ulicę, samochody i potem najeżdża na znak drogowy zakazu zatrzymywania się i pod spodem była tabliczka z napisem: „Koniec”. I ten napis był przekrzywiony i takim drucikiem, i śrubeczką przyczepiony krzywo. Jak na to popatrzyłam, to pomyślałam: to jest właśnie ten cały PRL. Jakoś ludzie musieli sobie z tym radzić. To taki znak zapytania: co dalej? Niby koniec, ale czy koniec?

 

 

Dr Paulina Codogni. Kuratorka kolekcji Transformacja 1989. Autorka trzech książek na temat współczesnej historii Polski. Pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN oraz w Collegium Civitas w Warszawie.

Dr Anna Siwek. Kuratorka kolekcji Transformacja 1989. Autorka książki pt. „Dobro a polityka. Dwie filozofie dobra. Platon i Tischner”. Pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN oraz w Collegium Civitas w Warszawie

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz Gazeta.pl. Robi wywiady, pisze o sprawach zagranicznych i fotografii, pisze blog Realpolitik, twittuje. Gdy nie musi pracować, chodzi po górach, jeździ na rowerze lub pływa żaglowcami po morzach. I robi zdjęcia.

weekend.gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s