13.12.14

 

Dziedzictwo upokorzenia

Norman Davies, 13.12.2014

Za­mach stanu ge­ne­ra­ła Ja­ru­zel­skie­go z 13 grud­nia 1981 roku za­sko­czył nie­mal wszyst­kich. Za­sko­czył za­chod­nich eks­per­tów, któ­rzy – z bar­dzo nie­licz­ny­mi wy­jąt­ka­mi – utrzy­my­wa­li, że struk­tu­ra so­wiec­kie­go sys­te­mu wy­klu­cza prze­ję­cie wła­dzy przez woj­sko. Za­sko­czył człon­ków Rady Pań­stwa, któ­rym za­le­d­wie z kil­ku­go­dzin­nym wy­prze­dze­niem ka­za­no za­le­ga­li­zo­wać „stan wo­jen­ny”. Z pew­no­ścią za­sko­czył przy­wód­ców „So­li­dar­no­ści”, z któ­rych więk­szość wy­cią­gnię­to z łóżek i aresz­to­wa­no już pierw­szej nocy.

Gen. Wojciech Jaruzelski

Foto: PAPGen. Wojciech Jaruzelski

13 grud­nia więk­szość Po­la­ków obu­dzi­ła się rano i zo­ba­czy­ła czoł­gi na uli­cach, woj­sko­we punk­ty kon­tro­l­ne na wszyst­kich skrzy­żo­wa­niach i ogło­sze­nia o sta­nie wo­jen­nym (wy­dru­ko­wa­ne wcze­śniej w ZSRR) wi­szą­ce na każ­dym rogu. W na­stęp­nym ty­go­dniu więk­szość zor­ga­ni­zo­wa­nych w pro­te­ście spon­ta­nicz­nych straj­ków w ko­pal­niach, stocz­niach i fa­bry­kach na te­re­nie ca­łe­go kraju stłu­mi­ły lotne od­dzia­ły ZOMO[1], dzia­ła­ją­ce pod osło­ną kor­do­nów woj­sko­wych. Nie­któ­re te­re­ny kil­ka­krot­nie oku­po­wa­no. W dwóch ślą­skich ko­pal­niach węgla, w „Wujku” i „Pia­ście”, pod­ję­to dłu­go­trwa­łe pod­ziem­ne straj­ki oku­pa­cyj­ne. W ko­pal­ni „Wujek” z po­wo­du sta­wia­nia oporu za­bi­to sied­miu gór­ni­ków. Ale ogól­nie rzecz bio­rąc, opór szyb­ko stłu­mio­no. Ele­ment za­sko­cze­nia oka­zał się bar­dzo sku­tecz­ny. Do końca roku siły zbroj­ne nie­wąt­pli­wie prze­ję­ły kon­tro­lę nad całym kra­jem.

Przez cały 1982 rok ofi­cjal­ne rządy w Pol­sce spra­wo­wa­ła Woj­sko­wa Rada Oca­le­nia Na­ro­do­we­go (WRON), po­wszech­nie zwana „wroną”. Ge­ne­rał Ja­ru­zel­ski prze­wo­dził gru­pie zło­żo­nej wy­łącz­nie – we­dług jej wła­sne­go oświad­cze­nia – z pol­skich ofi­ce­rów w służ­bie czyn­nej. Dzie­siąt­ki ty­się­cy nie­win­nych oby­wa­te­li aresz­to­wa­no bez po­sta­wie­nia za­rzu­tów. Około dzie­się­ciu ty­się­cy za­mknię­to w 49 obo­zach in­ter­no­wa­nia. Mó­wio­no o po­bi­ciach i przy­pad­kach śmier­tel­nych. Mnó­stwo ludzi zmu­szo­no do pod­pi­sa­nia „de­kla­ra­cji lo­jal­no­ści” (czyli nie­lo­jal­no­ści wobec związ­ku „So­li­dar­ność”) pod groź­bą utra­ty środ­ków do życia lub wol­no­ści. Wszyst­kie ofi­cjal­ne in­sty­tu­cje – od mi­ni­sterstw po dwor­ce ko­le­jo­we i bi­blio­te­ki pu­blicz­ne – pod­po­rząd­ko­wa­no roz­ka­zom ko­mi­sa­rzy woj­sko­wych i oczysz­czo­no z „nie­po­żą­da­nych ele­men­tów”. Głów­ne za­kła­dy prze­my­sło­we zmi­li­ta­ry­zo­wa­no. Za­ło­gi pod­da­no woj­sko­wej dys­cy­pli­nie. Prawa stanu wo­jen­ne­go ze­zwa­la­ły wła­dzom na na­rzu­ce­nie wie­czor­nej go­dzi­ny mi­li­cyj­nej, ogra­ni­cze­nie ca­łe­go trans­por­tu i ruchu pa­sa­żer­skie­go, na­gry­wa­nie wszyst­kich roz­mów te­le­fo­nicz­nych, za­ka­za­nie wszel­kich zgro­ma­dzeń i ka­ra­nie naj­mniej­szych oznak sprze­ci­wu ścią­ga­ną na miej­scu grzyw­ną lub na­tych­mia­sto­wym aresz­tem. Jak po­śred­nio wy­ni­ka­ło z wła­snych oświad­czeń WRON-u, wy­po­wie­dział on wojnę pol­skie­mu spo­łe­czeń­stwu. Bo komuż in­ne­mu? Od­rzu­co­no wszel­kie po­zo­ry le­gal­no­ści. Przez całe ty­go­dnie ofi­cjal­ni rzecz­ni­cy za­prze­cza­li, ja­ko­by Wa­łę­sa, przy­wód­ca „So­li­dar­no­ści”, zo­stał in­ter­no­wa­ny lub osa­dzo­ny w aresz­cie. „Po­ma­gał wła­dzom”, ale tak się skła­da­ło, że nie mógł udzie­lać ko­men­ta­rzy. W końcu wrę­czo­no mu an­ty­da­to­wa­ny nakaz in­ter­no­wa­nia, gdy za­gra­nicz­ne głosy pro­te­stu wy­mu­si­ły na wła­dzach wy­ja­śnie­nia w jego spra­wie. Jeśli sądy były na tyle nie­roz­waż­ne, aby zwol­nić osoby oskar­żo­ne o rze­ko­me wy­kro­cze­nia prze­ciw­ko sta­no­wi wo­jen­ne­mu, ob­wi­nio­nych można było uznać za „za­gro­że­nie po­rząd­ku pu­blicz­ne­go” i za­mknąć w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym. Mi­ni­ster­stwo Spra­wie­dli­wo­ści nie do­strze­ga­ło ni­cze­go wsty­dli­we­go w ta­kich bez­praw­nych po­su­nię­ciach i pu­blicz­nie je ogła­sza­ło za­pew­ne w celu za­stra­sze­nia i tak już prze­ra­żo­nej lud­no­ści.

Foto: Ireneusz Sobieszczuk / PAP

Mimo po­na­wia­nych prób nie­do­bit­ki „So­li­dar­no­ści” nie po­tra­fi­ły rzu­cić wy­zwa­nia za­ci­ska­ją­ce­mu że­la­zny uścisk woj­sku. Rok 1982 roz­po­czął się pod ha­słem, które zwo­len­ni­cy „So­li­dar­no­ści” wy­pi­sy­wa­li wszę­dzie kredą na mu­rach: „Zima wasza, wio­sna nasza”. Ale wio­sna nie na­de­szła. Tłu­mio­no drob­ne de­mon­stra­cje i nie­licz­ne straj­ki, or­ga­ni­zo­wa­ne za­zwy­czaj 13 każ­de­go mie­sią­ca. Po­waż­niej­sze roz­ru­chy 31 sierp­nia – w drugą rocz­ni­cę po­ro­zu­mień gdań­skich, i 10 li­sto­pa­da – w rocz­ni­cę re­je­stra­cji związ­ku „So­li­dar­ność”, nie sta­no­wi­ły dla od­dzia­łów ZOMO więk­sze­go pro­ble­mu. W mia­stach kilku wo­je­wództw – w Nowej Hucie, w Lu­bi­nie na Ślą­sku i przede wszyst­kim we Wro­cła­wiu – wy­bu­chy peł­ne­go de­ter­mi­na­cji oporu trwa­ły aż do je­sie­ni. Ale cała lo­gi­sty­ka prze­śla­do­wań, zdra­dy i dez­in­for­ma­cji była po stro­nie „wrony”. 8 paź­dzier­ni­ka wła­dze po­czu­ły się dość silne, aby ogło­sić, że „So­li­dar­ność”, a także wszyst­kie inne nie­za­leż­ne związ­ki zo­sta­ją nie po pro­stu „za­wie­szo­ne”, ale zli­kwi­do­wa­ne; w li­sto­pa­dzie zwol­nio­no bez­sil­ne­go Wa­łę­sę. W grud­niu uwol­nio­no więk­szość in­ter­no­wa­nych; zwol­nie­nia nie ob­ję­ły więź­niów po­li­tycz­nych. W tym cza­sie rzecz­ni­cy rządu mó­wi­li już z lek­ce­wa­że­niem o człon­kach „So­li­dar­no­ści”, na­zy­wa­jąc ich „kry­mi­na­li­sta­mi” i cheł­piąc się, że „wio­sna też bę­dzie nasza”.

Ko­mu­ni­ści krok po kroku do­ko­ny­wa­li pod­su­mo­wa­nia swo­je­go cu­dow­ne­go oca­le­nia, pró­bu­jąc jed­no­cze­śnie od­zy­skać kon­tro­lę nad or­ga­ni­za­cja­mi, które się ich wcze­śniej wy­rze­kły. Naj­pierw wzię­li na ce­low­nik in­te­li­gen­cję – z ich punk­tu wi­dze­nia nie­po­praw­ne źró­dło, z któ­re­go brały po­czą­tek sprze­ciw i nie­po­słu­szeń­stwo. Sto­wa­rzy­sze­nie Dzien­ni­ka­rzy Pol­skich (SDP) zo­sta­ło znie­sio­ne w marcu, Zwią­zek Ar­ty­stów Scen Pol­skich (ZASP), który pro­wa­dził od­waż­ny boj­kot ofi­cjal­nych me­diów, roz­wią­za­no w grud­niu. Czyst­kę mu­siał przejść nawet PAX – ulu­bio­ne przez par­tię zrze­sze­nie „po­stę­po­wych ka­to­li­ków”. Być może WRON uwa­ża­ła, że pod­ci­na ko­rze­nie kry­zy­su, w isto­cie jed­nak były to za­le­d­wie rysy na jego po­wierzch­ni. Dla spra­wy ko­mu­ni­stów nie zdo­ła­no po­zy­skać żad­ne­go li­czą­ce­go się sek­to­ra pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa.

Wszyst­kie po­dej­mo­wa­ne przez Ja­ru­zel­skie­go próby kon­struk­tyw­nej po­li­ty­ki skoń­czy­ły się nie­po­wo­dze­niem. Mimo po­cząt­ko­wych dążeń pry­ma­sa do kom­pro­mi­su ge­ne­rał nie pod­jął na nowo żad­ne­go praw­dzi­we­go dia­lo­gu z Ko­ścio­łem. Jego pięk­nie brzmią­cy Pa­trio­tycz­ny Ruch Od­ro­dze­nia Na­ro­do­we­go (PRON) był pełen ludzi za­le­żą­cych od niego sa­me­go i prze­ma­wia­ją­cych wy­łącz­nie na­wza­jem do sie­bie. Jego nowe ofi­cjal­ne związ­ki za­wo­do­we boj­ko­to­wa­li ci wszy­scy, któ­rych nie dało się zmu­sić do wstą­pie­nia. De­kla­ra­cję o „za­wie­sze­niu” stanu wo­jen­ne­go pod ko­niec grud­nia uzna­no za pusty gest.

Stan go­spo­dar­ki nadal się po­gar­szał. Wbrew stwier­dze­niom ofi­cjal­nej pro­pa­gan­dy, która winą za wszyst­ko obar­cza­ła „So­li­dar­ność”, zdła­wie­nie „So­li­dar­no­ści” nie przy­nio­sło żad­nej ogól­nej po­pra­wy. Mimo nie­wiel­kie­go wzro­stu w jed­nym czy dwóch sek­to­rach, na przy­kład w wy­do­by­ciu węgla, w grun­cie rze­czy pro­duk­cja prze­my­sło­wa spa­dła. W czwar­tym ko­lej­nym roku PKB Pol­ski jesz­cze bar­dziej ka­ta­stro­fal­nie się zmniej­szył – o ponad 15 pro­cent. Ro­sną­cy dług za­gra­nicz­ny osią­gnął nie­mal trzy­dzie­ści mi­liar­dów do­la­rów; trze­ba było zmie­nić nawet plan bie­żą­cej spła­ty od­se­tek. Za­po­trze­bo­wa­nie na żyw­ność zma­la­ło dzię­ki dra­koń­skim i znacz­nie opóź­nio­nym pod­wyż­kom cen się­ga­ją­cym 300 pro­cent i wpro­wa­dzo­nym w lutym; więk­szość Po­la­ków w dal­szym ciągu eg­zy­sto­wa­ła na gra­ni­cy ubó­stwa. Spo­so­bem na życie nadal było wy­sta­wa­nie w ko­lej­kach. Rząd wy­ra­ził na­dzie­ję, że do roku 1990 kraj bę­dzie żyw­no­ścio­wo sa­mo­wy­star­czal­ny. Stopa ży­cio­wa gwał­tow­nie spa­dła. Ogrom­na prze­paść mię­dzy siłą na­byw­czą prze­cięt­nej ro­dzi­ny a ce­na­mi to­wa­rów, które można było kupić, stale się po­głę­bia­ła; re­al­ne płace spa­dły o ponad 25 pro­cent. Wobec de­fi­cy­tu bu­dże­to­we­go ro­sną­ce­go o ko­lej­ne setki mi­liar­dów zło­tych, fi­nan­se rzą­do­we wy­my­ka­ły się spod kon­tro­li. Brak rów­no­wa­gi w han­dlu za­gra­nicz­nym można było wy­rów­nać tylko przez szyb­kie ogra­ni­cze­nie im­por­tu, od czego za­le­ża­ło­by oży­wie­nie prze­my­słu. Pol­ska – bo­ga­ty kraj ob­da­rzo­ny wiel­ki­mi za­so­ba­mi na­tu­ral­ny­mi – po­pa­da­ła w stan skraj­nej nędzy, nie­zna­nej ni­g­dzie in­dziej w Eu­ro­pie.

Foto: CAF / PAP

W na­stęp­stwie gru­dnio­we­go za­ma­chu stanu Pol­ska stra­ci­ła na sce­nie mię­dzy­na­ro­do­wej wszel­kie po­zo­ry sza­cun­ku. Rząd woj­sko­wy po­strze­ga­no czę­sto jako na­miast­kę Związ­ku So­wiec­kie­go i tak też go trak­to­wa­no. USA dały zna­czą­cy sy­gnał, wpro­wa­dza­jąc sank­cje eko­no­micz­ne prze­ciw­ko ZSRR i prze­ciw­ko Pol­sce, żą­da­jąc znie­sie­nia stanu wo­jen­ne­go, uwol­nie­nia in­ter­no­wa­nych i za­ini­cjo­wa­nia szcze­re­go dia­lo­gu. Cho­ciaż po­li­ty­ka USA wy­wo­ła­ła tar­cia wśród za­chod­nich so­jusz­ni­ków Ame­ry­ki, któ­rzy w tym cza­sie usi­ło­wa­li za­koń­czyć per­trak­ta­cje z Mo­skwą w spra­wie pro­jek­tu ga­zo­cią­gu sy­be­ryj­skie­go, nie ule­ga­ło wąt­pli­wo­ści, kto osta­tecz­nie po­no­si od­po­wie­dzial­ność za nie­do­le Pol­ski. Oba­le­nie kon­tro­lo­wa­nej przez So­wie­tów cy­wil­nej dyk­ta­tu­ry przez kon­tro­lo­wa­ną przez So­wie­tów dyk­ta­tu­rę woj­sko­wą trud­no by­ło­by uznać za istot­ną zmia­nę rów­no­wa­gi sił na sce­nie mię­dzy­na­ro­do­wej, była to jed­nak od­po­wied­nia oka­zję, aby udzie­lić świa­tu lek­cji na temat wschod­nio­eu­ro­pej­skiej rze­czy­wi­sto­ści. Wszyst­kim tym peł­nym do­brych in­ten­cji eks­per­tom, któ­rzy zdą­ży­li od­zy­skać dawne złu­dze­nia co do spo­dzie­wa­nej „kon­wer­gen­cji” świa­ta so­wiec­kie­go i świa­ta Za­cho­du, wy­mie­rzo­no bru­tal­ny cios. Dwóch pol­skich am­ba­sa­do­rów, w Wa­szyng­to­nie i w Tokio, zbie­gło, i wy­ko­nu­jąc z dnia na dzień godną po­ża­ło­wa­nia woltę od roli żar­li­we­go ko­mu­ni­stycz­ne­go lo­ja­li­sty do roli żar­li­we­go de­mo­kra­ty, ujaw­ni­ło nie­szczę­sne mo­ra­le sta­no­wią­ce fun­da­ment, na któ­rym wy­ro­sła ko­mu­ni­stycz­na elita. Świe­ce, które w Wi­gi­lię Bo­że­go Na­ro­dze­nia za­pa­lo­no w oknach za­rów­no w Bia­łym Domu, jak i w Wa­ty­ka­nie, stały się sym­bo­lem dłu­gie­go czu­wa­nia, ja­kie­go się spo­dzie­wa­li za­gra­nicz­ni przy­ja­cie­le Pol­ski. Rząd pol­ski za­re­ago­wał gnie­wem, kiedy się oka­za­ło, że za­sto­so­wa­ne przez niego ogra­ni­czo­ne środ­ki od­prę­że­nia nie przy­nio­sły ocze­ki­wa­ne­go znie­sie­nia za­chod­nich sank­cji. Jak zwy­kle w ta­kich przy­pad­kach za­kła­da­no, że ce­nią­cy kom­fort przy­wód­cy za­chod­nich de­mo­kra­cji wy­ko­na­ją ostrze­gaw­czy gest, po czym szyb­ko za­po­mną o swo­jej mi­ło­ści do Pol­ski.

Trze­ba jed­nak po­wie­dzieć, że choć prze­ciw­ko woj­sko­we­mu re­żi­mo­wi w Pol­sce wy­po­wie­dzia­no wiele ostrych słów, nie wy­ka­za­no szcze­gól­nej dba­ło­ści o pre­cy­zyj­ne na­mie­rze­nie celu. W grun­cie rze­czy jest zu­peł­nie oczy­wi­ste, że pol­skie wła­dze bar­dzo się sta­ra­ły ukryć, na co się na­praw­dę za­no­si, i pew­nie by­ły­by z ra­do­ścią przy­ję­ły ogłu­sza­ją­cą salwę nie­cel­nej obcej kry­ty­ki. Po­nie­waż, mimo wszyst­ko, po­li­ty­ce pro­wa­dzo­nej w Pol­sce bra­ko­wa­ło nie tylko wielu cha­rak­te­ry­stycz­nych ele­men­tów skła­do­wych obec­nych w prze­wro­tach woj­sko­wych w in­nych miej­scach świa­ta, ale także zna­nych pro­gra­mów „nor­ma­li­za­cji” w so­wiec­kim stylu. Re­pre­sje miały cha­rak­ter bar­dzo wy­biór­czy i były prze­dziw­nie po­zba­wio­ne en­tu­zja­zmu. Brak im było bez­in­te­re­sow­ne­go okru­cień­stwa Afga­ni­sta­nu czy Sal­wa­do­ru, z któ­ry­mi wal­czy­ły o miej­sce na na­głów­kach świa­to­wej prasy. Nie było ter­ro­ru spo­łecz­ne­go na sze­ro­ką skalę, który za­pa­no­wał na Wę­grzech Ka­da­ra po 1956 roku, ani też sys­te­ma­tycz­nych czy­stek to­wa­rzy­szą­cych „nor­ma­li­za­cji” Hu­sa­ka w Cze­cho­sło­wa­cji po roku 1968. Nie ucie­ka­ły się do ma­so­wych de­por­ta­cji, które by­ły­by nie­omyl­ną ozna­ką so­wiec­kiej ini­cja­ty­wy, i nie po­brzmie­wa­ła w nich żadna nuta gwał­tow­ne­go po­śpie­chu w dą­że­niu do przy­wró­ce­nia rzą­dów par­tii. Przede wszyst­kim zaś nie było w nich żad­ne­go bez­po­śred­nie­go za­an­ga­żo­wa­nia per­so­ne­lu so­wiec­kie­go. Z ja­kie­goś po­wo­du, który do końca stanu wo­jen­ne­go nie był cał­kiem jasny, reżim woj­sko­wy nie miał ocho­ty w pełni wy­ko­rzy­stać swo­jej całej nowo zdo­by­tej wła­dzy. Oka­zał się dziw­nie po­wścią­gli­wy i jak na so­wiec­kie stan­dar­dy, nie­wia­ry­god­nie wy­wa­żo­ny. Jego bez­ruch po­zo­stał nie­wy­ja­śnio­ną ta­jem­ni­cą. Dużo można przy­pi­sać pa­ra­li­żo­wi par­tyj­nej ma­chi­ny, która prze­cho­dzi­ła stan od­po­wia­da­ją­cy w po­li­ty­ce za­ła­ma­niu ner­wo­we­mu i która nie by­ła­by zdol­na do po­now­ne­go prze­ję­cia wła­dzy, nawet gdyby jej ka­za­no to zro­bić. Ale to jesz­cze nie wszyst­ko. Cho­dzi­ły słu­chy, że za­ku­li­so­wa walka Ja­ru­zel­skie­go prze­ciw­ko wła­snym to­wa­rzy­szom i nie­do­szłym so­jusz­ni­kom była jesz­cze waż­niej­sza niż jego pu­blicz­na kon­fron­ta­cja z „So­li­dar­no­ścią”. Trze­ba sobie zadać py­ta­nie, co się dzia­ło pod­czas taj­nych zma­gań po­szcze­gól­nych odła­mów w obo­zie pol­skich ko­mu­ni­stów. Trze­ba za­py­tać, dla­cze­go tak wielu za­chod­nim dzien­ni­ka­rzom po­zwo­lo­no zo­stać w War­sza­wie, choć ich od czasu do czasu nę­ka­no – chyba że prze­ka­zy­wa­li nie to, co po­win­ni. Trud­no sobie wy­obra­zić – chyba że obec­ność za­chod­nich dzien­ni­ka­rzy te­le­wi­zji słu­ży­ła czy­imś in­te­re­som – dla­cze­go wszech­po­tęż­ne pań­stwo po­li­cyj­ne po pro­stu ich wszyst­kich bez­a­pe­la­cyj­nie nie wy­rzu­ci­ło. A co naj­cie­kaw­sze, trze­ba sobie zadać py­ta­nie o rolę Ja­ru­zel­skie­go w wy­ści­gu do suk­ce­sji po Breż­nie­wie w Mo­skwie. Ja­ru­zel­ski brał z pew­no­ścią udział w grze na zwło­kę. Jed­nak – przy­naj­mniej w oczach świa­ta – nie było od razu oczy­wi­ste, na co lub na kogo czeka.

Gdańsk, 14 grudnia 1981 r. Przejście na perony na Dworcu PKP Gdańsk Wrzeszcz

Foto: PAPGdańsk, 14 grudnia 1981 r. Przejście na perony na Dworcu PKP Gdańsk Wrzeszcz

Bo Ja­ru­zel­ski nie był po pro­stu czło­wie­kiem Mo­skwy w Pol­sce. Słu­żył woj­sko­wym in­te­re­som w so­wiec­kim apa­ra­cie, był Bat­ma­nem so­wiec­kich mar­szał­ków. Przej­mu­jąc oso­bi­ście rządy w Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, uchro­nił Armię Czer­wo­ną przed bar­dzo nie­przy­jem­nym za­da­niem. Rów­no­cze­śnie zaś, roz­sta­wia­jąc pol­skie siły zbroj­ne, pod­niósł staw­ki w grze prze­ciw­ko ewen­tu­al­nej in­wa­zji so­wiec­kiej na Pol­skę. Był pierw­szym pol­skim przy­wód­cą od czasu wojny, który usta­wił Pol­skę na po­zy­cjach, z ja­kich mogła się bro­nić. Jego démar­che stało się bro­nią obo­siecz­ną. Zdła­wił na­dzie­je „So­li­dar­no­ści”, ale rów­no­cze­śnie za­ha­mo­wał per­spek­ty­wę ze­msty na Pol­sce bar­dziej dok­try­ner­sko na­sta­wio­nych to­wa­rzy­szy w Mo­skwie i w War­sza­wie. Nikt nie miał się do­wie­dzieć, które z tych dwóch prze­ciw­staw­nych nie­bez­pie­czeństw uznał za bar­dziej groź­ne i w jakim stop­niu – jeśli w ogóle – mar­sza­łek Ku­li­kow się z nim nie zga­dzał. Można tylko po­wie­dzieć, że był in­stru­owa­ny przez so­wiec­kich woj­sko­wych na wy­pa­dek po­li­tycz­nej in­ter­wen­cji w Pol­sce cały czas od chwi­li usu­nię­cia Ro­kos­sow­skie­go w 1956 roku. Prze­jął obo­wiąz­ki ostat­nie­go so­wiec­kie­go ofi­ce­ra w stop­niu ge­ne­ra­ła, który jesz­cze zo­stał w Pol­sce – w roku 1960 jako szef Wy­dzia­łu Po­li­tycz­ne­go Woj­ska Pol­skie­go, a w roku 1965 jako szef Szta­bu Ge­ne­ral­ne­go. Jako mi­ni­ster obro­ny, przez pięt­na­ście lat był z urzę­du za­stęp­cą do­wód­cy po­łą­czo­nych sił Ukła­du War­szaw­skie­go, w naj­ści­ślej­szym po­wią­za­niu z so­wiec­ką wier­chusz­ką. W la­tach 1981–1982, kiedy do ko­lek­cji swo­ich urzę­dów dodał sta­no­wi­ska pre­mie­ra, pierw­sze­go se­kre­ta­rza i prze­wod­ni­czą­ce­go WRON, zy­skał pew­ność, że – przy­naj­mniej w naj­bliż­szym cza­sie – nikt się nie do­pcha do pol­skiej sceny po­li­tycz­nej. I wła­śnie w tym mo­men­cie u ste­rów bloku so­wiec­kie­go po­ja­wił się Jurij I. An­dro­pow, ale brak było naj­mniej­szych oznak, które mo­gły­by świad­czyć, że jego awans jakoś się wiąże – lub nie wiąże – z am­bi­cja­mi mar­szał­ków. Dwa­na­ście mie­się­cy po gru­dnio­wym za­ma­chu stanu losy Pol­ski Lu­do­wej wró­ci­ły do punk­tu wyj­ścia sprzed nie­mal czter­dzie­stu lat – zna­la­zły się w rę­kach so­wiec­kich woj­sko­wych i ich pol­skich woj­sko­wych po­moc­ni­ków, i zu­peł­nie nie było wia­do­mo, dokąd ją osta­tecz­nie do­pro­wa­dzą. I nie można było tego wie­dzieć. Kształt so­wiec­kiej po­li­ty­ki po śmier­ci Breż­nie­wa, po­dob­nie jak dal­szy prze­bieg pol­skiej re­wo­lu­cji, wciąż znaj­do­wa­ły się w sta­nie za­wie­sze­nia.

Foto: Znak Horyzont
Publikowany fragment pochodzi z książki Normana Daviesa, "Serce Europy", rozdział I, "Dziedzictwo upokorzenia", część "Dyktatura wojskowa. Grudzień 1981–1983". Udostępniamy go dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Horyzont.

Onet.pl

Ulicami Warszawy przejdzie marsz PiS. „Niczego ani nikogo podpalać nie mamy zamiaru”

WB, PAP, 13.12.2014
''Marsz Wolności i Niepodległości'' w 2013 roku

”Marsz Wolności i Niepodległości” w 2013 roku (Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

Ok. 2 godz. ma potrwać „Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów” współorganizowany przez PiS. Organizatorzy spodziewają się, że w manifestacji, która przejdzie ulicami Warszawy w 33. rocznicę stanu wojennego, weźmie udział 30 tys. osób.
To już czwarty marsz w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce współorganizowany przez PiS. W tym roku odbywa się w kontekście wydarzeń związanych z niedawnymi wyborami samorządowymi, które – według polityków PiS – zostały sfałszowane. Szef PiS Jarosław Kaczyński zapowiadał, że marsz będzie miał charakter obywatelskiego sprzeciwu wobec sfałszowania wyborów samorządowych i łamaniu wolności prasy.- Fałszowanie wyborów to odejście od demokracji, to w gruncie rzeczy likwidacja demokracji. Kartka wyborcza, istota systemu demokratycznego, jest nam w tej chwili wyrywana z ręki. Musimy zrobić wszystko, żeby sobie jej nie dać z ręki wyrwać – oświadczył Kaczyński podczas prezentacji komitetu honorowego marszu. Jak mówił, marsz rozpocznie „wielką akcję sprzeciwu, która będzie trwała”.

Odwołane poparcie biskupów

Politycy PiS podkreślają, że marsz ma mieć charakter nie tyle polityczny, co obywatelski. W skład Komitetu Honorowego marszu wejść mieli m.in. biskupi: Wiesław Mering, Ignacy Dec, Antoni Dydycz, Edward Frankowski. Deklarację Komitetu Honorowego marszu podpisali też działacze opozycji demokratycznej w PRL Zofia Romaszewska, Joanna Duda-Gwiazda, Andrzej Gwiazda, kapelan Solidarności – ks. Stanisław Małkowski.

Biskupi – po krytyce nuncjusza apostolskiego – wycofali się z poparcia. Jak napisał w oświadczeniu abp Wacław Depo, stało się tak „z powodu wielkiego upolitycznienia faktu poparcia przez kilku biskupów idei marszu”.

W komitecie są również: szef NSZZ „Solidarność” Piotr Duda, aktor Jerzy Zelnik, aktorka Katarzyna Łaniewska, satyryk Jan Pietrzak, piłkarz reprezentacji Polski Marek Citko, redaktor naczelny tygodnika „DoRzeczy” Paweł Lisicki, redaktor naczelny Telewizji Republika Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny tygodnika „wSieci” Jacek Karnowski i jego publicysta Michał Karnowski, sędzia TK w stanie spoczynku Wiesław Johann oraz szef Polski Razem Jarosław Gowin.

Dwie części marszu – rocznicowa i wyborcza

W ostatnich dniach politycy PiS zapewniali, że choć media – ich zdaniem – próbują zdezawuować ideę marszu, ma on mieć charakter pokojowy. Marsz ma być podzielony na dwie części. Pierwsza będzie poświęcona pamięci ofiar stanu wojennego, druga ma być protestem przeciwko obecnej rzeczywistości politycznej.

Początek zaplanowano na godz. 13. przed pomnikiem Wincentego Witosa na pl. Trzech Krzyży. Tam prezes PiS ma mówić o ofierze osób, które poniosły śmierć w stanie wojennym. Następnie uczestnicy marszu przejdą Al. Ujazdowskimi pod pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego przy Belwederze.

Po drodze marsz ma się zatrzymywać przy pomnikach: Ronalda Reagana, gen. Stefana Grota Roweckiego, Jana Paderewskiego i Romana Dmowskiego. Będą tam składane wieńce. „Ta część marszu będzie miała już charakter obywatelski, będzie się odwoływać do zagrożonych dzisiaj – naszym zdaniem – praw i swobód obywatelskich w naszym państwie” – powiedział szef Komitetu Wykonawczego PiS Joachim Brudziński.

Przed pomnikiem marszałka Piłsudskiego zaplanowano drugie – główne przemówienie prezesa PiS.

Pokojowy charakter marszu

Wśród organizatorów marszu są m.in. kluby „Gazety Polskiej”. Uczestniczyć w nim będą także politycy Polski Razem i Solidarnej Polski – partii współpracujących z PiS. Na marszu pojawią się ich liderzy – Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro, nie planują jednak zabierać głosu.

W związku z marszem można się spodziewać pewnych utrudnień w poruszaniu się po centrum stolicy. Autokary z uczestnikami marszu mają zatrzymywać się przed Muzeum Narodowym przy Al. Jerozolimskich, stamtąd będą kierowane na parkingi. Uczestnicy marszu pieszo dostaną się na pl. Trzech Krzyży.

Organizatorzy przygotowali 300-osobową służbę porządkową. Zapewniają, że są w kontakcie z policją i że marsz będzie miał charakter pokojowy – nie życzą sobie, aby ktokolwiek zasłaniał podczas marszu twarz. Jedynymi „rekwizytami” mają być biało-czerwone flagi i róże w barwach narodowych. „Otóż informujemy, że niczego ani nikogo podpalać nie mamy zamiaru” – deklarował Joachim Brudziński.

Inna twarz konfliktu w Donbasie [ZDJĘCIA AGENCJI REUTERS]>>

Zobacz także

TOK FM

33. rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. „Jaruzelski gotów był wezwać wojska sowieckie”

WB, PAP, 13.12.2014
Ten kadr i to przemówienie widziała cała Polska. Wojciech Jaruzelski ogłasza wprowadzenie stanu wojennego. Zdjęcie pochodzi z inscenizacji wydarzeń ze stanu wojennego z 2006 r.

Ten kadr i to przemówienie widziała cała Polska. Wojciech Jaruzelski ogłasza wprowadzenie stanu wojennego. Zdjęcie pochodzi z inscenizacji wydarzeń ze stanu wojennego z 2006 r. (FOT.Waldek Sosnowski / AG)

W niedzielę 13 grudnia 1981 r. o godz. 6 rano Polskie Radio nadało wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, w którym informował on Polaków o ukonstytuowaniu się Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) i wprowadzeniu na mocy dekretu Rady Państwa stanu wojennego na terenie całego kraju.
Władze komunistyczne jeszcze 12 grudnia przed północą rozpoczęły zatrzymywanie działaczy opozycji i Solidarności. W ciągu kilku dni w 49 ośrodkach internowania umieszczono około 5 tys. osób. W ogromnej operacji policyjno-wojskowej użyto w sumie 80 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, 1750 czołgów, 1900 wozów bojowych i 9 tys. samochodów.Kontrola Układu WarszawskiegoPrzygotowania do wprowadzenia stanu wojennego trwały ponad rok i były prowadzone ze szczególną starannością. Kontrolował je m.in. naczelny dowódca wojsk Układu Warszawskiego, marszałek Wiktor Kulikow, oraz ludzie z jego sztabu. Na potrzeby stanu wojennego sporządzono projekty różnych aktów prawnych, wydrukowano w Związku Sowieckim 100 tys. egzemplarzy obwieszczenia o wprowadzeniu stanu wojennego, ustalono listy komisarzy wojskowych mających przejąć kontrolę nad administracją państwową i większymi zakładami pracy, a także wybrano instytucje i przedsiębiorstwa, które miały zostać zmilitaryzowane.Od połowy października z obszarem przyszłych działań zapoznawało się ponad tysiąc Wojskowych Terenowych Grup Operacyjnych. Intensywne ćwiczenia w walkach z tłumem przechodziły oddziały ZOMO. W więzieniach przygotowano miejsca dla około 5 tys. działaczy Solidarności i opozycji, którzy mieli zostać internowani na podstawie list sporządzanych od początku 1981 r.Permanentny stan niepokoju

Prof. Andrzej Paczkowski w książce „Wojna polsko-jaruzelska” ocenia, że Solidarność, opozycja i Kościół nie były przygotowane na wprowadzenie stanu wojennego. „Od lata 1980 r. – pisał prof. Paczkowski – panował w Polsce właściwie permanentny stan niepokoju, wzmagany przez pogłębiające się trudności życia codziennego. (…) Często powtarzające się okresy mobilizacji i wzrostu poczucia zagrożenia w pewnym sensie uczyniły ludzi obojętnymi na sygnały o planowanych działaniach władz”.

W kierownictwie Solidarności na początku grudnia 1981 r. zdawano sobie sprawę z gwałtownego wzrostu napięcia, liczono jednak, że do konfrontacji z władzami komunistycznymi dojdzie dopiero po przyjęciu przez Sejm rządowej ustawy o nadzwyczajnych środkach działania w interesie ochrony obywateli i państwa.

„Sami nie damy sobie rady”

Decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego zaakceptowana została 5 grudnia 1981 r. przez Biuro Polityczne KC PZPR. Gen. Jaruzelski otrzymał od towarzyszy partyjnych swobodę co do wyboru konkretnej daty rozpoczęcia operacji. W nocy z 8 na 9 grudnia 1981 r. w trakcie spotkania z przebywającym w Warszawie marszałkiem Wiktorem Kulikowem gen. Jaruzelski poinformował go o planowanych działaniach, nie podając jednak konkretnej daty ich rozpoczęcia.

Notatka z tego spotkania, sporządzona przez gen. Wiktora Anoszkina – adiutanta marszałka Kulikowa – została w całości opublikowana przez historyka IPN, prof. Antoniego Dudka, w „Biuletynie IPN” nr 12 (107) z grudnia 2009 r. Wynika z niej, że gen. Jaruzelski wprost zażądał wsparcia militarnego po wprowadzeniu stanu wojennego, mówiąc: „Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy [ZSRR – red.] będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady”.

Marszałek Kulikow, któremu – jak podkreśla prof. Dudek – myśl o dowodzeniu operacją stłumienia kontrrewolucji w Polsce nie była z pewnością obca, odpowiedział: „Jeżeli nie starczy waszych sił, to pewnie trzeba będzie wykorzystać „Tarczę-81” – za tym kryptonimem krył się przypuszczalnie plan operacji wojskowej Układu Warszawskiego w Polsce. Kulikow dodał: „Zapewne Wojsko Polskie samo poradzi sobie z tą garstką rewolucjonistów”. Jaruzelski zauważył wtedy, że „na przykład Katowice liczą około 4 mln mieszkańców. To taka Finlandia, a wojska – jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej – nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady”. – Byłoby gorzej, gdyby Polska wyszła z Układu Warszawskiego – dodał Jaruzelski.

Nie było obietnicy wsparcia

Kulikow podkreślał, że „najpierw należy wykorzystać własne możliwości”. Pod koniec rozmowy spytał, czy może zameldować Leonidowi Breżniewowi (sekretarzowi generalnemu KC KPZR), że „podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu”. W odpowiedzi Jaruzelski odparł: „Tak, pod warunkiem że udzielicie nam pomocy”. Według Dudka notatka Anoszkina sugeruje, że Jaruzelski nie tylko wiedział, iż Rosjanie nie zamierzają interweniować, ale wcześniej domagał się od nich udzielenia pomocy wojskowej.

Historyk IPN podkreśla również, że wypowiedzi Kulikowa nie zawierały jednoznacznej obietnicy pomocy wojskowej w tłumieniu protestów społecznych w Polsce, ale też jej nie wykluczały.

Oceniając omawianą notatkę, prof. Dudek napisał: „Dla historii najnowszej Polski dokument ten ma niezwykle istotne znaczenie, potwierdza bowiem w sposób trudny do podważenia, że Jaruzelski gotów był wezwać wojska sowieckie, byle tylko uratować rządy komunistyczne w Polsce”.

Blokada mediów i internowania

O wyznaczonym terminie wprowadzenia stanu wojennego marszałek Kulikow i przywódcy sowieccy zostali poinformowani 11 grudnia. Operacja jego wprowadzenia rozpoczęła się w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Jeszcze przed północą jednostki MSW, składające się z grup specjalnych, oddziałów ZOMO, jednostek antyterrorystycznych, funkcjonariuszy SB, oddziałów Jednostek Nadwiślańskich przy wsparciu wojska rozpoczęły działania.

W ramach operacji „Azalia” siły porządkowe MSW i WP zajęły obiekty Polskiego Radia i Telewizji oraz zablokowały w centrach telekomunikacyjnych połączenia krajowe i zagraniczne. Grupy milicjantów i funkcjonariuszy SB przystąpiły w ramach operacji o kryptonimie „Jodła” do internowania działaczy Solidarności i przywódców opozycji politycznej.

Oddziały ZOMO zajęły lokale zarządów regionalnych Solidarności, zatrzymując przebywające tam osoby i zabezpieczając znalezione urządzenia łącznościowe i poligraficzne. Do miast skierowano oddziały pancerne i zmechanizowane, które umieszczono przy najważniejszych węzłach komunikacyjnych, trasach wylotowych, głównych skrzyżowaniach, gmachach urzędowych i innych obiektach strategicznych. Przeprowadzono aresztowania wśród niezależnych intelektualistów, w tym także wśród organizatorów i uczestników obradującego w Warszawie Kongresu Kultury Polskiej.

„No i co, panie Kuroń, warto było?”Główne uderzenie nastąpiło jednak w Gdańsku, gdzie w sobotę zebrała się Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” i gdzie w związku z tym przebywało wielu działaczy i doradców związkowych. W ciągu nocy zatrzymano w Gdańsku około 30 członków Komisji Krajowej i kilku doradców. Jednym z nich był Jacek Kuroń, który – wspominając okoliczności swojego zatrzymania w gdańskim „Novotelu” w nocy z 12 na 13 grudnia – pisał: „Usłyszałem zgrzyt klucza. Przyszli. Jechaliśmy później suką przez nocne miasto. Na ulicach stały czołgi i wozy pancerne. Nawet mnie nie skuli. Mój wierny stróż major Leśniak zapytał: No i co, panie Kuroń, warto było? – Pamięta pan, majorze, jak trzy lata temu przyjechaliście wziąć mnie stąd, spod Gdańska? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie. – Przyjechaliście wtedy w cztery fiaty. A dzisiaj, widzi pan sam, ile czołgów i wojska musieliście wyprowadzić na ulice, żeby mnie wziąć” (J. Kuroń, „Gwiezdny czas”).Antydatowane dokumentyO godzinie pierwszej w nocy w Belwederze zebrali się członkowie Rady Państwa, teoretycznie najważniejszego urzędu PRL. Większość z nich nie wiedziała jednak, jaki był cel tego nocnego spotkania. Po półtoragodzinnych obradach członkowie Rady Państwa przyjęli przedstawiony im dekret o wprowadzeniu stanu wojennego oraz towarzyszące mu dokumenty, przeciwko głosował jedynie przewodniczący PAX – Ryszard Reiff. Wszystkie przyjęte dokumenty były antydatowane i nosiły datę 12 grudnia 1981 r.Dekret o wprowadzeniu stanu wojennego był niezgodny z obowiązującym wówczas prawem, ponieważ Rada Państwa mogła wydawać dekrety jedynie między sesjami Sejmu. Tymczasem sesja taka trwała, a najbliższe posiedzenie izby wyznaczone było na 15 i 16 grudnia.

Wałęsa odizolowany od Solidarności

W specjalny sposób potraktowany został przez autorów stanu wojennego przewodniczący Solidarności Lech Wałęsa. Władze liczyły bowiem, że uda się im wykorzystać go politycznie. Około godziny drugiej w nocy w jego mieszkaniu pojawili się wojewoda gdański Jerzy Kołodziejski i I sekretarz gdańskiego KW PZPR Tadeusz Fiszbach, członek Biura Politycznego. Poinformowali oni Wałęsę o wprowadzeniu stanu wojennego, stwierdzając, że powinien natychmiast udać się do Warszawy na rozmowy z przedstawicielami władz. Ostatecznie Wałęsa oświadczył, iż pod przymusem zgadza się jechać do Warszawy. Przewodniczący Solidarności odrzucił przedstawiane mu przez władze komunistyczne propozycje współpracy. Został internowany i odizolowany od innych działaczy Solidarności. Po pobycie w Chylicach i Otwocku umieszczono go ostatecznie w ośrodku rządowym w Arłamowie.

W sumie w pierwszych dniach stanu wojennego internowano około 5 tys. osób, które przetrzymywano w 49 ośrodkach odosobnienia na terenie całego kraju. Łącznie w czasie stanu wojennego liczba internowanych sięgnęła 10 tys., w więzieniach znalazła się znaczna część krajowych i regionalnych przywódców Solidarności, doradców, członków komisji zakładowych dużych fabryk, działaczy opozycji demokratycznej oraz intelektualistów związanych z Solidarnością.

W celach propagandowych zatrzymano także kilkadziesiąt osób z poprzedniej ekipy sprawującej władzę, m.in. Edwarda Gierka, Piotra Jaroszewicza i Edwarda Babiucha. Na podstawie dekretu o stanie wojennym zawieszono podstawowe prawa i wolności obywatelskie, wprowadzono tryb doraźny w sądach, zakazano strajków, demonstracji, milicja i wojsko mogły każdego legitymować i przeszukiwać.

Godzina milicyjna, cenzura, wyłączone telefony

Wprowadzono godzinę milicyjną od godz. 22 do godz. 6 rano, a na wyjazdy poza miejsce zamieszkania potrzebna była przepustka. Korespondencja podlegała oficjalnej cenzurze, wyłączono telefony, uniemożliwiając między innymi wzywanie pogotowia ratunkowego i straży pożarnej. Większość najważniejszych instytucji i zakładów pracy została zmilitaryzowana i była kierowana przez ponad 8 tys. komisarzy wojskowych.

Zakazano wydawania prasy, poza „Trybuną Ludu” i „Żołnierzem Wolności”. Zawieszono działalność wszystkich organizacji społecznych i kulturalnych, a także zajęcia w szkołach i na wyższych uczelniach.

Oficjalnie administratorem stanu wojennego była 21-osobowa Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele. W praktyce była ona jednak ciałem fasadowym. Najważniejsze decyzje w okresie stanu wojennego podejmowała nieformalna grupa wojskowych oraz członków partii nazywana dyrektoriatem. W jej skład obok gen. Jaruzelskiego wchodzili: gen. Florian Siwicki (wiceminister obrony narodowej), gen. Czesław Kiszczak (minister spraw wewnętrznych), gen. MO Mirosław Milewski (sekretarz KC), Mieczysław F. Rakowski (wicepremier), Kazimierz Barcikowski (sekretarz KC) i Stefan Olszowski (sekretarz KC).

Strajki okupacyjne

Nieliczni przywódcy Solidarności, którzy uniknęli zatrzymań, m.in. Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bogdan Borusewicz, Aleksander Hall, Tadeusz Jedynak, Bogdan Lis czy Eugeniusz Szumiejko, rozpoczęli w wyjątkowo trudnych warunkach tworzenie struktur podziemnych.

14 grudnia rozpoczęły się niezależnie od siebie strajki okupacyjne w wielu dużych zakładach przemysłowych. Strajkowały huty, w tym największa w kraju „Katowice” oraz im. Lenina, większość kopalń, porty, stocznie w Trójmieście i Szczecinie, największe fabryki, takie jak: WSK w Świdniku, Dolmel i PaFaWag we Wrocławiu, „Ursus” czy Zakłady Przemysłu Odzieżowego im. Juliana Marchlewskiego w Łodzi. Strajkowano w sumie w 199 zakładach (w 50 utworzono komitety strajkowe), na około 7 tys. istniejących wtedy w Polsce przedsiębiorstw.

W 40 zakładach doszło do brutalnych pacyfikacji strajków, przy użyciu oddziałów ZOMO i wojska, wyposażonego w ciężki sprzęt. Szczególnie dramatyczny przebieg miały strajki w kopalniach na Górnym Śląsku, gdzie górnicy stawili czynny opór. 16 grudnia 1981 r. w Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek” w trakcie kilkugodzinnych walk milicjanci użyli broni palnej, zabijając 9 górników. 23 grudnia przy wsparciu czołgów i desantu ze śmigłowców udało się stłumić strajk w Hucie „Katowice”. Najdłużej trwały strajki w kopalniach „Ziemowit” (do 24 grudnia) i „Piast” (do 28 grudnia), w których zdecydowano się prowadzić protest pod ziemią.

Kościół ws. bratobójczych walk

W grudniu 1981 r. doszło do demonstracji ulicznych m.in. w Warszawie, Krakowie i Gdańsku. Największa z nich, w trakcie której milicjanci zastrzelili jednego z uczestników, odbyła się w Gdańsku. Wprowadzając stan wojenny, władze komunistyczne nie zdecydowały się zaatakować bezpośrednio Kościoła katolickiego.

Prymas Józef Glemp od początku apelował o spokój i zażegnanie bratobójczych walk, domagając się jednocześnie uwolnienia internowanych i aresztowanych oraz powrotu do dialogu z Solidarnością. 13 grudnia w wygłoszonym kazaniu apelował do robotników, by nie narażali życia: „Będę wzywał o rozsądek nawet za cenę narażenia się na zniewagi i będę prosił, nawet gdybym miał boso iść i na klęczkach błagać: Nie podejmujcie walk Polak przeciw Polakowi”.

Reakcja Zachodu

Przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego wystąpiły Stany Zjednoczone i inne kraje zachodnie. 23 grudnia 1981 r. prezydent USA Ronald Reagan ogłosił sankcje ekonomiczne wobec PRL, a kilka dni później podał do wiadomości, iż obejmą one także Związek Sowiecki, który jego zdaniem ponosił „poważną i bezpośrednią odpowiedzialność za represje w Polsce”. W ciągu następnych tygodni do sankcji ekonomicznych przeciwko Polsce przyłączyły się inne kraje zachodnie.

31 grudnia 1982 r. stan wojenny został zawieszony, a 22 lipca 1983 r. odwołany, przy zachowaniu części represyjnego ustawodawstwa. Dokładna liczba osób, które w wyniku wprowadzenia stanu wojennego poniosły śmierć, nie jest znana. Przedstawiane listy ofiar liczą od kilkudziesięciu do ponad stu nazwisk. Nieznana pozostaje również liczba osób, które straciły w tym okresie zdrowie na skutek prześladowań, bicia w trakcie śledztwa czy też podczas demonstracji ulicznych.

Inna twarz konfliktu w Donbasie [ZDJĘCIA AGENCJI REUTERS]>>

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s