14.12.14

 

Ruchy miejskie skręcają na prawo [KOMENTARZ]

Wojciech Karpieszuk, 14.12.2014
Konferencja prasowa Porozumienia Ruchów Miejskich

Konferencja prasowa Porozumienia Ruchów Miejskich (fot. Agata Grzybowska)

W kilku dzielnicach mamy bezpartyjnych radnych, którzy deklarują: „Nie chcemy wojny światopoglądowej, ale lepszego miasta”. Na pewno?

„Ruchy miejskie skręcają w prawo” – napisała Joanna Erbel, aktywistka i kandydatka Zielonych na prezydentkę stolicy w „Dzienniku Opinii”. „Większość komitetów określających się jako miejskie odżegnywała się od ideologii, nawet od wszelkiej ideowości (…). Wierzyli, że trzeba udawać, by nie spłoszyć wyborcy. Jak w judo: przygiąć się, by zwyciężyć. Czy jednak po tym przygięciu będą mogli się wyprostować? Czy po tych przygiętych plecach nie wdrapali się na stołek kolejni konserwatyści?” – pisała.

Dostało się jej. Erbel zarzucono, że kategoryzuje aktywistów na tych właściwych – lewicowych i niewłaściwych – prawicowych. Tymczasem ruchom miejskim chodzi o „rozwiązanie problemów”, a wartością jest to, że mimo różnic światopoglądowych ich członkowie mogą się dogadać w sprawie lepszego miasta.

Czy na pewno powinniśmy wierzyć w tę „apolityczność”? Zajmuję się ruchami miejskimi, śledziłem ich kampanię. Zauważyłem, że aktywiści im bliżej wyborów, tym częściej podkreślali swoją apolityczność. Na happeningach mieli transparent: „Ani na prawo, ani na lewo”. Gdy pytałem ich o światopogląd, słyszałem, że polaryzuję, podjudzam, że ich „wojenka ideologiczna nie interesuje, w samorządzie nie ma na nią miejsca”. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze deklaruje na Facebooku: „Jesteśmy mieszkańcami Warszawy niezwiązanymi z żadną partią”. Okazało się to utopią.

Aktywiści z PiS i od Korwina

Z listy MJN do rady Śródmieścia weszła Ewa Czerwińska. W kampanii nie wspominała o tym, że kiedyś kandydowała z listy PiS ani że ramię w ramię z narodowcami protestowała na pl. Zbawiciela przeciw tęczy. Skandowano wtedy: „Tęcza, tęcza, znak zboczeńca”, „Zakaz pedałowania”.

Inny „apolityczny” kandydat – Kamil Orzeł z Inicjatywy Mieszkańców Ursynowa – nie napisał na swojej stronie wyborczej, że należy do związanego z Przemysławem Wiplerem stowarzyszenia Republikanie. „Apolityczny” Michał Kazimierz Radziwiłł, wybrany z tej samej listy, jeszcze przed pierwszą sesją rady dzielnicy przeszedł do koalicji z PiS i Naszym Ursynowem, tłumacząc, że nie będzie wspierać PO, partii, która zwolniła prof. Chazana.

Michał Sas, jeden z liderów MJN, nowy przewodniczący rady dzielnicy Śródmieście, wrzucił na Facebooka zdjęcie z imienin Janusza Korwin-Mikkego. Szybko je usunął, tłumaczył, że był to żart, a imieniny były kilka lat temu.

Tomasz Michałowski, nowy radny Żoliborza z MJN, też na Facebooku złorzeczył na „lobby gejowskie”. „Gonić niemieckich zadymiarzy i lewaków. Niech uciekają jak szczury do nory zwanej Nowym Wspaniałym Światem, gdzie uczy się wybiórczej tolerancji” – pisał po Marszu Niepodległości w 2011 r. Wpisy usunął, kiedy został „apolitycznym” kandydatem na radnego.

Nie uciekną od decyzji światopoglądowych

Mam wrażenie, że na fali popularności ruchów miejskich w Warszawie skorzystała prawica, czasem skrajna. Może dlatego, że do znudzenia powtarzano nam, że „niezależnych i apolitycznych” kandydatów nie interesuje „światopoglądowa wojenka”.

Ale przecież samorząd to nie tylko ścieżki rowerowe, parki, komunikacja publiczna. To też kwestie światopoglądowe, co udowodniła sprawa prof. Bogdana Chazana. Od władz samorządowych zależy, czy w szkołach będzie rzetelna edukacja seksualna, czy w miejskich szpitalach będą wykonywane zgodne z prawem aborcje itd. Tegoroczne protesty związane ze spektaklem „Golgota Picnic” pokazały, że nawet wystawienie sztuki w miejskim teatrze może być zarzewiem „wojny światopoglądowej”. To od samorządu zależy, jakie organizacje pozarządowe dostają dotacje, jakie będą działać w miejskich lokalach…

Radni nie uciekną od decyzji światopoglądowych. Zresztą czy naprawdę chcą? Przecież gdy ktoś stawia się na proteście przeciwko „lewackiej tęczy”, to z premedytacją bierze udział w wojnie światopoglądowej. Jeśli później wciska wyborcom, że „ideologia go nie interesuje”, to jest to – delikatnie mówią – nieuczciwe.

Wyborcza.pl

Zobacz także

Kaczyński żyje w Polsce, której nie ma

Agata Kondzińska, Gazeta Wyborcza, 15.12.2014

„Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów” w Warszawie (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

13 grudnia, w 33. rocznicę stanu wojennego, Jarosław Kaczyński wyprowadził ludzi na ulicę. Pod hasłem sfałszowanych wyborów ściągnął do stolicy tych, którzy te wybory wygrali.
Zarzut, że PiS ordynarnie wykorzystuje datę, Jarosław Gowin, świeży sojusznik Kaczyńskiego, tłumaczył praktycznie: „Nie jestem szczęśliwy z tej daty, ale PiS od kilku lat organizuje manifestacje upamiętniające dziedzictwo >>Solidarności<<. Uznaliśmy, że nie da się dwa razy w środku grudnia ściągnąć wielu tysięcy osób do Warszawy”.Nie ma racji Gowin. Jarosław Kaczyński od lat konsekwentnie mówi o Polsce zniewolonej, uciemiężonej pod rządami Platformy. Na ulicy robi to regularnie każdego 10. dnia miesiąca przed Pałacem Prezydenckim, „niepodlegle” – od dwóch lat w Krakowie 11 listopada, okazjonalnie – kiedy walczy o Rydzykową TV Trwam, a także raz do roku – w każdą kolejną rocznicę katastrofy smoleńskiej oraz 13 grudnia.Czteroletnia już tradycja marszowa w rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego nie jest przypadkowa. Co roku lider PiS napędza pochód swoich zwolenników tymi samymi hasłami podbijanymi przekonaniem, że „tu jest Polska”.

W 2011 r. prezes Kaczyński mówił: „Donald Tusk godzi w status Polski jako suwerennego państwa. O nasze interesy możemy dbać tylko my sami! Potrzebujemy rządu, który będzie dbał o nasze interesy”.

Rok później wytykał brak suwerenności: „Jeśli mówimy o solidarności, wolności, niepodległości, to mówimy z myślą o tym, co będzie”.

W 2013 r. oskarżał: „Czy nie jest tak, że zewnętrzne siły mają wpływy zbyt wielkie w naszym kraju? Ta uległość do służenia, ten strach! To przypomina najgorsze czasy. Dzisiaj w naszej ojczyźnie ograniczana jest wolność. Gdyby była pełna wolność w Polsce, ta władza nie mogłaby utrzymać rządu”.

I za każdym razem Kaczyński obiecuje: „Chcę wam przyrzec, że PiS stanie na czele walki o Polskę suwerenną!” (2011); „PiS nie zrezygnuje i zwycięży. Będzie Polska wolna, będzie Polska solidarna, będzie Polska niepodległa” (2012); „My chcemy być niepodlegli, my tę siłę umiemy w sobie znaleźć, bądźcie tego pewni” (2013).

Wytrwale i z uporem od czterech lat prezes PiS tworzy atmosferę zastraszenia i prześladowań. „Ludzie co innego mówią w domu, co innego publicznie” – to cytat z 2011 r. „Ludzie boją się między sobą mówić prawdę nawet o tym, o czym wszyscy wiedzą! Te wybory zostały sfałszowane!” – to cytat z soboty.

Nie kłopoczą go absurdy, które wypowiada. Mówi o sfałszowanych wyborach, ale pochód nazywa „zwycięskim”, bo „wygraliśmy te wybory”.

Mówi, że nie ma demokracji, ale nikt nie zatrzymuje jego manifestacji, na ulicy nie stoją czołgi. Oskarża, że nie ma wolnych mediów, ale największe stacje telewizyjne transmitują PiS-owski „event”, a wszystkie wieczorne wiadomości od tego się zaczynają. Wolnymi nazywa tylko tych dziennikarzy, którzy pod partyjnym szyldem razem z nim maszerują.

Bez żenady trąca Jarosław Kaczyński nutę bolesnej historii Polski, by na niej wygrywać zwycięską melodię. Ale fałszywy to trop, bo tych Polsk porównać się nie da.

Zobacz także

wyborcza.pl

Zamach na media był. Gdy rządził PiS

Agnieszka Kublik Wojciech Czuchnowski, 14.12.2014

„Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów” w Warszawie (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński uważa, że 25 lat po odzyskaniu niepodległości trzeba na ulicy walczyć o wolność słowa, niezależne media, które według niego są dziś zagrożone. To nieuczciwe, bo to właśnie za rządów PiS inwigilacja ludzi mediów najbardziej uderzała w dziennikarską niezależność i wolność słowa w Polsce.
Jerzy Zelnik przed sobotnim „Marszem w obronie demokracji i wolności mediów” odczytał deklarację ideową, w której stwierdził, że „nieliczne media i dziennikarze niezależni są coraz częściej jawnie prześladowani”.To fałszywe słowa, a – paradoksalnie – najlepiej udowodnił to sam Kaczyński, maszerując przez Warszawę i głosząc swoje prawdy. Nikt go nie zatrzymywał, nie internował, a media (na czele ze znienawidzonym przez PiS TVN) na żywo relacjonowały każde jego słowo.Gdyby Polska była taka, jak ją Kaczyński maluje, to wszystko by się po prostu nie miało prawa wydarzyć. A przecież się wydarzyło.To też nieuczciwe słowa, bo to właśnie rząd PiS zamachnął się na niezależność dziennikarską. W latach 2005-07, kiedy rządziło PiS (razem z LPR i Samoobroną) grupa dziennikarzy była inwigilowana przez ABW, CBA i CBŚ. Służby specjalne pobierały od operatorów telefonicznych informacje: do kogo dziennikarze dzwonili, kto do nich telefonował i gdzie wtedy byli. Rekordzistką była Monika Olejnik, jej billingi sprawdzano przez dwa lata. Służby inwigilowały też: Bogdana Wróblewskiego (wtedy „Gazeta Wyborcza”), Bertolda Kittla (wówczas „Rzeczpospolita”), Romana Osicę i Marka Balawajdera (RMF FM), Piotra Pytlakowskiego („Polityka”) i Andrzeja Stankiewicza („Newsweek”).Wojciech Czuchnowski (jeden z piszących ten tekst) był podsłuchiwany przez 17 dni, bo władza chciała wiedzieć, co „Gazeta Wyborcza” napisze po śmierci Barbary Blidy.

To również cyniczne słowa, bo w 2006 r. to właśnie PiS z koalicjantami całkowicie przejął kontrolę nad mediami publicznymi: wymienił skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (jak nigdy zasiadali w niej tylko przedstawiciel władzy), rady nadzorcze i zarządy TVP i Polskiego Radia. To czarny czas mediów publicznych.

Organizatorzy marszu biją na alarm, zestawiając sytuację mediów w III Rzeczypospolitej z tym, co robiono z dziennikarzami w stanie wojennym i w PRL. To głęboko nieuczciwe porównanie. W PRL szalała cenzura, niewygodni dla władzy dziennikarze byli pozbawiani możliwości pisania gdziekolwiek, za publikacje w niezależnym obiegu karano więzieniem.

W stanie wojennym dziennikarze byli wśród tysięcy internowanych, a całe środowisko poddano upokarzającej weryfikacji, pozbawiając część jego przedstawicieli pracy. Nie ma tu żadnego porównania z czasami jakichkolwiek rządów w demokratycznej Polsce i jest to obraźliwe dla tych, którzy za wolność słowa rzeczywiście płacili wysoką cenę.

Ale jeśli już stosować takie analogie, to bardziej pasują do rządów PiS. W czasach IV RP pracy w mediach publicznych zostało pozbawionych ok. 300 dziennikarzy. PiS- owscy komisarze uznali ich za „złogi” dawnego systemu. Naprawdę byli to ludzie, którzy sprzeciwiali się upolitycznianiu programów. Na ich miejsce weszli dziennikarze o „słusznych” dla nowej władzy poglądach, którzy takich oporów nie mieli.

Wśród nich jest kilkoro członków komitetu honorowego sobotniego marszu. Za rządów PiS w mediach publicznych rozkwitły ich kariery.

Niech więc PiS nie stroi się w piórka obrońców niezależności mediów. Prowadzona w IV RP inwigilacja ludzi mediów najbardziej uderzała w dziennikarską niezależność i wolność słowa w Polsce. A czystka w publicznych środkach masowego przekazu wprowadzała atmosferę strachu i łamała kręgosłupy ich pracownikom.

Do komitetu honorowego marszu PiS weszli dzisiaj: Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, naczelni głównych mediów prawicy: Tomasz Sakiewicz („Gazeta Polska”), Jacek Karnowski („wSieci”), Paweł Lisicki („Do Rzeczy”), Tomasz Terlikowski (telewizja Republika), Katarzyna Hejke („Nowe Państwo”) oraz publicyści: Michał Karnowski, Piotr Semka i Joanna Lichocka.

Siedem lat temu nie protestowali, a część z nich, zdobywając intratne posady, skorzystała na krzywdzie kolegów. Wtedy i dziś utożsamiali interes partyjny z interesem mediów.

Zobacz także

wyborcza.pl

RESORTOWE OKULARY

 

Zorganizować duży marsz przeciwko niczemu to jest sztuka wybitna. Przepis na sukces znają tylko ludzie wybitni. Siedzi w ich głowie, tam każdy boi się zbliżyć. Pewnie stąd słabe zrozumienie intencji Kaczyńskiego. Znowu?! Wyjątkowo chciałem pogratulować wiecznemu szefowi opozycji spaceru na 13/12: zamiast krwi trzeba zmywać tylko jad.

Nie żartuję z tymi gratulacjami, będzie ich więcej. W sezonie kiedy zapomnieliśmy co to światło, kiedy za dwa tygodnie święta i problemem jest nadmiar a nie brak, tylko mistrz może porwać ludzi na marsz w obronie demokracji. Tylko geniusz może namówić ludzi do ulicznych żądań czegoś, co jest ogólnodostępne. Albo cynik.

Wspomnienia prezesa PiS dotyczące 13/12/1981 roku są jednoznaczne: „Obudziłem się w południe i poszedłem do kościoła w kompletnej nieświadomości. Słyszałem tylko, jak mama ma pretensje do ojca, że nie zapłacił rachunku, bo telefon jest wyłączony (…). W kościele panował potworny tłok, ale akurat tego dnia był u nas Obraz NMP. Kazanie ks. Boguckiego wydawało mi się też jakieś dziwne. I powoli zacząłem się orientować co się stało”. Ja sobie tę szczerość tak doświadczonego polityka niezwykle cenię. Nie każdego stać na wyznanie, że kiedy inni już siedzieli w obozach internowania było się nikim.

Ale jednak po 33 latach sprawiedliwość wygrała! Dziś to Kaczyński jest w centrum uwagi, to jego wierny Kościół podsadza by choć płot Belwederu przeskoczył, wokół znów stoją radiowozy, jest wprawdzie trochę cieplej niż wtedy ale data się przecież zgadza! I nastroje te same: „Obecna władza rozpoczęła kampanię medialną przeciwko tym wszystkim, którzy mówią, że doszło do fałszerstwa. Kampanię w stylu Urbana i z udziałem Urbana, która z całą pewnością przyniesie w polskich dziejach coś, co można określić tylko jednym słowem: hańba” – mówi Kaczyński.  „Ten marsz jest pochodem zwycięstwa, bo wygraliśmy te wybory. I nie chodzi o to, czy było to trzy czy pięć procent. Chodzi o to, że Polacy – a w szczególności młode pokolenie – pokazało, że chce zmian (…).  Ten pochód jest pochodem obywatelskim tych, którzy chcą dobrej zmiany i zwycięstwa w walce z panoszącym się złem. Ale przede wszystkim to marsz tych, którzy chcą obronić najbardziej podstawowe prawo obywateli: wyłanianie władzy w drodze wyborów, do oceniania jej i odwoływania”.

I znów nic z tego. Kaczyński mógł 13/12 wrócić bezpiecznie do domu, internowania nie będzie. Nie, nie chcę mu tego życzyć. Nie zasłużył.

jaroslawkuzniar.com

Palikot: Kandyduję na prezydenta RP. Kościół nie może wpływać na polską politykę

look, 14.12.2014
14 grudnia 2014 r. Janusz Palikot ogłasza: Będę kandydował na prezydenta

14 grudnia 2014 r. Janusz Palikot ogłasza: Będę kandydował na prezydenta (TVP Info)

– Zdecydowałem się kandydować na prezydenta, bo Polska potrzebuje aktywnej prezydentury i pozytywnej zmiany. To nieprawda, że prezydent musi być tylko strażnikiem żyrandola – mówił w niedzielę Janusz Palikot. Zapowiedział, że zamierza walczyć m.in. z niedemokratycznym wpływem Kościoła na rządzących
Janusz Palikot ogłosił start w przyszłorocznych wyborach, stojąc pod Pałacem Prezydenckim. Podczas krótkiej konferencji prasowej towarzyszyła mu małżonka. Lider Twojego Ruchu mówił, że „prezydent nie musi być tylko strażnikiem żyrandola”. Zapowiedział aktywną prezydenturę, która ma polegać na częstym sięganiu po inicjatywę uchwałodawczą i prawo weta.- Dzięki tym możliwościom prezydent może wraz z koalicją wypracować różnego rodzaju rozwiązania i kompromisy, które spowodują, że setki tysięcy ludzi będą szczęśliwe. Że zostaną rozwiązane ich problemy. Właśnie na rzecz takiej pozytywnej zmiany zamierzam kandydować – mówił.Palikot nie przedstawił wielu szczegółów, zarysował jednak główne elementy swojego programu. Na liście spraw do rozwiązania umieścił poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej. – Mimo siedmiu lat rządów koalicji PO-PSL i prawie pięciu prezydentury Bronisława Komorowskiego niewiele się tu zmieniło. Wciąż prowadzenie firmy jest drogą przez mękę, a przedsiębiorcy spotykają się z oporem urzędników – mówił.Obiecywał, że jako prezydent „będzie brał pod uwagę opinię każdego obywatela”, wykorzystując do tego najnowsze technologie. – Prezydent jest jedynym politykiem w naszym kraju wybieranym w powszechnych wyborach, dlatego ma szczególny mandat i zobowiązanie – spowodować, aby opinia każdego człowieka była ważna. Nie może być tak, że obywatela pyta się tylko wtedy, gdy odbywają się wybory. A gdy podpisuje się ważne ustawy, tego głosu nie słychać – mówił.Janusz Palikot nawiązywał także do niedawnego zwycięstwa Roberta Biedronia, który został prezydentem Słupska. Jak mówił, wybory samorządowe pokazały, że w Polsce „jest wola społeczna, by dokonać większych zmian, niż są to w stanie zaakceptować politycy”.- Mam na myśli zmiany, które spowodują, że każdy: wierzący, o innej orientacji seksualnej czy jakichkolwiek innych mniejszościowych poglądach, może pełnić najważniejsze funkcje w państwie. Na rzecz tej równości kandyduję – mówił.

Sondaże prezydenckie nie dają Januszowi Palikotowi większych szans w wyścigu o fotel prezydenta. Piątkowy, przygotowany przez TNS Polska dla TVP mówi, że Bronisław Komorowski może wygrać w pierwszej turze, bo popiera go 56 proc. ankietowanych. Drugie miejsce zajął kandydat PiS Andrzej Duda z 17-procentowym poparciem. Na Janusza Korwin-Mikkego gotowych było zagłosować 5 proc. ankietowanych, na Ryszard Kalisza – 4, a na Janusza Palikota – 2.

Lider Twojego Ruchu zdaje sobie z tego sprawę, ale liczy, że jeśli nie wygra, zwycięzca wyborów weźmie pod uwagę jego postulaty.

– W Polsce bardzo wielu ludzi oczekuje, aby Kościół przestał być szarą eminencją władzy mającą ogromny, niedemokratyczny wpływ na naszą politykę i społeczeństwo. I także dlatego zamierzam kandydować. Moja kandydatura będzie zobowiązaniem dla tego, kto wygra, aby taki punkt widzenia i rozumienia roli prezydenta był w Polsce obowiązujący – mówił na koniec.

Zobacz także

wyborcza.pl

Na UMCS nie ma miejsca dla „religijnych obłąkańców”. Uniwersytet wyprosił z budynku kreacjonistów

UMCS wycofał się z wynajmowania sali kreacjonistom.
UMCS wycofał się z wynajmowania sali kreacjonistom. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Władze lubelskiego UMCS, nic o tym nie wiedząc, udostępniały sale fundacji „Twój Ruch”, która promuje kreacjonizm. Po interwencji filozofa Adam Kolbarczyka, który na łamach Gazety Wyborczej” stwierdził, że uniwersytet użycza sali „religijnym obłąkańcom, którzy urządzili tam rodzaj sabatu”, UMCS wycofał się ze współpracy. – Zostaliśmy wprowadzeni w błąd – wyjaśnia rzeczniczka uczelni.

Władze uczelni utrzymują, że nic nie wiedziały o charakterze prowadzonej przez TR działalność, bowiem przedstawiciele fundacji tłumaczyli, że organizują dyskusje światopoglądowe. – Nieodpłatnie wynajmowaliśmy salę pani Kornelii Chojeckiej, która podpisywała się pod pismami jako studentka psychologii. Prosiła o udostępnienie Chatki w celu zorganizowania tam wraz z innymi studentami UMCS dyskusji światopoglądowych. Argumentowała to w ten sposób, że organizatorom zależy na „wymianie myśli wśród studentów o różnych poglądach” – mówi „Gazecie Wyborczej”Magdalena Kozak-Siemińska, rzeczniczka UMCS w Lublinie. Zapewnia, że na terenie uczelni nie ma miejsca na jednostronna dyskusję.

Kreacjoniści wierzą w biblijną wersję stworzenia świata i odrzucają ewolucjonizm. Biblijny cytat: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość” traktują nie jako alegoryczną przypowieść, lecz w sposób dosłowny.

Przedstawiciele „Twojego Ruchu” twierdzą z kolei, że nic przed władzami uczelni nie ukrywali.- Zdecydowana większość członków organizacji jest też studentami UMCS. To dyrekcja Chatki Żaka sama nam zaproponowała, żebyśmy występowali jako studenci – mówią dodając, że gdyb chcieli zataić przed UMCS fakt przynależności do określonej fundacji, nie umieszczaliby logo TR na plakatach.

Źródło:
wyborcza.pl

naTemat.pl

Artur Zawisza: powiesić Urbana. Po namyśle: wystarczą krzesła elektryczne

-Na drzewach zamiast liści będa wisieć komuniści! - mówił Artur Zawisza w telewizji. Kto konkretnie? - Jerzy Urban - wyjaśnił polityk.
-Na drzewach zamiast liści będa wisieć komuniści! – mówił Artur Zawisza w telewizji. Kto konkretnie? – Jerzy Urban – wyjaśnił polityk. Fot. Karol Piętek / AG

Do ostrej wymiany zdań doszło w programie „Woronicza 17”, którego gośćmi byli Artur Zawisza z Ruchu Narodowego, Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu oraz Julia Pitera z Platformy Obywatelskiej. – Na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści – powiedział Zawisza.

Na odpowiedź Rozenka nie trzeba było długo czekać. – Jeśli pan chce kogoś wieszać, to proszę powiedzieć, kto to są komuniści, na których drzewach chce pan ich wieszać i jaką metodą? – pytał polityk TR. Zawisza początkowo nie udzielił mu odpowiedzi, wskazał za to, że „komuniści zabijali zanim zabijali naziści”. Rozenek dopytywał jednak, kto według Zawiszy powinien zawisnąć na drzewie. – Jerzy Urban, który podżegał do zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki – padła odpowiedź.

Na dalsze pytania Rozenka, który dopytywał, czy Zawisza chce powiesić Urbana, polityk Ruchu Narodowego odparł: „Popiełuszkę pamiętamy, komunistom żyć nie damy”. Uznał także, że należy przywrócić karę śmierci i „zmieniać rzeczywistość”. Komunistów definiuje jako tych, „którzy zabijali Polaków przez pół wieku”. Zawisza zwracając się do Rozenka dodał, że komuniści to jego „dzisiejsi koledzy, którzy zabijali 16 grudnia w kopalni Wujek”. Ostatecznie Zawisza stwierdził, że nie trzeba komunistów wieszać, bo „wystarczą krzesła elektryczne”.

– My dziś, chcąc szukać sprawiedliwości, od nowa idziemy w kierunku wywoływania następnej awantury. Nikt nigdy nie rozliczy historii do końca. Jeżeli tak to cofnijmy się do wojen krzyżowych i zaczniemy szukać sprawiedliwości – po prostu się wszyscy zarżnijmy! – skomentowała Julia Pitera.

Źródło: stefczyk.info

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: