Erdogan, 16.12.14

 

Celiński: Kiedy walczyliśmy o wolną Polskę, Jaruzelski i Gomułka nie dawali na to pieniędzy [U LISA]

AB, 15.12.2014
Andrzej Celiński

Andrzej Celiński (Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta)

– Kiedy naprawdę walczyliśmy o wolną Polskę, to Jaruzelski i Gomułka nie dawali na to pieniędzy. Jak wy walczycie z demokratycznym porządkiem, to korzystacie z pieniędzy podatników – atakował w programie „Tomasz Lis na żywo” w TVP2. – To jest właśnie ten język tolerancji i wolności, który teraz przemówił – kpił w odpowiedzi Tomasz Terlikowski.
Program Tomasza Lisa zdominował temat marszu PiS, który odbył się w sobotę 13 grudniapod hasłem „Obrony Demokracji i Wolności Mediów”. Jako pierwszy o swoje wrażenia ws. zgromadzenia został zapytany Andrzej Celiński. – Co panu zgrzyta w tej dacie? – chciał wiedzieć prowadzący.- Kiedy oglądałem filmiki z tej demonstracji, zdałem sobie sprawę, jak bardzo zazdrościliśmy tego, że nie mamy czystych biało-czerwonych flag. Te wszystkie tutaj (podczas marszu PiS – przyp. red.) były nowiutkie, czyściutkie, prosto od krawca. Przepraszam, ale to jest dla mnie piekielnie bolesne, że przebierańcy zawsze mają wszystko najlepsze – mówił.

Działacz opozycji przekonywał też, że „za wielkie pieniądze z budżetu wywraca się wszystkie te najistotniejsze wartości”, np. budowanie społeczeństwa obywatelskiego.

„Władza próbuje nam odebrać radość z tego, że jesteśmy obywatelami”

– To jest właśnie ten język tolerancji i wolności, który teraz przemówił. Przebierańcy, fałsz, może jeszcze warchoły udające patriotów. Ten język się z jakimś czasem kojarzy i przykro mi, że nawiązuje do niego właśnie pan Celiński – oponował Tomasz Terlikowski.

– Ja byłem na tym marszu. Dlaczego mamy obrażać dziesiątki tysięcy młodych ludzi, którzy szli z biało-czerwonymi flagami, którzy chcieli zamanifestować swoją polskość i patriotyzm? – pytał redaktor naczelny Telewizji Republika. Jego zdaniem problem Polaków nie wynika z tego, że ludzie manifestują, ale że nie chcą manifestować. Jako przykład podał m.in. Francję, Belgię czy Irlandię, gdzie „ludzie wychodzą na ulicę, żeby pokazać, że na jakichś sprawach im zależy”.

– Polacy wychodzą na ulice, żeby zaprotestować przeciwko nieprawidłowościom podczas wyborów samorządowych, gdzie zostało złamanych 60 proc. standardów OBWE. A my ich za to obrażamy – podkreślił redaktor naczelny portalu fronda.pl. – Dzisiejsza władza próbuje nam odebrać radość z tego, że jesteśmy obywatelami. Chce obrzydzić im to prawo mówienia o tym, co ich boli – dodał.

Czarzasty: To wy po raz kolejny podzieliliście ten kraj

– Ta nasza historia jest zakręcona. Każda partia ma prawo organizować swoje marsze i wiece. Ale jeśli ktoś organizuje marsz pod hasłem „obrony wolności i obrony demokracji w Polsce”, a pomysłodawcami są ludzie, którzy przecież z tego pionu politycznego mieli swojego prezydenta, premiera, szefa NIK-u i rządzili w tym kraju… I w tej chwili mówicie panowie, że ten kraj jest niedemokratyczny? – pytał Włodzimierz Czarzasty.

– Wy żeście nie walczyli o demokrację i wolność, wy po raz kolejny podzieliliście ten kraj. To jest wasza specjalizacja: umiecie rządzić wtedy, kiedy jest konflikt, kiedy jest problem, kiedy ludzie są zastraszani, a wy doprowadzacie do tego, że tylko wy macie rację… Nie ma na to zgody – przekonywał były członek KRRiT.

Polityk podkreślił też, że to, iż na marszu nie szły takie osoby jak Celiński czy senator Bogdan Borusewicz, jest oznaką, że PiS „dzieli nawet swoje środowisko”. – Szanujcie się – zaapelował Czarzasty, co zostało nagrodzone brawami.

„Jak wy walczycie z demokratycznym porządkiem, to za pieniądze…”

Innego zdania był Zbigniew Ziobro. – Jestem zdumiony tym, że pan Celiński przypisuje sobie prawo do decydowania o tym, kto może nosić biało-czerwone flagi i na jakich manifestacjach mogą być używane. Nie przypominam sobie jego protestów, gdy PO organizowała „błękitny marsz” podczas rządów PiS-u – oponował. – Nie martwmy się tym, czy Polska się pali, bo nic takiego nie miało miejsca. Czy ktoś podczas tego zgromadzenia podpalił jakieś samochody? – pytał.

– Ja nie zabraniałem nikomu noszenia flag – oponował Celiński. – Kiedy my walczyliśmy naprawdę o demokrację, wolność i Polskę, to nam Jaruzelski i Gomułka nie dawali na to pieniędzy. Jak wy walczycie z demokratycznym porządkiem, to korzystacie z pieniędzy podatników – atakował byłą partię Ziobry.

„Wszyscy w sali weselnej płakali”. Mąż naprawdę zaskoczył swoją żonę>>

Zobacz także

TOK FM

Michał Kamiński: Jarosław Kaczyński milionom Polaków mówi, że są zdrajcami

Michał Kamiński ostro skrytykował PiS i Jarosława Kaczyńskiego.
Michał Kamiński ostro skrytykował PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta

– Jarosław Kaczyński to człowiek, który o swoich przeciwnikach politycznych mówi tylko źle – stwierdził w poniedziałkowej „Kropce nad i” na antenie TVN24 Michał Kamiński. Jego zdaniem, z tego powodu prezes Prawa i Sprawiedliwości nie powinien czuć się urażony ostrą krytyką ze strony premier Ewy Kopacz po sobotnim marszu, podczas którego opozycja domagała się powtórzenia wyborów samorządowych.

– Jarosław Kaczyński nie ma prawa porównywać polski 1981 roku do 2014 roku – przekonywał Michał Kamiński w rozmowie z Moniką Olejnik. Podkreślił on, iż nikt nie może mieć pretensji do Jarosław Kaczyńskiego za to, iż nie został on internowany w stanie wojennym i reżim nie uważał go za zagrożenie. Jednocześnie ocenił, iż nie ma nic złego w słowach premier Ewy Kopacz, które ironicznie komentowała rolę prezesa PiS w PRL-owskiej opozycji.

MICHAŁ KAMIŃSKI

w „Kropce nad i”

Milionom Polaków, którzy nie głosują na Jarosława Kaczyńskiego, on jest w stanie jedynie powiedzieć – jesteście zdrajcami.

Michał Kamiński stanowczo krytykował też byłych kolegów z PiS za porównywanie Ewy kopacz do Jerzego Urbana. Tego typu hasła były najczęściej powtarzane podczas sobotniego „Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów”. Także w odpowiedzi na słowa przewodzącego pochodowi Joachima Brudzińskiego. – To co krzyczał Brudziński na, to były wyjątkowo nieprzyjemne i agresywne okrzyki – komentował Kamiński.

Gość „Kropki nad i” odniósł się także do zainteresowania prokuratury rozliczeniami Radosława Sikorskiego z publicznych środków na przejazdy poselskie. – Nie uważam, by to był dobry pomysł – mówił Michał Kamiński o działaniach prokuratury. – Uważam marszałka Sikorskiego za uczciwego człowieka – dodał.

I zdradził, iż z jego informacji wynika, że niedawno do prokuratury wpłynęły także wnioski dotyczące tego, jak z sejmowych pieniędzy rozliczali się politycy PiS tacy, jak Krzysztof Jurgiel, Karol Karski, czy Bolesław Piecha.

naTemat.pl

Bogdan Borusewicz: W sprawie udziału biskupów w marszu PiS Watykan pokazał im pewną nieprzekraczalną granicę

Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz podczas niedawnego przekazania pamiątek z okresu opozycji w PRL do Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz podczas niedawnego przekazania pamiątek z okresu opozycji w PRL do Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

– Dla mnie jest jasne, że to była interwencja Watykanu – mówił w „Tomasz Lis na żywo” marszałek Senatu Bogdan Borusewicz o nagłym wycofaniu poparcia części biskupów dla organizowanego przez Prawo i Sprawiedliwość „Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów”. Z informacji marszałka wynika, iż upartyjnienie Kościoła w Polsce sprawiło, że dopiero drugi raz w historii papież zdecydował się tak stanowczo upomnieć hierarchów znad Wisły.

– Watykan pokazał pewną nieprzekraczalną granicę. Myślę, że to da wiele do myślenia naszemu Episkopatowi – mówił Bogdan Borusewicz goszcząc w poniedziałkowym programie „Tomasz Lis na żywo” na antenie TVP 2. Jeden z legendarnych przywódców opozycji w okresie PRL ocenił, iż organizowanie demonstracji w rocznicę 13 grudnia i próba tworzenia analogii miedzy tamtym czasem a chwilą obecną jest ze strony Jarosława Kaczyńskiego nieuczciwe.

Jednocześnie Bogdan Borusewicz podkreślił w rozmowie z Tomaszem Lisem, że na całe szczęście sobotni „Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów” nie przypominał „Marszu Niepodległości” i uczestniczący w nim sympatycy prawicy ograniczyli się tylko do obraźliwych dla dawnych opozycjonistów i obecnych przywódców okrzyków.

– Ta demonstracja nie podpali kraju – stwierdził marszałek Senatu. Jego zdaniem, PiS z pełną premedytacją podgrzał jednak emocje, by w ten sposób szybko rozpocząć swoje przygotowania do zbliżających się wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

– Jest grupa ludzi, która każdemu hasłu da wiarę. Przywódcy PiS są w stanie manipulować tymi masami – mówił Bogdan Borusewicz. – Kwestionowanie wyborów, to kwestionowanie demokracji w Polsce. To się będzie powtarzało, dopóki PiS nie wygra wyborów – dodał.

naTemat.pl

Erdogan zamyka dziennikarzy

Agnieszka Rostkowska, 16.12.2014
Fethullah Gülen, główny wróg prezydenta Erdogana

Fethullah Gülen, główny wróg prezydenta Erdogana (SELAHATTIN SEVI/AP)

W niedzielę w Turcji aresztowano 24 dziennikarzy, producentów telewizyjnych i funkcjonariuszy policji. Jest to kolejna odsłona walki Erdogana z Fetullahem Gülenem, który stworzył w Turcji „państwo w państwie”.
Kiedy w niedzielę do siedziby jednego z największych tureckich dzienników „Zaman” weszli funkcjonariusze policji, czekał na nich tłum ludzi wznoszący transparenty: „Nie damy stłumić wolności prasy”. Telewizja na żywo relacjonowała zatrzymanie redaktora naczelnego „Zamanu” Ekrema Dumanliego, a jego zwolennicy zgromadzeni w budynku odprowadzili go do radiowozu brawami.Jak poinformowała prokuratura, nakaz aresztowania objął łącznie 31 osób, którym postawiono zarzuty fałszerstw i stworzenia organizacji terrorystycznej. Akcję ich zatrzymania przeprowadzono jednocześnie w 13 prowincjach Turcji. Jak podaje dziennik „Radikal”, początkowo zatrzymano 27 osób, w poniedziałek rano trzy z nich zostały zwolnione. Wśród aresztowanych są m.in. Hidayet Karaca, prezes telewizji Samanyolu, i Tufan Ergüder, były szef oddziału antyterrorystycznego stambulskiej policji. Wszyscy znani są jako zwolennicy Fetullaha Gülena, muzułmańskiego myśliciela, a od niedawna głównego wroga prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.Akcja wywołała oburzenie Zachodu. Human Rights Watch uznała, że jest to „kolejna próba rozprawy z krytycznymi wobec rządu mediami”. Rzecznik departamentu stanu USA Jen Psaki zaapelowała do tureckich władz, by nie naruszały fundamentów demokracji, jakimi są wolność prasy i niezależność wymiaru sprawiedliwości. Także Unia Europejska stwierdziła, że „aresztowania dziennikarzy i reprezentantów mediów w Turcji są sprzeczne z zasadą wolności prasy, która jest jedną z podstawowych zasad demokracji”.

Lider największej opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) Kemal Kilicdaroglu nazwał te wydarzenia zamachem na demokrację.

„Turecki Julian Assange” znów demaskuje

Szczegóły operacji znane były od czwartku. Ujawnił je na Twitterze słynny demaskator, występujący pod pseudonimem Fuat Avni. Spekulacje, kim naprawdę jest, rozpalają Turcję od wielu miesięcy. Regularnie z wyprzedzeniem informuje on o planowanych przez rząd akcjach, wymierzonych w przeciwników politycznych Erdogana – ostrzega, kto zostanie aresztowany, wskazuje dokładne miejsce, daty i godziny zatrzymań. Ujawnia też szczegóły przedwyborczych taktyk Erdogana – jak obecność na jego wiecach rzekomo mdlejących ludzi. Symulują omdlenie, by Erdogan mógł ich „wypatrzyć” w tłumie i zaoferować z mównicy pomoc. To wzrusza wyborców. Takie sceny rzeczywiście miały miejsce, a dokumentujące je krótkie filmy biły na YouTubie rekordy popularności.

Profil Fuata Avniego na Twitterze był już blokowany decyzją sądu. Zawsze odradzał się pod inną, zbliżoną nazwą. Władze obawiają się Avniego tym bardziej, że Twitter cieszy się w Turcji ogromną popularnością. Obecnie profil Avniego śledzi łącznie 800 tys. użytkowników.

Walka o rzeczywistą władzę w Turcji

Akcja aresztowań została przeprowadzona niemalże w okrągłą rocznicę fali aresztowań w gigantycznej aferze korupcyjnej, która wstrząsnęła Turcją 17 grudnia 2013 r. W cieniu podejrzeń i łapownictwo znaleźli się wtedy ministrowie i ich synowie, dyrektor państwowego banku Halkbank, a nawet sam Erdogan wraz z synem Bilalem. Erdogan uznał, że jest to „brudna akcja wymierzona w rząd, inspirowana przez agentów zarówno z Turcji, jak i z zagranicy”, i momentalnie przystąpił do zwalniania oficerów policji, którzy aresztowania przeprowadzili. Nikt nie miał wtedy złudzeń, że doszło do ostatecznej konfrontacji między Erdoganem Fetullahem Gülenem.

Gülen jest twórcą nieformalnego ruchu, znanego jako Hizmet (tur. służba) lub Cemaat (wspólnota), ma własne media, centra kultury oraz sieć szkół językowych i uniwersytetów na całym świecie. W Turcji stworzył wręcz państwo w państwie ze szczególnie silnymi wpływami w policji, sądownictwie i służbach specjalnych.

Sam w 1999 r. wyjechał do USA, oficjalnie na leczenie, jednak komentatorzy są zgodni, że rzeczywistym powodem były stawiane mu zarzuty prowadzenia działalności wymierzonej w świecki ustrój państwa.

Kto przetrwa, a kto spłonie

Kiedy Erdogan objął w Turcji władzę, Gülen zawarł z nim przymierze, którego celem był ich wspólny wróg – armia, tradycyjnie stojąca na straży świeckości państwa. Dążąc do jej osłabienia rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) Erdogana doprowadziła do aresztowań setek funkcjonariuszy najwyższej rangi. Było to możliwe dzięki obecności członków ruchu Hizmet w policji i sądownictwie.

Z czasem jednak Erdogan sam przestraszył się wpływów, jakimi dysponuje Hizmet. Tym bardziej, że Gülen zaczął rościć sobie prawa do wpływu na politykę Ankary – krytykował antyizraelską retorykę premiera oraz podjęcie przez AKP rozmów pokojowych z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK).

Wydarzenia zaczęły toczyć się szybko od 2010 r. Erdogan rozpoczął stopniowe usuwanie członków ruchu Hizmet z instytucji państwowych. W lutym 2012 r. Gülen za pośrednictwem swoich prokuratorów podjął próbę przesłuchania szefa wywiadu Hakana Fidana, który jest jedną z ważniejszych postaci w otoczeniu Erdogana. W listopadzie 2013 r. rząd ogłosił zamiar zamknięcia prowadzonych przez Hizmet szkół, które przygotowują uczniów do scentralizowanego egzaminu wstępnego na tureckie wyższe uczelnie, a niedługo potem dziennik „Taraf” opublikował informację, że w 2004 r. rząd zaakceptował plan pozbawienia ruchu wpływów w Turcji. Wybuch afery korupcyjnej był kolejnym epizodem walki o władzę w Turcji między Erdoganem i Gülenem.

Z pewnością będą też kolejne. Ahmet Sik, turecki dziennikarz śledczy, autor książki poświęconej ruchowi Gülena pt. „Armia Imama” napisał o członkach Hizmetu: „Każdy, kto odważy się ich dotknąć, spłonie”. Gülen z pewnością nie pozostawi bez odpowiedzi kolejnych zatrzymań swoich zwolenników.

Zobacz także

wyborcza.pl

Nowa odsłona wojny PO-PiS

Renata Grochal, 16.12.2014
Wygląda na to, że Ewa Kopacz postanowiła sprowokować przeciwnika. W piątek na konwencji PO (na zdjęciu)<br /><br />
mówiła między innymi, że po sobotnim marszu PiS

Wygląda na to, że Ewa Kopacz postanowiła sprowokować przeciwnika. W piątek na konwencji PO (na zdjęciu) mówiła między innymi, że po sobotnim marszu PiS „pan Kaczyński nie będzie musiał niczego podpisywać, a po swojej demonstracji wróci do domu, by cieszyć się przywilejami posła na… (BARTOSZ KRUPA)

Platforma odgrzewa spór z PiS, dlatego premier Kopacz atakuje lojalką Kaczyńskiego z grudnia 1981. Tyle że prezes PiS jej nigdy nie podpisał.
Po sobotniej manifestacji PiS „w obronie demokracji i wolności mediów” PO ma nową strategię. Premier Ewa Kopacz, która w exposé wzywała do zakończenia wojny polsko-polskiej, ma teraz mocno podkreślać różnice między PiS a Platformą.- Musi się definiować jako przywódca, który jest w stanie doprowadzić PO do wygranej w wyborach parlamentarnych w 2015 r. Będzie pokazywać realny spór między PO i PiS, między normalnością a radykalizmem, czy Polska ma być krajem, w którym jest pokój wewnętrzny i pokój u granic czy nie – mówi jeden z doradców premier.Dodaje, że wybory samorządowe pokazały, że „polityka miłości” i nawoływanie do ponadpartyjnej współpracy usypia elektorat PO, który nie idzie głosować. Wyborcy PiS są bardziej zmobilizowani, co było jednym z głównych powodów przegranej Platformy w wyborach samorządowych. Żeby wygrać parlamentarne, PO musi wyrwać z letargu swój elektorat.

Drażnienie lwa

Nic tak nie mobilizuje wyborców obu partii jak trwający już prawie dekadę wzajemny spór. Po odejściu Tuska do Brukseli ten spór trochę zelżał, ale prezes PiS na nowo go podgrzał zarzutami o rzekome sfałszowanie wyborów.

Za prezydentury Lecha Kaczyńskiego i słynnej wojny pałaców (prezydenckiego i rządowego) wśród ludzi Tuska krążyło powiedzenie, że aby rozdrażnić lwa, trzeba przejechać kijem po prętach klatki. Czyli sprowokować przeciwnika.

Wygląda na to, że Kopacz postanowiła sięgnąć po metodę Tuska. W piątkowym przemówieniu na samorządowej konwencji PO zaatakowała Jarosława Kaczyńskiego, mówiąc, że „cynicznie wykorzystuje on rocznicę 13 grudnia do celów politycznych”. Dodała, że po sobotnim marszu „pan Kaczyński nie będzie musiał niczego podpisywać”.

Część komentatorów odebrała to jako sugestię, że prezes PiS podpisał w stanie wojennym lojalkę, za co już kiedyś tygodnik „Nie” musiał przepraszać. Ostatnio, gdy zarzut ten powtórzył Władysław Frasyniuk, poseł PiS Joachim Brudziński zagroził mu procesem, mówiąc, że „wchodzi w buty Urbana”.

Sławomir Nitras, doradca Kopacz, zapewnia, że celem pani premier nie było sugerowanie, że Kaczyński podpisał lojalkę. – Joachim Brudziński, krzycząc na marszu „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, spóźnił się o 33 lata. Jakby wtedy tak krzyczał, toby dostał sierpem i młotem po tyłku. A Kaczyński byłby ściągnięty do komisariatu i musiałby się tłumaczyć – podkreśla Nitras. Dodaje, że w wywiadzie udzielonym w 2012 roku „Gazecie Polskiej” prezes PiS przyznał, że milicja nakłaniała go w grudniu 1981 r. do podpisania lojalki. Jednak jej nie podpisał. „Pamiętam, że zawieźli mnie na wysokie piętro i jakiś facet zaproponował podpisanie tzw. lojalki, na co oczywiście się nie zgodziłem. Chciał, bym choć ustnie zapewnił, że będę przestrzegał prawa stanu wojennego, na co mu powiedziałem, że nie będę (…). Ponieważ przedtem wzięli do MSW Jana Olszewskiego, z którym byłem w kontakcie, i on podpisał oświadczenie o odmowie podpisania lojalki, to ja powiedziałem, że mogę podpisać oświadczenie, ale właśnie o odmowie. Napisałem je, zresztą później w III RP je odnaleziono. To z niego prawdopodobnie wykrojono litery i zrobiono dokument z szafy Lesiaka [były pułkownik SB, który na początku lat 90. w UOP zajmował się rozpracowywaniem prawicy], czyli moją rzekomą lojalkę, którą opublikował Jerzy Urban” – opowiadał Kaczyński.

– Czy to nie był chwyt poniżej pasa? – pytam Nitrasa o lojalkę w przemówieniu Kopacz. – Jeżeli ktoś, tak jak Ewa Kopacz, słyszy, że jest Urbanem w spódnicy, że fałszuje wybory, że wolność mediów jest zagrożona, a sytuacja przypomina stan wojenny, to chyba ma prawo powiedzieć: halo, chyba coś wam się pomyliło?! – irytuje się doradca pani premier.

Według polityków PO najbliższe miesiące to będzie czas ostrego starcia z PiS. Trochę się uspokoi przed wyborami prezydenckimi, bo PiS, walcząc o głosy centrowych wyborców, wyhamuje. Ale wojna rozgorzeje przed wyborami do parlamentu, bo obie partie będą walczyć o pełną stawkę.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: