PiS – 13 grudnia

Kościół katolicki w Australii: Celibat księży może być przyczyną molestowania dzieci

Wiktoria Beczek, 12.12.2014
Molestowanie seksualne może być związane z „obowiązkowym celibatem” – głosi raport kościelnej komisji badającej przypadki wykorzystywania dzieci. To pierwsza na świecie opinia tego typu wydana przez hierarchów Kościoła.
W ubiegłym roku w Australii powołano Królewską Komisję do badania skarg dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci. Komisja bada działanie szkół, Kościołów, klubów sportowych i organizacji rządowych i stara się odkryć przyczyny niepowodzeń w kwestii ochrony dzieci przed wykorzystywaniem.

„Truth, Justice and Healing” to organ odpowiedzialny za reprezentowanie stanowiska Kościoła i organizacji katolickich w Królewskiej Komisji.

Posłuszeństwo i zamknięte środowiska

Grupa doradcza opublikowała raport, w którym krytykuje kulturę Kościoła i niszczycielski wpływ „posłuszeństwa i zamkniętych środowisk” w niektórych zakonach i diecezjach.

„Instytucje kościelne i ich przywódcy przez wiele dziesięcioleci – instynktownie lub celowo – przymykało oko na nadużycia, do których dochodzi w diecezjach i zakonach, by ochraniać tę instytucję, zamiast objąć opieką dzieci” – czytamy w raporcie.

„W niektórych okolicznościach obowiązkowy celibat mógł się przyczynić do nadużyć” – oceniono.

Szczera dyskusja na temat celibatu

Szef rady Francis Sullivan powiedział na konferencji prasowej, że grupa nie wzywa do rezygnacji z celibatu, ale zwraca uwagę na zagrożenia i potencjalne szkody, jakie może wyrządzić. „Kościół musi zbadać, jak ludzie, którzy zdecydowali się żyć w celibacie, mogą zachować zdrowie i uchronić się od działań dysfunkcyjnych” – dodał.

W rozmowie z gazetą „The Australian” stwierdził też, że należy zastanowić się, czy śluby czystości nie są „nieznośnym obciążeniem”.

„To nie znaczy, że celibat ma zostać zniesiony, nie chcemy stawiać Kościoła na głowie, ale uważamy, że nie da się przeprowadzić szczerej i otwartej dyskusji na temat przyszłości Kościoła bez szczerej i otwartej dyskusji na temat celibatu” – powiedział Sullivan.

Jedna trzecia molestowanych dzieci to ofiary księży

Komisja Królewska podczas swoich prac odkryła ogromne ilości przypadków molestowania. Tylko w stanie Wiktoria przez ostatnie 80 lat doszło do 620 tego typu nadużyć. Rada zaleca w sprawozdaniu, by Kościół osobiście przeprosił ofiary, i stwierdza, że powinien pojawić się niezależny nadzór działań kościelnych w dziedzinie ochrony dzieci.

Uważa się, że około jednej trzeciej badanych przez komisję przypadków wykorzystywania dzieci dotyczy ofiar księży.

W 12-osobowej grupie „Truth, Justice and Healing”, która sporządziła raport, zasiadało dziewięciu członków świeckich, dwóch biskupów i siostra zakonna. Pisma skierowane do komisji królewskiej są zatwierdzane przez Konferencję Episkopatu Australii.

 

TOK FM

Historia PiSana na nowo. „Polska totalitarna” planem prezesa na detronizację Bronisław Komorowskiego

PiS uznał, że jedyną szansą na dobry wynik Andrzeja Dudy jest stworzenie iluzji życia w totalitayzmie.
PiS uznał, że jedyną szansą na dobry wynik Andrzeja Dudy jest stworzenie iluzji życia w totalitayzmie. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

– Prezydent Komorowski od jakiegoś czasu wyraźnie dąży do tego, żeby w Polsce rządzić przy pomocy przymusu – mówi Jarosław Kaczyński. Joachim Brudziński, jego najbliższy współpracownik, wprost nazywa władzę „totalitarną”. To nowa strategia PiS: najwyraźniej uznali, że jedyną szansą na sukces w wyborach prezydenckich jest sprawienie wrażenia, że żyjemy w militarystycznym państwie terroru. Z Bronisławem Komorowskim na czele.

Ostry język to nic nowego u najważniejszych polityków PiS. Jednak po wyborach samorządowych znacznie zwiększył się ciężar gatunkowy zarzutów stawianych przez członków największej partii opozycyjnej. Dotychczas były to ataki personalne, wymierzone w Donalda Tuska i innych polityków koalicji rządzącej. Obrywało się ministrom, marszałkom, partiom. Mówiono o “postkomunie”, strażnikach poprzedniego systemu”, “mentalności komunistów”. To poważne zarzuty, ale mieszczące się w granicach ostrego sporu politycznego w Polsce.

PiS vs. policja
Teraz jednak PiS zaczyna wprost atakować państwo, jego służby i instytucje. Taką szarżę urządza Jarosław Kaczyński w najnowszym wywiadzie dla prawicowego serwisu Niezalezna.pl.

Jako jeden z zarzutów wobec władzy prezes PiS podnosi bronienie policji przez rządzących. Coś, co powinno być normą w państwie jest według prezesa podlizywaniem się jednostkom siłowym. – Wcześniej również Donald Tusk przy każdym skandalu związanym z działaniami policji udzielał im publicznie wsparcia. System już ma świadomość, że w pewnym momencie być może trzeba się będzie bronić siłą, dlatego uważa, że warto mieć aparat siłowy po swojej stronie – mówi prezes PiS.

Ramię w ramię z narodowcami
To znacząca zmiana, bo dotychczas wrogiem policji byli narodowcy, trudniący się demolowaniem miasta dla uczczenia 11 listopada. Teraz PiS staje obok nich w jednym szeregu. Pozostaje czekać, aż weźmie do ręki kawałek kostki brukowej.

Słowa Kaczyńskiego to jasne nawiązanie do junty Wojciecha Jaruzelskiego, która 13 grudnia wyprowadziła na ulice wojsko, bo czuła napór “Solidarności”. Dzisiaj podobnych metod ma się chwytać Platforma. Prezes nie był tylko łaskaw określić czy opozycja zostanie spacyfikowana już 13 grudnia, czy też po wyborach prezydenckich, a może dopiero parlamentarnych.

Zatopić Komorowskiego
Wprost o totalitarzymie mówi Joachim Brudziński, szef Komitetu Wykonawczego PiS, jeden z najbliższych współpracowników prezesa. – Z tak totalitarną władzą nie sposób żyć – stwierdził niedawno w Polskim Radiu.

Poza rządem atakowany jest też Bronisław Komorowski. – Od jakiegoś czasu wyraźnie dąży do tego, żeby w Polsce rządzić przy pomocy przymusu, na co wskazują choćby zmiany odnoszące się do prawa do pokojowego demonstrowania poglądów – mówi Kaczyński, nawiązując do nowelizacji ustawy o zgromadzeniach publicznych, która próbowała zakazać zakrywania twarzy.

Jedyna szansa
Co ciekawe, PiS sam (i słusznie) zapowiada usuwanie ze swojej demonstracji ukrywających swoją tożsamość. Ale jeśli robi to Komorowski, to już pełzająca stalinizacja. Prezydent powinien się jednak przyzwyczaić do takich ataków, bo to właśnie w jego jest wymierzona nowa strategia PiS. Po wyborach samorządowych kolejne są prezydenckie, zostało do nich pół roku.

PiS szybko zaczął kampanię, bo ma do wypromowania kandydata znacznie mniej popularnego niż Komorowski czy sam Kaczyński. Pierwsze przecieki na temat założeń kampanii wyborczej nie dają Dudzie szans na sukces. Jak pisała Kamila Baranowska w „Do Rzeczy” PiS chce atakować Komorowskiego za… myślistwo. Tradycyjny, wiejski elektorat będzie zachodził w głowę „o co oni się go czepiają, u nas każdy tak robi”.

Dlatego szansy na skuteczne pozyskanie głosów PiS upatruje w przekonaniu nas, że jeśli w 2015 roku nie dokona się wymiana władzy, grozi nam reżim wojskowy, zamordyzm i całkowite odebranie praw politycznych.

Chyba znowu ktoś stwierdził, że „ciemny lud to kupi”.

naTemat.pl

Ci, co mieli zawsze rację, odszczekują dziś lustrację, a Hofmana racja – czysta desperacja

Tomasz Piątek, 12.12.2014
TYDZIEŃ KOŃCZY PIĄTEK. Jutro 13 grudnia i demonstracja. Widmo w czarnych okularach krąży po Polsce. „To Kaczyński” – straszy „Polityka” na okładce. „To Komorowski” – straszy Błaszczak z PiS-u. Niezłe matriksy.
Artykuł otwarty
Bo tak się teraz porobiło, że matriksów jest wiele, każdy żyje w swoim. Matriksem tygodnia jest dla mnie matrix Adama Hofmana, który ewidentnie stracił kontakt z rzeczywistością i jej przyległościami. Hofman powiedział tygodnikowi „wSieci”, że jest muszkieterem prześladowanym przez złego kardynała (?!). Nie ujawnił, kim jest kardynał. Tłumaczył tylko, że Kaczyński jest królem, za którego on, Hofman, walczy, chociaż król go nie głaszcze. I że perfidna Kancelaria Sejmu zmusiła go, Hofmana, do podpisywania kwitów na samolot, które były na samochód, który był na samolot. A potem jeszcze na konferencji prasowej wyjaśniał (on, Hofman), iż nie ma co się go czepiać, że się bawił w Madrycie, bo każdy się bawi w Madrycie, ponieważ w Madrycie jest życie jak w Madrycie. Panie Jarosławie, niech pan go pogłaszcze. Może się uspokoi.

To w ogóle był tydzień strasznych okładek. Bo na okładce tegoż właśnie „wSieci” straszy profesor Kieżun. Pistoletem straszy, i to lustratorów, o dziwo. W środku jest artykuł, w którym Wielki Lustrator historyk Piotr Gontarczyk plącze się jak ten Hofman, ale przyznaje, że jednak można kogoś źle zlustrować, np. Kieżuna. A esbeckie notatki notorycznie kłamią, są – cytuję Gontarczyka – „fałszujące rzeczywistość”. Gorzej: kłamią też lustratorzy, kłamie też inny Wielki Lustrator Sławomir Cenckiewicz, który przekręca i zniekształca treść już i tak kłamliwych esbeckich notatek. Zaraz, zaraz, czy to nie Cenckiewicz zlustrował Wałęsę? I to razem z Gontarczykiem?

Całe zamieszanie wzięło się stąd, że parę tygodni temu profesor Kieżun został zlustrowany przez Cenckiewicza na łamach, dla odmiany, „Do Rzeczy”. Teraz „wSieci” zdemaskowało podłe kłamstwa „Do Rzeczy”. Czekam na odpowiedź „Do Rzeczy”. Czekam, kiedy dwa bratnie prawicowe tygodniki przestaną straszyć się bronią, a zaczną naprawdę strzelać.

Na razie „Do Rzeczy” strzela w innym kierunku. Opublikowało list eseisty i tłumacza Lecha Jęczmyka. A z listu wynika, że „Solidarność” to była intryga Żydów, masonów i co gorsza, spółdzielców. Złowrogą rolę odegrała tu rodzina Modzelewskich. „Przed wojną w Gliwicach – wywodzi Jęczmyk – działała czysto żydowska loża masońska pod nazwą »Solidarność «. Po wojnie, od roku 1948, działała organizacja skupiająca żydowskie spółdzielnie i prywatne przedsiębiorstwa. Nazywała się »Solidarność «, a na jej czele stał tow. Zygmunt Modzelewski”. I w związku z tym nazwę związku związkowi perfidnie „podrzucił Karol Modzelewski”.

Numer otwiera list Jęczmyka, Waldemar Łysiak go zamyka (nie Jęczmyka i nie list, tylko numer). Łysiak chwali się czterdziestoleciem swojej pracy twórczej, cytując Goethego: „Zazdroszczący mi tandeciarze pragnęli, bym rzucał skromne frazesy o wątpliwej wartości mych dzieł. (…) Nie umiem tak się krygować”. Oj, nie umie. Omawiając swój talent, powołuje się też na Woltera, Oscara Wilde’a, Przybylskiego, Szeherezadę, Felliniego i Saint-Exupery’ego: „Styl jest rzeczą boską”. Oj, jest. Przeczytałem kilka książek Łysiaka. Najbardziej podobało mi się, gdy narrator określał swój umysł jako zmęczony ejakulacją. Ale nie ma co się krzywić: panu Waldemarowi udał się wreszcie zabawny felieton.

Każdemu jego matrix. A Moskwie Mordor. Na jednym z wieżowców w rosyjskiej stolicy miało zapłonąć Oko Saurona, Czarnego Władcy Krainy Zła. W ramach promocji kolejnego filmu fantasy. Okazało się jednak, że w tym Mordorze są inni, potężniejsi Czarni Władcy w czarnych strojach. Cerkiew zakazała Złego Oka. Pewnie nie lubi konkurencji. O zakazie poinformował rzecznik Cerkwi, który dla odmiany nazywa się Chaplin. I smieszno, i straszno.

Złe oczy, złe okulary. Czarno widzę to wszystko: Amerykanie się przyznali, jak torturowali. Oczywiście, nie zanosi się na to, żeby oprawcy z tajnych więzień CIA zostali ukarani. Pracował w nich specjalista, który znęcał się nad ludźmi tak, że obserwujący to oficerowie wywiadu płakali. Zwolniono go. Ale tylko po to, żeby mógł założyć prywatną firmę, której CIA zaczęło zlecać przesłuchania. Żeby nie brudzić sobie rąk. I nie płakać. Z tymi rękami to rozumiem, bo tam naprawdę można było się pobrudzić: wprowadzano ludziom makaron przed odbyt.

Mimo to Miller z Kwaśniewskim wybrali zaparcie. Zażarcie się zapierają, wypierają i kręcą. Kwaśniewski argumentuje, że to nie było „torturowanie dla torturowania”. Z amerykańskich raportów wynika, że było: tortury okazywały się coraz bardziej nieskuteczne i nie zdobyto dzięki nim żadnych sensownych informacji. A co, gdyby były skuteczne? Czy wtedy wolno by było męczyć ludzi? Czy wolno męczyć dla wszystkiego, co nie jest męczeniem?

Kwaśniewski mnie zmęczył. No to na koniec radosna wiadomość z Korei Południowej. Laboratorium genetyczne ma ofertę dla bogaczy: za odpowiednią opłatą klonuje psy.

Powinno mieć też ofertę dla bogaczy posiadających parki. Za odpowiednią opłatą psić klony.

Zobacz także

wyborcza.pl

„To Polacy zapłacą za nieudolność menedżerów SKOK”. Ile? „Miliardy złotych”

Krzysztof Lepczyński, 12.12.2014
Maciej Samcik

Maciej Samcik (Fot. Kamil Wróblewski / TOK FM)

SKOK Wołomin jest na krawędzi bankructwa. Zdaniem Macieja Samcika z „Gazety Wyborczej” na ratowanie depozytów klientów kasy trzeba będzie wydać nawet 2,7 mld zł. „To Polacy zapłacą za spóźnioną interwencję państwa w SKOK” – grzmi w „Rzeczpospolitej” Paweł Jabłoński.
SKOK Wołomin nie jest już w stanie regulować swoich zobowiązań finansowych – poinformowała wczoraj Komisja Nadzoru Finansowego na swojej stronie internetowej. Kasa Krajowa odmawiała udzielania jej jakiegokolwiek wsparcia finansowego. Ponad 80 tys. klientów nie ma dostępu do swoich pieniędzy. Szef SKOK Wołomin siedzi w areszcie za udzielanie „lewych” kredytów, a zarząd komisaryczny w kasie podaje, że 80 proc. pożyczek nie jest spłacanych w terminie.

SKOK Wołomin pochłonie 2,7 mld zł?

„To przerażające, że mogła istnieć w Polsce instytucja finansowa tak fatalnie zarządzana” – pisze w „Gazecie Wyborczej” Maciej Samcik. Dziennikarz przypomina, że przez ponad 15 lat w SKOK-ach „rządziła wąska grupa menedżerów, która sama ustalała zasady funkcjonowania i sama się kontrolowała”. System obrastał patologiami, korzystając ze zwolnień podatkowych i braku państwowego nadzoru. Teraz się załamał.

Samcik podkreśla, że gdyby zareagowano jeszcze 10 lat temu, gdy o kulisach działalności SKOK-ów pisały „Gazeta Wyborcza” i „Polityka”, nie trzeba byłoby wypłacać z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (na który składają się polskie banki) 800 mln zł na ratowanie SKOK Wspólnota. Nie byłoby też groźby wydania kolejnych 2,7 mld na zabezpieczenie klientów SKOK Wołomin.

„Wszyscy płacimy”

„To Polacy zapłacą za spóźnioną interwencję państwa w SKOK” – podkreśla w „Rzeczpospolitej” Paweł Jabłoński. Jego zdaniem nie należy tolerować sytuacji, w której nad fatalnie zarządzanymi SKOK-ami rozłożony jest państwowy parasol, gwarantujący depozyty klientów kas. Dlatego należy jak najszybciej zamknąć kasy w najgorszej sytuacji finansowej, a te, które można uratować, zasilić „w miarę tanimi pieniędzmi”. „Tylko w ten sposób państwo zaoszczędzi pieniądze, a piękna idea, jaką jest wzajemna pomoc finansowa, nie zostanie do końca zohydzona” – podkreśla dziennikarz.

„Dziś wszyscy płacimy za nieudolność rządzącej przez lata krajową SKOK grupy menedżerów pod wodzą Grzegorza Biereckiego” – dodaje Samcik. Ile zapłacimy? Jeszcze nie wiadomo. „Jedno pewne – będzie to rachunek liczony w miliardach złotych” – kwituje dziennikarz.

Zobacz także

TOK FM

Dziś kryterium uliczne PiS. Prezes Kaczyński wzywa na marsz w obronie demokracji i wolności mediów

Wojciech Czuchnowski, 13.12.2014
Ubiegłoroczny Marsz Wolności, Solidarności i Niepodległości zorganizowany przez Prawo i Sprawiedliwość w Warszawie. Demonstranci przeszli 13 grudnia 2013 r. z pl. Trzech Krzyży pod Belweder

Ubiegłoroczny Marsz Wolności, Solidarności i Niepodległości zorganizowany przez Prawo i Sprawiedliwość w Warszawie. Demonstranci przeszli 13 grudnia 2013 r. z pl. Trzech Krzyży pod Belweder (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Jarosław Kaczyński wezwał zwolenników PiS do Warszawy, by pomaszerowali przeciwko „sfałszowanym wyborom”. Po krytyce udziału biskupów w komitecie honorowym marszu, wszyscy się wycofali.
Do marszu „W obronie demokracji i wolności mediów” od wielu dni zachęca prezes Jarosław Kaczyński: – Żadne sondaże, żadne okrzyki, żadne pogróżki nas przed tym nie powstrzymają – mówił 10 grudnia do tłumu zgromadzonego na Krakowskim Przedmieściu w kolejną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej. Marsz określił jako „nowe wyzwanie”. – Trzynastego będziemy bronić naszych praw, bronić polskiej demokracji, bronić tego, byśmy byli obywatelami, bo jeśli wybory są fałszowane, to wtedy nie ma już obywateli – mówił. A wczoraj w wywiadzie dla portalu „Gazety Polskiej” powiedział: – Dotąd kartka wyborcza przy całej ułomności polskiej demokracji działała. Teraz przestała działać, została wyrwana z ręki wyborcy. My chcemy, żeby wyborca z powrotem ją chwycił. Nie mamy innego wyjścia, musimy to zrobić w imię podstawowych interesów naszego kraju.

Ostrzegał też, że „władza” przygotowuje się do „rozwiązań siłowych”.

Prezes PiS do marszu wzywa, odkąd okazało się, że mimo nieznacznego, ale jednak zwycięstwa, jego partia nie jest w stanie przejąć władzy w większości sejmików po wyborach samorządowych (ma tylko województwo podkarpackie). 25 listopada Kaczyński mówił w Sejmie wprost: – Trzeba powiedzieć prawdę. Sfałszowaliście te wybory! – Zwracał się do posłów koalicji PO-PSL. – Państwo, gdzie fałszuje się wybory, nie jest już państwem demokratycznym. To początek drogi, mówiąc najkrócej, na Wschód, w sensie politycznym – dodał tego samego dnia w Radiu Maryja.

Marsz ma być odpowiedzią PiS na „fałszerstwo” i „trzecią turą”, która zapoczątkuje przyszłe zwycięstwo. Celowo wybrano datę 13 grudnia – rocznicę wprowadzenia stanu wojennego – by skojarzyć komunistyczne represje z działaniami obecnej władzy.

Biskupi odchodzą

Ramię w ramię z politykami PiS stanęli wspierający tę partię dziennikarze, naukowcy, artyści, a nawet hierarchowie Kościoła katolickiego. Tych ostatnich w komitecie honorowym marszu było do niedawna pięciu: abp Wacław Depo, bp Wiesław Mering, bp Ignacy Dec, bp Antoni Pacyfik Dydycz i bp Edward Frankowski. W czwartek wycofał się abp Depo, metropolita częstochowski. W ogłoszonym komunikacie stwierdza, że się wycofuje „z powodu wielkiego upolitycznienia faktu poparcia przez kilku biskupów idei Marszu”. Ale, jak podaje KAI, za decyzją hierarchy stoi nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore, który „zajął krytyczne stanowisko wobec udziału biskupów w komitecie”.

Wczoraj rano z komitetu odeszli biskupi Dec (biskup świdnicki) i Mering (metropolita włocławski). Dec nie podał uzasadnienia. Mering napisał, że jego decyzja „nie znaczy, że ideały, o których realizację w życiu społecznym zabiegają organizatorzy marszu, przestały być mu bliskie”. Jak pisze, wycofał się „z przykrością”: „Kieruję się lojalnością wobec Księdza Arcybiskupa Nuncjusza Apostolskiego w Polsce i troską o jedność Konferencji Episkopatu Polski”. Po nich zrezygnowali jeszcze Dydycz i Frankowski. Jak powiedział rzecznik Episkopatu ks. Józef Kloch, podjęli tę decyzję, „mając na względzie troskę o jedność wszystkich Polaków, przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla osób zwracających uwagę na przejrzystość działań w polskiej polityce”.

Wcześniej, broniąc się przed zarzutami nadmiernego zaangażowania po stronie jednej partii, biskupi stwierdzili, że są „obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej i mogą wyrażać własne stanowisko w każdej sprawie, zwłaszcza jeśli dotyczy ona spraw fundamentalnych dla kraju”.

Delikatny dystans do imprezy sygnalizuje szef „Solidarności” Piotr Duda, też członek komitetu. – Nie idę na marsz PiS, ale nie wycofuję się z poparcia, bo uważam, że idea jest dobra, podpisuję się pod słowami Kaczyńskiego. Nikt nie ma prawa zawłaszczać daty 13 grudnia, nawet internowani, bo ich były tysiące, a nie tych parę gwiazdeczek, które na plecach robotników wjechały do rządu i myślą, że wszystko mogą – powiedział w TVN 24. Odniósł się w ten sposób do słów Władysława Frasyniuka, legendarnego opozycjonisty, który za łączenie rocznicy 13 grudnia z partyjną inicjatywą nazwał Kaczyńskiego „bałwanem, durniem i szkodnikiem, który pluje na każdą historyczną datę”.

Dziennikarze z partią

Wątpliwości nie mają dziennikarze i publicyści, którzy licznie zasilili komitet. W jego skład weszli: Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, naczelni głównych mediów prawicy: Tomasz Sakiewicz („Gazeta Polska”), Jacek Karnowski („wSieci”), Paweł Lisicki („Do Rzeczy”), Tomasz Terlikowski (Telewizja Republika), Katarzyna Hejke („Nowe Państwo”) oraz publicyści: Michał Karnowski, Piotr Semka i Joanna Lichocka.

Sakiewicz, najmocniej w tej grupie wspierający PiS i często występujący na demonstracjach u boku prezesa, napisał wczoraj: „Władza w Polsce wysuwa podobne argumenty wobec protestujących jak Jaruzelski w stanie wojennym czy Janukowycz na Ukrainie. Władza godzi się na wyborcze szwindle, widząc, że nie zostanie za to ukarana. Dzisiaj słyszę, że obywatelski protest przeciwko niszczeniu demokracji jest dowodem stronniczości. Ja sprawę stawiam dokładnie odwrotnie – tłumaczyć się powinni ci, którzy nie protestują. Tak jak ze swojej bierności powinni się tłumaczyć pracownicy reżimowych mediów w stanie wojennym”.

Marsz ma być pokojowy. Uczestnicy mają przynieść flagi i róże w barwach narodowych. Maciej Wasik, b. wiceszef CBA, a dzisiaj działacz PiS, który w imieniu organizatorów zgłosił demonstrację do urzędu miasta, deklarował 30 tys. uczestników. Ilu przyjdzie – nie wiadomo. Kaczyński wezwał, by do Warszawy zjechali wszyscy kandydaci PiS w ostatnich wyborach, czyli 32 tys. osób.

Zobacz także

wyborcza.pl

Osiem lat temu to Platforma wyszła na ulice po władzę. W „Błękitnym marszu”

12.12.2014

– Pokażmy, że władzy w Polsce nie można przejąć na ulicy, a jedynie przy urnie wyborczej – powiedziała niedawno premier Ewa Kopacz, krytykując planowany na sobotę PiS-owski Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów. Jednak osiem lat temu to Platforma wyszła na ulice, by obalić rządy braci Kaczyńskich.

„Dziś w stolicy ma być słońce, 19 stopni i nawet kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów z całej Polski” – pisała 7 października 2006 roku „Gazeta Wyborcza”. Kilka tygodni wcześniej Platforma Obywatelska zapowiedziała „Błękitny Marsz”.

Polub „Political Faction” na Facebooku >>>

– Gdy dwa miesiące temu wymyśliliśmy ten marsz i zgłosiliśmy wniosek o rejestrację, zamysł był inny. To miał być marsz za pewną postawą polityczną, marsz ofensywy politycznej PO przed kampanią samorządową. Teraz sytuacja zmieniła się. To też marsz przeciwko trwaniu tego rządu i Sejmu, za wyborami – wyjaśniał powody organizacji demonstracji Grzegorz Schetyna, sekretarz generalny PO. Nie było mowy o sfałszowanych wyborach i obronie demokracji, ale mediów – owszem, przynajmniej tych publicznych, zajętych przez ludzi związanych z PiS.

Marcinkiewicz przerażony

Zaraz po deklaracji PO kontrmarsz zapowiedziała LPR. Dopiero po dłuższym czasie ocknął się PiS i zabrał się za organizację własnego wiecu, na warszawskim Placu Konstytucji. Żeby „nie oddać Platformie ulicy”. Demonstracje zapowiedzieli też anarchiści, alterglobaliści i socjaliści. Tego tygla przestraszył się Kazimierz Marcinkiewicz, komisarz Warszawy. Apelował o odwołanie zgromadzeń z obawy o „skrajne organizacje” zakłócające imprezy.

Obawy Marcinkiewicza były o tyle uzasadnione, że jesienią 2006 roku PiS i PO szły na noże – o niedawnym PO-PiS-ie mało kto już pamiętał. To było po „dziadku z Wehrmachtu”, „moherowych beretach” i sformowaniu przez PiS rządu z LPR i Samoobroną. A kilka dni przed „Błękitnym marszem” Jarosław Kaczyński podczas wiecu w Stoczni Gdańskiej wypowiedział słynne „Pamiętam, my jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”.

Nie jedziesz? Płacisz!

Tymczasem z całej Polski do Warszawy ruszyły autokary wypełnione działaczami PO, PiS i LPR. Chętnych szukano pocztą pantoflową, za pomocą internetu, a także poprzez reklamy w mediach i banery. Niechętnych przekonywano karami finansowymi (to w szczecińskiej PO i podobno tylko tam) lub listami obecności (młodzieżówka Platformy).

Po drodze politycy przeciwnych opcji spotykali się na stacjach benzynowych i przydrożnych parkingach. „Wspólnie pili kawę, żywo dyskutowali, a potem pokojowo rozjeżdżali się na konkurencyjne demonstracje” – opisuje krakowska „Gazeta Wyborcza”.

Motywacje przyjazdu były różne. Po stronie rządowej:Wanda Krześniak, emerytka: – Pojechałam, choć jestem chora. Wspaniała sprawa, duże emocje! Ten rząd daje nadzieję na lepszą przyszłość i dlatego go wspieram.Staruszka o kulach ubrana się w wielką kartkę papieru z napisem: „To ubecy zrobili ze mnie kalekę”. – Ja to tylko w swojej sprawie tu przyszłam – zapewniała.

I opozycyjnej:Hanna Nowakowska z Piaseczna: 3 maja 1983 r. byłam w tym samym miejscu na demonstracji przeciw rządzącym komunistom. Wtedy goniło nas ZOMO. Dziś Kaczyński takich jak ja porównał do tych bandytów. To jeden z powodów, dla których maszeruję razem z PO.Antek Rakusa, licealista z Warszawy: Nie cierpię Kaczyńskich. Ich nietolerancji wobec ludzi, którzy ośmielą się mieć odmienne niż oni poglądy. Taśmy Renaty Beger ujawniły, jacy są naprawdę.

„Gdyby podeszli, oczekując konfrontacji…”

Nie wykluczano gorącej atmosfery. – Będziemy demonstrować w innym miejscu niż LPR i PO, więc nie obawiam się, że dojdzie do jakiejś konfrontacji. Może tak być tylko wtedy, jeśli to oni przyjdą do nas – zastanawiał się Piotr Pietrasz, rzecznik PiS na Śląsku. – No, a gdyby podeszli, oczekując konfrontacji, to działacze z Warszawy są przygotowani na taką ewentualność. Oni nad tym czuwają – skwitował.

Ostatecznie do Warszawy zjechało 11 tys. działaczy PO, 8 tys. PiS i 2 tys. LPR. To statystyki policji, według polityków zaniżone. – TVN podaje, że jest nas tu cztery tysiące. Przestańcie kłamać! – nawoływał spod Pałacu Kultury europoseł PiS Michał Kamiński.

„Sorry, Kaczory, jutro wybory!”

Platforma zaczęła przed południem pod pomnikiem Piłsudskiego. Przyjechali głównie partyjni działacze, do marszu dołączyła tylko garstka przechodniów i osób niezwiązanych z partią. Wierchuszka PO liczyła na więcej, wspominano nawet o „ruchu społecznym”, który miał zostać zbudowany na entuzjazmie demonstrantów. Ci pomaszerowali na plac Zamkowy, przystając przy Pałacu Prezydenckim, by wystrzelić „w kosmos” gumowe kaczki. Przywiezione na taczkach.

Z balkonu Hotelu Europejskiego do zgromadzonych przemawiał Donald Tusk. – Przyszliśmy tu, by powiedzieć „dość!”. Żeby cała Polska zobaczyła, jak wyglądają wykształciuchy i łże-elity. Żeby Polska zobaczyła tu samą siebie! Panie premierze, tu nie ma ZOMO. Tu jest Polska! – mówił szef PO. A tłum skandował: „Sorry, Kaczory, jutro wybory!”, „Kaczki na taczki”, „Giertych, zostaw nasze dzieci”.

Był też Bronisław Komorowski – wspominał, jak w stanie wojennym sądził go Andrzej Kryże, wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS. Był i Paweł Kukiz. – Witam wszystkich moich kolegów z ZOMO – przywitał się ironicznie. Było też śpiewanie „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. Jak przypominał Rafał Kalukin z „GW” – jednego z najsłynniejszych protest songów schyłkowego PRL.

Na prawicowych blogach, które pierwsze przypomniały o Błękitnym marszu, krążą sugestywne fotografie przedstawiające demonstrantów. PiS przyrównywano do bolszewików, PZPR i „dyktatury kurdupli”.

Pokemon Rokita

Kilka kilometrów dalej trwał wiec poparcia dla rządu. Wokół powiewały narodowe flagi, sztandary „Solidarności”, Radia Maryja, terenowych organizacji PiS. Michał Kamiński, który objął rolę wodzireja, zachęcał, by oklaskami przyjaźni powitać manifestującą opodal PO. – Jad nienawiści, który od ponad roku liderzy PO sączą w polski naród, jest jadem, który nas nie zatruł. My ich kochamy, bo kochamy Polskę. Nienawiść zostawmy im – mówił.

Kamiński zdobył się też na opowieść o wściekłym pokemonie, którego zobaczył w telewizji. – Z bliska dopiero dojrzałem, że to Jan Rokita na wiecu PO – kokietował tłum.

– Chcemy bronić większościowego rządu, bo taki rząd jest dziś Polsce potrzebny – mówił do wiwatującego tłumu premier Jarosław Kaczyński. – Nie dzielimy Polski na różne „zony”, ale tu jest Polska i ci, którzy kłamią, tego faktu nie zmienią. Tu jest Polska, tu jest przyszłość naszego narodu, tu jest przyszłość naprawy Rzeczypospolitej, tu jest przyszłość IV Rzeczypospolitej.- Kłaniam się w pas – kończy premier Kaczyński. – Zwyciężymy! Tym razem do końca! – zapewnia z dłonią uniesioną na znak V.

Potem występuje Lombard. „Droga pani z telewizji”, to specjalnie dla mediów – anonsuje wokalistka. „Ostatni taniec” zaś dedykowany był Platformie.

Jedna Polska

We wzruszający sposób wiece podsumowała Hanna Gronkiewicz-Waltz, wówczas kandydatka PO na prezydenta Warszawy: „Polska była i na naszym marszu, i na wiecu PiS, i wśród ogromnej większości tych, którzy zostali w domu. Jedna Polska, z którą powinien umieć się zmierzyć każdy polityk. Jedna Polska różnych ludzi, z których każdemu powinien chcieć służyć polityk ubiegający się o publiczny mandat; jeśli nie łączyć, to przynajmniej nie dzielić i starać się zrozumieć”.

Więcej na www.pulpfaction.pl >>>

Korzystałem z archiwów „Gazety Wyborczej”, depesz PAP i „Historii Politycznej Polski” Antoniego Dudka.

tokfm.pl/blogi/political

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: