Poetka, 16.12.14

 

Cierpienia młodego rodzicobójcy, czy zabicie ojca i matki to zbrodnia dla elit?

Zuzanna M i Maria Goniewicz to ta sama osoba.
Zuzanna M i Maria Goniewicz to ta sama osoba. Fot. KWP Lublin/Facebook Maria Goniewicz

Wstrząsające jest to, kiedy potomek zabija rodziców. Takie zabójstwa nie są zlecane, dzieci mordują własnoręcznie, krwawo i bez litości. Tak jak para nastolatków spod Białej Podlaskiej. Funkcjonariusze, którzy byli na miejscu zbrodni z przerażeniem stwierdzili, że podobnych obrazów nie widzieli nawet na najgorszych horrorach. Czy coś szczególnego decyduje o mordach w rodzinie, intensywność uczuć przekłada się na okrucieństwo mordu, a może jest to zbrodnia jak każda inna, tylko silnie ztabuizowana?

Mity greckie rozprawiały się z wieloma tabu, w tym z ojcobójstwem i matkobójstwem. Kiedy Edyp dowiedział się, że zabił przez przypadek ojca i ożenił się z własną matką, wyłupił sobie oczy. Orestes zabił swoją matkę Klitajmestrę, ponieważ ta z kolei zabiła swojego męża i ojca Orestesa. Czyn, mimo że w jakimś stopniu uzasadniony, musi zostać odpowiednio ukarany. Orestes ściągnął na siebie Erynie, boginie gniewu, które doprowadziły go do obłędu.

Motyw ojcobójstwa pojawia się również u Dostojewskiego, w powieści „Bracia Karamazow”, w filmach Xaviera Dolana, serialach telewizyjnych, polskiej kinematografii (przykładem może być film Pawła Sali „Matka Teresa od kotów”, który powstał w oparciu o fakty). O mordach w rodzinie obszernie pisali w swoich oryginalnych baśniach bracia Grimm. Podłe macochy były w rzeczywistości biologicznymi matkami bohaterów. Zabicie własnego rodzica jest nośne kulturowo. Może być kuszące dla osób łaknących sławy, uwagi, z opisanych przypadków wynika, że zabijają wrażliwcy, inteligenci, ludzie niegodzący się na zastaną rzeczywistość.

Kamil i Zuzanna
Strona facebookowa Marii Goniewicz jest utrzymana w klimacie czerni i bieli. Rozmazane zdjęcia nastolatki, wydrukowane wiersze sfotografowane w towarzystwie papierosów i whisky, linki do utworów Crystal Castles czy Portishead. Choć bardziej adekwatne byłyby chyba „Ballady morderców” Nicka Cave’a. Maria to pseudonim artystyczny Zuzanny M. osiemnastolatki, która najprawdopodobniej namówiła swojego chłopaka Kamila do zamordowania jego rodziców.

Para napadła małżeństwo w nocy. Działali z wyrachowaniem, do morderstwa użyli trzech noży, byli przygotowani, w zapasie mieli nawet lateksowe rękawiczki. Niestety, okazało się, że nie pomyśleli o tym, by dobrze naostrzyć narzędzia zbrodni. Kiedy ojciec Kamila się obudził, dziewczyna ugryzła go w rękę. Nastolatkowie postanowili więc odciąć kończynę, by śledczy nie znaleźli na niej materiału genetycznego Zuzanny. Nie dało rady, noże były zbyt tępe.

goniewicz

Matce Kamila udało się uciec z domu. Para jednak przyciągnęła ją z powrotem do budynku. Funkcjonariusze, którzy znaleźli ciała, powiedzieli, że podobnego widoku nie widzieli na najgorszych horrorach typu gore. Użyli sformułowania, że dom dosłownie spłynął w krwi.

Dobry syn
Szokiem dla rodziny i całej okolicy było też zamordowanie byłego wiceministra transportu w rządzie PiS Eugeniusza Wróbla. Sprawcą przestępstwa był syn polityka, Grzegorz. Dobry, ułożony, z drużyny harcerskiej, żeglarz, magister. Któregoś dnia pokłócił się z ojcem, prawdopodobnie o wyjazd do Stanów i kupno samochodu. Złapał za nóż, ugodził ojca, poćwiartował zwłoki piłą mechaniczną, zapakował części ciała w rolki tapet i utopił w stawie.

Mikołaj był z kolei oczkiem w głowie rodziców. Kiedy 19-latek przyjeżdżał na weekend z uczelni, w domu było prawdziwe święto. Pamiętnego wieczora podobno czekała na niego ulubiona sałatka. Chłopak zjadł, porozmawiał z rodzicami, a w nocy zamordował ich siekierą. Dlaczego? Podobno rodzice nie chcieli przyjąć do wiadomości, że Mikołaj jest gejem, nie akceptowali jego związku ze starszym mężczyzną.

Z opisanych w mediach przykładów rodzicobójców wyłania się obraz inteligentnego człowieka, wrażliwca, który nie radzi sobie ze światem i własnymi uczuciami. A więc rodzice, strzeżcie się poetów i studentów?

Mordujemy znajomych
Doktor Dagmara Woźniakowska-Feist szybko i stanowczo zaprzecza. – W mediach lansowany jest określony profil rodzicobójcy, który szokuje, bo silnie przełamuje stereotypy społeczne. Dobry, inteligentny syn i wrażliwa, piękna córka są mordercami? To się niesie medialnie. Prawda jest natomiast taka, że najwięcej morderstw zdarza się właśnie w rodzinie i wśród osób bliskich, ale najczęściej w awanturach suto zakrapianych alkoholem – zaznacza doktorka.

Jednak zupełnie czym innym jest przecież rodzinna awantura, w której przypadkowo i pod wpływem alkoholu ginie krewny, nawet najbliższy. Bardzo często śmierć jest wówczas przypadkowa, tak jak ma to miejsce, kiedy katowana kobieta zacznie się bronić. Scenerią takich zbrodni bardzo często jest kuchnia. Wszystko z prozaicznego powodu, pod ręką zawsze znajdzie się nóż. Maltretowane kobiety uderzają bez wprawy, ale często celnie. Ich intencją nie jest zabicie, ale bywa, że są nadto skuteczne w działaniu.

Opisane powyżej morderstwa rodziców nie są wynikiem przypadku, tylko zaplanowanymi akcjami. Zwłaszcza zbrodnia z Rakowisk, do której nastolatkowie przygotowywali się od tygodni. Oglądali filmy, najpierw traktowali to jako żart, potem żart stał się śmiertelnie poważny.

Niebezpieczna młodość
Kryminolożka zaznacza, że zabicie własnych rodziców często wiąże się z zaburzeniami psychicznymi u sprawcy. – Morderstwa dzielą się m.in na ekonomiczne lub utylitarne, czyli takie, które mają doprowadzić do jakiegoś skutku, zmiany. Zabicie rodzica zwykle wiele nie zmienia. Takie mordy są często wyzwoleniem emocji.

Dziecko może zdecydować się zabić swoich rodziców pod wpływem agresji, która była przez długi czas skierowana w ich stronę. – Sprawcy nie są w stanie przewidzieć konsekwencji swoich czynów. To charakterystyczne dla osób młodych lub po prostu niedojrzałych, których kompetencje społeczne są bardzo małe -–podkreśla Dagmara Woźniakowska-Feist.

Bo czy powodem do zabicia kogokolwiek może być nieakceptowanie wyborów życiowych? W XXI wieku władza rodzicielska nie jest przecież tak silna, a obowiązek spełnienia woli rodzica nie ciąży już tak bardzo. Chyba że jest się ekonomicznie uzależnionym od matki i ojca, wówczas sytuacja na pierwszy rzut oka może wydawać się patowa.

DAGMARA WOŹNIAKOWSKA-FEIST

Młodzi ludzie są bardziej skłonni do tak drastycznych zachowań z wielu powodów. Nastolatkowie są bardzo często nastawieni do świata nonkonformistycznie, nie potrafią myśleć przyszłościowo, nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów.

Ciekawe jest jednak to, że ta nonkonformistyczna postawa często zmienia się w pełną uległość w obrębie innych młodych ludzi lub jednego człowieka. Taki mechanizm mógł zadziałać w przypadku morderstwa w Rakowiskach. Chłopakowi mogło bardzo zależeć na tej dziewczynie.

Według danych, kobiety, które chcą zamordować, robią to rękami innych osób. Podżegają i prowokują. Nie chodzi o to, by obciążyć winą dziewczynę, być może chłopak miał trudne relacje z rodzicami, żal. Jeśli jednak zrobił to tylko z miłości, to trudno przewidzieć, jakie czeka go piekło, gdy zda sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów.

Okrucieństwo nie do przyjęcia
Analizując przypadki głośnych spraw z zamordowaniem rodziców, uderza szczególne okrucieństwo morderców. Ciosy nożem, siekierą, ćwiartowanie, to wygląda jak sceny z najgorszego horroru w wykonaniu psychopaty. Czy osoba, która zdecyduje się na zabicie rodziców traci już jakiekolwiek hamulce?

– Okrucieństwo związane z zamordowaniem rodziców nie wynika z chęci zadania jak największego bólu. Po prostu niewiele osób wie, jak skutecznie zabić człowieka, a to też przecież trzeba umieć. Morze krwi mogło wynikać z nieudolności morderców. Z podobnych pobudek ćwiartuje się ofiary, zawija w dywany i tapety. Niedoświadczeni mordercy nie mają przecież wprawy, a zależy im na zatarciu śladów – tłumaczy kryminolożka.

Zabicie rodzica niesie ze sobą szerokie możliwości interpretacji, drugie dna, analizy. Włączenie w zbrodnię aspektu nieszczęśliwej miłości, nieakceptowanej przez złych rodziców popisowo wpisuje się w utarte tropy kulturowe. Być może ktoś nawet pożałuje morderców, może sprawa krwawych nastolatków rozpędzi się medialnie jak historia mamy Madzi. Krwawa poetka jest nawet bardziej inspirująca niż mordercza matka.

Jednak tworzenie stereotypów może być równocześnie tworzeniem wzorów. A tabuizowanie nie niesie ze sobą zbyt wielu korzyści w żadnym wymiarze. Morze krwi wygląda malowniczo tylko, gdy jest odpowiednio skadrowane, morderca staje się bohaterem romantycznym tylko, gdy opinia publiczna umieści go w takiej narracji. Bez tych wszystkich ornamentów wydarzenia z Rykowisk są tylko bezmyślną rzezią zaplanowaną przez niedojrzałych ludzi. I tak powinno się je przedstawiać.

naTemat.pl

Wiadomo, kto pomagał 18-letnim zabójcom. Policja: Studenci z Poznania

Karol Adamaszek, wideo: TVN24/x-news, 16.12.2014
http://www.gazeta.tv/plej/19,48724,17140651,video.html?embed=0&autoplay=1
19-letnia Linda M., młoda rzeźbiarka i studentka oraz jej rówieśnik Marcin S. z Poznania są kolejnymi podejrzanymi w sprawie podwójnego morderstwa małżeństwa N. pod Białą Podlaską. Do zbrodni przyznała się poetka Zuzanna M. i syn małżeństwa. Z „pomocnikami” mieli poznać się na Open`erze. Dziś przed godz. 12 zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.
Okoliczności morderstwa opisaliśmy we wtorkowej „Wyborczej”.W nocy z piątku na sobotę od kilkunastu ciosów nożem w swoim domu pod Białą Podlaską zginęli: 48-letni Jerzy N., pułkownik Komendy Głównej Straży Granicznej i jego żona Agnieszka, nauczycielka języka rosyjskiego w bialskim ogólniaku. Zabójcy m.in. próbowali odciąć pułkownikowi rękę, a jego żonie poderżnięto gardło. W domu było pełno krwi. Przypominał scenerię horroru gore.Po morderstwie spotkania z czytelnikami

W sobotę w jednym z mieszkań w Krakowie miejscowi funkcjonariusze współpracujący z kryminalnymi z komendy wojewódzkiej w Lublinie zatrzymali syna małżeństwa: 18-letniego Kamila N. oraz jego bliską przyjaciółkę, młodą poetkę Zuzannę M. Pojechali do Krakowa, najpewniej po to, by zapewnić sobie alibi oraz… spotkać się z czytelnikami Marii Goniewicz (taki pseudonim literacki przyjęła nastolatka).

Podczas przesłuchań 18-latkowie przyznali się do wszystkiego, zbrodnię opisali ze szczegółami, a wczoraj podczas wizji lokalnej dokładnie pokazali, co i jak robili w domu rodziny N. w nocy z piątku na sobotę. Planowali to od dawna, m.in. pod wpływem filmu „American Psycho”. Maria Goniewicz w jednym z wywiadów mówiła zaś: – Znam wartość swojej twórczości, więc nie przejmuję się opinią kilku jednostek, które nie rozumieją, „co autor miał na myśli”. Podzielam tu zdanie Witkiewicza. Ja również „mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam”. (…) Wszystko [co napisałam] powstało pod wpływem impulsu, a nie przymusu czy też, co gorsza, po prostu chęci zostania poetą, bo to teraz modne. Nie. Uważam wrażliwość za swoją największą wadę czy może nawet zgubę, dlatego staram się jej pozbyć, pisząc wiersze.

Plecak z nożami i rękawiczkami

Funkcjonariusze z KWP w Lublinie, którzy pracują nad sprawą nieprzerwanie od trzech dni, ustalili też, kto pomagał dwojgu zabójców. W niedzielę wieczorem w Poznaniu weszli do mieszkań 19-letniej rzeźbiarki Lindy M. i jej rówieśnika Marcina S. Oboje są studentami uczelni w stolicy Wielkopolski. Linda M. studiuje malarstwo, Marcin S. inżynierię zarządzania. Z nastoletnimi mordercami mieli poznać się na festiwalu Open Air w Gdyni. Według lubelskich policjantów przywieźli ich citroenem w nocy z piątku na sobotę w okolice domu małżeństwa N., a następnie zabrali do Krakowa. Początkowo nie wiedzieli, po co konkretnie jadą do Białej Podlaskiej, ale później w drodze do Małopolski Zuzanna M. wyraźnie rozemocjonowana opowiadała makabryczne szczegóły mordu. Poznańscy studenci bronią się teraz, że nie potraktowali tych wynurzeń poważnie.

– Jeszcze w poniedziałek postawiliśmy im zarzuty z art. 239 Kodeksu karnego, czyli zacierania śladów przestępstwa. Mamy na to dowody. Ich wyjaśnienia traktujemy jako linię obrony. Grozi im do pięciu lat więzienia. – mówi „Wyborczej” Janusz Wójtowicz, rzecznik prasowy lubelskiej komendy wojewódzkiej. Według śledczych studenci zabrali, by zniszczyć plecak, w którym mordercy trzymali noże, lateksowe rękawiczki i pokrwawione ubrania. Na szczęście policjanci zdążyli zabezpieczyć ten plecak, tym samym i obciążające dowody.

Dziś sąd aresztował na trzy miesiące Kamila N. oraz Zuzannę M. – Do winy przyznali się także przed sądem – informuje Artur Ozimek, rzecznik prasowy Sądy Okręgowego w Lublinie.

Pointa zbioru poezji Marii Goniewicz brzmi

„mam błąd wpisany w akt urodzenia żyję”

Zobacz także

lublin.gazeta.pl

Dlaczego zamordowała? By udowodnić, że jest nadzwyczajna. Wielu z nas to ma

Rozmawiała Agnieszka Kublik, 16.12.2014
Zuzanna M.

Zuzanna M. (KWP Lublin)

Wysoka samoocena sprzyja agresji. A retoryka wojny i walki w polityce toruje drogę akceptacji agresji w życiu publicznym i naszym codziennym, w rodzinie, w pracy, na ulicy – tak psycholożka, prof. Krystyna Skarżyńska komentuje brutalny mord w Białej Podlaskiej dokonany przez dwójkę młodych na rodzicach.
Agnieszka Kublik: – Szok i niedowierzanie. 18-letnia dziewczyna pisząca poezję brutalnie zamordowała rodziców swojego chłopaka. I jego samego zresztą do tego namówiła.Prof. Krystyna Skarżyńska*, psycholożka społeczna, PAN i SWPS: – Psychologowie będą pewnie długo i uważnie analizować jej osobowość na podstawie rozmów z nią i jej otoczeniem i innych metod diagnostycznych. Ja próbuję wyjaśnić jej czyn na podstawie tego, co ona sama o sobie pisała i mówiła, odnosząc to do psychologicznych procesów i zjawisk społecznych, prowadzących do agresji.Zuzanna M. pokazuje siebie jako osobę lepszą od innych, niezależną, utalentowaną poetkę. „Bezczelnie młoda, bezczelnie zdolna” – napisała o sobie. I dalej: „znam wartość swojej twórczości, więc nie przejmuję się opinią kilku jednostek, które nie rozumieją, co autor miał na myśli”. Psychologowie badający agresję dowodzą, że właśnie taka wysoka samoocena (a nie, jak kiedyś myślano, niska), sprzyja podejmowaniu aktów agresji. Osoby niewierzące w siebie, w swoje możliwości unikają brutalnej agresji, bo jej ujawnienie wiąże się w wysokimi kosztami, jak kara, konieczność tłumaczenia się innym z tego, co się zrobiło. Osoby z wysoką samooceną bagatelizują te koszty. Zresztą są przekonane, że są tak sprytne, że ujdzie im to na sucho.Zuzanna M. faktycznie była dość sprytna, bo próbowała usunąć obciążające ją dowody: chciała uciąć rękę zamordowanemu, bo zostawiła na niej swoje DNA. Nie udało się jej tylko dlatego, że noże były już tępe.

– Wydaje mi się, że ta niezwykle agresywna zbrodnia była próbą zwrócenia na siebie uwagi, pokazania swojej nadzwyczajności. „Będę gwiazdą” – mówi przecież o sobie Zuzanna.

To przykład osobowości narcystycznej. Osoby przesadnie zainteresowane własnym wizerunkiem i przekonane o swojej nadzwyczajności, podejmują akty agresji, gdy są krytykowane lub gdy czują się niedoceniane.

Zuzanna nie była ulubienicą zamordowanych rodziców jej chłopaka. Uważali, że syna zdominowała i nakłaniała do złego: wagarów i być może narkotyków.

– Właśnie. W jej przekonaniu „niedoceniali” jej nadzwyczajności. Pisała, że „ma wstręt do hołoty umysłowej”. Lekceważyła ludzi, bo wydawała się sobie lepsza niż inni, choć pewnie nie tak oceniana i nie tak sławna, jak by chciała, stąd takie słowa.

Poczucie wyższości często wiąże się z odmawianiem innym ludzkich emocji, dehumanizacją. Polskie badania nad mową nienawiści pokazują, że akceptacja hierarchiczności – tego, że ludzie są nierówni i „lepsi” mają prawo dominować nad „gorszymi” – silnie sprzyja akceptacji mowy nienawiści wobec różnych grup społecznych.

Zuzanna M. podkreśla swoją wrażliwość …

– Ale uważa ją za „największą wadę, może nawet zgubę”. Więc próbuje się jej pozbyć. Realizuje ten cel przez morderstwo. Gdyby wierzyć jej słowom, trzeba by się głęboko zastanowić dlaczego młody człowiek w Polsce może uważać, że wrażliwość jest przeszkodą w życiu? Przecież wrażliwość na drugiego człowieka jest podstawową cechą międzyludzkich relacji. Bez niej żyjemy jak dzikie zwierzęta. Taka wizja społecznego świata, gdzie tylko ten, kto potrafi skoczyć do gardła rywala może wygrać, rzeczywiście niszczy wrażliwość.

Skąd się ta wizja bierze?

– Z tego, co doświadczamy w swoim życiu, co oglądamy wokół siebie, zwłaszcza na publicznej scenie: co robią media, jak się zachowują politycy i inne osoby, które mają na nas wpływ.

Moje badania nad tym co prowadzi do akceptacji agresji (z końca września tego roku) wykazały, że dopuszczalność agresji jest najsilniej wyjaśniania przez negatywny obraz świata społecznego.

Społeczny darwinizm, czyli uznanie, że można a nawet należy wykorzystywać słabości innych by osiągać swoje cele, prowadzi do przekonań, że agresja jest czymś dozwolonym, że agresję – czyli czynienie szkody i krzywdy innym – można a nawet trzeba w życiu stosować.

Polacy dostrzegają dużo agresji wokół siebie. 23 proc. ocenia, że jest jej bardzo dużo w telewizji (10 w skali od 1 do 10), 15 proc. – że między nieznanymi sobie ludźmi, a 6 proc. – między bliskimi sobie osobami. Przemoc w rodzinie nie jest czymś wyjątkowym, w dodatku statystyki policyjne nie rejestrują przemocy psychicznej, tego co i jak mówimy w rodzinie, jak się odnosimy do rodziców, do dzieci, do żon i mężów.

Powody agresji są różne: zagonienie, brak uważności, chęć szybkiego odreagowania frustracji oraz właśnie wspomniane negatywny obrazu świata i przekonanie, że agresywność jest skuteczną metodą na przetrwanie w dzisiejszym świecie, a nawet drogą do sukcesu.

Ofiarą agresji nie padają jednak bezpośredni sprawcy naszych kłopotów. Raczej nie bijemy szefa, który wyrzuca nas z pracy, daje głupie, dodatkowe zadanie czy jest grubiański, tylko warkniemy na żonę, męża, kolegę, czy uderzymy dziecko. To przenoszenie agresji na słabszych.

To zmiana kulturowa?

– Przenoszenie agresji jest prawidłowością uniwersalną, ale zauważalny wzrost agresji słownej i niszczenia rywali w drodze do celu jest efektem coraz większego egocentrycznego indywidualizmu: tylko ja się liczę, widzę tylko swoje sprawy, one są najważniejsze, oczekuje się ode mnie sprawności, a nie bycia dobrym człowiekiem, dobrym dla innych ludzi.

Żyjemy w pośpiechu, w hałasie, bezrefleksyjnie. Wielu z nas w środku coraz częściej buntuje się przeciwko takiemu życiu, zwalniamy, więcej czasu poświęcamy bliskim.

Poza tym wielu Polaków żyje w poczuciu jakiejś krzywdy, niesprawiedliwości, które może wzbudzać chęć odwetowej agresji wobec tych, o których myślą, że „niezasłużenie mają się lepiej”.

Niektórzy politycy żerują na owym poczuciu, podsycają nieufność społeczną i wrogość. Retoryka wojny i walki w polityce toruje drogę akceptacji agresji w życiu publicznym i naszym codziennym, w rodzinie, w pracy, na ulicy. Zwłaszcza tych osób, które z różnych względów mają gotowość do agresji.

*Prof. Krystyna Skarżyńska przeprowadziła badanie w Instytucie Psychologii PAN w ramach programu „Akceptacja agresji w życiu społecznym i politycznym. Rola struktur poznawczych, indywidualnej agresywności i czynników sytuacyjnych”, finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. Badanie przeprowadzono na losowej, reprezentatywnej próbie 971 dorosłych Polaków we wrześniu 2014 r. Losowanie próby i prowadzenie wywiadów – CBOS.

Zobacz także

wyborcza.pl

Areszt dla nastolatków podejrzanych o zabójstwo rodziców w Rakowiskach. Są kolejni zatrzymani

16.12.2014

Sąd w Bia­łej Pod­la­skiej zde­cy­do­wał o trzy­mie­sięcz­nym aresz­cie dla Ka­mi­la N. i Zu­zan­ny M., po­dej­rze­wa­nych o za­bój­stwo ro­dzi­ców Ka­mi­la N. w Ra­ko­wi­skach na Lu­belsz­czyź­nie. Teraz grozi im do­ży­wo­cie. Para przy­zna­ła się do winy. Pro­ku­ra­tu­ra za­trzy­ma­ła rów­nież ko­lej­ne dwie osoby w tej spra­wie.

Jak informuje reporter TVN24, sąd zadecydował o tymczasowym areszcie dla pary 18-latków, ponieważ zachodziła obawa matactwa z ich strony.

Prokuratura wnioskowała o tymczasowy areszt dla obojga nastolatków.

Kamil i Zuzanna usłyszeli już zarzut zabójstwa kwalifikowanego (więcej niż jednej osoby), za które grozi kara 25 lat więzienia lub dożywocie.

Zarzuty poplecznictwa dla kolejnej dwójki nastolatków

Zarzuty utrudniania śledztwa w sprawie zabójstwa małżeństwa N. w Rakowiskach (Lubelskie) usłyszało dwoje także 19-latków.

19-letni Marcin S. oraz 19-letnia Linda M. usłyszeli zarzuty tzw. poplecznictwa. – Podejrzani działając wspólnie i porozumieniu utrudniali postępowanie karne, pomagając Kamilowi N. i Zuzannie M., sprawcom zabójstwa, uniknąć odpowiedzialności karnej i zacierali ślady przestępstwa – powiedziała dzisiaj na konferencji prasowej rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska.

Według śledczych para 19-latków bezpośrednio po zabójstwie przewiozła samochodem z Rakowisk do Krakowa Kamila N. oraz Zuzannę M. Zabrali ze sobą plecak, w którym były narzędzia zbrodni, rękawiczki oraz elementy ubioru sprawców. Obie pary były wcześniej umówione na ten wyjazd.

Marcin S. nie przyznał się przed prokuratorem do zarzucanych mu czynów, choć potwierdził, że podróżował do Krakowa z podejrzanymi o zbrodnię Kamilem N. i Zuzanną M.

Przesłuchania Lindy M. w prokuraturze jeszcze nie zostało zakończone. Przed policją kobieta również nie przyznała się do stawianych jej zarzutów, ale potwierdziła fakt podróżowania do Krakowa z parą 18-latków.

Marcin S. jest studentem inżynierii i zarządzania, Linda M. studentką malarstwa, oboje studiują w Poznaniu, są mieszkańcami Wielkopolski. Z Kamilem N. i Zuzanną M. poznali się przypadkiem w czasie wakacji.

Syk-Jankowska powiedziała, że zgromadzony materiał dowodowy nie dał podstaw do przestawienia 19-latkom zarzutów pomocnictwa w zbrodni czy współsprawstwa. Rzeczniczka nie chciała ujawniać innych szczegółów z ich zeznań. Przestępstwo poplecznictwa zagrożone jest karą do 5 lat więzienia.

Zaplanowane zabójstwo

Jak ustalili śledczy, do zabójstwa doszło w nocy z piątku na sobotę. Ciała zamordowanych małżonków znaleziono w ich domu w Rakowiskach, pod Białą Podlaską. Policję wezwali sąsiedzi, kiedy zauważyli otwarte drzwi do domu.

Zamordowany 48-letni mężczyzna był funkcjonariuszem straży granicznej, 42-letnia kobieta była nauczycielką.

– Zarówno Kamil N., jak i Zuzanna M. przyznali się do zarzucanego im czynu. Opisali przebieg zdarzeń, wyjaśnili, jak przebiegała ta zbrodnia – wyjaśniała Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.W opinii śledczych była ona zaplanowana.

Kamil N. i Zuzanna M. – uczniowie liceów w Białej Podlaskiej – byli parą. Według składanych przez nich wyjaśnień rodzice Kamila nie akceptowali ich związku.

Jak mówiła Syk-Jankowska, pomysł zabicia małżonków pojawił się w trakcie oglądania przez 18-latków filmów, przepełnionych – jak sami mówili – przemocą i agresją. – Początkowo był to żart, ale z czasem uznali, że ten żart może przyjąć formę faktów i zaczęli planować to zabójstwo. Jak wyjaśniła Zuzanna M., zaplanowali je krok po kroku, kupili np. lateksowe rękawiczki, które znaleziono na miejscu zbrodni – relacjonowała rzeczniczka.

Kolejne dwie osoby zatrzymane ws. brutalnego zabójstwa w Rakowiskach

0:44 min

Kolejne dwie osoby zatrzymane ws. brutalnego zabójstwa w RakowiskachPolicja zatrzymała kolejne dwie osoby ws. zabójstwa małżeństwa z Rakowisk na Lubelszczyźnie. To chłopak i dziewczyna, którzy podwieźli samochodem podejrzanych Kamila N. i Zuzannę M. Potem odebrali ich z miejsca zabójstwa i zawieźli do Krakowa, gdzie policjanci zatrzymali parę. Podejrzani przyznali się do zabójstwa rodziców chłopaka w nocy z 12 na 13 grudnia kilkanaście ciosów nożem.x-news

Onet.pl

Choć mamy 2014 rok, „Kaczyński tkwi w 1985. Dla niego jedynym punktem odniesienia jest PRL”

Anna Siek, 16.12.2014
Dr Robert Sobiech

Dr Robert Sobiech (Fot. Wojciech Olkuonik / Agencja Gazeta)

– Prezes PiS wyjaśnia dzisiejszą Polskę analogiami z PRL. To kompletnie nietrafne – oceniał w TOK FM dr Robert Sobiech. Wg socjologa z UW, źle wróży top na przyszłość. – Co będzie, jak PiS z PRL-owską diagnozą obejmie władzę? Czy ważny będzie dla nich rozwój gospodarczy, edukacja, rynek pracy? – pytał.
Według socjologa dr. Roberta Sobiecha, marsz PiS z 13 grudnia pokazał, że Jarosław Kaczyński tkwi w przeszłości. – Dla niego punktem odniesienia jest PRL. Cokolwiek zdarzy się w Polsce 2014 roku, wyjaśniane jest mechanizmami z czasów PRL – mówił w „Poranku Radia TOK FM”.Jak ocenił dr Sobiech, może to niepokoić, bo prezes Kaczyński stoi na czele partii, która pretenduje do objęcia władzy. Można się więc spodziewać, że jego poglądy znajdą odzwierciedlenie w programie rządu tworzonego przez PiS.

– Robienie diagnozy w oparciu o to, co znamy z czasów PRL, jest kompletnie nietrafne. Trzeba zadać pytanie, co będzie, jak PiS z PRL-owską diagnozą obejmie władzę? Czy ważny będzie dla nich rozwój gospodarczy, edukacja, rynek pracy? Czy będziemy tropić „układ”? Jarosław Kaczyński tkwi w tym 1985 czy 1987 roku, ale rzeczywistość się zmieniła.

Co powiedzieć wyborcom?

Prezes PiS może stać się więźniem swojej retoryki. Dzięki której udało mu się zmobilizować sporą grupę wyborców.

– Zaproponował im wizję, że my nie odzyskaliśmy niepodległości. Dzięki zmobilizowaniu i utrzymaniu elektoratu ma szanse na sukces w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. I jak wtedy wytłumaczy swoim wyborcom, że bierze się np. za rozwój gospodarczy czy informatyzację, skoro ten kraj jest podległy… I przecież najpierw trzeba wprowadzić demokrację – zastanawiał się dr Robert Sobiech.

Według ostatniego sondażu poparcia dla partii politycznych, przygotowanego dla „Wiadomości” TVP 1, partię Jarosława Kaczyńskiego popiera 34 proc. pytanych, a Platformę Obywatelską 31 proc. Za plecami liderów, PSL z 8 proc. poparciem oraz SLD i Kongres Nowej Prawicy, na które chce głosować po 5 proc. pytanych.

Zobacz także

TOK FM

„Kaczyński wypowiedział pogląd bezpodstawny. Ale żadnej strasznej obrazy nie widzę” – Dorn o liście sędziów

Anna Siek, 16.12.2014
Ludwik Dorn

Ludwik Dorn (Fot. S3awomir Kaminski / AG)

– Nie jestem za tym, żeby sędziów obrażać. Jednak jak patrzy się na linię orzeczniczą, to żołądek i zdrowy rozsądek się niekiedy burzą – mówił w TOK FM Ludwik Dorn. Wg byłego polityka PiS, Jarosław Kaczyński nie miał podstaw, by mówić o terroryzowaniu sądów przez prezydenta. – Ale ja tu żadnej strasznej obrazy nie widzę.
Prezesi Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz Prezes Trybunału Konstytucyjnego
oburzeni wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego.

„Fałszerstwem jest sytuacja, w której władza, gdy okazuje się, że wybory kończą się katastrofą, że ich wynik jest w gruncie rzeczy nieznany, natychmiast rozpoczyna kampanię ukrywania tego faktu, wpływa na sądy. Można powiedzieć – wręcz terroryzuje sądy, i to z udziałem prezydenta RP i z udziałem prezesów sądów, tych najważniejszych w Polsce” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Według prezesów SN, NSA i TK słowa Kaczyńskiego „to bezprzykładny w Europie atak polityka pretendującego do sprawowania władzy wykonawczej na władzę sądowniczą w Polsce”. „Jest to pełen pogardy atak wymierzony w każdego z tysięcy sędziów wszystkich sądów w Polsce. Takie znieważające, wiecowe zdanie nawiązuje do najgorszych zwyczajów walki politycznej sprzed 1989 roku” – napisano w specjalnym oświadczeniu.

Zdaniem byłego szefa MSWiA Ludwika Dorna, prezes PiS „wypowiedział pogląd bezpodstawny”. – Ale ja tu żadnej strasznej obrazy nie widzę – mówił w „Poranku Radia TOK FM”.

„Uraźliwi”

Zdaniem Dorna reakcja prezesów sądów nie powinna specjalnie zaskakiwać. Bo „skądinąd wiadomo, że korporacja sędziowska jest niesłychanie uraźliwa”.

– Ja nie jestem za tym, żeby sędziów obrażać. Choć niekiedy, jak patrzy się na linię orzeczniczą sądów, to żołądek i zdrowy rozsądek się burzą. Zawsze mnie powalał na podłogę idiotyzm stwierdzenia, że z wyrokami sądów się nie dyskutuje – podkreślał były polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Jak ocenił, „uraźliwość” sędziów bierze się prawdopodobnie z tego, że „pewnej części z nich niezawisłość myli się z nieodpowiedzialnością, rozumianą jako fakt nieponoszenia odpowiedzialności przed nikim”.

– Moim zdaniem koncepcja PiS, i wynikająca z niej krytyka dotycząca sądownictwa, wynika z poglądu, że największy wpływ na Polskę mają władze, które są w całości obsadzone ludźmi złymi i zdeprawowanymi. Niby czemu sędziowie mieliby być z tego wyjęci? Tak jak są źli i zdeprawowani posłowie czy ministrowie, to tacy sędziowie też się zdarzają – tłumaczył Ludwik Dorn w TOK FM.

Zobacz także

TOK FM

Prawicowi Urbanowie, czyli co mówi awantura o „seanse nienawiści”

Premier Kopacz użyła tego samego określenia, co komunistyczny rzecznik Jerzy Urban. I nie tylko ona
Premier Kopacz użyła tego samego określenia, co komunistyczny rzecznik Jerzy Urban. I nie tylko ona Fot. Twitter

Prawica usilnie stara się wcisnąć premier Kopacz z w rolę “Urbana w spódnicy”, bo premier “powtórzyła jego słowa o seansach nienawiści”. Problem w tym, że to prawicowa publicystyka wskrzesiła to określenie – jako alternatywę dla słynnego „przemysłu pogardy”.

„Seanse” do słownika polityki
Po sieci krąży grafika porównująca wypowiedzi Kopacz i byłego komunistycznego rzecznika. Premier komentując marsz organizowany 13 grudnia przez PiS stwierdziła, że Polacy nie chcą „kolejnych seansów nienawiści, chcą spokoju w kraju i u jego granic”. Te „seanse” ma organizować prezes Jarosław Kaczyński, który z trybuny sejmowej „miotał oskarżenia o fałszerstwo” i generalnie uprawia ostatnio politykę nienawiści.

Urban użył tego samego sformułowania, kiedy w 1984 roku komentował działalność księdza Jerzego Popiełuszki. „W kościele księdza Popiełuszki urządzane są seanse nienawiści. Mówca rzuca tylko kilka zdań wyzbytych sensu perswazyjnego oraz wartości informacyjnej. On wyłącznie steruje zbiorowymi emocjami” – przekonywał na miesiąc przed śmiercią duchownego.

Komentatorzy z prawicy natychmiast wychwycili podobieństwo. Samuel Pereira z „Gazety Polskiej” stwierdził, że „przemówienie Ewy Kopacz napisał Jerzy Urban”. Inni, że Urban jest „duchowym opiekunem rządu” albo że „uczniowie przerastają mistrza”. Temat podchwycił nawet polityk PiS Mariusz Błaszczak. Jak powiedział, Kopacz użyła tej samej retoryki, więc „udowodniła, że określenie Urban w spódnicy do niej pasuje”.

Od Orwella do Urbana
Można się spierać, czy w ustach polskiej premier określenie „seanse nienawiści” jest na miejscu. Jednak nie o to prawicy chodzi. Chodzi o to, że Kopacz rzekomo upodobniła się do Urbana, bo użyła figury retorycznej jego autorstwa.

I tutaj pierwszy fałsz. Urban nie wymyślił „seansów”. To nie to samo, co np. sformułowanie autorstwa Cyrankiewicza: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”. Jeśli zastosować prawicową logikę, można by powiedzieć, że „współczesnym Cyrankiewiczem” jest Ryszard Czarnecki z PiS, który ostrzegał, że na organizowanym przez partię marszu pojawią się „prowokatorzy”. O! Tu prowokatorzy, tam prowokatorzy, coś w tym musi być… Tak?

Tymczasem seanse nienawiści są z Orwella, który w „1984” pisał o seansie „2 minut nienawiści”. Chodziło o spędzanie ludzi do sali, gdzie na ekranie prezentowali byli aktualni wrogowie. W książce nie było mowy dosłownie o „seansach nienawiści”, ale takie określenie w nawiązaniu do tego opisu się przyjęło. Wyciąganie „seansów” jako dowodu na podobieństwo Kopacz i Urbana dziwi, bo określenie to powtarzane jest bardzo często. Tak często, że można się zastanawiać, czy pamięta się o jego pochodzeniu. Po prostu ktoś, kto czuje się krytykowany, zamiast słów „atak” czy „krytyka” wybiera „seanse”, bo są bardziej efektowne.

Wszyscy wszystkich nienawidzą
W przypadku prawicy taka argumentacja zaskakuje tym bardziej, bo to po tej stronie szczególnie upodobano sobie orwellowską metaforę. Na prześladowania, jakich rzekomo doświadcza w Polsce PiS (ale także np. katolicy), nie wymyślono jeszcze mocniejszego terminu. Czy publicyści z prawicy zapomnieli, że o „seansach nienawiści” mówi się w ich otoczeniu równie często, co o „przemyśle pogardy”?

Kilka przykładów. „Tak się robi propagandę w prorządowych mediach. To orwellowskie mini seanse nienawiści” – grzmiał kilka lat temu serwis braci Karnowskich. Chodziło o pokazywanie przez „reżimowe” media „grymasów” na twarzy rozmówców o innych poglądach. Ciekawe, że sam autor tego tekstu przypomniał, iż chodzi o „seanse” z Orwella. Dlaczego nie Urbana? – chciałoby się zapytać.

O „seansach nienawiści” pisała też „Niezależna”.

Z kolei politycy PiS „seansem nienawiści” nazwali skecz kabaretu Limo. Ten o papieżu.

Są więc dwie możliwości. Albo argument „Urban w spódnicy” jest jak kulą w płot albo na prawicy aż roi się od naśladowców komunistycznego rzecznika.

naTemat.pl

Koniec nie naszego świata

KAROL ADAMASZEK, 16.12.2014
Maria Goniewicz, czyli Zuzanna, pisała do narzeczonego:

Maria Goniewicz, czyli Zuzanna, pisała do narzeczonego: „…nikt nie mówi tu o niebie, nie musisz iść ze mną w ogień, to i tak będzie piekło”. Przed mordem zapalili skręta. Na zdjęciach: oboje po zatrzymaniu (KWP Lublin)

Młoda poetka z Białej Podlaskiej wspólnie z chłopakiem zamordowali – kilkoma nożami – jego rodziców. Chciała pokazać fanom, że ma „wstręt do hołoty umysłowej”. Jak Witkacy.
– Ten wstręt jest taki, że rzygam. Uważam wrażliwość za swoją największą wadę czy może nawet zgubę, dlatego staram się jej pozbyć, pisząc wiersze – mówiła młoda poetka Zuzanna M. i zapowiedziała przygotowania do końca „nie jej świata”. W nocy z piątku na sobotę brutalnie zamordowała rodziców swojego chłopaka, a potem pojechała do Krakowa na spotkanie z czytelnikamiZałożę ją na pogrzeb, będę gwiazdąZuzanna i Kamil poznali się w katolickim gimnazjum w Białej Podlaskiej. Ona grała w piłkę nożną (stała na bramce), on był koszykarzem. Potem dwa różne licea, ale w trzeciej klasie odkurzyli znajomość i zakochali się w sobie.18-letnia Zuzanna to już znana w Białej Podlaskiej poetka. Pisać zaczęła kilka lat temu, po śmierci ojca. Przyjęła pseudonim Maria Goniewicz.- Moja przygoda z poezją rozpoczęła się, niestety, od ogromnej tragedii w życiu prywatnym. Mój własny koniec świata był powodem, dla którego zaczęłam szukać jakiejś formy wyrażania siebie. Nie pamiętam dokładnie okoliczności, ale wiem, że bardzo tęskniłam, stąd „Tęsknoty” – tłumaczyła tytuł pierwszego wiersza portalowi Podlasiesiedzieje.pl.W maju gotowy był już zbiór poezji Marii Goniewicz zatytułowany „33”. Pierwsze recenzje po wydaniu miał entuzjastyczne. Fragment jednej z nich (Szuflada.net):

„To przede wszystkim zapis emocji kobiety, która przeżywa historię miłosną. Jest to uczucie trudne, skomplikowane, prawdopodobnie jednostronne, o niezwykłej sile oddziaływania na podmiot. Podmiot ’33’ prowadzi monologi skierowane do siebie, do ludzi z jej otoczenia oraz do tego kogoś. Czy jest to mężczyzna? Pewnie tak, choć tylko kilka wierszy potwierdza taką teorię”.

Próbka twórczości Marii Goniewicz z Facebooka – na wstępie oznajmia, że jest „bezczelnie młoda, bezczelnie zdolna”:

będzie ci przy mnie nieziemsko

racja

ale nikt nie mówi tu o niebie
nie musisz iść ze mną w ogień
to i tak będzie piekło

*

uważaj na swoje dłonie
nie bój się, dobrze ci idzie
nie ma piękniejszej koszuli
niż ta szyta z twoich kłamstw
założę ją na pogrzeb
będę gwiazdą tego wieczoru

A może tak zabijemy rodziców?

Kamil, mieszka na osiedlu domów jednorodzinnych pod Białą Podlaską. Ojciec Jerzy N., pułkownik Komendy Głównej Straży Granicznej, dojeżdżał do pracy do Warszawy, matka Agnieszka była nauczycielką i tłumaczką języka rosyjskiego. Przeciętna rodzina z synem jedynakiem. Żadnych skarg ze strony sąsiadów, żadnych interwencji policji.

Zuzanna nie podobała się rodzicom Kamila. Mieli pretensje, że chłopak przez nią wagaruje i rzekomo bierze narkotyki. Mogło ich też martwić, że Maria Goniewicz zdominowała syna. Była rzeczywiście twarda. Gdy w jednym z wywiadów dziennikarka zauważyła, że nie każdemu poecie, zwłaszcza młodemu, dane jest wydanie własnego tomiku, Maria Goniewicz odrzekła: – Nie ma rzeczy niemożliwych. Postawiłam sobie cel, więc musiałam go zrealizować.

Zapewniała też, że nie boi się krytyki, bo nie uprawia grafomanii:

– Znam wartość swojej twórczości, więc nie przejmuję się opinią kilku jednostek, które nie rozumieją, „co autor miał na myśli”. Podzielam tu zdanie Witkiewicza. Ja również „mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam”. (…) Wszystko [co napisałam] powstało pod wpływem impulsu, a nie przymusu czy też, co gorsza, po prostu chęci zostania poetą, bo to teraz modne. Nie. Uważam wrażliwość za swoją największą wadę czy może nawet zgubę, dlatego staram się jej pozbyć, pisząc wiersze.

Dwa tygodnie temu – to ustalili już policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Lublinie – Zuzanna M. i Kamil postanowili „zrealizować cel”, „okazać wstręt do hołoty” i pokazać, że nie mają już „wrażliwości”.

Oboje lubili amerykańskie kino: filmy Quentina Tarantino, Davida Lyncha, ale szczególnie spodobało się im „American Psycho” z Christianem Bale’em. Główny bohater – biznesmen – dla zabicia nudy i wyjścia poza rutynę codzienności brutalnie morduje prostytutki i włóczęgów. Zuzanna z Kamilem podczas wspólnego oglądania żartowali sobie, że równie dobrze mogliby zabić rodziców Kamila. Aż żartować przestali.

7 grudnia Maria Goniewicz napisała:Przygotowanie do końca
nie naszego świata
nie zawsze jednak idzie dobrze,
ale już niedługo.
I jeszcze:Przyjedź.
Nie ma żadnych planów, których nie możesz odwołać.
Śmierć o ciebie nie pyta.
Nie ośmieliłaby się.
Przyjedź.
Mam pewność, że zechcesz zostać dłużej.
To ja
dam ci wszystko.
Oboje wiemy, że prędzej czy później wydarzy się.
Gorzej niż w horrorach goreW ostatnią sobotę rano na komendę w Białej zadzwonił sąsiad państwa M. Zaniepokoił się, bo drzwi od ich domu był dłuższy czas otwarte. Na miejsce pojechał patrol. Mundurowi zobaczyli przed drzwiami kałużę krwi. Wezwano policjantów z komendy wojewódzkiej, otrzaskanych w ściganiu zabójców.

Funkcjonariusz z 30-letnim stażem: – Dom cały we krwi. Czegoś takiego nie widziałem, odkąd jestem w służbie. Sceneria gorsza niż w horrorach gore.

Zaczęło się mozolne zbieranie śladów. Ciała pułkownika i jego żony wyglądały tak, jakby ktoś wpadł w atak szału i zadawał ciosy – w twarz, szyję, tułów, ręce i nogi – aż opadł z sił. Ofiary musiały spać, bo oficer straży granicznej był dobrze zbudowany i na pewno by się bronił. To jego zaatakowano jako pierwszego. Żonie udało się uciec, ale zabójcy dopadli ją przed domem i zawlekli z powrotem. Poderżnęli gardło.

Obrażenia męża wskazują na to, że próbowano odciąć mu rękę. Powód: przebudzony atakiem Jerzy N. musiał się bronić, dlatego zabójczyni ugryzła go w dłoń. Oboje napastnicy uznali, że zapewne zostawiła w ciele ofiary swoje DNA, więc próbowali usunąć kończynę, ale noże już się stępiły.

Satysfakcja z wykonanego zadania

Jeszcze w sobotę nastolatków przesłuchano i zamknięto.

Jeden ze śledczych: – W takich sprawach zawsze w pierwszej kolejności sprawdza się rodzinę. Ustaliliśmy, że Kamil jest w Krakowie. Poprosiliśmy tamtejszych funkcjonariuszy, by go zatrzymali. Był z Zuzanną. Oboje w świetnych humorach. Właśnie zjedli w restauracji spaghetti ze szpinakiem.

Ona przyznała się od razu. Nie kryła uciechy, że plan się powiódł.

– Zdradzała dużą satysfakcję z dobrze wykonanego zadania – mówi nasz informator. – Zero skruchy, jakiejś refleksji. Opowiedziała, co się stało i krok po kroku, jak do tego doszło. Policjanci słuchali jej przerażeni. Nie mogli uwierzyć, że młoda, inteligentna dziewczyna tak beznamiętnie mówi o potwornej zbrodni, której się dopuściła. Widać, że kierowała zabójstwem, chłopak też się przyznał, też niczego nie żałuje, ale był raczej wykonawcą planu.

Oficjalnie prokuratura tego nie komentuje. – Wciąż zbierane są dowody – wyjaśnia Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Na to, że nastolatkowie obmyślili mord wskazuje to, iż kupili lateksowe rękawiczki. Użyli trzech noży.

Świat wierszy vs świat realny

Po co pojechali do Krakowa? Kryminalni sądzą, że chcieli zapewnić sobie alibi, ale prawda może być bardziej banalna. Zuzanna M. umawiała się z fanami swojej twórczości na spotkanie. Dzień przed morderstwem zorganizowała na Facebooku konkurs: „Jeśli chcesz wygrać ode mnie tomik, dodaj swój jeden ulubiony wiersz mojego autorstwa (publicznie) i oznacz stronę. Do wygrania jest pięć sztuk »33 «”.

W sobotę, już po „realizacji planu” zachęcała na FB: „HALO KRAKÓW! Dzisiaj też można się ze mną umówić w mieście w sprawie odbioru » 33 «”.

Oboje prawdopodobnie korzystali z pomocy znajomych, którzy przywieźli ich do domu rodziców chłopaka w nocy z piątku na sobotę. Dwie osoby zatrzymano w związku z tym w Poznaniu, prokuratura nie postanowiła jeszcze, jakie dostaną zarzuty. Zuzannie M. i Kamilowi N. grozi dożywocie. Na razie nic nie wskazuje na to, by działali pod wpływem ciężkich narkotyków. Przyznali, że przed zabójstwem wypali jedynie jointa.

– Świat wierszy pomylił jej się ze światem realnym – skomentował wczoraj na facebookowym profilu poetki jeden z jej fanów.

Zobacz także

wyborcza.pl

Fałsz marszu 13 grudnia

Katarzyna Kolenda-Zaleska, „Fakty” TVN, 16.12.2014

„Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów” w Warszawie (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Jestem bardzo wdzięczna PiS, że zorganizował tak wielki marsz w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Naprawdę. Piszę to bez ironii. Od kilkunastu dni nie mówiło się o niczym innym i na wszelkie sposoby odmieniano datę 13 grudnia.
Przypominano też ofiary, co było niezwykle przejmujące i wzruszające. Dla mojego pokolenia to bardzo ważna data, przełomowa, będąca z jednej strony przyspieszonym wejściem w dorosłe, publiczne życie, a z drugiej – załamaniem nadziei i odarciem ze złudzeń. Czuliśmy, że przed nami mrok, i to było nawet gorsze od strachu.Kiedy już przyszła wolność i nastał czas światła, nie zapominaliśmy o tamtych doświadczeniach. Ale też można było zaobserwować, że powoli dla nowych pokoleń ta data przestaje mieć znaczenie. Jeśli nawet młody rzecznik jednej z parlamentarnych partii nie jest w stanie powiedzieć, kiedy w Polsce wprowadzono stan wojenny, to oznacza, że ta data przestaje dla młodych mieć znaczenie. Staje się już historią, co jest właściwie zrozumiałe, skoro minęły 33 lata i żyjemy w wolnym kraju. Oni nie mają pojęcia, jak wtedy było, co to znaczyło żyć w cieniu czołgów, bez informacji o internowanych i w ciągłym strachu.Dzięki PiS jeszcze jaskrawiej widać, jak było wtedy i jak jest teraz. PiS liczy na to, że ci młodzi, nieświadomi historycznie, na których mu teraz tak bardzo zależy, złapią się na jego propagandowy lep: że w Polsce nie ma demokracji, fałszuje się wybory, nie ma wolnych mediów, a opozycja jest gnębiona.A przecież wtedy – w stanie wojennym – taki marsz w ogóle nie mógłby się odbyć, a gdyby nawet się odbył, jego uczestnicy zostaliby spałowani, zaatakowani wodą z zomowskich armatek i aresztowani. Ówczesna władza nie miała żadnych oporów. Armatki wodne kierowano nawet na ludzi klęczących w krakowskim kościele Mariackim.Żadna telewizja takiego marszu by nie pokazała. A tu, proszę, ta znienawidzona przez PiS TVN przez cały dzień na żywo relacjonowała każdy krok demonstrujących i każde przemówienie. Bez oporów i bez strachu uczestnicy marszu wypowiadali się do kamer i atakowali władzę. Wtedy za głupi dowcip można było się znaleźć w więzieniu. Dziś nikt nikomu niczego nie zabrania. Nikt niczego nie chce ukrywać. O tym już PiS woli nie przypominać, bo zestawienie tamtych ponurych czasów z obecnym dobrobytem wolności pokazywałoby fałsz pisowskiej propagandy.Dlatego moja wdzięczność do PiS ma swoje granice, bo głęboki sprzeciw budzi to, że Jarosław Kaczyński zaprosił ludzi na ulice w obronie demokracji i wolnych mediów. Gdyby naprawdę trzeba było bronić demokracji i gdyby naprawdę nie było wolności mediów, to taki marsz zostałby brutalnie rozpędzony, a państwowe media (prywatnych przecież by nie było) informowałyby jedynie o elementach kontrrewolucyjnych.

PiS, tak jak wtedy tamta władza, chce wmówić Polakom fałsz. Ale to się nie uda, bo ludzie pamiętają. I dlatego tej obecnej pisowskiej propagandzie, tak jak wtedy komunistycznej, trzeba się zdecydowanie przeciwstawić. I mówić, jak było.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: