Rydzyk, 15.12.14

 

Członkini PiS zawieszona w partii. Była odpowiedzialna za system kontroli wyborów

MT, 15.12.2014
Anna Sikora i Antoni Macierewicz z PiS

Anna Sikora i Antoni Macierewicz z PiS (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Anna Sikora, która była twórczynią systemu kontroli wyborów, została zawieszona w członkostwie w PiS. Może zostać usunięta z partii – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.
Wniosek o usunięcie byłej posłanki Anny Sikory, którego skutkiem jest zawieszenie jej w partii, złożył wiceprezes PiS i szef struktur podwarszawskich partii Mariusz Kamiński. Jak podaje „Rzeczpospolita”, jego bezpośrednim powodem nie była niesprawność systemu kontroli wyborów i brak możliwości zweryfikowania danych podawanych przez Państwową Komisję Wyborczą.

Wniosek Kamińskiego miał być motywowany doprowadzeniem przez Sikorę, wbrew zaleceniom wiceprezesa PiS, do zawarcia koalicji z lokalnym komitetem PSL w Otwocku. Kamiński chciał z kolei porozumienia z komitetem byłego posła PiS Dariusza Olszewskiego. W efekcie klub PiS w radzie powiatu podzielił się i stracił pozycję.

Gazeta.pl

Szefowie sądów oburzeni słowami Kaczyńskiego: znieważające! Pełen pogardy atak wymierzony w sędziów

dżek, 15.12.2014
Jarosław Kaczyński/oświadczenie sędziówJarosław Kaczyński/oświadczenie sędziów (Fot. AG/tokfm.pl)
Prezesi Sądów Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz Prezes Trybunału Konstytucyjnego wydali wspólne oświadczenie. Słowa Jarosława Kaczyńskiego na wiecu PiS o naciskach na sądy są „znieważające”. – Zdanie nawiązuje do najgorszych zwyczajów walki politycznej sprzed 1989 roku – piszą.
– Fałszerstwem jest sytuacja, w której władza, gdy okazuje się, że wybory kończą się katastrofą, że ich wynik jest w gruncie rzeczy nieznany, natychmiast rozpoczyna kampanię ukrywania tego faktu, wpływa na sądy. Można powiedzieć – wręcz terroryzuje sądy, i to z udziałem prezydenta RP i z udziałem prezesów sądów, tych najważniejszych w Polsce. Wreszcie rozpoczyna kampanię medialną przeciwko tym wszystkim, którzy mówią, że doszło do fałszerstwa – grzmiał na sobotnim marszu Jarosław Kaczyński prezes Prawa i Sprawiedliwości.„Bezprzykładny atak na niezależną władzę sądowniczą”

Te słowa oburzyły szefów najważniejszych sądów. Prof. dr hab. Małgorzata Gersdorf, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, prof. dr hab. Andrzej Rzepliński, Prezes Trybunału Konstytucyjnego oraz prof. dr hab. Roman Hauser, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego wydali wspólne, mocne oświadczenie.

„Jest to bezprzykładny w Europie atak polityka pretendującego do sprawowania władzy wykonawczej na władzę sądowniczą w Polsce. Jest to pełen pogardy atak wymierzony w każdego z tysięcy sędziów wszystkich sądów w Polsce Wyrażamy głębokie oburzenie sformułowanymi pod naszym adresem zarzutami terroryzowania sędziów i namawiania ich do określonego orzekania w sprawach rozpoznawanych protestów wyborczych. Takie znieważające, wiecowe zdanie nawiązuje do najgorszych zwyczajów walki politycznej sprzed 1989 roku” – czytamy w dokumencie.

Kaczyński: wybory sfałszowane

Sobotni „Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów” zorganizowany w 33. rocznicę wybuchu stanu wojennego i dotyczył m.in. wyborów samorządowych. PiS uważa, że zostały one sfałszowane. Do sądów okręgowych wpłynęło ok. 1500 protestów wyborczych, to trzy razy więcej niż zazwyczaj. Jednak tym razem wiele z wniosków ma błędy formalne, część z nich nie dotyczy wyników wyborów do sejmików województw, których wynik najbardziej nie podoba się partii Kaczyńskiego.

TOK FM

 

Magda Gessler w sylwestra ugotuje bigos w Słupsku. Biedroń: „Przyjedzie na własny koszt”

Zuzanna Płończak, 15.12.2014
Robert Biedroń i Magda Gessler

Robert Biedroń i Magda Gessler (Fot. AG)

Gościem specjalnym nocy sylwestrowej w Słupsku będzie Magda Gessler. Na oczach mieszkańców ugotuje bigos staropolski. – Wymyśliliśmy z Robertem Biedroniem zaskakującego sylwestra – chwali się w internecie restauratorka
Na noc sylwestrową włodarze miast zapraszają zazwyczaj popularne zespoły muzyczne bądź kabarety. Nieco inaczej wieczór ten będzie wyglądał w Słupsku. Miasto odwiedzi tego wieczoru Magda Gessler, która ugotuje dla mieszkańców staropolski bigos. Restauratorka sama zgłosiła się z tą propozycją do wybranego niedawno na prezydenta Słupska Roberta Biedronia.

Biedroń: inicjatywa wyszła od Gessler

– Nie zajmowałem się organizacją tego wydarzenia i nie miałem na nią nawet najmniejszego wpływu – mówi „Wyborczej” Biedroń. – Inicjatywa wyszła od Magdy Gessler. Podobno bardzo entuzjastycznie zareagowała na Facebooku na moje zwycięstwo, próbowała się do mnie przez kilka dni dodzwonić. Kiedy w końcu jej się udało, powiedziała, że bardzo cieszy się z ogromnej zmiany, jaka zaszła w Słupsku i że bardzo chciałaby ugotować coś dla mieszkańców. Choć znaliśmy się wcześniej, zupełnie nie spodziewałem się takiej propozycji. Jako że zbliża się sylwester, zaproponowaliśmy właśnie ten termin. Odparła, że marzy, żeby spędzić z nami ten wieczór. Można powiedzieć, że zrobiła słupską rewolucję w naszym programie sylwestrowym.

Obejmując stanowisko prezydenta, Robert Biedroń obiecał, że nie będzie trwonił publicznych pieniędzy. Słowa dotrzymał także w przypadku imprezy sylwestrowej. Z miejskiej kasy na ten cel nie zostanie przeznaczona ani złotówka. – Magda Gessler przyjedzie do nas na własny koszt – komentuje Robert Biedroń, prezydent Słupska. – Słupsk to skromne i biedne miasto. Nie byłoby nas stać na opłacenie gwiazdy takiego formatu, a ja jestem ostatnią osobą, która wydałaby na to miejskie pieniądze, choć na promocji Słupska bardzo mi zależy. Wiem, że Magda stara się także pozyskać sponsorów na zakup niezbędnych produktów.

Gessler już reklamuje sylwestra na Facebooku

Po ustaleniu szczegółów Magda Gessler podzieliła się tą informacją ze swoimi fanami na Facebooku i zamieściła wspólne zdjęcie. – Prezydent Robert Biedroń i ja wymyśliliśmy zaskakującego sylwestra 2014/2015 w Słupsku 🙂 Zapraszamy Was WSZYSTKICH na wspólne gotowanie staropolskiego bigosu w Słupsku. Sylwester 2014/2015! Będzie kolorowo! – czytamy na profilu restauratorki.

Zobacz także

trojmiasto.gazeta.pl

Macierewicz przeciwko lekcji gender w szkole podstawowej

p.mal 15-12-2014

Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz sprzeciwił się pokazowej lekcji gender, która odbyła się w jednej z bełchatowskich szkół podstawowych.

W Szkole Podstawowej nr 8 w Bełchatowie chłopcy podczas lekcji języka polskiego mieli wcielić się w role dziewczynek. Na propozycję nauczycieli reagować mieli płaczem. Taką metodę prowadzenia lekcji skrytykowali książa.

„Wyrażam stanowczy sprzeciw wobec próby zmuszania dzieci do uczestniczenia w lekcjach propagujących tę ideologię. Szczególnie bulwersujące jest stosowanie swoistego przekupstwa poprzez obietnicę wystawienia lepszej oceny tym dzieciom, które zgodzą się uczestniczyć w praktykach gender narzucanych przez nauczyciela.” – napisał Antoni Macierewicz.

Polityk PiS zapowiedział również, że w tej sprawie liczy na wyjaśnienia. Wobec osób, które podjęły decyzję o prowadzeniu lekcji w takiej formule, żąda wyciągnięcia konsekwencji. „W dniu dzisiejszym wystąpiłem z wnioskiem do Ministra Edukacji Narodowej, Prezydent Miasta Bełchatów oraz do Wojewódzkiego Kuratora Oświaty w Łodzi o przekazanie mi pełnej informacji dotyczącej tego skandalicznego zdarzenia. Zażądałem również wyciągnięcia konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za tę próbę demoralizacji młodych Polaków.” – czytamy dalej.

Wiceprezes PiS podkreśla, że jego partia sprzeciwia się takim metodom nauczania. Od osób odpowiedzialnych za sytuację w szkole podstawowej oczekuje informacji w jaki sposób zamierzają zapobiec im w przyszłości.

„Uważam za niedopuszczalne wspieranie deprawacji młodego pokolenia, tym bardziej jeśli ma to miejsce w polskiej szkole. Jako poseł i wiceprezes PiS będę wnioskował, aby Zespół Parlamentarny ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski na jednym z najbliższych posiedzeń zajął się tą bulwersującą sprawą.” – napisał Macierewicz.

„Jednocześnie chcę zapewnić społeczność Szkoły Podstawowej nr 8 w Bełchatowie, Rodziców i Uczniów, że mają pełne oparcie w Prawie i Sprawiedliwości, które zawsze będzie stać na straży wartości zawartych w haśle: Bóg, Honor, Ojczyzna.” – kończy Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości.

rp.pl

Zima ludów na Węgrzech?

Jacek Pawlicki

Jacek Pawlicki

15.12.2014

ZOBACZ ZDJĘCIA »węgry protest orban budapeszt
Demonstracja przed budynkiem węgierskiego parlamentu  /  fot. Balazs Mohai  /  źródło: PAP/ EPA

Orbana czeka ciężka zima. I nie chodzi wcale o prognozę pogody, ale coraz większą niechęć społeczną wobec jego prawicowego populizmu. Ruch społecznego sprzeciwu nie zastąpi opozycji, ale może wymusić na Orbanie zmianę kursu

Od dwóch miesięcy Węgrzy demonstrują. Raz po raz wychodzą na ulice, aby zademonstrować przeciw polityce konserwatywnego rządu. Raz liczniej – tak jak to było pod koniec października, kiedy 100 tys. ludzi wyszło na ulice Budapesztu, by zaprotestować przeciw podatkowi od internetu (rząd się z tego w końcu wycofał). Innym razem bardziej kameralnie – jak 18 listopada, kiedy 10 tys. demonstrantów żądało dymisji Orbana – tolerującego ich zdaniem – korupcję na szczytach władzy (wszystko wzięło się stąd, że Amerykanie oskarżyli o korupcję ldiko Vidę, szefową Krajowego Biura Podatkowego). Antyrządowa demonstracja miała miejsce także w ostatnią niedzielę (2,5 tys. ludzi przeciw budżetowym cięciom) a w poniedziałek 15 grudnia swój protest w tej samej sprawie zorganizowały związki zawodowe.

Antyrządowe protesty stały się częścią węgierskiego psyche. I to bez względu na to, kto rządzi. W 2006 roku Węgrzy masowo demonstrowali przeciwko skorumpowanym rządom lewicy i premierowi Ferencowi Gyurcsány’owi (który przyznał że kłamał przed wyborami o sytuacji gospodarczej kraju, by je wygrać). Węgry były wściekłe, ale mimo to obóz Gyurcsány’a utrzymał się przy władzy jeszcze przez 4 lata. Rachunek za kłamstwa, korupcję i fatalny stan gospodarki Węgrzy wystawili lewicy w 2010 głosując masowo na Orbana. Centroprawicowy Fidesz zdobył miażdżącą przewagę w parlamencie, którą – m.in dzięki zmianie prawa wyborczego i podziałom opozycji – powtórzył w wyborach w 2014 roku. Przez ponad 4 lata swych rządów Orban zmienił kilka razy konstytucję, podporządkował sobie (albo zastraszył) media, obsadził swoimi ludźmi kluczowe instytucje, nastawił przeciwko sobie wielki zagraniczny biznes (nakładając m.in nowe podatki na banki i supermarkety) a geopolitycznie zaczął niebezpiecznie lawirować pomiędzy Unią Europejską i Rosją.

 

Ruch społecznego sprzeciwu nie zastąpi opozycji, ale może wymusić na Orbanie zmianę kursu.

Węgry z państwa Węgrów stały się państwem Fideszu. Wszystko – niby w świetle – prawa, bo mając dwie trzecie głosów w parlamencie, partia Orbana może przegłosować każdą, nawet najbardziej absurdalną i kontrowersyjną ustawę – jak zaakceptowany ostatnio przez posłów Fideszu projekt ustawy o przymusowych testach narkotykowych dla dziennikarzy i polityków (ma być głosowana w 2015 r.). Demokracja stała się na Węgrzech parawanem, za którym przywódca z wizją (bo Orban ją ma), wywraca państwo do góry nogami. Na Węgrzech naruszona została święta dla zachodnich demokracji zasada “checks and balances”, zgodnie z którą władze państwowe nawzajem się równoważą i powstrzymują.

W normalnym, zachodnim kraju władzę kontrolują wolne media i opozycja. I jeśli władza dopuszcza się nadużyć jest z tego wcześniej czy później rozliczana. Nie mówię, że Węgry to dyktatura, ale węgierskie media są słabe (same nakładają sobie kaganiec w obawie, że stracą rządowe reklamy) a opozycja w permanentnej rozsypce. Pozbawiona charyzmatycznego lidera centrolewica nie jest w stanie przekonać do siebie Węgrów mimo rosnącego znużenia i rozczarowania Fideszem. Przeciwnicy Orbana, a ich wciąż przybywa, mogą sprzeciwiać się jego polityce w internecie (którego Fidesz nie kontroluje) i na ulicy. Co ciekawe za demonstracjami ostatnich miesięcy stoj oddolne ruchy społeczne, które powstały na Facebooku – “100 tys. przeciw Podatkowi Internetowemu” czy “60 tys. za prywatnym systemem emerytalnym” (ma którym partia Orbana położyła łapę). Facebookowe partie nie zastąpią wolnych mediów, ani opozycji z prawdziwego, ale mogą zmusić władze do ustępstw (tak jak to było w przypadku podatku od internetu).

Jeśli nie zdarzy się żadna katastrofa, Fidesz (i Orban) może rządzić Węgrami do 2018 roku. A jak na razie władzy patrzy na ręce tylko ulica…

Newsweek.pl

Nie tylko Madryt. „Newsweek” sprawdza, jak Hofman dostał się do Paryża i Londynu

Agata Nowakowska, 15.12.2014
Adam Hofman

Adam Hofman (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Poseł Adam Hofman nie pierwszy raz pobrał wysoki ekwiwalent na benzynę, a poleciał służbowo tanimi liniami lotniczymi. Tak „zaoszczędzone” pieniądze zostały w jego kieszeni – twierdzi w najnowszym numerze „Newsweek”. I bierze pod lupę dwa inne wyjazdy Hofmana – do Paryża i Londynu.
Słynna „afera madrycka” wyglądała tak: trójka posłów PiS – Adam Hofman, Mariusz Kamiński i Adam Rogacki – wybrała się służbowo do Madrytu. Zadeklarowali podróż aż trzema samochodami prywatnymi, wzięli z Sejmu ekwiwalent na paliwo w wysokości ceny biletu lotniczego LOT-u, a polecieli tanimi liniami.Madryt, Izmir…Sekretarz generalny Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy poinformował, że posłowie praktycznie nie uczestniczyli w posiedzeniu w Madrycie. I podał, że podobnie postępowali wcześniej na posiedzeniach w Paryżu i Izmirze.Za to wielką popularnością cieszył się zrobiony przez turystę filmik, na którym poseł Hofman udaje chyba byka na głównym madryckim placu. Sprawa ujrzała światło dzienne, bo w samolocie doszło do awantury z udziałem żon posłów, które m.in. wniosły na pokład własny alkohol i pokłóciły się ze stewardesą.

Pieniądze – różnicę pomiędzy pobranym ekwiwalentem a ceną taniego biletu – posłowie oddali dopiero po wybuchu afery.

Paryż, Londyn…

„Newsweek” twierdzi, że Madryt nie był wypadkiem przy pracy. W ten sam sposób poseł i jego dwaj kompanii podróżowali do Paryża (10-13 marca 2013) na posiedzenie komisji kultury Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

Cała trójka – podobnie jak w przypadku Madrytu – zadeklarowała w Sejmie wyjazd samochodem, dzięki czemu każdy otrzymał pieniądze na pokrycie kosztów podróży: po 2570 zł za Paryż i po 2825 zł za Londyn.

Tygodnik ma dwóch świadków, którzy utrzymują, że 13 marca, gdy Hofman miał wracać z Paryża do Warszawy, widzieli go w grupie pasażerów czekających na dworcu na autobus. Miał ich zawieźć do portu lotniczego w Beauvais, z którego korzystają tanie linie. Lot został zresztą odwołany z powodu śnieżycy. Nie wiadomo, jak posłowie wrócili do Polski.

Wątpliwości budzi także wyjazd posła Hofmana do Londynu. Poseł zadeklarował w Sejmie, że wyjeżdża z kraju samochodem – miał do zrobienia 1,5 tys. km – 20 maja, a wraca 23 maja. Jednak 23 maja o 8.00 był gościem Radia RMF FM. – Komisja odbyła się 21-22 maja. Jeśli rozpocznie się podróż 22 maja, to 23 maja można być w Warszawie – twierdził poseł Hofman w tygodniku „wSieci”. Przekonuje, że skrócił swój pobyt w Anglii.

Kto płacił rachunek w hotelu?

Rzeczywiście rachunek w czterogwiazdkowym hotelu Cavendish uregulowano 22 maja, co potwierdzałoby wersję posła. Szkopuł w tym, że – jak twierdzi „Newsweek” – w archiwach aż trzech stacji telewizyjnych są nagrania z udziałem posła z 22 maja, czyli z dnia, w którym poseł regulował hotelowy rachunek.

„Jakim cudem poseł zdążył jednego dnia wystąpić przed kamerą w Sejmie, dojechać samochodem do Londynu, opłacić hotel i ruszyć w drogę powrotną do Polski, by rano być w radiu?” – pyta „Newsweek”. I stawia poważny zarzut: „Rachunek w hotelu zapłacił kto inny, dzięki czemu poseł – nie ruszając się z Polski – mógł wziąć dietę na wyjazd, którego tak naprawdę nie było”.

Obrona Hofmana

Były już rzecznik PiS bronił się najpierw w wywiadzie dla prawicowego tygodnika „wSieci”, a następnie – już cała trójka – na konferencji w Sejmie.

Przyjęta linia obrony jest taka: Kancelaria Sejmu nic nie straciła na naszych służbowych wyjazdach zagranicznych, postępowaliśmy zgodnie z przepisami, a cała sprawa jest politycznym atakiem marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego.

Jeśli poseł jedzie służbowo za granicę, to albo Kancelaria Sejmu kupuje mu bilet u przewoźnika, z którym ma podpisaną umowę (czyli w Locie), albo poseł rozlicza podróż samochodem, ale dostanie ekwiwalent nie wyższy, niż wynosi cena biletu lotniczego.

Czy Hofman, Rogacki i Kamiński mogli przy rozliczeniu oddać bilety z tanich linii lotniczych – tańszych niż bilet lotowski – i tylko za nie żądać zwrotu kosztów? – Nie ma takiej możliwości. Jeśli zdecydowali, że zmieniają środek lokomocji, powinni powiadomić z odpowiednim wyprzedzeniem Kancelarię Sejmu i wtedy ta kupiłaby bilet – wyjaśnia wiceszef Kancelarii Sejmu Jan Węgrzyn.

Każdy z posłów wpisał w specjalnych sejmowych formularzach datę i godzinę przekroczenia granicy autem, co w rzeczywistości się nie wydarzyło – stąd dyskusja o poświadczeniu nieprawdy.

– To jedyny formularz, który dostają posłowie wyjeżdżający służbowo za granicę – tłumaczył Hofman.

Poseł Hofman nie odbierał w poniedziałek telefonu. Sprawę poselskich wyjazdów bada prokuratura.

Zobacz także

wyborcza.pl

PiS układa sobie życie bez Radia Maryja. Nie ma wyboru, bo o.Rydzyk skreślił już Kaczyńskiego

PiS pogodził się z tym, że o. Rydzyk nie będzie go już bezwarunkowo wspierał.
PiS pogodził się z tym, że o. Rydzyk nie będzie go już bezwarunkowo wspierał. Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

Prawo i Sprawiedliwość musi nauczyć radzić sobie w nowej rzeczywistości. Bez wsparcia o. Tadeusza Rydzyka i jego mediów. Pierwszym poważnym testem był marsz 13 grudnia.

Nikogo nie powinny zwieść obrazki z ostatnich urodzin Radia Maryja, gdzie zjechała cała czołówka PiS. Hitem internetu stał się filmik pokazujący pląsających w rytm muzyki Jarosława Kaczyńskiego, Joachima Brudzińskiego czy Jacka Sasina. Ale wcale nie byli tam głównymi gośćmi.

Kaczyński w worku pokutnym
Przyćmił ich nie tylko kard. Stanisław Dziwisz, ale nawet Michał Zaleski, prezydent Torunia. To jedyny polityk, który przemówił na uroczystości, bo zasłużył sobie na to dobrą współpracą z rozgłośnią (i to pomimo PZPR-owskiej historii). Dla polityków PiS Toruń był Canossą, przyjechali w workach pokutnych odkupić swoje winy.

Związek PiS i Radia Maryja zawsze był małżeństwem z rozsądku a nie z miłości. Tadeusz Rydzyk był potrzebny Kaczyńskiemu do zdobywania głosów, a co za tym idzie władzy. W podzięce mógł pomagać w umacnianiu toruńskiego imperium. Tak, jak pod koniec rządów PiS, kiedy rzute0m na taśmę zwiększono dotację na mityczne już odwierty geotermalne w Toruniu.

Substytut PiS
Jednak ostatnio w małżeństwie nie działo się najlepiej. Mąż od dawna nie przynosi do domu pieniędzy (PiS przegrał siedem wyborów z rzędu), a żona zaczęła szukać sobie innych przyjaciół. Apogeum wojny były wybory do Parlamentu Europejskiego – ludzie Rydzyka dostali niesatysfakcjonujące miejsca na listach.

Nadzieją redemptorysty była Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro, która przez ostatnie półtora roku cieszyła się silnym wsparciem mediów redemptorysty. Ziobro, Beata Kempa czy Arkadiusz Mularczyk często gościli w Radiu Maryja czy Telewizji Trwam. To tam Tomasz Adamek ogłosił, że wystartuje do Parlamentu Europejskiego z list SolPola.

Zawiedzione nadzieje
Nic z tego nie wyszło. Ziobryści nie tylko z kretesem przegrali wybory, ale podkulili ogony i wrócili w objęcia prezesa. Plan dywersyfikacji wrócił do punktu wyjścia. Ale o. Rydzyk nadal nie ma zamiaru wracać do współpracy z Prawem i Sprawiedliwością. Słynna stała się już opowieść, jak odprawił Mariusza Błaszaka i Joachima Brudzińskiego, którzy pojechali do niego ze znakiem pokoju.

PiS zobaczył wtedy, że bez Torunia nie wygra wyborów, wszak do osłabionej PO zabrakło mu mniej niż 0,5 proc. Z kolei o. Rydzyk uznał, że Kaczyński nie posłuchał go przy układaniu list do mało ważnego Parlamentu Europejskiego, postąpi tak samo latem 2015 roku, kiedy będą powstawały listy do Sejmu. Dlatego teraz w Toruniu zaczęli gościć młodzi politycy Ruchu Narodowego.

Alternatywa
To w prężnie działającym środowisku, które obok patriotyzmu stawia na piedestale wartości katolickie, widzi Tadeusz Rydzyk nową szansę na wprowadzenie swoich ludzi do Sejmu. A jeśli nie na to, to chociaż na wpływanie na PiS. I już to robi, bo przez Ruch Narodowy PiS będzie znowu musiało bronić prawej flanki, tak jak wcześniej przed Solidarną Polską. To z kolei utrudni partii Jarosława Kaczyńskiego zdobywanie głosów w centrum, które są przepustką do Kancelarii Premiera.

Ojciec Dyrektor poszedł jeszcze o krok dalej – coraz głośniej o planie wystawienia przez
środowiska z nim związane własnego kandydata na prezydenta. To Mirosław Piotrowski, wybrany z list PiS poseł do Parlamentu Europejskiego. W okręgu lubelskim zdobył o 30 tys. głosów więcej niż intensywnie wspierany przez Jarosława Kaczyńskiego Waldemar Paruch. Andrzeja Dudy Piotrowski nie przegoni, ale na pewno odbierze mu głosy. Być może nawet zmusi do startu Jarosława Kaczyńskiego, co przewiduje m.in. Janusz Piechociński w rozmowie z naTemat

JANUSZ PIECHOCIŃSKI

polityk, wicepremier

Więc ja wieszczę, że w lutym, najpóźniej w marcu, Kaczyński stanie przed dylematem, że Duda, Piotrowski i Ziobro to fajni kandydaci, ale na 10 proc., bo poparcie się rozbija. I ten pancernik, może już leniwy, będzie musiał stoczyć bój z góry skazany na przegraną. Czytaj więcej

Życie bez Ojca

Ten wydłużający się protokół rozbieżności wyraźnie pokazuje, że między ulicami Żwirki i Wigury w Toruniu a Nowogrodzką w Warszawie nigdy nie będzie już tak, jak dawniej. Dlatego PiS uczy się żyć bez rozgłośni. – Do tej pory Prawo i Sprawiedliwość nie było w stanie zorganizować dużego marszu bez wsparcia Radia Maryja i Solidarności – cieszył się Jacek Kurski.Czekający w przedsionku do PiS Kurski mówi otwarcie to, czego nie mogą (lub nie chcą) powiedzieć ci, którzy z Kaczyńskim współpracują na co dzień. Poziom nieufności i złych emocji między Rydzykiem i Kaczyńskim jest tak wysoki, że obaj panowie nie stworzą już stałego partnerstwa. Alternatywę musi zbudować nie tylko Rydzyk, ale i PiS.Daremne starania
Stąd zapewne utrzymywanie deficytowej “Gazety Polskiej Codziennie”, którą kupuje coraz mniej ludzi. Nie brakuje też innych mediów sympatyzujących z PiS, o czym można się było przekonać obserwując pokaźną reprezentację dziennikarzy na sobotnim marszu PiS.Stosunkowo dobra frekwencja na marszu pokazuje, że PiS ma także ludzi, którzy znajdą czas na wypełnienie sali podczas partyjnej konwencji czy sporego placu podczas marszu, który Kurski proponuje zorganizować tuż przed wyborami, by pokazać siłę partii. Starsze panie w moherowych beretach są gotowe stawić się nie tylko na zawołanie z radia.Na razie więc test wypada dobrze. Ale to nie wystarczy do wygrania wyborów z większością pozwalającą rządzić samodzielnie. PiS jest dzisiaj w patowej sytuacji: musi wyjść bardziej do centrum, ale nie może zostawić zbyt dużo miejsca po prawej stronie, gdzie czeka Ruch Narodowy. Kaczyński i jego stratedzy zastanawiają się, jak sobie poradzić z tym szpagatem.

I pewnie powtarzają sobie, że nie warto było zadzierać z ojcem Tadeuszem.

naTemat.pl
Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: