1.

 

Dwa etaty Andrzeja Dudy cd. Nie spytał UJ o zgodę na pracę w Poznaniu

Piotr Żytnicki, Alicja Lehmann, 20.05.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Kandydat PiS Andrzej Duda miał „etat dydaktyczny” na prywatnej uczelni w czasie bezpłatnego urlopu z macierzystego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ale nie miał na to zgody rektora. Co zrobi UJ?
Andrzej Duda jest pracownikiem naukowym krakowskiej uczelni. Ale od 2006 r. jest na urlopie bezpłatnym (z niewielką przerwą) z powodu kariery politycznej. To „blokowanie etatu” wypomniał mu w debacie telewizyjnej prezydent Bronisław Komorowski.

Wczoraj ujawniliśmy, że polityk PiS dorabia jednocześnie w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji w Poznaniu. To jedna ze słabszych uczelni prywatnych w Polsce. Duda jest tam wykładowcą, dochody z tego tytułu od kilku lat wpisuje w oświadczeniach majątkowych.

 

UJ nic o tym nie wiedział. – Z akt osobowych Andrzeja Dudy wynika, że nie

zwracał się do rektora o zgodę na podjęcie dodatkowego zatrudnienia – mówi Adrian Ochalik, rzecznik Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Czy Duda musiał mieć taką zgodę? Ustawa o szkolnictwie wyższym zezwala nauczycielowi akademickiemu uczelni publicznej podjąć dodatkową pracę w innej uczelni tylko za zgodą rektora. Zastrzeżenie to dotyczy wyłącznie umów o pracę, a nie np. umowy-zlecenia czy umowy o dzieło.

Nie wiadomo, jaką umową związany jest Andrzej Duda z poznańską uczelnią, jej rzecznik odmówił nam informacji, „bo pan Duda zastrzegł, że nie wyraża zgody na ujawnianie jakichkolwiek informacji”.

W oświadczeniach majątkowych, które składał jako poseł w latach 2011-14, pisał wprost, że z poznańską uczelnią wiąże go stosunek pracy. Używał też określenia „etat dydaktyczny”. Czyli powinien mieć zgodę rektora UJ.

Praca dodatkowa bez takiej zgody może być podstawą do zwolnienia z uczelni publicznej. Ale czy UJ mógłby zwolnić Dudę, który jest europosłem? Nie jest to jasne. Prawo chroni jedynie posłów lub senatorów w Polsce. Decyzja należy więc do uczelni.

Na razie rzecznik UJ wypowiada się wstrzemięźliwie: – Musimy potwierdzić, czy pan Duda ma w Poznaniu etat. Możliwe, że sami go o to zapytamy. Ale decyzje będą należały do rektora, który jest na urlopie.

Próbowaliśmy zapytać sztab Dudy o szczegóły jego dodatkowego zatrudnienia. Krzysztof Łapiński, zastępca rzecznika prasowego PiS i członek sztabu Dudy, nie chciał odnieść się do naszych informacji. Dzwoniliśmy jeszcze do rzecznika Marcina Mastalerka, ale nie odbierał.

wyborcza.pl

Michnik: Nie lekceważę tej rewolty

Agata Nowakowska Dominika Wielowieyska, 20.05.2015
Redaktor naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik

Redaktor naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

To jest moment przełomowy w naszej polityce o charakterze generacyjnym i być może przebudowywania instytucji demokratycznych. Schodzi ze sceny SLD i zaczyna się poważny kryzys w dwóch największych partiach: PO i PiS
AGATA NOWAKOWSKA, DOMINIKA WIELOWIEYSKA: Po I turze wyborów na gali Lewiatana powiedziałeś: „Nie oddajmy Polski gówniarzom”. Kogo miałeś na myśli?

ADAM MICHNIK, REDAKTOR NACZELNY „GAZETY WYBORCZEJ”: Jeżeli się w kampanii składa Polakom skrajnie nierealistyczne obietnice, to jest to gówniarskie okłamywanie Polaków. W tym sensie powiedziałem, że gówniarzom Polski nie można oddać.

Czyli komu?

– Tym wszystkim, którzy składali takie obietnice i mówili głupoty.

Jak interpretujesz zwycięstwo w I turze Andrzeja Dudy i ten fantastyczny, ponad 20-procentowy wynik Kukiza?

– Tych interpretacji jest kilka. Porażka Bronisława Komorowskiego była zaskoczeniem, przecież jeszcze dwa miesiące wcześniej on miał w sondażach ponad 60 proc., a nie zrobił nic takiego, żeby to stracić – nie upił się, nie nagadał głupot, nie prowokował opinii publicznej. Mamy chyba do czynienia ze znużeniem obozem rządzącym. Osiem lat rządów PO-PSL to jest dużo. To, co jest zaletą obozu rządzącego, my już traktujemy jak oczywistość – jak oddychanie powietrzem. Chcielibyśmy czegoś więcej, i te aspiracje nie są niczym złym. Ale w moim przekonaniu zostały dość dziwnie wyartykułowane.

Kolejny element: mamy do czynienia z wielką zmianą generacyjną. W tej chwili upomina się o swoje miejsce pokolenie między 20. a 35. rokiem życia. Ono uznało, że nie ma swojej reprezentacji, że jej zasadnicze życiowe interesy nie są realizowane, aspiracje nie są zaspokajane. Nie ma dla niego miejsca w istniejących instytucjach, które są zablokowane przez starsze pokolenie. Oni czują się niewidziani i niesłyszani. Ci wyborcy w dużej mierze oddali swoje głosy na zasadzie sprzeciwu wobec establishmentu. To tłumaczy fenomen Pawła Kukiza.

Myśmy to już w Polsce przerabiali. Tymiński obiecywał złote góry, cud z Peru, przy czym u nas była wtedy jeszcze bardzo młoda demokracja. Lepper był klasycznym populizmem z odwołaniem się do tożsamości chłopskiej. Palikot – syndromem populizmu antyklerykalnego. A to, co proponuje Kukiz, to populizm bezkierunkowy – nie wiemy, co proponuje, większość z jego 20-procentowego elektoratu nie wie nawet, co to są te jednomandatowe okręgi wyborcze.

Ale prezydent podchwycił recepty Kukiza: będzie referendum w sprawie JOW-ów.

– Tę propozycję uważam za rozsądną. Jeżeli 3 mln wyborców podpisuje się pod tym hasłem, to prezydent ma przynajmniej moralny obowiązek zapytać społeczeństwo, co o tym myśli. Jestem JOW-om przeciwny, ale za tym, by w takiej sytuacji społeczeństwo pytać.

Wniosek o referendum w sprawie JOW-ów już był i rządzący zmielili kartki z podpisami setek tysięcy ludzi. Podobnie jak wnioski o inne referenda.

– Ale to nie było 3 mln głosów. W sprawie posłania sześciolatków do szkół jestem referendum przeciwny. One powinny być tylko wtedy, gdy dotyczą spraw ustrojowych. Nie można referendalnie decydować o podatkach czy wieku emerytalnym, bo przy tych decyzjach trzeba uwzględniać wiele innych czynników, choćby finanse państwa, ale już np. finansowanie partii – jak najbardziej. Jestem za finansowaniem z budżetu, bo inaczej partie będą brały pieniądze od biznesu, ale jak ludzie zdecydują inaczej – trudno. Na demokrację nie wolno się obrażać.

Co powiesz młodym lewicowym wyborcom, którzy chcą w II turze zostać w domu?

– W ten sposób głosują na Jarosława Kaczyńskiego – to jest ich wybór. To jest demokracja, ale warto, aby wiedzieli, jakie są tego konsekwencje: jak im nowa władza zakaże demonstracji, np. w sprawie obrony praw gejów (już tak się zdarzyło za czasów Lecha Kaczyńskiego), to żeby pretensje mieli do siebie, a nie do całego świata. Na pewno będą tego żałować.

Oni to postrzegają w ten sposób: po jednej stronie bogaci, syci, zadowoleni, po drugiej – sfrustrowani młodzi bez perspektyw.

– Na ich miejscu zastanowiłbym się nad wyborem, który mają. Po jednej stronie są ci, którzy nie będą im przeszkadzali ani ograniczali praw obywatelskich, ich wolności. Po drugiej – ci, którzy będą im przeszkadzali permanentnie i będą chcieli ich wtłoczyć w swój jedynie słuszny model życia. Stworzą zdyscyplinowane szeregi przedstawicieli katolickiego państwa narodu polskiego. Nie mówię, że PO czy Komorowski to są jakieś ideały. Nie są. Chociaż znam Komorowskiego od lat i bardzo go szanuję, stale zmieniał się na lepsze.

W sprawach społecznych młoda lewica myśli podobnie jak PiS: zwiększenie płacy minimalnej, likwidacja umów śmieciowych, tanie kredyty, obniżenie wieku emerytalnego.

– Ale to są wszystko bajki. Na to pieniędzy nie ma. Mówmy, co znaczą te postulaty. PiS chce zmniejszyć podatki i zwiększyć wydatki: tak się nie da. To jest oszustwo. Krótsza praca oznacza niższą emeryturę, a młodzi będą musieli płacić wyższe podatki, aby tych emerytów utrzymać. Takie są realia.

A może to jest kalkulacja polityczna: jak obóz Platformy padnie, to może wreszcie zacznie się tworzyć jakaś prawdziwa lewicowa formacja, bo do tej pory PO część tego lewicowego poparcia podkradała dla siebie.

– Znam te kalkulacje. W 1932 r. komuniści mówili, że najgorszym ich wrogiem jest socjaldemokracja, i jak wygra Hitler, to po kilku tygodniach on się przewróci, a my wszystko weźmiemy. Jako historyk odpowiadam na tę propozycję: ja tę wycieczkę przerabiałem.

Niektórzy oburzą się, że kogoś porównujesz do Hitlera.

– Nikogo do Hitlera nie porównuję, bo oczywiście nikt Hitlera nie przypomina. Chodzi mi tylko o ten sposób myślenia.

Wina Komorowskiego polega na tym, że nie potrafił do tych młodych przemówić.

– Nikt nie potrafi. Do młodych przemówią młodzi. Tu paradoksalnie powtarza się syndrom Unii Wolności. Pokolenie Geremka, Kuronia, Mazowieckiego już w pewnym momencie nie potrafiło do takich ludzi dotrzeć. Nastąpiła zmiana generacyjna. I dziś ona także jest nieuchronna. Z ludzi z „Krytyki Politycznej”, „Liberté!” czy „Kultury Liberalnej” wytworzy się jakaś nowa jakość. Ale im powiadam: jeżeli oddacie teraz rządy PiS, to będziecie walczyć nie o jakość życia, tylko o przeżycie.

Młodzi są rozczarowani rządami PO, która znalazła pieniądze na politykę rodzinną, ale żeby mieć dzieci, najpierw trzeba mieć stabilną pracę, mieszkanie. W jesiennych wyborach młodzi mogą odsunąć PO od władzy.

– W 1968 r. mieliśmy na Zachodzie bunt młodych, choć ich hasła – odwoływali się do Lenina, Mao czy Castro – były gówniarskie. Dzisiaj też głosowanie na Kukiza oznacza rozwód ze zdrowym rozsądkiem, czyli gówniarstwo. Ale nie lekceważę tej rewolty w I turze. To jest ważny sygnał. Dobrze, że Komorowski wsłuchał się w to i stąd ten projekt referendum. Ale też jestem szczęśliwy, że na razie ta rewolta odbyła się przy urnie, a nie na ulicy.

Wyborcy Kukiza i Dudy – kandydata młodego, który dostał premię od wyborców za to, że nie jest Jarosławem Kaczyńskim – chcą wywrócenia stolika, budowania Polski od nowa na gruzach tej obecnej. Stoimy u progu rewolucji?

– Jeśli chodzi o kandydaturę Dudy, to mamy do czynienia z oszustwem. To jest wybór między Komorowskim a Kaczyńskim, a nie Dudą. Myśmy zobaczyli skrajnie niesamodzielnego Dudę w debacie z Komorowskim. Nie powiedział ani jednego zdania, które byłoby jego własnym, oryginalnie sformułowanym. To wszystko było klepanie źle wyuczonej lekcji.

Zgadzam się, to jest moment przełomowy. Jesteśmy w obliczu fundamentalnych zmian w polityce o charakterze generacyjnym i być może przebudowywania instytucji demokratycznych. Tak jak pewien okres zamknęło rozwiązanie PZPR, zniknięcie Unii Wolności, tak w tej chwili schodzi ze sceny politycznej SLD i zaczyna się poważny kryzys w dwóch największych partiach: PO i PiS.

Duda zastąpi Kaczyńskiego?

– Młodzi ludzie chcą nie tylko twarzy nieplatformianej, czyli Komorowskiego, ale chcą czegoś dla siebie. PiS im nic nie daje, proponuje im tylko jedno: nie masz co robić, możesz nosić teczkę za Kaczyńskim czy Macierewiczem. Tak się robi kariery w PiS. Możesz był liberałem, chadekiem, w jednym jednak musi być zgoda – o wszystkim w partii decyduje Kaczyński. Tak jak w Rosji o wszystkim decyduje Putin.

W samym PiS tak, ale Kaczyński elit nie lubi, proponuje młodym ich wymianę.

– Tylko o tym, kto awansuje, też decyduje Kaczyński. Czyli wracamy do noszenia teczek.

Wielu zwolenników PiS mówi, że trzeba dopuścić młodych ludzi do głosu, a Jarosław Kaczyński postawił na młodych, którzy przejmą schedę w partii.

– Niech najpierw Kaczyński naprawdę dopuści młodych do głosu w swojej partii. PiS wypuścił Dudę bez żadnych prawyborów i wewnętrznej debaty. To była decyzja Kaczyńskiego, bo było oczywiste, że Duda w niczym Kaczyńskiemu się nie przeciwstawi ani mu nie zagrozi.

Może Duda po wygranej w wyborach prezydenckich zbuduje w Pałacu alternatywny ośrodek polityczny wobec władz PiS i Kaczyńskiego? Zbierze ludzi o bardziej umiarkowanych poglądach niż Macierewicz.

– Nie, bo jest politykiem słabym i niesamodzielnym, nie jest typem lidera, co pokazał w ostatniej debacie telewizyjnej z Komorowskim. Po prostu nie będzie potrafił tego zrobić.

Nawet część wyborców PiS chce nowego, bardziej racjonalnego otwarcia w polityce. Bez szaleństw z teoriami zamachu w Smoleńsku czy fałszowania wyborów.

– Być może, ale niech najpierw wymienią Kaczyńskiego i Macierewicza. To będzie prawdziwa miara tych intencji i skuteczności. Póki jest Kaczyński, nic się nie zmieni.

Jednak ponad 5 mln Polaków w obietnice Dudy za 300 mld zł wierzy.

– Ogromna część ludzi tego nie weryfikuje. Kampania jest traktowana jak teatr, w którym raczej się nie sprawdza, którą z tych obietnic można brać serio, ale bada, kogo nasz aktor chce zagrać. To jest degradacja demokracji, ale z czymś takim mamy do czynienia.

Komorowski nie umie rozmawiać z ludźmi na ulicy.

– Z ludźmi rozżalonymi jest bardzo trudno rozmawiać na ulicy, bo nie ma wtedy miejsca na racjonalne argumenty. A jak Lech Kaczyński rozmawiał w takich okolicznościach? Mówił: „Spieprzaj, dziadu”.

Ludwik Dorn uważa, że Tusk miał lepszy słuch społeczny niż Komorowski.

– Tusk miał dobry słuch, ale po siedmiu latach premierowania zmęczył sobą ludzi. Nie swoimi błędami, choć one były, tylko swoją obecnością. Komorowski w dużej mierze płaci teraz za Tuska.

Płaci też za swoją złą kampanię – był przekonany, że ma drugą kadencję w kieszeni i nie musi nic robić.

– Nie miał tej kampanii tak żywej, bo wszystkie sondaże wskazywały, że jej nie potrzebuje. Jeżeli kandyduje prezydent, to oceniasz go nie za kampanię, tylko za te pięć lat.

W debacie telewizyjnej z Dudą prezydent nie był zbyt agresywny?

– Nie, był świetny. Bałem się, że cokolwiek zrobi, będzie krytykowany, bo już wezbrała fala niechęci do niego. Na szczęście sondaże pokazują, że ludzie dostrzegli to, co ja.

Druga strona mówi, że Duda był po prostu grzeczny, nie chciał atakować urzędującego prezydenta.

– Tak, bardzo grzeczny. Mówił do Komorowskiego: „Pan kłamie”. Zaprzeczał oczywistościom. Chyba uczyliśmy się uprzejmości w innych szkołach.

Co oznacza wygrana Andrzeja Dudy dla Polski?

– Jeżeli wygra Duda, to rządzić będą Kaczyński z Macierewiczem, a to jest to najgorsze, co może się dzisiaj Polsce przydarzyć. Bo to ludzie, którzy bez skrupułów posługują się kłamstwem, insynuacją, oszczerstwem. Słyszeliśmy, jak Macierewicz oskarżał prezydenta, że wzywa sędziów do fałszowania wyborów! To oburzające. Ci ludzie nie będą się cofali przed językiem dla Polski bardzo niebezpiecznym. Pytanie Dudy w debacie o Jedwabne – przygotowane, a nie spontaniczne – świadczy, że to jest towar, którym on chce handlować. Oskarżać Komorowskiego i Mazowieckiego jednocześnie, że biorą udział w nagonce antypolskiej, jest haniebne i podłe. List Komorowskiego z okazji 70-lecia wydarzeń w Jedwabnem nie odbierał Polakom cierpień ofiary. Przypomniał, że taka zbrodnia jak ta w Jedwabnem też się zdarzała.

PiS mówi, że efektem takiej „polityki wstydu” jest potem wypowiedź szefa FBI, który w sprawie Holocaustu stawia Polskę na równi z Niemcami.

– To nonsens, w Polsce nikt nigdy nic takiego nie mówił. A ten niesłychanie silny w USA stereotyp antysemityzmu polskiego był wzmacniany przez to, że Polska w tej sprawie sama długo nie umiała sobie spojrzeć w oczy. Jak to zrobiła – mieliśmy przecież bardzo dramatyczne wystąpienia Jana Błońskiego, Jana Pawła II, Jana Grossa – to ten niesprawiedliwy stereotyp stępiła. Wypowiedź szefa FBI była niestosowna, nie należało wymieniać razem, w jednym rzędzie Polski, Węgier i Niemiec. Ale jeśli ją wziąć literalnie, to on nic takiego nie powiedział: byli ludzie dobrzy i byli źli. Dlatego prezydent Komorowski dobrze zrobił, odwołując się do listu biskupów z 1965 r., gdy zwracali się do biskupów niemieckich: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

wyborcza.pl/politykaekstra

Andrzej Duda w „Dzienniku”: Kryzys? Niech pan mi nie opowiada o kryzysie

mw, 20.05.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Wybory prezydenckie 2015. – Niech pan nie opowiada o kryzysie. To magiczne słowo słyszymy od Donalda Tuska i jego kolegów od 2008 roku non stop, co ma być usprawiedliwieniem nieróbstwa i dyletanctwa – mówi Andrzej Duda w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.
Andrzej Duda opowiada m.in. o planowanej debacie u Pawła Kukiza.

– Przed nami kolejna debata w czwartek i mam nadzieję, że także w piątek, że Bronisław Komorowski przyjmie zaproszenie na debatę organizowaną przez Pawła Kukiza. Ja na debatę jestem gotowy. Spokojnie się do niej przygotowuję – mówi kandydat PiS.

Duda w rozmowie przypomina niemal wszystkie hasła, jakie podnosi w swojej kampanii. Po raz kolejny atakuje Bronisława Komorowskiego za podniesienie wieku emerytalnego.

– W kampanii wyborczej lider PO Donald Tusk zapewniał, że nie podniesie wieku emerytalnego, co moim zdaniem przesądziło o zwycięstwie PO. Prezydent nie powinien się potem zgodzić na takie rozwiązania. Dowodem, że PO nie wygrałby wyborów są podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie wieku emerytalnego i moje spotkania w Polsce na hasło wiek emerytalny rozlega się krzyk – mówi Duda.

Krytykuje też Komorowskiego za podnoszenie podatków. Na uwagę dziennikarza, że podatki podniesiono z powodu kryzysu, odpowiada:

– Niech pan nie opowiada o kryzysie. To magiczne słowo słyszymy od Donalda Tuska i jego kolegów od 2008 roku non stop, co ma być usprawiedliwieniem nieróbstwa i dyletanctwa – mówi kandydat PiS. – Niech pan popatrzy jak budowane są autostrady ze środków unijnych. Poszły na to ogromne sumy, kontrakty dostały firmy zagraniczne, a na koniec polscy podwykonawcy nie otrzymali należnych im wynagrodzeń i wiele firm budowlanych upadło. To pieniądze, które powinny zasilać polski budżet, trafiać do polskich pracowników, którzy płacą tu podatki i kupują w naszych sklepach. Wywiad z Andrzejem Dudą na stronie internetowej „Dziennika”.

Zobacz także

wyborcza.pl

Lis przeprasza, Pospieszalski się śmieje. Marne standardy wyborcze TVP

Wojciech Czuchnowski, Mariusz Jałoszewski, 19.05.2015
Jan Pospieszalski jest prowadzącym w programie ''Bliżej''

Jan Pospieszalski jest prowadzącym w programie ”Bliżej” (Fot. Facebook/”Bliżej”)

Czy gdyby nie wpadka Lisa, TVP przeprosiłaby za Pospieszalskiego? Dlaczego nie zrobiła tego od razu w piątek, nazajutrz po jego programie?
Błyskawicznie zareagował wczoraj zarząd TVP na poniedziałkowy incydent w programie Tomasza Lisa, w którym Tomasz Karolak i prowadzący zacytowali tweet z fałszywego konta córki Andrzeja Dudy. Już we wtorek TVP zażądała od Lisa wyjaśnień, uznając „sytuację za niedopuszczalną”. A we wtorkowych „Wiadomościach” przeprosiła córkę Dudy i wyemitowała przeprosiny Lisa.Podobnej reakcji należy oczekiwać od nadawcy publicznego. Ale nie zawsze umie on temu oczekiwaniu sprostać. W ubiegły czwartek w TVP Jan Pospieszalski urządził godzinny seans nienawiści przeciwko prezydentowi Komorowskiemu. Ton tej ordynarnej agitce nadała sonda z pytaniem: „Czy głosowałbyś na kandydata popieranego przez WSI?”.

 

Jednak zarząd TVP milczał aż do wtorku, mimo że zaraz zaprotestował sztab

Komorowskiego. Prezes TVP Juliusz Braun zbył wtedy nasze pytanie na odczepnego: „Nie komentuję takich spraw”.Po paru dniach zarząd TVP „się rozmyślił”. Zaraz po przeprosinach za wpadkę Lisa prowadzący główne wydanie „Wiadomości” Piotr Kraśko odczytał – dla równowagi – oświadczenie, że Pospieszalski „naruszył zasady współpracy z TVP” i „wykorzystał audycję do naruszającego zasady rzetelności dziennikarskiej ataku na prezydenta Bronisława Komorowskiego”. Sam Pospieszalski nie przeprosił ani widzów, ani Komorowskiego. Hejter milczy, zaciera ręce.

Dlaczego TVP przeprosiła za niego dopiero po kilku dniach? Dopiero wtedy, gdy trzeba było przeprosić za Lisa? Czy dlatego, że we wtorek przez cały dzień sztab Dudy żądał przeprosin w głównym wydaniu „Wiadomości” za „bezprecedensowy atak na rodzinę kandydata”.

Eksces (nie pierwszy) Pospieszalskiego zarząd TVP ignorował, jak długo się dało. Wpadkę Lisa napiętnował niezwłocznie.

I to w sytuacji, gdy Tomasz Lis i aktor Tomasz Karolak (z komitetu wyborczego Komorowskiego) po trzech minutach od incydentu z fałszywym tweetem przeprosili, wyjaśniając, że zostali wprowadzeni w błąd. A Lis za pomyłkę przeprosił wczoraj osobiście.

Czy gdyby nie wpadka Lisa, TVP przeprosiłaby za Pospieszalskiego? Dlaczego nie zrobiła tego od razu w piątek, nazajutrz po jego programie?

Sztab Dudy i prawica hejtują wprawdzie Lisa, ale chodzi o uderzenie w Komorowskiego. Duda łka, że poniżono jego córkę. A szefowa sztabu Dudy Beata Szydło twierdzi, że jeszcze nikt w Polsce nie atakował dzieci i rodziny konkurenta.

Czyżby? Czy PiS i propisowskie organy rozdzierały szaty, gdy Jacek Kurski, który znowu wkupuje się w łaski Jarosława Kaczyńskiego, pomagając sztabowi Dudy, w marcu „pytał” o związki Tadeusza Komorowskiego, syna prezydenta, z byłym oficerem WSI Piotrem P., głównym podejrzanym w sprawie SKOK Wołomin. Okazało się to fałszywką.

Czy ktoś z PiS i jego akolitów narzekał na upadek obyczajów, gdy ostatnio rzucono się na córkę prezydenta Zofię Komorowską? Działała w stowarzyszeniu wydającym obywatelski portal MamPrawoWiedziec.pl; dostało się jej, bo prezydent cytował za tym portalem poparcie Dudy dla zaostrzenia przepisów Unii o emisji CO2 (niezgodne z jego twierdzeniem, że zawsze bronił polskiego węgla) podczas debaty telewizyjnej kandydatów na prezydenta.

Zarzut nikczemny. Nie dość bowiem, że nie ma nic do rzeczy, skoro Duda odpowiedział na pytanie portalu to, co odpowiedział, to jeszcze Zofia Komorowska nie miała nic wspólnego z ankietą adresowaną do kandydatów na prezydenta, gdyż pięć lat temu pracę w stowarzyszeniu zawiesiła (gdy ojciec został prezydentem RP).

A kiedy „Gazeta Polska”, wiernie służąca partii Dudy i Kaczyńskiego, zlustrowała rodziców żony prezydenta, PiS się nie oburzał. I Jackowi Kurskiemu „dziadka z Wehrmachtu” nie zamierza pamiętać, bo bulterier znowu się przydaje.

Komorowski na ataki na swoją rodzinę publicznie się nie uskarżał.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

 

Prostytutka, która wstrzyknęła dyrektorowi z Google’a śmiertelną dawkę heroiny, skazana

ro, 19.05.2015
Alix Tichelman

Alix Tichelman (Shmuel Thaler / AP (AP Photo/Santa Cruz Sentinel, Shmuel Thaler, File))

Alix Tichelman, prostytutka oskarżona o nieumyślne spowodowanie śmierci dyrektora wykonawczego Google’a, przyznała się do winy. Sąd w Santa Cruz skazał ją we wtorek na sześć lat więzienia.
Jak podaje stacja ABC News, Tichelman była sądzona nie tylko za spowodowanie śmierci mężczyzny, ale też za udostępnienie mu narkotyków.Forrest Timothy Hayes zmarł na swoim jachcie, po tym jak Tichelman w listopadzie 2013 roku podała mu heroinę. Zamiast zadzwonić po pogotowie albo zawołać pomoc, prostytutka opuściła jacht. Hayes wynajmował Tichelman kilkakrotnie, wspólnie zażywali narkotyki i uprawiali seks. Obrońca Tichelman Larry Biggam cytowany przez agencję AP mówi, że „jego klientka cieszy się, że ma postępowanie za sobą”. Spodziewa się, że kobieta odsiedzi jedynie trzy lata, na poczet kary sąd zaliczył jej bowiem rok, który już spędziła w areszcie.

ABC News dodaje, że Tichelman mogła pójść do więzienia nawet na 15 lat. W czerwcu 2013 roku uniewinniono ją jednak z zarzutu zabójstwa.

Hayes, żonaty ojciec dwójki dzieci, pocałował Tichelman tuż przed tym, jak wstrzyknęła mu heroinę. W czasie śledztwa nagrania z monitoringu zainstalowanego na jachcie pokazały, że kobieta bezdusznie, wielokrotnie przeszła nad jego ciałem, m.in. po to, aby wypić do końca kieliszek wina i zaciągnąć żaluzje.

NBC News cytuje jej przyjaciół, którzy przekonują, że kobieta to „marzycielka o wielkim sercu” i daleko jej do socjopatki. Larry Bigam przekonywał wcześniej, że Tichelman to „zraniony ptak”.

Zobacz także

wyborcza.pl

Sztuczna inteligencja nas zniszczy – ostrzega Stephen Hawking

Michał Skubik, 19.05.2015
Stephen Hawking podczas gali BAFTA Film Awards w Londynie

Stephen Hawking podczas gali BAFTA Film Awards w Londynie (STEPHEN LOCK / EAST NEWS)

Komputery prześcigną nas w niektórych dziedzinach w ciągu najbliższych 100 lat. Stanie się tak dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji – powiedział Stephen Hawking podczas konferencji, która miała miejsce w Londynie w tym tygodniu.
Sztuczną inteligencją nazywamy inteligentne zachowania maszyn lub programów. Zajmuje się nią również akademicka dziedzina studiów polegająca na tworzeniu maszyn i programów, które będą w stanie zachowywać się w sposób inteligentny, kopiując zachowania ludzkie. Po raz pierwszy terminu tego użył John McCarthy w 1955 roku.Najbardziej znanym obecnie jej przykładem jest „sztuczny mózg” stworzony przez Google – stworzona przez zespół naukowców maszyna, która jest w stanie zrozumieć to, co widzi, i jeszcze wyciąga z tego wnioski. Udało się to dzięki zastosowaniu techniki, która pozwoliła maszynie działać jak głębokiej sieci neuronowej.

 

Wg Hawkinga obecnie jeden z głównych problemów dotyczy tego, kto

kontroluje sztuczną inteligencję. Natomiast bardziej niepokojące są perspektywy związane z przyszłością: naukowiec zastanawia się, czy ludzie w ogóle będą w stanie sztuczną inteligencję kontrolować. Na razie sztuczny mózg spisuje się dobrze tam, gdzie nie musi posiadać informacji ze świata zewnętrznego i uczy się wyłącznie w zamkniętym środowisku.Według naukowca jedynym rozwiązaniem tego problemu jest ścisła kontrola naukowców pracujących nad rozwojem sztucznej inteligencji. Skoordynowane działania mają nie dopuścić do wymknięcia się maszyn spod naszej kontroli. – Nasza przyszłość jest wyścigiem pomiędzy rosnącą potęgą technologii a mądrością, która pozwala nam z niej korzystać – powiedział Stephen Hawking podczas konferencji, która miała miejsce w Londynie w tym tygodniu.W wywiadzie, którego udzielał w grudniu ubiegłego roku BBC, naukowiec posunął się do stwierdzenia, że rozwój sztucznej inteligencji może się wiązać z końcem rodzaju ludzkiego.

Nie on jeden snuje takie przypuszczenia. To co do tej pory wydawało się nam odległym science fiction, może wydarzyć się w najbliższej przyszłości. W kwietniu bieżącego roku organizacja Human Rights Watch wraz z Uniwersytetem Harvarda opracowała raport, w którym ostrzegają, że może dojść do sytuacji, w której maszyny będą w stanie zabijać samodzielnie, bez żadnych instrukcji udzielanych przez człowieka.

Nie wszyscy naukowcy podzielają tę opinię, są wśród nich również entuzjaści sztucznej inteligencji, jak np. Ray Kurzweil, który uważa, że komputery dorównają nam inteligencją, ale również dokonają tego na płaszczyźnie emocjonalnej. Według niego jeszcze w pierwszej połowie tego stulecia komputery pozwolą rozwinąć ludziom niespotykane nigdy wcześniej zdolności mentalne.

Z naszego punktu widzenia ta druga przepowiednia jest o wiele korzystniejsza dla rodzaju ludzkiego.

Nie wszyscy jednak są tego tacy pewni. Future of Life Institute, organizacja badawcza zajmującą się największymi wyzwaniami stojącymi przed ludzkością, opublikowała w styczniu obszerny list, pod którym podpisali się specjaliści od sztucznej inteligencji z Google’a, Microsoftu i wielu renomowanych placówek naukowych. Zawiera on szereg postulatów, w tym wyposażenie maszyn w kodeks etyczny. Dlaczego?

Wyobraźmy sobie, że jedziemy inteligentnym samochodem, który sam nas prowadzi. Przed maskę wybiega dziecko. Czy maszyna ma skręcić i zjechać z drogi, aby ochronić dziecko? Większość z nas odpowie twierdząco. Ale co, jeśli sami jedziemy z dzieckiem w foteliku na tylnym siedzeniu? Czy samochód ma zboczyć z drogi i narazić życie dwóch istot, aby ocalić jedną?

Tego maszyny mogą nauczyć się tylko od nas.

Źródło: Newsweek

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Kłamczuszek Jacek Kurski

Agnieszka Kublik, 20.05.2015
Chciałby zmieniać bieg historii. Ale zmienia tylko pogląd na to, jak daleko może się posunąć polityk. Daleko. To lekcja Jacka Kurskiego.

Chciałby zmieniać bieg historii. Ale zmienia tylko pogląd na to, jak daleko może się posunąć polityk. Daleko. To lekcja Jacka Kurskiego. (Fot. Adam Stępień / Agencja Gaze)

Chciałby zmieniać bieg historii. Ale zmienia tylko pogląd na to, jak daleko może się posunąć polityk. Daleko. To lekcja Jacka Kurskiego.
Jak trwoga, to do Kurskiego. Jacka Kurskiego. Tak to widzi sam Kurski i po I turze oferuje swoje usługi Andrzejowi Dudzie.Kim jest w sztabie? – Jestem osobą, do której czasem sztab zgłasza się z prośbą o konsultacje – mówił wczoraj rano w RMF FM.

To w tych konsultacjach najpewniej doradził Andrzejowi Dudzie, by w ostatnich dniach kampanii zagrać przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu kartą „zdrady”.

Pierwsze pytanie, jakie Duda zadał Komorowskiemu w niedzielnej debacie, dotyczyło Jedwabnego i listu prezydenta z 2011 r. odczytanego w 60. rocznicę mordu w Jedwabnem przez Tadeusza Mazowieckiego. Chodzi o zdanie: „Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”. Duda nazwał to „kłamliwymi oskarżeniami”, że naród polski „odpowiada za Holocaust”. Kurski w poniedziałek w „Kropce nad i” postanowił rozwinąć ten temat i poszedł dalej, oskarżając Komorowskiego o najcięższą zbrodnię, o „zdradę swojego narodu”. Bo – rozumuje Kurski – prezydent oskarża „naród o największą zbrodnię XX wieku, jakiej dokonały hitlerowskie Niemcy”.

Kurski lubi podgrzewać atmosferę. W poniedziałek wyglądało na to, że może nie dojść do czwartkowej debaty w TVN, bo miał wpaść na pomysł, by z debaty wyeliminować… dziennikarzy. Sztab Komorowskiego protestował. Kurski miał wtedy – relacjonował Michał Kamiński w „Kropce nad i” – grozić jednemu z członków sztabu prezydenta: – Uważaj, bo będę tym, który cię wyciągnie z transportu do Berezy Kartuskiej.

Ot, taka charakterystyczna dla Kurskiego mieszanka gróźb i insynuacji.

Kurski lubuje się w bon motach. Z dumą wyznaje, że „w sferze frazeologii i obrazowania świata polityki jest chłonnym uczniem Jarosława Kaczyńskiego” (listopad 2006 r.). Jego najsłynniejszym powiedzonkiem jest: „Ciemny lud to kupi”. Akurat do niego Jacek Kurski przyznać się nie chce.

Dziadek z Wehrmachtu

W październiku 2005 r., tuż przed I turą wyborów prezydenckich, w których Donald Tusk walczył z Lechem Kaczyńskim, Jacek Kurski w tygodniku „Angora” sprzedaje „rewelację”: dziadek Tuska był w Wehrmachcie! Insynuuje, że Tusk ma proniemieckość w genach.

Kurski się broni, że dziennikarze łazili za nim i dopytywali się o dziadka Tuska, więc podzielił się z nimi plotką, iż przodek Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu.

Lech Kaczyński go usprawiedliwiał: – Pan Kurski powiedział jedynie, że chodzą tylko takie pogłoski, i był do tego prowokowany przez dziennikarza.

Zaraz po debacie telewizyjnej Tusk zagadnął Lecha Kaczyńskiego: – Dlaczego trzymasz tego sk… Kurskiego?

– Może i jest sk…, ale wolę go mieć po swojej stronie – miał odpowiedzieć Kaczyński.

Dziennikarze „Wyborczej” Marek Sterlingow i Marek Wąs przytoczyli Kurskiemu ten dialog.

„Lech tak o mnie powiedział? – zasępił się. – No cóż. Mam cztery lata, żeby mu udowodnić, że naprawdę jestem potrzebny PiS. Bo robienie wyłącznie kampanii już mnie nie kręci. Będę bulterierem Kaczyńskich. Nie zawiodą się na mnie”.

Zawiedli się. W 2011 r. został z PiS-u wykluczony za szkodzenie partii.

Dziennikarze szybko ustalili, że ćwierć prawdy sprzedał jako całą: dziadek Tuska był w Wehrmachcie w drugiej połowie 1944 r., ale wcielono go siłą. Służba dziadka trwała tylko dwa miesiące, bo zdezerterował, a w listopadzie 1944 r. wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Na to Kurski odwrócił kota ogonem. Oświadczył, że to on jest „zaszczuwany”. Od wykluczenia z partii się odwołał i w końcu dostał tylko naganę.

Słowa: „Ciemny lud to kupi”, rzucił 14 października 2005 r., przed nagraniem w Radiu TOK FM. Tomasz Lis – w obecności Wiesława Władyki, Tomasza Wołka i Katarzyny Kolendy-Zaleskiej – spytał go: – Dlaczego w ogóle zacząłeś z tym dziadkiem Tuska?

Kurski: – Z tym Wehrmachtem to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi.

Kurski tych słów się wypiera.”Dziadek z Wehrmachtu” być może dał Lechowi Kaczyńskiemu wygraną w II turze. Kłamstwo się opłaciło.Układ „Wyborczej”Kocha media elektroniczne, a one jego. Jest „wyrazisty”, czyli bezczelny i agresywny. Daje do zrozumienia, że wie więcej, niż może zdradzić, i więcej znaczy, niż się wydaje. Ot, skromny cytat: „Prezes [Jarosław Kaczyński] tak bardzo mnie ceni, że nie wyobraża sobie kraju i Sejmu beze mnie. To mi bardzo pochlebia” (o swoim kandydowaniu do Parlamentu Europejskiego; Politbiuro.pl, 12 grudnia 2008 r.).

„Numer z dziadkiem” nadal niezły. Kłamstwa żyją krócej, ale intensywnie, przeprosiny trzeba na Kurskim wymuszać.

W maju 2006 r. w programie TVP „Warto rozmawiać” wyjął „Gazetę Wyborczą” i wywodził, że co strona, to „oszalały atak na PiS”. Potem wskazał reklamę importującej paliwa do Polski spółki J&S i oskarżył: „Tu nie chodzi o żadną reklamę. To jest finansowanie przez układ, który jest zagrożony przez PiS, zmasowanej propagandy przeciwko PiS”.

Przemilczał, że takie same reklamy J&S publikowały m.in. „Rzeczpospolita” i „Dziennik”.

Agora, wydawca „Wyborczej”, odpowiedziała pozwem. Kurski przegrał w kolejnych instancjach, a sprawę zamknął Sąd Najwyższy, odrzucając jego kasację. Sędziowie uzasadniali, że insynuacje Kurskiego są obiektywnie zniesławiające i godzą w renomę firmy.

Sąd nakazał przeprosiny w „Wyborczej”, ale Kurski nie zrobił tego. Przeprosiny umieściła więc w gazecie Agora. Zapłatę musiał od Kurskiego egzekwować komornik.

– Jeśli nie ma dowodu, to jest bardzo poważna przesłanka, że taki dowód może istnieć – mówił Jacek Kurski w październiku 2006 r.

Billboardy od PZU

W czerwcu 2006 r., pół roku po przegranych przez Tuska wyborach prezydenckich, Kurski rzucił w TVN, że kampanię wyborczą Tuska finansowało PZU. Chodziło o przejęcie od PZU za 3 proc. wartości powierzchni na billboardach, które Zakład wykorzystywał w akcji „Stop wariatom drogowym”.

W sądzie tłumaczył się błazeńsko – że jego „emocjonalny afekt” wywołał atak na PiS, a być może chodzi o to, że „pod studiem w TVN przebiega żyła wodna, bo to nie pierwsza taka sytuacja”. Dociskany, czy sprawdził te informacje, odparł, że „nie gromadził dokumentów, nie ma natury śledczego”. Okazało się, że powtórzył korytarzowe plotki. Przegrał.

Musiał przepraszać w styczniu 2008 r.: „Ja, Jacek Kurski, bardzo przepraszam pana Donalda Tuska oraz Platformę Obywatelską za postawienie nieprawdziwych zarzutów w audycji telewizyjnej „Teraz My”, nadanej przez TVN w dniu 13 czerwca 2006 r., jakoby PZU finansowało za pieniądze podatników billboardy pana Donalda Tuska z napisem „Człowiek z zasadami” i że wszystko to było od początku ukartowane, oraz jakoby Platforma Obywatelska w swym sprawozdaniu wykazała kwotę 10 razy mniejszą niż kwota, jaką wydał PiS na billboardy. Wprowadziłem w błąd opinię publiczną, podając jakoby PZU sprzedało miejsca opłacone przez siebie kilkudziesięcioma milionami złotych pewnej firmie, która sprzedała następnie Platformie Obywatelskiej za 3 proc. ceny. Jeszcze raz przepraszam, Jacek Kurski”.

Ma przebłyski autoironii: „Nie puściłem żadnego babola przez dwa lata” (październik 2008).

SKOK na Komorowskiego

W ostatniej kampanii prezydenckiej wykręcił numer przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu. W roli „dziadka” obsadził Piotra P., byłego oficera WSI, członka rady nadzorczej SKOK Wołomin. Siedzi on od 2014 r. w areszcie z zarzutami założenia grupy przestępczej w celu wyłudzania kredytów i kierowania nią.

Logikę zastępuje insynuacja: skoro Piotr P. był kiedyś w WSI, a Komorowski głosował przeciw rozwiązaniu tych służb, to znaczy, że jest za aferę odpowiedzialny.

PiS od razu „znalazł” zdjęcie z premiery filmu „1920 Bitwa Warszawska” – Komorowski stoi obok Piotra P. (SKOK Wołomin współfinansował tę produkcję). Politycy PiS machali tym zdjęciem w telewizjach, by odwrócić uwagę od odpowiedzialności Kasy Krajowej SKOK za aferę Wołomina. A to dla PiS problem, bo Kasą Krajową przez wiele lat kierował senator tej partii Grzegorz Bierecki.

Telewizyjne programy informacyjne manipulacji się nie poddały i pokazały zdjęcia tych samych ludzi ze SKOK Wołomin razem z senatorem Biereckim czy posłem Jackiem Sasinem z PiS.

16 marca w RMF FM Jacek Kurski pytał: „Czy prawdą jest, że syn pana prezydenta Komorowskiego był prokurentem w jednej ze spółek prowadzonych przez pana Piotra P., byłego oficera WSI?”. Powtarzał to w TVN24, a „Gazeta Polska” opublikowała film, gdzie syn prezydenta „przepędza” inspektora ochrony środowiska z terenu zarządzanego przez spółkę, dla której pracuje. „GP” pisała, że działalność tej spółki „zainicjował oficer WSI Piotr P.”.

Prawicowy internet żył tym kilka dni.

Jednak spółka, której udziałowcem był P., nigdy nie miała nic wspólnego z firmą, dla której pracuje syn prezydenta. W 2012 r. Tadeusz Komorowski podjął pracę dla spółki Maddy Investments należącej do zagranicznej firmy z siedzibą na Cyprze. Maddy powstała z przekształcenia jednej ze spółek powiązanych z firmą deweloperską notowaną dziś na warszawskiej giełdzie – Celtic Property Developments. W 2006 r. Celtic kupił spółkę Challenge Eighteen, której głównym wianem było ponad 50 ha byłej fabryki Ursus.

O co chodzi z „przeganianiem urzędnika”? Inspektor chciał skontrolować instalacje na terenie byłej fabryki. Tadeusz Komorowski spierał się z nim (a nie przeganiał) o termin inspekcji działki należącej do firmy, której jest prokurentem.

Jacek Kurski, choć sam uzależniony od kłamstwa, twierdzi, że jest jego ofiarą: „Gdyby choć połowa informacji w mediach na mój temat była prawdziwa, już dawno z obrzydzenia dla samego siebie dokonałbym uroczystej egzekucji i samobójstwa, strzelając sobie w łeb na Rynku Starego Miasta” (maj 2008 r.).

Dlaczego więc przegrywa w sądach? Odpowiedź ma gotową: „Jak ja mówię prawdę, którą trudno wszakże za każdym razem udowodnić, jestem skazywany. Jak o mnie kłamią i mnie spotwarzają, to się takich ludzi często uniewinnia, bo owszem – kłamali, ale przecież polityk musi mieć grubą skórę. Przegrałem nie dlatego, że mówiłem nieprawdę, ale dlatego, że taka, a nie inna jest kondycja polskiej demokracji, gdzie sądy bywają stroną w grze politycznej” (październik 2012 r.).

Frank Underwood z serialu „House of Cards” mawia, że „umiejętnością dobrego kłamcy jest przekonać wszystkich, jak słabo potrafisz kłamać”.

wyborcza.pl

Kwaśniewski: „Komorowski jest moim kandydatem. Na pytania do Dudy odpowie Kaczyński”

ro, 19.05.2015
Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski

Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Na pytanie, czy wybieram ryzyko, czy stabilność odpowiadam: stabilność – powiedział Aleksander Kwaśniewski w programie „InfoRozmowa” w TVP Info. I dodał, że jego kandydatem na prezydenta jest Bronisław Komorowski.
– Debata zmieniła wizerunek prezydenta. Po pierwszej, markotnej części kampanii robił wrażenie zmęczonego, mało bojowego. Debata pokazała, że jest kompetentny, energiczny i nie daje zapędzić się w kozi róg – skwitował były prezydent na antenie TVP Info. – To był obraz Komorowskiego, na który czekali jego zwolennicy. Pokazał, że jest prezydentem zdolnym do rządzenia przez kolejne 5 lat.O Dudzie powiedział, że to „zdolny, młody człowiek”, ale nie wykazuje siły przywódczej.

„Na pytania do Dudy odpowie Kaczyński”

Plusy i minusy obu kandydatów zdaniem byłego prezydenta? – W obecnej sytuacji międzynarodowej liczą się międzynarodowe kontakty i doświadczenie, które ma Bronisław Komorowski. – podkreslał Kwaśniewski. – Andrzej Duda to kandydat Jarosława Kaczyńskiego, który w tej kampanii bardzo się schował. Kiedy zadajemy pytanie Dudzie, odpowiedzi powinniśmy oczekiwać od Jarosława Kaczyńskiego. Duda to młody, dobrze zapowiadający się i sympatyczny polityk. Jego przywództwo jest jednak pod znakiem zapytania. Wiemy, kto jest tu prawdziwym przywódcą – dodał.Były prezydent krytycznie ocenił pytanie o Jedwabne, które Duda zadał podczas niedzielnej debaty. – To był wielki błąd. Rzecz zła i wstydliwa. Ani Bronisław Komorowski, ani ja, ani Lech Kaczyński nigdy nie oskarżaliśmy Polaków o holokaust. Ale mieliśmy odwagę oddać honor tym, którzy byli bohaterami. I potępić tych, którzy dokonali mordu. Nie może być tu żadnego kompromisu. Tam zginęli Polscy obywatele.Prowadzący program Jan Odryński zapytał też, co były prezydent myśli o licznych obietnicach Andrzeja Dudy.- Uważa pan, że nowa konstytucja jest rzeczywiście potrzebna? – dopytywał Ordyński.

– Nie jestem obiektywny, bo współtworzyłem naszą obecną konstytucję. Jest bardzo dobra i nie uważam, aby dzisiaj potrzebne były jakiekolwiek zmiany konstytucyjne. Ale można o tym rozmawiać – odpowiedział Kwaśniewski. Dodał jednak, że nie mogą to być rozmowy pod presją bieżącej polityki. – Nie uważam, aby poza kwestią euro, były potrzebne inne zmiany konstytucyjne.

„JOW-y nie są żadną rewolucją”

Były prezydent dodał, że na pewno nie powinny to być rozmowy o JOW-ach.

– To był błąd prezydenta Komorowskiego? – pytał Ordyński.

– Poniedziałek był błędem – odparł Kwaśniewski mając na myśli wypowiedzi Bronisława Komorowskiego nt. JOW-ów i referendum, czyli sztandarowych elementach programu Pawła Kukiza, w dzień po przegranej w I turze. – JOW-y nie są wcale antysystemowe. Nie są żadną rewolucją – dodał były prezydent. I zapewnił, że w polskich warunkach ich wprowadzenie zakończy się katastrofą.

Dodał też, że zwycięstwo Bronisława Komorowskiego w niedzielnej II turze zwiększa szanse na wygraną PO w wyborach parlamentarnych, ale nie daje pewności. Gdyby jednak wygrał Duda, szanse PiS na zwycięstwo wzrosłyby radykalnie.

Zapytany, jakie obietnice chciałby usłyszeć z ust kandydatów na najwyższy w państwie urząd, odpowiedział, że przystąpienie Polski do strefy euro.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Wybory prezydenckie. Czy Andrzej Duda ma poglądy? Czy się ich wstydzi?

Katarzyna Wiśniewska Gazeta Wyborcza, 19.05.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Większość duchownych, w tym papieże, są przeciwni in vitro – i mają do tego prawo. Duda też ma prawo do swoich poglądów: tylko dlaczego ciągle podpiera się cudzymi albo zmienia zdanie?
Andrzej Duda bywa przez oponentów oskarżany o ideologiczny radykalizm, np. że jest zdecydowanie przeciwny in vitro, skoro przed laty podpisał się pod projektem ustawy wedle której lekarze za in vitro byliby wsadzani do więzienia.Nic bardziej mylnego. Problem z Dudą jest inny: on nie chce mieć własnego zdania. Chce mieć zdanie takie jak ma Kościół. A co jeśli przedstawiciele Kościoła zmieniają zdanie? Wtedy Duda jest w kłopocie.

SpójrzmyJak

Działo się to wówczas, gdy Kościół złagodził na moment swoje stanowisko: prezydium Episkopatu oświadczyło, że ustawa bioetyczna powinna ograniczyć procedurę in vitro do małżeństw, a nie par w nieformalnych związkach. O in vitro prezydium pisało dość krytycznie, ale bez ostrej dezaprobaty; raczej w duchu umiarkowanego poparcia dawnego projektu Jarosława Gowina.Kiedy Episkopat wkrótce potem stanowisko zradykalizował, twierdząc, że komunikat prezydium został źle zrozumiany, czym prędzej zradykalizował się kandydat Duda. I obwieścił, że on by ustawy o in vitro nie podpisał, bo „to nie jest żadne leczenie, to jest zapłodnienie pozaustrojowe, które wzbudza ogromne kontrowersje etyczne, także u mnie jako człowieka wierzącego”.Skoro Episkopat zmienia zdanie, bezpieczniej uciec się do wyższej i bardziej stabilnej instancji. Tak też zrobił Duda.”Jeżeli chodzi o poglądy, to moje poglądy są zbieżne z poglądami Ojca Świętego Jana Pawła II” – ogłosił w maju.Papieżem Polakiem zasłonił się też podczas niedzielnej debaty z Bronisławem Komorowskim w TVP. Na pytanie prezydenta o poglądy w sprawie in vitro odparł: „Pod względem ochrony życia jestem tym, który pamięta o naukach Ojca Świętego Jana Pawła II. Prezydent może podpisać projekt przewidujący in vitro tylko wtedy, gdy będzie zgodny z konstytucją. Selekcja eugeniczna zarodków nie jest szacunkiem godności ludzkiej”.

I tu Duda zrobił podwójne salto. Nie dość, że schował się za plecami zmarłego papieża, to jeszcze przemycił fałszywą sugestię, że rządowy projekt ustawy in vitro jest niekonstytucyjny – a przecież jest w nim zakaz mrożenia zarodków ze względu właśnie na szacunek dla życia poczętego.

Większość duchownych, w tym papieże, są przeciwni in vitro – i mają do tego prawo. Duda też ma prawo do swoich poglądów: tylko dlaczego ciągle podpiera się cudzymi albo zmienia zdanie? Mam nieładne podejrzenie: może kandydat PiS po prostu się swoich poglądów wstydzi?

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Program „Bliżej” Jana Pospieszalskiego zawieszony. „Naruszył zasady współpracy”

past, 19.05.2015
Jan Pospieszalski jest prowadzącym w programie ''Bliżej''

Jan Pospieszalski jest prowadzącym w programie ”Bliżej” (Fot. Facebook/”Bliżej”)

– Jan Pospieszalski naruszył zasady współpracy z TVP oraz rzetelność dziennikarską – mówił w „Wiadomościach TVP” Piotr Kraśko. Program został dziś zawieszony. W czwartek pojawił się w nim sondaż z pytaniem, czy widzowie „poprą kandydata popieranego przez WSI”. – Nie znam przyczyn tej decyzji – powiedział nam Pospieszalski.

W „Wiadomościach” TVP prowadzący program Piotr Kraśko przeprosił w imieniu Telewizji Publicznej za sondę w programie Jana Pospieszalskiego. – TVP przeprasza za treści, które znalazły się w programie „Jan Pospieszalski. Bliżej” w ubiegłym tygodniu – mówił prowadzący „Wiadomości”.

Jak dodał, autor programu „naruszył zasady współpracy z TVP” oraz „wykorzystał audycję do naruszającego zasady rzetelności dziennikarskiej ataku na prezydenta Bronisława Komorowskiego”. Kraśko przepraszał też za program „Tomasz Lis na Żywo”.

 

Pospieszalski: Decyzji nikt ze mną nie konsultował– W lakonicznej wiadomości zostałem poinformowany, że program „Bliżej” został zawieszony – powiedział nam prowadzący program publicysta Jan Pospieszalski.- Nikt nie konsultował ze mną tej decyzji – stwierdził Pospieszalski. Jak dodał, nie wie, czy decyzja dotyczy jedynie najbliższego odcinka programu.- Nie są mi znane przyczyny takiej decyzji – stwierdził Pospieszalski. – Jak widać, cisza wyborcza zaczyna się już w czwartek – skomentował publicysta. W najbliższym programie gościem miał być m.in. Paweł Kukiz.KRRiT zwróciła się do TVP o wyjaśnieniaW ostatni czwartek podczas programu Jana Pospieszalskiego „Bliżej” pojawił się sondaż z pytaniem, czy widzowie poprą kandydata popieranego przez WSI. Sprawą zajęła się Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.- Oglądałem ten program. Przeprowadzona w nim sonda telefoniczna była prymitywną agitacją telefoniczną – mówił Krzysztof Luft, członek KRRiT w rozmowie z Wyborcza.pl. Rada zwróciła się do TVP z wnioskiem o stanowisko stacji i przesłanie nagrania z programu. Następnie przedstawi swoje stanowisko.

Zobacz także

TOK FM

 

Lis przeprasza Kingę Dudę. „Nie zostałem wywołany do tablicy, tylko sam się do tej tablicy wywołuję”

klep, ab, 19.05.2015
Tomasz Lis w TVP Info

Tomasz Lis w TVP Info (TVP Info)

– Chciałem bardzo serdecznie przeprosić panią Kingę Dudę, która jest młodą, inteligentną, piękną, uroczą osobą, i rozumiem, że mogła się czuć dotknięta. Rozumiem to tym bardziej, że mam córki w podobnym wieku – powiedział w TVP Info Tomasz Lis, komentując sprawę cytowania w TVP fałszywego twitterowego wpisu córki Andrzeja Dudy.

– Powiedziałbym przewrotnie, ale całkowicie szczerze, że rozumiem reakcję pana Andrzeja Dudy, chociaż przypisywanie motywów, które mi przypisał, jest nieuzasadnione. Po pierwsze, chciałem bardzo serdecznie przeprosić panią Kingę Dudę, która jest młodą, inteligentną, piękną, uroczą osobą, i rozumiem, że mogła się czuć dotknięta. Rozumiem to tym bardziej, że mam córki w podobnym wieku – mówił dzisiaj w TVP Info Tomasz Lis, komentując wpadkę swoją i Tomasza Karolaka. Wczoraj cytowali oni w TVP rzekomy wpis na Twitterze córki kandydata PiS. Szybko okazało się, że zdania o „oddaniu Oscara” za „Idę” nie są autorstwa Kingi Dudy, a konto w serwisie jest fałszywe.

– Nie wiedziałem tego wcześniej, ponieważ parę dni spędziłem w szpitalu, ale w zeszłym tygodniu moja redakcja próbowała weryfikować w sztabie Andrzeja Dudy informację, czy to jest autentyczne konto Kingi Dudy na Twitterze – tłumaczył Lis. Na dowód przytoczył treść maila wysłanego do sztabu. – Odpowiedzi nie było – podkreślił prowadzący i przyznał, że treść rzekomego tweeta zobaczył tuż przed programem i nie był już w stanie zweryfikować jego autentyczności.

„Nie zostałem wywołany do tablicy”

Lis zastrzegł, że postulat Dudy o przeproszeniu jego córki „w podobnym czasie antenowym” nie zależy od niego, bo dziennikarz „nie jest dysponentem czasu antenowego w TVP”. – Nie pojawiłem się tu w odpowiedzi na to, co Andrzej Duda mówił na konferencji. To jest moja decyzja i wola. Nie zostałem wywołany do tablicy, tylko sam się do tej tablicy wywołuję – zaznaczył prowadzący programu „Tomasz Lis na żywo” i przypomniał, że już wczoraj przeprosił Kingę Dudę na Twitterze. Dziennikarz dodał jednak, że pojawieniem się w telewizji spełnił postulat kandydata PiS.

„To miało na celu poniżenie mojej córki”

Chwilę wcześniej na konferencji prasowej Duda mówił: – To dla mnie sprawa ogromnie bolesna – mówił. – Uważam za wstrętne to, co zrobił wczoraj redaktor Lis z redaktorem Karolakiem – mówił Duda. – To miało na celu poniżenie mojej córki, co pośrednio miało uderzać we mnie, ale to poboczna sprawa, jestem politykiem. Moja córka nie jest politykiem, nie ma jeszcze skończonych 20 lat. Jest młodą dziewczyną, na pierwszym roku studiów. Nie prowadziła nigdy profilu na Twitterze – zaznaczył.

Polityk kilkakrotnie podkreślił, że konto jest fałszywe, a jego córka interweniowała w tej sprawie, wysyłając list do Twittera. Duda zaznaczył też, że informacja o fałszywości konta była znana publicznie już od kilku miesięcy.

„Jeśli mają chociaż cień honoru”

– Sytuacja, w której dziennikarz w programie uderza w moje dziecko, jest dla mnie trudna do zniesienia – mówił Duda. – Nie pozwolę w ten sposób traktować mojej rodziny. Nawet rodzina polityka nie zasługuje na takie traktowanie – wskazywał polityk. Wytknął Tomaszowi Lisowi, że prowadzony przez niego „Newsweek” „dopuszczał się już w kampanii ataków na rodzinę żony”.

Duda odnotował przeprosiny ze strony Lisa. Przypomniał jednak, że jego program w TVP ma dużą oglądalność. – Oczekuję, że jeśli mają chociaż cień honoru, choćby w najmniejszym stopniu są mężczyznami uczciwymi, to przeproszą moją córkę w telewizji w porze takiej samej oglądalności, jaka była wczoraj w czasie tamtego programu. I sprostują kłamstwa, które wczoraj głosili – apelował Duda.

Duda dodał też, że oczekuje reakcji władz TVP i KRRiT.

Jeszcze tego samego dnia Tomasz Lis przeprosił też Andrzeja Dudę osobiście, kiedy ten pojawił się w biurowcu Axel Springer.

Zobacz także

TOK FM

TVP przeprasza za Pospieszalskiego. „Wykorzystał audycję do ataku na prezydenta”

ro, 19.05.2015
Jan Pospieszalski

Jan Pospieszalski (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

– Autor programu naruszył zasady współpracy z Telewizją Polską i naruszając zasady rzetelnego dziennikarstwa, wykorzystał audycję do ataku na Bronisława Komorowskiego – takie przeprosiny przeczytał we wtorkowym wydaniu „Wiadomości” prowadzący Piotr Kraśko.
Prowadzący „Wiadomości” przeczytał przeprosiny TVP za Jana Pospieszalskiego, który w swoim programie „Jan Pospieszalski: Bliżej” m.in. namawiał widzów do udziału w sondzie. Pytanie brzmiało: „Czy głosowałbyś na kandydata popieranego przez WSI” – czyli Wojskowej Służby Informacyjnej.- TVP przeprasza za treści w programie „Jan Pospieszalski: Bliżej”. Autor programu naruszył zasady współpracy z Telewizją Polską i naruszając zasady rzetelnego dziennikarstwa, wykorzystał audycję do ataku na Bronisława Komorowskiego – przeczytał Kraśko.

samPospieszalski

Przeprosiny także za program Tomasza LisaWe wtorkowym wydaniu „Wiadomości” Kraśko przeprosił wcześniej w imieniu TVP Kingę Dudę, córkę kandydata PiS na prezydenta. Za co? W poniedziałek w programie „Tomasz Lis na żywo” prowadzący i aktor Tomasz Karolak cytowali wpis z fałszywego konta twitterowego Kingi Dudy.W tym wypadku jednak w „Wiadomościach” wyemitowano jednak także nagranie, w którym Tomasz Lis osobiście przeprasza Kingę Dudę. Przeprosił także Andrzeja Dudę, o czym poinformowała dziennikarka „Newsweeka” Renata Kim. Jak napisała na Facebooku, Duda przyjął przeprosiny.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

 

Krytykować można tylko Komorowskiego

Katarzyna Kolenda-Zaleska, 19.05.2015
Wybory prezydenckie 2015. Bronisław Komorowski

Wybory prezydenckie 2015. Bronisław Komorowski (Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)

W prawicowych gazetach i portalach zachwyty nad Andrzejem Dudą nie milkną. Zmieni Polskę, jedyny, najlepszy, nadzieja. Znajdź w słowniku pochlebstwo, a na pewno zostało już użyte.
O zwolennikach Bronisława Komorowskiego i o nim samym pisze się wyłącznie źle. Popisy ignorancji i nieudolności, propagandowe wydmuszki (to o polityce zagranicznej), arogancja, kompromitacja, desperacja. Znajdź w słowniku jakikolwiek epitet, a na pewno został już użyty. Ot, na przykład taki prosty zabieg – „Komorowski się lansuje wśród wyborców”, podczas gdy „Duda ich słucha”. I wszystko jasne.Nie tylko prawicowe media, ale też politycy PiS pracują ciężko na zwycięstwo swojego kandydata. Wszystkie ręce na pokład. I tak Jarosław Kaczyński woli nie zabierać głosu, bo wie, że zaszkodzi. Antoni Macierewicz też się schował, bo przecież nie może psuć wizerunku energicznego polityka nowej generacji.

GdyWsobotę

Na portalach społecznościowych politycy PiS też są niezwykle aktywni. I to działa. Tak się robi skuteczną politykę. Tu trochę przyatakują Komorowskiego, tu pochwalą Dudę. I idzie w świat.Wszystkie prawdziwe i wymyślone wpadki prezydenta są rozdmuchiwane do niebotycznych rozmiarów. Sprawie z suflerką, która podpowiadała Komorowskiemu, jak się poruszać w tłumie, nadano rangę wagi państwowej. Gdy zaś Beata Szydło podpowiadała Andrzejowi Dudzie, że powinien pocałować żonę, o tym już się nie zająknięto. Nawiasem mówiąc, ani jedno wydarzenie, ani drugie nie robi na mnie żadnego wrażenia. A sztaby są właśnie od tego, żeby kandydatom podpowiadać, co mają robić. Nic w tym nadzwyczajnego.Po stronie Bronisława Komorowskiego to wsparcie wygląda zupełnie inaczej. Gdy w sobotę posłowie PiS dawali pokaz jedności, posłowie PO wrzucali do sieci swoje zdjęcia z maratonów i biegów przełajowych. O polityce ani słowa, bo i po co? W sieci lepiej prężyć własne muskuły, niż się wysilać w popieraniu swojego kandydata.Popierający Komorowskiego politycy i publicyści muszą koniecznie zaznaczyć swoją niezależność. Popierają, ale… Zagłosują, choć z zaciśniętymi zębami. Zagłosują, ale czują się w obowiązku przypomnieć – ku radości konkurenta – jak to Platforma kombinowała z jednomandatowymi okręgami wyborczymi, tak aby być za, a nawet przeciw. Ćwiczenia to były przecież. Telewizyjny celebryta też ma radochę, gdy może sobie kpić z ortograficznych wpadek prezydenta, co z radością podchwytują zwolennicy Dudy. Chętnie też pisze się i mówi o tym, co źle zrobił prezydent, gdzie miał znów wpadkę. Najbardziej mu się dostało za rozmowy z mieszkańcami Warszawy.Zwolennicy Dudy na taką niezależność nie mogą sobie pozwolić, bo wiedzą, że walczą o zwycięstwo. I nie ukrywają, po czyjej są stronie. Co więcej – podkreślają to z dumą. Zwolennicy Komorowskiego sprawiają wrażenie, jakby najważniejsze było ich własne dobre samopoczucie.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

 

Waldemar Kuczyński: Kampania Dudy to lawina kłamstw. Prezydent z takim charakterem byłby ujmą dla Rzeczpospolitej

Waldemar Kuczyński uważa, że Andrzeja Dudę dyskwalifikują kłamstwa, które wypowiada w czasie kampanii wyborczej
Waldemar Kuczyński uważa, że Andrzeja Dudę dyskwalifikują kłamstwa, które wypowiada w czasie kampanii wyborczej Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta

– Kampania Dudy to jedna, wielka lawina kłamstw. Kłamstw, które powtarzane przez człowieka z taką łatwością, wskazują na jego charakter. Osoba z takim charakterem nigdy nie powinna zamieszkać w Pałacu Prezydenckim – mówi w „Bez autoryzacji” Waldemar Kuczyński, publicysta, ekonomista i były minister przekształceń własnościowych.

Podobał się panu Komorowski z wyborczej debaty? Wojowniczy, trochę – co zarzucają mu niektórzy komentatorzy – arogancki?

Nie widziałem w jego zachowaniu niczego aroganckiego. Nie widzę też powodu, by uważać, że wojowniczość jest przywarą. Są sytuacje, kiedy jest ona niezbędna i kiedy rezygnowanie z niej jest błędem. Jestem zadowolony, że Komorowski, zaprzeczając celowo rozpowszechnianej i fałszywej opinii, że to ledwo snujący się po ziemi staruszek, pokazał, że jest politykiem w pełni sił. Tam, gdzie trzeba, potrafi dać nawet na odlew.

Uderzył Dudę m.in. bezpłatnym urlopem na uczelni i wypowiedziami z MamPrawoWiedziec.pl. Teraz jednak okazuje się, że te “haki” nie są tak mocne, jakby się wydawało.

To nie są żadne haki. To jest ujawnienie prawdy, która jest niewygodna dla kandydata, który przy wyborach mówi co innego, niż wcześniej. To jest odsłonięcie kłamstwa. Dla mnie jednym z argumentów, dla których Duda w ogóle nie powinien znaleźć się w pałacu, jest to, że on bez zmrużenia oka przez całą kampanię wyborczą posługuje się kłamstwem. Jak można tak kłamać ludziom w żywe oczy?

Jakieś przykłady?

Nigdzie, w żadnym kraju, który wprowadził euro, nie doszło do drastycznego pogorszenia sytuacji gospodarczej. Nigdzie nie doszło do skoków inflacji. W żadnym kraju, który dopuścił swobodę obrotu ziemią, nie doszło do tego, że została ona wykupiona przez obcokrajowców. Jak można mówić, że Polska potrzebuje powrotu do rozwoju gospodarczego w przypadku kraju, który ma najwyższy rozwój gospodarczy od Łaby po Władywostok w ciągu 25 lat? Jak można mówić, że w Polsce trzeba odbudować przemysł, skoro eksport przemysłu jest większy niż cały produkt krajowy w ostatnim roku PRL? Jak można mówić, że są plany prywatyzacji lasów, skoro nikt tego nie planuje?

Kampania Dudy to jedna, wielka lawina kłamstw. Kłamstw, które powtarzane przez człowieka z taką łatwością, wskazują na jego charakter. Osoba z takim charakterem nigdy nie powinna zamieszkać w Pałacu Prezydenckim. To argument najważniejszy. Nie to, że nie ma kwalifikacji, bo jak się ma trochę inteligencji to się różnych rzeczy można nauczyć. Ale to jest objaw charakteru, który byłby ujmą dla Rzeczpospolitej w przypadku zwycięstwa Andrzeja Dudy.

Dobrze, ale skądś bierze się wysokie poparcie dla kandydata PiS. Nie tylko z marnej kampanii Komorowskiego.

Jest dla mnie oczywiste, że kampania Komorowskiego była fatalna. Na pewno na jego słabe wyniki wpłynęło to, że wysokie wskaźniki zaufania, jakimi cieszył się prezydent, mogły go trochę uśpić. Zapomniano, że wskaźnik zaufania nie przekłada się od razu na wskaźnik poparcia. Ponadto nie wykluczam, że Polacy po 8 latach rządów tej samej formacji są nią znużeni, co działa na rzecz jakiejkolwiek nowości. To jest niebezpieczne, bo takiej nowości zawsze trzeba się przyjrzeć. Trzeba się zastanawiać: “co będzie, jeśli dokonam takiego, a nie innego wyboru?”.

Pan chciałby, by zwyciężył Komorowski?

Tak, oby się tendencja odwróciła, bo bez względu na wszystko, co można prezydentowi zarzucić, generalnie sprawował funkcję tak, jak nakazuje tego polska Konstytucja i ustrój. Przyczynił się do tego, że państwo przez osiem lat podążało spokojnie i do przodu, podczas gdy zwycięstwo Dudy oznaczałoby wejście do pałacu wytworu Kaczyńskiego – szachowej figurki. Przy znanej zdolności Kaczyńskiego do wytwarzania zamętu i zatruwania atmosfery, gwarantuje ono państwo, które się chybocze. Wybierając Dudę, a odsuwając Komorowskiego wyrwiemy polskiemu państwu statecznik.

Prezydent postraszył ostatnio powrotem IV RP i aresztów wydobywczych. Czy to nie przesada? Jak zwycięstwo Dudy miałoby na to wpłynąć?

Areszty wydobywcze za czasów PiS były fragmentem pewnej koncepcji politycznej, pewnego kształtu państwa. Służyły temu, by za wszelką cenę zmusić ludzi do składania zeznań, choćby fałszywych, znaleźć tzw. układ, rzekomo gigantyczną pajęczynę, która miała opleść kraj. Zwycięstwo Dudy oznaczałoby powrót idei IV RP. Do wyborów mielibyśmy sytuację, w której Kaczyński poprzez swojego pionka destabilizuje państwo i obraca ludzi przeciwko jego instytucjom.

Jeśli PiS jesienią zdobędzie władzę, a tego nie można wykluczyć, będzie to oznaczało powrót IV RP do władzy wykonawczej. W międzyczasie oprócz paranoi układu pojawiła się inna paranoja – w tych chorych głowach zrodziła się koncepcja zamachu smoleńskiego, w którym maczali ręce premier i prezydent. Tak jak kilka lat temu prześladowano niewinnych ludzi trzymając ich w aresztach, tak teraz będzie prześladowanie ludzi, by udowodnić za wszelką cenę, że był zamach.

naTemat.pl

 

Polska – filia Watykanu; kraj wg współpracownika Dudy

19.05.2015

Rywal Bronisława Komorowskiego jest politykiem niesamodzielnym. To widać aż nadto. Nie tylko jest pacynką w rękach prezesa, ale też innych: współpracowników i instytucji, w której ma zawsze wolną trybunę (ambonę).

Uczeń Lecha Kaczyńskiego po pierwszej telewizyjnej debacie prezydenckiej mógł tylko zameldować prezesowi niewykonanie zadania.

Usilnie się stara o pozytywną formułę tej pisowskiej podległości.

Duda to także, a może przede wszystkim, marionetka w rękach kleru katolickiego, którzy w jego szeregi delegowali licznych świeckich przedstawicieli. Takim ramieniem w tej chwili jest Krzysztof Szczerski (szykowany na ministra spraw zagranicznych), który bez ogródek w „Pressjach” artykuł zatytułował „Polska – republika wyznaniowa”.

Szczerski widzi przedstawicieli Kościoła w izbie ustawodawczej, ustrojowej, w Senacie, gdzie byliby wyznaczani do zasiadania, a nie wybierani.

Szczerski nawet wymyślił zgrabną formułkę dla ustroju kraju „dyktatura Ewangelii”.

Cytuje Szczerskiego Janusz A. Majcherek („Gazeta Wyborcza”):

„należy przeprowadzić konsekwentną reformę prawa – w tym kodeksowego, które zaczęłoby egzekwować wartości wynikające z katalogu cnót chrześcijańskich”.

Republika watykańska Polska miałaby oryginalny system, wzorzec dla innych średniowiecznych podmiotów władzy, w którym „to, co niemoralne, jest karalne”. A niemoralne jest to, co niezgodne z doktryną katolicką.

Duda wraz z prezesem Kaczyńskim stanęliby przed imposybilizmem dla innych, ale nie dla nich, przed dekretowaniem na ten przykład, że mamy wiek XIII, XIV, bądź jeszcze rozwiązanie o wiele ciekawsze i najbardziej patriotyczne – wiek chrztu Polski.

Przerysowane? Tak, lecz partię PiS, Kaczyńskiego i jego pacynkę trudno inaczej opisać, aby trzymać się sensu przekazu.

TOK FM

Katarzyna Lubnauer: Tak, poprę „Naszego Prezydenta” w drugiej turze

19.05.2015

No nie, na Andrzeja Dudę nie zamierzałam głosować ani przez chwilę, ale chodziła mi po głowie inna myśl: Duda, Komorowski, a może zamiast tego zostać w domu? A jednak pójdę i zagłosuję na Bronisława Komorowskiego.

 

Dlaczego?

  1. Jedwabne. Pytanie Andrzeja Dudy o Jedwabne pokazuje, na jakich instynktach chce bazować prawicowy kandydat na prezydenta oraz PIS. Pobudzanie drzemiącego w narodzie antysemityzmu jest najgorszym sposobem zdobywania głosów, jaki umiem sobie wyobrazić. Kolejnym krokiem powinien być atak, podobny do skrajnej prawicy  z innych krajów europejskich, na imigrantów i granie problemem uchodźców z Afryki. Jeszcze nie było? Nic straconego, przecież do wyborów parlamentarnych jeszcze dużo czasu.
  2. Niezależność. Bronisław Komorowski będąc prezydentem drugą kadencję staje się niezależny od swojego zaplecza politycznego, już nie musi liczyć na poparcie PO za 5 lat. Może prowadzić swoją politykę i proponować rozwiązania inne niż PO, a potem inne niż np. rząd PIS-Kukiz. Duda byłby prezydentem, który mógłby spokojnie rozpocząć swoje rządy od słów: „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!”. Zaraz byłby otoczony doradcami z PIS, a za 5 lat musiałby liczyć na wsparcie ze strony Kaczyńskiego.
  3. Ekonomia. Pomysły Andrzeja Dudy są niebezpieczne dla podstaw finansowych Polski. Pieniądze łatwo się rozdaje, a trudno zarabia. Wiemy, na co wydalibyśmy wolne środki, ale nie zawsze wiemy jak inaczej niż na koszt przyszłych pokoleń je zdobyć. Jeśli zadłużamy się na inwestycje, to ma to jeszcze sens, jeśli na konsumpcję, to tak jakbyśmy naszym dzieciom sami burzyli przyszłość. I chociaż jako nieekonomista mam wątpliwości dotyczące tego, czy podniesienie kwoty wolnej (nawet kosztem podniesienia podatków w wyższych grupach podatkowych) nie pobudziłoby jednak popytu i ogólnie gospodarki ( to są akurat te środki, które w całości poszłyby na niezbędne wydatki i to te np. żywnościowe) oraz nie zmniejszyłoby obciążenia na pomoc społeczną, to pozostałe pomysły Dudy uważam za groźne. Koszty pomysłów BMK są niższe i jakby bardziej celowe.
  4. IV RP.Może jestem pesymistą, ale spodziewam się jesienią powrotu do rządu PIS, co więcej, nie zamierzam głosować na PO, żeby to powstrzymać. Za bardzo jestem rozczarowana ich polityką. Jeśli jednak moje przewidywania się sprawdzą, dobrze będzie mieć prezydenta z przeciwnej opcji, który nie podpisze wszystkiego, co mu podsuną, czasem zgłosi veto, kiedy indziej skieruje ustawę do TK. Takim prezydentem może być Bronisław Komorowski, a na pewno nie będzie Duda.
  5. Prawdziwość. W swoich słowach, działaniach, czasem niezdarności, jak w przypadku szczerej odpowiedzi na pytanie młodego człowieka o zarobki w Polsce, Komorowski wydaje się prawdziwy. Duda gra, jest dobrze przygotowanym produktem PRu, jego stały uśmiech, sztuczne oburzenie, wypracowane gesty, czy gra na najniższych instynktach są sztuczne. A ja wolę brzydszą prawdę od pięknej ułudy.

Dlatego pójdę w tę niedzielę i oddam swój głos na Komorowskiego, chociaż za voltę w sprawie JOWów i zmiany konstytucji (słuszny atak Dudy w czasie debaty) należałaby mu się nauczka. Nie uważam też, że blokowanie etatu na UJ przez Dudę, jest zbrodnią, Andrzej Duda korzysta tylko ze swoich praw pracowniczych.  Wątpliwa jest raczej etycznie jego praca bez wiedzy UJ na innej uczelni, na której  obowiązki już nie kolidują z mandatem europosła. Jednak z wyborami tak już jest, że jeśli sami nie kandydujemy, to nasz wybór zawsze jest wyborem mniejszego zła. A cena kary dla urzędującego Prezydenta za referendum w sprawie JOW (szczególnie, że trzecie pytanie referendalne ma sens) mogłaby być za wysoka dla Polski. Naprawdę Komorowski ma szansę być Prezydentem naszej wolności broniącym nas przed pomysłami IV RP w sprawie aborcji, in vitro i matury z religii.

Pierwsza tura pokazała, że nie ma co liczyć na sondaże, czy wierzyć w opinie innych, że od nas nic nie zależy. Zawsze trzeba traktować swój głos, jako najwyższą wartość, jak ten przeważający szalę, który zdecyduje o losie Polski. I tak zrobię w niedzielę.

TOK FM

poprę

 

Lis przeprasza Kingę Dudę. „Mogła się poczuć dotknięta”. Duda: „To, co zrobili, jest wstrętne”

klep, ab, 19.05.2015
Tomasz Lis w TVP Info

Tomasz Lis w TVP Info (TVP Info)

– Uważam za wstrętne to, co zrobił wczoraj Lis z Karolakiem – powiedział Andrzej Duda, komentując sprawę cytowania w TVP fałszywego twitterowego wpisu Kingi Dudy. Chwilę potem Tomasz Lis przepraszał córkę polityka na antenie TVP Info. – Jest młodą, inteligentną, piękną, uroczą osobą i rozumiem, że mogła się czuć dotknięta – mówił.

– Powiedziałbym przewrotnie, ale całkowicie szczerze, że rozumiem reakcję pana Andrzeja Dudy, chociaż przypisywanie motywów, które mi przypisał, jest nieuzasadnione. Po pierwsze, chciałem bardzo serdecznie przeprosić panią Kingę Dudę, która jest młodą, inteligentną, piękną, uroczą osobą i rozumiem, że mogła się czuć dotknięta. Rozumiem to tym bardziej, że mam córki w podobnym wieku – mówił dzisiaj w TVP Info Tomasz Lis, komentując wpadkę swoją i Tomasza Karolaka. Wczoraj cytowali oni w TVP rzekomy wpis na Twitterze córki kandydata PiS. Szybko okazało się, że zdania o „oddaniu Oscara” za Idę nie są autorstwa Kingi Dudy, a konto w serwisie jest fałszywe.

– Nie wiedziałem tego wcześniej, ponieważ parę dni spędziłem w szpitalu, ale w zeszłym tygodniu moja redakcja próbowała weryfikować w sztabie Andrzeja Dudy informację, czy to jest autentyczne konto Kingi Dudy na Twitterze – tłumaczył Lis. Na dowód przytoczył treść maila wysłanego do sztabu. – Odpowiedzi nie było – podkreślił prowadzący i przyznał, że treść rzekomego tweeta zobaczył tuż przed programem i nie był już w stanie zweryfikować jego autentyczności.

„Nie zostałem wywołany do tablicy”– Nie pojawiłem się tu w odpowiedzi na to, co Andrzej Duda mówił na konferencji. To jest moja decyzja i wola. Nie zostałem wywołany do tablicy, tylko sam się do tej tablicy wywołuję – zaznaczył prowadzący programu „Tomasz Lis na żywo” i przypomniał, że już wczoraj przeprosił Kingę Dudę na Twitterze. Dziennikarz dodał jednak, że pojawieniem się w telewizji spełnił postulat kandydata PiS.Lis zastrzegł, że postulat Dudy o przeproszeniu jego córki „w podobnym czasie antenowym” nie zależy od niego, bo dziennikarz „nie jest dysponentem czasu antenowego w TVP”. – Nie pojawiłem się tu w odpowiedzi na to, co Andrzej Duda mówił na konferencji. To jest moja decyzja i wola. Nie zostałem wywołany do tablicy, tylko sam się do tej tablicy wywołuję – zaznaczył prowadzący programu „Tomasz Lis na żywo” i przypomniał, że już wczoraj przeprosił Kingę Dudę na Twitterze.Chwilę wcześniej na konferencji prasowej Duda mówił: – To dla mnie sprawa ogromnie bolesna – mówił dziś na konferencji prasowej Andrzej Duda.„To miało na celu poniżenie mojej córki”– Uważam za wstrętne to, co zrobił wczoraj redaktor Lis z redaktorem Karolakiem – mówił Duda. – To miało na celu poniżenie mojej córki, co pośrednio miało uderzać we mnie, ale to poboczna sprawa, jestem politykiem. Moja córka nie jest politykiem, nie ma jeszcze skończonych 20 lat. Jest młodą dziewczyną, na pierwszym roku studiów. Nie prowadziła nigdy profilu na Twitterze – zaznaczył.Polityk kilkakrotnie podkreślił, że konto jest fałszywe, a jego córka interweniowała w tej sprawie, wysyłając list do Twittera. Duda zaznaczył też, że informacja o fałszywości konta była znana publicznie już od kilku miesięcy.„Jeśli mają chociaż cień honoru”– Sytuacja, w której dziennikarz w programie uderza w moje dziecko, jest dla mnie trudna do zniesienia – mówił Duda. – Nie pozwolę w ten sposób traktować mojej rodziny. Nawet rodzina polityka nie zasługuje na takie traktowanie – wskazywał polityk. Wytknął Tomaszowi Lisowi, że prowadzony przez niego „Newsweek” „dopuszczał się już w kampanii ataków na rodzinę żony”.Duda odnotował przeprosiny ze strony Lisa. Przypomniał jednak, że jego program w TVP ma dużą oglądalność. – Oczekuję, że jeśli mają chociaż cień honoru, choćby w najmniejszym stopniu są mężczyznami uczciwymi, to przeproszą moją córkę w telewizji w porze takiej samej oglądalności, jaka była wczoraj w czasie tamtego programu. I sprostują kłamstwa, które wczoraj głosili – apelował Duda.Duda dodał też, że oczekuje reakcji władz TVP i KRRiT.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: