In vitro (10.07.2015)

 

Czudowska, Kogut, Ryszka… Kim są senatorowie „znawcy” od in vitro?

Gorąca debata w Senacie nad ustawą o in vitro. Przybliżamy sylwetki senatorów.
Gorąca debata w Senacie nad ustawą o in vitro. Przybliżamy sylwetki senatorów. Fot. NaTemat.pl

Czwartkowa debata w sprawie in vitro z pewnością na długo zostanie zapamiętana przez wszystkich, którzy widzieli chociażby jej fragmenty. 14 godzin dyskusji, wzajemne przekrzykiwania i absurdalne niekiedy argumenty. Przybliżamy sylwetki najbardziej charakterystycznych senatorów.

Dorota Czudowska

Czudowska zasłynęła wypowiedzią m.in. o tym, że in vitro to najlepszy sposób na uprzedmiotowienie mężczyzn, na których wymusza się onanizm. Senatorka PiS jest z wykształcenia lekarzem – specjalistą od chemioterapii i onkologii klinicznej. Ukończyła Akademię Medyczną w Białymstoku, a potem pracowała w wielu legnickich (stamtąd pochodzi) placówkach zdrowia.

Czudowska należy do Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, a jej konserwatywne poglądy znane są od dawna. W jednym z wywiadów dla lokalnych mediów stanowczo opowiadała się przeciwko antykoncepcji, przekonując że jest szkodliwa dla kobiet i dziewcząt (zwłaszcza antykoncepcja hormonalna). Zdaniem senator, może powodować udar mózgu lub choroby układu krążenia. – Jestem po stronie życia, a nie śmierci. To dla mnie bardzo ważne jako lekarza, kobiety, ale także polityka – mówiła.

Dorota Czudowska zasiadała w Senacie IV kadencji, gdzie reprezentowała AWS. W 2004 roku bez skutku próbowała swoich sił w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W 2006 zaś (i tym razem skutecznie) – w wyborach do sejmiku województwa dolnośląskiego. Obecnie – jako senator PiS – pracuje w Komisji Spraw Zagranicznych (gdzie jest wiceprzewodniczącą) i w Komisji Zdrowia.

Stanisław Kogut

„Boże Mój Boże, co się na tej sali dzieje” – autor tych (akurat trafnych) słów to w polskim Senacie to twarz dobrze znana. Zasiada w nim od 2005 roku. Wcześniej (w 1993 i w 2001 roku) bezskutecznie próbował swoich sił w wyborach do Sejmu.

Jego działalność PiS początkowo nie układała się zbyt dobrze. W 2008 roku został zawieszony przez prezesa Kaczyńskiego w prawach członka partii. Media donosiły, że Kogut – wbrew politykom PiS – nie chciał podwyższenia o 3 tys. zł miesięcznie budżetu biur parlamentarnych. Proponował, by te pieniądze przeznaczyć na kolonie dla dzieci z ubogich rodzin.

Działaczom partii miało przeszkadzać również to, że Kogut nie krytykuje PO i Donalda Tuska w takim stopniu, jak na polityka PiS przystało. Nieoficjalnie mówiło się, że jedną z przyczyn zawieszenia był konflikt z Arkadiuszem Mularczykiem i Zbigniewem Ziobro.

W swoim okręgu Stanisław Kogut jest dobrze znany jako aktywny społecznik. Pomaga osobom niepełnosprawnym, przyczynił się do założenia Hospicjum w miejscowości Stróże. W 1999 roku został uznany za czytelników „Gazety Krakowskiej” za Człowieka Roku.

Kogut dość często gości na antenie Radia Maryja lub telewizji Trwam. Na sali posiedzeń Senatu wielokrotnie zapewniał, że jako katolik „nie żywi nienawiści” do nikogo, co jego „zwolennicy” szybko mu wypomnieli. Internauci w specjalnym filmie przypomnieli emocjonalne wystąpienie senatora na jednym z meczy, gdzie senatora wyraźnie poniosły nerwy, a walka z „mową nienawiści” wyraźnie zeszła na drugi plan.

Czesław Ryszka

Czesław Ryszka to zwycięzca lutowych wyborów uzupełniających na Śląsku. W spocie wyborczym jego kandydaturę wspierał sam prezes Kaczyński, który przekonywał, że Ryszka to człowiek „blisko związany z Kościołem”, który zawsze wpierał to wszystko, co dla Śląska stanowi fundament.

Ryszka to wieloletni dziennikarz i publicysta. Jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (ukończył polonistykę oraz teologię). Pracował m.in. w „Gościu Niedzielnym” i „Radiu Maryja”. Jest autorem 50 książek poświęconych tematyce społeczno-religijnej i laureatem Nagrody im. Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego.

Jeśli chodzi o jego karierę polityczną, warto przypomnieć, że Ryszka zasiadał już w Senacie (w latach 2005-11), a w latach 1997-2001 pełnił funkcję posła.

Jego członkostwo w PiS zostało zagrożone w 2011 roku, kiedy wraz z kilkoma innymi senatorami brał udział w zjeździe kierowanej przez Kobylańskiego Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej i nie zareagował na wypowiedzi skrajnie antysemickie oraz obrazoburcze względem Lecha Kaczyńskiego. Prezes Kaczyński określił to zachowanie mianem skandalu, a senatorowie zostali postawieni przed Komisją Etyki PiS.

Grzegorz Czelej

Grzegorz Czelej to nie tylko znany senator, ale też równie znany biznesmen, wyróżniany m.in. przez miesięcznik „Forbes” i Gazetę Bankową. Założył wydawnictwo medyczne Czelej i biorąc pod uwagę niszę na rynku – szybko osiągnął sukces. Pierwszy milion zarobił w wieku 29 lat.

Do polityki dostał się m.in. przez… tenisa stołowego. Chciał zbudować całoroczne korty, ale zderzył się z biurokracją, załatwiał sprawy z prezydentem, który był członkiem PiS i niedługo potem sam był członkiem partii.

GRZEGORZ CZELEJ

Pomyślałem, że nie potrzebuję piątego domu, a samochód miałem taki, jaki zawsze chciałem. Uważam, że pieniądze tyle są warte, ile dzięki nim można zrobić.

Jak pisała „Gazeta Wyborcza”, w polityce jest zaledwie od ośmiu lat, ale konsekwentnie i skutecznie zabiega o to, by mieć dostęp do ucha prezesa PiS.

 

 

naTemat.pl

kimSą

 

 

PiS spoza kamery

Paweł Wroński, 10.07.2015
 Beata Szydło na konwencji programowej PiS

Beata Szydło na konwencji programowej PiS (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Mamy problem. Czy powinniśmy analizować trzydniową konwencję programową PiS w kategoriach politycznych, czy artystycznych? Z artystycznego punktu widzenia był to niewątpliwy sukces.
Prawo i Sprawiedliwość przedstawiało się jako partia pragmatyczna i technokratyczna. Beata Szydło zapowiadała rozwiązanie wszelkich problemów, przedstawiała wyliczenia, symulacje, używała terminów powszechnie uważanych za ekonomiczne.

To zupełnie nieważne, że liczby kompletnie się nie zgadzały. Ludzie nie znają się na liczbach. To nic, że z wypowiedzi prezes wynikało, iż najpierw chce wydać co najmniej 22 mld zł rocznie na dodatki na dzieci, a dopiero później uzyskać aż 52 mld z „uszczelnienia systemu podatkowego”. Wątpliwości zawsze można zbyć zgrabnym: u nas nie obowiązuje stwierdzenie „nie da się”. Bo jak wiemy, da się założyć hełm na drugą stronę.

Katowicką konwencję filmowały wyłącznie kamery PiS. Telewizje otrzymywały tylko „sygnał”. Także kamery telewizyjne nie były dopuszczone na poszczególne panele. Bo być może coś niewłaściwego dla wizerunku partii zostałoby nagrane.

Dziennikarka „Polityki” Anna Dąbrowska zabłądziła jednak (kto ją tam wpuścił?) na panel dotyczący polityki sprawiedliwości prowadzony przez Zbigniewa Ziobrę i Bogdana Święczkowskiego. Usłyszała tam – przy entuzjastycznym akompaniamencie zebranych – że trzeba wprowadzić system powszechnej politycznej prowokacji (czyli państwo będzie nieustannie wodziło obywatela na pokuszenie, a potem wsadzało do mamra), że powstaje czarna lista sędziów, a prokuratorów i sędziów trzeba badać na wariografie. Czyli IV RP i rewolucja moralna w rozkwicie.

Co jest prawdziwe? Czy towarzystwo pragnące kontynuować to, co lubiło najbardziej – śledztwa trałowe, prowokacje – czy też Beata Szydło, która już mówi w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, że Polska nie jest w ruinie, tylko źle przez PO rządzona?

Istotne, jak silny jest za plecami partyjnych „technokratów” obóz IV RP, który pragnie zemsty za kolejne przegrane i upokorzenia. Jaka jest wewnętrzna dynamika? Na ile stronnictwo restauracji i rewanżu chce dokończyć dzieła, które osiem lat temu odrzuciło polskie społeczeństwo. Bo to, że Beata Szydło gra wyznaczoną jej rolę, jest pewne. Czasami niezbyt konsekwentnie, na przykład deklarując, że nie obejmie podatkiem bankowym SKOK-ów, bo to tu stoją pisowskie konfitury. Sama zresztą przyznaje, że została do swojej roli wyznaczona przez Jarosława Kaczyńskiego. Wniosek: gdy Kaczyński poprosi o to, by zagrała coś innego, to oczywiście zagra.

Wydaje mi się, że prawdziwy „duch” Prawa i Sprawiedliwości był na sali, w której politycy tej partii dyskutowali o zmianach systemu prawnego, a nie na sali plenarnej w świetle reflektorów, gdzie przemawiała Beata Szydło. Bo tak już zazwyczaj bywa, że partie polityczne starają się chować to, co prawdziwe, a wystawiać na światło dzienne milusi PR. Upewnia mnie w tym przekonaniu także sama Beata Szydło. Jeśli ktoś z taką niefrasobliwością żongluje ekonomicznymi danymi, to świadczy to o tym, że raczej recytuje powierzoną jej rolę. A scenariusz pisze ktoś inny.

Zobacz także

wyborcza.pl

Wrota piekła

Monika Olejnik, 10.07.2015
Przygotowanie materiału do zabiegu in vitro

Przygotowanie materiału do zabiegu in vitro (Fot. Wojciech Matusik / AG)

Obecna dyskusja na temat in vitro przypomina mi tę sprzed dwudziestu lat na temat aborcji, kiedy to ojciec Rydzyk chciał golić głowy posłom niczym prostytutkom, które sypiały z Niemcami w czasie II wojny światowej.
To nie Polska jest w ruinie i zgliszczach, tylko umysły polskich posłów i senatorów. Chcieliby wejść w nasze życie prywatne, najchętniej zakazując metody in vitro. Jedni płaczą nad tym, żedziecko z probówki nie jest poczęte z miłości, a ta metoda otwiera wrota piekła. Ale kiedy kobieta jest zgwałcona i zachodzi w ciążę, oczywiście zakazaliby jej aborcji.

Inni krzyczą, że in vitro tak, ale tylko dla małżeństw, bo inaczej otwiera się drogę do homoadopcji. Jeszcze kilka lat temu posłowie PiS chcieli karać więzieniem za stosowanie metody in vitro, potem złagodnieli, chcieli pozbawiać lekarzy prawa wykonywania zawodu.

Według senatora Bogdana Pęka (PiS) ustawa o metodzie in vitro to ideowy przekręt stulecia. Jak patrzę na działalność tego senatora od lat, to nigdy nie miał nic mądrego do powiedzenia. Senatorowie poddają się dyktatowi Kościoła, a przecież w Polsce jest rozdział Kościoła od państwa. Episkopat z jednej strony zapewnia o miłości do dzieci poczętych z in vitro, a z drugiej wybrzydza na tę metodę. Zamula głowy ludziom twierdzeniami, że skuteczniejsza jest naprotechnologia, choć wszyscy wiedzą, że jest to metoda nieuznawana przez Światową Organizację Zdrowia. I nie pomoże wtedy, kiedy kobieta ma niedrożne jajowody.

Ci, którzy nie chcą, mogą nie stosować in vitro. Nie jest obowiązkowe.

Ale straszenie ludzi, że dzieci poczęte tą metodą mają bruzdy, wady genetyczne i chorobę sierocą, bo myślą o swoich braciszkach i siostrzyczkach, to naprawdę ciemnogród.

Jak się muszą czuć w obliczu tej dyskusji rodzice tych dzieci?

Naprawdę trzeba być bez sumienia, niczym prof. Chazan, który w imię ratowania swojego sumienia kazał matce urodzić dziecko bez mózgu. Nikt nie pochylił się nad tą istotą, ale za to Kościół wychwala prof. Chazana.

Świat się zmienia, ale Polskę te zmiany omijają.

Zobacz także

polskiSenat

wyborcza.pl

wrotaPiekła

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: