Krzyżacy (13.07.2015)

 

Tusk powiedział do Merkel i Tsiprasa: Przepraszam, ale nie ma mowy, żebyście wyszli [KULISY ROZMÓW]

13.07.2015
Po 14 godzinach rozmów Angela Merkel i Aleksis Tsipras uznali, że są w martwym punkcie i nie ma miejsca na kompromis. Gdy już kierowali się do wyjścia, zatrzymał ich Donald Tusk – tak kulisy rozmów eurogrupy opisuje „Financial Times”.
Donald Tusk

Donald Tusk (FRANCOIS LENOIR)

 

– Przepraszam, ale nie ma możliwości, żebyście wyszli z tego pokoju – miał powiedzieć szef Rady Europejskiej Donald Tusk, informuje prestiżowy dziennik gospodarczy„Financial Times”. „Około godz. szóstej rano był moment, w którym Grecja była najbliżej opuszczenia strefy euro” – czytamy w artykule, opisującym kulisy negocjacji.

Kością niezgody było ustalenie wielkości funduszuprywatyzacyjnego. Angela Merkel chciała, aby na spłatę długu Grecji przeznaczono 50 mld euro z zysków funduszu. Tsipras uznał to za poniżające dla Greków, argumentując, że oznaczałoby to zrzeczenie się przez kraj majątku, wartego niemal jedną trzecią całego dochodu narodowego. Dopiero po godzinie osiągnięto kompromis w tej sprawie.

„Wyrzućmy z siebie wszystko i mówmy szczerze”

Jeszcze w sobotę, po wielogodzinnych dyskusjach, wydawało się, iż jedyną możliwością jest wyjście Grecji ze strefy euro. – Wyrzućmy z siebie wszystko i mówmy szczerze – miał zaproponować w pewnym momencie minister finansów Francji, Michel Sapin, informuje „Financial Times”.

Wielu polityków skorzystało z sugestii. Alexander Stubb, fiński minister finansów, miał zarzucić Grekom, że od pół wieku nie przeprowadzili koniecznych reform. Z kolei szef resortu finansów Niemiec, Wolfgang Schäuble, miał posprzeczać się z Mario Draghinim, szefem Europejskiego Banku Centralnego. Niemiecki minister miał rzucić, że „nie jest idiotą”, gdy nie spodobał mu się protekcjonalny ton Draghiniego.

W pewnym momencie wśród polityków miało powstać przekonanie, że to Niemcy, a nie Grecy negocjują w złej wierze. Jednym z orędowników zatrzymania Grecji w strefie euro był prezydent Francji Francois Hollande.

Ostatecznie to Hollande miał zaprowadzić Merkel i Tsiprasa do gabinetu Tuska, gdzie wypracowano ostateczne porozumienie.

gazeta.pl

financialTimes

Z wizytą u Krzyżaków. Szlak gotyckich zamków.

malborkNajwiększy
Roman Daszczyński, 13.07.2015
Świecie. Ruiny zamku nad Wisłą u ujścia Wdy

Świecie. Ruiny zamku nad Wisłą u ujścia Wdy (Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER / REPORTER)

MalborkRycerz przyjeżdżający do Marienburga vel Malborka potężną bryłę warowni widział już z odległości 20 km. W XIV i XV w. był to największy gotycki zamek świata. Całość zajmowała powierzchnię 21 hektarów. Bracia zakonni dzielili się na trzy grupy: rycerzy, kapłanów oraz służebnych. Rycerze – pochodzący z najlepszych szlacheckich rodów – sprawowali władzę i byli wojownikami. To właśnie oni nosili charakterystyczne białe sukienne płaszcze z czarnym krzyżem na lewym ramieniu i długie tuniki z krzyżem na piersiach. Bracia kapłani zajmowali się „obsługą duchową” klasztoru, a bracia służebni pełnili różne funkcje pomocnicze – od giermków po kucharzy. Na czele zakonu stał wielki mistrz, który był wybierany przez braci rycerzy na okres dożywotni. Dzisiejszy Malbork to konserwatorska rekonstrukcja. W 1945 roku został zniszczony w prawie 50 proc., a na przełomie XVIII i XIX w. Prusacy przerobili go na koszary i magazyny wojskowe; zniszczono wtedy m.in. większość gotyckich sklepień.

Szlak krzyżackich zamków

Sztum

W czasach pokoju rozrywką dla krzyżackiej elity i goszczonego przez nią rycerstwa były polowania. Zameczek w Sztumie, położony zaledwie 15 km od Malborka, wielcy mistrzowie upodobali sobie jako bazę myśliwską. Polowano głównie na dziki, łosie, jelenie i sarny. Od 1416 r. Sztum był dla wielkich mistrzów oficjalnym miejscem letniego wypoczynku. Historia tego zamku jest burzliwa. W 1236 r. Krzyżacy zdobyli i zniszczyli pruski gród, w którym rządził lokalny władyka Stumo. Na przesmyku między dwoma jeziorami postawili własną fortecę z drewna i wałów ziemnych. W I poł. XIV w. pobudowali tam zameczek z kamienia i cegły – strzegł Malborka od strony południowej, z kierunku Kwidzyna.

Szlak piastowskich grodów: Gniezno, Kruszwica, Biskupin…

Kwidzyn

Samotna wieża biskupiego zamku pokazuje, jak Krzyżacy walczyli z nieczystościami. W średniowiecznych miastach wypróżniano się bezpośrednio na ulicy albo w domu – do nocnika – po czym nieczystości wylewano… przez okno. Krzyżackie zamki były oazami higieny. Budowano w nich wieże sanitarno-obronne zwane z niemiecka danzker, po polsku – gdanisko. Mieszkańcy zamku szli tam za potrzebą, a nieczystości spadały z wysoka do fosy lub rzeki znajdującej się u podnóża. Brak cieku wodnego w bezpośrednim sąsiedztwie sprawił, że w Kwidzynie gdanisko jest oddalone aż o 55 m i łączy je z zamkiem specjalny ganek. Skąd pochodzi słowo „gdanisko”? Podobno od największej wieży sanitarnej w Malborku, która jest wysunięta w kierunku Gdańska. Miała ona stałe oświetlenie w postaci okazałej latarni. Jednym z przywilejów wielkiego mistrza było własne gdanisko zdobione polichromiami.

Gniew

Nim Krzyżacy położyli pierwsze cegły pod zamek w Gniewie, o jego losach musiał zdecydować sam papież. Piastowscy książęta kłócili się między sobą, czy ta ziemia ma przypaść Krzyżakom czy też cystersom. W 1282 r. zapadł wyrok – ziemia należy się zakonowi krzyżackiemu. Rok później rycerze zaczęli pierwsze prace ziemne przy budowie przyszłej siedziby konwentu i komturstwa zakonu. Warownia położona na wzniesieniu na lewym brzegu Wisły była nie do zdobycia. Można ją było przejąć tylko podstępem, odcinając dostawy żywności i wody. Tak też uczynił Piotr Dunin, naczelny dowódca polskich wojsk w wojnie trzynastoletniej. Oblegał zamek w Gniewie siedem miesięcy – od lipca 1463 r. do stycznia 1464 r. Gdy obrońcy zaczęli przymierać głodem, zgodzili się poddać zamek w zamian za możliwość wyjścia.

Świecie

Gdyby wróg zaatakował państwo krzyżackie od południa, z wysokiej na 34 m wieży sygnał o zagrożeniu poszedłby w głąb państwa – zamki w pradolinie Wisły są tak usytuowane, że z jednego widać następny. Jak przekazywano ostrzeżenie ze Świecia do Malborka? W dzień zapewne pomocna była polerowana srebrna blacha, w nocy – ogień rozpalany na szczycie wieży.

Zamek w Świeciu miał duże znaczenie strategiczne, dlatego już w 1377 r. wyposażono go w broń artyleryjską. Według spisu z 1396 r. znajdowało się tam 5 dział i 400 ołowianych pocisków, a także bombardy z kamiennymi kulami, 120 kamiennych kul mniejszego kalibru oraz cztery worki prochu. W 1411 r. Krzyżacy zwiększyli siłę ognia: kupiono 8 ręcznych puszek, 3 taraśnice (armaty), 5 dział i 5 beczek prochu. W arsenale znajdowało się ponadto 150 kusz i 15 tysięcy bełtów. Komturia dysponowała też 58 końmi.

Chełmno

Stolica ziemi, na której za sprawą Konrada Mazowieckiego zaczęła się „polska” historia Zakonu. Krzyżacy lokowali miasto już w 1233 r., na zasadzie zmodyfikowanego prawa magdeburskiego – stąd nazwa „prawo chełmińskie”. Z gotyckiego zamku został zaledwie dom konwentu, przebudowany w XIX w. – trzeba go szukać na terenie klasztoru Sióstr Miłosierdzia. Jest też tzw. wieża Mestwina, od imienia syna księcia Świętopełka, który rzekomo w tym miejscu miał być więziony przez Krzyżaków. Samo Chełmno, wzór dla wielu krzyżackich miast, to dziś miasto z niezmienionym średniowiecznym szachownicowym układem ulic i zachowanym systemem murów miejskich o długości 2,3 km.

Radzyń Chełmiński

Był świadkiem krwawej zemsty Krzyżaków na obywatelach ich państwa. To tutaj w 1397 r. szlachta chełmińska zawiązała Towarzystwo Jaszczurcze, pierwszy zorganizowany sprzeciw polityczny wobec władzy Zakonu. Dewizą ich byławzajemna pomoc osobą i majątkiem bez żadnej niewierności, fałszu, zdrady oraz wszelkiej innej chytrości przeciwko każdemu, kto dokucza, gnębi albo inną krzywdę czyni, za wyjątkiem jednak osoby wielkiego mistrza. Symbolem zaś noszona na tunice srebrna jaszczurka. Kilka miesięcy po klęsce grunwaldzkiej Krzyżacy aresztowali jako zdrajcę i stracili w pobliskim Grudziądzu Mikołaja z Ryńska, twórcę Towarzystwa; wymordowali też jego męskich potomków, łącznie z dziećmi.

Zamek to przykład siedziby konwentu, podstawowej jednostki organizacyjnej Zakonu. Mieszkało tam do 13 osób (na wzór Jezusa i apostołów). Mieli do dyspozycji kaplicę i kapitularz, jadalnię, jedną sypialnię dla wszystkich braci, kuchnię, spiżarnie i piwnice.

Golub-Dobrzyń

Władysław Łokietek aż trzy razy próbował zdobyć tę twierdzę (1329-33). Zamek jednak dobrze osłaniał granicę państwa krzyżackiego od strony Mazowsza i ziemi dobrzyńskiej. W latach 1409-11 zebrała się tu część wojsk zakonnych idących na Grunwald. Nicolaus Roder, komtur Golubia, był jednym z dwustu braci-rycerzy poległych podczas bitwy. Na początku XVII w. właścicielką twierdzy była siostra króla Zygmunta III Wazy – Anna; według legendy jej duch nawiedza to miejsce do dziś.

GrunwaldIle wojska stanęło naprzeciw siebie 15 lipca 1410 r.? Maksymalna (podważana przez współczesnych badaczy) wersja mówiła o 38 tys. wojsk zakonnych i 43 tys. sprzymierzonych pod dowództwem króla Władysława Jagiełły. Zdaniem nieżyjącego już prof. Andrzeja Nadolskiego wojska króla przeważały przeszło dwukrotnie: 20 tys. wojsk koronnych i 10 tys. Litwinów. Siły te wspierane były przez znacznie mniej licznych Rusinów i Tatarów, a także zaciężnych z Czech i Moraw. Wojsk krzyżackich było prawdopodobnie 15 tys. W rzeczywistości armia zakonna pod Grunwaldem miała charakter międzynarodowy – prócz większości złożonej z Niemców byli też ich akolici z Zachodu, a także Czesi, Ślązacy, Łużyczanie oraz Pomorzanie. Nie zabrakło nawet dwóch słowiańskich książąt: Kazimierza V, księcia szczecińskiego z rodu Gryfitów, i Konrada VII Białego z dynastii Piastów. Zwykle zapomina się też o Prusach i Polakach – krzyżackich poddanych.

Jagiełło dowodził z pobliskiego wzgórza. W decydującej fazie bitwy wielki mistrz krzyżacki Ulrich von Jungingen zebrał 16 chorągwi rycerstwa i na ich czele uderzył na prawą flankę wojsk nieprzyjaciela. Nie zauważył, że przejeżdża nieopodal monarchy. Jednak Dypold von Kökeritz, jeden z krzyżackich rycerzy, pogalopował w kierunku króla. Jagiełłę obronił Zbigniew Oleśnicki, jego sekretarz – strącił Krzyżaka z konia, prawdopodobnie uderzając tylną, grubą częścią złamanej kopii. Atak ten uznano za zabójstwo, a nie śmierć rycerza w walce, i Oleśnicki o rozgrzeszenie musiał prosić papieża.

W ”Objazdowym Muzeum Historii Polski” czytaj:

Krzyżacy. Co Polska im zawdzięcza
Czarna legenda „teutońskich rycerzy” nie ma dzisiaj sensu. Sąsiedztwo z Krzyżakami przyniosło Polsce więcej zysków niż strat. Skąd się u nas wzięli i co im zawdzięczamy?

Czy dałbyś radę zostać Krzyżakiem?
Szlachetne pochodzenie to nie wszystko. Rycerze w białych płaszczach musieli trzymać się surowych zasad

Rusz szlakiem krzyżackich zamków
Zobacz Malbork, Sztum i inne

Trzy miasta Kopernika
Toruń, Olsztyn i Frombork

Malbork od kuchni
Oprócz ryb, bobrzych ogonów, dziczyzny, kur i skowronków na stołach wielkich mistrzów pojawiały się figi, daktyle, kandyzowane fiołki i cukierki w złocie

wyborcza.pl

Ojciec dziecka urodzonego dzięki in vitro do biskupów: Dość

 ojciecDziecka
Adam Ziółkowski, 13.07.2015
- Tak jak było trzeba kilku tygodni modlitwy przed wyborami prezydenckimi, tak trzeba teraz kilku miesięcy wytężonej modlitwy i pokuty przed wyborami parlamentarnymi - wezwał na Jasnej Górze słuchaczy Radia Maryja abp Andrzej Dzięga.

– Tak jak było trzeba kilku tygodni modlitwy przed wyborami prezydenckimi, tak trzeba teraz kilku miesięcy wytężonej modlitwy i pokuty przed wyborami parlamentarnymi – wezwał na Jasnej Górze słuchaczy Radia Maryja abp Andrzej Dzięga. (Fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta)

Dzisiaj po raz pierwszy w moim całkiem już długim życiu (60+) nie byłem na mszy niedzielnej nie z powodu siły wyższej (choroba, podróż ), ale dlatego, że po lekturze urywków kazania abp. Dzięgi nie byłem w stanie tego zrobić – pisze Adam Ziółkowski, ojciec najstarszego znanego w Polsce dziecka z in vitro
Arcybiskup Andrzej Dzięga na niedzielnej pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę wygłosił osobliwe, mówiąc bardzo delikatnie, kazanie.Nie chcę komentować nawoływań do obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec „złego prawa” ani propagowania nowenn, modlitwy i pokuty jako technik walki politycznej przed wyborami parlamentarnymi. Ale jako ojciec najstarszego ujawnionego dotąd polskiego dziecka urodzonego dzięki in vitro chciałbym skomentować część kazania poświęconą temu zagadnieniu.Wykrzykiwania – takie jak „Wyście ją [ustawę] przygotowali zbrodniczą, bo można ludzi bezkarnie zabijać tylko dlatego, że się to dziecko komuś nie udało, jakiemuś profesorowi w laboratorium, że jest chore, że źle się rozwija. To jest czysta eugenika, to jest zbrodnia” – nie robią już na mnie wrażenia. Bo ostatecznie jak długo i po co zastanawiać się, jak zakwalifikować oczywistą nieprawdę: jako kłamstwo czy jako przejaw ignorancji?

Tym, co poruszyło mnie do głębi, były słowa zwrócone do osób urodzonych dzięki metodzie in vitro, a więc również mojej córki (cytat za wyborcza.pl): „Wam chcemy powiedzieć, że was kochamy”; „Bo wy nie jesteście niczemu winni. Wy jesteście darem Bożej miłości dla świata, chociaż ten dar został przez dorosłych wymuszony pewnym gwałtem na naturze, w laboratorium. Chociaż wyrwany Bogu siłą, nie przestaje być jego darem. My was kochamy, my was zapraszamy do wspólnej modlitwy. To nie jest wasza wina, że aby się jedno z was narodziło, to kilkadziesiąt innych dzieci musiało zamrzeć albo być zabitych”.

Hierarcha zaapelował jednocześnie, aby osoby poczęte z in vitro dołączały do ruchu obrońców życia. ” To nie jest wasza wina – za to odpowiedzą dorośli przed Bogiem, ci, którzy to nakazali, którzy to zaproponowali”.

Dawno nie czytałem takiego pomieszania podłości ze świętoszkowatą hipokryzją. Z jednej strony lukrowate zapewnianie, że Kościół (polski, bo na szczęście nie katolicki, co wiem z osobistych kontaktów we Francji, w Wielkiej Brytanii i Włoszech) „kocha” dzieci z in vitro. Z drugiej zaś próba wzbudzenia w nich kompleksu winy za „morderstwo” kilkudziesięciorga (!) rodzeństwa i zohydzanie ich rodziców jako morderców. Zaiste, objaw głębokiej miłości.

Jak wiadomo, wmawiany przez niektórych naszych duchownych kompleks dziecięcego ocaleńca jest bajką, nieznaną medycynie. Ale przy takim praniu mózgów należy się obawiać, że w środowiskach, dla których ambona jest pierwszym i ostatnim autorytetem, niektóre mniej odporne psychicznie osoby urodzone dzięki in vitro zaczną zdradzać jego objawy. Ale czego będzie to dowodem? Wyłącznie sprawności dręczycieli w katowskim rzemiośle.

A teraz dwie uwagi natury osobistej. Kilka lat temu, jadąc z dwoma kolegami z Uniwersytetu, uświadomiłem sobie, że jest nas już całkiem sporo, skoro oto w jednym autobusie, na trasie Krakowskie Przedmieście – Aleje Ujazdowskie, znalazło się trzech pracowników Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego – ojców dzieci z in vitro. Konstatację tę dedykuję tym, którzy dzisiaj zbijają kapitał polityczny, wtórując Episkopatowi w jego niegodnej krucjacie przeciw tym wszystkim, którzy in vitro praktykują, którzy dzięki niemu zostali rodzicami i którzy dzięki niemu są dziś na świecie. Możliwe, że w tym roku zdobędziecie dzięki temu extra jeden, dwa procent głosów; ale za cztery lata zapłacicie za to w dwójnasób – chyba że jako wytrawni gracze zdążycie wcześniej porzucić waszych dzisiejszych sojuszników.

Druga uwaga (raczej wyznanie) jest następująca: dzisiaj po raz pierwszy w moim całkiem już długim życiu (60+) nie byłem na mszy niedzielnej nie z powodu siły wyższej (choroba, podróż itp.), ale dlatego, że po lekturze urywków wspomnianego kazania nie byłem w stanie tego zrobić. Niewątpliwie, za tydzień to uczucie obrzydzenia, a zarazem oburzenia, chyba mi przejdzie, znowu powtórzę sobie słowa świętego Augustyna, że ważne jest ministerium, nie ministri. Ale widząc eskalację kampanii przeciw in vitro, pytam sam siebie, jak długo starczy mi jeszcze cierpliwości. Kampania ta już uczyniła moja córkę apostatką, a żonę protestantką. Czy naszemu Kościołowi, rozumianemu tradycyjnie jako stan duchowny, a zwłaszcza jego hierarchowie (bo w Polsce tylko takie jego rozumienie odpowiada rzeczywistości) naprawdę zależy na tym, by jego świeckimi członkami było wyłącznie dzisiejsze audytorium arcybiskupa Dzięgi?

Zobacz także

wyborcza.pl

Czy dałbyś radę zostać Krzyżakiem?

bezRozmów
Maciej Drzewicki, 13.07.2015

Fot. Wojciech Franus

Szlachetne pochodzenie to nie wszystko. Rycerze w białych płaszczach musieli trzymać się surowych zasad
1 Obowiązek postuW 1422 r. na terenie państwa zakonnego poszczono aż 250 dni – policzyła Krystyna Jarosławska, badaczka krzyżackiej kultury. Jadano wówczas tylko raz dziennie (przed południem), a zamiast kolacji każdemu przysługiwała przekąska: dwie kwarty (około 2 litrów) miodu lub piwa. Nawet w dni bez postu Krzyżakom podawano tylko dwa posiłki: obiad i wieczerzę. Co serwowano? W niedziele, wtorki i czwartki braciom wolno było jeść mięso, w pozostałe dni mogli spożywać jaja i sery, w piątek – tylko ryby.2 Pożegnanie z łóżkiem

Według zakonnej reguły bracia sypiali, „jak przystoi ludziom religijnym”, czyli we wspólnej komnacie i przy zapalonym świetle. Do snu niezależnie od pory roku zakładali koszulę, bieliznę i spodnie. Nie mieli łóżek, spali na posadzce, podkładali pod siebie tylko skórę lub futro, a przykrywali się workami, w których trzymali bieliznę.

3 Koniec rozmów z kobietami

„Zwłaszcza z dziewicami” w podejrzanych miejscach i godzinach. Nie można też całować kobiet, nawet jeśli to matka bądź siostra. Bracia powinni zachować czystość, nie żenić się i nie mieć prawnego potomstwa. O dzieciach z nieprawego łoża reguła milczy.

4 Krótki sen

Wprawdzie zakonni szli spać już około godz. 20, jednak o północy i tak musieli wstać i iść na jutrznię (poranną modlitwę), po której wracali do łóżek. Kolejna pobudka była o 4. Po niej wszyscy szli do kościoła, gdzie odmawiano godziny kanoniczne i słuchano mszy świętej. Potem oddawano się codziennym zajęciom.

W ”Objazdowym Muzeum Historii Polski” czytaj:

Krzyżacy. Co Polska im zawdzięcza
Czarna legenda „teutońskich rycerzy” nie ma dzisiaj sensu. Sąsiedztwo z Krzyżakami przyniosło Polsce więcej zysków niż strat. Skąd się u nas wzięli i co im zawdzięczamy?

Czy dałbyś radę zostać Krzyżakiem?
Szlachetne pochodzenie to nie wszystko. Rycerze w białych płaszczach musieli trzymać się surowych zasad

Rusz szlakiem krzyżackich zamków
Zobacz Malbork, Sztum i inne

Trzy miasta Kopernika
Toruń, Olsztyn i Frombork

Malbork od kuchni
Oprócz ryb, bobrzych ogonów, dziczyzny, kur i skowronków na stołach wielkich mistrzów pojawiały się figi, daktyle, kandyzowane fiołki i cukierki w złocie.

wyborcza.pl

„Platforma zastawia pułapkę na kolejny rząd”. PiS zapowiada „katastrofę” w finansach spółek węglowych

PiSzabezpieczaSię
MT, 13.07.2015
Jarosław Kaczyński i Piotr Naimski podczas konferencji prasowej ostrzegli przed nadciągającą „katastrofą” w spółkach węglowych, którą według teorii PiS Platforma Obywatelska chce obciążyć kolejny rząd. – Wszystko to jest pułapką – stwierdził Naimski.
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

 

– Kopalnie węgla, wielkie spółki, dzisiaj są w takiej sytuacji – i to jest sytuacja tworzona w sposób przemyślany – iż grozi im przy końcu roku, a więc prawdopodobnie przy nowym rządzie, bardzo poważny kryzys, a więc kryzys, który może prowadzić nawet do braku pieniędzy na wypłaty – powiedział Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej zorganizowanej wspólnie z byłym wiceministrem gospodarki Piotrem Naimskim. – To jest stan, o którym społeczeństwo powinno wiedzieć – podkreślił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Następnie oddał głos Naimskiemu. – Sytuacja jest dramatyczna – powiedział na wstępie poseł. – Rząd Platformy i PSL-u od stycznia wprowadza plan ratunkowy dla kopalni, ogłasza to jako sukces. Minęło pół roku i praktycznie rzecz biorąc zarządy spółek węglowych w tej chwili ciułają pieniądze na kolejną wypłatę dla pracowników w lipcu i sierpniu – stwierdził.

„Dyspozycja uniknięcia niepokojów społecznych”

Dodał, że spółki węglowe zaciągają kolejne kredyty, a węgiel sprzedają w przedpłatach, tak aby mieć środki na zaspokojenie bieżących potrzeb przedsiębiorstw, takich jak pensje dla górników. – To okazuje się być destrukcyjne dla sytuacji finansowej tych spółek za 3, 4 czy 5 miesięcy. Dyspozycja wydana przez Skarb Państwa dla zarządów spółek, że mają dążyć do uniknięcia niepokojów społecznych do wyborów, jest realizowana – powiedział.

Naimski stwierdził również, że styczniowy plan dla górnictwa nie ma finansowania, ponieważ pieniądze wydawane na to ze środków unijnych mogą nie zostać zatwierdzone, a wtedy trzeba będzie je zwrócić.

– KHW ma pieniądze na wypłaty na następne dwa miesiące – podkreślił polityk.

Pułapka na nowy rząd

– Wszystko to jest pułapką, którą zastawia Platforma Obywatelska na kolejny rząd – ten rząd, który będzie tworzony po wyborach październikowych – stwierdził Naimski. – Nowi ministrowie i nowy premier będą musieli zmierzyć się z sytuacją, kiedy to na Śląsku może okazać się, że są kłopoty z wypłatą pensji – dodał.

– Oczywiście nowy rząd będzie o to oskarżony – stwierdził, dodając, że nie można dopuścić do tej sytuacji. – Nie dopuścimy do tego, żeby kolejny rząd był obarczony tymi niedociągnięciami, czy też tą katastrofą, którą Platforma szykuje dla Śląska – zaznaczył.

Jarosław Kaczyński zapytany po konferencji o to, czy PiS ma do zaproponowania jakiś plan ratunkowy, aby zapobiec tej sytuacji, odparł, że „nie jest rolą opozycji, PiS, żeby w tej chwili doradzać pani Kopacz”. – To ona musi wyjść do państwa i powiedzieć, jakie ma zamiary – stwierdził.

gazeta.pl

Krzyżacy. Co Polska im zawdzięcza

CzarnaLegenda
Roman Daszczyński, 13.07.2015
Malbork

Malbork (Fot. Piotr Jedzura/REPORTER / /REPORTER)

Czarna legenda „teutońskich rycerzy” nie ma dzisiaj sensu. Sąsiedztwo z Krzyżakami przyniosło Polsce więcej zysków niż strat. Skąd się u nas wzięli i co im zawdzięczamy?
Jeśli ktoś miałby prawo nienawidzić Krzyżaków, to nie Polacy, lecz Prusowie. Przeszło półtora tysiąca lat temu osiedlili się na ziemiach między dolnym biegiem Wisły a Niemnem. Zajęli rozległy obszar 38,5 tys. km2. Na początku XIII w. było ich tam nie więcej niż 170 tys. Byli rolnikami, myśliwymi, wojownikami i hodowcami zwierząt. Nieżyjący już badacz epoki prof. Jan Powierski sugerował, że spotkał ich los podobny do tego, który cywilizacja zgotowała rdzennym mieszkańcom obu Ameryk.W XII w. zaczęły się zawiązywać pierwsze federacje plemienne. Skutek był taki, że Prusowie upodobali sobie organizowanie łupieżczych wypraw na sąsiednie ziemie – co zwykle prowokowało akcje odwetowe ze strony napadniętych. Stali się poważnym problemem dla Konrada Mazowieckiego, który w epoce rozbicia dzielnicowego toczył zaciekłe walki z innymi piastowskimi książętami i marzył o zdobyciu Krakowa.

Krzyżacy: błąd Konrada Mazowieckiego

W 1226 r. zaprosił więc Krzyżaków. W czerwcu 1230 r. w Kruszwicy książę potwierdził nadanie im ziemi chełmińskiej i jednocześnie zrzekł się wszelkich praw do krzyżackich podbojów w Prusach.

Dokument ten długo był uważany przez polskich historyków za fałszerstwo na zasadzie: „przecież nie mógł być tak głupi”. Tymczasem Konrad w zamian za pozbycie się problemu dawał Krzyżakom to, co należało do Prusów. W ostatnich latach okazało się, że dokument jest jednak autentyczny.

Nikt się nie spodziewał, że Krzyżacy są tak dobrze zorganizowani i silni. Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie był owocem krucjat – założono go w 1191 r. na wzór francuskich templariuszy i włoskich joannitów. Gdy Krzyżacy przyjechali do Polski, mieli już struktury organizacyjne i posiadłości – tzw. baliwaty – w całym chrześcijańskim świecie.

Mieli też za sobą próbę budowy własnego państwa, bowiem król Węgier Andrzej II chciał użyć Krzyżaków przeciwko najazdom koczowniczych plemion, więc w 1212 r. nadał im tzw. ziemię Borsa (dzisiaj w Rumunii). Po 13 latach zostali stamtąd przepędzeni, gdy okazało się, że próbują się uwolnić z zależności lennej od węgierskiego monarchy. Polskiemu księciu nie wystarczyło wiedzy ani wyobraźni, by uświadomić sobie, jak groźnego partnera sprowadza.

Krzyżak się bogaci

W 1230 r., tam, gdzie dziś jest Toruń, powstała pierwsza krzyżacka baza operacyjna, w której chroniło się nie więcej niż 70 osób, w tym siedmiu rycerzy-zakonników z giermkami. Jednak siły krzyżackie stale rosły, zasilane ochotnikami z Niemiec, ale także z Francji, Anglii czy Irlandii. Udział w wyprawie krzyżowej był obowiązkiem, który miał zapewnić zbawienie, a przy okazji dać chwałę i łupy. Rycerz doskonały, opisany przez Geoffreya Chaucera na kartach „Opowieści kanterberyjskich” z 1475 r., odwiedził Prusy, gdzie był goszczony przez Krzyżaków, i uczestniczył w wyprawie na pogan.

Doszło do systematycznego podboju. Pierwszym ważnym ośrodkiem krzyżackiego życia stał się zbudowany w 1231 r. gród w Toruniu. Krzyżacy i ich pomocnicy posuwali się szlakami wodnymi, bowiem puszcze i mokradła były zbyt trudne do przebycia. W wyprawach tych często uczestniczyli polscy rycerze.

Rusz szlakiem krzyżackich zamków. Zobacz Malbork, Sztum i inne

Podbój całych Prus zajął Krzyżakom ledwie 50 lat. Na zdobytych ziemiach błyskawicznie zaczęli organizować struktury gospodarcze nowego państwa. Wybudowano 120 murowanych zamków i warowni do ochrony krzyżackich interesów. Szlak zakonnych zdobyczy ma ścisły związek z kolejnością miast, które zakładali: Chełmno (1332), Kwidzyn (1233), Radzyń Chełmiński (1234), Elbląg (1237), Balga (1239), Królewiec (1255). Trwała wielka akcja osadnicza, masowy wyrąb dziewiczych puszcz. Ci Prusowie, którzy przeżyli krzyżacki podbój, byli chrzczeni i – zwykle po przesiedleniu – wiedli zwyczajne życie poddanych wielkiego mistrza.

Nowe miasta i wsie lokowano na prawie niemieckim – stanowiło to skok cywilizacyjny w porównaniu z Polską, gdzie dotąd obowiązywało prawo książęce, często interpretowane w sposób wygodny dla władcy. Tymczasem prawo chełmińskie gwarantowało mieszczanom szeroką jak na owe czasy autonomię, m.in.: własne sądownictwo, wolność targową, handlową oraz zwolnienie z ceł, przywileje dotyczące rybołówstwa, łowiectwa czy zakładania młynów. Krzyżacy wprowadzili też zasadę wspólnoty majątkowej małżonków oraz jednolity system miar i wag, co dotyczyło także jednostki pieniężnej, zwanej grzywną pruską (równowartość 60 szelągów). Pod koniec XIV w. roczne dochody z podatków i opłat jednego tylko komturstwa – w Świeciu – wynosiły 4 tys. grzywien, czyli 720 kg srebra.

Przez dobre półtora stulecia bogactwo państwa zakonnego rosło. Sprzyjała temu koniunktura, ale też Krzyżacy pomagali swojemu sukcesowi umiejętnie nawiązując kontakty handlowe z zagranicą, co odbywało się pod szyldem Hanzy. Rozkwit gospodarczy Prus bazował głównie na eksporcie na wielką skalę dwóch artykułów: drewna i żyta. Duże znaczenie miał także bur-sztyn, który Krzyżacy objęli państwowym monopolem – sprzedawali go nawet we Lwowie.

Problemy króla Łokietka

Krzyżacy sprowadzali osadników z głębi Niemiec, ale też licznych z Polski – głównie z Mazowsza. Ci zamieszkiwali na Mazurach i południowej Warmii, gdzie nierzadko stanowili ponad 30 proc. ludności.

Rozwiązania ustrojowe państwa zakonnego szybko zaczęły promieniować na ziemie polskie – przede wszystkim na najbardziej zacofane Mazowsze i Kujawy. Do końca XV w. przeszło 70 proc. mazowieckich miast otrzymało prawo chełmińskie, m.in. Płock (1237), Warszawa (ok. 1300) i Mława (1429). Polska zaczęła dostarczać towary i surowce na potrzeby handlu międzynarodowego, prowadzonego przez główne miasta Prus i samych Krzyżaków.

Wybitny mediewista prof. Henryk Samsonowicz jest przekonany, że to dzięki relacjom z Zakonem Polacy zaczęli mieć istotny kontakt z rycerską kulturą Europy Zachodniej. Wcześniej byliśmy krajem prowincjonalnym. Mazowieckie zamki zaczęto budować na wzór zamków krzyżackich, a polskie miasta korzystały z osiągnięć urbanistycznych miast pruskich.

W polskim katalogu krzywd historycznych ważne miejsce zajmuje „zdradziecki” zabór przez Krzyżaków Pomorza i Gdańska w 1308 r. Była to prowincja, do której rościł pretensje król Władysław Łokietek, ale należała do Polski tylko formalnie – sytuacja polityczna była tam skomplikowana ze względu na bratobójcze walki i swary pomorskiego możnowładztwa oraz zagrożenie militarne ze strony Brandenburgii. Krzyżacy wykorzystali słabość pozostałych graczy. Na prośbę Łokietka zajęli Gdańsk, ale nie mieli ochoty stamtąd się wynieść, więc wystawili polskiemu królowi absurdalnie wysoki rachunek za pomoc. Doszło do wojny zakończonej w 1343 r. pokojem kaliskim. Najciekawsze jest jednak to, że później między Polską a Zakonem było prawie 60 lat pokoju i choć powodów do napięć nie brakowało – był to ewenement w średniowiecznej Europie.

Mit Grunwaldu

Do wojny lat 1409-11 doszło z powodu konfliktu krzyżacko-litewskiego. Klęska pod Grunwaldem okazała się dla państwa zakonnego początkiem końca. Pogorszenie się koniunktury ekonomicznej, rosnące aspiracje i w końcu otwarty bunt szlachty i mieszczaństwa – to wszystko doprowadziło do kolejnych wstrząsów, a następnie do upadku.

Polska Jagiellonów zbudowała na Grunwaldzie mocarstwową pozycję, a także więź z Litwą, co z czasem pozwoliło stworzyć Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Już w latach 20. XV w. kolejne rocznice bitwy hucznie obchodzono jako święto zwycięstwa – dawało to poczucie wspólnoty i narodowej dumy.

Bitwa pod Grunwaldem rozładowała nasze kompleksy. Mieliśmy swoje wielkie zwycięstwo. Pozostawało dobrze je wykorzystać.

Wróg w ciemnicy

Krzyżacy trzymali jeńców w wieży, w ruskiej ciemnicy albo w więzieniu pod gmachem ustępowym. Zakuwano ich w łańcuchy zamykane na kłódki. W marcu 1455 r. gdańscy rajcy oskarżali zarządcę malborskiego więzienia o nieludzkie dręczenie jeńców. W drugiej dekadzie XV w. egzekucje wykonywał kat sprowadzany z Tczewa: ścinał, wieszał, łamał kołem. W lepszym położeniu byli tylko wysoko urodzeni więźniowie – przetrzymywano ich w dobrych warunkach, na wymianę jeńców. Więziony na zamku w Malborku litewski książę Kiejstut zdołał nawet uciec – wyciągnął z muru cegły i przez dziurę dostał się do fosy.

Cztery rzeczy, które warto wiedzieć o Krzyżakach

1 Braci zakonnych nigdy nie było dużo.

Wielotysięczne hufce rycerzy w białych płaszczach to wytwór fantazji filmowców. Mnichów-rycerzy w szczytowym okresie – pod koniec XIV w. – było ok. 800. W bitwie pod Grunwaldem walczyło prawdopodobnie 250.

2 Wielki mistrz zakonu został zamordowany.

Ta zbrodnia na zamku w Malborku wstrząsnęła całym państwem krzyżackim. Jesienią 1330 r. jeden z braci zakonnych zasztyletował wielkiego mistrza Wernera von Orseln. Sprawca prawdopodobnie był niepoczytalny.

3 Królewiec to miasto na cześć czeskiego króla.

Jedno z najważniejszych miast państwa zakonnego to Königsberg, spolszczona nazwa: Królewiec. Krzyżacy uczcili tak króla Czech Przemysła Ottokara II, który w latach 1254-55 uczestniczył w wyprawach przeciwko Prusom.

4 Krzyżacy przetrwali do dziś.

Zajmują się pracą duszpasterską, prowadzą placówki służby zdrowia, domy starców i domy dziecka. Działają w Austrii, Niemczech, Włoszech, Słowenii, Czechach, Słowacji i Belgii. W 2010 r. było w sumie 87 braci zakonnych.

W ”Objazdowym Muzeum Historii Polski” czytaj:

Krzyżacy. Co Polska im zawdzięcza
Czarna legenda „teutońskich rycerzy” nie ma dzisiaj sensu. Sąsiedztwo z Krzyżakami przyniosło Polsce więcej zysków niż strat. Skąd się u nas wzięli i co im zawdzięczamy?

Czy dałbyś radę zostać Krzyżakiem?
Szlachetne pochodzenie to nie wszystko. Rycerze w białych płaszczach musieli trzymać się surowych zasad

Rusz szlakiem krzyżackich zamków
Zobacz Malbork, Sztum i inne

Trzy miasta Kopernika
Toruń, Olsztyn i Frombork

Malbork od kuchni
Oprócz ryb, bobrzych ogonów, dziczyzny, kur i skowronków na stołach wielkich mistrzów pojawiały się figi, daktyle, kandyzowane fiołki i cukierki w złocie.

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s