PiS (04.07.2015)

 

Panie i Panowie Senatorowie z PO nie prześpijcie ustawy o in vitro

Zaniepokoiła mnie decyzja senackiej komisji zdrowia o odrzucenie rządowego projektu ustawy o leczeniu niepłodności. I chociaż osobiście uważam, że projekt ten nie jest doskonały, to jednak mam nadzieję, że sprawa in vitro wreszcie zostanie w Polsce uregulowana prawnie.

Wniosek o odrzucenie projektu w całości złożył senator Waldemar Kraska z PiS. Niestety podczas procedowania na komisji nie pojawiło się dwóch z sześciu senatorów PO, a senatorka PO Helena Hatka wstrzymała się od głosu. Mam nadzieję, że senatorowie PO poważnie podejdą do tej sprawy. Ustawa o leczeniu niepłodności jest fundamentalną. Brak regulacji w tej sprawie spowoduje, że Polska będzie musiała zapłacić milionowe kary. Przypominam, że Komisja Europejska złożyła do Trybunału Sprawiedliwości skargę o niewdrożenie przez Polskę przepisów regulujących in vitro. Na razie był to wniosek ostrzegawczy, następna skarga będzie skutkowała już poważnymi karami pieniężnymi, na które naszego kraju po prostu nie stać. Za każdy dzień zwłoki od dnia, do którego należało wdrożyć dyrektywy Komisja Europejska chce kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Najpierw projekt ustawy utknął we Sejmie, teraz w Senacie. Jak długo jeszcze polskim politykom zajmie uregulowanie tej jeden z najważniejszych ustaw?

naTemat.pl

Rafał Kalukin: ciężko wskazać, co nie jest priorytetem PiS

Rafał Kalukin

Rafał Kalukin

04-07-2015
KATOWICE PIS KONWENCJA PROGRAMOWA

Wystąpienie programowe wiceprezes PiS i kandydatki partii na premiera RP Beaty Szydło, podczas drugiego dnia Konwencji Programowej Prawa i Sprawiedliwości.  /  fot. PAP/Andrzej Grygiel  /  źródło: PAP

Wystąpienie Beaty Szydło na konwencji PiS trafiało w sam środek politycznej mody tego sezonu.

Uszczęśliwiła mnie redakcja zadaniem oglądania Beaty Szydło, a sobota tak piękna, że chętniej poleżałoby się w hamaku i podrzemało. Na szczęście pani premierka in spe dopasowała się do letnich okoliczności i ogólnego rozleniwienia. Gadała ponad godzinę, płynęły same przyjemne rzeczy, a temperatura wystąpienia okazała się równie przyjemnie schłodzona. Mogłaby się tylko choć raz uśmiechnąć przez te 70 minut, ale rozumiem, że ponurość oblicza ma oddawać powagę pani premierki in spe oraz jej zatroskanie naprawdę trudną sytuacją Ojczyzny (wiadomo – ruiny…). Na tym polega polska polityka, że jedni są zatroskani grobowo, a drudzy – ci od III RP jako złotego wieku – troskają się pogodnie, bo generalnie rzecz biorąc są optymistyczni, a trudności tylko przejściowe.

Na tym polega polska polityka, że jedni są zatroskani grobowo, a drudzy troskają się pogodnie, bo generalnie rzecz biorąc są optymistyczni, a trudności tylko przejściowe.

Nie wiem, jak Państwo, ale ja już wymiękam. U schyłku zimy zaczęła się ta kampania, teraz mamy początek lata, a nawet dnia oddechu nie było. Już mi się mylą konwencje i wystąpienia cechujące się – jak to zwykli podkreślać tzw. analitycy polityczni – „mocnym i wyrazistym przekazem”. Wkurzają licytacje, czy „bliżej Polaków” jest pani premier przemierzająca Ojczyznę pendolino (bo nie ma wtedy chwili przerwy w uprawianiu bliskości), czy też pani premier in spe podróżująca autokarem polskiej produkcji po polskich drogach w polskie miejsca, gdzie antypolska kolej w ruinie nie dociera. Śmieszy gadanie o „rozmowie z Polakami”, którą wszyscy dziś uprawiają. To znaczy opowiadają dyrdymały ze sceny, a Polacy słuchają, a wielu nawet skomentuje na fejsie. Politycy są jak kosmici z „Inwazji pożeraczy ciał” (cudna ramotka sci-fi z lat 50!) – podstępnie zawłaszczają całe pozapolityczne sfery życia zwykłych obywateli, łącznie z sezonem urlopowym.

Nie bardzo więc już chce się analizować wystąpienie pani premierki in spe, bo trafiało w sam środek politycznej mody tego sezonu, a ja modny nie jestem i wchodząc do sieciówki wkurzam się, że wszystkie łachy w ten sam deseń. Generalnie rzecz biorąc miało trzy kluczowe elementy decydujące o przynależności do aktualnego kanonu.

Po pierwsze, jego tematyka to „gospodarka, głupcze” – ale nie po Clintonowsku, czyli na serio, zapowiadając strategiczny zwrot państwa w nowej epoce geopolitycznej, a po pijarowsku – czyli schlebiając ludowi, który domaga się od polityków zajmowania się ich sprawami.

Po drugie, oferowało miłą perspektywę, że będzie lepiej, a załatwi nam to dobra władza, nie wymagając od nas najmniejszego wysiłku. Są bowiem jakieś mityczne rezerwy, jakieś tajemne dźwignie finansowe pozwalające wpompować w gospodarkę bilion złociszy, a jeśli nawet trochę zabraknie, to ściągnie się z banków. „Nikomu nie będziemy zabierać. Stworzymy warunki, żeby starczyło dla każdego” – rzecze więc pani premierka in spe, i można jej wierzyć albo nie wierzyć.

Po trzecie, tak szeroko zakreślało priorytety programowe, że nie potrafię już wskazać, co nie jest priorytetem PiS.

Po czwarte, opiera się za zasadzie „chcieć znaczy móc”. A zatem: „Musi być dostępność do lekarza”. „Musimy uzyskać dynamikę związaną z innowacyjnością”. „Chcemy, żeby polskie kopalnie były rentowne. Chcemy, żeby polskie stocznie zaczęły budować statki. I to nie są mrzonki, bo to jest nam po prostu potrzebne”. „Pracownicy mają mieć godne warunki pracy”. „Potrzebne są zmiany systemowe w administracji”.

Czytaj także: Beata Szydło: to dobry moment na dobre działania dla Polski

Po piąte, tam gdzie (z rzadka) pani premierka in spe wchodzi w detale, to od niekonsekwencji aż zgrzyta. Pierwszy przykład z brzegu: kosztowne wyborcze prezenty w postaci pięciu stów na dziecko, skrócenia wieku emerytalnego i podwyższonej wolnej kwoty od podatku mają być sfinansowane z niby to precyzyjnie określonych źródeł, ale jakaż to precyzja stoi za hasłem „uszczelnienie systemu podatkowego” – oczywiście poza informacją, że tyle i tyle miliardów można z tego wyciągnąć? Warto by jednak choć zasugerować, że PiS chowa w zanadrzu jakieś cudowne prawo podatkowe wykluczające wszelkie optymalizacje podatkowe, albo każdemu pracownikowi skarbówki zamierza przydzielić osobistego agenta CBA, albo cholera wie co tam jeszcze można wymyślić. Tymczasem za chwilę dowiemy (już przy okazji innego wątku), że pani premierka in spe dba o przedsiębiorczość, więc jak ktoś założy działalność, to przez dwa lata będzie miał zwolnienia podatkowe – a jak po tych dwóch latach nie osiągnie zysku, to firmę wygasi. Nie trzeba specjalnej przenikliwości, aby przewidzieć, że w tak wywołanym boomie przedsiębiorczości co najmniej dwie trzecie firm będzie miało wyłącznie straty – po to, aby się posłusznie wygasić i ruszyć od nowa, z nowymi preferencjami. Tylko czy system będzie od tego szczelniejszy?

Itede, itepe, choć pewnie nie należy narzekać, bo lepsza Beata Szydło, niż prezes Kaczyński z jego „wzmocnieniem ośrodka dyspozycji politycznej” bądź Macierewicz z teorią dwóch wybuchów. Lepsza przynajmniej do posłuchania, bo jak to będzie po wygraniu wyborów, to jeszcze zobaczymy. Mam swoją teorię, którą przedstawiam w najbliższym „Newsweeku”.

Lepsza Beata Szydło, niż prezes Kaczyński z jego „wzmocnieniem ośrodka dyspozycji politycznej” bądź Macierewicz z teorią dwóch wybuchów.

Trudno jednak nie odnotować, że homogenizacja polskiej polityki postępuje błyskawicznie. Platforma z PiS-em, które niby to miały reprezentować dwie połówki przecięte kulturową granicą, nagle i niespodziewanie przestają się czymkolwiek różnić. Poza tym oczywiście, że Platforma rządzi od ośmiu lat, więc ma naturalne ograniczenia w opowiadaniu przedwyborczych bajek, a PiS może sobie bez przeszkód nucić, że „fantazja jest od tego, aby bawić się na całego”. Obszary bajkopisarstwa jednak identyczne, dialektyka ta sama po obu stronach, udawane troski w nienachalnie biało-czerwonym anturażu też niewiele się różniące. Gdyby obie panie zamieniły się miejscami, czyli gdyby Beata Szydło została cudownym zrządzeniem losu premierką z rządu PO, a Ewa Kopacz – premierką in spe z nadania Kaczyńskiego, to nikt by pewnie nie zauważył wielkiej różnicy. Ot, jedna by spoważniała, a drugiej zafundowano by masaż twarzy dla poluzowania mięśni. Kopacz mogłaby nawet wziąć ze sobą Kamińskiego, a Szydło – Gowina, i byłoby jak dawniej.

Jest oczywiście pytanie, czy ta homogenizacja, choć nudna jak flaki z olejem i zbudowana na imperatywie robienia nas w balona, nie jest jednak lepsza od totalnej nawalanki (może nie nudnej, lecz też mającej wiele wspólnego z baloniarstwem). No bo… chyba jednak jest lepsza. Chciałoby się oczywiście czegoś jeszcze innego, jakiejś cudownej, mitycznej, nowej i polskiej „trzeciej drogi”. Chwilowo jednak nic mi teraz do głowy nie przychodzi, więc pozostawiam refleksję Państwu, dziękuję za uwagę i oddalam się do hamaka.

PS. Po mowie Szydło, przemawiał jeszcze Piotr „techniczny” Gliński. Chciałem sobie z rozpędu posłuchać, ale wszystkie stacje podobno informacyjne (a mam ich w pakiecie pięć czy sześć) wyłączyły „technicznemu” fonię, aby oddać głos gadającym głowom z tytułami akademickimi. Które to głowy – jak jeden mąż (choć żony też tam były) – streszczały, co takiego nam przed chwilą powiedziała pani Szydło, ewentualnie co jej słowa tak naprawdę oznaczały. Skoro więc już jestem traktowany jak dziecko specjalne troski, to zwracam się do koalicji TVN/TVP/Polsat o 500 złotych dodatku za moje dziecięctwo plus zasiłek pielęgnacyjny.

newsweek.pl

PiS obiecuje rewolucję w służbie zdrowia. Riposta ministra: Pomysł jest dobry… dla takich krajów jak Kuwejt

psm, PAP, 04.07.2015
Prof. Marian Zembala

Prof. Marian Zembala (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

– Szanuję inne poglądy, ale bądźmy ostrożni w dokonywaniu rewolucji w służbie zdrowia – tak zapowiedź Prawa i Sprawiedliwości dotyczącą m.in. likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia skomentował minister zdrowia prof. Marian Zembala.
Minister Zembala, który gościł w Katowicach, przyznał podczas konferencji prasowej, że po raz pierwszy słyszy o takich planach największej opozycyjnej partii. Politycy PiS uważają, że poziom finansowania opieki zdrowotnej powinien wynosić 6 proc. PKB. Są za likwidacją NFZ i skierowaniem środków na działanie systemu opieki zdrowotnej do budżetu państwa, za stworzeniem tzw. sieci szpitali oraz przywróceniem opieki medycznej i stomatologicznej do szkół.PiS popiera też zmianę systemu wynagradzania pielęgniarek, zwiększenie zatrudnienia pielęgniarek i lekarzy. Politycy tej partii chcą zmienić system odpłatności za leki refundowane: zryczałtowana cena opakowania w aptece nie będzie większa niż 9 zł; ustalony będzie górny roczny limit wydatków ponoszonych przez pacjenta – zapowiadają. – Bądźmy ostrożni w dokonywaniu rewolucji, szanując inne poglądy. System budżetowy w moim przekonaniu jest systemem dobrym dla takich (bogatych – PAP) krajów jak Kuwejt – skomentował obietnice PiS minister.

„Te czasy wspominamy mrocznie”

Jak mówił, w systemie budżetowym arbitrem w wydawaniu środków staje się państwo. – Znikną mechanizmy, które w naturalny sposób istnieją i są pewnym ekonomicznym, nie tylko medycznym buforem. W związku z tym staniemy się dość siermiężni. Ja osobiście byłbym przeciwnikiem takiego myślenia, ale nie znam szczegółów – zastrzegł. – Bądźmy ostrożni, siądźmy, licząc. Zachęcam, żeby nie włączać tej akurat strategii, bo nie od tego poprawi się sytuacja, zwłaszcza że mrocznie wspominamy czasy budżetowe, bardzo mrocznie – mówił minister, który przez ponad 20 lat kierował Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Zdaniem prof. Zembali, choć w polskiej służbie zdrowia jest wiele spraw, które trzeba poprawić, to jednocześnie możemy w bardzo wielu obszarach pokazać wzór do naśladowania. Komplementował też pracowników NFZ, podkreślając, że w porównaniu z innymi krajami koszty utrzymania polskiego płatnika są niskie. – To 4,5 tys. osób bardzo kompetentnych, które – niezależnie od tego, że dostrzegamy błędy i jeszcze pewne nieprawidłowości – są bardzo silną grupą w zarządzaniu – powiedział.

Minister poinformował też, że dzięki lepszemu spływowi składek w tym roku do budżetu NFZ wpłynie dodatkowo ponad 70 mld zł. „Znacznie więcej ludzi jest zatrudnionych, czyli więcej płaci podatki, co oznacza, że ponad 70 mld zł wchodzi dodatkowo do systemu” – powiedział.

TOK FM

 

Twardoch rozpoczął współpracę z Mercedesem. Pochwalił się tym na Facebooku i wywołał burzę. No bo jak to: pisarz podpisuje takie kontrakty?

MT, 04.07.2015
Szczepan Twardoch

Szczepan Twardoch (ADAM STĘPIEŃ)

„Kocham samochody. Nigdy się z tą miłością nie kryłem, dziś zaś chciałem z dumą ogłosić, że właśnie zostałem ambasadorem marki Mercedes-Benz Polska” – napisał Szczepan Twardoch, wrzucając na Facebooka zdjęcie z samochodem tej firmy. Pod wpisem pisarza wybuchła zacięta dyskusja.
„No to się ciesz, ale od dziś nie mogę Cię już poważnie traktować jako pisarza” – napisał w jednym z pierwszych komentarzy Paweł Dunin-Wąsowicz, wydawca, pisarz i krytyk literacki. To zaczęło dyskusję nad oceną decyzji pisarza, żeby reklamować markę samochodów. „Paweł, z całym szacunkiem, ale nie rzucę się pod pociąg z tego powodu” – odparł Twardoch.”Rozumiem, że prestiż pisarza przy obecnej niedużej konsumpcji książek jest stosunkowo niski i przyjąłeś propozycję, która to waloryzuje” – napisał następnie Dunin-Wąsowicz. „Osobiście nie zazdroszczę, nie mam prawa jazdy, jeżdżę komunikacją publiczną albo na rowerze. Nie wiem, może się mylę, ale wydaje mi się, że jeśli chciałeś zakwestionować etos literatury, w której języku tworzysz, to udało się świetnie” – stwierdził.

 

„Paweł, ja się do tego etosu nigdy nie zapisywałem i w ogóle się doń nie poczuwam. Nigdy też nie składałem ślubów ubóstwa. Prestiż zawodu pisarza wydaje mi się stosunkowo wysoki, skoro wygenerował taką propozycję – którą przyjąłem bo kocham samochody. Just like that. Pozostaję z szacunkiem” – odpowiedział Twardoch.

kochamSamochody

„Rozwaliłeś etos dziada”

Znaleźli się też pisarze mocno popierający krok Twardocha. „Rozwaliłeś jakiś etos i bardzo dobrze, że to zrobiłeś” – napisał Jakub Żulczyk. „Konkretnie rozwaliłeś etos dziada, któremu można zapłacić byle co i pięć miesięcy po terminie. Zrobiłeś mnóstwo dobrego dla społecznego postrzegania ludzi pióra, do tego, aby ich w końcu szanować” – stwierdził. Reporter Wojciech Tochman pogratulował pisarzowi kontraktu.

Wiele osób, zgadzających się z postawą Twardocha, w ostrych słowach skrytykowało Dunina-Wąsowicza. Twardoch nie pozostał obojętny i w jednym z komentarzy bardzo stanowczo obronił wydawcę. „Paweł Dunin-Wąsowicz robi od lat wielką i świetną pracę dla polskiej kultury, za którą należy mu się szacunek bez względu na to, jaki jest jego stosunek do tego, jak zarabiam pieniądze. Ma swoje zdanie, ja się z tym zdaniem w oczywisty sposób nie zgadzam, ale to przecież nie przekreśla jego znakomitego dorobku. Także prosiłbym bez inwektyw” – podkreślił.

Niektórzy robili sobie z kolei żarty z całej sytuacji. Pisarz Piotr Siemion napisał: „Godne autko. Chociaż ja uważam, że pisarz to powinien jeździć subaru”. Z kolei malarka Aleksandra Waliszewska stwierdziła: „Też bym chętnie została ambasadorem Mercedesa. Sprzedałabym ten brzydki samochód i mogłabym kupić mnóstwo pysznych ziemniaków”.

Szczepan Twardoch wydał dziesięć powieści. „Wieczny Grunwald” został nagrodzony wyróżnieniem Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza, za „Morfinę” otrzymał Paszport „Polityki” oraz nominację do Nike. Jego ostatnia powieść to wydany w 2014 roku „Drach”.

TOK FM

Małżeństwo z Łazarza już dwie doby śpi na podwórzu

Tomasz Cylka, 04.07.2015
Dobytek Wielgoszów

Dobytek Wielgoszów (Tomasz Cylka)

W czwartek rano 60-latkowie z ul. Mottego zostali wyrzuceni na bruk. Z częścią dobytku koczują na podwórzu. Sąsiedzi przynoszą im jedzenie i picie. – W taki upał ciężko wytrzymać – kobieta prawie płacze.
Podwórko kamienicy przy ul. Mottego 7 to serce Łazarza. Z zewnątrz budynek jest zadbany. Podwórko byłoby niemal wzorcowym przykładem, jak warto dbać o porządek w starszej części miasta. Byłoby…Od czwartku Janina i Jan Wielgoszowie koczują tu pod chmurką. Koło nich część dobytku: lodówka, stary odtwarzacz VHS, kilkanaście siatek i toreb, w które poupychali to, co zdążyli zabrać w kilkanaście minut przed ucieczką z mieszkania.- Właściciel kazał nam wyp… Mnie uderzył kilka razy, m.in. w krocze. Męża pobił. Kiedy przyjechała policja, obiecał, że się z nami dogada. Jak tylko mundurowi odjechali, nie zostawił ani minuty. Tak znaleźliśmy się na bruku – mówi Janina Wielgosz. Pokazuje otarcia na rękach i szyi, nie może się uspokoić. – Proszę zrozumieć, oni są zmęczeni. Już dwie noce spędzili na podwórku – mówi jedna z sąsiadek, która przyniosła im właśnie z pobliskiego rynku jedzenie i picie.

Na razie znamy tylko relację jednej strony. Małżeństwo mieszkanie przy ul. Mottego wynajęło pod koniec kwietnia. Podpisali umowę, wpłacili kaucję 1,1 tys. zł i przez dwa miesiące regulowali czynsz w takiej samej wysokości. Problem polega na tym, że swojej kopii umowy nie dostali do ręki. Do dziś nie mają też żadnego dowodu, że wpłacili pieniądze. – Ja od razu wiedziałem, że coś tu nie gra. Ale żona mu uwierzyła – przyznaje Jan Wielgosz.

Pani Janina od razu wchodzi mu w słowo. – Właściciel przekonywał nas, że jego żona musi przepisać dokumenty. Uwierzyłam, bo nie mieliśmy dachu nad głową – przyznaje Wielgoszowa.

Koszmar zaczął się tydzień temu. Wtedy małżeństwo stanowczo domagało się już kopii umowy. Kiedy człowiek, z którym podpisywali porozumienie, stanowczo odmówił wydania dokumentów i żądał kolejnych pieniędzy, Wielgoszowie się zbuntowali. – Krzyknął wtedy, że mamy 15 minut na opuszczenie mieszkania. Nie odpuściliśmy. Kwadrans później zadzwonił do nas rzekomy administrator, że mamy wyp… Zgłosiłam groźby na policję. Przyjęli zgłoszenie i kazali dzwonić, jeśli coś by się działo. W czwartek rano usłyszeliśmy agresywne kopanie w drzwi. W końcu kilku rosłych mężczyzn wyważyło je, zaczęła się szamotanina. Jeden z nich przekonywał, że to on jest prawowitym właścicielem lokalu, który przejął od kogoś za długi. Jak się okazało, to z tym właśnie człowiekiem podpisaliśmy umowę. Znaleźliśmy się jednak w sytuacji bez wyjścia, a nikt nie chciał nam dać kilku dni na opuszczenie lokalu. Policja przyjechała, wezwała do mediacji i pojechała. Wtedy znowu kazano nam wychodzić. Zdążyliśmy tylko wziąć kilka mebli i trochę rzeczy. Sąsiedzi nam pomagali – opowiada kobieta.

Druga z sąsiadek potwierdza zdarzenia z czwartku. – Ci państwo nikomu nie przeszkadzali. A to, co się tu wydarzyło, to był jakiś horror. Krzyki, szamotanina, bicie kobiety. Pomagałam im znosić to, co mogłam – potwierdza relację młoda kobieta. Dwie noce Wielgoszowie spędzili już pod chmurką na podwórku. W sobotę w pomoc zaangażowała się Rada Osiedla Łazarz. – Zapewne ci państwo zostali przez kogoś oszukani. Nie jesteśmy w stanie dojść do przyczyn takiej sytuacji, ale na dziś tym ludziom trzeba przede wszystkim pomóc. Nie może być tak, że trzecią noc spędzą bez dachu nad głową. Ich rzeczy trzeba gdzieś zabezpieczyć, a im dać schronienie – mówi Agnieszka Glapa z Rady Osiedla Łazarz.

Jak wygląda relacja drugiej strony? Numer telefonu osoby, z którą Wielgoszowie podpisywali w kwietniu umowę, jest wyłączony. Według nieoficjalnych informacji jest to jednak numer telefonu jednej z nauczycielek uczących w szkole na Łazarzu. Z kolei numer telefonu od rzekomego administratora, który kazał Wielgoszom opuścić lokal, jest czynny. Ale głos pod drugiej stronie oświadcza stanowczo: – To pomyłka.

Wielgoszowie z przedstawicielką rady osiedla rozpoczęli już poszukiwania nowego lokalu.

poznan.gazeta.pl

Podliczamy propozycje gospodarcze Beaty Szydło. Wychodzi nam kilkadziesiąt miliardów na minusie

Witold Gadomski, 04.07.2015
Beata Szydło na konwencji programowej PiS

Beata Szydło na konwencji programowej PiS (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Liczby, którymi operowała kandydatka PiS na premiera, nawet amator korzystający z dostępnych informacji może łatwo zweryfikować negatywnie.
Gdy pani Beata Szydło przystępowała do ujawniania, w jaki sposób zamierza sfinansować trzy pomysły wyborcze: obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie do 8 tys. zł kwoty wolnej od podatku, ufundowanie stałego zasiłku w wysokości 500 zł na drugie dziecko i kolejne oraz dla dzieci z rodzin uboższych, patrzyłem na nią jak na prestidigitatorkę. Oczekiwałem, że wyciągnie z kapelusza królika tak zręcznie, że moje ręce same złożą się do oklasków. Niestety, gołym okiem było widać, że królik jest martwy, a w dodatku niezręczna iluzjonistka pokazała, że w kapeluszu było podwójne dno. W sumie duży zawód.Liczby, którymi operowała, nawet amator korzystający z dostępnych informacji może łatwo zweryfikować negatywnie. Wzrost wydatków wynikający z obietnic pani premier in spe określiła na 39 mld zł, w tym obniżenie wieku emerytalnego na 10 mld zł. Stwierdziła przy tym, że dokument rządowy określił ten koszt na mniej, bo na 5 mld zł.Otóż zgodnie z wyliczeniami rządu w roku 2015 skumulowane, pozytywne skutki podwyższenia wieku emerytalnego dla finansów publicznych to 5,5 mld zł, a w latach 2016-20 łącznie 48,7 mld zł, przy czym w samym roku 2020 – aż 13,5 mld zł. Najwyraźniej doradcy pani Szydło czegoś nie doczytali. Powiedzmy jeszcze, że koszty będą rosły lawinowo z każdym rokiem, a już dzisiaj w ZUS jest poważna dziura. W dodatku obniżenie wieku emerytalnego sprawi, że długookresowo polskie finanse publiczne będą niezrównoważone, co odbije się na ratingu polskiego długu. Będziemy za pożyczki płacić więcej.Pani Szydło stwierdziła, że z 22 mld zł wypłacanych rodzinom mającym dzieci do lat 18 9 mld zł wpłynie z powrotem do budżetu w postaci VAT. Nie wiadomo, skąd to wyliczenie, bo jeśli przeliczymy 22 razy 22 proc. (po zapowiadanym obniżeniu stawki VAT) równa się ok. 5 (mld zł). No i efektywna stawka VAT będzie znacznie niższa niż 22 proc., zwłaszcza na produkty dla dzieci (jedzenie, ubranka, lekarstwa). Część pieniędzy zostanie wydana na bazarach, gdzie VAT nie jest płacony, lub też będzie zaoszczędzona.

Eksperci pani Szydło wyliczyli też koszt podniesienia kwoty wolnej od podatku (z obecnych 3091 zł do 8000 zł ) na 7 mld zł rocznie. Najwyraźniej kalkulatory im się zacięły. Podatników rozliczających się według dwóch skal podatkowych, z kwotą wolną, jest ponad 24 mln. Policzmy: 24 000 000 razy (8000 – 3091) razy 18 proc. równa się 21,2 mld zł.

Wyższe dochody budżetu szacuje pani premier in spe na 70 mld zł, ale jedyne pozycje, których może być pewna, to wyższy podatek nałożony na sklepy wielkopowierzchniowe oraz podatek od aktywów bankowych – w sumie 8 mld zł. Pozostałe „zyski” rządu są hipotetyczne – zwiększenie ściągalności podatków oraz likwidacja możliwości „wyprowadzania” podatków za granicę. Każdy rząd zapowiada podniesienie ściągalności, a jakoś się to nie udaje.

W sumie w budżecie zabraknie kilkudziesięciu miliardów złotych, co oznaczać będzie, że wkrótce Polska znów zostanie objęta procedurą nadmiernego deficytu i pod dyktando urzędników z Brukseli będzie musiała żmudnie ciąć wydatki. Chyba że rząd nie ulegnie „dyktatowi” i spokojnie będzie patrzeć, jak Bruksela za karę obcina nam fundusze unijne.

Drugim niepokojącym pomysłem jest plan rozkręcenia w Polsce inwestycji głównie państwowych, finansowanych na kredyt. Pani Szydło przedstawiła kilka pomysłów na takie finansowanie – przez państwowy bank BGK i przez instrument LTRO, czyli – jak rozumiem – przez Narodowy Bank Polski (tanie kredyty z banku centralnego dla banków komercyjnych, które w zamian za to będą udzielać kolejnych tanich kredytów). Nie wspomniała nic o oszczędnościach, które powinny finansować inwestycje. Być może nie wie, że jeśli wielkość inwestycji wyprzedza wielkość krajowych oszczędności, to kraj zadłuża się za granicą. To wynika z prostego równania bilansowego, a nie z żadnej ideologii. Tego uczą się studenci na pierwszym roku ekonomii. Ekspansja inwestycyjna na kredyt jest groźna, bo jeśli inwestycje są nietrafione – a tak będzie, gdy pieniądze pójdą głównie do państwowych spółek lub do firm korzystających z rozmaitych przywilejów – to pozostaniemy z długami. Tę drogę kiedyś przećwiczył Edward Gierek, a w ostatnich latach kilka państw.

PiS w swym programie kokietuje polskich przedsiębiorców. Sądzę, że to zasługa Jarosława Gowina. Wiele pomysłów mających ułatwić przedsiębiorcom życie jest dobrych (np. odbiurokratyzowanie), ale pani Szydło jednocześnie bardzo niechętnie wypowiadała się o kapitale zagranicznym. Uwielbiam polskich przedsiębiorców, ale bez inwestycji zagranicznych nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy. Kandydatka na premiera z ubolewaniem podała informację, że połowa polskiego eksportu jest realizowana przez firmy z kapitałem niepolskim. Dynamicznie rosnący eksport to wielkie osiągnięcie naszej gospodarki, co podkreślają wszyscy zagraniczni eksperci.

Pytanie brzmi: czy jeśli kapitał obcy wypchniemy z Polski, to lukę w eksporcie zapełnią firmy z kapitałem rodzimym, czy po prostu spadnie nam eksport ze wszystkimi tego złymi konsekwencjami?

Zobacz także

brakKilkudziesięciu
wyborcza.pl

Za 39 mld zbudujemy Polskę marzeń. „Nie będziemy zabierać, będziemy dawać”

Beata Szydło wystąpiła na konwencji programowej PiS.
Beata Szydło wystąpiła na konwencji programowej PiS. Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Trwa konwencja Zjednoczonej Prawicy. Beata Szydło zaczęła średnio, ale potem się rozkręciła. Recepta na polskie prosperity jest według niej prosta: trzeba dać impuls polskiej gospodarce, polskim firmom, polskim markom. Kiedy to się stanie, szybko znajdą się pieniądze na reformy: obniżenie wieku emerytalnego i rozbudowany pakiet socjalny, a Polacy w końcu będą żyć jak pączki w maśle. Takie to proste?

Szydło:
Wystąpienie Beaty Szydło podczas drugiego dnia konwencji programowej Zjednoczonej Prawicy w Katowicach, rozczarowało. Kandydatka na premiera miała do zaproponowania usta pełne frazesów, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że brakowało w nich realnej obietnicy spełnienia. – Polakom potrzeba konkretów – mówiła. Takie zapewnienia podczas przemówienia padały wielokrotnie, ale gdzie dokładnie są te konkrety?

Szydło zabrakło pomysłu na to, jak w atrakcyjny sposób wyeksponować program Prawa i Sprawiedliwości. W końcu padły propozycje konkretnych rozwiązań, ale trudno uwierzyć w to, że bez większego wysiłku uda się znaleźć pieniądze na rozrzutność PiS, który przecież chce cofnąć reformę emerytalną i rozbudować pakiet świadczeń socjalnych.

Skąd brać pieniądze?
PiS ma trzy najważniejsze obietnice wyborcze: podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł, zapewnienie wsparcia finansowego dla rodziców (500 zł na każde dziecko) i przywrócenie wieku emerytalnego sprzed reformy. Beata Szydło przekonywała, że znalezienie miliardów złotych w kasie państwa na te wydatki, będzie prostsze, niż wszystkim się wydaje.

Pieniądze mają się znaleźć m.in. w podatku VAT. Według Szydło tutaj Polska może zaoszczędzić 9 mld złotych. Kolejne miliardy mają spłynąć do budżetu dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego. Następne miliardy pojawią się, kiedy uda się zakończyć proceder wyprowadzania podatków poza granice kraju. PiS poszuka też pieniędzy u właścicieli sklepów wielkopowierzchniowych, na których zostaną nałożone podatki. Na nowe wydatki państwa zrzucą się też banki, na które również państwo nałoży podatek. Według obliczeń eksperta PiS, łącznie przyniesie to dodatkowe 73 mld złotych, co pozwoli na przeprowadzenie stosownych reform przez polityków. A w kasie zostanie jeszcze dodatkowych 39 mld zł, które będzie można rozdysponować na kolejne słuszne cele.

Gospodarka tylko z polskimi markami?
Jednym z najmocniejszych momentów wystąpienia Szydło była zapowiedź wzmocnienia polskich firm, polskiego kapitału. PiS wyraźnie chce postawić na polskie przedsiębiorstwa i ukrócić rozrost wpływów zagranicznego kapitału. – Zamiast chińskich autobusów, polskie autobusy, zamiast zagranicznych banków – polskie – podkreśliła.

Polska gospodarka pod rządami PiS ma stworzyć klimat przyjazny dla małych i średnich firm – to one mają stanowić trzon gospodarki i stać się motorem napędowym wskaźników ekonomicznych. Zapowiedzi Szydło na pewno nie ucieszą właścicieli koncernów zagranicznych – była szefowa sztabu wyborczego Dudy wypowiedziała im wojnę. PiS obiecuje zadbać też o większe przedsiębiorstwa, pod warunkiem, że będą polskie. Skorzystają: kopalnie, stocznie. – To nie są mrzonki, potrzebujemy tego! – przekonywała Szydło.

Widać wyraźnie, że PiS chce przypodobać się wyborcom, którzy nigdy wcześniej nie byli żelaznym elektoratem prawicy – przedsiębiorcom. To właśnie do nich przez większość czasu przemawiała Beata Szydło i to chyba również nowy sposób na poszerzenie swoich sympatyków przed nadchodzącymi wyborami. Nie wiadomo tylko, czy pomysły prawicy na pobudzenie gospodarki, nie wpędzą jej w prawdziwe tarapaty.

naTemat.pl

Beata Szydło przedstawia program PiS. Trzy priorytety i pięć źródeł finansowania [SZCZEGÓŁY]

MT, 04.07.2015
Beata Szydło podczas konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości przedstawiła trzy priorytety kampanii wyborczej oraz pięć proponowanych źródeł finansowania pomysłów partii. Stwierdziła też, że koszt ich wprowadzenia będzie mniejszy niż stwierdzała PO.
Beata Szydło na konwencji programowej PiS

Beata Szydło na konwencji programowej PiS (Fot. TVPInfo)

 

– Ten program PiS mamy już od dawna – mówiła podczas konwencji programowej Beata Szydło, kandydatka partii na premiera. – On został stworzony wtedy, kiedy jeździliśmy i spotykaliśmy się z wieloma z państwa w waszych miejscowościach i rozmawialiśmy o tym, co trzeba w Polsce zrobić – dodała.

– Zebraliśmy się tutaj po to, żeby rozmawiać konkretnie – powiedziała. W swoim przemówieniu zaprezentowała trzy zadania priorytetowe partii. Są to obietnice, które w swojej kampanii wcześniej składał prezydent elekt Andrzej Duda: wypłata 500 zł na każde drugie i kolejne dziecko, podniesienie kwoty wolnej od podatku orazobniżenie wieku emerytalnego.

Podczas kampanii prezydenckiej wyliczano, że koszt realizacji tych propozycji wyniósłby 90 mld zł. Szydło twierdzi, że eksperci PiS obliczyli go na 39 mld zł.

Finansowanie z podatków

Wiceszefowa PiS powiedziała też, że ma do zaproponowania pięć źródeł finansowania swoich propozycji. Pierwsze z nich to podatek VAT od wspomnianych 39 mld zł, które Polacy mieliby wydać w Polsce. Miałoby to dać 9 mld zł. Następnie Szydło wspomniała o uszczelnieniu systemu podatkowego do poziomu 17,1 proc. PKB, co dałoby do budżetu przychód 52 mld zł. Kolejnym źródłem finansowania miałoby być zahamowanie wyprowadzania podatków z Polski do rajów podatkowych. – Strata to ok. 18 mld zł, rocznie możemy liczyć na 4 mld – powiedziała Szydło.

Dodatkowo PiS chciałoby wprowadzić podatek obrotowy dla sklepów wielkopowierzchiowych, który miałby dać 3 mld zł przychodów rocznie, oraz podatek bankowy, który przyniósłby 5 mld zł.

– Łącznie to 73 mld zł. Jeszcze zostanie na inne dobre propozycje – stwierdziła Szydło.

„Zlikwidować NFZ”

– Jednym z problemów jest opieka zdrowotna. Ludzie martwią się o to, że z jednej strony nie stać ich na wykup leków, ale z drugiej strony na to, że nie będzie szansy na to by dostać się do lekarza specjalisty, a nie stać ich żeby pójść do gabinetu prywatnego – oceniła kandydatka PiS na premiera.

Dodała, że obecny system służby zdrowia jest krytykowany m.in. przez wielu lekarzy, którzy „chcą leczyć, a muszą zajmować się biurokracją”. Podkreśliła, że nie jest normalnym to, że pielęgniarki muszą strajkować, po to by otrzymać należne wynagrodzenie.

– Na pewno trzeba zlikwidować NFZ, na pewno służba zdrowia – ta podstawowa – musi być dostępna dla każdego. Mówimy o tym, że muszą być tanie leki, musi być dostępność do lekarza. Przede wszystkim trzeba zrobić coś co postulujemy już od dłuższego czasu, czyli przywrócenie medycyny szkolnej. W Polsce dzieci muszą mieć na prawdę dobrą opiekę medyczną – mówiła Szydło.

Państwowe mieszkania na wynajem

Szydło mówiła też o budowie preferencyjnych mieszkań na wynajem. – Ważny zadaniem, które chcemy podjąć jest budowa mieszkań – nasz program mieszkaniowy. Mamy dwa cele – po pierwsze, żeby ludzie mieli szanse na własne, tanie mieszkania, a z drugiej strony (…) pobudzenie budownictwa – powiedziała.

Jak wyjaśniła, zgodnie z tym programem na terenach dostarczanych bezpłatnie przez państwo będą budowane mieszkania pod wynajem. – W ramach czynszu będzie rozłożona na długi okres spłata kredytu – wyjaśniła.

Dodała, że budową zajęłyby się spółki specjalne tworzone przez samorządy. „Bierzemy też pod uwagę możliwość finansowania przez państwo części odsetek przy spłacie kredytu” – powiedział.

Warunki konkurencji dla firm

Szydło powiedziała, że dwie trzecie naszego eksportu wypracowują firmy będące własnością kapitału zagranicznego. Zaznaczyła, że ponad 60 proc. naszego sektora bankowego należy do międzynarodowych grup kapitałowych. – Ponad połowa tego, co statystycznie nazywa się przemysłem przetwórczym, ma swoje centra decyzyjne poza granicami Polski – powiedziała i zaznaczyła: „Musimy stworzyć warunki równowagi. Zagraniczne firmy muszą u nas dawać miejsca pracy, dawać perspektywę i stabilizację. Budować to, co dla Polski jest teraz najważniejsze – polską perspektywę gospodarczą. Ale polskie firmy mają mieć szansę konkurowania z zagranicznymi, to obowiązek państwa stworzyć takie warunki”.

Wiceprezes PiS podkreślała, że polskie kopalnie mogą być rentowne, w polskich stoczniach można budować statki, zamiast włoskiego pociągu można kupować polską Pesę, zamiast chińskich autobusów polskie Solarisy. Celem powinno być budowanie polskiej marki – zaznaczyła.

Szydło zadeklarowała również, że nie wprowadzi Polski do strefy euro, dopóki nie zaistnieją do tego odpowiednie warunki. – Chcę bardzo jasno postawić sprawę polskiej waluty. Złotówka dobrze służy rozwojowi naszego kraju. Póki Polacy nie będą zarabiali tyle, ile zarabia się w państwach tzw. starej Unii, my nie wprowadzimy Polski do strefy euro – zapowiedziała.

 

gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: