Falenta (17.07.2015)

 

„Rosja jest ważnym, ale nie najważniejszym zagrożeniem”. Tusk ostrzega: Sytuacja przypomina 1968 rok

Anna Siek, 17.07.2015
Donald Tusk po spotkaniu eurogrupy

Donald Tusk po spotkaniu eurogrupy (Virginia Mayo / AP (AP Photo/Virginia Mayo))

„Jest trochę taki nastrój… może nie rewolucji, ale powszechnego zniecierpliwienia. Kiedy zniecierpliwienie przestaje mieć wymiar indywidualny. A staje się powszechne, to jest to wstęp do rewolucji” – mówi Donald Tusk w rozmowie z „Rz”. Przestrzega przed sojuszem radykałów z lewej i prawej strony sceny politycznej. I ujawnia, że porozumienia ws. Grecji mogło nie być. „O 7 rano w poniedziałek, oboje protagonistów – Cipras i Merkel – chciało przerwania szczytu”.

 

Przywódcy Grecji i Niemiec chcieli zerwania rozmów, bo nie zgadzali się, co do „proporcji wirtualnych przecież pieniędzy w przyszłym funduszu prywatyzacyjnym na inwestycje i na obsługę zadłużenia”.

Dlaczego kanclerz Merkel i premier Cipras nie wyszli z sali? „Chyba coś bliskiego iluminacji nastąpiło. Jakby oboje zrozumieli: rzeczywiście jesteśmy już zbyt blisko kompromisu, żeby wychodzić z tego pokoju. Przecież praktycznie mamy porozumienia, został tylko jeden szczegół” – powiedział Donald Tusk w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Przewodniczący Rady Europejskiej jest zadowolony z porozumienia. I odpiera oskarżenia krytyków unijnej taktyki wobec Grecji. „Słyszę o upokorzeniu Ciprasa i że to on jest przegranym. Przecież to absurd. Premier Grecji wynegocjował 80 mld euro pomocy dla swojego kraju. I to na całkiem łagodnych warunkach” – uważa były polski premier.

Grecka lekcja z rewolucją w tle

Zdaniem Donalda Tuska, grecki kryzys i przepychanki wokół pomocy dla Aten, pokazały bardzo niebezpieczne zjawisko polityczne. Najlepiej widać to było podczas debaty w Parlamencie Europejskim po greckim referendum.

Jak ocenił szefa Rady Europejskiej, występujący w PE premier Grecji „używał w swoim przemówieniu nieco antyniemieckiej retoryki”.

„A reakcja skrajnej lewicy i prawicy była entuzjastyczna. To wyglądało jak antyniemiecka demonstracja. Po raz pierwszy zobaczyłem, że radykałowie z tymi emocjami to jest prawie połowa izby. Największe wrażenie robi na mnie taktyczny sojusz tych obozów politycznych” – przyznał Tusk.

Według polskiego polityka, to bardzo niebezpieczny i ważny moment dla europejskiej wspólnoty. „Rosja jest ważnym, ale nie najważniejszym zagrożeniem. Najważniejsze jest, co czujemy my sami. Sytuacja przypomina 1968 roku w Europie. Jest trochę taki nastrój… może nie rewolucji, ale powszechnego zniecierpliwienia. Kiedy zniecierpliwienie przestaje mieć wymiar indywidualny. A staje się powszechne, to jest to wstęp do rewolucji”.

Nastroje, o których mówił Donald Tusk w rozmowie z „Rz”, zyskują poklask, bo sprzyja temu trudna sytuacja ekonomiczno-społeczna, „np. bezrobocie młodych”.

„Dyskusja o Grecji zamienia się w protest przeciwko surowości fiskalnej., europejskim wartościom i przeciw Niemcom. Jako historyk wiem, że największe tragedie w Europie były poprzedzane sojuszem radykałów z różnych stron” – stwierdził przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Zobacz także

TOK FM

UniiNajsilniej

RosjaNieJest

Solidarność alimenciarzy. Mój ojciec nie płacił, mój szef nie płaci, ja też nie zapłacę!

Ewa Kaleta, 15.07.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,146228,18372135,video.html?embed=0&autoplay=1
Mój szef sam ma zasądzone alimenty na dwóch synów, więc jak do niego przyszedłem i powiedziałem, jak mnie laska na dziecko nawinęła, to bez problemu podzielił mi pensję na część oficjalną i nieoficjalną
Chcecie znać sprawdzony sposób na niepłacenie alimentów? Wystarczy płacić 10 zł/miesiąc i sąd was nie ukarze ani nie pójdziecie do więzienia, bo się staracie i coś tam płacicie”.

„Można zrobić 6 lub 7 dzieci ale każde z inną kobietą a obowiązek alimentacyjny spadnie automatycznie na państwo bo stwierdzą że jesteś niezaradny albo uciec za granicę tak żeby nie znaleźli”.

„W naszym kraju przysądzane są alimenty z kosmosu. Ale kij ma dwa końce bo w naszym kraju można legalnie nie płacić alimentów”.

Na forach internetowych alimenciarze wymieniają się informacjami, jak uniknąć kary za niepłacenie alimentów na własne dziecko.

Alimenty na dzieci

Na manikiury? Takiego wała!

Jarek, 38 lat
tata Marcinka (6 lat)

Myślałem, że jestem sam, dopóki nie znalazłem forum dla tak zwanych alimenciarzy. Trafiłem tam, bo szukałem informacji o tym, ile inni ojcowie płacą na dzieci. Tam dowiedziałem się, że nie tylko ja jestem okradany przez eksmałżonkę, ale wielu facetów w tym kraju. Wiedziałem, że za uporczywe niepłacenie alimentów można iść do więzienia, ale dowiedziałem się, co w praktyce oznacza „uporczywe”. Wystarczy, że zapłacę 100 zł co jakiś czas i już wykazuję się dobrą wolą, która mnie ratuje przed więzieniem. Nie trzeba prawnika, wystarczy wejść na forum i zagadać.

Od płacenia za Marcinka się nie migam, ale jak całe alimenty idą na ciuszki i kosmetyki Jolki, no to ja, za przeproszeniem, byłej żony utrzymywał nie będę. Jak przychodzę syna odwiedzić co dwa albo trzy tygodnie, to przecież widzę: a to nowe szpilki w przedpokoju, a to spódniczka nowa, że ledwo dupę zasłania, paznokcie zrobione. A Marcin w za krótkich dresach po domu chodzi, bo wyrósł. Na obiad – widzę – dostaje paluszki rybne. To już jej się filetu nie chce dla syna robić, świeżej rybki usmażyć? Tylko byle czym dziecko karmi, byle tanio. Mówi, że ona musi tanie kupować, bo 200 zł na syna to za mało. Zasądzone było 500 zł, ale to wymysł baby, na co 500 zł miesięcznie dla 6-latka? Ja to tak liczę: np. jedzenie – to ile takie fileciki kosztują? Ze 3,50? A on ze dwie-trzy sztuki zje na siłę i jednego ziemniaczka, bo to niejadek. To takie pudełko paluszków rybnych na kilka dni starczy. Dziecko mało je, rano jakiś serek, potem filecik, na kolację kanapka, słodyczy nie je, bo ma jakieś alergie – już nie pamiętam, na co dokładnie. Ubrania może dostać po córkach mojego brata, jakby poprosiła, toby miała i nie trzeba by było płacić. Miesięcznie nie przeje tych 500 zł, na co ja bym miał dawać? Jak zobaczę rachunki, to będę płacił, ile będzie na nich opiewało, ale w ciemno 500 zł płacił nie będę.

Z Jolą rozwiedliśmy się dwa lata temu, razem byliśmy cztery lata. Oboje mieszkamy w Szczecinie, ona wynajmuje mieszkanie, a ja wróciłem do rodziców. Wiem, co ona wyprawia i co, i po ile kupuje. Ludzie mnie znają i lubią. Jak mi kolega powiedział, że ona wieczorami wychodzi to na piwko, to na bilard, balety jakieś, to mi oczy z orbit wyszły. To jest matka? Kto z dzieckiem siedzi? Niańka! Za niańkę płacić nie będę, żeby ona mogła dupą w klubie pokręcić. No i piwko jedno, drugie albo drink kosztuje. Niech tylko do domu jakiegoś dziada przyprowadzi, to ja jej Marcinka zabiorę w trymiga.

Marcinek chodzi do przedszkola, długo tam siedzi – podobno najdłużej, bo do siedemnastej – tak słyszałem od znajomych, że mojego synka Jolka zawsze ostatniego odbiera. Co to za matka? Jest kosmetyczką i mówi, że klientów musi dużo brać, bo pieniędzy nie ma, miesięcznie 1800 zł zarabia. Nie wydawaj na głupoty – mówię – to będziesz mieć pieniądze.

Miliardy niezapłaconych alimentów to przemoc

Jej rodzice pomóc przy małym nie chcą, 80 km do wnuka im się nie chce przyjechać. A moja mama, to tylko kiedy Jolka poprosi, przychodzi posiedzieć z wnukiem. Zawsze mu jakąś gazetkę kupi, no to też jakby przecież z mojej strony dodatkowe pieniądze.

Ja ze swojego warsztatu mam dobre pieniądze, miesięcznie na czysto 3 tysiące, pracuję po kilkanaście godzin na dobę, dwóch pracowników mam. Gdyby się nie chciała rozwodzić, toby po kokardę miała luksusów. I Marcinek by ojca miał, a tak to o, no nie mogę syna widywać, bo pracuję. Jolka mi tylko SMS-y pisze: „Odbierzesz dziś Marcina z przedszkola?”, „Pójdziesz z Marcinkiem do dentysty?”. To ja dzwonię i mówię: „Co ty nie wiesz, że ja pracuję?”. Mówi, że ani nie przychodzę do syna, ani nie płacę i komornika na mnie naśle. Już mnie plotki doszły, że jakąś panią prawnik wynajęła. A proszę bardzo – mówię – nawet jak komornik mi siądzie na plecy, to ona i tak dostanie mniej niż 500 zł, a ja wtedy się postaram o zmniejszenie alimentów, bo… będę miał na głowie komornika.

Wszystkie pieniądze, co ja synowi jestem winien, oddam, jak skończy 18 lat, może nawet założę mu konto, na które będę wpłacał co miesiąc 100 zł, żeby miał, jak dorośnie. Bo za manikiury nie będę płacił, ja wiem, gdzie by te pieniądze szły, na pióra w dupie mojej byłej małżonki.

Dom rodziców, mój zakład, samochód są zapisane na mojego kuzyna, bo ja się muszę ubezpieczyć; jakby rodzice umarli, to komornik by mógł dom po ojcu przejąć. A tego bym tej kurwie nie wybaczył nigdy. Takiego wała!

Co zrobić, żeby płacili alimenty?

Okłamała mnie, że już prezerwatywy nie trzeba

Piotrek, 24 lata
tata Tereski (1,5 roku)

Mój szef sam ma zasądzone alimenty na dwóch synów i musi bulić za każdego po 800 zł, więc jak do niego przyszedłem i powiedziałem, jak mnie laska na dziecko nawinęła, to bez problemu podzielił mi pensję na część oficjalną i nieoficjalną. Na papierze dostaję 1, 5 tys. zł, a do ręki 3 tys., jedną nogą muszę być w szarej strefie. Mój ojciec ma syna z poprzedniego małżeństwa, ale nigdy alimentów nie płacił, nikt go po sądach nie ścigał. Odszedł od rodziny, i tyle. Ani dziecka nie widywał, ani na nie nie płacił.

Nie chciałem dziecka. Okłamała mnie, że już prezerwatywy nie trzeba, bo bierze pigułki. No i po kilku miesiącach ciąża. Jak byliśmy na USG, lekarza pytam, że jak to się dzieje, że pigułki nie zadziałały, a on patrzy na mnie, na Kaśkę, znowu na mnie i mówi, że nie będzie zabierał głosu w tej sprawie. No to już wszystko wiedziałem – żadnych tabletek nie było. Po prostu mnie na dziecko naciągnęła. Rozryczała się i mówiła, że mnie tak kocha, że chciała coś ze mną mieć na zawsze.

Czemu sąd alimentacyjny nie bierze pod rozwagę tego, że ja dziecka nie chciałem? Ja uczciwie mówiłem jej od początku. Pół roku razem byliśmy, i to na odległość, bo ja często wyjeżdżałem na budowy, i nagle o, proszę! – ciąża, a ja jej praktycznie przecież nie znam. Jak w tej ciąży chodziła, to miałem takie myśli, że może jak się urodzi dziecko, to mi ta złość przejdzie. Mieszkaliśmy razem dwa miesiące, nakupowałem zabawek i pieluch, wanienkę. Ale jak się urodziło, to poczułem, że to nie moje. W rękach nie mogłem trzymać. Dwa tygodnie wytrzymałem.

Nie płacę alimentów od początku, czyli siedem miesięcy. Zasądzono mi 550 zł, a ja na nie swoje, na to pseudodziecko nie będę płacić. Oficjalnie zarabiam mało, a umowy na dodatkowe fuchy podpisuję na inne osoby. Remonty robię, to zawsze da się obejść albo po prostu na czarno robić. Frajera ze mnie chciała zrobić. Myśli, że ja jej będę fundował teraz życie. Od razu powiedziałem, że nie zapłacę ani złotówki. Jak będzie trzeba, to i z kraju wyjadę, i poza UE, i mnie nie znajdą. Na nie swoje nie dam. Nie chodzi o to, że to nie moje, bo biologicznie wyszło, że moje, ale ja go nie chciałem. Z wózkiem pod moim blokiem spaceruje i się gapi. Mijam ją i idę, gdzie mam iść, ja sobie krzywdy nie dam zrobić. Mama i ojciec murem za mną stoją, mówią: nie zwracaj uwagi, sama chciała, to niech ma.

Milion dzieci bez alimentów

Alimenty to jedna trzecia mojej pensji

Krzysiek, 31 lat
tata Nikodema (7 lat)

Nie dziwię się, że ściągalność alimentów wynosi 20 procent, bo kogo na to stać? Ja nie mam pieniędzy na głupoty, tzn. na syna mam, ale na pomysły mojej byłej żony już nie. Nie będę jej życia fundował. Jak się awanturuje, to jej mówię: zgłoś się, babo, do Funduszu Alimentacyjnego, tam dostaniesz 500 zł, jak jesteś taka bidulka, tylko że dochody musiałaby mieć mniejsze niż 725 zł na osobę. A pani bizneswoman zarabia pewnie trzy razy tyle.

Na swoje życzenie jest samotną matką. To ona odeszła, rozwodu chciała. Mnie papier rozwodowy do szczęścia nie był potrzebny. Ona się zaparła, bo wiedziała, że wymusi na mnie sądownie alimenty. Bez rozwodu bym płacił tyle, ile sam bym uważał za słuszne. Sędzia za jednym zamachem nas rozwiodła i ustaliła alimenty. Najpierw mnie niby pyta, ile ja uważam za słuszne płacić, to jej powiedziałem 300 zł. Więcej na półroczne dziecko chyba nie trzeba? Dowaliła mi 600 zł, mimo że oficjalnie nie miałem dochodów, pracowałem na czarno jako hydraulik. Eksmałżonka łaskawie się zgodziła na 500 zł.

Zjebała mi życie, już do końca będę musiał płacić za jej głupotę. Nie uwolnię się od niej nigdy. Jej nie obchodzi, czy ja mam, czy nie mam pieniędzy. Ciągle tylko: daj, daj, kiedy zapłacisz, jesteś mi winny kasę itp. Jak zapłacę, to zawsze mało, od razu więcej trzeba dosłać, bo ubrania, buty, wakacje, opiekunka, książki, lekarz – bo oczywiście chodzi z nim do prywatnych lekarzy, a nie do państwowych. Od NFZ-owskiego korona by jej z głowy spadła. Na angielski chciała go zapisać, kosztowałoby 100 zł miesięcznie. Ja nie miałem z czego jej dać, to jej powiedziałem, żeby sama zapłaciła, jak chce. Jak rodzic nie ma, to dziecko się obejdzie bez angielskiego.

Jak syn miał trzy lata, to zaczęły mu się psuć zęby, no to ona mi mówiła, żeby go prywatnie leczyć w klinice dla dzieci, bo państwowo trzeba by je leczyć jakimś srebrem. No i po tym srebrze miałby czarne zęby, ale to tylko mleczaki i byłyby czarne aż do wypadnięcia, to powiedziałem jej: trudno, będzie miał czarne, no co ja zrobię, pieniędzy nie wyczaruję. A ta się uparła, że do kliniki dziecięcej, najpierw chciałem się dorzucić, ale jak usłyszałem, że jedna wizyta to 250 zł, to sobie pomyślałem, że to gruba przesada. Ja sam chodzę z popsutymi zębami.

Wypomina mi, że nie byłem na jego pierwszych urodzinach: nie mogłem, pracowałem. Na drugie urodziny kupiłem mu książeczkę do nauki pisania literek. Afera, że to prezent dla siedmiolatka. No ale ja nie miałem nigdy wcześniej dziecka, to skąd miałem wiedzieć, co mu kupić? No i oczywiście foch, że prezent za 7 zł na urodziny dałem.

Płacę, kiedy mogę, ale alimenty to jedna trzecia mojej pensji. Tu, gdzie mieszkam, w Piotrkowie Trybunalskim, dużo się nie da zarobić, a ona w Warszawie zarabia na pewno więcej, bo jest menedżerem jakiejś firmy. U mnie wszystko jest tańsze. Życie w Warszawie kosztuje – to co, ona tego nie wiedziała? Ciągle jej źle. Mogła zostać z rodzicami w Starej Kuźni, to by za darmo mieszkała, ale do Warszawy, bo niby taka bizneswoman. A jak się ma dziecko, to się w domu siedzi i nim zajmuje.

Prawo pozwala na okradanie ojców

Kuba, 34 lata
tata Natalki (4 lata)

Jak usłyszałem, że mam płacić 1 tys. zł miesięcznie na córkę, to mi się słabo zrobiło. Rzeczywiście ujednolicajcie te alimenty, bo to chore prawo pozwala na okradanie ojców. To, że była żona nie jest zaradna życiowo i mało zarabia, nie znaczy, że ja mam płacić tyle kasy.

Wiem, że jej chodzi o kasę, mama mi to od początku mówiła. Moi rodzice mają sieć sklepów spożywczych, pracuję u nich. Ale teraz oficjalnie nie mam dochodów. Na córkę mam płacić 1 tys. zł. Ale nie płacę. Po co mam płacić, skoro ja mogę sam dziecku wszystko zapewnić? Rodzice chcą, żeby córeczka Natalka była z nami. Moja mama i moje dwie starsze siostry, które mają swoje dzieci, wielokrotnie widziały, że Ewa nie potrafi nią się zająć, np. dziecko leżało samo w łóżeczku. No przecież jak jest małe, to trzeba je nosić na rękach, zajmować się, musi mieć ruch, bo dostanie autyzmu. Nie znam się na wychowaniu dzieci, ale one się znają na pewno.

Ewa to jest taka prosta dziewczyna, bo z biednej rodziny, a moi rodzice ciężko pracowali na to, co mamy – z jakiej racji mam jej to oddawać?

Rodzice mi od początku mówili, że będą z nią problemy, bo biedny zawsze jest cwany. Mogliśmy mieszkać z rodzicami, bo mają duży dom, ale żona oczywiście nie chciała. Wmawiała mi, że lepiej nam będzie na swoim, a potem narzekała, że nikt jej nie pomaga. Im bardziej się awanturowała, tym mnie rodzice dawali mniej pieniędzy. Powiedziała, żebyśmy po prostu wzięli Natalkę i wyjechali na drugi koniec Polski. Ale co, tak zacząć od zera? Sklepy kiedyś będą moje.

U nas Natalka ma swój pokój, to o wiele lepszy standard niż to, co ma z matką, ubrania z metką, zabawki ze Smyka. Buty ode mnie ma firmowe, a nie ze straganu. Ewa kupiła jej na zimę kurtkę w supermarkecie – no jak ma jej być ciepło w takiej kurtce? Ja jej kupiłem z Adidasa, ale chodzi w niej tylko, jak jest u mnie, jak wraca do matki, to w tej swojej taniej.

Rozwiedliśmy się, bo Ewie nagle zaczęło przeszkadzać, że moja rodzina chce mieć z nami stały kontakt. U mnie w domu wszystko robimy razem, tego mnie nauczono i tak wychowano. Wszyscy wychowują dzieci, pieniądze też są wspólne. A Ewa Natalkę chciała trzymać pod kloszem, że tylko jej ma być, chciała mnie i moją córkę odseparować od rodziny. Rozwiedliśmy się, bo ja czegoś takiego nie toleruję.

Ewa jest pedagogiem w szkole, dużo tam nie zarobi. Więc Natalka żyje u niej na bardzo niskim poziomie. Wszystko najtańsze albo z bazaru. Ewa od mojej rodziny pieniędzy nie dostanie nigdy, nie będzie żadnych alimentów. Natalka, kiedy będzie ze mną, dostanie, co chce; jak będzie starsza, sama wybierze, z kim chce być.

Alimenty to broń

Beata, 37 lat
mama Patrycji (14 lat), Kuby (12 lat) i Karoliny (10 lat)

Kiedy po 14 latach rozstawałam się z mężem, pomyślałam sobie, że to przecież ja się dziećmi opiekuję od zawsze, a mąż pracuje od rana do nocy. Więc może niech zostaną u ojca, to go w końcu będą miały okazję poznać. Z domu pod Warszawą przeniosłam się do wynajmowanego mieszkania, prowadziłam swoją cukiernię, ale szło coraz gorzej. Na szczęście jeszcze wtedy Radek nie chciał pieniędzy na dzieci, dogadaliśmy się, że przez rok nie będę płacić, bo moja firma upada, a on ma firmę transportową, więc biedny nie jest. Złamałam nogę i byłam unieruchomiona, nie miałam za co żyć. I wtedy Radek zmienił zdanie i podał mnie do sądu o alimenty. Zawyżył moje zarobki, tzn. podał zarobki z czasów, kiedy moja cukiernia dobrze prosperowała, zażądał ode mnie po 1500 zł na dziecko. Nie miałam jak zapłacić, nie miałam też na sprawę w sądzie. Dostałam pismo od komornika z zaległymi sumami. Więc na koncie mam 0 zł. Pracuję na czarno, piekę torty na różne okazje. Dziś mój dług wynosi 20 tys., wiem, że muszę zacząć spłacać, inaczej pójdę do więzienia.

Jedyne, co mi się udało wywalczyć, to obniżenie alimentów do 900 zł na jedno dziecko. Mnie ledwo stać na utrzymanie samej siebie. Dzieci spędzają ze mną każdy weekend. Przecież żyją wtedy na mój koszt. Chciałabym to odliczyć od tych 900 zł. Sądy pracują wolno, na wszystko trzeba czekać kilka miesięcy, i do tego zapłacić. Dzieciom się krzywda nie dzieje, ich ojciec zarabia miesięcznie 10 tys., brudne ani głodne nie chodzą. On mnie po prostu chce zniszczyć. Alimenty to jest najskuteczniejsza i najczęściej używana broń między byłymi małżonkami. Miesiąc w miesiąc zadłużam się o kolejne prawie 3 tys. zł, a zarabiam czasem mniej niż połowę tej sumy.

Kiedyś ogarnę macierzyństwo i hajs

Asia, 19 lat
mama Bernadetty, 2 lata

Zaszłam w ciążę, jak miałam 17 lat, Paweł miał wtedy 23 lata. Kochaliśmy się, on był ze wsi oddalonej od mojego miasteczka o jakieś 10 km. Ja mieszkałam z matką w dwupokojowym mieszkaniu po babci, a on w dużym domu, jego rodzina miała sady jabłkowe, mieli kasę. Poznaliśmy się na dyskotece. To była wpadka, nie chciałam dziecka. Jak test wyszedł pozytywnie, płakałam, a Paweł się cieszył. Chciałam usunąć, ale mi na to nie pozwolił. Zresztą nie miałam kasy, on musiałby mi dać. Zamówiłam tabletki poronne przez internet, ale nie dotarły do mnie, utopiłam 300 zł.

Chciałam po technikum wyjechać za granicę do pracy, marzył mi się Londyn, zresztą u nas wszyscy wyjeżdżali. Nienawidziłam brzucha, bandażowałam go, jak zaczął rosnąć, żeby nikt się nie pokapował. Zamieszkałam u Pawła, jak już było blisko porodu, tam się na to dziecko wszyscy cieszyli, to taki katolicki dom, krzyżyk nad łóżeczkiem itp. A moja matka mnie znienawidziła, bo popełniłam ten sam błąd co ona, wpadłam jako młoda dziewczyna. Darła się.

Jak się urodziła Bernadetta, chciałam wrócić do szkoły jak najszybciej. Mówiłam zresztą Pawłowi, że ja chcę zdać do ostatniej klasy i wyjechać, i że on będzie musiał się zająć dzieckiem. Miał pretensje, szczególnie że nie karmiłam piersią, nie chciałam mieć cycków po kolana. Rodzina Pawła naciskała na ślub. Wyprowadziłam się, dla mnie to było oczywiste, że mała musi zostać z nim. W końcu on chciał dziecka, a nie ja. Wkurzył się i kazał mi płacić alimenty. Olałam to. Z czego? Wróciłam do mamy, a ona nie miała kasy, pracowała w kiosku. Po szkole szukałam pracy w zawodzie, skończyłam technikum gastronomiczne, ale u nas pracy nie ma. Jak mam płacić zarządzone sądowo 350 zł? Mam ograniczone prawa rodzicielskie, tak chciał Paweł, i ja się zgodziłam, bo miałam nadzieję, że nie będzie mnie tak cisnął o kasę. A ciśnie, mówi, że jestem wyrodną matką. Mówi, że mam iść do jakiejkolwiek pracy. Ale co? Ja pójdę do pracy za 1 tys. zł i połowę oddam jemu? No, sorry, ale nie. Gdybym wiedziała, że on mnie tak będzie cisnął, tobym wyczarowała tę kasę na aborcję. Ja nie czuję bycia matką, nie mam takiego instynktu – może za kilka lat będę umiała i będę miała na nią kasę? Napisałam mu SMS-a wczoraj: „Wyjeżdżam do Szkocji, tam zarobię, dorosnę i może jak wrócę, to ogarnę to macierzyństwo i hajs”.

Nie płacisz alimentów nici z kredytu

W Polsce milion dzieci nie dostaje należnych alimentów, a dwa razy tyle dostaje alimenty nieregularnie. 1 lipca weszła w życie nowelizacja kodeksu karnego dotycząca danych o dłużnikach alimentacyjnych. Informacje o nich trafią do wszystkich rejestrów dłużników prowadzonych przez Biura Informacji Gospodarczych (dotychczas dane trafiały tylko do jednego rejestru). Dzięki temu współpracujące z BIG-ami banki, telekomy i przedsiębiorcy dowiedzą się, kto z klientów nie płaci alimentów, bez względu na to, do którego rejestru się zwrócą. Dla dłużnika może to skutkować odmową udzielenia kredytu, problemami z zakupami na raty, podpisaniem umowy na telewizję kablową i internet. Przekazywanie danych do rejestrów ma się odbywać w formie uproszczonej, bez konieczności zawierania specjalnych umów.

Na nowelizacji, która ułatwia namierzenie dłużnika, powinny też zyskać gminy – z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że około 329 tys. dzieci dostaje alimenty od państwa zamiast od rodzica.

Osoby nieobjęte świadczeniami z Funduszu Alimentacyjnego mogą wpisać dłużnika na listę, płacąc 1 zł w ramach akcji „Odzyskuj alimenty”.

W podawanych przez BIG InfoMonitor informacjach udostępnionych przez Centrum Praw Kobiet (uwzględniających i alimenty z funduszu,i pozostałe) ściągalność alimentów w Polsce wynosi 16-17 proc. Wśród dłużników alimentacyjnych jest 57 306 mężczyzn i 2735 kobiet.

Rejestr dłużników nie wystarczy

Z radcą prawną Izabelą Odziemiec rozmawia Ewa Kaleta

Co zmieni obowiązkowe rejestrowanie niepłacących alimentów w rejestrze dłużników?

– Osoby wpisane do KRD są mniej wiarygodne dla kontrahentów, mogą mieć problemy z wzięciem kredytów, pożyczki czy nawet zakupem telefonu na abonament. Ale prawo, które weszło w życie 1 lipca, to dopiero początek oczekiwanych zmian. Wiele zależy od komorników i świadomości społecznej. Niska ściągalność alimentów to, po pierwsze, dziurawy system prawny umożliwiający pracę na czarno i ukrywanie majątku, po drugie, opinia społeczna i brak świadomości, że alimenty są to pieniądze dzieci i każdy rodzic jest zobowiązany do łożenia na swoje dziecko.

Osobom, które się do mnie zgłaszają, z reguły są to kobiety, tłumaczę, że alimenty to minimum wkładu drugiego rodzica w wychowanie dzieci, bo i tak cała reszta jest na ich głowie. Ale nie ma dwóch takich samych spraw, każda wymaga indywidualnego podejścia i oceny; często dzieci są traktowane jako karty przetargowe w konflikcie rodziców.

To jak uzyskać alimenty?

– Prawo przewiduje wiele instrumentów wspomagających dochodzenie alimentów. W pierwszej kolejności to, że dochodzenie alimentów w sądzie jest zwolnione z opłaty wstępnej, a uporczywe uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego jest przestępstwem, aby ścigać dłużnika alimentacyjnego należy złożyć wniosek na policji lub w prokuraturze.

Moja rada dla rodziców to nieodpuszczanie, walka o pieniądze, które się należą ich dzieciom, publiczna i społeczna stygmatyzacja osób niepłacących alimenty.

Komornicy są skuteczni?

– Trochę generalizując, z przykrością stwierdzam, że komornicy nie wykazują się zbyt dużym zaangażowaniem w egzekucji należności alimentacyjnych, bo wynagrodzenie, które otrzymują, jest zazwyczaj niskie w porównaniu chociażby z innymi sprawami, np. gospodarczymi.

Od czego dziś zależy wysokość zasądzanych alimentów?

– Ustalenie wysokości alimentów to bardzo złożona kwestia. Kodeks rodzinny i opiekuńczy posługują się dwoma kryteriami – możliwości zarobkowe i majątkowe zobowiązanego oraz usprawiedliwione potrzeby osoby uprawnionej do alimentów (dziecka). Ważne jest to, by rozwód nie pogorszył materialnej sytuacji dziecka – dziecko ma prawo do życia po rozstaniu rodziców co najmniej na takim samym poziomie jak rodzic, który z nim nie mieszka.

Jakiej wysokości alimenty przyjmuje się dziś jako minimalne, niezbędne do utrzymania dziecka?

– Nie ma takiej kwoty; w innej wysokości sąd zasądza alimenty w Warszawie, w innej w innym regionie, np. na Podkarpaciu, bo w różnych częściach Polski odmienne są koszty życia, różne możliwości zarobkowe.

Wideo „Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Zarabiam 3 miliony, tyle co piłkarz
Motyw finansowy jest najsilniejszym, jaki człowiek wymyślił. Z prezesem mBanku Cezarym Stypułkowskim rozmawia Grzegorz Sroczyński

Solidarność alimenciarzy
Mój ojciec nie płacił, mój szef nie płaci, ja też nie zapłacę!

Jean-Claude Carriere: Szukaj w sobie drania
Z Bunuelem doszliśmy do wniosku, że dobry scenarzysta każdego dnia powinien zabić swojego ojca, zgwałcić swoją matkę i zdradzić ojczyznę. Rozmowa z wybitnym francuskim scenarzystą, pisarzem, ubiegłorocznym laureatem Oscara za całokształt twórczości

Bóg powiedział: Nie ma mnie. O ateistach w Ameryce
Żona odeszła. Najlepszy przyjaciel kazał mi powtórzyć, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Szef wyrzucił mnie z pracy. Ludzie pytali, dlaczego po prostu się nie zabiję

Czego w Polsce szuka Szwed
Polowanie na dziki, ciuchy, PRL i kościoły z ludźmi

Fotografia ferrotypowa. Gwiazdy na blaszkach [FOTOREPORTAŻ]
W fotografii ferrotypowej widzisz każdą zmarszczkę, fakturę własnej skóry. Mężczyznom to jakoś bardziej służy

Mariusz Czubaj: Mordować wolę w mieście
Przełomowy moment w śledztwie, już wiemy, kto zabił, w amerykańskiej powieści detektyw gnałby na sygnale, wymachując pistoletem. A w skandynawskiej? Zwołuje zebranie

Wyborcza.pl

solidarnośćAlimenciarzy

Świecki pasterz

Monika Olejnik, 17.07.2015
Jarosław Kaczyński na Jasnej Górze. Prezes PiS coraz częściej odwołuje się w wystąpieniach do religii i religijności

Jarosław Kaczyński na Jasnej Górze. Prezes PiS coraz częściej odwołuje się w wystąpieniach do religii i religijności (Fot. Sebastian Adamus / Agencja Gazeta)

Zastanawiałam się, co chce robić w życiu Jarosław Kaczyński. Zrezygnował z udziału w wyborach prezydenckich, choć marzył o tym od dziecka, oddał Beacie Szydło premierostwo i obiecał, że nie odbierze jej tego urzędu przez całą kadencję.
Ale teraz już wiem. Kaczyński chce nas umoralniać z Jasnej Góry.

To stamtąd zabrzmiał jego donośny głos, kiedy powiedział, że nie ma Polski bez Kościoła, nie ma innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół.

Pan prezes zapowiedział, że pod wodzą hetmanki Matki Boskiej razem z prezydentem elektem i Beatą Szydło będą prowadzić Polskę, jak rozumiem, w duchu odnowy moralnej.

To cudowne, że prezes podziękował abp. Dziędze, który z ambony na Jasnej Górze grzmiał na parlamentarzystów, że przygotowali zbrodniczą ustawę o in vitro.

Ile może się wylać żółci z ust biskupów. Wydawało mi się, że jej pokłady już zostały wyczerpane. Ale nie. „Przysięgam w imię miłości – mówił arcybiskup do dzieci z in vitro – jesteście darem Bożej miłości dla świata, choć wymuszonym gwałtem na naturze”. Arcybiskup przypominał, ile dzieci musiało zginąć, żeby te z in vitro mogły się narodzić, ale pocieszył je, że to nie one są winne, tylko ci, którzy tego dokonali. To oni staną przed obliczem Boga. Arcybiskup szedł tropem swoich kolegów z Episkopatu, którzy mówili o zamrażaniu rodzeństwa, zapomniał tylko dodać, że plemniki są pobierane od ojca w akcie samogwałtu, co nam obwieścił niedawno Episkopat.

Kaczyński idzie ręka w rękę z biskupami, którzy chcą doprowadzić do zwycięstwa jego ugrupowania, bo prezydent elekt Andrzej Duda to jeszcze za mało. Przecież on sam nie zatroszczy się o interesy Kościoła, tylko pisowski rząd zapewni Kościołowi finansowanie z budżetu państwa.

Kiedy parę lat temu zaczęto dyskutować o zmianie finansowania Kościoła, Kaczyński krzyczał, że rząd idzie na wojnę z Kościołem i podważa podstawy kultury duchowej.

Być może, jak PiS wygra wybory, każdy z Polaków będzie musiał przedstawić świadectwo moralności. Może religia w szkole będzie obowiązkowa, antykoncepcja zakazana, nie mówiąc o aborcji czy in vitro.

Polska będzie tylko dla tych, którzy głoszą naukę Kościoła, inne religie nie są ważne. Drżyjcie, ateiści, luteranie, ewangelicy, buddyści! Nadchodzi świecki pasterz, który zapomniał o naukach Jana Pawła II, papieżu ekumenicznym.

Kaczyński wzruszył się na Jasnej Górze słowami abp. Dzięgi, który apelował o głosowanie na wiadomo kogo. Arcybiskup na Jasnej Górze na spotkaniu z Rodziną Radia Maryja namawiał do cichego oporu wobec konwencji antyprzemocowej. Ciekawe, na czym to ma polegać. Może odpowiedź zna prezes PiS?

Dawno, dawno temu Kaczyński krytykował ZChN za wplątywanie Kościoła w politykę – nazwał to najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski. Być może Jarosław Kaczyński stanie się bohaterem tego procesu.

Zobacz także

wyborcza.pl

DokądPrezesKa

Proces o mobbing za in vitro: degradacja zawodowa, szykany, plotki i nękanie w pracy

zdecydowałaSię
Karolina Domagalska, 17.07.2015
Reportaż o Tymko-Winiarskiej w sobotę w

Reportaż o Tymko-Winiarskiej w sobotę w „Wysokich Obcasach”

Anna Tymko-Winiarska oskarża Polskie Sieci Energetyczne o mobbing i dyskryminację za podjęcie leczenia metodą in vitro.
Tymko-Winiarska cierpi na niepłodność wtórną. Będąc matką dwójki dzieci (obecnie 26 i 18 lat), podjęła próbę zajścia w ciążę z drugim mężem. Leczenie niepłodności podjęła w wieku 42 lat, przeszła 6 prób in vitro i 6 kriotransferów (transferów mrożonych zarodków). W efekcie stymulacji hormonalnej przybrała na wadze, po pięciu pierwszych in vitro odkryto u niej wodniaka, co zakończyło się operacją i czteromiesięcznym zwolnieniem. Informacja o przyczynie leczenia i nieobecności została od niej wymuszona, gdy wystąpiła o zapomogę z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych – powiedziano, że dostanie pieniądze, tylko jeśli poda dokładny powód leczenia. Wiadomość o podchodzeniu do in vitro szybko rozeszła się po firmie, Tymko-Winiarska stała się obiektem plotek i szykan („taka stara i jej się dzieci zachciewa” itp.).

Pierwsza degradacja zawodowa nastąpiła jeszcze przed tym zdarzeniem, ale już po przybraniu na wadze i pierwszych nieobecnościach. Z prestiżowego stanowiska asystentki w sekretariacie zarządu przesunięto ją na stanowisko w sekretariacie departamentu. W małym pomieszczeniu bez okna i ze słabą klimatyzacją zlecono jej archiwizację dokumentów, przydzielając niewykonalny termin ukończenia. Do pokoju wstawiono kserokopiarkę, która dziennie wykonywała od tysiąca do kilku tysięcy kopii. Bezskutecznie prosiła, by maszynę wynieśli. Kolejnym krokiem – jak twierdzi w nękaniu i degradowaniu – było oddelegowanie do departamentu eksploatacji i przydzielenie obowiązków przekraczających kwalifikacje. Gdy zwróciła się z prośbą o pomoc do dyrektorki kadr, miała usłyszeć, że nie może do pracy przychodzić „jak na rekonwalescencję” i że „firmy dziecioróbstwo nie interesuje”. Po tym zdarzeniu wpadła w depresję, poszła na zwolnienie. Po powrocie do pracy została zwolniona ze względu na: długotrwałe nieobecności w pracy, bezpodstawną odmowę wykonywania obowiązków oraz „nieprzestrzeganie zasad współżycia społecznego” w zakładzie pracy.

Tymko-Winiarska twierdzi, że celem prezesa PSE Henryka Majchrzaka było wyrzucenie jej z pracy. Gdy dowiedział się, że leczyła się z niepłodności, poznał jej słaby punkt i zaczął to wykorzystywać przeciwko niej.

– Katalog cech, ze względu na które można dyskryminować, jest otwarty – mówi radca prawny Karolina Kędziora z Polskiego Stowarzyszenia Prawa Antydyskryminacyjnego. – Fakt korzystania z procedury in vitro może być przyczyną szykan stanowiących nierówne traktowanie.

– Nierówne traktowanie, mobbing czy mowa nienawiści związane z zastosowaniem metody in vitro mogą dotyczyć osób poczętych tą metodą. Jest to problem, wokół którego od jakiegoś czasu toczy się już dyskusja – dodaje Dorota Pudzianowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Jak pokazuje ta sprawa – problem może też dotyczyć kobiet, które planują zajść w ciążę przy wykorzystaniu tej metody. Stanowczy sprzeciw Kościoła katolickiego i silne emocje wokół tej metody przekładają się na tragedie ludzkie, których można uniknąć, gdyby prowadzić spory w sposób cywilizowany i merytoryczny – uważa.

Pierwsza rozprawa – 27 lipca.

Reportaż o sprawie Tymko-Winiarskiej w sobotę w „Wysokoch Obcasach”.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

pierwszyProcesOmobbing

To były wczasy! Wakacje w latach 80.

02.07.2015
Ach, cóż to były za wywczasy! Zazwyczaj chatka w lesie lub nad jeziorem, dom babci na wsi, własna działka lub ogród. Sporadycznie, dla szczęśliwców – wyjazd zagraniczny, na przykład do Bułgarii. Luz i beztroska. Patrzymy na zdjęcia sprzed trzydziestu lat – z wakacji i troszkę łezka się w oku kręci.

Miss Olgu / Archiwum prywatne

Miss Olgu i… może breakdance, a może to pokaz jogi. Trudno stwierdzić. Za to w tle polonez! Piskórka, 1985 r.

Zobacz także

Foch.pl

PIS – PO: Nie ma jak stary wróg

Mirosław Czech, 17.07.2015
Platforma uczestniczy w wyścigu obietnic, przekonując nagle, że po latach chudych nadeszła pora na lata tłuste. Choć nawet PiS już zauważył, że na populizm zmniejsza się zapotrzebowanie – pisze Mirosław Czech, publicysta „Gazety Wyborczej”
W wyborach parlamentarnych wszystko może się zdarzyć. Zarówno zwycięstwo PiS, jak i wygrana PO. Dobry wynik komitetu Pawła Kukiza i sięgnięcie po rolę głównego rozgrywającego w przyszłym parlamencie, lecz również przekroczenie jedynie „o włos” progu wyborczego i marginalizacja. Wejście do Sejmu ludowców z normalnym dla nich wynikiem 8-9 proc., jak również osiągnięcie 5-6 proc. Prześlizgnięcie się SLD do Sejmu lub wypadnięcie z niego; 7-8 proc. dla NowoczesnejPL Ryszarda Petru lub nieprzekroczenie progu wyborczego.Po wyborach rząd może utworzyć PiS, a może też powstać koalicja wszystkich przeciwko partii Jarosława Kaczyńskiego.Dla wyborców to dobra sytuacja, bo brak jednoznacznej prognozy zmusza do myślenia i przyglądania się ofertom poszczególnych ugrupowań ze szczególną uwagą. Myśleniu i przyglądaniu się sprzyjają okoliczności zewnętrzne – kryzys grecki i wznowienie przez prezydenta Francji Francois Hollande’a dyskusji o powołaniu parlamentu i rządu strefy euro. Nasze miejsce w UE i związany z tym kierunek rozwoju Polski to nowa oś sporu politycznego, która może napędzać stowarzyszenie Petru i Platformę, lecz pod warunkiem, że partia premier Ewy Kopacz zechce z tej szansy skorzystać.Na razie na to się nie zanosi. Szczytem marzeń PO ma być osiągnięcie ponad jednej trzeciej mandatów, by zablokować ewentualne zmiany w konstytucji, do których szykuje się PiS i by uchronić Donalda Tuska wraz z PO przed zemstą za katastrofę smoleńską.

+++

To strategia bez powodu defensywna i podążająca krok za PiS. I to akurat wtedy, gdy strategia PiS zaczyna się sypać, bo jego ruch do centrum zahamował ostry sprzeciw wobec ustawy o in vitro w połączeniu z głosami biskupów i katolickim wyznaniem wiary przez prezesa na Jasnej Górze podczas pielgrzymki Rodziny Radia Maryja.

Radykalizację wizerunku PiS wzmacnia też jego antyeuropejska retoryka, że kłopoty Grecji wynikają z przyjęcia euro, a nie z populizmu i nieodpowiedzialności jej rządów. PiS wpadł we własne sidła: jego propozycje programowe – cofnięcie reformy emerytalnej, 500 zł na każde dziecko, radykalne podniesienie kwoty wolnej od podatku – powielają działania Greków. Dlatego Beata Szydło już zapowiada, że sprawa reformy emerytalnej „musi być poprzedzona dyskusją” i dodatkowym referendum po wyborach parlamentarnych.

Po elekcji prezydenta Kaczyński spostrzegł, że głównym problemem PiS przestała być Platforma, a stał się Kukiz jako symbol zmiany w polityce, której zapragnęła duża część Polaków. PiS zaczął mieć problem z udowodnieniem, iż jest prawdziwą, a nie farbowaną opozycją. A w takiej roli chciała go obsadzić PO, rozpisując referendum w sprawie JOW-ów i finansowania partii politycznych z budżetu. Bo PiS chce utrzymać obecny system, więc jest głównym przeciwnikiem Wielkiej Zmiany (słowa klucze tegorocznych kampanii).

Kaczyński to niebezpieczeństwo usiłował zneutralizować żądaniem dodania w referendum pytań o emerytury i sześciolatków (celowości pytania w sprawie lasów nie rozumieją nawet w PiS). „Pozytywna odpowiedź na te pytania będzie Prawdziwą Zmianą” – brzmiało zasadnicze przesłanie PiS.

Partyjni stratedzy zapowiedzieli również Zmianę Dobrą. Jej wcieleniem stała się Beata Szydło – kandydatka na nową premier, która powtarza główne punkty programu Andrzeja Dudy. W zabiegu tym nie chodzi tylko o to, by schować Kaczyńskiego, lecz nade wszystko, by odtworzyć główną oś podziału w polityce polskiej: PiS – Platforma. Pojedynek kobiet – „pań premier” – w którym nie ma miejsca dla Kukiza ani nikogo innego.

Strategia jest skuteczna, premier in spe z PiS rośnie w sondażach i ciągnie partię w górę kosztem Kukiza. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, PiS osiągnie pierwszy ze swoich celów: do parlamentu wejdzie słaba reprezentacja „oburzonych” Kukiza, która zaakceptuje koalicję z PiS na jakichkolwiek warunkach.

+++

PO chętnie uczestniczy w „wojnie starych wrogów”, sądząc, że to najprostszy sposób odbudowy poparcia. Po zaprzysiężeniu prezydenta Dudy 6 sierpnia pojawi się dodatkowy motyw, by głosować na PO – zapobiec realizacji scenariusza „ich prezydent i ich rząd”. A na upadku Kukiza Platforma też się „pożywia”, bo 40 proc. jego zwolenników w drugiej turze wyborów prezydenckich poparło Bronisława Komorowskiego.

Ale w realizacji tej strategii partia Kopacz zaszła zbyt daleko i gra na polu wyznaczonym przez PiS. Premier początkowo głosiła, że jej przeciwnikiem jest Kaczyński, i to z nim chciała debatować. Teraz za głównego wroga ma Szydło. Na razie to gra do bramki konkurencji, ponieważ z dwóch „pań premier” to kandydatka PiS jest bliżej ludzi i lepiej rozumie problemy zwykłych Polaków.

Im bardziej Kopacz atakuje Szydło, tym bardziej wzmacnia jej pozycję wśród zwolenników PiS i tych, którzy nie wykluczają, że mogą oddać swój głos na PiS. I tym większą „słuchalność” uzyskuje Szydło dla kwestii, na których stara się zogniskować uwagę wyborców. Zgodnie z zawołaniem, że teraz wszystko „da się zrobić”, bo nadszedł kres okresu wyrzeczeń.

PO uczestniczy w populistycznym wyścigu, przekonując, że po latach chudych nadeszła pora na lata tłuste. Platformie przychodzi to tym łatwiej, że ma sporo za uszami: demontaż OFE, „kreatywną księgowość” w sprawie długu publicznego i reformę emerytalną. W chwili gdy trzeba wręcz krzyczeć o niebezpieczeństwach zadłużania Polski, Platforma ma lekko zasznurowane usta. Strategia proponowana przez doradców sznuruje te usta jeszcze bardziej.

Dzieje się to w sytuacji, gdy nawet w PiS dostrzegają, że na populizm zmniejsza się zapotrzebowanie.

+++

Kryzys UE wywołany polityką skrajnie populistycznego rządu greckiego zmieni strefę euro i całą Unię. Polska jest i pozostanie na uboczu tych debat, bo naszą walutą nie jest euro. Grozi nam realnie marginalizacja w Unii.

PiS-u to nie interesuje, bo marzy o „odzyskaniu podmiotowości w polityce europejskiej względem Niemiec”, roli lidera w regionie i „skończeniu z pedagogiką wstydu” w kwestiach historycznych. Partia Kaczyńskiego zamierza rączo podążać w kierunku przeciwnym do racjonalnego oglądu potrzeb i interesów Polski oraz ewolucji sytuacji międzynarodowej.

Nasza przyszłość w UE, zapewnienie rozwoju gospodarki oraz zabezpieczenie przewidywalnej przyszłości Polakom – to powinny być zasadnicze tematy kampanii parlamentarnej. Ludzie wiedzą, od czego zależy ich dobrobyt. Członkostwo Polski w UE popiera przytłaczająca większość Polaków, bo ma świadomość korzyści, jakie dzięki temu uzyskaliśmy i uzyskiwać możemy w dalszym ciągu. Również młodzi nie widzą innego świata poza UE.

Warto pamiętać, że Polacy stracili chęć do wprowadzenia euro, bo to PO im wytłumaczyła, że można z tym poczekać, aż strefa euro się zreformuje i ustabilizuje. Pociąg strefy euro jednak jedzie bez czekania na Polskę.

Kampania wyborcza nie jest dobrym momentem na edukowanie społeczeństwa oraz debatowanie o skomplikowanych racjach politycznych i gospodarczych. Czasy mamy jednak wyjątkowe i wygra ten, kto zaproponuje Polakom otwartą rozmowę na tematy naprawdę ważne. I przedstawi realistyczną ofertę rozwoju kraju bez uciekania się do populizmu.

wyborcza.pl

Afera podsłuchowa. Służby ograne i bezradne przez informatora Marka Falentę

Wojciech Czuchnowski, 17.07.2015
Restauracja Sowa & Przyjaciele

Restauracja Sowa & Przyjaciele (FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA)

Służby specjalne nie mają żadnego sposobu, by zapobiec przejściu swoich agentów do pracy dla osób, które wcześniej rozpracowywali. Chce to zmienić minister Marek Biernacki.
Wczoraj opisaliśmy kulisy afery podsłuchowej i grę, jaką Marek Falenta, główny podejrzany w tej sprawie, prowadził z ABW, CBA i policją. W tym samym czasie, gdy miał zlecać nielegalne nagrywanie polityków i biznesmenów w warszawskich restauracjach (lata 2013-14), spotykał się z oficerami tych służb. Jako źródło przekazywał im m.in. informacje, które miał uzyskać z podsłuchów.Dwaj funkcjonariusze, którzy wcześniej go rozpracowywali, odeszli na emeryturę i zaczęli dla niego pracować, m.in. przy… zakładaniu podsłuchów. – Nie mamy żadnych przepisów, które zabraniałyby komuś, kto odszedł ze służby, pracowania w dowolnym miejscu, a więc również przyjmowania zleceń nawet od zwyczajnych przestępców prowadzących np. działalność gospodarczą. Byłego funkcjonariusza obowiązuje tylko zasada dochowania tajemnicy państwowej i służbowej – i tylko gdy tę zasadę złamie, można go ścigać. To, dla kogo pracuje, jest kwestią jego osobistej etyki i moralności – mówi nam oficer ABW.Jak dowiaduje się „Wyborcza”, Marek Biernacki (PO), który od czerwca jest koordynatorem służb specjalnych w kancelarii premiera, chce, by wzorem wojska emerytowani funkcjonariusze (często w wieku 40-50 lat) mieli pierwszeństwo przy przyjęciu do pracy w państwowych i samorządowych instytucjach, które zajmują się bezpieczeństwem i obronnością. Żołnierzom taki przywilej daje ustawa o służbie wojskowej z września 2003 r. (art. 119).Także ustawa o służbie cywilnej zobowiązuje dyrektorów państwowych urzędów do stosowania tego przepisu. Rozszerzenie takiej zasady na byłych funkcjonariuszy służb i policjantów sprawiłoby, że mieliby oni mniejszą pokusę wchodzenia w relacje z przestępcami lub firmami, które wcześniej rozpracowywali.

Wczoraj Biernacki, komentując nasz artykuł, zapewniał, że „nie było gry między służbami specjalnymi w sprawie Marka Falenty, a wszystkie procedury zostały zachowane”. Jednocześnie potwierdził, że zespół kontrolny w ABW wyjaśniał sprawę zainteresowania tej służby Falentą. – Natomiast sprawa kontaktów Falenty z CBA jest wyjaśniana w prokuraturze – powiedział PAP.

Chodzi o to, że szef CBA Paweł Wojtunik nie zwolnił z tajemnicy służbowej agentów, którzy kontaktowali się z Falentą. Nie chce też ujawnić, skąd CBA wzięło 11 zapisów podsłuchów, które w marcu przekazało prokuraturze.

Poseł Stanisław Wziątek (SLD), szef sejmowej komisji ds. służb specjalnych, powiedział, że posłowie kilka razy zajmowali się sprawą afery podsłuchowej, ale „sedno tkwi w działaniach mających charakter operacyjny, do których komisja nie ma dostępu”. Dodał, że m.in. dlatego był zwolennikiem powołania sejmowej komisji śledczej w tej sprawie.

Głos zabrało też CBŚ Policji. W oficjalnym komunikacie zapewniło, że Falenta nie był jego informatorem, a lubelski detektyw Krzysztof S. (który współpracuje z Falentą) nie pracował wcześniej w CBŚ. Czy był zatem policjantem? Rzecznik policji inspektor Mariusz Sokołowski mówi, że nie i że „według jego wiedzy” pracował „w innej służbie”.

Sam Falenta na swoim blogu napisał, iż nie wyobraża sobie sytuacji, by służby, z którymi „prowadził dialog”, nie wiedziały nawzajem, że jest ich informatorem.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s