Szydło (31.07.2015)

 

Mieszkańcy Częstochowy najchętniej wykurzyliby pielgrzymów. „Zostają po nich śmieci, a profity czerpie tylko kler””

Pielgrzymi, którzy w lipcu tego roku dotarli na Jasną Górę.
Pielgrzymi, którzy w lipcu tego roku dotarli na Jasną Górę. Fot. Maciej Kuroń/AG

Częstochowa – stolica polskich pielgrzymek każdego roku w wakacje przeżywa prawdziwe oblężenie. To właśnie przez pielgrzymki mieszkańców zaczęto nazywać „medalikami”, a do miasta przylgnęła łątka pątniczego centrum Polski, ale nie wszyscy patrzą na ten katolicki festiwal z zachwytem.

– Nic z tego nie mamy! – irytuje się częstochowski przedsiębiorca. – Te ich skrzeczące plecaczki z głośnikami są nieznośne – dodaje pracownik miejskiej biblioteki. Do tego chóru patrzących spod ukosa na pielgrzymki dołączają też lokalni samorządowcy.

Pielgrzymek w bród, ale Częstochowę omijają szerokim łukiem
Statystyki pielgrzymkowe robią wrażenie. Kiedy nadchodzi wakacyjne przesilenie pielgrzymkowe, w Częstochowie na Jasnej Górze wyrasta drugie, osobne miasteczko. Tylko w ciągu jednego sezonu w 2014 roku od maja do sierpnia na Jasnej Górze pojawiło się ponad 91 tys. osób w znoszonych butach. Z najodleglejszych miejsc w Polsce do Częstochowy przybyło 169 pielgrzymek.

Swoje cztery tysiące pielgrzymów dorzucili rowerzyści, którzy w zeszłym roku zorganizowali 85 rowerowych tras z finałem na Jasnej Górze. Biegacze to kolejne 415 osób, zdarzyła się nawet nartorolkowa z Siedlec. Nie wspominając o indywidualnych wędrówkach do jasnogórskiego Sanktuarium i tych, którzy cenią wygodę i podróżują samochodem, albo autokarem.

Na Jasnej Górze przez cały rok czekają na turystów-pielgrzymów. Oprócz religijnego wymiaru, to przecież też zwyczajny biznes. A pielgrzym potrafi być hojny i sypnąć groszem nie tylko na tacę. Problem w tym, jak twierdzą od dawna mieszkańcy i niektórzy lokalni samorządowcy, że nic nie mają z tego całego pielgrzymkowego przemysłu, a pieniądze zostają na Jasnej Górze, nie w Częstochowie.

Miasto nie dysponuje dokładnymi wyliczeniami, ale urzędnicy mają nosa i twierdzą, że potężne pieniądze przeciekają im przez palce. – Problem w tym, że miasto nic na nich nie zarabia – mówił Marek Balt już w 2011 roku, kiedy jeszcze pełnił funkcję przewodniczącego Rady Miasta. I zwracał uwagę na to, że miasto nie tylko nie widzi kokosów z pielgrzymkowego biznesu, lecz także musi do tego dokładać ze swojej kieszeni.

– Płacimy za zapewnienie im bezpieczeństwa, za pogotowie ratunkowe, szpitalny oddział ratunkowy, oddziały szpitalne, które obsługują turystów, straż miejską, za wywóz ich śmieci i wiele innych. Wyłożyliśmy mnóstwo pieniędzy na infrastrukturę turystyczną wokół Jasnej Góry, za 24 mln złotych naprawiliśmy drogi, które do niej prowadzą, za 15 mln wyremontowaliśmy parki dookoła niej. W tej chwili remontujemy reprezentacyjną aleję Najświętszej Maryi Panny za około 60 milionów. To są potężne pieniądze z podatków częstochowian – tłumaczył z nieukrywanym żalem.

Dlatego co jakiś czas pojawiają się pomysły, żeby pielgrzymów opodatkować. Temat wraca co roku jak bumerang, a samorządowcy liczą i się coraz bardziej denerwują. Na czele niezadowolonych coraz głośniej słyszalny jest sam prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk. – Częstochowa, podobnie jak inne turystyczne miasta w Polsce, mogłaby mieć opłatę miejscową obowiązującą tych, którzy do nas przyjeżdżają i nocują. Wpływy z tej opłaty, pobieranej od turystów i pielgrzymów, można byłoby z pożytkiem wykorzystać np. na poprawę infrastruktury turystycznej – mówił w zeszłym roku.

Mieszkańcy się przyczaili
Zbigniew Stańczyk jest pracownikiem miejskiej biblioteki. I jak większość mieszkańców Częstochowy, zdążył się przyzwyczaić do pielgrzymów, chociaż jest jedna rzecz, której ciągle nie może znieść. – Te ich plecaczki z głośnikami są nieznośne! Zazwyczaj są kiepskiej jakości i niemiłosiernie skrzeczą. To naprawdę irytujące i działa mi na nerwy. Ludzie tak się jednak do tego przyzwyczaili, a pielgrzymki tak bardzo wrosły w krajobraz miasta, że nawet tutaj, w bibliotece, gdzie przecież przychodzi mnóstwo mieszkańców, rzadko słyszy się rozmowy na ten temat – mówi nam.

W Częstochowie są też tacy, którzy głośno mówią o swoim niezadowoleniu. Kuba, pracownik sklepu muzycznego w Częstochowie przyznaje, że najczęściej na pielgrzymów denerwują się ci, którym ich obecność przeszkadza ze względów ideologicznych. – Częstochowa wcale nie jest katolickim centrum kraju wbrew pozorom. Jest tu sporo osób o wyraźnie antyklerykalnych poglądach i oni najchętniej przepędziliby pielgrzymów na cztery wiatry – przyznaje. On sam, jego znajomi i rodzina są raczej obojętni wobec tabunów kierujących się na Jasną Górę. – A tam, a dlaczego niby miałbym się denerwować, że lgną do miasta. Po prostu są i już – ucina krótko.

Kiedy dzwonię do jednego z częstochowskich przedsiębiorców, najpierw nie chce za bardzo rozmawiać. Ale kiedy pytam o pieniądze, natychmiast rozwiązuje mu się język. – Kler zarabia, a my nie. Nie czarujmy się, pielgrzymki to dochodowy interes, a my tu ani złotówki nie zobaczyliśmy. Co ja albo inni mieszkańcy z tego mam? Powiem pani – kupę śmieci i nic więcej. Pielgrzymi nie wyścibiają nosa z Jasnej Góry – tam mają ogromny płatny parking, to tam nocują, jeśli zostają na dłużej, to tam się stołują i to tam kupują pamiątki. Profity z tego żadne – mówi zdecydowanie. Mimo stanowczego stanowiska, nie chce występować pod nazwiskiem, bo, jak twierdzi, nie chce się narażać na przykrości. Prowadzi biznes, a w biznesie trzeba dobrze żyć ze wszystkimi, jak mówi.

Ojciec Robert Jasiulewski, rzecznik prasowy Jasnej Góry nie widzi iskrzenia na linii pielgrzymów i mieszkańców Częstochowy. Na początku nawet nie rozumie, o co go pytam. – Ach, to takie slogany troszkę. Przecież gdyby rzeczywiście istniał jakiś rodzaj napięcia, o którym mowa, mieszkańcy Częstochowy nie przychodziliby do nas. A jest inaczej. Warto pomyśleć, jak miasto wyglądałoby dzisiaj, gdyby co roku nie przyjeżdżali i nie przychodzili do niego pielgrzymi. Częstochowa mogłaby być teraz zupełnie inna – kwituje rzecznik Jasnej Góry.

CzęstochowamaDość

naTemat.pl

Platforma Obywatelska – sensacje na listach wyborczych

WIOLETTA GNACIKOWSKA, 31.07.2015
Cezary Grabarczyk

Cezary Grabarczyk (TOMASZ STAŃCZAK)

Na łódzkiej liście Platformy Obywatelskiej do Sejmu nie ma posłanki Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, jest za to Krzysztof Makowski, do niedawna lider Twojego Ruchu w Łódzkiem. Andrzej Biernat, były minister sportu, będzie jednak liderem listy w okręgu sieradzkim, a Jan Tomaszewski, były bramkarz, wystartuje z okręgu piotrkowskiego.
Członkowie zarządu i rady regionu Platformy Obywatelskiej spotkali się w piątek po południu, żeby zatwierdzić listy do Sejmu i Senatu. Było to spotkanie zamknięte. Trwało 1,5 godziny, a uczestnicy podobno nie byli jednomyślni, co do układu nazwisk.

Grabarczyk i parytet młodości

Listę PO w Łodzi otwiera poseł Cezary Grabarczyk, były minister infrastruktury, były minister sprawiedliwości i były wicemarszałek Sejmu. Za nim są dwie posłanki: Małgorzata Niemczyk i Elżbieta Królikowska-Kińska. Na czwartym miejscu jest Paweł Bliźniuk, wiceprzewodniczący rady miejskiej, reprezentujący na liście „parytet młodości”. Za nim jest Łukasz Kucharski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego i szef kampanii wyborczej w Łódzkiem Bronisława Komorowskiego. Dalej – Karolina Kępka, od dwóch kadencji łódzka radna, po niej Bartosz Domaszewicz, miejski radny, który do zeszłego roku pełnił funkcję szefa Młodych Demokratów, czyli „młodzieżówki” PO.

Jest Makowski, nie ma Śledzińskiej-Katarasińskiej

Na 10. miejscu jest Jarosław Tumiłowicz, miejski rady, a na 11. Krzysztof Makowski, do ubiegłego miesiąca lider Twojego Ruchu w Łódzkiem, a do 2010 roku przewodniczący SLD w Łódzkiem. Krzysztof Makowski jesienią zeszłego roku kandydował na prezydenta Łodzi, ale zrezygnował zanim kampania ruszyła na dobre i przekazał swoje poparcie ubiegającej się o reelekcję Hannie Zdanowskiej. Ostatnie, lubiane przez kandydatów miejsce, zajął Ali Koussan, przedsiębiorca.

Sensacją jest brak na liście Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, która jest posłanką od siedmiu kadencji, a kiedyś była przewodniczącą PO w Łódzkiem. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że posłanka chciała kandydować z drugiego miejsca, ale zaproponowano jej czwarte, którego – podobno – sama nie przyjęła.

Do Senatu będą kandydować obecni senatorowie Ryszard Bonisławski i Maciej Grubski.

W okręgu sieradzkim bez niespodzianek

Na pierwsze miejsce w okręgu sieradzkim wpisał się Andrzej Biernat, szef Platformy Obywatelskiej w Łódzkiem, były minister sportu. Za nim jest Cezary Tomczyk, rzecznik rządu, trzecie miejsce zajmuje posłanka Agnieszka Hanajczyk. Czwartego miejsca nie chciał przyjąć poseł Artur Dunin. Wolał ostatnie i takie dostał.

Wicemarszałek Sejmu na drugim miejscu

W okręgu piotrkowskim liderką listy została Dorota Rutkowska, posłanka ze Skierniewic, dopiero za nią jest Elżbieta Radziszewska, wicemarszałek Sejmu. Z ostatniego miejsca w okręgu piotrkowskim wystartuje Jan Tomaszewski, legendarny bramkarz i komentator sportowy, który cztery lata temu został posłem z list PiS, a w lutym tego roku przeniósł się do Platformy.

Teraz listy zostaną przesłane do Warszawy. Zarząd Krajowy PO ma prawo wprowadzić zmiany. Czy takie będą? Pojawiły się pogłoski, że premier Ewa Kopacz może wprowadzić bardzo istotną zmianę: może przysłać na pierwsze miejsce do Łodzi „spadochroniarza”. Na razie do okręgów nie są przypisani dwaj ministrowie: Tomasz Siemoniak i Rafał Trzaskowski oraz marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska. Pojawiły się spekulacje, że ktoś z tej trójki może zostać liderem łódzkiej listy. Ostateczny kształt list PO poznamy 6 sierpnia.

Zobacz także

lodz.gazeta.pl

Jacek Kurski chce wrócić do Sejmu. PiS nie chce go wpisać na listy wyborcze?

Były europoseł chce wrócić do Prawa i Sprawiedliwości.
Były europoseł chce wrócić do Prawa i Sprawiedliwości. Agencja Gazeta/ Sławomir Kamiński

Jacek Kurski chce kandydować podczas jesiennych wyborów parlamentarnych do Sejmu. Do tej pory nie udało mu się przekonać żadnego koła partyjnego Prawa i Sprawiedliwości do wpisania na listę wyborczą.

Jak podaje tabloid „Fakt”, szanse Jacka Kurskiego na udział w wyborach parlamentarnych są bliskie zeru. W rodzinnym Gdańsku nie został wpisany na listę. A propozycje lokalnych list wyborczych wpłynęły już do centrali PiS w stolicy.

Anonimowy polityk Prawa i Sprawiedliwości miał powiedzieć, że Kurski ma wielu przeciwników wśród władz partii. Boją się, że jego kandydatura może bardziej zaszkodzić, niż pomóc.

Członek Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości przyznał, że Jacek Kurski jest prawnym specjalistą od PR, ale zbyt często jest bohaterem skandali. To nie wpływa pozytywnie na wizerunek partii. Fakt twierdzi, że Kurski czeka na litość Jarosława Kaczyńskiego, który w sprawie list wyborczych ma ostatnie słowo.

– Chciałbym startować, ale to będzie decyzja pana prezesa. Jestem dostępny. Wystartuję tam, gdzie ewentualnie umieści mnie Jarosław Kaczyński – powiedział cztery dni temu w rozmowie z Polsat News Jacek Kurski. Były europoseł dodał, że gdyby dostał się do Sejmu, to mógłby pracować w komisjach infrastruktury i skarbu.

Źródło: Fakt.pl

jestJeszcze

naTemat.pl

chodziłPoGdansku

Lis: Dramat Ryszarda Petru polega, Wiesław, na czymś innym…

MT, 31.07.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,18463714,video.html?embed=0&autoplay=1
– Dziś realnie w Polsce stawką nie jest charakter liberalnej demokracji ani to, jak można ją ulepszyć. Stawką jest to, czy ona w ogóle przetrwa – mówił w „Poranku Radia TOK FM” Tomasz Lis. – To są być może stracone nadzieje i stracone głosy – stwierdził Wiesław Władyka.

 

Prof. Wiesław Władyka stwierdził, że mimo że Ryszard Petru opowiada w swoim dyskursie politycznym „bajki”, to nie wystawiałby mu bezwzględnego rachunku. – Ja bym wystawiał ewentualnie rachunek Ryszardowi Petru, jeśli jego partia zdobędzie 4 czy 3,5 proc. głosów, bo wtedy to będzie katastrofa dla przedsięwzięcia – odparł Tomasz Lis.

Władyka stwierdził też, że jego problem polega na tym, „czy on jest pod powierzchnią czy tuż nad powierzchnią”. – To są być może stracone nadzieje i stracone głosy – powiedział.

 

– Ja myślę, że dramat Ryszarda Petru polega, Wiesław, na czymś innym – polemizował Lis. – Na tym, że dziś realnie w Polsce stawką nie jest charakter liberalnej demokracji ani to, jak można ją ulepszyć. Stawką jest to, czy ona w ogóle przetrwa – stwierdził.- Nie tu jest oś sporu, dlatego Petru jest nieistotny w tej dyskusji – dodał.- Cała historia nas uczy, że liberalna demokracja pada z nadmiaru liberalizmu, a nie z deficytu liberalizmu – stwierdził z kolei Jacek Żakowski.

Zobacz także

 

dramatRyszardaPetru

TOK FM

 

31.07.2015 14:44

O seksie, lekarzach, księżach i dziewictwie do ślubu: odpowiadam Małgorzacie Terlikowskiej.

W ramach dyskusji nad moim wywiadem wszystko jakoś się pogubiło. Na bardzo emocjonalny tekst p. Małgorzaty Terlikowskiej odpowiem wybiórczo.

1. W polemice czytam: „Prof. Jaczewski jako pediatra i seksuolog powinien wiedzieć (i zapewne wie), jakie konsekwencje rodzi prowadzenie nieuporządkowanego życia seksualnego, wielość partnerów, przygodne miłości. Ile ludzkich tragedii można by uniknąć, gdyby ludzie szanowali swoją płodność i seksualność”.

Nie wszystko rozumiem: np. co to jest „nieuporządkowane” życie seksualne? Ja rozróżniam pozytywne (kiedy nikogo się nie krzywdzi) – i naganne, kiedy zaspakajając swoje popędy czyni się krzywdę. Ot i tyle.

2. Czytam też: „W sumie podobne zdanie można by napisać o środowisku lekarskim, wszak też są czarne owce wśród wielu uczciwych i zaangażowanych lekarzy, którzy biorą łapówki, walczą o władzę, za pieniądze obiecują cuda, bez koperty nawet na człowieka nie spojrzą. I pewnie prof. Jaczewski zna takie osoby. I co? To znaczy, że wszyscy tacy są?”.

Zgadzam się, że są wredni lekarze – niestety znałem takich też; tu p. Terlikowska ma rację. Mnie – jako byłego lekarza i uczestnika kształcenia lekarzy – od lat gnębi problem, którego nie ukrywam i który wielokrotnie podejmowałem. Pani Terlikowska ma rację: JEST WIELU LEKARZY, KTÓRYCH POSTAWY NIE JESTEM W STANIE AKCEPTOWAĆ! Tylko to za późno. Lekarzy trzeba już jako studentów wychowywać!

Tę myśl rozwinę.

Akademie Medyczne (czy jak je tam zwą) są szkołami technicznymi. Od profesorów wymaga się czterech talentów: by był dobrym lekarzem specjalistą; by był naukowcem – badaczem, autorem; by był dydaktykiem; i na koniec – by był dobrym administratorem (bo klinika to zakład pracy), czyli kierownikiem zespołu itp. Uff… Dużo tego. Bywają tacy utalentowani – ale ilu ich jest? A już nowoczesnej dydaktyki (to wiedza, nauka i praktyka – w tym nowoczesna, elektroniczna) nikt profesorów medycyny nie uczył i nikt nie wymaga tu od nich kwalifikacji.

I teraz najważniejsze: dyplom lekarza jest czymś wyjątkowym. Nie ma innego dokumentu w naszej cywilizacji, który dawałby takie uprawnienia. Dla przykładu: niekontrolowane dysponowanie środkami leczniczymi, a w tym niekiedy przecież truciznami! Takie uprawnienia otrzymuje człowiek,  K T Ó R E G O  N I K T  N I E  Z N A. Na każdych studiach akademickich pisze się pracę dyplomową. Np. u nas na pedagogice Uniwersytetu Warszawskiego przez dwa lata trwały seminaria magisterskie i w małej grupie studenci spotykali się regularnie z promotorem. Ja zwykle miałem sześciu magistrantów. Przez dwa lata poznaje się człowieka – a z nieskromnością powiem, że i  W Y C H O W U J E. Niczego takiego nie ma na medycynie. Nikt tak naprawdę nie zna osobiście absolwenta, który po zdaniu kolejnego – ostatniego – egzaminu dostaje dyplom lekarza! Wiem: zaraz powie ktoś, że są praktyki, staże itp. Ale to za mało: nie ma promotora, który byłby jednoosobowo odpowiedzialny moralnie za to, kto dostaje dyplom.

Ja jeszcze postuluję i inną rekrutację. Nie każdy nadaje się na lekarza (jak i na psychologa czy pedagoga). Postuluję przynajmniej półroczny staż w hospicjum, domu starców czy ewentualnie, w domu dziecka (póki te jeszcze – niestety! – istnieją). I dopiero jak ktoś nauczy się trzymać za rękę umierającego, pielęgnować niesprawnego – to mógłby podjąć studia medyczne. A tymczasem – może wiecie – jaki był pierwszy element moich studiów? Fakt, że to już prawie 70 lat temu i może jest teraz inaczej, ale było to prosektorium i trup na stole – którego do dziś pamiętam. Mówiło się: lekarz musi być twardy, odporny. Tak – ale przede wszystkim musi (jak by powiedziała – i słusznie – p. Terlikowska) umieć kochać bliźniego. O mojej wizji kształcenia lekarzy pisałem wielokrotnie, ale zdaje się, że nigdy tego nikt nie wydrukował…

3. P. Terlikowska pisze: „Doświadczyłam spotkania z księżmi zaangażowanymi, pełnymi wiary, a jednocześnie niesamowicie skromnymi. Nie było tam drogich samochodów, markowych ciuchów. Była za to ogromna chęć służby ludziom dwadzieścia cztery godziny na dobę. Były wielogodzinne rozmowy i spowiedzi. Było wszystko to, czego kamery czy łamy liberalnych mediów zobaczyć nie chcą”.

Zgadzam się z polemistką, że są wspaniali księża – i zresztą mówiłem o tym w wywiadzie i pisałem w blogu. Sam znałem takich.

4. Czytam też: „Bo ludzka miłość i płciowość, żeby móc być miejscem uświęcania małżonków, musi być miłością czystą. Bo tylko taka miłość nie rani drugiego człowieka. A wręcz przeciwnie, pozwala mu w pełni otworzyć sią na małżonka, w całej swojej intymności”.

Może jeszcze kiedyś napiszę dlaczego przeciwny jestem zawieraniu ślubu w stanie dziewiczym. Ale to sprawa całkiem „z innej beczki”. I tu na pewno każde z nas zostanie przy swoim zdaniu.

Polemistkę pozdrawiam i dziękuję, że zadała sobie tyle trudu, by ze mną polemizować.

profJaczewski

TOK FM

Tomasz Lis do prawicowych publicystów: Nie boimy się was, jesteście za mali i za śmieszni

Tomasz Lis w poranku radia TOK FM zwraca się do prawicowych publicystów: Nie boimy się was.
Tomasz Lis w poranku radia TOK FM zwraca się do prawicowych publicystów: Nie boimy się was. Fot . Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta

– Nie interesuje mnie, co Duda powie w czwartek w Sejmie, ale to co zrobi w ciągu następnych 90 dni – komentuje Tomasz Lis w radiu TOK FM. Zaraz po zaprzysiężeniu Duda rusza w podróż po Polsce. Cel? Zdaniem komentatorów poranka – wsparcie Prawa i Sprawiedliwości w ich kampanii parlamentarnej.

Pisowski prezydent
Pierwsze komentarze nowego prezydenta i prawicowych publicystów pokazują jasno: prezydentura Dudy będzie uzależniona od tego, ile swobody pozostawi mu prezes Kaczyński. – W czwartek usłyszymy wiele komunałów o wspólnych wartościach, o tym co nas łączy, a następnego dnia wszędzie. O tym jaka jest ta wspólna Polska i o co chodzi dowiemy się tak naprawdę dopiero wtedy kiedy Andrzej Duda wsiądzie do autokaru – przekonuje red. Lis.

Zdaniem red. Władyki, miejsc na spekulacje nie ma: Andrzej Duda już dziś pokazuje, że zamierza być prezydentem „pisowskim”, a nie – tak jak zapowiadał w kampanii – prezydentem wszystkim Polaków. – Jesteśmy za starzy, aby uwierzyć w te bajki – dodają.

Lis: Wolę, aby Duda był oszustem
Bajką – zdaniem red. Lisa – są również działania podejmowane obecnie przez Prawo i Sprawiedliwość. Przekonuje, że niebawem skończą się otwarte spotkania i podróże, a zamiast tego PiS „zafunduje Polakom Stambuł” – nie w sensie architektonicznym, ale metaforyczno-politycznym. Mimo czarnego scenariusza, publicyści poranka deklarują jasno: „Wyjeżdżać z Polski nie zamierzamy”.

TOMASZ LIS

publicysta

Wbrew temu, co piszą prawicowe paszkwile, pragnę powiedzieć jasno: Kochani nie boimy się się was. Jesteście za mali i za śmieszni by ktokolwiek was się bał…

Andrzej Duda już dziś zapowiada, że dołoży wszelkich starań, aby spełnić swoje wyborcze obietnice, a pierwsze ustawy które skieruje do Sejmu dotyczyć będą obniżenia wieku emerytalnego i zwiększenia kwoty wolnej od podatku. – Wolę, aby był oszustem niż szkodnikiem i z tych obietnic się nie wywiązywał – komentuje zapowiedzi red. Lis.

Zaprzysiężenie już 6 sierpnia
Prezydent elekt oficjalnie wprowadzi się do Pałacu Prezydenckiego w najbliższy czwartek. Obecnie trwają ostatnie przygotowania uroczystości w Sejmie. O tym, jak będzie wyglądało zaprzysiężenie pisaliśmy w NaTemat w zeszłym tygodniu. Przemówieniu prezydenta będzie się przysłuchiwać Zgromadzenie Narodowe.

Do tego zaproszono posłów do Parlamentu Europejskiego i korpus dyplomatyczny. To sprawi, że na sali sejmowej trudno będzie wepchnąć szpilkę. Do tego spory tłok będzie panował w galerii dziennikarskiej. – Z tego, co słyszę, zainteresowanie inauguracją jest większe niż w poprzednich latach – mówił nam Marcin Kędryna, współpracownik.

Źródło: TOK FM

naTemat.pl

Nowa Sól. Szydło zrobiła konferencję w zrujnowanej fabryce. Prezydent Tyszkiewicz: Żałosny spektakl. Rząd PiS nie zrobił nic dla miasta

past, 31.07.2015
– Nowa Sól potrzebuje odbudowy tego terenu – mówiła Beata Szydło w starej fabryce nici Odra. Kandydatka PiS na premiera pokazywała zrujnowane budynki jako przykład potrzeb „Polski lokalnej”. – Szkoda, że pani Szydło nie sfotografowała się na tle pięknej i rozwijającej się Nowej Soli – skomentował konferencję prezydent miasta Wadim Tyszkiewicz.
Konferencja Beaty Szydło w Nowej Soli

Konferencja Beaty Szydło w Nowej Soli (Twitter.com/@pisorgpl)

 

– Teren fabryki nici Odra powinien wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Polska musi odbudować przemysł – mówiła podczas swojej konferencji Szydło. Oceniła, że odbudowa gospodarki w oparciu o polski przemysł to temat zaniedbany. – Od ośmiu lat nie słyszymy ze strony rządzących, by robili cokolwiek dla wsparcia polskiego przemysłu i tych, którzy chcą go odbudowywać – powiedziała.

Do konferencji odniósł się na swojej stronie na Facebooku prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, wyraźnie poirytowany takim prezentowaniem jego miasta. Z kolei internauci zauważyli, że choć niektóre budynki fabryki są opuszczone, to sama firma produkująca nici działa pod inną nazwą – jako „Zakład produkcji nici MEGA”.

„Żałosny spektakl pani Szydło”

„Szkoda, że kandydatka na premiera nie wspomniała, że przez dwa lata, kiedy PiS był przy władzy, rząd nic nie zrobił dla tego miasta i tej fabryki, dalej rozprzedając jej majątek”- napisał w emocjonalnym wpisie na Facebooku Tyszkiewicz i nazwał konferencję Szydło „żałosnym spektaklem”.

„Szkoda, że pani Szydło nie sfotografowała się na tle pięknej i rozwijającej się Nowej Soli, bo zaprzeczyłoby to fałszywej tezie polityków tej partii, że Polska jest w ruinie” stwierdził prezydent miasta, a na dowód zestawił zdjęcie z konferencji z innymi zdjęciami Nowej Soli.

wadimTyszkiewiczwadimTyszkiewicz1

Tyszkiewicz był też wyraźnie oburzony pokazywaniem Nowej Soli w negatywnym świetle i wykorzystywaniem wizerunku miasta w grze politycznej. „Przez lata pracowaliśmy na swoją markę i wizerunek, żeby teraz przez zapotrzebowanie polityczne być pokazanym całej Polsce jako miasto ruin i chwastów”, napisał.

„Do czego jeszcze, do jakich kłamstw i manipulacji są gotowi posunąć się politycy, oszukując wyborców, żeby dorwać się do władzy?”, dodał Tyszkiewicz.

szydłoWzrujnowanej

gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: