Duda (05.08.2015)

 

Laboratoria jak u Bonda. Amerykę dozbraja agencja DARPA

Michał Rolecki, 04.08.2015
Egzoszkielet

Egzoszkielet (Fot. Materiały Promocyjne)

Działa jak szalony naukowiec miliarder, ale w tym szaleństwie jest metoda. Dzięki temu mamy m.in. internet, GPS i głosową asystentkę w iPhone’ach.
Ma pieniądze, i to spore. W 2015 r., jak prawie co roku, wyda około 2,9 mld dol. Chętnie inwestuje nawet w tak ryzykowne projekty, w które żaden prywatny inwestor nie zainwestowałby. Ten rzutki inwestor to amerykańska Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności. Jeśli to nic wam nie mówi, to pewnie kojarzycie tę nazwę w oryginale: Defense Advanced Research Projects Agency, w skrócie DARPA. To ta sama agencja, która w 1967 r. zapoczątkowała prace nad wojskową siecią ARPANET, zalążkiem cywilnego internetu, a wkrótce potem współfinansowała prace nad protokołem TCP/IP do dziś wykorzystywanym przy przesyłaniu danych w internecie.Oczywiście DARPA finansuje głównie projekty zbrojeniowe. Ale często, jak w przypadku projektu, który stał się podwaliną internetu, angażuje się też w technologie wykorzystywane później przez cywilów. Miała swój udział w powstaniu komputerowej myszy i systemu GPS. Ostatnio zawdzięczamy jej powstanie głosowej asystentki na iPhone’a – Siri.

Amerykańska agencja ma dużą przewagę nad firmami z sektora cywilnego. Nie chodzi tylko o zasoby gotówki (jej niespełna 3 mld dol. bledną w porównaniu ze 100 mld dol., które firma Apple zgarnęła w ubiegłym roku dzięki sprzedaży iPhone’ów). DARPA działa szybciej, bo chodzi na skróty. W jaki sposób? Przeprowadzone przez cywilnych naukowców badania muszą zostać ocenione przez specjalistów z danej dziedziny, aby mogły być opublikowane. Potem trzeba znaleźć chętnych do zainwestowania w nową technologię. DARPA to wszystko po prostu omija i oszczędza czas. I bezpośrednio finansuje to, co wydaje się obiecujące dla szeroko pojętej wojskowości. Czasami bardzo szeroko pojętej.

Geoffrey Ling jest neurologiem. Jest też pułkownikiem amerykańskiej armii i szefem biura finansującego w DARPA projekty w dziedzinie biologii: Biological Technologies Office (BTO). Utworzone niedawno, bo w kwietniu 2014 r., ma wspierać ambitne cele graniczące z s-f: od egzoszkieletów pozwalających żołnierzom podnosić kilkudziesięciokilogramowe ładunki (te już istnieją!) po implanty mózgu, które umożliwią kontrolę jego pracy.

Jeden z projektów, nazwany Restoring Active Memory (RAM), ma na celu stworzenie urządzenia, które przywraca żołnierzom pamięć po uszkodzeniach mózgu. Inna grupa, realizująca projekt pod nazwą System-Based Neurotechnology for Emerging Therapies (SUBNETS), pracuje nad implantem, który ma leczyć siedem różnych zaburzeń psychicznych i neurologicznych. Oba projekty są na razie w powijakach i ograniczają się do monitorowania pacjentów, którym wcześniej wszczepiono do mózgów elektrody, po to, by zbadać, gdzie powstają ogniska epilepsji.

Ambitne cele DARPA i jej sposób finansowania są solą w oku świata akademickiego. Tam wnioski grantowe rewidowane są w procesach recenzji przez innych naukowców z tej dziedziny. Programy DARPA nadzorowane są przez nastawionych na cel menedżerów rekrutowanych ze świata nie tylko nauki, ale też przemysłu czy wojska. To oni zapraszają badaczy do składania wniosków i podpisywania umów, w których zawarte są konkretne cele. Jeśli ich nie widać, finansowanie może szybko się skończyć.

Czasami takie podejście daje bardzo dobre rezultaty. Jednym z sukcesów, którymi może się pochwalić pułkownik Ling, jest proteza ramienia opracowana przy współpracy z firmą biotechnologiczną. Urządzenie zbiera sygnały elektryczne z kory ruchowej mózgu i przekłada je na odpowiednie ruchy sztucznego ramienia. To pozwala na wykonywanie trudnych sekwencji ruchów, takich jak trzymanie miękkich owoców bez ich miażdżenia, a nawet wspinanie się po skałach. Ta pierwsza sterowana nerwami proteza została dopuszczona przez amerykańską Agencję do spraw Żywności i Leków. Nad podobnymi, także we współpracy z DARPA, pracuje jeszcze kilka innych ośrodków, także uniwersyteckich. Wszystkie testowane są na osobach sparaliżowanych – z nadzieją, że implanty w mózgu pozwolą na sterowanie sztuczną ręką.

Te ostatnie budzą, przynajmniej we mnie, co najmniej ostrożność. Umieszczając implant w odpowiednim miejscu mózgu i wysyłając doń impulsy, można przecież zmienić osobowość człowieka, sprawić, żeby zrobił to, czego z własnej woli nie uczyniłby Ba, można nawet sprawić, żeby to zrobił i był przekonany, że była to jego własna decyzja.

Nic dziwnego, że naukowcy są zaniepokojeni. Badania DARPA nadzorowane są przez jej wewnętrzne komitety bioetyczne. Ale nie ma żadnej gwarancji, że Pentagon będzie przejmował się zastrzeżeniami etyków. Stymulacja mózgu za pomocą implantów może być przecież wykorzystywana tak jak operacje lobotomii w pierwszej połowie ubiegłego wieku, które miały „uspokoić” niesubordynowanych pacjentów szpitali psychiatrycznych. Jeśli technologię opracowuje wojsko, nikt nie zagwarantuje, że implanty nie będą używane po to, żeby sterować więźniami, wymuszać zeznania albo zadawać wymyślne tortury. Technologie takie budzą zaniepokojenie – zwłaszcza po tym, co działo się w więzieniach podczas wojny w Iraku i w obozie Guantanamo.

Inne projekty mają bardziej wojskowe zastosowania. Weźmy choćby istniejący już egzoszkielet – rodzaj zewnętrznego robota zakładanego na ciało po to, aby zwiększyć siłę i wydajność mięśni. Program o nazwie Narrative Networks jest mniej techniczny: bada, jak mózgi reagują na różne rodzaje opowieści i argumentów, co mogłoby przekonać dotkniętych przez klęski żywiołowe ludzi do przyjęcia pomocy humanitarnej od amerykańskiej armii (nie zawsze jest ona witana z otwartymi ramionami). Kilka projektów koncentruje się na tym, jak z systemów biologicznych otrzymać dowolny związek chemiczny, w tym niewystępujący w naturze. To może pomóc w stworzeniu lekkich osłon balistycznych wzmacniających pokrycia różnego rodzaju sprzętów, ale też materiałów gojących rany i bardziej wydajnych biopaliw.

Ale te ostatnie też budzą niepokój naukowców. Pentagon co prawda twierdzi, że pracuje nad bakteriami, które pomogą oczyścić skażenie promieniotwórcze albo chemiczne, co miałoby także zastosowanie cywilne. Ale czy nad tak zmodyfikowanymi mikrobami da się utrzymać pełną kontrolę? Co się stanie, jeśli ubocznym skutkiem oczyszczania skażeń będzie na przykład zniszczenie upraw?

W przebojowym marszu DARPA ku technologicznym innowacjom kryje się też inna słabość. Nie ma wielu dowodów na to, że omijanie akademickiego systemu recenzji naukowych i bezpośredni sposób finansowania projektów są lepsze. Agencja nie jest w stanie określić, jak często osiąga swoje cele i ile kontraktów na finansowanie projektów jest rozwiązywanych. Jedną z przyczyn tego jest system jednoosobowego zarządzania. Jeśli projekt okazuje się niemożliwy do zrealizowania, zarządzający nim często zmieniają jego cel, aby z badań uratować, co się da, zamiast zerwać kontrakt. Nie bez znaczenia jest też to, że granty DARPA nie są publiczne, agencja nie prowadzi wewnętrznych analiz. Nie wiadomo, czy zarządzający projektami płacą najlepszym naukowcom za najlepsze badania.

Geoffrey Ling chciałby powiększyć swoje biuro. BTO pracuje obecnie nad 11 programami z dziedziny biologii, ale Ling planuje włączenie do badań takich dziedzin jak paleontologia i astronomia. Na przykład ekspert od egzoplanet mógłby pracować nad zagrożeniami z kosmosu czy najbardziej prawdopodobnymi scenariuszami działania, gdy na planecie poza naszym układem odkryjemy życie. – To będzie bez wątpienia najbardziej ekscytujące odkrycie w historii ludzkości. I chciałbym, żeby było sfinansowane przez DARPA – mówi.

Jeśli ten sposób działania przypomina wam szalonego naukowca miliardera, to macie rację. To jest jednak trochę szalone. Tyle że bez tego szaleństwa nie mielibyśmy dziś internetu, GPS ani rozpoznawania mowy w telefonie.

Egzoszkielet

to zakładana na ciało powłoka, która wzmacnia siłę mięśni użytkownika

70 kg – tyle może ważyć wojskowa wersja. Cywilne, lżejsze (12 kg), pomagają chodzić sparaliżowanym
7,3 tys. kg dziennie przenoszą żołnierze jednostek zaopatrzenia
18 razy zmniejsza siłę potrzebną do podniesienia ciężaru
90 kg – tyle pozwala podnieść bez wysiłku (docelowo 180 kg)
50 mln dol. wydała DARPA na projekty związane z egzoszkieletami

Oglądaj wideo „Nauki dla każdego” i odkrywaj największe zagadki otaczającego Cię świata. Daj się wciągnąć, zafascynować, zadziwić. Spójrz na siebie i rzeczywistość z innej, naukowej strony!

W tygodniku „Nauka dla Każdego” czytaj też:


Naukowcy nas oszukują
Naginają fakty, ściągają od innych, pomijają wyniki. Czarne owce zdarzają się w każdej dziedzinie nauki.

Jak fizycy radzą sobie ze zmarszczkami
Z niektórymi walczymy za pomocą kremów, inne błogosławimy. Na przykład te na powierzchni kory mózgowej, dzięki którym zyskaliśmy inteligencję. Albo te na czasoprzestrzeni po Wielkim Wybuchu, bez których w ogóle nas by tu nie było.

Katastroficzny przewodnik turystyczny. Zobacz, zanim znikną z tego świata
Na liście UNESCO jest ich dziś 229. To miejsca światowego dziedzictwa wyróżniające się bogactwem natury o „najwyższej powszechnej wartości”. Co najmniej 19 z nich jest zagrożonych zniszczeniem.

Laboratoria jak u Bonda. Amerykę dozbraja agencja DARPA
Działa jak szalony naukowiec miliarder, ale w tym szaleństwie jest metoda. Dzięki temu mamy m.in. internet, GPS i głosową asystentkę w iPhone’ach.

Ziemia 2.0. Jak na nią trafić?
Odkryliśmy już 2 tys. planet poza Układem Słonecznym, a niedawno NASA znalazła wśród nich planetę prawie taką jak nasza. Może kiedyś się tam przeprowadzimy? Na razie proponujemy zabawę – podróż do tych nowych światów.

Wszyscy się naśladujemy
W dzisiejszych czasach oryginalność jest wartością, naśladownictwo – obciachem. Jednocześnie w poszukiwaniu tej wymarzonej oryginalności… naśladujemy innych bardziej niż kiedykolwiek przedtem

To zwierzę mnie bierze. Modliszka: oko w oko z legendarnym drapieżnikiem [WAJRAK]
Klimat się ociepla, to i modliszki w ekspansji

laboratoriaJakzBonda

wyborcza.pl

 

Katarzyna Lubnauer: Senat – czy to się leczy farmakologicznie?

05.08.2015

Jeszcze nie wybrzmiały kuriozalne i głupie słowa „światłych” senatorów PIS i PO wygłoszonych z okazji procedowania ustawy o in vitro , a już mamy kolejny pokaz „kompetencji” naszych senatorów. Pod obrady Senatu weszła ustawa o uzgodnieniu płci.

Ustawa ma na celu ułatwienie życia osobom, których płeć psychologiczna, odczuwalna jest niezgodna z płcią metrykalną i biologiczną. Tym, które, chociaż urodziły się mężczyznami, zawsze czuły się kobietami i odwrotnie. I chociaż dotychczas osoba transseksualna również miała możliwość dokonania prawnej korekty płci, to wymagało to  upokarzającego dla niej i jej rodziny pozwu przeciwko jej rodzicom. Tak, jakby to oni byli winni, że nie utożsamia się ze swoją płcią biologiczną. Teraz procedura ma być uproszczona, ma nie wymagać pozywania rodziców, a zamiast opinii trzech lekarzy psychiatrów/seksuologów wystarczy dwóch.

I po raz kolejny (po in vitro) w Senacie mamy popis indolencji umysłowej, a może cynicznej gry pod publiczkę wybranych senatorów PIS i PO. Słyszymy próby porównywania transseksualizm do pedofilii, która jest przestępstwem, podejrzenia, że chodzi o ominięcie prawa i próbę zawarcia małżeństwa homoseksualnego. Padła też propozycja leczenia farmakologicznego dla osób transseksualnych. Senator Jan Rulewski z PO zapytał: „Czy istnieje taki przyrząd do badania płciowości, jak termometr do badania temperatury, w mózgu oczywiście?”

Czy istnieje jakieś narzędzie do badania głupoty? – Chciałoby się odpowiedzieć.

Po raz kolejny traktuje się pewną grupę obywateli Polski jak oszustów i osoby z widzimisię, a nie ludzi nieszczęśliwych, którzy decydują się na drogę pełną wyrzeczeń – leczenie hormonalne i serię operacji, żeby żyć w zgodzie ze sobą i być szczęśliwymi.

I chociaż na tym morzu idiotyzmów i niechęci do bliźniego są małe wyspy racjonalizmu jak senatorowie Pinior i Kutz, to dochodzę do wniosku, że tego nie da się wyleczyć farmakologicznie, a jedynym rozwiązaniem jest likwidacja.

Likwidacja Senatu.

najpierwGłupstwa

TOK FM

dudaPisze

Brejdygant: Nie akceptujmy zachowań barbarzyńskich! [LIST]

Stanisław Brejdygant, 04.08.2015
Rocznica Powstania Warszawskiego na Powązkach

Rocznica Powstania Warszawskiego na Powązkach (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Nie wiem, czy prof. Gliński do końca zdaje sobie sprawę z tego, co powiedział przed kamerami swemu rozmówcy, prof. Nałęczowi. Otóż ogłosił „rewolucyjne” novum, że respekt w takim miejscu jak Narodowa Nekropolia nie obowiązuje i że barbarzyńskie zachowanie części tłumu jest w pełni uzasadnione, a to wieszczy ogólny u p a d e k.

 

List otwarty do prof. Piotra Glińskiego
Szanowny Panie Profesorze,
przywykły do respektu dla rozległej wiedzy i wysokiej pozycji społecznej człowieka, który obdarzony jest tytułem Profesora, przeżyłem prawdziwy szok, gdy oto właśnie Pan, zasługujący, jak mniemałem, na wspomniany wyżej respekt, ogłosił wszem i wobec, że zachowanie pewnej szczególnej części tłumu w miejscu, które zgodnie z wielowiekową tradycją, w świecie, który zwykł był zwać się cywilizowanym, ma statut szczególny, gdzie oddaje się cześć zmarłym, czcząc ich w ciszy i spokoju, otóż ogłosił Pan „rewolucyjne” novum, że respekt w takim miejscu jak Narodowa Nekropolia wcale nie obowiązuje i że barbarzyńskie – jak zwykło się je dotychczas nazywać – zachowanie wspomnianej części tłumu jest w pełni uzasadnione, bowiem owa część tłumu, Pańskim zdaniem, zgodnie z nowymi (?) obyczajami, ma prawo wyrażać swoje opinie (buczeniem, gwizdami, okrzykami), gdzie chce i kiedy chce. Także na cmentarzu.

Nie wiem, czy Pan do końca zdaje sobie sprawę z tego, co Pan powiedział przed kamerami swemu rozmówcy, Profesorowi Nałęczowi, ale powinien Pan być świadom, że ta kuriozalna opinia na zawsze już pozostanie związana z Pańskim nazwiskiem. Gdy tak zwane autorytety zabierają się do niszczenia odwiecznych norm i dobrych obyczajów – to, zaiste, można wieszczyć ogólny u p a d e k.

Wobec akceptacji nawet ludzi takich jak Pan dla zachowań barbarzyńskich wydaje mi się absolutnie słuszna decyzja Pana Prezydenta Komorowskiego, by nie zjawiać się przy grobach Powstańców, przy pomniku Gloria Victis w Godzinę W 1 sierpnia. Nadmienię, że na tym cmentarzu leży poległy przed siedzibą Komendy Głównej mój stryj, major Brejdygant, i leżą towarzysze broni siostry mojej, pseudonim „Kalina”, piętnastoletniej wówczas łączniczki batalionu „Parasol”, jednej z kilkunastu ocalałych żołnierzy tego zasłużonego w heroicznych walkach, oddziału. Ona już nie żyje, ale wiem, że pozostali żyjący uczestnicy Powstania, wszyscy bez wyjątku, potępiają barbarzyńskie zachowania 1 sierpnia na cmentarzu, te, które Pan żałośnie próbuje usprawiedliwiać.

Powtarzam, rozumiem i pochwalam decyzję Prezydenta Komorowskiego. Chciał On ochronić majestat Najwyższego Urzędu przed jego plugawieniem. Nie mógł wszak być pewnym, czy mający za kilka dni objąć ten Najwyższy Urząd Prezydent Elekt hańbienie (gwizdami, okrzykami) tego Urzędu, który sam niebawem ma objąć, zgodnie z oczekiwaniami ludzi nawykłych do przyzwoitości, potępi czy też – co potęgowałoby hańbę – nie potępi.

Z poważaniem – cóż, dobre obyczaje mi to nakazują…
Stanisław Brejdygant

profesorzeGliński

wyborcza.pl

W czwartek

Magdalena Środa, filozof, etyk, 05.08.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta)

W czwartek zrobimy pierwszy krok ku nowej Polsce. Wyznaniowej, prawicowej, hierarchicznej, symbolicznej.
Ta ostatnia będzie zapewne najbardziej widoczna: pomniki, uroczystości ku czci, msze, marsze, święte obrazy, deklaracje wiary, patriotyczny szum medialny i uliczny. Dzień, nie tylko w prezydenckim pałacu, będzie się rozpoczynał modlitwą. Każda wielka uroczystość będzie miała charakter religijno-pompatyczny (zaczynając od jutrzejszego zaprzysiężenia).Nie wiem, czy Episkopat zasiądzie w Senacie, ale z pewnością w pałacu pomyślą o tym, co zrobić, by hierarchowie mieli bardziej nośną platformę komunikacji niż kościół, bo – każdy to przyzna – przy ołtarzu nagłośnienie niewielkie, liczba wiernych ograniczona (ostatnio zdarza się, że wychodzą z mszy), a i tematyka wystąpień – przynajmniej w części – poddana być musi niepolitycznej liturgii. Biskupi chcą tymczasem mówić głośniej i nie być ograniczani przez religijne zasady miłości bliźniego, pokory i zdrowego rozsądku. Trzeba więc im znaleźć jakieś miejsce (może telewizja publiczna?), gdzie co dzień będą mogli obwieszczać: kto został potępiony, kto zbawiony, kto ma szanse, a kto nie w polityce, co jest dobre, co jest złe.Kraj zostanie usiany pomnikami ku czci Smoleńska i Lecha Kaczyńskiego. Problemem nowego prezydenta będzie troska o równowagę między okazywaniem szacunku temu ostatniemu oraz Janowi Pawłowi II. Niełatwe to będzie zadanie. Bo który z nich jest większy, który bardziej godny czci, nowych ustaw, darów i instytutów ku pamięci? Trudno to rozstrzygnąć.

Wróżę, że w ciągu najbliższych czterech lat obkurczy się nam i tak nikłe społeczeństwo obywatelskie: przestrzeń publiczna zostanie bez reszty wypełniona organizacjami i instytucjami kościelnymi, przykościelnymi i parafialnymi (na południu Polski należeć będą do nich również samorządy, szkoły i organizacje polityczne).

Nie trzeba chyba dodawać, że dość szybko zostaną zmienione nazwy ulic i placów. Z niesłusznych na słuszne. Nazywa się to „polityką historyczną”, której znajomość, nieuchronnie połączona z deklarowanym katolicyzmem, będzie wyznacznikiem polskiego patriotyzmu.

Czy zostanie wprowadzona cenzura? Zapewne. Jej prewencyjna forma dobrze służy ustrojom opartym na „uniwersalnych” wartościach. W końcu trzeba ich bronić przed zalewem nowoczesnej sztuki, indywidualnej wolności, multikulturalizmem, otwartą Europą, postępem i wszystkim tym, co nie służy „słusznej tradycji”.

Jeśli chodzi o szkoły, to chyba niewiele więcej da się zrobić: uczniowie mają prawie tysiąc godzin katechezy plus obowiązkowe rekolekcje, święta religijne, uroczystości ku czci rozmaitych „niebieskich” patronów. Mamy też 1,2 mld zł zagwarantowane na pensje dla katechetów, którzy niczego co prawda nie uczą, ale są widomym znakiem kościelnej władzy oraz tradycji w szkołach i przedszkolach.

Oczywiście prezydent Duda będzie prezydentem wszystkich Polaków, bo ci, którzy nie będą uznawali „uniwersalnych” wartości, władzy Episkopatu i „słusznej tradycji”, nie będą po prostu Polakami. Polskę się trochę okroi, ale to, co zostanie, będzie bez reszty biało-czerwone. Żadnej tęczy.

Zobacz także

dudaPrezydentem

wyborcza.pl

Jaśkowiak: Biskup ma ambonę, ja internet

kościółOgrywał
adamKompowski
Adam Kompowski, Piotr Żytnicki, 04.08.2015
Jacek Jaśkowiak i jego rower

Jacek Jaśkowiak i jego rower (ŁUKASZ CYNALEWSKI)

– Miasto przez wiele lat dawało się ogrywać Kościołowi. Nie mam zamiaru na to pozwalać – mówi prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.
ADAM KOMPOWSKI, PIOTR ŻYTNICKI: Prof. Jan Hartman napisał, że jest pan pierwszym polskim politykiem, który wstał z klęczek. JACEK JAŚKOWIAK: Zwróciłem kiedyś uwagę na zdjęcie mojego poprzednika Ryszarda Grobelnego z procesji Bożego Ciała. Klęczał razem z jednym ze swoich zastępców. Pamiętają panowie? To są obrazy, które przemawiają.Byłem na mszy poświęconej rocznicy Poznańskiego Czerwca. Kazanie dotyczyło wydarzeń czerwcowych, ale połowa kazania była o tym, jak obecne władze walczą z Chrystusem, bo nie zgodziłem się na figurę Chrystusa na placu Mickiewicza. A siedziałem w pierwszej ławce. Byłem zaskoczony taką manipulacją i nadużyciem. Kazanie miał bp Grzegorz Balcerek. Jeśli mam słuchać tego typu insynuacji i porównań do władz komunistycznych z 1956 r., to nie zamierzam uczestniczyć w uroczystych nabożeństwach. Tak samo jak nie wyobrażam sobie, by poznański abp Stanisław Gądecki przychodził na uroczystość miejską, a ja bym go rugał z mównicy i pouczał. Nie na tym to ma polegać. Jest rozdział Kościoła i samorządu.

Po pana liście do abp. Gądeckiego i raporcie na temat kościelnych roszczeń w stosunku do miasta Radio Maryja zrobiło z pana wroga Kościoła. Był materiał w Telewizji Trwam.

– List do arcybiskupa był w mojej ocenie bardzo wyważony. To, co robię, to nie jest walka z Kościołem czy z Chrystusem, jak mi się zarzuca, ale standardowe zachowania, które w europejskim kraju są normalne.

Internauci pana popierają, komentarze na Facebooku są pozytywne.

– Biskup ma ambonę, a ja mam internet.

Idą wybory i staje się pan jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w poznańskiej Platformie. Zrobił pan coś, czego wcześniej nie zrobił żaden prezydent w Polsce.

– W decyzjach nie kieruję się kalkulacjami politycznymi. Robię to, co uważam za słuszne. Mam do wykonania konkretne zadanie: chcę zadbać o interes poznaniaków, bo chodzi o publiczne pieniądze. Rozliczenia miasta z Kościołem muszą być jawne. Np. w Niemczech Kościół robi sprawozdania finansowe, by społeczeństwo, które daje mu pieniądze, miało świadomość, jak są potem dzielone.

Ale tam są to pieniądze z podatków, odpisy robione przez wiernych.

– U nas też są to pieniądze z podatków, bo jeśli Kościół dostaje dotacje ze skarbu państwa, to pochodzą one właśnie z podatków. Co więcej – powiedziałbym, że działania, które teraz podejmuję, długofalowo powinny pomóc Kościołowi. Bo problemem dzisiaj jest brak transparentności. Gdyby mieszkańcy wiedzieli, że Kościół wydaje określone pieniądze na cele dobroczynne, pomoc ubogim – tak jak wiadomo, ile na różne cele wydaje miasto – to tylko pomogłoby Kościołowi. Tajemniczość i brak wiedzy powodują, że rodzą się spekulacje i domniemania.

Byłby pan za tym, by abp Gądecki publikował taki raport o finansach kurii?

– To nieuchronne. Jesteśmy częścią Europy, pewne standardy prędzej czy później do nas przyjdą. Mówię o tym jako pierwszy, ale w 2010 r. byłem też jednym z pierwszych, którzy mówili o znaczeniu transportu publicznego, rowerach, wpływie centrów handlowych na centra miast. Wtedy też może brzmiało to rewolucyjnie, a dzisiaj jest standardem.

PO nie miała odwagi np. zlikwidować Funduszu Kościelnego. A poznańska Platforma jest dosyć konserwatywna. Jak partia reaguje na to, co pan robi?

– Mój list do arcybiskupa nie spotkał się z jakąkolwiek krytyką, czuję wręcz poparcie kolegów z PO.

Co było złego w relacjach Poznań – Kościół za czasów prezydenta Ryszarda Grobelnego?

– Te relacje były niesymetryczne. Kościół korzystał z miejskich nieruchomości po preferencyjnych stawkach, ale miasto wynajmowało kościelne po stawkach rynkowych. Albo obie strony płacą symbolicznie, albo według reguł wolnorynkowych.

Grobelny bał się Kościoła czy kalkulował?

– Kościół ma bardzo silną pozycję w Polsce, istotny wpływ na społeczeństwo. Czymś naturalnym jest, że politycy, którzy są w polityce od zawsze i nic innego nie robili, dokonują pewnych kalkulacji. Ja mam taki komfort, że pracowałem w biznesie, i nie muszę być do końca życia w polityce. Potrafię się zmierzyć z trudnymi tematami. Płacę za to pewną cenę. Moi bliscy to odczuwają, choćby mama, która wylądowała w szpitalu. Po tych porównaniach mnie do nazisty i pomówieniach, że walczę z Kościołem, zasłabła i się wywróciła. Cudem udało się ją uratować przed paraliżem. Dostała zakaz słuchania radia i czytania gazet, by się nie denerwowała.

Po tym, jak nie zgodził się pan na ustawienie w centrum miasta pięciometrowej rzeźby Chrystusa, był pan atakowany, nazywany nazistą.– Robili to ludzie z ugrupowania Wierni Polsce. To, że takie grupy istnieją, jest urokiem demokracji. Ale martwi mnie, że ekstremalne, nacjonalistyczne i antysemickie organizacje są wspierane przez Kościół. Przecież ta grupa spotyka się w salce jednej z poznańskich parafii. To nie powinno mieć miejsca.Poczuł się pan zagrożony?

– Koledzy zwracali mi uwagę, że w takich okolicznościach lekkomyślne jest jeżdżenie do pracy rowerem. Ale o tym nie myślę.

Otrzymuję też wiele pozytywnych sygnałów. Także od osób wierzących, i to w takim stopniu, że przed każdym posiłkiem odmawiają modlitwę. Mówią, że to, co robię, jest słuszne, dobre. Dlatego postrzeganie Kościoła przez pryzmat kazania jednego biskupa byłoby niesprawiedliwe.

Musiał być jakiś impuls, który sprawił, że zlecił pan ten raport. Co pana bardziej oburzyło: 13 tys. zł miesięcznie płacone jednej z parafii za przejazd przez jej ziemię kolejki dziecięcej Maltanka czy 20 mln zł, których chce Kościół za tory tramwajowe na swojej ziemi?

– To, że ktoś chce zarobić, mnie nie oburza. Pracowałem w biznesie. Ale miasto dawało się przez wiele lat ogrywać. Nie mam zamiaru na to pozwalać. Nie tak łatwo mną manipulować podczas negocjacji, mówić, że walczę z Chrystusem. Taka próba wmówienia, że ktoś ma za sobą Boga, jest bardzo anachroniczna. Niemcy w 1939 r. też mieli na paskach: „Gott mit uns”.

Jaki jest pana osobisty stosunek do Kościoła? Chodzi pan?

– Kiedyś chciałem zostać jezuitą. Mam dużo przyjaciół wśród księży i zakonników. Biblię mam na iPadzie, czytam ją bardzo często sam i młodszemu synowi. Na tym się opiera nasza kultura. Natomiast biorąc pod uwagę, jakie są kazania i upolitycznienie Kościoła, to wolę z Bogiem porozmawiać sam, bez pośredników.

Wpisuje się to wszystko w skręt PO w lewo, czego przykładem jest ustawa o in vitro.

– To, że nie mamy już w partii Gowina i Rokity, na pewno nam pomaga. Ale przede wszystkim społeczeństwo się zmienia i PO też. Mamy kontakty z mieszkańcami Europy, ludzie tam studiują, pracują, jest wymiana myśli i idei. Polska się zmieniła w ciągu 25 lat. Zmieniają się formacje polityczne. Dojrzewamy do pewnych zmian.

A samorząd? Jaki jest największy problem wielkich polskich miast?

– Nie da się wskazać jednego takiego problemu. W Poznaniu i okolicach zmagamy się z chaotyczną zabudową miasta i otaczających je gmin, z wrzaskiem przestrzeni, czyli nadmiarem reklam w przestrzeni publicznej.

Wymieniłbym też zbyt słaby transport publiczny, mieszkańcy muszą mieć możliwość sprawnego przemieszczania się w ramach aglomeracji. Miasto i otaczające je gminy powinny być jednym spójnym organizmem. Trzeba przyśpieszyć działania, które do tego doprowadzą. Zmiany technologiczne i te w mentalności ludzi są wyzwaniem dla władz samorządowych.

Wziął pan udział w pikiecie wspierającej imigrantów.

– Zawsze byłem otwarty. Mój przyjaciel, pieśniarz Jacek Kaczmarski był Żydem, jego matka ocalała z Holocaustu. Mam przyjaciół na całym świecie, gościłem ich w domu. Mamy w Polsce problem z ksenofobią, wrogością wobec obcych. Zależy mi na rzeczywistej otwartości. Jeśli będą w Poznaniu takie hasła jak „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”, które na stadionie wywieszają kibice, to zaprotestuję. Nie będę tolerował wypowiedzi obrażających ludzi, którzy tu mieszkają, studiują. Jestem Europejczykiem.

Spotkał się pan z imigrantami z Syrii.

– Tak, chcemy im pomóc, jest agencja pracy tymczasowej, która znajdzie im pracę. Mniejszości nas wzbogacają. Mój syn ostatnio powiedział mi, że zastanawia się, czy nie założyć spółki z Wietnamczykiem, u którego się w Niemczech stołował przez kilka lat. Chce otworzyć z nim na poznańskich Jeżycach knajpkę dla studentów – zachęcam go.

Poznań był zawsze miastem wielokulturowym, mieszkali tu Niemcy, Żydzi, Bułgarzy, Bambrzy, którzy wzbogacili miasto swoją kulturą i pracą. Moja synowa jest autochtonką ze Śląska, ma obywatelstwo polskie i niemieckie. Cieszę się, że przyjeżdżają tu Niemcy, Włosi, Ukraińcy, Białorusini.

Uchodźcy z Syrii to chrześcijanie. A co pan powie na przyjęcie muzułmanów?

– Pracowałem w Niemczech na budowie z muzułmaninem. Szef jednej z firm doradczych, z którym współpracowałem, też był muzułmaninem. Naprawdę nie ma się czego bać. Patrzymy przez pryzmat jednego czy drugiego zamachu terrorystycznego. A zobaczmy, jaką siłę daje społeczeństwu amerykańskiemu jego wielokulturowość. Gdy rozmawiam z przyjaciółmi syna, młodymi ludźmi, to tej ksenofobii na szczęście nie zauważam. Ona jest w internecie.

Wśród wyborców Kukiza.– Oni głosowali wcześniej na Korwina, na Palikota. To grupa niezadowolonych. Kukiz to radykalizm. Młodzi ludzie chcą zmiany. Klasa polityczna w dużej mierze na to zasłużyła. Te wszystkie ośmiorniczki – to słusznie budzi oburzenie. Tyle że Kukiz jest człowiekiem bez programu.Boi się pan wygranej PiS i Kukiza? Pan promuje miasto otwarte.

– Wstąpiłem do PO, bo chcę, byśmy byli częścią Europy. Wierzę w pragmatyzm Polaków, ale wybory demokratyczne należy szanować. Jeśli mieszkańcy dokonają takich wyborów, to należy je przyjąć z pokorą. Mam świadomość, że PO popełniła wiele błędów i do tych błędów nasi liderzy się przyznają.

Boi się pan wygranej PiS? Że zapamięta panu walkę z Kościołem?

– Powtarzam, że nie walczę ani z Kościołem, ani z Chrystusem. Zresztą jestem przekonany, że wygra PO. Uważam, że najbardziej mogę przekonać do PO swoimi działaniami. Nie chciałbym Polski, w której będzie jeszcze większa dominacja Kościoła.

Chce pan zatrudnić Macieja Nowaka, geja, na stanowisku szefa Teatru Polskiego. On mówi, że nie da Poznaniowi spokoju, wsadzi kij w mrowisko.

– To, że ktoś ma taką a nie inną orientację seksualną, nie ma dla mnie znaczenia. A rolą sztuki jest prowokowanie. Sztuka ma pobudzić, dać do myślenia. Należy jednak pamiętać, że „czymś innym jest sztuka, która wywołuje emocje, a czymś innym są emocje, które pretendują do miana sztuki”. To z Cortázara.

Kiedyś krytykował pan afiszowanie się polityków z klubowymi szalikami, ale teraz sam się pan pojawia na meczach.

– Mam z Lechem Poznań pewien problem. Zdaję sobie sprawę, że to element budujący tożsamość wielu poznaniaków i mieszkańców Wielkopolski. Gra Lecha w europejskich pucharach ma też spore znaczenie promocyjne dla miasta. Przeszkadza mi jednak to, że jest mała grupa kibiców, którzy mają nacjonalistyczne poglądy. Przeszkadza mi też wulgaryzm, pogarda dla Legii Warszawa, postrzeganie przeciwnika jako wroga.

Jestem bardzo daleki od sztampowego podejścia. Mam świadomość, że jeśli mamy stadion na 40 tys. widzów, to dobrze, że chodzą na niego kibice i jest pełny.

Pójdzie pan na poznański Marsz Równości, tuż przed wyborami?

– Dostałem propozycję objęcia marszu patronatem. Podobnie jak nie objąłem patronatem Marszu dla Życia, tak nie obejmę nim Marszu Równości. Będę zawsze uczestniczył w tym, co jest dla mnie ważne, ale nie dlatego, że może dać mi poparcie. Brałem udział w proteście przeciwko odwołaniu „Golgota Picnic”.

A Marsz Równości? Muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w Polsce tej równości nie ma i kto jest z tego równego traktowania wykluczany. Jeżeli dojdę do wniosku, że to słuszny protest, to spojrzę w kalendarz, porozmawiam z żoną i podejmiemy decyzję o ewentualnym udziale.

Jacek Jaśkowiak – 51 lat, ukończył prawo na UAM w Poznaniu. Na początku lat 90. pracował u Jana Kulczyka – był dyrektorem ds. handlowych w firmie Kulczyk Tradex. Prowadził własną firmę doradczą i księgową obsługującą zagranicznych inwestorów. Organizował zawody narciarskiego Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie. W 2010 r. kandydował na prezydenta Poznania z ramienia stowarzyszenia My-Poznaniacy. Zdobył 7 proc. głosów, zajął czwarte miejsce. W 2013 r. zapisał się do Platformy Obywatelskiej. W grudniu 2014 r. został prezydentem Poznania, pokonując Ryszarda Grobelnego, który rządził miastem 16 lat.

Tym o biskupach: Ich słowa są groźne. Za chwilę będzie im towarzyszył krok marszowy

klep, 05.08.2015
Stanisław Tym

Stanisław Tym (Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta)

Abp Marek Jędraszewski w ostatnią niedzielę wskazywał, że wraz z in vitro czy konwencją antyprzemocową idzie do Polski „lewacka zaraza”, zaprzeczenie idei Powstania Warszawskiego. „Gdyby te słowa hierarchy były tylko obrzydliwe – pal sześć. Ale one są groźne” – pisze Stanisław Tym w „Polityce”.

 

Stanisław Tym w najnowszej „Polityce” wspomina, jak będąc siedmiolatkiem patrzył na płonącą w powstaniu Warszawę. I przytacza słowa abp. Marka Jędraszewskiego z ostatniej niedzieli.

Marszowy krok

– Ostatnio uchwalone przez polski parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja antyprzemocowa i ustawa o in vitro oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci” mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których Powstanie Warszawskie w ogóle wybuchło – mówił hierarcha.

 

„Gdyby te słowa hierarchy były tylko obrzydliwe – pal sześć. Ale one są groźne” – pisze Tym. „Za chwilę będzie im towarzyszył krok marszowy” – dodaje.

Idziemy w ciemną noc

Publicysta wskazuje na falę nienawistnych komentarzy z ust skrajnie konserwatywnych polityków i ze szpalt prawicowych gazet. I zaznacza, że bynajmniej nie są to lapsusy. „To jest wspólna, spójna, dobrze przemyślana i – co najważniejsze – skuteczna polityka. Episkopatu i partii prowadzącej w sondażach przedwyborczych” – pisze Tym. „Prowadzi nas ona w ciemną noc pod hasłem ‚nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół'” – kwituje.

Cały felieton w najnowszej „Polityce”.

tymObiskupach

TOK FM

 

Dziedziniec przy pl. Kolegiackim zmienia oblicze. Prezydent Jacek Jaśkowiak chce się tam spotykać z mieszkańcami

Seweryn Lipoński, 03.08.2015
Dziedziniec na placu Kolegiackim po nowemu

Dziedziniec na placu Kolegiackim po nowemu (PIOTR SKÓRNICKI)

Kilka drzew i liczne poduchy ze sztucznej trawy, na których można usiąść, pojawiły się na dziedzińcu urzędu miasta. W przyszłym roku będą też ławki i stoliki. Prezydent Jacek Jaśkowiak liczy, że w ten sposób powstanie miejsce spotkań, które przyciągnie mieszkańców i turystów.
– Chcemy, żeby ten dziedziniec wyglądał zupełnie inaczej niż przez poprzednich kilkanaście lat – podkreśla Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania. W poniedziałek zaprosił dziennikarzy na krótką prezentację.Pierwsze zmiany już widać. Na dziedzińcu urzędu stanęło dziewięć młodych drzewek. Pojawiło się też ok. 20 większych i mniejszych zielonych poduszek ze sztucznej trawy. – Można na nich siadać, można po nich skakać, nic się nie stanie – zapewnia Jola Starzak, jedna z projektantek zmian na pl. Kolegiackim.Prezydent Jaśkowiak usuwa parkingPrzypomnijmy, że na dziedzińcu urzędu miasta jeszcze do niedawna parkowały samochody prezydentów, dyrektorów i innych urzędników. To zmieniło się dopiero na przełomie stycznia i lutego. Prezydent Jacek Jaśkowiak tuż po wygranych wyborach zapowiedział bowiem, że usunie parking z dziedzińca. I tak rzeczywiście zrobił.

Tyle że od tamtej pory, przez ostatnie pół roku, dziedziniec świecił pustkami. Radni opozycji z przekąsem przytaczali ów „sukces” jako jedno z nielicznych osiągnięć Jaśkowiaka w roli prezydenta Poznania.

Teraz Jacek Jaśkowiak zapowiada, że drzewa i poduchy to dopiero początek zmian. Taki wystrój dziedzińca będzie do późnej jesieni. Na zimę zniknie. Ale wiosną przyszłego roku pojawi się ponownie, w nowej odsłonie, przy pl. Kolegiackim staną bowiem m.in. ławki i stoliki. Drzewek też będzie więcej. Docelowo – ok. 20-25. To, jak dziedziniec pl. Kolegiackiego będzie wyglądał w przyszłym roku, na razie można zobaczyć na specjalnej makiecie.

Szefowa wydziału kultury Justyna Makowska: – Mamy tu teraz miejsce, do którego mogą przychodzić turyści, ale też pracownicy urzędu. Jest wystawa dotycząca Teatru Muzycznego. W najbliższym czasie planujemy tu zrobić także wystawę o konkursie architektonicznym na zagospodarowanie płyty Starego Rynku – zapowiada. Makowska dodaje, że na dziedzińcu urzędu będzie można organizować także różne imprezy, takie jak finał Dancing Poznań, oraz koncerty.

Będzie miejsce spotkań?

Prezydent Jacek Jaśkowiak w swoich wizjach idzie jeszcze dalej. Chciałby, żeby dziedziniec pl. Kolegiackiego stał się miejscem spotkań nie tylko samych mieszkańców, ale także mieszkańców z urzędnikami. Jak to sobie wyobraża? Czy urzędnicy będą w godzinach pracy wychodzić na dziedziniec i dyskutować ze spacerującymi tam przechodniami?

– Przyjeżdżamy tu do pracy, potem wyjeżdżamy. Niektórzy wychodzą z urzędu już po godz. 15. Inni później. Ja sam zwykle kończę pracę około godz. 18-20 – wyjaśnia Jaśkowiak, sugerując, że mieszkańcy mogliby zagadywać urzędników wcześnie rano, gdy ci akurat przyjeżdżają do pracy, lub po południu i pod wieczór, kiedy z niej wychodzą. – Chodzi o to, żeby móc porozmawiać ze sobą nie tylko w kawiarni czy w restauracji, gdzie trzeba zapłacić.

Dyrektor Makowska mówi, że już wcześniej dało się zaobserwować na dziedzińcu urzędu liczne wycieczki z przewodnikami, a także pojedynczych turystów: – Brakowało tu takiej przestrzeni, w której mogliby chwilę odetchnąć, odpocząć, a nie tylko zwiedzać. Teraz będzie inaczej.

Niewykluczone, że urzędnicy zastanowią się nad lepszym wyeksponowaniem głównej bramy wejściowej na dziedziniec od ul. Gołębiej przy farze. Przy bocznym wejściu przy samym budynku urzędu znajduje się bowiem dyżurka straży miejskiej i szlaban, które mogą skutecznie zniechęcać przechodniów do wchodzenia na dziedziniec pl. Kolegiackiego.

Przestrzeń przyjaźniejsza dla mieszkańców ma też powstać na samym pl. Kolegiackim – kiedy i stamtąd znikną auta. To jednak ma nastąpić dopiero po otwarciu budowanego w pobliżu parkingu przy ul. Za Bramką.

miastoDawałoSię

poznan.gazeta.pl

Andrzej Duda pisze specjalny list do czytelników „Gazety Polskiej”. Sakiewicz: To jakby praorędzie

ar, 04.08.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

„Celem mojej prezydentury będzie praca na rzecz odbudowy wspólnoty Polaków” – pisze Andrzej Duda w specjalnym liście do czytelników „Gazety Polskiej”. I dodaje: „Szczególnie liczę na pomoc Waszego środowiska w osiągnięciu tego zamierzenia”.
List Andrzeja Dudy ukaże się w jutrzejszym wydaniu „Gazety Polskiej”. Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, zapowiadał dzisiaj: – Jest to historyczny numer, ponieważ prezydent jakby takie „praorędzie” zaczyna od czytelników „Gazety Polskiej”. Zwraca się do nich z ważnymi słowami: „Staję gotowy do naprawy Rzeczypospolitej”. Jeśli to mówi tutaj, w „Gazecie Polskiej”, to znaczy, że liczy na czytelników „Gazety Polskiej” – mówi Sakiewicz w wywiadzie zapowiadającym jutrzejszy numer.W liście Andrzej Duda dziękuje czytelnikom „Gazety Polskiej” za poparcie: „Od samego początku towarzyszyliście mojej politycznej drodze, która doprowadziła mnie do Pałacu Prezydenckiego. Wasze wsparcie i bezinteresowna pomoc sprawiły, że obejmując zaszczytny Urząd Prezydenta RP, mam odwagę dzisiaj zadeklarować, że staję gotowy do udziału w wielkim dziele naprawy Rzeczypospolitej” – pisze.Podkreśla też, że w realizacji zamierzeń swojej prezydentury szczególnie liczy na pomoc środowiska „Gazety Polskiej”. „Będę prezydentem dialogu i porozumienia, a celem mojej prezydentury będzie praca na rzecz odbudowy wspólnoty Polaków. Polityczne spory, które są częścią demokratycznej debaty, nie mogą wzmacniać istniejących podziałów społecznych, osłabiać naszej wspólnoty ani działać destrukcyjnie na instytucje państwa. Szczególnie liczę na pomoc Waszego środowiska w osiągnięciu tego zamierzenia” – pisze w liście prezydent elekt.Zapowiada aktywną prezydenturę i realizację złożonych Polakom zobowiązań. Deklaruje, że jednymi z pierwszych inicjatyw, jakie podejmie, będzie przedstawienie projektu ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego i dążenie do zmiany konstytucji.”W najbliższym czasie chcę przedstawić projekt ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego. Jestem zwolennikiem otwarcia debaty nad nową Konstytucją i zaproszenia do niej wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. Obowiązująca Konstytucja z 1997 roku została napisana w innych politycznych realiach. Jesteśmy dzisiaj w NATO i w Unii Europejskiej. Musimy lepiej zabezpieczyć naszą suwerenność, zadbać o zachowanie tożsamości kulturowej, a także naszych interesów ekonomicznych” – pisze do czytelników Andrzej Duda.

Zobacz także

andrzejDudaPisze

wyborcza.pl

Kidawa-Błońska o stanowisku KEP ws. głosujących za ustawą o in vitro: „Przykre i niesprawiedliwe”. I odwołuje się do JP II

mkd, PAP, 04.08.2015
Marszałek Sejmu powiedziała, że jest zaskoczona postawą Episkopatu wobec parlamentarzystów, którzy głosowali za ustawą o in vitro. Jej zdaniem stanowisko hierarchów jest „przykre i niesprawiedliwe”. I zacytowała Jana Pawła II.
Małgorzata Kidawa-Błońska

Małgorzata Kidawa-Błońska (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

 

Według Kidawy-Błońskiej ustawa porządkuje i chroni sytuację zarodków i „grzechem” był dotychczasowy brak takich regulacji.

Przewodniczący Rady Prawnej Konferencji Episkopatu Polski abp Andrzej Dzięga napisał w oświadczeniu, że kto z katolików świadomie i dobrowolnie podpisuje się lub głosuje za dopuszczalnością metody in vitro, tym samym podważa communio, czyli swoją pełną wspólnotę z Kościołem katolickim.

 

Oświadczenie to wydano w związku z pytaniami o interpretację sprawy głosowania w parlamencie i podpisania ustawy dotyczącej procedury in vitro.

„Grzech zaniechania”

– Ja jestem zaskoczona, bo przez 25 lat w Polsce nie było żadnego uregulowania w sprawie in vitro, i wydaje mi się, że te osoby, które nie chciały tego uregulować, którym nie przeszkadzało to, że zarodki są niszczone, że możliwe są eksperymenty, nie robiły nic – to tu jest grzech zaniechania – oceniła Kidawa-Błońska w Polsat News.

Powiedziała, że dziś dzięki ustawie o in vitro zakazano niszczenia zarodków w Polsce, dokonywania na nich eksperymentów i handlu nimi.

– W tym obszarze zrobiono bardzo dużo, uporządkowano to. I ja uważam, że to jest dobre, a nie złe. To, co było do tej pory, było naganne. I to naprawdę wołało o pomstę do nieba – podkreśliła.

Niszczenie życia?

Na uwagę, że ustawa o in vitro była dla Kościoła nie do zaakceptowania i że padały słowa o „niszczeniu życia”, Kidawa-Błońska oceniła, że „zarodki stworzone na szkle mają większą ochronę niż te w normalnym życiu biologicznym”.

Wskazała, że kobiety wielokrotnie nieświadomie tracą wiele zarodków dla powstania jednej ciąży i że dzieje się to naturalnie.

– Kościół ma prawo powiedzieć, że jest przeciwko tej metodzie, i ja to szanuję, ale powinien być też przeciw temu stanowi, który był do tej pory. Papież Jan Paweł II powiedział kiedyś: jeśli nie można całkowicie zmienić prawa, to poprawmy je tak, by było jak najmniej szkody. Ta ustawa idzie właśnie w tym kierunku – przekonywała.

„Uporządkowanie ma być grzechem?”

Według niej postawa Episkopatu wobec parlamentarzystów jest „dość przykra i niesprawiedliwa”.

– Posłowie wykonali naprawdę dobrą pracę, nikt nikogo nie zachęca do stosowania tej metody. Przez 25 lat można było zrobić wszystko i nikomu to nie przeszkadzało, a teraz, kiedy to uporządkowano, to ma być grzechem? Chyba jest odwrotnie? – mówiła Kidawa-Błońska.

Co Episkopat napisał w oświadczeniu? Przeczytaj >>

kidawaBłońskaOstanowisku

gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s