Duda (07.08.2015)

 

 

Andrzej Duda, czyli idzie nowe. 10 rzeczy, które zmieni nowy prezydent

07.08.2015

Jacek Gądek Dziennikarz Onetu

Prezydent Andrzej Duda przekonfiguruje polską politykę. Jak bardzo? Niesie ze sobą nie tylko zmianę pokoleniową, ale i skończy z narracją o „złotym okresie Polski” i „25 latach polskiej wolności”. A jeśli marzy o reelekcji za 5 lat musi doprowadzić do spełnienia kilku prospołecznych obietnic.

 

Andrzej Duda to zmiana pokoleniowa

Nowy prezydent jest młodszy od Bronisława Komorowskiego (63 l.) o 20 lat, a więc mógłby być jego synem. Ale nie o lata tutaj chodzi, tylko o pryzmat, przez jaki postrzega się rzeczywistość – a ten jest w dużej mierze pochodną wieku. Bronisław Komorowski opierał się często na ludziach o długich i pięknych życiorysach – w jego otoczeniu był nieżyjący już Tadeusz Mazowiecki, Henryk Wujec (74 l.), prof. Tomasz Nałęcz (66 l.), Jacek Michałowski (60 l.), Olgierd Dziekoński (65 l.), Irena Wóycicka (65 l.), gen. Stanisław Koziej (72 l.) czy Jan Lityński (69 l.). Choć oczywiście byli i urzędnicy sporo młodsi. Wypominanie komuś wieku byłoby niegrzeczne, ale faktem jest, że istnieje społeczne zapotrzebowanie na nowe, młodsze twarze w polityce. A kto będzie w otoczeniu prezydenta Andrzeja Dudy? Małgorzata Sadurska, Adam Kwiatkowski, Paweł Soloch, Krzysztof Szczerski, Wojciech Kolarski – to pokolenie samego Andrzeja Dudy. Nobliwy w tym gronie – ale bardzo zasłużony i cieszący się sympatią w środowisku PiS – będzie Maciej Łopiński (68 l.).

Andrzej Duda to zupełnie inny styl

Andrzej Duda wychowywał się i dorastał w rodzinie i środowisku krakowskiej inteligencji. Na Uniwersytecie Jagiellońskim obronił doktorat. Z racji wieku nie musiał się mierzyć z PRL-owską rzeczywistością, której czoła stawiał Komorowski. – Wyrastałem w baraku, gdzie kuchenka była wynajmowana od milicjanta. Z jednej strony mieszkała prostytutka, z drugiej złodziej, a z trzeciej milicjant. To był barak lumpenproletariatu – zwierzał się Komorowski, który miał niełatwe dzieciństwo i młodość, ale w życiu osiągnął bardzo dużo. Tak różne młodości musiały różnie ukształtować Komorowskiego i Dudę. Błahą rzeczą wydać może się styl bycia i zachowania, ale nie w polityce. Komorowski postrzegany jest jako „swój chłop” czasami o dość rubasznym poczuciu humoru. Bo a to zażartował z duńskich kobieta, które nazwał „kaszalotami”, a to w czasie poważnego wykładu nt. bezpieczeństwa uskutecznił słowotwórstwo. „Bigosowanie” weszło do potocznego języka. „Bul” posłużył z kolei do szyderstw. Andrzej Duda z kolei stroni od ciężkich dowcipów. Prezentuje bardziej finezyjne poczucie humoru. Ot krakowski, stonowany inteligent. W wypowiedziach publicznych uderza w bardziej patetyczne tony. Andrzej Duda nie będzie zatem notował wpadek w stylu Komorowskiego („Wisława Czymborska”, „bul”), ale jeśli już to takie, które będą wynikać z braku doświadczenia, a te mogą mu nawet zjednywać pewną sympatię ludzi.

Andrzej Duda to koniec narracji o „25 latach polskiej wolności”

Wydarzeniem konstytuującym funkcjonowanie Bronisława Komorowskiego w polityce było obalenie komunizmu. Z czasem za symbole „polskiej wolności” obrał wybory czerwcowe i Okrągły Stół – nie bezkrytycznie, ale jednak. Nieprzypadkowo 4 czerwca – z inspiracji Komorowskiego – ustanowiono Dniem Wolności. Andrzej Duda – podobnie jak i całe jego środowisko – nie podziela takiego entuzjazmu co do efektów przemian ustrojowych. Istotniejsze jest jednak to, że Komorowski wciąż porównuje siermiężny komunizm do dzisiejszej rzeczywistości i dochodzi w ten sposób do wniosku, że żyjemy w „złotym okresie” Polski. Natomiast Duda patrzy na aspiracje Polaków, a te są duże, bo porównujemy się już do dostatnich państw Zachodu. Pamięć o walce z komuną nie odejdzie do lamusa, ale wraz z prezydenturą Andrzeja Dudy zmienią się jej bohaterowie. Na pierwszym planie znajdą się zapewne takie postacie jak śp. Anna Walentynowicz, Andrzej i Joanna Gwiazdowie, Zofia i śp. Zbigniew Romaszewscy. Czas wielkiego hołubienia Lecha Wałęsy będzie się natomiast kończył. Podobnie jak i czas odnoszenia się z wielką atencją do przełomu ’89 r.

Andrzej Duda to prezydent sympatyzujący z PiS

Andrzej Duda oddał legitymację partyjną PiS, ale to nie sprawia, że zmienia poglądy i odrywa się od środowiska politycznego, w którym działał przez długie lata. Tak było w przypadku Komorowskiego, tak też i będzie z prezydentem Dudą. Zmieni się jednak wektor tej sympatii. Szczególne zaangażowanie Andrzeja Dudy we wspieranie swojej dotychczasowej partii przypadnie na czas kampanii parlamentarnej. Nie tylko dlatego, że – co naturalne – wolałby u steru rządu widzieć ludzi bliskich sobie ideowo, ale także dlatego, że ma dług wdzięczności wobec Beaty Szydło (kandydatki PiS na premiera). Bronisław Komorowski nie zdołał przez 5 lat zbudować wizerunku prezydenta ponadpartyjnego. Doskonale wykorzystał to Duda, który wręczył mu proporczyk z logo PO, gdy starli się w debacie telewizyjnej. Chcąc zatem myśleć o reelekcji za 5 lat Duda z pewnością będzie chciał uniknąć błędu Komorowskiego.

Andrzej Duda zahamuje przemiany obyczajowe obecne na gruncie prawa

Andrzej Duda jest konserwatystą w kwestiach obyczajowych. Co prawda jego stanowisko ws. in vitro ewoluowało od całkowitego zakazu po deklarację, że jest za kompromisem i nie podpisałby zakazu in vitro. Taka zmiana podyktowana była w dużej mierze sondażami, w których Polacy w przytłaczającej większości mówią „tak” tej metodzie. Z pewnością Duda jednak nie podpisałby ustawy, którą niedawno zaakceptował Komorowski. Jeśli natomiast PiS obejmie stery rządu i będzie chcieć ograniczyć możliwości stosowania zapłodnienia pozaustrojowego, to na pewno będzie mogło liczyć na wsparcie Dudy. W kwestiach związków partnerskich, małżeństw homoseksualnych, obecności religii w szkole i sposobie jej nauczania, liberalizacji ustawy antyaborcyjnej i innych kwestiach światopoglądowych Andrzej Duda będzie obrońcą wartości konserwatywnych i tradycyjnych obyczajów. Należy się również spodziewać przykładania większej wagi do obecności Kościoła w życiu publicznym.

Andrzej Duda to starania o prospołeczny zwrot państwa

Andrzej Duda złożył kilka bardzo prostych obietnic, które zapadły w pamięci wyborców. Można by powiedzieć, że obietnice z kampanii, to bajki dla naiwnych. Jednak jeśli Duda myśli o tym, aby za 5 lat nie stać się emerytowanym prezydentem, będzie musiał zabiegać o prospołeczny zwrot państwa w postaci – w pierwszym rzędzie – trzech rzeczy: cofnięcie reformy emerytalnej, która wydłużyła wiek emerytalny do 67 lat, zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł i 500 zł na dziecko. To z tych obietnic rozliczać będą go wyborcy, więc ich realizacja – a przynajmniej usilne zabiegi, bo decyzje leżą w gestii rządu i Sejmu – to być albo nie być Dudy za 5 lat. W przeciwieństwie do nowej głowy państwa ustępujący prezydent nie składał tak daleko idących przyrzeczeń, a wcześniej poparł reformę 67. I to był – abstrahując od kwestii, czy ten bolesny krok był konieczny – jeden z gwoździ do trumny jego prezydentury.

Andrzej Duda to wyniesienie Lecha Kaczyńskiego na piedestał

Nowego prezydenta jako polityka ukształtował śp. prezydent Lech Kaczyński. Może nie byli zbyt bliskimi współpracownikami, ale to tragicznie zmarły prezydent był dla Dudy mistrzem. Andrzej Duda opisywał w kampanii scenę, która rozegrała się 8 kwietnia na pokładzie samolotu lecącego z Wilna do Warszawy. W salonce byli Lecha Kaczyński, Paweł Wypych i Andrzej Duda. – I w pewnym momencie Lech Kaczyński spojrzał w okno, po czym odwrócił się do nas i powiedział: „Ja już mam swoje lata i moje pokolenie będzie powoli odchodzić. Ale wtedy, kiedy będzie się to działo, to na was spocznie ciężar prowadzenia dalej polskich spraw”. – Myśmy się z Pawłem w tamtym momencie zaśmiali i powiedzieliśmy „panie prezydencie, kiedy to będzie?” – ton ich głosu miał wskazywać, że najpierw miną długie lata. – Dwa dni później nie było już pana prezydenta. Nie było także Pawła. Kiedy przypomniałem sobie o tym, kiedy już opadły te największe emocje po 10 kwietnia, to zrozumiałem: nie ma dla mnie innej drogi. Prezydent Duda będzie zatem wynosił swojego mistrza na piedestał i starał się pielęgnować pamięć o nim. Będzie też gorącym orędownikiem budowy okazałego pomnika ofiar 10 kwietnia.

Andrzej Duda to także obecność jego rodziny w życiu publicznym

Andrzej Duda nieprzypadkowo w czasie kolejnych swoich konwencji i wieczorów wyborczych występował obok żony Agaty i córki Kingi. Politycy optujący za Dudą nie kryli, że wsparcie rodziny to kilka punktów proc. dla kandydata. Pierwsza Dama – także z racji wykonywanego zawodu, a była nauczycielką j. niemieckiego w krakowskim liceum – jest osobą bardzo otwartą i osadzoną w polskiej rzeczywistości. Zdolności językowe z pewnością będą jej atutem w pełnieniu roli Pierwszej Damy. Tak jak i aktywność oraz elegancja. Kolorowe pisma już ostrzą sobie zęby na wywiady z Agatą Dudą, jednak póki co – takie sygnały dobiegają z otoczenia nowego prezydenta – nie chce ona na razie rozmawiać z mediami. Kindze Dudzie nie ma co natomiast zazdrościć – zainteresowanie córką pary prezydenckiej ze strony kolorowej prasy z pewnością utrudni jej normalne funkcjonowanie. Pokolenie młodych-dorosłych może patrząc na nią, widzieć siebie. Tymczasem w czasie prezydentury Bronisława Komorowskiego jego żona Anna nie do końca odnalazła się w roli Pierwszej Damy. Jej potencjał nie został w pełni wykorzystany. Z kolei dzieci państwa Komorowskich – o co starał się przez lata prezydent – pozostawały osobami prywatnymi. Nie stali się celebrytami. Agatę i Kingę Dudę – nawet wbrew woli ich samych – bulwarówki mogą jednak teraz tak traktować.

Andrzej Duda to kontakt z wyborcami także poprzez social media

Nowy prezydent jest obecny i bardzo sprawnie komunikuje się w mediach społecznościowych. Mogłoby się wydawać, że w realiach twardej polityki to niewiele znaczy. A jednak. Andrzej Duda sprawnie odpowiada na eksplodujące zapotrzebowanie nie tylko młodych na kontakt w sieci. Dziś już nie można wygrać wyborów i być efektywnym politykiem bez dobrej kampanii prowadzonej w internecie. Bo bez stałej obecności w przestrzeni wirtualnej polityk postrzegany jest przez młodych wyborców jako ktoś oderwany od rzeczywistości i niedzisiejszy. Pod tym względem Komorowski poległ na całej linii. Dlaczego? Nie prowadził własnego profilu na Twitterze czy Facebooku, a pisanie pod swoim nazwiskiem oddał osobom, które się w tym zwyczajnie nie sprawdziły. W efekcie naraził się na drwiny.

Prezydent Andrzej Duda to przeprowadzka do Pałacu Prezydenckiego

Andrzej Duda wraz z żoną zamieszka w Pałacu Prezydenckim, czyli tam, gdzie mieszkał Lech Kaczyński, a nie w Belwederze, który zajmowali Bronisław i Anna Komorowscy. Taka zmiana jest naturalna z punktu widzenia obozu politycznego, z którego wywodzi się Andrzej Duda. Dlaczego? To – po pierwsze – nawiązanie do prezydentury swojego mentora. To także miejsce, które w dużej części ogniskuje emocje związane z katastrofą smoleńską. Z Pałacu Prezydenckiego co prawda nie ma tak pięknego widoku na Łazienki Królewskie, jaki rozciąga się z Belwederu, ale Pałac jest bardziej majestatyczny i dostojny.

Onet.pl

Jarosław Kaczyński planuje podróż po Polsce

07.08.2015

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, który w ostatniej kampanii prezydenckiej usunął się w cień, planuje podróż po Polsce – informuje „Rzeczpospolita”. 15 sierpnia Kaczyński ma rozpocząć cykl spotkań z kandydatami partii do Sejmu i Senatu. Celem tych wyjazdów jest mobilizacja do walki w nadchodzących wyborach parlamentarnych.

 

Jarosław Kaczyński

Foto: Rafał Guz / PAP Jarosław Kaczyński

Kulisy zaprzysiężenia Andrzeja Dudy

Informacje o planowanej podróży Kaczyńskiego potwierdza bliski współpracownik. – Na pewno wyjazdy prezesa Kaczyńskiego będą trwały aż do końca kampanii wyborczej – mówi.

Jarosław Kaczyński podczas podróży po kraju, jak zawsze będzie otoczony grupą swoich najbliższych współpracowników i najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości – czytamy dalej w „Rzeczpospolitej”.

Andrzej Duda objął wczoraj urząd prezydenta. W orędziu, które wygłosił po złożeniu przysięgi, mówił o potrzebie wspólnoty. – Dotrzymam zobowiązań wyborczych – zapewnił. Przyjmując zwierzchnictwo nad wojskiem, podkreślił natomiast, że Polsce potrzebna jest silna armia. Zaprzysiężenie Dudy odnotowały zagraniczne media.

Ekspert: PO i PiS rywalizują w kampanii o to, kto będzie bliżej ludzi

PO i PiS w kampanii wyborczej rywalizują o to, kto będzie bliżej ludzi; Platforma zrozumiała, że wyobcowanie władzy doprowadziło do wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich – mówi Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny czasopisma „Liberte”.

Jażdżewski zaznaczył, że ruszyła kampania wizerunkowa premier Kopacz, w którą wpisują się m.in. wyjazdowe posiedzenia rządu. „PiS chce zakazać wyjazdowych posiedzeń rządu (…), to jest najlepszy argument, aby pani premier je kontynuowała” – ocenił.

Prawo i Sprawiedliwość, jak ocenia Jażdżewski, zrozumiało, że nie powinno operować swoimi „klasycznymi hasłami”, takimi jak „IV RP” czy „układ„. – Chodzi o dobrobyt, poziom życia i poczucie, że Polacy są słuchani – podkreśla.

Według Jażdżewskiego w tej kampanii wyborczej ciekawe jest to, że „ta bardzo wyraźna oś konfliktu, jaka była między Donaldem Tuskiem a Jarosławem Kaczyńskim, jakby osłabła”. To nie jest tak, że emocje nie występują, tylko chyba mają trochę inny wymiar” – dodał.

Z kolei, zdaniem Jażdżewskiego, lewica cierpi na chorobę niezwiązaną wyłącznie z personaliami. – To jest dużo głębszy problem lewicy. Ona nie posiada narracji, strategii, do której byłaby w stanie przekonywać Polaków. Nie za bardzo wiadomo, czym ona dzisiaj jest. Widać, że chciałaby, żeby wszystkim żyło się lepiej, ale to nie wystarczy. Lewica musi znaleźć dla siebie lejtmotyw tej kampanii, jeśli tego nie zrobi, to – niezależnie od tego, czy będzie zjednoczona, czy podzielona – po prostu nie będzie potrzebna – mówi.

Onet.pl

Jaśkowiak: Biskup ma ambonę, ja internet

Adam Kompowski, Piotr Żytnicki, 04.08.2015
Jacek Jaśkowiak i jego rower

Jacek Jaśkowiak i jego rower (ŁUKASZ CYNALEWSKI)

– Miasto przez wiele lat dawało się ogrywać Kościołowi. Nie mam zamiaru na to pozwalać – mówi prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.
ADAM KOMPOWSKI, PIOTR ŻYTNICKI: Prof. Jan Hartman napisał, że jest pan pierwszym polskim politykiem, który wstał z klęczek.

JACEK JAŚKOWIAK: Zwróciłem kiedyś uwagę na zdjęcie mojego poprzednika Ryszarda Grobelnego z procesji Bożego Ciała. Klęczał razem z jednym ze swoich zastępców. Pamiętają panowie? To są obrazy, które przemawiają.

Byłem na mszy poświęconej rocznicy Poznańskiego Czerwca. Kazanie dotyczyło wydarzeń czerwcowych, ale połowa kazania była o tym, jak obecne władze walczą z Chrystusem, bo nie zgodziłem się na figurę Chrystusa na placu Mickiewicza. A siedziałem w pierwszej ławce. Byłem zaskoczony taką manipulacją i nadużyciem. Kazanie miał bp Grzegorz Balcerek. Jeśli mam słuchać tego typu insynuacji i porównań do władz komunistycznych z 1956 r., to nie zamierzam uczestniczyć w uroczystych nabożeństwach. Tak samo jak nie wyobrażam sobie, by poznański abp Stanisław Gądecki przychodził na uroczystość miejską, a ja bym go rugał z mównicy i pouczał. Nie na tym to ma polegać. Jest rozdział Kościoła i samorządu.

Po pana liście do abp. Gądeckiego i raporcie na temat kościelnych roszczeń w stosunku do miasta Radio Maryja zrobiło z pana wroga Kościoła. Był materiał w Telewizji Trwam.

– List do arcybiskupa był w mojej ocenie bardzo wyważony. To, co robię, to nie jest walka z Kościołem czy z Chrystusem, jak mi się zarzuca, ale standardowe zachowania, które w europejskim kraju są normalne.

Internauci pana popierają, komentarze na Facebooku są pozytywne.

– Biskup ma ambonę, a ja mam internet.

Idą wybory i staje się pan jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w poznańskiej Platformie. Zrobił pan coś, czego wcześniej nie zrobił żaden prezydent w Polsce.

– W decyzjach nie kieruję się kalkulacjami politycznymi. Robię to, co uważam za słuszne. Mam do wykonania konkretne zadanie: chcę zadbać o interes poznaniaków, bo chodzi o publiczne pieniądze. Rozliczenia miasta z Kościołem muszą być jawne. Np. w Niemczech Kościół robi sprawozdania finansowe, by społeczeństwo, które daje mu pieniądze, miało świadomość, jak są potem dzielone.

Ale tam są to pieniądze z podatków, odpisy robione przez wiernych.

– U nas też są to pieniądze z podatków, bo jeśli Kościół dostaje dotacje ze skarbu państwa, to pochodzą one właśnie z podatków. Co więcej – powiedziałbym, że działania, które teraz podejmuję, długofalowo powinny pomóc Kościołowi. Bo problemem dzisiaj jest brak transparentności. Gdyby mieszkańcy wiedzieli, że Kościół wydaje określone pieniądze na cele dobroczynne, pomoc ubogim – tak jak wiadomo, ile na różne cele wydaje miasto – to tylko pomogłoby Kościołowi. Tajemniczość i brak wiedzy powodują, że rodzą się spekulacje i domniemania.

Byłby pan za tym, by abp Gądecki publikował taki raport o finansach kurii?

– To nieuchronne. Jesteśmy częścią Europy, pewne standardy prędzej czy później do nas przyjdą. Mówię o tym jako pierwszy, ale w 2010 r. byłem też jednym z pierwszych, którzy mówili o znaczeniu transportu publicznego, rowerach, wpływie centrów handlowych na centra miast. Wtedy też może brzmiało to rewolucyjnie, a dzisiaj jest standardem.

PO nie miała odwagi np. zlikwidować Funduszu Kościelnego. A poznańska Platforma jest dosyć konserwatywna. Jak partia reaguje na to, co pan robi?

– Mój list do arcybiskupa nie spotkał się z jakąkolwiek krytyką, czuję wręcz poparcie kolegów z PO.

Co było złego w relacjach Poznań – Kościół za czasów prezydenta Ryszarda Grobelnego?

– Te relacje były niesymetryczne. Kościół korzystał z miejskich nieruchomości po preferencyjnych stawkach, ale miasto wynajmowało kościelne po stawkach rynkowych. Albo obie strony płacą symbolicznie, albo według reguł wolnorynkowych.

Grobelny bał się Kościoła czy kalkulował?

– Kościół ma bardzo silną pozycję w Polsce, istotny wpływ na społeczeństwo. Czymś naturalnym jest, że politycy, którzy są w polityce od zawsze i nic innego nie robili, dokonują pewnych kalkulacji. Ja mam taki komfort, że pracowałem w biznesie, i nie muszę być do końca życia w polityce. Potrafię się zmierzyć z trudnymi tematami. Płacę za to pewną cenę. Moi bliscy to odczuwają, choćby mama, która wylądowała w szpitalu. Po tych porównaniach mnie do nazisty i pomówieniach, że walczę z Kościołem, zasłabła i się wywróciła. Cudem udało się ją uratować przed paraliżem. Dostała zakaz słuchania radia i czytania gazet, by się nie denerwowała.

Po tym, jak nie zgodził się pan na ustawienie w centrum miasta pięciometrowej rzeźby Chrystusa, był pan atakowany, nazywany nazistą.

– Robili to ludzie z ugrupowania Wierni Polsce. To, że takie grupy istnieją, jest urokiem demokracji. Ale martwi mnie, że ekstremalne, nacjonalistyczne i antysemickie organizacje są wspierane przez Kościół. Przecież ta grupa spotyka się w salce jednej z poznańskich parafii. To nie powinno mieć miejsca.

Poczuł się pan zagrożony?

– Koledzy zwracali mi uwagę, że w takich okolicznościach lekkomyślne jest jeżdżenie do pracy rowerem. Ale o tym nie myślę.

Otrzymuję też wiele pozytywnych sygnałów. Także od osób wierzących, i to w takim stopniu, że przed każdym posiłkiem odmawiają modlitwę. Mówią, że to, co robię, jest słuszne, dobre. Dlatego postrzeganie Kościoła przez pryzmat kazania jednego biskupa byłoby niesprawiedliwe.

Musiał być jakiś impuls, który sprawił, że zlecił pan ten raport. Co pana bardziej oburzyło: 13 tys. zł miesięcznie płacone jednej z parafii za przejazd przez jej ziemię kolejki dziecięcej Maltanka czy 20 mln zł, których chce Kościół za tory tramwajowe na swojej ziemi?

– To, że ktoś chce zarobić, mnie nie oburza. Pracowałem w biznesie. Ale miasto dawało się przez wiele lat ogrywać. Nie mam zamiaru na to pozwalać. Nie tak łatwo mną manipulować podczas negocjacji, mówić, że walczę z Chrystusem. Taka próba wmówienia, że ktoś ma za sobą Boga, jest bardzo anachroniczna. Niemcy w 1939 r. też mieli na paskach: „Gott mit uns”.

Jaki jest pana osobisty stosunek do Kościoła? Chodzi pan?

– Kiedyś chciałem zostać jezuitą. Mam dużo przyjaciół wśród księży i zakonników. Biblię mam na iPadzie, czytam ją bardzo często sam i młodszemu synowi. Na tym się opiera nasza kultura. Natomiast biorąc pod uwagę, jakie są kazania i upolitycznienie Kościoła, to wolę z Bogiem porozmawiać sam, bez pośredników.

Wpisuje się to wszystko w skręt PO w lewo, czego przykładem jest ustawa o in vitro.

– To, że nie mamy już w partii Gowina i Rokity, na pewno nam pomaga. Ale przede wszystkim społeczeństwo się zmienia i PO też. Mamy kontakty z mieszkańcami Europy, ludzie tam studiują, pracują, jest wymiana myśli i idei. Polska się zmieniła w ciągu 25 lat. Zmieniają się formacje polityczne. Dojrzewamy do pewnych zmian.

A samorząd? Jaki jest największy problem wielkich polskich miast?

– Nie da się wskazać jednego takiego problemu. W Poznaniu i okolicach zmagamy się z chaotyczną zabudową miasta i otaczających je gmin, z wrzaskiem przestrzeni, czyli nadmiarem reklam w przestrzeni publicznej.

Wymieniłbym też zbyt słaby transport publiczny, mieszkańcy muszą mieć możliwość sprawnego przemieszczania się w ramach aglomeracji. Miasto i otaczające je gminy powinny być jednym spójnym organizmem. Trzeba przyśpieszyć działania, które do tego doprowadzą. Zmiany technologiczne i te w mentalności ludzi są wyzwaniem dla władz samorządowych.

Wziął pan udział w pikiecie wspierającej imigrantów.

– Zawsze byłem otwarty. Mój przyjaciel, pieśniarz Jacek Kaczmarski był Żydem, jego matka ocalała z Holocaustu. Mam przyjaciół na całym świecie, gościłem ich w domu. Mamy w Polsce problem z ksenofobią, wrogością wobec obcych. Zależy mi na rzeczywistej otwartości. Jeśli będą w Poznaniu takie hasła jak „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”, które na stadionie wywieszają kibice, to zaprotestuję. Nie będę tolerował wypowiedzi obrażających ludzi, którzy tu mieszkają, studiują. Jestem Europejczykiem.

Spotkał się pan z imigrantami z Syrii.

– Tak, chcemy im pomóc, jest agencja pracy tymczasowej, która znajdzie im pracę. Mniejszości nas wzbogacają. Mój syn ostatnio powiedział mi, że zastanawia się, czy nie założyć spółki z Wietnamczykiem, u którego się w Niemczech stołował przez kilka lat. Chce otworzyć z nim na poznańskich Jeżycach knajpkę dla studentów – zachęcam go.

Poznań był zawsze miastem wielokulturowym, mieszkali tu Niemcy, Żydzi, Bułgarzy, Bambrzy, którzy wzbogacili miasto swoją kulturą i pracą. Moja synowa jest autochtonką ze Śląska, ma obywatelstwo polskie i niemieckie. Cieszę się, że przyjeżdżają tu Niemcy, Włosi, Ukraińcy, Białorusini.

Uchodźcy z Syrii to chrześcijanie. A co pan powie na przyjęcie muzułmanów?

– Pracowałem w Niemczech na budowie z muzułmaninem. Szef jednej z firm doradczych, z którym współpracowałem, też był muzułmaninem. Naprawdę nie ma się czego bać. Patrzymy przez pryzmat jednego czy drugiego zamachu terrorystycznego. A zobaczmy, jaką siłę daje społeczeństwu amerykańskiemu jego wielokulturowość. Gdy rozmawiam z przyjaciółmi syna, młodymi ludźmi, to tej ksenofobii na szczęście nie zauważam. Ona jest w internecie.

Wśród wyborców Kukiza.

– Oni głosowali wcześniej na Korwina, na Palikota. To grupa niezadowolonych. Kukiz to radykalizm. Młodzi ludzie chcą zmiany. Klasa polityczna w dużej mierze na to zasłużyła. Te wszystkie ośmiorniczki – to słusznie budzi oburzenie. Tyle że Kukiz jest człowiekiem bez programu.

Boi się pan wygranej PiS i Kukiza? Pan promuje miasto otwarte.

– Wstąpiłem do PO, bo chcę, byśmy byli częścią Europy. Wierzę w pragmatyzm Polaków, ale wybory demokratyczne należy szanować. Jeśli mieszkańcy dokonają takich wyborów, to należy je przyjąć z pokorą. Mam świadomość, że PO popełniła wiele błędów i do tych błędów nasi liderzy się przyznają.

Boi się pan wygranej PiS? Że zapamięta panu walkę z Kościołem?

– Powtarzam, że nie walczę ani z Kościołem, ani z Chrystusem. Zresztą jestem przekonany, że wygra PO. Uważam, że najbardziej mogę przekonać do PO swoimi działaniami. Nie chciałbym Polski, w której będzie jeszcze większa dominacja Kościoła.

Chce pan zatrudnić Macieja Nowaka, geja, na stanowisku szefa Teatru Polskiego. On mówi, że nie da Poznaniowi spokoju, wsadzi kij w mrowisko.

– To, że ktoś ma taką a nie inną orientację seksualną, nie ma dla mnie znaczenia. A rolą sztuki jest prowokowanie. Sztuka ma pobudzić, dać do myślenia. Należy jednak pamiętać, że „czymś innym jest sztuka, która wywołuje emocje, a czymś innym są emocje, które pretendują do miana sztuki”. To z Cortázara.

Kiedyś krytykował pan afiszowanie się polityków z klubowymi szalikami, ale teraz sam się pan pojawia na meczach.

– Mam z Lechem Poznań pewien problem. Zdaję sobie sprawę, że to element budujący tożsamość wielu poznaniaków i mieszkańców Wielkopolski. Gra Lecha w europejskich pucharach ma też spore znaczenie promocyjne dla miasta. Przeszkadza mi jednak to, że jest mała grupa kibiców, którzy mają nacjonalistyczne poglądy. Przeszkadza mi też wulgaryzm, pogarda dla Legii Warszawa, postrzeganie przeciwnika jako wroga.

Jestem bardzo daleki od sztampowego podejścia. Mam świadomość, że jeśli mamy stadion na 40 tys. widzów, to dobrze, że chodzą na niego kibice i jest pełny.

Pójdzie pan na poznański Marsz Równości, tuż przed wyborami?

– Dostałem propozycję objęcia marszu patronatem. Podobnie jak nie objąłem patronatem Marszu dla Życia, tak nie obejmę nim Marszu Równości. Będę zawsze uczestniczył w tym, co jest dla mnie ważne, ale nie dlatego, że może dać mi poparcie. Brałem udział w proteście przeciwko odwołaniu „Golgota Picnic”.

A Marsz Równości? Muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w Polsce tej równości nie ma i kto jest z tego równego traktowania wykluczany. Jeżeli dojdę do wniosku, że to słuszny protest, to spojrzę w kalendarz, porozmawiam z żoną i podejmiemy decyzję o ewentualnym udziale.

Jacek Jaśkowiak – 51 lat, ukończył prawo na UAM w Poznaniu. Na początku lat 90. pracował u Jana Kulczyka – był dyrektorem ds. handlowych w firmie Kulczyk Tradex. Prowadził własną firmę doradczą i księgową obsługującą zagranicznych inwestorów. Organizował zawody narciarskiego Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie. W 2010 r. kandydował na prezydenta Poznania z ramienia stowarzyszenia My-Poznaniacy. Zdobył 7 proc. głosów, zajął czwarte miejsce. W 2013 r. zapisał się do Platformy Obywatelskiej. W grudniu 2014 r. został prezydentem Poznania, pokonując Ryszarda Grobelnego, który rządził miastem 16 lat.

Komorowski krytykuje orędzie Dudy. „Było bardzo mocno osadzone w logice kampanijnej”

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Zaraz po tym, jak Andrzej Duda został zaprzysiężony na urząd prezydenta, na sali sejmowej rozległy się brawa. Klaskali wszyscy, choć były prezydent Bronisław Komorowski robił to w bardzo wolnym tempie. – Trudno oczekiwać ode mnie entuzjazmu – powiedział Komorowski radiu TOK FM, dodając, że wystąpienie jego następcy nie do końca mu się podobało.

Podczas piątkowej rozmowy, którą zorganizowano w studiu radia TOK FM, zaznaczył, że wygłoszone przed Zgromadzeniem Narodowym orędzie Andrzeja Dudy było „bardzo mocno, chyba za mocno, osadzone w logice kampanijnej, wyborczej”.

– Było wiele odniesień do minionej kampanii, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że już chodzi o kampanię następną. A od orędzia oczekiwałbym pokazania, jaka będzie strategia urzędu, jakie będą najważniejsze sprawy dla państwa. Trochę te proporcje zaangażowania w kampanię i wskazywania strategii państwa były zachwiane – powiedział Komorowski.

Gdy Tomasz Lis przytoczył słowa Dudy, który podkreślił, że jest człowiekiem niezłomnym, były prezydent stwierdził, że tego typu wyznania nie są w jego stylu.

– Autorecenzowanie, komplementowanie samego siebie jest ryzykiem politycznym. Może się mylę, może jest część opinii publicznej, która lubi to u polityków – zaznaczył Komorowski, który odnosząc się do zapowiedzi obniżenia granic wieku emerytalnego, wskazał jednocześnie na różnicę między składaniem obietnic wyborczych a działaniem wynikającym ze sprawowania urzędu państwowego.

– Widzę próby wycofania się rakiem ze szkodliwych deklaracji. (…). Już w czasie kampanii mówiłem, że to niemożliwe ze względu na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Ze zdziwieniem i satysfakcją usłyszałem, że ten wyrok trzeba uwzględnić. Więc nie ma ochoty powrotu do tego wieku emerytalnego – stwierdził Komorowski.

Zauważył on przy tym, że jeśli obietnica obniżenia granic wieku emerytalnego ma się sprowadzać jedynie do złożenia projektu ustawy, to nic z niej nie wyniknie. Samo złożenie projektu nie równa się bowiem przeprowadzeniu go przez parlament. – Na Boga, można złożyć obietnicę w wyborach, że zdobędziemy imperium na Marsie. I taki projekt złożyć – oznajmił Komorowski.

Były prezydent zastrzegł jednak, że identyfikuje się z państwem polskim, więc ma szacunek do swojego następcy. – Między miłością a szacunkiem jest ogromna przestrzeń – zauważył Komorowski, dodając, że szanując głowę państwa, można krytykować jej działania.

Obóz wolności

Odnosząc się do jesiennych wyborów parlamentarnych, były prezydent podkreślił, że ich wynik nie jest jeszcze przesądzony. Według niego premier Ewa Kopacz powinna teraz pracować nad zmianą wizerunku PO i ograniczać swobodę aparatu partyjnego.

Komorowski powtórzył, że jako była głowa państwa chce wspierać obóz wolności. Jego zdaniem o wolność wciąż trzeba zabiegać, tym bardziej, że model państwa opierający się na zachodnim umiłowaniu wolności zaczyna być kwestionowany.

Zdaniem byłego prezydenta może to wynikać ze zmiany pokoleniowej. W dorosłość wchodzi bowiem pokolenie, które nie doświadczyło autorytarnej PRL i nie uważa przez to modelu wolnościowego za coś oczywistego. Na razie, jak zaznaczył Komorowski, za wcześnie jest jednak na „mówienie o strasznych wizjach zagrożeń dla wolności”.

Powrót do polowań
Były prezydent opowiedział także o planach na przyszłość. Ta upływać mu będzie m.in. na pracy w instytucie własnego imienia, który będzie uczestniczył w debacie publicznej. Instytut zajmie się nie tylko relacjami polsko-ukraińskimi, ale i np. rozwiewaniem wątpliwości związanych z możliwym wejściem do strefy euro.

Komorowski zauważył również, że jako były prezydent nie musi już w tak dużym stopniu powstrzymywać się od realizowania swojego myśliwskiego hobby. – Ale zmiana nastąpiła głęboka. I tęsknię raczej za tym, by pochodzić po lesie z synami. Nie jestem już krwiożerczy – zapewnił Komorowski.

źródło: TOK FM

naTemat.pl

Konflikt biskupa z ratuszem. Duchowny chce od miasta 1,6 mln zł

Marcin Kowalski, 07.08.2015
Wyspa Św. Barbary. Po lewej stronie bulwar o który toczy się spór oraz bydgoska Katedra.

Wyspa Św. Barbary. Po lewej stronie bulwar o który toczy się spór oraz bydgoska Katedra. (TYMON MARKOWSKI)

Kuria żąda od Bydgoszczy ponad 1,6 mln zł odszkodowania za bezużyteczny dla kościoła 700-metrowy odcinek bulwaru nad rzeką. Jeśli ratusz nie wypłaci pieniędzy, sprawa znajdzie się w sądzie.
Chodzi o dwa przyklejone do siebie niewielkie kawałeczki zachwaszczonej ziemi, łącznie 721 metrów kwadratowych. Kościołowi ta działka do niczego się nie przyda. Leży na tyłach katedry, tuż za Jazem Farnym, w oficjalnych dokumentach nosi nazwę Bulwar przy Katedrze. Teren jest zalewowy, przylega do rzeki, ustawa wymusza pięciometrowy obszar chroniony. Nie można więc na niej nic zbudować – zabrania tego Prawo wodne. Ale można sporo zarobić.Miasto spogląda na Świętą Barbarę

W grudniu 2012 r. bulwar przejęło miasto. Zdecydował tak prezydent Rafał Bruski, skorzystał z możliwości „wydzielenia gruntu pod drogi publiczne”. Dlaczego to zrobił?

– Jednym z priorytetów mojej prezydentury jest projekt zagospodarowania nabrzeży. Krok po kroku go realizuję – mówi „Wyborczej” Bruski. – Chcę nie tylko zbudować bulwary, ale też wykorzystać Wyspę św. Barbary. Żeby w przyszłości można było na nią wejść, niezbędnym było przejęcie terenu formalnie należącego do diecezji.

Wyspa św. Barbary powstała w XIX wieku. Jej nazwa nawiązuje do patronki szyprów i sterników. Przed wojną były plany jej zagospodarowania, miała na niej stanąć figura patronki zaprojektowana przez bydgoskiego rzeźbiarza Piotra Trieblera. Wojna przeszkodziła w ich realizacji. W PRL-u wyspa zarosła krzakami, świat o niej zapomniał. W ubiegłą zimę ratusz powiesił na niej iluminacje bożonarodzeniowe. Bydgoszczanie podziwiali je z bulwarów i mostu Staromiejskiego. Kiedy redakcja „Wyborczej” spytała czytelników w przedwyborczej ankiecie, co zmienić w mieście, wielu odpowiedziało: „Zagospodarować Wyspę św. Barbary”.

– Dlatego zleciłem plastykowi miejskiemu przygotowanie koncepcji zagospodarowania wyspy – mówi Bruski.

Plastyk pracuje nad wstępną wizualizacją. Mostek ma połączyć wysepkę ze skwerem, na którym kiedyś stał pomnik Leona Barciszewskiego, ostatniego przedwojennego prezydenta miasta. Wyspa ma zachować naturalny, zielony charakter. Szczególnie jej przednia część, widziana bezpośrednio z mostu Staromiejskiego. Część użytkowa będzie zlokalizowana w jej tylnej części. Być może zostanie wydzierżawiona na niewielką kawiarnię.

Kościół spogląda na miejską kasę

– Bez przejęcia bulwaru przy katedrze te plany nigdy by się nie ziściły – mówi prezydent. – Nie ma innej możliwości wejścia na wyspę – dodaje.

Kuria – jak każdy właściciel gruntu przejętego przez miasto pod drogi publiczne – w momencie przejęcia bulwarów uzyskała prawo do wypłaty odszkodowania za utraconą ziemię. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie kwota rekompensaty, której domaga się od ratusza ks. Przemysław Książek, ekonom Diecezji Bydgoskiej: 2,3 tys. zł za metr kwadratowy. Łącznie za 721 metrów – ponad 1,6 mln zł.

– To kwota z kosmosu – mówi nasz informator, rzeczoznawca wyceniający nieruchomości. I podaje konkretne przykłady. Działki w centrum Bydgoszczy, w okolicach rzeki, na których można coś zbudować, kosztują od 500 do 1,7 tys. zł za metr. Inwestor, który będzie stawiał restaurację przy Przyrzeczu, zapłacił za metr terenu 1,73 tys. zł. Przy ul. Grottgera miasto Bydgoszcz sprzedało prawie półhektarową działkę za 487 zł za metr. Druga nieruchomość w sąsiedztwie poszła za 562 zł metr.

– Realnie kwota odszkodowania powinna oscylować między 300 a 500 zł za metr. Trzeba przecież wziąć pod uwagę, że diecezja nic tak naprawdę nie traci, bo ten teren jest dla Kościoła bez wartości. I nikt nie będzie na nim zarabiał – ma służyć ludziom jako bulwar – mówi nam jeden z urzędników.

Ale kuria ma wycenę rzeczoznawcy, z której wynika, że takie roszczenie jest uzasadnione.

– Zaproponowałem inne wyjście niż zapłata w gotówce – mówi prezydent. – Zamiana gruntu, na której – tak mi się wydawało – Kościołowi powinno zależeć. Chcemy oddać za te nieużytki działkę wokół katedry. Własność Kościoła kończy się na obrębie murów świątyni. Trawnik wokół, chodniki – wszystko jest miejskie. Jeśli teraz stoją tam rusztowania, bo kościół jest remontowany, miasto powinno naliczać opłatę za zajęcie pasa drogowego. Pojawiła się świetna okazja, by w końcu to uporządkować.

Ksiądz ekonom dużo mówi

Kuria nie jest jednak zainteresowana taką wymianą. Ksiądz ekonom na propozycję Bruskiego odpowiedział jednym zdaniem, że „jednoznacznie podtrzymuje poprzednie stanowisko”. Kościół chce pieniądzy.

– Dziwi mnie taka postawa kurii – nie ukrywa Bruski. – Do tej pory potrafiliśmy się porozumieć, byłem otwarty na wszystkie sugestie strony kościelnej, kilkukrotnie dochodziło już do zamiany terenów. – Ta kwestia nie jest zamknięta – zapewnia „Wyborczą” ks. Książek.

– Z wymiany korespondencji wynika co innego. Pisze ksiądz do urzędu, że diecezję interesuje tylko jeden sposób załatwienia sprawy – zapłata odszkodowania – zauważamy.

– Jestem przekonany, że znajdziemy kompromis.

– Dlaczego Kościół nie chce się zamienić na działki wokół katedry?

– I tak już dużo panu powiedziałem.

miastoChceKupić
bydgoszcz.gazeta.pl

List Czytelnika „Wyborczej” do PAD: Ewolucji, nie rewolucji

Bartosz Stodulski, 06.08.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Polska potrzebuje ewolucji, a nie rewolucji. Wymaga mądrych i odważnych przywódców i wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Potrzebuje myślenia strategicznego, międzysektorowego i międzypartyjnego. Potrzebuje niezależnego, otwartego na świat Prezydenta, którego polityka zrównoważonego rozwoju nie doprowadzi do wojny polsko-polskiej.

Przeczytaj: Andrzej Duda pisze do czytelników „Wyborczej”, Jarosław Kurski odpowiada

Szanowny Panie Prezydencie,
Postawił mnie Pan w trudnej sytuacji. Odpowiadając na Pański list, jako czytelnik „Gazety Wyborczej”, który na Pana nie głosował, prawdopodobnie automatycznie zostanę odebrany jako Pana przeciwnik. A tak nie jest.

Czuję się przede wszystkim Polakiem, a nie czytelnikiem. Dlatego wolałbym, aby Pan napisał list do wszystkich Polaków – odbiorców różnych gazet. Opublikował go zarówno w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Polskiej”, a nawet w „Fakcie”. Wtedy dużo łatwiej byłoby mi uwierzyć, że jest Pan otwarty na inicjatywy obywateli.

Ważne jednak, aby ten list był początkiem Pańskiego dialogu z Polakami, którzy myślą inaczej niż Pan. Chciałbym zapytać, w jaki sposób umożliwi Pan taki dialog? Jak będzie Pan do niego zachęcał? Jeden list w „Wyborczej” to za mało.

Co rozumie Pan przez odbudowę wspólnoty Polaków? Od kilku lat codziennie jako przedsiębiorca staram się świadomie budować biznes oparty na zaufaniu. Nauczyłem się, że jest to możliwe tylko do momentu, kiedy nie unoszę się dumą, kiedy zaczynam od słuchania, kiedy nie za wszelką cenę stawiam na siebie.

Nauczyłem się też, że taka otwartość pozwala robić rzeczy niesamowite, ale też jest bardzo krucha. Że „zaufanie ucieka na koniu, a wraca na piechotę”. Dowiedziałem się również, że nie można szufladkować ludzi i ich dzielić, bo każdy ma swoją opowieść, swoją historię, swoją wolność i każdą z tych postaw należy szanować – ale nie każdą trzeba lubić. W końcu nauczyłem się, że każdy popełnia błędy, lecz nie każdy potrafi się do tego przyznać.

Życzę Panu, Panie Prezydencie, aby umiał Pan szczerze rozmawiać. Chwalić się swoimi sukcesami, ale też przyznać się do błędów. Życzę, aby pytał Pan o zdanie ludzi spoza swojego środowiska, aby nie bał się Pan otwarcie mówić o porażkach, ale przede wszystkim – aby Pan chciał słuchać innych.

Bardzo nam, jako Polakom, brakuje tych umiejętności. A ich brak rodzi brak zaufania. A brak zaufania to brak wspólnoty. Bardzo proszę, aby nie budował Pan wspólnoty wokół religii, polityki i historii, ale właśnie wokół wolności, przyszłości, przedsiębiorczości i wiedzy.

Chciałbym, abyśmy dzięki Pańskiej prezydenturze zaczęli sobie bardziej ufać. Abyśmy stali się społeczeństwem opartym na wiedzy, a nie na domniemaniach. Ma Pan szansę dużo dobrego w tej kwestii zrobić. I tego życzę i Panu, i nam.

Panie Prezydencie – napisałem ten list, ponieważ jestem przekonany, że Polska potrzebuje ewolucji, a nie rewolucji. Wymaga mądrych i odważnych przywódców i wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Potrzebuje myślenia strategicznego, międzysektorowego i międzypartyjnego. Potrzebuje niezależnego, otwartego na świat Prezydenta, którego polityka zrównoważonego rozwoju nie doprowadzi do wojny polsko-polskiej.

Panie Prezydencie, nazywam się Bartosz Stodulski. Mam 31 lat. Pochodzę z Krakowa. Od 11 lat mieszkam w Warszawie. Stworzyłem Laboratorium EE. Trzymam za Pana kciuki. Powodzenia!

Pozdrawiam serdecznie
Bartosz Stodulski

Zobacz także

czytelnikWyborczej

wyborcza.pl

„Czy Andrzej Duda jest Pana prezydentem?”, a Komorowski na to… [B.PREZYDENT W TOK FM]

klep, dżek, 07.08.2015

„Trudno oczekiwać ode mnie entuzjazmu” (Gazeta.pl)

Bronisław Komorowski w pierwszym dniu po zaprzysiężeniu następcy był gościem TOK FM. Oto najważniejsze wypowiedzi byłego prezydenta.
Od wczoraj Bronisław Komorowski nie jest już prezydentem Polski. Był dziś gościem radia TOK FM. Oprócz Jacka Żakowskiego przepytywała go „trzódka” – czyli Tomasz Lis, Wiesław Władyka i Tomasz Wołek.Czy prezydent Duda jest pańskim prezydentem? – zapytał Jacek Żakowski.

– Prezydent jest głową państwa. Więc jeśli się identyfikujemy z państwem polskim, siłą rzeczy powinniśmy się identyfikować z prezydentem, w sensie uznania jego roli. To nie znaczy, że należy podzielać jego poglądy i być bezkrytycznym. Między miłością a szacunkiem jest ogromna przestrzeń – zaznacza Komorowski.

O entuzjazmie

Tomasz Lis dopytywał: Czy dobrze wyczytałem pańską recenzję wczorajszego orędzia prezydenta Dudy z wybitnie powściągliwej intensywności, z jaką pan klaskał? To były najbardziej spowolnione oklaski, jakie widziałem w życiu – powiedział redaktor naczelny „Newsweeka”.

Faktycznie, wczoraj po zakończeniu orędzia Dudy, PiS zgotowało burzę braw, Bronisław Komorowski klaskał bardzo dyskretnie. – To nie te czasy, kiedy oceniało się ludzi po tym, czy to owacje na stojąco. Trudno oczekiwać ode mnie entuzjazmu. W moim przekonaniu należało powściągać wszelkie opinie, szczególnie krytyczne. Samo orędzie było bardzo mocno, chyba za mocno, osadzone w logice kampanijnej, wyborczej. Było wiele odniesień do minionej kampanii, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że już chodzi o następną kampanię.

O partyjności

– Prezydent nie ma i nie powinien mieć własnej partii. Bo wtedy na pewno nie będzie prezydentem wszystkich Polaków. Ale jeśli się nie ma własnej partii, trzeba mieć rację. I silną wolę dążenia do kompromisu politycznego. By budować większość w parlamencie wokół własnych inicjatyw. To poważna umiejętność. Z dumą powiem, że prawie wszystkie moje inicjatywy przeszły przez parlament – mówił Komorowski w TOK FM.

O obronnościTomasz Wołek pytał, czy Bronisław Komorowski ma poczucie, że „zostawia Polskę suwerenną i bezpieczną”. B. prezydent odpowiedział: W obszarze obronności i bezpieczeństwa moja prezydentura była efektywna jak rzadko kiedy.

O reprywatyzacji

– Nawet najbardziej szlachetna ustawa musi być konstytucyjna. Jeśli się serio traktuje konstytucję, to także zapisy oprawie własności. W moim przekonaniu ta ustawa, choć o szlachetnych intencjach, jest po prostu niekonstytucyjna – mówił Komorowski o skierowaniu tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej do TK. Żal o to do prezydenta miała m.in. prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

O wieku emerytalnym

– Widzę próby wycofania się rakiem ze szkodliwych deklaracji „przywrócę wiek emerytalny sprzed reformy”. Już w czasie kampanii mówiłem, że to niemożliwe ze względu na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. I ze zdziwieniem i satysfakcją usłyszałem, że ten wyrok trzeba uwzględnić. Więc nie ma ochoty powrotu do tego wieku emerytalnego – mówił Bronisław Komorowski o zapowiedziach Dudy odnośnie do reformy emerytalnej i temu, że wbrew wszystkiemu będzie forsował projekt obniżenia wieku emerytalnego z 67 lat.

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że to oznaczałoby katastrofę finansów publicznych.

TOK FM

Duda zadba o wizerunek – zaczął od wytycznych ws. wykorzystania zdjęć z zaprzysiężenia. Koniec zabawnych memów?

Prezydent Duda zaczął porządkowanie prac kancelarii od nowych zasad wykorzystywania zdjęć ze swoim wizerunkiem.
Prezydent Duda zaczął porządkowanie prac kancelarii od nowych zasad wykorzystywania zdjęć ze swoim wizerunkiem. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Andrzej Duda oficjalnie rozpoczął prezydenturę. W orędziu naszkicował priorytety swojej kadencji. O pierwszych wytycznych nowej głowy państwa poinformowała też Kancelaria Prezydenta.

Duda już na samym początku dał znać o tym, że będzie pilnie strzegł swojego wizerunku – a zdjęcia, które pojawią się na stronie kancelarii muszą być wykorzystane zgodnie z wytycznymi urzędników. Tym samym – jak zastrzeżono – fotografie z prezydentem, które znajdują się na jego oficjalnej stronie nie mogą być poddawane jakiejkolwiek, nawet najmniejszej obróbce graficznej.

Sprawdź, czy twój abonament może być jeszcze lepszy
chcę sprawdzić
nie, dziękuje

„Jakakolwiek ingerencja w integralność zdjęcia, (…) jest niedozwolona” – czytamy na stronie kancelarii. Na tym jednak nie koniec. Pracownicy kancelarii ostrzegają, że wezmą na celownik każdego, kto umieści fotografię z prezydentem w niewłaściwym kontekście, godzącym w jego dobre imię. Te same zastrzeżenia obowiązują w przypadku członków rodziny prezydenckiej.

Podczas gdy jedni nie widzą w tym niczego złego, niektórzy mówią o tym, że nowe zasady korzystania z serwisu fotograficznego prezydenta utrudnią m.in. pracę redakcji. Jeszcze inni obawiają się, że nastąpi zmierzch stron, które w sposób satyryczny przedstawiają poczynania polityków. Internauci już zdążyli obśmiać obostrzenia kancelarii.

Habemus Dudam

Monika Olejnik, „Kropka nad i”, TVN 24, „Gość Radia Zet”, 07.08.2015
Zaprzysiężeni Andrzeja Dudy przed Zgromadzeniem Narodowym

Zaprzysiężeni Andrzeja Dudy przed Zgromadzeniem Narodowym (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Mam nadzieję, że prezydent Duda nie będzie już śpiewał „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, bo przecież od wczoraj już ją mamy
Prezydent Bronisław Komorowski pięć lat temu był katolickim, konserwatywnym politykiem. Dziś odchodzi z urzędu w grzechu ciężkim, co ogłosił przewodniczący Rady Prawnej Episkopatu abp Andrzej Dzięga.Ku radości Kościoła nastał Andrzej Duda, który zapewne w mniemaniu hierarchów doprowadzi do zmiany ustawy o in vitro. Muszę ich trochę zmartwić, bo u prezydenta Dudy nastąpiła ewolucja poglądów. Dwa lata temu chciał wsadzać do więzienia tych, którzy stosują in vitro, a dziś dostrzega potrzebę tej metody dla małżeństw, które nie mogą mieć dzieci, o czym poinformowała „Fronda”.Zaskoczyła mnie ta otwartość pana prezydenta i być może zbytnio się pospieszył Tomasz Terlikowski, oznajmiając światu, że wybór Andrzeja Dudy to była boska interwencja, uroczystość zaprzysiężenia nazywając zesłaniem Ducha Świętego i świętem Przemienienia Pańskiego, a całość tytułując „Habemus Dudam”.

Abp Dzięga to jest ten sam, który na Jasnej Górze w otoczeniu polityków PiS i ściskającego mu dłoń Jarosława Kaczyńskiego nazwał ustawę o in vitro zbrodniczą, ponieważ dzieci zamrożone zatrzymane są w rozwoju i czekają w lodowatym zimnie, aż im ktoś pozwoli żyć.

Abp Dzięga poinformował posłów i pana prezydenta, że mogą zdjąć z siebie ciężar grzechu ciężkiego, jeżeli przyznają się do tego, że byli zniewoleni w czasie głosowania (a pan prezydent w czasie podpisywania ustawy) bądź mieli ograniczoną świadomość tego, co czynią. Rozumiem, że Episkopat żąda od polityków, żeby robili z siebie idiotów.

Mam nadzieję, że pan prezydent Duda nie będzie jak senator PiS Stanisław Kogut chciał się układać z Episkopatem w sprawie zmiany ustawy o in vitro. Może będzie prezydentem wszystkich Polaków, także tych, którzy na niego nie głosowali, i nie będzie propisowsko prokościelny.

Swoją drogą oburzające jest to, że podczas przemówienia prezydenta Dudy w trakcie uroczystości w Sejmie posłowie PO zachowywali się jak dzicy z Powązek i buczeli. Mogło im się nie spodobać to, kiedy Andrzej Duda mówił o głodujących dzieciach w Polsce i o Polsce prawie w ruinie. Ale panowie i panie, trochę powagi wypada zachować. Czy buczenie jest zaraźliwe? Krytykujecie innych, spójrzcie najpierw na siebie.

Mam nadzieję, że prezydent Duda nie będzie już śpiewał „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, bo przecież od wczoraj już ją mamy. Parokrotnie pan prezydent podkreślał, że jest niezłomny – dla mnie niezłomny to był Mały Rycerz, a pana prezydenta poznamy po jego czynach. Życzę mu dobrej prezydentury przez najbliższe pięć lat oraz tego, żeby nikt nie obrzucał go błotem, nie wymyślał na ulicy i nie buczał.

Przez wiele lat dziennikarze prawicowi w niewybredny sposób walczyli z Bronisławem Komorowskim, więc życzę panu prezydentowi Dudzie, żeby go to nie spotkało ze strony tych, którzy na niego nie głosowali.

Zobacz także

biskupiMyślą

wyborcza.pl

Życzymy mądrej prezydentury

Adam Michnik, 07.08.2015
Andrzej Duda z małżonką w Sejmie po złożeniu ślubowania prezydenckiego

Andrzej Duda z małżonką w Sejmie po złożeniu ślubowania prezydenckiego (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Od wczoraj Rzeczpospolita Polska ma nowego prezydenta: Andrzeja Dudę. Wielu ludzi – wśród nich niżej podpisany – przyjęło ten wybór ze smutkiem i z niepokojem.
Nikt jednak ze zwolenników Bronisława Komorowskiego nie ogłaszał, że te wybory zostały sfałszowane, że Andrzej Duda został prezydentem w wyniku nieporozumienia. Przepołowiona w tych wyborach Polska przyjęła wybór Andrzeja Dudy z godnością i szacunkiem, jaki nakazuje polska konstytucja.Skąd zatem smutek i niepokój?Prezydent Andrzej Duda przysięgał przed Zgromadzeniem Narodowym wierność konstytucji. Tymczasem poprzedniego dnia deklarował w liście do „Gazety Wyborczej”, że „obowiązująca konstytucja została napisana w innych politycznych realiach”, a dzisiaj „musimy lepiej zabezpieczyć naszą suwerenność, zadbać o zachowanie tożsamości kulturowej, a także naszych interesów ekonomicznych”. Jakie zmiany konstytucji mają lepiej zabezpieczyć naszą polską suwerenność i lepiej zadbać o zachowanie tożsamości kulturowej? Wiemy, jak zabezpiecza suwerenność Federacji Rosyjskiej Władimir Putin, a węgierskiego państwa – Viktor Orbán, mamy powody się obawiać, że sformułowania prezydenta Dudy mogą zapowiadać zwrot w stronę rozwiązań antydemokratycznych oraz wybór ideologii narodowej megalomanii i nietolerancji.

O jakiej korekcie polityki zagranicznej mówi prezydent Duda? Czy chce zastąpić obecne kondominium niemiecko-rosyjskie – wedle formuły prezesa Jarosława Kaczyńskiego – suwerennością państwową? W jaki sposób prezydent Duda chce naprawiać Polskę – państwo, które z pewnością wymaga reform, lecz przecież nie jest krajem wymagającym naprawy po katastrofie? W jaki sposób chce prezydent Duda bronić dobrego imienia Polski w świecie? Czy tak jak prezydent Putin, który powołał specjalną komisję ds. obrony dobrego imienia Rosji?

Prezydent Duda powoływał się na dziedzictwo prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Lech Kaczyński był człowiekiem skromnym. Nigdy nie powiedział o sobie: „jestem człowiekiem niezłomnym”. To inni mogli o nim tak mówić. Dlatego szanowali go również jego polityczni przeciwnicy. Życzę prezydentowi Andrzejowi Dudzie, żeby zapracował na taki szacunek.

I życzę mu jeszcze, żeby pamiętał o polskiej tradycji wywodzącej się od króla Zygmunta Augusta, który powiadał, że nie chce być królem sumień obywateli Rzeczypospolitej.

Będziemy uczciwie i lojalnie komentować postępowanie prezydenta Dudy. Nie będzie na naszych łamach miejsca dla oskarżeń, że jest on rosyjskim czy komunistycznym agentem, że jest polskojęzycznym zdrajcą Polski.

Życzymy prezydentowi Andrzejowi Dudzie sukcesu mądrej prezydentury, bowiem dobrze życzymy Polsce; Polsce bez prowokacji służb specjalnych, bez kamer ukrytych w gabinetach lekarskich, bez poszukiwania w archiwach rodzinnych dziadków z Wehrmachtu czy z NKWD, czy z KPP. I także Polsce bez kłamstw o zamachu, w którym polski i rosyjski premier wspólnie mieli zamordować naszego prezydenta.

Orędzie prezydenta Dudy było wolne od agresji. Życzymy mu, by znakiem rozpoznawczym tej prezydentury był język dialogu, a nie agresji i nietolerancji. Polska jest dzisiaj głęboko podzielona i nikt z nas nie zjadł wszystkich rozumów. Los skazał nas na godne współżycie.

Zobacz także

MichnikWielu

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: