Duda 3 (05.08.2015)

 

Tomasz Terlikowski doszukuje się boskiej interwencji w wynik wyborów. „Nie ma przypadków” z prezydenturą Dudy?

Tomasz Terlikowski doszukuje się boskiej interwencji w wynik wyborów prezydenckich.
Tomasz Terlikowski doszukuje się boskiej interwencji w wynik wyborów prezydenckich. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Władzę w Polsce wybiera Bóg? To zdaje się sugerować popularny prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski. „Wybór Andrzeja Dudy na prezydenta to uroczystość Zesłania Ducha Świętego, zaprzysiężenie to święto Przemienienia Pańskiego” – podkreślił Terlikowski na Twitterze. Jego zdaniem, nie ma w tym przypadku.

wybórAndrzejaDudy

Przekonanie popularnego publicysty o boskiej interwencji w wybory prezydenckie wpisuje się w falę modlitwy za nową głowę państwa, która ogarnęła część kraju. Jak pisała w naTemat Katarzyna Zuchowicz, nabożeństwa w intencji prezydenta rozpoczęły się już w ostatnią niedzielę i potrwają do końca tygodnia. Ale kulminacja to oczywiście czwartek – dzień zaprzysiężenia. Tego dnia, jak Polska długa i szeroka, niemal wszystkie kościoły będą modlić się za Andrzeja Dudę. Księża sami przyznają, że nie pamiętają, by za poprzedniego prezydenta takie msze również się odbywały.

Przypomnijmy, że sam Andrzej Duda tuż po wygranej w wyborach prezydenckich również szukał wsparcia na Jasnej Górze. Głośnym echem rozeszła się też wieść o tym, że na warszawskim Wilanowie złapał hostię, którą porwał wiatr. Dowodzić temu, iż prezydent Duda jest namaszczony przez samego Boga próbował po wyborach też jego ojciec. – Mam nadzieję, że powiew Ducha Świętego, jaki przeszedł nad Polską, będzie trwał dalej – powiedział Jan Duda.

Źródło: Twitter.com/tterlikowski

terlikowskiDoszukujeSię

naTemat.pl

Nawet prezydent podlega konstytucji

Agata Kondzińska, 05.08.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Jutro, „obejmując z woli narodu urząd prezydenta RP”, przysięgnie Pan, że „dochowa wierności konstytucji”, że będzie strzegł naszego bezpieczeństwa, a „pomyślność obywateli będzie dla Pana zawsze najwyższym nakazem”.
Od jutra zatem Pana pracodawcą będą wszyscy obywatele, a regulaminem pracy konstytucja.Jest Pan człowiekiem głęboko religijnym i przywiązanym do nauk Kościoła katolickiego. Ale Pana nowy regulamin pracy wyraźnie określa, że „kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione”. A „władze publiczne w RP zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”.

Wzruszy Pan pewnie teraz ramionami, że przecież Pan nikomu nic nie zabrania ani nie przegania z Polski nikogo ze względu na wyznanie. Ale czy nie w głos biskupów wsłuchiwał się Pan, podpisując się pod ustawą karzącą lekarzy za wykonanie zabiegu metodą in vitro, a pozostał głuchy na głos 80 proc. obywateli, którzy opowiedzieli się za metodą sztucznego zapłodnienia? Czy nie mówił Pan, że „nie ratyfikowałby konwencji antyprzemocowej, bo przewiduje niszczenie wiary” i „zabroniłbym in vitro, bo jestem człowiekiem wierzącym”?

Ale to nie głosami biskupów, ale narodu, „w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich”, został Pan prezydentem.

Pana prezydenturę naznaczą pierwsze miesiące Pana urzędowania. Niełatwe, bo przypadające na czas koabitacji i kampanii wyborczej do parlamentu. Zrzekł się Pan legitymacji PiS, ale wiary w zwycięstwo tej partii zapewne już nie. Jednak znów staje Pan przed zadaniem znalezienia tej cienkiej linii, której przekroczenie będzie interpretowane jako Pana polityczne zaangażowanie, a co gorsza, wykorzystanie urzędów do celów politycznych jednej partii. Rusza Pan w objazd kraju w szczycie kampanii. Czy po to, by mówić o potrzebie wielkiej zmiany, której gwarantem ma być PiS?

W wieczór wyborczy obiecał Pan: „Chciałbym, żeby po pięciu latach prezydentury jak najwięcej moich rodaków mogło mówić z przekonaniem: Andrzej Duda jest prezydentem wszystkich Polaków. Właśnie w tym znaczeniu, że słucha ludzi, że jest dla nich otwarty, nikogo nie wyklucza i nie lekceważy, że robi wszystko, by nie było podziałów”.

Proszę zatem postąpić wedle swych słów i budować prezydenturę otwartą, a nie nakazową. Będzie to jednak możliwe, jeśli odrzuci Pan wiele sądów Pana dotychczasowego zwierzchnika politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Bo czyż odmówi Pan Polakowi miana patrioty, jeśli ten nie uzna, że jedyną nauką moralną w Polsce jest ta głoszona przez Kościół? Czy wystawi Pan poza nawias wspólnoty Polaka, który 13 grudnia nie wyjdzie z PiS na ulice Warszawy, by upominać się o niepodległą ojczyznę? Albo tego, który dziś nie nuci „ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, chociaż sam Pan tak śpiewał?

Czy będzie Pan potrafił krytycznie reagować na słowa zachwyconych Pana wyborem prawicowych publicystów, którzy widzą w tym „zrealizowany właśnie polityczny cel powstania warszawskiego”?

doAndrzejaDudy

Cały tekst: http://wyborcza.pl/politykaekstra/1,147468,18488177,nawet-prezydent-podlega-konstytucji.html#ixzz3hyQnN1ss

Niedorzecze

Stanisław Tym, 05.08.2015

ADAM STĘPIEŃ

Spędzić całe życie w niedorzeczu Wisły to jest zrządzenie losu i nie ma o czym dyskutować.
W czasach PRL królowa rzek polskich wszystkie swoje dopływy, także te prawe, miała lewe. Nawet oddychać nie wolno nam było prawym płucem. Przyszedł rok 1989 i cała ta lewicowość wylała się na wielki wypłowiały obrus. Nie dał się wyprać i trzeba go było wyrzucić. Zrobiliśmy to bardzo chętnie. Okazało się, że bez tej szmaty inaczej wygląda nasze niedorzecze. Wisła ma dopływy lewe i prawe, liczne błękitne wstążki strumyków, malownicze zakola. Zdawało nam się, że tak już zostanie na długo, może nawet na zawsze.To „długo” trwało do dziś. A od jutra wszystkie dopływy naszej królowej będą wyłącznie prawe i popłynie w nich woda święcona. Świeżo zaprzysiężony prezydent wszystkich (PiS) Polaków wyruszy w objazd po kraju, by pod pretekstem podziękowań za sukces w wyborach wspomóc kampanię ulubionej partii Kościoła katolickiego. Niedawno przecież zapowiadał, że z prezydentury wyciśnie znacznie więcej niż Komorowski.

Nowa głowa naszego państwa zabierze zatem w podróż pięknie opakowane podarunki. Będą to kamienie węgielne pod budowę nowych świątyń, które złoży w każdym odwiedzanym miejscu. Przybywa bowiem „czerwonej zarazy”, jak mówi abp Marek Jędraszewski, i „zwolenników wyrafinowanej aborcji”, jak in vitro określa abp Henryk Hoser. A wrogów świętej wiary naszych ojców trzeba tępić. Nie ma czasu na jakieś tam dyskusje o zmianach w Kościele. Ta skamielina jest nie do ruszenia. Zwłaszcza że wzmacniają ją coraz większe z roku na rok państwowe pieniądze. Państwowe, czyli z naszych podatków.

Czym się tymczasem zajmuje nasz rząd w gorącym przedwyborczym czasie? Proponuje, by urzędnicy rozmawiali z obywatelami nowym językiem. Bardziej zrozumiałym. Premier Kopacz podała nawet przykład – zamiast „dzień dzisiejszy” należy mówić „dzisiaj”. To będzie rewolucja, która całkowicie zmieni nasze społeczeństwo i spowoduje, że sondaże Platformy wystrzelą do 60 proc. Kaczyński blednie, Duda się chwieje, a ja sinieję. Także na widok list wyborczych PO, które układał chyba profesor Gliński. Nowych twarzy – zatrzęsienie. Cezary Grabarczyk, Andrzej Biernat, Jacek Protasiewicz, Bartosz Arłukowicz. I Roman Giertych jako wisienka na torcie. Już nawet nikt nie udaje, że mu zależy na wyborcach czy choćby partyjnej solidarności. Własny, z przeproszeniem, tyłek jest najważniejszy.

Ze smutkiem patrzę, jak PO próbuje rozwiązywać problemy, które sama sobie stworzyła. Parę tygodni temu Ministerstwo Zdrowia ogłosiło, że w każdym szpitalu kobieta ma prawo do znieczulenia przy porodzie. Dziś ten sam urząd informuje, że równie dobrze ból uśmierzy rozmowa z psychologiem. Zapomnieli dodać, że przez telefon.

Rozpacz mnie ogarnęła, gdy w rocznicę Powstania w wielu dzielnicach Warszawy nie odezwały się syreny alarmowe. Okazało się, że połowa z nich nie zadziałała, bo była zepsuta. Zadziałał natomiast naczelny „Gazety Polskiej”, pisząc, że powstańcy warszawscy walczyli o to, by Andrzej Duda został prezydentem.

Takich odkryć będzie coraz więcej. Bo idzie nowe. I rozsiądzie się na dłużej, niż ktokolwiek się spodziewa.

Stanisław Tym – komediopisarz, aktor, felietonista

Wystąpienie Ewy Kopacz. Apel do Andrzeja Dudy o zwołanie Rady Gabinetowej

05.08.2015

Tuż przed godz. 20 miało miejsce wystąpienie Ewy Kopacz. Zapowiadane były niespodzianki, jednak jedynym mocnym elementem wypowiedzi premier był apel do Andrzeja Dudy o zwołanie Rady Gabinetowej.

Ewa Kopacz

Foto: AFPEwa Kopacz

– W imieniu mojego rządu chciałabym podziękować prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu za pięć lat pracy dla Polski – powiedziała premier Ewa Kopacz w wystąpieniu telewizyjnym.

– W imieniu mojego rządu chciałabym podziękować prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu za pięć lat pracy dla Polski, za budowanie naszej pozycji w Europie i świecie – mówiła Kopacz. – Tę prezydenturę wyznaczało dążenie do kompromisu w kraju, szacunek dla każdego poglądu i dla każdej opcji. W polityce zagranicznej zdolność do kompromisu, ale i umiejętność skutecznej obrony polskich interesów – dodała.

Jak podkreśliła, prezydent był skuteczny. – Nie szukał wrogów, bo wiedział, że integracja europejska jest racją stanu naszej ojczyzny – mówiła premier.

– W Polsce jest bardzo wiele problemów, ale przecież bardzo dużo udało nam się osiągnąć. Potrafiliśmy dobrze wykorzystać środki z Unii Europejskiej, potrafiliśmy lepiej niż inni zmierzyć się z ogólnoświatowym kryzysem, potrafiliśmy wzmocnić naszą armię, potrafiliśmy wreszcie uniknąć losu krajów, którym przyszło płacić straszną cenę za nieodpowiedzialne obietnice składane przez polityków. W tym wszystkim jest również zasługa Bronisława Komorowskiego. Jeszcze raz ustępującemu prezydentowi chciałabym za to wszystko bardzo serdecznie podziękować – oświadczyła Kopacz.

Premier Ewa Kopacz w wystąpieniu telewizyjnym zapewniła o gotowości do współpracy z nowym prezydentem Andrzejem Dudą. Szefowa rządu zwróciła się do niego o zwołanie Rady Gabinetowej, chce przedstawić zamierzenia rządu na najbliższe miesiące.

– W imieniu rządu Rzeczypospolitej chcę zapewnić, że jesteśmy gotowi na współpracę z panem prezydentem Andrzejem Dudą – podkreśliła premier w wystąpieniu na dzień przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta.

– Gratulując nowemu panu prezydentowi chciałabym go także poprosić, by korzystając ze swych konstytucyjnych uprawnień zwołał Radę Gabinetową, podczas której będziemy mogli przedstawić zamierzenia rządu na najbliższe miesiące, a także porozmawiać o najważniejszych dla Polski sprawach – zwróciła się do Dudy Kopacz.

– Wszyscy witając nowego prezydenta życzymy mu sukcesów – mówiła szefowa rządu. Według niej jego sukces będzie sukcesem całej Polski.

– Nowy prezydent jest głową naszego wspólnego państwa i wszystkich jego obywateli, zarówno tych, którzy na niego głosowali, jak i tych, którzy poparli jego konkurentów – powiedziała.

– Jesteśmy przekonani, że choć możemy różnić się politycznie, podzielamy te same wartości, które określają dziś polski patriotyzm, dumę z Polski, zarówno z jej historii, jak i jej ostatnich osiągnięć, poparcie dla integracji europejskiej, szacunek dla wolności i demokracji – wymieniała.

Onet.pl

Andrzej Duda: w Polsce naprawy wymagają dwie rzeczy

05.08.2015

Marzena Suchan Redaktor Naczelna Serwisów Informacyjnych

Według Andrzeja Dudy, w Polsce największej naprawy wymagają dwie rzeczy: system emerytalny i system ochrony zdrowia. W rozmowie z Marzeną Suchan prezydent elekt stwierdza, że w tym aspekcie najważniejszą rolę powinien odegrać rząd, jednak on nie pozostanie bierny. – Tymi sprawami zajmi się Narodowa Rada Rozwoju, którą powołam – podkreśla. 6 sierpnia Andrzej Duda zostanie zaprzysiężony na urząd Prezydenta RP.

– Naprawa systemu emerytalnego to długofalowa sprawa, nad którą trzeba usiąść i zastanowić się, co z nią zrobić – mówi w rozmowie z Onetem Andrzej Duda. Drugą sprawą, która w jego opinii wymaga największej naprawy, jest system ochrony zdrowia.

– Nie widzę poprawy w tym aspekcie. Jest wiele szpitali, które wyglądają lepiej, ale mnie chodzi o dostępność do opieki medycznej. A z tą jest bardzo źle. Jak można mówić, że w służbie zdrowia jest dobrze, skoro mamy coraz mniej pielęgniarek? – pyta prezydent elekt. Taka sytuacja – w opinii Andrzeja Dudy – powoduje, że poziom opieki nad pacjentami się obniża.

Prezydent elekt zwraca też uwagę na trudną sytuację wśród lekarzy. – Mamy ich za mało. Wielu ludzi wyjechało za granicę. Są też lekarze, którzy pracują ponad siły. System wymaga poprawy, wymaga korekty. To jest zadanie rządu, ale chciałbym w tym współdziałać. Moją rolą jest przygotowanie strategii – podkreśla Andrzej Duda. Jak dodaje, w tym celu powołana zostanie Narodowa Rada Rozwoju.

Onet.pl

Grodzka o senatorach: Było mi żal, że tak się kompromitują. Czułam się jak w szkole specjalnej

klep, 05.08.2015
Anna Grodzka

Anna Grodzka (Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

– Wydawało mi się, że Senat jest izbą zadumy – wzdycha Anna Grodzka w rozmowie z Tokfm.pl. Wczoraj obserwowała senacką dyskusję nad ustawą uzgadnianiu płci. Senatorowie chcieli mierzyć płciowość specjalnymi termometrami i zrównywali transseksualistów z pedofiliami. – Stwierdziłam, że czuję się jak w szkole specjalnej – mówi Grodzka.

 

Dyskusja w Senacie nad ustawą o uzgodnieniu płci przemieniła się w groteskowy festiwal ignorancji. Senatorowie mówili o „farmakologicznym leczeniu” transseksualistów, „schizofrenikach, którzy będą dowolnie zmieniać płeć”, „przyrządzie do badania płciowości”, aż w końcu zrównali transseksualizm z pedofilią.

„Wydawało mi się, że Senat jest izbą zadumy”

Wszystkiemu temu przyglądała się posłanka Anna Grodzka. – W pewnym momencie skomentowałam, że ta dyskusja wygląda jak dwie skośne w przestrzeni. Nie ma mowy, żeby się spotkały. A potem stwierdziłam, że czuję się jak w szkole specjalnej – mówi Grodzka w rozmowie z Tokfm.pl.

– Żadne informacje, które były przekazywane przez rząd i senatorów, którzy rozumieli o czym jest mowa, nie docierały do ludzi, którzy byli nastawieni źle. Trochę mi ich było żal, że tak bardzo się kompromitują – mówi posłanka, wskazując że senatorowie wypowiadali slogany nie mające żadnego związku z tematem ustawy. – Byłam zażenowana poziomem wypowiedzi niektórych senatorów – podkreśla.

– Wydawało mi się, że Senat jest izbą zadumy – wzdycha Grodzka. Nie chce jednak nawoływać do rozwiązania izby wyższej, jak uczyniła to choćby Katarzyna Lubnauer z „Liberte!”. Zdaniem Grodzkiej Senat trzeba przekształcić, na przykład na wzór fiński, instytucji zajmującej się sprawami strategicznymi, w wieloletniej perspektywie.

Posłanka zwraca także na inny problem. – Senat wybierany jest w JOW, gdzie mnóstwo głosów obywateli się marnuje. Wczoraj poczułam te JOW. Zbyt wielu senatorów oderwanych jest od rzeczywistości, być może właśnie dzięki temu jednomandatowemu układowi – kwituje.

Projekt stanowi, że sprawy dotyczące uzgodnienia płci będą rozpatrywane w trybie sądowym nieprocesowym. Decyzję sąd będzie podejmował na podstawie orzeczeń lekarskich. Prawomocne postanowienie sądu o uzgodnieniu płci stanowić będzie podstawę do wydania nowego aktu urodzenia oraz zmiany imion i nazwiska, wydania nowego aktu urodzenia, nowego numeru PESEL, dowodu osobistego oraz do zmiany imienia i nazwiska.

Projekt dotyczy wyłącznie procedur prawnych, nie dotyka kwestii medycznych. Jego głównym celem jest ich uproszczenie i zlikwidowanie obowiązującego obecnie w tego typu sprawach trybu procesowego, z powództwa przeciwko własnym rodzicom.

Zobacz także

byłoMiżal

TOK FM

Andrzej Biernat rezygnuje ze stanowiska sekretarza PO

Renata Grochal, 05.08.2015
Andrzej Biernat

Andrzej Biernat (Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta)

Szef łódzkiej PO Andrzej Biernat zrezygnował ze stanowiska pełniącego obowiązki sekretarza generalnego Platformy – dowiedziała się nieoficjalnie „Wyborcza”. Taka decyzja zapadła na posiedzeniu zarządu PO, który rozpoczął się w środę o godzinie 17 i wciąż trwa.
Zarząd rozmawia o listach wyborczych PO do parlamentu. Według naszych źródeł premier Ewa Kopacz będzie nalegała na to, by regionalni baronowie, którzy zostali nagrani w aferze podsłuchowej, zrezygnowali z jedynek na listach wyborczych. Będą mogli wystartować z dalszych miejsc.Według decyzji regionalnych władz na jedynkach znaleźli się prawie wszyscy bohaterowie afery podsłuchowej. Listę w Sieradzu otwiera były minister sportu Andrzej Biernat, którego oświadczenia majątkowe dodatkowo prześwietla CBA, w Katowicach – b. wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz, w Szczecinie – b. minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, w Koszalinie – b. wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski, w Rzeszowie – wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik.Spośród nagranych tylko były minister skarbu Włodzimierz Karpiński usunął się na drugie miejsce na liście w Lublinie, ustępując miejsca na jedynce rzeczniczce sztabu wyborczego Joannie Musze. Listę w Łodzi otwiera były minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk, który, chociaż nie został nagrany, odszedł z rządu w związku z podejrzeniem, że nielegalnie uzyskał pozwolenie na broń (śledztwo umorzono, ale prokuratura wystąpiła o odebranie pozwolenia Grabarczykowi).

Zobacz także

pilneZmianywPO

wyborcza.pl

Dzień gniewu nastąpi. Gdy największy Kościół dostanie wszystko, o co tylko poprosi polityków

Tomasz Mincer, 05.08.2015
Tomasz Mincer, redaktor naczelny internetowego Miesięcznika Ewangelickiego

Tomasz Mincer, redaktor naczelny internetowego Miesięcznika Ewangelickiego (Archiwum prywatne)

Drodzy katolicy otwarci! Nie słuchajcie Piątka. Pozostańcie w Kościele i zmieniajcie go na lepsze. Kochani niewierzący! Czas się wypisać!
Tomasz Piątek za grzechy polskich biskupów napiętnował „otwartych” katolików. Pisarz zagrał jak Episkopat: kartą winy i wstydu.Apostazje i konwersje, czyli koniec z półśrodkamiPiątek – protestant z wyboru – kibicuje na swój sposób walce o duchowo lepszy Kościół katolicki nad Wisłą. „Czemu jeszcze bierzecie w tym udział? Choćby bierny – znosząc cicho nienawiść z ambony? Czemu głośno nie przerwiecie księdzu, nawet i arcybiskupowi, gdy podczas kazania wymiotuje żółcią na was i pół Polski?” – pyta posoborowych (Vaticanum Secundum) katolików. Pisarz i mój redakcyjny kolega z „Miesięcznika Ewangelickiego” sugeruje im apostazję. Względnie – konwersję na inne wyznanie chrześcijańskie.Czytając różne teksty Piątka, odnoszę wrażenie, że ten żarliwy publicysta najchętniej „bezkształtne katolickie masy” uzbroiłby w kosy i napuścił na panów-biskupów. Bo w gruncie rzeczy Piątek zdaje się nie wierzyć w jakąkolwiek wewnętrzną, oddolną reformację nadwiślańskiego katolicyzmu. Sądzi zapewne, że to nie język i inny dyskurs zmienią Kościół, tylko jawny, widowiskowy bunt. Ważne, żeby był to bunt krajowy, a nie z importu. Na nic więc Polsce Franciszek.Będę szczery. Ja także sceptycznie patrzę na reformę Kościoła katolickiego w Polsce. Cokolwiek by powiedzieć o Janie Pawle II, to formatem deklasował dzisiejszych biskupów. Ale Jana Pawła już nie ma. Według badań laicyzacja wolno, ale jednak postępuje. Poza tym przespaliśmy historyczny moment. Moment, który nastąpił po Soborze Watykańskim II. Od samego początku zresztą w Polsce na sobór ten spoglądano podejrzliwie. Koniec końców zwyciężyła „biskupia reakcja”, która wbrew aggiornamento zmarginalizowała świeckich. Nie mam złudzeń, że Kościół katolicki podda się we władanie Ducha Świętego i poskromi niepohamowaną hybris swoich liderów. Ale z rezerwą traktuję wszelkiej maści radykalnych rewolucjonistów.

To wszystko nie znaczy, że hegemonia watykańskiej organizacji religijnej trwać będzie u nas wiecznie. Ten „dzień niemego gniewu” nadejdzie. Ale będzie to droga przez mękę. Kiedy nastąpi? Wtedy, gdy największy Kościół dostanie absolutnie wszystko, o co tylko poprosi polityków. Kiedy będzie decydować o tym, co politycznie istotne. Jak również wtedy, gdy zaprzątać go będą błahostki, nad którymi roztoczy swą „troskliwą opiekę”. Gdy pochyli się nad nami były minister Królikowski wespół z ks. Longchamps de Bérier. Kiedy biskup Hoser załomocze kolbą (czy raczej różańcem) do naszych drzwi. Potem, w ciągu dekady, liczba psychicznie zmaltretowanych wiernych spadnie do poziomu może 5 procent. Wszyscy już będą mieli dość tych nowych krzyżowców.

Drugi oddech katolickiej inteligencji

Zerknijmy na to, co proponuje Piątek. Na pozór mnie, ewangelika, apel pisarza powinien ucieszyć. Oto rodzi się szansa, że rozsądni ludzie, tzw. otwarci katolicy, porzucą mury „zamordystycznego polskiego katolicyzmu” i zasilą szeregi mniejszościowych Kościołów.

Ba, po ludzku też trudno się z Piątkiem nie zgodzić. Nie ma przecież święta kościelnego, by katolicki hierarcha nie wylał na kogoś pomyj. I wprawił w osłupienie wiernych i partnerów ekumenicznego dialogu.

Jednak czy na ekscesy reagować trzeba ekstremalnie? W czasach III Rzeszy i kolaboracji Kościołów z nazistami apel pisarza o apostazję skierowany do wierzących byłby OK. Jak na razie nic takiego nie ma miejsca. Zdaniem Piątka od słów nienawiści do faktycznych prześladowań droga krótka. Ale tym bardziej trzeba wspierać tych, którzy walczą o przyjazne i chrześcijańskie oblicze Kościoła katolickiego. Zwłaszcza że postawa autokrytyczna katolickiej inteligencji nie jest wcale oczywista.

Dwa lata temu prof. Tadeusz Bartoś mówił mi w wywiadzie, że trudno o kulturę protestu w polskim Kościele katolickim. Według byłego dominikanina, aby do protestu doszło, „potrzeba własnego upodmiotowienia, ale w systemach nazbyt zwartych upodmiotowienie oznacza wyrzucenie poza nawias”. I dalej Bartoś puentował: „nasza inteligencja katolicka się nie upodmiotowiła, bo chciała pozostać w środku”.

Co to właściwie oznacza? Ano to, że tzw. otwarci katolicy zwykle idą na kompromis z „władzą”. Żyją w niszach i pozostają na obrzeżach głównego nurtu Kościoła. Co ważne, nie wyrzekają się pewnych funkcjonalnych związków z Kościołem (przykładowo, obecność księży czy hierarchów w redakcjach czasopism). Zachowują narzędzia oddziaływania na Lud Boży. „Otwarci” wiedzą jednak, że na powszechną sympatię katolickiego ludu nie mają co liczyć. Że nakład „Tygodnika Powszechnego” nie przebije nakładu „Gościa Niedzielnego” itd. Że dewocjonalia zwyciężą subtelną myśl teologiczną czy fascynację judaizmem. Taki mamy klimat i już.

Zepchnięci do intelektualnych gett starają się więc być forpocztą zmian. Czasem są nieco bardziej zachowawczy. Innym razem dokonują wyłomów w kulturowo przaśnym, polsko-katolickim schemacie. Sieją więc ferment. Chociażby wtedy, gdy publikują wywiad o wymodlonym dziecku z in vitro. Albo „wyznania wierzącej transseksualistki”.

Możemy wzruszyć ramionami nad tym, że tak niewinne publikacje urastają do rangi heroizmu. Ale warto pamiętać, że równolegle słychać skandaliczne głosy biskupów. In vitro to dla części eminencji „sztuczna inseminacja”, „niegodziwa praktyka” biorąca się z „samogwałtu”, wprowadzana „zbrodniczą ustawą”. A transseksualiści, jak to ujął prominentny hierarcha, są aktorami-przebierańcami.

W oczach fundamentalistów z „Frondy” i okolic „posoborowi” to zaprzańcy ortodoksji i heretycy. Tym bardziej więc należy docenić ich wysiłek stawiania trudnych pytań i intelektualnych prowokacji. A nie piętnować „otwartych” w iście biskupim stylu.

Otwarci, pozostańcie! Niewierzący, czas się wypisać!

Pedagogika wstydu i winy, jaką stosuje Piątek wobec głęboko wierzących otwartych katolików, ma krótkie nogi. Pisarz chce zmusić „posoborowych” do opuszczenia wspólnoty. Sęk w tym, że wówczas Kościół katolicki nad Wisłą się ostoi, ale już na pewno pozostanie niezreformowany. Zabraknie w nim owej łyżki dziegciu twórczych ludzi ze „Znaku”, „Więzi” czy „Kontaktu” i „Tygodnika Powszechnego”. Mało tego. „Posoborowi” są autentyczni dzięki swojej tradycji wyznaniowej. To dlatego, że swoją wiarę przemyśleli i jej doświadczyli, piszą i mówią ewangelicznie.

Drodzy otwarci, liberalni, postępowi albo przynajmniej umiarkowani bracia i siostry katolicy! Nie słuchajcie Piątka! Pozostańcie w swym Kościele i zmieniajcie go na lepsze!

Inaczej jest z niewierzącymi czy też „koniunkturalnymi” katolikami. Tymi, którzy pozostają we wspólnocie wiary z przyzwyczajenia. Często z kościelną instytucją się fundamentalnie nie zgadzają. Może brednie abp. Jędraszewskiego et consortes przekonają ich w końcu do jakiejś demonstracji poglądów. Ostatecznie porzucenie Kościoła przez kulturowych katolików to czysta formalność, a nie egzystencjalny dramat.

I dobrze by było, gdyby to zrobili. Bo z niewierzącymi katolikami jest poważny problem, na który słusznie wskazuje Piątek. To właśnie „niewierzący katolicy” nabijają statystyki Kościoła rzymskiego. I przez to pompują balon politycznej pychy biskupów. Ze szkodą dla siebie, mniejszości wyznaniowych i kultury obywatelskiej. To do nich – niewierzących, ale formalnie katolików – powinniśmy apelować o czerwoną kartkę dla biskupów.

Drodzy niewierzący, czas się wypisać!

Tomasz Mincer – publicysta, redaktor naczelny internetowego „Miesięcznika Ewangelickiego” (Ewangelicki.pl)

Zobacz także

dzieńGniewuNastąpi

wyborcza.pl

Andrzej Duda pisze do czytelników „Wyborczej”, Jarosław Kurski odpowiada

red, 05.08.2015
Prezydent Andrzej Duda

Prezydent Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

„Będę prezydentem dialogu i porozumienia, a celem mojej prezydentury będzie praca na rzecz odbudowy wspólnoty Polaków” – deklaruje Andrzej Duda.
List prezydenta elektaSzanowni Państwo,Wiem, że są wśród Państwa moi wyborcy, jak również ci, którzy głosowali na mojego konkurenta. Jednym i drugim chcę oświadczyć, że obejmując zaszczytny Urząd Prezydenta RP staję gotowy do udziału w wielkim dziele naprawy Rzeczypospolitej.Zobowiązuję się, że moja prezydentura będzie aktywna w prowadzeniu polskich spraw i otwarta na inicjatywy obywateli. Będę niezłomnie realizował wszystkie zobowiązania, które złożyłem Polakom. W najbliższym czasie chcę przedstawić projekt ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego. Jestem zwolennikiem otwarcia debaty nad nową Konstytucją i zaproszenia do niej wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. Obowiązująca Konstytucja z 1997 została napisana w innych politycznych realiach. Jesteśmy dzisiaj w NATO i w Unii Europejskiej. Musimy lepiej zabezpieczyć naszą suwerenność, zadbać o zachowanie tożsamości kulturowej, a także naszych interesów ekonomicznych. Mocniejszych gwarancji wymagają również prawa obywatelskie.Będę prezydentem dialogu i porozumienia, a celem mojej prezydentury będzie praca na rzecz odbudowy wspólnoty Polaków. Polityczne spory, które są częścią demokratycznej debaty, nie mogą wzmacniać istniejących podziałów społecznych, osłabiać naszej wspólnoty ani działać destrukcyjnie na instytucje państwa. Szczególnie liczę na pomoc Waszego środowiska w osiągnięciu tego zamierzenia. Rozwarstwienie społeczeństwa gwałtownie pogłębiło się w ostatnich latach, dlatego polityka, którą będę prowadzić, będzie opierać się o zasadę zrównoważonego rozwoju. W podejmowaniu strategicznych decyzji będę korzystał z programu wypracowanego przez powołaną wkrótce przy Urzędzie Prezydenta RP Narodową Radę Rozwoju. Niektóre zamierzenia należy rozłożyć w czasie, ale ja chcę zapoczątkować konieczne zmiany dla Polski. Chcę być prezydentem dobrych zmian.Niech uroczystość zaprzysiężenia będzie, niezależnie od różnic, naszym wspólnym świętem. Niech ten dzień będzie świętem całej naszej polskiej wspólnoty, której nieodłączną częścią są również Państwo, czytelnicy „Gazety Wyborczej”. Niech rozpoczynająca się prezydentura dobrze przysłuży się naszej Ojczyźnie.

Odpowiedź Jarosława Kurskiego

Szanowny Panie Prezydencie

Dziękujemy Panu za list do czytelników „Gazety Wyborczej”. Doceniamy ten gest. Chcemy ufać, że to działanie szczere, a nie tylko wizerunkowe. Do tej pory milczał Pan wobec licznych próśb redakcji o wywiad. Rozumiemy, że forma listu pozwala uniknąć odpowiedzi na trudne pytania, które w imieniu naszych czytelników cały czas pragniemy zadać.

Szczerze życzymy Panu Prezydentowi, by nie realizował wielu wyborczych obietnic, zwłaszcza tych dotyczących obniżenia wieku emerytalnego, bo oznaczać to będzie katastrofę finansów publicznych. Życzymy, by był strażnikiem praworządności, która niebawem może być zagrożona, i by nie zmieniał dobrej konstytucji – tylko był strażnikiem obowiązującej. Życzymy, by bronił swobód obywatelskich, pluralizmu, wolnej prasy i tolerancji światopoglądowej. I wreszcie – by własnym przykładem zaświadczał, że szanuje zasadę rozumnego i przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa.

Ufamy, że deklarowana przez Pana „otwartość na inicjatywy obywateli” nie jest tylko retoryką.

Nie uważamy, że potrzebne jest „wielkie dzieło naprawy Rzeczpospolitej”. Polska nie jest dziś w ruinie, co od miesięcy próbuje się Polakom wmówić. Polska jest jak Nowa Sól, która wielkim wysiłkiem mieszkańców przeszła przez trudy transformacji i dynamicznie się rozwija. Prosimy Pana Prezydenta, by pozwolił odczuwać nowosolanom dumę z ich miasta, a Polakom dumę z ich kraju.

Chce Pan, Panie Prezydencie, „lepiej zabezpieczyć naszą suwerenność i tożsamość kulturową”. Nie uważamy, że jakieś wrogie siły dybią na jedno i drugie, uważamy natomiast, że prawdziwym niebezpieczeństwem jest kompleks niższości wobec świata leczony narodowo-patriotyczną tromtadracją.

Pragnie Pan, by „dzień objęcia przez Pana urzędu był dniem całej naszej polskiej wspólnoty, której nieodłączną częścią są również Państwo, czytelnicy » Gazety Wyborczej «”. Doceniamy tę deklarację, zwłaszcza że istotna część środowisk prawicy od lat próbuje wyrzucić „Wyborczą” i jej czytelników poza nawias polskości.

Nie uważamy, że został Pan „wybrany przez nieporozumienie” lub że „wybory zostały sfałszowane”, nie użyjemy wobec Pana nawet jednego słowa ze słownika zniesławiających określeń wylewanych na Pana poprzednika. Życzymy Panu, by nigdy nie poznał Pan osobiście, co znaczy doświadczyć takiej kampanii dyfamacji.

„Wyborcza” będzie Pana sprawiedliwym recenzentem. Ale oczekujemy od Pana jako Prezydenta, że będzie Pan strażnikiem wspólnoty Polaków i strażnikiem dobrych obyczajów w życiu publicznym, że jednoznacznie potępi Pan np. wrzaski na cmentarzu pod pomnikiem Gloria Victis.

Pisze Pan, że „mocniejszych gwarancji wymagają również prawa obywatelskie” i że „liczy na pomoc naszego środowiska”. Panie Prezydencie, w obronie obywateli przed zakusami opresyjnej władzy zawsze może Pan liczyć na naszą pomoc.

Drodzy Czytelnicy „Wyborczej”!
List prezydenta-elekta Andrzeja Dudy adresowany jest – za naszym pośrednictwem – do Was. Jeśli chcecie się do niego odnieść, przysyłajcie swoje odpowiedzi drogą elektroniczną na adres  listy@wyborcza.pl. Najciekawsze listy – ale tylko te podpisane z imienia i nazwiska, wraz z podanym miejscem zamieszkania – opublikujemy.

andrzejDudapiszelist

wyborcza.pl

Tuska jednak nie będzie na uroczystości zaprzysiężenia? Graś: „Nie dostał zaproszenia”

jagor, olg, PAP, 05.08.2015
Jutro o godz. 10 rozpocznie się posiedzenie Zgromadzenia Narodowego, przed którym Andrzej Duda złoży przysięgę. Wśród gości będą m.in. byli prezydenci i b. premierzy. Na zaprzysiężeniu nie będzie szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska.
Donald Tusk

Donald Tusk (GEERT VANDEN WIJNGAERT/AP)

 

O tym, że Donald Tusk nie będzie obecny na zaprzysiężeniu prezydenta elekta Andrzeja Dudy poinformował doradca ds. politycznych i komunikacji w gabinecie przewodniczącego Rady Europejskiej Paweł Graś.

„Tusk nie dostał zaproszenia. Trzeba to uszanować”

Graś zaznaczył, że „jako szef Rady Europejskiej Donald Tusk nie otrzymał zaproszenia od prezydenta elekta i tę decyzję prezydenta należy uszanować”.

Pytany, czy należy przez to rozumieć, że Donald Tusk nie będzie obecny na ceremonii zaprzysiężenia Andrzeja Dudy odparł: – Tak należy to rozumieć, że szanuje decyzję prezydenta, który zdecydował, żeby go nie zapraszać i w związku z tym nie będzie obecny.

Dopytywany, czy Donald Tusk nie przyjął także zaproszenia wystosowanego przez Kancelarię Sejmu, która skierowała zaproszenia na uroczystość zaprzysiężenia nowego prezydenta m.in. do wszystkich byłych premierów, Graś odparł, że Donald Tusk „jest przede wszystkim urzędującym szefem Rady Europejskiej, a nie tylko byłym premierem, więc zaproszenie jednak powinno przyjść od prezydenta elekta”.

Kancelaria informował wcześniej, że Tusk będzie na zaprzysiężeniu

Wcześniej Kancelaria Sejmu informowała, że swój udział na uroczystości zaprzysiężenia Andrzeja Dudy potwierdził b. premier Donald Tusk. Według tych informacji, obecność swoją potwierdzili także byli prezydenci Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski oraz byli premierzy, m.in. Jerzy Buzek, Jan Krzysztof Bielecki i Kazimierz Marcinkiewicz.

Na uroczystość zaprzysiężenia zostali zaproszeni byli prezydenci, byli premierzy i byli marszałkowie Sejmu oraz Senatu, a także członkowie rządu, którzy nie są posłami lub senatorami. Zaproszenie otrzymali również prezesi sądów i trybunałów, prezes Narodowego Banku Polskiego, rzecznik praw obywatelskich i rzecznik praw dziecka, przedstawiciele Kościołów i związków wyznaniowych, europosłowie (według parytetów klubowych) i korpus dyplomatyczny. Swoich gości zaprosił prezydent elekt.

Około 600 gości na uroczystości

Według informacji z Kancelarii Sejmu, w uroczystości ma wziąć udział około 600 gości. Goście zaproszeni przez prezydenta elekta uroczystość zaprzysiężenia będą oglądać na telebimie w Sali Kolumnowej Sejmu. Najbliższa rodzina Andrzeja Dudy zasiądzie na sejmowej galerii.

W czwartek odbędzie się uroczyste posiedzenie Zgromadzenia Narodowego – połączonych izb Sejmu i Senatu – podczas którego wybrany w majowych wyborach Andrzej Duda złoży przysięgę prezydencką, a tym samym formalnie obejmie urząd prezydenta. Po złożeniu przysięgi Andrzej Duda wygłosi orędzie. Spotka się także z Prezydiami i Konwentami obu izb parlamentu

 

tuskaJednak

gazeta.pl

Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: