Eskorta (06.08.2015)

 

Dziś zaprzysiężenie prezydenta Andrzeja Dudy. Co się będzie działo?

kk, PAP, 06.08.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Andrzej Duda złoży dziś przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym i rozpocznie pięcioletnią prezydenturę. Następnie wygłosi orędzie i przejmie zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. Uroczystości zakończą się przemówieniem prezydenta Dudy przed Pałacem Prezydenckim.

 

Na godz. 10 zaplanowano posiedzenie Zgromadzenia Narodowego. Do Sejmu przed godziną 10 przybędzie para prezydencka Bronisław i Anna Komorowscy, a kilka minut później prezydent elekt z żoną Agatą.

O godz. 10 marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska otworzy posiedzenie Zgromadzenia Narodowego (połączone obie izby parlamentu – Sejm i Senat); odegrany zostanie hymn państwowy.

Przysięga nowego prezydenta

Przed Zgromadzeniem Narodowym Duda, w towarzystwie małżonki Agaty, złoży uroczystą przysięgę: „Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”. Przysięgę można zakończyć słowami: „Tak mi dopomóż Bóg”.

Następnie prezydent wygłosi orędzie.

Spotkanie prezydentów

Po zaprzysiężeniu w sejmowym pokoju nr 39 para prezydencka Andrzej i Agata Dudowie spotka się z Bronisławem i Anną Komorowskimi. Ok. godz. 10.30 w holu głównym Sejmu prezydent Duda pożegna Bronisława Komorowskiego, który opuści budynek parlamentu.

Następnie prezydent Duda złoży kwiaty przed tablicami upamiętniającymi marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego i parlamentarzystów, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku. Złoży także kwiaty przed tablicą upamiętniającą posłów II RP, którzy zginęli w czasie II wojny światowej.

Ok. godz. 10.40 Duda ma spotkać się z Konwentami Seniorów Sejmu i Senatu. Po spotkaniu przejdzie do gabinetu prezydenta w korytarzu marszałkowskim w Sejmie. Ok. godz. 11.35 opuści budynek parlamentu.

 

Obowiązkowa msza święta

Po uroczystości w Sejmie nowo zaprzysiężony prezydent weźmie udział w mszy świętej, która rozpocznie się o godz. 11.50 w warszawskiej Archikatedrze św. Jana Chrzciciela. Mszy świętej będzie przewodniczył abp Stanisław Gądecki, a homilię ma wygłosić prymas Polski, arcybiskup gnieźnieński Wojciech Polak. Udział w niej wezmą również metropolita warszawski kardynał Kazimierz Nycz i nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore.

Po mszy prezydent w krypcie archikatedry złoży kwiaty na grobie prezydenta Gabriela Narutowicza, przed tablicą upamiętniającą prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, na grobach prezydenta Ignacego Mościckiego i prymasa Józefa Glempa. Następnie para prezydencka przejdzie do nawy z sarkofagiem prymasa Stefana Wyszyńskiego i także tam prezydent złoży kwiaty.

Spacer po Warszawie

O godz. 13.30 para prezydencka przejdzie do Zamku Królewskiego, gdzie o godz. 14 odbędzie się uroczystość przekazania prezydentowi odznak: Orderu Orła Białego i Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski. Na trasie do Zamku będzie stał szpaler żołnierzy. Parę prezydencką ma przywitać dyrektor Zamku Królewskiego prof. Andrzej Rottermund.

Podczas uroczystości zaplanowane jest wystąpienie prezydenta Dudy.

Prezydent z tytułu wyboru na urząd staje się Kawalerem Orderu Orła Białego, Wielkim Mistrzem Orderu i przewodniczy Kapitule Orderu. Staje się też Kawalerem Orderu Odrodzenia Polski klasy I i przewodniczy Kapitule jako Wielki Mistrz Orderu. Order Orła Białego to najwyższy order Rzeczypospolitej. Order Odrodzenia Polski nadawany jest za wybitne zasługi w służbie państwu i społeczeństwu.

Powitanie w pałacu

O godz. 15 para prezydencka zostanie uroczyście powitana w Pałacu Prezydenckim przez szefa kancelarii prezydenta Komorowskiego Jacka Michałowskiego. Możliwe, że prezydent Duda trasę z Zamku do Pałacu Prezydenckiego pokona piechotą. W pałacowej kaplicy prezydent Duda złoży kwiaty przed tablicą upamiętniającą parę prezydencką Lecha i Marię Kaczyńskich, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego oraz ministrów i pracowników prezydenckiej kancelarii, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r. Prezydent Duda przejdzie następnie do swojego gabinetu.

Kolejne wystąpienia nowego prezydenta

O godz. 15.30 na pl. Piłsudskiego prezydent Duda przejmie zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi RP. Tam zaplanowano również jego wystąpienie.

Po ceremonii przejęcia zwierzchnictwa prezydent w asyście szefa Sztabu Generalnego WP złoży kwiaty przed Grobem Nieznanego Żołnierza i wpisze się do księgi pamiątkowej.

Po zakończeniu uroczystości prezydent złoży wieniec przed pomnikiem marszałka Józefa Piłsudskiego. Następnie prezydent wróci pieszo do Pałacu Prezydenckiego.

Na placu przed pałacem ok. godz. 16.30 planowane jest kolejne wystąpienie prezydenta Dudy – poinformowała współpracowniczka prezydenta elekta, posłanka PiS Małgorzata Sadurska. Według niej przemówienie będzie skierowane „do tych wszystkich, którzy chcą przyjechać na inaugurację prezydentury, chcą razem z prezydentem Dudą przeżywać ten wielki dzień”.

Spotkanie z internautami

Prezydent Duda o godz. 19.30 zwróci się do internautów za pomocą aplikacji Facebooka umożliwiającej transmisję wideo na żywo. Internauci będą mogli prezydentowi zadawać pytania, na które prezydent będzie mógł odpowiadać. Informacja o wydarzeniu jest dostępna na profilu facebookowym Andrzeja Dudy.

Przed Pałacem Prezydenckim na telebimie będzie można oglądać relację ze wszystkich wydarzeń związanych z zaprzysiężeniem prezydenta. Telebim będzie ustawiony także na placu Zamkowym, na nim będą transmitowane niektóre uroczystości, prawdopodobnie bez zaprzysiężenia przed Zgromadzeniem Narodowym.

 

TOK FM

Komorowski mocno na koniec kadencji: Potrzebny rozdział państwa od Kościoła. Przyjazny, nie wrogi, ale rozdział

MIG, 05.08.2015
– Wszystkie moje obietnice zostały zrealizowane. Andrzej Duda musi potwierdzić to, co pisze i mówi, czynami – powiedział w ostatnim przed końcem kadencji wywiadzie Bronisław Komorowski. I odparł krytykę, jaka spadła na niego ze strony Kościoła katolickiego.
Prezydent Bronisław Komorowski

Prezydent Bronisław Komorowski (Fot. Albert Zawada/ Agencja Gazeta)

 

– Czuję się człowiekiem środka, wychowankiem Tadeusza Mazowieckiego. Przeszedłem z nim większość drogi przez politykę polskiego państwa demokratycznego – mówił w TVN24 w ostatnim wywiadzie przed końcem kadencji prezydent Bronisław Komorowski. – W ramach tej drogi mieści się też przekonanie o tym, że jest potrzebny rozdział państwa od Kościoła. Przyjazny, nie wrogi, ale rozdział – dodał.

Dopytywany, jakim sposobem on, człowiek kojarzony z konserwatyzmem, kończy jako „wróg Kościoła”, odparł: – Jeżeli mnie atakuje skrajna prawica, i nie jestem akceptowany przez skrajną lewicę, to dobrze. To znaczy, że idę środkiem polskiej drogi.

Potrzebny jest rozdział państwa od Kościoła. Przyjazny, nie wrogi

Ustępujący prezydent odniósł się też do wymiany listów z przewodniczącym Episkopatu abp. Stanisławem Gądeckim, który krytykował go za poparcie ustawy o in vitro.

– O ile wiem, jest to list konkretnej osoby, a nie ciała – Episkopatu. O ile wiem, sprawa nigdy nie stała na zebraniu wszystkich biskupów. Tym niemniej brzmi poważnie, bo to pytanie nie tylko o relacje Kościoła i wiernych, ale o relację Kościół – państwo. Moim ideałem jest zawsze przyjazny, ale zdecydowany rozdział Kościoła od państwa – powtórzył Komorowski.

Jest tendencja do upolityczniania Kościoła i ureligijniania polityki

Ze słów prezydenta wyłoniła się wyraźna obawa o relacje państwo polskie – Kościół katolicki. – W kampanii mówiłem, że obawiam się tendencji do budowania średniowiecznych rozwiązań, tego, że się miesza porządki (państwowe i religijne – red.) i zaczyna ścigać za odmienne poglądy. Jest taka niepokojąca tendencja – tym bardziej że nigdzie w Europie tego rodzaju sytuacja nie zaistniała, wszystkie episkopaty zachowywały się zupełnie inaczej w kwestii in vitro.

Prezydent wymienił „dwa niepokojące zjawiska”. – Jest tendencja do upolityczniania Kościoła i ureligijniania polityki – stwierdził. Jak dodał, „czym innym jest szacunek wzajemny, czym innym mieszanie poglądów. Niedobrze wróży każda tendencja do upolityczniania Kościoła, nawet na poziomie parafii. Tak samo polityka, która zaczyna się ureligijniać, jest niedobra – dodał.

„Duda musi potwierdzić to, co pisze i mówi, czynami”

Komorowski był też pytany o swojego następcę. – Andrzej Duda musi potwierdzić to, co pisze i mówi, czynami. Dla mnie sprawdzianem będzie jego własne zachowanie – czy będzie zabiegał o to, by być prezydentem nie tylko prawicy, nie tylko własnego ugrupowania, czy w Kancelarii Prezydenta będą ludzie z innych środowisk – powiedział odchodzący prezydent. Zaznaczył, że jest „za wcześnie, by cokolwiek oceniać”.

„Wszystkie moje obietnice zostały zrealizowane”

Komorowski odniósł się też do zapowiadanej przez Dudę inicjatywy ponownego obniżenia wieku emerytalnego.

– Widzę dobry kierunek zmian. [Duda] już nie obiecuje, że cofnie wiek emerytalny do rozwiązania sprzed reformy. Bo to jest niemożliwe. Ale trzeba było tego nie obiecywać. Rozumiem, że obecnie mówi się o zmianie tego wieku – stwierdził.

Prezydent dodał: – Nie należy obiecywać czegoś, czego nie ma się szansy wykonać. Ja mogę powiedzieć, że nigdy nie złożyłem obietnic, których nie dotrzymałem. Wszystkie moje obietnice zostały zrealizowane.

„Czasami z przyjemnością myślę o następnych dniach”

Podsumowując swoją kadencję prezydencką, Komorowski ze szczególną estymą wspomniał swoje relacje z wojskiem, które, jak podkreślił, było mu bliskie przez 26 lat działalności publicznej.

Ustępujący prezydent mówił też, że w ostatni wieczór prezydentury czuje smutek. – Ale nie ukrywam, że czasami z przyjemnością myślę o następnych dniach, kiedy będę już bardziej obserwatorem, nie ukrywam, że wypoczywającym – dodał. Podkreślił, że „wycofał się z życia partyjnego na serio”.

gazeta.pl

Kim jest Andrzej Duda? Co trzeba wiedzieć o nowym prezydencie?

maw, 06-08-2015
ZOBACZ ZDJĘCIA »Andrzej Duda polityka wybory prezydenckie 2015

 fot. Stanisław Kowalczuk  /  źródło: East News

Andrzej Duda. Co trzeba wiedzieć o nowym prezydencie?

Jeszcze w listopadzie krakowski europoseł, a wcześniej urzędnik w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i były wiceminister sprawiedliwości był politykiem niemal anonimowym. Potem przyszła konwencja PiS na której został zaprezentowany jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich, a wreszcie bardzo dynamiczna i udana kampania wyborcza. Efekt? 24 maja ten nieznany do niedawna polityk pokonał w drugiej turze wyborów prezydenckich Bronisława Komorowskiego i został piątym w historii prezydentem III RP.

Zobacz, jak wyglądała radość w sztabie Dudy po ogłoszeniu wyników!
(Prezydent elekt pojawia się na scenie w 15 min.)

Młodość i wykształcenie

Duda ma 43 lata i, jak sam pisze, jest krakowianinem w pierwszym pokoleniu. Jego rodzice osiedlili się w Krakowie po studiach, oboje pracują na Akademii Górniczo-Hutniczej. Matka zajmuje się chemią, ojciec jest automatykiem.

Syn nie poszedł jednak w ich ślady. Trafił do klasy humanistycznej w prestiżowej „dwójce”, jednym z najlepszych krakowskich ogólniaków. W tym czasie działał już w harcerstwie, był także ministrantem. Koledzy zapamiętali go jako bardzo religijnego.

Przepustką do kariery – najpierw akademickiej, a potem także politycznej – stały się dla Dudy studia na Wydziale Prawa UJ. Po obronieniu pracy magisterskiej w 1996 r. został na uczelni, specjalizował się w prawie administracyjnym, dorabiał wykonując zlecenia dla kancelarii prawnych. W 2004 r. obronił doktorat. Jego praca nosiła tytuł „Interes prawny w polskim prawie administracyjnym”.

Działalność polityczna

W 2005 r. świeżo upieczony doktor z kilkuletnim stażem wykładowcy zwrócił na siebie uwagę posła Arkadiusza Mularczyka z PiS, także prawnika po UJ. – Młody, pracowity, z otwartą głową – wspominał Dudę Mularczyk w rozmowie z „Newsweekiem”.

W ten sposób zaczęła się polityczna przygoda młodego naukowca. Najpierw pracował w PiS-owskim zespole piszącym ustawę lustracyjną. Skonfliktowało go to ze środowiskiem naukowym, które niechętnym okiem patrzyło na pomysły lustrowania akademików szykowane przez PiS. Mniej więcej w tym czasie zamarła także kariera naukowa Dudy. Wciąż figuruje jako asystent na liście pracowników Katedry Prawa Administracyjnego UJ, ale przez 10 lat nie awansował. – Do awansu na adiunkta potrzebny jest nie tylko doktorat, ale także dorobek naukowy, a dr Duda w ostatnich latach prawie nic nie opublikował – tłumaczył w 2010 r. szef Katedry Prawa Administracyjnego prof. Jan Zimmermann w rozmowie z „Gazetą Krakowską”.

Trudno się jednak dziwić, że Duda nie miał czasu na pracę naukową, bo od 2005 r. zdecydowanie bardziej pochłaniała go polityka. Prace nad ustawą lustracyjną zostały docenione i w 2006 r. młody prawnik trafił do ministerstwa sprawiedliwości, gdzie został wiceministrem. Znów pomogła znajomość z Mularczykiem, który polecił go Zbigniewowi Ziobrze. Duda i Ziobro szybko się zaprzyjaźnili, spotykali się prywatnie.

Człowiek Ziobry

W 2007 r. rząd PiS upadł, odbyły się przedterminowe wybory parlamentarne. Duda starał się o mandat poselski, ale przegrał. Został bez politycznego zajęcia. Wówczas Ziobro o nim nie zapomniał – polecił Dudę prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, a ten dał mu posadę podsekretarza stanu w swojej kancelarii.

Andrzej Duda podczas konwencji wyborczej w Warszawie

Jakub Kamiński, PAP
Andrzej Duda podczas konwencji wyborczej w Warszawie

W otoczeniu prezydenta był uważany za oddanego człowieka Ziobry. Rzadko występował w mediach, a jego wypowiedzi nie budziły większych emocji. – Duda nie odgrywał w kancelarii żadnej roli politycznej, a teraz kreuje się na bliskiego współpracownika prezydenta – mówił w rozmowie z „Newsweekiem” Michał Kamiński, który w latach 2007-2009 także pracował u Kaczyńskiego.

Jednak w jego działalność w tamtym są też bardzo kontrowersyjne wątki. Latem 2009 roku Lech Kaczyński ułaskawił Adama S., biznesmena skazanego za wyłudzenie, a prywatnie bliskiego znajomego zięcia prezydenta, Marcina Dubienieckiego. Decyzja zapadała w błyskawicznym tempie, z pominięciem opinii sądu i wbrew stanowisku Prokuratury Generalnej. Sprawę miał pilotować właśnie Andrzej Duda. W sprawie wszczęto śledztwo, ale dokumenty związane z ułaskawieniem zaginęły. W związku z tym prokuratura była zmuszona umorzyć postępowanie, ale w uzasadnieniu przyznała, że tylko Duda mógł odpowiadać za zaginięcie tych materiałów.

Sam zainteresowany twierdził, że nie pamięta szczegółów sprawy. W zeznaniach podkreślał, że Lech Kaczyński decyzje o ułaskawieniach podejmował samodzielnie i starał się pomniejszać swoją rolę w ułaskawieniu Adama S.

Czytaj też: Czy Andrzej Duda wierzy w zamach w Smoleńsku? 

Katastrofa w Smoleńsku

10 kwietnia 2010 r. był w Warszawie. Chcąc opóźnić moment przejęcia obowiązków głowy państwa przez ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego odmawiał uznania, że prezydent Kaczyński zginął w katastrofie smoleńskiej. Domagał się przedstawienia oficjalnego aktu zgonu.

Z okresu po katastrofie pochodzi też jedna z bardziej kontrowersyjnych wypowiedzi Dudy. Komentując protesty przeciwko pochowaniu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu polityk PiS stwierdził, że ludzie, którzy się temu sprzeciwiają „nie są prawdziwymi patriotami”.

Czytaj też: Duda – smoleński bliźniak Macierewicza>>> 

Jednak początkowo Duda nie był zwolennikiem tezy o „zamachu smoleńskim”, tematu raczej unikał. – Każda przyczyna jest możliwa, są ekspertyzy, które wskazują na różne przyczyny tego zdarzenia. Sprawa musi być rzetelnie zbadana, choćby to miało trwać wiele lat. Dopóki nie przedstawi się wiarygodnych badań i wyliczeń, nie można wykluczyć i zamachu – mówił „Newsweekowi” w 2012 r.

Później zdecydowanie zaostrzył ton. – To będzie taka Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Będzie bronić kłamstwa smoleńskiego stworzonego przez Rosjan, a przenoszonego do świadomości Polaków przez komisję Millera! – powiedział w 2013 r. o zespole Macieja Laska, powołanym w celu przybliżenia Polakom okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Czerwiec 2007 r. Zbigniew Ziobro, wówczas minister sprawiedliwości ze swoim zastępca Andrzejem Dudą. Drogi obu panów rozeszły się w 2011 r.

Leszek Szymański, PAP
Czerwiec 2007 r. Zbigniew Ziobro, wówczas minister sprawiedliwości ze swoim zastępca Andrzejem Dudą. Drogi obu panów rozeszły się w 2011 r.

Śmierć prezydenta nie przerwała politycznej kariery Dudy, wręcz odwrotnie. W 2010 r. Jarosław Kaczyński zdecydował się go wystawić w wyborach na prezydenta Krakowa. Duda nie wszedł wówczas do drugiej tury, uzyskując trzeci wynik. Zdecydowanie lepiej wypadł w 2011 r., kiedy startując do Sejmu uzyskał aż 80 tys. głosów, szósty wynik w kraju.

Prawdziwa polityczna próba przyszła już po kilku tygodniach. Prezes PiS podjął decyzję o usunięciu z partii Zbigniewa Ziobry. Wraz ze swoim patronem z partii odeszło kilkunastu wpływowych polityków. Wszyscy spodziewali się, że Duda, który zawdzięczał Ziobrze całą karierę, podąży za nim. Tak przynajmniej kalkulowali stronnicy Ziobry, ale srodze się zawiedli. Duda zapewnił Jarosława Kaczyńskiego o swojej lojalności i pozostał w PiS. – Nie mogłem uwierzyć, że Andrzej nie poprze Zbyszka. Przecież to my go wprowadziliśmy do polityki, wypromowali, uczyniliśmy go posłem, a on w godzinie próby okazał się zwykłym karierowiczem – wspominał w 2012 r. w rozmowie z „Newsweekiem” Arkadiusz Mularczyk.

Nie zaprzeczam, że do polityki wprowadzili mnie Arek Mularczyk i Zbyszek Ziobro, ale skoro w kampanii wyborczej składałem obietnice jako człowiek PiS, to zmiana partii po miesiącu bycia posłem byłaby niemoralna – komentował tamtą sytuację Duda w rozmowie z „Newsweekiem” w 2012 r.

Umocnienie pozycji

Decyzja o pozostaniu w PiS okazała się strzałem w dziesiątkę. Duda powoli budował swoją pozycję. Ważnym krokiem było dla niego reprezentowanie klubu PiS podczas afery Amber Gold. „Premier wiedział, nie powiedział, ludzie stracili majątek” – powiedział wówczas z sejmowej mównicy. Jego potencjał został dostrzeżony, partia zaczęła mu powierzać poważniejsze zadania.

Pod koniec 2013 r. przez kilka tygodni był rzecznikiem PiS – politycy partii chwalili go za świetną prezencję, elegancję i umiejętność radzenia sobie z mediami. Dziennikarze docenili z kolei jego pracę w parlamencie, również w 2013 r. jako jedyny polityk PiS znalazł się w pierwszej dziesiątce najlepszych posłów rankingu „Polityki”.

W 2014 r. zamienił sejmowe ławy na fotel europosła. Odniósł przy okazji kolejny spektakularny sukces – startując z drugiego miejsca wyprzedził jedynkę PiS w swoim okręgu i to o ponad 17 tys. głosów. Nie zdążył się nawet porządnie zadomowić w Brukseli, a Jarosław Kaczyński już szykował dla niego nowe zadanie.

Kandydat

W PiS od kilku miesięcy trwały gorączkowe poszukiwania kandydata w wyborach prezydenckich. Wiadomo było, że Kaczyński nie będzie się chciał ponownie zmierzyć z Bronisławem Komorowskim, a wskazanie alternatywnego kandydata nie było łatwe. W końcu Kaczyński postawił na Dudę. I ogłosił jego kandydaturę w najgorszym możliwym momencie. Gdy wieczorem 11 listopada 2014 r. prezes PiS prezentował kandydata w Krakowie, w Warszawie trwały gwałtowne starcia uczestników Marszu Niepodległości z policją. Przez kilka następnych dni zamieszki były głównym tematem, a informacja o tym, że PiS wreszcie wskazało swojego reprezentanta przeszła niemal bez echa.

Stanisław Kowalczuk, East News
Kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda

Brak zainteresowania tą kandydaturą miał też jednak inne przyczyny. Mimo sukcesów wyborczych i pewnej pozycji w PiS Duda był jednak politykiem drugiego szeregu. Wyraźnie brakowało mu rozpoznawalności, a sprawę pogarszała dodatkowo zbieżność nazwisk z bliskim PiS liderem „Solidarności” Piotrem. Niemrawa początkowo kampania sprawiła, że Duda nie mógł nawet liczyć na poparcie wszystkich zwolenników PiS. Poprawa nastąpiła dopiero na początku lutego, gdy kandydat PiS zaprezentował się na zorganizowanej z rozmachem konwencji wyborczej. Sondażowe słupki zaczęły rosnąć.

Czytaj też: Andrzej Duda był działaczem Unii Wolności>>>

Życie prywatne

Przyszłą żonę, Agatę Kornhauser, Duda poznał w trzeciej klasie liceum. Jej ojciec, poeta i krytyk Julian Kornhauser, jest jednym z najbardziej znanych przedstawicieli poetyckiej Nowej Fali, a także profesorem filologii na Uniwersytecie Jagiellońskim i wiceprzewodniczącym Rady Języka Polskiego.

Lech Kaczyński wręcza Dudzie nominację na podsekretarza stanu w swojej Kancelarii

Paweł Kula , PAP
Lech Kaczyński wręcza Dudzie nominację na podsekretarza stanu w swojej Kancelarii

Duda ożenił się w 1994 r., jeszcze w czasie studiów. Rok później przyszła na świat jego córka Kinga, dziś studentka pierwszego roku prawa na UJ.

Żona, a zwłaszcza córka kandydata PiS wzbudziły małą sensację podczas jego konwencji wyborczej. Ich pojawienie się u boku Dudy uznano za świetny chwyt wizerunkowy, a tabloidy rozpisywały się o urodzie Kingi, ochoczo publikując zdjęcia z jej profilu na Facebooku. Fotografie szybko usunięto z profilu, ale zaczęły już krążyć w sieci.

Program prezydenta czy premiera?

Podczas konwencji 28 lutego Duda ogłosił swój program. Głównymi polami jego działalności mają być rodzina, praca, bezpieczeństwo i dialog. Hasła te, nazywane przez Dudę filarami od razu wywołały polityczny spór, bo Kancelaria Prezydenta uznała je za kopię programu prezydentury Bronisława Komorowskiego.

Kandydat PiS przedstawił kilka konkretnych propozycji. Poczesne miejsce zajmuje wśród nich zapowiedź cofnięcia reform wprowadzonych przez kilkanaście ostatnich lat – m.in. wydłużenia wieku emerytalnego czy powrotu do ośmioklasowej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum.

W swoim wystąpieniu programowym Duda skupiał się jednak przede wszystkim na polityce prorodzinnej. W tym kontekście wspomniał na przykład o konieczności udzielenia pomocy ludziom, którzy wzięli kredyty we frankach szwajcarskich i mają problemy z ich spłacaniem. Zapowiedział też wypłacanie 500 zł miesięcznie na każde dziecko w biedniejszej rodzinie i 500 zł na drugie dziecko w zamożniejszych, wsparcie rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi, przyznanie uprawnień emerytalnych dla rodziców, którzy przez wiele lat zajmowali się domem czy zwiększenie kwoty wolnej od podatku.

Trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej. Marta Kaczyńska w towarzystwie posła Andrzeja Dudy po wyjściu z krypty z grobem rodziców na Wawelu w Krakowie

Jacek Bednarczyk, PAP
Trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej. Marta Kaczyńska w towarzystwie posła Andrzeja Dudy po wyjściu z krypty z grobem rodziców na Wawelu w Krakowie

Zapowiedział również przeprowadzenie „rzetelnej odbudowy” gospodarki i polskiego przemysłu, wsparcie polityki rządu prowadzącej do tworzenia miejsc pracy, a także pomoc dla przedsiębiorców. Deklarował też, że będzie prowadzić aktywną, suwerenną politykę zagraniczną, a także doprowadzi do wzmocnienia potencjału armii, jego zdaniem doprowadzonej przez rząd PO i Bronisława Komorowskiego do katastrofalnego stanu.

W swoim programie Duda bardzo mocno akcentuje zamiar prowadzenia aktywnej polityki na różnych polach i częstego korzystania z inicjatywy ustawodawczej. Ma to jego zdaniem kontrastować z pasywną, pozbawioną energii i woli wprowadzenia niezbędnych zmian prezydenturą Bronisława Komorowskiego.

Choć sensowność niektórych propozycji Dudy nie budzi wątpliwości, to kandydat nie wspomniał, skąd mają pochodzić środki na ich realizację, obliczane na kilkadziesiąt miliardów złotych. Przyznał za to, że ich wprowadzenie większości z nich nie leży w kompetencjach prezydenta i będą się nim musiały zająć się rząd i Sejm.

Newsweek.pl

Komorowski ostatni wywiad: Nie będę rzecznikiem PO, ale nie idę na emeryturę

psz/tvn24, 05-08-2015
WARSZAWA PREZYDENT KOMOROWSKI USTAWA O RADZIE DIALOGU

 fot. Leszek Szymański  /  źródło: PAP

– W Polsce, jak nigdzie w Europie, mamy do czynienia z upolitycznianiem Kościoła i ureligijnianiem polityki. Zapowiedziałem, że nie będę aktywnie uczestniczył w życiu politycznym, ale nie wybieram się na zupełną emeryturę. Będę angażować się w projekty i proponować rozwiązania, które Polsce mogą się przydać – mówił ustępujący prezydent Bronisław Komorowski w ostatnim wywiadzie tej kadencji.

W ostatnim wywiadzie Bronisław Komorowski pytany był między innymi, jak to się stało, że prezydent ustępuje ze stanowiska nazywany „wrogiem Kościoła”? – Od zawsze byłem związany z ludźmi środka sceny politycznej, czuję się wychowankiem Tadeusza Mazowieckiego i Władysława Bartoszewskiego. W ramach polityki premiera Mazowieckiego mieściło się przekonanie, że potrzebne jest rozdzielenie państwa i kościoła. Ma to być przyjazny rozdział, ale wciąż rozdział. Jeśli atakuje mnie skrajna prawica, to znak, że idę właśnie środkiem, jak moi poprzednicy po 1989 roku.

Czytaj także: Pierwszy wywiad Andrzeja Dudy: Procedury in vitro są potrzebne

Czy zdaniem Komorowskiego odebranie zwycięstwa PiS-owi jest jeszcze możliwe? – Na pewno będzie trudne, ale wiele zależy od zachowań uczestników jesiennej batalii politycznej. Patrzę z szacunkiem na działania Ewy Kopacz, myślę, że Polacy też to widzą. Nie powiedziałbym, więc że coś jest rozstrzygnięte.

Bronisław Komorowski pytany był także o relacje kościół-państwo. Ewa Kopacz mówiła niedawno, że boi się państwa wyznaniowego. Ustępujący prezydent ma podobne obawy? – Unikałbym tendencji do szukania średniowiecznych rozwiązań, w których zaczyna się ścigać za poglądy. Nigdzie w Europie nie zaistniała taka sytuacja jak w Polsce – inne episkopaty w kwestii in vitro zachowywały się zupełnie inaczej niż u nas – mówił. Z czego mogło to wynikać? – To pytania do konkretnych osób, które wiemy, jak reagowały na informację o podpisaniu ustawy, jak i niepokojących tendencji: upolityczniania Kościoła i ureligijniania polityki. Czym innym jest wzajemny szacunek, czym innym mieszanie tych płaszczyzn, to niedobrze wróży – tłumaczył.

Czy zdaniem Komorowskiego odebranie zwycięstwa PiS-owi jest jeszcze możliwe? – Na pewno będzie trudne, ale wiele zależy od zachowań uczestników jesiennej batalii politycznej. Patrzę z szacunkiem na działania Ewy Kopacz, która przejęła odpowiedzialność za Państwo w końcówce. Ale widzę w nich także, i myślę, że Polacy również, nadzieję, odwagę i determinację. Jest osobą wiarygodną. Nie powiedziałbym więc, że coś jest już w kwestii wyborów rozstrzygnięte.

W jesiennych wyborach ważne będą nie tylko emocje, ale i rozsądek. – Politycy będę musieli wziąć na siebie odpowiedzialność za życie ludzi. Nie będą więc mogli budować poparcia na emocjach i obietnicach, z których się nie wywiążą. To byłaby kompromitacja

Czytaj także: 6 sierpnia zaprzysiężenie prezydenta elekta. Jak będzie wyglądać?

Poza tym, jak dodał prezydent: – Każde pokolenie na nowo definiuje swoje oczekiwania i nadzieje, więc należy je akceptować. Dlatego jego zdaniem w jesiennych wyborach ważne będą nie tylko emocje, ale i rozsądek. – Politycy będę musieli wziąć na siebie odpowiedzialność za życie ludzi. Nie będą mogli budować poparcia na obietnicach, z których się nie wywiążą. To byłaby kompromitacja, a nie tędy droga – mówił Komorowski.

Jakie są teraz plany ustępującego prezydenta? – Wycofałem się z życia partyjnego na poważnie, nie chcę wyznaczać autorów sukcesu Platformy ani być jej rzecznikiem – tłumaczył. Bronisław Komorowski zapowiedział jednak: – Nie wybieram się na zupełną emeryturę polityczną, otwieram instytut i będę zaangażowany w projekty, które Polsce mogą się przydać.

Bronisław Komorowski pożegnał się po pięciu latach kadencji słowami: Dziękuję Państwu i życzę, by trudny okres udało się przeżyć spokojnie.

Newsweek.pl

Radio Maryja znów uderza w Komorowskiego. „Przeznaczał horrendalne sumy na podróże i gadżety”

Radio Maryja znane jest ze swojej niechęci do PBK.
Radio Maryja znane jest ze swojej niechęci do PBK. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Katolicka rozgłośnia z Torunia, którą niedawno pod lupę wzięła lokalna prokuratura, znów uderza w Bronisława Komorowskiego. Tym razem Radio Maryja komentuje zestawienie wydatków kancelarii ustępującego prezydenta. Chodzi o bilans umów podpisanych przez jej pracowników od początku 2015 roku.

Zestawienie opublikował serwis bezkompromisowo.pl i to na niego w swoim komentarzu powołuje się Radio Maryja. Rozgłośnia zaznacza, że z analizy umów wynika, iż „horrendalne” sumy przeznaczano na pokrycie wydatków związanych z podróżami czy zakupami PBK.

BEZKOMPROMISOWO.PL

(…) W 2015 roku podpisano również szereg umów związanych z aranżacją prezydenckich wnętrz. Za przygotowanie projektów ich zapłacono 40 tys. zł. Konserwacja dwóch zabytkowych stolików kosztowała 6,6 tys. zł., dwóch zabytkowych foteli i kanapy 8 tys. zł., a „wykonanie pojedynczych filiżanek i kompletów z białej i różowej porcelany” – 65 tys. zł. W kwietniu za 136 tys. zł. kupiono fortepian koncertowy Yamaha wraz z nagłośnieniem. W cenie była również organizacja, przez sześć miesięcy, koncertów w dworku w Ciechocinku. Czytaj więcej

– Wśród wydatków znalazły się m.in. wykonanie kopii portretu Bronisława Piłsudskiego – brata Józefa. Usługa ta opiewa na kwotę 16 485 zł. Kancelaria wydała także 28 500 zł na wykonanie projektów graficznych  w ramach serii upominków prezydenckich z motywem wiewiórki. Z kolei podróż do Japonii z pamiętnym zawołaniem  Komorowskiego „chodź Szogunie” do szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego kosztowała niemal 1,5 mln zł – punktuje Radio Maryja.

Rozgłośnia przytacza też, w ramach komentarza, słowa jednego z posłów PiS Witolda Waszczykowskiego. Poseł zaznacza, że część kasy przeznaczanej na prezydenckie wydatki mogła być tylko przykrywką dla pieniędzy wykorzystanych w poprzedzających majowe wybory prezydenckie kampanii. – Prezydent Bronisław Komorowski był pewny swojej drugiej kadencji. W związku z tym liczył, że kwoty jakie są trwonione, nigdy nie wyjdą na jaw – ocenia Waszczykowski i przekonuje, że w kancelarii konieczny jest audyt.

Sama rozgłośnia natomiast sugeruje, że za sprawą swojej „rozrzutności” Komorowski przekaże swojemu następcy kancelarię z niemal zerowym budżetem.

Tydzień temu informowaliśmy o tym, że działalności Radia Maryja przyjrzą się toruńska prokuratura okręgowa i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. To pokłosie publikacji ”Gazety Wyborczej”, która opisała, co działo się na antenie Radia Maryja podczas jednej z niedawnych nocnych audycji. Tematem kontrowersyjnego programu było podpisanie przez Bronisława Komorowskiego ustawy o in vitro. Prezydenta porównywano w nim m.in. do… Hitlera.

Źródło: Radio Maryja

radioMaryjaZnówUderza

naTemat.pl

„Eskorta” od piątku w kinach: Trzy panie w powozie, nie licząc eskorty

Jacek Szczerba, 05.08.2015
Kadr z filmu

Kadr z filmu „Eskorta” (mat. pras.)

W plebiscycie na najposępniejszy film sezonu „Eskorta” Tommy’ego Lee Jonesa wygrałaby w cuglach. W cuglach, bo to niby western.
„Eskorta” dzieje się w latach 50. XIX wieku. Zaznawszy udręki życia w surowej Nebrasce, trzy młode kobiety popadają w szaleństwo. Theoline Belknap (Miranda Otto) – bo zabiła dopiero co urodzone dziecko, Arabella Sours (Grace Gummer, córka Meryl Streep), gdyż trójka jej dzieci zmarła dzień po dniu, i Gro Svendsen (Sonja Richter), bo mąż upokarzał ją fizycznie i psychicznie.Miejscowy pastor (John Lithgow) postanawia odesłać je na wschód, do stanu Iowa, gdzie ich leczeniem zajmie się żona tamtejszego pastora (Meryl Streep). O tym, który z mężów szalonych kobiet je tam odwiezie, decyduje losowanie. „Wygrywa” je – startując na własną prośbę w zastępstwie jednego z tych panów – Mary Bee Cudy (Hilary Swank), gospodarna i niezamężna 31-latka.

Cudy boi się przez kilka tygodni samotnie powozić zamknięty i okratowany wóz z chorymi. Ratuje więc życie włóczędze George’owi Briggsowi (Tommy Lee Jones) i zmusza go, żeby związany przysięgą jej towarzyszył. Briggs to były wojskowy, który dosłownie wyszedł spod stryczka.

Po drodze dopieka im okrutna natura, dręczą ich znaczone grobami Wielkie Równiny, niepokoją Indianie i chciwi biali wędrowcy.

Powieść (1988) Glendona Swarthouta, na której opiera się „Eskorta”, właśnie ukazała się po polsku. Prawa do jej ekranizacji miał przez lata Paul Newman. Nie był jednak zadowolony z kolejnych wersji scenariusza, więc filmu nie nakręcił. Po fabule Tommy’ego Lee Jonesa widać, że zrobienie tej adaptacji było rzeczą trudną: zdarza się, że na dłuższy czas dynamiczne wariatki, nie wiedzieć czemu, znikają widzom z oczu. Akcja koncentruje się na wiozącej je parze.

Wyprawa po łaskę i odkupienie

Briggs to abnegat. Interesuje go głównie 300 dolarów, które Cudy obiecała mu za pomoc w wykonaniu zadania. A Cudy to desperatka. Narzuca się mężczyznom z propozycją małżeństwa. Tęskni za życiem w Nowym Jorku. Nie ma w gospodarstwie pianina, tylko makatkę z wyszywaną klawiaturą, na której „gra”. Aktorzy świetnie radzą sobie z tymi rolami.

Jones protestuje, gdy dziennikarze mówią mu, że nakręcił western. O tym, że mamy do czynienia z westernem, nie decyduje przecież to, że bohaterowie jeżdżą konno i noszą kapelusze o szerokich rondach. Jeśli jednak „Eskorta” jest westernem, to jednym z niewielu, w których postać kobieca znaczy nie mniej niż męskie.

Przypomina w tym „Kasię Ballou” (1965) Elliota Silversteina z Jane Fondą, która ze szkolnej nauczycielki zmienia się w osobę wyjętą spod prawa, albo dwie wersje „Prawdziwego męstwa” (1969 i 2010), w których 14-latka wynajmuje rewolwerowca, by dopadł mordercę jej ojca.

Westernowość ma jednak w „Eskorcie” pomniejsze znaczenie, chodzi przecież o przypowieść o formacie niemal biblijnym. Cudy jednego z mułów ciągnących wóz z wariatkami nazywa Łaską, a drugiego Odkupieniem. Czyż to nie po Łaskę i Odkupienie wyprawiła się w tę trasę para eskortująca kobiety?

Czy życie da się przeżyć godnie?

Prosto rzecz ujmując, „Eskorta” to dołujący dramat egzystencjalny niewolny od momentów wywołujących śmiech. Jones nie lubi jednak interpretować swoich filmów. Interesuje go po prostu opowiedzenie historii, jakiej nikt jeszcze nie opowiedział. Pewnie ma rację, bo czy warto dowodzić, że „Eskorta” stawia pytanie o to, czy życie da się przeżyć godnie i czy Bóg może nam w tym pomóc?

Takie rozważania pchają nas w stronę pretensji. Podobnie jak uparte odszyfrowywanie filmowej symboliki: symboliczny charakter mają tu buty, które w finale Briggs wręcza bosej dziewczynie z gospody (Hailee Steinfeld z „Prawdziwego męstwa” braci Coen). Symboliczny charakter nadano też w „Eskorcie” rzece Missouri, ku której zmierzają bohaterowie – każdy z jej brzegów to zupełnie inny świat.

Dlatego lepiej zająć się nie znaczeniowymi, lecz wizualnymi walorami „Eskorty”. Meksykański operator Rodrigo Prieto („Amores Perros”, „Wilk z Wall Street”) mówi w wywiadach, że obmyślając stylistykę filmu, rozmawiali z Jonesem m.in. o minimalistycznych konstrukcjach Donalda Judda, istotnie przypominających kształtem wóz, którym jadą trzy „wariatki”. Poza tym Prieto wręczył Jonesowi książkę z fotografiami Romów autorstwa Jana Koudelki, sugerując, by w takiej poetyce nakręcić okrutne retrospekcje pokazujące źródła cierpień trzech kobiet.

W „Eskorcie” widzę jednak przede wszystkim wizualne nawiązania do westernowej klasyki, choćby kadry żywcem wyjęte z „Poszukiwaczy” (1956) Johna Forda z Johnem Wayne’em, zwłaszcza te z Wielką Równiną oglądaną przez otwarte drzwi domu.

Co ciekawe, „Eskortę” wyprodukował Luc Besson, który niedawno otworzył biuro w Los Angeles. We Francji Besson jest oskarżany o masową produkcję odmóżdżającej komercji, a tym razem wystawił widzów na wymagającą próbę. Do tego próbę niepozbawioną głębszego sensu.

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: