Lis (04.08.2015)

 

Siemoniak: Kopacz radykalnie zmieni listy wyborcze

04.08.2015

Ewa Kopacz radykalnie zmieni listy wyborcze PO. Wiadomo, że te, które przyszły z regionów nie będą ostateczne – potwierdził wicepremier, minister obrony, Tomasz Siemoniak.

Tomasz Siemoniak

Foto: PAP Tomasz Siemoniak

Minister Siemoniak mówił, że decyzje premier Kopacz mają być „dość kategoryczne”. Premier „chce nadać Platformie zupełnie inny styl uprawiania polityki”. Duże zmiany mają dotyczyć zwłaszcza liderów list. W tym przypadku możemy się spodziewać „dość radykalnej przebudowy” – mówił wicepremier.

Mogę państwu powiedzieć tyle w tym momencie, że listy, które przyszły z regionów, nie są listami ostatecznymi. I że rozmawiałem na ten temat wielokrotnie z panią przewodniczącą Ewą Kopacz – zamierza podjąć dość kategoryczne decyzje związane z tymi listami w duchu tego, o czym wielokrotnie mówiła – powiedział szef MON.

Dopytywany, o jakie „kategoryczne decyzje” chodzi, odparł: Kategoryczne to znaczy kategoryczne. Sądzę, że można się spodziewać dość radykalnej przebudowy kształtu list, zwłaszcza jeśli chodzi o liderów tych list. Apelował o to, by dać czas i zaufać szefowej rządu, która – jak mówił – „wie, co robi w tych sprawach”. – Zaufajcie państwo ostatecznym, bardzo pozytywnym, myślę, dla kształtu tych list decyzjom przewodniczącej Ewy Kopacz – mówił.

Sam Tomasz Siemoniak ma znaleźć się na listach PO. Potwierdził to na konferencji prasowej. Nie powiedział jednak z którego okręgu wystartuje.

Zamieszanie wokół list PO do Sejmu

W ostatnich dniach kontrowersje wywołało m.in. umieszczenie na czele list polityków, których nazwiska przewijają się w tzw. aferze podsłuchowej. To oprócz Biernata (jedynka w Sieradzu) także: b. wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski (Koszalin), b. wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz (Katowice), b. minister zdrowia Bartosz Arłukowicz (Szczecin) oraz obecny wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik (Rzeszów). Z ubiegania się o mandat do Sejmu z miejsca pierwszego w Lublinie zrezygnował jedynie b. minister skarbu Włodzimierz Karpiński. Jedynkę w tym okręgu otrzymała rzeczniczka sztabu PO Joanna Mucha.

Biernat dopytywany w TVN24 przyznał, że również on sam nie będzie otwierał listy w Sieradzu. Z nieoficjalnych rozmów wynika, że zmiany na jedynkach obejmą też m.in. Tomczykiewicza, Gawłowskiego i Gawlika. Według współpracowników premier Kopacz, szefowa PO zaproponuje na zarządzie, by miejsce pierwsze w Katowicach otrzymał minister zdrowia, prof. Marian Zembala, w Sieradzu – rzecznik rządu Cezary Tomczyk, a w Rzeszowie – szefowa sejmowej komisji finansów publicznych Krystyna Skowrońska. Nie wiadomo jeszcze, kto miałby otwierać listę w Koszalinie.

Na zarządzie ma być ponadto mowa o starcie marszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej oraz wiceszefa MSZ ds. europejskich Rafała Trzaskowskiego. W przypadku Kidawy-Błońskiej najczęściej wymienianym obecnie miastem jest Kraków, a jeśli chodzi o Trzaskowskiego, to politycy Platformy, z którymi rozmawiała we wtorek PAP są zdania, że być może znajdzie się ostatecznie na dwójce listy warszawskiej. Takiego wariantu nie wykluczyła też w niedzielę w rozmowie z TVN24 wiceszefowa PO, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. – To jest jeden z moich faworytów, w związku z tym jest mile widziany – podkreśliła prezydent stolicy.

Rzeczniczka sztabu PO Joanna Mucha zapowiada, że ostateczne decyzje co do składu list odbędą się na Radzie Krajowej, która obędzie się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Zdaniem Muchy, nastąpi korekta list i ostatecznie zarówno Iwona Śledzińska-Katarasińska, jak i Witold Pahl znajdą się na listach wyborczych.

W tym tygodniu zebrać się ma zarząd PO. Rada Krajowa pierwotnie miała odbyć się 6 sierpnia, ale zostanie przełożona ze względu na zaprzysiężenie prezydenta elekta Andrzej Dudy.

Onet.pl

Szacki: Macierewicz do spółki z Rydzykiem nie ułożyliby Platformie tak koszmarnych list jak zrobili to sami platformersi

klep, 04.08.2015
Ewa Kopacz

Ewa Kopacz (JACEK MARCZEWSKI)

W Platformie Obywatelskiej wrze. Partyjni baronowie znani choćby z afery taśmowej wycinają z list doświadczonych posłów. Umieszczają tam siebie i swoich asystentów. A pod Warszawą PO wycofuje swoich ludzi, by zrobić miejsce Romanowi Giertychowi. „Godniej wyglądała ewakuacja z Titanica” – pisze Wojciech Szacki na Polityka.pl.

 

„Antoni Macierewicz do spółki z o. Rydzykiem nie ułożyliby Platformie list tak koszmarnych, jakie zgotowali sobie w swej mądrości sami platformersi” – pisze Wojciech Szacki na portalu Polityka.pl.

„Po co nam eksperci na liście, skoro i tak przegramy wybory?”

Także Andrzej Stankiewicz w „Rzeczpospolitej” zauważa, że w regionalnych strukturach PO wrze. Właśnie przez układanie list. Na pierwszych miejscach znaleźli się bohaterowie afery podsłuchowej: Andrzej Biernat, Stanisław Gawłowski, Cezary Grabarczyk czy Tomasz Tomczykiewicz. Jak pisze Szacki, „bez poczucia obciachu” postawili na siebie.

Wielowieyska wstrząśnięta: Czy PO chce popełnić polityczne samobójstwo? >>>

Swoich konkurentów bez pardonu wycinają też mniej medialni baronowie. Bożena Bukiewicz, szefowa lubuskiej PO i przyjaciółka premier, usunęła z list troje cenionych parlamentarzystów. „Po co nam eksperci na liście, skoro i tak przegramy wybory?” – miała powiedzieć według 300polityka.pl podczas partyjnego spotkania. Nikt tego cytatu nie dementował.

Miejsce dla Romana

Szacki wskazuje, że przed czterema laty za Donaldem Tuskiem na stołecznej liście byli Małgorzata Kidawa-Błońska i Jacek Rostowski. Ewa Kopacz wciągnęła na listy Marcina Kierwińskiego i Joannę Fabisiak. A Rafał Trzaskowski, Tomasz Siemoniak czy wspomniana Kidawa-Błońska występują w roli gorących kartofli, które nie wiadomo gdzie upchnąć.

Całości obrazu dopełnia start do Senatu Romana Giertycha, byłego lidera eurosceptycznej, ultrakonserwatywnej LPR, dziś adwokata czołowych polityków PO. Chce to zrobić z okręgu podwarszawskiego, gdzie PO wycofała właśnie swojego kandydata, doświadczonego senatora Łukasza Abgarowicza. Komentatorzy zgodnie przyznają, że w ten sposób Platforma wspiera Giertycha.

„Godniej wyglądała ewakuacja z Titanica” – kwituje Szacki.

Kopacz nie pomoże

Obecny kształt list to jedynie propozycje przedstawione przez regiony. Musi je jeszcze zaakceptować Ewa Kopacz z zarządem krajowym. Według „Rzeczpospolitej” premier nie ma jednak takiej siły politycznej, by drastycznie przebudować listy. Platformą rządzą baronowie.

Więcej na stronach Polityka.pl i „Rzeczpospolitej”.

Zobacz także

TOK FM

Biedroń zdejmuje obraz Jana Pawła II. Prokuratura odmawia wszczęcia dochodzenia. „Nie było to wyrazem pogardy”

kospa, 04.08.2015
Robert Biedroń

Robert Biedroń (&Fot. Renata Dbrowska / Agencja Gazeta)

– Zachowanie to nie było wyrazem pogardy, wyszydzania czy okazaniem lekceważenia przedmiotu czci religijnej – uznała prokuratura w Słupsku. I odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie obrazy uczuć religijnych członków Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą przez prezydenta Roberta Biedronia, który ze ściany w swoim gabinecie zdjął obraz Jana Pawła II.
Zawiadomienie w sprawie obrazy uczuć religijnych złożył pod koniec czerwca przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą Ryszard Nowak. Była to reakcja na decyzję prezydenta Słupska Roberta Biedronia, który na początku kwietnia zdecydował o zdjęciu obrazu Jana Pawła II.Obraz z wizerunkiem polskiego papieża wisiał w gabinecie prezydenta miasta od 2003 r., gdy włodarzem miasta był jeszcze Maciej Kobyliński. Wcześniej rada miasta nadała Janowi Pawłowi II tytuł Honorowego Obywatela Słupska.

Nowy prezydent tłumaczył, że urząd ma charakter świecki, neutralny światopoglądowo, a on sam nie chce faworyzować żadnego z wyznań. Obraz został umieszczony w kościele Mariackim.

„Zachowanie nie było okazaniem lekceważenia przedmiotu czci religijnej”…

Dzisiaj prokurator rejonowy w Słupsku Krzysztof Młynarczyk poinformował PAP, że prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. Śledczy nie dopatrzyli się bowiem znamion przestępstwa. – Prokurator prowadzący w uzasadnieniu wskazał, że nie doszło do znieważenia (…), bo postępowanie z tym obrazem nie nosiło cech natarczywości czy złej woli – dodał.

Zwrócił też uwagę, że obraz został po prostu zdjęty ze ściany i przekazany do jednego z kościołów w mieście. – Nie ma to znamion przestępstwa – podkreślił.

„Zdjęcie obrazu z wizerunkiem świętego nie jest znieważeniem przedmiotu czci religijnej, nawet jeżeli obraziło ono uczucia religijne danej grupy osób, gdyż jest to tylko i wyłącznie ich subiektywne uczucie” – czytamy w uzasadnieniu prokuratury przekazanym PAP przez stowarzyszenie. Śledczy argumentują też, że „zachowanie to nie było wyrazem pogardy, wyszydzania czy okazaniem lekceważenia przedmiotu czci religijnej”.

Prokurator Młynarczyk podał, że w ramach postępowania Robert Biedroń nie był przesłuchiwany, bo – jak wyjaśnił – „nie było takiej konieczności”. Postanowienie jest nieprawomocne i stowarzyszenie może złożyć od niego zażalenie.

…ale stowarzyszenie i tak się odwoła. Bo papież „podlega szczególnej ochronie”

Ryszard Nowak poinformował już PAP, że stowarzyszenie odwoła się od tego postanowienia. Odpowiednie pismo ma zostać wysłane jeszcze dzisiaj. Jak podkreślił, stowarzyszenie jest „niesamowicie zaskoczone tą decyzją”.

– Święty Jan Paweł II jest przedmiotem czci religijnej i jako taki podlega szczególnej ochronie – stwierdził Nowak. Tłumaczył, że obraz wisiał w gabinecie 12 lat, a powiesił go były prezydent wywodzący się z SLD, a więc, jak ocenił Nowak – „teoretycznie człowiek niewierzący”.

Już w czerwcu, składając zawiadomienie do prokuratury, przewodniczący stowarzyszenia mówił na antenie Radia Koszlin, że jeżeli Biedroń „przeprosi za wszystko”, a obraz wróci do jego gabinetu, organizacja „wycofa się ze wszystkiego”.

Prezydent Słupska podkreślił wówczas, że portret Jana Pawła II wisi w galerii zbiorowej honorowych obywateli miasta. – Nikt nie zamierza zdetronizować żadnego honorowego obywatela naszego wspaniałego miasta – zapewniał.

Dzisiaj w urzędzie miasta poinformowano, że prezydent jest chory i nie było go we wtorek w urzędzie.

Zobacz także

BiedrońZdejmuje
wyborcza.pl

Szef sztabu PiS: „Nigdy nie mówiliśmy, że Polska jest w ruinie”

ak, 04.08.2015
Stanisław Karczewski

Stanisław Karczewski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Stanisław Karczewski twierdzi, że Polska za wolno się rozwija. – Nasi dziadowie odbudowali ten kraj ze zgliszczy. Musimy się rozwijać szybciej – powiedział
Stanisław Karczewski, szef sztabu Prawa i Sprawiedliwości oraz wicemarszałek Senatu, został zapytany przez „Rzeczpospolitą” czy Polska jest w ruinie. Było to nawiązanie do słów Andrzeja Dudy, że jeśli kraj udało się odbudować po II wojnie światowej to da się i teraz. Wicemarszałek odpowiedział, że PiS nigdy nie twierdził, że Polska jest zrujnowana, tylko, że kraj można by rozwijać szybciej: – Nasi dziadowie podnieśli Polskę z ruin i zgliszczy, a my tę odbudowaną przez nich ojczyznę musimy szybciej rozwijać i rozbudowywać. Polska musi się rozwijać szybciej, sprawniej i sprawiedliwiej. Polska jest na średniej ścieżce rozwoju i my chcemy ten rozwój przyspieszyć. Nasz kraj ma wielki potencjał i może się dużo szybciej rozwijać – stwierdził.W zeszłym tygodniu PiS zorganizował konferencję Beaty Szydło na tle zrujnowanej fabryki w Nowej Soli. – Teren fabryki nici Odra powinien wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Polska musi odbudować przemysł – przemawiała kandydatka PiS na urząd premiera. Prezydent miasta zamieścił na Facebooku sprostowanie , że fabryka nici działa w innym miejscu pod nowym szyldem.
Zobacz także

szefSztabuKarczewskiPiS

TOK FM

Zaczadzeni PiS-em

Andrzej Urbański, były szef prezydenckiej kancelarii Lecha Kaczyńskiego raczył powiedzieć, że jednym z wyzwań stojących przed prezydentem Dudą będzie – cytuję – „podniesienie Polski z kolan”. Pana Urbańskiego pamiętam jako inteligentnego i dowcipnego człowieka, słysząc więc, co wygaduje, nie mogę sobie nie zadać prostego pytania – czy zaczadzenie PiS-em odbiera rozum i przyzwoitość?

Rozumiem, że komuś może się nie podobać prezydent, rząd, premier czy partia rządząca. Mi na przykład nie podobała się prezydentura Lecha Kaczyńskiego, premierostwo Jarosława Kaczyńskiego, nie podobały mi się jego rząd i partia (wiele się nie zmieniło). Ale nie przyszłoby mi wtedy do głowy, by powiedzieć, że Polska była wtedy na kolanach. Polska miała po prostu słabego prezydenta, złego premiera i fatalny rząd. I tyle.

Rozglądam się wokół i pewnie ze względu na słaby wzrok nie widzę ani Polski, ani Polaków na kolanach. Widzę rozwijający się kraj, będący w lepszej sytuacji niż kiedykolwiek w swej historii. Owszem, z rządem popełniającym masę błędów, kraj z masą nierozwiązanych problemów, kraj z niemądrą główną partią opozycyjną, widzę prezydenta elekta, który składał w kampanii wyborczej absurdalne obietnice i kandydatkę na premiera, która te absurdy powtarza. Ale co z tymi kolanami?

Warto, naprawdę warto znać języki obce. I zajrzeć do tego co się w nich pisze o Polsce. A pisze się o kraju wielkiego sukcesu, któremu to sukcesowi mogą bardzo zaszkodzić rządy populistów, którzy są na czele sondaży. I przypominam sobie jaką prasę miała Polska, gdy rządzili nią bracia Kaczyński. Chyba najpoważniejszy tygodnik w Europie, the Economist, pisał wtedy, że ich rządy są pośmiewiskiem całej Europy.

Rozumiem, zwolennicy PiS-u odpowiedzą na to, że tu nie o dobrą prasę idzie, ale o twardą obronę naszych interesów. Że premierzy i prezydent z PO dostają premię za to, że są grzeczni, że wystarczy im, że są protekcjonalnie klepani po ramieniu. Rozumiem, ale jednocześnie pamiętam, na czym polegała w czasach rządów Kaczyńskich ta twarda obrona interesów. Prezydent obrażony na pół świata, bo jakaś niemiecka gazetka „obraziła mi mamę i brata”, prezydent odwołujący szczyt Trójkąta Weimarskiego, bo zaniemógł z powodu „dyspepsji”, prezydent , który doprowadza do kupienia za kilka miliardów dolarów rafinerii w Możejkach, żeby ta obrabiała rosyjską ropę w ramach uniezależnienia się energetycznego od Rosji, prezydent organizujący w Krakowie szczyt energetyczny, na który główny gość, prezydent Kazachstanu, nie przyjechał, bo wolał pojechać do Putina. Pamiętam też premiera twardo walczącego z lekarzami, dziennikarzami i wszelkimi elitami, obsesyjnie szukający jakiegoś „układu”, by w końcu znaleźć jedyny układ – we własnym rządzie i jego okolicach. No to ja już wolę na kolanach, niż bez przerwy turlać się ze śmiechu.

Podniesienie Polski z kolan to ambitny postulat. Choć jak widzę elekta czapkującego episkopatowi i prezesa tulącego się do Rydzyka, to mam wrażenie, że do pozycji „na kolanach” już niedługo Polacy będą przymuszani. Z odwrotnym oczywiście skutkiem. Ale znowu będzie zabawne.

Dlaczego zaczadzeni PiS-em inteligentni ludzie głupieją? Urbański bredzący o Polsce na kolanach, Gliński tłumaczący chamów i prostaków, którzy buczą na cmentarzu, Kaczyński, który musi wygrać wybory, żeby śpiewać „ojczyznę wolną pobłogosław panie”. Rozumiem tzw, prawicowych dziennikarzy „niepokornych”, którzy już dają popis wazeliniarstwa absolutnego wobec elekta, prezesa i posłanki Szydło. Wiedzą, że nawet kasa wypompowana przez pana Biereckiego do Luksemburga może się skończyć, a przecież to Kaczyński będzie rozdawał posady, a więc i kasę. Ale czy tak samo muszą bełkotać ludzie, którzy kiedyś naprawdę sprawiali wrażenie inteligentnych? Naprawdę nie widzą, że się intelektualnie i moralnie kompromitują?

Wszystko to pachnie jakimś neobolszewizmem. Kto nie z nami, ten przeciw nam. Nasi neobolszewicy powinni sobie podśpiewywać Międzynarodówkę –

„Wyklęty powstań ludu ziemi (zapewne z kolan),
powstańcie, których dręczy głód
Myśl nowa blaski promiennymi
Powiedzie nas na bój, na trud.
Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata,
Przed ciosem niechaj tyran drży!
Ruszymy z posad bryłę świata,
Dziś niczym, jutro wszystkim my!

Pasuje? Nic to, że to pieśń bolszewicka, weźmie się kropidło, poświeci się i będzie jak znalazł.

ZaczadzeniPiSem

naTemat.pl

Jak to się robi w Ameryce

Katarzyna Kolenda-Zaleska, „Fakty” TVN, 04.08.2015
Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski

Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Już za chwilę będziemy mieli w Polsce klub byłych prezydentów. Jeszcze nie zinstytucjonalizowany, ale faktycznie istniejący. I za chwilę będziemy mieli nowego prezydenta, któremu z żadnym z tych byłych nie jest politycznie po drodze.
Miarą wielkości zarówno byłych, jak i przyszłej głowy państwa będzie umiejętność wzajemnej współpracy, pozbycie się osobistych uprzedzeń, partyjnego nadbagażu i doraźnej polityki. W końcu – jakkolwiek górnolotnie by to zabrzmiało – chodzi o dobro Polski. Prawda, Panowie?Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski lubią się, szanują, popierają wzajemnie i o wielu sprawach myślą podobnie. A przecież różnie bywało w przeszłości. Byli prezydenci potrafili po latach wznieść się ponad własną historię, urazy i obsesje i zacząć współpracować.Marzy mi się taki oto obrazek. Pałac Prezydencki. Kilka dni po zaprzysiężeniu Andrzeja Dudy. W sali z żyrandolem stoją Wałęsa, Kwaśniewski, Komorowski i Duda. Pozują przed kamerami, potem idą na wspólny lunch ustalać szczegóły współpracy. Niewykorzystanie potencjału byłych prezydentów jest kompletnie nieracjonalne, bo wszyscy mają kontakty na świecie i autorytet zdobywany latami.Jeśli ktoś myśli, że to nierealne, niech zerknie na to, jak to się robi w Ameryce. Zaraz po zaprzysiężeniu Baracka Obamy nowy prezydent zaprosił do Białego Domu wszystkich byłych prezydentów. Jimmy Carter, ten, który mówił, że prezydentura George’a W. Busha była najgorszą w historii Ameryki, stał uśmiechnięty w jego towarzystwie. A obok Bill Clinton i George Bush senior, którego Clinton pokonał w wyborach po jednej z najbardziej brutalnych kampanii: Bush mówił np., że jego pies Millie wie więcej o polityce zagranicznej niż Clinton. Teraz są niemal jak ojciec i syn. Na tym spotkaniu Bush senior powiedział, że nieważne, czy jest się demokratą, czy republikaninem, bo najważniejsza jest troska o dobro państwa. Takie postawienie sprawy wyjmuje prezydentów z partyjnego gorsetu. Tylko były prezydent może zrozumieć, jak wielki ciężar odpowiedzialności dźwiga na sobie głowa państwa.

Obama poprosił byłych prezydentów o wsparcie i otrzymał je. Zawsze mógł liczyć na pomoc. Wysyłał ich tam, gdzie jego administracja nie mogła już nic wskórać. Wykorzystywał ich wiedzę, kontakty, autorytet. Korona mu z głowy nie spadła. W ten sposób buduje się zaufanie obywateli do państwa. Władza może przechodzić z rak do rąk, ale fundament demokracji jest trwały.

Andrzej Duda zapewniał w kampanii, że chce być prezydentem wszystkich Polaków. Sygnały, które do dziś wysyła, świadczą raczej o tym, że najbardziej chce być prezydentem Polski PiS. Ale być może to tylko brak doświadczenia w poruszaniu się w trudnej materii.

Zapraszając do Pałacu Prezydenckiego byłych prezydentów, Andrzej Duda pokazałby, że jest prawdziwie niezależnym prezydentem. Fakt, że Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski są w PiS znienawidzeni, nie miałby znaczenia, bo ważniejsza jest racja stanu, a ta domaga się współpracy. Problem w tym, że Duda już musi myśleć o reelekcji za pięć lat.

A może warto, by w tym momencie przypomniał sobie, jak to prezydent Lech Kaczyński zabiegał o stanowisko sekretarza generalnego ONZ dla byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. I jeszcze niech zerknie do najnowszego numeru „Time’a”. Na okładce – Bill Clinton i George W. Bush.

Zobacz także

marzyMiSię
wyborcza.pl

Tajemnice list PiS

Agata Kondzińska, Iwona Szpala, 04.08.2015
Wieczór wyborczy partii podczas eurowyborów w 2014 r. Wielu z obecnych na scenie wystartuje jesienią do parlamentu. Najbliżej
Jarosława Kaczyńskiego (jedynka w Warszawie) inni pewni liderzy list PiS.  Na zdjęciu z lewej za prezesem Marcin Mastalerek (Sieradz), z tyłu Antoni Macierewicz (Piotrków Trybunalski), po prawej Joachim Brudziński (Szczecin)

Wieczór wyborczy partii podczas eurowyborów w 2014 r. Wielu z obecnych na scenie wystartuje jesienią do parlamentu. Najbliżej Jarosława Kaczyńskiego (jedynka w Warszawie) inni pewni liderzy list PiS. Na zdjęciu z lewej za prezesem Marcin Mastalerek (Sieradz), z tyłu Antoni… (FOT . ADAM STEPIEN)

PiS zwleka z ujawnieniem list wyborczych. Ogląda się na PO, szuka miejsc dla gowinowców i ziobrystów. W Warszawie stawia na Kaczyńskiego.
Kaczyński od lat stosuje w partii tę samą strategię. Regiony wysyłają do centrali swoje propozycje kandydatów do Sejmu i Senatu w porządku alfabetycznym. Dopiero komitet polityczny ustala miejsca na listach. – To pozwala prezesowi trzymać wszystkich w niepewności jak najdłużej i powoduje, że każdy pracuje w kampanii – mówi nam polityk z władz partii. Partia ma czas do północy 15 września (tego dnia komitety muszą zarejestrować listy w PKW). Ale w PiS spekulacji nie brakuje. Warszawska lista PiS budowana jest pod zdecydowane zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego, który ją otworzy. Urzędująca premier Ewa Kopacz po raz pierwszy startuje ze stolicy i nie ma tak mocnej pozycji jak Donald Tusk – w czym PiS upatruje dla siebie wyborczej szansy. Numerem dwa na liście ma być były szef CBA Mariusz Kamiński, wiceprezes PiS i jeden z zaufanych prezesa. W PiS plotkują też, że mógłby on być zesłany np. do Bydgoszczy, by tam otworzyć listę, chociaż na tym miejscu widzi się poseł PiS Tomasz Latos.W PiS Kamiński ma pozycję męczennika. Na jego partyjnych kolegach nie robi wrażenia nieprawomocny wyrok trzech lat pozbawienia wolności oraz zakaz zajmowania stanowisk publicznych na dziesięć lat dla b. szefa CBA za nadużycie władzy przy prowokacji wymierzonej w Andrzeja Leppera w 2007 r. – Ten wyrok tylko go umacnia w naszym elektoracie. Byłem z nim kiedyś na spotkaniu z mieszkańcami w Bydgoszczy. Dostał taki aplauz, jakiego dawno nie słyszałem – wspomina jeden z posłów.

Sam Kaczyński wyrok nazywał kuriozalnym.

Według naszych informacji miejsca na stołecznej liście nie wywalczył poseł Jacek Sasin. Konkurując przed rokiem o warszawski ratusz z Hanną Gronkiewicz-Waltz, niespodziewanie doprowadził do drugiej tury. Zapowiedział wtedy, że za cztery lata ponownie będzie walczył o prezydenturę w stolicy i dlatego zależy mu, by być warszawskim posłem. Kierownictwa partii nie przekonał. Do Sejmu będzie próbował się dostać tak jak poprzednio, spod Warszawy. Mimo że na liście w stolicy zwolniło się kilka miejsc: do Pałacu Prezydenckiego poszedł Adam Kwiatkowski, Karol Karski został europosłem, odszedł Przemysław Wipler, który sukces zawdzięczał głosom kibiców, wsparciu Solidarnych 2010 oraz części tzw. ludu smoleńskiego. Teraz głosy wyznawców teorii o zamachu pod Smoleńskiem mają przypaść Jarosławowi Kaczyńskiemu. Murem za prezesem są też słuchacze Radia Maryja i widzowie TV Trwam. Tym bardziej że z Warszawy nie będzie startował popularny w tym środowisku Marek Jurek, który jest europosłem.

Z tego, co słychać w PiS, na warszawskiej liście przewagę będą mieli radni (także debiutanci z ostatnich wyborów samorządowych). Ich potencjał to kilka, kilkanaście tysięcy głosów.

Popłoch zapanował w województwie świętokrzyskim, gdy nagle zaczęła je odwiedzać startująca dotychczas z Warszawy posłanka Małgorzata Gosiewska. Zaczęto szeptać o zmianie okręgu. – Może zrobiło się nerwowo, gdy pojechałam bronić hodowlę bizonów, która ma być zlikwidowana. Ale od lat pracuję dla Warszawy i to jest mój okręg – zapewnia nas Gosiewska.

W tym regionie pewne jest jedynie to, że z ostatniego miejsca wystartuje lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro.

To miejsce zarezerwował sobie jeszcze w 2014 r., gdy PiS, Solidarna Polska i Polska Razem podpisały porozumienie o współpracy. Spokojny jest też Jarosław Gowin, lider Polski Razem – dla niego jest ostatnie miejsce krakowskiej listy, którą ma otworzyć poseł PiS Andrzej Adamczyk. Kuszona jest Małgorzata Wassermann, która już raz odmówiła PiS startu w wyborach.

Pierwszych miejsc na listach mogą być raczej pewni m.in. trzej wiceprezesi PiS Antoni Macierewicz (Piotrków Trybunalski), Beata Szydło (Chrzanów), Adam Lipiński (Legnica), a także Marcin Mastalerek (Sieradz), Joachim Brudziński (Szczecin) i Mirosława Stachowiak-Różecka (Wrocław).

Niektórzy sojusznicy PiS też są spokojni: Adam Bielan, były spin doktor PiS, ma miejsce do Senatu w okręgu Mińsk Mazowiecki – Garwolin, Paweł Kowal – do Senatu ze Stalowej Woli, Tadeusz Cymański – do Senatu, jeszcze nie wiadomo, z jakiego okręgu, Beata Kempa ma zarezerwowane czwarte miejsce na liście we Wrocławiu, ale ziobryści zapowiadają, że powalczą dla niej o trójkę.

Miejsca szuka Jacek Kurski. Najbardziej prawdopodobne jest, że dostanie miejsce do Senatu z okręgu gdańskiego.

Na razie PiS czeka na rozstrzygnięcia w PO, by do list politycznego przeciwnika dopasować swoje.

Zobacz także

kaczyńskiJakZwykle
wyborcza.pl

Polska w ruinie? Jeden wykres obala ten mit. Oto, jak rozwinęliśmy się od ’89 roku [WYKRES DNIA]

DSZ, 04.08.2015
Polska jest wśród liderów wzrostu PKB

Polska jest wśród liderów wzrostu PKB (AG)

137 procent – o tyle – według danych Banku Światowego – urosła polska gospodarka w latach 1990-2014. To stawia nas wśród czempionów w Europie. Lepsze były tylko Łotwa i Estonia.
Innymi słowy, od upadku komunizmu nasza krajowa gospodarka rozrosła się ponaddwukrotnie. Co to dokładnie oznacza? Wzrost przekłada się na pieniądze i inwestycje, które tworzą nowe miejsca pracy. Statystycznie pod tym względem wypadamy w Europie wzorowo.Tylko dużo mniejsze gospodarki Łotwy i Estonii zdołały nas wyprzedzić. Miały odpowiednio 177 i 147 proc. wzrostu. Na wykresie nie znajdziemy Litwy, której dane w Banku Światowym zaczynają się od 2005 r.

Polska urosła gospodarczo znacznie bardziej niż dynamicznie rozwijająca się gospodarka Irlandii (108 proc.) czy Bułgarii (72 proc.). Prężnie działająca niemiecka machina została daleko w tyle z wynikiem 38 proc. Ostatnie w rankingu są Włochy, które praktycznie od ćwierć wieku stoją w miejscu. Wcale nie lepiej jest w Grecji. Od 1990 r. gospodarka Hellady urosła o zaledwie 16 proc.
skumulowanyWzrostskumulowanyWzrost1

gazeta.pl

Sejm znów na „nie” dla związków partnerskich. Rząd zaskoczył głosami, a wszystko skomentował Biedroń

Wiktoria Beczek, PAP, 04.08.2015
„Od 14 lat trwa w polskim parlamencie dyskusja o związkach partnerskich. Czy naprawdę tak ograniczone są możliwości rozumnego myślenia niektórych moich były kolegów i koleżanek z Sejmu, że potrzebują jeszcze więcej czasu?” Trudno nam nie zgodzić się z Robertem Biedroniem.
Robert Biedroń

Robert Biedroń (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

 

Posłowie nie zgodzili się na uzupełnienie porządku obrad o poselski projekt ustawy o związkach partnerskich. Za wprowadzeniem go pod obrady zagłosowało 123 posłów, 263 było przeciw, a 22 wstrzymało się od głosu. Członkowie rządu byli niemal jednomyślni.

Wśród posłów i posłanek Platformy Obywatelskiej 75 było za wprowadzeniem projektu pod obrady, 91 było przeciwko, 17 wstrzymało się, a 19 nie głosowało.

Zobacz jak głosowali posłowie >>>

Wynik głosowania skomentował na Twitterze Robert Biedroń. „Może zamiast narzekać, że Sejm po raz kolejny odrzucił projekt ustawy o związkach partnerskich powinniśmy na jesieni wybrać lepszy Sejm?” – napisał.

możeZamiastNarzekać

Na jego wpis odpowiedział poseł PO Arkadiusz Litwiński (głosował przeciw). Poseł uważa, że „rozpoczęcie prac nad tym projektem tej wagi bez realnej perspektywy ich zakończenia ustawą byłoby niestety jedynie pozorem”.

„Perspektywa w tej kadencji Sejmu była już kilkukrotnie. I co? I nic” – odpowiedział Biedroń, a Litwiński odparł: „Była, teraz już nie, ubolewam”.

perspektywaWtej

Jak głosowali członkowie rządu

Członkowie rządu Ewy Kopacz, którzy są jednocześnie posłami, również w większości opowiedzieli się przeciwko związkom partnerskim. Janusz Piechociński, Andrzej Czerwiński, Andrzej Halicki, Teresa Piotrowska, Marek Sawicki i Grzegorz Schetyna nie chcieli, by projekt był poddany pod głosowanie jeszcze w tej kadencji Sejmu. Premier Ewa Kopacz, Joanna Kluzik-Rostkowska i Borys Budka nie głosowali, choć jak informuje reporter TOK FM Roch Kowalski, minister sprawiedliwości był na sali.

najciekawsze

Za odrzuceniem projektu opowiedziały się też niemal całe Prawo i Sprawiedliwość, PSL i Zjednoczona Prawica.

Równe prawa i obowiązki

Projekt ustawy o związkach partnerskich autorstwa Twojego Ruchu przewiduje umożliwienie zawarcia związku parom hetero- i homoseksualnym; nie pozwala na adopcję dzieci. Przewiduje też, że partnerzy mają w związku równe prawa i obowiązki oraz udzielają sobie „wzajemnej pomocy i wsparcia, a także dbają o utrzymanie więzi pożycia”.

Kidawa-Błońska: „Wyzwanie na przyszłą kadencję”

Jeszcze przed głosowaniem marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska mówiła na konferencji prasowej, że kilkukrotnie w tej kadencji Sejm podejmował próby wprowadzenia do porządku obrad projektów o związkach partnerskich i za każdym razem kończyły się one niepowodzeniem.

– Wydaje mi się, że finisz kampanii, te ostatnie tygodnie, nie rokują, że moglibyśmy ten problem poważnie i dobrze rozwiązać, tak że sądzę, że to jest wyzwanie na przyszłą kadencję. Tego czasu jest za mało i proszę zobaczyć, jak dużo mamy sprawozdań i dużo pracy. Jeśli myślimy o poważnych rozwiązaniach i ustawach, to musi być czas na dyskusję – oceniła marszałek Sejmu.

Małgorzata Kidawa-Błońska zagłosowała przeciwko wprowadzenie projektu do porządku obrad.

Straż wyprasza aktywistów

Choć marszałek Sejmu sama określiła, że w tej kadencji zostało zbyt mało czasu na „rozwiązanie tego problemu”, Straż Marszałkowska wyprowadziła z galerii sejmowej przedstawicieli Kampanii Przeciw Homofobii, których litery na koszulkach układały się w słowa „za późno”.

kph

 

sejmZnów

gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: