Duda (11.08.2015)

 

Kolejni politycy domagają się nowych pytań w referendum. PiS: Jeśli marszałek Borusewicz powie, że mu się nie chce…

kospa, 11.08.2015
Marcin Mastalerek

Marcin Mastalerek (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

– Jeżeli pan marszałek Borusewicz powie, że stu senatorów nie może się zebrać w ciągu dwóch tygodni, bo pan marszałek jest na wakacjach, nie chce mu się, nie chce uszanować sześciu milionów obywateli i 100 mln zł, to oczywiście będzie złamanie konstytucji – twierdzi rzecznik sztabu PiS Marcin Mastalerek. To propozycja dopisania kolejnych już pytań do referendum. Ale PiS przygotował w tej sprawie nawet specjalny spot.
Przygotowany w dwóch wersjach – internetowej i telewizyjnej – spot „Obywatele decydują” PiS zaprezentował podczas specjalnej konferencji. Choć dotyczy on wrześniowego referendum, jego główną bohaterką jest kandydatka PiS na premiera Beata Szydło. – Polacy mają prawo decydować o swoim państwie. Mają prawo decydować o pracy, o przyszłości swoich dzieci – mówi w tym dostępnym w sieci.

W drugim z nich wiceprezes PiS opowiada o swoich spotkaniach z Polakami. – Bardzo często słyszę te same pytania: jak mamy myśleć o bezpiecznej emeryturze, skoro mamy pracować do 67. roku życia? Dlaczego rodzice nie mają prawa decydowania, kiedy ich dzieci pójdą do szkoły? Dlaczego lasy państwowe mają być prywatyzowane? Dlaczego władza nas nie słucha? – przekonuje Szydło.

Obniżenie wieku emerytalnego, obowiązek szkolny dla sześciolatków i lasy państwowe – to właśnie zagadnienia, o które PiS chce zapytać Polaków we wrześniowym referendum. Z wnioskiem o ich dopisanie Szydło zwróciła się już do Andrzeja Dudy.

– Sprawa dodania trzech pytań do referendum jest dla nas bardzo ważna, istotna, dlatego że pod tymi wnioskami podpisało się sześć milionów obywateli – przekonywał podczas konferencji rzecznik sztabu PiS Marcin Mastalerek. – Wiemy, że jest to możliwe, mamy dwie ekspertyzy konstytucjonalistów.

To opinie kierownika Katedry Prawa Konstytucyjnego na Uniwersytecie Zielonogórskim prof. dr. hab. Bogusława Banaszaka i dr. hab. Mariusza Muszyńskiego z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Co istotne, dla większości konstytucjonalistów tak oczywiste to jednak nie jest.

– Pani Beata Szydło wielokrotnie mówiła, że chcemy wykreślić z języka politycznego słowa „niemożliwe”, „nie można” – dodał szef sztabu PiS Stanisław Karczewski.

PiS nie chce oddzielnego referendum, ale liczy na dodanie do tego już przygotowanego postulowanych pytań. Politycy liczą, że prezydent zwróci się do Senatu o wydanie opinii dotyczącej możliwości dopisania pytań. Do 6 września zostało jednak już tylko jedno posiedzenie Senatu. PiS jednak problemu w tym nie widzi.

– Zawsze można zwołać dodatkowe posiedzenie Senatu – uważa Karczewski. – Takie dodatkowe posiedzenie musi odbyć się w przeciągu 14 dni od wniesienia wniosku przez prezydenta.

– Mówimy o uszanowaniu sześciu milionów podpisów obywateli i referendum, które kosztuje 100 mln zł. Jeżeli pan marszałek Borusewicz powie, że stu senatorów nie może się zebrać w ciągu dwóch tygodni, bo pan marszałek jest na wakacjach, nie chce mu się, nie chce uszanować sześciu milionów obywateli i 100 mln zł, to oczywiście będzie złamanie konstytucji – ocenił z kolei Mastalerek.

Religię wyprowadzić ze szkół, a Fundusz Kościelny zlikwidować

Pytania PiS nie są nowe, bo partia apelowała o ich dołączenie jeszcze za prezydentury Bronisława Komorowskiego. Wczoraj z propozycją dopisania dwóch nowych pytań wystąpił Janusz Palikot. W liście skierowanym do prezydenta Palikot o „wspólnym budowaniu przyjaznego państwa” i o tym, że zbliżające się referendum może „dać Polkom i Polakom poczucie, że mają realny wpływ na kształt reform zachodzących w ich Ojczyźnie”.

„Niech pana domeną będzie prezydentura aktywna, dynamiczna, odważna i prawdziwa. Liczę na to, że udowodni pan, że Andrzej Duda to prezydent wiarygodny” – pisze Palikot.

Tyle że jego pytania zupełnie odbiegają od tych proponowanych przez PiS. Palikot chciałby zapytać Polaków, „czy lekcje religii powinny być wycofane ze szkół”, a „Fundusz Kościelny zlikwidowany”. Jak podkreśla, lekcje religii to dla budżetu państwa 1,5 mld zł rocznie, a fundusz – 130 mln zł.

dziśZłożyliśmydziśZłożyliśmy1

Zobacz także

kolejniPolitycy

wyborcza.pl

Nowy spot PiS. Szydło o referendum. „Polacy mają prawo decydować o swoim państwie”

mkd, wideo: youtube.com, 11.08.2015
W półminutowym spocie Beata Szydło informuje, że poprosiła prezydenta Dudę o rozszerzenie wrześniowego referendum o 3 kolejne pytania. Oprócz samej kandydatki PiS na premiera w nagraniu możemy zobaczyć sielskie obrazki z jej podróży po Polsce.
http://www.gazeta.tv/plej/19,114871,18534586,video.html?embed=0&autoplay=1

 

– Polacy mają prawo decydować o swoim państwie. Mają prawo decydować o swojej pracy, o przyszłości swoich dzieci – mówi Beata Szydło w nagraniu.

Tłumaczy, że zwróciła się z prośbą do Andrzeja Dudy o rozszerzenie wrześniowego referendum o trzy kolejne pytania: o wiek emerytalny, obowiązek szkolny dla sześciolatków oraz funkcjonowanie Lasów Państwowych.

– Dlaczego chcę, by zadano te pytania? Ponieważ Was słucham i chcę dla Was dobrze pracować – mówi kandydatka PiS na premiera. W tle widać materiały z wieców w Stalowej Woli i Nowej Hucie oraz podróży szydłobusem.

– To Wasz głos jest najważniejszy – mówi Szydło na koniec.

 

Zobacz także

nowySpotPiS

gazeta.pl

TVP ma być prawdziwie narodowa

Agnieszka Kublik, 11.08.2015
Budynek TVP

Budynek TVP (Fot. Wojciech Olkunik / Agencja Gazeta)

Gdy w 2005 r. PiS zdobył władzę w Pałacu Prezydenckim i na Wiejskiej, od razu ruszył na media publiczne. Jarosław Kaczyński uzasadniał to „złym oddziaływaniem mediów” i koniecznością propagowania „patriotyzmu, którym powinno się oddychać”. Marzył, by media publiczne włączyły się do „jednolitego frontu wychowawczego” Polaków.
Dziś prezes PiS mówi o „stworzeniu prawdziwej telewizji publicznej”, bo „bez dobrze funkcjonujących mediów nie ma demokracji”, a media powinny być nastawione „na budowanie patriotyzmu, dumy narodowej i poczucia siły”.Brzmi podobnie? Bardzo. PiS jeszcze wyborów nie wygrał, a już jego specjaliści od mediów kreślą scenariusz przejęcia TVP i PR.Przypomnijmy, jak to było w IV RP. PiS błyskawicznie zmienił ustawę medialną, KRRiT w całości została przejęta przez partię Kaczyńskiego i jego przystawki – LPR i Samoobronę. Parytet partyjny w KRRiT koalicjanci sumiennie skopiowali na niższych piętrach władzy: w radach nadzorczych, zarządach…

W połowie 2006 r. Bronisław Wildstein został prezesem TVP, a Krzysztof Czabański – Polskiego Radia. Czyścili spółki ze „złogów”. A do współpracy zaprosili tych, którzy dziś sami siebie nazywają „niepokornymi”. Ci „niepokorni” teraz otwarcie popierają Dudę, Kaczyńskiego oraz PiS i mają ogromne apetyty na powrót do „narodowej” telewizji, którą szykuje PiS.

Tym razem zmiana może być głębsza, szybsza i ostrzejsza. Wildstein w tekście „Jak przywrócić państwo Polakom” („wSieci”, 27 lipca-2 sierpnia) doradza Kaczyńskiemu, by „gruntowne zmiany” przeprowadzał w pierwszych miesiącach po zdobyciu władzy. „Potem nowi szefowie zostają otorbieni przez biurokratyczne środowisko, które potrafi walczyć o swój interes”. Tekst Wildsteina to niemal instrukcja przeprowadzenia pokazowej czystki, także w TVP i PR. Wildstein snuje czarny scenariusz, jak opłakane mogą być skutki ociągania się z rewolucją medialną: „Jeśli zmiany rozłożone zostaną w czasie, to będą dawały wrogim mediom amunicję do nieustających ataków. Sytuacja ta coraz bardziej będzie męczyć społeczeństwo, które zacznie tęsknić za spokojem i z coraz większą niechęcią patrzeć na rządzących”. Czyli, rzecz jasna, na PiS.

Wildstein rozpisuje się dalej o „radykalnej wymianie kadr”, by „zmierzyć się z potężnym i dominującym dotąd establishmentem”.

Kilka miesięcy wcześniej w podobnym tonie inny PiS-owski ideolog, socjolog Tomasz Żukowski, wieścił, jak straszne losy czekają PO po wygranej partii Kaczyńskiego: „Naruszone będą egzystencjalne interesy wszystkich. Parę tysięcy ludzi na ważnych i lukratywnych stanowiskach państwowych może zacząć tonąć”.

A temu wszystkiemu towarzyszy opowieść o budowie narodowych mediów, wolnych od upartyjnienia i komercjalizacji. Fałszywa to narracja. Wildstein odkrywa karty: chodzi o „odebranie establishmentowi III RP quasi-monopolu opinii”.

Nowa IV RP potrzebuje prawdziwego monopolu, by zwrócić media, a potem całe państwo PiS.

Zobacz także

PiSJeszcze

wyborcza.pl

PiS naciska na 3 dodatkowe pytania w referendum. I przedstawia analizy swoich ekspertów

dżek, PAP, 11.08.2015
Beata Szydło

Beata Szydło (Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Prezydent Andrzej Duda może zmienić postanowienie ws. zarządzenia referendum ogólnokrajowego, szczególnie uzupełnić o dodatkowe pytania dot. kluczowych z punktu widzenia obywateli spraw, może też postanowienie uchylić – wynika z ekspertyz przygotowanych na zlecenie PiS.

 

Zdaniem autorów ekspertyz zamówionych przez PiS prezydent może na każdym etapie uchylić postanowienie w sprawie referendum, jeśli uzna, że któreś z pytań jest niekonstytucyjne, szczególnie w sytuacji zmiany personalnej na urzędzie prezydenta. Prawnicy piszą też, że zmiana postanowienia prezydenta jest możliwa, wymaga jednak zgody Senatu.

Prawo i Sprawiedliwość we wtorek udostępniło ekspertyzy; trzy dni wcześniej kandydatka tej partii na premiera wiceprezes PiS Beata Szydło zwróciła się do prezydenta Andrzeja Dudy o dołączenie dodatkowych pytań do referendum, które ma się odbyć 6 września. Prezydent zapowiedział, że rozważy sprawę.

„Ale jest za późno”

Konstytucjonaliści, z którymi rozmawiała PAP, uważają, że dopisanie dodatkowych pytań do wrześniowego referendum jest niemożliwe; tylko zdaniem prof. Marka Chmaja byłoby to możliwe, za zgodą Senatu, jednak jest już na to za późno.

Opinie w tej sprawie zamówiło też PiS. Ekspertyzy sporządzili: kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego na Uniwersytecie Zielonogórskim prof. dr hab. Bogusław Banaszak i dr hab. Mariusz Muszyński z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Opinia Banaszaka datowana jest na koniec lipca, Muszyńskiego na koniec czerwca.

– Pod warunkiem przestrzegania właściwego trybu legislacyjnego istnieje możliwość zmiany postanowienia prezydenta w sprawie zarządzenia referendum ogólnokrajowego, szczególnie w zakresie uzupełnienia już ustalonego referendum o dodatkowe pytania dotyczące kluczowych z punktu widzenia obywateli spraw – brzmi główna teza przedstawiona przez prof. Banaszaka.

Ekspert zaznacza, że dla zmiany postanowienia polegającego na zmianie treści pytań referendalnych, dodaniu nowych pytań lub zmianie terminu referendum potrzebna byłaby zgoda Senatu. Zgoda Senatu byłaby też potrzebna, gdyby zmiana polegać miała na wycofaniu niektórych pytań.

Kiedy można?

Profesor podkreśla, że możliwość uchylenia postanowienia prezydenta w sprawie zarządzenia referendum ogólnokrajowego istnieje w ramach czuwania nad przestrzeganiem konstytucji (art. 126 ust. 2) „tylko w przypadku stwierdzenia przez niego niekonstytucyjności pytań referendalnych lub samego postanowienia o zarządzeniu referendum ogólnokrajowego”.

Także według Muszyńskiego możliwa jest zmiana lub uchylenie postanowienia prezydenta w sprawie referendum. Podkreśla, że jest to możliwe, ponieważ – jak argumentuje – „obowiązujące prawo nie zawiera norm zabraniających prezydentowi zmiany decyzji w sprawie zarządzenia referendum”. Zdaniem eksperta, zmiana lub uchylenie postanowienia o referendum „jest możliwa na każdym etapie, przed faktycznym przeprowadzeniem referendum”.

Prezydent wiele nie może, ale…Zaznacza, że prezydent wydaje akt urzędowy polegający na zarządzeniu referendum ogólnokrajowego, a treść tej prerogatywy zawarta w art. 144 ust. 3 pkt 5 konstytucji „obejmuje pełną sferę decyzyjną, tj. możliwość zarządzenia, rezygnację z zarządzenia na każdym etapie, ewentualnie zmiany w jego zakresie przedmiotowym”.Muszyński przyznaje, że swoboda decyzyjna prezydenta jest ograniczona w kilku punktach proceduralnych na rzecz Senatu (wymienia tu zgodę na treść pytań i termin referendum). – Literalne ograniczenie to jest jednak skutkujące jednokierunkowo, działa w płaszczyźnie zgody na zarządzenie referendum, dokonywania zmiany, ale już nie na odwołanie. Nie blokuje też samej decyzji przez prezydenta w sensie władczym w aspekcie zmiany lub uchylenia postanowienia – uważa ekspert.

Postanowienie o zarządzeniu referendum – w opinii Muszyńskiego – „jako akt prawny nie tworzy praw nabytych, tak po stronie narodu, jak i innych podmiotów wskazanych w ustawie (urzędów, komitetów referendalnych, partii politycznych itp.)”.

Jego zdaniem, jeśli w kwestii zarządzonego w trybie postanowienia referendum ogólnokrajowego pojawią się uzasadnione wątpliwości co do zgodności jego treści lub skutków z konstytucją, wymuszą nakaz działania prezydenta w celu zmiany lub uchylenia postanowienia.

– Ten przypadek może ujawnić się szczególnie w sytuacji zmiany personalnej na urzędzie prezydenta. (…) Nowa osoba na urzędzie może mieć nie tylko inną ocenę potrzeby, jak i sposobu skorzystania z uprawnienia, ale też inną ocenę w perspektywie prawno-konstytucyjnej. Utrzymanie obowiązującego postanowienia przy jednoczesnym uznawaniu jego niekonstytucyjności naraziłoby nowego prezydenta na zarzut naruszania konstytucyjnych obowiązków – uważa Muszyński.

O co chce pytać PiS?

Po raz pierwszy Szydło zaapelowała o dodanie pytań do referendum na początku lipca, kiedy prezydentem był jeszcze Bronisław Komorowski. Proponowane przez nią pytania brzmią: „Czy jest Pani/Pan za przywróceniem powszechnego wieku emerytalnego wynoszącego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn?”, „Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego systemu funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe”, „Czy jest Pani/Pan za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?”.

6 września zgodnie z inicjatywą prezydenta Komorowskiego Polacy mają odpowiadać na trzy pytania: czy są „za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu”; czy są „za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa” i czy są „za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika”.

Po tym, jak Bronisław Komorowski zarządził referendum, PiS dowodził, że pytanie dot. JOW-ów jest niezgodne z konstytucją. Podczas pracy nad wnioskiem prezydenta o zarządzenie referendum senatorowie PiS argumentowali, że jest konflikt konstytucyjny dotyczący pytania o JOW-y. Jak mówili, wiążące referendum w tej sprawie oznaczałoby zmianę konstytucji w trybie, którego ustawa zasadnicza nie przewiduje.

Zobacz także

piSNaciska

TOK FM

PiS przekonuje, że nigdy nie straszył „Polską w ruinie”. Te cytaty mówią coś zupełnie innego

Ostry spór o „Polskę w ruinie” wybuchł między rzecznikiem PiS Stanisławem Karczewskim a Jarosławem Kuźniarem. Wicemarszałek Senatu zarzekał się, że jego partia nigdy nie mówiła, że Polska jest w ruinie. Cytaty, które zebraliśmy pokazują coś zupełnie innego.

piSPrzekonuje

naTemat.pl

500 złotych na dziecko? Kolejna przysięga polityka do kosza. 5 wyborczych obietnic, które okazały się klapą

Andrzej Duda dał sygnał, że nie zrealizuje wyborczej obietnicy 500 zł dodatku na każde dziecko
Andrzej Duda dał sygnał, że nie zrealizuje wyborczej obietnicy 500 zł dodatku na każde dziecko Fot. Jacek Marczewski / AG

Prezydent Andrzej Duda nieśmiało wycofuje się z realizacji jednej z obietnic – “500 zł dodatku na każdego dziecko”. Nie on pierwszy i pewnie nie ostatni. Ktoś jeszcze pamięta, jak PiS obiecywało “trzy miliony mieszkań”? Podobnych przykładów politycznych zapowiedzi jest więcej. Szumnie zapowiadane, kończyły w ten sam sposób – na śmietniku historii.

“Wybudujemy od 3 do 4 milionów mieszkań”

W programie wyborczym PiS z 2005 roku można było przeczytać, że zgodnie z zamierzeniami partii “każda rodzina powinna dysponować samodzielnym mieszkaniem”. “W ciągu najbliższych ośmiu lat należy wybudować od 3 do 4 milionów mieszkań” – stwierdzali dochodzący wówczas do władzy politycy.

Hasło “trzy miliony mieszkań” stało się potem bardzo popularne. Decydenci, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, powtarzali je jak mantrę, obiecując i przekonując, że tak szeroko zakrojona inwestycja jest realna. Z tych słów nic się jednak nie urodziło, a potem politycy PiS przepraszali za złożoną obietnicę.

O 10 proc. mniej urzędników

Rząd Donalda Tuska dwukrotnie, w 2009 i 2010 roku, deklarował ostre cięcia w administracji publicznej. Obietnicy nie tylko nie zrealizowano, ale rzeczywistość poszła w przeciwną stronę. W dwa lata po szumnych zapowiedziach armia urzędników wzrosła o ponad 17 proc.

Nic nie zapowiada, by trend miał się odwrócić. Z roku na rok administracja puchnie. W ubiegłym roku przybyło ponad 5,6 tys. urzędników.

Podatek liniowy

Ten postulat otwierał całą listę ekonomicznych marzeń Platformy. Także często był powtarzany w mediach. Partia chciała wprowadzić liniowy PIT na poziomie 15 proc., zlikwidować ulgi i kwotę wolną od podatku. Zamierzała też zlikwidować różne dodatkowe opłaty i parapodatki, w tym abonament RTV.

Nie udało się. Przeciwnie. W obliczu kryzysu podniesiono m.in. akcyzę i stawki VAT. “Podatek liniowy” dziś brzmi jak żart. W Platformie chyba nikt już o tej obietnicy nie pamięta.

“Polacy zaczną wracać z emigracji, bo praca będzie się opłacać”

Pamiętacie? Takie słowa padły w słynnym spocie Donalda Tuska z 2007 roku. Zdanie wryło się w pamięć wyborców i dziś jest symbolem złudnych obietnic rządów PO. Mieliśmy być drugą Irlandią, emigranci mieli wracać do ojczyzny… A jak jest? Ponad dwa miliony Polaków przebywa za granicą, a 8 na 10 tych, którzy zostali w kraju, myśli o wyjeździe.

Dekomunizacja

PiS od początku istnienia przedstawia się jako partia, która walczy z pozostałościami po komunizmie. Dlatego nie było zaskoczenia, kiedy w programie partii pojawił się postulat dekomunizacji, polegającej m.in. na usunięciu komunistycznych nazw ulic. Choć hasło było na sztandarach, pozostało martwe. PiS już debatował nad odpowiednią ustawą, ale nie zdążył jej przedstawić przed rozwiązaniem Sejmu w 2007 roku. Klapa.

Co ciekawe, do pomysłu wróciła teraz Platforma Obywatelska. Prace nad projektem ustawy toczyły się od 2013 roku. Miesiąc temu dowiedzieliśmy się, że Sejm znowu nie zdąży i ustawa nie trafi pod głosowanie w tej kadencji. I jeszcze raz klapa.

Ta i inne obietnice to tylko wierzchołek całej góry zapowiedzi, przyrzeczeń i zapewnień. „Nikt ci tyle nie da, ile polityk obieca” – brzmi popularne powiedzenie. Jeszcze nie raz będziemy mieli okazję się o tym przekonać. Historia obiecanego przez Dudę dodatku 500 złotych na dziecko tylko to potwierdza.

500złotych

naTemat.pl

„Prezydent zamiast jeździć po powiatach i wspierać PiS, powinien odbyć pierwszą podróż zagraniczną”

Anna Siek, 11.08.2015
Adam Szostkiewicz, publicysta ''Polityki''

Adam Szostkiewicz, publicysta ”Polityki” (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Zdaniem Adama Szostkiewicza, Andrzej Duda na cel pierwszej wizyty powinien wybrać stolicę Niemiec, USA lub Watykan. „Berlin oznaczałby wybór europejski, Watykan – ideologiczny, Waszyngton – transatlantycki. Wizyta w Berlinie ucięłaby szkodliwe dla Polski spekulacje, że ekipa Dudy jest germanofobiczna i eurosceptyczna” – napisał publicysta „Polityki” na blogu.

 

Wg Szostkiewicza, na wizytę Andrzeja Dudy w Watykanie czekają przede wszystkim „wyborcy polskiej prawicy”. Jak zauważa Szostkiewicz, spotkanie z papieżem potwierdziłoby wizerunek Dudy jako katolickiego konserwatysty”. A to „byłoby raczej propagandową porażką, bo w wielkiej polityce europejskiej taki debiut oznaczałby unik przed wejściem do gry”.

„Na dodatek całowanie przez Dudę papieskiego pierścienia mogłoby w Polsce nie spodobać się tej części prawicy, która uważa pontyfikat Franciszka za ,,lewacką” katastrofę dla katolicyzmu” – napisał na blogu publicysta tygodnika „Polityka”.

 

Dobrym pomysłem – choć gorszym niż Berlin – byłaby wizyta w Stanach Zjednoczonych. Ale to bardzo poważne wyzwanie. „Gdyby Andrzej Duda miał sprawną ekipę PR, mógłby się nawet przebić do amerykańskich massmediów jako polityczna ciekawostka z dalekiego kraju, który zbuntował się z powodzeniem przeciwko sowieckiej i komunistycznej dominacji, a teraz szybko się rozwija, a nie zwija jak Grecja. Ale byłby jeden istotny warunek: dobra znajomość angielskiego. Czy nowy prezydent mówi po angielsku (i jakimiś innymi głównymi językami)?” – pyta Szostkiewicz na blogu.Wreszcie czegoś się dowiemyPublicysta czeka „z ciekawością na ogłoszenie daty i miejsca pierwszej wizyty zagranicznej”, bo uważa, że dzięki temu – a nie dzięki wizytom w powiatach – „dowiedzielibyśmy się czegoś konkretnego o jego priorytetach”.Szostkiewicz czeka też na spełnienie przez Andrzeja Dudę złożonej w kampanii obietnicy, że zakończy „wojnę polsko-polską”. „Na razie Andrzej Duda aktywnie działa na jej froncie po stronie PiS” – uważa dziennikarz.„Święto kaszy zamiast rozmowy z Obamą czy Merkel” – rzecznik rządu o pierwszych dniach prezydentury Andrzeja Dudy>>>

Zobacz także

prezydentZamiast

TOK FM

„Święto kaszy zamiast spotkań z Obamą czy Merkel” – rzecznik rządu o pierwszych dniach prezydentury Dudy

Anna Siek, 11.08.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,18533044,video.html?embed=0&autoplay=1
– Zastanawiam się, czy Andrzej Duda będzie się mógł odciąć od Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego, który sfinansował jego kampanię. Do tej pory w Polsce prezydentów ocenialiśmy dobrze, jak byli niezależni. Serdecznie życzę Andrzejowi Dudzie, żeby był niezależny – mówił w TOK FM rzecznik rządu Cezary Tomczyk. Mimo tych życzeń rzecznik rządu nie omieszkał przypomnieć, że nowy prezydent nie zaczął urzędowania od wizyty w którejś z ważnych stolic.

 

– Co prawda jego pierwsza wizyta to nie była rozmowa z prezydentem Obamą czy kanclerz Merkel, tylko wizyta na święcie kaszy. Ale rozumiem, że to formuła dziękowania za wybór – ocenił Tomczyk w „Poranku Radia TOK FM”.

Festiwal Kaszy „Gryczaki”, w którym uczestniczył prezydent, odbył się w Janowie Lubelskim. W tym samym dniu – w sobotę – Andrzej Duda spotkał się też w Kopaninie Kaliszańskiej z rolnikami oraz mieszkańcami Dąbrowy Tarnowskiej.

janówLubelski

Rzecznik rządu zaapelował do polityków PiS, by nie wciągali Andrzeja Dudy „do bieżącej polityki”. – Bo funkcja prezydenta jest czymś więcej. Prezydent jest głową państwa i chciałbym, żeby był także moim prezydentem. I tego od niego oczekuję – stwierdził Cezary Tomczyk.

Zobacz także

ŚwiętoKaszy

TOK FM

Dr Rafał Nakonieczny, czytelnik „Wyborczej”, odpowiada prezydentowi Dudzie: „Niech Pan nie majstruje w systemie emerytalnym”

dr Rafał Nakonieczny, 07.08.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta)

Panie prezydencie, głosowała na Pana jedna czwarta Polaków, a to znaczy, że trzy czwarte nie są dziś raczej zadowolone ze zmiany prezydenta – pisze w liście do Prezydenta RP dr Rafał Nakonieczny.
W przededniu zaprzysiężenia, prezydent Andrzej Duda napisał list do czytelników „Wyborczej” (dzień wcześniej napisał inny list do czytelników „Gazety Polskiej” ).Czytelnicy „Wyborczej” odpowiadają na list prezydenta Andrzeja Dudy.Panie prezydencie,za pośrednictwem „Gazety Wyborczej” otrzymałem od Pana list i wypada mi nań odpowiedzieć. Podzielam zapewne zdanie większości czytelników „Gazety Wyborczej”, dla których Polska jest domem, który nieustannie upiększamy i czynimy miejscem przytulnym i przyjaznym. Jest dla mnie zaskoczeniem, gdy słyszę zapowiedź naprawy naszego domu, choć ten zniszczony wcale nie jest. Przeciwnie, krok po kroku, dzień po dniu, pnie się w górę i może być dumą swoich domowników.Niech Pan nie majstruje w systemie emerytalnymEmerytury determinują los odchodzących w stan spoczynku. Usilnie proszę, by nie majstrował Pan przy mechanizmie, na którym się Pan nie zna. Pozostawmy wyliczenia ekonomistom. System emerytalny musi być skonstruowany tak, by z jednej strony zapewnić godne życie emerytom, z drugiej zaś nie zubożyć pracowników nadmiernie obciążonych składkami. Proszę nie uprawiać hazardu, ryzykując naszymi pieniędzmi. Nasza integracja ze światem współczesnym systematycznie zwiększa poziom tolerancji i ochrony praw człowieka, choć nierzadko dzieje się tak po przegranej Polski w trybunałach międzynarodowych.

Dobro jednostki staje się coraz realniej nadrzędnym prawem. Nie musimy się chować przed tymi prądami ani przed nimi bronić. Stanowienie części zachodniej cywilizacji nie może być impulsem do zmiany konstytucji w sensie barykadowania się przed obcymi. W naszym ustawodawstwie, o czym wiedzą prawnicy praktycy, na radykalną zmianę czekają inne akty normatywne, jak choćby kodeks karny czy niepojęty w swoim zacofaniu kodeks rodzinny i opiekuńczy.

Niech Pan nie zmienia konstytucji

Będzie lepiej dla polskiego prawa, gdy prezydent pozostanie wiernym strażnikiem konstytucji, a o ewentualnych jej zmianach decydować będzie suweren, którym, w myśl obecnej konstytucji, jest naród. Demagogia – demagogią, a logika ma swoje prawa. Niełatwo bowiem wyobrazić sobie sytuację, gdy polityczne spory wewnątrz społeczeństwa umacniają, jednoczą i ugruntowują wspólnotę. Taki cud możliwy jest w starym, dobrym małżeństwie, ale raczej nie w polskim, politykującym namiętnie narodzie. Napięcia i podziały są i będą.

Prezydent może je co najwyżej łagodzić lub rozpalać. Pewien cyniczny pracownik jednej z polskich uczelni, uchylając przed świeżo upieczonymi doktorami rąbka tajemnicy, radził, by czekać, aż umrze któryś z wykładowców, a wówczas zwolni się etat. W tej sytuacji przedziwnej skamieliny w polskiej nauce nie jest chyba tak do końca prawe i sprawiedliwe, by wobec braku szans na start dla wielu zdolnych młodych naukowców, inny młody doktor otrzymywał na powitanie od razu dwa etaty.

Nie jest też chyba dla Pana powodem do zadowolenia oficjalna informacja płynącą z Uniwersytetu Jagiellońskiego, że potulny rektor tej uczelni „oczywiście, postanowił udzielić urlopu prezydentowi”, co nie wymagało od niego szczególnej odwagi. Charakter głównego nurtu polskiej nauki reprezentuje przecież swoista dychotomia: rejtanowski performance wobec homines novi oraz usłużność w stosunku do układów i władz. W tej krainie silny charakter i niezależność odnaleźć można jedynie w ciemnych zakątkach, o ile się wie, gdzie szukać. Matematyka jest w przypadku demokratycznych wyborów prezydenckich prozaiczna i banalna.

W roku 2010 Bronisław Komorowski wygrał, uzyskując poparcie 53,01 proc. wyborców. Pańskie zwycięstwo w roku bieżącym zapewniły głosy 51,55 proc. obecnych przy urnach, w przeliczeniu na ilość wyborców różnica ta jest znaczna.

Do ucha triumfatora w Rzymie niewolnik powtarzał: pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem. Panu powinien ktoś cały czas powtarzać: głosowała na Pana jedna czwarta Polaków, a to znaczy, że trzy czwarte nie są dziś raczej zadowolone ze zmiany prezydenta. Przed tymi obywatelami rozciąga się pięć lat zagryzania zębów.

listDoDudy1

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: