Duda 2 (09.08.2015)

 

Dobro wspólne czy kościelne

Ewa Siedlecka, „Gazeta Wyborcza”, 08.08.2015
Abp Gądecki podczas mszy inauguracyjnej prezydenturę Andrzeja Dudy zapewnił:

Abp Gądecki podczas mszy inauguracyjnej prezydenturę Andrzeja Dudy zapewnił: „Przez moje nauczanie społeczne Kościół nie pragnie uczestniczyć w rządzeniu Polską” (Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

– Jak wygramy wybory, to jest cały zespół, który w uzgodnieniu z Episkopatem wprowadzi takie zmiany, żeby ludzie mogli mieć dzieci – zapowiedział w Radiu Kraków senator PiS Stanisław Kogut po podpisaniu przez prezydenta Komorowskiego ustawy o in vitro. Gdy zrobiła się afera, wyjaśnił, że to nie plany PiS tylko jego pogląd.
Czy taki zespół mieściłby się w polskim porządku prawnym? Odpowiedź brzmi: zależy od oceniającego ów porządek. Mamy bowiem w konstytucji zdanie, które przy odpowiedniej interpretacji może usankcjonować takie zespoły. Zresztą one istnieją od lat.

Niedawno, z okazji podpisania ustawy regulującej zapłodnienie in vitro, miała miejsce ciekawa wymiana listów między prezydentem Komorowskim a abp. Gądeckim, przewodniczącym Episkopatu. Arcybiskup wyraził pretensje z powodu podpisania ustawy. Prezydent odparł, że w konstytucji jest mowa o autonomii państwa i Kościoła. Arcybiskup po tym przypomniał mu dalszą część tego artykułu konstytucji, w którym napisane jest, że stosunki między Kościołami a państwem kształtowane są nie tylko „na zasadach poszanowania własnej autonomii”, ale też „współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego”.

„Tego współdziałania dla dobra obywateli Polski niejednokrotnie brakowało i dalej brakuje, szczególnie w obronie praw i godności człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci” – napisał arcybiskup.

Współpraca – rzecz szlachetna. Niestety, w praktyce tak się jakoś utarło, że owa współpraca to jednostronny obowiązek państwa. A to unicestwia zasadę „autonomii oraz wzajemnej niezależności (państwa i Kościoła) w swoim zakresie”.

Utarło się – do czego asumpt dał zapis konkordatu o powołaniu komisji do spraw finansowych – że każdą sprawę interesującą Kościół rząd ma z nim konsultować. Zamiast więc, jak stanowi konkordat, powołać komisję ds. finansowych, powołano komisję konkordatową do „podejmowania problemów z zakresu stosunków państwo – Kościół”. Tematy te podejmuje też Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu.

Kościół zaś zainteresowany jest wszystkim, bo „nauka społeczna Kościoła” dotyczy wszystkich dziedzin życia.

Dzięki prof. Monice Płatek, która zdobyła protokół jednego z posiedzeń Komisji Wspólnej z 2012 r., dowiedzieliśmy się, że omawiano tam m.in. postulat Kościoła, by w pierwszym roku małżeństwa nie można się było rozwieść. Nic z tego nie wyszło.

Kilka lat wcześniej, w 2005 r., podczas obrad Komisji rząd zgodził się, by sądy państwowe udzielały pomocy sądom kościelnym w sprawach unieważnienia małżeństwa. Ponieważ sądy kościelne nie mogą uchylać tajemnic zawodowych, w tym lekarskiej, sądy cywilne mają uchylić taką tajemnicę, przesłuchać, a wynik przekazać Kościołowi.

Jak widać, różnie można rozumieć „współdziałanie dla dobra człowieka i dobra wspólnego”.

W sprawie tego „współdziałania” Trybunał Konstytucyjny w 2010 r. orzekł, że to m.in. właśnie ten obowiązek współpracy czyni zgodnym z konstytucją fakt, że państwo łoży na niepubliczne uczelnie katolickie, na które wstęp daje zaświadczenie proboszcza. I utrzymuje ich wydziały teologiczne.

Państwo ma współpracować ze wszystkimi Kościołami, ale na prośby Cerkwi prawosławnej o finansowanie Prawosławnego Seminarium Duchownego w Warszawie przez lata było głuche. Zmieniło się to dopiero, gdy Trybunał zauważył ten problem.

Podobnie jak na zawarcie umów o wzajemnych stosunkach (do czego daje prawo konstytucja) z wyznaniami innymi niż katolickie (wyjąwszy muzułmanów, którzy mają umowę z lat 30., i gminy wyznaniowe żydowskie). O stosunki te bezskutecznie zabiega od lat kilkanaście wyznań, w tym luteranie. Wyznania nie mogą się poskarżyć do Trybunału, bo nie ma skargi ani na praktykę, ani na dziurę w prawie.

No więc „współdziałanie dla dobra” dotyczy tylko z Kościoła katolickiego. I to Kościół wskazuje, czego ma dotyczyć. A spektrum jest tak szerokie, jak jego społeczna nauka.

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, podczas mszy inaugurującej prezydenturę Andrzeja Dudy zapewnił: „Przez swoje nauczanie społeczne Kościół nie pragnie uczestniczyć w rządzeniu Polską”. Jednak druga część tego zdania brzmiała: „jedynie nakłada na wiernych moralny obowiązek wierności przekonaniom”. A więc politycy katolicy mają się słuchać Kościoła.

Test „współpracy” dla prezydenta Dudy już wkrótce: ustawa o uzgodnieniu płci wyklęta przez abp. Henryka Hosera w wywiadzie dla KAI.

Zobacz także

abpGądecki1

wyborcza.pl

Unijną grę na kilku fortepianach trzeba kontynuować

Tomasz Bielecki (Bruksela), 08.08.2015
Warszawa, 18 czerwca 2015 r. Jeszcze jako prezydent elekt Andrzej Duda
spotkał się z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem

Warszawa, 18 czerwca 2015 r. Jeszcze jako prezydent elekt Andrzej Duda spotkał się z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Prezydent Andrzej Duda przekonuje, że polska polityka zagraniczna „potrzebuje korekty”. W czwartkowym orędziu podał niewiele konkretów, ale jedna z głównych zmian – jak wynika z tego przemówienia – ma polegać na „zdecydowanym i jednoznacznym” przedstawianiu stanowiska Polski. Nowa stanowczość a la Duda miałaby sprawić, że „nasze sprawy” będą bardziej uwzględniane w UE i NATO.
Ale prezydent nie ma racji – Unia i Sojusz są dalekie od ideału, a jednak obecna, mało krzykliwa metoda uprawiania polityki przez Polskę wydaje się – przynajmniej na tym etapie – najskuteczniejsza.

Polska jest krajem średniej rangi w Europie. A właśnie takim średniakom bardzo służy obecny ustrój Unii oparty na mozolnym szukaniu konsensusu. Zwykle osiągają więcej nie przez konfrontację, lecz działając „od środka”, gdy dzięki swej niemałej wadze modyfikują decyzje Unii w żmudnych negocjacjach. Powściągliwe wpisywanie się w polityczny i prawniczy język UE, jak np. przy projekcie „unii energetycznej” obudowanym w unijne dogmaty wspólnego rynku, przynosi lepsze owoce od wstrząsania Unią, jak było z „energetycznym NATO” proponowanym za prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

Dlatego zadaniem Polski jest dbanie, by kraje UE trzymały się procedur i instytucji UE, nawet jeśli wymaga to pewnych wyrzeczeń także ze strony Polski, np. w sprawie walki z CO2. Bo gdy obecny porządek Unii, nastawiony na szukanie ugody do upadłego, pęka, nieuchronnie wzrasta groźba dominacji ze strony najsilniejszych. Niestety, tak właśnie stało się w ostatnich sporach eurolandu, Grecji i unijnej Północy z Niemcami na czele.

Coraz silniejsza rola Berlina to teraz jedna z najgoręcej dyskutowanych kwestii w UE oraz samych Niemczech, lecz w Polsce miotamy się między szalonymi hasłami o IV Rzeszy a udawaniem dla świętego spokoju, że w ogóle nie ma tematu. Jednak warto pamiętać, że zakorzenienie Niemiec w nastawionej na kompromis UE od II wojny wciąż pozostaje najlepszym sposobem, by europejskie Niemcy nie szukały niemieckiej Europy. To kolejny powód, by nie korygować gorliwej prounijności polskiej polityki zagranicznej, a zarazem naszego powściągliwego i tym samym konstruktywnego stylu w Brukseli.

Prezydent Bronisław Komorowski patronował ocieplaniu stosunków Polski z Francją, co stało się łatwiejsze, gdy François Hollande zastąpił w Pałacu Elizejskim Nicolasa Sarkozy’ego. Tę unijną grę na kilku fortepianach trzeba kontynuować, ale zważając, że to Angela Merkel jest – z punktu widzenia Polski – najlepszym z obecnie możliwych kanclerzy Niemiec. Politycznym grzechem byłoby rezygnowanie ze ścisłego aliansu z Berlinem.

Merkel latem 2014 r., po kilku miesiącach rozterek, obrała twardą – jak na Niemcy – linię wobec Kremla. Owszem, chciałoby się, by Europa była jeszcze bardziej stanowcza, a negocjacje pokojowe w sprawie Ukrainy toczyły się w grupie szerszej niż format normandzki (Rosja, Ukraina, Francja i Niemcy). Ale z racji sprzeciwu Putina do tego stołu nie udało się dosiąść nawet Amerykanom. I trudno wyobrazić sobie, jak Polska w sprawie Ukrainy i Rosji mogłaby się teraz stać skuteczniejsza za sprawą jakiejś osiągalnej dla nas „korekty”. Przeciwnie, gdyby głośne „stawianie warunków” Niemcom i Francuzom miało zastąpić zwykłą ciężką dyplomatyczną robotę, nasze znaczenie tylko by spadło. A niesnaski między Berlinem i Warszawą uradowałyby Putina.

Apelom prezydenta Dudy o większą obecność NATO w Polsce i naszej części Europy wypada tylko przyklasnąć. Ale to wygląda raczej na zapowiedź kontynuacji, a nie korygowania obecnych zabiegów Polski w USA i Europie. Jednak jeśli Zachodowi minęłaby awersja do zagranicznych interwencji i – czego dziś nie można wykluczyć – zdecydowałby się np. na tworzenie stref bezpieczeństwa dla uchodźców na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, Polska musiałaby się zmierzyć ze swą niechęcią do zagranicznych ekspedycji. Tu także chodziłoby o budowę jedności w NATO i UE, ale zdaje się, że akurat w tej kwestii Duda nie ma ochoty na korygowanie linii swego poprzednika.

Prezydent wzywa do odnowienia Grupy Wyszehradzkiej (Czechy, Polska, Słowacja, Węgry) oraz przyciągania nowych partnerów – od Adriatyku po basen Morza Bałtyckiego. Cóż, zawsze warto próbować – zwłaszcza polepszyć stosunki z Litwą i aktywniej zająć się poradzieckim sąsiedztwem UE poza Rosją i Ukrainą.

Jednak jeśli Duda chciałby odświeżyć ideę sojuszu (od Adriatyku po Bałtyk), żeby zrównoważyć kluczowych graczy z Europy Zachodniej, to – na szczęście – taka „korekta” mu nie wyjdzie. Kraje z tej części Unii są podzielone m.in. w kwestii Rosji czy stosunku do euro i – co europoseł Duda musiał zauważyć w Parlamencie Europejskim – nie mają większej ochoty na przywództwo Polski. Przeciwnie, podobnie jak Warszawa, orientują się na sojusze na unijnym Zachodzie, a przede wszystkim dążą do zacieśnienia swej współpracy z Niemcami.

Zobacz także

Stanowczość

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s