Maślak (20.08.2015)

 

Beata Szydło ma stalową wolę, by dać 500 zł na dziecko

Wojciech Czuchnowski, 20.08.2015

Beata Szydło

Beata Szydło (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Planowana na szefową rządu Beata Szydło (PiS) zapewnia w Radiu Maryja, że spełni obietnicę prezydenta Dudy i da 500 zł wsparcia na dzieci.

Szydło w środę wieczorem występowała w Radiu Maryja, gdzie odpowiadała na pytania słuchaczy. – Jedynie Telewizja Trwam i Radio Maryja są tymi, gdzie możemy przyjechać i porozmawiać spokojnie – mówiła, narzekając m.in. na media publiczne, które „ograniczają udział PiS w debacie”. Premier in spe aż trzy razy zapewniała słuchaczy, że jej partia zrealizuje obietnicę prezydenta Andrzeja Dudy, który w kampanii mówił, że jeśli wygra, da 500 zł dodatku na każde dziecko w biednych rodzinach i 500 zł na każde dziecko od drugiego w górę bez względu na status materialny rodziny. Potem stwierdził, że tę obietnicę powinien zrealizować obecny rząd, co premier Kopacz skomentowała jako „nierealne”. Według różnych wyliczeń koszty tej operacji (w zależności od liczby rodzin objętych pomocą) wyniosłyby od 12 do 46 mld zł rocznie.

Po awanturze, jaka w ubiegłym tygodniu wybuchła w sprawie, kto ma zrealizować obietnicę Dudy, przejęło ją PiS na potrzeby kampanii do Sejmu. Tylko w środowej audycji Szydło trzy razy zapewniała, że da pieniądze na dzieci: – Ten projekt jest priorytetowy i daję gwarancje, że będzie zrealizowany – mówiła, dodając, że projekt jest „przygotowany”, a ona – jeśli zostanie premierem – ma „stalową wolę przeprowadzenia tego projektu”.

Ton rozmowy w studiu był spokojny, prowadzący nie dopuszczał na antenę agresywnych wypowiedzi. Tak jest od czasu, gdy prokuratura w Toruniu wszczęła postępowanie w sprawie nawoływania do nienawiści i obrażania prezydenta Bronisława Komorowskiego w audycji z 28 lipca. Komorowski był tam określany jako „gorszy od Hitlera”, a prowadzący program o. Benedykt Cisoń nawet nie próbował tonować wypowiedzi słuchaczy. Na razie prokuratura zapoznaje się z nagraniem i nie podjęła jeszcze decyzji, czy rozpocząć śledztwo.

W sprawie audycji poniżającej Komorowskiego do Radia Maryja wysłało list Stowarzyszenie Wolnego Słowa zrzeszające wydawców i kolporterów niezależnych wydawnictw z czasów PRL. „Padające na antenie radiowej słowa dotyczące Bronisława Komorowskiego urągają powszechnie przyjętym zasadom prowadzenia debaty publicznej, daleko przekraczając granice wolności słowa, a nawet dobrego wychowania. Porównywanie Prezydenta RP do Kanclerza III Rzeszy Adolfa Hitlera, który jest odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi, Holocaust, masowe wygnania i przesiedlenia, za tłumienie wolności słowa i praw człowieka, jest niegodziwe. Znieważanie Prezydenta RP, przytaczanie zmyślonych, fałszywych faktów dotyczących jego powszechnie znanego życiorysu dzielnego człowieka uważamy za czyn niegodny i hańbiący zarówno Ojca Dyrektora, jak i całą instytucję Radia Maryja” – napisał szef SWS Wojciech Borowik do dyrektora RM o. Tadeusza Rydzyka, wzywając go „do publicznego przeproszenia byłego Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego oraz o zaniechanie podobnych praktyk w przyszłości”. Borowik podkreślił, że „gdyby ktokolwiek podjął podobne działania wobec Ojca Dyrektora lub Radia Maryja, Stowarzyszenie Wolnego Słowa zareagowałoby z taką samą stanowczością”.

Zobacz także

wyborcza.pl

„Nie przekroczył czerwonej linii”. Opinie polityków i prawników po decyzji prezydenta Dudy

Ewa Siedlecka, Wojciech Czuchnowski, 20.08.2015

Andrzej Duda

Andrzej Duda (Czarek Sokolowski / AP (AP Photo/Czarek Sokolowski))

Prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że poprosi Senat o rozpisanie kolejnego referendum – w dniu wyborów parlamentarnych 25 października. Co o tej decyzji myślą konstytucjonaliści i politycy?

Dorn: Nie przekroczył cienkiej czerwonej linii

Ludwik Dorn, poseł niezrzeszony, b. marszałek Sejmu, b. wicepremier: – Decyzja prezydenta Andrzeja Dudy, by skierować do Senatu wniosek o ogłoszenie referendum w dniu wyborów parlamentarnych, ma dwa aspekty: bieżący i ustrojowy. Jeśli chodzi o aspekt bieżący, związany z walką o władzę w wyborach, to prezydent Duda postanowił postawić Platformę Obywatelską w trudnej sytuacji. Cokolwiek zrobi, będzie to wykorzystane przeciw niej. Jeśli Senat, w którym bezwzględną większość ma PO, odrzuci wniosek prezydenta, to PiS przy aprobacie Andrzeja Dudy podniesie wrzask, że PO jest przeciw oddaniu decyzji obywatelom. Jeśli, co mało prawdopodobne, Senat przychyli się do wniosku prezydenta, to referendum w dniu wyborów będzie dotyczyło zdezawuowania koalicji PO-PSL.

Czy prezydent Duda przekroczył cienką czerwoną linię ograniczającą prezydenta RP przy jego zaangażowaniach w bieżące konflikty polityczne? I tak, i nie. Tak – bo jego decyzja jest ewidentnie stronnicza. Nie – bo należy na nią spojrzeć w perspektywie porównawczej. Po raz pierwszy do celów bieżącej walki politycznej narzędzia referendum użył prezydent Komorowski przy wsparciu PO. Postanowił postawić PiS w trudnej sytuacji, rozpisując referendum w dniu 6 września. To teraz PO musi konsumować chleb oddany. Zgodnie z prawem Kopernika-Greshama zły pieniądz wyparł dobry. W takiej sytuacji uważam, że prezydent Duda stanął na cienkiej czerwonej linii, ale jej nie przekroczył.

Od aspektu bieżącego ważniejszy jest aspekt ustrojowy. Otóż dwie główne partie polityczne organizujące razem 60-70 proc. aktywnych politycznie Polaków wspólnie postanowiły piłować gałąź, na której siedzą, czyli uprawnienie parlamentu do podejmowania decyzji ważnych dla wspólnoty politycznej. Takiego manewru nie wykonuje się bezkarnie i sądzę, że obie partie oraz – co ważniejsze – Rzeczpospolita zapłacą za to bolesną cenę. Nie w postaci jakiegoś spektakularnego ludowego buntu, ale postępującej delegitymizacji decyzji jakiegokolwiek rządu i jakiegokolwiek parlamentu.

Przypomnijmy znane i celne sformułowanie z „Umowy społecznej” Jeana-Jacques’a Rousseau: „Lud zawsze chce dobra, ale nie zawsze wie, na czym ono polega”.

Prof. Zoll: To decyzja niezgodna z konstytucją

Prof. Andrzej Zoll, b. prezes Trybunału Konstytucyjnego: – Uważam, że prezydent podjął decyzję, która jest niezgodna z konstytucją. Art. 125 konstytucji mówi, że referendum może być zarządzone w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa. Pytania, które miałyby być zadane w tym referendum, takich spraw nie dotyczą. Dotyczą spraw ważnych dla obywateli, ale takich, o których powinien rozstrzygać parlament, a nie referendum. Jesteśmy demokracją parlamentarną, a nie bezpośrednią. Dlatego uważam, że Senat powinien odmówić prezydentowi zgody na to referendum.

Podobnie zresztą uważam na temat pytań w referendum zarządzonym przez prezydenta Komorowskiego. No, może z wyjątkiem pytania o JOW-y. Ale ono jest źle zadane: należałoby pytać o zmianę zasady proporcjonalnych wyborów do Sejmu. Natomiast zarządzenie referendum razem z wyborami parlamentarnymi jest szkodliwe dla kultury prawnej i politycznej w Polsce, bo skomplikuje przebieg kampanii, a do tego preferuje w wyborach jedną partię: tę, która chciała zadania pytań w referendum Do referendum i wyborów pójdą przede wszystkim zwolennicy tej partii.

Dr Piotrowski: To decyzja zgodna z konstytucją

Dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista: – Decyzja prezydenta jest w pełni zgodna z konstytucją. Powiedział, że zwróci się o zgodę na referendum do Senatu, co bardzo cieszy, bo pojawili się eksperci, którzy twierdzą, że konstytucję można tak interpretować, że prezydent nie musi się o nią zwracać.

Nie mam wątpliwości, że zadanie tego rodzaju pytań referendalnych – nie wchodząc w sposób ich sformułowania – jest zgodne z konstytucją. O tym, jakie sprawy mają zasadnicze znaczenie dla państwa, decydują nie eksperci, tylko obywatele. Obywatele dali już wyraz tego, że są to sprawy dla nich ważne, zbierając wymaganą liczbę podpisów pod projektami referendów czy ustaw w sprawach, które mają być teraz przedmiotem referendum. Poza tym to, co ma zasadnicze znaczenie dla państwa, oceniają też ci, którzy zarządzają referendum, czyli prezydent i Senat.

Mogą się pojawić komplikacje w związku z jednoczesnym odbywaniem się referendum i wyborów z rozdzieleniem obu kampanii. Ale to ustawodawca zdecydował, że referendum i wybory mogą się odbywać jednocześnie. Ma to swoje zalety, bo kandydaci będą się mogli odnosić do kwestii zadanych w pytaniach referendalnych. Formalnie referendum i wybory są rozdzielone, bo są uregulowane w dwóch ustawach. A Państwowa Komisja Wyborcza może doprecyzować szczegóły, żeby zmniejszyć komplikacje. f NOT. ES

Borowski: Niech PiS zrobi to, jak weźmie władzę

Marek Borowski, senator niezrzeszony, b. marszałek Sejmu i b. wicepremier: – Zorganizowanie referendum razem z wyborami to precedens. Nie ma przecież przepisów, jak to przeprowadzić, ile ma być urn, ile komisji, ile list. Nie jestem przeciwnikiem tej praktyki jako takiej, ale stwierdzam po prostu, że nie ma przepisów organizacyjnych i jest pytanie, czy zdąży się je wprowadzić.

Co do samych pytań – pierwsze, które dotyczy wieku emerytalnego, jest skrajnie nieodpowiedzialne, należy do gatunku pytań: „Czy chciałbyś być zdrowy, piękny i bogaty?”. Przecież wiadomo, że ludzie zawsze powiedzą, że chcą krócej pracować.

Niech PiS skraca ten wiek, ale wtedy, gdy dojdzie do władzy, na własną odpowiedzialność. W reformę dotyczącą sześciolatków włożono dużo pracy i pieniędzy – dlaczego nie poczekać, jak to zadziała? Wreszcie kwestia Lasów Państwowych. To wyjątkowa hipokryzja ze strony PiS. Dwa lata temu PiS głosowało przeciwko zapisaniu w konstytucji zasady zakazującej prywatyzacji Lasów, teraz straszy ludzi, że ktoś chce sprzedawać te Lasy, w sytuacji gdy nie ma takich planów.

Zobacz także

OpiniePoSłowach

wyborcza.pl

Duda w orędziu: Zwracam się do Senatu z wnioskiem o referendum w dniu wyborów. Pytania m.in. o emerytury i Lasy Państwowe

past, PAP, 20.08.2015
– Należy umożliwić obywatelom wypowiedzenie się w ważnych kwestiach, jakimi są prywatyzacja Lasów Państwowych, decydowanie o wysyłaniu sześciolatków do szkół i wieku emerytalnym – powiedział prezydent Andrzej Duda w orędziu wygłoszonym na antenie Telewizji Polskiej.
http://www.gazeta.tv/plej/19,114883,18602432,video.html?embed=0&autoplay=1

 

Duda oświadczył w telewizyjnym orędziu, że zwraca się do Senatu z wnioskiem, by w dniu wyborów 25 października poddać pod ogólnokrajowe referendum kwestie: zniesienia obowiązku szkolnego sześciolatków, obniżenia wieku emerytalnego i ochrony Lasów Państwowych.

Prezydent podkreślił podczas wystąpienia, że kilka dni temu spotkał się z przedstawicielami inicjatyw obywatelskich. – Reprezentują oni sześć milionów Polaków, którzy podpisali się pod wnioskiem o referendum w trzech niezwykle istotnych dla państwa i społeczeństwa sprawach – możliwości zniesienia obowiązku szkolnego sześciolatków, obniżenia wieku emerytalnego, ochrony Lasów Państwowych – podkreślił.

„Należy umożliwić obywatelom wypowiedzenie się”

– Obowiązek posyłania do szkoły sześciolatków wywołał w społeczeństwie liczne kontrowersje. Zmiany w systemie oświaty winny być wprowadzane z poszanowaniem środowisk związanych ze szkołą – nauczycieli i specjalistów, ale również rodziców, którzy najlepiej znają indywidualne potrzeby i możliwości swoich dzieci – powiedział Duda.

Opinia rodziców domagających się prawa do decydowania o kształcie systemu edukacji w Polsce musi być wysłuchana – zaznaczył prezydent. Ocenił też, że podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia doprowadziło do zmian w życiu wszystkich pracujących obywateli i ich rodzin, a także przyszłych pokoleń.

– Wzbudziło wiele wątpliwości co do zasadności wprowadzanych regulacji. Zasady nabywania uprawnień emerytalnych są jedną z kluczowych kwestii społecznych. Dlatego należy umożliwić obywatelom wypowiedzenie się również w tej tak ważnej dla nas wszystkich sprawie – powiedział Duda.

„Zwracam się do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z wnioskiem o referendum”

Prezydent podkreślił ponadto, że Lasy Państwowe są jednym z ostatnich niesprywatyzowanych zasobów narodowych. – Obowiązujący model zarządzania nimi służy zrównoważonemu użytkowaniu zasobów środowiska i gwarantuje racjonalną gospodarkę leśną – powiedział Duda.

– W odczuciu społecznym dobro to powinno podlegać szczególnej ochronie państwa i pozostać jego własnością – zaznaczył.

– Biorąc pod uwagę, że taka jest wola milionów Polaków, zwracam się do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z wnioskiem, by poddać te kwestie pod ogólnokrajowe referendum w dniu wyborów parlamentarnych 25 października. Referendum w połączeniu z wyborami do Sejmu i Senatu będzie znacząco tańsze niż przeprowadzone w osobnym terminie – oświadczył prezydent.

orędzieDudy

gazeta.pl

Prezydent jednej partii

Dominika Wielowieyska, 20.08.2015
Zgodnie z życzeniem PiS prezydent Andrzej Duda podjął decyzję o rozpisaniu referendum, ponieważ bierze udział w kampanii wyborczej na rzecz swojej macierzystej partii.

To jego prawo, ale też jasno oznajmił właśnie Polakom: jestem prezydentem partyjnym. Bo to PiS chce, by kampanię wyborczą zdominowały dwa tematy dla tej formacji bardzo wygodne – wiek emerytalny i posyłanie sześciolatków do pierwszej klasy.

Rząd PO-PSL podjął dwie trudne decyzje, które wielu obywatelom się nie podobają. PiS dobrze wie, że były nieuniknione. Trzecie pytanie o prywatyzację Lasów Państwowych jest bez sensu, chodzi tylko o to, by przypisać konkurentom zamiary, których nie mają.

Referendum ma zepchnąć Platformę Obywatelską do defensywy. Teraz prezydent zwróci się do Senatu z prośbą o akceptację dla swojego wniosku i jeśli Senat głosami PO to odrzuci, to PiS wywoła histerię: Platforma, choć obywatelska, nie chce słuchać obywateli! I tak referendum stanie się motywem przewodnim kampanii.

Jednak w tej rozgrywce chodzi o coś więcej niż tylko marketingowe chwyty PiS czy nieudolność Platformy w narzucaniu własnych tematów w przedwyborczym czasie. Tu nawet nie chodzi o to, że Duda jest partyjnym prezydentem.

Tu chodzi o to, czy politycy wykazują minimalną odpowiedzialność za Polskę i za jej przyszłość. Czy myślą w perspektywie kilku lat, czy może zastanawiają się, jak ten kraj będzie wyglądał za lat kilkadziesiąt. I co zostawimy naszym dzieciom: zadłużoną, pogrążoną w chaosie Grecję czy zamożne, sprawne państwo.

Dziś ludziom można obiecać wszystko: nie tylko 500 zł, ale i 1000 zł miesięcznie. I pracę do 50. roku życia. I zwolnienie z obowiązku szkolnego, bo po co męczyć dzieci. Można nawet wmówić Polakom, że pieniądze same będą spadać z nieba. Przecież Andrzej Duda powiedział, że to się da zrobić, tylko trzeba chcieć.

Ale zawsze pojawia się pytanie: gdzie jest zwykła przyzwoitość i odpowiedzialność? Czy moralne jest wmawianie Polakom, że to wszystko jest na wyciągnięcie ręki bez żadnego wysiłku i bez bolesnych konsekwencji?

Organizacja PiS-owskiego referendum w dniu wyborów parlamentarnych jest pomysłem absurdalnym i szkodliwym z kilku powodów. Absurdalnym, bo przecież tego dnia obywatele i tak wyrażą swoje zdanie przy urnach i mogą wybrać polityków, którzy w tych trzech sprawach mają określony pogląd.

PiS nam wmawia, że referendum jest lepszą formą demokracji niż wybór przedstawicieli do Sejmu. To szkodliwy mit. W referendum trzeba zadać proste pytanie dotyczące tak skomplikowanej materii jak system emerytalny, a jeśli jego wynik będzie wiążący, to wyklucza to możliwość zawarcia kompromisu w Sejmie. Tymczasem to kompromis, uwzględniający w jakimś stopniu zdanie mniejszości, jest istotą demokracji.

Ponadto, jeśli chce się zadać Polakom pytanie: „Czy chcesz pracować krócej?”, to trzeba dopisać i to, że: „dzięki temu będziesz dostawać niższą emeryturę, a jeśli jesteś młodym człowiekiem, to zgadzasz się płacić wyższe podatki, aby utrzymać licznych zdolnych do pracy emerytów”. Bez tych zastrzeżeń będzie to zwykła manipulacja.

Referenda mają sens wtedy, gdy dotyczą spraw lokalnych albo kwestii ustrojowych, które w równym stopniu dotyczą wszystkich obywateli. Tak było w przypadku głosowania za wejściem Polski do UE i akceptacji dla nowej konstytucji.

Tak nie jest w przypadku posyłania sześciolatków do pierwszej klasy (co na ten temat ma np. do powiedzenia osoba bezdzietna). Nie ma też powodu, aby dzisiejsi emeryci, których sprawa wieku emerytalnego już nie obchodzi, mieli na zasadzie zero-jedynkowej decydować o tym, że moje dzieci będą miały na karku gigantyczny dług publiczny.

Dlatego ja w tym referendum nie wezmę udziału.

wielowieyskaDecyzjaDudy

wyborcza.pl

 

Prezydent Andrzej Duda proponuje nowe referendum. Kampania pod znakiem emerytur i ukłon w stronę PiS

Prezydent Andrzej Duda proponuje nowe referendum. Kampania pod znakiem emerytur i ukłon w stronę PiS
Prezydent Andrzej Duda proponuje nowe referendum. Kampania pod znakiem emerytur i ukłon w stronę PiS

Prezydent Andrzej Duda postanowił zwrócić się do Senatu z propozycją referendum w sprawie obniżenia wieku emerytalnego, prywatyzacji Lasów Państwowych oraz obowiązku posyłania sześciolatków do szkół. To pierwsza decyzja prezydenta Dudy w sprawie polityki krajowej i pierwszy ukłon w stronę swojej rodzimej partii. Postulaty, w sprawie których będziemy decydować 25 października są „żywcem” wyjęte z programu Prawa i Sprawiedliwości.

Referendum w dniu wyborów
– Należy umożliwić obywatelom możliwość wypowiedzenia się w tak ważnej dla państwa sprawie – powiedział Andrzej Duda odnosząc się do kolejnych spraw. Prezydent zdecydował o przeprowadzeniu referendum w tym samym dniu co wybory m.in. ze względu na koszty. – To znacznie tańsze rozwiązanie niż przeprowadzanie referendum w oddzielnym terminie. – Postanowiłem uszanować decyzję mojego poprzednika i nie ingerować w to referendum – zapowiedział prezydent w specjalnym telewizyjnym wystąpieniu.

PREZYDENT ANDRZEJ DUDA

Obowiązek posyłania do szkoły sześciolatków wywołał w społeczeństwie liczne kontrowersje. Zmiany w systemie oświaty winny być wprowadzane z poszanowaniem środowisk związanych ze szkołą – nauczycieli i specjalistów, ale także i rodziców, którzy najlepiej znają indywidualne potrzeby i możliwości swoich dzieci.

Senat odrzuci wniosek
Decyzję Prezydenta RP musi teraz zatwierdzić Senat, w którym większością cieszy się jednak Platforma Obywatelska. Wniosek zostanie najprawdopodobniej odrzucony. Mimo to, nietrudno przewidzieć, że temat emerytur i sześciolatków zdominuje dalszą część kampanii referendalnej.

PREZYDENT ANDRZEJ DUDA

Podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia doprowadziło do zmian w życiu wszystkich pracujących obywateli i ich rodzin, ale także i przyszłych pokoleń. Wzbudziło wiele wątpliwości co do zasadności wprowadzanej regulacji.

Partia Jarosława Kaczyńskiego na każdym kroku wypominać będzie rządzącym, że są antyobywatelscy i – mimo „otwartej postawy nowego prezydenta” – odwracają się od wniosków podpisanych przez miliony obywateli. Będzie to również wygodna furtka, jak „obejść” wrześniowe referendum, zaproponowane jeszcze przez Bronisława Komorowskiego, w którym PiS wykazuje mniej akceptowalne przez społeczeństwo stanowisko: jest za utrzymaniem partii z budżetu i przeciwko JOW.

Kto zatem straci najbardziej? Platforma Obywatelska, odpowiadająca za podniesienie wieku emerytalnego i decyzję dotyczącą sześciolatków. To dla partii rządzącej tematy niewygodne, od których wolałaby uciec. W obliczu zaistniałej sytuacji – będzie to niemożliwe. Dzięki decyzji Andrzeja Dudy, kampania przed wyborami parlamentarnymi toczy się dokładnie tak, jak liderzy PiS tego chcą.

Kampania w rytmie PiS-u
Przypomnijmy, stanowisko Andrzeja Dudy jest jednym ze skutków rozmowy, która miała miejsce w środę w Pałacu na Krakowskim Przedmieściu. Prezydent spotkał się z kandydatką PiS na premiera Beatą Szydło, szefem „Solidarności” Piotrem Dudą, Tomaszem i Karoliną Elbanowskimi oraz organizatorami akcji na rzecz referendum ws. Lasów Państwowych.

To wtedy Piotr Duda zaproponował, by Polacy odpowiedzieli na dodatkowe pytania referendalne w dniu październikowych wyborów parlamentarnych. Politycy partii rządzącej od początku pojawienia się tego pomysłu podkreślają, że to jawne wsparcie PiS i manipulacją instytucją referendum. – Organizowanie referendum i wyborów w tym samym dniu, po to, żeby instrumentalnie wykorzystać referendum do tego, by poprawić swój wynik wyborczy, jest praktyką, która nie była dotąd w Polsce stosowana i jest dużym nadużyciem demokracji – mówiła szefowa sztabu PO, Joanna Mucha.

noToCzad

Gdyby wniosek Andrzeja Dudy udało się jednak „przepchnąć” przez Senat, przyniesie to partii Kaczyńskiego jeszcze jeden korzystny efekt, o którymmówił w wywiadzie dla naTemat były rzecznik PiS Adam Hofman – to spowodowałoby moim zdaniem wzrost frekwencji w grupach wyborczych, które są dla PiS istotne – mówił. A to z kolei może być klucz do zdobycia samodzielnej większości przez PiS.

 

 

naTemat.pl

Partyzanci miejscy. Litania o Kościele i władzy nad Polską [DANIELEWSKI]

Michał Danielewski, 19.08.2015

Cała Polska dyskutowała o tym, czy ustępującemu prezydentowi Komorowskiemu należy dawać komunię świętą. Na zdjęciu: Bronisław Komorowski podczas mszy w trakcie obchodów 69. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego

Cała Polska dyskutowała o tym, czy ustępującemu prezydentowi Komorowskiemu należy dawać komunię świętą. Na zdjęciu: Bronisław Komorowski podczas mszy w trakcie obchodów 69. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Żar modłów dorównywał żarowi z niebios, ale fronty atmosferyczne poskąpiły deszczu spękanej polskiej ziemi.

Pamiętacie? Upały były wtedy prawie takie jak dziś, a z nieba nie chciała spaść kropla wody. Właśnie obchodzimy dziewiątą rocznicę radosnego wydarzenia, gdy na wezwanie grupy posłów i marszałka niższej izby parlamentu w kaplicy sejmowej zebrali się polscy politycy, by pomodlić się o deszcz. Żar modłów dorównywał żarowi z niebios, ale fronty atmosferyczne postanowiły zakpić sobie z kościelno-politycznych wezwań i jeszcze przez jakiś czas poskąpiły deszczu spękanej polskiej ziemi.Wspominam o tym, bo gorąco, a jak gorąco, to wiadomo, że trzeba pogadać o Kościele katolickim. Założę się, że też macie takich znajomych: o czymkolwiek by się z nimi rozmawiało i tak dyskusja zejdzie na Kościół. A skoro gadka o Kościele, to i kościelną formę litanii przybiera: że Kościół ma władzę nad Polską, że się przez Kościół żyć w Polsce nie da, że się Kościół wtrąca, że kieruje, że podgląda, że jest zamknięty, zamiast być otwarty, Kyrie eleison. Z zawodzeń tych okrutnych wyłania się obraz Polski jako kraju niemalże pod watykańską okupacją, gdzie internetowy ruch oporu walczy z teokratyczną przemocą ostatkiem sił za pomocą coraz głupszych memów i dość uciążliwej na dłuższą metę histerii.Znajome feministki oburzają się na język biskupich kazań, jakby robiło im różnicę, czy całkowitego zakazu aborcji Kościół zażąda z uprzejmym uśmiechem, czy wściekłym grymasem. Zaprzyjaźnieni lewacy wyrzekają na charytatywny Caritas, jakby głodnemu robiło różnicę, czy nakarmi się go pod sztandarem oświecenia, czy pod obrazkiem z Jezusem. Tak, zdecydowanie: Kościół stał się obsesją Polski lewicowo-liberalnej. Jakby zrobić badania, to by się pewnie okazało, że statystyczny liberalno-lewicowy Polak o Kościele myśli częściej niż o seksie.

Czy jesteście gotowi na prawdę? Świecki katolik pisze list do polskich biskupów

I po co to wszystko? Na co te nerwy? Powiem wam: po nic. Kościół wykonuje po prostu w Polsce swoją robotę: przestrzega przed nihilizmem, permisywizmem, upadkiem rodziny, wyklina seksualne rozpasanie i to wszystko, co Jan Paweł II z wrodzonym sobie wdziękiem nazwał „cywilizacją śmierci”. Podobnie jest we Włoszech, Meksyku, Irlandii. Jeśli przyjrzeć się listom duszpasterskim odczytywanym w irlandzkich kościołach przed referendum w sprawie legalizacji małżeństw homoseksualnych, znajdziemy tam mnóstwo ostrych sformułowań i jednoznaczne wezwanie do wiernych, by głosowali na „nie”. Różnica między Polską a Irlandią? Mieszkańcy Zielonej Wyspy nie biczowali się głupimi wypowiedziami biskupów, nie wrzucali ich na Facebooka, nie płakali rzewnymi łzami z tęsknoty za „Kościołem otwartym”. Zamiast tego zwyczajnie zignorowali wezwania katolickich hierarchów i zagłosowali po swojemu. I już. To takie proste. Podobnie w Polsce mityczna wielka władza Kościoła to tylko złudzenie, które pryska, ilekroć ktoś powie „sprawdzam”. Kiedy prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak wyciągnął na światło dzienne kościelne roszczenia do miejskich terenów, nie trafił go grom z jasnego nieba, poparcie nie spadło. Kiedy Bronisław Komorowski podpisał ustawę o in vitro, też nic gorszego prócz bełkotliwych obelżywości wygadywanych przez paru chamowatych księży go nie spotkało.

Więc niech duchowni się modlą, niech pomstują, niech wzywają – w końcu za to im płacą. A my bądźmy świeccy jak deszcz: ponad to. Bo w końcu co nas to wszystko obchodzi?

Zgadzacie się z autorem? A może macie odmienne zdanie? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Wideo „Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.

W ”Dużym Formacie” czytaj:

Jacek Purski: Boniek, to było nie fair
Dlaczego człowiek, który walczy z rasizmem na stadionach, jest wrogiem polskiej piłki? Rozmowa z Jackiem Purskim, działaczem antyrasistowskiego Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”

W poszukiwaniu straconej błony. Kalwas pyta Egipcjanki o dziewictwo
Zaczynają od inwokacji „W imię Boga, Miłosiernego, Litościwego”, a potem zaglądają ci w krocze

Od bazaru do salonu Reserved
Jestem przeciwny, żeby robotnik w fabryce był zatrudniany na umowę-zlecenie. Rozmowa z Markiem Piechockim , prezesem firmy odzieżowej LPP, jednym z najbogatszych Polaków

Po prostu KRALL
Krall: – Życie jest powinnością, z której się trzeba wywiązać. Tochman: – To straszne, co pani mówi. Szczygieł: – Ja wiem, po co ja żyję. Tochman: – To lepiej się od razu powiesić!

Wspólna podłoga, czyli życie niesamotne
Mąż – żona, żona – żona, mąż – mąż i jeszcze jeden model

Świat według Orlińskiego
Krytyczny detektyw, czyli czas na Wall Street

W końcu przyszło lato. Fotoreportaż z najzimniejszego miasta świata
Dorosły pomyśli: jak żyć w miejscu, gdzie przez wiele dni w roku wiatr jest tak silny, że przewraca człowieka na chodniku? Ale dziecko widzi to inaczej. Rozmowa z fotografką Evgenią Arbugaevą

KościółStałSięObsesją

Wyborcza.pl

Piotr Maślak bohaterem internetu. Za słowa do redaktorów Faktu: „Czy wam kompletnie odje*ało?”

Piotr Maślak bohaterem internetu. Za słowa do redaktorów Faktu: "Czy wam kompletnie odje*ało?"
Piotr Maślak bohaterem internetu. Za słowa do redaktorów Faktu: „Czy wam kompletnie odje*ało?” Fot. TOK FM

Właściwie nie istnieją wyjątki od zasady, że na antenie radia czy telewizji nie wolno przeklinać. Dziś jednak, gdy na łamach faktu doszło do publikacji zdjęć skatowanej dziewczynki, granice zostały wyraźnie przesunięte. Dziennikarz radia TOK FM w czasie porannej audycji nie powstrzymał emocji i powiedział do dziennikarzy Faktu: Czy wam kompletnie, przepraszam za słowo, odje*ało? I nikt nie zamierza go dziś za to potępiać.

Nagranie z wystąpieniem Piotra Maślaka rozchodzi się po mediach społecznościowych. – Czapki z głów – piszą internauci. Na antenie ogólnopolskiego radia dziennikarz powiedział to, co na myśl przeszło wszystkim oglądającym dzisiejszą okładkę tabloidu „Fakt”.

Dziennikarz był wyraźnie poruszony w czasie porannego przeglądu prasy. – Proszę dzisiaj nie kupować „Faktu” – apelował w Pierwszym Śniadaniu Radia TOK FM. – Nie rozumiem, co się musi dziać w mózgach redaktorów, którzy na pierwszej stronie publikują zdjęcie dziewczynki uderzonej siekierą. Czy wam kompletnie od… drodzy redaktorzy? – mówił Maślak.

Fotografię wykonano w środę, gdy 10-latka była wnoszona do karetki. Dziewczynka zmarła kilka godzin później na skutek odniesionych obrażeń. Dziecko uderzył siekierą 27-letni Samuel N. Do morderstwa doszło w Kamiennej Górze. Samuel N., który przyznał się do winy, usłyszał już zarzut zabójstwa z pobudek zasługujących na szczególne potępienie.

– Skierował agresję na bezbronne dziecko, które nie było niczemu winne. Zachował się z pogardą dla jej życia – powiedziała stacji TVN24 prokurator Helena Bonda. Samuel N. zaatakował dziewczynkę, gdy ta wchodziła z rodzicami do księgarni.

Źródło: TOK FM

piotrMaślak

naTemat.pl

Zabójstwo w Kamiennej Górze. Wziął siekierę do torby, by rozprawić się z urzędnikami. Zabił 10-latkę

Mateusz Czmiel, 20.08.2015

Księgarnia, w której doszło do zdarzenia

Księgarnia, w której doszło do zdarzenia (Google Street View)

Samuelowi N., mieszkańcowi Kamiennej Góry, który w środę zadał śmiertelny cios siekierą 10-letniej dziewczynce, prokuratura postawiła dziś zarzut zabójstwa z motywów zasługujących na szczególne potępienie. Mężczyźnie grozi dożywocie.

27-letni Samuel N. od ponad półtora miesiąca nie mógł znaleźć pracy. – Dwa dni temu dowiedział się, że nie przysługuje mu zasiłek. Dlatego do reklamówki włożył siekierę i skierował się w stronę urzędu pracy, aby zemścić się na urzędnikach – relacjonuje prokurator Ewa Węglarowicz-Makowska.

Oskarżony, będąc w urzędzie, poprosił o spotkanie z urzędniczką, która poinformowała go we wtorek, że nie ma prawa do zasiłku. Zamknął się z nią w pokoju i zaczął awanturować, wystraszona urzędniczka zawołała ochronę, która wyprosiła Samuela z budynku urzędu pracy.

– Wyszedł więc na ulicę i bez celu chodził po centrum miasta. Jak wyjaśnił, przez cały czas narastała w nim złość. Dlatego wyjął z reklamówki siekierę i podszedł do dziewczynki, która wraz z matką wchodziła do księgarni – mówi prokurator.

Przypomnijmy, do makabrycznego zdarzenia doszło około południa na pl. Wolności w Kamiennej Górze. Do 10-letniej dziewczynki, która weszła do księgarni z rodzicami, podbiegł 27-letni mężczyzna i uderzył ją siekierą w tył głowy. Po czym odrzucił narzędzie i uciekł.

Na pomoc rzucili się świadkowie.

Dziewczynka została zabrana do szpitala. Niestety, nie udało się jej uratować. Po trzech godzinach od ataku dziecko zmarło.

Radny, który złapał Samuela N., zdziwiony jego obojętnością

Marek Białecki, radny z Kamiennej Góry, jest jedną z osób, które obezwładniły napastnika. – Idąc w pobliżu księgarni, usłyszałem przerażający krzyk dziecka. Nagle zobaczyłem, jak w moją stronę biegnie młody mężczyzna z dużą, masywną siekierą. Kilka osób próbowało go złapać, ale nie dali rady – relacjonuje.

Białecki pobiegł za mężczyzną. Traf chciał, że jeden z kierowców otworzył drzwi samochodu, w które wpadł napastnik. – Udało mi się złapać mężczyznę. Potem dobiegł do mnie mój kolega i wykręcając mu ręce, czekaliśmy na przyjazd policji – dodaje Białecki.

Obezwładniony mężczyzna, pytany przez Białeckiego, co zrobił, odpowiedział, że „nie zamierza się nikomu tłumaczyć”. – Zachowywał się tak, jak gdyby nic się nie stało. Nie okazywał żadnych emocji. Jakby dla niego był to chleb powszedni – mówi Białecki. Nie znał mężczyzny. – Jestem radnym już trzecią kadencję, znam wielu ludzi w mieście, ale tego mężczyznę widziałem po raz pierwszy.

Policja pojawiła się na miejscu po kilku minutach.

Zabójcę zbadają psychiatrzy. Ma zespół Tourette’a

Dziś Samuel N. był przesłuchiwany przez prokuraturę, która ostatecznie postawiła mu zarzut popełnienia zabójstwa z motywów zasługujących na szczególne potępienie. Oskarżony przyznał się do winy. Grozi mu dożywocie.

– Prokurator skieruje dziś do sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące. Wkrótce powoła też biegłych lekarzy psychiatrów, by zbadać stan zdrowia psychicznego Samuela N. – informuje prokurator Ewa Węglarowicz-Makowska.

Prokuratura ujawniła także, że oskarżony jest chory, ma zespół Tourette’a – to wrodzone zaburzenie neurologiczne charakteryzujące się przede wszystkim występowaniem licznych tików ruchowych i werbalnych.

Ceny wynajmu mieszkań w Polsce. Gdzie najdrożej? Warszawa, Gdańsk, a może Wrocław?Czytaj więcej

zabójstwoWKamiennej Górze

wroclaw.wyborcza.pl

„Fakt” publikuje makabryczne zdjęcia ciężko rannej dziewczynki. To najgorsze, do czego posunął się polski tabloid

Wiktoria Beczek, 20.08.2015
Na pierwszej stronie „Faktu” znalazło się dziś niemal całostronicowe zdjęcie rannej dziewczynki. 10-latka uderzona siekierą w głowę jest na fotografii wnoszona do karetki. Kilka godzin później dziecko już nie żyło. Publikacja tego zdjęcia to prawdopodobnie najgorsza rzecz w historii polskich tabloidów.

Okładka

Okładka „Faktu” („Fakt”)

obcyCzłowiekFakt

miałaByć

W „Pierwszym śniadaniu” w TOK FM mówił o tym Piotr Maślak: – Proszę nie kupować „Faktu”. Naprawdę nie wiem, co się musi dziać w mózgach redaktorów, którzy publikują zdjęcie dziewczynki uderzonej siekierą. Czy wam kompletnie – przepraszam za słowo – odj***ło, drodzy redaktorzy?

Morderstwo w Kamiennej Górze

W księgarni, w centrum Kamiennej Góry, mężczyzna uderzył 10-letnią dziewczynkę siekierą w głowę. Następnie napastnik narzędzie odrzucił i uciekł. Dziewczynka została zabrana do szpitala z obrażeniami głowy. Niestety, nie udało się jej uratować.

Na razie nie wiadomo, dlaczego 27-latek zaatakował dziecko – policja ustala jego motywy. Jedna z osób, które łapały napastnika, relacjonowała: – Zachowywał się tak, jak gdyby nic się nie stało. Nie okazywał żadnych emocji. Jakby dla niego był to chleb powszedni.

Mężczyzna nie był pod wpływem alkoholu. Śledczy oczekują na wyniki badań krwi na obecność innych środków odurzających. Dziś odbędzie się sekcja zwłok dziewczynki. Po niej napastnik ma zostać przeprowadzony do prokuratury, gdzie zostanie przesłuchany i – jak podaje tvn24.pl – ma usłyszeć zarzut zabójstwa. 27-latkowi grozi dożywocie.

faktPublikuje

gazeta.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: