PL (19.08.2015)

 

Z powodu upałów w polskich rzekach ubywa wody. Rekordowe niskie poziomy

seka, dt, PAP, 19.08.2015
Długotrwale upały utrzymujące się w całej Polsce, doprowadziły do rekordowo niskiego poziomu wody w wielu rzekach. W środę średni poziom Wisły wyniósł w Warszawie między 50 i 51 cm, co miasto wykorzystuje na sprzątanie rzeki i jej okolic. Tego lata Wisła odsłania nie tylko śmieci, ale też historyczne przedmioty. Na zdjęciu: Warszawa. Wisła  w okolicach Żerania.

JACEK MARCZEWSKI

Długotrwale upały utrzymujące się w całej Polsce, doprowadziły do rekordowo niskiego poziomu wody w wielu rzekach. W środę średni poziom Wisły wyniósł w Warszawie między 50 i 51 cm, co miasto wykorzystuje na sprzątanie rzeki i jej okolic. Tego lata Wisła odsłania nie tylko śmieci, ale też historyczne przedmioty. Na zdjęciu: Warszawa. Wisła w okolicach Żerania.
  • Długotrwale upały utrzymujące się w całej Polsce, doprowadziły do rekordowo niskiego poziomu wody w wielu rzekach. W środę średni poziom Wisły wyniósł w Warszawie między 50 i 51 cm, co miasto wykorzystuje na sprzątanie rzeki i jej okolic. Tego lata Wisła odsłania nie tylko śmieci, ale też historyczne przedmioty. Na zdjęciu: Warszawa. Wisła  w okolicach Żerania. - miniatura
  • Dr Hubert Kowalski z Instytut Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego przyznał, że rekordowo niski poziom Wisły przyciąga nad jej brzegi poszukiwaczy skarbów. Podkreślił, że wszystkie znaleziska należą do państwa i trzeba mieć zgodę na poszukiwania. W przypadku znalezienia jakiejś historycznej rzeczy pierwszy telefon należy wykonać do konserwatora zabytków - powiedział. Na zdjęciu: Kazimierz Dolny.  - miniatura
  • Czesław. Rzeka Krzyworzeka - wyschła po długotrwałej fali upałów . - miniatura
  • Do tej pory najniższy średni poziom Wisły odnotowano w 2012 r., wynosił 52 cm. W ostatni poniedziałek ten stan spadł poniżej 52 cm. Na zdjęciu: niski stan Wisły w Tczewie .  - miniatura
  • Warszawa.  Niski poziom Wisły pomiędzy mostami Gdańskim i Grota. - miniatura
  • Politycy zapewniają, że rekordowo niski poziom wody nie powoduje zagrożeń dla dostaw wody pitnej dla mieszkańców i nie powoduje obniżenie jej jakości. Na zdjęciu Toruń.  - miniatura
  • Kazimierz Dolny - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Wrocław. Ślęza za Mostem Żernickim. - miniatura
  • W 225 gminach, ponad połowie na Mazowszu, powołane zostały komisje, które mają oszacować poziom strat związanych z suszą w gospodarstwach rolnych. Na zdjęciu: Warszawa. Wodowskaz w Porcie Praskim. - miniatura
  • Niski stan Wisły w Tczewie .  - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Wrocław. Oława na wysokości Przedmieścia Oławskiego. - miniatura
  • Czasław. Rzeka Krzyworzeka wyschła po długotrwałej fali upałów. - miniatura
  • Warszawa, Wisła - okolice ulicy Wioślarskiej. - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Wrocław. Oława na wysokości Przedmieścia Oławskiego. - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Wrocław. Bystrzyca na wysokości Mostów Średzkich.  - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Kazimierz Dolny. - miniatura
  • Wrocław. Oława na wysokości Przedmieścia Oławskiego. - miniatura
  • Warszawa.  Niski poziom Wisły pomiędzy mostami Gdańskim i Grota. - miniatura
  • Toruń. Niski poziom wody w Wiśle. - miniatura
  • Rzeszów. Niski poziom wody w rzece Wisłok. - miniatura
  • Goczałkowice . Wyschnięte w skutek upałów  dopływy rzeki Wisła. - miniatura

wyborcza.pl

polskaSuchaJakWiór

Zabetonowali go żywcem pod akwarium, bo nie miał pieniędzy. Zbrodnia prawie doskonała

Piotr Żytnicki, 19.08.2015
Dom przy ulicy Słowackiego w Kórniku. To tutaj odnaleziono ciało przedsiębiorcy Mariusza O.

Dom przy ulicy Słowackiego w Kórniku. To tutaj odnaleziono ciało przedsiębiorcy Mariusza O. (Fot. ŁUKASZ CYNALEWSKI)

Ciała poznańskiego biznesmena nikt by pewnie nie odnalazł do dziś, gdyby porywacz nie popełnił błędu – kupił doładowanie do telefonu na poczcie, z której wysłał też list.
Jest piątek 27 czerwca 2014 r., ostatni dzień roku szkolnego. 61-letni biznesmen Mariusz O., który prowadzi z partnerką dwie firmy handlujące samochodami i komputerami, ma za dwa dni wyjechać na zagraniczne wakacje. Zamyka w biurze ostatnie sprawy. O godz. 11 wsiada do czarnego mercedesa S 550, pracownikom nie mówi, gdzie jedzie. O godz. 12.18 dzwoni do księgowej: – Wrócę za godzinę.

Gdy dwie godziny później dzwoni do niego partnerka, telefon już milczy. Kobieta zgłasza zaginięcie.

Tydzień później przy remizie strażackiej na poznańskim Dębcu policja odnajduje mercedesa. Jest zamknięty, po właścicielu ani śladu.

Policjant: – Coś nam nie pasowało. Miał dobre relacje z rodziną, plany na kolejne dni, zero problemów finansowych i prawnych. I nagle zapada się pod ziemię?

Strzał w głowę za szafą

Pół godziny przed rozmową z księgową do biznesmena dzwonił ktoś z nieznanego numeru. Połączeń z nim w ostatnich dniach było więcej. Policjanci wrzucają numer do wyszukiwarki. Wyskakują ogłoszenia: „Szukasz inwestora?”, „Sprzedam/kupię firmę”. Podany w sieci numer to telefon na kartę. Ostatnie doładowanie ktoś kupił na poczcie w Kórniku pod Poznaniem. Ale zostawił po sobie ślad, bo wraz z doładowaniem wysłał list do firmy leasingowej w Warszawie. Policja zagląda do koperty – to prośba o zawieszenie spłaty rat za leasing samochodu. Pod listem w imieniu spółki V. podpisał się Tomasz K. Policja sprawdza meldunki – nikt taki nie mieszka w Kórniku. Ale kobieta o takim samym nazwisku ma dom przy ul. Słowackiego. To biały, betonowy klocek.

Prokurator Adam Echaust podpisuje nakaz przeszukania. 9 lipca – dwa tygodnie po zaginięciu biznesmena – policja budzi o świcie domowników. – Męża nie ma – mówi Arleta K., gdy policjanci pytają o Tomasza.

Kobieta kłamie – mąż ukrył się w schowku zbudowanym za szafą, która stoi w korytarzu. Ma pistolet. Gdy zaglądają tam policjanci, strzela sobie w głowę. Umiera dzień później.

Policjanci znajdują dwa pistolety i tłumik, prawie 700 nabojów, gaz obezwładniający, pałkę. A w koszu na śmieci – czarny telefon samsung. Numer IMEI nie zostawia wątpliwości – to z niego ktoś dzwonił do zaginionego biznesmena.

Dlaczego oszust zabił?

Policjanci idą do kotłowni. Tam – wielkie akwaria z rybami. Tomasz K. był zapalonym hodowcą. Ciemnozielona podłoga pod akwarium wygląda na świeżo malowaną. Decyzja: rozkuwamy.

Widok jest makabryczny. W głębokim na metr dole – zabetonowane zwłoki mężczyzny. Klęczy, na głowie marynarka, w kieszeniach karty płatnicze zaginionego Mariusza O. Nie ma śladów postrzału. Medycy sądowi nie zostawią wątpliwości – biznesmena zabetonowano żywcem, przyczyną śmierci było uduszenie spowodowane uciskiem klatki piersiowej.

– Skoro zrobili to raz, mogli robić też wcześniej – podejrzewa prokurator Echaust. Każe przekopać całą posesję. Policjanci wykopują jednak tylko dwa owczarki kaukaskie.

Tomasz K. pochodził ze Śląska. Miał wyroki za oszustwa, poszukiwano go listem gończym. Jego żona powie potem, że przez kilka miesięcy ukrywał się na Ukrainie. Policjanci znajdą ukraiński dowód osobisty, do którego wkleił swoje zdjęcie.

Żona nie pracowała. Małżeństwo utrzymywało się z kolejnych oszustw. Założyli spółkę, przed porwaniem wzięli na nią kredyt. – Ale firma istniała tylko na papierze – mówi nam prokurator.

– Tomasz K. był oszustem, ale nie mordercą. Zastanawialiśmy się, dlaczego tym razem przekroczył granicę – dodaje jeden z policjantów. Przypomina podobną sprawę sprzed trzech lat. Właściciel firmy budowlanej odebrał telefon od klienta i pojechał do jego domu na spotkanie. Został powalony na ziemię przez ludzi w kominiarkach. Grozili mu ucięciem palców, jeśli nie przeleje pieniędzy na odpowiednie konto. Zadzwonił do żony i kazał zrobić przelew. Bandyci zostawili go przywiązanego do krzesła, a rodzinie wysłali SMS-a: „Proszę odebrać tatę, drzwi otwarte, jest cały i zdrowy”.

Ale z rodziną Mariusza O. nikt się nie skontaktował.

Tomasz K. nie pomyślał o tym? Coś poszło źle? A może od początku planował zabójstwo?

Nie masz kasy? To cement

W dniu porwania Arletę K. odwiedził jej brat Roman K. W domu był jeszcze ich znajomy ze Śląska Wojciech T. Z ich zeznań i wyjaśnień wynika, że wszyscy siedzieli w salonie z biznesmenem Mariuszem O., który zachęcony ogłoszeniem Tomasza K. przyjechał na rozmowy o interesach. W pewnym momencie Tomasz zaprosił go do kotłowni – może pooglądać akwaria? Wyszedł sam po kilkudziesięciu minutach.

– Z tym gościem żadnego interesu nie zrobimy – miał powiedzieć Romanowi i Wojciechowi. Za pasem trzymał już pistolet. Do kotłowni poszedł Wojciech T. Wrócił zdenerwowany: – On go trzyma w kajdankach!

Tomasz K. przyniósł kluczyki do czarnego mercedesa. Wojciech i Roman mieli odwieźć auto do Poznania. Arleta dała im ocet, ścierki i papierowe ręczniki, by zatarli ślady. Po wszystkim Roman zakopał kluczyki i wrócił do Kórnika. Wojciech odjechał na Śląsk – potwierdzają to logowania jego telefonu.

Po powrocie z Poznania Arleta z bratem zeszli znów do kotłowni. Biznesmen siedział na krześle, ręce miał związane plastikowymi opaskami. Tomasz K. stał obok. Przykładał mu do głowy broń i strzelał, by go nastraszyć. Nie pomagało – biznesmen powtarzał, że nie ma wolnych pieniędzy, które mógłby oddać lub przelać na konto.

Po serii tych samych pytań i odpowiedzi Arleta z bratem pojechali do marketu budowlanego. Przywieźli worki z cementem i chemikalia – między innymi wapno gaszone.

Przeżyć raczej nie mógł

Jaki dokładnie interes chciał zrobić z biznesmenem Tomasz K.? Czym go zwabił? To nie jest jasne. Jedna z wersji zakłada, że chciał sprzedać mu swoją zadłużoną firmę, która istniała tylko na papierze.

Czy przedsiębiorca mógł przeżyć? Policjanci wątpią. Gdyby biznesmen został uwolniony, poszedłby pewnie na policję. A ta nie miałaby problemu ze złapaniem sprawców, bo Tomasz K. zaprosił przecież ofiarę do własnego domu.

Proces pozostałych porywaczy rozpocznie się wkrótce w poznańskim sądzie.

WWW Polsce. Cykl „Wideo Witamy W Polsce” bada polskie realia, odkrywa nowe zjawiska i podgląda Polaków w pracy oraz w domu. To niezwykłe historie o ludziach i ich potyczkach z losem – o radościach, smutkach, skandalach i fenomenach.

Zobacz także

zabetonowaliGoŻywcem

wyborcza.pl

 

Kiepska końcówka wakacji w Polsce. Woda w Bałtyku zimna. W wielu miejscach wprowadzono zakaz kąpieli

dt, PAP, 19.08.2015
Plaża w Kołobrzegu, widok z latarni morskiej

Plaża w Kołobrzegu, widok z latarni morskiej (Fot. Olek Remesz/CC/Wikimedia)

Na wielu plażach Pomorza Zachodniego zawisły czerwone flagi oznaczające zakaz kąpieli. Powodem jest bardzo niska temperatura wody w Bałtyku wynosząca nawet jedynie 9 st. C.
Nie można się kąpać w morzu na odcinku ok. 100 km od Mrzeżyna do Bobolina – informuje Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe Województwa Zachodniopomorskiego. Czerwone flagi zawisły m.in. na plażach w Darłowie, Dźwirzynie, Grzybowie, Kołobrzegu, Mielnie i Gąskach.

Kąpiel w tak zimnej wodzie jest szczególnie niebezpieczna dla tych, którzy zaraz po opalaniu postanawiają ochłodzić się w Bałtyku. Kontakt rozgrzanego ciała z zimną wodą może wywołać szok termiczny, a w konsekwencji prowadzić do paraliżu i utonięcia – tłumaczą ratownicy. Przyczyną tak niskiej temperatury wody w tej części Bałtyku jest zjawisko zwane upwellingiem.

Powstaje ono wówczas, gdy na wschodzie występuje wyż i wieje wiatr wschodni – wyjaśniła dyżurna synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Szczecinie Julianna Drożdżyńska. – Takie warunki sprzyjają podnoszeniu się wód głębinowych. Wyższe warstwy wody zostają zepchnięte niżej, a woda z głębiny wypływa wyżej, jest ona zdecydowanie chłodniejsza – powiedziała synoptyk.

Jak dodała, jest to zjawisko całkiem naturalne i występuje najczęściej latem – w lipcu i sierpniu.

Jest jeszcze szansa na poprawę

– Jeśli tylko zmieni się kierunek wiatru, wzrośnie również temperatura wody – dodała synoptyk. Może to nastąpić – zgodnie z prognozami – we wtorek, gdy kierunek wiatru zmieni się na południowy – poinformowała Drożdżyńska.

Według danych IMGW najniższą temperaturę wody w Bałtyku notuje się obecnie w Kołobrzegu – 9 st. C. W Świnoujściu woda ma 21 st., a w Międzyzdrojach wynosi 20 st.

Zjawisko upwellingu występuje na całym świecie. Duże upwellingi oceaniczne występują we wschodnich rejonach basenów oceanicznych, zwłaszcza u wybrzeży Peru i Chile.

Zobacz także

zakazKąpieli

wyborcza.pl

Bliżej fuzji termojądrowej. MIT zaprojektowało nowy reaktor. Przełom?

Michał Rolecki, 19.08.2015
Wnętrze tokamaka w Lawrence Livermore National Laboratory

Wnętrze tokamaka w Lawrence Livermore National Laboratory (Fot. Lawrence Livermore National Laboratory)

Czy nowe materiały sprawią, że okiełznamy fuzję termojądrową już w najbliższej dekadzie? Naukowcy z Massachusetts Institute for Technology uważają, że jest na to szansa.
Fuzja termojądrowa to proces łączenia się jąder lżejszych pierwiastków w cięższe, na przykład dwóch jąder wodoru w hel. Uwalnia to znaczną ilość energii. Jest to proces, któremu zawdzięczamy życie, bowiem to właśnie fuzja jest źródłem energii Słońca – i każdej gwiazdy. Gdyby udało nam się opanować ją na Ziemi, mielibyśmy źródło czystej energii. Przy tym praktycznie niewyczerpanej, bo na miliony lat.

Wśród fizyków krąży jednak żart, że od fuzji termojądrowej dzieli nas tylko 30 lat. Tyle że ten czas się nie zmienia – od dekad jest to 30 lat.

Problem w tym, że aby fuzję zapoczątkować, trzeba jądra atomowe ze sobą zetknąć. Jest to niezwykle trudne, bowiem im bliżej siebie się znajdują, tym mocniej się odpychają. Fuzję ułatwiają ekstremalnie wysokie temperatury. Obrazowo ujmując, temperatura jest miarą średniej energii, z jaką poruszają się cząstki. Im wyższa, z tym większą prędkością na siebie wpadają.

Przy odpowiednio wysokich temperaturach zderzają się w końcu z taką siłą, że pokonują odpychającą ją siłę (a precyzyjniej barierę Coulomba) i powstaje nowe, cięższe jądro – oraz duża ilość energii. Sęk w tym, że to temperatury rzędu milionów stopni. Żaden materiał nie jest w stanie ich wytrzymać, więc rozgrzana plazma jest utrzymywana w magnetycznych pułapkach.

Nowe materiały nadprzewodzące – stopy metali ziem rzadkich, baru i miedzi (rare-earth barium copper oxide, czyli REBCO) – mogą wiele zmienić. Moc fuzji magnetycznej rośnie proporcjonalnie do czwartej potęgi pola magnetycznego, więc jeśli pole magnetyczne jest dwukrotnie silniejsze, reaktor będzie mógł być szesnaście razy mniejszy (lub przy tych samych rozmiarach wytworzyć szesnaście razy więcej energii).

Naukowcy z Massachusetts Institute for Technology (MIT) zaprojektowali zaledwie sześciometrowy reaktor wykorzystujący nowe nadprzewodniki. Na razie jest to tylko projekt, ale badacze twierdzą, że ich reaktor, nazwany ARC, mógłby zaopatrzyć w energię ok. stutysięczne miasto. I mógłby działać nieprzerwanie przez dziesięć lat.

Jeśli koncepcja naukowców z MIT okaże się słuszna, byłby to prawdziwy przełom. Głównie dlatego, że do tej pory budowane tokamaki pozwalały na osiągnięcie fuzji tylko przez chwilę. Wszystko dlatego, że cewki indukujące pole magnetyczne nie mogą pracować w wysokich temperaturach. Fuzję można było osiągnąć tylko na ułamki sekund.

Z fuzją jest jednak jeszcze jeden – jak dotychczas podstawowy – problem. Podgrzanie gazu do ekstremalnie wysokich temperatur i utrzymanie plazmy w polu magnetycznym pochłania olbrzymie ilości energii. Samo doprowadzenie do fuzji nie wystarcza. Chodzi o to, żeby energii pochodzącej z fuzji było znacznie więcej niż potrzebnej do jej produkcji. Do tej pory jeszcze nikomu się to nie udało.

Na południu Francji powstaje kosztem 40 miliardów dolarów reaktor ITER. Jego projekt jednak powstał na długo, zanim odkryto lepsze nadprzewodniki. Fuzja termojądrowa ma w nim przebiegać w sposób ciągły i przynieść nadwyżkę energii. Jest to jednak projekt naukowy, a jego głównym celem będzie rozwiązanie problemu wysokoenergetycznych neutronów, które podczas fuzji powstają.

Amerykanie z MIT wyliczają, że ich reaktor będzie produkował trzykrotnie więcej energii, niż zużywał. Twierdzą też, że będzie kosztował ułamek tego, co ITER. Czy to oznacza, że fuzja termojądrowa właśnie się przybliżyła? Naukowcy twierdzą, że ich projekt mógłby doczekać się realizacji w ciągu dekady. To zawsze bliżej niż anegdotyczne 30 lat.

Źródło: MIT News, Fusion Engineering and Design

Zobacz także

bliżejFuzjiTermojądrowej

wyborcza.pl

Reklamy