Duda (30.05.2015)

 

„Der Spiegel”: Kaczyński nie powtórzy sukcesu Dudy. Jeśli wyjdzie z ukrycia – PiS przegra wybory

Niemiecki tygodnik "Der Spiegel" ocenia, że prezes Jarosław Kaczyński na czele PiS to gwarantowana przegrana w wyborach parlamentarnych.
Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” ocenia, że prezes Jarosław Kaczyński na czele PiS to gwarantowana przegrana w wyborach parlamentarnych. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jedna kampania się skończyła, kolejna właśnie się rozpoczyna. W wygranej PiS w wyborach prezydenckich wielu przekonuje, że teraz partia Jarosława Kaczyńskiego ma „zielone światło” również na drodze do Sejmu. Przeszkodą w kolejnym sukcesie okazać się może jednak sam prezes. „Der Spiegel” przekonuje, że lider PiS jest ciężarem dla własnej partii.

Prezes wyjdzie z ukrycia?
Na łamach niemieckiego tygodnika czytamy opinię, że polscy wyborcy wciąż boją się Kaczyńskiego, skutecznie ukrywanego podczas ostatniej kampanii. Prezes PiS unikał wypowiedzi w mediach, nie organizował konferencji, nie przemawiał też na konwencjach wyborczych swojego kandydata. Jako lider partii walczącej o zwycięstwo musi ponownie wejść do medialnego świata i osobiście powalczyć o głosy. Zwłaszcza, że to właśnie on – o czym przekonują politycy PiS – jako „polityczny geniusz” jest kandydatem tej partii na premiera.

Zdaniem redaktorów „Der Spiegel”, Prawo i Sprawiedliwość powinno wyznaczyć inną osobę – zarówno na stanowisko Prezesa Rady Ministrów, jak i na „frontmana” całej kampanii. Taki scenariusz niejednokrotnie pojawia się także w polskich mediach, a wśród możliwych kandydatur pada nazwisko m.in. Beaty Szydło, która gromadzi na sobie nie tylko uwagę mediów, ale przede wszystkim – podobnie jak Duda – budzi pozytywne emocje.

„Wszyscy chcą Szydło”
W jedynym jak dotąd – po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich – dłuższym wywiadzie, którego prezes udzielił na antenie Telewizji Republika,on także wypowiadał się o niej bardzo pozytywnie. Podkreślał wkład pracy, jaki włożyła w kampanię. – Teraz wszyscy chcą Szydło – mówił Jarosław Kaczyński. – Jednak gdzie pozostanie, to będzie jej decyzja, a przede wszystkim decyzja prezydenta – dodawał. Temat dotyczący kierowania rządem zamknął krótko: „Ja wcale nie muszę być premierem”.

„DER SPIEGEL”

Andrzej Duda połączył katolicki tradycjonalizm z socjalnym populizmem, unikając przy tym typowych tematów polskiej prawicy. W kampanii nie było Niemców, podporządkowanej im Unii Europejskiej czy katastrofy pod Smoleńskiem, będącej rzekomo rosyjskim zamachem.

Prawo i Sprawiedliwość pokazało w wyborach prezydenckich zupełnie nowe oblicze. Wyrażone nie tylko sprawną, nowoczesną kampanią, ale przede wszystkim nową twarzą – politykiem młodym, pracowitym, a przy okazji niejednokrotnie zręcznie przenikającym pomiędzy trudnymi tematami. Zdaniem publicystów z niemieckiego tygodnika, prezes PiS nie będzie w stanie powtórzyć tego sukcesu.

Źródło: wiadomosci.onet.pl

naTemat.pl

„Nie brałem narkotyków, jestem energetycznym wampirem”. Andrzej Duda zapowiada spełnienie wyborczych obietnic

Andrzej Duda w swoim pierwszym wywiadzie zapowiada spełnienie wszystkich obietnic złożonych podczas kampanii.
Andrzej Duda w swoim pierwszym wywiadzie zapowiada spełnienie wszystkich obietnic złożonych podczas kampanii. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

U progu swojej prezydentury Andrzej Duda przekonuje, że będzie „prezydentem spełnionych obietnic”. Chce przywrócić Polakom godność i zadbać o to, by byli dumni ze swojego kraju. Idealny? Nie. Przekonuje, że ma swoje wady i czasami jest wybuchowy, ale kiedy trzeba – potrafi się powstrzymać.

Na pytanie dziennikarza czy będzie „celebrował” swoją nową funkcję, prezydent żartobliwie przyznał, że „sprawi sobie nowy pierścień”, aby jego goście mieliw co go całować. Ironizuje też, że swoim przyjaciołom każe mówić do siebie „panie prezydencie” i przyklękać na kolano.

Już w pierwszych słowach wywiadu dla weekendowego wydania „Rzeczpospolitej” Andrzej Duda nazywa się „energetycznym wampirem”. Z lekkim oburzeniem odpowiada na sugestię Roberta Mazurka, że bierze narkotyki, bo w przeciwnym razie fizycznie nie wytrzymałby tak intensywnej kampanii. Przyznaje, że pali, bo „w końcu każdy ma jakieś wady” i czasami jest wybuchowy, choć zawsze potrafi się powstrzymać.

Bez pomocy specjalistów PR
Nieco ironicznie odpowiada też za zarzuty, iż został „wyszkolony na potrzeby kampanii”. Nie zgadza się z tym i przekonuje, że najlepszymi „trenerami” w tej kwestii byli zwykli ludzie, z którymi spotykał się i rozmawiał podczas swojej kampanii. – Oni szkolą znacznie skuteczniej niż specjaliści od marketingu – mówił.

Dementuje też żmudne przygotowania przed drugą debatą prezydencką w telewizji TVN, w której zaprezentował się zupełnie inaczej niż podczas pierwszego starcia z Bronisławem Komorowskim. Był bardziej pewny siebie, narzucał tematy, a obecnego prezydenta zaskoczył m.in. przygotowaną dla niego flagą z symbolem Platformy Obywatelskiej. Komentatorzy widzieli w tym wszystkim rękę specjalisty od wizerunku – dr Marka Kochana. Sam Duda w wywiadzie z Mazurkiem przekonuje jednak, że jedyne przygotowania jakie miał to „krótki trening polegający na tym, że zadawano mu pytano”. – To wszystko – podsumowuje.

ANDRZEJ DUDA

Nie da się w ciągu dwóch dni zrobić z kogoś innego człowieka. A reszta to efekt nabytego doświadczenia i rad ludzi, którzy dzwonią i mówią: „Andrzej, to było świetne, tak dalej” albo „To popraw, tam nie jest najlepiej” . Czytaj więcej

Prezydent spełnionych obietnic
Przyznaje, że z natury jest człowiekiem oszczędnym, choć oszczędza tylko na sobie. Zapowiada, że spełni swoje wyborcze obietnice i złoży wszystkie zapowiedziane inicjatywy. Już w tygodniu głośno mówiło kolejności ustawę o obniżeniu wieku emerytalnego oraz ustawę dotyczącą podniesienia kwoty wolnej od podatku.

W dalszej kolejności będzie się starał o to, aby rodziny uboższe otrzymały 500 zł na każde dziecko. Punkty te znalazły się w umowie społecznej, jaką podczas kampanii symbolicznie podpisał z obywatelami (opisywana na naTemat) i nie zamierza się z nich wycofywać.

Podstawowy cel kampanii jest prosty – przywrócić Polakom godność, aby byli dumni ze swojego kraju i swojej historii. Zarówno w kraju, jak i za granicą.

ANDRZEJ DUDA

Chciałby (…) by Polacy czuli się szanowani i by żyli godnie – może nie od razu opływali we wszystko, ale by wiedzieli, że próbujemy razem, że polityka jest dla nich i politycy są dla nich.  Czytaj więcej

W długim wywiadzie nie zabrakło też wątków pozapolitycznych. Prezydent elekt mówił o swoich zainteresowaniach i o tym, co lubi robić w wolnej chwili. Przyznaje, że jedną z największych jego pasji są narty, czym niejednokrotnie, zarówno w teorii jak i w praktyce chwalił się też podczas kampanii. Lubi czytać, zwłaszcza literaturę polityczną i kryminały.

Powrót do sprawy smoleńskiego pomnika
O wywiadzie w „Plus Minus” mówiło się już długo przed publikacją. Głośno mówiło się m.in. o planie budowy pomnika smoleńskiego przed Pałacem Prezydenckim (mimo iż Rada Warszawy podjęła już decyzję o jego lokalizacji w innym miejscu), a także o deklaracji Andrzeja Dudy w sprawie porozumienia z homoseksualistami. Nowy prezydent przyznał, że jeśli przyjdą do niego, aby rozmawiać o związkach partnerskich – nie odmówi.

Przestrzega jednak, że potrzeby legalizacji takich związków nie widzi. Jako alternatywę planuje wprowadzić „status osoby najbliższej”, która miałaby dostęp do informacji w szpitalu albo do odbioru poczty. Na pytanie czy byłby w stanie zatrudnić osoby homoseksualne w swojej Kancelarii, zapowiedział, że chce kierować się kompetencjami, a nie orientacją seksualną.

Źródło: „Rzeczpospolita”

naTemat.pl

Platforma – samo zło? Wasz hejt jest żałosny

Michał Danielewski, 30.05.2015
Ewa Kopacz i Bronisław Komorowski podczas uroczystości desygnacji Kopacz na stanowisko premiera

Ewa Kopacz i Bronisław Komorowski podczas uroczystości desygnacji Kopacz na stanowisko premiera (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Klęska prezydencka i nadciągająca przegrana parlamentarna nie są winą porażek PO. To owoce jej sukcesu.
Od kilku dni oglądamy z zapartym tchem kolejny sezon serialu „Polska masakra piłą publicystyczną”. W kolejnych odcinkach oprawca z żądzą mordu w oczach (w tej zbiorowej roli liberalni dziennikarze) maltretuje poranioną i zagnaną w kozi róg ofiarę (oscarowa kreacja Platformy Obywatelskiej). W fabule to, co zawsze: hektolitry krwi, nagłe zwroty akcji, rosnąca atmosfera grozy.Ale w scenariuszu coś zgrzyta, w oczy rzuca się logiczna niespójność, która przeszkadza śledzić kolejne perypetie bohaterów. Nie sposób bowiem zrozumieć, skąd ta nagła niechęć do biednej Platformy. Przecież nic się nie zmieniła, wciąż jest taka, jaka była zawsze.

Dlaczego więc budzi taką nienawiść niedawnych admiratorów? Odpowiedź: zawiedzione nadzieje. Oto niestrudzona heroina, która miała bronić swojego nadwiślańskiego haremu przed barbarzyńcami z PiS, nagle stała się całkiem bezbronna.

Dajmy szansę Dudzie

Ktoś musi stanąć na straży czci poniewieranej przez wściekłych kochanków Platformy. Spróbuję podjąć się tej niewdzięcznej roli.

1. Klęska PO w wyścigu prezydenckim i nadciągająca – na razie wydaje się nieuchronna – przegrana w wyborach parlamentarnych nie są winą porażek Platformy. Odwrotnie – to owoce jej sukcesu. To następstwa skutecznej partyjnej strategii, programu, filozofii, które jeszcze miesiąc temu były opiewane w lirycznych panegirykach, ale nagle stały się symbolem wstecznictwa, krótkowzroczności i żenady.

Jako wyborca, który nigdy na żadnego kandydata PO w żadnych wyborach nie głosował, oceniam ten emocjonalny hejt zawiedzionych fanów Platformy jako żałosny. Naprawdę, panie i panowie, wystarczyła jedna porażka ze znienawidzonym PiS-em, byście od zachwytu nad ulubioną partią przeszli do znęcania się nad jej truchłem? Niezbyt dojrzała postawa.

Jaki był główny punkt programu PO od jej powstania? Modernizacja definiowana jako „ciepła woda w kranie”. W istocie był to projekt polegający na leczeniu kompleksów klasy średniej i jako taki stanowił ostatni akord przemian po 1989 r. Wyznawanym szczerze i żarliwie credo PO pod przywództwem Donalda Tuska było zbudowanie w Polsce zachodnich dekoracji, a tym samym wymazanie raz na zawsze z DNA polskiej klasy średniej poczucia wstydu i gorszości wobec Zachodu rodem z PRL. I to się udało perfekcyjnie.

Przypomnijmy sobie, no śmiało, jak się czerwieniliśmy dziesięć lat temu, gdy wracaliśmy do macierzy z wakacji na Zachodzie i wjeżdżaliśmy z tamtejszych autostrad na podziurawione polskie drogi. Jaka szara i obskurna była wtedy Warszawa. Jak piłkarze kopali piłkę na śmierdzących od moczu betonowych monstrach. Pamiętacie jeszcze rozklekotane, wiekowe tramwaje w naszych metropoliach? Pamiętacie na pewno.

Czego więc jeszcze chcecie od Platformy, drodzy polscy średni? Wzięła pod uwagę wszystkie wasze fetysze i spełniła wasze potrzeby z troską, której nie moglibyście oczekiwać od najbardziej luksusowej z luksusowych call girls.

Autostrady? Macie – z zachodu na wschód. Stadiony jak z Bundesligi? Są! Pendolino? Mknie po torach jak ta lala. Partia Tuska i Kopacz spełniła wszystko, czego od niej chcieliście. Była waszym produktem i przez osiem lat działała właściwie bezawaryjnie. I wciąż działa. A że traci władzę? To już opowieść o czymś zupełnie innym.

2. Pełne fochów łkania, które słyszę ostatnio na okrągło, by PO wróciła do swoich korzeni, są śmieszne. Platforma jest wciąż tym, czym była: ostatnim ogniwem polskiej transformacji. Skądinąd pewnie dlatego jej polityczna marginalizacja jest nieuchronna. Ale oczekiwałbym od jej niedawnych apologetów, że pożegnają jej rządy z godnością i fanfarami, a nie histerycznym wrzaskiem.

Śmieszne są oczekiwania od PO, że skręci w lewo. Niby kto i w imię jakich wartości miałby dokonać takiego zwrotu?

Ireneusz Raś organizujący co roku partyjne modlitewne Dni Skupienia? Konserwatyści z krwi i kości Schetyna i Rostowski? Wychowany ideowo w neokonserwatywnych amerykańskich think tankach Sikorski? Elżbieta Radziszewska, która nawet w PiS byłaby na prawym skrzydle? Marek Biernacki, kiedyś Człowiek Roku „Gazety Polskiej”? Były radykał z ZChN i PiS Michał Kamiński? A może Paweł Zalewski, też kiedyś w PiS? Julia Pitera z korzeniami w partii Korwin-Mikkego? Czyście poszaleli?

Kwaśniewski: Platforma musi zmienić wszystko

Urąganie na gejów, sceptycyzm wobec in vitro, sprzeciw wobec prawa do aborcji, przychylność wobec Kościoła katolickiego, propagandowa walka z dopalaczami, kastrowanie pedofilów, negacja Karty Praw Podstawowych – to wszystko zawsze należało do agendy Platformy i na taką Platformę w imię modernizacji Polski zawsze głosowaliście. Co więc teraz się stało, że PO jest „be” (używam dziecięcej terminologii, bo i zachowujecie się dziecinnie)? Paniczny strach przed PiS-em przyprawił was o amnezję?

Nie dziwi mnie wcale, że politycy Platformy nie rozumieją, o co chodzi w tym polowaniu na ich partię. I jeśli miałbym im coś radzić (choć moje rady jako człowieka, który nigdy na nich nie głosował i nie zagłosuje, mogą wydać się dwuznaczne), to apelowałbym, żeby się nie zmieniali. Tylko tak mogą przetrwać. Nie u władzy, ale w ogóle. Inaczej grozi im nieuchronny, chaotyczny rozpad.

3. Główny powód kłopotów PO? Nad Wisłą skończyła się dzięki Tuskowi i spółce postkomunistyczna „transformacja didaskaliów”, wróciła zaś klasyczna i pełna treści polityka rozumiana jako artykułowanie grupowych interesów. Nieuchronnym następstwem tej zmiany jest początkowy chaos na scenie politycznej.

Po pierwsze, tylko w kraju przemian – a więc wyjątkowo i na krótko – możliwe są zwycięstwa partii pasażerów Pendolino. W klasycznej grze politycznej to pasażerowie Przewozów Regionalnych mają decydujący głos. A im Platforma nie ma, nie miała i nie będzie miała prawie nic do zaproponowania.

Po drugie, ważnym elementem polskiego wyjścia z realnego socjalizmu zawsze były dekoracje. Zamiast octu z PRL pełne półki kapitalizmu. Zamiast paszportu u urzędnika zero granic w strefie Schengen. Zamiast upiornych krzyży przy dziurawych drogach prowincjonalnych czyste fast foody przy autostradowych wstęgach. W maju 2015 r. wszystkie te elementy spektaklu mamy już wybudowane. Nadszedł czas, gdy o swoje dobijają się aktorzy drugoplanowi.

I po trzecie, zamiast zaklinać rzeczywistość w imię trwania starych podziałów, trzeba się przygotować, że dwubiegunowa polska scena polityczna wkrótce bardzo się skomplikuje. Jako się rzekło, 24 maja skończył się w Polsce rok 1989. A wraz z nim – proste linie demarkacyjne i ograne szyldy: „Zmieniamy Polskę!”, „Okradacie Polskę!”, „Aferały!”, „Mohery!”.

Jeśli odrzucić zaczadzenie Kaczyńskim, to widać wyraźnie, że PiS pod wodzą 40-latków dowodzonych przez Andrzeja Dudę i Beatę Szydło będzie chciał podążać w stronę partii chadeckiej z silnym ludowym i socjalnym komponentem.

Jasne jest również, że na scenie politycznej umoszczą się populiści spod znaku Pawła Kukiza i Ryszarda Petru z ich w gruncie rzeczy tożsamymi programami prostych recept na wszystko: „wolność”, „prawdziwy wolny rynek”, „precz z biurokracją i podatkami”. Przez chwilę żyć będziemy bez lewicy, ale jej odrodzenie i zagospodarowanie dużej części elektoratu – sfrustrowanej niższej klasy średniej i liberalnych światopoglądowo prekariuszy – jest tylko kwestią czasu.

Pora coś zrobić dla prekariuszy

A gdzie w tym wszystkim jest Platforma? Ma swoje miejsce jako wciąż ta sama względnie umiarkowana prawicowa partia zadowolonych mieszczan w średnim wieku. Potęgi z lat 2007-15 nie odzyska nigdy. Ale to nie powód, by tak nią teraz sadystycznie poniewierać. Była stworzona na wasz obraz i podobieństwo, moi mili, zadowoleni z waszego życia i karier Nowocześni Polacy. Spełniła swoje zadanie na piątkę. Ale tak jak wy nie jesteście w Polsce większością, tak i ona już nigdy nie będzie.

Trzeba się z tym pogodzić i zacząć się zastanawiać, „jak ma na imię przyszłość”. To znaczy na drugie. Bo na pierwsze – wiadomo, że Polska.

Magazyn Świąteczny to coś więcej – więcej wyjątkowych tematów, niezwykłych ludzi, najważniejszych wydarzeń, ciekawych komentarzy, smacznych wątków i intrygujących odkryć. Daj się wciągnąć w ich przestrzeń nie tylko od święta!.

W Magazynie Świątecznym:

Jerzy Pilch: Jest czas obłapiania i jest czas miłości
Ułudy opisujące, jak będziemy zbawieni i w jakich aniołów przerobieni, są fajne, gdy ma się lat 30 i zdrowie jak byk

Co wymyśli chodnik. Polska atrapa rozwoju
Za unijne pieniądze przestajemy doganiać Zachód. Z Markiem W. Kozakiem rozmawia Grzegorz Sroczyński

Podatki, nie dusza
Drodzy państwo z PO, chcecie skręcać w lewo w kwestiach obyczajowych? Wolna droga, przegracie z kretesem. In vitro czy legalizacja związków jednopłciowych są realnym problemem dla promila społeczeństwa

Tajemnice księdza Twardowskiego
Chcemy wziąć ślub. Tylko, proszę księdza, jak najszybciej. – A co się pani tak spieszy? – To ksiądz nie wie? Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Z Magdaleną Grzebałkowską rozmawia Milena Rachid Chehab

I ty zostaniesz humanistą
Po przełomie 1989 roku, gdy rozwijały się banki, przyjmowano do nich głównie fizyków, filozofów i filologów klasycznych. Paradoks? Nie, oni po prostu mieli umysł doskonale wygimnastykowany do trudnych zadań. Rozmowa z prof. Andrzejem Eliaszem

Seymour Hersh. Legenda dziennikarstwa śledczego
Jego umysł jest jak przerwana linia wysokiego napięcia, strzela iskrami na wszystkie strony. Seymour Hersh – ostatni dziennikarz śledczy czy wariat?

Na architekturę dostają się nie tylko arcyksiążęta
Miasto to zadowoleni ludzie. Spotykam ich częściej w tych starych niż w tych nowoczesnych

wyborcza.pl/magazyn

 

Robert Biedroń: Zbliżające się polityczne tsunami może zmieść PO [WYWIAD]

Rozmawiał Mikołaj Chrzan, 30.05.2015
Robert Biedroń

Robert Biedroń (RENATA DĄBROWSKA)

– Gdy mam do wyboru przykryć dachem aquapark, który budujemy od wielu lat, czy wyremontować 70 mieszkań socjalnych, zawsze wybiorę mieszkania – mówi prezydent Słupska Robert Biedroń.
MIKOŁAJ CHRZAN: W noc po zakończeniu drugiej tury głosowania napisał pan na Facebooku: „Dzisiaj przegrała nowoczesna Polska. Bez względu na wynik. Prezydent przyszłości zostanie wybrany za 5 lat. Damy radę!”. O czym pan wtedy myślał?ROBERT BIEDROŃ: O tym, że duża część naszego społeczeństwa nie ma na kogo głosować. O tym, że wybór, który mieliśmy, tak naprawdę nie odzwierciedla oczekiwań wielu mieszkańców naszego kraju, że wybieraliśmy między dwoma konserwatywnymi, prawicowymi politykami. To nie byli kandydaci, którzy mieli wizję dalszej integracji Unii Europejskiej, którzy mieli pomysł na globalizujący się biznes, na nierówności społeczne, którzy daliby jakąś nadzieję dla coraz większego polskiego prekariatu. Już jedna trzecia pracujących, 5 mln osób, pracuje na umowy śmieciowe [prekariat to kategoria społeczna określająca ludzi pracujących na podstawie elastycznych form zatrudnienia].Zwłaszcza po pierwszej turze prezydent Komorowski próbował walczyć o tych wyborców. Chwalił się podpisaniem konwencji antyprzemocowej. Opowiadał o programie 100 tys. miejsc pracy dla młodych ludzi. Za mało? Za późno?

– To nie jest kwestia „za mało” czy „za późno”, a niewiarygodności. Bronisław Komorowski był w tym wszystkim niewiarygodny. W polityce trzeba być wiarygodnym. Trzeba swoim życiem, postępowaniem, decyzjami, poglądami dawać świadectwo tej wiarygodności. A Bronisław Komorowski w mojej ocenie jest uczciwym prezydentem, prezydentem, który szukał dialogu, który nie popełniał wielkich błędów, oprócz błędów zaniechania. Ale to niestety ciężki błąd. Mam nadzieję, że Andrzej Duda go nie popełni.

Zna pan dobrze Andrzeja Dudę?

– Tak, pracowałem z nim, byliśmy kolegami z jednej komisji. I przyznaję, że poznałem go jako całkiem innego człowieka.

Innego niż w kampanii wyborczej?

– Tak. Pracując w parlamencie, był typem spokojnej osoby, a tymczasem podczas kampanii miał mnóstwo energii, niezwykle dużo mówił, sprawiał wrażenie otwartej osoby. Mam do niego dużo szacunku. Nie ze względu na jego poglądy, bo jest mi do nich daleko, ale to zawsze był poseł, który szukał porozumienia, jego cechy charakteru bardziej łączą, niż dzielą. Jego pierwsze deklaracje są dla mnie optymistyczne: mówi, że chciałby być prezydentem, który będzie reprezentował wszystkich Polaków, że będzie szukał dialogu.

Czy w tych słowach jest dla pana wiarygodny?

– Wiarygodny jest charakterem, bo ma charakter, który będzie łączył. Nie będzie wchodził w wojnę polsko-polską. Z drugiej strony wiem, że będzie narzucał nam konserwatywny, fundamentalistyczny światopogląd. Tego się boję. Bo Andrzej Duda, podobnie jak PiS, ma poglądy, które są wsteczne. Nie pomagają myśleć o państwie jako o wspólnocie, wzmacniają podziały. Cechy charakteru Andrzeja Dudy kłócą się więc z ideologią, którą wyznaje. I to będzie fascynujące, w którą stronę on pójdzie. Kibicuję mu.

Zaprosi go pan do Słupska?

– Oczywiście, mam nadzieję, że przyjedzie. W czasie kampanii wyborczej zapraszałem tu i Bronisława Komorowskiego, i Andrzeja Dudę. Ale wtedy przyjechał tu tylko… Duda. To był błąd zaniechania Komorowskiego.

Zła kampania Komorowskiego?

– Fatalna kampania. Fatalne to molestowanie PiS-em, straszenie – „przyjdzie PiS i was zje”. To nie działa. Młode pokolenie nie pamięta rządów PiS-u. A dodatkowo wiele osób jest wściekłych tymi zaniechaniami PO. Ja też pamiętam, co obiecała PO.

Wszyscy zaczęli to sobie teraz przypominać. Ciepła woda w kranie przestała nam wystarczać?

– Takie są fakty: PO, oprócz ciepłej wody w kranie, obiecywała konkretne rzeczy, np. likwidację Senatu, związki partnerskie, in vitro. Były powoływane komisje, specjalne zespoły, zamawiane analizy. Nic z tego nie wyszło. Dlatego nie mam dziś żadnego powodu, aby być z PO. Zwłaszcza że moje serce jest po lewej stronie.

PO wyciągnie wnioski przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi?

– Jeżeli byłbym członkiem PO, to bym wyciągał wnioski. Ta partia naprawdę stoi nad przepaścią. Polityczne tsunami, które nadciąga, może zmieść PO ze sceny politycznej. I według mnie, jeżeli PO się nie otrząśnie po tych wyborach, a może się okazać, że się nie otrząśnie, to będzie koniec tej formacji. Ja nie będę płakał. Uważam, że przez te osiem lat PO doprowadziła do tego, że wiele tematów, wiele problemów zostało gdzieś zamiecionych pod dywan.

Za kilka miesięcy wybory parlamentarne. PO dryfuje. Wynik SLD fatalny. W górę poszedł PiS, rośnie Kukiz, w centrum pojawia się jeszcze wspierana przez Balcerowicza Nowoczesna.pl. Czy widzi pan jakiekolwiek szanse dla lewicy w jesiennych wyborach?

– Widzę ogromną szansę dla lewicy właśnie dlatego, że ta polaryzacja będzie bardzo silna, a PiS, które idzie po władzę, potrzebuje silnej, demokratycznej, prorozwojowej odpowiedzi. Uważam, że to jest zadanie właśnie dla lewicy, a nie dla PO i jej ciepłej wody w kranie. PO, które miało być tamą dla PiS-u, dla pomysłów Kaczyńskiego, okazało się nieskuteczne. PiS wrócił do władzy.

Dlaczego?– Dlatego, że PO umiejętnie podgrzewała ten konflikt polsko-polski, tak naprawdę budując partyjny duopol i pilnując, by nie powstała jakakolwiek konkurencja, która zagroziłaby dominacji tych dwóch partii. PO jest sama sobie winna, bo PiS – jak się okazuje – ograł PO. Dzisiaj tylko lewica jest w stanie przedstawić nową filozofię polityczną i wiarygodną.Mało kto może zrozumieć decyzje Leszka Millera i SLD. Palikot przegrał z kretesem. Czy jest możliwość, aby w ciągu tych kilku miesięcy po lewej stronie sceny politycznej powstał nowy podmiot?

– Oczywiście i ja temu kibicuję. Nie zamierzam stać na czele takiego podmiotu, ale będę kibicował, wspierał, solidaryzował się. Spotykam się z moimi kolegami i koleżankami na lewicy, rozmawiamy o tym. Mam nadzieję, że coś takiego powstanie, bo dzisiaj jest bardzo wiele osób, które ani ze strony PO, ani ze strony PiS nie dostają odpowiedzi na swoje pytania. Młodzi ludzie coraz częściej pytają: „dlaczego muszą wyjeżdżać ze Słupska”, „dlaczego muszą pracować na umowach śmieciowych?”

Mam wrażenie, że starsi wyborcy PO łapią się wtedy za głowę i pytają: „Czy nie widzicie, jak w ciągu ostatnich lat zmieniła się Polska, jak zmieniły się nasze miasta, ta zielona wyspa, autostrady, orliki?”

– Tyle że to nie dociera do młodych. Do młodych ludzi dociera Kukiz, dociera radykalizm, docierają ostre, jednoznaczne poglądy. Potrzebny jest dziś taki lider na lewicy. Ktoś, kto zarazi ludzi naszą wizją Polski, Europy i świata. To jest do zrobienia. Bo kto, jak nie lewica, ma rozmawiać o powiększającym się prekariacie, ubóstwie, nierównościach? To my jesteśmy tymi, którzy zawsze zwracali na to uwagę. To my stawaliśmy po stronie tych, którzy są wykluczeni. Trzeba znaleźć tylko wiarygodną osobę, która poprowadzi nas do zwycięstwa i przejęcia władzy.

Czy tą osobą już tej jesieni może być pan?

– Ja w ubiegłym roku podpisałem umowę z mieszkańcami Słupska. Kiedy kandydowałem, obiecałem, że zawieram monogamiczny, stały związek z mieszkańcami Słupska. Słynę z lobbowania na rzecz monogamicznych związków partnerskich i tak też zamierzam traktować mieszkańców mojego kochanego miasta – po partnersku, monogamicznie i bez zdrad.

Czyli pan wkroczy do ogólnopolskiej gry w 2020 r.? Przed kolejnymi wyborami prezydenckimi?

– Nie mam tak dalekich planów.

To o kim te słowa z Facebooka, o „prezydencie przyszłości” w 2020 r.?

– Cały czas czekamy na mesjasza albo mesjaszkę lewicy…

Zwróciłem uwagę na ciekawe podobieństwo: pan wygrał wybory w Słupsku pod hasłem „Nareszcie zmiana”, Andrzej Duda z hasłem „Czas na zmiany”.

– Widziałem wiele elementów swojej kampanii także u innych kandydatów. Cieszę się, ale uczciwie mówię, że ja też nie odkryłem Ameryki. To są rzeczy, które funkcjonują w polityce. A co do zmian – są potrzebne w polityce, tylko nie uważam, że PiS to jest ta zmiana, na którą czekamy. Jestem człowiekiem dobrej woli i naprawdę dobrze życzę Andrzejowi Dudzie. Marzę o tym, aby porzucił ten bagaż nienawiści, podziałów, ksenofobii, lęku, strachu, który ciągnie się za PiS.

To prawda, że jest pan wciąż zameldowany w Gdyni?

– Tak. Ale podatki płacę w Słupsku.

Zna pan dobrze oba miasta. Pierwsza myśl, gdy ktoś pyta pana o porównanie?

– Są bez porównania, niestety. Potencjał Trójmiasta jest nieporównywalnie większy w stosunku do potencjały Słupska. I choć zdaję sobie sprawę, że to miasta o różnej wielkości, to wiem, że Słupsk też może być miastem, które może oddziaływać na swoje otoczenie. Może być stolicą regionu środkowego Pomorza, ale do tego potrzebna jest zrównoważona polityka rozwoju regionu i Polski. Dziś tej polityki nie ma. Zobaczmy, ile środków przekazywany jest na Słupsk, a ile na Trójmiasto. Nieproporcjonalne środki.

Przez lata słyszeliśmy: na rozwoju największych miast korzystają także regiony i miasta powiatowe.

– Tak, to słynny model polaryzacyjno-dyfuzyjny. To był pomysł PO. Nie sprawdził się. PO uważała, że jeżeli zainwestujemy w duże ośrodki, np. Trójmiasto, Wrocław, Warszawę, to wtedy coś spadnie z tego stołu na podłogę dla tych mniejszych, biedniejszych, skromniejszych. Tylko niestety te metropolie się nie dzielą. Nie widzę tego przynajmniej. Jest wprost przeciwnie – wysysają potencjał małych miast. Przykład? Szkolę u siebie uczniów czy studentów, którzy wyjeżdżają później do Trójmiasta i tam pracują.

Niby tak, z drugiej strony dzięki tej tak łatwo krytykowanej dziś Platformie, jeżdżą wieloma nowymi drogami, po wyremontowanych torach…– A którędy pan przyjechał do Słupska?Drogą krajową nr 6, dwie godziny jechaliśmy…

– No właśnie, 120 kilometrów z Gdańska do Słupska, najszybszą drogą, jedzie się dwie godziny! Kolej? Od Wejherowa do Słupska linia ma tylko jeden tor. Pociągi tracą czas, czekając na mijanki. Absurd.

W 2008 r., gdy decydowano o budowie tarczy antyrakietowej w Słupsku, premier Donald Tusk obiecał Słupskowi pakiet inwestycji…

– … Które do dzisiaj nie powstały. Do dzisiaj nie ma drogi ekspresowej, nie ma linii kolejowej z prawdziwego zdarzenia. Nie ma wielu rzeczy, które wydawałoby się powinny być w cywilizacyjnym standardzie.

Trwa projektowanie Trasy Kaszubskiej, która znacznie skróci podróż do Słupska. Przed chwilą oglądaliśmy projekty, które wpłynęły na konkurs na koncepcję przebudowy placu Zwycięstwa przed Ratuszem. Pan tego też nie zrobi w pół roku.

– Zrobię bez problemu.

Pół roku? Przyjadę i sprawdzę. Bez szans.

– To jest do zrobienia w pół roku, oczywiście po wcześniejszym zdobyciu środków. Podtrzymuję to.

No to sporo lobbowania po pieniądze pana czeka, bo tych pieniędzy na razie w budżecie nie ma.

– Nie chciałbym, żebyśmy myśleli o rozwoju naszego kraju w sposób taki, że jeśli ja coś chcę zrobić w Słupsku, to „mam zacząć lobbować”. Jeżeli na serio bierzemy konstytucyjny zapis o zrównoważonym rozwoju, to władza i w województwie, i w Warszawie musi patrzeć lokalnie. Nie może być tak, że widzę jak Gdynia się rozwija, powstają coraz to nowe inwestycje, muzea, drogi, a w Słupsku marazm. Proszę mi podać jeden przykład inwestycji, która powstała w Słupsku po 1989 r. i ma regionalne czy ponadregionalne znaczenie. Pan mi ich nie poda, bo nie ma takich inwestycji.

W 2010 r. Obwodnicę Słupska w ciągu drogi S6, ciężarówki zniknęły z miasta.

– Ale drugi niezbędny element, tzw. mała obwodnica, dopiero jest w budowie. Poza tym to tylko drogi. Spójrzmy na Trójmiasto, proszę mi pokazać, co tam nie powstało…

Trochę by się projektów do zrobienia jeszcze znalazło.

– Ale ile projektów już powstało? Nie oszukujmy się, nie ma zrównoważonego rozwoju. Model polaryzacyjno-dyfuzyjny się nie sprawdził. Dzisiaj musimy myśleć o modelu zrównoważonego rozwoju. W takim modelu takie miasta jak Słupsk, a nawet mniejsze, są wyciągane z zastoju, wspierane. Ludzie w nich mieszkający nie mogą czuć, że skazani na wyjazd, że na miejscu nie mają żadnych szans. Muszą wiedzieć, że jak idą tu do szkoły, to także dostają niezłe wykształcenie, że mogą bez problemu iść do kina, do teatru, do filharmonii.

Jest w Słupsku problem z wyjściem do kina lub do teatru?

– No jest, bo nie można ich utrzymać. Repertuar jest skromny, środki są ograniczone. To nie jest ten standard, o który powinno nam chodzić. Niech pan porówna – Teatr Muzyczny w Gdyni i Teatr Nowy w Słupsku, który musi dzielić scenę z jedną z najlepszych filharmonii w Europie – Sinfonią Balticą. Myślę, że gdyby taka sytuacja byłaby w Trójmieście, to szybko znalazłoby się rozwiązanie.

Narzeka pan, ale gdy spojrzymy w statystyki, to Słupsk wcale nie jest takim ostatnim miastem – ani najbardziej zadłużonym, ani najbardziej biednym, w wielu innych regionach bezrobocie jest dużo większe niż tutejsze 11 proc.

– Ale już w okolicach Słupska bezrobocie wynosi 20 proc., a w Sopocie wynosi 4 proc.

W leżącym bliżej Trójmiasta powiecie nowodworskim wynosi ponad 30 proc.– To jest właśnie ten problem – w Trójmieście będzie to 4-6 proc., a jak pan wyjedzie do Nowego Dworu Gdańskiego już ma pan 15, 20 czy jeszcze więcej procent ludzi bez pracy.Stawiam, że w Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii stopa bezrobocia na peryferiach też jest wyższa niż w metropoliach.

– Ale to nie są takie duże różnice. Jak pan patrzy na rozwój w Niemczech, to znajdzie wiele instytucji centralnych w mniejszych miastach, takich jak np. Słupsk. Dlaczego Polski też nie zdecentralizujemy? Dlaczego w Słupsku nie może być siedziby np. Narodowego Banku Polskiego, Trybunału Konstytucyjnego albo Sądu Najwyższego? Taka instytucja zwiększałaby prestiż tego miasta. Dzisiaj podobne nam miasta umierają.

Gdy spaceruję po Słupsku, widzę jakby inne miasto. Samochody jak w Gdańsku, uśmiechnięci ludzie, kawiarnie, sklepiki. Naprawdę jest tak źle?

– To jest złudne wrażenie. W Słupsku naprawdę mamy większe bezrobocie, większą skalę ubóstwa, i – co bardzo istotne – o 1000 zł niższe wynagrodzenia niż średnia w województwie. Brakuje tysiąc mieszkań komunalnych i socjalnych. Przychodzą do mnie matki, które mają kilkoro dzieci i gnieżdżą się w jakimś 20-metrowym pokoiku socjalnym z grzybem na ścianach. To są poważne problemy tego miasta, nad którymi rządzący nie chcą się pochylić, udając, że Polska to są lotniska, stadiony, autostrady, Warszawa i Gdańsk. Tak naprawdę nie jest.

Wspomniał pan o lotniskach. Gdynia wydała 100 mln zł na terminal na lotnisku w Gdyni, choć 25 km dalej działa znakomicie wyposażone lotnisko w Gdańsku. Co pan o tym myśli?

– Nie chciałbym krytykować mojego kolegi Wojciecha Szczurka, którego bardzo cenię i podziwiam, od którego dużo się uczę, ale uważam, że dzisiaj Gdynia rzeczywiście ma poważniejsze problemy do rozwiązania, także problem ubóstwa, czy osiedla „Pekin”.

Pan by lotniska nie zbudował?

– Ja stoję dzisiaj przed realnym wyborem: czy przykryć dachem aquapark, który budujemy od wielu, wielu lat, a skończyć go nie możemy i który prawdopodobnie trzeba będzie sprzedać prywatnemu inwestorowi, czy może wyremontować 70 mieszkań socjalnych.

Jakiego wyboru pan dokonał?

– Oczywiście, że wybrałem remont 70 mieszkań socjalnych.

Wracając do tych tysiąca brakujących mieszkań, uda się je panu zbudować?

– Na nowe nas na razie nie stać, skupiamy się przede wszystkim na remontach, także pustostanów. Może nie pozostawię po sobie takiego pomnika, jakim jest lotnisko czy aquapark, ale zostawię po sobie wiele mieszkań, rodzin, które będą miały szanse tutaj się rozwijać, pracować i żyć.

„Zostawię po sobie” – to brzmi jakby planował pan już pożegnanie ze Słupskiem.

– Nie, to jest plan na moją prezydenturę. Ja nie będę budował tu wielkich pomników. Nie będę prowadził wielkich inwestycji, które będą kosztochłonne, a będą służyły tylko i wyłącznie jakiejś uprzywilejowanej klasie. Będę tak zarządzać miastem, aby ci, którzy realnie potrzebują pomocy, tę pomoc otrzymali. Aquapark nie jest mi potrzebny.

Baseny to przecież także element cywilizacyjnego standardu w mieście.

– Oczywiście, ale proszę pamiętać, że ta wielka budowa, którą tu zastałem, to aquapark, a nie basen.

Gdyby o rozpoczęciu budowy aquaparku decydował pan, a nie pana poprzednik Maciej Kobyliński, inwestycji by nie było?

– Nigdy. Przede wszystkim dlatego, że w okolicy mamy cztery: w Redzikowie, Ustce, Koszalinie i jeszcze koło Bytowa. Wystarczy.

To co z tą budową. Stanie się to opuszczoną ruiną, pomnikiem megalomanii?– Nie poddajemy się, szukamy prywatnego inwestora, który – być może w partnerstwie publiczno-prywatnym – zainwestuje w ten aquapark. Będziemy starali się go utrzymać. Tylko, że dzisiaj samo utrzymanie tego aquaparku to 7 mln zł rocznie. Za te 7 mln jestem w stanie oddawać każdego roku 210 mieszkań, czyli w ciągu pięciu lat rozwiązałbym całkowicie problem mieszkań.A co pan zrobi, żeby ludzie w Słupsku zarabiali więcej?

– Słupsk musi być bardziej konkurencyjny. Musimy doprowadzić do tego, że do Słupska będzie się przyjeżdżało po pracę. Dziś jest na odwrót – wyjeżdża się stąd, żeby szukać pracy w Trójmieście i za granicą. Musimy stać się miastem atrakcyjnym dla inwestorów. Już nad tym pracuję. Niedawno dzięki uprzejmości ambasadora Szwecji udało mi się spotkać z zarządzającymi największymi szwedzkimi firmami, rozmawialiśmy o inwestycjach w naszym mieście. W tej sprawie byłem także już w Danii. Jeżeli będzie sporo inwestorów, będzie sporo inwestycji, to też płace będą rosły.

Do tej pory bywało tak, że to właśnie niskie płace były zachętą dla inwestorów do otwierania fabryk w danym mieście.

– Tylko dlaczego my mamy być atrakcyjni kosztem innych? Tutaj też żyją ludzie, mają takie same żołądki jak pan redaktor w Trójmieście. Nie widzę powodu, dla którego mieszkańcy Warszawy czy Trójmiasta mają zarabiać więcej, a mieszkańcy Słupska mniej. Mamy takie same potrzeby życiowe i bytowe. Tyle samo chcemy od życia. I ja, jako prezydent, czuję się odpowiedzialny za mieszkańców mojego miasta.

Co planuje pan poza ściąganiem inwestorów?

– Poprawę jakości edukacji: i tej na niższym poziomie, i szkolnictwa wyższego. Akademia Pomorska się zmienia, będzie bardziej atrakcyjna, będzie ściągała do Słupska studentów.

To nie jest myślenie życzeniowe? Niemal każdy samorządowiec w Polsce to mówi: lepsza edukacja, lepsza oferta dla studentów…

– Od tego jest prezydent, żeby te cele formułować, a potem je realizować. To prawda, nie mam wpływu na szkolnictwo wyższe – Akademię Pomorską. Mam za to wpływ na szkolnictwo zawodowe i je zmieniamy. Będą klasy gastronomiczne z Magdą Gessler, także z innymi firmami różnych branż. Łączymy firmy ze szkołami. Tak, żeby ci młodzi ludzie, którzy wychodzą ze szkoły mieli już konkretny zawód, mieli pracodawcę, który potencjalnie ich zatrudni. Nie będą musieli wyjeżdżać do Trójmiasta, na zmywak do Irlandii czy do Wielkiej Brytanii, a zostaną u nas w Słupsku.

W czasie pana kampanii mówił pan o województwie środkowopomorskim, czyli odłączeniu Słupska od Trójmiasta i stworzeniu nowego województwa wspólnie z Koszalinem. Naprawdę pan o to walczy?

– Jeśli polityka prowadzona przez rządzących się nie zmieni, to w interesie Słupska jest uniezależnienie się od mocnego ośrodka, jakim jest Trójmiasto. W tym modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnym Słupsk traci. Łatwiej nam będzie funkcjonować jako oddzielne województwo z Koszalinem – to podobne miasta, podobnej wielkości, nasz rozwój będzie bardziej zrównoważony. Zresztą Słupsk historycznie i geograficznie zawsze był częścią Pomorza Środkowego, a związki z Gdańskiem, Gdynią i Sopotem były słabsze.

Takie obietnice PiS składa regularnie przy wyborach. W tych samych momentach w Elblągu odżywa plan przekopania Mierzei Wiślanej.

– Mimo wszystko mam nadzieję, że PiS ten problem województw rozwiąże. Z takiej decyzji będziemy bardzo zadowoleni. Czekam na aktywność posłanki Joanny Szczypińskiej.

Czyli to już nie są miękkie negocjacje z marszałkiem Mieczysławem Strukiem o podział pomorskich pieniędzy, a zdefiniowany separatystyczny projekt.

– Wiem, że marszałek Struk na pewno nie będzie chętny, żeby się rozłączyć.

Nie tylko on. Ludzi broniących granic obecnego województwa w Trójmieście będzie na pewno więcej.

– To są marzenia. Ale trzeba mieć marzenia. Dobrze wiedzieć, do którego portu chcemy zawitać i, że dobrze by było, gdyby powstało takie województwo. Czymś bardziej realnym jest podzielenie naszego okręgu wyborczego – dziś funkcjonuje tzw. okręg gdyńsko-słupski. Teoretycznie powinniśmy mieć 14 parlamentarzystów, ale tylko czterech ma tutaj swoje biura poselskie, a jedynie trzech jest ze Słupska. Uważam, że Słupsk zyskałby w Sejmie i w Senacie, gdybyśmy mieli swój okręg wyborczy. Dlaczego Trójmiasto jest podzielone w ten sposób: Gdynia i Słupsk są razem, a Gdańsk, Sopot, Tczew razem? To nielogiczny, sztuczny podział. Trójmiasto to jest jeden organizm, okręg wyborczy powinien być jeden.

Na razie jesteśmy w jednym województwie. Ma pan jakieś oczekiwania wobec władz Gdańska, wobec marszałka województwa?

– To nie jest problem prezydenta Szczurka czy prezydenta Adamowicza, oni dbają o swoje miasta i całkiem nieźle sobie radzą. To nie jest też kwestia, którą rozwiąże marszałek Struk, który akurat jest mocnym, chcę to podkreślić, orędownikiem zrównoważonego rozwoju. To jest świetny marszałek, z perspektywą ponadtrójmiejską, który widzi cały region. Myślę, że to jest przede wszystkim postulat do władzy w Warszawie, która niestety dystrybuuje środki w niesprawiedliwy sposób. Rzeczywistość nie zawsze wygląda tak, jak z perspektywy Warszawy. Wiem to także jako były mieszkaniec stolicy.

W czasie kampanii wyborczej miał pan program dość precyzyjnie spisany, sporo postulatów. Rady dzielnic – będą?– Będą. Pracujemy nad tym. Urzędnicy analizują różne propozycje. Chcielibyśmy, aby te rady dzielnic nie były fasadowe. W wielu miastach dzisiaj stworzono rady dzielnic, ale one często nie funkcjonują, bo nie mają żadnych kompetencji. Chcielibyśmy, by te nasze współdecydowały o budżecie obywatelskim. Dziś w Słupsku posiadamy taki budżet – to ponad 2 miliony złotych. On byłby dystrybuowany między dzielnice. Prawdopodobnie powstaną cztery dzielnice, ale to jeszcze rozstrzygniemy na etapie konsultacji z mieszkańcami.Obiecane oszczędności w radach nadzorczych zrobione?

– Zrobione, mission completed.

Ile udało się zaoszczędzić?

– Wiele milionów złotych, niedługo to podsumujemy. Rady nadzorcze i zarządy były rozbudowane, otrzymywały nagrody, prezesom przysługiwały limuzyny, z których bardzo chętnie korzystali. Wstrzymałem nagrody. Widać, że do niektórych to jeszcze nie dotarło. Prezes jednej ze spółek poprosił mnie niedawno, chyba nie zdając sobie sprawy, że nie przyjmę tej propozycji, że chciałby dostać nagrodę roczną w wysokości 50 tys. zł. W mieście, gdzie mam tak dużą skalę ubóstwa, w której prezes spółki zarabia więcej od prezydenta, nie powinno być takich nagród.

Mniej samochodów służbowych, niższe diety dla rad nadzorczych. Czy nie okazało się, że trudno panu teraz znaleźć chętnych do pracy?

– W żadnym przypadku. Ludzie podchodzą z jeszcze większym entuzjazmem. Widzą, że na te pieniądze trzeba zapracować, bo inaczej przyjdzie ktoś inny. Było takie przeświadczenie, że jeżeli obniżę pensje dla członków rad nadzorczych, to nikt się nie zgłosi. Zgłosiło się bardzo wiele osób, które chcą i chętnie pracują za 400 zł dla członka rady nadzorczej. A bywały takie rady nadzorcze, gdzie płaciliśmy 2,6 tys. zł.

Ostatnio rozmawiałem z jednym ze słupskich biznesmenów. Narzekał, że dla celów promocyjnych oszczędza pan parę tysięcy złotych na wodzie butelkowanej dla urzędników, zamiast szukać realnych oszczędności na miliony złotych w oświacie, która jest źle zorganizowana.

– Doskonale o tym wiem, 1/3 naszego budżetu stanowi edukacja. Przygotowujemy się do tych działań. Tuż po tym wywiadzie, mam spotkanie ze związkowcami z ZNP, będziemy o tym rozmawiać.

O czym?

– O mieście. O tym, że 60 proc. uczniów jest spoza Słupska. O tym, że 1/3 budżetu miasta przeznaczona jest na edukację. O tym, że w ciągu 10 lat ze słupskich szkół ubyło 11 tys. uczniów. O tym, że osoby zajmujące się obsługą i administracją w przedszkolach zarabiają najniższą krajową.

Wielu samorządowców, szukając oszczędności, chce się dobrać do Karty nauczyciela, obcinając nauczycielskie przywileje. Pan jako człowiek lewicy też byłby w stanie im powiedzieć: musicie pracować więcej?

– Moi rodzice przez całe życie pracowali w szkole. Moja matka, pracując w szkole, straciła słuch, więc wiem, jak ciężka to jest praca. Ale ja dzisiaj jestem otwarty na dyskusję. Nie chciałbym niczego sugerować, ponieważ my dopiero zaczynamy. Usiądziemy do okrągłego stołu, będziemy rozmawiali ze sobą – ze związkami zawodowymi, z przedstawicielami administracji szkół i przedszkoli, z ekspertami, z radnymi, z mieszkańcami. Przygotujemy mapę propozycji. I zobaczymy. Ale na pewno w edukacji można znaleźć wiele oszczędności, których będziemy szukali.

W Redzikowie trwają przygotowania do budowy tarczy antyrakietowej. Czy ona też jest szansą dla Słupska?

– Ja widzę to bardziej jako zagrożenie. Uważam, że Słupsk jako miasto niczego nie zyskuje dzięki tarczy antyrakietowej. Osoby pracujące przy obsłudze tarczy antyrakietowej będą samowystarczalne, nawet jedzenie dla amerykańskich żołnierzy ma być przywożone z Niemiec, z bazy w Rammstein. Nie widzę żadnych namacalnych korzyści dla miasta.

Wybiera się pan ponoć w sobotę na organizowany po raz pierwszy Trójmiejski Marsz Równości.

– Tak, będę na debacie w Europejskim Centrum Solidarności, a potem idę na Marsz Równości.

A czy w Słupsku też będą takie marsze?

– Prezydent nie organizuje marszów. To są organizacje pozarządowe, które robią takie rzeczy, więc ja sam na pewno nie będę ich organizował. Ale cieszę się ze zmiany, do której doszło. Pamiętam, że kiedyś takie marsze były zakazywane, kiedy rzucano w nas kamieniami. Dzisiaj Polska zmieniła się, choć wiele pilnych problemów – np. związki partnerskie – wciąż czekają na rozwiązanie.

Zobacz także

trojmiasto.gazeta.pl

 

Nowy sondaż: Ruch Pawła Kukiza przed Platformą Obywatelską

koz, 29.05.2015
Wybory prezydenckie 2015. Sukces Pawła Kukiza

Wybory prezydenckie 2015. Sukces Pawła Kukiza (KORNELIA GŁOWACKA-WOLF AGENCJA GAZETA)

Najnowszy sondaż poparcia na tygodnika „Newsweek” wykonała pracownia Estymator.
Z najnowszego badania wynika, że PiS (wraz z Solidarną Polską oraz Polską Razem) prowadzi w rankingu partii politycznych z poparciem 36 proc. Polaków. Na Listę Kukiza zdecydowałoby się zagłosować 25 proc. respondentów. To o 5 proc. więcej niż dostałaby Platforma Obywatelska.Tuż nad progiem wyborczym znalazło się SLD, a do Sejmu nie weszłoby PSL.Badanie wykonano 27 i 28 maja na reprezentatywnej próbie 1138 dorosłych osób metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI. W prezentowanych wynikach uwzględniono wyłącznie osoby, które zadeklarowały na jaką partię będą głosować.

wroclaw.gazeta.pl

Prezydent elekt Duda w pierwszym wywiadzie w TV. „W sprawie Smoleńska trzeba mniej mówić, więcej robić”

Andrzej Duda udzielił pierwszego telewizyjnego wywiadu w roli prezydenta elekta
Andrzej Duda udzielił pierwszego telewizyjnego wywiadu w roli prezydenta elekta Fot. Polsat

– Chciałbym, by dowody znalazły się w Polsce, żeby przeprowadzone zostały ekspertyzy. W sprawie Smoleńska mniej mówić, a więcej robić – mówił w wywiadzie dla Polsat News prezydent elekt Andrzej Duda.

Duda udzielił pierwszego telewizyjnego wywiadu w roli prezydenta elekta. Pytany był m.in. o to, jakie będą jego pierwsze kroki po objęciu obowiązków i jakich zmian dokona. – Chcę podwyższenia kwoty wolnej od podatku co najmniej do 8 tysięcy. To jest projekt, który uważam za pilny. Chcę obniżenia wieku emerytalnego. Trzeba dopracować projekt, żeby łączyć wiek z długością okresu składkowego – stwierdził.

Dodał, że projekt ws. wieku emerytalnego może być gotowy już w sierpniu. W jego ocenie wnioski referendalne, m.in. w sprawie reformy emerytalnej, które mimo protestów odrzucono, „to jest coś, co w kraju demokratycznym nie powinno mieć miejsca”.

Prezydent elekt wypowiedział się także na temat Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Asekuracyjnie stwierdził, że konieczna jest dyskusja. – Nie rozumiem działania prezydenta, które niestety miało charakter czysto wyborczy [projekt zmiany konstytucji – red.]. Taka decyzja powinna zostać poprzedzona dyskusją. Chciałbym, by wypowiedzieli się eksperci – zaznaczył.

Jednym z tematów rozmowy była również katastrofa smoleńska. Duda został zapytany o to, czy podejmie działania ws. zwrotu wraku prezydenckiego tupolewa i czy będzie apelował o międzynarodowe śledztwo. – Ja bym bardzo chciał, żebyśmy wreszcie z poziomu dyskusji medialnych zeszli na rzeczywiste działania. Jest takie wrażenie, że temat Smoleńska stanowi iskierkę, którą – jak trzeba – się podkłada, by doszło do zamieszania – odpowiedział.

Mówił też, że nie ma nic przeciwko odbywającym się w sprawie Smoleńska konferencjom naukowców. – Chciałbym, by to wszystko odbywało się w atmosferze spokoju, merytorycznej dyskusji – stwierdził.

Zadeklarował też, że „będzie rozmawiał” w kwestii katastrofy, tak, by organy zajmujące się śledztwem miały np. dostęp do podstawowych dowodów, w tym wraku. – Trzeba ich poszukiwać wszędzie, gdzie to jest możliwe – skomentował.

naTemat.pl

Niemcy zajmą się badaniem katastrofy smoleńskiej, sprawdzą czy to był zamach

Dochodzenie ma sprawdzić podejrzenie o zamach
Dochodzenie ma sprawdzić podejrzenie o zamach Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Niemiecka prokuratura generalna rozpoczęła wstępne dochodzenie. Jak podaje portal wpolityce.pl to procedura sprawdzająca, czy 10 kwietnia 2010 roku doszło w Smoleńsku do zamachu. Oficjalne pismo miał otrzymać mec. Stefan Hambura, pełnomocnik rodzin kilku ofiar katastrofy.

– To jest porównywalne do postępowania sprawdzajacego w Polsce. Niemiecka prokuratura generalna może skorzystać z pomocy różnych instytucji i zwracać się do niemieckiego rządu w tej sprawie. W urzędzie kanclerskim znajduje się także koordynator ds. służb specjalnych i bez problemu prokuratura może dotrzeć do różnych dokumentów. Mam nadzieję, że tak zrobi. Widać, że Niemcy traktują tą sprawę bardzo poważnie – powiedział portalowi niezalezna.pl mec. Hambura. Dodał, że zainteresowanie Niemców wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej to zapewne efekt zwycięstwa Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich.

Niemieckie dochodzenie ma sprawdzić, czy podejrzenia o zamach są słuszne. Jak pisze w polityce.pl Niemieckie prawo, konkretnie artykuły 89a i 89b kodeksu karnego, zezwala państwu niemieckiemu na badanie wszystkich zdarzeń, w których jest podejrzenie ataku terrorystycznego (np. dokonanego przez służby specjalne innego państwa), nawet jeśli jedynymi ofiarami są cudzoziemcy.W czasie tego dochodzenia prokuratura będzie mogła przesłuchiwać świadków, żądać wydania dokumentów a także występować o pomoc prawną do innych państw.

Wstępne dochodzenie wyjaśniające miało zostać rozpoczęte po ukazaniu się książki dziennikarza śledczego Jurgena Rotha pt. ”Tajne Akta S.”. Juergen Roth, autor zajmujący się głównie przestępczością zorganizowaną, napisał książkę o Smoleńsku. Pojawia się w niej informacja o notatce niemieckiego wywiadu, według której katastrofa to wynik zamachu. Miał go zlecić „członek polskiego rządu” rosyjskiemu generałowi, dowodzącemu komórką FSB na Ukrainie. Roth dokonuje też porównania katastrofy smoleńskiej z zestrzeleniem indonezyjskiego samolotu przez prorosyjskich separatystów i agresją na Ukrainę.
Źródło: wpolityce.pl

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: